czwartek, 20 marca 2014

*Louis jest szczęśliwy, naprawdę, mając takiego wspaniałego współlokatora i świetnych przyjaciół. Zawsze był towarzyski, ale uniwersytet to zupełnie nowe miejsce i to go przerażało. W dzień wprowadzania się, Louis był na miejscu pierwszy. Stał na łóżku, by rozwiesić plakaty swoich ulubionych zespołów i Davida Beckhama na odpowiedniej wysokości, gdy do pokoju wszedł, uśmiechając się szeroko, jego nowy współlokator.

– David Beckham? Widzę, że będziemy dogadywać się całkiem nieźle – powiedział Liam i od tej chwili Louis wiedział, że ten koleś będzie w porządku. Zaprzyjaźnili się z dwójką z końca korytarza, Harrym i Niallem, i Zaynem z pokoju obok, który strasznie nienawidził swojego współlokatora, więc spędzał większość czasu z nimi.

Louis i Harry byli ze sobą trochę bliżej niż inni, wiązała ich po prostu silniejsza więź. Podchodzili lekceważąco do wszystkich komentarzy, twierdząc, że mają wiele wspólnego, ale pozostała trójka zawsze wiedziała, że coś jest na rzeczy.

Liam jest na treningu piłki, kiedy Louis i Harry siedzą na łóżku Louisa, pracując nad zadaniem z angielskiego. Louis stuka długopisem o swój zeszyt, a jego skupienie ucieka.

– Utknąłem – ogłasza uroczyście. Harry się śmieje, odkładając swoje podręczniki na bok.

– Wiem. Nie mogę już dłużej czytać o tym gównianym związku – jęczy.

– To kompletna porażka. Chcę czytać książki, które kończą się szczęśliwie, żeby mieć jeszcze jakieś nadzieje dla swojej przyszłości. – Louis wywraca oczami.

– Dokładnie. Hej, a kręciłeś kiedykolwiek z chłopakiem? Jak w książce? – pyta Harry, a jego powieki drgają, kiedy Louis na niego spogląda.

– Ja? Nie, nie. Nigdy nie nadarzyła się okazja, wiesz. – Louis wzrusza ramionami. – A ty, Styles? Słyszałem o twojej dobrej reputacji.

Harry śmieje się krótko. – Nie. Tak jak powiedziałeś, nie było okazji.

Patrzą na siebie, błądząc po swoich twarzach. Są blisko, naprawdę blisko, i oboje wstrzymują oddechy.

– Czy… – szepce Louis. – Czy teraz nadarza się okazja?

– Jeśli tylko chcesz – odszeptuje Harry, pochylając się trochę bardziej.

– Możemy… No wiesz, spróbować? – proponuje Louis, gapiąc się na usta Harry’ego. Jego własne rozchylają się lekko.

– Tak, tak, możemy – wzdycha Harry.

– Okej – mówi Louis cicho.

– Okej – zgadza się Harry.

– Co teraz? – szepce Louis. Powietrze w pokoju staje się ciężkie.

– Chcę cię pocałować, jeśli to jest w porządku – mruczy Harry, a Louis przytakuje trzęsącym się głosem.

– M-możesz.

– Okej, więc to zrobię.

Spoglądają na siebie przez chwilę, a Louis czuje, że spłonie, jeśli Harry nie zrobi tego szybko. Jego ciało trzęsie się z oczekiwania. Zielonooki chłopak zmniejsza pozostałą między nimi przestrzeń i delikatnie przyciska swoje usta do ust Louisa. Wszystkie myśli Louisa czmychają, a jego umysł staje się pusty. Powoli zamyka oczy.

– I jak było? – pyta Harry przy jego ustach. Boi się zniszczyć chwilę.

Inaczej, myśli Louis, ale tak miło, że chciałbym robić to znowu i znowu, może nawet do końca życia.

– Dobrze – odpowiada cicho.

– Chcesz powtórkę?

– Tak, tak, pewnie.

Więc Harry całuje go znowu miękko i delikatnie, układając go płasko na plecach.

– Och – piszczy Louis.

– Co? Coś nie tak? – pyta szybko Harry. Louis wyciąga książkę spod swoich pleców i oboje chichoczą. Odrzuca ją na podłogę i znowu układa się na łóżku.

– Okej, teraz lepiej – mówi, a Harry uśmiecha się szeroko, po czym pochyla się i całuje go znowu, i znowu, i znowu, a potem nawet więcej. Louis nie wie, ile czasu upłynęło, bo może to być dziesięć minut, ale równie dobrze mogą to robić od dziesięciu lat. W każdym razie, nie obchodzi go to za bardzo.

W jakiś sposób nogi Louisa są owinięte wokół talii Harry’ego, a jego biodra wychodzą naprzeciw jego, kiedy ich języki się ze sobą droczą. Dłonie Harry’ego są oparte po obu stronach głowy Louisa, biodra ocierają się o jego delikatnie. Oboje są zawstydzająco twardzi. Louis czuje się, jakby znowu miał szesnaście lat, kiedy orientuje się, jak szybko ciepło zaczyna wirować w jego podbrzuszu. To przypomina mu o pierwszym razie, kiedy masturbował się, oglądając porno. Ale to jest Harry, to jego najlepszy przyjaciel, i on go całuje i się o niego ociera. To trochę jak z dziewczynami, oprócz tego, że lekki zarost Harry’ego ociera się o jego twarz, a penis pulsuje naprzeciw jego własnego. To zupełnie inne, ale też naprawdę dobre. To jest Harry, powinno być dziwacznie, ale nie jest i Louis chce kontynuować, ale…

Sapie, dochodząc w swoich spodniach. Zastyga, a Harry przerywa pocałunek.

– Ty właśnie…?

– N-nie – jąka się Louis, potrząsając głową.

– Louis, jeśli tak, to w porządku – mówi Harry delikatnie.

– Nie… Nie chciałem – szepce Louis.

– Louis. – Harry posyła mu delikatny uśmiech i składa pocałunek na jego ustach. – W porządku, naprawdę.

Louis kiwa głową, przygryzając swoje napuchnięte usta.

– Chcesz, żebym… Żebym się tobą zajął? – pyta nieśmiało, wskazując na wybrzuszenie w spodniach Harry’ego.

– Tak, jeśli tylko chcesz – przytakuje Harry, siadając na łóżku. Louis przysuwa się do niego, po czym z wahaniem ściąga jego jeansy w dół ud. Duży penis Harry’ego uderza o jego brzuch, a Louis sapie cicho na jego widok, ale nic nie mówi. Spluwa na swoją dłoń i delikatnie ujmuje w nią kutasa Harry’ego. Zielonooki chłopak zaczyna ostrzej oddychać, a jego głowa opada swobodnie na ścianę.

– Louis – ostrzega, kiedy Louis powoli porusza swoją dłonią. Wie, że Harry jest blisko, więc przesuwa kciukiem po szczelinie jego penisa. Harry tłumi jęk w wierzchu swojej dłoni i dochodzi mocno w ręce swojego najlepszego przyjaciela.

Gapią się na siebie przez długi czas, a ciszę wypełniają tylko ich ciężkie oddechy.

– Powinienem już iść – mówi Louis cicho, wycierając swoją dłoń w chusteczkę.

– Louis, to twój pokój – przypomina mu Harry, marszcząc brwi.

– Tak, wiem, ale no, ja mam tę… tę sprawę do załatwienia, no i… – Louis spogląda na nadgarstek, gdzie nie znajduje się żaden zegarek. – Cóż, jestem prawdopodobnie spóźniony. Zobaczymy się… później.

Jest już za drzwiami i szybko przemierza korytarz. Nie wie, gdzie właściwie zmierza, ale to będzie gdzieś naprawdę daleko od Harry’ego.

W ciągu dwóch pierwszych tygodni szkoły Louis znalazł dwa miejsca, które praktycznie uważał za swoje. Jeśli na dworze było ładnie, siedział pod wielkim dębem na dziedzińcu. Kiedy pogoda była gówniana, ukrywał się w kącie biblioteki, z dala od wszystkich. Rzeczami, które zawsze nosił przy sobie, były jego iPod, słuchawki, długopis i jego dziennik. Kiedyś, gdy był jeszcze nastolatkiem, zaczął pisać teksty piosenek o wszystkim, co tylko przyszło mu na myśl. Mama zmusiła go do nauki gry na pianinie i na początku kompletnie tym wzgardził, ale kiedy tylko udało mu się pokonać początkową frustrację, naprawdę to polubił. Gra była kojąca i teraz, gdy był daleko od domu, tęsknił za możliwością ćwiczenia codziennie. Od kiedy nie istniała taka opcja, utknął z pisaniem tekstów.

Pada ulewny deszcz, kiedy wychodzi na zewnątrz. Louis odbiera to jako zapowiedź strasznie gównianego życia, które spieprzył, mając na karku okrągłe dziewiętnaście lat. Idzie do biblioteki i siada w swoim kącie. Wzdycha ciężko, kiedy uświadamia sobie, że nie zabrał ze sobą dziennika. Łapie kartkę i długopis z innego stolika, a potem siada.

Niemożliwe, żebym był gejem, myśli Louis. To wydarzyło się pod wpływem chwili. Definitywnie lubię dziewczyny, cycki i waginy, no i… na pewno nie chłopaków.

Jego myśli błądzą. Ale z drugiej strony było naprawdę miło, myśli Louis. Usta Harry’ego były słodkie, ale to nie przypominało całowania dziewczyny w żadnym wypadku. Ale, nie, nie, lubię dziewczyny. To jest wersja ostateczna.

Louis chce krzyczeć i rzucać rzeczami, bo Harry po prostu się zjawił i wywrócił jego życie do góry nogami. Przenosi wzrok w dół i uświadamia sobie, że nie zmienił spodni, więc na jego kroczu widnieje ładna plama od spermy. Na szczęście są czarne.

– Pierdolone gówno – mamrocze do siebie Louis. Gapi się na pustą kartkę papieru i ostatecznie się poddaje. Ma nadzieję, że Harry’ego już nie będzie, kiedy wróci do pokoju.

Tylko Liam jest w ich małej sypialni, kiedy Louis wraca. Chłopak brał już prysznic, a na jego biodrach okręcony jest ręcznik.

– Hej, Lou. Wszystko w porządku? – pyta Liam, zakładając koszulkę.

– Ta, wszystko super. – Louis posyła mu niepewny uśmiech. – Chyba się prześpię albo coś. Okropnie boli mnie głowa.

– Spoko. Jeśli będziesz czegoś potrzebował, to jestem tutaj – przypomina mu Liam, a Louis przytakuje z wdzięcznością. Rusza w kierunku swojego łóżka, lekko wzdrygając się na widok kosza, w którym leżą chusteczki, których używał wcześniej. Louis próbuje się przespać, naprawdę, ale mu się nie udaje, więc leży i gapi się na ceglaną ścianę przed sobą.

***

– Louis! Wstawaj! No obudź się! – lamentuje głośno Harry, potrząsając śpiącym Louisem. – Jestem strasznie głodny, a ty obiecałeś, że pójdziemy dziś razem na śniadanie! Podnoś swój leniwy tyłek z łóżka!

– Humph – jęczy Louis, wtulając się mocniej w swoją poduszkę. – Louis umarł, nie może iść.

– Wielka szkoda, ale powinien wiedzieć, że zaniosę jego martwe ciało na dół, jeśli będę musiał – ostrzega Harry, a Louis znowu jęczy.

– Przyjemniaczek z ciebie – mamrocze Louis, siadając. Harry uśmiecha się do niego szeroko i pochyla się, by złożyć na jego ustach delikatny pocałunek. I tylko ten szybki całus wystarcza, żeby Louisowi zakręciło się w głowie. Myślał, że sprawy skomplikują się po wczoraj, ale najwyraźniej Harry’emu też się podobało.

– Prawdopodobnie pachnę, jakby w środku moich ust zdechł skunks – mówi Louis poważnie, ale Harry tylko uśmiecha się szeroko.

– W porządku. Dostałem mojego całusa na dzień dobry – mówi z tryumfem w głosie, szczerząc się jak dziecko.

Louis uśmiecha się czule i wywraca oczami, po czym wygrzebuje się z łóżka, by się ubrać. Schodzą na śniadanie w komfortowej ciszy. Harry wygląda kwitnąco, naprawdę, a Louis nie jest pewien, czy powinien się martwić czy cieszyć. Chce porozmawiać o wczorajszych zdarzeniach, ale Harry pocałował go znowu dzisiejszego ranka i Louis trochę chce całować go więcej.

– Co zamierzasz robić w tę piękną niedzielę? – pyta Harry, przełykając kawałek swojego tosta.

– Cóż, skoro jestem tu z tobą, to prawdopodobnie zostanę wciągnięty w robienie czegoś, co ty chcesz robić – śmieje się Louis.

– Pewnie masz rację. Możemy po prostu poleniuchować i obejrzeć kilka filmów. Nialla nie będzie cały dzień. – Harry wzrusza ramionami. Louis zastanawia się, czy Harry myśli o całowaniu go, bo może to nie byłoby takie złe wyjście.

– Okej, to brzmi fajnie – uśmiecha się, nabijając trochę jajecznicy na widelec. Przez chwilę żaden z nich się nie odzywa, a Louis naprawdę nie chce, by coś się między nimi spaprało. Chce zatrzymać swojego najlepszego przyjaciela.

– Piątek ciągle aktualny? – pyta Harry, a Louis patrzy na niego nieprzytomnie. – Lou – śmieje się – zacznę zapisywać przypomnienia na twoim ciele. Idziemy do tego nowego klubu, no nie?

– Och! Tak, klub, jasne. Ta, dalej aktualne – uśmiecha się Louis.

– Super. Chcę się upić i oglądać, jak dla mnie tańczysz – szczerzy się Harry, a Louis naprawdę nie wie, czy to żart czy nie. Właściwie ma nadzieję, że nie jest, ale ocieranie się o kolesia w klubie jest postrzegane jako gejowskie, no nie? A Louis nie jest gejem, nawet w najmniejszym stopniu. Decyduje po prostu się roześmiać i upić duży łyk swojej herbaty, chcąc zmienić temat.

– Chłopcy też idą? – pyta.

– Tak, chyba idą – odpowiada Harry.

Śniadanie przebiega normalnie, oprócz tych kilku komentarzy z podtekstem seksualnym, które Harry rzuca do Louisa, a on nie wie, co powinien zrobić.

Idą do pokoju Harry’ego, a Louis naprawdę stara się skupić na „Millerach”, ale Harry siedzi tak kurewsko blisko niego i kiedy zaczyna wodzić nosem po jego szyi, Louis postanawia go pocałować. Nie tego chciał, naprawdę, ale Harry jest tak cholernie blisko i Louis chce zedrzeć z niego ubrania.

– Nie umyłeś zębów tak czy siak – mamrocze Harry naprzeciw jego ust, a Louis śmieje się do rozpuku, odrzucając głowę do tyłu. Ale kiedy Harry zaczyna całować jego szyję, Louis się już nie śmieje.

– Och – jest wszystkim, co może powiedzieć, czując delikatne gryzienie w okolicach jabłka Adama. Harry nie przestaje do czasu, gdy znajduje się tam mały czerwony ślad, który nie zejdzie przez kilka dni. A potem znowu całuje go prostu w usta.

– Nie myłem ich – przypomina mu Louis, odsuwając się na centymetr.

– W porządku – odpowiada Harry, całując go znowu. Jeśli Harry może to wytrzymać, to Louis go podziwia.

Louis nie jest pewien jak długo to trwa, całe to całowanie w ich pokojach i szybkie obciąganie sobie nawzajem. Nie robią kroku dalej, ale też nigdy się nie zatrzymują. Nie wie, gdzie to wszystko zmierza ani czy w ogóle chciałby to wiedzieć, więc przestaje myśleć i pozwala temu się dziać.

Najdziwniejszym dla Louisa jest to, że nigdy nie jest niezręcznie. Nie rozmawiają o tym, co się dzieje, a po wszystkim nie robi się dziwnie. Nie całują się przed innymi, za to nie znają umiaru, kiedy są sami, wsuwając szybko dłonie w bokserki drugiego.

Sprawy nabierają tempa w czwartkową noc. Liama już nie ma, wyszedł do klubu z jakąś dziewczyną, z którą się umawiał. Zapraszał Louisa, ale ten odpowiedział, że woli zostać dzisiaj w pokoju. Oczywiście to oznaczało, że przyjdzie Harry i będą się dużo całować, ale wygląda na to, że Harry chce iść trochę dalej. Jego dłonie są pod koszulką Louisa, która po chwili zostaje ściągnięta. Harry pracuje nad malinką poniżej jego obojczyka, a Louis przygryza wargi.

Nie ma na sobie spodni i ciężko mu sobie przypomnieć, jak to się stało, ale z pewnością ściągnął je Harry. Ale, och, Louis myśli, że chyba pomagał mu je ściągnąć, ale nie, cokolwiek, Louis jest nagi. Jest nagi, a Harry go całuje i och, Harry też jest nagi. Umysł Louisa jest zasnuty mgłą i nie ma najmniejszego pojęcia, co się dzieje. Jedynym, czego jest świadom, są usta Harry’ego poruszające się razem z jego.

Harry rozsuwa jego nogi, przesuwając palcem w dół torsu i Louis myśli, że jak zwykle ujmie w dłoń jego penisa, ale nie. Harry go omija, a zamiast tego przyciska zimny palec do jego wejścia. Louis sapie i przerywa pocałunek, spoglądając na Harry’ego wielkimi oczyma.

– Woah, co… Co ty robisz? – piszczy, a jego głos jest wyższy niż myślał, że to możliwe. Harry po prostu uśmiecha się do niego delikatnie.

– Pomyślałem, że moglibyśmy tego spróbować. Czy to… w porządku? – pyta miękko, kiedy jego palce trącają pomarszczoną skórę.

– Uch, ja… Ja nie jestem pewien – mówi Louis, przygryzając wnętrze policzka.

– No dalej, Lou – dyszy Harry, naciskając palcem na jego wejście, ale nie na tyle, by go wsunąć.

– My… Harry – niemal łka Louis. Nie wie, co powinien powiedzieć.

– Przestaniemy, jeśli nie będzie ci się podobało – nalega Harry, układając dłoń na jego biodrze.

– O-okej – jąka się Louis, kiwając głową. Harry uśmiecha się szeroko i składa lekki pocałunek poniżej jego pępka.

– Okej – zgadza się. – Masz coś?

– Tak, górna szafeczka.

Harry przeszukuje ją szybko, łapiąc kondom i małą buteleczkę lubrykantu, którą Louis prawdopodobnie trzyma na te długie, samotne noce. Wylewa trochę na swoje palce, obrysowując nimi wejście niebieskookiego chłopaka. Louis nie jest pewien, czy Harry jest zdenerwowany czy nie, ale w jakiś sposób ma nadzieję, że trochę jest.

Wszystkie jego myśli czmychają, kiedy Harry wsuwa w niego palec. Louis zastyga. Stamtąd powinno coś wychodzić, a nie wchodzić. To takie pokręcone i zupełnie na odwrót, to jest Harry, a jego głowa staje się ciężka. Czuje, jakby nie mógł oddychać, jakby tlen był z niego wysysany, ale Harry pociera jego udo i grucha cicho.

– Musisz się zrelaksować, Lou. Będzie bolało bardziej, jeśli będziesz spięty – instruuje go, brzmiąc przy tym tak pewnie i ciepło i zachęcająco, że Louis się relaksuje. Bierze głęboki oddech, rozluźnia ramiona i zamyka oczy.

– Okej, okej, okej – mówi Louis powoli.

– Chciałbym, żeby tobie też się podobało – dodaje Harry, składając czuły pocałunek na wewnętrznej stronie jego uda, a Louis niemal łka przez tę prostą czynność. Przytakuje, przygryzając wargę. Harry dodaje drugi palec, delikatnie je skręcając, a Louis naprawdę nie wie, jak się czuje aż do… och.

– Och – sapie Louis, podpierając się na łokciach. – H.

– Lou? W porządku? – Harry spogląda na niego z niepokojem.

– Możesz… zrobić to jeszcze raz, proszę? – pyta Louis cicho, opadając na poduszki. Harry uśmiecha się, ocierając palce o prostatę chłopaka. Louis czuje, jak jego penis drga na brzuchu, a ten mały guzek w jego wnętrzu sprawia, że jego palce się podwijają za każdym razem, gdy Harry go trąca.

– Przyjemnie? – pyta Harry miękko.

– T-tak, bardzo – mówi Louis. Poświęca sekundę, by zaśmiać się ze swojego życia: palce jego najlepszego przyjaciela są w jego tyłku, a jemu się to podoba. Serio, co się dzieje?

Louis przestaje myśleć, kiedy Harry wsuwa w niego trzeci palec. To tak intensywne, że Louis krztusi się cichym płaczem.

– Louis?

– Wszystko okej – mówi Louis, próbując posłać mu słaby uśmiech. Harry znowu składa pocałunek na jego udzie i to sprawia, że Louis mięknie.

Palce Harry’ego rozciągają ciasne wnętrze Louisa powoli. Penis niebieskookiego chłopaka zaczyna wydzielać preejakulat i wtedy myśli, że nie będzie zdolny wytrzymać dużo dłużej. Łapie Harry’ego za ramiona, wbijając w nie lekko palce.

– Harry – dyszy Louis, kiedy ich oczy się spotykają.

– Tak? – pyta Harry cicho, a Louis kiwa głową. Na jego ustach igra mały uśmiech.

Harry siada pomiędzy jego nogami. Louis podnosi z łóżka kondom i zakłada go na dużego penisa zielonookiego chłopaka. Jego ręka nie do końca jest w stanie objąć jego obwodu i Louis drży. Pokrywa go lubrykantem, upewniając się, że to ułatwi mu zmieszczenie się, a przynajmniej taką ma nadzieję. Palce nie bolały tak bardzo, ale penis Harry’ego jest od nich o wiele większy. Zielonooki scałowuje wszystkie jego obawy, a Louis wie, że jego dłonie są dobre. (???)

Gdzieś w połowie pocałunku, Harry przyciska główkę do jego wejścia, a Louis sapie i spina całe ciało.

– Lou – ostrzega delikatnie Harry.

Louis nie odpowiada, tylko wzmacnia uścisk na ramionach chłopaka. To dziwne i przytłaczające. Harry jest w nim, albo przynajmniej próbuje być, a Louis ma problem z samym czubkiem wewnątrz siebie. Harry po prostu go całuje, długo i delikatnie, i wsuwa się trochę bardziej.

Louis czuje, jak jego dziurka pochłania penisa Harry’ego zachłannie, zaciskając się i przyciągając go mocniej i mocniej, aż jądra chłopaka są przyciśnięte do jego pośladków. Louis wypuszcza z siebie długi oddech, który bezwiednie zatrzymywał od chwili, kiedy przerwali pocałunek. To tak wiele, ale jednocześnie niewystarczająco.

– Och, Harry – jęczy Louis, zaciskając oczy. Dłonie Harry’ego spoczywają na jego biodrach, kiedy zaczyna wykonywać powolne pchnięcia.

– Taki ciasny – dyszy Harry. Pochyla się nad drobnym ciałem Louisa, opierając łokcie obok jego głowy, a jego naszyjnik uderza w twarz Louisa. – Kurwa.

– H, musisz znaleźć ten punkt – błaga Louis, nie będąc nawet pewnym, czy powinien o to prosić, ale Harry wydaje się rozumieć. Po wypróbowaniu kilku dziwnych kątów, wreszcie go odnajduje, co powoduje, że Louis krzyczy.

Kiedy punkt został odnaleziony, Harry nie może przestać w niego trafiać. Louis jęczy i krzyczy głośno, zaciskając pięści w lokach Harry’ego.

– Boże, Harry, pieprz mnie mocniej! Cholera, och, Boże, właśnie tam! Tak dobrze – krzyczy. Harry chce zatkać mu usta dłonią, by inni go nie słyszeli, ale nie może, bo to on sprawia, że Louis czuje się tak dobrze, więc chce słyszeć każdy dźwięk, który Louis wydaje dzięki niemu.

Kiedy orgazm Louisa się zbliża, jego krzyki stają się głośniejsze. Wie, że ludzie narzekają, przecież muszą, i kiedy dobiega do niego walenie w drzwi, postanawia je zignorować.

– H, drzwi – jęczy Louis w jego szyję, a jego paznokcie wbijają się w jego plecy.

– Niech się wściekają. Chcę, żeby słyszeli, jak krzyczysz – mówi Harry nisko, wbijając się w Louisa mocniej, co tylko sprawia, że chłopak krzyczy głośniej. – Jesteśmy zajęci! – krzyczy w stronę drzwi, obejmując Louisa mocniej.

– Cholera, Harry, och, myślę, że jestem blisko. Och, Boże – jęczy Louis, a jego uda się trzęsą. Jest prawie pewien, że wytrzymuje dłużej, gdy jest z kobietą, ale to Harry, więc ten fakt wyjaśnia wszystko.

– Ja też, Louis. Bardzo blisko. Jesteś taki dobry – jęczy Harry. – Jesteś niesamowity.

Te głupie komplementy, które prawi mu Harry, wystarczają, by doszedł na swój brzuch, łkając. Jego oddech jest nierówny, a Harry dochodzi zaraz po nim w jego ciepłym, ciasnym wnętrzu.

– Wow – jest wszystkim, co Louis mówi. Wow, naprawdę niezłe, Tomlinson, myśli Louis. Ale Harry się śmieje, a potem całuje go delikatnie.

– Tak, wow pasuje idealnie – odpowiada, a Louis myśli, że to nie był taki zły dobór słów. Harry wysuwa się delikatnie i zdejmuje kondoma, po czym wyrzuca go do kosza. Louis jest gotów, by wyjść z łóżka i iść zmyć z siebie to nieprzyjemne, lepiące uczucie oraz może pozbyć się wstydu, który odczuwa, ale usta Harry’ego wyznaczają sobie ścieżkę w dół jego torsu, więc jego ciało nagle staje się strasznie ciężkie.

Harry zostawia ślady na jego ciele, małe przypomnienia, a Louis uwielbia je w jakiś sposób. Chce zamknąć oczy i odpłynąć w sen, bo jego poorgazmowy stan sprawia, że czuje się naprawdę wykończony, ale z drugiej strony chce patrzeć na Harry’ego, chce widzieć, jak dobrze wygląda w ten sposób, więc zmusza swoje oczy do nie zamykania się jeszcze przez jakiś czas.

Harry schodzi niżej i układa jego uda na swoich ramionach. Louis marszczy brwi, zdezorientowany, a potem czuje usta Harry’ego na swojej dziurce i wydaje z siebie dźwięk pełen dezaprobaty.

– Harry, co ty do cholery robisz? – pyta szybko, spoglądając między swoje nogi. Harry wygląda jak zbity szczeniaczek.

– Słyszałem, że to nazywa się rimmingiem i pomyślałem, że mógłbym spróbować – wyjaśnia Harry.

– Wiesz, że tamtędy sram? A teraz co, zamierzasz zrobić mi minetę czy jak? – pyta Louis z rozdrażnieniem. Harry wzrusza ramionami.

– Tam też cię pieprzyłem. Więc czy możesz po prostu… zamknąć się i pozwolić mi spróbować? – fuka zdenerwowany Harry.

– To dziwaczne, ale to twój język. Proszę bardzo.

– Dziękuję.

I, okej, wow, Louis jest pieprzonym idiotą. Kiedy język Harry’ego trąca pierścień mięśni, a potem wsuwa się pomiędzy gładkie ścianki, Louis z trudem łapie powietrze.

– Och, Jezu Chryste. To wrażliwe miejsce, Harry – jęczy, ale Harry się nie zatrzymuje, po prostu wpycha swój język głębiej, skręcając go szybko. Louis ściska mocno poduszki w dłoniach, wyginając plecy w łuk. Słyszał o tym – nadwrażliwości – ale nigdy wcześniej tego nie doświadczył. Kiedy pieprzy dziewczynę, to tylko raz, może dwa, kiedy ma ochotę i jest gotowy, ale to wszystko. Ale to jest, Chryste, to jest jakby jego wejście najpierw płonęło, a potem było zmrożone, a jego penis jest zmęczony i debatuje nad tym, czy znowu powinien czy też nie stać się twardy tak szybko.

Jest twardy, zauważa z bólem Louis. W jakiś sposób chce udusić Harry’ego za robienie z nim takich rzeczy, ale wtedy Harry skręca język i Louis zapomina swojego własnego imienia. Może poczuć, jak jego uda zaciskają się dookoła głowy zielonookiego chłopaka i jest teraz prawie pewien, że już nie ma kontroli nad własnym ciałem. Czuje, jak Harry chichocze, a potem ściska jego uda i wsuwa swój język jeszcze głębiej, a Louis płacze. Łzy płyną po jego twarzy, a on czuje się naprawdę zły i zawstydzony. Harry jest pomiędzy jego nogami, liżąc jego pieprzoną dziurkę, a on płacze jak mała dziwka.

– Harry – łka Louis, ściskając poduszki tak mocno, że jego knykcie stają się białe. To nie jest sprawiedliwe, ile kontroli nad nim Harry ma poprzez swój język przyciśnięty do jego najbardziej intymnego miejsca. Wie, że znowu jest blisko, czuje w to podbrzuszu i w swoim pulsującym penisie. Usta Harry’ego zawsze są wspaniałe, gdy się całują, na tyle, by sprawić, że Louis dochodzi w swoich spodniach, ale to, cóż, to jest inne.

Louis czuje się okropnie wykończony i odsłonięty. Długo zajęło mu, by pozwolić swojej obronnej stronie zaniknąć, a teraz ma Harry’ego i to staje się normalnością, a Louis jest przerażony, cholernie przerażony.

Kiedy Harry przebiega kciukiem po jądrach Louisa i wtyka język w głąb gładkich ścianek, Louis wypłakuje jego imię i dochodzi na swój brzuch po raz drugi tej nocy. Nigdy nie sądził, że szczytowanie bez żadnego dotykania będzie tak łatwe, ale to jest Harry.

– Dobry chłopiec. Świetnie sobie poradziłeś – grucha Harry cicho, całując udo Louisa. Niebieskooki chłopak myśli, że zdecydowanie to lubi, naprawdę.

Harry ich czyści i składa delikatny pocałunek na jego czole, a potem porusza się, by objąć Louisa ramionami. Przytulanie nie jest czymś, co robią. Obściskują się, potem się zadowalają albo nawet rżną, ale przytulanie jest nie na miejscu. Louis nie może przytulać się z kolesiem, bo to gejowskie, a przecież nie jest gejem.

Louis wyskakuje z łóżka, a potem szybko naciąga na siebie dresy i koszulkę. Harry patrzy na niego z dezorientacją i małym bólem wypisanym na twarzy.

– Co robisz? – pyta, a Louis musi wymyślić naprawdę dobrą wymówkę, żeby nie zranić Harry’ego za bardzo.

– Muszę się wysrać – mówi prosto, mając nadzieję, że to wystarczy jako wymówka. Harry się śmieje, naprawdę śmieje, a potem potrząsa głową.

– Romantycznie. No to idź. – Wzrusza ramionami, układając się na łóżku i łapiąc pilot do telewizora. Louis bierze to za sygnał, że Harry nie zamierza wyjść, i chce uderzyć go w twarz, ale tego nie robi, bo ten chłopak definitywnie zafundował mu najlepszy seks w życiu.

Spacer do łazienki jest dziwny, bo niezwykły ból, którego nigdy nie doświadczył, czyni tę wycieczkę trudniejszą. To jest swego rodzaju matowe pulsowanie, ale nie boli tak bardzo. Louis niemal myśli o tym w kategorii miłego przypomnienia.

Naprawdę nie chce tam wracać i przytulać się z Harrym, ale nie wie, jak mu o tym powiedzieć. Musi myśleć szybko, żeby Harry przypadkiem nie pomyślał, że wpadł do toalety i się utopił. Och, a może to byłaby dobra wymówka.

Zdobywa się na odwagę, by wrócić do pokoju, kiedy Harry już śpi. Louis go nie wini – orgazmy są wykańczające i on też jest zmęczony. Zwija się na łóżku Liama, wiedząc, że jego współlokator pewnie nie wróci na noc. Desperacko potrzebuje snu, ale jego mózg nie chce się wyłączyć. Myśli o Harrym, myśli o całowaniu, a potem o tym, jak to było czuć go wewnątrz siebie i o tym, jak całował tę część jego ciała, o której myślał, że nikt poza nim nigdy nie dotknie.

Louis nie może przestać o tym myśleć. A potem jest przerażony, bo przecież nie może być gejem. Słyszy, w jaki sposób ludzie mówią o gejach, jakiego uwłaczającego używają języka. Są ludzie, którzy uważają, że geje powinni umrzeć, że Bóg ich nienawidzi, że nie powinni istnieć na ziemi, a to wszystko sprawia, że Louis się denerwuje. Musi być z kobietą, poślubić ją i mieć dzieci, być normalnym, ale nie chce być. Nigdy nie czuł się z nikim tak komfortowo, a teraz ma Harry’ego, który sprawia, że czuje się kochany i bezpieczny, ale on nigdy nie będzie w stanie przyznać się do tego na głos.

Jest taki słaby. Wie to, ponieważ nieważne, jak mocno chce przytulać się z Harrym i obiecać mu cały świat, to tego nie zrobi, bo nie umie zmierzyć się z konsekwencjami.

Louis nie może przypomnieć sobie ostatniego razu, kiedy płakał, tak naprawdę płakał ze smutku i rozpaczy. Uważa, że ostatni raz mógł być, kiedy umarła jego babcia, ale to było prawie sześć lat temu. Louis nie jest płaczliwy, nigdy nie był. Ale teraz, kiedy wtula się w poduszkę Liama, łka cicho. Po cichu marzy, by znajdować się w ramionach Harry’ego, trzymać go mocno i słuchać bicia jego serca, ale się nie znajduje. Jest sam w łóżku Liama, tylko trzydzieści centymetrów dzieli go od Harry’ego, ale czuje, jakby to były miliony kilometrów.

Stara się być cicho, żeby nie przeszkadzać Harry’emu, ale Harry i tak go słyszy. Zawsze miał lekki sen, więc naturalnie budzą go ciche pochlipywania dobiegające z drugiej strony pokoju. Unosi lekko głowę, rozglądając się po pokoju, i zauważa, że dźwięki pochodzą od Louisa. Chłopak ma twarz zakopaną w poduszce i nawet w nikłym świetle księżyca Harry widzi, że jego ramiona się trzęsą. Serce zielonookiego chłopaka topi się w jego piersi. Wie, że Louis płacze przez to, co się właśnie stało, tak musi być, a to trochę boli. Harry myślał, że mu się podoba, ale teraz zrozumiał, że nie chciał się przytulać, wymyślił wymówkę, żeby go zostawić. A teraz płacze, a Harry wie, że to przez niego.

Obraca się twarzą do ściany i ściska poduszkę Louisa, zupełnie tak, jak Louis to robi z poduszką Liama, i płacze. Udaje mu się dobrze to ukryć, a nawet jeśli Louis słyszy, to nic nie mówi.

Kiedy Harry budzi się o poranku, widzi Louisa ciągle śpiącego. Jego klatka piersiowa zaciska się na widok perfekcyjnie wyglądającego chłopaka z włosami roztrzepanymi przez sen i lekko uchylonymi ustami. Wygląda tak delikatnie, a Harry chce go wycałować. Po cichu wychodzi z łóżka, po czym podchodzi do biurka Louisa i łapie kawałek kartki i długopis. Zostawia notatkę na biurku, zanim podchodzi do łóżka Liama, a potem pochyla się i składa delikatny całus na policzku Louisa, szepcąc „zobaczymy się później, Lou”.

Louis budzi się, kiedy słońce świeci prosto na jego twarz, a Liam składa swoje pranie. Zajmuje mu chwilę, żeby wydobyć wspomnienia z sennego otępienia, które spowiło jego umysł. Nagle sobie przypomina.

– Hej, Li – mówi cicho zaspanym głosem.

– Wszystko w porządku, stary? Czemu nie jesteś w swoim łóżku? – pyta Liam.

– Och – odpowiada Louis, starając się wymyślić dobre wyjaśnienie, żeby nie musieć wyjawiać prawdy. – Chyba wypiłem o jednego drinka za wiele, przepraszam, stary.

– Spoko, ja i tak dopiero wróciłem. – Liam wzrusza ramionami.

– Jak było z Danielle? – pyta Louis ze znaczącym uśmiechem na ustach, po czym przeciera oczy.

– Świetnie – szczerzy się Liam. – Jest naprawdę super. Myślę, że to ta jedyna.

– Mam nadzieję – rzuca Louis z uśmiechem. Przeciąga się i wstaje z łóżka.

– Idę pod prysznic. – Liam łapie swój ręcznik.

– Okej – mówi Louis, podchodząc do swojego biurka, żeby spakować książki na zajęcia. Zauważa leżącą na okładce notkę i przełyka ciężko, wiedząc, że musi być od Harry’ego.

Louis,

Musiałem iść pogadać z moim profesorem od statystyki*, więc wstałem dość wcześnie. Mam nadzieję, że to Cię nie obudziło.

Chciałem Ci tylko powiedzieć, że ostatnia noc wiele dla mnie znaczyła i cieszę się, że jednak to zrobiliśmy. Mam nadzieję, że czujesz to samo, a jeśli nie, to przepraszam, że Cię wykorzystałem. Więc… Po prostu ostatnia noc była świetna i chciałem, żebyś to wiedział.

Kolacja dziś wieczorem?

Harry. xx

Louis naprawdę nie wie, czy chce go uderzyć, czy może całować, aż odpadną mu usta.

***

Louis myśli o Harrym przez cały dzień. Myśli o sposobie, w jaki jego naszyjnik uderzał go w twarz wczorajszej nocy, o sposobie, w jaki Harry pasuje do jego ciała, jak drugi kawałek układanki. Dochodzi do wniosku, że nie będzie sprawiedliwym tak po prostu go odrzucić, więc kiedy kończy zajęcia, idzie prosto do jego pokoju.

– Louis – uśmiecha się Harry.

– Harry – mówi Louis cicho. – Mogę wejść?

– Tak, jasne. – Harry przesuwa się w drzwiach, pozwalając Louisowi wejść do swojej małej sypialni. Na szczęście Nialla nie ma, więc mają trochę czasu tylko dla siebie.

Siadają na łóżku Harry’ego, zwróceni twarzami do siebie. Harry wygląda naprawdę dobrze, myśli Louis, kiedy jego loczki są roztrzepane, a usta czerwone i zachęcająco uchylone. Jest pewien, że gdyby chłopak zdjął teraz koszulkę, to na jego ramionach widniałyby ślady paznokci. Louis jest zadowolony, bo to właśnie on je tam zostawił.

– No więc… Przyszedłem, żeby powiedzieć ci, że nie żałuję ostatniej nocy. Wiesz, że nigdy wcześniej nie byłem z kolesiem i ja trochę… Nie wiem, chyba spanikowałem. To nic osobistego, serio, to tylko tak… Chyba brzmię jak idiota. – Louis śmieje się z samego siebie.

– Nie jak idiota – uśmiecha się Harry. – Rozumiem i to jest w porządku. Bałem się, że to ja zrobiłem coś źle.

– Nie, nie, absolutnie nie. Jeśli mam być szczery, to było niesamowicie – śmieje się Louis. – Było lepiej, niż mogłem sobie wyobrazić.

– Tak? – pyta Harry cicho, przesuwając dłonią w górę jego uda. Spojrzenie Louisa jest przykute do Harry’ego i zapomina jak się mówi, więc kiwa głową, zamiast robić z siebie pawiana.

A potem Harry całuje go tak, jak zawsze, a to staje się nową ulubioną rzeczą Louisa. Zawsze pasują do siebie idealnie i Louis zawsze czuje się tak bezpiecznie, jakby nic nie mogło im się stać, kiedy pozostają w tej pozycji.

Harry siada na nim okrakiem, całując go mocniej, a potem przenosi usta na jego szyję, robiąc tam malinkę.

– Byłeś niesamowity ostatniej nocy, Louis – mruczy w jego skórę. – Sprawiłeś, że czułem się tak dobrze. Chcę, żebyś znowu poczuł się dobrze, okej?

Louis kiwa głową, ponieważ nie ufa swojemu głosowi, a Harry całuje go ponownie. Jego dłonie odnajdują jeansy Louisa, żeby za chwilę odpiąć guzik i pociągnąć je w dół jego nóg. Louis skopuje je z kostek, po czym przyciska swoje ciało do Harry’ego, który uśmiecha się, zanim schodzi z łóżka i przyciąga Louisa do jego krawędzi.

– Zawsze będę sprawiał, że poczujesz się dobrze – obiecuje Harry, biorąc jego penisa w dłoń i obscenicznie oblizując główkę. Louis sapie, wplątując palce prawej ręki we włosy chłopaka pod nim.

– Och, Boże – mamrocze, opierając się na łokciach. Harry uśmiecha się, biorąc go głęboko w swoje grzeszne usta.

Jezu, Louis nigdy nie doświadczył obciągania jak to. Nie jest głupi, wie, że Harry jest świetny, lepszy od jakiejkolwiek dziewczyny, ale to nie czyni go przecież gejem. Ani trochę, prawda?

Jego penis jest w całości w ustach Harry’ego, kiedy pochwyca zielone spojrzenie i to praktycznie wysyła go na szczyt. Przesuwa trzęsącą się dłonią przez włosy chłopaka, powoli wychodząc biodrami naprzeciw jego ustom.

– Och, kurwa, Harry – jęczy Louis, powoli pieprząc jego piękne usta. Wie, że niedługo dojdzie i naprawdę tego nie chce. Chciałby zostać tak już na zawsze, chciałby, żeby to trwało wiecznie, ale jedno spojrzenie w dół na Harry’ego sprawia, że gwałtownie odrzuca głowę do tyłu, uderzając nią o ścianę, i dochodzi w jego gardle. Świat wiruje mu przed oczami od siły uderzenia, a potem usta Harry’ego znikają. Chłopak siada na nim okrakiem i łapie jego głowę w ręce.

– Wszystko w porządku, Louis?

– Masz moją spermę na twarzy – mówi Louis poważnie, po czym zaczyna chichotać. Harry też się śmieje.

– Głupek. – Potrząsa głową i ściera substancję z brody, po czym oblizuje palce. – O wiele lepiej.

– Jesteś niemożliwy – jęczy Louis.

– Jak twoja głowa?

– Wszystko dobrze, Harry – śmieje się Louis. – To tylko lekkie uderzenie.

– Dobrze – uśmiecha się Harry, po czym całuje go delikatnie. Louis chce zostać i całować go cały dzień, naprawdę, ale nie może. Musi wyjść, zanim to przerodzi się w przytulanki. Nie może zostać.

– Hej, posłuchaj – mówi Louis cicho, odrywając się od Harry’ego. – Muszę już iść, dobrze? Mam do napisania esej na poniedziałek.

– Chcesz, żebym poszedł z tobą? – pyta gorliwie Harry.

– Nie, chyba muszę pobyć trochę sam.

– Och, no jasne. A co z kolacją? – pyta ponownie Harry.

– Nie wiem jeszcze. Dam ci znać, okej?

– Okej – mówi Harry cicho, po czym przełyka ciężko. Louis całuje zmarszczkę, która powstała między jego brwiami, a potem Harry schodzi z jego bioder. Patrzy, jak chłopak opuszcza pokój.

Kolacja dzisiaj odpada. Może kiedy indziej? Przepraszam.

- Lou x

Louis wysyła szybko wiadomość, po czym zakopuje telefon pod poduszką i spogląda w sufit. Czasami naprawdę siebie nienawidzi.

***

Hej, jesteś dziś zajęty?

Louis budzi się, otrzymawszy wiadomość od Harry’ego. Cóż, definitywnie nie jest zajęty.

Wolny jak ptak. A co?

Mam niespodziankę. Spotkamy się w skrzydle muzycznym?

Jest sobota rano i Louis nie wie, dlaczego Harry chce się spotkać akurat tam, ale odpisuje, żeby spotkali się w południe.

Coś się między nimi działo, coś na kształt umawiania się, ale też nie do końca. Spotykali się, Harry pieprzył Louisa, a potem Louis wychodził, bo nie mógł znieść wszystkiego, co mogło się zdarzyć. Harry’emu chyba bardzo to nie przeszkadzało, bo nigdy nie odszedł. Ciągle rozmawia z Louisem, zawsze jest w pobliżu i ciągle się z nim kocha, a Louisowi to nie przeszkadza, bo przecież nie jest gejem.

Louis naprawdę nie wie, czego powinien oczekiwać, kiedy przychodzi do skrzydła muzycznego. Harry uśmiecha się szeroko, a Louis myśli, że wygląda trochę maniakalnie.

– Co kombinujesz, Styles? – pyta surowo.

– Mówiłem, że mam dla ciebie niespodziankę – uśmiecha się szeroko Harry. Rozgląda się po korytarzu, zanim otwiera drzwi do pokoju chóru i pokazuje, żeby Louis za nim podążył. Louis od zawsze kochał muzykę, ale nigdy nie dołączył do chóru, bo to nie był rodzaj muzyki, którą lubił. Chciał pisać i grać na pianinie, śpiewać swoje własne słowa, a nie kościelne pieśni z ludźmi, których nie tolerował.

Louis zauważa fortepian, kiedy rozgląda się po pustym pokoju. Spogląda na Harry’ego, który ciągle głupio się szczerzy.

– Wiem, jak bardzo tęsknisz za możliwością grania, więc to tak no. – Wzrusza ramionami, a jego policzki pokrywają się uroczym rumieńcem.

– Możemy tu przebywać? – pyta Louis, a Harry potrząsa głową.

– No nie, ale zasady są po to, żeby je łamać, prawda?

Louis całuje go mocno, bo nie zna innej osoby na Ziemi, która zrobiłaby dla niego coś takiego. Harry uśmiecha się w pocałunek, ściskając jego biodra.

– Dalej, wyczaruj coś dla mnie – sugeruje Harry, a Louis chichocze.

– Nie jestem taki dobry, Harold – stwierdza i rusza w kierunku fortepianu. Trzyma dłoń Harry’ego w swojej.

– Jestem pewien, że jesteś niesamowity, Lou – uśmiecha się Harry, po czym wskakuje na fortepian (omg Harold –tłumaczka), pozwalając, by jego stopy zawisły w powietrzu.

– Zazwyczaj siada się na ławeczce, a nie na fortepianie. – Louis wywraca oczami, uśmiechając się czule, bo Harry jest takim małym bezczelnym dzieciakiem. – Co mam zagrać?

– Cokolwiek chcesz. – Harry wzrusza ramionami. Leży teraz płasko na brzuchu, podpierając brodę rękoma. Uśmiecha się szeroko do Louisa, który czuje, jak pocą mu się ręce. Nie chce się zbłaźnić przed Harrym.

– Jeśli mam być szczery, to nie znam wielu piosenek, ale uwielbiam The Fray, więc nauczyłem się „How to save a life”. Proszę, nie śmiej się ze mnie – mówi Louis dramatycznie, dla lepszego efektu wyłamując kostki, a Harry chichocze.

– Słowo daję, że nie będę – przysięga Harry uroczyście, a Louis naprawdę mu wierzy.

Palce Louisa zaczynają grać, próbując sobie przypomnieć wszystkie ruchy i momenty, kiedy trzeba uderzyć we właściwy klawisz. Nie jest kiepski, musi to przyznać, a gra jest dla niego trochę jak jazda na rowerze. Uparcie wpatruje się w klawisze i nie zauważa, że Harry na niego patrzy.

– Śpiewaj, Lou – mówi cicho. Louis nie śpiewa przed ludźmi, nie śpiewa nawet przed swoją rodziną, ale skoro Harry go prosi, to okej.

Step one you say we need to talk
He walks you say sit down it’s just a talk
He smiles politely back at you
You stare politely right on through
Some sort of window to your right
As he goes left and you stay right
Between the lines of fear and blame
And you begin to wonder why you came

Kiedy Louis zaczyna śpiewać refren, Harry się dołącza, a Louisowi to nie przeszkadza. Nigdy nie słyszał, jak Harry śpiewa, ale szczerze, mógłby słuchać go do końca życia.

Where did I go wrong, I lost a friend
Somewhere along in the bitterness
And I would have stayed up with you all night
Had I known how to save a life

Kończą piosenkę razem, ich głosy uzupełniają się idealnie. Louis gra jeszcze kilka ostatnich akordów, nareszcie zdobywając się na to, by spojrzeć w górę. Twarz Harry’ego znajduje się tak blisko i wygląda naprawdę ładnie, a potem się całują, właśnie wtedy, kiedy wybrzmiewa ostatnia nuta.

– To było naprawdę piękne – mruczy Harry naprzeciw jego ustom. – Jesteś piękny, tak samo jak twój głos, twoja osobowość, twoje wszystko.

Louis czuje, że jego serce zaraz rozpadnie się mu w piersi, więc umrze właśnie tutaj i teraz. Nie chce radzić sobie z uczuciami i emocjami, nie z Harrym, bo nie jest gejem. Ale zna sposób, żeby go rozproszyć.

Sadza Harry’ego na brzegu fortepianu, ściąga jego spodnie, bierze jego penisa w usta i obciąga, połykając każdą kroplę. Potem mamrocze ciche „dziękuję” i wychodzi.

***

Louis nie rozważa tego więcej, po prostu daje się pieprzyć Harry’emu, a potem wychodzi. To staje się ich rutyną. Robienie tego staje się ich małym sekretem i tak ma pozostać.

Nadchodzi Nowy Rok i mimo tego, że wszyscy wyjechali na przerwę świąteczną, to decydują spotkać się w Londynie na jedną noc, wynająć dwa pokoje hotelowe i przeżyć swoją małą imprezę.

Louis ma za sobą już kilka drinków, ale nie tyle, żeby być pijanym. Harry wypił tylko dwa, ale ma słabą głowę. Louis widzi róż na jego policzkach, słyszy, że śmieje się trochę za głośno. Jest po prostu kompletnie uroczy.

– Hej, kochanie, dobrze się czujesz? – pyta Louis z uśmiechem, układając dłoń trochę powyżej pośladków Harry’ego.

– Świetnie! – uśmiecha się Harry, zataczając się lekko.

– Została godzina do północy, a ja czuję, że tobie już wystarczy – uśmiecha się Louis.

– Możemy dokończyć świętowanie w pokoju? Zamiast wśród tego pijanego tłumu? – wzdycha Harry, a Louis przytakuje, bo wie, że będzie lepiej tylko we dwójkę.

– Tak, możemy wyjść, kiedy tylko zechcesz.

– Ale najpierw potańczymy! – krzyczy Harry, obracając Louisa plecami do siebie i przyciskając swoje krocze do jego pośladków. Łapie mniejszego chłopaka za biodra i zaczyna poruszać się w rytm muzyki, a Louis nie protestuje, bo Harry jest naprawdę pijany. Zresztą tak samo jak wszyscy dookoła.

Louis widzi, że powinni już iść około wpół do dwunastej, bo ciało Harry’ego opada na jego, a jego głęboki głos staje się naprawdę powolny. Znajduje trójkę pozostałych chłopaków i mówi im, że wracają już do pokoju. Składają sobie wczesne życzenia noworoczne i żegnają, obiecując spotkać się jutro.

Harry bezwładnie opiera się o ramię Louisa, więc ten musi niemal zanieść go do ich pokoju.

– Kogo pocałujesz o północy? – pyta Harry bezczelnie, siadając na łóżku. Uśmiecha się do Louisa niczym małe dziecko.

– Cóż, miałem nadzieję, że spędzę tę noc z Kate Upton, wtedy mógłbym ją pocałować, ale wygląda na to, że utknąłem z tobą i najwyraźniej jesteś jedyną opcją – szczerzy się Louis, a Harry wydyma wargi.

– To wcale nie jest śmieszne.

– Żartuję, przecież żartuję, jesteś bardziej gorący niż Kate Upton. – Louis mruga, siadając na nim okrakiem. Patrzą na siebie przez chwilę, uśmiechając się delikatnie. Słyszy, jak ludzie na dole odliczają od sześćdziesięciu wstecz i myśli o tym, że oto właśnie zacznie nowy rok od całowania Harry’ego i to brzmi świetnie. Patrzą na siebie przez cały czas odliczania.

– Dziesięć – wzdycha Louis.

– Dziewięć – szepce Harry.

– Osiem. – Ręka Louisa odgarnia włosy z czoła Harry’ego.

– Siedem. – Harry ściska udo Louisa trochę mocniej.

– Sześć. – Louis układa dłonie na ramionach Harry’ego.

– Pięć. – Harry przyciska czoło do czoła Louisa.

– Cztery. – Louis mruga.

– Trzy. – Usta Harry’ego są tak blisko, Louis czuje jego oddech na swoich.

– Dwa. – Głos Louisa jest cichy, zamyka oczy.

– Jeden. – Ich usta idealnie do siebie pasują.

Louis czuje smak alkoholu na języku, słodkość drinka, którego pił Harry. Przewracają się na łóżko, a ręce Harry’ego zaciskają się na wąskiej talii Louisa. Jest Nowy Rok, a Louis myśli, że chciałby spróbować czegoś nowego.

– Hej, H – mówi cicho naprzeciwko jego ust.

– Mm?

– Chcesz być dzisiaj na dole? Tak na próbę?

– Możemy tak zrobić.

– Okej – dyszy Louis, całując go ponownie. Harry znowu chichocze, przyjemne ciepło rozchodzi się po jego żyłach.

Oczywiście, Louis jest zdenerwowany, bo to pierwszy raz, kiedy Harry będzie pieprzony. Kiedy oboje są nadzy, rozciąga chłopaka delikatnymi ruchami. Harry wygina się łuk, będąc głośniejszym niż zazwyczaj, a Louis zapamiętuje, żeby upijać go częściej.

Harry błaga o Louisa, jęcząc. Louis uśmiecha się szeroko, zakładając na siebie kondoma i wchodząc w niego powoli. Jest dobrze, naprawdę dobrze, i Louis może poczuć jak jego oczy wywracają się na tył jego głowy.

Po tym, jak oboje osiągają spełnienie, Louis otacza Harry’ego ramionami i zaraz szybko zasypiają. Louis nawet nie myśli o tym, że właśnie się przytulają, bo jest trochę pijany i naprawdę szczęśliwy.

***

Louis nie popełnia więcej tego samego błędu, to na pewno. Jasne, przytulanie się było fajne, ale było też gejowskie, a Louis nie jest gejem.

Gapi się na stertę prania w swoim pokoju, przeżywając wewnętrzną debatę z samym sobą – powinien wreszcie zrobić pranie czy nie? Wie, że zaczyna już śmierdzieć, a Harry’ego nie ma, więc on może je zrobić.

Zwleka się z łóżka i ciągnie worek z praniem do pralni po drugiej stronie korytarza. Nienawidzi tego robić, więc zazwyczaj przekonuje Harry’ego, by zrobił to dla niego w zamian za dobrego loda. Ale teraz Harry jest na zajęciach, a Louis naprawdę potrzebuje czystych ubrań, więc obowiązek spada na niego.

– O mój Boże, jak się to obsługuje? – jęczy jakaś dziewczyna, wciskając przypadkowe przyciski pralki.

– Uch, cześć, potrzebujesz pomocy? – pyta Louis, wchodząc. Odkłada swój worek z praniem na wolne urządzenie.

– Tak, proszę – wzdycha. – Odwiedzam brata i poprosił, żebym zrobiła dla niego pranie. Nie mam nic innego do roboty, więc pomyślałam, że w sumie mogę, ale nie umiem włączyć tego ustrojstwa.

– No, są dosyć denerwujące – śmieje się Louis. – Jak się nazywa twój brat? – pyta, uruchamiając jej pralkę.

– Harry Styles. Mieszka w 305 – odpowiada.

– Czekaj, jesteś Gemma? – pyta Louis, spoglądając na nią i kurczę, widać podobieństwo. Takie same usta, uśmiech, no i jest gorąca, zupełnie jak Harry.

– Um, tak, a ty pewnie znasz mojego brata?

– Tak, tak, jesteśmy najlepszymi przyjaciółmi. Louis Tomlinson – uśmiecha się, wyciągając do niej rękę.

– Louis? O mój Boże, Harry ciągle o tobie mówi!

– Naprawdę? A co takiego ci powiedział? – pyta Louis, zaniepokojony tym, że Harry mógł powiedzieć jej o tym, co robią.

– Właściwie nic wielkiego. Często mówił, że gdzieś razem wychodzicie i że jesteś naprawdę zabawny, a do tego mieszkasz z Liamem. Takie tam.

– O, no tak. Wy… Wy wyglądacie podobnie.

– Więc wyglądam jak mężczyzna, co? – oburza się Gemma, a Louis się śmieje.

– Nie, nie. Twój brat jest dziewczęcy. – Oboje chichoczą, ale potem Louis potrząsa głową. – Żartuję. Jesteś piękna, naprawdę. Macie ten sam uśmiech z dołeczkami. Jest po prostu uroczy.

– Tak? Podobają ci się moje dołeczki? – pyta Gemma z uśmiechem, a Louis przytakuje.

– Tak – mruczy Louis, układając dłonie na jej biodrach. – Harry nie wróci jeszcze przez jakiś czas… a ja jestem wolny do końca dnia.

– Sugerujesz coś?

– Cóż, jeśli tylko pozwolisz, chciałbym się trochę zabawić. Ta zabawa obejmuje nas bez ubrań. – Louis uśmiecha się szelmowsko.

– No cóż, dopiero się spotkaliśmy, Louisie Tomlinsonie – mówi Gemma powoli.

– Mamy mnóstwo czasu, żeby poznać się lepiej, ale później – odpowiada Louis cicho, po czym pochyla się i całuje ją szybko. Gemma uśmiecha się i nic nie mówi, łapiąc proszek do prania, którego używa Harry i który Louis uwielbia. Idą razem do sypialni Harry’ego, trzymając się za ręce.

Całują się trochę, Louis układa ją na łóżku Harry’ego, przekonując samego siebie, że to dokładnie tak samo, jak było z Harrym. No, może poza tym, że Gemma ma cycki i waginę, a Harry nie. Ale oczywiście, przecież Louis lubi dziewczyny, bo jest bardzo heteroseksualny.

Zakłada prezerwatywę i zaczyna wykonywać pchnięcia, zamykając oczy i powtarzając sobie, że jest zupełnie, jak z Harrym. Poza tym, że to w ogóle nie przypomina seksu z Harrym, a cóż, on chce Harry’ego.

– Louis?! – krzyczy Harry, otwierając gwałtownie drzwi. Louis spogląda przez ramię i widzi go stojącego w przejściu. Harry upuszcza plecak na podłogę. – Proszę, nie mów, że to moja siostra. Lepiej, żeby to nie była moja siostra, Louis.

– Harry… – zaczyna Gemma zdenerwowanym głosem.

– Moja siostra?! Żartujesz sobie ze mnie?! – krzyczy Harry. Louis szybko wstaje, naciągając na siebie dresy.

– Posłuchaj, Harry, to nic nie znaczy – mówi spokojnie.

– Nie mogę uwierzyć, że mógłbyś zrobić coś tak głupiego! – krzyczy Harry. Niall otwiera drzwi, mrucząc pod nosem piosenkę Justina Biebera i przegryzając kurczaka z McDonalda. Nikt z trójki znajdującej się w pokoju nie zauważa jego przybycia, więc kiedy słyszy krzyki, szybko wychodzi i idzie do Zayna.

– Nic?! Teraz moja siostra nic dla ciebie nie znaczy?! Jak mogłeś mi to zrobić, Louis? Jak mogłeś to zrobić z moją siostrą? – krzyczy Harry.

– Tak się tylko wygłupialiśmy, H, to naprawdę nic nie znaczy – mówi Gemma cicho, nakrywając się pościelą.

– Myślałem, że jest między nami coś specjalnego, Louis – mówi Harry cicho, a jego głos tonie w bólu. – Ignorowałem fakt, że uciekasz za każdym razem, gdy za bardzo się do siebie zbliżymy. Ignorowałem fakt, że nigdy nie zostajesz, żeby się ze mną poprzytulać, a już najbardziej ignorowałem fakt, że nigdy nie przyznałeś się do swoich uczuć. Ale tego… tego nie mogę zignorować. Przeszliśmy razem tak wiele, a teraz… A teraz to.

– Przepraszam, Harry.

– Wiesz, że oddałem ci nawet moje dziewictwo? – Harry niemal łka.

– Ty co? – pyta zaszokowany Louis. – Nie… Nie mówiłeś mi. Nigdy mi nie powiedziałeś, Harry, a to poważna sprawa! Pozwoliłeś mi je zabrać!

– Ufałem ci, Louis! Ufałem ci tak mocno! Wiedziałem, że zareagujesz w taki sposób, więc siedziałem cicho – mówi Harry, biorąc głęboki wdech.

– Chciałbym, żebyś mi nie ufał, bo na to nie zasługuję. Słuchaj, wiem, że byłem okropny, ale nie jestem gejem, tak? To tylko… takie wygłupy – wzdycha Louis.

– Co? – pyta Harry, a jego oczy błyszczą od złości. – Nie jesteś gejem? O mój Boże, czemu po prostu tego nie przyznasz?! Czemu tak boisz się tego, kim jesteś?!

– Nie boję się! Jestem hetero! – odkrzykuje Louis.

– Jezu Chryste. To żałosne, Louis. Nie mogę uwierzyć, że zrobiłeś mi coś takiego. Masz pojęcie, kurwa, o tym, jak mocno cię kocham? I o tym, jak bardzo bałem się ci o tym powiedzieć? – mówi Harry drżącym głosem. Pierwsze łzy zaczynają płynąć po bladych policzkach. – Boże, kocham cię tak mocno.

– Przykro mi, Harry, ale nie jestem gejem.

– Pogódź się z tym, Louis! Proszę, no… Powiedz mi, że mnie kochasz, Louis. Powiedz, że też mnie kochasz. Wyduś to – łka Harry.

– Nie mogę – mówi Louis cicho. – Nie mogę tak powiedzieć, skoro tego nie czuję. Przykro mi.

Wychodzi szybko, zostawiając Harry’ego szlochającego na podłodze.

– Harry, Harry – woła Gemma, kiedy ma już na sobie ubrania. Siada na kolanach przed płaczącym chłopakiem i pociera jego plecy. – Nie miałam pojęcia. Przepraszam. Nigdy bym tego nie zrobiła, gdybym tylko wiedziała. Przepraszam, przepraszam.

– To nie ma znaczenia, Gemma! On mnie nie kocha – płacze Harry, siadając przy łóżku. – Nigdy mnie nie kochał. Zmarnowałem tylko czas, ciągle mając nadzieję, że po prostu to zaakceptuje, a teraz… teraz on odszedł.

– Louis się o ciebie troszczy i na pewno cię kocha, Harry. Jest po prostu przestraszony – mówi Gemma, ale Harry potrząsa głową.

– Właśnie oznajmił naszej dwójce, że mnie nie kocha, Gemma! No i przespał się z tobą!

Gemma nie odpowiada, tylko obejmuje go ramionami i pozwala się wypłakać. Wie, że Harry cierpi i nie chce tego pogarszać, szczególnie po tym, co właśnie zrobiła.

***

– Możecie zrozumieć tę dwójkę?! – jęczy Niall. Liam i Zayn grają na Xboxie w pokoju Zayna, kiedy Niall je coś przy biurku. – Są tak zakochani, że to aż obrzydliwe.

– Wiem. Nie mogę znieść całego tego napięcia, które jest między nimi. Chciałbym, żeby wszystko wróciło do poprzedniego stanu – mówi Zayn. – Ha, gol!

– Cholera! – krzyczy Liam. – Zaraz cię zniszczę.

– Hej, poważnie, musimy coś z nimi zrobić! Louis jest moim czarusiem, a jeśli mu się nie poprawi i nie zacznie znowu z nami wychodzić, to się nie upiję, więc oczywiście będę nieszczęśliwy. A wtedy sprawię, że wy też będziecie nieszczęśliwi – narzeka Niall, przeżuwając frytkę. Liam wzdycha, pauzując FIFĘ.

– No dobra, powinniśmy o tym pogadać. Masz rację, Ni – mówi. – Doprowadzają mnie do szału. Jestem całkiem pewny, że oni nie wiedzą, że my wiemy.

– Pewnie nie. – Zayn wzrusza ramionami.

– Cóż, po tym, jak ostro się pokłócili, to raczej nie będą się pieprzyć w najbliższym czasie – wzdycha Niall. – To brzmiało naprawdę okropnie.

– A tak w ogóle to o co poszło? – pyta Liam.

– Nie mam pojęcia, wyszedłem od razu. Nie mam zamiaru się dowiadywać – mówi stanowczo Niall.

– Może po prostu zmusimy ich do rozmowy? Zamkniemy gdzieś w pustym pomieszczeniu i nie wypuścimy, dopóki nie uporają się ze swoimi uczuciami – sugeruje Zayn.

– To nawet dobry pomysł – zgadza się Liam. – Powinienem sprawdzić, czy wszystko okej u Louisa.

– Dobra, ja zobaczę jak z Harrym – wzdycha Niall.

Zanim się rozchodzą, ustalają ostateczną wersję planu, którego celem jest ostateczne pogodzenie ich najlepszych przyjaciół.

***

– Lou? Wszystko w porządku? – pyta Liam cicho, zamykając za sobą drzwi.

– W najlepszym – wzdycha Louis. Leży zakopany pod kołdrą i gapi się w ścianę.

– Chcesz pogadać? Niall powiedział, że pokłóciliście się z Harrym.

– Nie chcę, Li. Tak czy inaczej, to była moja wina. – Louis wzrusza ramionami.

– Dobra. Chcesz skoczyć na obiad? Stawiam – oferuje słabo Liam.

– Nie jestem głodny, dzięki. Prześpię się.

– W porządku, w takim razie pójdę z Niallem i Zaynem. Dzwoń, jeśli będziesz czegoś potrzebował.

– Spoko.

Liam wzdycha i po cichu wychodzi z pokoju.

***

– Schowek na miotły na naszym piętrze! Da się go zamknąć od zewnątrz – wykrzykuje radośnie Niall. – Tam ich zamkniemy i wreszcie będą mogli sobie wszystko uporządkować.

– Co jeśli pozabijają się nawzajem? – pyta poważnie Zayn.

– Sprawdzimy, czy nie ma tam żadnych ewentualnych broni, zanim ich zamkniemy. – Liam wzrusza ramionami.

– Może być taka potrzeba – wzdycha Niall. – Chciałbym mieć to już za sobą.

– Uważam, że świetnie to obmyśliliśmy. Naprawdę może się udać, jeśli zrobimy wszystko, jak trzeba – mówi Zayn pewnym siebie tonem.

– Kogo wrzucamy najpierw? – pyta Liam.

– Chyba Harry’ego, bo jego ciężej będzie wepchnąć. Poza tym, jeśli Louis będzie tam sam, to znajdzie jakiś sposób, żeby wyłamać zamek czy coś, a gdy zobaczy Harry’ego, to pewnie się zamknie. – Niall potrząsa głową i wywraca oczami.

– Nie mogę uwierzyć, że minął już tydzień, a oni nie zamienili słowa – wzdycha Zayn. – Myślałem, że szybko im przejdzie, a tu nie.

– Będą o wiele szczęśliwsi, kiedy już z nimi skończymy. No i będą mieli komu dziękować na ślubie – szczerzy się Niall.

***

– Harry, chcesz iść ze mną na lunch? – woła Niall wesoło, wchodząc do pokoju.

– Lunch? Nie jestem aż tak głodny – wzdycha Harry, wtykając ponownie nos do podręcznika.

– No dalej, stary, nie wiem, kiedy ostatnio jadłeś. A przecież musisz jeść, więc chodźmy – szczerzy się Niall, łapiąc przyjaciela za nadgarstek i ściągając go z łóżka. Harry jęczy jak małe dziecko.

– Nieeeee, nie chcę jeść. Chcę móc się dąsać.

– Idziemy na wielkiego burgera, żebyś się w końcu zapchał.

– Ale jestem na diecie. Nie mogę jeść burgerów. – Harry krzyżuje ramiona na piersi.

– Och, pieprz się, Styles. Zjesz burgera. Jesteś na uniwerku i potrzebujesz czasem zjeść burgera.

Niall łapie go za ramiona i wypycha z pokoju, kiedy Zayn i Liam czekają obok schowka.

– A Liam i Zayn też idą? – pyta Harry, a Niall potrząsa głową.

– Właściwie to ty nie idziesz – mówi szybko, podczas gdy Zayn otwiera drzwi. Liam pomaga Niallowi wepchnąć Harry’ego do małego pomieszczenia. Zamykają go od zewnątrz kluczem, który udało im się ukraść dozorcy, kiedy nie patrzył.

– Co robicie, idioci?! – krzyczy Harry, waląc w drzwi i wściekle kręcąc klamką.

Żaden z nich nie odpowiada, a Niall wskazuje na pokój Louisa.

– Li, przyprowadzisz go?

– Ta, zaraz będziemy – przytakuje Liam. Truchta w dół korytarza i otwiera drzwi do ich pokoju. Louis leży na podłodze i gapi się w sufit. – Żyjesz?

– Nie – odpowiada Louis poważnie.

– Myślę, że już czas na to, żebyś się uśmiechnął i przestał być taki osowiały. Poza tym, podłoga to nie miejsce do tego. Chodźmy się upić albo coś takiego! – wykrzykuje Liam.

– Jest szesnasta – odpowiada Louis.

– Raczej bliżej siedemnastej. No dalej, będzie zabawa. Nie wychodziłeś nigdzie od wieków!

– Nie chcę – jęczy Louis. – Zostaw mnie tu, żebym przegnił i umarł.

– Nie, nie mogę na to pozwolić. Idziemy – mówi stanowczo Liam, podnosząc Louisa z podłogi i przerzucając go przez ramię.

– Nie, postaw mnie na ziemi, Payne! Nie używaj swojej siły przeciwko mnie, to nierówna walka! Wiesz przecież, że nie chodzę na siłkę – krzyczy Louis, kopiąc nogami i uderzając w umięśnione plecy Liama.

– Zawsze proponuję ci wspólny wypad – szczerzy się Liam, niosąc go przez korytarz.

– Ugh, wiesz, że nie lubię ćwiczyć. Wiesz też, że jestem słaby. Zawsze planowałeś użyć swojej siły do niecnych celów – narzeka Louis.

– Zaraz stracisz głos – mówi Liam. – Zamknij się.

Louis opada bezwładnie.

– A teraz, bądź proszę dobrym chłopcem i nie zabij nikogo – mówi Liam stanowczo, wchodząc do otwartego schowka i stawiając Louisa na nogi. – Bawcie się dobrze.

Drzwi się zamykają, zanim Louis może zrozumieć, co się dzieje.

– Czy wy sobie, kurwa, ze mnie żartujecie? – mamrocze, obracając się. Zauważa Harry’ego, który siedzi na podłodze, bawiąc się dziurą w swoich jeansach. – Co?

– Zamknęli nas tutaj – mówi Harry powoli. – Myślę, że chcą, żebyśmy się pogodzili.

– Wiedzą, co się stało? – pyta nagle Louis. Harry potrząsa głową, śmiejąc się gorzko.

– Nie, ja nic im nie mówiłem. I tak cała ta sytuacja jest dla mnie wystarczająco poniżająca – mówi cicho, unikając wzroku Louisa.

– Harry… – zaczyna Louis, ale Harry nagle spogląda na niego z bólem wymalowanym w oczach i mu przerywa.

– Nie, Louis. Nie chcę twojego współczucia ani innych takich dyrdymałów! Złamałeś moje pieprzone serce. Poniżyłeś mnie i gówno cię teraz obchodzą moje uczucia! Oto jestem, nie ukrywając już dłużej swoich uczuć przed tobą, a jedyne, czego pragnę, to żebyś też mnie pokochał. A ty nie chcesz nawet zaakceptować tego, kim jesteś! To jest niesprawiedliwe. Manipulowałeś mną cały czas! Naprawdę oczekiwałeś, że będę cię pieprzył bez żadnych uczuć? Że będę twoją zabawką, kiedy postanowiłeś spróbować czegoś nowego w życiu? – krzyczy, a łzy napływają mu do oczu.

– Mogę teraz coś powiedzieć? – pyta Louis cicho.

– Rób, co chcesz. Mnie to już nie obchodzi – mamrocze Harry, wracając do zabawy swoimi jeansami. Louis siada obok niego na podłodze i patrzy prosto przed siebie.

– Więc… Miałem dużo czasu przez ostatnie dwa tygodnie, żeby o nas myśleć – zaczyna cicho. – A ty masz rację. Ze wszystkim. Nigdy nie powinienem był zrobić ci nic z tych rzeczy, bo zasługujesz na coś lepszego. Wiem, że głupim było zaprzeczanie temu, że jestem gejem, no ale… To było dość przytłaczające, tak mi się wydaje. Zadzwoniłem do mojej mamy z płaczem, żebym o tym pogadać. – Śmieje się krótko, potrząsając głową. – Byłem taki zmieszany. A to, co powiem, może brzmieć niewłaściwie, ale… Ale przez cały czas, kiedy byłem z twoją siostrą, myślałem tylko o tobie.

– Ty co?! – pyta Harry głośno. Śmieje się krótko. – O mój Boże.

– Wiem, wiem – chichocze Louis. – Myślałem ciągle „z Harrym było więcej zabawy”. Tylko nie mów Gemmie.

– Nie powiem – uśmiecha się Harry.

– To dobrze. I ten… Ja skłamałem, wiesz, o tym, że cię nie kocham. Nigdy nie powinienem był mówić czegoś takiego. Powinienem był opowiedzieć ci z dokładnością, co czuję. A prawdą jest, że kocham cię tak mocno, że to mnie przeraża. Byłem bez ciebie taki nieszczęśliwy, naprawdę, że to aż przerażające. Nienawidzę się za to, jak mocno cię skrzywdziłem, kiedy ty byłeś dla mnie kochany. Zasługujesz na kogoś lepszego, niż ja, Harry, wiem to. Jest mi tak przykro, że zrobiłem ci coś takiego. – Głos Louisa jest cichy i drży od napięcia.

– Louis… – szepce Harry. – Nie wiem, co powiedzieć.

– Nie musisz nic mówić. Zrozumiem, jeśli już nigdy się do mnie nie odezwiesz. Byłem dla ciebie okropny, podczas gdy ty zasługujesz, by mieć świat u swych stóp. – Louis bierze drżący wdech.

– Louis, posłuchaj mnie. To może być prawda, tak, zniszczyłeś mnie, ale… Ale nie chcę nikogo innego, jak tylko ciebie. – Harry spogląda na niego, przygryzając wargę.

– Co? Jak… Jak można chcieć kogoś tak okropnego? Musisz mieć gówniany gust.

– Być może, ale… Ale cię kocham, nawet mimo tego koszmaru, w który mnie wpędziłeś – mówi Harry nisko.

– Ciągle mnie kochasz? – szepce Louis. Jego oczy są wielkie i pełne łez.

– Tak i nie sądzę, żebym kiedykolwiek przestał. Za wiele dla mnie znaczysz – odpowiada Harry.

– Myślę… Myślę, że jeśli zdecydowałbyś się dać temu szansę, to moglibyśmy być świetną parą – mówi cicho Louis.

– Myślę, że masz rację – mruczy Harry cichym głosem, bojąc się zniszczyć chwilę.

– Więc… Czy w takim razie spróbujemy? – pyta Louis równie cicho, a jego usta zbliżają się do ust Harry’ego.

– Tak, tak, myślę, że powinniśmy – szepce Harry.

– Świetnie.

Louis zmniejsza pozostały między nimi dystans, łącząc ich usta, które ocierają się o siebie delikatnie. Ich nosy się zderzają, co powoduje, że chichoczą w swoje usta.

– Strasznie za tobą tęskniłem – mruczy Louis w usta Harry’ego.

– Chcesz pokazać mi, jak bardzo?

– Tak, tak, jasne.

Louis siada na nim okrakiem, owijając ramiona dookoła jego karku, i przejeżdża językiem po jego dolnej wardze. Dłonie wsuwa pod jego koszulkę bez chwili wahania, czując jak mięśnie napinają się pod jego dotykiem. Louis wie, że nie może żyć bez Harry’ego długo; zbyt bardzo tęsknił, by pozwolić mu odejść.

– Nigdy nie pozwól mi odejść – mamrocze Harry, jakby czytał Louisowi w myślach.

– Nigdy przenigdy, dobrze? Od teraz jesteśmy tylko ty i ja – przyrzeka Louis, wodząc kciukiem po wyraźnie zarysowanej szczęce Harry’ego. Ściąga jego koszulkę, po czym całuje całą jego szyję. Robi kilka ciemnych malinek na bladej skórze. – Chcę, żeby wszyscy wiedzieli, że do mnie należysz.

Harry jęczy w odpowiedzi, ściskając mocniej biodra chłopaka na nim.

– Droczysz się ze mną – lamentuje. Louis chichocze, zadowolony z malinek, po czym ściąga swoją koszulkę.

– Przepraszam, kochanie, w takim razie przejdę już do rzeczy.

Louis ściąga jeansy Harry’ego do połowy jego ud, po czym siada, śmiejąc się i kręcąc głową.

– Poddaję się, słońce. Za ciasne, żeby się nimi zadręczać.

– Chcesz, żebym przestał nosić spodnie? Nie przeszkadza mi to. – Harry puszcza mu oczko.

– Nie, kochanie, byłbym zbyt zazdrosny o wszystkich, którzy mogliby podziwiać twoje nogi. Chcę je mieć tylko dla siebie – szczerzy się Louis. Z łatwością ściąga swoje dresy i odrzuca je na bok. – Wiesz, to bardzo zawstydzające, ale zadowalałem się palcami, myśląc o tobie. Ale to było naprawdę niesprawiedliwe, ponieważ, w porównaniu do twojego penisa, dawały bardzo mało satysfakcji.

– Taak? – pyta Harry, biorąc głęboki oddech. – To sprawia, że czuję się wyjątkowy.

– Jesteś wyjątkowy. Robiłem to dzisiaj nawet pod pieprzonym prysznicem, dziękuję ci bardzo.

– Mm, gorące. Chciałbym tam być – uśmiecha się Harry.

– Wiem – odpowiada Louis z uśmiechem, po czym całuje go delikatnie. – Masz coś ze sobą?

– Tak, tylna kieszeń – mówi Harry na bezdechu. Louis sięga do kieszeni, by wyciągnąć nawilżoną prezerwatywę.

– Świetnie. Ale muszę spytać: zamierzałeś pieprzyć kogoś w schowku na miotły, czy może zawsze nosisz to ze sobą? – uśmiecha się Louis, machając kondomem.

– Szczerze, to miałem nadzieję, że zostanę zamknięty z tu Zaynem – oświadcza Harry, a uśmiech Louisa znika.

– Nie jesteś śmieszny – odpowiada sucho. Rozrywa plastik zębami i zakłada prezerwatywę na Harry’ego. – Nie widzę nic zabawnego w twoich żarcikach.

– Ale i tak pozwolisz mi się przelecieć. – Harry uśmiecha się tryumfalnie.

– Tylko dlatego, że masz niezłego kutasa. – Louis wytyka do niego język, unosząc się, by po chwili zacząć powoli opadać na jego penisa. – Nienawidzę twojej osobowości.

– Mhm – uśmiecha się Harry, obejmując jego wąską talię. – Ja twojej też. Jesteś zdecydowanie zbyt zarozumiały**.

– Ugh, jesteś nieznośny – jęczy Louis, opuszczając się powoli.

– Kocham cię.

– Ja też cię kocham.

Poruszają się razem w odpowiednim tempie, bo żaden z nich nie chce tego przyspieszać. Jasne, robią to na podłodze schowka na miotły, gdzie pachnie amoniakiem i różnymi produktami do sprzątania, ale przecież mają siebie nawzajem i nie chcą, by było zbyt szybko.

– Mm, kochanie – jęczy Louis, odrzucając głowę do tyłu, a jego paznokcie tworzą małe półksiężyce pod łopatkami Harry’ego. Ten niemal omdlewa, słysząc nowe przezwiska, a Louis czuje, jak serce bije szczęśliwiej w jego piersi.

– Coraz bliżej, słońce? – pyta Harry niskim głosem, a jego dłonie błądzą po plecach Louisa.

– Mhm – sapie Louis. Dłonie Harry’ego przenoszą się w jego włosy, przyciągając go do długiego pocałunku. Louis łatwo się w niego wtapia, ich zęby się zderzają, kiedy niemal wysysa oddech z ust Harry’ego.

– O mój Boże! – woła ktoś z mocnym irlandzkim akcentem, po czym słychać dźwięk drzwi uderzających o ścianę i szybki tupot stóp. – Zayn! Znajdź wybielacz i polej mi nim oczy! O mój Boże!

– Co się stało, stary? – pyta Liam.

– Robią to! – narzeka Niall. – Nie mieli się tam pieprzyć! O mój Boże, obrzydliwe!

Louis i Harry spoglądają na siebie, uśmiechając się jak idioci, a potem Louis chichocze jak mała dziewczynka, kryjąc twarz w ramieniu Harry’ego.

– O mój Boże, nie wierzę, że to zobaczył.

–E tam, przystojniaczki z nas, więc jest dobrze. – Harry wzrusza ramionami, śmiejąc się mocniej.

– Myślisz, że powinniśmy pójść z nimi pogadać czy coś takiego? – pyta Louis, rumieniąc się uroczo.

– Mm, pewnie tak, ale dopiero, kiedy to skończymy. – Harry puszcza mu oczko. Może wyciągnąć się i zatrzasnąć za Niallem drzwi. – No to gdzie stanęło?

***

W ciągu tygodnia Louis przeprowadził się do pokoju Harry’ego, dzięki uprzejmości ich przyjaciół.

– Jeśli znowu nadepnąłbym na zużyty kondom, to chyba wyskoczyłbym przez okno – wykrzyczał Niall, wypychając rzeczy Louisa do pokoju. Naprawdę, jako para Louis i Harry nie mieli żadnych obiekcji. Zestawili nawet łóżka razem, jak na starych filmach, ale i tak Louis zazwyczaj zasypiał na Harrym.

Więc teraz Liam i Niall mieszkali razem, a Zayn sypiał u nich kiedy tylko to było możliwe. Harry i Louis mieli dla siebie cały wolny czas, oprócz chwil, gdy ich przyjaciele wpraszali się z jedzeniem lub krzyczeli na nich za coś, co się stało.

Tak było lepiej, bo wcześniej Louis i Harry wynajdywali przeróżne sposoby, by wkradać się do swoich sypialni w środku nocy, a to niekiedy budziło ich współlokatorów, którzy (szczególnie Niall) nie mogli już tego znieść. Wzięli więc sprawy w swoje ręce i wynieśli Louisa z pokoju Liama, przenosząc go do Harry’ego.

Louis już się nie boi, jest tego pewien, kiedy piszą razem piosenkę któregoś deszczowego popołudnia. Nie musi się już ukrywać w swoich miejscach, bo teraz ma Harry’ego i jest w porządku, naprawdę w porządku. Harry leży na brzuchu na łóżku i bazgrze w swoim dzienniku. Louis siada na wezgłowiu, przyglądając się jego umięśnionym ramionom, które przechodzą w wąską talię, a potem w zapadnięcie trochę powyżej jego pośladków. Przygląda się, jak muskularne ramiona chłopaka poruszają się pod delikatnie pod materiałem koszulki, gdy pisze. Wie, że tu jest bezpiecznie, tu może poczuć się komfortowo, bo czuje się jak w domu, a Harry nigdzie się nie wybiera.

Louis napisał już swoją piosenkę dla Harry’ego i zatytułował ją „Strong”. Planuje pokazać mu ją niedługo, może po randce, którą zaplanowali na piątek. Chce, żeby było intymnie i wyjątkowo, bo to akurat tę było mu ciężko napisać. Słowa przyszły łatwo, ale ukazują wrażliwą stronę Louisa, pokazują, jak bardzo kocha Harry’ego i to, że już się tego nie boi. Nie może się doczekać, aż Harry ją usłyszy.

– Kochanie, posłuchaj tego. Jak brzmi? I know you want to leave so baby be with me so happily – śpiewa Harry pewnym i silnym głosem, a Louis chce go słuchać aż do śmierci i nawet dłużej. Bezczynnie zastanawia się, czy anioły brzmią jak Harry Styles, gdy śpiewają.

– Podoba mi się, słonko – uśmiecha się Louis.

– Cóż, mam już cały refren – śmieje się Harry, po czym czyta mu, co napisał.

– To coś, z czego powinieneś być dumny, kochanie. Chcesz spróbować? – pyta Louis.

– Tak, tak – uśmiecha się Harry, po czym siada i kładzie dziennik między nogami. Zanim mogą zacząć śpiewać, ich przyjaciele otwierają drzwi, wnosząc ze sobą dwie torby, które pachną jak frytki i burgery.

– Zdobyliśmy żarło! Może być trochę rozmoczone od deszczu, ale jestem pewien, że smakuje dobrze – mówi Niall, rzucając torbę Harry’emu i Louisowi.

– Czemu wy, trzy potwory, musicie włazić tu cały czas i traktować ten pokój jak swój? – jęczy Louis, opadając na Harry’ego.

– Zginęlibyście bez nas – oświadcza Zayn, siadając na podłodze. – A co takiego robiliście?

– Napisaliśmy piosenkę. Właściwie tylko refren, no ale… – Uśmiecha się Harry.

– Nie, to Harry napisał piosenkę. Ja mało co pomogłem – mówi Louis, uśmiechając się do chłopaka. Harry wywraca oczami i ściska go czule.

– Możemy zobaczyć? – pyta Liam, rozkładając się na łóżku.

– Jasne, jeśli chcecie. – Harry wzrusza ramionami, podając mu dziennik.

– Zaśpiewacie dla nas? Albo możemy zaśpiewać wszyscy, zobaczyć, jak brzmi – proponuje Niall.

– To właściwie całkiem dobry pomysł – mówi Harry z namysłem.

Harry i Louis pokazują reszcie melodię, mniej więcej nakreślając, jak wszystko powinno zabrzmieć. Chłopcy załapują szybko i niedługo siedzą w kole, śpiewając.

I don’t care what people say when we’re together
You know I want to be the one to hold you when you sleep
I just want it to be you and I forever
I know you want to leave so c’mon, baby, be with me so happily

– Wow, to było imponujące – mówi zdumiony Louis.

– No, kto tam wie, może moglibyśmy być sławnym boy bandem, który podróżuje po świecie, a dziewczyny padałyby nam do stóp – wypala Niall z uśmiechem na ustach.

Wszyscy śmieją się z tego absurdalnego pomysłu.

– To byłoby coś, muszę przyznać – mówi Harry.

– Tak, ale ja jestem szczęśliwy po prostu będąc tu z tobą – dopowiada Louis cichym głosem.

– Dokładnie – zgadza się Harry, po czym składa pocałunek na jego ustach.

Tak długo, jak Louis ma ze sobą swoich przyjaciół i chłopaka, następne cztery lata nie powinny być takie złe.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz