* Potwierdzając podejrzenia Louisa, Harry nie wrócił do pokoju po upływie rozsądnego już czasu. Spodziewał się czegokolwiek i gdy tylko spojrzał prawdzie w oczy, wcale mu nie ulżyło. Znając Harry’ego, nim Louis poszedł do łóżka, prawdopodobnie wróciłby do pokoju i szydziłby z niego, zdejmując więzy z jego ramion i wszystko wróciłoby do normy.
Jakaś jego część oczekiwała powrotu Harry’ego zaraz po tym, jak statek tylko opuści Irlandię, co w jego mniemaniu, powinno nastąpić niedługo. Jednak z jakiegoś powodu, gdy okręt ruszył, Louis poczuł, że coś w nim umiera. Może dlatego, że to była jedyna szansa na wolność i została całkowicie zniszczona przez wytrwałość Harry’ego?
Łódź bujała się nieskończenie, co normalnie byłoby niezauważalne, ale z jego zasłoniętymi oczami i wyostrzonymi pozostałymi zmysłami, Louis wyczuwał chorobę morską. Chociaż w tym momencie nie był pewien, czy to choroba morska, czy po prostu ból, że już nigdy nie wróci do domu.
A Harry nadal nie wrócił. Louis zaczął panikować, że ten postanowił opuścić go tak, jak zrobił to książę, lecz na całą noc. Owszem, Harry był szalony, ale zemścił się już, prawda? Nie miał zamiaru zostawić tak Louisa, prawda?
W ciemności Louis mógł jedynie oprzeć się na własnym instynkcie, by ustalić, która jest godzina i ile czasu już minęło. Nawet jeśli umierał ze zmęczenia, wiedział, iż na zewnątrz jest już późno. Racjonalna część jego mówiła mu, że Harry nie zamierzał wrcić. Książę zaakceptował ten fakt z goryczą. A już na pewno nie potrafił spać w stanie, w jakim był.
Wciąż był nagi i brudny. Jego skóra była obrzydliwa, a jego ręka najwyraźniej zdecydowała, iż to doskonały czas, by przypomnieć mu, że nadal boli i bolała go w ten sposób przez całą noc. Książę odepchnął te myśli. Był silny i właśnie dlatego Harry chciał, żeby cierpiał. Mógł to przetrzymać przez jedną noc.
Po niespokojnej nocy, kiedy obudził się, czuł jakby w ogóle nie zmrużył oka. Było jeszcze gorzej, gdy zdał sobie po omacku sprawę, że wciąż tu jest, nadal związany, a jego ręka bolała. Harry nie wrócił i Louis spędził cały dzień w łóżku, nie mogąc nic zrobić. Był głodny, a dołączając do tego mdłości spowodowane dryfowaniem statku, żołądek zaczął mu przeszkadzać.
Kiedy jego ciało zaczęło sygnalizować, że znów robi się śpiący, Louis miał nadzieję, że Harry wróci rano, by go wypuścić. Jednakże, wszystko znikło o świcie, gdy ponownie obudził się w znajomej ciemności i przerażającej ciszy pokoju. Wiedział, że nie może umrzeć z powodu kilku konsekwentnych ruchów One Direction. Żołądek Louis warknął przeciągle, na co starał się zapomnieć o głodzie, gdy jego uwagę przykuło coś innego.
Pomyślał o domu. Myślał o tym, jak to będzie wrócić do pałacu. Marzenia jednak zderzyły się z rzeczywistością, co było słodko-gorzkim uczuciem, jeśli kiedykolwiek uda mu się wrócić.
Część jego myślała, że Harry wróci następnego ranka. Przecież nie mogło być już gorzej. Jednak Louis obudził się bez znaczącej zmiany, za wyjątkiem tego, iż burczenie jego brzucha było teraz jakby pozbawione bólu, a jedynie suchość w gardle stała się irytująca.
Kiedy dzień dłużył się w nieskończoność i nikt nie dał znaku życia, Louis znów zaczął panikować. Harry nie myślał uczciwie o trzymaniu go tu tak długo, prawda?
Trzy dni bez kontaktu z ludźmi, a będąc w takiej niewygodnej sytuacji, doprowadzało go to do szaleństwa. Nie wspominając, że gardło dosłownie pękało z braku wody. To było szalone. Rozważał krzyczeć o pomoc, bo było oczywiste, że Harry nie zamierza przyjść do niego, a jeśli miałby szczęście, ktoś taki jak Liam i Niall mógłby…
Gdy tylko o tym pomyślał, uświadomił sobie, jak głupi jest sądząc, że Liam mu pomoże. Oficer tego nie zrobi. Mało tego, Liam, co jest bardziej niż pewne, już powiedział Niallowi o sytuacji i Niall prawdopodobnie współczuł Louisowi z powodu decyzji.
A więc, był z tym sam. Harry naprawdę go porzucił. I smutna była perspektywa, że Harry dosłownie pozostawił go na gnicie. Co było częścią kary, oczywiście. Czy to śmieć lub próba złamania go, było to to, co Louis musiał przyjąć. A jak upokarzające! Ze wszystkich końców życia, on umiera przywiązany do łóżka przestępcy, nagi i brudny. To było żałosne.
Próbował uspokoić oddech i po prostu odpocząć, starając się utrzymać swych myśli na wodzy, bo jeśli ma umrzeć w ten sposób, musi się upewnić, że Harry wiedział, iż nie złamie go tak łatwo. Odmówił zostania zdegradowanym, bez względu na cenę. Dlatego tej nocy zasnął bardziej głodny, niż kiedykolwiek, nie żeby to go zaskoczyło.
Budząc się następnego dnia ranek był ponury. Nic się nie zmieniło. On sam był zimny i samotny. Nawet jego myśli związane z rodziną pozostawiły jedynie gorzki smak w ustach, co było niezwykle przygnębiające biorąc pod uwagę fakt, że to była czwarta noc bez wody. Jego nauczyciel powiedział mu kiedyś, że człowiek może iść tak wiele dni bez wody przed długą śmiercią z odwodnienia. A z tego, co pamiętał Louis, ten proces nie należał do przyjemnych.
A wszystko przez jedną próbę ucieczki. Jeśli by poczekał, może pojawiłaby się inna szansa. Gdyby nie poszedł prosto do katedry, może gdyby ruszył tam następnego dnia, gdy Harry opuściłby już Irlandię, nie byłby tutaj.
I nagle Louisa dotknęło deja vu, gdy przypomniał sobie swój pierwszy dzień na statku, kiedy był prawie pewien, że idzie na śmierć. Wtedy modlił się, by kapitan piratów nie przyszedł po niego w najbliższym czasie, aby mógł żyć. O ironio, teraz wszystko, czego chciał, to właśnie kapitan wchodzący do pokoju, aby mógł przeżyć. Los miał chorobliwe poczucie humoru.
Dźwięk otwierania drzwi sprawił, że Louis prawie podskoczył ze zaskoczenia na łóżku. Skrzypienie dotarło do jego uszu, a oczy księcia rozszerzyły się pod opaską, gdy oddech uwiązł mu w gardle. Serce i oczy Louisa zaczęły wręcz blednąć z ulgą, kiedy usłyszał znajomy odgłos tych brązowych, pirackich butów, stąpających wzdłuż desek w pomieszczeniu, z dala od drzwi, w kierunku łóżka. Cicho, Louis oblizał suche wargi, jego usta była spękane. Przynajmniej teraz, wraz z powrotem Harry’ego, może być już tylko lepiej.
- Powiedz mi – głos Harry’ego uroczyście złamał cztery długie dni milczenia, które nękały pokój i Louis był naprawdę wdzięczny, móc usłyszeć kapitana, zwłaszcza po takim czasie. Wiedział, że nie chce zrobić nic, prócz wyrzucenia z siebie przekleństw i krzyków w kierunku Harry’ego za pozostawienie go w taki sposób, jednak nie mógł stracić rozumu.
Harry zatrzymał się nagle, co według Louisa oznaczało, iż jest naprzeciwko łóżka.
- Jak to jest być opuszczonym?
Jego ton nie kpił ani trochę. Był poważny do tego stopnia, że Louis zmarszczył brwi. Harry miał cztery dni, żeby ochłonąć. Nie mógł być wciąż zły…
- Naprawdę chcesz mojej odpowiedzi? - Louis odparł sarkastycznie, a jego własny głos brzmiał obco, gdy wydobył z siebie ochrypłe skrzeczenie.
Potrzebował wody, szybko. Jednak Harry zdecydował się to pominąć.
- Opowiem ci zabawny fakt – Louis niemal zatrząsł się na uczucie dłoni Harry’ego, która sięgnęła w dół, aby dotknąć jego stopy.
Ręce mężczyzny był szorstkie, ale szybko rozwiązał węzeł, którym przymocowana była noga do łóżka. Louis odetchnął z ulgą, gdy przeniósł się do drugiej stopy.
- Udało ci się uciec ode mnie na cztery godziny.
Na końcu zdania lewa stopa Louisa była wolna. Chociaż Harry ruszył w kierunku głowy, Louis zadrżał, gdy poczuł chudego kapitana nad sobą, by dotrzeć do jego prawej strony.
- Nie toleruję zdrady – gdy uwolnił jego prawą rękę, Louis natychmiast obniżył ją, czując pozwolenie. Odwrócił się na słowa Harry’ego z zaciekawieniem, nim kapitan uwolnił jego lewy nadgarstek. - Dałem ci dwukrotnie to, czego chciałeś. Chciałeś czterech godzin z dala ode mnie, w porządku. Właśnie dałem ci cztery dni z dala ode mnie. Jestem pewien, że jesteś teraz zadowolony.
Kiedy zarejestrował słowa kapitana piratów, Louis oniemiał. Ręce Harry’ego udały się za głowę księcia, rozwiązując opaskę. Deja vu uderzyło go jeszcze raz, gdy spojrzał przed siebie na młodą twarz Harry’ego. Wszystkie niedoskonałości, które widział, gdy pewnego ranka były praktycznie niewidoczne w słabo oświetlonym pokoju.
Nie zerwał kontaktu wzrokowego, a intensywnie zielone oczy wpatrywały się obojętnie w niebieskie tęczówki Louisa.
- Nie odpowiesz mi? Zakładam, że nie jesteś spełniony. Możesz chcesz jeszcze cztery dni z dala ode mnie?
- Nie! Nie! Ja po prostu… - po nagłym szarpnięciu się w górę, Louis poczuł ból w plecach. Z ręką na ustach zaczął kaszleć. Harry ignorując to, wstał z łóżka.
- Włóż coś na siebie, a potem przyjdź na obiad – zwyczajnie nakazał, a nim książę zdołał coś zrobić, usłyszał otwieranie i zamykanie drzwi.
Przestał kaszleć, trzymając się za głowę, gdy nadal czuł lekki ból. Jego ciało drżało, kiedy próbował przeczołgać się na brzeg łóżka, gdzie leżały jego stare ubrania pirackie, które Harry pożyczył mu, gdy byli w Irlandii.
Powoli pochylił się, by je podnieść i poczuł się słabszy, niż kiedykolwiek mógł doświadczyć. Ubrał się, starając się być tak stabilnym, jak tylko to możliwe. Słaniając się na nogach przez kilka pierwszych kroków ruszył do drzwi i dopiero wtedy odzyskał równowagę. Znów nabrał sił, gdy tylko poczuł zapach świeżego powietrze po raz pierwszy w ostatnich dniach.
Statek wciąż był w ruchu i było ciemno, chociaż księżyć rozjaśniał niebo. Louis wszedł do jadalni z takim opanowaniem, jakie tylko mógł z siebie wykrzesać, będąc też świadomym, iż prawdopodobnie wyglądał jak gówno. (stary, znam Twój ból – czuję to codziennie! - od tłum.)
Wszyscy odwrócili się do niego, skinąwszy głowami, po czym wrócili do rozmów. Na końcu stołu, gdzie zazwyczaj siadali, Harry mówił coś Liamowi, natomiast wszyscy obok po prostu siedzieli. Harry zatrzymał swój wykład, by posłać Louisowi kamienne spojrzenie, gdy ten spojrzał na Zayna, Danielle, Eleanor, Liama i Nialla.
Twarz Eleanor wyraźnie zajaśniała, gdy oferowała mu szeroki uśmiech. Louis poczuł, że kąciki jego ust szarpnęły się w górę, chociaż milczenie reszty grona wręcz krzyczało. Próbował ignorować spojrzenia, gdy szedł w kierunku poważnej załogi piratów.
- Louis!
Wydawało się, że Niall był jedynym, który nie został dotknięty niezręczną atmosferą. Blondyn wyraźnie zdziwił pozostałe poważne twarze, gdy pomachał w podekscytowaniu Louisowi, a uśmiech zabłysnął na jego twarzy, nim Zayn złapał jego rękę i obniżył ją, kręcąc głową. Kiedy Niall żachnął się, Zayn szepnął mu coś do ucha, na co mężczyzna zaśmiał się i dźgnął żartobliwie bruneta łokciem.
Louis przeczesał dłonią włosy, skanując otoczenie. Ku jego zaskoczeniu, nie było wolnych miejsc obok Harry’ego. Co było naprawdę dziwne… Louis zawsze siedział obok niego. To tak, jakby Harry specjalnie rezerwował dodatkowe miejsce dla niego, czy coś. Teraz puste miejsce było tylko obok Eleanor. To było idealne, bo Louis musiał poprosić ją o kilka bandaży na swoje ramię oraz coś na kaszel.
Czuł na sobie wzrok Harry’ego, gdy obszedł stół. Nie spoglądając na kapitana piratów, zajął miejsce obok Eleanor z uśmiechem, na co brunetka odwróciła się od Danielle. Ta z kolei rzuciła Louisowi pół-uśmiech ku jego zaskoczeniu, podczas gdy ona i Eleanor trzymały się za ręce.
- Cieszę się, że masz się dobrze – Eleanor wymamrotała do niego, schylając się ku niemu.
- Tak, ja też – Louis skinął słabo głową. - Ale hej, czy…
- Radzę ci teraz wstać – silny głos Harry’ego zachwiał całym stołem i wszystkie rozmowy nagle ucichły.
Wiedząc, do kogo było to skierowane, Louis zagryzł dolną wargę, podnosząc głowę, by spojrzeć na Harry’ego, który obserwował go w znudzeniu. Harry Styles, do którego już się przyzwyczaił i Kapitan Styles, którego absolutnie nie znosił, ale miał do niego jakiś interes… Wciąż tutaj był.
- Słucham? - Louis zapytał układając dłoń na piersi i unosząc brwi, gdy Harry patrzył na niego z założonymi rękami.
- Wstawaj. Nie siedzisz tam.
Louis czuł masę spojrzeń na sobie w tym momencie. Ale skoro mógł przetrwać karę Harry’ego, której skutki nadal odczuwał, nie mógł na to poradzić, a jedynie był coraz bardziej rozdrażniony.
Ten człowiek po prostu przeprowadzał go przez piekło. Dlaczego, do diabła, wciąż się nim przejmował?! To było denerwujące. Zaciskając zęby, Louis spojrzał na niego groźnie.
- Nie widzę problemu. Nie ma więcej miejsca i… - zwolnił ze słowami, kątem oka widząc, jak Liam kręci głową, a wyraz jego twarzy wyraźnie mówi, by książę po prostu przestał. Ręka Eleanor dotknęła go lekko, na co posłał jej spojrzenie.
- Porzuć to, Louis… To nie jest tego warte. Po prostu idź – szepnęła z dezaprobatą.
Louis zacisnął usta z niedowierzaniem, gdy odwrócił wzrok z powrotem na Harry’ego, który siedział z pociemniałym wzrokiem, wyczekując ruchu księcia. Wzdychając ciężko, szatyn podniósł szklankę ze stołu, gdy wstał. Przełknął wodę tak szybko, jak tylko mógł, odłożył naczycie i spojrzał na kapitana.
- Nie ma więcej miejsca, więc nie wiem, gdzie chcesz, bym poszedł.
- Dam ci wybór – Harry oświadczył po prostu, a jego wskazujący i środkowy palec uniosły się w górę, a cisza nadal trwała w pokoju. - Raz, możesz usiąść na moich kolanach.
Twarz Louisa zmarszczyła się niemal z obrzydzeniem i musiał powstrzymać się od krzyknięcia: NIE.
- Albo dwa, możesz siedzieć na podłodze. Każda z tych opcji jest otwarta dla ciebie – Harry wzruszył ramionami i opuścił rękę.
- Czy mogę zapytać, dlaczego to miejsce nie jest żadną z opcji? - nie mogąc się powstrzymać, Louis mruknął. Harry przechylił głowę na bok.
- Możesz pytać, ale nie odpowiem ci. Pośpiesz się i wybierz odpowiednią opcję do siedzenia, albo po prostu założę, iż nie jesteś głodny. Co byłoby dziwne, biorąc pod uwagę tak wiele nocy bez odpowiedniego pożywienia, co może odcisnąć poważne piętno.
Louis zacisnął dłonie w pięści i wiedział, że już wkroczył na niebezpieczne wody z tym, co stało się do tej pory, ale nie mógł tego znieść.
- Wiesz, co? Pieprzyć to! Nie jestem głodny! Nie mogę znieść twojego gównianego, pompatycznego, bezmyślnego charakteru i wolałbym umrzeć z głodu, niż znosić to dłużej! Okej, próbowałem uciec, ale nie możesz mnie tak, kurwa, winić! Spójrz, jak mnie traktujesz! Nie obchodzi mnie, że jesteś Księciem Siedmiu Mórz, a ja jestem “częścią twojej gry”! Jeśli tak mam być traktowany, po prostu idę skoczyć za burtę i zakończyć swoje cierpienie w tym momencie!
Odwracając się na pięcie z poirytowanym oddechem, Louis ruszył do wyjścia z jadalni. Słysząc jego słowa, szok wstrząsnął wzdłuż kręgosłupa Eleanor, która stanęła na nogi w tym samym momencie, co Harry. Otwierając szeroko oczy odwróciła się, by spojrzeć na kapitana, który wpatrywał się w miejsce, gdzie zniknął Louis.
- Louis! - Harry krzyknął zanim, gotowy do wyjścia, nim Liam zręcznie złapał do za ramię.
- Niall, idź upewnić się, że nie zrobi nic szalonego – Liam szybko polecił blondynowi, który wyskoczył z fotela i popędził do drzwi. Eleanor zagryzła wargę, przyglądając się Liamowi.
- Nie martw się. Nie zrobi – skinęła na brunrta, który zwrócił uwagę na kędzierzawego pirata, próbującego się wyrwać.
-Puść mnie, Liam – kapitan piratów nakazał surowo, a jego oczy wciąż wpatrywały się w drzwi, gdy Danielle i Eleanor ruszyły pośpiesznie do wyjścia.
Przed opuszczeniem pokoju mogły usłyszeć jeszcze Liama, proszącego Zayna, by razem pomogli Harry’ego ochłonąć. Eleanor spojrzała na Danielle, gdy wyszły na otwarty pokład. Kobieta o kręconych włosach zerknęła na niej w zainteresowaniu.
- On naprawdę nie próbuje skoczyć…
- Nie – Eleanor natychmiast odpowiedziała, a jej oczy badały otaczającą je ciemność w poszukiwaniu księcia. - On jest taki dramatyczny. Louis jest zbyt dumny, by popełnić coś takigo – poinformowała, uśmiechając się triumfalnie, gdy ujrzała Nialla i Louisa na krawędzi statku. Biorąc Danielle za rękę mocniej, zaczęła biec w tym kierunku.
- Niall, nie! - Louis warknął do blondyna, gdy dziewczyny podeszły do nich. Książę zmarszczył brwi i rozejrzał się w nadziei, że Harry nie nadchodzi. Kiedy nie zauważył wyższego mężczyzny, westchnął.
- Louis – Niall zmarszczył czoło.
- Powiedziałem nie!
- Na co teraz narzekasz, księżniczko? - Danielle zapytała sucho, mierząc go wzrokiem.
- Pilnuj swojego, cholernego biznesu, Danielle – Louis skrzywił się.
- Zadziorny!
- Możesz spierdalać? - Louis jęknął, chowając głowę w dłoniach, a łokcie oparł na poręczy wychodzącej na ciemne morze. - Kurwa, dość tego! Jestem chory i zmęczony wami, piratami! To jest, kurwa, niesprawiedliwe!
- Mów do mnie, Lou… - Eleanor założyła ręce na piersi, gdy stanęła obok szatyna.
- Ja nawet nie chcę tego robić – głowa księcia zwisała luźno. - Czuję się chory. Moje gardło parzy, żołądek czuje się, jakby siedział tam słoń, moje ramię boli i dostaję od tego wszystkiego migreny. Naprawdę, kurwa, nienawidzę wszystkiego teraz.
- Kara Harry’egu musi być surowa… - Niall zauważył, stając po drugiej stronie Louisa. Ten skrzywił się, gdy odwrócił się, by spojrzeć na Irlandczyka.
- Nawet nie wspominaj przy mnie o tym gówniarzu, dobrze? Nie mogę go, kurwa, znieść! To jego wina, że tu jestem, kurwa, i… - Louis zatrzymał swoje słowa, gdy pewna myśl go uderzyła.
Tak naprawdę to nie była wina Harry’ego. To była wina rodziny Louisa.
- Po prostu chcę wrócić do domu, jasne? Nie chcę tego. Nic z tego – westchnął tęsknie, spuszczając ponuro wzrok.
Czuł się jak ptak w klatce. Nie miał dokąd pójść, jak tylko odbijać się od ściany do ściany, wokół niego. Niall pocieszająco poklepał go po plecach, ale Louis nie był w stanie mu odpowiedzieć. Nawet, jeśli Niall starał się pomóc, nie złagodził wszelkiego bólu, który zawładnął jego ciałem. Nawet Eleanor nie mogła znaleźć odpowiednich słów.
- Um, bez urazy, ale brzmisz naprawdę żałośnie teraz – Danielle rzekła odważnie, na co Louis, Eleanor i Niall odwrócili się, by na nią spojrzeć. Kobieta miała skrzyżowane ramiona, a czoło wysoko zadarte. - Myślisz, że to trudne? Przykro mi, że rozwalił twoją bańkę marzeń, księżniczko, ale nie – uniosła w górę palec i potrząsnęła głową. - Po pierwsze, wiem, że chcesz wrócić do domu, ale mam nadzieję, że jesteś gotów, by iść bez Eleanor.
Louis zmarszczył brwi w zwątpieniu, nim zdążył zauważyć, że Eleanor uśmiecha się nerwowo.
- Tak, przepraszam, Louis, ale… - podeszła do Danielle nieśmiało, obejmując kobietę w talii, na co Danielle uśmiechnęła się słodko, nim otoczyła ramieniem brunetkę i ucałowała ją w policzek. - Danielle i ja…
- Super gorące lesbijki – Niall zakończył z uśmiechem.
- Chodźmy z tym – Danielle przewróciła oczami, a Eleanor zaśmiała się. Louis uderzył się w czoło.
- Eleanor, ja nie mogę…
- Dorośnij, Tomlinson – Danielle przerwała. - Nie zejdziesz z tego statku. Wywal ten pomysł z głowy, by ułatwić sobie później sprawę. Nie chcę być złośliwa, a już na pewno nie staram się być miła, ale jeśli otworzysz oczy jak Eleanor i Niall, kiedy oboje byli nowi wobec tego całego gówna, które się stało i nad którym nie masz kontroli, jestem pewna, że dopasujesz się do bycia częścia One Direction tak łatwo, jak Liam dopasowuje się swoim kutasem w tyłek Nialla.
- Hej!
- Okej, może kutas Liama nie mieści się tam tak łatwo, ale łapiesz, o co mi chodzi – Danielle wzruszyła ramionami, wystawiając na chwilę język Niallowi, na co Irlandczyk zacisnął usta z dezaprobatą. - W każdym razie, moja rada dla ciebie, to przestań się wkurzać na wszystko. Bądź szczęśliwy, że w ogóle żyjesz. Po prostu idź z prądem, nawet jeśli teraz nie jest to przyjemne. Jeśli nie powstrzymasz swojego mentalnego “o mój Boże, tęsknię za moim cudownym zamkiem z kucykami Pony i fantazyjnymi sukienkami projektantów oraz makijażem!”, Harry w końcu cię zabije. On jest praktycznie na krawędzi wytrzymałości przez ostatnie dni i gdyby Liam go nie zatrzymał, nie mam pojęcia, co mogłoby się wydarzyć.
Danielle wsunęła ręce do kieszeni podczas bujania się na piętach. Niall patrzył na nią ze zdumieniem.
- Dobrze, to lepszy sposób prowadzenia tej rozmowy, niż ja zamierzałem to zrobić.
- Co miałeś zamiar powiedzieć? - Eleanor spojrzała na niego w zaciekawieniu.
- Jedz i będzisz czuł się lepiej.
- Niall.
- Co? To działa na mnie! - podniósł dłonie w geście obrony, gdy Louis wypuścił głęboki oddech, rozglądając się niezręcznie.
- Dobra, więc w tym momencie zgaduję, że moje życie w niewoli jest już na stałe…
- Co jest dobre! Więcej czasu dla ciebie, by bawić się z Zaynem, Liamem i mną! - Niall uścisnął ramię księcia.
- Nie jestem jedyną, która rozumie to dwuznacznie, prawda? - kobieta o kręconych włosach skrzywiła się. Ignorując ją, Louis westchnął.
- W porządku. Postaram się posłuchać twoich rad, Danielle. Dzięki.
Brunetka uniosła w górę kciuki, gdy Eleanor uśmiechnęła się szeroko, nim ucałowała swoją dziewczynę w policzek.
- Danielle jest geniuszem! Cieszę się, że czujesz się lepiej, Lou! Tylko się nie poddawaj! I przyjdź do mojego pokoju w każdej chwili, gdy będziesz potrzebować czegoś na ból, dobrze?
- Więc… Została tylko jedna rzecz – Niall zauważył, a jego dłoń na ramieniu Louisa, pchnęła go w kierunku jadalni. - Ty i Harry musicie się pocałować i zejść!
- Nie sądzę, że chcę tam teraz wrócić… - Louis spuścił głowę.
- Będzie dobrze. Jestem pewien, że Zayn i Liam go uspokoili – Niall parsknął śmiechem.
- Niall?
- Tak?
- Danielle powiedziała, że zamierzał mnie zabić.
- Nie, jestem pewien, że tak nie było – Niall zapewnił go, a jego kroki nie słabły, gdy Louis pozwolił mu prowadzić się do jadalni.
Kiedy weszli, Louis był szczerze zaskoczony, gdy zobaczył praktycznie puste pomieszczenie, oprócz Harry’ego, Liama i Zayna, gdy kapitan siedział z rękoma skrzyżowanymi na piersi, z miną obrażonego dziecka. Zayn i Liam siedzieli po jego obu stronach, jak rodzice, którzy dają dziecku burę. Szczerze mówiąc, widok był śmieszny.
Wyraz twarzy Harry’ego przypomniał Louisowi, jaki naprawdę był. A słysząc otwarte drzwi, cała trójka spojrzała w górę, a Louis nawiązał kontakt wzrokowy z Harry’m. Ten odchrząknął, a jego oczy błysnęły ledwo wykrywalnymi emocjami.
- Louis już jest! Zayn, Liam, chodźcie! Nie się całują i zejdą! - Niall krzyknął, po wepchnięciu księcia na środek pokoju, po czym chwycił Liama i Zayna za ręce.
- Zwolnij, Niall – sknął Zayn, nie oszczędzając Louisowi mrożącego spojrzenia. Liam nie patrzył na niego, lecz uśmiechnął się uspokajająco, a uczucie zbliżającej się zagłady zawładnęło żołądkiem księcia.
Biorąc głęboki oddech, Louis spojrzał na Harry’ego tak pewnie, jak mógł. Starał się nie myśleć o tym, że ten człowiek praktycznie chciał go zabić. Starał się nie myśleć, iż Danielle może mieć rację mówiąc, że Harry będzie musiał zrobić mu coś złego. Starał się pamiętać Harry’ego takim, jakim był przed tym wszystkim. Irytujący dupek, za którym tęsknił. Bo obecnie znajdował się w pokoju z zabójcą.
- Nie zaprzątaj sobie głowy mówieniem czegokolwiek – Harry stwierdził ze stoickim spokojem, kiedy stanął na nogi, a wszelki dziecinny wyraz twarzy go opuścił, na powrót przybierając poważną minę. Zaczął iść w kierunku drzwi, gdzie Louis stał.
- Nawet “przepraszam”? - Louis próbował, wyciągając rękę, by zatrzymać Harry’ego.
- Będziesz marnował swój czas i oddech. Oboje wiemy, że nie jest ci przykro – zatrzymał się i prychnął, spoglądając na Louisa szklącymi się oczami.
- Harry…
- Jeśli dobrze pamiętam, już odbyliśmy tę rozmowę. O kłamstwach i o tym, że nie chcę byś mi to robił. Nie chcę znów tego przechodzić. Przepuść mnie.
- Wysłuchaj mnie najpierw – Louis pokręcił głową.
- Nie. Jestem cholernie zmęczony tym, że myślisz, iż tylko zatrzepoczesz rzęsami i wszystko będzie w porządku. Teraz mnie przepuść – syknął niecierpliwie, po czym złapał jego rękę i szarpnął nią mocno.
Louis wręcz zapłakał, gdy ból ogarnął jego ciało. Pieczenie rozeszło się wzdłuż ramienia. Zacisnął dłoń w pięść na swojej piersi, czując się jeszcze gorzej.
- Ugh, kurwa! Co się stało?! - Harry przyjrzał się Louisowi, podchodząc bliżej.
- Moja ręka! Ała! Nie dotykaj jej!
Harry cmoknął, gdy wysunął spod stołu jedno z krzeseł i naprowadził księcia, by ten usiadł.
- Nie uderzyłem cię tak mocno. Więc jak, do diabła, to może tak boleć? - mruknął, marszcząc brwi.
- Wiem, że nie ty – Louis zauważył. - Zraniłem się wcześniej – przyznał cicho, nie chcąc poruszać tematu swojej ucieczki.
- Zdejmij koszulę.
- Wolałbym, by Eleanor się tym zajęła – oczy Louisa rozszerzyły się nieco.
- Po prostu ją zdejmij, bym mógł obejrzeć ramię – Harry jęknął, wywracając oczami. - Nosisz rękawy. Ale skoro to takie niekomfortowe, nieważne. Wyślę pannę Calder, by ci pomogła. Tak jak powiedzieć, nie ja to zrobiłem, więc to nie mój problem.
Gdy kapitan piratów odsunął się, Louis zmrużył oczy.
- Poczekaj, Harry. Ja…
- Nie chcę tego słuchać – Harry powtórzył, nim wyszedł z pokoju, a Louis westchnął ciężko w swoją wolną rękę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz