*Louis miał właśnie pracować dla najniebezpieczniejszego gangstera w mieście. Oczywiście, najpierw musiał zdobyć zaufanie Zayna Malika, który zajmował się czarną robotą i to właśnie on, rekrutował nowych pracowników. Louis uwielbiał ryzykować, adrenalina w jego żyłach była prawie cały czas a wtedy, uśmiech nie schodził z jego twarzy.
Czarny garnitur od Armaniego idealnie pasował do jego chudej postury ciała a marynarka doskonale opinała klatkę piersiową. Włosy Louisa, przedtem ułożone schludnie i zaczesane do tyłu, teraz były rozwiane przez wiatr, który stworzył z nich artystyczny nieład. Jak co dzień, usta wykrzywił w aroganckim uśmiechu i z głową wysoko podniesioną kroczył dumnie trzymając w prawej dłoni aktówkę, w której były nieco inne akcesoria niż w większości aktówek, które ludzi nosili do pracy.
Budynek był ogromny. Louis nie spodziewał się, że aż tak. Okna były rozmieszczone wszędzie a ich wielkość była porównywalna do dwuczęściowych drzwi. Louis zadarł głowę przyglądając się budowli i starając dostrzec jej koniec, jednak słońce - mimo że słabe - mu to uniemożliwiało.
- Louis Tomlinson ? - Spytał wysoki, dość grubawy ochroniarz, odziany w czarny mundur i kamizelkę kuloodporną a przy biodrze miał czarny, duży pistolet, o wiele większy, niż ten jaki Louis miał w swojej aktówce, jednak znacznie głośniejszy i bardziej kłopotliwy kaliber.
- Tak.. - Odpowiedział ostrożnie lustrując go. Mężczyzna miał na oko trzydzieści pięć lat.
- Pan Malik na pana oczekuje. - Powiadomił go głosem wypranym z emocji i odwrócił się tyłem do Tomlinsona, odczekując chwilę, zanim ten poszedł za nim. Bez słowa odprowadził go do gabinetu niejakiego Zayna Malika i zostawił go, podczas gdy podejrzliwy mulat obserwował go badawczo.
Bez słowa wszedł do biura, w którym przeważał brązowy kolor. Gestem dłoni zaprosił Louisa do środka a od całej jego postaci bił chłód. Usiadł obojętnie na czarnym, wielkim fotelu i wygodnie ułożył nogi na biurku, zachowując się jakby Tomlinsona tam w ogólnie nie było, co lekko ubliżało szatynowi. Zapalił papierosa a ten zapach, rozdrażnił Lou.
- Mógłbyś to zgasić ? Niektórzy w porównaniu do ciebie nie chcą zejść na raka. – Rzekł marszcząc brwi. Zayn uśmiechnął się bezczelnie i podszedł do niego, dmuchając obrzydliwym dymem w twarz. Zakaszlał.
- Kim jesteś ? – Spytał, a w jego głosie była ciekawość. Louis zdziwił się na to pytanie. – Dla kogo pracujesz Tomlinson ? – Kontynuował niebezpiecznie z jego rysy twarzy zmieniły się diametralnie. Był bardzo zdenerwowany.
- Nie pracuję dla nikogo. – Powiedział, jakby oskarżenie to, było największym bluźnierstwem.
- Więc, czego tutaj szukasz ? Szybkich pieniędzy ?
- Rozrywki. – Zaśmiał się dźwięcznie i arogancko. – We wszystkim chodzi o rozrywkę. Nie wmówisz mi, że to wszystko nie sprawia że ci staje. Że noszenie gnata nie podnieca cię. Założę się że uwielbiasz ostry seks.
- To jaki seks wole nie jest twoim problemem Tomlinson. – Warknął zaciskając dłonie w pięści. Louis uśmiechnął się szerzej.
- Oczywiście że nie, pani Malik. – Odpowiedział z udawanym, sztucznym szacunkiem. – Od kiedy mogę zacząć ? – Spytał, zmieniając temat. – I jeśli aż tak bardzo musisz wiedzieć, to tak, szukam tu szybkich pieniędzy i nie zależy mi z jakiego źródła, tak samo jak i tobie.
- Najpierw, musisz poznać politykę firmy i podpisać sporo dokumentów. – Powiedział z cichym westchnięciem. Louisa naprawdę nie obchodziło co miał mu do powiedzenia, lecz słuchał. Słuchał uważnie i grzecznie podpisał pliki papierów, które mu wręczył, nawet ich nie czytając. Wieczorem, gdy słońca zaczynało chować się za widnokręgiem, Louis Tomlinson, mając pracę w największej nielegalnej korporacji, kierował się w stronę domu z szerokim uśmiechem, wiedząc, że ktoś za nim idzie.
////////////////////////////////////////////////////////////////////
Niall siedział na sofie, w swoim gabinecie. Wieczorne słońce lekko oświetlały pokój. Rzucał piłeczką tenisową o ścianę, planując powrót do swojego domu – do Corleone. Oczywiście podobało mu się w Londynie, wiele tu rzeczy było dla niego ważnych, prócz tego był to też dom, jednak jego serce tęskniło za Sycylią. Pragnął ujrzeć brata, jego żonę i matkę, która lada moment mogła umrzeć. Westchnął ciężko na wspomnienie uśmiechu rodzicielki.
- Ni, co taki dzisiaj jesteś cichy? – spytał z uśmiechem Harry, wchodząc do pokoju bez pukania i siadając bez pozwolenia na krześle po drugiej stronie wielkiego, starego biurka i z szerokim uśmiechem ułożył na nim nogi.
- Niall. Nie Ni, zapamiętaj sobie. – mruknął z poirytowaniem Horan, przestając rzucać piłeczką.
- Oh, dobra, spoko. W każdy bądź razie dlaczego jesteś cichy ?
- Myślę o domu.
- Przecież jesteś w domu. – odparł Harry, wytrzeszczając lekko oczy.
- Mówię o Corleone. W sumie nic mnie w Londynie nie trzyma. Wszystko już tu załatwiłem.
- Niall, nie możesz nas zostawić. Jesteśmy rodziną. Wiesz jak się poczuje reszta? Jesteś dla nich autorytetem. – Harry wstał i podszedł do Irlandczyka. – A nawet jeśli, jesteś z Irlandii.
- Ale wychowałem się na Sycylii. – Niall również wstał. – Jak wspomniałem, nic mnie tu nie trzyma.
- Nawet nowy członek? – spytał Harry przekornie, a Niall spojrzał na niego jak na zielone stworzenie z innej planety.
- O czym ty mówisz?
- Nie pamiętasz już pewnie. Zayn dzisiaj umówił się na spotkanie z jakimś chłopakiem. Rzekomo to arogant ale zna się na rzeczy czyli pieniądzach. A Malik zna się na ludziach.
Rzeczywiście, Niall zapomniał. Kompletnie wypadło mu z głowy, iż sam wysłał Zayna na spotkanie. Przytaknął głową i lekko się uśmiechając do Stylesa, wyszedł z gabinetu. Minął pokój Danielle, w którym Peazer kochała się z Perrie. To było w pewnym sensie zabawne, że nie potrafiły być od siebie dalej, niż kilka metrów, bo i tak, po jakimś czasie rzucały się na siebie jak wygłodniałe zwierzęta.
Spokojnym krokiem, wciąż nie mogąc przestać myśleć o rodzinie, ruszył w stronę garażu. Jego intensywnie czerwony kabriolet odznaczał się w tych wszystkich szarych samochodach bez duszy i klasy.
Długi, z regulowanym dachem klasyczny samochód był czymś naprawdę przepięknym i kosztował Horana fortunę. Przepiękne karoseria tego samochodu ściągała na niego spojrzenia prawie wszystkich i to właśnie w tym samochodzie kochał. Wyjątkowość.
Zayn siedział w swoim biurze pusto wpatrując się w ekran komputera. Kawa, którą trzymał w dłoni już dawno zdążyła ostygnąć a zapach mocnych papierosów pomieszany z nocną bryzą Londynu roznosił się po pokoju. Widział na nagraniach z kamer bezpieczeństwa jak każdy opuszcza budynek czyszcząc go ze swojej obecności.
Zayn nie miał nic do ludzi, ale przebywanie z nimi zbyt długo było zdecydowanie męczące i wykańczające. Był typem samotnika.
Światła powoli gasły a głosy cichły. Zamknął oczy delektując się chwilą rekreacyjnej samotności a po chwili znużył usta w zimnej kawie.
- Znowu siedzisz do późna ? - Zapytał ktoś wchodząc do jego gabinetu bez pytania. Zayn otworzył oczy i spojrzał na gościa.
- Znasz mnie Li. - Odpowiedział po chwili odkładając kubek, zdecydował, że nie dopije tego. Zimna kawa jakoś nie była czymś, co lubił. Ciemny blondyn uśmiechnął się tajemniczo i jednym szybkim ruchem znalazł się obok Malika, trzymając w dłoniach jego twarz. Zayn nie zdążył zareagować gdy ciepłe usta młodszego naparły na jego. Ani myślał o przerwaniu tego pocałunku. O nie. Przedłużył go przyciągając Payne’a do siebie i trzymając mocno za biodra.
Ich usta miażdżyły się z niesamowitą siłą i pasją, języki ocierały o siebie dziko a dłonie szalały po ciele kochanka. Liam oderwał się pierwszy, sięgając po coś za plecami. Zayn spojrzał na niego pytająco.
- Zamknij oczy. - Wyszeptał a Malik, niepewnie zrobił o co prosił. Zimne metalowe obręcze zacisnęły się ciasno na jego nadgarstkach tak, że nie był w stanie ich od siebie oddzielić. Gdy otworzył oczy zdał sobie sprawę że właśnie dał się wrobić w zabawę z kajdankami. Westchnął cicho zrezygnowany.
- Musisz zasłużyć, na kluczyk. - Zaśmiał mu się cicho do ucha gryząc dość mocno jego płatek, pociągnął w dół zahaczając o kolczyk. Zayn sapnął cicho i podniósł niezdarnie ręce do kołnierza jego koszuli.
- Na to najdzie czas. - Powiedział ostro i popchnął go agresywnie na biurko. Zayn syknął gdy kant biurka wbił mu się w plecy a na jego twarzy pojawił się grymas.
Liam zignorował to, zaczął dotykać swojego kochanka przez ubranie jednocześnie powolnie, drocząc się z nim zsuwając marynarkę z ramion.
- I jak zamierzasz to ze mnie ściągnąć ? - Spytał pokazując swoje skrępowane dłonie. Liam uśmiechnął się złośliwie a po chwili było słychać darcie materiału. - To koszto.. - Uciął w połowie zdanie gdy ciepłe usta z powrotem naparły na jego.
Zatracił się całkowicie w tym pocałunku, przycisnął swoje usta niedbale do tych, należących do Liama i poczuł, jak kajdanki zwalniają uścisk. Tak cholernie go to żelastwo irytowało, tak cholernie chciał się tego pozbyć by przysunąć Liama do swojego ciała i rozebrać go najszybciej.
- Odwróć się. – Rozkazał ciemny blondyn a Zayn, wykonał polecenie. Kajdanki zostały zdjęte. Zayn poczuł ulgę gdy jego nadgarstki zostały uwolnione. Liam przyciągnął go do siebie, trzymając dłonie za nim gdy po chwili popchnął go w stronę ściany, na której była szafa, z metalowym okrągłym prążkiem, który swoją drogą wyglądał jak mini wersja rury do tańca. Chwilę później jego dłonie ponownie były skrępowane przez metalowe pierścienie.
Jedna dłoń była wciąż wolna, za to druga przypięta do niczego innego jak do drążka. Zayn obserwował uważnie twarz Liama, który przybrał ironiczny uśmiech podchodząc do niego tak blisko, że stykali się klatkami.
Nim powiedział cokolwiek dłonie Liama bezceremonialnie wylądowały w jego spodniach i masowały penisa przez cienki materiał bokserek.
Zayn jęknął cicho przyciągając do siebie Payne’a. Był już tak cholernie twardy a te spodnie po prostu go niszczyły, chciał by Liam się już ich pozbył, jednak wiedział, że ta perfidna istotka będzie go męczyć jeszcze długo.
Lekko ściskał jego erekcję by po chwili poruszać dłonią w górę i w dół, Zayn nagradzał go cichymi jękami.
Zayn przysunął Liama bliżej, wciskając dłoń pod jego koszulę, chcąc wreszcie poczuć jego rozpalone ciało. Był tak cholernie podniecający..
- Nie powinieneś tego robić. – Warknął mu do ucha. – Powinieneś czekać aż pozwolę ci na to. – Powiedział gryząc mocno jego szyję. Zayn przeklął cicho pod nosem sapnął z bólu. Czuł jak zęby Liama wbijają się w jego skórę i wiedział, że będzie miał potwornego sińca. Nie przeszkadzało mu to, ale jednak wolał nie otrzymywać pytań z kim sypia i kto tak robi.
Dłonie ciemnego blondyna zerwały wreszcie jego spodnie razem z bokserkami i Zayn stał przypięty kajdankami, prawie nagi z jedynie koszulą okrywającą jego ciało, która i tak, nie pozostała tam na długo, ponieważ też została agresywnie zdarta z jego ciała i wylądowała po chwili na podłodze.
- Grasz nieczysto Li. To nie jest całkowicie fair. – Mruknął spoglądając na swoje nagie ciało i kajdanki.
- Nigdy nie narzekałeś. – Szepnął mu do ucha ostrożnie je całując, by po chwili lekko ugryźć jego płatek. Zayn sapnął ponownie zaciskając oczy. Liam miał rację, Zaynowi naprawdę nie przeszkadzały jego małe gierki.
Liam dopiero po kilkuminutowym drażnieniu się z Zaynem rozebrał się powoli ukazując swoje wspaniałe ciało, przez co Zaynowi zrobiło się sucho w gardle. Naprawdę, cholernie bardzo go pragnął. Tu i teraz. Gdyby ktoś im teraz przeszkodził, zabiłby.
Liam podniósł go, niemo każąc objąć nogami jego biodra. Wpił się w usta mulata napierając na niego swoim penisem. Kurwa jak on go pragnął, chciał by Liam był w nim, chciał mieć go całego w sobie.
Nie było żadnego przygotowania, nie było nic, co mogłoby ostrzec Zayna o tym, Liam po prostu wbił się w niego swoim wielkim penisem całą długością w Malika, którzy krzyknął głośno i zagryzł dolną wargę Li do krwi.
Jego penis pulsował wewnątrz Zayna, podniecając go jak tylko było to możliwe. Słodki i metaliczny smak krwi był na jego języku. To wszystko było tak cholernie podniecające.
Liam wciąż w nim pozostał, czekając aż Zayn przyzwyczai się do jego wielkości i poruszył wolno wysuwając się z niego. Malik sapnął niezadowolony czując w sobie pustkę. Zacisnął jedną dłoń w pięść, drugą, na plecach Liama wbijając w nią lekko paznokcie.
Pokój był przepełniony szybkimi oddechami i cichymi jękami, zapachem erotyzmu i seksu.
Liam poruszał się szybko, mocno i stanowczo. Tak było za każdym razem, lecz Zayn, nie widział w tym nic złego, uwielbiał takiego Liama. Złego i ostrego.
Zayn czuł jak jest całkowicie zapełniany jego penisem. To było szybkie, agresywne i o wiele bardziej podniecające niż inny, zwykły i nudny seks.
Dłonie Liama błądziły po jego całym ciele drapiąc lekko i ściskając skórę jednocześnie jęczał w jego ucho. Zayn był na skraju, z każdym mocniejszym pchnięciem ciemnego blondyna jego jęki były głośniejsze a dłonie poszukiwały czegokolwiek, na czym mogłyby się zacisnąć. Był już tak cholernie blisko.
- Ja pierdole. – Sapnął Liam do jego ucha a po chwili wystrzelił wewnątrz Malika, który sam po chwili doszedł głośno, plamiąc brzuch swój i Liama spermą.
Obaj głośno sapali i starali się uspokoić oddech, obaj byli jak z waty, po tym wszystkim, co właśnie się działo.
- Wydaje mi się.. – Zaczął szeptem. – Że zasłużyłeś na to. – Dodał po chwili i wyswobodził nadgarstek Zayna z kajdanek. Postawił go na ziemi i łapiąc za podbródek złożył delikatny pocałunek, tak bardzo różniący się od reszty.
Zayn oblizując wargi zapiął spodnie i założył na siebie podartą i poplamioną od spermy koszulę. Jakie szczęście, ze zaraz jechał do domu. Musiał tylko powyłączać wszystko, a cenne dane Ojca chrzestnego schować do sejfu. Pocałował Liama w policzek i z uśmiechem odwrócił się po kluczyki. Usłyszał jak Payne wychodzi.
- Widzę że ktoś tu się zabawił. – mruknął kpiący, arogancki głos. Zayn zapamiętał go. Odwrócił się.
- Co masz na myśli? – rzekł lustrując wzrokiem Louisa. – Nie twoja sprawa Tomlinson. Nie myśl że jesteś szefem czy czymś.
- Oh, oczywiście że nie. Właśnie przyszedłem tutaj aby o coś się spytać. Kiedy poznam tego – Louis ściszył głos. – Ojca chrzestnego?
- W swoim czasie. On sam znajdzie ciebie. – Malik założył ‘resztki’ garnituru i odpalił cygaretkę którą dostał razem z 12 innymi od Nialla na urodziny.
Louis wywrócił oczami. Ostatni raz kpiąco się zaśmiał i przerzuciwszy swój garnitur, wyszedł z budynku. Rozejrzał się po ulicy, a jego wzrok przykuł czerwony Mercedes, stojący naprzeciw. Światła były zgaszone, ale Tomlinson doskonale wiedział ze ktoś w nim siedzi.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz