*/Elf włóczył powoli nogami, opierając swój ciężar na umięśnionych barkach Stylesa. Pustynia zdawała się nie mieć końca, a chłopcy byli coraz bardziej zmęczeni. Nagle koty przystanęły.
-Zostajemy tu na noc - rzekła Miłość.
-Mamy spać na środku pustyni?! - Harry’ego mocno zszokowała ta wiadomość.
-Tak - odpowiedział spokojnie zwierzak. - Musimy wypocząć przed wejściem na terytorium wilkołaków.
-Ja się chyba przesłyszałem, prawda?
-Nie.
-Chcesz powiedzieć, że mamy przejść przez terytorium najniebezpieczniejszych istot w świecie magii? - To brzmiało tak nieprawdopodobnie, że zielonooki ledwo to wymówił.
-To jedyna droga do czarnoksiężnika. Chyba, że chcesz zawrócić.
Styles spojrzał na Louis, który stał roztrzęsiony ze spuszczoną głową. Jego ciało drżało i był bliski płaczu. Harry podszedł do niego i przytulił, masując uspokajająco jego plecy. Szatyn uczepił się koszulki rzeźbiarza i zaniósł się płaczem.
-Przepraszam, to wszystko przeze mnie, przepraszam, nie chcę cię narażać, przepraszam - mamrotał chaotycznie elf.
-To nie twoja wina, cii - uspokajał go Harry.
Tomlinson płakał, póki nie opadł całkowicie z sił i zasnął w ramionach Stylesa. Ten położył go na swoich kolanach i przytulił, aby zbytnio nie zmarzł.
-Ten chłopak jest strasznym balastem - przemówiła miłość, na co Harry zgromił ją spojrzeniem. - Wyglądasz jakbyś chciał mnie zabić, ale to prawda, że twoja księżniczka do niczego się nie nadaje.
-Nie znasz go.
-A ty go znasz? Wiedziałeś, że istnieje póki pogoda nie zaczęła się psuć? Wiesz co do ciebie czuje?
-Jesteśmy przyjaciółmi - odpowiedział szybko Harry. - Znałem go wcześniej, jak byliśmy dziećmi.
-A co się stało potem?
-Przestał wychodzić i zaszył się w domu. To nie moja wina.
Louis mruknął i przewrócił się na bok, przytulając się do brzucha Stylesa. Młodszy wplótł rękę w jego włosy i głaskał skórę głowy.
-Przyjaciele? - spytał zwierzak.
-Słucham? - Harry oderwał wzrok od twarzy śpiącego elfa.
-Już nic. Wybacz, że przerwałam tą uroczą scenkę - prychnęła Miłość.
Nadzieja położyła się przy plecach Louisa. Rzeźbiarz wyciągnął rękę i pogłaskał kotkę.
-Chodź tu - machnął dłonią w kierunku obrażonego zwierzaka.
Miłość mruknęła, ale podeszła powoli do Stylesa i zwinęła się przy jego boku (Hazz z Louisem na kolanach i dwoma kotkami kyaa *-* dop. aut.)
Harry położył się na plecach i przyciągnął wszystkich do swojej klatki piersiowej, służąc za ciepłą poduszkę. Louis od razu owinął wszystkie swoje kończyny wokół zielonookiego, znajdując sobie wygodną pozycję do spania.
Styles czuł bijące ciepło od trzech małych ciał wokół niego, które tak bardzo przypominały mu dom. Przez chwilę zobaczył w Louise Gemmę. Po jego policzku spłynęła pojedyncza łza, a on przytulił mocniej Tomlinsona, całując go w czubek głowy. Na pewno nie pozwoli, żeby mu się coś stało. Obroni go.
*
Kiedy Harry się obudził, pustynia nadal skąpana była w ciemności nocy. Przetarł oczy i spojrzał na twarz elfa pogrążonego we śnie. Tomlinson uśmiechał się lekko. Styles położył rękę na jego plecach i spojrzał w gwiazdy.
-Patrz Gemma, zaszedłem już tak daleko - wyszeptał, wyciągając rękę w stronę nieba.
-Kim jest Gemma? - zapytał sennym głosem Louis, nie otwierając oczu.
-Od kiedy nie śpisz?
-Dopiero się obudziłem - odpowiedział Tomlinson i ziewnął.
Harry ponownie spojrzał w niebo.
-Nie jesteś na mnie zły? - spytał elf, kreśląc kółeczka na jego piersi.
-Nie - odrzekł i pogładził go po plecach.
Louis zamruczał na ten dotyk i spojrzał na zielonookiego. Harry podniósł głowę, przez co ich twarze prawie się stykały. Rzeźbiarz poczuł mocniejsze bicie serca, kiedy jego tęczówki spotkały te piękne, niebieskie należące do elfa. Młodszy natychmiast odwrócił głowę. Czemu tak dziwnie się czuję? myślał Styles Przecież chcę tylko, żeby był bezpieczny.
Tomlinson opuścił zrezygnowany głowę. Przez chwilę miał wrażenie, że Harry pochyli się i złączy ich usta. Był taki naiwny, przecież jego uczucie było nieodwzajemnione.
Chłopcy siedzieli w ciszy, unikając swojego wzroku, ale żaden z nich nie odsunął się od drugiego nawet o centymetr.
Nadzieja wdrapał się na brzuch Stylesa i szturchnęła rękę elfa, aby zwrócić jego uwagę. Louis podrapał kotkę za uchem i pogłaskał po łebku. Nagle poczuł dużą dłoń w swoich włosach. Spojrzał na Harry’ego, ale ten udawał, że nic nie robi. Tomlinson zamruczał jak kot, na co kąciki ust młodszego drgnęły, a na jego twarzy pojawił się delikatny uśmiech.
-Skoro już jesteście w pełni sił, to możemy ruszać dalej - mruknęła Miłość i przeciągnęła się. Zaraz za nią wstała Nadzieja, ziewając cicho.
-Jasne - prychnął Harry i podniósł się z ziemi.
Louis jęknął kiedy stracił swoją miękka i ciepłą poduszkę. Wstał, otrzepując się z piasku.
Nagle usłyszeli wycie dochodzące z oddali.
-To znak, że wracają do jaskiń. Póki świeci słońce, nie wyjdą z ukrycia - tłumaczyła Nadzieja.
-To znaczy, że nie natkniemy się na żadnego wilkołaka? - zapytał Styles.
-Nie. One zawsze usuwają istoty, które weszły na ich terytorium. W dzień są po prostu trochę słabsze.
-Jak to usuwają? - Głos Louisa zadrżał przy ostatnim słowie.
-Zrobią z tobą to, na co ja mam ochotę, odkąd cię poznałam - powiedziała Miłość.
-Przestańcie się kłócić! - wtrącił się Harry. - Jeśli będziecie się tak zachowywać, to nigdy tam nie dojdziemy.
-Ja przecież nic nie zrobiłem - tłumaczył się Tomlinson.
-I właśnie o to chodzi - wysyczała kotka. - Do niczego się nie nadajesz. Tylko przeszkadzasz.
Louis poczuł łzy, gromadzące się pod jego powiekami. Zamrugał kilka razy i ruszył przed siebie.
-Louis! - zawołał za nim Styles. - Wracaj! - krzyczał, ale elf go nie słuchał.
Zielonooki chciał biec za nim, ale poczuł, że coś wbija mu się w nogę.
-Zostań - powiedziała Miłość. - Jeszcze wróci, jak będzie cię potrzebował.
-Może mu się coś stać!
-Nikt mu nie kazał uciekać.
-Dlaczego jesteś dla niego taka podła?
-Nie rozumiem, o co ci chodzi - mruknęła kotka i otarła się o nogi Harry’ego.
Styles spojrzał na zwierzę, próbując odszyfrować jego dziwne zachowanie, ale Miłość tylko bardziej się do niego przymilała i spojrzała na niego swoimi niewinnymi oczkami. Usiadła i wystawiła łapkę, jakby chciała, aby rzeźbiarz ją podniósł.
Harry’emu przez chwilę przeszło przez myśl, że jest urocza i słodka, ale potem przypomniał sobie jak traktuje Louisa. Teraz zastanawiał się, dlaczego jest dla niego taka miła. Nie miał czasu naprze myślenia, ponieważ usłyszał, jak ktoś nawołuje jego imię. Następny był przeraźliwy krzyk, który odbijał się echem w jego uszach.
*
-Wyglądasz bardzo smakowicie - powiedział jeden z wilkołaków. - Przyjrzyjmy się bliżej.
Istoty zbliżyły się do Louisa i zaczęły ściągać z niego ubrania. Tomlinson próbował się wyszarpać, ale jego wysiłki na nic się nie zdały. Poczuł jak jego spodnie znikają razem z bokserkami. Był coraz bardziej przerażony i bliski płaczu. Wielkie, obślizgłe dłonie badały każdy odcinek jego brzucha i pleców. Silne palce zaciśnięte na jego ramionach i udach wbijały się w jego skórę coraz bardziej przy każdym szarpnięciu.
Nagle jeden z wilkołaków przejechał językiem po jego obojczykach. Louis prawie zwymiotował, ale starał się być silny. Otworzył oczy i rozejrzał się, próbując wymyślić plan ucieczki. Niestety nie mógł się na niczym skupić przez obrzydliwy dotyk na swoim ciele. Spojrzał za siebie i zobaczył kolejne dwie postacie, które trzymały w rękach czarne, skórzane paski. Tomlinson nie wiedział, co to dokładnie jest, póki jeden z nich nie wylądował na jego skórze. Syknął z bólu, kiedy bat spotkał się z jego delikatną skórą. Nie mógł już dłużej się powstrzymywać i wybuchnął płaczem. Przy każdym uderzeniu na jego ciele pozostawała czerwona, piekąca szrama, a z jego oczu wylewały się słone łzy. Poczuł coś spływającego po jego nodze. Krew.
Nie wytrzymał dłużej i zemdlał, modląc się, aby już nigdy się nie obudzić.
~~
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz