czwartek, 15 maja 2014

http://louisthelittleelf.tumblr.com/post/71130974192



http://louisthelittleelf.tumblr.com/post/24874102453



http://louisthelittleelf.tumblr.com/post/69985697181
*Harry nigdy wcześniej nie widział sesji zdjęciowej, więc nie miał pojęcia, czego mógł się spodziewać, kiedy pojawił się w poniedziałek rano o dziesiątej. Louis kręcił się ze swoim aparatem i rozkazywał ludziom, wokoło, którzy pracowali nad światłem i mnóstwem innych rzeczy, których nie potrafił nazwać, nawet gdyby chciał. Odszedł na kilka minut, odwiedzając garderobie, w której styliści włosów i makijażu rozmawiali znudzeni. Grzebał w kuferku z akcesoriami zabierając wianek z kwiatów, a potem zatrzymał się rozglądając się dookoła, żeby upewnić się czy nikt nie patrzy, zanim umieścił go na szczycie swojej głowy, odgarniając niektóre z jego loków z oczu.

- Co robisz? - Harry odwrócił się szybko z szeroko otwartymi oczami i był zaskoczony, kiedy coś błysnęły w jego twarz.

- Co to do cholery było? - zapytał. Louis przygryzł wnętrze swojego policzka, powstrzymując uśmiech.

- To się nazywa robienie zdjęć. Dlaczego masz na sobie wianek z kwiatów?

- Nie ma… - urwał sięgając by go zdjąć.

- Zatrzymaj go – powiedział Louis – To nikogo nie zabije – Harry pokiwał głowa.

- Dobrze. Um., jak… Mogę pomóc? - Szatyn wzruszył ramionami robiąc jeszcze kilka zdjęć chłopakowi z krótkich odstępach czasu.

- Przestań – powiedział młodszy z nerwowym uśmiechem – Wierz mi, nie chcesz mieć moich zdjęć na swoim aparacie.

Louis przejrzał zdjęcia, które zrobił i ponownie wzruszył ramionami.

- Kamera cię kocha – mruknął. Harry zaczerwienił się.

Nie.

Nie było mowy, żeby Louis z nim flirtował.

Nie ma mowy.

To po prostu… Się nie działo.

Naprawdę nie.

Nie.

- Możesz wyciągnąć mojego iPad z torby i sprawdzić pocztę? Cara ma tu być lada chwila – powiedział Louis zanim nie odwrócił się i odszedł. Harry chwycił urządzenie mężczyzny i podszedł do ławki i usiadł na obok niego, przeglądając jego e-maile.

- Czy to nie jest to, co powinien zrobić Zayn?

- Prawdopodobnie – powiedział Tomlinson, czyszcząc obiektyw swojego aparatu – Ale jego dziś nie ma.

- Więc, dlaczego tutaj jestem? - burknął Harry, na co Louis uśmiechnął się.

- Ponieważ wpakowałeś mnie w ten bałagan, musisz być tutaj ze mną przez cały dzień, nawet, jeśli nie będziesz miał tutaj nic produktywnego do roboty – powiedział mu.

- Wspaniale – mruknął Harry, przeglądając jego wiadomości i czytając je, w stosownych przypadkach, zanim Louis nie kazał mu przerwać. Kazał mu znaleźć herbatę dla niego i to nie było łatwym zadaniem. Zajęło mu to prawie pół godziny, aby znaleźć odpowiednią herbatę, albo przynajmniej taką, dzięki której Louis nie uderzy go w twarz (nie, żeby kiedykolwiek to zrobił, ale, to mógł być pierwszy raz). Kiedy znalazł Louisa, mężczyzna znowu był w centrum wszystkich pracowników, którzy tam pracowali i mieli nieszczęśliwe miny.

- Dobrze, więc – powiedział niebieskooki z westchnieniem – Cara nie przyjedzie. Więc…

- Co masz na myśli? - przerwał Styles, przepychając się przez ludzi, aby podać Louisowi jego herbatę. Szatyn spojrzał na swój telefon przez włożeniem do go kieszeni.

- Ona nie może tego zrobić. Więc mam przejebane. Anne mnie wywali i…

- Musi być inne wyjście. Znasz jeszcze kogoś, kto byłby w stanie pomóc?

- Nikt, Harry. Cara wyświadczała mi przysłu…

- Nie, musi być ktoś jeszcze. Do kogo mogę zadzwonić? Jak mogę pomóc? - Louis zmrużył oczy.

- Harry, nie możesz… - Harry złapał go za ramiona, aby nie rozlać herbaty i wyciągnął go z tłumu.

- Wszyscy po prostu… Idźcie coś robić. Spotkamy się tutaj za dziesięć minut – polecił Harry, ciągnąc Louisa wbrew jego woli do ławki, na której siedzieli wcześniej tego dnia.

- Harry, przestań – powiedział Louis, wyszarpując się – Po prostu przestań. Wylecę i…

- Nie, nie wylecisz – powiedział uparcie brunet – Mam zamiar to naprawić – Louis uniósł brwi.

- Serio? Nosząc wianek z kwiatów? - Chłopak wydął wargi, wahając się przed zdjęciem wianka z głowy i położeniem go obok siebie.

- Nie pozwolę ci wylecieć. Wpakowałem cię w to, i nie pozwolę ci wylecieć – Louis westchnął, patrząc na swoje dłonie.

- Nie zasługuje na twoją pomoc.

- Nie wiem, dlaczego tak uważasz, ale jesteś w błędzie – powiedział mu Harry.

- Może, dlatego, że byłem dla ciebie dupkiem kilka dni temu? - zasugerował Tomlinson.

- Jak mogę ci pomóc? - powtórzył zielonooki.

- Nic nie możesz zrobić, Harry – rzucił.

- Lou..

- Nie. Chyba, że chcesz sam nosić cholerne ubrania, które są… - urwał, przechylając głowę na bok i studiując twarz chłopaka – Właściwie… - Usta Harry’ego otworzyły się i pokręcił głową.

- Och, nie miałem na myśli.

- Aparat cię kocha… - powtórzył Louis, patrząc na chłopaka spod rzęs.

- Chyba nie oczekujesz ode mnie… Pozowania tobie, prawda? - zapytał, czując panikę rosnącą w jego żołądku. Louis wzruszył ramionami.

- Zapytałeś jak możesz pomóc… - Harry westchnął, pokazując na wieszak ubrań.

- Wiesz, że żadne z nich nie będzie na mnie pasować, prawda?

- Więc dobrze się składa, że to reklama zapachu a nie ubrać – powiedział mu Louis.

- Nie ubrań? - Louis potrząsnął głową.

- Więc… Możemy znaleźć coś, aby było na ciebie dobre. Nie jesteś taki wielki – Harry prychnął.

- Nie zgadzam się – Louis przełknął, czerwieniąc się i odwracając wzrok.

- Dużo ci zawdzięczam Harry – powiedział cicho.

- Całkowicie to zniszczę, Lou. Nie jestem modelem. Nie… Aparat mnie nie kocha, okej? - powiedział, a jego głos ociekał kpiną, kiedy powtarzał słowa Louisa – Mogę całkowicie zniszczyć sesję i wtedy cię zwolnią…

- Albo ocalisz mój tyłek – przerwał Louis – Musisz to dla mnie zrobić, Harry – Młodszy westchnął – Proszę – powtórzył miękko – Wiem, że nie zasługuje na twoją pomoc.

- Przestań – jęknął Harry, zanim zatrzymał się, aby rozważyć opcje. Po pierwsze, mógł odmówić i oglądać jak Louis zostanie wylany, niezaprzeczalnie wylany, wiedząc, że mógł temu zapobiec. Zwłaszcza, że to była jego wina, że Louis w tym był. Po drugie, mógł spróbować, znaleźć kogoś z obszernej listy kontaktów Louisa i ściągnąć go w ostatniej chwili, ale to prawdopodobnie nie zadziała. Albo, po trzecie mógł jebać to na kilka godzin i pomóc swojemu szefowi i może to nie będzie takie złe. A potem zdał sobie sprawę, że Louis miał rację. To on był winien. I wiedział już, czego chce.

- Więc… - ciągnął Lou – Odpowiesz mi? - Harry uśmiechnął się łagodnie.

- Tak. Tak, zrobię to. Ale pod jednym warunkiem – Louis westchnął, ponieważ powinien się spodziewać, że Harry będzie chciał czegoś takiego.

- Tak?

- Chce prawdziwego pocałunku – postanowił Styles, a Louis otworzył usta.

- To nie…

- Jeden pocałunek. Może dwa. Prawdziwy, nie taki pijacki jakie mieliśmy piątkowej nocy – powiedział Harry.

- To nie był…

- Nie był, masz racje – przytaknął – To było żałosne, a ja jestem gotów, żeby dać ci jeszcze jedną szanse, bo wiem, że możesz zrobić to lepiej.

Louis westchnął, bo miał w tamtym momencie dwie opcja. Spieprzyć lub wybrać. Jeśli spieprzy, to go wywalą, jego imię zostanie zszargane… To było by straszne. A jeśli mu się uda, to może dostanie awans, zrobi coś, co kocha i pocałuje Harry’ego nie po pijaku. To było wręcz oczywiste, co zamierzał zrobić, nawet nie musiał o tym myśleć.

- W porządku. Jeden pocałunek.

- Może dwa – poprawił Harry z radosnym uśmiechem na twarzy.

- Może dwa – mruknął Louis przez zaciśnięte zęby – A teraz idź do fryzjerki i makijażystki. Muszę poprawić oświetlenie.

Harry uśmiechnął się i wstał. Odszedł do fryzjerów i makijażystów, aby powiedzieć im, co się dzieje. Nie był dokładnie zachwycony byciem przed kamerą, robiąc z siebie głupka przez godziny, zwłaszcza, że Louis był tym, który miał go fotografować. Ale przestał myśleć o tym, co robi, to nie był zły układ.

+

Serce Louisa kołatało w jego piersi, przed końcem sesji. Nie kłamał mówiąc, że aparat kochał Harry’ego. Naprawdę tak było. Mógł być jednym z najbardziej fotogenicznych ludzi, jakich kiedykolwiek znał. Przejrzał zdjęcia i był pewien, że wiedział, które zdjęcia pokażę na spotkaniu w środę. Nie wiedział jak ma zamiar wyjaśnić Anne, że Cara nie było na zdjęciach a on zaproponował to Harry’emu, ale postanowił martwić się tym później.

Schował swój aparat, głęboko w torbie, obok swojego iPada, i poszedł do pomieszczenia fryzjerów i makijażystów (ponieważ, to było wszystko co chciał), gdzie Harry przebierał się. Patrzył jak Harry rzuca brązową skórzaną torbę na bok, a następnie muszkę i odpina piały guzik, zanim nie założył swojego białego podkoszulka. Zmienił z powrotem swoje jeansy i buty, wkładając telefon i portfel do tylnej kieszeni, a potem odwrócił się i spotkał oczy Louisa. Uśmiechnął się łagodnie. Louis podszedł do niego zarzucając pasek swojej torby na ramie. Zatrzymał się przed chłopakiem, w niezręcznej ciszy podrapał się po karku.

-J a… - westchnął – Dziękuje.

Harry uśmiechnął się wzruszając ramionami.

- To nie było takie straszne jak myślałem, że będzie. I jesteś takim genialnym fotografem. Jestem pewien, że wszystko będzie dobrze, nawet, jeśli fotografowałeś tylko mnie – zażartował. Louis wiedział, że rumieni się po pochwale Harry’ego, chociaż nadal nie wiedział czy sobie na to zasłużył.

- Tak, jasne – wzruszył ramionami. Nie zasługiwał na kogoś takiego jak Harry. Kogoś, kto popchnął wszystko dalej. Kogoś, kto płakał przez niego. Tak, tym właśnie był Harry. Pomagając mu, jak gdyby był dla niego najważniejszy na świecie.

- Więc zobaczymy się jutro, tak? - zapytał Harry, na co Louis kiwaną głowa.

- Tak, rano.

- Och, jest możliwość, żeby dostał trochę wolnego w czwartek? To najwcześniejszy dzień, kiedy firma od przeprowadzki ma czas – wzruszył ramionami – Chciałbym po prostu się już wyprowadzić.

- Wyprowadzasz się o Nicka – zapytał Lou. Styles pokiwał głową.

- Tak.

- Więc nie żartowałeś…

- Nie, nie żartowałem. Wszystko, co powiedziałem było prawdą, Lou.

- Harry…

- Nie musimy o tym teraz rozmawiać – powiedział brunet – Miałeś długi i stresujący dzień. Musisz iść do domu, wziąć trochę wina i się zrelaksować – Szatyn pokiwał głową.

- Tak, okej.

Harry uśmiechnął się i poklepał go po ramieniu, zanim się nie odwrócił. Louis sięgnął ręką, zatrzymują go i przyciągając do swojej piersi. Zawahał się nieco zanim nie przycisnął ich ust razem. Czuł uśmiech Harry’ego naprzeciwko niego, całując go ledwo, zanim nie odsunął się.

- Co?

- Chyba naprawdę nie myślałeś, że to będzie się liczyć – dokuczył mu Harry.

- Powiedziałeś…

- Och, Lou, kochanie. Wiesz, że to ja ustalam warunki – powiedział, puszczając mu oczko – Ale dzięki za pokazanie trochę inicjatywy. Jestem z ciebie dumny.

-J esteś śmieszny – uśmiechnął się Louis. Harry kiwnął głową.

- Prawdopodobnie bardzo. Zobaczymy się jutro, Lou.

+

Harry obudził się w czwartkowy poranek wpół do siódmej i nie był zachwycony tą wczesną godziną. Jednak trzymał się faktu, że w ciągu następnych sześciu godzin będzie w własnym mieszkaniu i to było bardzo ekscytujące. Wyszedł z łóżka, umył zęby i założył swoje najciaśniejsze jeansy (ponieważ były jedynymi, których nie zapakował), oraz biały podkoszulek w serek. Wepchnął swój telefon do tylnej kieszeni, w przypadku gdyby ludzie o przeprowadzki, dzwonili, żeby powiedzieć, że się spóźnią. Poszedł do kuchni, gdzie był już Nick siedzący przy stole. Miał gazetę i herbatę z dłoni. Harry zaczął robić sobie swój kubek napoju.

- Dzień dobry – przywitał się Nick, opuszczając swoją gazetę w dół. Harry uśmiechnął się.

- Jak się spało? - Nick wzruszył ramionami.

- O której będą ludzie od przeprowadzki?

- O ósmej – powiedział Harry, biorąc łyk ze swojego kubka.

- Och.

- Oni po prostu zabierają wielkie rzeczy i pudła, bo nie mam samochodu – powiedział Harry – Resztę mebli zamówiłem, dostarczą je koło południa.

- Mogłeś wziąć niektóre z moich rzeczy – Harry wzruszył ramionami.

- Chciałem czegoś nowego.

- Coś, co nie miało nagich ciał leżących na nich? - dokuczył Nick, na co Harry roześmiał się.

- Cóż, skórzana kanapa nie zawsze sprzyjała naszym erotycznym wyczynom – powiedział.

- Zawsze jakoś się udawało.

Harry uśmiechnął się, biorąc kolejny łyk herbaty, rozkoszując się ciszą między nimi. Wreszcie doszli do momentu, w którym nie było niczego dziwnego między nimi. Zwłaszcza, że Nick wydawał się robić wszystko, aby Harry czuł się dobrze. Styles będzie tęsknił za dokuczaniem, ale nie chciał być wszystkim, tak jak Nick był dla niego. Wreszcie zaczął rozumieć skąd był Nick i to bolało. Powtarzał sobie, że to było dla niego najlepsze, ponieważ było.

Nick był tym, który wpuścił ludzi od przeprowadzki do mieszkania. Harry był w sypialni kończąc wrzucać swoje ubrania do torby podróżnej, a gdy szedł do salon zatrzymał się w pół kroku. Nie było mowy, atrakcyjni faceci od przeprowadzek istnieją tylko w filmach, prawda? Nie było mowy, żeby wysoki piękny mężczyzna stał w jego mieszkaniu, gotowy, żeby zabrać jego rzeczy.

- Dzień dobry.

- To jest Ben – powiedział Nick z machnięciem ręki – A to jest Richard. Pomogę ci z przeprowadzką.

Harry zignorował wyraz twarzy Nicka, który ich przedstawił. Uśmiechnął się i wyciągnął dłoń do Bena.

- Jestem Harry. Miło mi cię poznać – Ben chwycił mocno jego dłoń i uśmiechnął się

- Mnie również. Powinniśmy chyba zacząć od większych rzeczy, bo je trudniej jest przewieźć.

- Tak oczywiście – powiedział Harry przytakując – Są w sypialni. W tą stronę – Nick wywrócił oczami opierając się o ścianę, gdy patrzył jak Ben idzie za Harrym do sypialni. Harry wsunął dłonie do kieszeni powodując, że jego koszula podsunęła się do góry i okej, może zrobił to celowo. (Zrobił).

- Um, to będą te dwie komody, rama łóżka, materac, biurko i dwa regały na książki, które są w salonie. Kanapa i stolik przyjadą później – powiedział mu wskazując losowo na meble.

- Co z tymi pudłami i pojemnikami? - zapytał Ben.

- To tylko… Ubrania i różne rzeczy – wzruszył ramionami.

- Weźmiemy to na końcu – powiedział mu Ben, odsuwając się z pokoju, aby zadzwonić do Richarda, żeby mogli rozpocząć przeprowadzkę. Harry nie był najbardziej skoordynowaną osobą na świecie. Zwykle starał się unikać ćwiczenia, z wyjątkiem rzadkich gry w piłkę nożną, gdy pogoda była ładna. Dlatego też mianował siebie jak nadzorującego ruch. Upewniając się, że nic nie zostało zepsute i wszystko zostało zabrane. Kiedy Ben wyniósł ostatnie pudło przez drzwi, które trzymał Harry. Jego dłoń klapnęła w tyłek Bena, kiedy ten wyszedł. Ben, w większości czasu grał dobrze, nosząc pudełka z Richardem, a Harry powstrzymywał uśmiech.

- Myślę, że jesteś nadal zraniony po naszym rozstaniu, prawda? - Harry spojrzał w górę w oczy Nicka, kiedy oparł się o ścianę. Wzruszył ramionami.

- Nie jesteśmy razem, więc nie możesz mi mówić, co mam robić, Nick. Zwłaszcza, że nigdy nie byliśmy na swoją wyłączność – powiedział mu Harry, a mężczyzna westchnął.

- Patrzysz na niego jakbyś chciał…

- Co? - przerwał Harry – Jakbym chciał, co? - potrząsnął głową – Cholera, Nick, nie możesz mieć wszystkiego, dobrze? Zakończyłeś to. Pieprzyliśmy się z innymi ludźmi, kiedy byliśmy razem, więc co sprawia, że myślisz, że nie mogę flirtować z kimś przed tobą teraz?

- Masz rację – powiedział Nick.

- Wiem.

- Dobra, wszystko spakowane? - zapytał Ben, wracając do mieszkania z Richardem idącym tuż za nim. Harry przywdział swój najpiękniejszy uśmiech.

- Tak. Chcecie herbatę, zanim udamy się do nowego mieszkania?

- Naprawdę nie powinniśmy… - urwał Ben.

- Jedna filiżanka herbaty nikomu nie zaszkodziła – powiedział Styles. Ben westchnął kiwając głową zgadzając się niechętnie.

- Brzmi świetnie.

+

Minęło pół godziny na rozładowanie mebli i pudełek, kładąc wszystko na schodach i w mieszkaniu Harry’ego. Było małe, ale nie potrzebował dużo miejsca. Miał Bena i Richarda do ustawienia łóżka w najdalszym kącie mieszkania. Ustawiał niektóre z pudełek, które Ben i Richard przynieśli.

- Gdzie postawić kredens? - zapytał Ben a jego biceps, prezentował się, kiedy ściskał mebel.

- Pod ścianę poproszę – polecił. Postawili go pod ścianą podsuwając go trochę.

- Właściwie – westchnął Harry, kręcąc głową – Nie. Możemy spróbować postawić go tutaj, proszę? - Harry przechylił głowę, kiedy patrzył jak Ben podnosił mebel ponownie, aby przenieść go po pokoju. Zrobił krok do tyłu oglądając miejsce, ale tak naprawdę nie obchodziło go miejsce, gdzie on stał, ponieważ w ten sposób Ben się poruszał, mógł go podziwiać i cieszyć się widokiem – W sumie…

- Wiesz, że nie jesteśmy od ustawiania twoich mebli z mieszkaniu, prawda? - zapytał surowym tonem Ben, ale w jego oczach były iskierki, których nie można było pominąć. Harry uśmiechnął się i przeczesał palcami swoje włosy całkiem podświadomie.

- Ale musisz zrobić wyjątek, ponieważ jestem taki słodki, prawda? - Ben odchrząkał i spojrzał na komodę.

- Myślę, że tutaj wygląda dobrze.

- Też tam myślę.

- Mam zamiar iść po stolik nocny – ogłosił Richadr przed zniknięciem, idąc z mieszkania zostawiając Bena z Harrym samych.

- Twój współlokator nie wydawał się być szczęśliwy, że się wyprowadzasz – powiedział cicho Ben. Brunet wzruszył ramionami.

- Nick, nie ma nic do powiedzenia w kwestii tego, co robię.

- Więc… Żadnej dziewczyny przeprowadzającej się z tobą? - Harry roześmiał się.

- To nawet nie było subtelne, Ben, ale jestem zaszczycony – powiedział mu posyłając bezczelny uśmiech – Tylko ja będący tutaj samotnie, tym razem.

- To… Miłe miejsce – powiedział kiwając głową.

- Jest małe – wzruszył ramionami – Co jest interesujące, ponieważ zawsze myślałem, że duże byłoby lepsze – Ben zakaszlał, kołysząc się na swoich stopach.

- Więc…

- Powinniśmy gdzieś razem wyjść, kiedyś – powiedział Harry.

- Ja…

- Powinniśmy – Harry kiwnął zdecydowanie głową. Wyjął telefon z kieszeni i podał go Benowi, aby ten mógł wpisać mu swój numer.

- Nie jestem…

- Kochanie, oboje jesteśmy gejami – przerwał mu, wskazując na niego, aby wpisał mu swój numer. Mężczyzna uśmiechnął się i wstukał swój numer, a potem podszedł do Harry’ego i wsunął mu telefon do jego tylnej kieszeni.

- Chciałem powiedzieć, że nie szukam chłopaka – powiedział mu i zatrzymał swoją dłoń troszkę dłużej na tyłku Harry’ego niż to było konieczne, ale nikt nie musiał wiedzieć. Harry uśmiechnął się kładąc dłoń na piersi Bena i pochylił się w jego stronę.

- Ja też nie.

- Przerywam w twojej zabawie Ben? - zapytał Richard, niosąc szafkę nocną i ustawiając ją obok łóżka. Ben zaczerwienił się lekko i odchrząknął.

- Nie, skończyliśmy wszystkie ważne sprawy – powiedział Harry, wysyłając Benowi zalotny uśmiech.

- Myślę, że skończyliśmy tutaj – powiedział cicho mężczyzna.

- Możecie zostać, jeśli chcecie. Nie muszę być w pracy aż do południa. Mogę zrobić nam obiad? - Ben pokręcił głową.

- Mamy inną prace za godzinę.

- Miło było cię poznać Harry – powiedział Richard. Harry skinął głową i poszedł do kuchni. Wyciągnął portfel z torby i wyjął z niego pieniądze, jakie miał dla nich. Przeliczył je zanim nie podszedł do Bena i nie włożył ich do przedniej kieszeni jego jeansów.

- Cała przyjemność po mojej stronie – powiedział z uśmiechem. Ben zaśmiał się cicho mamrocząc coś pod nosem, czego Harry nie mógł zrozumieć, a potem razem z Richardem opuścili mieszkanie zanim mógł zrobić coś głupiego. Harry uśmiechnął się do siebie. Flirtowanie z Benem było inne niż to, z Nikiem i Louisem. Było miłe. Ben był miły. I chociaż wątpił, że gdziekolwiek wyjdą, to było miłe mieć pewność, że potrafił sprawić, że ktoś nie mógł mówić.

+

Louis spojrzał w górę, kiedy Harry wbiegł do jego biura, z wielkim uśmiechem na twarzy.

- W, czym mogę pomóc?

- Dziękuje bardzo za wolny czas dziś rano, Lou – powiedział – Wreszcie wszystko przeniosłem.

- Wyglądasz na bardzo podekscytowanego jak na kogoś, kto właśnie się z kimś rozstał – skomentował Louis. Harry wzruszył ramionami.

- Jak to Nick powiedział mi wiele razy, nigdy nie byliśmy naprawdę razem…

- Zerwanie jest nadal słowem idealnym do nazwania tego – powiedział, na co Harry wciągnął głęboko powietrze.

- Dobrze. Zerwanie. Więc dlaczego nie powinienem być? Jeśli ktoś nie chce ze mną być, dlaczego ja powinienem chcieć być z nim?

- Racja – mruknął Lou.

- Więc, przyjdziesz jutro wieczorem na kolacje? - zapytał Harry. Louis upuścił długopis, otworzył szerzej oczy za okularami i spojrzał na Harry’ego.

- Słucham? - Styles uśmiechnął się.

- Robię kolację. Zaprosiłem Zayna i Liama, oboje są podekscytowani i myślę, że powinieneś też przyjść.

- Myślisz, że też powinienem przyjść? - zapytał Louis.

- Chce żebyś przyszedł – powiedział poprawiając jego słowa. Tomlinson westchnął.

- Nie uważam…

- Jeśli powiesz, że nie uważasz tego za dobry pomysł, uderzę cię – przerwał.

- Harry…

- Jutro wieczorem, wpół do siódmej. Masz jakieś alergie na jedzenie?

- Nie…

- Genialnie – powiedział Harry z uśmiechem – Zrobię coś pysznego, obiecuje.
******** ytuł: Flower Twilight. (Kwiecisty Zmierzch.)

Autorki: FlyWithMe92 & Cirrown

Od autorek: Nawet nie wiecie, jak mnie uciszyło, to że tak czekacie na rozdziały. To naprawdę miłe dostać dzień przed publikacją aska z wiadomością, że cieszycie się na rozdział. To tak bardzo motywuje do dalszego pisania ^^ Jesteście kochani xxx ~ FlyWithMe92

1.

Niall przekręcił się z boku na bok, a jego twarz wykrzywił grymas strachu. Z każdą kolejną minutą mężczyzna poruszał się co raz niespokojniej, po jego policzkach płynęły łzy, a z ust wydzierały się krótkie okrzyki. W pewnym momencie usiadł gwałtownie, otwierając oczy szeroko ze strachu i krzyknął głośno, zaciskając palce na pościeli.

Jego smukłe palce na moment zacisnęły się na krawędzi kołdry, a następnie odrzuciły ją na bok. Nie chcąc ponownie zapaść w sen, Horan zsunął się z materaca i stanął na zimnej podłodze. Zajął miejsce przy biurku, na nieco niewygodnym krześle, i oparł na nim łokcie, wsuwając dłonie w swoje krótkie włosy.


Zaczął już przeklinać samego siebie w myślach o to, że odprawił Liama, argumentując to chęcią samotności. Teraz pragnął poczuć wokół siebie jego silne ramiona i wywietrzały zapach perfum, a także usłyszeć słowa uspokojenia szeptane do ucha.

Westchnąwszy ciężko, blondyn ułożył przedramiona płasko na blacie i oparł na nich policzek, nucąc pod nosem cichą melodię, którą pamiętał ze święta. Całość zabawy pamiętał jak przez mgłę, wiedział, że tańczył z Liamem i puścił razem z nim lampion. W jego głowie zaświtało też wspomnienie ich intymnego momentu, więc zaczerwienił się dosyć mocno. Jednakże nie umiał przypomnieć sobie żadnych szczegółów, co mocno go przerażało.

Wkrótce po głębokich rozmyślaniach na temat minionych godzin, powieki Irlandczyka zaczęły mu ciążyć, aż w końcu przysłoniły chabrowe tęczówki. Jego sen nie trwał jednak długo, ponieważ znowu wybudził się z niego gwałtownie. Tym razem zdołał pohamować wrzask, ale nie łzy strachu, które spłynęły po jego zaczerwienionych policzkach.

Nie rozmyślając długo nad tym, co powinien zrobić, Horan chwycił w dłonie swoje tenisówki i podszedł do drzwi, nie zakładając ich na bose stopy. Stojąc na korytarzu zawołał cicho swojego zwierzaka, który zerwał się ze swojego posłania i pomknął do odpowiedniego pokoju jako pierwszy. Gdy Niall już tam dotarł, John grzecznie siedział pod drzwiami, patrząc na swojego właściciela ślepkami, błyszczącymi nawet w ciemności.

Niebieskooki uśmiechnął się lekko, pospiesznie otarł policzki i wsunął się do pokoju. Przypilnował, żeby fretka weszła razem z nim i zwinęła się na posłaniu obok Lokiego, cmokając go wcześniej w czubek mokrego noska. Dopiero wówczas odważył się unieść wzrok.

Pierwszą rzeczą, jaką dostrzegł było zatroskanie, widoczne w sarnich oczach Liama. Gdy dostrzegł w jakim stanie znajduje się młodszy, odłożył na bok czytaną książkę i rozłożył ramiona. Bez zadawania zbędnych pytań, przyciągnął go do uścisku i pogładził po plecach. Kilka sekund później, miękkie wargi odnalazły rozpaloną skórę, na czole Irlandczyka, i tam już zostały.

- Mam do ciebie pytanie – powiedział Payne po dłuższym czasie milczenia, spędzonym na kołysaniu blondyna w swoich ramionach. – Masz może ochotę na herbatę? – szepnął i zaraz odwzajemnił szeroki uśmiech, który wykwitł na twarzy podopiecznego. – Załóż buty i idziemy – poklepał go lekko po udzie i wysunął się z objęć, by nasunąć swoje tenisówki.

Niall poszedł za jego przykładem i chwycił wyciągniętą dłoń, by następnie ruszyć przez korytarz, pogrążony w mroku. Po bezproblemowym odnalezieniu drogi do Sali Jadalnej, mężczyźni zakradli się do kuchni i zgodnie przystąpili do przygotowania napoju. Liam zajął się wstawieniem wody i odnalezieniem opakowania z malinową herbatą, a jego chłopak przeszperał szafki, w których znalazł dwa duże kubki.

Horan chwycił naczynie wypełnione ciepłym napojem i splótł swoje palce z tymi szatyna. Nie odzywając się ani słowem, ruszył w drogę powrotną o wiele wolniejszym krokiem, by przypadkiem nie polać się wrzątkiem. Gdy dotarł do sypialni starszego, bez uronienia ani kropli, uśmiechnął się do siebie delikatnie i wsunął do pomieszczenia. Usłyszał, jak brązowooki podąża za nim i zamyka drzwi z cichym kliknięciem.

Nie mając ochoty na powrót do łóżka, niebieskooki usadowił się na podłodze przy oknie sięgającym do samej podłogi. Chwilę później na jego kolanach wylądował ciepły koc, na widok którego otworzył oczy ze zdziwieniem i zadarł głowę, żeby spojrzeć na swojego opiekuna. Ten tylko wzruszył ramionami i usiadł obok niego, wsuwając nogi pod miękki pled.

Wciąż nie rozmawiając o wydarzeniach z minionych godzin, mężczyźni zajęli się piciem swoich herbat. Wokół rozlegały się dźwięki, które akompaniowały kroplom deszczu, uderzającym o okno.

- Chyba potrzebuję o tym komuś opowiedzieć – nagle odezwał się zduszony głos Nialla, który spojrzał na opiekuna załzawionymi oczami. – Nie mogę tak. Nie mogę przez to spać, bo się boję – szeptał gorączkowo, ledwie utrzymując kubek w swoich drżących dłoniach. – Pewnie to nie pomoże jakoś wybitnie, ale po prostu… potrzebne mi to – po tych słowach zamilkł, wpatrując się w Liama błagalnie.

- Mów, maluchu, nie będę ci przerywał – odparł tylko szatyn, obejmując go ciaśniej ramieniem i obdarowując krótkim pocałunkiem w policzek.

Niebieskooki pociągnął cicho nosem i odstawił na bok naczynie. Głowę ułożył wygodniej na klatce piersiowej starszego mężczyzny i opuścił powieki. Wsłuchując się w regularne bicie serca, odetchnął głęboko i podjął wątek.

- Na początku była ta wizja. Po tym, jak upadłem na kolana i tak okropnie rozbolała mnie głowa – zaczął, bawiąc się swoimi zimnymi palcami. – Na moment ten ból przeszedł, ale zaraz wrócił. Znaczy, nie sam, bo razem z nim przyszły te wszystkie obrazy – przełknął głośno ślinę i mocniej wczepił się w tors szatyna, poszukując w tym poczucia bezpieczeństwa. – I nie były zbyt przyjemne, że tak to ujmę. Widziałem demony, gromadzące się przy granicach i… to, jak mordują Pure-Blood – pisnął, drżąc na całym ciele ze strachu.

Payne bez słowa złapał go za biodra i przyciągnął na swoje uda. Po zamknięciu go w uścisku, przycisnął wargi do jego ucha i wyszeptał kilka uspokajających słów, nie przerywając gładzenia go po plecach. Minęło kilka minut, zanim Horan uspokoił się na tyle, żeby kontynuować przerwany wywód.

- Zabijały tych, którzy nie byli niczego świadomi i całkiem bezbronni. Tych, którzy nie byli w Violet Hill i nawet nie wiedzieli kim są – powiedział na początku, głosem niewiele głośniejszym od szeptu. – Potem był kolejny obraz. Błonia zasłane trupami. Większość z ludzi, którzy tam byli, znałem – po tych słowach blondyn wybuchnął niekontrolowanym płaczem, czując, jak całe napięcie uchodzi z jego ciała.

- Ćśśśśśś, to wcale nie musi się spełnić – zauważył Liam, powracając do kołysania go w swoich ramionach. – Prawda? Jeśli przygotujemy się odpowiednio, to damy radę odeprzeć każdy atak – zauważył z pewnością siebie słyszalną w przyciszonym głosie. – Niall? Widziałeś potem coś jeszcze – bardziej stwierdził niż zapytał.

Irlandczyk pokiwał głową i oparł głowę na jego ramieniu. Zanim zdążył się zastanowić nad tym, co powiedzieć, słowa same wypłynęły z jego ust. Opowiedział o mężczyźnie, którego zobaczył w momencie, kiedy nad błoniami zerwała się burza. Opisał go w każdym najdrobniejszym szczególe, jaki zdołał zapamiętać, mimo szoku i przerażenia.

- Czy możemy iść już spać? – zapytał nieśmiało niebieskooki, kiedy już skończył mówić. – Mimo wszystko jestem zmęczony – uznał, przecierając pięścią powiekę, która ciążyła mu już od dłuższego czasu.

Payne pokiwał głową w ramach odpowiedzi i obaj mężczyźni podnieśli się z zimnej podłogi. Naczynia ustawili na stoliku nocnym, a jeden z nich rzucił koc w nogi łóżka, do którego potem się wsunęli. Blondyn ułożył się tyłem do swojego opiekuna, a ten objął go w pasie i przyciągnął do swojej klatki piersiowej. W krótkim czasie obaj odpłynęli w sen, który był na tyle twardy, że pozwolił im zaznać spokoju przez kilka godzin.

2.

Obudził się dość późno. Dochodziła dziesiąta, gdy otworzył oczy, a jasne promienie podrażniły jego tęczówki. Mrukną niezadowolony, mrużąc oczy i zamykając je jeszcze na chwilę. Schował nos w jasne kosmyki Nialla i wdychając ich przyjemny zapach, leżał jeszcze przez jakiś czas, zaczynając myśleć o tym wszystkim co mu opowiedział w nocy.

Jego wizje były niepokojące. Musiał o nich opowiedzieć Simonowi. Musieli wzmocnić granice Violet Hill. Wyznaczyć jakieś patrole, rzucić czary obronne. Przygotować się do ataku. Ale przed powiadomieniem o wizji Horana swojego wuja, musiał wiedzieć jedną rzecz. Kim był mężczyzna, którego zobaczył podczas burzy.

Ostrożnie wygrzebał się z pościeli, tak by nie obudzić blondyna, który wciąż spał smacznie, tuląc się do rąbka pościeli. Zwinięty niczym mały kociak, z włosami rozrzuconymi na poduszce i rumieńcami na policzkach, wyglądał niezwykle uroczo. Na usta Liama mimowolnie wkradł się uśmiech, gdy patrzył tak na śpiącego Horana. Jeszcze szerzej uśmiechnął się, gdy zdał sobie sprawę, że jest jedyną osobą, przy której on może spokojnie spać.

Potrząsnął głową i wsunął na stopy trampki. Na pomiętą, szarą koszulkę, zarzucił bluzę i cicho wyszedł z pokoju, by nie obudzić Irlandczyka. Podciągnął rękawy do łokci, kierując się do biblioteki. Za winklem wpadł na Zayna.

- Och. Szukałem cię – odezwał się brunet. – Chciałem zapytać co z Niallem.

- W porządku – odpowiedział Liam, przystając i spoglądając na przyjaciela. – Był trochę roztrzęsiony i miał nocne koszmary, ale w końcu zasnął.

- Powiedz mi. Co się właściwie stało na błoniach? – zapytał mulat, wciskając ręce w kieszenie spodni i obaj ruszyli w stronę biblioteki.

- Niall miał wizję, która potwierdziła tylko to co usłyszał od duchów w Świątyni Druidów – wyznał, splatając ręce na piersiach. – Mrok, chce zniszczyć Violet Hill. Najpierw wybić wszystkich Pure-Blood, którzy są nieświadomi swojej mocy, a potem zaatakować nas.

- Jeśli pozbędzie się tego miejsca, Pure-Blood nie będą mieli gdzie się szkolić – przeanalizował Malik. – A jeśli nie będą mieli gdzie uczyć się kontroli nad mocą, ona ich pochłonie i wszyscy potomkowie Druidów znikną z ziemi. To logiczne.

- To prawda. Chce wyeliminować potencjalnego przeciwnika, który będzie miał moc zgładzenia go – przytaknął mu Payne. – A przynajmniej. Stłumienia go do na kolejne kilkaset lat.

- On poluje na Nialla – stwierdził Zayn, a szatyn mocniej zacisnął wargi. – Doskonale zdajesz sobie z tego sprawę, prawda? On od początku był inny. Silniejszy. Ale potrzebuje drużyny.

- Ma już ogień i lód – wyznał pamiętając o jego przyjaźni z Harrym i Louisem. – Potrzebuje jeszcze wody, powietrza i eteru.

- Czyli… Ta bitwa na granicach Violet Hill, będzie jedną z wielu? – zapytał brunet, a on ze zrezygnowaniem przytaknął. – W takim razie, musimy się do niej przygotować. Trzeba powiadomić Simona.

- Tak, wiem. Ale zanim to zrobimy, musimy się dowiedzieć jeszcze jednej rzeczy – podkreślił Liam, a widząc spojrzenie przyjaciela dodał: – Poza wizją, którą nie wiem co wywołało, zobaczył jeszcze jakiegoś mężczyznę. Dlatego idę do biblioteki.

- W jakim dziale, będziemy szukać? – spytał Zayn, a szatyn spojrzał na niego. – No co? Pomogę wam szukać tego gościa.

- Myślę nad historią. Może to był jakiś prastary duch – odpowiedział, kiedy wchodzili do biblioteki. Od razu skierowali się na dział z historią i zaczęli wyszukiwać tomy, które mogły wydać się najbardziej niezbędne. Krążyli między regałami ściągając kolejne książki.

- Ogniska – odezwał się niespodziewanie brunet, a Payne spojrzał na niego marszcząc brwi. – Wielkie ogniska. Były przecież z Dziesięciu Świętych Drzew, a Niall jest związany z naturą. Może ich dym wywołał to wszystko.

- Wiesz… Wiesz, że możesz mieć rację – przyznał, marszcząc brwi. – Kiedy był na błoniach, jego spojrzenie było zamglone, głupawy uśmieszek błąkał mu się na ustach. Jakby się naćpał. A kiedy poszliśmy na plażę, z dala od ognisk, to ustąpiło. Jak wróciliśmy na błonia, znów się nasiliło.

- No widzisz. Jeśli Niall jest tym kim jest, to takie imprezy mogą silnie na niego wpływać – stwierdził Zayn, ściągając z wyższej półki kolejną książkę. – Wywoływać wizje i tym podobne.

Liam przytakną i też ściągnął kolejny tom z półki. Obładowani książkami różnej wielkości oraz grubości, opuścili bibliotekę i skierowali się z powrotem do pokoju szatyna. Nacisnął klamkę łokciem i pchnął drzwi biodrem wchodząc do środka. Jego spojrzenie padło na zaspanego Nialla, który siedział na łóżku przecierając oczy, a Loki rozłożył się na jego kolanach. Bezwiednie głaskał go po głowie i drapał za uszami.

- Dzień dobry, Głodomorku – przywitał się, a blondyn odpowiedział mu leniwym uśmiechem. – Chcesz coś na śniadanie?

- Tosty i herbatę – wydukał wciąż lekko zaspany, ziewając głośno, kiedy Payne, odkładał książki na biurko. Zayn poszedł w jego ślady i spojrzał na Horana witając się z nim szerokim uśmiechem.

- Opowiedz Zaynowi o tym mężczyźnie. Pomoże nam szukać – poprosił na powrót kierując się do drzwi. – A ja skoczę zrobić ci śniadanie.

I wyszedł pospiesznie kierując się do kuchni. Zrobił swojemu chłopakowi tosty z dżemem truskawkowym oraz twarożkiem i skrojonymi w plasterki owocami. Przyrządził mu swoją ulubioną herbatę malinową i tak zaopatrzony wrócił do pokoju.

Zayn siedział w fotelu, przerzucając strony książki. Niall robił to samo, siedząc wciąż nakryty pierzyną. Jednak podniósł wzrok, gdy szatyn wszedł do środka. Posłał mu uroczy uśmiech na widok pysznego śniadania i odebrał je od niego uprzednio odsuwając ciężki tom. Payne przysunął go do siebie, wyciągając się w poprzek łóżka i zaczynając przewracać strony.

3.

Irlandczyk ziewnął cicho i przysłonił usta pięścią, rozglądając się dookoła zaspanym spojrzeniem. Pokój już od kilku godzin pogrążony był w półmroku, ciemność rozpraszało włączone światło dwóch lampek nocnych. Jedną z nich jego chłopak przysunął bliżej łóżka, a drugą postawił przy fotelu. W ten sposób nikt nie męczył wzroku bardziej, niż było to potrzebne.

- Ktoś ma ochotę na herbatę? – rzucił niebieskooki, poprawiając poduszkę, którą wcześniej podłożył pod plecy. – Halo? – sapnął z nutą niezadowolenia, kiedy nie otrzymał odpowiedzi. – Zrobić komuś herbaty? – ponowił, zsuwając się z materaca.

Zebrawszy zamówienia od Liama i Zayna, nasunął na stopy swoje tenisówki i ruszył w kierunku kuchni. Korytarze były już opustoszałe, ponieważ zajęcia skończyły się dużo wcześniej. Adepci zaszyli się w swoich pokojach lub w bibliotece, gdzie zwykle odbywało się odrabianie prac domowych.

Nieustannie rozmyślając o tajemniczym mężczyźnie, którego zobaczył między strugami deszczu, Niall napełnił czajnik wodą i włączył go. Oparł się plecami o krawędź blatu i skrzyżował ramiona na piersi, wbijając spojrzenie w przestrzeń. Pamiętał, że kiedyś czytał opis, zgadzający się z tym, co widział w niemal stu procentach.

Blondyn westchnął ze smutkiem i na moment zacisnął powieki. Potrzebował odpocząć od rozmyślań na ten temat, ponieważ powoli wszystko zaczynało go drażnić. Żeby nie tracić czasu, wyjął z szafki drewnianą tacę, na której ustawił trzy kubki oraz talerz z różnymi smakołykami. Do odpowiednich naczyń wrzucił torebki z herbatą. Dwie malinowe, dla niego i Liama, i jedna brzoskwiniowa dla Zayna.

Po tym, jak w pomieszczeniu rozległ się charakterystyczny gwizd, nalał wrzątku do kubków i odczekał kilka chwil. Złapawszy mocno tacę, opuścił kuchnię i ostrożnie przeszedł przez Salę Jadalną oraz korytarz. Największym wyzwaniem okazało się wejście do pokoju, przy użyciu łokcia do otworzenia drzwi, jednakże udało mu się to zrobić bez wylania połowy napojów.

- Proszę – powiedział zachrypniętym głosem, podając naczynia dwóm mężczyznom, którzy podziękowali mi po cichu.

Sam chwycił swoje i zakopał się z powrotem pod kołdrą. Żeby nie tracić czasu, przyciągnął do siebie zieloną książkę, opatrzoną tytułem „Zarys wierzeń plemion celtyckich”. Wyglądała na nową, więc nie obawiał się wielkiej katastrofy przez przypadkowe zalanie jej herbatą. Przeczytawszy pobieżnie wstęp, zamrugał oczami i pokręcił głową. Nie zrozumiał z niego absolutnie nic, ale zrzucił to na zmęczenie.

- Niczego nie znaleźliście, prawda? – uniósł wzrok znad cienkiego tomu i napotkał dwa przepraszające spojrzenia, które odpowiedziały na jego pytanie. – Okej, w porządku – mruknął bardziej do siebie i upił pierwszy łyk.

Czując napływające uczucie zrezygnowania, zmarszczył brwi i desperacko wbił spojrzenie w tekst. Pierwszym, co sprawdził był oczywiście spis treści, znajdujący się na początku książki. Z niego dowiedział się, że informacji o bóstwach męskich powinien szukać w okolicach 127 strony, więc uczynił to bez szemrania.

Pierwszy z podrozdziałów mówił o tak zwanym „Bogu z Rogami”. Jednakże jego opis, ciągnący się przez około jedenaście stron, nie wniósł niczego nowego do poszukiwań. Nie mając ochoty na czytanie drugiej, tak obszernej historii z kolei, Horan odsunął tom na bok i zajął się piciem herbaty, która zyskała temperaturę pokojową.

- Może powinniśmy to odłożyć na jutro – stwierdził cichym głosem, kiedy wypił ostatni łyk napoju i odstawił kubek na bok. – Nie wiem jak wy, ale ja już nie mam do tego siły – westchnął, wracając do lektury.

- Zostało nam już tylko kilka książek – odparł Liam, tłumiąc ziewnięcie, które cisnęło się na jego pełne wargi. – Skończymy je przeglądać. Jutro możemy spróbować znowu, jeżeli niczego nie znajdziemy – to stwierdzenie poparło aprobujące mruknięcie Zayna.

Nie mając ochoty na sprzeczanie się ze starszymi od siebie, Niall wzruszył ramionami i zmienił pozycję. Teraz leżał obok swojego opiekuna, podpierając łokcie na krawędzi materaca. Książkę trzymał w dłoniach, uniesionych na wysokość twarzy, a bystrym spojrzeniem uważnie śledził kolejne słowa. W kilka minut przebrnął przez drugi podrozdział, chociaż zrobił to z wyraźnym trudem.

Wiedząc, że nikt nie zauważy niedbalstwa, jedynie przebiegł wzrokiem po trzech kolejnych kartkach. Zatrzymał się dopiero, kiedy jego uwagę przykuło jedno ze słów. Cernucopia. Chociaż miał wrażenie, że nie wniesie to niczego nowego, wrócił do początku akapitu. W miarę czytania krótkiego tekstu, jego oczy rozszerzały się co raz bardziej, aż w końcu odsunął od siebie książkę.

- Znalazłem – powiedział z niedowierzaniem, nieco przyciszonym głosem. – Olloudius. Ten mężczyzna, którego wtedy zobaczyłem się tak nazywa – dodał, kręcąc głową. – On jest Bogiem… Podobno napis na figurce, znalezionej w Belgii sugeruje, że można go czcić, jako opiekuna danego terenu – odchrząknął nieznacznie i usiadł na brzegu łóżka.

Niebieskooki zaczął nerwowo bawić się swoimi palcami, czując zdziwione spojrzenia utkwione w sobie. Jego policzki momentalnie pokryły się głębokim odcieniem czerwieni, który próbował zatuszować przez przysłonięcie go włosami. Nie dało to zbyt wiele, ponieważ grzywka okazała się o wiele za krótka. Ale Zayn i Liam szybko stracili przesadne zainteresowanie, wertując książki w poszukiwaniu większej ilości informacji.

- Liam? – spomiędzy wąskich warg Nialla wydobyło się ciche pytanie, nad którym nie zdołał zapanować. – Przepraszam, że wciągnąłem cię w to wszystko. N-nie powinienem był prosić o to, żebyś został moim opiekunem – wyszeptał drżącym głosem, nie unosząc wyżej spojrzenia. – Chyba już pójdę, dobranoc.

Zanim ktokolwiek zdołał zareagować, Horan zebrał swoje rzeczy i wystrzelił z pokoju, jak z procy. Jego serce biło w przyspieszonym tempie, a przez głowę przemykały tysiące myśli. Żadna z nich nie napawała entuzjazmem. Wszystkie wywoływały przerażenie, na które ciało Irlandczyka reagowało drżeniem oraz nagłym osłabieniem.

Przeklinając po cichu samego siebie oraz wszystkie decyzje, jakie podjął zaraz po przyjeździe, zamknął drzwi na klucz i usiadł na podłodze. Coś podpowiadało mu, że właśnie nimi ściągnął niebezpieczeństwo na siebie oraz tych, którzy znaczyli dla niego więcej niż ktokolwiek mógł sobie wyobrazić.

niedziela, 11 maja 2014


http://littlesunshinelouis.tumblr.com/menu
http://wannabesure.tumblr.com/DHSpl
*Mieszkanie Zayna było urządzone minimalistycznie i na pierwszy rzut oka wydawało się być nieprzyjaznym wnętrzem. Czarna, skórzana kanapa ustawiona była w salonie na drewnianych panelach, na wprost telewizora. Za nią ulokowany był wysoki, biały stolik z dobranymi pod kolor krzesłami oraz aneks kuchenny, którego ściana wyłożona była kasetonami imitującymi kamień. Jasne meble wyraźnie się odznaczały. Po prawej stronie natomiast stał ciężki, drewniany stół z sześcioma krzesłami.

Jednak gdy się lepiej przyjrzeć, dało się dostrzec drobne rzeczy, które nadawały wnętrzu przyjemnego, domowego ciepła. Na stoliku do kawy do góry grzbietem leżała otwarta książka, jaką zapewne czytał Malik. Czarny stół zdobił elegancki wazon, w którym stały słoneczniki, rozświetlając pomieszczenie. Na ścianach wisiały imponujące obrazy, czego Niall szczerze się nie spodziewał. Nie podejrzewał, iż jego przełożony lubi takie rzeczy. Zawsze uważał, że jest on osobą surową, minimalistyczną, nie mającą czasu na sztukę czy literaturę. Został jednak przyjemnie zaskoczony.

Horan zerknął na autora książki. Obcobrzmiące nazwisko nic mu nie mówiło i z westchnieniem opadł na miękką kanapę, przymykając oczy. W tej chwili miał ochotę się rozpłakać, zwinąć w kulkę i zapaść pod ziemię. Zniknąć, żeby nie musieć więcej przez to przechodzić. Myślał, że wszystko sobie poukładał, że teraz będzie tylko lepiej i przede wszystkim - spokojnie. Był jednak zbyt naiwny myśląc, iż tak łatwo ułoży sobie życie na nowo.

- Niall… – usłyszał głos bruneta, więc otworzył oczy. Ten postawił na stoliku do kawy niewielką tacę z dwoma parującymi kubkami, szklanką wody i pastylkami, po które sięgnął. – Proszę. Ta niebieska jest przeciwbólowa, a ta mała na uspokojenie.

Irlandczyk ufnie wziął od niego tabletki, po czym popił szklanką wody. Odłożył ją na tacę i krzywiąc się opadł na oparcie. Zayn podał mu kubek z ciepłą herbatą. Dmuchnął w nią, po czym upił łyk. Jednocześnie poczuł przyjemnie uspokajający smak melisy oraz silne ramię, delikatnie opadające na jego barki.

- Bardzo cię boli? – spytał cicho mulat, zaciskając palce na ramieniu drobniejszego mężczyzny.

- Plecy najbardziej. Brzuch już mniej – wyznał, upijając kolejny łyk.

Na krótką chwilę zapanowała między nimi cisza, podczas której Niall zastanawiał się od czego zacząć. Lekarstwa też zaczęły powoli działać, bo ból ustępował. Dało się go wytrzymać.

Jego oddech powoli wyrównał się, a serce przestało się tłuc w piersi ze strachu. Świadomość, że detektyw jest koło niego, koiła jego zszargane nerwy. Jego ciepło było tak przyjemne, zapach tak znajomy - otulał go i uspokajał. Zacisnął obie dłonie na ciepłym kubku i upił kilka kolejnych łyków herbaty. Brunet gładził jego ramię, co jakiś czas chowając nos w jego jasnych kosmykach, by pokazać iż jest tuż obok.

- Nie mogę spać. Mam koszmary – odezwał się w końcu Horan, wpatrując się w swoje odbicie w tafli herbaty. – Nie mogę jeść. Ręce drżą mi w najmniej odpowiednich momentach, o wejściu do łazienki nie wspomnę.

- Och, Nialler – odezwał Malik, przebiegając palcami przez jego włosy.

- Biorę tylko szybkie prysznice, bo za każdym razem kiedy chcę się przemóc do kąpieli, to wyobrażam sobie ciebie w tej pieprzonej łazience Isaaca – jego głos był cichy i drżał. Blondyn nie umiał nawet spojrzeć na detektywa. – Byłem tam. Widziałem to.

- Wiem, Niall. Pamiętam. – Mulat uśmiechnął się delikatnie, muskając ustami czubek jego głowy. – Taki dzielny.

- Nieprawda – żachnął się młodszy chłopak. – To ty byłeś odważny. Ja strzeliłem do faceta, bo nie potrafiłem znaleźć innego wyjścia.

- Ni, on cię do tego zmusił. W normalnych okolicznościach…

- Co to są „normalne okoliczności”? – Niall w końcu podniósł wzrok na mężczyznę, czując jak znów zaczyna się denerwować. – Od kiedy dostałem się na staż w City granica normalności stała się dla mnie bardzo płynna. Na studiach nie przygotowywali nas na to, że będziemy oglądać podtapianie swoich przyjaciół albo celować do seryjnych morderców z służbowej broni. W ogóle nie powinienem mieć broni, a teraz co? Złożyłem podanie do Komitetu Bezpieczeństwa, żeby zalegalizować moje pozwolenie i ją odebrać. To nie są uprawnienia dla laboranta, wiesz?

- Nialler, spokojnie. Wiem to wszystko. – Zayn powoli i ostrożnie przemówił do Irlandczyka, poprawiając materiał koszulki, która zsunęła mu się z ramienia, osłaniając obojczyk. – Zrobiłeś to, co musiałeś, by ratować ludzkie życie. Nie zabrałeś przy tym cudzego. Gdybym to ja był na twoim miejscu, pewnie wycelowałbym mu między oczy.

- Chciałem to zrobić przez jedną, krótką chwilę – przyznał się niebieskooki, znów spuszczając wzrok. – Ale… nie wybaczyłbym sobie tego. Nie potrafiłbym spojrzeć sobie w oczy; nawet teraz mam z tym problem, a przecież wiem, ile ma na swoim koncie Isaac.

Detektyw westchnął ciężko, przyciągając stażystę bliżej swojej piersi i pozwalając mu się na niej ułożyć. Doskonale rozumiał jak traumatyczne to musiało być przeżycie dla kogoś, kto nawet nie był do tego przeszkolony. Poza tym, nie umiał się oprzeć tej drobnej, przestraszonej osóbce jaką w tej chwili był blondyn.

- Pierwsze takie wyjście w teren jest trudne, każdy policjant ci to powie. Ale my mamy za sobą specjalistyczne szkolenie, byliśmy do tego przygotowywani latami w szkołach policyjnych. Ty… Jedyne, co dane było tobie, to kilkanaście godzin na strzelnicy pod moim okiem. Wierz mi, nigdy nie planowałem testować twoich umiejętności w tak brutalny sposób.

Zayn odchylił lekko głowę, by spojrzeć w twarz laboranta. Jego przygaszony wzrok mówił mu tak wiele i tak mało jednocześnie. Nigdy nie musiał przeprowadzać rozmowy tego typu z kimś, z kim kontakt wykraczał poza służbowe relacje. Standardowe formułki nie wchodziły nawet w grę.

- Nie potrafię sobie wyobrazić, co przeżywasz. Jedyne, co mogę spróbować wyrazić, to moja wdzięczność. Wtedy, kiedy Zack zanurzał mnie już enty raz, nie miałem siły do walki. Chciałem dać za wygraną, byle tylko przestało tak boleć. A bolało mnie wszystko. I wtedy, zupełnie nie wiem skąd, zjawiasz się ty. Bez lśniącej zbroi i białego rumaka, ale z pistoletem i ogromem determinacji. Dawno nie widziałem jej tyle u nikogo. To było jak zastrzyk energii. Wiedziałem, że jest dla mnie jeszcze szansa, bo jest ktoś, kto może mi pomóc. Chociaż bałem się o siebie, bałem się o ciebie i bałem się jego… - Brunet przerwał na moment. Niebieskie oczy spojrzały na niego dziwnie. Ufnie, ale wciąż odrobinę przestraszone. – Nie pamiętam zbyt wiele po tym, gdy nacisnąłeś za spust. Wiedziałem, że ten gnój dostał w nogę i w duchu śmiałem się jak dziecko, po cichu licząc, że uszkodziło mu przy tym jaja i nigdy więcej nie będzie z niego pożytku. To kilka minut było jednocześnie najdłuższe i najkrótsze w moim życiu.

Niall nie wiedział co powiedzieć. Nie był pewien jakich słów powinien w tej chwili użyć, bo to co powiedział mu detektyw, było… Dla niego było po prostu piękne. W jednej chwili poczuł się ważny. Z drugiej strony wciąż przerażał go fakt, że strzelił do człowieka. Mimo wszystko, po tych słowach nie wydawało się to tak straszne jak przedtem.

- Potem… Potem wszedł Harry i zaczął jeździć po Isaacu – odezwał się cicho i spróbował lekko uśmiechnąć. Chyba mu się udało, mężczyzna odwzajemnił jego gest. – Wiesz. Jak to Harry.

- Tak. Jak to Harry – przyznał detektyw i wyciągnął z jego dłoni kubek. – Chodź. Dam ci coś do przebrania. Położysz się i wysmarujemy te poobijane plecy.

Przytaknął mu tylko w odpowiedzi, po czym chwycił wyciągniętą dłoń Zayna. Złapał ją i dał się poprowadzić do przytulnej sypialni, urządzonej w równie minimalistycznym stylu co reszta mieszkania. Dwuosobowe łóżko stało przy ścianie wyłożonej drewnianymi panelami, którymi została pokryta również podłoga. Na reszcie ścian została położona beżowa, chropowata tapeta. Po prawej stronie stała czarnobiała komoda, a nad nią powieszony został abstrakcyjny obraz. Na meblu zaś ustawiono szklany wazon z tulipanami. Po lewej natomiast znajdowało się okno, a po obu stronach łóżka stały małe szafki nocne, na których zostały swoje miejsce miały lampki z pomarańczowymi kloszami. Rzucały przyjemne ciepłe i miękkie światło. Całą ścianę naprzeciwko łóżka pokrywała trzyskrzydłowa szafa z lustrami.

Zayn odsunął jedno z nich zaglądając do środka, a Niall stanął na przyjemnie miękkim, puchatym, kremowym dywanie. Jego stopy zanurzyły się w nim i naprawdę miał ochotę po prostu zdjąć skarpetki.

- Nie spodziewałem się po tobie takiego wnętrza – odezwał się, gdy Malik przekopywał szafę.

- To znaczy jakiego? – zapytał ze środka.

- No wiesz. Takiego ciepłego – sprostował. – Wiedziałem, że będzie minimalistyczne, ale nie spodziewałem się obrazów, książek walających się po stolikach, kolorowych kwiatów.

- Pozory czasem mylą – stwierdził brunet, podchodząc do niego i wręczając mu ubrania. – Powinny pasować. Łazienka jest na wprost.

Irlandczyk przytaknął i skierował się we wskazanym kierunku. Nacisnął klamkę i wszedł do ciepłego pomieszczenia, odkładając ubrania na kosz. Podszedł do umywalki i przemył twarz ciepłą wodą, po czym spojrzał w swoje odbicie. Dostrzegł cienie pod oczami oraz zmęczenie w swoich niebieskich oczach. Westchnął i odgarną z czoła grzywkę, która się zamoczyła. Przebrał się w koszulkę Guns ‘n’ Roses oraz jasne spodnie dresowe, ciut za duże. Swoje ubrania złożył i zostawił na koszu.

Wrócił do sypialni, bawiąc się koszulką i spoglądając na Zayna. Nie był pewien co zrobić, ale zachęcony przez mężczyznę ułożył się na wyjątkowo miękkim materacu oraz przyjemnie pachnących poduszkach. Poczuł jak czarna koszulka zostaje podciągnięta do góry, a jego skórę owiewa chłód. Przekręcił głowę, tak by spojrzeć na mulata, który wyciskał właśnie na palce maść i delikatnie zaczął wcierać ją w dolną część jego pleców.

- Powinieneś to zgłosić, Niall – odezwał się w końcu. – Aiden ma…

- Wiem, że ma, ale ty go nie znasz – mruknął w poduszki. – Boję się to zgłosić. Boję się, że mnie zabije. Już i tak grozi mi śmiercią. A teraz ma Duclana i Shane’a. Poza tym, nie chce narażać Lou.

Mężczyzna westchnął i przebiegł palcami przez jasne kosmyki laboranta. On sam przymknął oczy na ten czuły gest i westchnął cicho, kiedy ciepłe wargi Malika złożyły lekki pocałunek na jego policzku. Ziewnął, dopiero teraz czując zmęczenie, które go dopadło. Nie był dokładnie pewien, kiedy zasnął, ale jak przez mgłę pamiętał moment, w którym brunet położył się koło niego.

2.

Silne kopnięcie w łydkę wybudziło Zayna z przyjemnego snu, momentalnie go orzeźwiając. Brunet niemal natychmiast otworzył zmęczone powieki i podniósł się na łokciu. Zaspany mózg potrzebował chwili, aby połączyć kropki.

- Niall – szepnął do siebie.

Blondyn spał na boku, ze stopami wplątanymi pomiędzy jego nogi. Jedna z dłoni Irlandczyka opierała się na brzuchu detektywa, a druga wsunięta była między policzek a miękką poduszkę. Jasne włosy – jeszcze wczoraj wystylizowane delikatnie żelem – układały się swobodnie na czole młodego mężczyzny. Spokojną twarz przyozdabiały delikatne rumieńce i Zayn, choć chciał, nie mógł pohamować subtelnego uśmiechu, jaki wkradał się na jego twarz. Niall Horan zdecydowanie był czymś więcej.

Nie spodziewał się, że to jego powita wczorajszego wieczora. Jego typem był niesłowny Harry, który zapowiedział, że wpadnie do niego z pizzą i piwem. Ewentualnie mama, która zapomniała zabrać czegoś istotnego. Nie laborant.

Mulat zerknął na niego przelotnie i nieśmiało przejechał dłonią po odkrytym przedramieniu blondyna. Chłopak był tematem numer jeden w tym mieszkaniu niemal cały wczorajszy dzień. Patricia nie byłaby sobą, gdyby nie podpytała go o niego w paskudnie podchwytliwy sposób. Pozornie niewinna rozmowa dość szybko przerodziła się w swoiste przesłuchanie – pełne uczucia, ale nadal przesłuchanie.

- Zayn, wiesz przecież, że możesz powiedzieć mi wszystko. – Kobieta matczynym gestem położyła dłoń na ramieniu swojego syna. – Nawet jeśli nie do końca będę się z czymś zgadzać, to postaram się nie oceniać i…

- Mamo – wtrącił się mężczyzna. - Dobrze wiesz, że nie chodzi o to, czy boję się twojej oceny. Po prostu… Sam nie wiem, co się dzieje? Chyba tak ująć to najlepiej.

Patricia zerknęła na niego wyczekująco, uśmiechem próbując go zachęcić do otwartości.

- Więc jest pewien chłopak i… - Młody Malik raptownie urwał i skrył twarz w rękach. – Ugh, brzmię jak dziewczynka z liceum, która zadurzyła się w szkolnej gwieździe piłki nożnej!

- Czasem zachowujesz się dokładnie w ten sam sposób co one. Na przykład kiedy starasz się ukryć coś przede mną. – Brunetka uśmiechnęła się przekornie. – Ale nie odbiegajmy od tematu, bo znając ciebie, nigdy do niego nie wrócimy.

- Wiesz, czasem żałuję, że i ty, i tata jesteście tak uparci. – Policjant wywrócił oczyma. – Niall Horan.

- To nazwisko powinno mi coś mówić, kochanie?

- Raczej nie. Mi natomiast mówi aż za dużo – mruknął detektyw i upił łyk ciepłej herbaty. – Pamiętasz jak kiedyś opowiadałem ci, że City w ramach, jak oni to ładnie ujęli, „poszukiwania nowych talentów” zdecydowało się wprowadzić program praktyki zawodowej? Cóż, Niall jest jednym ze szczęśliwców, któremu udało się trafić na mój wydział.

- Znając ciebie nie powitałeś go zbyt ciepło, prawda?

- Sam określiłbym to raczej „neutralnie”, ale z jego perspektywy pewnie wyglądało to tak, jakby nie pasowała mi jego obecność w Biurze. – Mulat wzruszył ramionami. Na samo wspomnienie początków współpracy z laborantem musiał się skrzywić. – Było… ciężko. Nie mam najłatwiejszego charakteru, a on wydawał się zupełnie nie pasować do tej roboty.

- Dlaczego? Zbyt ugodowy?

- Na pierwszy rzut oka – zupełnie niewinny. Ty pewnie powiedziałabyś, że to taki mały aniołek w ludzkiej skórze. Blondyn, niebieskie, rozmarzone oczy i rumieńce na twarzy. – Młody Malik uciekł wzrokiem od twarzy swojej matki. Wstydliwe wypieki pojawiły się na jego policzkach, gdy tylko uświadomił sobie, że to nie była wyłącznie opinia Patricii, ale i jego. – Cholerny irlandzki cherubin.

- Zaynie, wyrażaj się! – Kobieta znacząco pogroziła mu palcem.

- Przepraszam, mamo.

Brunetka z drżącym sercem obserwowała, jak jej jedyny syn kręci się nerwowo, prowadząc ją za rękę przez swoje przeżycia z ostatnich kilku miesięcy. Detektyw co rusz się peszył, rumienił, uśmiechał w wyjątkowo wstydliwy sposób i niepewnie, jak na siebie, dopowiadał kolejne elementy ich historii. Patricia nie mogła oprzeć się delikatnemu uniesieniu kącików ust na ten widok. Zakochanie, tak wyraźnie przez nią dostrzegane w zachowaniu policjanta, było najprzyjemniejszym widokiem, jaki ostatnio przyszło jej widzieć.

- … ale wtedy jeszcze nie sądziłem, że to wszystko tak się potoczy. Gdyby nie on, najpewniej nie byłoby mnie już na tym świecie. – Z. skrzywił się, przypominając sobie ciasną łazienkę Zacka, tak intensywnie pachnącą środkami dezynfekującymi i ostrym, cytrynowym odświeżaczem powietrza, który ciągle czuł w powietrzu. – Ocalił mnie.

- Chyba ciągle to robi, Zee – wymruczała kobieta, przyciągając do siebie młodego mężczyznę. – Wiesz, kochanie, po tym, co działo się, kiedy przestałeś spotykać się z Alexandrem, nie sądziłam, że jeszcze kiedyś zobaczę cię takiego, jak na początku waszej znajomości. Albo nawet lepszego…

- Co chcesz przez to powiedzieć? – Malik nie podniósł głowy z ramienia swej mamy. Dalej spierał czoło na delikatnym materiale, którego zapach jednoznacznie kojarzył mu się z rodzinnym ciepłem. – Nie zmieniłem się na lepsze. Palę więcej, nie trzymam porządku tak samo jak kiedyś, może mam ochotę zabić Stylesa trochę rzadziej, ale…

- Nie o takie „lepsze” mi chodzi, skarbie! – roześmiała się brązowooka, gładząc wytatuowany kark swojego dziecka. – Ty tego jeszcze nie widzisz, nie masz dystansu, ale to coś, ta więź między tobą a tym chłopakiem, Nailem, tak?

- Niallem, mamo.

- Więź między wami coś w tobie zmieniła. Jesteś… bardziej otwarty. Mówisz, że pracujesz z zespołem, nie sam, nawet udało ci się kilka razy wtrącić tam przezwisko Harry’ego, a nie tylko jego stopień. Liam nie musi dzwonić do mnie co jakiś czas, żeby uspokajać moje nerwy, bo znów wylądowałeś u niego w barze i prawie wyplułeś żołądek w jego toalecie. To małe rzeczy, ale mają spore znaczenie. To, co pozostało bez zmian, to twoja skłonność do nadmiernej analizy wszystkiego, co dzieje się dookoła ciebie.

- Nie rozumiem, co chcesz mi powiedzieć.

- Synku. Wiem, że lubisz znać wszystkie za i przeciw, nim w coś się zaangażujesz. Szczególnie, jeśli miałoby to obnażyć całego ciebie, dać komuś dostęp do wszystkiego, a przez to uczynić cię tak podatnym na zranienie. Zastanów się, a potem powiedz mi: czy ktoś, kto był gotów oddać za ciebie życie nie zasługuje na szansę?

- On zasługuje na wiele więcej, na kogoś lepszego niż ja. Wiem to. Nie chcę… - Mężczyzna dokończył zdanie tak cicho, że chociaż Patricia czuła jego usta, które poruszały się tak blisko jej ucha, nie potrafiła wyłapać dokładnych słów. Dopiero po chwili młody Malik pospiesznie powtórzył: - Nie chcę, żeby on skrzywdził mnie, ale jeszcze bardziej nie chcę skrzywdzić jego. Ten chłopak przeszedł już zbyt wiele i nie potrafiłbym sobie wybaczyć, że go zraniłem. Do tego jestem za miękki…

- Hej, hej. Zaynie! – Brunetka delikatnie chwyciła twarz syna w swoje dłonie. Tak szklące się oczy nie były obrazkiem, który spodziewała się ujrzeć pod koniec tej rozmowy. – Strach przed złamanym sercem nie jest niczym złym. To nie jest egoizm, ani „miękkość”. To żadna wada, a nawet zaleta. Wzięłabym cię za szaleńca, gdybyś nie czuł obawy przed tym, co może czekać was w przyszłości.

- Skąd wiesz, że będziemy mieć jakąkolwiek przyszłość? Niall i ja?

- Bo widzę w twoich oczach, że podjąłeś już decyzję.

Nieznaczny ruch pościeli obok niego wybudził go z rozmyśleń. Mulat natychmiast przeniósł swój wzrok na postać leżącą pod delikatnym materiałem, opierającą się na jego ciele. Wprawione przez pracę zmysły od razu wyłapały maleńkie zmiany – ciało blondyna stało się bardziej spięte, jego oddech cięższy, serce przyspieszyło swój rytm, a długie rzęsy laboranta, skrywające zachwycająco chabrowe oczy, połaskotały nagą klatkę detektywa swoim gwałtownym ruchem.

- Dzień dobry, Ni – mruknął niepewnie, drżącą ręką przesuwając po poranionych plecach Horana.

Chociaż Zayn wiedział, że nie jest stażyście obojętny, nie był do końca przekonany, jak powinien się zachowywać. Nie chciał przekroczyć żadnych niepisanych linii, jakie wyznaczył niebieskooki.

- Cz-cześć, Z. – Szept Nialla był praktycznie niesłyszalny. Policzki speszonego chłopaka momentalnie pokryły się szkarłatem. Po chwili wahania i jakby walki z samym sobą, blondyn odchylił głowę do tyłu, by musnąć swoimi wargami tak mocno zarysowaną linię żuchwy policjanta. Kilkudniowy zarost zakuł jego skórę, ale Irlandczyk nie przejął się tym szczególnie i pozwolił sobie na nieśmiały uśmiech.

- Mam nadzieję, że dziś czujesz się już lepiej? Zawsze mogę dać ci jakieś tabletki przeciwbólowe, jeśli chcesz! – zaoferował troskliwie mulat, uważnie obserwując rumianą twarz drugiego mężczyzny. Jego rozespanie było niewątpliwie czymś uroczym, choć Malik sam nie wiedział od kiedy takie rzeczy działały na niego rozczulająco.

- Jest okej. Boli, ale da się przeżyć. Bywało gorzej… - Horan wzruszył ramionami i poprawił się na swoim miejscu przy boku Zayna.

- Jakoś nie widzę pocieszenia w tym, że ktoś zrobił ci kiedyś większą krzywdę niż oni wczoraj – wzdrygnął się brązowooki. Choć pozycja w jakiej się znajdowali była nader przyjemna, to matka natura musiała o sobie przypomnieć głośnym burczeniem w pustym brzuchu detektywa. – Och.

Z. musiał przyznać, że niepewny śmiech Horana był bardzo przyjemnym dźwiękiem. Zwłaszcza usłyszany tak krótko po przebudzeniu.

- Masz może ochotę na śniadanie? Podobno moje omlety nie są najgorsze, ale jeśli nie lubisz albo nie masz…

- Zee, spokojnie. – Młodszy mężczyzna nie mógł powstrzymać się od delikatnego chichotu; opanowany detektyw, który zawsze był uosobieniem stoika, nie wiedział, jak ma się zachować. – Jestem przekonany, że będą smaczne, ale nie musisz robić sobie kłopotu. Płatki z mlekiem wystarczą!

- Nonsens! – obruszył się mulat i niemal natychmiast podniósł do pozycji półsiedzącej, podpierając ciało na wytatuowanej ręce. – Zostawię ci ubrania w łazience. Przyjdź do kuchni, gdy będziesz gotowy.

Malik nie czekał na odpowiedź ze strony zaspanego studenta. Po szybkiej wizycie w łazience i jeszcze szybszej zmianie garderoby prawie pobiegł w stronę kuchni, nie chcąc źle wypaść. Był już w trakcie mieszkania składników na patelni, kiedy poczuł w kuchni obecność drugiej osoby.

- Jeszcze trochę, a przyzwyczaję się do chodzenia w twoich ubraniach. Nie sądziłem, że w twojej szafie jest wiele więcej. No, poza koszulami.

Zayn musiał przygryźć policzek, żeby powtrzymać niekontrolowany uśmiech, jaki pchał mu się na usta. Horan w jego czarno-białej koszulce Jimiego Hendrixa i ciemnych dresach wyglądał po prostu dobrze.

- Zaskoczyłem cię, kolejny raz. Do tego też chyba możesz się przyzwyczajać, co? – odparł bezmyślnie mulat, przekładając ciepłe danie na jeden z przygotowanych talerzy.

- No nie wiem, mogę?

Chyba żaden z nich nie zdawał sobie sprawy, że beztroska atmosfera i luźna rozmowa mogą tak szybko zniknąć, zastąpione przez niepewne spojrzenia i ogólną nerwowość.

- Z… - zaczął Niall, podchodząc bliżej drugiego mężczyzny. – Mogę przyzwyczajać się do tego, że będziesz zaskakiwał mnie częściej?

- Chyba… Chyba tak? – odparł Malik. Całą siłę woli musiał włożyć w to, aby jego głos nie zadrżał złośliwie, zdradzając jego wewnętrzne rozterki.

- Chyba? Zayn, muszę zapytać… Czym… Kim ja dla ciebie jestem? Kolegą z pracy, przyjacielem? Co do mnie czujesz, hm? L-lubisz mnie?

- To pytanie mogłaby zadać jedna dziewczynka drugiej w szkolnej piaskownicy, Horan. W naszym wypadku jest troszkę nie na miejscu, co? – Brunet pokręcił głową, odwracając wzrok ponownie w stronę przygotowanego dania. – Powiedzmy… Powiedzmy, że nie poprawiałem twojego kiepskiego układu bioder na strzelnicy tylko z powodu obowiązku.

O ile twarz blondyna do tej pory była rumiana, tak słysząc wypowiedź policjanta przybrała odcień najświeższej piwonii. Musiałby być kompletnym głupcem, żeby nie zrozumieć podtekstu w słowach przystojnego mężczyzny.

- To znaczy, że…?

- To znaczy, że gdybym teraz stwierdził, że jesteś mi kompletnie obojętny, nic dla mnie nie znaczysz i jeśli znikniesz z mojego życia, to nie odczuję różnicy, przeczyłbym sobie.

Starszy mężczyzna obrócił się raptownie i teraz stał twarzą w twarz z oczarowanym Irlandczykiem.

- Tak. Lubię cię, Ni. Nie wiem dlaczego, bo nie mamy ze sobą nic wspólnego. No, może poza uporem. Jesteś moim kompletnym przeciwieństwem na tylu polach, o ilu tylko mógłbym pomyśleć. Twoja otwartość, życzliwość, pogoda ducha… Nie wiem, może to dzięki nim coś we mnie zaskoczyło. To jest dla mnie nowe i pojęcia nie mam, co z tym zrobić. Chciałbym znać wszystkie niewiadome, które są w tym równaniu, ale to niewykonalne. Na tę chwilę pewny jestem jednej rzeczy.

- Ja-jakiej? – wydukał Horan. Spodziewał się wiele, ale zdecydowanie nie aż tyle!

- Że jeśli się zgodzisz, to teraz cię pocałuję.

3.

Słowa Zayna piekielnie go peszyły i zapewne był czerwony niczym dorodny pomidor. Ale nigdy nie przypuszczał, że usłyszy od niego to wszystkiego. Starszy mężczyzna ewidentnie należał do osób, które nie okazują emocji. A już na pewno nie tak wylewnie i dosadnie jak w tym momencie.

On sam nie krył się ze swoimi uczuciami do swojego przełożonego. Po prostu nie umiał i miał jedynie nadzieję, że zostaną dostrzeżone lub chociaż docenione. Nie spodziewał się, iż detektyw je odwzajemni orsx powie mu o nich prosto w twarz.

Nawijał na palec kraniec koszulki należącej do Malika, kiedy ten wyznał mu czego jest w tej chwili najbardziej pewny. Jego serce szaleńczo zabiło w piersi. Podniósł spoglądając zaskoczonymi tęczówkami w czekoladowe oczy mulata. Spodziewał się naprawdę wszystkiego, ale nie tego.

Niall lekko rozchylił wargi, a drżący oddech opuścił jego usta. Zamrugał zaskoczony, zastanawiając się, czy nabija się z niego, czy mówi poważnie. Widząc jednak determinację i dziwny błysk w ciemnych oczach, kąciki jego ust drgnęły lekko ku górze.

Zagryzł lekko dolną wargę, wpatrując się w niego zauroczony. Serce tłukło mu się w piersi, a motylki znów rozszalały się w jego brzuchu. I jedyne do czego był zdolny w tej chwili to skinienie głową, jako odpowiedź oraz przyzwolenie na pocałunek.

Poczuł jak ciepłe dłonie mężczyzny wślizgują się na jego twarz, znacząc kości policzkowe. Kciukiem przejechał po jego dolnej wardze, by chwilę potem przyciągnąć go bliżej oraz złączyć ich usta razem. Powieki Nialla mimowolnie opadły. Dłońmi odnalazł talię Zayna i zacisnął na koszulce palce.

Zarost bruneta był szorstki i drażnił jego skórę, ale podobało mu się to. Pocałunek był przyjemny, lekki, lecz pełen uczuć. Ich wargi ocierały się o siebie niespiesznie, smakując się nawzajem. Dłonie detektywa ześliznęły się na jego talię, przyciągając bliżej i obejmując go delikatnie. Wywołał tym u Horana delikatny uśmiech, który można było poczuć przez pocałunek.

Westchnął cicho, gdy w końcu oderwali się od siebie. Oparł swój policzek na ramieniu Malika i połaskotał swoim oddechem karmelową skórę szyi. Ten przejechał dłonią wzdłuż kręgosłupa, przyprawiając blondyna o przyjemne dreszcze, które przebiegły przez jego ciało. Moment potem wspiął się na palce i złożył krótkiego buziaka na policzku Zayna.

- To co? Jemy te twoje słynne omlety? – zapytał z szerokim uśmiechem na malinowych ustach, policzkami przyozdobionymi rumieńcami i błyskiem radości w niebieskich oczach, które pojaśniały od minionych wyharzeń. Brunet odwzajemnił uśmiech, po czym skinął głową, by podać jedną z porcji studentowi.

Spędzili dziwny dzień. Koniec końców Niall został w mieszkaniu Zayna, przez większość czasu wylegując się na jego kanapie i będąc wdzięcznym za okłady, które uśmierzały ból pleców. Detektyw natomiast starał się czytać książkę, jednak częściej zerkał ponad nią na Irlandczyka, wpatrującego się w program telewizyjny lub odpisującego na smsy spanikowanego Louisa, zapewniając go, że jest cały.

Po pierwszej zjedli razem obiad, którym okazała się chińszczyzna zamówiona przez mulata. Detektyw był w połowie swojej porcji kurczaka w sosie słodko-kwaśnym, gdy dostał wiadomość od Liama. Przyjaciel zapraszał jego i Nialla – o ile frazę „widzę was o 4.30 i nie ma zmiłuj.” można uznać za zaproszenie – do knajpki, gdzie czekać mieli już Lou, Harry, Danielle i on sam. Mężczyzna warknął cicho w ekran, zastanawiając się skąd barman wie, że laborant jest u niego, po czym odpisał krótkie: Dobrze. Gdy napotkał pytające spojrzenie młodszego wytłumaczył mu wszystko, na co tamten przystał. Tak więc przed czwartą Horan przebrał się we wczorajsze ubrania i kilka minut po szesnastej wyszli z domu.

Udali się do niewielkiego baru w okolicy. Zayn kurtuazyjnie otworzył mu drzwi, za co niebieskooki podziękował mu ślicznym, szerokim i szczerym uśmiechem. Przystanęli szukając stolika, przy którym siedzieli ich przyjaciele. Dostrzegli go po chwili i powoli skierowali się w tamtą stronę, widząc jak wesoło dyskutują.

- Ach, idą nasze gołąbeczki – zawołał z przyjaznym uśmiechem Liam, gdy tylko ich dostrzegł.

- Odwal się, Payno – warknął Zayn, wywołując tym samym salwę śmiechu szatyna.

Wcisnęli się między niego i Louisa, który siedział obejmowany przez Harry’ego, wyraźnie nim zajętego. Niall uśmiechnął się na ten widok, bo wciąż pamiętał jakie wątpliwości miał jego przyjaciel, kiedy szykował się na pierwszą randkę z nauczycielem. Tak bardzo się obawiał, że coś nie wypali…

Starszy detektyw po chwili zaproponował, że pójdzie po coś do picia. Gdy tylko się oddalił jego miejsce zajął Liam, a Tomlinson zarzucił blondynowi ramię na szyję. Lokaty oparł łokcie na blacie stolika i zaczął wpatrywać się w niego swoimi szmaragdowymi tęczówkami. Niebieskie oczy Ni przeskakiwały od jednego, do drugiego, zastanawiając się czego od niego chcą.

- Gdzie spędziłeś noc, hę? – zapytał w końcu Louis.

- Myślę, że to akurat oczywiste, biorąc pod uwagę z kim przyszedł – odpowiedział, mu Payne. – Powinieneś raczej zapytać, czemu nie wrócił zaraz po śniadaniu.

- Czemu nie wróciłeś od Zayna zaraz po śniadaniu, hę? – powtórzył pytanie nauczyciel, groźnie mrużąc oczy oraz zaciskając usta. – Czyżbyście uprawiali poranny seks?!

- Loueh – zawołał oburzony Irlandczyk i poczuł jak jego policzki momentalnie się rumienią. Nie żeby do czegoś takiego doszło, ale nie raz już robił sobie dobrze, przy wyobrażeniach mulata. – Ale z ciebie perwers! I ty masz uczyć dzieci w szkole!

- Nie zaprzeczyłeś – zwrócił mu uwagę przyjaciel.

- Ale też nie potwierdziłem – zauważył blondyn. – Nie. Nie uprawialiśmy porannego seksu. Zastanów się; Zayn ma połamane żebra. Mogłaby mu się stać krzywda.

- Fakt – Liam westchnął ciężko, przypominając sobie jak bardzo jego przyjaciel został poturbowany. – Ale to wciąż nie tłumaczy, dlaczego nie wróciłeś po śniadaniu.

- I dlaczego w ogóle do niego poszedłeś… – wtrącił się Tomlinson.

Niall poczuł się niekomfortowo. Nie miał ochoty tłumaczyć się im z Aidena i swojej przeszłości. Nie miał ochoty opowiadać im o tym, jak o mało nie zaćpał się na śmierć, a teraz ten, którego prawie wsypał go prześladuje. I że Malik jest jedyną osobą, która o tym wie oraz wspiera go tak jak może w jego decyzjach.

Mocno zacisnął palce na nogawkach swoich spodni, czując jak serce zaczyna mu walić ze zdenerwowania. Miał ochotę podnieść się, przeprosić ich wszystkich i jak najszybciej wrócić do domu. Ale w tym samym momencie do stolika podszedł brunet, który z impetem postawił na drewnianym stoliku butelkę i szklankę. Obaj mężczyźni spojrzeli na górującego nad nimi detektywa i w jednej chwili odsunęli się od Nialla. Odetchnął, gdy mężczyzna z powrotem zajął miejsce przy jego boku.

- Nie wiedziałem jakie lubisz, więc wziąłem ci Carlinga* – powiedział Zayn opierając ramię na oparciu jego krzesła i sięgając po szklankę, w której znajdował się przezroczysty napój.

- Dziękuję. Nie przepadam za jasnym piwem, ale dziękuje – odpowiedział i upił łyk swojego napoju.

- A jakie lubisz? – zainteresował się detektyw, przyglądając się profilowi blondyna. Dostrzegł, jak kącik jego ust drgnął ku górze, po czym odwrócił wzrok w jego stronę.

- Irish stout** oczywiście – stwierdził. – Beamish, Guinness, Murphy’s Irish.

- No tak. Że też na to nie wpadłem – mruknął ironicznie Malik, znów upijając łyk swojego drinka, co skomentował cichym chichotem.

- Marny z ciebie detektyw – rzucił, a po chwili zaśmiał się głośno, widząc mrożące krew w żyłach spojrzenie mulata.

- Powiedz to jeszcze raz, a pożałujesz, że w ogóle mnie poznałeś – zawołał policjant, wywołując jeszcze większy atak śmiechu u blondyna, który próbował ukryć się za wysoką szklanką z piwem. Kątem oka dostrzegł ciepłe spojrzenie szatyna, który uważnie przyglądał się Zaynowi. Jednak zaraz potem wdał się z powrotem w dyskusję ze swoją dziewczyną.

* Carling – to lekkie jasne piwo dolnej fermentacji, ze swoim browarem w Kanadzie.

** Irish stout – nie różnią się niczym od portera. Są to ciemne piwa górnej fermentacji, pochodzenia irlandzkiego.
, Tak jak przewidział Harry, w drodze powrotnej nie było prawie żadnych wypadków oprócz tego jednego, kiedy Louis wpadł w kałuże błota, a Styles nie mógł przestać się śmiać. Skończyło się na tym, że elf nie odzywał się do niego przez cały dzień, ale udało mu się złagodzić sytuację kilkoma całusami.

-Daleko jeszcze? - zgadnął pewnego dnia Louis.

Harry uśmiechnął się do niego i zawiązał mu oczy kawałkiem materiału.

-C-co ty robisz? - spytał, gdy poczuł, jak jego nogi odrywają się od ziemi.

-Zobaczysz - odpowiedział Styles i złożył na jego policzku krótkiego całusa.

Louis słyszał szeleszczące liście pod stopami Harry’ego, aż do momentu, w którym się zatrzymali. Styles postawił elfa na ziemię i odwiązał opaskę z jego oczu.

-Jesteśmy w domu - powiedział Harry i przytulił Tomlinsona, ścierając łzy z jego policzków. - Obiecałem, że przyprowadzę cię żywego i obietnicy dotrzymałem.

-Mogę odwiedzić swoją mamę?

-Oczywiście, kochanie - odrzekł rzeźbiarz i pociągnął elfa w stronę jego domu.

Podeszli pod drzwi chatki i zapukali dwa razy. Usłyszeli kroki dochodzące z środka, a chwile potem ujrzeli Jay. Wyglądała na lekko niewyspaną, ale i tak dobrze się trzymała.

-Cześć, mamo. Wróciłem - powiedział i wpadł rodzicielce w ramiona.

-Tak się cieszę, Boo Bear - chlipała Jay, ściskając syna najmocniej, jak umiała.

-Tęskniłem za tobą, mamo.

-Ja bardziej, synku.

Harry stał z boku i obserwował tę rodzinną scenkę, aż do chwili, kiedy Louis odsunął się od niej i spojrzał na Stylesa.

-Znasz Harry’ego, prawda? - zwrócił się do Jay.

-Oczywiście!

-On jest… jest… moim - jąkał się Louis.

-Jesteśmy razem - dopowiedział zielonooki.

Jay podeszła do niego z poważnym wyrazem twarzy, a następnie objęła go ramionami.

-Witaj w rodzinie, Harry - powiedziała, scałowując jego policzki.

-Dziękuję pani Tomlinson.

-Wystarczy Jay, skarbie - odpowiedziała pieszczotliwie. - Może wejdziecie i odpoczniecie chłopcy?

Styles spojrzał na nią przepraszająco. - Wybacz, Jay, ale chciałbym odwiedzić swoich rodziców.

-Nie mam ci czego wybaczać! Idź szybko, twoja mama bardzo się martwiła o ciebie.

-Widzimy się wieczorem - rzekł Harry i pocałował długo Louisa, zanim pobiegł w stronę swojego domu.

Jay spojrzała z uśmiechem na swojego zawstydzonego syna i weszła z nim do środka, nie pytając o nic.

*

Harry czekał, aż ktoś otworzy mu drzwi. Był trochę zdenerwowany, w końcu nie widział swojej mamy przez długi czas. Po kilkunastu sekundach, które dla chłopca były jak godziny, w drzwiach stanęła Anne. Na początku zdziwiła się tak wczesną wizytą, ale gdy tylko ujrzała swojego syna, przytuliła go i pozwoliła łzom wypływać z jej oczu.

-Wróciłeś, synku - mówiła, gładząc go po plecach. - Wszystko w porządku?

-Tak, wszystko jest dobrze.

-A Louis? Czy on…? - zapytała, widząc nieobecność elfa.

-Nie, mamo! Louis jest już w swoim domu. Nic mu nie jest - wyjaśnił szybko Harry.

-Wiedziałam, że uda ci się go ochronić - powiedziała Anne i wciągnęła chłopca do środka. - Na pewno jesteś zmęczony. Idź spać, porozmawiamy później. - Zaprowadziła go do pokoju, gdzie czekało już na niego pościelone łóżko.

Harry, nie zastanawiając się dłużej, wskoczył w miękką pościel i zasnął.

*

Wieść o tym, że chłopcy wrócili, rozniosła się po wiosce z prędkością światła. Dla większości Harry i Louis byli bohaterami, udało im się przeżyć po za wioską. Ostatni raz zdarzyło się to 500 lat temu i do dziś zostało legendą. Wszyscy chcieli poznać ich historię.

*

Harry obudził się późnym popołudniem. Pierwsze o czym pomyślał to: jedzenie i Louis. Jako iż chciał zobaczyć elfa jak najszybciej, poprosił swoją mamę, aby przygotowała mu szybki posiłek. Anne przytaknęła i zabrała się do roboty.

Kiedy Styles był już syty i czysty (jego mama uznała, że nie może wyjść taki brudny), wyszedł z domu, kierując się w stronę chatki Tomlinsonów. Był pewien, że elf jeszcze śpi i będzie mógł obudzić go słodkim buziakiem.

Na nieszczęście Harry’ego Louis mieszkał po drugiej stronie wioski i w połowie drogi rzeźbiarz natknął się na grupę dziewczyn.

-Harry! - zawołała jedna z nich i pisnęła, kiedy chłopak na nią spojrzał.

Chwilę później dziewczyny znalazły się blisko Stylesa i zaczęły go otwarcie podrywać. Harry nie chciał ich spławiać, więc uśmiechał się i gawędził z nimi. Mógł przecież poświęcić im kilka minut.

*

Louis wesoło kroczył przez wioskę, ciesząc się na kolejne spotkanie ze swoim chłopakiem. Nawet jego mama nie potrafiła zatrzymać go w domu na dłużej. On chciał tylko spotkania z Harrym.

Mniej więcej w połowie drogi dostrzegł Stylesa w towarzystwie dziewczyn, z którymi świetnie się bawił. Zatrzymał się i poczuł to znajome uczucie. Uczucie jakby ktoś wbijał mu sztylety prosto w serce, a tym kimś była osobą, którą najbardziej kochał.

Mógł się tego spodziewać. Przecież Harry nie powie nagle wszystkim, że jest gejem i spotyka się z kimś takim jak Louis Tomlinson. A może on w ogóle nie traktował tego poważnie? Może mówił to wszystko po to, aby elf mógł odzyskać moc.

W oczach Louisa zebrały się łzy. Nie mógł ruszyć się z miejsca nawet, kiedy poczuł słone krople spadające z nieba.

*

Harry zauważył, że pogoda drastycznie się pogorszyła. Słyszał piski dziewczyn, które bały się, że deszcz zniszczy ich perfekcyjne fryzury. Chłopak jednak ignorował to wszystko, szukając małego elfa, który był za to odpowiedzialny. Wiedział, że musi dziać się coś złego.

Rozejrzał się dookoła i dostrzegł Louisa, stojącego w oddali ze spuszczoną głową. Podbiegł do niego i ujął jego twarz w ręce. Zauważył, że jego oczy są czerwone, a po policzkach płyną łzy.

-Co się stało, kochanie? - spytał Harry, ocierając jego twarz.

-N-nic - wyszeptał. - Przepraszam, że przeszkodziłem ci w rozmowie z dziewczynami.

Styles zmarszczył brwi, a następnie uświadomił sobie, o co chodzi Tomlinsonowi.

-Właśnie szedłem do ciebie, kiedy one mnie zaczepiły. Nie chciałem być niemiły, więc porozmawiałem z nimi chwilę. To nic nie znaczyło, kocham cię.

Louis pociągnął nosem i spojrzał na zielonookiego. Deszcz przestał już padać, więc Harry był pewien, że elf uwierzył mu i uspokoił się.

-Jestem żałosny, przepraszam - chlipał.

-Nie jesteś żałosny - zapewniał go Styles. - Jesteś najbardziej uroczą istotą na ziemi i kocham cię jak nikogo innego. Nigdy nie waż się w to wątpić.

-Ja też cię kocham - powiedział Louis i wtulił się w niego.

Chwilę później pojawili się mieszkańcy wioski zaniepokojeni nagłymi zmianami pogody. Harry spojrzał na nich i uśmiechnął się, łapiąc Tomlinsona za rękę.

-Nie martwcie się! - krzyknął, aby ich uspokoić. - Zapewniam, że pogoda będzie w porządku, ale pod jednym warunkiem. - Wszyscy spojrzeli na niego w oczekiwaniu. - Nikomu nie wolno tknąć tego elfa. - Wskazał na Louisa. - On jest mój i ja się nim zaopiekuję - zapewnił, całując go w policzek.

Wszyscy zamilkli, a Louis poczuł, że robi mu się gorąco.

-Ej, Tomlinson! Nie wstydź się tak, bo się wszyscy ugotujemy - krzyknął ktoś z tłumu, na co wszyscy wybuchli śmiechem.

Louis ochłonął, widząc szczere uśmiechy mieszkańców i przytulił się do Harry’ego, kiedy ten zaczął opowiadać o ich przygodach, pomijając te drastyczniejsze wątki. Wszyscy słuchali z zainteresowaniem, zadając pytania od czasu do czasu. Ktoś zaproponował piknik, więc ludzie zaczęli znosić jedzenie, picie i koce, rokoszując się słoneczną pogodą.

W wiosce narodziła się nowa legenda. Tym razem występował w niej także czarnoksiężnik Zayn Malik, którym niezwykle zainteresował się krasnoludek Niall Horan, ale to już zupełnie inna historia…

~~