piątek, 21 marca 2014

. Louis ponownie spojrzał na ciemną wodę poniżej. To była decyzja, nad którą musiał się zastanowić, nim po prostu zanurkował. Jego dłonie zacisnęły się w pięści po jego bokach.


Było tak wiele zalet i wad, a także możliwych skutków, które w każdej chwili mogły go uderzyć, gdyby najpierw coś zrobił, a potem pomyślał, jak wtedy, w Irlandii.

Wszystkie hałasy i dźwięki zostały zagłuszone przez myśli w jego głowie. Nagle odwrócił się na pięcie i ruszył na drugą stronę statku. Czuł, że okręt oddala się od portu, ale nie zatrzymywał się. Z każdym kolejnym krokiem wyobrażenie swojego domu wracało, bo nie był w nim tak dawno.

Jego mama, siostry, jego ojciec i jego przyjaciele… Tak długo nie był w ich towarzystwie. Czuł wielką gulę w gardle, gdy znalazł się w połowie pokładu. Pałac, wszelkie wygody i luksusy, począwszy od jego starego łoża, aż po pyszne potrawy.

Zatrzymał się dopiero, gdy dotarł na drugą stronę statku. Jego ręka oparła się na półce, a on przez chwilę zastanawiał się nad skokiem. Wystarczyło się pochylił, zawisnąć na krawędzi… To nie byłoby takie trudne.

Jego niebieskie oczy spojrzały na wodę. Jej niemalże czarny odcień kontrastował z bielą piany, która uderzała o One Direction. Myśli o pałacu, rodzinie były bliższe, niż kiedykolwiek wcześniej. Teraz mógłby wreszcie wrócić do domu.

Zaciskając ręce na półce, Louis wziął głęboki oddech, a uśmiech zajaśniał na jego twarzy, gdy przymknął oczy i wyobraził sobie wszystko, co mu odebrano, gdy dostał się na One Direction. Podciągnął się w górę, a jego stopy oderwały się od podłoża, gdy wyobraził sobie, jak dobrze byłoby wrócić do tych cudownych ogrodów różanych. Jak wspaniale byłoby usiąść w cieniu drzew z Eleanor i porozmawiać o ich szalonym życiu.

Eleanor. To nie zdarzyłoby się, ponieważ Eleanor z nim nie będzie. Musiał ją opuścić. Ta myśl zagrzmiała w głowie mocniej niż jakakolwiek inna, przez co zadrżał i opadł na podłogę.

Pojawiła się możliwość odbicia jej w jakiś sposób, ale tak szybko jak o tym pomyślał, przypomniał sobie o tym, jak jego przyjaciółka zadomowiła się na statku.

Nawet jeśli miałby Eleanor, ta nie chciałaby odejść. A on nie mógł jej tak po prostu tu zostawić. Może gdyby pozwolił jej zabrać ze sobą Danielle… Ale Danielle nie odejdzie bez Liama. Liam nie odejdzie bez Nialla i Zayna. A Zayn nie odejdzie bez Harry’ego.

Harry.

Z pomrukiem, Louis pozwolił rękom opaść swobodnie po bokach. Patrzył w dół na piętrzącą się wodę, gdy statek mknął do przodu, oddalając się od portu. Uświadomił sobie, że prawie wyskoczył za burtę. I jeśli potem pomyślałby o Eleanor, wyrzuty sumienia nie dałyby mu spokoju.

Kochał Eleanor tak bardzo i fakt, iż nie pomyślał o niej na samym początku, wywołała u niego poczucie winy. To prawda, chciał wrócić do domu i to bardzo, ale wolał zostać na pokładzie do końca życia, byle tylko upewnić się, że Eleanor jest bezpieczna, niż wrócić do domu i żyć w niewiedzy, czy jego najlepsza przyjaciółka ma się dobrze.

Harry nie bardzo za nią przepadał, więc gdyby Louis odszedł, ten prawdopodobnie by ją zastrzelił. Na samą myśl o kapitanie, książę jęknął, chowając twarz w dłoniach. Gdyby uciekł, reakcja Harry’ego nie byłaby niczym przyjemnym.

Louis nie chciał o tym myśleć. Nie wiedział, o czym w ogóle chce myśleć. Mógł przekonać Eleanor do ucieczki, ale wiedział, że oboje muszą czekać na okazję, a wtedy…

A wtedy Harry… Harry…

Imię to pulsuwało w głowie Louisa. Nie skoczył i utknął na statku Harry’ego. Tym razem to nie jest niczyja wina, a właśnie Louisa. Jego szanse na powrót malały z każdym dniem, zwłaszcza teraz, gdy tak po prostu zrezygnował.

- Dlaczego jeszcze nie skoczyłeś? - podskoczył na dźwięk głosu, który rozbrzmiał przy jego uchu.

Louis zagryzł dolną wargę, kiedy usłyszał niski baryton, nim odwrócił się do kapitana piratów, którego ciało praktycznie przywarło do pleców księcia.

Twarz Harry’ego była zupełnie bez wyrazu. W przeciwieństwie do codziennej maski zimnego, pełnego wrogości indywidualisty, tym razem był to po prostu Harry bez jakichkolwiek uczuć. Żadnej ukrytej wściekłości, bólu… Kompletnie nic.

Już chciał się odezwać i zacząć bronić, że nie chciał skoczyć przez Harry’ego, a przez wgląd na Eleanor, jednak został zahipnotyzowany intensywnym spojrzeniem szmaragdowych tęczówek Stylesa.

Jeśli Harry go widział…

- Dlaczego nie próbowałeś mnie zatrzymać, skoro myślałeś, że skoczę? - zapytał Louis, nieco oszołomiony.

Harry zawsze wydawał się mieć nad nim jakąś kontrolę, jakby kapitan próbował upewnić się, że Louis zostanie z nim na statku z powodu, do którego książę uparcie nie chciał się przyznać.

Młodszy mężczyzna milczał przez chwilę, a jedynym słyszalnym dla uszu Louisa dźwiękiem, gdy patrzyli sobie w oczy, był huk hal uderzających o okręt.

- Odpowiesz mi? - zapytał nieco poirytowany, gdy sytuacja zaczynała robić się bardziej nieswoja.

Błysk pojawił się w zielonych oczach Harry’ego, przez co Louis przełknął ciężko ślinę, gdy dłonie pirata ruszyły do jego szyi. Książę zamarł, czując ciepły dotyk na skórze. Harry wykonał szybkie i mocne szarpnięcie, a delikatny hałas zawisł w powietrzu.

Oczy Louisa rozszerzyły się w zdziwieniu, gdy Harry patrzył na swobodnie leżący na podłodze, żelazny kołnierz, który wraz z cienkim łańcuchem jeszcze przed chwilą wisiał na szyi Louisa.

- Ja… - Louis spojrzał na Harry’ego ze zdumieniem, ale nim zdążył się odezwać, został pchnięty w tył, a usta kapitana brutalnie zderzyły się z jego własnymi.

Pocałunek był krótki, ale pełen życia, po czym Harry ostatni raz musnął delikatnie jego wargi i odsunął się.

- Nie będziesz żałować swojej decyzji - powiedział kapitan, biorąc głęboki wdech. Niski baryton sprawił, iż dreszcz przeszył ciało księcia wzdłuż kręgosłupa.

Harry poczuł, że to było dla niego coś więcej, niż Louis mógł początkowo myśleć. Ale to działo się od niedawna, odkąd Harry zaczął w ogóle to pokazywać.

Potrząsając głowa, Louis próbował się wyrwać, ale Harry oplótł go w pasie ramionami, by powstrzymać go przed ucieczką.

- Harry - wymamrotał ostrzegawczo, a jego oczy spotkały się z oczami kapitana, który spuścił wzrok.

- Śpij w łóżku - Harry wydusił, a jego głos zabrzmiał naprawdę dziecinnie.

Usta Harry’ego zostały ułożone w dziubek, co przypomniało Louisowi miny jego sióstr, gdy o coś się gniewały. To było naprawdę słodkie. Louis milczał, przez co Harry chyba się zniecierpliwił, bo odezwał się poirytowanym głosem.

- Spanie z Zaynem jest okropne. Już lepiej z Niallem i Liamem.

- Zawsze mogę iść do Eleanor i Danielle. Nie chcę zabierać ci łóżka i sprawiać, że znów będziesz spał w fotelu - Louis nalegał, próbując powstrzymać uśmiech, nim zbliżył się do Harry’ego.

Zachowywał się jak dziecko.

- Moje łóżko jest lepsze - Harry uciął stanowczo. Louis przewrócił oczami i pokręcił głową, nim Harry dodał. - A mi nie przeszkadza spanie w fotelu, wiesz to.

- Dobrze - książę westchnął wiedząc, że nie wygrał.

Ramiona Harry’ego uwolniły Louisa i bez słowa odwrócił się, by wrócić do swojej kwatery. Louis z rozbawieniem patrzył na plecy Harry’ego, a uporczywa myśl o ucieczce znów zabrzmiała w jego głowie, kiedy ostatni raz spojrzał przez ramię. Port oddalał się i nawet, jeśli by wyskoczył, to była zbyt duża odległość do przepłynięcia.

- Nie idziesz, księżniczko? - głos Harry’ego wyrwał go z zamyślenia i Louis odwrócił się do kapitana, który obserwował go z uśmiechem na ustach.

Louis westchnął, po czym skrzyżował ręce na piersi i podążył za młodszym mężczyzną.

- Idę, Księżniczko Haz.

Pseudonim ten natychmiast starł z twarzy kapitana krnąbrny uśmieszek.

- Słuchanie jednego z dwóch jest w porządku. Ale połączenie ich razem sprawia, że brzmisz naprawdę nieinteligentnie.

-Och! - książę uśmiechnął się szeroko, gdy szedł z Harry’m ramię w ramię. - Chcesz mi powiedzieć, że nazywanie cię Księżniczką Haz ci przeszkadza?

- Nie.

- Wolisz Księżniczka Hazza? - Louis zapytał, czują się o wiele lepiej, gdy wreszcie znalazł sposób, jak drażnić kędzierzawego mężczyznę. To było naprawdę rzadkie i będzie musiał podziękować Niallowi i Liamowi za wyjawienie mu tego przydomka.

Harry zmarszczył brwi, po czym zatrzymał się, a jego ręka spoczęła na klamce. Odwrócił się do Louisa i nieznacznie pochylił się w jego stronę.

- Tak nazywałeś mnie w tamtym śnie, gdy miałeś polucje?

Louis czuł, że jego twarz zaczyna się czerwienić i zmarszczył brwi w stronę pirata, który zachichotał, po czym wszedł do pokoju, a Louis podążył za nim.

- Jeśli nazwiesz mnie tak przy kimkolwiek innym, prócz naszej dwójki, przysięgam, iż zadbam o to, aby każdy dowiedział się, skąd ten przydomek się wziął - Harry wydawał się żartować, gdy przechodził przez gabinet do sypialni, ale książę wiedział, iż tak nie jest.

- Nie odpuścisz, prawda? - Louis zapytał z niesmakiem, gdy Harry powiesił swój kapelusz na haku.

- Nie.

Jęcząc, Louis ruszył w stronę łóżka, gdzie Dusty nadal spała. Usiadł na skraju materaca i pogłaskał delikatnie drzemiące zwierzątko, nim spojrzał na Harry’ego, który właśnie zdejmował płaszcz. Zachichotał cicho, przez co Harry spojrzał na niego uważnie.

- Jakiś problem?

- To ja powinienem cię o to pytać - brunet zmierzył go wzrokiem. - Idziesz spać?

- To długi dzień. Poza tym rano chcę wcześniej wstać, dlatego pójdę spać już teraz - Harry wzruszył ramionami, zdejmując buty.

- Nie możesz po prostu się położyć i próbować zasnąć. Twój zegar biologiczny ci na to nie pozwoli.

- Zegar biologiczny nigdy nie powstrzymał Zayna, więc nie dam ci mnie zatrzymać.

Louis skrzywił się, gdy patrzył, jak brunet rusza w kierunku drzwi. To było smutne, że Harry zamierzał spać w fotelu. Choć w sumie sam jest sobie winny, bo to on oddał Louisowi łożko. Ale książę wiedział, że nie może pozwolić mu tak odejść.

-Wiesz… - zaczął, nie wiedząc, co powiedzieć dalej. Harry zatrzymał się i spojrzał na niego. - Nie musisz spać w fotelu.

Książę poczuł, że się rumieni, a jakaś część jego mózgu próbowała mu wmówić, iż robi to tylko dlatego, iż on i Harry są przyjaciółmi. Do tego Louis próbował się uśmiechnął, chociaż czuł, iż jego uszy i policzki są już czerwone i modlił się do Boga, by Harry tego nie zauważył. Jednak wyraz twarzy kapitana był nieodgadniony.

- Weź łóżko - Louis skinął głową.

- Oferujesz mi łóżko? - Harry uniósł jedną brew.

- Nie zająknąłem się.

- Księżniczko, oddałem ci je z pewnych powodów. Ja nie…

- Możemy je dzielić.

Słowa Harry’ego utknęły w jego ustach, po czym kapitan zamrugał dwukrotnie, wpatrując się tępo w księcia, jakby chcąc się upewnić, czy dobrze usłyszał. Louis westchnął ciężko.

- Powinienem wziąć ten wzrok za tak czy nie? - zapytał. Kędzierzawy pirat zmarszczył brwi.

- Gorączka ci wróciła?

- To nie jest właściwa odpowiedź, Haz - Louis wywrócił teatralnie oczami, po czym skrzyżował dłonie na klatce piersiowej.

- Skoro nalegasz - Harry uśmiechnął się, nim ruszył w stronę łóżka. Louisowi przez głowę przemknęła pewna myśl. Stanął na nogi i podszedł do drzwi.

- Dokąd idziesz? - Harry zapytał i chociaż Louis nie widział jego twarzy, czuł na sobie spojrzenie kapitana. Nie odwracając się, machnął ręką.

- Porozmawiać z Eleanor, nie martw się, wrócę. Idź spać.

Spodziewał się, że Harry zastąpi mu drogę, ale nic takiego się nie stało. Louis ruszył do pokoju Eleanor i Danielle, myśląc o tym, jak nie fair wcześniej postąpił.

Losy Eleonor rozdzierały go, a on sam wiedział, iż nie byłby w stanie jej szukać, bo wtedy musiałby ujawnić One Direction. A ostatnią rzeczą, jakiej chciał, byla ich krew na jego rękach.

Harry porwał go, groził mu i zabił więcej ludzi, niż Louis mógł sobie wyobrazić, ale Louis nie był mordercą. I jeśli Harry umarłby z jego powodu, nie potrafiłby z tym żyć. Podobnie z Liamem, Niallem, Zaynem i Danielle. Myśl o ich śmierci doprowadzała go do gorączki.

- Hej, Lou! - Eleanor przywitała go słodko, gdy tylko wszedł do pokoju. Danielle wyjrzała zza pawilonu, służącego za garderobę i posłała mu lekki uśmiech, nim wróciła do przekopywania rzeczy.

- Tak, cześć - Louis uśmiechnął się słabo.

Głośny huk zagłuszył słowa Louisa, po czym spojrzał na ścianę z szeroko otwartymi oczami, zza której rozległ się krzyk Liama.

- Niall, przestań!

Słowa były nieco stłumione przez ściany, więc spojrzał na Eleanor i Danielle. Jego przyjaciółka zaczerwieniła się i spuściła wzrok na podłogę, wówczas gdy Dan jeknęła podchodząc do ściany i uderzając w nią gwałtownie pięścią.

- Ciszej!

- Zamknij się, Danielle, staramy się! - Zayn syknął z drugiej strony drewnianej bariery. Louis usłyszał marudzenie Nialla i gorączkowe uciszanie Liama, a Zayn z powrotem wołał go do łóżka. Kiedy wszystko ucichło, Louis wziął głęboki wdech i ponownie spojrzał na brunetki.

- Często się to zdarza?

- Tylko wtedy, gdy cała trójka jest w pokoju Josha - Danielle łatwo odpowiedziała.

- Dlaczego oni są w pokoju Josha? - Louis spytał zaskoczony. Kędzierzawa kobieta westchnęła, nim ponownie uderzyła w ścianę.

- Bo uwielbiają mi przeszkadzać, gdy Niall jest pijany i mają te swoje seksualne wybryki! - zawołała głośno.

- Przepraszam, Danielle!

- Spierdalaj!

- Spierdalaj do swoich chłopaków, Malik! - Danielle odpowiedziała. - Kiedy Niall jest pijany, jest strasznie głośny i pobudzony. Te pokoje może i mają cienkie ściany, ale są mniejsze niż sypialnia Liama i Zayna, więc tak łatwiej im go kontrolować. Josh zawsze zwalnia im pokój na noc, gdy to się dzieje - wyjaśniła, wzdychając ciężko. - Ale nawet jeśli łatwiej go kontrolować, to nie znaczy, że ci dwa mają go pod kontrolą.

- Co cię sprowadza do naszej mistycznej sfery żeńskiej? - Eleanor spojrzała na niego z zaciekawieniem, gdy zajął miejsce na łóżku, obok niej.

- Skoro już rozmawiamy, mamy dla ciebie ubrania w torbie przy drzwiach - Danielle wskazała, nie odrywając się od pracy.

- No cóż… - brunet wymamrotał. - Jestes moją najlepszą przyjaciółką, więc mogę ci powiedzieć wszystko i to jest jedna z tych chwil, gdy potrzebuję znać twoje zdanie.

- Tak, tak. To nic nowego, Louis - skinęła ze zrozumieniem głową.

- Tak, więc chciałem się dowiedzieć, co myślisz, jeśli… - zaczął powoli, na co Eleanor uniosła w górę brwi. Gdy spojrzał w jej brązowe oczy, zamarł.

Stwierdziła już, że była oficjalnie pielęgniarką One Direction. Grała w karty z załogą, którą uznała za przyjaciół. Jej kochanka należała do załogi. W pałacu, jej rodzice nie żyli, a on sama mieszkała w skromnym pokoju, sama, czasami mając u boku Louisa. Na pokładzie statku była bardziej otwarta przy załodze, niż wśród swoich przyjaciół w Londynie.

Eleanor naprawdę polubiła bycie częścią załogi. Podobało jej się życie na One Direction. Rzeczywistość uderzyła Louisa bardziej, niż kiedykolwiek wcześniej.

To było absolutnie głupie myśleć, że Louis kiedykolwiek przekona ją do opuszczenia statku z nim, kiedy tak wiele się dzieje dla niej właśnie tutaj. Było to przestępcze życie, ale wiedział, iż jego słowa tego nie zmienią. Nie mógł jej teraz tego powiedzieć.

- Hm? - dziewczyna przechyliła głowę w bok w rozbawieniu. Louis natychmiast nałożył na twarzy fałszywy uśmiech.

- Chciałem wiedzieć, co myślisz na temat mojego nowego stroju - wskazał na swój ubiór. - Harry kupił mi to dziś.

- Twój styl jest dobry jak zawsze, Lou! - Eleanor zamrugała, po czym uśmiechnęła się, unosząc w górę kciuki.

- Wiem, wiem - przesunął dłonią po włosach. - Po prostu chciałem się upewnić - uśmiechnął się żartobliwie.

- Zawsze wyglądasz świetnie!

- Ty i kapitan kupiliście to razem? Wow - Danielle stwierdziła ze zdumieniem. Książę spojrzał na nią zdziwiony, a ona założyła ręce na piersi, siadając na ziemi i opierając się o łóżko.

- Niall, nie!

- Zayn, wydaje mi się, że trzymasz go trochę za mocno!

- Bądź ze mną szczery, - ignorując odgłosy, Danielle skinęła głową. - jeśli możesz, księżniczko, ale jesteście z kapitanem kochankami?

Louis parsknął śmiechem, chociaż jego twarz wyraźnie poczerwieniała. Eleanor spojrzała na kędzierzawą kobietę z dezaprobatą, a ta wzruszyła ramionami.

- Nie, nie jesteśmy…

- A powinniście nimi być - Danielle machnęła dłonią. - Jeśli patrzy na ciebie, jakbyś był bogiem, ale nie dotyka twojego tyłka przy ludziach, to prawdziwa miłość czekająca na ujawnienie.

- Słucham?

- Danielle! - Eleanor skarciła samicę, która uniosła ręce w obronie.

- Ja tylko mówię! Chodzi mi o to, że Harry patrzy na niego w ten sam sposób, w jaki ja patrzyłam na ciebie, nim powiedziałam ci, co czuję. Jeśli Harry tknąłby jego tyłka na pokładzie przy wszystkich, wiedzielibyśmy, że po prostu szuka dobrego ruchania. Ale on tego nie zrobił, więc nic dziwnego, że chce więcej. Nie, żebym się tego nie spodziewała. To znaczy, on traktował go lepiej, niż załogę. NIGDY nie przywiązał go do masztu, mimo swoich skurwysyńskich napadów złości, a odkąd Louis tu jest to Harry jest jakiś taki promienny! Jeśli to nie jest miłość w wydaniu Harry’ego Stylesa, to szczerze, nie wiem, co to jest - kobieta broniła kapitana, po czym wzruszyła ramionami. - Ale jeśli go nie lubisz, to moje słowa chyba nie mają żadnego znaczenia. Wrócę do porządkowania ubrań. Ignorujcie mnie.

- Ona ma rację - Eleanor jęknęła, spoglądając na Louisa przepraszająco. - Zignoruj ją. Wiem, że nie lubisz takiego Kapitana Stylesa, Lou, nie przejmuj się.

Louis w milczeniu stanął na nogi i bez słowa pożegnania, wyszedł z pokoju tak szybko, jak wszedł. Jego kroki były szybsze, niż się spodziewał. To było mało prawdopodobne, by słowa Danielle nie zrobiły na nim wrażenia.

Harry nie patrzył na niego w ten sposób. Harry patrzył na niego, jakby był kawałkiem mięsa. Louis było więcej niż pewien, że zauważyłby, gdyby Harry patrzył na niego z uczuciami innymi, niż wyższość i arogancja.

Jego wzrok opadł na żelazny kołnierz, który nadal leżał w tym miejscu, w którym go zostawili. Wrócił myślami do dnia, gdy byli na rynku i gdy rozmawiali przy sterze. Harry przyglądał mu się w sposób, przez któru Louis czuł się niezręcznie. Ale nie wierzył w to, co mu mówiono, póki Harry sam tego nie potwierdzi. To mogłoby by zmienić wszystko.

Jego ręka łatwo pociągnęła za klamkę do kwatery Harry’ego, gdy przeszedł przez gabinet i dotarł do drzwi sypialni. Powoli wszedł do środka i spojrzał na łóżko, w którym Harry spał, a pościel przykrywała jego ciało.

Książę przypomniał sobie o Dusty i zanim w jego głowie pojawiła się wizja kotka zgniecionego we śnie przez Harry’ego, zobaczył go na podłodze, śpiącego na szczycie stosu poduszek, przez co odetchnął z ulgą.

Kiedy dotarło do niego, że Harry oddał mu swoje poduszki, Louis ruszył do łóżka, mimo że czuł się nieco zdenerwowany. Harry nie musiał przecież tego robić.

Zbliżając się do łóżka tak cicho, jak tylko mógł, aby nie obudzić kapitana, Louis stwierdził, że podniesie wolną poduszkę, która leżała na pustej stronie łóżka. Ramię Harry’ego spoczywało pod głową, przez co Louis wiedział, iż ciężko będzie mu wsunąć tam poduszkę.

- Co ty robisz, księżniczko? - Harry zapytał, a jego oczy wciąż były zamknięte, a głos nie brzmiał na zmęczony. Oczywiście, że jeszcze nie spał. Przecież Louisa nie było aż tak długo.

- Chciałem dać ci poduszkę - Louis przygryzł dolną wargę, odpowiadając szczerze, nim walnął pirata lekko w twarz miękkim puchem. Harry jęknął, po czym otworzy oczy i spojrzał spokojnie na księcia.

- To dla ciebie, gdy będziesz spał.

- Cóż, nie śpię jeszcze, więc możesz ją zatrzymać, Hazza.

- Skończysz zasypiając, więc jej nie zatrzymam, księżniczko.

- Wezmę ją, gdy się położę, a teraz po prostu ją zabierz i się zamknij - Louis warknął poirytowanym tonem. Nagle dłoń Harry’ego chwyciła go za nadgarstek i przyciągnęła bliżej. Podniósł wzrok na zwężone oczy Harry’ego.

- Rozkazujesz mi? - jego ton brzmiał wyzywająco, na co Louis przewrócił oczami.

- Tak - szatyn odpowiedział. Kapitan skrzywił się lekko.

- W porządku. Wykonam twoje polecenie, Wasza Wysokość… Ale - oczy Louis rozszerzyły się, gdy Harry przesunął się na łóżku. - Powinieneś raczej być w pobliżu, by upewnić się, że mam poduszkę, prawda?

Zdanie to brzmiało całkiem pusto, a jego oczy pozbawione były wszelkich uczuć, by Louis mógł się martwić. Prychnął jednak, chcąc pokazać, że wcale go to nie obchodzi, nim wyrwał rękę z uścisku Harry’ego.

- Nie mogę ci po prostu zaufać?

- Nie, jeśli bierzesz pod uwagę rozkazy.

- To trochę hipokryzja z twojej strony.

- Nie mogę powiedzieć wiele poza tym, że nigdy nie byłem dobry w byciu pod czyimiś rozkazami, więc nazywaj to jak chcesz.

Louis potrząsnął głową i wrócił do zdejmowania butów. Kiedy skończył, odwrócił się do kapitana, który głowę częściowo ułożył na poduszce, a druga wciąż tkwiła po wolnej stronie łóżka.

- Wiesz, że druga strona poduszki jest tak samo dobra jak pierwsza, prawda? - książę zapytał sarkastycznie, gdy wsunął się pod kołdrę. Harry otworzył jedno okno, krzyżując dłonie na piersi.

- Wiem. Dlatego zostawiłem ją dla Ciebie.

- Jaki jesteś uroczy, Hazza - Louis zanucił, układając głowę na poduszczę, tuż obok Harry’ego. Pokręcił lekko głową, podczas gdy przysunął ciało w tym samym kierunku. Ich ciała były bardzo blisko i jeśli Louis dobrze czuł, Harry nie miał na sobie koszuli, ale nie miał pojęcia o jego spodniach i bokserkach..

Harry nie odpowiedział, a Louis jedynie wpatrywał się w ścianę przed sobą. Gdyby rok temu ktoś poprosił go, aby powiedział, jak wyobraża siebie za rok, byłaby to ostatnia sytuacja, jakiej by się spodziewał. To wszystko było tak prawdziwe, że aż niewiarygodne.

Zamarł w zdziwieniu, gdy ramiona Harry’ego owinęły się wokół jego tułowia, a ciało mężczyzny przylgnęło do niego, aż nie było między nimi żadnej wolnej przestrzeni. Harry schował twarz we włosach Louisa, mamrocząc pod nosem coś nieznajomego, na co książę jedynie westchnął cicho i poklepał uspokajająco dłoń młodszego.

- Jestem pewien, że tego nie zrobię.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz