* Louis wpatrywał się w pustą twarz kapitana piratów. Czuł ciepło napływające do jego twarzy, gdy pytanie Harry’ego o sen dotarło do jego świadomości. To było cholernie niezręczne. Słowa, które przeleciały przez jego mózg poruszały się szybciej, niż by tego chciał i miał trudności nawet z otworzeniem ust. Wiedząc, że ma przejebane, przyłożył dłoń do ust, starając się improwizować kaszlenie.
Harry nie wygląda na zadowolonego z siebie, w gruncie rzeczy jest bardzo cierpliwy. Czy naprawdę myślał, że Louis go zabijał? Biorąc pod uwagę to, jak Niall go naśladował, nie mogły być to jęki podczas mordowania kogoś. Ale Harry nie reagował tak, jakby podejrzewał, że Louis miał polucje na myśl o nim, bo miał, prawda?
- Przepraszam bardzo, ale skąd ten pomysł? - Louis spytał ze zwątpieniem, próbując wprowadzić kapitana w błąd.
- Gdy byłem tu, kiedy spałeś, mówiłeś o mnie we śnie – Harry wzruszył ramionami. - Mówiłeś kilka rzeczy, które brzmiały jak morderstwo i wyglądałeś na naprawdę przejętego. Chyba, że to ja zabijałem ciebie, a ty jesteś zbyt niespokojny, by o tym porozmawiać? - jego głos wydawał się bardzo poważny.
Ale… Harry nie mógłby być tak naiwny. Ale nie mógłby też udawać tak zaniepokojonego, gdyby wiedział, jaki rodzaj snu Louis miał. Cóż, mogą być kłopoty.
- Nie pamiętam mojego snu zbyt dobrze, szczerze mówiąc – Louis odchrząknął, odwracając wzrok od spojrzenia Harry’ego. - Więc, kto wie, co mogło się stać? Wątpię, bym miał do czynienia z morderstwem, czy coś.
- Jesteś pewien? Często wypowiadałeś moje imię.
Dlaczego on mu to robi? Twarz księcia poczerwieniała bardziej niż kiedykolwiek podczas gorączki i Louis po prostu chciał umrzeć. Fakt, że Harry nie miał pojęcia, że to co robi, tylko wszystko pogarsza.
Louis skrzywił się, gdy ręka Harry’ego przesunęła się, by lekko objąć jego lewą.
- Uświadamiam cię tylko, że nie chcę, byś czuł się z mego powodu niezręcznie.
To prawdopodobnie byłoby naprawdę słodkie, gdyby nie to, że Louis był lepszy w powstrzymywaniu się przed byciem coraz to twardszym, na samo uczucie ręki Harry’ego. Dłonie mężczyzny były szorstkie, ale jednocześnie delikatne. To było dziwne.
- Uh…
- Jeśli kiedykolwiek śnisz o mnie w sposób, przez który czujesz się nieswojo, przyjdź do mnie. Porozmawiamy o tym.
- Nie, nie. Powiem ci – Louis szybko odpowiedział. Odsunął dłoń od Harry’ego, spoglądając na pirata w poszukiwaniu jakichkolwiek emocji, które wskazywałyby na to, że kapitan bawi się nim, lecz twarz mężczyzny była poważna. - Więc teraz może po prostu odejść i wszystko będzie dobrze.
Próbował cofnąć się w kierunku ściany, obdarowując kędzierzawego kapitana czarującym uśmiechem. Harry zmarszczył brwi.
- Tak ci się wydaje. Jesteś pewien, że nie chcesz porozmawiać o twoim śnie?
- Dlaczego tak się tym interesujesz? - Louis jęknął, przeczesując dłonią włosy. - Jest w porządku.
- Wiem, że sny mogą wiele powiedzieć o naszych uczuciach. A przynajmniej tak mi się wydawało – Harry beztrosko zauważył, przysuwając się do Louisa i przyglądając mu się z powagą. - Może jesteś zbyt zakłopotany, by powiedzieć…
- Jest. W. Porządku – Louis wypalił zestresowany, patrząc na młodszego mężczyznę, który uniósł dłonie w geście obrony. Harry odrzucił z czoła włosy, nim skinął w stronę Louisa.
- Cóż, sądzę, że to dobry sposób, by docenić moją troskę o ciebie, księżniczko.
Louis nie mogąc się oprzeć, wywrócił teatralnie oczami.
- Zapewne pokazałbym większą wdzięczność, gdybyś nie nazywał mnie księżniczką. To poniżające. Jak ty byś się czuł, gdybym cię tak nazywał?
Patrząc obojętnym wzrokiem, oczywiście, Harry wzruszył ramionami.
- Nie miałbym nic przeciwko tak długo, dopóki byłbym jedynym, którego tak nazywasz.
Och. Louis poczuł jak drgnęła mu powieka, gdy spojrzał na swoje kolana z grymasem.
- Jeśli chcesz, żebym cię tak nazywał, to jest to pewien rodzaj pokonania ciebie. Nie jestem pewien, co na to załoga, gdyby wielki i śmiertelnie zły Kapitan Styles byłby nazywaną przez jeńca Księżniczką, haha – Louis sucho prychnął, próbując zmienić temat.
- Radzę ci tego nie robić – Harry zmarszczył brwi i wydął usta, pokazując Louisowi, że ten uderzył w czuły punkt.
- Och? Dlaczego nie? Myślałem, że ci to nie przeszkadza.
Unosząc w górę brew, Harry patrzył na księcia jak na debila, co irytowało Louisa bardziej, niż by tego chciał.
- Czy ty kwestionujesz rozkazy kapitana?
- To nie był rozkaz – Louis zmrużył oczy. - Ty dałeś mi “radę”. Na szczęście dla ciebie, przyjmę to, księżniczko.
Harry milczał przez chwilę, przez co z kolei Louis myślał, że naprawdę rozzłościł kapitana, ale gdy ten spojrzał na księcia z rozbawionym uśmiechem, szatyn poczuł się dumny z siebie.
- Jesteś słodki, Księżniczko – Harry kręcąc głową, stanął na nogi. Wsadził dłonie do kieszeni, a uśmiech rósł na jego twarzy. - Dziś robimy kolejne ognisko. Nie chcę wyciągać cię z łóżka, skoro nadal masz gorączkę, ale jeśli poczujesz się lepiej, możesz do nas dołączyć.
Ognisko? A czy oni po prostu nie opuścili Irlandii kilka dni temu? Louis postanowił nie kwestionować tego, co powiedział Harry i po prostu skinął głową, a jego niebieskie oczy wpatrywały się w Harry’ego, gdy ten zbliżał się do drzwi. Gdy kapitan stanął już przy wyjściu, zatrzymał się i odwrócił w stronę księcia.
- Och, jeśli nazwiesz mnie “księżniczką”, gdy będzie przy tym ktoś jeszcze, prócz naszej dwójki, nie zawaham się opowiedzieć całej załodze o twoim małym śnie ze mną w roli głównej – Harry uśmiechnął się słodko, na co usta Louisa utworzyły literkę “o”. - Cieszę się, że widzisz rzeczy z mojego punktu widzenia. Ale to nie rozkaz. To tylko rada.
W momencie, gdy drzwi się zamknęły, Louis uświadomił sobie, że potrzebuje trochę żenujących informacji na temat Harry’ego, by w razie czego zaszantażować go, ponieważ nawet Bóg wiedział, że kapitan szybko o tym nie zapomni.
Wiedział, że jego podejrzenia były słuszne. To było niemożliwe, by Harry mógł pomylić erotyczne jęki z tymi podczas morderstwa. Po prostu niemożliwe.
Chwilę po tym, Eleanor wróciła do pokoju z różnymi lekami, które jak twierdziła, obniżą gorączkę, a następnie pomogła mu oczyścić jego ubrania. Mimo, że doceniał nowy zestaw ubrań od Liamia, to szczerze cieszył się ze wszelkiego medycznego wsparcia ze strony Eleanor.
Pokonał gorączkę już po drugim spróbowaniu gorzkich płynów, które kobieta mu podała, jednocześnie zmuszając go do drzemki i upierając się, że będzie musiał pić jeszcze więcej. To było obrzydliwe i próbował się rozpłakać, co tylko sprawiło, iż Eleanor była coraz bardziej sfrustrowana. Louis starał się to powstrzymać, nim dziewczyna wpadła na genialny pomysł szantażowania go tą samą informacją, którą Harry miał w głowie.
W pewnym momencie znów zasnął, a gdy obudził się, na zewnątrz było jeszcze ciemno. Kiedy przypomniał sobie to, co Harry mówił o ognisku, odetchnął głęboko i podciągnął się na łóżku. Wyjście na za powietrze po całym dniu spania brzmiało dość interesująco.
Pościel Harry’ego wciąż była brudna od wcześniej snu Louisa i ten nie mógł się oprzeć pokusie, by zerwać ją z łóżka. Ścisnął tkaninę w dłoniach i wyrzucił ją w najdalszy róg pokoju. Był pewien, że Harry miał gdzieś dodatkową pościel.
Westchnąwszy, wrócił do łóżka, by założyć buty, a gdy to zrobił, spojrzał na swoje usztywnione ramię. Czuł tylko lekkie ukłucie bólu, gdy Louis ścisnął ją przez materiał koszuli Harry’ego. Chcąc się uwolnić i wiedząc, że zdoła znieść ból, zaczął zdejmować opatrunek.
Gdy skończył, miał nadzieję, że nie wygląda jak gówno, kiedy pchnął drzwi sypialni Harry’ego, a potem wyszedł na otwarty pokład, gdzie natychmiast został powitany jasno-pomarańczowym spojrzeniem płomieni ogniska. Tak jak poprzednio, wszyscy siedzieli dookoła światła, na skrzyniach ustawionych na podłodze, śmiejąc się i rozmawiając.
Szybko rozejrzał się dookoła i od razu zauważył dwie kobiety, rozpoznając je długich włosach, spływających po plecach. Louis próbował znaleźć jakieś wolne miejsce, spoglądając na grupki ludzi utworzone wokół ogniska.
Wiedział, że nie może wcisnąć się między Danielle i Eleanor, a niezręcznie byłoby dołączyć do Zayna, Liama lub Nialla. Danielle siedziała obok pierwszego oficera, a ten wyraźnie zajmował krawędź skrzyni. Obok Eleanor również nie było miejsca, chyba że siedziałby na podłodze.
Kiedy spojrzał na Zayna, zobaczył siedzącego obok, Harry’ego. Jego twarz była tylko częściowo widoczna, kiedy kapitan piratów obserwował pozostałą szóstkę ze znudzonym wyrazem twarzy tak, jakby nie chciał tam być. Obok niego było dużo miejsca i Louis wiedział, że nie ma wyboru, a prawdopodobnie siedzenie obok kapitana nie może być takie złe. Tak czy siak, to jedyna opcja.
Nie chcąc być całkowicie odciętym od wszystkich, jak poprzednim razem, Louis ruszył w stronę otwartej przestrzeni między Zaynem, a kędzierzawym kapitanem. Rozkładając nogi, aby przekroczyć skrzynię, Louis ułożył dłonie na ramionach Zayna i Harry’ego.
- Witam wszystkich – przywitał się i natychmiast uwaga ludzi zwróciła się ku niemu.
- Hej, Louis! - głos Nialla słychać było o wiele wyraźniej, niż pozostałe przywitania.
- Cieszę się, że udało ci się przybyć – Zayn skinął na niego, odchylając się w tył na rękach.
- Ech, nie chciałem, byście mieli ognisko beze mnie, tak myśli – odpowiedział szczerze, wzruszając ramionami, po czym spojrzał w ogień.
- Nie masz już mdłości? - Liam przyłożył dłoń do podbródka, unosząc brwi. Irlandczyk siedzący między nim, a Zaynem wychylił się, by spojrzeć na księcia.
- Nie powinieneś się stresować, gdy jesteś chory. Jeśli nie czujesz się dobrze, wróć do łóżka.
- Jest w porządku – Louis odpowiedział szybko.
Szczerze mówiąc, gorączka nie była już taka zła jak na początku. A może to tylko leki Eleanor pomogły? Tak czy siak, było coraz lepiej. Mógł przez to przejść i to było najważniejsze.
- Więc, o czym rozmawialiście? - szukając szybkiej zmiany tematu, Louis odezwał się.
Eleanor pochyliła się do przodu, by dostrzec Louisa.
- Opowiadałam moją historię, po prostu – odsunęła kosmyk włosów za ucho z uśmiechem. - To nie jest jakieś strasznie interesujące, ale Danielle i Liam byli bardzo ciekawi.
- Czyżby? - Danielle prychnęła, owijając dłonią ramię Eleanor. - El, nie oszukujmy się. To jest interesujące! Fajnie słyszeć różne rzeczy z perspektywy kogoś, kto pracował dla rodziny królewskiej przez całe życie!
- Nie, to nie jest – Louis usłyszał mruknięcie Harry’ego z tyłu.
Mrugając, książę spojrzał przez ramię, by ujrzeć bruneta wpatrującego się w ogień, a wyraz jego twarzy był obojętny. Był pewien, że Harry wiedział, iż jego słowa zwrócą uwagę Louisa, a dziwne byłoby, gdyby odwrócił się z powrotem bez żadnego komentarza.
- Nie jesteś zaciekawiony historią Eleanor? - zapytał nisko.
- Nie bardzo. Szkoda, że na rzecz członka Izby Gmin jej życie zostało tak poważnie zmienione. Mogę tylko przypuszczać, że tylko dlatego jest taka powściągliwa.
- Jest powściągliwa, bo właśnie taka już jest. Nie dlatego, że została “zabezpieczona” przez nas – Louis skrzywił się lekko.
Zielone oczy błysnęły w jego kierunku, a Louis spojrzał na mężczyznę w milczeniu, nim ten wzruszył ramionami.
- Skoro tak mówisz. Powinieneś znać ją lepiej niż ktokolwiek, skoro została przywiązana do twojej koszulki od urodzenia.
Louis był gotów się odegrać, ponieważ część jego chciała się bronić, ale gdy przeanalizował słowa kapitana, uświadomił sobie, że było w nich sporo prawdy. Jednak wciąż, sposób w jaki to powiedział sprawiał, że Eleanor wyglądała jak niewolnica, czy coś.
- Nie rozumiem, dlaczego jej nie lubisz. Jest naprawdę uroczą dziewczyną i nigdy nie zrobiła ci nic złego, w przeciwieństwie do mnie – Louis przyznał się szczerze. Harry przechylił głowę i zacisnął usta w wąską linię.
- Ona wspiera monarchię. Mam wszelkie powody, by jej nie lubić.
- JA jestem monarchą, a nie traktujesz jej nawet w połowie tak dobrze, jak traktujesz mnie – Louis sprzeciwił się natychmiast. Wyszło mu to nieco bardziej gniewnie, niż by tego chciał, ale gdy słowa opuściły jego usta, nie było już odwrotu.
Kapitan piratów skrzywił się rozdrażniony, a Louis złożył ramiona na piersi, po czym odwrócił się od brunetki, by wysłuchać reszty historii Eleanor. Ta z kolei śmiała się, kręcąc głową w stronę Nialla.
- Cóż, chodziłam na przyjęcia, ale nigdy nie byłam nimi zbyt zainteresowana, ponieważ wszyscy mężczyźni, który prosili mnie do tańca, wyglądali na naprawdę fałszywych. W momencie, gdy dowiadywali się, że nie byłam szlachcianką, po prostu uciekali z podkulonym ogonem – zmrużyła oczy z uśmiechem. Danielle prychnęła.
- Typowi faceci. I to oni nazywają kobiety “łowcami złota”? Och, błagam.
- Yup – Eleanor błysnęła w jej stronę. - To koniec mojej historii. Nic specjalnego. Po prostu Eleanor Calder, była pielęgniarka królewska w trakcie szkolenia, obecnie lekarz piratów – zachichotała, a Niall, Liam i Zayn zaczęli klaskać.
- Bis! - Liam zawołał z uśmiechem, przez co dziewczyna się zarumieniła. - Eleanor, twoje życie jest wyjątkowe. Tylko dlatego, że nie byłaś w obliczu śmierci lub nie zostałaś porwana przez dwóch piratów, pokochanie ciebie wcale nie uwłacza temu wszystkiemu. I rzeczywiście, to naprawdę interesujące zobaczyć coś ze strony kogoś, kto był w pałacu.
- Myśl o sobie lepiej – Zayn skinął głową. - Jesteś teraz częścią One Direction, a my jesteśmy najlepsi z najlepszych.
- I Niall – Danielle skończyła, zwracając się do blondyna.
- Hej!
- Tak czy siak, - Liam ucałował szybko Irlandczyka w policzek. - to brzmi jakby życie w pałacu było dość spokojne.
Zayn prychnął i odwrócił się, by spojrzeć na Louisa z uśmiechem.
- Dlaczego nie spytamy Jego Wysokości, skoro to życie jest takie relaksujące? Jest tutaj teraz, więc czemu nie? - dał księciu kuksańca w bok, poruszając brwiami.
Podskakując na miejscu, Louis powstrzymał się od piśnięcia. Podczas, gdy on zbierał się otworzenia ust, Niall spojrzał na niego z podnieceniem.
- Naprawdę chcę usłyszeć o królewskim życiu. Jestem pewien, że różni się od tego szlachetnego. No dalej, Louis!
- Uh… - Louis zamrugał oczami.
- Tak, jestem bardzo ciekawy, jak Książę Wielkiej Brytanii żył przez lata, gdy ja byłam na ulicy, narażając swój tyłek, by przetrwać – Danielle podpuszczała go, przysuwając się bliżej. Liam skinął głową.
- Mnie też to interesuje. To znaczy, słyszałeś praktycznie każdą opowieść, więc chciałbym też usłyszeć i twoją.
Teraz uwaga wszystkich skupiła się na Louisie i książę próbował jakoś rozpocząć. Miał przeczucie, że skończy się to wyśmianiem, bo kiedy porówna ich perspektywy… Jego trud polegał na tym, że nie chciał wstać przed dziesiątą, by iść na lekcje, wówczas gdy Liam, Zayn i Danielle prawdopodobnie musieli wstać przed dziesiątą, by upewnić się, że nadal żyją. Ale biorąc pod uwagę to, że nie śmiali się z Eleanor czy Nialla, miał nadzieję, że nie zrobią tego względem niego. Z drugiej strony, oni i tak zawsze traktowali Louisa inaczej, bo był księciem.
To chyba prawda, że jego pilnie strzeżone życie było całkowicie odmienne od tego Nialla czy właśnie Eleanor. Oni opuścili swoje domy i wyszli na ulicę tylko na własną rękę. Louis nigdy tego nie zrobił.
- Ja…
- On niczego wam nie powie, jeśli nie chce – Harry przerwał ostro. Louis poczuł, że jego oczy rozszerzają się nieco, gdy odwrócił się do kapitana, który obserwował go poirytowany. - Jego życie należy do niego i jeśli nie ma ochoty się nim dzielić, zostawcie go w spokoju – mężczyzna stwierdził, krótko nawiązując kontakt z Louisem, przez co książę skrzywił się i machnął dłonią.
- Nie, nie – Louis szybko powiedział. - W porządku, Harry – zapewnił, nim odwrócił się do reszty. - Szczerze mówiąc, wydaje mi się, że jeśli opowiem wam wszystko o moim życiu, to albo będziecie się histerycznie śmiać, albo będziecie na mnie wkurzeni – spojrzał wymownie na Danielle, która prychnęła. Louis oparł się pokusie, by wywrócić oczami. - Nieco to skrócę, bez wdawania się w szczegóły.
Wszystko ucichło, gdy Louis przeniósł wzrok na ogień, jakby patrzył w przeszłość.
- Z tego, co słyszałem od was i z tego, co przeżyłem w ciągu ostatnich tygodni… Mogę śmiało powiedzieć, że moje życie było jedną z najbardziej strzeżonych rzeczy na całym świecie.
- Co jest zrozumiałe – Harry rzucił, na co Louis skinął głową. - Tak… ale nie sądzę, by to była dobra rzecz.
Przypomniał sobie to, co widział w Irlandii. Jak wielu ludzi było na ulicy, biednych i głodnych, bez domy. Niektóre dzieci bez rodziców, opiekunów czy nawet rodzeństwa.
- Całe moje życie było kompletnie ślepe i głuche na wszelką biedę i tragedię, z którymi borykali się mieszkańcy Zjednoczonego Królestwa. To mnie martwi. I naprawdę denerwuje, że tak wiele ludzi, z którymi kiedykolwiek miałem styczność, cierpiało i nikt z tym nic nie zrobił. Wiedziałem, że w Irlandii są bezdomni, ale nie miałem pojęcia, że tak wielu – skrzywił się. - Nie wiedziałem i gdybym tylko ja i mój ojciec…
- Oczywiście, twój ojciec wiedział – Harry zainterweniował. - Irlandia oberwała najbardziej ze strony Zjednoczonego Królestwa, została pozbawiona wszelkich środków, bo to głównie katolicy. Nienawidzi nas i myśli, że anglikanie i protestanci są lepsi, niż my.
- Nie masz żadnego dowodu na to, że ja nie dbam o waszą opinię w tej kwestii, czy coś – Louis rzucił natychmiast, odwracając się, by spojrzeć na Harry’ego. - Wiem, że mój ojciec zrobił źle, widziałem tego skutki na własne oczy… - jego spojrzenie na kędzierzawego kapitana złagodniało, gdy Harry zmarszczył brwi. Louis westchnął ciężko z grymasem. - Chcesz, żebym zobaczył swojego ojca jako potwora, co wiesz, ze jest niemożliwe. Nie ma złych ludzi. Są tylko dobrzy, którzy podejmują złe decyzje.
- Och, naprawdę? - Harry prychnął, krzyżując ramiona na piersi. - Więc jestem po prostu dobrym człowiekiem, który przez całe życie podejmował złe decyzje?
- Nie – Louis z poważnym wyrazem twarz ponownie na niego zerknął. - Ty jesteś osobą, która znalazła się w nieodpowiednim miejscu i czasie – spojrzał przez ramię na Danielle i Liama. - Gdybyś nie był tu, gdzie jesteś teraz, Liam i Danielle byliby martwi. Prawda?
Dwójka zamrugała zaskoczona, a Harry zmrużył oczy na Louisa, by kontynuował.
- Gdyby mój ojciec nie zrobił tego, co zrobił, nie byłbyś piratem. A gdybyś nigdy nie został piratem, nigdy nie byłbyś w stanie uratować Liama, a gdyby on umarł, nie mógłby uratować Danielle. Mam rację?
- A jeśli tak by się stało, nigdy nie spotkałbym Zayna i Liama – Niall dodał cicho. Louis spojrzał na niego, po czym kontynuował.
- Gdy spytałbym każdego na tym statku, czy jesteś złą osobą, wszyscy zgodnie stwierdziliby to, co usłyszałem pierwszego dnia pobytu tutaj.
Harry wyprostował się, a jego wzrok wypełnione były krytyką.
- A gdybym ja spytał cię, czy jestem złą osobą, co byś powiedział?
- Że nie jesteś.
I nagle wszystko stało się niewygodne dla Louisa, gdy uświadomił sobie, co powiedział. Słowa opuściły jego usta bez wcześniejszego zastanowienia się, jednak wewnątrz był gotów na reakcję Harry’ego. Mężczyzna był wyraźnie zaskoczony uwagą Louisa, wpatrując się w księcia z niedowierzaniem. Milczenie wyraźnie ciążyło grupie, gdy Louis spuścił wzrok na swoje kolana. Jak bardzo się wygłupił?
- Więc, - Zayn gwizdnął, próbując rozluźnić atmosferę. - mam pomysł na to, co możemy zrobić. Niech każdy z nas wymieni jedną rzecz, którą lubi i nie lubi w nas wszystkich. To brzmi zabawnie.
- Zgadzam się! - Niall natychmiast podskoczył. - Zacznę! Dobrze, Zayn… Kocham Twój uśmiech – blondyn pocałował pirata krótko. - Ale nie lubię twojej próżności. Liam, kocham to jak szybko mi wybaczasz, gdy się kłócimy, bo się o mnie troszczysz – tym razem jego Irlandczyk pocałował. - Ale nie lubię, gdy się martwisz. Danielle, kocham twój talent taneczny, ale nie lubię tego powiązania między tobą, a Zaynem. Eleanor, kocham twoją osobowość, ale nie lubię, że wolisz rozmawiać z Danielle, niż ze mną. Znaczy się, jest ładniejszy, prawda? Och, Harry! Kocham twój uśmiech, ale nie lubię tej strasznej postawy, którą pokazujesz, nawet nieświadomie. Uch… Louis! Louis, kocham…
- W porządku! - Danielle podniosła rękę, by go uciszyć. - Myślę, że jest nas za dużo. Proszę, trzymaj się tego, co lubisz, proszę i dziękuję.
- Louis… Lubię twoją rycerskość – powiedział ze skinieniem głowy. Louis natychmiast się skrzywił.
- Uch… Dziękuję? - nie przypominał sobie, by mówił Niallowi coś o rycerskim życiu, co naprawdę go zaciekawiło.
Przecież Niall znał życie szlachty, więc wszystko było możliwe. Ale to wciąż byłe dziwne, biorąc pod uwagę sposób, w jaki go nazwał, skoro Louis nie był największym dżentelmenem na pokładzie One Direction.
Obok niego, Harry wydał z siebie stłumiony chichot, na co Louis odwrócił się do pirata w oszołomieniu.
- Jaki masz problem? - zapytał wprost, bo był pewien, że powodem śmiechu była właśnie jego osoba. Brunet wyprostował się, a rozbawiony uśmieszek wciąż błąkał się po jego twarzy, gdy patrzył na księcia.
- Rycerski, haha. W jakim wieku, myślisz, że żyjemy? Kodeks honorowy jest bezużyteczny i staroświecki. I również wątpię, czy w ogóle wiesz, jak prawidłowo trzymać miecz.
- Że co, proszę? Wiem, jak trzymać mieć i cholernie dobrze wiem, jak się nim posługiwać – Louis syknął, rzucając kapitanowi chytre spojrzenie.
- Czyżby? Nie boisz się podrapać swoich słabych, delikatnych dłoni, księżniczko? - uśmiech samozadowolenia zabłysnął na twarzy Stylesa, a Louis nie był pewien, czy Harry tylko go sprawdza, czy poważnie myśli, że nie potrafi trzymać miecza. Louis sapnął, nim stanął na równe nogi.
Harry patrzył na niego nie przestając się uśmiechać, gdy Louis zacisnął dłonie w pięści i spojrzał wrogo na niego.
- Chcesz spróbować? W porządku, Harry Stylesie. Rzuć mi miecz. Wyzywam cię na pojedynek. Tu i teraz.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz