środa, 19 marca 2014

- Wychodzę! – krzyknął Louis, stojąc w progu.

- Nareszcie ruszasz swój tyłek! – odpowiedział Harry, jedząc frytki i obracając w dłoniach solniczkę.

- Ha ha! Bardzo śmieszne! – skomentował Louis, po czym trzasnął drzwiami. Harry odgarnął płomienne loki z twarzy i zmarszczył brwi. Nie podobała mu się wizja dwóch tygodni chodzenia w czapce. Jeśli on ucierpiał na wyglądzie, Louis ucierpi jeszcze bardziej. Przez jego umysł przeleciały dziesiątki podstępnych planów, lecz żaden nie wydawał się odpowiedni.

Przewrócił solniczkę w dłoni, zastanawiając się, gdy nagle przypomniał sobie studencki żart, który wykręcił Niallowi. Biedak chodził z odparzonymi pośladkami przez dwa tygodnie, po tym jak po powrocie z plaży opróżnili zawartość butów na jego łóżko.

Lecz to by nie starczyło. Louis nie wierci się podczas snu.

- Już wiem! – krzyknął do siebie triumfalnie, podrzucając solniczkę w górę. Szkło rozbiło się o podłogę, a zawartość narobiła bałaganu. – Wszystko, kurwa, przeciwko mnie!

*

- Oooo Looouis! – zawołał Harry, szczerząc się, kiedy chłopak wszedł do mieszkania. – Gdzie byłeś?

- Od kiedy cię to interesuje – zdziwił się starszy, kładąc na blacie w kuchni pełne zakupów siatki. – Poza tym, mógłbyś się domyślić.

- Jakie to miłe, troszczysz się o mój żołądek.

Louis pomyślał o tym, jak kilka minut temu dobierał odpowiednie produkty, ze względu na wrażliwy układ pokarmowy Harry’ego, ale przecież nie mógł się do tego przyznać. Oficjalnie się nienawidzili.

- Nie o twój, tylko o swój – fuknął.

- Jaaaaasneeeee… - Harry zbliżył się do niego i ułożył ręce na jego biodrach. Louis wstrzymał na chwilę oddech i poczuł ciepło, rozchodzące się po jego klatce piersiowej. Dawno nie był z Harry’m tak blisko – no przynajmniej nie na trzeźwo i nigdy poza sytuacją, w której krzyczeli sobie prosto w twarz.

- Harry! – wzdrygnął się i odsunął. – Co ty wyprawiasz?!

- Próbuję cię pocałować!

- Odbiło ci?!

- Louis, nie zachowuj się jak dziecko!

Szatyn zamarł na moment. Wcale nie zachowywał się jak dziecko – to Harry był głupi, napalony i wyobrażał sobie nie wiadomo co. Lecz w jednej chwili zawahał się… chciał pocałować Harry’ego – tak niewyobrażalnie bardzo, ale nie mógł. Zaczął przeklinać w myślach. Dlaczego życie nie mogło być kreskówką? W tej chwili diabełek i aniołek pojawiający się na ramionach bardzo by mu pomogli.

- Moglibyśmy wrócić do łóżka i… - szeptał do jego ucha Harry. – Mamy cały dzień dla siebie.

Louis poczuł jak ręce Harry’ego wędrują po jego rozgrzanym ciele. Przez chwilę pomyślał, że znów jest jak dawniej, kiedy kochali się nawet w środku dnia, ponieważ, cóż, oboje mieli na siebie ochotę.

W jednej chwili Harry wziął Lou na ręce i posadził na blacie kuchennym. Louis rozszerzył nogi, by dać Hazzowi jeszcze lepszy dostęp do siebie. Louis z niecierpliwością, trochę agresywnie naparł na usta Loczka. W tym momencie rozpoczęła się walka o dominację. Hazz przygryzł lekko dolną wargę szatyna. Lou odczepił się od Harry’ego. Teraz patrzyli sobie głęboko w oczy.

Harry zapomniał przez chwilę, że ma do wykonania misternie uknuty plan. Poczuł ciepło bijące od Louis’ego. Zatracił się w niebieskich tęczówkach chłopaka. Chciał go ponownie pocałować. Lou odczytał jego intencję i był już gotowy, aby znów przyjąć Loczka; przechylił lekko głowę, lecz Harry podarował mu „eskimoski pocałunek”. Louis mruknął cichutko coś niezrozumiałego wprost do ust Harry’ego. Teraz to Lou chciał podroczyć się z Harry’m. Otarł się o jego krocze.

- Boże… - Louis westchnął cichutko.

Harry był taki twardy.

- Chodź, moja księżniczko, bzykanie w kuchni jest kuszące, ale dziś chcę cię w łóżku.

Louis instynktownie owinął nogi wokół talii Harry’ego, a ten podtrzymał go za biodra. Całowali się, zmierzając w stronę sypialni, zatraceni w cieple swoich ciał. Harry potknął się o kanapę i oboje upadli na jej oparcie, a następnie na podłogę. Louis zaśmiał się głośno, leżąc na zimnych panelach i będąc przygniatanym przez ciało Harry’ego. Dodatkowo bawiło go to, iż Lokowaty niecierpliwie wbija swoją twardą erekcję w jego krocze.

- Wiedziałem, że tylko ja potrafię cię tak podniecić – mruknął z satysfakcją.

- Ugh, zamknij się i wstawaj – jęknął obolały Harry.

*

Leżeli na sobie spoceni i rozpaleni. Harry założył na siebie prezerwatywę i puścił oczko do Louis’ego, który leżał pod nim z pożądaniem wypisanym na twarzy. Uśmiechnął się cwaniacko w odpowiedzi i podniósł kolana, by następnie owinąć je wokół bioder Harry’ego i dać mu lepszy dostęp.

Harry ustawił swojego penisa u wejścia Louis’ego i bardzo powoli pochylił się do przodu. Louis westchnął, reagując na uczucie wypełnienia.

- Bądź ostrożny – szepnął.

Harry’emu na moment serce złamało się w pół. Pamiętał jeszcze ich pierwszy raz. Byli tacy zakochani… Dlaczego to się zepsuło?

- Zawsze jestem – odparł i wysunął się z kochanka, po czym znów w niego wszedł.

- Och – westchnął Lou. – Jak dobrze.

Harry poczuł satysfakcję. Pchnął mocniej i jednocześnie zatopił usta w szyi Louis’ego. Robił malinki na jego ciele i pieprzył, doprowadzając szatyna na skraj wytrzymałości.

- Ach, Harry, moment – powiedział nagle Lou, nadal ciężko wzdychając.

- Co jest?

- M-moje plecy i… Boże, dałeś nowe prześcieradło? Przecież wiesz, że moja skóra jest delikatna.

Harry zamarł. Zaczął żałować swojego żartu. Już prawie o nim zapomniał! Louis wiercił się i nagle spróbował się podnieść, lecz Harry stanowczo na niego naparł.

- Eee… nadal jestem w tobie.

- Zapomniałem już… - odpowiedział sarkastycznie Lou.

- Nie zaczynaj znów…

- To tym razem twoja wina, że muszę zacząć. – Louis warknął.

- Popatrz, opadł mi przez ciebie!

- Haha! Może to ja powinienem być na górze, skoro ty już nie dajesz rady, kotku? – powiedział słodko Lou, prosto w usta Hazzy.

- Louis, jeszcze jedno słowo, a nie siądziesz przez tydzień lub skończysz w łazience masturbując się pod prysznicem – odgrażał się Hazz.

- Wiesz co? Nie chcę już twojego kutasa. Wyjdź ze mnie. A tak w ogóle, to śpisz dziś na kanapie.

- Dobrze, dam odpocząć twojej szlachetnej dupie – wymruczał Harry do ucha Louis’ego.

- Idź już…

- Skończymy to jutro – powiedział Harry.

- Chyba śnisz…

*

Harry ułożył się na czerwonej, skórzanej kanapie w salonie i nakrył się miękkim kocem. Wziął na kolana laptopa. Zaczął przeglądać maila. Kilka wiadomości do Zayna, trochę Spamu i powiadomienia z e-bay’a.

- Hm… E-bay? – Kolejny genialny plan kształtował się w jego głowie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz