czwartek, 20 marca 2014

*- Więc, to tutaj Kapitan Styles trzyma swój prawdziwy skarb? - mężczyzna roześmiał się, nie opuszczając pistoletu.


- Nie, nie bardzo. Trzyma go w skarbcu, ale wyglądasz na nieco głupkowatego, więc mogę wskazać ci drogę, jeśli chcesz. Jestem pewien, że nie jesteś w stanie znaleźć go na własną rękę – odparł Louis i chociaż wiedział, że jest w sytuacji życia, a śmierci, naprawdę nie mógł się powstrzymać.

Zanim starszy pirat zdążył zareagować, co prawdopodobnie byłoby odpowiedzią pełną gniewu, co wynikało z grymasu na jego twarzy, który się tam pojawił po słowach Louisa, Niall odezwał się.

- Wątpię, by można było uznać nas za skarby, serio.

Zaciskając usta, Louis z zaciekawieniem obserwował Nialla, natomiast młodszy chłopak postukał od niechcenia palcami w drewniane biurko.

- Myślę, że rzeczy jak klejnoty czy złoto mogą być uznane za skarb. Są błyszczące, a błyszczące rzeczy sprzedają się za wiele. To znaczy, nie wszystkie błyszczące rzeczy są cenne oczywiście, ale złoto i diamenty równie lśnią i to w bardo fajny sposób…

HUK.

Pocisk wyleciał z pistoletu bardzo szybko w ziemię i Louis drgnął, gdy człowiek przy drzwiach zwrócił się szyderczo do Niall, ze złością.

- Nie podoba mi się twoje ujadanie, chłopcze.

Nial przekręcił głową w sposób, który wskazywał, że był bardziej zirytowany, niż cokolwiek i Louis zdawał się słyszeć, jak Niall zgrzyta zębami, stojąc twarzą w twarz z niebezpieczeństwem. Znowu był piratem… Ale piratem bez żadnej broni!?

- Nie ujadam. Ale wiesz co ujada? Psy. Nie te większe, one albo szczekają albo po prosty śpią cały dzień. Ale te maluchy ujadają. Są zadziorne i czasami irytujące, ale myślę, że są słodkie, gdy cię lubią. Co tworzy ogólny sens, bo po co miałby ujadać, gdyby cię lubił? Tak czy siak, to ich forma powiedzenia ‘kocham cię’, co z kolei nadal nie tworzy głębszego sensu, ponieważ większość psów liże cię, jeśli cię lubi, prawda? Myślę, że jest tak, a nie inaczej.

Louis patrzył na Niall z niczym prostszym, jak zdziwieniem, zachowując poważną twarz. Chłopiec natomiast spoglądał piratowi prosto w oczy, małym uśmiechem na ustach, wciąż nie przestając mówić.

- Co przypomina mi o tym, że jesteś kapitanem The Rose, prawda? - Niall zapytał po prostu.

Starszy mężczyzna odchrząknął, lecz nie obniżył broni, a jego oczy zwęziły się, gdy zrobił krok do przodu.

- Nie, nie jestem. Choć nie wiem, co za znaczenie to ma. Teraz, mam dość twojej głupoty. Ręce za plecy i iść do przodu, oboje – podkreślił, a jego ciemne oczy rzuciły krótkie spojrzenie Louisowi, jako znak, że nie został zapomniany.

Marszcząc brwi, książę stał w miejscu, nie chcąc iść do przodu. Na szczęście, Niall miał ten sam tok myślenia i take pozostał na swej pozycji.

Blondyn oparł podbródek na dłoni.

- Jeśli nie jesteś kapitanem, to jestem pewien, że to bezpieczne, jeśli powiem, iż w ciągu najbliższych minut, jedyną osobą żywą na twoim statku, będzie kapitan.

- Dość! - z bronią podniesioną ku niskiemu sufitowi, pirat posłał Niallowi chytre spojrzenie ze złością. - Przysięgam, że cię zastrzelę, jeśli powiesz choć jedno słowo więcej. A teraz, ręce za plecy i idźcie! Od tej chwili nie jesteś częścią One Direction. Należysz do The Rose.

Tym razem, w przeciwieństwie do tego, czego oczekiwał Louis, Niall uniósł ręce w geście pokoju, zanim zaczął włóczyć nogami do przodu bardzo powoli. Krzywiąc się, Louis dorównał mu kroku, ze spuszczoną głową.

- Niall, co planujesz? - Louis szepnął, marszcząc brwi. - Chcesz, by ten człowiek nas zabił?

Oczy Nialla rozbłysły, po czym Irlandczyk puścił mu oczko z krótkim uśmiechem, nim podniósł głowę.

- Więc należymy do The Rose? - zatrzymał się, a Louis zrobił to samo. Byli w odległości około czterech stóp od szaleńca z pistoletem, wycelowanym prosto na nich. Zanim mężczyzna zdążył odpowiedzieć, Niall opuścił ręce. - Nie sądzę, że tak, ponieważ niemożliwe jest należeć do czegoś, co nie istnieje.

BANG.

Strzał rozległ się tak niespodziewanie, że Louis skrzywił się, zamykając oczy. Przygotował się na usłyszenie bolesnego krzyku Nialla, gdy został zastrzelony, jednakże gdy usłyszał i poczuł, jak ciało upada na podłogę z niskim jękiem, powoli otworzył jedno oko.

Widok ciała starego pirata na drewnianej podłodze, oraz jego twarz były pierwszym, co zarejestrował. W plecach miał mały otwór, który obecnie został otoczony plamą ciemnej czerwieni, rozpraszającej się na brudnym ubraniu.

Jego oczy przykleiły się wręcz do człowieka leżącego na ziemi, który był niewątpliwie martwy. To stało się tak szybko.

- Haha! Myślę, że jestem psychiczny! Planowałem to dokładnie tak! Wow, dzięki za ratunek, Kapitanie!

Po słowach Nialla, Louis podniósł wzrok z martwego ciała do wyłamanych drzwi, gdzie stał Harry, a jego ręka poruszyła się, by schować broń. Twarz bruneta wyglądała jak najczystsza wściekłość całego świata. Jednakże, Louis nie mógł przejmować się tym bardziej, niż człowiekiem, który został zabity na jego oczach.

Harry po prostu go zastrzelił.

- Co się stało z resztą? Ich wszystkich też zabiłeś? - podekscytowany ton Niall powoli zamierał, gdy blondyn obserwował ciemny błysk w oku kapitana.

Lodowate spojrzenie Harry’ego nakazywało Niallowi szybko się zamknąć, więc Irlandczyk natychmiast spuścił głowę.

- Świetnie! Mają się dobrze! Mówiłem, że Niall jest w stanie znieść wszystko, Harry! - Liam krzyknął od progu, a jego oczy błyszczały, mimo świeżej krwi, którą pokryta była jego twarz, cieknąc z rany na policzku.

Niall posłał brunetowi krótkie spojrzenie, by ostrzec go o nastroju Harry’ego, ale zanim tamten mógł to dostrzec, Harry obejrzał się przez ramię, by spojrzeć na Liama.

- Niall nie był w stanie poradzić sobie z tym gównem - jego słowa były ostre, a Liamowi opadła szczęka. Harry warknął, przeczesując ręką włosy. - Jestem tak cholernie wkurzony.

- To zrozumiałe – Liam pokiwał głową, marszcząc brwi. - Ale wiesz, Zayn i ja przeprosiliśmy, że nie byliśmy w stanie zatrzymać Louisa na zewnątrz. Gdyby tak było, nic by się nie stało. Ale teraz wszystko jest w porządku i to się liczy, prawda?

- Tak – z nieśmiałym uśmiechem, Niall przytaknął. - Ja też przepraszam. Nie powinienem był pozwolić Louisowi wyjść z pokoju. Ale na plus, z pewnością udało ci się zabrać kilka rzecze z The Rose? A mają chociaż dobre jedzenie?

- Liam, Niall… Wynocha.

- Harry…

- Wynoście się, teraz!

Liam skrzywił się, a Niall wymamrotał szybko pożegnanie do Louisa i przeprosiny wobec Harry’ego, po czym wyminął Kapitana i pirata.

Harry nie odwrócił się twarzą do nich, gdy mówił, bo jego oczy wpatrywały się w Louisa, który wciąż był oszołomiony, nadal patrząc na martwe ciało pirata.

- Niech ktoś naprawi te drzwi do wieczora.

- W porządku, stary – Liam odpowiedział i podążył za Niallem.

Obydwaj zaczęli iść na pokład, który właśnie czyszczony był z ciał poległych, przez niższych członków załogi. Gdy byli już poza zasięgiem słuchu, zarówno Liam i Niall przymknęli oczy, nie zatrzymując się. Niall przemówił pierwszy.

- Harry nie zabije Louisa, prawda? To znaczy…. Wiem, że to wszystko jest jego winą, ale Harry go lubi, no nie? - Irlandzki pirat skrzywił się lekko. Bardzo polubił Louisa, a on wydawał się zabawną osobą, nawet jeśli był trochę suką.

- Harry powiedział mi, że lubi Louisa – Liam wzruszył ramionami. - Ale nawet jeśli to powiedział, to musisz pamiętać, że kiedyś powiedział, iż lubi mnie, a gdy wkurzył się na mnie pierwszy raz, byłem przywiązany do masztu przez cały dzień! - z westchnieniem sięgnął do policzka blondyna, chcąc go przetrzeć, ale w efekcie jedynie rozmazał więcej krwi i brudu z własnych palców na bladej skórze chłopca.

- Więc Louis ma przejebane? - Niall zamrugał.

- Tak, czy siak, Harry wydaje się być naprawdę wkurzony.

*

Louis wciąż nie mógł uwierzyć w to, że był świadkiem, jak ktoś umarł przed nim. Nie wspominając już, że osoba, która tego kogoś zabiła, właśnie ciągnęła go do sypialni.

- Puść mnie! - Louis zawołał, gdy został mocno szarpnięty za kołnierz przez drzwi. Harry zignorował go, jego kroki były silne i zdawały się robić dodatkowy hałas, gdy jego buty uderzały o podłoże.

Harry pchnął go na łóżko i Louis odbił się, zanim spojrzał w górę na kręcone włosy bruneta.

- Jesteś taką ciotą, wiesz to, prawda?

- Jestem ciotą? - Harry warknął, stając przy krawędzi łóżka, a jego zielone oczy płonęły. - Ty mały hipokryto. Czułem się źle, robiąc to wcześniej, ale teraz musisz zostać ukarany.

Zaskoczony spokojniejszym tempem mówienia, Louis był gotowy zejść z łóżka.

- Ukarany? Nie wiem, kim myślisz, że jesteś, ale…

Ręka Harry’ego mocno przycisnęła się do jego piersi i gdy Louis otworzył usta, by powiedzieć Harry’emu, że ma go nie dotykać, usta Harry’ego brutalnie zderzyły się jego.

Uczucie, jak porażenie prądem, natychmiast przeszło wzdłuż kręgosłupa księcia, kiedy usta Harry’ego kontynuowały. Minęło kilka sekund, nim Louis zorientował się, co się dzieje, a wtedy próbował odepchnął młodszego chłopaka od siebie, choć na próżno mu się to zdało, bo jego usta zostały siłą otwarte i natychmiast posmakował Harry’ego.

Kapitan odsunął się na krótką chwilę, a jego zielone oczy pożądliwie spojrzały w dół, na Louisa.

- Jestem Pieprzonym Księciem Pieprzonych Siedmiu Mórz i jeśli wiesz, co jest dla ciebie dobre, zamknij się. Wyglądasz wtedy ładniej.

- Ty draniu, mhm-! - usta Harry’ego wróciły i Louis poczuł ostry ból na jego dolnej wardze, gdy zęby Harry’ego zacisnęły się na niej, w pocałunku.

Już rozumiał, że wszelkie wysiłki mające na celu sprzeciwienie się Harry’emu, było daremne, więc Louis zrezygnował, gdy Harry zaczął przesuwać go na plecach po łóżku. Kapitan piratów zauważył to i Louis prawie czuł, że uśmiecha się przez pocałunek.

Harry odsunął się po kilku sekundach i spojrzał na Louisa, jego oczy wciąż kipiały złością, chociaż bardziej przypominało to irytację.

- Jesteś dziewicą? - zapytał z chrypką, unosząc w górę brwi.

- C..Co?! Dlaczego, do chuja, chcesz to wiedzieć?! Złaź ze mnie! - Louis zakrztusił się, próbując zrzucić go z siebie, jednak Harry był teraz praktycznie całością na nim.

Ręka kapitana zsunęła się pod brodę Louisa, zmuszając go, by spojrzał w jego zielone oczy.

- Jeśli nie odpowiesz, nie będę cię przygotowywał i będę pieprzył cię tak mocno, że mój penis wyjdzie ci nosem! (Przypomniało mi się, jak kiedyś groziłam komuś, że kopnę go w dupę tak mocno, że mój glan wyjdzie mu nosem… Aua? - przypis tłumacz.)

- Nie mówisz poważnie – wykrztusił z niedowierzaniem.

- Jestem bardzo poważny – Harry warknął, ściągając swój płaszcz, zanim zaczął ciągnąć w dół spodnie, na co brunet zamarł. - Będę z tobą szczery, Louis. Lubię cię. Jesteś bardzo atrakcyjny jak na księcia, muszę to powiedzieć. Myślałem, że większość królewskich ludzi mają pełno tłuszczu i są po prostu obrzydliwi. Ty okazałeś się inny. Ale nawet z ładną buzią, mówisz cholernie za dużo – poinformował Louisa, gdy tylko jego spodnie zostały na miejscu.

Kiedy Harry zmarszczył brwi, kąciki jego ust drgnęły w nikłym uśmieszku, a Louis warknął, próbując kopnąć jedną z jego nóg, by zapobiec dotykowi.

- Nie mówię za dużo! Jesteś po prostu wściekły, że ktoś wreszcie ci się sprzeciwia! - mruknął. - Teraz, proszę, zostaw moje spodnie i zostaw mnie…

- Nie udawaj, że nie chcesz, bym cię pieprzył – Harry zaszydził z grymasem. - Przestań też mnie powstrzymywać i jeśli chcesz, by było to szybkie i mniej bolesne dla ciebie, proponuję ci się zamknąć, zdjąć spodnie, a następnie oprzeć się na rękach i kolanach.

- A co, jeśli tego nie zrobię? - Louis spojrzał na niego wyzywająco.

- Cóż, wtedy po prostu umieszczę moje penisa w tobie, tak mocno, jak to możliwe – Harry rzucił mu chytre spojrzenie.

Nie spodziewając się takiej reakcji, Louis jęknął.

- Nie możesz po prostu… - zanim zdążył dokończyć, Harry już zrywał spodnie.

Jego męskość została wystawiona na widok tęczówek Harry’ego, a kędzierzawy mężczyzna prychnął i Louis poczuł się strasznie podirytowany, widząc jego arogancję i już wiedział, co to oznacza.

Gdy włożył do jego ust swój wskazujący i środkowy palec, Harry wpatrywał się w niego, po czym wyjął swoje już mokre palce i opuścił je w dół, w kierunku tyłka Louisa. Książę skrzywił się z bólu, gdy poczuł je wewnątrz siebie.

Harry był draniem, nie będąc ani trochę delikatnym, go rozciągał Louisa.

- Skurwiel – Louis próbował złapać oddech, patrząc na mężczyznę, któremu najwyraźniej wcale nie było przykro.

- Dziesięć członków mojej załogi zginęło dzisiaj – Harry poinformował go, gdy wykręcał palcami wewnątrz Louisa, patrząc w dół, jak książę się wije. - Mało tego, co najmniej kilkunastu innych jest rannych.

Wyjął palce i Louis natychmiastowo poczuł ulgę. Harry zaczął odpinać swój pasek, gdy podniósł nieco Louisa. Po raz kolejny próbował wstać, ale gdy poczuł rosnący ból w jego tyłku, wiedział, że nie mógłby uciec daleko i wtedy Harry z powrotem przycisnął do materaca. Ze swoimi spodniami opuszczonymi i twardym penisem na wierzchu, Louis wpadł w panikę, gdy widział nad sobą Harry’ego, próbującego rozłożyć mu nogi raz jeszcze.

Ręka Harry’ego wsunęła się pod brodę i Louis został zmuszony, do spojrzeniu mu w oczy.

- Powiedz mi… - Harry spojrzał na niego z pogardą. - Kogo to, kurwa, wina?

- Ja, argh…. - Louis jęknął, gdy poczuł, że Harry wchodzi w niego. Mimo krótkiego przygotowania, ból nadal był intensywny i brunet zacisnął rękę na pościeli w rozpaczliwym geście. Czuł ból w całym ciele, jego myśli były mętne, gdy odrzucił głowę w tył i westchnął bezradnie.

- Zadałem pytanie, czyja to wina? - Harry zapytał ponownie, a jego ręka przeniosła się w dół do biodra Louisa, które zaczęła delikatnie pocierać, próbując zmniejszyć ból księcia, chociaż wszystko nadal było w jego tyłku i nie mógł się nie koncentrować na tym.

- Harry… - Louis wpatrywał się tępo w sufit. - Zostaw mnie, tera – słabo powiedział, a jego głos niemalże drżał w jęku, lecz nie chciał zostać kompletną ofiarą. Chciał zostać silny. Pragnął pokazać Harry’emu, że nie zostanie zdominowany tak łatwo. To wszystko było tak niespodziewane, a on był ostrzegany, mógł temu zapobiec.

- Odpowiedz mi najpierw – Harry cmoknął. - Czyja to wina, że obecnie brakuje mi tylu ludzi? - Harry podniósł się i bezlitośnie ponowił pchnięcia, łatwo zdobywając ostre i szybkie westchnienie Louisa.

- Jakie to ma znaczenie? - Louis warknął na niego. - Tak czy siak, wygrałeś bitwę! Jesteś nadal żywy, niestety! Nie ma potrzeby, byś… Ugh… Robił to! - zaprotestował gniewnie.

W tym momencie, mimo bólu, Louis nie mógł kłamać, że nie czuł żadnej przyjemności, zwłaszcza gdy ręce Harry’ego delikatnie pływały po jego ciele.

Jedna z dłoni nagle znalazła się na jego penisie i Louis nie mógł powstrzymać dreszczy, gdy mężczyzna zaczął gładzić jego męskość w podobny sposób, gdy robił to pierwszego dnia Louisa na statku.

Z zamkniętymi oczami, Louis próbował oprzeć się brudnym taktykom Harry’ego, który próbował doprowadzić go do żałosnego błagania, co było trudne przez tak dużą ilość emocji i myśli, przenikających przez jego głowę.

Widząc zaciekłą walkę Louisa, Harry oblizał wargi, uśmiechając się, gdy spojrzał w dół na Louisa.

- Jesteś uparty i przebojowy. Podobasz mi się taki – w tym momencie zaczął kołysać biodrami, a wszystko nie było już tak bolesne, jak wcześniej, lecz nie było też zbyt przyjemne.

- Muszę to zatrzymać, bo nie chcę, byś mnie lubił, sadystyczny sukinsynu – Louis jęknął, gdy poczuł, że dłoń Harry’ego przyspieszyła na jego penisie.

- Co ci mówiłem wcześniej? - Harry chrząknął, nadal się kołysząc, na co brunet syknął z bólu. - Wyglądasz o wiele lepiej, gdy nic nie mówisz – jego uścisk na penisie Louisa był bolesny i Louis skrzywił się na materacu, a jego wargi zostały zmiażdżone ustami Harry’ego, który go uciszył.

Z każdym pchnięciem w połączeniu z ręczną pracą, odczucia Louisa chciały się wydostać, przez co zaczął jęczeć na skutek zręcznych, choć surowych, metod Harry’ego. Sekretem wciąż było, jakim cudem był tak wielozadaniowy, lecz Louis nie mógł zaprzeczyć, że to doprowadzało go coraz bardziej do punktu kulminacyjnego.

I wtedy, Harry po prostu się zatrzymał.

Zdezorientowany brakiem kolejnych ruchów, Louis otworzył oczy, by zobaczyć kędzierzawego kapitana, który odsunął się od księcia.

Nie mógł znaleźć odpowiednich słów, by powiedzieć, jak pusty i niespełniony się czuł, gdy Louis gapił się na pirata, który pochylił się w dół łóżka, by podnieść swój płaszcz i naciągnąć spodnie.

- Na co się gapisz? - Harry zapytał głucho, unosząc brwi. - Skończyłem.

Co?

- Co? - Louis wykrztusił.

Był na szczycie rozkoszy i Harry po prostu to robił? Nie mógł tak przestać! Jeśli już, to on sam nawet nie dotarł do końca! On nie mógł tego zrobić!

- Miałem cię ukarać, nie dać ci przyjemność. Zamiast pozwolić ci dokończyć i korzystać, pozwolę zostać ci tu przez całą noc, bez satysfakcji. Ciesz się, kochanie – Harry zaśmiał się okrutnie, zakładając na plecy płacz, szybko mrugając do księcia. - Nie mogę się doczekać, by zrobić to ponownie za jakiś czas. Mam nadzieję, że będziemy w stanie przejść przez to wszystko, jeśli będziesz się zachowywał.

Jeszcze nie do końca świadomy sytuacji, Louis mruknął, gdy próbował usiąść, a jego ciało nadal było słabe.

- Ty mały, brudny draniu!

On po prostu oszukał go podczas seksu. Jak to się w ogóle stało?

- Zastanawiam się… - Harry wypuścił parsknięcie. - Czy nadal będziesz mnie tak nazywać, gdy świat dowie się, że Książę Wielkiej Brytanii właśnie był pieprzony na materacu przez pirata niskiego pochodzenia.

Natychmiast gniew opanował Louisa, gdy cały poczerwieniał ze wstydu, gdy uświadomił sobie wreszcie całość sytuacji, zaistniałej przed chwilą.

- Cholera – Louis przeklął w dłoń, kiedy Harry wyszedł z pokoju.

Co, do diabła, on właśnie zrobił!?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz