niedziela, 11 maja 2014

*Mieszkanie Zayna było urządzone minimalistycznie i na pierwszy rzut oka wydawało się być nieprzyjaznym wnętrzem. Czarna, skórzana kanapa ustawiona była w salonie na drewnianych panelach, na wprost telewizora. Za nią ulokowany był wysoki, biały stolik z dobranymi pod kolor krzesłami oraz aneks kuchenny, którego ściana wyłożona była kasetonami imitującymi kamień. Jasne meble wyraźnie się odznaczały. Po prawej stronie natomiast stał ciężki, drewniany stół z sześcioma krzesłami.

Jednak gdy się lepiej przyjrzeć, dało się dostrzec drobne rzeczy, które nadawały wnętrzu przyjemnego, domowego ciepła. Na stoliku do kawy do góry grzbietem leżała otwarta książka, jaką zapewne czytał Malik. Czarny stół zdobił elegancki wazon, w którym stały słoneczniki, rozświetlając pomieszczenie. Na ścianach wisiały imponujące obrazy, czego Niall szczerze się nie spodziewał. Nie podejrzewał, iż jego przełożony lubi takie rzeczy. Zawsze uważał, że jest on osobą surową, minimalistyczną, nie mającą czasu na sztukę czy literaturę. Został jednak przyjemnie zaskoczony.

Horan zerknął na autora książki. Obcobrzmiące nazwisko nic mu nie mówiło i z westchnieniem opadł na miękką kanapę, przymykając oczy. W tej chwili miał ochotę się rozpłakać, zwinąć w kulkę i zapaść pod ziemię. Zniknąć, żeby nie musieć więcej przez to przechodzić. Myślał, że wszystko sobie poukładał, że teraz będzie tylko lepiej i przede wszystkim - spokojnie. Był jednak zbyt naiwny myśląc, iż tak łatwo ułoży sobie życie na nowo.

- Niall… – usłyszał głos bruneta, więc otworzył oczy. Ten postawił na stoliku do kawy niewielką tacę z dwoma parującymi kubkami, szklanką wody i pastylkami, po które sięgnął. – Proszę. Ta niebieska jest przeciwbólowa, a ta mała na uspokojenie.

Irlandczyk ufnie wziął od niego tabletki, po czym popił szklanką wody. Odłożył ją na tacę i krzywiąc się opadł na oparcie. Zayn podał mu kubek z ciepłą herbatą. Dmuchnął w nią, po czym upił łyk. Jednocześnie poczuł przyjemnie uspokajający smak melisy oraz silne ramię, delikatnie opadające na jego barki.

- Bardzo cię boli? – spytał cicho mulat, zaciskając palce na ramieniu drobniejszego mężczyzny.

- Plecy najbardziej. Brzuch już mniej – wyznał, upijając kolejny łyk.

Na krótką chwilę zapanowała między nimi cisza, podczas której Niall zastanawiał się od czego zacząć. Lekarstwa też zaczęły powoli działać, bo ból ustępował. Dało się go wytrzymać.

Jego oddech powoli wyrównał się, a serce przestało się tłuc w piersi ze strachu. Świadomość, że detektyw jest koło niego, koiła jego zszargane nerwy. Jego ciepło było tak przyjemne, zapach tak znajomy - otulał go i uspokajał. Zacisnął obie dłonie na ciepłym kubku i upił kilka kolejnych łyków herbaty. Brunet gładził jego ramię, co jakiś czas chowając nos w jego jasnych kosmykach, by pokazać iż jest tuż obok.

- Nie mogę spać. Mam koszmary – odezwał się w końcu Horan, wpatrując się w swoje odbicie w tafli herbaty. – Nie mogę jeść. Ręce drżą mi w najmniej odpowiednich momentach, o wejściu do łazienki nie wspomnę.

- Och, Nialler – odezwał Malik, przebiegając palcami przez jego włosy.

- Biorę tylko szybkie prysznice, bo za każdym razem kiedy chcę się przemóc do kąpieli, to wyobrażam sobie ciebie w tej pieprzonej łazience Isaaca – jego głos był cichy i drżał. Blondyn nie umiał nawet spojrzeć na detektywa. – Byłem tam. Widziałem to.

- Wiem, Niall. Pamiętam. – Mulat uśmiechnął się delikatnie, muskając ustami czubek jego głowy. – Taki dzielny.

- Nieprawda – żachnął się młodszy chłopak. – To ty byłeś odważny. Ja strzeliłem do faceta, bo nie potrafiłem znaleźć innego wyjścia.

- Ni, on cię do tego zmusił. W normalnych okolicznościach…

- Co to są „normalne okoliczności”? – Niall w końcu podniósł wzrok na mężczyznę, czując jak znów zaczyna się denerwować. – Od kiedy dostałem się na staż w City granica normalności stała się dla mnie bardzo płynna. Na studiach nie przygotowywali nas na to, że będziemy oglądać podtapianie swoich przyjaciół albo celować do seryjnych morderców z służbowej broni. W ogóle nie powinienem mieć broni, a teraz co? Złożyłem podanie do Komitetu Bezpieczeństwa, żeby zalegalizować moje pozwolenie i ją odebrać. To nie są uprawnienia dla laboranta, wiesz?

- Nialler, spokojnie. Wiem to wszystko. – Zayn powoli i ostrożnie przemówił do Irlandczyka, poprawiając materiał koszulki, która zsunęła mu się z ramienia, osłaniając obojczyk. – Zrobiłeś to, co musiałeś, by ratować ludzkie życie. Nie zabrałeś przy tym cudzego. Gdybym to ja był na twoim miejscu, pewnie wycelowałbym mu między oczy.

- Chciałem to zrobić przez jedną, krótką chwilę – przyznał się niebieskooki, znów spuszczając wzrok. – Ale… nie wybaczyłbym sobie tego. Nie potrafiłbym spojrzeć sobie w oczy; nawet teraz mam z tym problem, a przecież wiem, ile ma na swoim koncie Isaac.

Detektyw westchnął ciężko, przyciągając stażystę bliżej swojej piersi i pozwalając mu się na niej ułożyć. Doskonale rozumiał jak traumatyczne to musiało być przeżycie dla kogoś, kto nawet nie był do tego przeszkolony. Poza tym, nie umiał się oprzeć tej drobnej, przestraszonej osóbce jaką w tej chwili był blondyn.

- Pierwsze takie wyjście w teren jest trudne, każdy policjant ci to powie. Ale my mamy za sobą specjalistyczne szkolenie, byliśmy do tego przygotowywani latami w szkołach policyjnych. Ty… Jedyne, co dane było tobie, to kilkanaście godzin na strzelnicy pod moim okiem. Wierz mi, nigdy nie planowałem testować twoich umiejętności w tak brutalny sposób.

Zayn odchylił lekko głowę, by spojrzeć w twarz laboranta. Jego przygaszony wzrok mówił mu tak wiele i tak mało jednocześnie. Nigdy nie musiał przeprowadzać rozmowy tego typu z kimś, z kim kontakt wykraczał poza służbowe relacje. Standardowe formułki nie wchodziły nawet w grę.

- Nie potrafię sobie wyobrazić, co przeżywasz. Jedyne, co mogę spróbować wyrazić, to moja wdzięczność. Wtedy, kiedy Zack zanurzał mnie już enty raz, nie miałem siły do walki. Chciałem dać za wygraną, byle tylko przestało tak boleć. A bolało mnie wszystko. I wtedy, zupełnie nie wiem skąd, zjawiasz się ty. Bez lśniącej zbroi i białego rumaka, ale z pistoletem i ogromem determinacji. Dawno nie widziałem jej tyle u nikogo. To było jak zastrzyk energii. Wiedziałem, że jest dla mnie jeszcze szansa, bo jest ktoś, kto może mi pomóc. Chociaż bałem się o siebie, bałem się o ciebie i bałem się jego… - Brunet przerwał na moment. Niebieskie oczy spojrzały na niego dziwnie. Ufnie, ale wciąż odrobinę przestraszone. – Nie pamiętam zbyt wiele po tym, gdy nacisnąłeś za spust. Wiedziałem, że ten gnój dostał w nogę i w duchu śmiałem się jak dziecko, po cichu licząc, że uszkodziło mu przy tym jaja i nigdy więcej nie będzie z niego pożytku. To kilka minut było jednocześnie najdłuższe i najkrótsze w moim życiu.

Niall nie wiedział co powiedzieć. Nie był pewien jakich słów powinien w tej chwili użyć, bo to co powiedział mu detektyw, było… Dla niego było po prostu piękne. W jednej chwili poczuł się ważny. Z drugiej strony wciąż przerażał go fakt, że strzelił do człowieka. Mimo wszystko, po tych słowach nie wydawało się to tak straszne jak przedtem.

- Potem… Potem wszedł Harry i zaczął jeździć po Isaacu – odezwał się cicho i spróbował lekko uśmiechnąć. Chyba mu się udało, mężczyzna odwzajemnił jego gest. – Wiesz. Jak to Harry.

- Tak. Jak to Harry – przyznał detektyw i wyciągnął z jego dłoni kubek. – Chodź. Dam ci coś do przebrania. Położysz się i wysmarujemy te poobijane plecy.

Przytaknął mu tylko w odpowiedzi, po czym chwycił wyciągniętą dłoń Zayna. Złapał ją i dał się poprowadzić do przytulnej sypialni, urządzonej w równie minimalistycznym stylu co reszta mieszkania. Dwuosobowe łóżko stało przy ścianie wyłożonej drewnianymi panelami, którymi została pokryta również podłoga. Na reszcie ścian została położona beżowa, chropowata tapeta. Po prawej stronie stała czarnobiała komoda, a nad nią powieszony został abstrakcyjny obraz. Na meblu zaś ustawiono szklany wazon z tulipanami. Po lewej natomiast znajdowało się okno, a po obu stronach łóżka stały małe szafki nocne, na których zostały swoje miejsce miały lampki z pomarańczowymi kloszami. Rzucały przyjemne ciepłe i miękkie światło. Całą ścianę naprzeciwko łóżka pokrywała trzyskrzydłowa szafa z lustrami.

Zayn odsunął jedno z nich zaglądając do środka, a Niall stanął na przyjemnie miękkim, puchatym, kremowym dywanie. Jego stopy zanurzyły się w nim i naprawdę miał ochotę po prostu zdjąć skarpetki.

- Nie spodziewałem się po tobie takiego wnętrza – odezwał się, gdy Malik przekopywał szafę.

- To znaczy jakiego? – zapytał ze środka.

- No wiesz. Takiego ciepłego – sprostował. – Wiedziałem, że będzie minimalistyczne, ale nie spodziewałem się obrazów, książek walających się po stolikach, kolorowych kwiatów.

- Pozory czasem mylą – stwierdził brunet, podchodząc do niego i wręczając mu ubrania. – Powinny pasować. Łazienka jest na wprost.

Irlandczyk przytaknął i skierował się we wskazanym kierunku. Nacisnął klamkę i wszedł do ciepłego pomieszczenia, odkładając ubrania na kosz. Podszedł do umywalki i przemył twarz ciepłą wodą, po czym spojrzał w swoje odbicie. Dostrzegł cienie pod oczami oraz zmęczenie w swoich niebieskich oczach. Westchnął i odgarną z czoła grzywkę, która się zamoczyła. Przebrał się w koszulkę Guns ‘n’ Roses oraz jasne spodnie dresowe, ciut za duże. Swoje ubrania złożył i zostawił na koszu.

Wrócił do sypialni, bawiąc się koszulką i spoglądając na Zayna. Nie był pewien co zrobić, ale zachęcony przez mężczyznę ułożył się na wyjątkowo miękkim materacu oraz przyjemnie pachnących poduszkach. Poczuł jak czarna koszulka zostaje podciągnięta do góry, a jego skórę owiewa chłód. Przekręcił głowę, tak by spojrzeć na mulata, który wyciskał właśnie na palce maść i delikatnie zaczął wcierać ją w dolną część jego pleców.

- Powinieneś to zgłosić, Niall – odezwał się w końcu. – Aiden ma…

- Wiem, że ma, ale ty go nie znasz – mruknął w poduszki. – Boję się to zgłosić. Boję się, że mnie zabije. Już i tak grozi mi śmiercią. A teraz ma Duclana i Shane’a. Poza tym, nie chce narażać Lou.

Mężczyzna westchnął i przebiegł palcami przez jasne kosmyki laboranta. On sam przymknął oczy na ten czuły gest i westchnął cicho, kiedy ciepłe wargi Malika złożyły lekki pocałunek na jego policzku. Ziewnął, dopiero teraz czując zmęczenie, które go dopadło. Nie był dokładnie pewien, kiedy zasnął, ale jak przez mgłę pamiętał moment, w którym brunet położył się koło niego.

2.

Silne kopnięcie w łydkę wybudziło Zayna z przyjemnego snu, momentalnie go orzeźwiając. Brunet niemal natychmiast otworzył zmęczone powieki i podniósł się na łokciu. Zaspany mózg potrzebował chwili, aby połączyć kropki.

- Niall – szepnął do siebie.

Blondyn spał na boku, ze stopami wplątanymi pomiędzy jego nogi. Jedna z dłoni Irlandczyka opierała się na brzuchu detektywa, a druga wsunięta była między policzek a miękką poduszkę. Jasne włosy – jeszcze wczoraj wystylizowane delikatnie żelem – układały się swobodnie na czole młodego mężczyzny. Spokojną twarz przyozdabiały delikatne rumieńce i Zayn, choć chciał, nie mógł pohamować subtelnego uśmiechu, jaki wkradał się na jego twarz. Niall Horan zdecydowanie był czymś więcej.

Nie spodziewał się, że to jego powita wczorajszego wieczora. Jego typem był niesłowny Harry, który zapowiedział, że wpadnie do niego z pizzą i piwem. Ewentualnie mama, która zapomniała zabrać czegoś istotnego. Nie laborant.

Mulat zerknął na niego przelotnie i nieśmiało przejechał dłonią po odkrytym przedramieniu blondyna. Chłopak był tematem numer jeden w tym mieszkaniu niemal cały wczorajszy dzień. Patricia nie byłaby sobą, gdyby nie podpytała go o niego w paskudnie podchwytliwy sposób. Pozornie niewinna rozmowa dość szybko przerodziła się w swoiste przesłuchanie – pełne uczucia, ale nadal przesłuchanie.

- Zayn, wiesz przecież, że możesz powiedzieć mi wszystko. – Kobieta matczynym gestem położyła dłoń na ramieniu swojego syna. – Nawet jeśli nie do końca będę się z czymś zgadzać, to postaram się nie oceniać i…

- Mamo – wtrącił się mężczyzna. - Dobrze wiesz, że nie chodzi o to, czy boję się twojej oceny. Po prostu… Sam nie wiem, co się dzieje? Chyba tak ująć to najlepiej.

Patricia zerknęła na niego wyczekująco, uśmiechem próbując go zachęcić do otwartości.

- Więc jest pewien chłopak i… - Młody Malik raptownie urwał i skrył twarz w rękach. – Ugh, brzmię jak dziewczynka z liceum, która zadurzyła się w szkolnej gwieździe piłki nożnej!

- Czasem zachowujesz się dokładnie w ten sam sposób co one. Na przykład kiedy starasz się ukryć coś przede mną. – Brunetka uśmiechnęła się przekornie. – Ale nie odbiegajmy od tematu, bo znając ciebie, nigdy do niego nie wrócimy.

- Wiesz, czasem żałuję, że i ty, i tata jesteście tak uparci. – Policjant wywrócił oczyma. – Niall Horan.

- To nazwisko powinno mi coś mówić, kochanie?

- Raczej nie. Mi natomiast mówi aż za dużo – mruknął detektyw i upił łyk ciepłej herbaty. – Pamiętasz jak kiedyś opowiadałem ci, że City w ramach, jak oni to ładnie ujęli, „poszukiwania nowych talentów” zdecydowało się wprowadzić program praktyki zawodowej? Cóż, Niall jest jednym ze szczęśliwców, któremu udało się trafić na mój wydział.

- Znając ciebie nie powitałeś go zbyt ciepło, prawda?

- Sam określiłbym to raczej „neutralnie”, ale z jego perspektywy pewnie wyglądało to tak, jakby nie pasowała mi jego obecność w Biurze. – Mulat wzruszył ramionami. Na samo wspomnienie początków współpracy z laborantem musiał się skrzywić. – Było… ciężko. Nie mam najłatwiejszego charakteru, a on wydawał się zupełnie nie pasować do tej roboty.

- Dlaczego? Zbyt ugodowy?

- Na pierwszy rzut oka – zupełnie niewinny. Ty pewnie powiedziałabyś, że to taki mały aniołek w ludzkiej skórze. Blondyn, niebieskie, rozmarzone oczy i rumieńce na twarzy. – Młody Malik uciekł wzrokiem od twarzy swojej matki. Wstydliwe wypieki pojawiły się na jego policzkach, gdy tylko uświadomił sobie, że to nie była wyłącznie opinia Patricii, ale i jego. – Cholerny irlandzki cherubin.

- Zaynie, wyrażaj się! – Kobieta znacząco pogroziła mu palcem.

- Przepraszam, mamo.

Brunetka z drżącym sercem obserwowała, jak jej jedyny syn kręci się nerwowo, prowadząc ją za rękę przez swoje przeżycia z ostatnich kilku miesięcy. Detektyw co rusz się peszył, rumienił, uśmiechał w wyjątkowo wstydliwy sposób i niepewnie, jak na siebie, dopowiadał kolejne elementy ich historii. Patricia nie mogła oprzeć się delikatnemu uniesieniu kącików ust na ten widok. Zakochanie, tak wyraźnie przez nią dostrzegane w zachowaniu policjanta, było najprzyjemniejszym widokiem, jaki ostatnio przyszło jej widzieć.

- … ale wtedy jeszcze nie sądziłem, że to wszystko tak się potoczy. Gdyby nie on, najpewniej nie byłoby mnie już na tym świecie. – Z. skrzywił się, przypominając sobie ciasną łazienkę Zacka, tak intensywnie pachnącą środkami dezynfekującymi i ostrym, cytrynowym odświeżaczem powietrza, który ciągle czuł w powietrzu. – Ocalił mnie.

- Chyba ciągle to robi, Zee – wymruczała kobieta, przyciągając do siebie młodego mężczyznę. – Wiesz, kochanie, po tym, co działo się, kiedy przestałeś spotykać się z Alexandrem, nie sądziłam, że jeszcze kiedyś zobaczę cię takiego, jak na początku waszej znajomości. Albo nawet lepszego…

- Co chcesz przez to powiedzieć? – Malik nie podniósł głowy z ramienia swej mamy. Dalej spierał czoło na delikatnym materiale, którego zapach jednoznacznie kojarzył mu się z rodzinnym ciepłem. – Nie zmieniłem się na lepsze. Palę więcej, nie trzymam porządku tak samo jak kiedyś, może mam ochotę zabić Stylesa trochę rzadziej, ale…

- Nie o takie „lepsze” mi chodzi, skarbie! – roześmiała się brązowooka, gładząc wytatuowany kark swojego dziecka. – Ty tego jeszcze nie widzisz, nie masz dystansu, ale to coś, ta więź między tobą a tym chłopakiem, Nailem, tak?

- Niallem, mamo.

- Więź między wami coś w tobie zmieniła. Jesteś… bardziej otwarty. Mówisz, że pracujesz z zespołem, nie sam, nawet udało ci się kilka razy wtrącić tam przezwisko Harry’ego, a nie tylko jego stopień. Liam nie musi dzwonić do mnie co jakiś czas, żeby uspokajać moje nerwy, bo znów wylądowałeś u niego w barze i prawie wyplułeś żołądek w jego toalecie. To małe rzeczy, ale mają spore znaczenie. To, co pozostało bez zmian, to twoja skłonność do nadmiernej analizy wszystkiego, co dzieje się dookoła ciebie.

- Nie rozumiem, co chcesz mi powiedzieć.

- Synku. Wiem, że lubisz znać wszystkie za i przeciw, nim w coś się zaangażujesz. Szczególnie, jeśli miałoby to obnażyć całego ciebie, dać komuś dostęp do wszystkiego, a przez to uczynić cię tak podatnym na zranienie. Zastanów się, a potem powiedz mi: czy ktoś, kto był gotów oddać za ciebie życie nie zasługuje na szansę?

- On zasługuje na wiele więcej, na kogoś lepszego niż ja. Wiem to. Nie chcę… - Mężczyzna dokończył zdanie tak cicho, że chociaż Patricia czuła jego usta, które poruszały się tak blisko jej ucha, nie potrafiła wyłapać dokładnych słów. Dopiero po chwili młody Malik pospiesznie powtórzył: - Nie chcę, żeby on skrzywdził mnie, ale jeszcze bardziej nie chcę skrzywdzić jego. Ten chłopak przeszedł już zbyt wiele i nie potrafiłbym sobie wybaczyć, że go zraniłem. Do tego jestem za miękki…

- Hej, hej. Zaynie! – Brunetka delikatnie chwyciła twarz syna w swoje dłonie. Tak szklące się oczy nie były obrazkiem, który spodziewała się ujrzeć pod koniec tej rozmowy. – Strach przed złamanym sercem nie jest niczym złym. To nie jest egoizm, ani „miękkość”. To żadna wada, a nawet zaleta. Wzięłabym cię za szaleńca, gdybyś nie czuł obawy przed tym, co może czekać was w przyszłości.

- Skąd wiesz, że będziemy mieć jakąkolwiek przyszłość? Niall i ja?

- Bo widzę w twoich oczach, że podjąłeś już decyzję.

Nieznaczny ruch pościeli obok niego wybudził go z rozmyśleń. Mulat natychmiast przeniósł swój wzrok na postać leżącą pod delikatnym materiałem, opierającą się na jego ciele. Wprawione przez pracę zmysły od razu wyłapały maleńkie zmiany – ciało blondyna stało się bardziej spięte, jego oddech cięższy, serce przyspieszyło swój rytm, a długie rzęsy laboranta, skrywające zachwycająco chabrowe oczy, połaskotały nagą klatkę detektywa swoim gwałtownym ruchem.

- Dzień dobry, Ni – mruknął niepewnie, drżącą ręką przesuwając po poranionych plecach Horana.

Chociaż Zayn wiedział, że nie jest stażyście obojętny, nie był do końca przekonany, jak powinien się zachowywać. Nie chciał przekroczyć żadnych niepisanych linii, jakie wyznaczył niebieskooki.

- Cz-cześć, Z. – Szept Nialla był praktycznie niesłyszalny. Policzki speszonego chłopaka momentalnie pokryły się szkarłatem. Po chwili wahania i jakby walki z samym sobą, blondyn odchylił głowę do tyłu, by musnąć swoimi wargami tak mocno zarysowaną linię żuchwy policjanta. Kilkudniowy zarost zakuł jego skórę, ale Irlandczyk nie przejął się tym szczególnie i pozwolił sobie na nieśmiały uśmiech.

- Mam nadzieję, że dziś czujesz się już lepiej? Zawsze mogę dać ci jakieś tabletki przeciwbólowe, jeśli chcesz! – zaoferował troskliwie mulat, uważnie obserwując rumianą twarz drugiego mężczyzny. Jego rozespanie było niewątpliwie czymś uroczym, choć Malik sam nie wiedział od kiedy takie rzeczy działały na niego rozczulająco.

- Jest okej. Boli, ale da się przeżyć. Bywało gorzej… - Horan wzruszył ramionami i poprawił się na swoim miejscu przy boku Zayna.

- Jakoś nie widzę pocieszenia w tym, że ktoś zrobił ci kiedyś większą krzywdę niż oni wczoraj – wzdrygnął się brązowooki. Choć pozycja w jakiej się znajdowali była nader przyjemna, to matka natura musiała o sobie przypomnieć głośnym burczeniem w pustym brzuchu detektywa. – Och.

Z. musiał przyznać, że niepewny śmiech Horana był bardzo przyjemnym dźwiękiem. Zwłaszcza usłyszany tak krótko po przebudzeniu.

- Masz może ochotę na śniadanie? Podobno moje omlety nie są najgorsze, ale jeśli nie lubisz albo nie masz…

- Zee, spokojnie. – Młodszy mężczyzna nie mógł powstrzymać się od delikatnego chichotu; opanowany detektyw, który zawsze był uosobieniem stoika, nie wiedział, jak ma się zachować. – Jestem przekonany, że będą smaczne, ale nie musisz robić sobie kłopotu. Płatki z mlekiem wystarczą!

- Nonsens! – obruszył się mulat i niemal natychmiast podniósł do pozycji półsiedzącej, podpierając ciało na wytatuowanej ręce. – Zostawię ci ubrania w łazience. Przyjdź do kuchni, gdy będziesz gotowy.

Malik nie czekał na odpowiedź ze strony zaspanego studenta. Po szybkiej wizycie w łazience i jeszcze szybszej zmianie garderoby prawie pobiegł w stronę kuchni, nie chcąc źle wypaść. Był już w trakcie mieszkania składników na patelni, kiedy poczuł w kuchni obecność drugiej osoby.

- Jeszcze trochę, a przyzwyczaję się do chodzenia w twoich ubraniach. Nie sądziłem, że w twojej szafie jest wiele więcej. No, poza koszulami.

Zayn musiał przygryźć policzek, żeby powtrzymać niekontrolowany uśmiech, jaki pchał mu się na usta. Horan w jego czarno-białej koszulce Jimiego Hendrixa i ciemnych dresach wyglądał po prostu dobrze.

- Zaskoczyłem cię, kolejny raz. Do tego też chyba możesz się przyzwyczajać, co? – odparł bezmyślnie mulat, przekładając ciepłe danie na jeden z przygotowanych talerzy.

- No nie wiem, mogę?

Chyba żaden z nich nie zdawał sobie sprawy, że beztroska atmosfera i luźna rozmowa mogą tak szybko zniknąć, zastąpione przez niepewne spojrzenia i ogólną nerwowość.

- Z… - zaczął Niall, podchodząc bliżej drugiego mężczyzny. – Mogę przyzwyczajać się do tego, że będziesz zaskakiwał mnie częściej?

- Chyba… Chyba tak? – odparł Malik. Całą siłę woli musiał włożyć w to, aby jego głos nie zadrżał złośliwie, zdradzając jego wewnętrzne rozterki.

- Chyba? Zayn, muszę zapytać… Czym… Kim ja dla ciebie jestem? Kolegą z pracy, przyjacielem? Co do mnie czujesz, hm? L-lubisz mnie?

- To pytanie mogłaby zadać jedna dziewczynka drugiej w szkolnej piaskownicy, Horan. W naszym wypadku jest troszkę nie na miejscu, co? – Brunet pokręcił głową, odwracając wzrok ponownie w stronę przygotowanego dania. – Powiedzmy… Powiedzmy, że nie poprawiałem twojego kiepskiego układu bioder na strzelnicy tylko z powodu obowiązku.

O ile twarz blondyna do tej pory była rumiana, tak słysząc wypowiedź policjanta przybrała odcień najświeższej piwonii. Musiałby być kompletnym głupcem, żeby nie zrozumieć podtekstu w słowach przystojnego mężczyzny.

- To znaczy, że…?

- To znaczy, że gdybym teraz stwierdził, że jesteś mi kompletnie obojętny, nic dla mnie nie znaczysz i jeśli znikniesz z mojego życia, to nie odczuję różnicy, przeczyłbym sobie.

Starszy mężczyzna obrócił się raptownie i teraz stał twarzą w twarz z oczarowanym Irlandczykiem.

- Tak. Lubię cię, Ni. Nie wiem dlaczego, bo nie mamy ze sobą nic wspólnego. No, może poza uporem. Jesteś moim kompletnym przeciwieństwem na tylu polach, o ilu tylko mógłbym pomyśleć. Twoja otwartość, życzliwość, pogoda ducha… Nie wiem, może to dzięki nim coś we mnie zaskoczyło. To jest dla mnie nowe i pojęcia nie mam, co z tym zrobić. Chciałbym znać wszystkie niewiadome, które są w tym równaniu, ale to niewykonalne. Na tę chwilę pewny jestem jednej rzeczy.

- Ja-jakiej? – wydukał Horan. Spodziewał się wiele, ale zdecydowanie nie aż tyle!

- Że jeśli się zgodzisz, to teraz cię pocałuję.

3.

Słowa Zayna piekielnie go peszyły i zapewne był czerwony niczym dorodny pomidor. Ale nigdy nie przypuszczał, że usłyszy od niego to wszystkiego. Starszy mężczyzna ewidentnie należał do osób, które nie okazują emocji. A już na pewno nie tak wylewnie i dosadnie jak w tym momencie.

On sam nie krył się ze swoimi uczuciami do swojego przełożonego. Po prostu nie umiał i miał jedynie nadzieję, że zostaną dostrzeżone lub chociaż docenione. Nie spodziewał się, iż detektyw je odwzajemni orsx powie mu o nich prosto w twarz.

Nawijał na palec kraniec koszulki należącej do Malika, kiedy ten wyznał mu czego jest w tej chwili najbardziej pewny. Jego serce szaleńczo zabiło w piersi. Podniósł spoglądając zaskoczonymi tęczówkami w czekoladowe oczy mulata. Spodziewał się naprawdę wszystkiego, ale nie tego.

Niall lekko rozchylił wargi, a drżący oddech opuścił jego usta. Zamrugał zaskoczony, zastanawiając się, czy nabija się z niego, czy mówi poważnie. Widząc jednak determinację i dziwny błysk w ciemnych oczach, kąciki jego ust drgnęły lekko ku górze.

Zagryzł lekko dolną wargę, wpatrując się w niego zauroczony. Serce tłukło mu się w piersi, a motylki znów rozszalały się w jego brzuchu. I jedyne do czego był zdolny w tej chwili to skinienie głową, jako odpowiedź oraz przyzwolenie na pocałunek.

Poczuł jak ciepłe dłonie mężczyzny wślizgują się na jego twarz, znacząc kości policzkowe. Kciukiem przejechał po jego dolnej wardze, by chwilę potem przyciągnąć go bliżej oraz złączyć ich usta razem. Powieki Nialla mimowolnie opadły. Dłońmi odnalazł talię Zayna i zacisnął na koszulce palce.

Zarost bruneta był szorstki i drażnił jego skórę, ale podobało mu się to. Pocałunek był przyjemny, lekki, lecz pełen uczuć. Ich wargi ocierały się o siebie niespiesznie, smakując się nawzajem. Dłonie detektywa ześliznęły się na jego talię, przyciągając bliżej i obejmując go delikatnie. Wywołał tym u Horana delikatny uśmiech, który można było poczuć przez pocałunek.

Westchnął cicho, gdy w końcu oderwali się od siebie. Oparł swój policzek na ramieniu Malika i połaskotał swoim oddechem karmelową skórę szyi. Ten przejechał dłonią wzdłuż kręgosłupa, przyprawiając blondyna o przyjemne dreszcze, które przebiegły przez jego ciało. Moment potem wspiął się na palce i złożył krótkiego buziaka na policzku Zayna.

- To co? Jemy te twoje słynne omlety? – zapytał z szerokim uśmiechem na malinowych ustach, policzkami przyozdobionymi rumieńcami i błyskiem radości w niebieskich oczach, które pojaśniały od minionych wyharzeń. Brunet odwzajemnił uśmiech, po czym skinął głową, by podać jedną z porcji studentowi.

Spędzili dziwny dzień. Koniec końców Niall został w mieszkaniu Zayna, przez większość czasu wylegując się na jego kanapie i będąc wdzięcznym za okłady, które uśmierzały ból pleców. Detektyw natomiast starał się czytać książkę, jednak częściej zerkał ponad nią na Irlandczyka, wpatrującego się w program telewizyjny lub odpisującego na smsy spanikowanego Louisa, zapewniając go, że jest cały.

Po pierwszej zjedli razem obiad, którym okazała się chińszczyzna zamówiona przez mulata. Detektyw był w połowie swojej porcji kurczaka w sosie słodko-kwaśnym, gdy dostał wiadomość od Liama. Przyjaciel zapraszał jego i Nialla – o ile frazę „widzę was o 4.30 i nie ma zmiłuj.” można uznać za zaproszenie – do knajpki, gdzie czekać mieli już Lou, Harry, Danielle i on sam. Mężczyzna warknął cicho w ekran, zastanawiając się skąd barman wie, że laborant jest u niego, po czym odpisał krótkie: Dobrze. Gdy napotkał pytające spojrzenie młodszego wytłumaczył mu wszystko, na co tamten przystał. Tak więc przed czwartą Horan przebrał się we wczorajsze ubrania i kilka minut po szesnastej wyszli z domu.

Udali się do niewielkiego baru w okolicy. Zayn kurtuazyjnie otworzył mu drzwi, za co niebieskooki podziękował mu ślicznym, szerokim i szczerym uśmiechem. Przystanęli szukając stolika, przy którym siedzieli ich przyjaciele. Dostrzegli go po chwili i powoli skierowali się w tamtą stronę, widząc jak wesoło dyskutują.

- Ach, idą nasze gołąbeczki – zawołał z przyjaznym uśmiechem Liam, gdy tylko ich dostrzegł.

- Odwal się, Payno – warknął Zayn, wywołując tym samym salwę śmiechu szatyna.

Wcisnęli się między niego i Louisa, który siedział obejmowany przez Harry’ego, wyraźnie nim zajętego. Niall uśmiechnął się na ten widok, bo wciąż pamiętał jakie wątpliwości miał jego przyjaciel, kiedy szykował się na pierwszą randkę z nauczycielem. Tak bardzo się obawiał, że coś nie wypali…

Starszy detektyw po chwili zaproponował, że pójdzie po coś do picia. Gdy tylko się oddalił jego miejsce zajął Liam, a Tomlinson zarzucił blondynowi ramię na szyję. Lokaty oparł łokcie na blacie stolika i zaczął wpatrywać się w niego swoimi szmaragdowymi tęczówkami. Niebieskie oczy Ni przeskakiwały od jednego, do drugiego, zastanawiając się czego od niego chcą.

- Gdzie spędziłeś noc, hę? – zapytał w końcu Louis.

- Myślę, że to akurat oczywiste, biorąc pod uwagę z kim przyszedł – odpowiedział, mu Payne. – Powinieneś raczej zapytać, czemu nie wrócił zaraz po śniadaniu.

- Czemu nie wróciłeś od Zayna zaraz po śniadaniu, hę? – powtórzył pytanie nauczyciel, groźnie mrużąc oczy oraz zaciskając usta. – Czyżbyście uprawiali poranny seks?!

- Loueh – zawołał oburzony Irlandczyk i poczuł jak jego policzki momentalnie się rumienią. Nie żeby do czegoś takiego doszło, ale nie raz już robił sobie dobrze, przy wyobrażeniach mulata. – Ale z ciebie perwers! I ty masz uczyć dzieci w szkole!

- Nie zaprzeczyłeś – zwrócił mu uwagę przyjaciel.

- Ale też nie potwierdziłem – zauważył blondyn. – Nie. Nie uprawialiśmy porannego seksu. Zastanów się; Zayn ma połamane żebra. Mogłaby mu się stać krzywda.

- Fakt – Liam westchnął ciężko, przypominając sobie jak bardzo jego przyjaciel został poturbowany. – Ale to wciąż nie tłumaczy, dlaczego nie wróciłeś po śniadaniu.

- I dlaczego w ogóle do niego poszedłeś… – wtrącił się Tomlinson.

Niall poczuł się niekomfortowo. Nie miał ochoty tłumaczyć się im z Aidena i swojej przeszłości. Nie miał ochoty opowiadać im o tym, jak o mało nie zaćpał się na śmierć, a teraz ten, którego prawie wsypał go prześladuje. I że Malik jest jedyną osobą, która o tym wie oraz wspiera go tak jak może w jego decyzjach.

Mocno zacisnął palce na nogawkach swoich spodni, czując jak serce zaczyna mu walić ze zdenerwowania. Miał ochotę podnieść się, przeprosić ich wszystkich i jak najszybciej wrócić do domu. Ale w tym samym momencie do stolika podszedł brunet, który z impetem postawił na drewnianym stoliku butelkę i szklankę. Obaj mężczyźni spojrzeli na górującego nad nimi detektywa i w jednej chwili odsunęli się od Nialla. Odetchnął, gdy mężczyzna z powrotem zajął miejsce przy jego boku.

- Nie wiedziałem jakie lubisz, więc wziąłem ci Carlinga* – powiedział Zayn opierając ramię na oparciu jego krzesła i sięgając po szklankę, w której znajdował się przezroczysty napój.

- Dziękuję. Nie przepadam za jasnym piwem, ale dziękuje – odpowiedział i upił łyk swojego napoju.

- A jakie lubisz? – zainteresował się detektyw, przyglądając się profilowi blondyna. Dostrzegł, jak kącik jego ust drgnął ku górze, po czym odwrócił wzrok w jego stronę.

- Irish stout** oczywiście – stwierdził. – Beamish, Guinness, Murphy’s Irish.

- No tak. Że też na to nie wpadłem – mruknął ironicznie Malik, znów upijając łyk swojego drinka, co skomentował cichym chichotem.

- Marny z ciebie detektyw – rzucił, a po chwili zaśmiał się głośno, widząc mrożące krew w żyłach spojrzenie mulata.

- Powiedz to jeszcze raz, a pożałujesz, że w ogóle mnie poznałeś – zawołał policjant, wywołując jeszcze większy atak śmiechu u blondyna, który próbował ukryć się za wysoką szklanką z piwem. Kątem oka dostrzegł ciepłe spojrzenie szatyna, który uważnie przyglądał się Zaynowi. Jednak zaraz potem wdał się z powrotem w dyskusję ze swoją dziewczyną.

* Carling – to lekkie jasne piwo dolnej fermentacji, ze swoim browarem w Kanadzie.

** Irish stout – nie różnią się niczym od portera. Są to ciemne piwa górnej fermentacji, pochodzenia irlandzkiego.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz