czwartek, 15 maja 2014

******** ytuł: Flower Twilight. (Kwiecisty Zmierzch.)

Autorki: FlyWithMe92 & Cirrown

Od autorek: Nawet nie wiecie, jak mnie uciszyło, to że tak czekacie na rozdziały. To naprawdę miłe dostać dzień przed publikacją aska z wiadomością, że cieszycie się na rozdział. To tak bardzo motywuje do dalszego pisania ^^ Jesteście kochani xxx ~ FlyWithMe92

1.

Niall przekręcił się z boku na bok, a jego twarz wykrzywił grymas strachu. Z każdą kolejną minutą mężczyzna poruszał się co raz niespokojniej, po jego policzkach płynęły łzy, a z ust wydzierały się krótkie okrzyki. W pewnym momencie usiadł gwałtownie, otwierając oczy szeroko ze strachu i krzyknął głośno, zaciskając palce na pościeli.

Jego smukłe palce na moment zacisnęły się na krawędzi kołdry, a następnie odrzuciły ją na bok. Nie chcąc ponownie zapaść w sen, Horan zsunął się z materaca i stanął na zimnej podłodze. Zajął miejsce przy biurku, na nieco niewygodnym krześle, i oparł na nim łokcie, wsuwając dłonie w swoje krótkie włosy.


Zaczął już przeklinać samego siebie w myślach o to, że odprawił Liama, argumentując to chęcią samotności. Teraz pragnął poczuć wokół siebie jego silne ramiona i wywietrzały zapach perfum, a także usłyszeć słowa uspokojenia szeptane do ucha.

Westchnąwszy ciężko, blondyn ułożył przedramiona płasko na blacie i oparł na nich policzek, nucąc pod nosem cichą melodię, którą pamiętał ze święta. Całość zabawy pamiętał jak przez mgłę, wiedział, że tańczył z Liamem i puścił razem z nim lampion. W jego głowie zaświtało też wspomnienie ich intymnego momentu, więc zaczerwienił się dosyć mocno. Jednakże nie umiał przypomnieć sobie żadnych szczegółów, co mocno go przerażało.

Wkrótce po głębokich rozmyślaniach na temat minionych godzin, powieki Irlandczyka zaczęły mu ciążyć, aż w końcu przysłoniły chabrowe tęczówki. Jego sen nie trwał jednak długo, ponieważ znowu wybudził się z niego gwałtownie. Tym razem zdołał pohamować wrzask, ale nie łzy strachu, które spłynęły po jego zaczerwienionych policzkach.

Nie rozmyślając długo nad tym, co powinien zrobić, Horan chwycił w dłonie swoje tenisówki i podszedł do drzwi, nie zakładając ich na bose stopy. Stojąc na korytarzu zawołał cicho swojego zwierzaka, który zerwał się ze swojego posłania i pomknął do odpowiedniego pokoju jako pierwszy. Gdy Niall już tam dotarł, John grzecznie siedział pod drzwiami, patrząc na swojego właściciela ślepkami, błyszczącymi nawet w ciemności.

Niebieskooki uśmiechnął się lekko, pospiesznie otarł policzki i wsunął się do pokoju. Przypilnował, żeby fretka weszła razem z nim i zwinęła się na posłaniu obok Lokiego, cmokając go wcześniej w czubek mokrego noska. Dopiero wówczas odważył się unieść wzrok.

Pierwszą rzeczą, jaką dostrzegł było zatroskanie, widoczne w sarnich oczach Liama. Gdy dostrzegł w jakim stanie znajduje się młodszy, odłożył na bok czytaną książkę i rozłożył ramiona. Bez zadawania zbędnych pytań, przyciągnął go do uścisku i pogładził po plecach. Kilka sekund później, miękkie wargi odnalazły rozpaloną skórę, na czole Irlandczyka, i tam już zostały.

- Mam do ciebie pytanie – powiedział Payne po dłuższym czasie milczenia, spędzonym na kołysaniu blondyna w swoich ramionach. – Masz może ochotę na herbatę? – szepnął i zaraz odwzajemnił szeroki uśmiech, który wykwitł na twarzy podopiecznego. – Załóż buty i idziemy – poklepał go lekko po udzie i wysunął się z objęć, by nasunąć swoje tenisówki.

Niall poszedł za jego przykładem i chwycił wyciągniętą dłoń, by następnie ruszyć przez korytarz, pogrążony w mroku. Po bezproblemowym odnalezieniu drogi do Sali Jadalnej, mężczyźni zakradli się do kuchni i zgodnie przystąpili do przygotowania napoju. Liam zajął się wstawieniem wody i odnalezieniem opakowania z malinową herbatą, a jego chłopak przeszperał szafki, w których znalazł dwa duże kubki.

Horan chwycił naczynie wypełnione ciepłym napojem i splótł swoje palce z tymi szatyna. Nie odzywając się ani słowem, ruszył w drogę powrotną o wiele wolniejszym krokiem, by przypadkiem nie polać się wrzątkiem. Gdy dotarł do sypialni starszego, bez uronienia ani kropli, uśmiechnął się do siebie delikatnie i wsunął do pomieszczenia. Usłyszał, jak brązowooki podąża za nim i zamyka drzwi z cichym kliknięciem.

Nie mając ochoty na powrót do łóżka, niebieskooki usadowił się na podłodze przy oknie sięgającym do samej podłogi. Chwilę później na jego kolanach wylądował ciepły koc, na widok którego otworzył oczy ze zdziwieniem i zadarł głowę, żeby spojrzeć na swojego opiekuna. Ten tylko wzruszył ramionami i usiadł obok niego, wsuwając nogi pod miękki pled.

Wciąż nie rozmawiając o wydarzeniach z minionych godzin, mężczyźni zajęli się piciem swoich herbat. Wokół rozlegały się dźwięki, które akompaniowały kroplom deszczu, uderzającym o okno.

- Chyba potrzebuję o tym komuś opowiedzieć – nagle odezwał się zduszony głos Nialla, który spojrzał na opiekuna załzawionymi oczami. – Nie mogę tak. Nie mogę przez to spać, bo się boję – szeptał gorączkowo, ledwie utrzymując kubek w swoich drżących dłoniach. – Pewnie to nie pomoże jakoś wybitnie, ale po prostu… potrzebne mi to – po tych słowach zamilkł, wpatrując się w Liama błagalnie.

- Mów, maluchu, nie będę ci przerywał – odparł tylko szatyn, obejmując go ciaśniej ramieniem i obdarowując krótkim pocałunkiem w policzek.

Niebieskooki pociągnął cicho nosem i odstawił na bok naczynie. Głowę ułożył wygodniej na klatce piersiowej starszego mężczyzny i opuścił powieki. Wsłuchując się w regularne bicie serca, odetchnął głęboko i podjął wątek.

- Na początku była ta wizja. Po tym, jak upadłem na kolana i tak okropnie rozbolała mnie głowa – zaczął, bawiąc się swoimi zimnymi palcami. – Na moment ten ból przeszedł, ale zaraz wrócił. Znaczy, nie sam, bo razem z nim przyszły te wszystkie obrazy – przełknął głośno ślinę i mocniej wczepił się w tors szatyna, poszukując w tym poczucia bezpieczeństwa. – I nie były zbyt przyjemne, że tak to ujmę. Widziałem demony, gromadzące się przy granicach i… to, jak mordują Pure-Blood – pisnął, drżąc na całym ciele ze strachu.

Payne bez słowa złapał go za biodra i przyciągnął na swoje uda. Po zamknięciu go w uścisku, przycisnął wargi do jego ucha i wyszeptał kilka uspokajających słów, nie przerywając gładzenia go po plecach. Minęło kilka minut, zanim Horan uspokoił się na tyle, żeby kontynuować przerwany wywód.

- Zabijały tych, którzy nie byli niczego świadomi i całkiem bezbronni. Tych, którzy nie byli w Violet Hill i nawet nie wiedzieli kim są – powiedział na początku, głosem niewiele głośniejszym od szeptu. – Potem był kolejny obraz. Błonia zasłane trupami. Większość z ludzi, którzy tam byli, znałem – po tych słowach blondyn wybuchnął niekontrolowanym płaczem, czując, jak całe napięcie uchodzi z jego ciała.

- Ćśśśśśś, to wcale nie musi się spełnić – zauważył Liam, powracając do kołysania go w swoich ramionach. – Prawda? Jeśli przygotujemy się odpowiednio, to damy radę odeprzeć każdy atak – zauważył z pewnością siebie słyszalną w przyciszonym głosie. – Niall? Widziałeś potem coś jeszcze – bardziej stwierdził niż zapytał.

Irlandczyk pokiwał głową i oparł głowę na jego ramieniu. Zanim zdążył się zastanowić nad tym, co powiedzieć, słowa same wypłynęły z jego ust. Opowiedział o mężczyźnie, którego zobaczył w momencie, kiedy nad błoniami zerwała się burza. Opisał go w każdym najdrobniejszym szczególe, jaki zdołał zapamiętać, mimo szoku i przerażenia.

- Czy możemy iść już spać? – zapytał nieśmiało niebieskooki, kiedy już skończył mówić. – Mimo wszystko jestem zmęczony – uznał, przecierając pięścią powiekę, która ciążyła mu już od dłuższego czasu.

Payne pokiwał głową w ramach odpowiedzi i obaj mężczyźni podnieśli się z zimnej podłogi. Naczynia ustawili na stoliku nocnym, a jeden z nich rzucił koc w nogi łóżka, do którego potem się wsunęli. Blondyn ułożył się tyłem do swojego opiekuna, a ten objął go w pasie i przyciągnął do swojej klatki piersiowej. W krótkim czasie obaj odpłynęli w sen, który był na tyle twardy, że pozwolił im zaznać spokoju przez kilka godzin.

2.

Obudził się dość późno. Dochodziła dziesiąta, gdy otworzył oczy, a jasne promienie podrażniły jego tęczówki. Mrukną niezadowolony, mrużąc oczy i zamykając je jeszcze na chwilę. Schował nos w jasne kosmyki Nialla i wdychając ich przyjemny zapach, leżał jeszcze przez jakiś czas, zaczynając myśleć o tym wszystkim co mu opowiedział w nocy.

Jego wizje były niepokojące. Musiał o nich opowiedzieć Simonowi. Musieli wzmocnić granice Violet Hill. Wyznaczyć jakieś patrole, rzucić czary obronne. Przygotować się do ataku. Ale przed powiadomieniem o wizji Horana swojego wuja, musiał wiedzieć jedną rzecz. Kim był mężczyzna, którego zobaczył podczas burzy.

Ostrożnie wygrzebał się z pościeli, tak by nie obudzić blondyna, który wciąż spał smacznie, tuląc się do rąbka pościeli. Zwinięty niczym mały kociak, z włosami rozrzuconymi na poduszce i rumieńcami na policzkach, wyglądał niezwykle uroczo. Na usta Liama mimowolnie wkradł się uśmiech, gdy patrzył tak na śpiącego Horana. Jeszcze szerzej uśmiechnął się, gdy zdał sobie sprawę, że jest jedyną osobą, przy której on może spokojnie spać.

Potrząsnął głową i wsunął na stopy trampki. Na pomiętą, szarą koszulkę, zarzucił bluzę i cicho wyszedł z pokoju, by nie obudzić Irlandczyka. Podciągnął rękawy do łokci, kierując się do biblioteki. Za winklem wpadł na Zayna.

- Och. Szukałem cię – odezwał się brunet. – Chciałem zapytać co z Niallem.

- W porządku – odpowiedział Liam, przystając i spoglądając na przyjaciela. – Był trochę roztrzęsiony i miał nocne koszmary, ale w końcu zasnął.

- Powiedz mi. Co się właściwie stało na błoniach? – zapytał mulat, wciskając ręce w kieszenie spodni i obaj ruszyli w stronę biblioteki.

- Niall miał wizję, która potwierdziła tylko to co usłyszał od duchów w Świątyni Druidów – wyznał, splatając ręce na piersiach. – Mrok, chce zniszczyć Violet Hill. Najpierw wybić wszystkich Pure-Blood, którzy są nieświadomi swojej mocy, a potem zaatakować nas.

- Jeśli pozbędzie się tego miejsca, Pure-Blood nie będą mieli gdzie się szkolić – przeanalizował Malik. – A jeśli nie będą mieli gdzie uczyć się kontroli nad mocą, ona ich pochłonie i wszyscy potomkowie Druidów znikną z ziemi. To logiczne.

- To prawda. Chce wyeliminować potencjalnego przeciwnika, który będzie miał moc zgładzenia go – przytaknął mu Payne. – A przynajmniej. Stłumienia go do na kolejne kilkaset lat.

- On poluje na Nialla – stwierdził Zayn, a szatyn mocniej zacisnął wargi. – Doskonale zdajesz sobie z tego sprawę, prawda? On od początku był inny. Silniejszy. Ale potrzebuje drużyny.

- Ma już ogień i lód – wyznał pamiętając o jego przyjaźni z Harrym i Louisem. – Potrzebuje jeszcze wody, powietrza i eteru.

- Czyli… Ta bitwa na granicach Violet Hill, będzie jedną z wielu? – zapytał brunet, a on ze zrezygnowaniem przytaknął. – W takim razie, musimy się do niej przygotować. Trzeba powiadomić Simona.

- Tak, wiem. Ale zanim to zrobimy, musimy się dowiedzieć jeszcze jednej rzeczy – podkreślił Liam, a widząc spojrzenie przyjaciela dodał: – Poza wizją, którą nie wiem co wywołało, zobaczył jeszcze jakiegoś mężczyznę. Dlatego idę do biblioteki.

- W jakim dziale, będziemy szukać? – spytał Zayn, a szatyn spojrzał na niego. – No co? Pomogę wam szukać tego gościa.

- Myślę nad historią. Może to był jakiś prastary duch – odpowiedział, kiedy wchodzili do biblioteki. Od razu skierowali się na dział z historią i zaczęli wyszukiwać tomy, które mogły wydać się najbardziej niezbędne. Krążyli między regałami ściągając kolejne książki.

- Ogniska – odezwał się niespodziewanie brunet, a Payne spojrzał na niego marszcząc brwi. – Wielkie ogniska. Były przecież z Dziesięciu Świętych Drzew, a Niall jest związany z naturą. Może ich dym wywołał to wszystko.

- Wiesz… Wiesz, że możesz mieć rację – przyznał, marszcząc brwi. – Kiedy był na błoniach, jego spojrzenie było zamglone, głupawy uśmieszek błąkał mu się na ustach. Jakby się naćpał. A kiedy poszliśmy na plażę, z dala od ognisk, to ustąpiło. Jak wróciliśmy na błonia, znów się nasiliło.

- No widzisz. Jeśli Niall jest tym kim jest, to takie imprezy mogą silnie na niego wpływać – stwierdził Zayn, ściągając z wyższej półki kolejną książkę. – Wywoływać wizje i tym podobne.

Liam przytakną i też ściągnął kolejny tom z półki. Obładowani książkami różnej wielkości oraz grubości, opuścili bibliotekę i skierowali się z powrotem do pokoju szatyna. Nacisnął klamkę łokciem i pchnął drzwi biodrem wchodząc do środka. Jego spojrzenie padło na zaspanego Nialla, który siedział na łóżku przecierając oczy, a Loki rozłożył się na jego kolanach. Bezwiednie głaskał go po głowie i drapał za uszami.

- Dzień dobry, Głodomorku – przywitał się, a blondyn odpowiedział mu leniwym uśmiechem. – Chcesz coś na śniadanie?

- Tosty i herbatę – wydukał wciąż lekko zaspany, ziewając głośno, kiedy Payne, odkładał książki na biurko. Zayn poszedł w jego ślady i spojrzał na Horana witając się z nim szerokim uśmiechem.

- Opowiedz Zaynowi o tym mężczyźnie. Pomoże nam szukać – poprosił na powrót kierując się do drzwi. – A ja skoczę zrobić ci śniadanie.

I wyszedł pospiesznie kierując się do kuchni. Zrobił swojemu chłopakowi tosty z dżemem truskawkowym oraz twarożkiem i skrojonymi w plasterki owocami. Przyrządził mu swoją ulubioną herbatę malinową i tak zaopatrzony wrócił do pokoju.

Zayn siedział w fotelu, przerzucając strony książki. Niall robił to samo, siedząc wciąż nakryty pierzyną. Jednak podniósł wzrok, gdy szatyn wszedł do środka. Posłał mu uroczy uśmiech na widok pysznego śniadania i odebrał je od niego uprzednio odsuwając ciężki tom. Payne przysunął go do siebie, wyciągając się w poprzek łóżka i zaczynając przewracać strony.

3.

Irlandczyk ziewnął cicho i przysłonił usta pięścią, rozglądając się dookoła zaspanym spojrzeniem. Pokój już od kilku godzin pogrążony był w półmroku, ciemność rozpraszało włączone światło dwóch lampek nocnych. Jedną z nich jego chłopak przysunął bliżej łóżka, a drugą postawił przy fotelu. W ten sposób nikt nie męczył wzroku bardziej, niż było to potrzebne.

- Ktoś ma ochotę na herbatę? – rzucił niebieskooki, poprawiając poduszkę, którą wcześniej podłożył pod plecy. – Halo? – sapnął z nutą niezadowolenia, kiedy nie otrzymał odpowiedzi. – Zrobić komuś herbaty? – ponowił, zsuwając się z materaca.

Zebrawszy zamówienia od Liama i Zayna, nasunął na stopy swoje tenisówki i ruszył w kierunku kuchni. Korytarze były już opustoszałe, ponieważ zajęcia skończyły się dużo wcześniej. Adepci zaszyli się w swoich pokojach lub w bibliotece, gdzie zwykle odbywało się odrabianie prac domowych.

Nieustannie rozmyślając o tajemniczym mężczyźnie, którego zobaczył między strugami deszczu, Niall napełnił czajnik wodą i włączył go. Oparł się plecami o krawędź blatu i skrzyżował ramiona na piersi, wbijając spojrzenie w przestrzeń. Pamiętał, że kiedyś czytał opis, zgadzający się z tym, co widział w niemal stu procentach.

Blondyn westchnął ze smutkiem i na moment zacisnął powieki. Potrzebował odpocząć od rozmyślań na ten temat, ponieważ powoli wszystko zaczynało go drażnić. Żeby nie tracić czasu, wyjął z szafki drewnianą tacę, na której ustawił trzy kubki oraz talerz z różnymi smakołykami. Do odpowiednich naczyń wrzucił torebki z herbatą. Dwie malinowe, dla niego i Liama, i jedna brzoskwiniowa dla Zayna.

Po tym, jak w pomieszczeniu rozległ się charakterystyczny gwizd, nalał wrzątku do kubków i odczekał kilka chwil. Złapawszy mocno tacę, opuścił kuchnię i ostrożnie przeszedł przez Salę Jadalną oraz korytarz. Największym wyzwaniem okazało się wejście do pokoju, przy użyciu łokcia do otworzenia drzwi, jednakże udało mu się to zrobić bez wylania połowy napojów.

- Proszę – powiedział zachrypniętym głosem, podając naczynia dwóm mężczyznom, którzy podziękowali mi po cichu.

Sam chwycił swoje i zakopał się z powrotem pod kołdrą. Żeby nie tracić czasu, przyciągnął do siebie zieloną książkę, opatrzoną tytułem „Zarys wierzeń plemion celtyckich”. Wyglądała na nową, więc nie obawiał się wielkiej katastrofy przez przypadkowe zalanie jej herbatą. Przeczytawszy pobieżnie wstęp, zamrugał oczami i pokręcił głową. Nie zrozumiał z niego absolutnie nic, ale zrzucił to na zmęczenie.

- Niczego nie znaleźliście, prawda? – uniósł wzrok znad cienkiego tomu i napotkał dwa przepraszające spojrzenia, które odpowiedziały na jego pytanie. – Okej, w porządku – mruknął bardziej do siebie i upił pierwszy łyk.

Czując napływające uczucie zrezygnowania, zmarszczył brwi i desperacko wbił spojrzenie w tekst. Pierwszym, co sprawdził był oczywiście spis treści, znajdujący się na początku książki. Z niego dowiedział się, że informacji o bóstwach męskich powinien szukać w okolicach 127 strony, więc uczynił to bez szemrania.

Pierwszy z podrozdziałów mówił o tak zwanym „Bogu z Rogami”. Jednakże jego opis, ciągnący się przez około jedenaście stron, nie wniósł niczego nowego do poszukiwań. Nie mając ochoty na czytanie drugiej, tak obszernej historii z kolei, Horan odsunął tom na bok i zajął się piciem herbaty, która zyskała temperaturę pokojową.

- Może powinniśmy to odłożyć na jutro – stwierdził cichym głosem, kiedy wypił ostatni łyk napoju i odstawił kubek na bok. – Nie wiem jak wy, ale ja już nie mam do tego siły – westchnął, wracając do lektury.

- Zostało nam już tylko kilka książek – odparł Liam, tłumiąc ziewnięcie, które cisnęło się na jego pełne wargi. – Skończymy je przeglądać. Jutro możemy spróbować znowu, jeżeli niczego nie znajdziemy – to stwierdzenie poparło aprobujące mruknięcie Zayna.

Nie mając ochoty na sprzeczanie się ze starszymi od siebie, Niall wzruszył ramionami i zmienił pozycję. Teraz leżał obok swojego opiekuna, podpierając łokcie na krawędzi materaca. Książkę trzymał w dłoniach, uniesionych na wysokość twarzy, a bystrym spojrzeniem uważnie śledził kolejne słowa. W kilka minut przebrnął przez drugi podrozdział, chociaż zrobił to z wyraźnym trudem.

Wiedząc, że nikt nie zauważy niedbalstwa, jedynie przebiegł wzrokiem po trzech kolejnych kartkach. Zatrzymał się dopiero, kiedy jego uwagę przykuło jedno ze słów. Cernucopia. Chociaż miał wrażenie, że nie wniesie to niczego nowego, wrócił do początku akapitu. W miarę czytania krótkiego tekstu, jego oczy rozszerzały się co raz bardziej, aż w końcu odsunął od siebie książkę.

- Znalazłem – powiedział z niedowierzaniem, nieco przyciszonym głosem. – Olloudius. Ten mężczyzna, którego wtedy zobaczyłem się tak nazywa – dodał, kręcąc głową. – On jest Bogiem… Podobno napis na figurce, znalezionej w Belgii sugeruje, że można go czcić, jako opiekuna danego terenu – odchrząknął nieznacznie i usiadł na brzegu łóżka.

Niebieskooki zaczął nerwowo bawić się swoimi palcami, czując zdziwione spojrzenia utkwione w sobie. Jego policzki momentalnie pokryły się głębokim odcieniem czerwieni, który próbował zatuszować przez przysłonięcie go włosami. Nie dało to zbyt wiele, ponieważ grzywka okazała się o wiele za krótka. Ale Zayn i Liam szybko stracili przesadne zainteresowanie, wertując książki w poszukiwaniu większej ilości informacji.

- Liam? – spomiędzy wąskich warg Nialla wydobyło się ciche pytanie, nad którym nie zdołał zapanować. – Przepraszam, że wciągnąłem cię w to wszystko. N-nie powinienem był prosić o to, żebyś został moim opiekunem – wyszeptał drżącym głosem, nie unosząc wyżej spojrzenia. – Chyba już pójdę, dobranoc.

Zanim ktokolwiek zdołał zareagować, Horan zebrał swoje rzeczy i wystrzelił z pokoju, jak z procy. Jego serce biło w przyspieszonym tempie, a przez głowę przemykały tysiące myśli. Żadna z nich nie napawała entuzjazmem. Wszystkie wywoływały przerażenie, na które ciało Irlandczyka reagowało drżeniem oraz nagłym osłabieniem.

Przeklinając po cichu samego siebie oraz wszystkie decyzje, jakie podjął zaraz po przyjeździe, zamknął drzwi na klucz i usiadł na podłodze. Coś podpowiadało mu, że właśnie nimi ściągnął niebezpieczeństwo na siebie oraz tych, którzy znaczyli dla niego więcej niż ktokolwiek mógł sobie wyobrazić.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz