wtorek, 18 marca 2014

*Niall usiadł w swoim gabinecie na wygodnym, skórzanym krześle. Położył nogi na biurku i począł bawić się długopisem. Jego myśli zajął niejaki Louis Tomlinson. Barwna osoba, która zaintrygowała go od samego początku, kiedy się o nim dowiedział. Oczywiste było, że nie może się dowiedzieć że Niall to Ojciec chrzestny, dopiero wtedy kiedy przyłączy się do rodziny. Tak, Niall uważał że oni wszyscy tworzą rodzinę, i tak było. Każdy przychodził do niego po poradę czy pomoc, którą chętnie udzielał. Znał wszystkich lepiej niż oni sami, i wiedział o ich sekretach, chociaż uważali ze dobrze je ukrywają. Ufał im bezgranicznie i oczekiwał od nich tego samego.

Wziął do ręki swój telefon i napisał smsa do Harry’ego, żeby zorganizował kolację. Niall był pod tym względem sentymentalny, jeśli była umówiona kolacja, każdy bez wyjątku musiał być na niej. Inaczej zyskał by sobie nieprzychylność Horana, a to było najgorsze dla każdego, nawet z rodziny. Mimo tego iż miał zaledwie 20 lat, był największym gangsterem w Wielkiej Brytanii czy we Włoszech. Legenda o nim krążyła już i krążyć będzie aż po jego kres. Podobało mu się to, sława była przydatna, i każdy ale to każdy chciał wiedzieć kim jest Ojciec chrzestny. Jednak on wciąż pozostawał anonimowy, wśród tych fałszywych tożsamości, twarzy i pomocników.

Po pół godzinie Danielle razem z Liamem zasiedli po lewej stronie, Zayn z Perrie po prawej, Harry na końcu stołu. Po kilku minutach zszedł sam Niall i usiadł na szczycie dębowego, zabytkowego stołu jadalnego, który był bogato zastawiony. Spojrzał na Zayna który nieświadomie puszczał oczka do Liama i z powrotem. Zaśmiał się melodyjnie, czym zwrócił na siebie uwagę. Zadziwiała go ta dwójka.

- Zayn, jak układa się wam z Perrie? – spytał unosząc nonszalancko brew a Liam zakrztusił się czerwonym, wiekowym winem.

- Cóż, nie narzekamy, prawda kochanie? – zwrócił się do Edwards i pocałował ją w czoło. Tym razem wzrok blondyna przeniósł się na Liama.

- A u was?

- U nas też nie najgorzej. Planujemy we czwórkę wyjechać do Notthingam w sprawach interesów i na lekki odpoczynek. Tobie też by się przydał, Niall. – mruknął w odpowiedzi i podobnie jak Malik zaświergotał do Danielle.

- Oh, też tak sądzę, ale mam jeszcze jedną sprawę do załatwienia. – uśmiechnął się nieco przyjaźniej, dzięki czemu kamień spadł z serca czwórce kochanków. Harry również się uśmiechnął, pod nosem. Wiedział doskonale że Niall miał słabość do niebieskich oczu.

- Czyżby to miało związek z Louisem Tomlinsonem? – Styles rozłożył serwetkę na kolanach i przeszywającym wzrokiem spojrzał na Nialla, który przegryzł wnętrze policzka.

- Muszę poznać naszego nowego współpracownika, nie uważacie?

- Tak, oczywiście, Ni. – powiedział Harry, wiedząc doskonale że dopiął swego i zirytował Nialla.

- Nie Ni, powtarzałem ci Styles. – pokiwał głową, odkrawając kawałek cielęciny.

- Boże, nie wspominajcie mi o tym kretynie. – jęknął Zayn patrząc na zarumienionego Liama. – Jest… dziwny. – W jego słowach było drugie dno a w oczach czysty gniew.

- Tak, zgadzam się. Arogant nie widzący niczego poza czubkiem swojego nosa. – potwierdził Liam, a Nialla rozbawiła taka zgodność między mężczyznami.

Po posiłku wszyscy wstali i uściskami się ‘pożegnali’. Mieli taki zwyczaj, który każdy musiał szanować, choć przychodziło im to z trudem. Ale musieli słuchać Nialla. Blondyn przywołał gestem dłoni Danielle do swojego gabinetu. Dziewczyna usiadła na ciemnozielonej pufie i słodko się uśmiechnęła do Horana.

- Tak? – założyła nogę na nogę, poprawiając spódniczkę.

- Uważam że powinniście z Liamem mieć dziecko. To już najwyższy czas, jesteście tacy szczęśliwi, mam nadzieję że za 10 miesięcy urodzi się dziecko. – puścił do niej oczko, a Danielle zamurowało. Była na niby z Liamem, szczęście dawała jej Perrie a Liamowi Zayn. Odpowiadał im wszystkim ten układ, jednak to co usłyszała od Nialla zmroziło jej krew w żyłach. Wiedziała że nie może się sprzeciwić Ojcu chrzestnemu. Pokiwała głową i wyszła, biegnąc do pozostałych by im przekazać szokującą informację.

Niall podszedł do okna. W lewej ręce trzymał szklankę bourbonu, w świetle księżyca podziwiał swój sygnet który dostał od ojca. Jego myśli przesłonił jednak Louis.

Był cholernie ciekawy, jaki był. Z tego co opowiadali Zayn i Liam, był okropnie arogancki, ale taki powinien być. Nie mógłby być miękki, jak niektórzy, nie przetrwałby wtedy w tym interesie. Nie udałoby mu się to po prostu.

I tak, spędził kolejną godzinę w samotności, rozmyślając o intrygującym brunecie.


Niall usiadł na skórzanej, czarnej kanapie, kładąc nogi na stole. Popijał Bourbon. Zawsze tak robił, kiedy się denerwował. Tak było i też tego wieczora. Liam i Zayn krzątali się w magazynie przygotowując broń, Harry podłączał komputery i wprowadzał wirusy do bankowego systemu. Tego dnia mieli się wzbogacić o okrągłe 3 miliony funtów. Była to okropnie ryzykowna misja i jednocześnie jakże kusząca.

Bank, na który planowali napad tej nocy miał zostać zapełniony setkami banknotów o nominałach 100 funtów. Ochrona mimo wszystko nie miała zostać wzmocniona. To była ich wielka szansa na wzbogacenie się a Niall, chciał z niej skorzystać.

Nie byłoby tego wszystkiego, gdyby nie ryzykował i nie zamierzał rezygnować z tej akcji pomimo złego przeczucia, które ogarniało jego ciało.

Big Ben wybił godzinę 22. Malik i Payne wbiegli do banku, robiąc zamieszanie. To była część planu. Głośna broń i strzały wokół, które umyślnie nikogo nie raniły. Krzyki roznosiły się wokół, jednak ani Zayn, ani Liam nie przestawali strzelać.

W tym czasie Niall i Harry przedostali się szybko do skarbca i rozłożyli torby na metalowych stołach. Wrzucali szybko pieniądze do nich i spontanicznie wpychali tyle, ile się mieściło. Horan spojrzał na zegarek, uwinęli się w 50 sekund. Niall z dumnym uśmiechem wybiegł z banku upewniając się, że jego towarzysz jest przy nim.

Wsiedli razem z resztą do czarnego SUV’a i z piskiem opon odjechali. Oddech każdego z nich był nierówny i szybki. Jechali szybko wyboistymi drogami, prowadzącymi do fabryki, gdzie chcieli ukryć pieniądze. Zdjęli kominiarki i przepakowywali forsę do czarnych skrzynek, wydobytych z fundamentów. To była cholernie ryzykowna akcja i przysporzyła początkowo wiele kłopotów, jednak oni zawsze sobie poradzą, w każdej sytuacji.

- Ktoś jedzie. – powiedział cicho Harry. Liam zaśmiał się lekko.

- Przesłyszało ci się. – odpowiedział a Styles pokiwał głową.

Skończyli swoją pracę, gdy usłyszeli syreny policyjne. Ile tchu w płucach i sił w nogach, zaczęli biec. Policja była niczym psy myśliwskie, nie dawała im spokoju. Biegli przez gęsty las, spowity mrokiem, a za nimi snopy świateł, dodatkowym obciążeniem były torby pełne pieniędzy. Niall był na tyłach, specjalnie spowolnił. Zayn próbował odwieść go od tego planu, był Ojcem chrzestnym, to oni powinni się narażać, jednak blondyn stanowczo zaprzeczył.

Po chwili grupa zniknęła a Niall biegł sam. Strzały padały z każdych jego stron. Głośne huki rozrywały ciemność a gdzieniegdzie ziemia eksplodowała do góry przy jego nogach. Nie wiedział jak biec, był w pułapce, jak cholerna mysz. Jego przeznaczeniem było zginąć w lesie, jednak ktoś postanowił w tym przeszkodzić.

Louis Tomlinson. Kula przeszyła jego klatkę piersiową, miażdżąc mostek. Szatyn upadł na ziemię z głuchym krzykiem przepełnionym bólem. Niall zatrzymał się i wpatrywał w chłopaka, który trząsł się. Policja zawróciła, gdy jeden z radiowozów odjechał samoistnie, Niall mógł się spodziewać że któryś z nich wpadnie na taki pomysł.

W normalnych okolicznościach, Niall zostawił by Louisa na pewną śmierć. Jednak coś drgnęło w jego sercu, które było pozbawione uczuć. Uklęknął obok ciemnego blondyna, który cierpiał. Boleśnie cierpiał. Niall przez kilka sekund zastanawiał się, dlaczego? Dlaczego Louis go postanowił uratować, mimo że go nie znał ? Jego jasnobłękitna koszula z każdą chwilą barwiła się mocniej na brunatny kolor.

- Hej, musisz wytrzymać. Tylko troszkę. – powiedział a Louis złapał go za ramię.

- Dla nas obydwóch ważna jest rodzina. – wyszeptał. – Jeśli ja… powiedz Lottie że ją bardzo kocham. Proszę. Ja nie wytrzymam. – z jego oczu popłynęły łzy. Jego głos był cichy, ledwo słyszalny a Niall czuł, jakby coś ściskało się w jego wnętrzu.

- Louis, musisz. – Niall odgarnął grzywkę z spoconego czoła szatyna i wyjął swój telefon. Szybkie połączenie do Zayna. Nie minęły dwie minuty a oni przyjechali.

- Dlaczego to zrobiłeś, Tomlinson? – spytał Niall, kiedy Liam kładł chłopaka z tyłu samochodu.

- Bo Ojca chrzestnego trzeba chronić. Ty jesteś dla nich wszystkim. Ja nie… Nie mam nikogo.. – wyjąkał po czym zamknął oczy i odpłynął. Zayn razem z Liamem i rannym Louisem odjechali a Niall wsiadł do Cabrioletta Harry’ego. Przez większość drogi nic nie mówili, Horan wpatrywał się w widoki za oknem. Harry przegryzł wargę, widział że blondyn był zdenerwowany. Wściekły.

*

- Niall, nie możemy pojechać z nim do szpitala, a Delgado wyjechał na Majorkę. – powiedział Liam, stojąc przed drzwiami do pokoju, w którym leżał Louis. Ich rozmowę przerywały jęki szatyna. Niall spojrzał na Perrie, która co chwila wychodziła z pomieszczenia z zakrwawionymi ręcznikami, a wchodziła z czystymi.

- Mogę spróbować… - westchnął blondyn i wszedł do pokoju. Danielle i Perrie wyszły a on sam usiadł obok Tomlinsona. Smukłe dłonie Horana wzięły z przybornika szczypce. Spojrzał w niebieskie oczy Louisa, które błagały o pomoc.

- Zaciśnij zęby. – powiedział Niall, a Louis uniósł brew.

- Po co? – spytał ale już nie odpowiedział, bo Niall nie patyczkował się z nim. Jednym zwinnym lecz gwałtownym ruchem wbił w jego ranę postrzałową zimne, metalowe szczypce i szybko wyjął kule, która na szczęście nie utknęła głęboko.

- KURWA! – krzyknął Louis, ciężko dysząc. Niall przyłożył mokrą od spirytusu gazę do rany i obandażował klatkę piersiową Louisa. Uśmiechnął się złośliwie a szatyn wywrócił oczami.

- Zabiję cię, słyszysz? – mruknął wściekle a Niall melodyjnie się zaśmiał.

- No to spotkamy się w piekle, skarbie. – wysyczał do ucha chłopaka i wyszedł z pokoju.

*

Tomlinson nigdy by nie pomyślał, że zrobiłby to kiedykolwiek, jednak musiał. Zyskał jego cholerne zaufanie i to sam Niall Horan go uratował. I kurwa, był tak seksowny, Louis musiał go mieć. Zdecydowanie zdobycie blondyna było jego wielkim celem. Niall będzie jego, Louis był tego pewien.


***

Niall stał przy oknie, jak to miał w zwyczaju. Czuł kłucie w głowie i płucach. Zazwyczaj tak się działo, kiedy usilnie nas czymś myślał. I owszem, jego organizm się nie pomylił. Myślał przede wszystkim o Louisie. Wystarczyło jego jedno spojrzenie, a Niall pomógł mu. Czuł że jego maska skurwysyna i twardziela się zatraca. Westchnął, mierzwiąc sobie włosy. Wyszedł z pokoju, mimo iż było grubo po północy.

Zamknął po cichu drzwi, będąc pewnym że wszyscy śpią. A jednak. Przechodząc obok pokoju Zayna, usłyszał odgłosy. Oczywiście, rozumiał że Perrie i Zayn kochają się, nie musieli jednak robić tego tak głośno, jego złośliwość podpowiadała mu, że powinien wejść tam i upomnieć, że następnym razem powinni znaleźć jakieś odludne miejsce. Przystanął odruchowo i spojrzał na dębowe drzwi.

- Liam, mocniej kurwa! Ah… - jęczał Zayn a Nialla twarz stała się czerwona. Był wściekły.

*

Służąca Anette zastawiła stół śniadaniem i słodko uśmiechnęła się do Harry’ego. Odwzajemnił on uśmiech, i jak zwykle, ostatni wszedł do sali jadalnej. Grzecznym tonem przeprosił wszystkich i usiadł. Zauważył kątem oka Nialla, który bawił się nożem jak zabawką dla dziecka. Styles uniósł brew, jednak nie odezwał się, nie chcąc powodować jeszcze bardziej napiętej atmosfery.

- Liam, dobrze spałeś? – mruknął Horan, kręcąc głową.

- T-tak. Dlaczego pytasz?

- Oh… Mam wrażenie, że nie wiem o kilku rzeczach. – Niall wbił nóż w stół. Jego jasne oczy były zimne, puste. Przeszywały każdego na wskroś.

- C-co masz na myśli ? – Wyjąkał rozglądając się w poszukiwaniu wzrokiem Malika, który był równie bardzo przerażony co on. Niall agresywnie wbił nóż w stół a jego groźne spojrzenie padło na dwóch mężczyzn.

- Czy wy mi do kurwy ufacie w jakimś kawałku ? Czy może udajecie ? – Spytał zaciskając mocno pięść na rękojeści. – Kiedy chcieliście, czy w ogóle chcieliście mi powiedzieć że prawie każdej nocy rżniecie się jak jebane króliki ?! – Wrzasnął wstając. – Lubicie mnie okłamywać, prawda ? – Warknął i wyszedł.

Gniewnie przemierzał korytarze budynku, pragnął pobyć sam, ponieważ nie wiedział ile jego słabe nerwy wytrzymają. Jego dłoń zdawała się swędzieć, a jedynym lekarstwem była broń, którą miał przy pasku.

Szybko wszedł na dach trzaskając metalowymi drzwiami.

- Powinieneś leżeć. – Zauważył gdy nikt inny jak Tomlinson stał na krawędzi wpatrując się w dół.

- Nie chcę. – wzruszył ramionami Louis.

- Mnie nie interesuje, czy chcesz, czy nie. Masz wykonywać moje polecenia. – mruknął Niall i stanął obok Tomlinsona. Niebezpiecznie się przechylił.

- Niall, zastanawiałeś się nad sensem życia? – spytał Louis patrząc na blondyna. – Um, no tak. Jesteś przecież Ojcem chrzestnym, ty nie szanujesz ludzkiego życia.

- To nie do końca tak, wiesz? Jestem twardzielem, ale jeśli chodzi o moje życie… Ich wszystkich bym obronił, zabił sukinsyna który by ich dotknął ale, jeśli chodzi o mnie. Z chęcią bym się zabił.

- Co masz na myśli?

- To nie jest tak, że moje życie od początku było zajebiste. Nie. Ja na sławę, pieniądze i takich ludzi musiałem zapracować. Moje dzieciństwo nie było kolorowe. – Niall urwał. Spojrzał ostatni raz w dół.

- Moja siostra, Lottie. - Zaczął. - Ostatnio widziałem ją rok temu. Kiedy wyjeżdżałem z Doncaster. - Niall słuchał go uważnie. - Dlatego.. Dlatego wtedy to powiedziałem. - Szeptał cicho.

- Spójrz na tych ludzi. - Rzekł stając obok Louisa. - Jedni się zapracowani, drudzy spokojni. Inni rozmyślają, tak jak ty, nad sensem życia. Inni po prostu je tracą. Ale tak już jest Lou, ludzie to okropne istoty, które uważają się za królów. Tego samego dnia może umrzeć tysiące i narodzić się ponownie. - Niall nie wiedział czemu to robi, nie miał zielonego pojecia, do czego to dąży, wiedział jedynie że usta Louisa smakowały miodem i wiedział, że Tomlinson oddawał jego pocałunki.

Więc obaj tak trwali, w tej krótkiej lecz cudownej przyjemności przepełnionej intymnością.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz