niedziela, 16 marca 2014

- Nie mówisz poważnie! – krzyknął Harry, krocząc po salonie, kiedy Zayn siedział na kanapie. – Zgodziłem się, żebyś jechał do Brooklynu i przystałem na te dwie sesje w tygodniu. Ale zrobiłem to tylko dlatego, że on miał zniknąć! Nie chcę, żebyś jeździł do jakiegoś cholernego psychiatryka, żeby jakiś psychol mógł zadawać ci pytania.

Wbrew rozsądkowi, powiedział Harry’emu o tym, że właściwie nie rozmawiali o Louisie i o tym, co robił, a zamiast tego on był tym, który odpowiadał na pytania.

- Harry-

- Nie waż się zaczynać. – Harry spojrzał na niego. – Odmów, Zayn.

- Już się zgodziłem. – To przykuło uwagę Harry’ego. Jego usta otworzyły się, aby odpowiedzieć, lecz po chwili zamknęły się. Jego oczy były duże i zielone, jakby miał zacząć płakać. Zayn nienawidził, kiedy płakał.

- Podjąłeś decyzję bez pytania mnie o zdanie. – To nie było pytanie, wiec Zayn nie odpowiedział. – Mieliśmy być zespołem, Zayn. Tym miał być nasz związek. – Harry obrócił się i opuścił pokój. Zayn westchnął i potarł zmęczoną twarz, po czym wstał i poszedł za chłopakiem do sypialni.

- Haz, on potrzebuje pomocy.

- On potrzebuje cholernej śmierci – parsknął Harry. Jego oczy rozszerzyły się, kiedy doszło do niego to co powiedział, a jego ręka zakryła usta. Zayn zrobił odruchowy krok do tyłu. Nigdy nie słyszał czegoś tak wrogiego z ust Harry’ego. Brunet opadł na łóżko i ukrył twarz w dłoniach. Zayn ułożył się koło niego i zaczął delikatnie głaskać jego ramiona.

- To tylko półtorej godziny w tygodniu. On potrzebuje pomocy, Harry.

- Są inni, którzy mogą mu pomóc, Zayn. Lekarze są nawet w tym szpitalu!

- Prosił o mnie.

- I to nie wydaje ci się dziwne? – zapytał Harry, obracając się do niego twarzą, a zielone tęczówki spotkały oczy Zayna.

- To jest dziwne, ale on jest dziwny. Nie odpowiedział mi na razie na żadne pytanie.

- No właśnie! – krzyknął Harry. – Pozwalasz mu bawić się w psychiatrę! O co w tym chodzi?

- Pozwalam mu myśleć, że może się mną bawić Harry. Powalę go jego własną bronią.

- Przez mówienie mu osobistych rzeczy? Tak, świetny pomysł – powiedział sarkastycznie Harry.

Tym razem, kiedy Zayn wychodził, nie dostał błogosławieństwa Harry’ego.

***

- Jaki jest twój ulubiony kolor, doktorze Malik? – zapytał Louis, trzymając w dłoni notes. Tym razem miał na nosie okulary. Na początku, Zayn wywnioskował, że chciał zadrwić z psychiatrów i wszystkich lekarzy, ale jakby bliżej przyjrzeć się jego dokumentacji medycznej, najwyraźniej ich potrzebował.

- Bordowy – powiedział Zayn trochę znudzony przez te wszystkie bezużyteczne pytania. Aczkolwiek, odpowiedzi wydawały się intrygować Louisa.

- Naprawdę?

- Tak? – odparł Zayn jak pytanie. Jego pierwsze pytanie tego dnia.

- Kolor bordowy oznacza ciężkie doświadczenia, które ktoś doświadczył i sprawiły, że ta osoba stała się sympatyczna i wielkoduszna. To często ulubiony kolor osób, którzy zostali sponiewierani przez życie, ale wyszli na prostą. – Brzmiało to, jakby cytował coś, co przeczytał. Prawdopodobnie tak było. Tak czy inaczej, był bardzo blisko odkrycia, kim jest Zayn.

- Czego doświadczyłeś, doktorze Malik?

- Niczego, co odchodzi od przeciętności.

- Ale czym jest przeciętność? Przeciętność oznacza normalność, prawda? A nikt nie jest tak naprawdę normalny. Nawet ty – powiedział Louis, jakby był nauczycielem, który karci niegrzecznego ucznia. – Wreszcie trafiamy na dobre pytanie, doktorze Malik! – powiedział radośnie. – Czego doświadczyłeś? Co sprawiło, że zostałeś psychiatrą?

- Byłem bity jako dziecko.

- To raczej nieoryginalne, prawda? Przez ojca?

- Nie, przez ojczyma. Moi rodzice umarli dwa dni po tym, jak się urodziłem.

- To jest interesujące. Jak umarli?

- Wypadek samochodowy.

- Eh, nadal nieoryginalne. W każdym razie, byłeś bity, a potem co? Powiedziałeś komuś?

- Nie, nigdy nikomu nie powiedziałem. – Poza Harrym, ale to nie było ważne. Louis nie musiał o nim wiedzieć.

- Więc nadal jest twoim ojczymem?

- Raczej tak.

- A ty nigdy nie powiedziałeś ani słowa? Nawet teraz, kiedy jesteś szanowanym lekarzem? – To zdawało się zaintrygować Louisa bardziej niż powinno.

- Nauczyłem się, że źli ludzie robią złe rzeczy. Jest stary i tak niedługo umrze.

- A co z innymi dziećmi, które mógł zranić? Pozwolisz komuś innemu cierpieć?

- Nigdy już nie skrzywdzi dziecka.

- A ty skąd to wiesz?

- Większość ludzi wierzy w groźby, kiedy uderzasz jego całe ciało kijem baseballowym – powiedział Zayn. Louis zamarł, a jego oczy zamknęły się. To wyglądało, jakby Louis miał teraz odrobinę szacunku do niego. Zayn był trochę obrzydzony sobą. Od kiedy to musiał zyskać pochwałę od seryjnego mordercy?

- Groziłeś mu…

- Że wezwę gliny. Jak mówiłeś, nieoryginalne.

- Większość ludzi nie byłaby tak odważna.

- Ja byłem.

I nagle, Louis stał przed nim, wręczając mu notatnik.

- Dobrze, psychiatro. Twoja kolej. Masz dziesięć minut.

***

- Zaczynało się od znalezienia idealnej rodziny. Tych nieoryginalnych skurwysynów, którzy mieli wszystko, czego chcieli, a nadal im było mało. To odrażające. Pierwszą rodziną byli Kavenaughowie, to było takie proste. Nawet nie zamykali drzwi na noc. Tak łatwo było po prostu wejść do środka. Ale ja nie chciałem, żeby było łatwo. Chciałem, żeby wiedzieli, że tam jestem. Jedli obiad, kiedy to zrobiłem. Wszyscy siedzieli po prostu przy stole. Wszyscy oprócz starszego chłopaka. Nawet nie słyszeli, że wszedłem do środka. Śmiali się z czegoś, ale nie słyszałem o co chodziło. Ale najmłodsza córka zobaczyła mnie, kiedy wchodziłem do kuchni. Chyba wzięła mnie za przyjaciela brata, ponieważ nie krzyczała. Miałem broń. Wyciągnąłem ją i wskazałem nią na ojca. Dwie dziewczynki zaczęły krzyczeć, ale nie obchodziło mnie to. Ich ojciec był tam, gdzie chciałem. Powiedziałem im, żeby poszli do salonu. Przywiązałem dwie córki do nóg stolika, a ręce państwa Kavenaughów związałem z tyłu do krzesła. Wtedy poszedłem do góry, aby znaleźć najstarszego syna. Zauważyłem, że był dziwakiem. Właściwie nie pasował do reszty rodziny. Ale kiedy wszedłem z bronią, popchnął mnie. Chyba próbował być bohaterem, ale to było dziwne. Strzeliłem mu w kolano i zaciągnąłem na dół do salonu, gdzie kazałem mu usiąść na podłodze. Pan Kavenaugh był pierwszy, aby wszyscy mogli to wiedzieć. Jest kilka miejsc na ciele człowieka, które nie krwawią tak szybko. Pozwoliłem im patrzeć, jak wykrwawia się przez długi czas. Później był czas na syna. Musiałem najpierw pozbyć się mężczyzn, ponieważ mogli próbować być odważni. Następna była pani Kavenaugh. Rozciąłem ją i obserwowałem, kiedy płakała, całkowicie unieruchomiona. Dwie małe dziewczynki były trudne, muszę to przyznać. Jedna próbowała uciec, kiedy ją rozwiązałem, ale uderzyłem ją w głowę bronią. Upadła na podłogę, jak płatek kwiatu. Druga dziewczynka nie chciała przestać płakać, więc rozprułem ją, aby przestała. W między czasie, kiedy rozprawiłem się z resztą, pan Kavenaugh już prawie nie oddychał. Jego syn biadolił pod nosem, to było żałosne. Spojrzałem każdemu z nich w oczy, kiedy stanąłem nad nimi, obserwując jak wykrwawiają się na drewnianą podłogę. To wszystko zakończyło się trochę po godzinie. Ta rodzina była najprostsza i najtrudniejsza. Po nich, było mi łatwiej obserwować jak umierają. Obserwować jak wykrwawiają się, wiedząc, że będą czuć, co czułem każdego dnia.

- Co to znaczy? – zapytał Zayn, zapisując całe wyznanie. Louis tylko się uśmiechnął.

- Miałeś dziesięć minut, doktorze Malik. Pozostało trzydzieści sekund, a ty nie pytasz mnie o najważniejszą rzecz.

- Czyli?

- Co zrobiłem z chłopakiem.

***

Zayn wszedł pod prysznic o dwudziestej trzeciej tej samej nocy. Jego głowa pulsowała od rozmowy z Louisem i detektywem Laurence. Zgodnie z dokumentami w tej sprawie, Andrewa Kavenaugha nie było, kiedy przyjechała policja. Według Louisa, jego ciało było na Bay Ridge w Brooklynie. Teraz próbowali tam go odnaleźć. Zayn nie oczekiwał zbyt wiele. Minęły cztery miesiące, odkąd Louis wymordował tę rodzinę. Prawdopodobnie już go tam nie było.

Był wykończony, a jego ciało spięte. Czuł się tak od wyznania Louisa w psychiatryku. Jego słowa cięły bezlitośnie. Typowy przykład socjopaty.

Był zaskoczony, kiedy drzwi od prysznica się otworzyły, a czyjeś ręce chwyciły jego ciało, ale od razu zrelaksował się, zdając sobie sprawę, że to Harry. Jego dłonie masowały spięte mięśnie Zayna i westchnął, relaksując się jeszcze bardziej na ten delikatny dotyk.

- Ktoś jest spięty - wymamrotał Harry.

- Praca z seryjnymi mordercami mogą to wywołać – odparł Zayn, zamykając oczy na cudowne uczucie masażu.

- Wiesz – powiedział Harry. Jego dłoń ześlizgnęła się na biodro Zayna, a usta muskały miejsca gdzie poprzednio były jego ręce na ramionach chłopaka. – Minęło naprawdę dużo czasu, odkąd uprawialiśmy seks pod prysznicem. – wyszeptał. Zayn zachichotał krótko, po czym obrócił się do chłopaka, wplątując w palce w jego włosy i złączając ich usta w gorącym pocałunku. Harry jęknął z uznaniem, a jego ręce sięgnęły do ud Zayna i podniosły go. Opalony chłopak otoczył biodra Harry’ego, kiedy został popchnięty na ścianę prysznica.

Po wszystkim, kiedy leżeli w łóżku nadal, ociekając wodą, Zayn pomyślał o słowach Louisa. „ Druga dziewczynka nie chciała przestać płakać, więc rozprułem ją, aby przestała”. Zayn wzdrygnął się mimowolnie, a ręce Harry’ego mocniej go otoczyły.

- Śpij, Zayn. Cokolwiek się dzieje, możesz o tym pomyśleć rano.

Zayn zasnął. Śnił o krzyczących dzieciach i Louisie, którego broń była wycelowana w ich głowy. Obudził się godzinę później, kiedy jego telefon zaczął dzwonić z łazienki. Podniósł głowę z klatki piersiowej Harry’ego i jęknął. Wstał z łóżka i chwycił telefon, naciskając zieloną słuchawkę.

- Halo?

- Doktor Malik? – To był agent Laurence i brzmiał poważnie.

- Coś się stało? Znaleźliście Andrew?

- Tak i nie.

- Detektywie?

- Znaleźliśmy ciało, ale to nie by Andrew. Obawiam się, że będziemy musieli porozmawiać z panem Tomlinsonem.

- O czym?

- Wiedział, gdzie jest ciało, Zayn. Pytanie tylko, kogo to jest ciało?

- Skąd wiesz, że to nie jest coś całkiem przypadkowego? Nie jest trudno porzucić tam ciało, agencie.

- A czy brzmi to na coś przypadkowego według ciebie? – Zayn westchnął.

- Nie – odpowiedział. Zgodził się spotkać z agentem Laurence w ośrodku psychiatrycznym o szóstej, po czym rozłączył się. Położył się na łóżku obok Harry’ego, ale nie myślał o spaniu.

- Odnaleźli ciało? – Zayn skinął głową. – I myślą, że to ma coś wspólnego z Louisem? – Kolejne skinięcie.

- Więc, cudownie – powiedział Harry, przekręcając się plecami do Zayna. Zayn czuł się okropnie, wiedząc, że Harry próbuje trzymać się z dala od kłopotliwej sytuacji. Postanowił, że zacznie częściej słuchać Harry’ego, po czym zasnął.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz