.- Więc… Dobrze się bawiłeś? - zapytał Liam, kiedy Louis pomagał mu przenieść drewnianą skrzynię.
Louis nadal próbował złapać oddech po szalonym tańcu z Harry’m. Jego stopy wręcz krwawiły od brutalnej ilości razy, podczas których Harry go podeptał, gdy tańczyli kilka minut temu. Harry cały czas próbował dominować, przejąć inicjatywę, ale nie do końca wiedział, jak tańczyć do rytmu. Dlatego za każdym razem, gdy to Louis starał się przejąć dowodzenie, Harry postanawiał go podeptać.
Kędzierzawy kapitan oczywiście wiedział, co robi, ponieważ Louis często wyrażał swoje niezadowolenie, nawet grożąc, że zakończy taniec. Harry ignorował to, przyciągając Louisa do siebie mocniej. Pomiędzy ich ruchami, mignął mu tańczący Niall z Liamem oraz Zayn, który im się przyglądał, a także siedzące na skrzyni Danielle i Eleanor, a w pobliżu był jeszcze Josh i reszta piratów.
W pewnym momencie, na parkiecie został tylko on i Harry, bo każdy inny zszedł na bok i zaczął klaskać do rytmu, raz po raz pogwizdując. Żenujące dla Louisa było to, że tak naprawdę nie chciał przestać, bo dobrze się bawił. Był to ich pierwszy taniec razem przed ludźmi, a nie spodziewał się aż tak dobrego wrażenia. Gdy był na królewskich balach, musiał na siłę męczyć się z różnymi szlachciankami, które były chorobliwie… Sztywne. Taniec z dziewczyną, która nawet się nim nie interesowała, w ciągu kolejnych lat stał się zwyczajnie irytujący. Taniec z Harry’m pozwolił mu po prostu być sobą, a każdy zły ruch mógł wyśmiać, bo nikt go nie krytykował.
- Nie, oczywiście, że nie. Jestem pewien, że słyszałeś moje narzekanie, kiedy olbrzymie stopy Harry’ego deptały moje – książę westchnął sarkastycznie.
Fakt, że obowiązek czyszczenia pokładu należał do załogi, nie było niczym dziwnym, póki nie stało się to kwestią dziwnej gry pomiędzy jej członkami. Najpierw Dan stwierdził, że już za późno, a jego ręce bolą, Josh wywinął się z równie błahego powodu i w efekcie wielka fala “nie ja” rozniosła się po pokładzie.
Teraz byli tylko on, Harry i Liam, nim kapitan pozwolił Louisowi odejść. Liam przeprosił księcia i stwierdził, że może iść, bo sam posprząta, ale Louisowi było źle zostawiać oficera samego. Ale mimo to, jakiim cudem One Direction, najbardziej śmiercionośny statek na wodach, może być paczką tak dziecinnie zachowujących się ludzi? Zapewne takim samym, jak Harry potrafi być trzema osobami w jednym ciele.
- Nie obwiniaj go tak – Liam spojrzał na Louisa, gdy coś strzeliło w kostkach księcia.
- Bo to Harry, a wy wszyscy liżecie mu dupę, gdyż jest “dobrym człowiekiem”?
Komentarz opuścił jego ustał szybciej, niż by tego chciał i Liam zmarszczył brwi na zniewagę, na co Louis uśmiechnął się niewinnie. Liam pokręcił głową w odpowiedzi, nim ruszył po ostatnią skrzynię. Louis poszedł za nim, by złapać skrzynkę z drugiej strony, po czym dwójka podniosła ją, by przenieść pakunek.
- Zabawne – Liam powiedział. - Ale nie, jego tyłek nie smakuje tak dobrze jak wygląda, odkryłeś to już za pierwszym razem, prawda?
- Zamknij się.
Pierwszy oficer zachichotał zanim zaczął obniżać skrzynię w dół, by umieścić ją na podłodze. W momencie, gdy dotknęła ziemi, Louis strzepnął ręce. Spojrzał na Liama, przeczesując palcami włosy.
- Szczerze mówiąc… To był dosłownie pierwszy raz, gdy Harry uczestniczył z nami w zabawie. Jestem naprawdę zaskoczony, chociaż okropni tańczy, ale liczą się chęci, prawda? - Liam zapytał z uśmiechem.
Louis na chwilę zatrzymał się, by to przemyśleć. Biorąc pod uwagę przeszłość Harry’ego, nie było dziwne, iż nie umiał tańczyć. Chcąc, nie chcąc – nie miał czasu, by się tego uczyć.
- Dokąd idziesz? - spytał Louis, gdy zobaczył, jak młodszy mężczyzna rusza w stronę dolnych pokładów. Liam zerknął przez ramię z uśmiechem.
- Do magazynu.
- Co? Dlaczego?
- Ktoś musi umyć pokład, nim nastanie ranek! Chłopcy rozlali swój alkohol!
Książę skrzywił się, spoglądając na podłogę, gdzie kilka kałuży bylo widocznych dzięki słabemu światłu latarni. Royal skrzywił, oczy spoglądając poniżej na piętrze, gdzie kilka kałuże były widoczne pod słabo oświetlonych latarniami, które pozostały pieczenie na końcach statku. Już miał spytać, czemu to robi, ale wtedy przypomniał sobie, że Liam był ostatni w grze “nie ja”, więc do niego należało sprzątanie.
- Będziesz mi jeszcze pomagał? - Liam spytał zaskoczony, gdy Louis zaczął iść w jego kierunku. Jego twarz wyraźnie rozjaśniła się w blasku płomieni, a uśmiech się rozszerzył. - Nie sądziłem, bez obrazy, że jesteś chętny do sprzątania, nawet własnego bałaganu.
Liam wydawał się taki szczęśliwy i pozytywnie nastawiony do pracy z Louisem, przez co książę poczuł się winny, gdy pokręcił głową.
- Uch, nie bardzo. Właśnie szedłem do kwatery Harry’ego, do łóżka.
- Och… - Louis nie zorientował się, kiedy atmosfera stała się bardzo niewygodna, do momentu, gdy Liam pomachał mu energicznie. - Pa! Baw się dobrze z kapitanem! Nie, żebym potrafił zapewnić ci lepszą rozrywkę! Wszystko, co mogę zrobić, to tańczyć z mopem, ale jestem pewien, że znajdziesz coś dobrego do roboty, Wasza Wysokość!
Ze względu na fakt, że mówił to Liam, Louis nie wiedział, czy jest to odniesienie seksualne, czy zwyczajna ironia. Przewrócił oczami i mruknął pod nosem, nim ruszył do kwatery Harry’ego. Kiedy wszedł do gabinetu i podszedł do drzwi prowadzących do sypialni, był nieco zaskoczony tym, iż Harry nie spał w fotelu. Przypuszczał, iż sprawa z dzieleniem łóżka jest już oficjalna.
Jego ręce chwyciły gałkę, zanim otworzył drzwi i wszedł do środka. To było dziwne, nie widzieć Dusty na poduszce, jak wcześniej. Louis uniósł brwi, gdy spojrzał na Harry’ego, który siedział na łóżku, a jego koszula właśnie była zdejmowana przez głowę. Uniósł brwi jeszcze wyżej, widząc nagie ciało Harry’ego okryte cienką warstwą potu.
- Podoba ci siię ten widok? - spytał Harry, nie zadając sobie trudu, aby się odwrócić, po czym pochylił się, by zdjąć buty.
- Czujesz się już wygodnie? - Louis postanowił odpowiedzieć, krzyżując dłonie na piersi.
Ciepło wewnątrz pomieszczenia nie było zbyt uderzające, ale z jakiegoś powodu, Louis poczuł, iż robi się twardy w spodniach. Podszedł spokojnie do łóżka, ignorując reakcję organizmu.
- Całkiem, całkiem – kapitan piratów odpowiedział beztrosko, po czym zajął miejsce na materacu. - Podobał ci się nasz taniec tak bardzo, jak mi?
- To zależy, jak bardzo ci się podobał – Louis zbliżył się do niego. Harry wzruszył ramionami.
- Wystarczająco, by kiedyś to powtórzyć.
W następnej chwili wszystko działo się dla Louisa zbyt szybko i było to niewiarygodnie głupie, ale nie mógł się powstrzymać. Bez ostrzeżenia, wdrapał się na ciało kapitana i musiał przyznać, że wyraz twarzy Harry’ego był bezcenny.
- Księżniczko, co robisz…
Louis przerwał jego pytanie pocałunkiem, tak silnym jak Harry robił to wiele razy. Przez chwilę Harry się nie ruszał, aż wreszcie odwzajemnił pieszczotę. Ramiona Harry’ego przyciągnęły go bliżej, a Louis czuł się coraz bardziej zdesperowany. Jego ręce jeździły po ciele kapitana, a kędzierzawy mężczyzna kontynuował pocałunek.
Louis porzucił usta Harry’ego, a zaczął sunąć dłońmi w dół jego spodni, chcąc je zdjąć. Przesunął się w prawo, jednocześnie pozwalając, by język kapitana dostał się między jego wargi. Ciepło między nimi rosło i Louis odsunął dłonie od ciała pirata, by zdjąć swoje ubranie. Nagle Harry zamarł.
Książę otworzył oczy, zaskoczony nagłą zmianą, a następnie spojrzał w dół, na pirata, którego usta wykrzywiały się w grymasie. Zielone oczy wpatrywały się w Louisa tak poważnie, jak nigdy przedtem.
- Jesteś pewien, że to jest w porządku? - głos Harry’ego był tak niski, przez co Louis przestał myśleć o tym, co robi. To nic nie znaczy, więc nie powinno być problemu. Louis przeczesał palcami loki Harry’ego jeszcze raz, ciesząc się tym, że może czuć włosy młodego mężczyzny dłoniach, zanim skinął głową raz, a gdy to zrobił, coś przemknęło mu przez myśl.
Nadal patrzył na Harry’ego, którego oczy tępo obserwowały go wyczekując jakiejś werbalnej odpowiedzi, której Louis nie był w stanie dać. Nawet jeśli to dla niego nic nie znaczyło, to nie znaczy, że Harry go nie obchodzi. Nie mógł wziąć uczuć kapitana za nic. Byłoby to egoistyczne z jego strony.
- Tak, tak myślałem - Harry westchnął. - Rada, która pomoże ci przetrwać w prawdziwym świecie: nie próbuj uszczęśliwiać innych na siłę, gdy wiesz, że to tak naprawdę bardziej zaboli, niżeli pomoże. Możesz myśleć, iż to dobre, ale w rzeczywistości, niszczysz siebie i tę osobę, księżniczko.
- To nie tak - Louis odpowiedział, po czym podniósł się.
- Na pewno? Ponieważ wydaje mi się, że się nade mną litujesz, a ja tego nie potrzebuję.
- Nie lituję się - Louis przesunął dłonią po zmęczonej twarzy. - Ja tylko trochę się zagubiłem… - szczerze odpowiedział. - Więc daj spokój. Nie lituję się. Nie mam po co.
To prawda, w pewnym sensie. Tutaj, na statku, nie było powodu, aby dać Harry’emu jakąkolwiek formę litości. Kędzierzawy kapitan skrzywił się, gdy usiadł na łóżku.
- Zabawne, bo z tego, co pamiętam, twoja rodzina zabrała mi moją – irytacja błysnęła na twarzy mężczyzny. - Nie, mówię, że z tego powodu należy mi współczuć, ale to jest powód, prawda?
Z jakiegoś powodu, Louis miał wrażenie, że właśnie obudził drzemiącą bestię. Wzrok Harry’ego był intensywny, praktycznie wypalał. Mimo to, Louis zadarł głowę, nie dając się zastraszyć.
- Myślę, że problem z wami wszystkimi z rodziny królewskiej jest taki. Jesteście dziećmi ze zbyt wielką władzą.
- To nie prawda.
- Ty to wiesz i ja to wiem - Harry przerwał, gdy stanął na nogi szybciej niż Louis się spodziewał. Zaskoczony jego ruchem, książę cofnął się o krok, jednak Harry zrobił kolejny krok do przodu w jego kierunku. - Kiedy coś nie idzie po twojej myśli, skupiasz się na pozbyciu się tego, co spowodowało opór. Kiedy coś jest inne, niż chcesz, pragniesz to zniszczyć, bo nie można mieć kogoś, kto nie jest taki sam jak ty. Gdy są osoby cierpiące twierdzisz, że ci zależy, ale w twych oczach widać, że tak nie jest. Wszyscy jesteście, kurwa, dziećmi.
Konsekwentne kroki Harry’ego doprowadziły go do zatrzymania się tuż przed twarzą Louisa, gdy spuścił głowę w dół, kiedy zakończył swą wypowiedź. Louis wziął głęboki wdech, a jego oczy pofrunęły do Harry’ego.
- Czy to się jakoś różni od tego, jak ty zachowujesz się na tym statku? - słowa prawdopodobnie musiały brutalnie wpłynąć na bruneta. - Jeśli ktoś nie wypełnia rozkazów, możesz ich ukarać. Jeśli jesteś wyżej, myślisz o nich źle, zanim czegoś się o nich dowiesz. Nawet nie zaczynaj mi pieprzyć, jak przeszedłeś przez to gówno z tą pustą twarzą. Ktoś może umierać na twoich oczach i możesz mówić, że ci przykro, ale oboje wiemy, że cię to nie obchodzi. Powiedz mi, Harry, naprawdę różnisz się od tego “dziecinnego obrazka”, który przypiąłeś monarchii? - Louis zapytał i przechylił głowę, przez co mężczyźni prawie stykali się nosami. Harry milczał, patrząc Louisowi w oczy.
- To ma sens, czyż nie? - Harry zapytał szyderczo. - Dzieci mają dziką wyobraźnię. Tylko dzieci będą miały możliwość stworzenia potwora jak ja, podobny do tego, którego monarchia obwieściła światu. Jestem produktem grzechów wyższej klasy, księżniczko – powiedział, cofając się.
Jego słowa sprawiły, że książę ugryzł się w policzek, marszcząc brwi z dezaprobatą. Louis nie lubił, gdy temat kończył się w takim momencie. Harry przeczesał palcami włosy, po czym westchnął, siadając na brzegu łóżka.
- Moja mama i siostra, jedyne osoby, które kochałem tak bardzo jak ja ciebie, wtedy gdy zostały zamordowane. Byłem tylko dzieckiem, nawet nie nastolatkiem, byłem dzieckiem – jego głos był zirytowany i tęskny, przez co Louis nie czuł się dobrze. Nie wiedząc, co zrobić, po prostu stał i patrzył, jak kapitan spuścił głowę. - Świat był taki czarno-biały, a potem wszystko dodatkowo się rozmyło i pokryło szarością.
Puste lata Harry’ego, nim został piratem. Pamięć o jego przeszłości wciąż dryfowała w umyśle Louisa, nie potrafił o tym zapomnieć.
- Nie mam pojęcia, w jaki sposób przetrwałem ten czas bez żadnego celu, ale dokonałem tego i mój świat pokrył się krwistą czerwienią. Możesz mówić, co chcesz, ale po prostu nie zapomnij, kto mnie stworzył. Nie moja matka, Kapitan Cowell czy nawet żołnierze, których nie udało się zabić podczas masakry, ale korona, twój ojciec. Jestem okrutny, ale przynajmniej nie boję się do tego przyznać.
Louis powoli zbliżył się do siedzącego mężczyzny, którym władała frustracja. Bierna agresja widoczna była na jego twarzy, co wydawało się być śmieszne, mimo ponurego charakteru rozmowy. Układając uspokajająco rękę na jego nodze, Louis usiadł na podłodze tuż obok młodego mężczyzny, który zwiesił głowę w milczeniu. W chwili, gdy ich oczy się spotkały, książę posłał mu pocieszający uśmiech.
- Wiem, że to prawdopodobnie nie znaczy wiele - Louis zaczął, starając się utrzymać równy ton głosu. Miał wrażenie, że nie może powiedzieć czegoś niewłaściwego. Teraz Harry nie krzyczał, nie powiedział, że się myli. Jego oczy obojętnie patrzyły na Louisa, który uśmiechnął się jeszcze szerzej. - Nadal nie uważam, że jesteś potworem, Harry. Jeśli nie lubisz myśleć o sobie w ten sposób, przestań robić rzeczy, które sprawiają, że widzisz siebie w tym świetle.
- Z tobą tutaj, chcę spróbować - nie przewidując tego rodzaju odpowiedzi, Louis wzdrygnął się lekko, jednocześnie mając nadzieję, że kapitan tego nie zauważył. - Tak, to jest dziwne dla Ciebie, ale jeszcze bardziej irytujące dla mnie. Ale nic na to nie poradzę, że chcę być lepszym człowiekiem. Chcę się zmienić dla ciebie - przyznał z grymasem.
Louis miał ochotę spytać, dlaczego, ale jakaś jego część zaprotestowała, a zamiast tego, wolną dłonią poczochrał włosy mężczyzny.
- Rada, która pomoże ci przetrwać w prawdziwym świecie: nie próbuj uszczęśliwiać innych na siłę, gdy wiesz, że to tak naprawdę bardziej zaboli, niżeli pomoże. Możesz myśleć, iż to dobre, ale w rzeczywistości, niszczysz siebie i tę osobę, księżniczko Haz – wyrecytował. Harry parsknął, po czym spojrzał na niego szyderczo. - Wygląda na to, że Książę Siedmiu Mórz niewiele różni się od Księcia Zjednoczonego Królestwa, hm?
- Jedyna różnica polega na tym, że ja się nie zmuszam - Harry bronił się, kręcąc głową.
- Oh? Więc, kto? Dusty? - Louis spytał, robiąc młynka oczami, nim Harry wzruszył ramionami.
- Powiedziałem, że chce się zmienić dla ciebie, księżniczko. Nie z litości, ale dlatego, że wiem, iż to cię uszczęśliwi, a kiedy ty jesteś szczęśliwy, ja…
- Myślę, że powinniśmy iść do łóżka – książę przerwał płynnie, nie chcąc pozwolić swym już płonącym czerwienią uszom, usłyszeć resztę. Louis wiedział, dokąd to zmierza. To było kłopotliwe i niewygodne.
Harry spojrzał na niego ze zwątpieniem, po czym przeniósł się na swoje miejsce na łóżku. Gdy to zrobił, Louis skrzywi się, po czym ruszył na swoją połowę.
- Śpij na końcu i nie zbliżaj się do mnie.
- Posiadamy teraz końce? - Harry zapytał, na co Louis zacisnął zęby.
- Jeśli pojawisz się na mojej stronie, przywalę ci.
- Będziesz ryzykował swe ładne paznokcie? Och, jakiś ty odważny.
- Nie bądź takim przemądrzałym osłem. Sprawię, że będziesz spać na podłodze.
- Muszę cię zmartwić. Powinienem się zamknąć, zanim zrobisz się perwersyjny.
Louis zawahał się przed kolejną odpowiedzią, a zamiast tego naciągnął na siebie kołdrę. W pokoju nastała głucha cisza, gdy obaj ułożyli się po przeciwnych stronach łóżka. Ku zaskoczeniu Louisa, Harry nie zbliżył się do niego. Louis westchnął, przesuwając się bliżej środka materaca.
- Dobranoc, Harry – powiedział krótko, opierając się pokuse, by nazwać go księżniczką.
- Dobranoc. Mam nadzieję, że twoje sny o mnie będą dziś suche, księżniczko.
Dlaczego nie Harry ma żadnego szacunku?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz