piątek, 21 marca 2014

- Okej, myślę, że już wystarczy! - Louis wydyszał, gdy odsunął głowę w tył. Usta Harry’ego podążyły za nim i Louis zorientował się, że nie ma żadnej ucieczki od działań bruneta, więc podniósł dłoń, by rozdzielić ich twarze.


Jego ręka dotknęła twarzy kapitana, kiedy sapnął, a oczy same osiadły na czarnej wodzie oceanu, kiedy ciężkie fale uderzały o statek. Nie był tym, który zainicjował pocałunek, ale był cholernie pewnym bycia tym, który go zakończy, nim jego myśli całkiem się zatracą.

Usta Harry’ego na jego własnych sprawiały, że jego ciało przeszywał dreszcz nieznanej sensacji. Serce biło mu szybciej od momentu, gdy to się zaczęło, a organizm Louisa sam lgnął do ciała drugiego mężczyzny, by przyciągnąć go bliżej i kontynuować pocałunek. Pragnienie to było zbyt mocne i niemalże przytłaczające.

Przypomniał sobie o wcześniejszym śnie. Jego ciało pragnęło Harry’ego każdą możliwą komórką. To było oczywiste, bo nawet teraz wciąż czuł mrowienie ust, a jakaś część jego mózgu błagała, by ponownie rzucił się na kapitana i skradł kolejny pocałunek. Ale Louis posiadał samokontrolę. Nie był aż tak nieświadomy tego, co robi. Musiał upewnić się, że zakończy coś, nim stanie się coś innego, czego mógłby potem żałować.

Uśmiech Harry’ego zniknął, po czym spojrzał na Louisa pustym wzrokiem, a jego twarz nie wyrażała żadnych emocji. Louis skrzywił się, opierając się o ścianę, by się zrelaksować, po czym machnął dłonią.

- Wciąż się pocisz – powiedział z delikatnym obrzydzeniem, spoglądając na młodszego mężczyznę.

- Tak, jakbyś był lepszy, Księżniczko – zaznaczył Harry, nim się odsunął.

Kapitan piratów ruszył w stronę stosu swych ubrań, który leżał kilka metrów dalej, a Louis przeczesał dłonią włosy, które naprawdę były spocone. Obaj byli tu przez dość długą chwilę, jeśli Liam miał rację.

Teraz wpatrywał się w otaczający go obszar, kiedy ogień powoli wygasał, pozostawiając maleńkie światełko. Louis podniósł pałasz Harry’ego, który upadł na ziemię, w pobliżu schodów prowadzących na górny pokład. Kiedy pochwycił miecz, zorientował się, że jest on nieco lżejszy niż te, z którymi miał do czynienia do tej pory, ale wydawał się jednocześnie być mocniejszy. Zaczął się zastanawiać, jak wiele żyć zostało odebranych właśnie tą bronią.

Stalowe ostrze było nieskazitelnie czyste, nie licząc pojedynczych rys, ale Louis i tak wiedział lepiej. Harry zabił więcej ludzi, niż można sobie wyobrazić, w końcu nazywano go Księciem Szkarłatnego Morza nie bez powodu.

Louis spojrzał w stronę drugiego końca statku, gdzie Harry zdążył już założyć koszulę i teraz ubierał płaszcz. To musiało być dziwne dla reszty załogi, że kapitan tak po prostu pozwolił mu wziąć swój własny miecz. Myśli o tym, że był kimś innym w oczach młodego pana piratów znów zaprzątnęły jego umysł, lecz szybko odrzucił to od siebie. Nieznane uczucie rozlało się w brzuchu księcia, kiedy uświadomił sobie, że Harry miał więcej, niż jedną twarz.

Był Kapitanem Stylesem, którego każdy żeglarz znał jako najbardziej bezwzględnego i śmiercionośnego pirata, dominującego na morzu. Człowiekiem, którego Louis mógł łatwo nazwać odpowiedzialnym za swoje cztery dni tortur, których wolałby nie pamiętać.

Był Harry’m Stylem, młodym mężczyzną, który ciągle się uśmiechał i arogancko się zachowywał wobec większości swych okrętowych kompanów, a także wystarczająco tajemniczym, by go podziwiać. Młodym mężczyzną, z którym Louis miał nieprzyjemność spędzać czas podczas swej podróży na pokładzie One Direction.

Ale potem był po prostu Harry’m… Chłopcem, wrażliwym i dobrze chronionym przez maski Kapitana Stylesa i Harry’ego Stylesa. Harry ukazał się Louisowi nie raz i każda ta chwila nie trwała długo, ale był pewien, iż liczba osób, która widziała to oblicze, nie przekraczała ilości palców jego jednej dłoni.

- Masz jakiś problem? - Harry zapytał marszcząc brwi, gdy podszedł do księcia.

Louis przyłapał się na bezczelnym wgapianiu się w kapitana, więc przygryzł wargę z niepokojem. Odwrócił wzrok, potrząsając głową.

- Nie. Twój miecz – powiedział, po czym podał mu broń. Harry zamrugał odbierając miecz Zayn, nim wzruszył ramionami.

- Zatrzymaj go dla mnie – rozkazał.

Książę zmieszał się, kiedy Harry wyminął go na schodach, ruszając na górny pokład. Uniósł w zdziwieniu brwi, wpatrując się w kędzierzawego mężczyznę, który nagle odwrócił się i zerknął na Louisa.

- Zamierasz tak stać, wyglądając słodko całą noc czy idziesz ze mną?

Louis przewrócił oczami, wydając z siebie głośny jęk irytacji, nim ruszył na górę. Przestrzeń była pusta, ale niemożliwie wietrzna. Mimo to, szatyn docenił powiew chłodnego powietrza na swojej wciąż rozpalonej skórze. Jego oczy badały ciemność, biorąc pod uwagę fakt, że słabe światło dogasającego ogniska tutaj nie docierało.

Harry zwrócił się do dwóch mężczyzn przy sterze, który rozmawiali energicznie, a po kilku sekundach skinęli na niego głowami i ruszyli po schodach. Louis zszedł im z drogi, gdy patrzył, jak Harry przejmuję kontrolę nad okrętem.

- Co robisz? - zapytał, zajmując miejsce obok Harry’ego.

- Powiedz mi, na co to wygląda? - kapitan parsknął.

- Cieszenie się kolacją z homara – Louis mruknął sarkastycznie, na co Harry zachichotał.

- Kazałem im posprzątać ognisko. Oczywiście nie chcę, byśmy zboczyli z kursu, więc przejąłem stery – kapitan wyjaśnił, na co książę skinął głową w zrozumieniu, jednocześnie wpatrując się w ciemność przed sobą.

- Skąd wiesz, że jesteś na dobrej drodze? Kompas, prawda?

Harry przytaknął, gdy Louis skrzyżował dłonie na piersi. Obaj milczeli i Louis zaczął zastanawiać się, że jeśli tak ma wyglądać jego przyszłość i nie opuści nigdy statku, może nie będzie tak źle. On i Harry dogadywali się coraz lepiej, zdobył paru nowych przyjaciół, była też Eleanor i nie musiał martwić się o śmierć. Oczywiście myśli o domu nie opuszczą go w najbliższym czasie, ale lepsze to niż nic.

Kiedy tamci dwa wrócili i z powrotem przejęli ster, Louis zamrugał kiedy Harry przywołał go do krawędzi statku. Kapitan oparł dłonie na drewnianej półce, wpatrując się w ciemność. Książę uczynił to samo, jakby wyczekiwał, że coś się pojawi.

- Nie powiedziałem ci jeszcze nic o sobie, prawda? - głos Harry’ego przerwał ciszę między nimi. Dopiero teraz Louis uświadomił sobie, że niewiele wiedział o przeszłości kapitana. Wrócił myślami do wieczora przy ognisku, kiedy inni opowiadali jego historię, a ten wszystkiemu zaprzeczył.

- Nie, nie powiedziałeś – Louis odpowiedział. Przypuszczał, że interesujące będzie wysłuchanie historii Harry’ego z jego ust, nawet jeśli miałoby to być naprawdę smutne.

- W porządku. Zapytaj mnie o co chcesz, a ja odpowiem ci tak szczerze, jak tylko będę umiał – powiedział na wdechu, a jego ciało bardziej się rozluźniło.

Nieprzygotowany na rozpoczęcie rozmowy, Louis obrócił się i spojrzał na Harry’ego z zaskoczeniem. Mężczyzna wzruszył ramionami, gdy zauważył wzrok księcia, nim odchrząknął.

- Potem zrobię to samo z tobą.

Louis skinął głową, stukając palcami o drewno. Nie miał pojęcia, o co mógłby go zapytać, aby w żaden sposób nie urazić kapitana palnięciem czegoś zbyt osobistego, lub niewygodnego dla nich obu.

- W takim razie zacznę – Harry najwyraźniej zaczął się niecierpliwić, bo jęknął głośno. - W jakim wieku straciłeś dziewictwo i nie kłam, bo oboje wiemy, że nie byłeś prawiczkiem, kiedy wszedłeś na ten pokład – oczy Harry’ego błysnęły podstępnie, a Louis przyłożył dłoń do ust w zdumieniu.

- Co to, kurwa, za pytanie?! - warknął z niedowierzaniem.

- Zła odpowiedź, księżniczko – Harry zanucił fałszywie. Louis wziął głęboki oddech, mrużąc oczy i chcąc odepchnąć od siebie zażenowanie.

- Miałem 17 lat – mruknął, próbując nie myśleć o tamtej haniebnej nocy. Harry prychnął.

- Ta dziewczyna musiała być kimś ważnym, hm? Była twoją narzeczoną? Czy monarchia zawsze czeka tak długo, nim pozwoli ci się z kimś ustawić? - pytania wyleciały z jego ust szybko i gwałtownie, mieszając w sobie wrogość i ciekawość. Louis zwiesił głowę.

- Po pierwsze, to nie była dziewczyna. I nie miałem narzeczonej, do zależy od rodziców. Wydaje mi się, że moja rodzina czekała, abym był gotów do zawarcia zaaranżowanego małżeństwa. Nie wiem, dlaczego – odpowiedział.

- To nie była dziewczyna? Kim był ten facet? - Harry uniósł brwi w ciekawości. - Z tego, co wiem, Korona nie pozwoli ci być z innym mężczyzną – kiedy Louis spuścił wzrok, Harry zaśmiał się. - Księżniczka była bardzo niegrzecznym monarchą!

- To po prostu się stało. Nie chcę wnikać w szczegóły, to długa historia, a ja naprawdę się tego wstydzę… Ale wtedy właśnie odkryłem swoją seksualność, więc proszę, po prostu zapomnij – stanowczo powiedział, kręcąc głową.

- Podejrzewam, że nikt o tym nie wie – Harry uśmiechnął się krzywo.

- Tylko ja, on, Eleanor i teraz ty.

- Zabiorę ten sekret do grobu, Księżniczko. Nie chciałbym zniszczyć twojej reputacji, czy coś.

- To nie jest zabawne – Louis odparł obojętnie, wywracając oczami, nim spojrzał na kapitana piratów, który wyglądał na wyraźnie rozbawionego. Harry potrząsnął głową.

- Co sprawiło, że tak zwinnie posługujesz się mieczem? - wskazał na broń, którą trzymał mężczyzna. Louis oblizał wargi.

- Och, ćwiczyłem fechtunek* i szermierkę, gdy tylko zacząłem chodzić. Odkąd się urodziłem jako książę i chociaż mój ojciec nie był ideałem, ja byłem uczony na doskonałego człowieka – wzruszył ramionami. Brunet powoli skinął głową, mierząc wzrokiem Louisa.

- No i udało się. Nie licząc niewyparzonej buźki.

- Zastanawiałem się kiedyś, co sprawiło, że bywam taki bezczelny – Louis pokręcił głową. - Ale tak po prostu jest, chociaż bez końca mnie to stresuje. Podejrzewam, że te całe studia i etykieta zwyczajnie zaczęły mi ciążyć.

- Och, czy kiedykolwiek zrobiłeś sobie przerwę?

- Haha, chciałbym. Za każdym razem, gdy chciałem dać sobie spokój, musiałem nadać dyscyplinę swojej twarzy, plecom i tyłkowi. Gdy nie byłem w czymś doskonały, mój nauczyciel nie raz męczył mnie do nocy, póki nie zrobiłem czegoś tak, jak się należy. Przyznaję, miałem nieco czasu wolnego, ale dopiero wtedy, gdy dokonałem tego, czego ode mnie oczekiwano. Kiedy już miałem wolne, czułem się jak w niebie, bo po prostu czułem swobodę. Zwykle rozmawiałem z Eleanor w ogrodzie różanym albo bawiłem się z siostrami. Raz Eleanor grała ze mną przeciwko nim i to było takie zabawne, kiedy praktycznie zniszczyliśmy ich pokój, nieważne, że pokojówki były wściekłe i… - zatrzymał się, by spojrzeć na Harry’ego, chcąc ocenić jego reakcję.

W przeciwieństwie do tego, czego się spodziewał, Harry nie był zły czy znudzony. Wpatrywał się w Louisa z najczystszym zaciekawieniem oraz podziwem, oczekując od księcia kontynuacji. Louis speszył się, uśmiechając się niezręcznie.

- Rozgadałem się. Przepraszam, taki mam nawyk.

- Nie, nie. W porządku. To interesujące. Pokojówki się rozgniewały i co dalej? - Harry zapytał zwyczajnie. Louis uśmiechnął się delikatnie, spuszczając ręce po bokach.

- Nic specjalnego. Mama się dowiedziała i zakazała mnie oraz siostrom wizyt w kuchni do odwołania. To nic, że byliśmy przyjaciółmi z naszym personelem, po prostu musieliśmy obiecać, że nie będziemy używać mąki i jajek w złych celach.

- To brzmi, jakbyś cieszył się nawet ze złego – Harry przyznał, patrząc na nocne niebo. Nie mogąc zaprzeczyć, Louis skinął głową.

- Tak, ja… Ale teraz jestem z dala od wszystkich, z dala od mojej bańki i wydaje mi się, że mieszkanie w pałacu wcale nie było takie rewelacyjne – Harry zesztywniał, ale Louis kontynuował. - Trudno żyć ekstrawagancko od dziecka, a potem nagle ktoś to wszystko ci odbiera i dotykasz rzeczywistości. Wiem, że było to dla ciebie trudne od początku, Harry, ale odkąd tutaj jestem, dostałem więcej, niż jeden policzek, by zobaczyć to wszystko, co do tej pory zobaczyłem. To wydaje się wręcz nierealne, a jednak…

- Jest coraz lepiej – Harry mruknął. - Zaufaj mi. Bóg ma zabawny sposób działania, jeśli o to chodzi. Na końcu, zawsze wszystko się układa.

- Tak czy siak, to moja kolej na pytania – Louis westchnął. - Kiedy straciłeś dziewictwo i z kim?

- Wiedziałem, że to nadejdzie – pirat przeczesał palcami dłońmi, uśmiechając się.

- Dobrze. Odpowiedz.

- Miałem 15 lat i był to członek LionHeart – powiedział, wzruszając ramionami. - Na szczęście, będąc piratem nie masz brudnych tajemnic, w przeciwieństwie do ciebie. Niegrzeczna księżniczko – dodał z uśmieszkiem, na co Louis wydał z siebie rozdrażniony dźwięk.

- Okej, bez czego absolutnie nie możesz opuścić statku i dlaczego? - pytanie nie było bardzo osobiste, ale było pierwszym, które przyszło mu do głowy. Harry zastanowił się przez moment.

- Kapelusz, ponieważ posiada mój rodzinny kamień, a poza tym należał do mojej matki i siostry. To taka pamiątka – stwierdził.

Louis zatrzymał się i wrócił do dnia, w którym Harry dał mu swój kapelusz, gdy byli w Irlandii. Kiedy Liam wypytywał go o to i mówił, że dla Harry’ego ma to wielkie znaczenie… Ale dlaczego Harry pozwolił mu go nosić, skoro był taki ważny?

- I ty pozwoliłeś mi go ubrać? - Louis zapytał cicho, nawet nie wiedząc, po co drąży ten temat. Harry westchnął głęboko, przecierając dłońmi zmęczoną twarz.

- Tak… Myślałem, że to coś znaczy, ale oboje pamiętamy, co się wtedy stało i że tak naprawdę, to nie ma znaczenia. Więc nie przejmuj się tym.

Książę przygryzł dolną wargę. Nie chciał do tego wracać. Cisza uderzyła w ich ciała i Louis zorientował się, że robi się coraz chłodniej. Wiatr wiał nad nimi, gwiżdżąc w uszach księcia, nim ten spojrzał na Harry’ego.

Chcąc pozbyć się niezręcznej atmosfery, powoli podniósł rękę, by dotknąć nią dłoni kędzierzawego kapitana. Harry zamarł, kiedy Louis złapał go mocno. Prawdopodobnie doprowadziło to do jeszcze większego zażenowania, ale naprawdę chciał zapomnieć o przeszłości.

- Jakie jest twoje ulubione zwierzę?

Harry przekrzywił głowę w bok, wyraźnie nieprzygotowany na takie pytanie. Uśmiechnął się delikatnie.

- Mam słabość do kotów – stwierdził i Louis poczuł, jak palce pirata powoli odwzajemniają uścisk. Obaj spojrzeli na ich splecione dłonie, nim książę go puścił.

- Koty? Wow. Dlaczego? - szybko zapytał, wpatrując się w mężczyznę. Harry przysunął się bliżej, wypełniając lukę między nimi.

- A ty nie lubisz?

- Chyba nie – Louis ziewnął. Dopiero teraz poczuł zmęczenie, powoli zagarniające go w swoje objęcia. Przecież był po walce, a jego płuca do końca nie wyzdrowiały, czego mózg dawał mu wyraźnie sygnały.

- Jesteś śpiący? - Harry pochylił się, spoglądając na niego z zaciekawieniem.

- Tak… CO TY, DO CHOLERY, ROBISZ?! - Louis wrzasnął, gdy jego stopy oderwały się od podłogi, ponieważ Harry podniósł go niesamowicie szybko, iż mógł poczuć nudności, po czym ułożył w swoich ramionach.

- Zanoszę cię do łóżka, Księżniczko. Nie musisz krzyczeć. Obudzisz wszystkich – Harry powiedział spokojnie, nim ruszył w stronę schodów.

Louis natychmiast zaczął walczyć z upokarzającą go sytuacją. Nie spodziewał się, że Harry faktycznie jest wystarczająco silny, aby podnieść go tak łatwo. Jego szok zmienił się w furię, gdy kapitan okręcił się dookoła, idąc w dół. Z każdym krokiem Louis miał wrażenie, że zaraz upadnie.

- Postaw mnie na ziemi, do diabła! - zażądał ostro. - To nie jest śmieszne!

- Cóż, wiem to. Ale wszyscy będziemy się z tego potem śmiać.

- Harry…

- Miałeś polucje, śniąc o mnie.

Nawet wtedy, gdy jego życie wydawało się być coraz łatwiejsze, Harry zawsze musiał wszystko utrudniać.


*fechtunek - sztuka walki szablą, szpadą lub floretem, tak jakby odmiana szermierki.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz