wtorek, 6 maja 2014

*- Jesteś pewny, że chcesz to zrobić, H?

Harry cicho kręci głową. Nie, definitywnie nie jest tego pewien. Stoi na plaży, a kawałki muszelek skrzypią pod stopami, gdy przenosi swój ciężar ciała z nogi na nogę. Jest połowa listopada, a Harry stoi boso w piasku zaśmieconym muszelkami, ubrany jedynie w szlafrok. Niall ma plecak z suchymi ciuchami przy swojej nodze, ale wiatr przedziera się przez materiał jego szlafroka, czołgając się po jego skórze i sprawiając, że całe jego ciało jest pokryte gęsią skórką zanim jeszcze się pomoczył. Cholera, on może zachorować na hipotermię i umrzeć i to będzie wszystko wina Louisa. Nie, wszystko to będzie jego winą, bo to on się tak łatwo daje Louisowi.

- Może powinieneś to zrewidować. Zrobić coś mniej niebezpiecznego? – mówi Niall z troską w głosie. - Co jeżeli złapiesz hipotermię? Na prawdę nie warto, stary. Louis już fantazjuje o Tobie, nie musisz mu zaimponować.

Ignorując ostatnie oświadczenie, Harry kręci głową, zaciskając szczękę. Dobrze byłoby gdyby jego zęby nie były tak mocno zaciśnięte. - Będzie ze mną dobrze Niall. Potrzebuję się przejść na pare minut, obejść plaże. To będzie odświeżające. Włącz kamerę.

Spojrzenie Nialla wydaje mu się komiczne, ale Harry tylko mruga do niego, rozglądając się dookoła by upewnić się, że nadal są sami, po czym puszcza swój szlafrok. Wiatr jest ostry na jego nagiej skórze, kładzie ręce na swoich prywatnych miejscach by ochronić je troche przed zimnem, gdy pokonuje drogę przez piasek. Zatrzymuje się przy linii brzegowej i odwraca głowę w tył by móc spojrzeć na Nialla. Jest tylko metr od niego, kamera jest skierowana na Harry’ego jak stoi przy krawędzi gdzie fale docierają do brzegu.

- Dobra – krzyczy Harry wraz z wiatrem włosy muskają go po oczach i policzkach. - To wyzwanie pochodzi od Louisa Louisville’a, który zasugerował nagie zanurzenie w kanale angielskim. Jest obecnie… - Przerywa na chwilę i spogląda na białe niebo i szarą wodę. - Około 5 stopni, nawet w zimnej wodzie, i mam zamiar mieć nagą kąpiel w oceanie. Życz mi szczęścia.

Oferuje kamerze bezczelny uśmiech i odwraca się twarzą do wody. Nerwowo próbując złapać oddech, Harry wyciąga w stronę kamery dwa kciuki po czym zanurza się. Woda jest jak lód, dociera do jego kostek, łydek, kolan, aż w końcu cały jest odrętwiały, więc po prostu wchodzi dalej. Nie zatrzymuje się dopóki nie zanurza się do ud i idzie dalej. To boli, kiedy zanurza się po pas, czuje jakby ktoś obciął mu jego klejnoty, ale w niedługim czasie one również drętwieją więc bierze haust powietrza i rzuca się do wody dopóki cały się nie zanurza.

To boli, wszystko boli. Czuje jakby imadło zacisnęło się na jego płucach, jakby jego uszy zamroziły się i odpadły, a jego zęby szczękają tak mocno, że nie może utrzymać swojej buzi zamkniętej pod wodą, więc wypływa na powierzchnie. Jest rzeczywiście gorzej jak wypływa, wiatr gryzie jego wilgotną skórę, ale wyzwanie to wyzwanie. Mruży oczy prawie je zamykając by je ochronić i chlapie dookoła kamery, krzycząc do Nialla, ze jest dość ciepło i powinien do niego dołączyć. Niall po prostu się śmieje i podchodzi kilka kroków dla lepszego ujęcia.

Po chwili Niall macha do niego, że może wyjść z wody. Nie czuje swoich kończyn i jest tak skoncentrowany na stawianiu kolejnych kroków, że prawie zapomina o ukryciu się zanim pokaże siebie przed całym światem.

Ręcznik leży na górze torby z ubraniami więc łapie go tak szybko jak dostaje się do Nialla, owija się nim zanim próbuje powiedzieć coś jeszcze do kamery. Czuje jak cała jego twarz jest zamarznięta, a on ledwo może rozmawiać przez drżenie, ale udaje mu się słabo uśmiechnąć zanim przemawia.

- Cóż, to wszystko. Jestem prawie pewien, że powinienem zmienić nazwę mojego kanału na “Harry to teraz wariat”

- To albo “Tomlinson to suka” – rzuca Niall i jeśli Harry miałby jakiekolwiek ciepło w sobie , jest pewien, że jego policzki by płonęły. Nie może nawet wykrzesać energii, żeby podejść i pstryknąć go w ucho. Zamiast tego po prostu mówi.

- To się wytnie.

Musi się zatrzymać przez gwałtowny dreszcz który wstrząsa jego ciałem. Zaciska ręcznik mocniej wokół siebie i szybko odwraca się w stronę obiektywu.

- Dobrze, wyzwanie ukończone, teraz jest czas na ogrzanie się, więc nie umrę na hipotermię. – Spogląda szybko na wodę i mówi najintensywniejszym tonem, jaki potrafi osiągnąć. -Nie próbujcie tego w domu, przyjaciele. Czuję się jakby ktoś wbijał igły w moją skórę, zanim wszystko zdrętwiało. Może powinienem zmienić nazwę mojego kanału na Harry jest niebezpieczny. Lubię żyć na krawędzi – obniżając swój głos, warczy – kocham ból.

Niall prycha na to i Harry wyjmuje rękę spod ręcznika więc może podeprzeć swój bok.

-Szlafrok dla mnie, Niall – mówi władczo, zanim mruga do aparatu i mówi – widzimy się za tydzień!

Niall wyłącza kamerę i chowa do walizki, zanim zabiera torbę z ciuchami i prowadzi Harry’ego z powrotem do auta. Harry korzysta z samochodu jako tarczy, gdy wskakuje w parę majtek i dresów. Jego palce są zdrętwiałe i niezdarne kiedy ślizgają się po tkaninie. Czuje się o wiele lepiej, kiedy ma na sobie skarpetki i beanie. Przestaje drżeć kiedy siada na miejscu pasażera z podbródkiem schowanym w kołnierzu swojej bluzy i z rękoma schowanymi w kieszeniach.

-Do domu, Jeeves.

-Kretyn – mruczy Niall, ale wprowadza auto w ruch mimo to. To nie trwa długo zanim palce Harry’ego odmarzają w rozkosznym cieple samochodu. Kiedy czuje, że czucie w palcach wróciło wyławia telefon ze schowka i zaczyna pisać wiadomość.

Jesteś psychiczny. Już nigdy nie przyjmę propozycji na wyzwania od ciebie. Jestem prawie pewny, że moje jądra schowały sie na dobre. Xx

Szkoda, myślałem, że będę mógł je jeszcze trochę wykorzystać! x

Harry rumieni się na te słowa, ciepło rozlewa się w jego brzuchu i upuszcza telefon, który upada na podłogę. Harry’emu zajmuje chwilę, opiera się mocniej plecami o fotel, zamyka oczy i bierze trzy długie, wolne oddechy by spróbować uspokoić bicie swojego serca.

-Wszystko dobrze, stary?

Harry przytakuje nie otwierając swoich oczu, rozplątując swoje dłonie z tego jak były zawinięte na końcu siedzenia i podnosi telefon. Czeka na niego kolejna wiadomość.

TY. Ty będziesz mógł je dobrze wykorzystać. Pieprz mnie, niezdarne palce.

- Boże – Harry się śmieje, kładąc rękę na swoim brzuchu i próbuje stłumić motylki.

Podejrzenie zabarwia kolor głosu Nialla, kiedy ten mruży oczy na telefon Harry’ego i mówi,

-Nie wymieniacie teraz ze sobą zdjęć swoich kutasów, prawda? Ponieważ jestem całkiem pewny, że istnieje zasada w kodeksie braci, która mówi…

-Nie! - Harry przerywa głośno – Ja nigdy, ja nie. Jesteśmy przyjaciółmi!

Wzrok jakim obejmuje go Niall jest sympatyczny. Chłopak sięga poprzez skrzynię biegów by położyć rękę na kolanie Harry’ego.

-Tak, dobrze Harry, dalej to sobie wmawiaj.

Harry krzywi się do swoich rąk, które są zaciśnięte wokół telefonu. To nie jest tak – on nie jest owładnięty żadną iluzją. Wiedział, że fantazjuje o Louisie od samego porządku, naprawdę i to tylko się pogarsza odkąd zaczęli smsować, zaczął naprawdę rozumieć siebie. Przez jakieś obustronne, niewypowiedziane umowy, chociaż nie podjęli znacząco rozmowy o spotkaniu twarzą w twarz. Nie, że Harry nie chce. Po prostu ma mały lęk, że sposób w jaki postrzega go Louis, zostanie zniszczony przy spotkaniu twarzą w twarz. To by było rozczarowujące. Chodzi o to, że on jest zazwyczaj bardzo pewny siebie, ale jest coś w Lousie przez co jego skorupka pękła i to jest niepokojące. Louis jest co najmniej tak samo zobowiązany do omijania tematu. Od teraz.

***

-Louis opowiedział mi historię o jednym z jego klientów, co przypomniało mi o żarcie…

-Co robisz?

Louis naciska pauzę i spogląda znad swojego komputera. Może poczuć uśmiech wypisany na swojej twarzy, głupi i szeroki, ale nie może powstrzymać się od niego.

-Tylko oglądam dzisiejszy filmik Harry’ego, o co chodzi?

-Zayn i Pezza są tu, jesteś gotowy na kolację?

-Och, tak, dobra – patrzy w dół na ekran. Zatrzymuje film w momencie, kiedy Harry patrzy wprost na kamerę, z rozmarzonymi oczami i kącikami ust uniesionymi w lekkim uśmiechu. On po prostu jest taki piękny i to boli. Zajmuje mu chwilę by zauważyć, że Liam dalej stoi w drzwiach, patrząc na niego wyczekująco. Louis czyści swoje gardło.

-Daj mi się tylko przebrać. Będę gotowy w chwilkę.

Wzrok jakim obdarza go Liam jest przenikliwy i widać, że coś liczy, zanim przytakuje i wychodzi z pokoju zamykając drzwi za sobą.

-Kurwa – mamrocze Louis. Stawia laptopa na łóżku i wyrzuca nogi, kierując swoje kroki do szafy. To trzeci raz w tym tygodniu kiedy Liam przyłapał go na oglądaniu filmików Harry’ego. Idą tylko na róg ulicy po curry, więc Louis wskakuje w parę jeansów i za dużą bluzę, naciąga beanie na nieułożone włosy i wsuwa na stopy zniszczoną, starą parę Vansów. Nie przeszkadza mu nawet brak kontaktów, po prostu patrzy na siebie w lustrze i zakłada okulary na nos. Wystarczająco dobrze. Po wyjściu z pokoju Liam, Zayn i Perrie są zapakowani w swoje zimowe płaszcze iszaliki. Płaszcz Louisa jest otwarty w rękach Liama, więc wywlekają się z mieszkania na zimny korytarz bez zbędnej przerwy.

Restauracja pachnie jak niebo. Wybierają stolik blisko grzejnika, więc mogą zdjąć z siebie kilka warstw i rozgościć się. Louis patrzy z obrzydzeniem co Zayn robi z ziarnami kopru które wziął z miski przy rejestracji, wrzucając okazjonalnie szczyptę z nich w usta.

-Więc- zaczyna Perrie. Kręci słomką w swojej szklance z roztargnieniem, patrząc na Louisa. Chłopak kręci się na swoim siedzeniu, przewidując co dziewczyna chce powiedzieć – ty i Harry Styles.

Louis otwiera buzię by zaprzeczyć… czemukolwiek, nie jest całkowicie pewny, ale Liam zaczyna pierwszy.

-Oni są nierozłączni – przerywa – dobra, jeśli możesz być nierozłączny z kimś kto mieszka godzinę stąd. I kogo nigdy nie spotkałeś.

-Wstrętne – zgadza się Zayn. Miał małe kawałki ziaren pomiędzy zębami. Złośliwie Louis odmawia poinformowania go o nich. -Nie mam pojęcia o czym możecie rozmawiać.

Jego zdradzieckie ciało rumieni się, kiedy cała trójka unosi swoje brwi w zgodzie.

-Cholera – mamrocze – jesteśmy przyjaciółmi, przyjaciele rozmawiają.

-Tak – Zayn się zgadza. Dalej ma ziarna w zębach. Louis zauważa z przyjemnością – przyjaciele rozmawiają. Okazjonalnie. Może trochę częściej niż okazjonalnie, ale nie rozmawiają dwadzieścia cztery na dobę, siedem dni w tygodniu. I nie rozmawiają o sobie na swoich filmach z wspaniałym, miłosno-pijanym wyrazem twarzy.

-Co! - Louis protestuje – posłuchajcie…

-Pokaż mu – Liam przerywa i Louis patrzy zdezorientowany jak Perrie wyciąga swój telefon z kieszeni i pokazuje dookołą przed odwróceniem telefonu w stronę Louisa by mógł zobaczyć. Na ekranie jest jeden z codziennych vlogów Louisa, zatrzymany w chwili, w której twarz Louisa jest miękka i otwarta, a usta są wygięte w prywatnym uśmiechu. Coś gorącego skręca się w klatce piersiowej Louisa i rumieni jego policzki.
-Ale ja…

Kręcąc głową Perrie podgłaśnia i naciska play, żeby Louis mógł usłyszeć siebie -
spędziłem większość dnia w sklepie, gdzie weszło trzech klientów. Może obeszłoby się bez szalonych opowiadań, gdyby Harry nie sprawiłby mi rozrywki.- Na ekranie Louis spogląda na swoje kolana, grzywka zasłania mu twarz, ale ton jego głosu jest wystarczający – W pewnym momencie ośmielił mnie do tego, żebym poszedł za klientów i zatańczył macarenę bez ich wiedzy.

Louis z ekranu podnosi głowę. Jego policzki pozostały różowe od wspomnień, oczy błyszczały, a on przeżywa to w głowie. Prawdziwy Louis przełyka gulę w gardle. Cholera.

-Czy to – przerywa, przełykając ponownie i oczyszczając gardło – czy to jest jakiś rodzaj interwencji?

Zayn przewraca oczami i mówi -Nie, ty idioto- przerywa, więc może wyciągnąć ostatnie ziarna na swoją dłoń, a Louis marszczy nos i rzuca mu serwetkę.

-Myślimy, że to jest urocze – Perrie grucha. Louis czuje jak jego uszy płoną w upokorzeniu.

-Wiesz, że konwent w Londynie się zbliża – Liam zaczyna, ale Louis kręci głową stanowczo.

-Nie, absolutnie nie.

-Dlaczego nie! - Perrie patrzy na niego wielkimi oczami, marszcząc czoło w dezorientacji.

- Po pierwsze, będę w Donny, kiedy to będzie trwać. Po drugie, nigdy nie rozmawialiśmy o spotkaniu.

-Jesteście przyjaciółmi od jakiś sześciu miesięcy – Zayn mówi zszokowany – żyjecie tylko godzinę od siebie. Jak mogliście o tym wcześniej nie rozmawiać?

Louis wzrusza, dziękując za przerwę kiedy ich jedzenie przybywa. Każdy milczy kiedy wpatrują się w swoje posiłki i Louis pozwala się trochę zrelaksować, mając nadzieję, że teraz mu odpuszczą Tylko kilka razy gryzie swojego kurczaka, kiedy Liam odzywa się.

-Wiesz, że Harry ma fioła na twoim punkcie, prawda?

-Co? - Louis pluje, a trochę sosu curry ścieka po jego podbródku. Chwyta serwetkę, by wytrzeć twarz i przełyka jedzenie, zanim kontynuuje – co? Jak ty to – to nie jest..

-Niall mówi, że on mówi o tobie cały czas – Liam dostarcza pomocy.

- Hmmm – Perrie się śmieje – brzmi znajomo, hm?

-Ja nie…

-Bracie – Zayn przerywa mu i Louis wzdycha, opuszczając ramiona w porażce. Kurwa.

Następuje moment ciszy, kiedy Perrie się odzywa.

-Okej, zmieńmy temat, tak? Liam, kiedy przyjdziesz na mój występ? Musisz mi pozwolić zrobić coś z twoimi brwiami.

Louis pozwala rozmowie zgasnąć, słuchając w połowie jak Liam i Perrie sprzeczają się nad stanem jego brwi i zarostu.

-Moje brwi są po prostu w porządku takie jakie są, zejdźcie ze mnie!

-Zayn, powiedz mu – Perrie gdera. Zayn złącza swoje dłonie i potrząsa głową, ciężko wzdychając. Perrie kładzie rękę na ramię Liama i mówi,

-Zayn był na moim pokazie rok temu, pamiętasz? Pozwolił mi ogolić swoją brodę i zakręcić swoje rzęsy, nałożyć eyeliner na jego…

-Absolutnie nie – mówi stanowczo Liam – Nie pozwolę ci być gdziekolwiek blisko moich oczu ze swoimi narzędziami tortur.

Przewracając oczami, Louis przestaje ich słuchać. Swędzi go, by sięgnąć do kieszeni by wyciągnąć swój telefon, ale wie, że to tylko dowiedzie ich racji. Więc zmusza się do zignorowania go do końca kolacji. Nie pozwala sobie tego sprawdzić dopóki nie wraca do mieszkania, z umytą twarzą i schowany w łóżku z wyłączonymi światłami. Wiadomość brzmi:

Hej, przepraszam, że nie napisałem wcześniej, miałem dużo do zrobienia. Tęskniłem za tobą xx

Coś jasnego i ciepłego osiada w piersi Louisa, a on upuszcza telefon na materac z jękiem. Przejebane. Ma tak bardzo przejebane.

***

Święta to powiew świeżego powietrza dosłownie i w przenośni. On kocha to ciężkie, słone powietrze Brighton, on naprawdę to czuje, ale wszystko w Holmes Chapel pachnie tak czysto jak lasy, świeżo skoszoną trawą i obietnicą śniegu, a jego skóra nie ma tego słono-lepkiego połysku od chodzenia na zewnątrz jaki jest nad morzem. Bycie w domu jest tak bardzo kochane. Może zobaczyć swoją rodzinę, pobawić się z kotem, zjeść domowe posiłki, może zrobić więcej niż trzy kroki przez swój pokój I nie uderzyć w przeciwną ścianę. Musi dalej dzielić łazienkę, ale tylko z Gemmą, więc zapisuje to jako plus.

-Kim jest ten ktoś, z którym cały czas rozmawiasz?

Harry podnosi wzrok wystarczająco na czas by zobaczyć, że dłoń Gemmy jest blisko jego telefonu, który leży na stole przed nim. Udaje mu się wyrwać go stamtąd zanim zdążyła go złapać w swoje brudna palce.

-Nikim – mówi w obronie – przyjaciel.

-Oooooooch, - przeciąga Gemma, ruszając brwiami – specjalny przyjaciel?

Harry przewraca oczami i chowa swój telefon bezpiecznie w kieszeni.

-Nie. Tylko przyjaciel.

Gemma macha marchewką przed nim i mówi z uśmiechem, - twój rumieniec zdradza wszystko, kolego.

Harry wyrywa marchewkę z ręki Gemmy i wkłada ją do buzi zanim dziewczyna zdąży ją odzyskać. Ucieka z kuchni pod wiązanką przekleństw, chcichocząc i wyciągając swój telefon z kieszeni. Bez tchu i ze śmiechem, robi sobie szybko zdjęcie z wypchanymi policzkami i końcówką marchwi wystającą z kąta jego ust i wysła je do Louisa.

Harry budzi się wpół do pierwszej nad rankiem, z twarzą przyciśniętą do rogu poduszki i ze zdrętwiałymi nogami przez sposób w jaki poskładane są przy podłokietniku. Powtórki “Przyjaciół” lecą w telewizji, chociaż zostały wyciszone i jest absolutnie zimno w salonie. Obracając się na bok, Harry zwija się w kłębek i wykopuje swój telefon spomiędzy poduszek. Światło z ekranu trochę go oślepia, ale mruży oczy kiedy odblokowuje go i sprawdza smsy.

Dodaj mnie na Snapchacie ty cioto x

Marszcząc brwi, Harry ściera resztki snu ze swoich oczu zanim czyta to ponownie, jest trochę późno i nie jest pewny czy Louis jest jeszcze na nogach, ale odpisuje: nie mam Snapchata

Mniej niż trzydzieści sekund później telefon wibruje w jego dłoni

Więc ściągnij go! Chcę ci wysłać filmik xx

Harry obraca swoją twarz w poduszki próbując rozgrzać swój nos kiedy przeszukuje app store. Kiedy aplikacja się ściąga, odpowiada Dlaczego po prostu nie możesz mi tego wysłać?

Po prostu wstąp do XXI wieku harold, podziękujesz mi później :)

Ma aplikację od dwóch minut. Jest zajęty wchodzeniem po schodach do jego pokoju kiedy jego telefon świeci się z powiadomieniem. Czeka z otwarciem zanim nie zamknie się w sypialni. Znajduje krótki film z Louisem leżącym na czymś, co wydaje się być jego łóżkiem. Koc przysłania pół jego twarzy. To tylko dziesięć sekund Louisa mrugającego do kamery I szeleszczących poduszek jak przesuwa koc z dala od swojej twarzy i się uśmiecha do obiektywu, ale to sprawia, że Harry’emu zapiera dech w piersi.

Wkrótce, jak filmik się kończy, znika, a Harry próbuje otworzyć to ponownie, próbuje znowu zobaczyć piękną, senną twarz Louisa, ale nic się nie dzieję. Przechylając telefon w dół, stuka w ekran próbując ponownie przywołać film, jednak nic się nie dzieje. Wysyła wiadomość do Louisa, Dlaczego nie pozwala mi otworzyć tego jeszcze raz?

Harry siada na brzeg łóżka i zaczyna zdejmować swoje jeansy i sweter, patrząc na swój telefon czekając na odpowiedź, kiedy ten zaczyna wibrować, a jedno ze zdjęć które Louis wysłał mu w pierwszym tygodniu ich smsowania wyświetla się na ekranie. Serce Harry’ego staje. Louis do niego dzwoni.

Wcześniej rozmawiali przez telefon tylko raz, kiedy Harry wyszedł się napić z Niallem, a ich współlokatorzy zdecydowanie się spili i zdecydowali zadzwonić do Louisa kiedy wrócił do domu. Tylko zaśpiewał Louisowi serenadę kiedy ten śmiał się do słuchawki, a on przepraszał rano poprzez smsy i to się nigdy więcej nie zdarzyło. Palce Harry’ego ściskają telefon. Chce rozmawiać z Louisem, oczywiście chce. Kocha dźwięk głosu Louisa, ale jest zdenerwowany. Wysyłali sobie smsy przez ostatnie kilka miesięcy, na pewno, ale ich związek istniał w rodzaju bańki mydlanej do teraz, a wizja rozmowy przez telefon sprawia, że to jest bardziej namacalne. Jakby słyszenie głosu Louisa miało uczynić go kimś więcej niż tylko osobą w komputerze, komórce i w głowie Harry’ego bardziej realną.

Potrzebuje czasu, by się na to przygotować, by mógł zrobić kilka uspokajających ćwiczeń na oddechy i wyskoczyć z kilkoma mądrymi grami słów w rozmowie. Nie chce żeby Louis myślał, że go ignoruje, więc rezygnuje z gier słownych i łapie telefon z łóżka, zanim zdąży odebrać go poczta głosowa. Jego serce skacze mu do gardła, a głos jest niepewny kiedy podnosi telefon do ucha i szepcze:

-Halo?

-Na prawdę nie wiesz jak działa Snapchat? Jesteś dwudziestolatkiem czy osiemdziesięciolatkiem Curly? - Harry dławi się ze śmiechu, a nerwy i zmartwienia odchodzą w niepamięć. To jest całkowicie w porządku. To jest jak smsowanie tylko z bonusem w postaci pięknego głosu Louisa w jego uchu. Okey, to nie jest jak smsy, ale i tak w porządku. To jest świetne. Chciałby widzieć twarz Louisa.

- Dwudziestolatkiem przechodzącym w osiemdziesięciolatka. Masz mnie.

-Miałem swoje podejrzenia – Louis rozmyśla. Jego głos jest miększy niż zwykle, zachrypnięty i nieco przytłumiony jakby zakrywał swoje usta dłonią.

-Co robisz? Jesteś w szafie czy coś?

-W szaf- szczerze – Louis przerywa, a Harry odsuwa telefon od swojego ucha i spogląda na ekran zdezorientowany.

-Rozłączył się – Harry zastanawia się głośno, zszokowany, ale trwa to tylko moment zanim jego telefon rozbłyska z prośbą z FaceTime – och, bzdura – mruczy, a motylki fruwają szaleńczo w jego brzuchu. Przebiega szybko ręką przez swoje włosy i spogląda w dół swojej nagiej piersi, ale telefon dalej wibruje, więc po prostu przygryza swoją wargę i klika “akceptuj” trzęsącym się palcem. Zajmuje mu chwilę, by rozgryźć na kogo patrzy w kontaktach na Facetime. Obraz jest słaby i rozmyty i wszystko co tak naprawdę może zobaczyć to kontur twarzy Louisa. Przynajmniej on uważa, że to jego głowa. Harry mruży oczy patrząc na telefon.

-Louis?

-Hejka Harry.

Serce Harry’ego skacze na dźwięk Louisa wypowiadającego jego imię, co jest straszne. Mówił je we vlogach wiele razy, ale nigdy nie powiedział tego wprost do Harry’ego. Patrzy jak Louis obraca się na ekranie, a rozmyte kontury jego głowy i ramion poruszają się tam i z powrotem w ciemności.

-Lou, gdzie jesteś?

- Jestem pod kocami. Jest zimno.

- Ledwo mogę cię zobaczyć – bardzo, bardzo chce go zobaczyć.

-Och, wytrzymasz – słychać uderzenie, a wszystko co Harry może zobaczyć to ciemność. Jedyne co słyszy to szelest pościeli i wtedy Louis pojawia się ponownie z latarką w ręku. Włącza ją i kładzie ją na łóżku obok telefonu, więc oświetla jego twarz. Mimo, że jest prawie druga w nocy, wygląda jakby dopiero się obudził i Harry wydobywa z siebie zduszony dźwięk, gdy zauważa, że siedzi bez koszulki.

-Hej, czemu nie zrobiliśmy tego wcześniej? To miło widzieć twoją twarz.

-Och – Harry rumieni się w odpowiedzi na komplement, odrzucając włosy – dziękuję, twoją też. Ty…, lubię brodę.

-Och, tak? - Louis wydaje zadowolony cichy odgłos i przebiega paznokciami po włosach na swoim podbródku – byłem zbyt leniwy, żeby się ogolić. Bez znaczenia. Filmiki na Snapchacie, możesz obejrzeć tylko raz – wyraz jego twarzy staje się chytry i przesuwa się po materacu, kładąc się na boku i Harry ma widok na jego klatkę piersiową i brzuch. Odruchowo przełyka ślinę i drapie się po udzie – dlaczego chciałeś obejrzeć go jeszcze raz?

Harry wydobywa nerwowy śmiech, który próbuje zamienić w kaszel.

-Nie, to nie tak. Po prostu nie wiedziałem dlaczego zniknął. Myślałem, że można go zobaczyć więcej razy.

Głos Louis jest rozbawiony kiedy mówi,

-Dobra. - Następuje krótka przerwa w rozmowie i Harry kładzie się do łóżka. Będzie musiał wstać ponownie, żeby zgasić światło, ale ma nadzieję, że będą rozmawiać chociaż chwilę.

-Więc, masz jakieś wielkie plany na święta? - Harry powoli kręci głową rozsypując loki na poduszce. Jedziemy na Majorkę na Nowy rok, tak myślę. Nie będę mógł dodać żadnego filmiku w tym tygodniu.

Louis wypuszcza oburzone sapnięcie.

-Opuszczasz nas na cały tydzień bez żadnego kontaktu? Co pomyślą sobie twoi subskrybenci?

Harry chichocze w swój koc.

-Awww, Lou będziesz za mną tęsknił?

-Nah, to będzie miłe mieć przerwę od twojej brzydkiej mordy - ciepło rośnie na policzkach Harry’ego na widok sentymentu wypisanego na twarzy Louisa – Będziesz miał ze sobą telefon?

Harry potrząsa głową.

-Bez telefonów, rodzinna zasada na wakacje.

Patrzy jak twarz Louisa rozdziera się na chwilę, ale zajmuje mu tylko moment zanim to wszystko znika.

-Och, dobrze, czyli będę miał również przerwę od twojego natarczywego pisania. Szczęściarz ze mnie.

Uśmiech jakim obdarza Harry’ego nie pokrywa się z jego oczami. Harry może poczuć senność, która go ogarnia. Ciągnie wszystkie jego kończyny w dół i zamyka powieki. Zabiera swoją dłoń i dotyka palcem policzka Louisa, mrucząc,

-Też będę za tobą tęsknił, Lou.

niedziela, 4 maja 2014


http://remember-only-god-can-judge-us.tumblr.com/post/72439081936/rozdzial-ii-foolishly-completely-falling

http://my-stuff123.tumblr.com/post/73412501084/sweet-love-larry-masterpost



http://maraxxxo.tumblr.com/tagged/ff


http://littlebutterflyfanfiction.tumblr.com/menu






http://imharryskoala.tumblr.com/post/83224699466/show-me-a-good-time-tlumaczenie



http://smileforirish.tumblr.com/menu






































http://thecruellove.tumblr.com/post/65621579626/make-you-believe


http://theon-chan.tumblr.com/


http://love-for-grey.tumblr.com/private/75190167552/tumblr_n0af6jHh7j1req18y



http://blue-in-your-eyes.tumblr.com/post/68292319122/cold-as-ice
*Jest w drodze do swojego pokoju ze świeżym praniem na rękach i w koszu, kiedy słyszy chichot Zayna dochodzący z łazienki. Odruchowo grymasi do zamkniętych drzwi, wiedząc, że to nie znaczy nic dobrego.

Po cichu odstawia kosz na swoje pościelone łóżko i wzdryga się, kładąc rękę na klamce. Otwiera je i pozostaje bez wyrazu na ten widok.

Stosy i więcej stosów piany unoszą się nad wanną. Jest ich tyle, że ledwo widać głowę Zayna wystającą spomiędzy nich, a niewielka ilość bąbelków jest nawet na czubku kruczoczarnych włosów Zayna. Cała łazienka pachnie zielonymi jabłkami.

Liam nie jest pewien co powiedzieć, bo ma ochotę płakać i śmiać się w tym samym czasie, więc decyduje się na: - Jakim cudem udało ci się zrobić tak dużo bąbelków?

Zayn chichocze, przygryzając dolną wargę w niewinnym manewrze. - Nie wiem. Metodą prób i błędów.

Liam spogląda na pomieszczenie jeszcze raz, po czym najzwyczajniej w świecie zamyka drzwi.

Mija godzina, kiedy Zayn człapie na dół z ręcznikiem zawiązanym na biodrach. Jego włosy są nadal mokre i sterczą w bardzo atrakcyjny sposób.

Liam ściera kurz z mebli za pomocą miękkiej, mokrej szmatki, kiedy Zayn otwiera lodówkę.

- Dlaczego sprzątasz? - pyta Zayn, siadając na blacie, z którego może widzieć Liama w salonie.

- Bo cała moja rodzina będzie oceniać moje zdolności w sprzątaniu za mniej niż dwadzieścia cztery godziny i trochę mnie to przeraża. - przyznaje Liam, ponownie wycierając plamę na stoliku do kawy. Zayn mruczy i przybiera wredny uśmiech.

- W takim razie, chyba powinieneś sprzątnąć łazienkę. - doradza, wyciągając rękę i oglądając swoje paznokcie; Liam posyła mu mordercze spojrzenie.

|You Holy Fool|

Zayn obserwuje jak Liam wyciera podłogę i ściany w łazience z lepkiego, ładnie pachnącego mydła, będąc na kolanach. Kiedy kończy, jego bose stopy nie przyklejają się do płytek, więc zalicza to jako małe zwycięstwo. Następnie czyści wannę i umywalkę. Po wykonaniu tych czynności, zauważa Zayna, siedzącego na parapecie i wpatrującego się w spadające krople deszczu.

Liam wzdycha, kręcąc głową, aby rozluźnić szyję. Jest zmęczony całą tą pracą, którą dzisiaj zrobił; nie żeby gotowanie było wyczerpujące, ale jest upierdliwe, więc teraz chce po prostu odpocząć.

Siada na łóżku obok Zayna i przesuwa się tak, by oprzeć plecy o zagłówek. Zayn wpatruje się w niego tępo, jak gdyby czekał na jakieś słowo ze strony Liama, ale Liam zamyka oczy. Cała jego praca została wykonana i jest niesamowicie spokojnie, a kiedy budzi się o ósmej w ubraniu i słysząc krzyk swojego ojca, mówiący, że wrócił, Liam nie jest wcale zdziwiony.

Wstaje, rozbiera się do bielizny i gasi światło bez rozmawiania z tatą. Szczotkuje zęby i myje twarz, zanim kładzie się do łóżka.

Trzydzieści sekund później, słyszy skrzypienie otwieranych drzwi szafy i odgłos kroków Zayna na dywanie. Jest zbyt zmęczony, żeby zareagować, kiedy jedno z ramion Zayna obejmuje go w pasie, więc wtula w niego swoje plecy i zasypia.

|You Holy Fool|

Budzik Liama jest nastawiony na siódmą. To daje mu równe dwie godziny na włożenie szynki do piekarnika, wyjęcie niektórych dań z lodówki, wzięcie prysznica, umycie zębów, ubranie się i pójście do kościoła.

Wszystko idzie według planu, a gdy wychodzi spod prysznica, jego ojciec już wyszedł, żeby przygotować kościół na wielkanocne kazanie. Liam wzdycha ciężko, bo zazwyczaj tata czekał na niego, jednak ostatnio było to niezręczne.

Napięcie między nimi jest ogromne, Liam czuje się nieswojo, a jedyne co ostatnio słyszy od pastora, to kilka pomruków w odpowiedzi.

Liam stara się to ignorować; przeczesuje swoje loki, układając je na właściwą stronę tak, że gdy wyschną nie będą śmiesznie wyglądały. Myje zęby, nie chcąc mieć nieświeżego oddechu i zaczyna się ubierać. Zayn leży na miejscu Liama na łóżku, które prawdopodobnie jest nadal ciepłe, zważają na to, że położył się tam w momencie, w którym Liam wstał. Otwiera jedno oko, by zobaczyć co się dzieje, kiedy Liam otwiera szafę i wyjmuje najbardziej odświętne ubranie.

Kładzie swoją koszulę na nogach Zayna, po czym odwraca się, żeby wziąć parę czarnych skarpetek z komody. Jedna ręka Zayna zwisa z łóżka, więc wyciąga ją i chwyta Liama za kostkę, a wbijając lekko paznokcie przesuwa nimi w górę nogi Liama.

Liam czuje drganie i wyrywa się odruchowo, wywołując chichot u Zayna, który właśnie zamyka oczy.

- Zachowuj się. - karci go Liam, choć nie może powstrzymać małego uśmiechu, który wkradł się na jego usta. Liam ubiera się, a wzrok Zayna śledzi go po całym pokoju.

- W porządku, wrócę za kilka godzin. Proszę, na miłość Boską, nie popsuj niczego. - błaga Liam, wiążąc krawat i układając go równo pod szyją.

Zayn mruczy i uśmiecha się złośliwie w poduszkę.

- Mówię poważnie, Zayn. Nie mam dzisiaj czasu na sprzątanie bałaganu, jasne? - Liam siada obok Zayna i zakłada jeden, czarny, błyszczący but i zaczyna go sznurować.

- Dobrze wyglądasz. - odpowiada Zayn, po czym wyciąga rękę, a jego kościste palce owijają się wokół czarnego krawata i pociągają za niego. Liam zostaje przyciągnięty do niego w taki sposób, że zamiera. Zayn przekręca głowę i złącza ich usta na kilka sekund.

Liam wzdycha, kiedy Zayn go puszcza i zaczyna zakładać drugi but z rumieńcem na policzkach.

A Zayn, odwraca się i wtula w pościel.

|You Holy Fool|

Gdy tylko nabożeństwo się kończy, Liam jest kompletnie otoczony. Ludzie, których zna z kościoła całe swoje życie, gratulują mu kazania ojca, chociaż niczym się do tego nie przyczynił. Uśmiecha się i życzy wszystkim szczęśliwej paschy.

Słucha historii starszej pani o jej planach na Wielkanoc, kiedy podchodzi do niego ojciec, klepie po ramieniu i dyskretnie szepcze: „Cieszę się, że dotarłeś dziś na czas.”

Pastor śmieje się, chociaż to nie zmienia sposobu, w jaki wypowiedział te słowa. Liam posyła mu tylko wymuszony uśmiech i kiwnięcie głową.

Zostaje w kościele przez godzinę i rozmawia z ludźmi, co sprawia, że ma opóźnienie i nie działa zgodnie z planem. Większość ludzi już wyszła, więc został tylko on, jego tata i kilka ważnych osób, z którymi rozmawiają.

Najuprzejmiej jak tylko może, Liam podchodzi do ojca i informuje, że idzie do domu, by wszystko przygotować. Jest usprawiedliwiony, więc opuszcza kościół, zanim ktokolwiek może go zatrzymać.

|You Holy Fool|

Otwiera drzwi do kuchni i od razu zaczyna wszystko przygotowywać. Sprawdza szynkę w piekarniku, kiedy Zayn wystrasza go na śmierć.

- Hej, jesteś sam? - szepcze, zwisając z sufitu przy wejściu. Liam wzdryga się i przykłada dłoń do piersi.

- Boże, Zayn. - oddycha ciężko, posyłając mu mordercze spojrzenie. - Tak, jestem sam, ale musisz być ostrożniejszy.

- Aw, nie bądź taki zgorzkniały, kotku. - mówi Zayn, wywracając oczami i zeskakując na podłogę z gracją kota.

- Doprowadzisz mnie do zawału. - narzeka Liam, próbując być złym, co nie do końca mu wychodzi, kiedy Zayn podchodzi do niego i kładzie brodę na jego ramieniu.

- Jesteś spięty. - dokucza Zayn. - Może mógłbym coś z tym zrobić.

Prześlizguje rękę po boku Liama i chwyta jego krawat. Liam przybiera grymas.

- Zayn, nie teraz. - mówi, a Zayn śmieje się. - Spotkania rodzinne mnie stresują.

- Ah, kto potrzebuje rodziny? - wtrąca Zayn, odsuwając się od Liama, by ustać przed nim. - Proponuję, byśmy ich związali i ugotowali w kotle.

Uśmiecha się do Liama niczym idealny złoczyńca i opiera się na łokciach na blacie.

- Za każdym razem, kiedy ich widuję, pytają o szkołę, chcą wiedzieć co będę robił w przyszłości i zawsze namawiają mnie do zostania pastorem oraz twierdzą, że jestem zupełnie jak mój tata. - Liam marszczy brwi i mruży oczy, kiedy podchodzi do lodówki, by wyjąć jedzenie. - I zawsze rozmawiają o mojej mamie. Ale nie sądzę, by było to powód to zabicia ich.

- Zabiłem mnóstwo rzeczy ze względu na mniej ważne powody niż ten. - mówi lekceważąco Zayn z nutką humoru w głosie. Liam ignoruje go.

- I zawsze oczekują ode mnie jak najwięcej – kontynuuje, wyjmując sałatkę pomidorową i przekłada ją do misy. Wkłada brudny, plastikowy pojemnik do zlewu i zaczyna napełniać go ciepłą wodą.

- Huh. - śmieje się Zayn. - Byłbyś świetną gospodynią domową. Zauważyłem to kilka dni temu, ale pomyślałem, że cię o tym poinformuję.

Liam wywraca oczami. - Dzięki, chyba.

Następuje chwila ciszy, podczas której Liam wyjmuje resztę jedzenia i właśnie przygotowuje talerz wegetariański, gdy samochód jego ojca zatrzymuje się na podjeździe. Liam zamiera i odwraca się do Zayna, chwytając jego twarz obiema rękami.

- Dobra, musisz być dzisiaj grzeczny. Cała moja rodzina tu będzie i ja po prostu… nie chcę komplikacji, jasne? - nakazuje poważnie.

Zayn mruczy, a kąciki jego ust unoszą się. - Pewnie. - zgadza się bez zająknięcia i pochyla się do przodu. Liam oczekuje pocałunku, więc instynktownie zamyka oczy i pochyla się, by spotkać Zayna w połowie drogi. Jednakże to, co otrzymuje jest delikatne otarcie ust Zayna na jego własnych. Nie wystarczająco długie, by poczuć mrowienie. Liam ma zamiar to pogłębić, ale kiedy się na to decyduje, Zayn wskakuje na sufit i wypełza po nim poprzez salon.

Otwiera usta, żeby ponarzekać, ale pastor Payne otwiera drzwi frontowe i zamyka je za sobą, przez co Liam podskakuje, odwraca się i stara się nie wyglądać na kogoś, kto został przyłapany na gorącym uczynku.

- Ładnie pachnie, synu. - pochwala go tata, a zarumieniony i zawstydzony Liam przytakuje słabo w odpowiedzi.

|You Holy Fool|

Trzy godziny później, Liam stara się zachować pokerową twarz. Co najmniej dziesięcioro dzieci biega wokół niego przez cały czas, a przez godzinę rozmawiał ze swoją ciotką o tym, że w jej małżeństwie nadal wszystko się układa. Mówi niezwykle monotonnie o tym, że ma zamiar zainwestować w dom, kiedy siedzą razem przy stoliku do kawy z kubkami herbaty.

Jest mnóstwo osób z jego rodziny wokół, ale wszyscy są w grupkach i rozmawiają przy kawie lub winie. Myśli o prawie stu sposobach, w jaki mógłby się zabić tu i teraz, kiedy jego najmłodsza kuzynka, Annie, uderza w jego ramię i wylewa herbatę na jego spodnie. Dziewczynka zamiera i wstrzymuje oddech, zakrywając usta swoimi małymi rączkami.

Próbuje powiedzieć: „przepraszam, Liam”, ale wychodzi jej: „psieplasiam, Lim”. Ma tylko trzy latka i Liam myśli, że ją lubi najbardziej.

Jego ciocia, a jej mama, karci Annie za przeszkadzanie w rozmowie, ale Liam jej przerywa, wdzięczny, że może uciec.

Cały przód jego spodni jest mokry, więc grzecznie przeprasza i ucieka na piętro do swojej sypialni. Zamyka za sobą drzwi i opiera się o nie, wzdychając z ulgą.

Spogląda na dół, by ocenić szkody i jęczy. Jego najlepsze czarne spodnie mają ogromną mokrą plamę na przedzie. Ostrożnie odpina pasek i zsuwa spodnie.

Wrzuca je do kosza na pranie obok biurka i sięga po klamkę od drzwi szafy.

W szafie, Zayn zwisa do góry nogami, skulony w najdalszym kącie i spogląda z zaciekawieniem, to otworzy drzwi.

Kiedy widzi, że to Liam, opada na podłogę i staje na nogach. - Cześć. - wita się, a jego wzrok pada na nagie nogi Liama. - Nie masz na sobie spodni.

- Tak, zostałem oblany. - informuje Liam, sięgając obok Zayn po nową parę spodni.

Zayn mruczy.

- Jesteś dzisiaj zaskakująco grzeczny. - chwali Zayna Liam i oferuje mu uśmiech. - Jestem pod wrażeniem.

Miota się z jedną nogą, gdy zakłada spodnie, a później, nie wpuszczając koszuli, zapina guzik.

Zayn prycha. - Bo co, jestem jakimś zwierzęciem?

Liam wyciąga rękę i gładzi włosy Zayna w kolorze sadzy, lekko drapiąc jego czaszkę paznokciami w formie masażu.

Zayn wydaje z siebie jęk i zamyka oczy. Liam chichocze, podziwiając go.

- Nie lubię wielu ludzi w moim domu. - narzeka Zayn, lecz jest spokojny, kiedy jego rzęsy trzepoczą na jego opalonych policzkach.

Liam przytakuje i wyplątuje rękę z bałaganu delikatnych, czarnych włosów. Prostuje się i wygładza koszulę, kierując się do drzwi. Zayn siedzi na łóżku z podwiniętymi nogami z ponurym wyrazem twarzy na jego, zazwyczaj, złośliwej twarzy.

Liam wzdycha i zamyka za sobą drzwi.

Większość jego rodziny skończyła jeść, więc umyka do kuchni, celowo unikając kilku krewnych – ale gdyby ktoś pytał, powiedziałby, że chciał tylko odłożyć jedzenie. Nie mając nic lepszego do roboty, zaczyna właśnie to robić, zaczynając od plastikowych pudełek i folii śniadaniowej.

Kiedy ma zamiar schować szynkę, wpada na pomysł, który zmusza go do powstrzymania uśmiechu. Nóż, leżący samotnie w zlewie to wywołuje.

Szynka została w większości zjedzona, ale zostało kilka małych kawałków, więc Liam kroi jeden z nich. Trzyma go z boku, mając nadzieję, że nikt nie zobaczy jak przemyca szynkę na piętro, ale jest prawie pewien, że wujek Vernon zauważył, sądząc po spojrzeniu jakie mu posyła.

Liam wzrusza ramionami i zamyka za sobą drzwi do pokoju.

Zayn jest w dokładnie tym samym miejscu, w którym znajdował się wcześniej, a jego twarz zdecydowanie się rozchmurza, gdy Liam przychodzi.

- Przyniosłem ci coś. - mówi Liam, przemierzając pokój i klękając na łóżku przed Zaynem. Podaje mu kawałki szynki. Zayn spogląda na nie podejrzliwie.

- Jest dobre, daję słowo. - tłumaczy Liam, a Zayn sięga po kawałek mięsa z dłoni Liama. Ostrożnie, bierze kęs, a jego oczy komicznie się rozszerzają. Wpycha do ust cały kawałek, a jego buzia jest tak pełna, że jego policzki wypychają się, kiedy przeżuwa, utrzymując kontakt wzrokowy z Liamem.

Liam śmieje się i mierzwi jego włosy.

- Jesteś bardzo grzeczny, więc dziękuję.

Zayn przeżuwa, przełyka, po czym chwyta brodę Liama i złącza ich usta.

Jego buzia jest słodko-kwaśna od szynki i dla Liama byłoby zbyt łatwo się w tym zatracić.

- Nie. - śmieje się Liam, odsuwając się z charakterystycznym mlaskiem. - Nie teraz, muszę wrócić na dół. Ale masz swoją szynkę.

Liam kładzie resztę mięsa na dłonie Zayna i jest prawie pewien, że wszystko zostaje zjedzone, zanim zdąża dojść do drzwi.
*Poobgryzane palce stukały w klawisze jego bardzo zużytego laptopa. Słowa sączyły się na ekran, gdy pomysły przelatywały przez jego umysł. Jego myśli powoli wchodziły w życie w pisemnej formie. Przyznając były tylko nimi, pomysłami. Były trochę więcej niż marzeniami i bezsensownymi pragnieniami. Ale były jego.

Louis wiedział, że jego historie były tylko tym, niczym więcej niż kawałkiem twórczości. Jego historie były fikcją, chociaż pragnął, aby mogły być rzeczywistością. Ale kiedy, coś takiego jak jego historie, mogłoby się tak naprawdę wydarzyć.

Przez minione półtorej roku, Louis pisał fanfiction o swoim ulubionym zespole, powszechnie znanym jako One Direction. To zaczęło się tylko jako wyobrażenie. Louis leżał w łóżku, słuchając muzyki, kiedy pojawiła się myśl. To był tylko mały przebłysk fabuły, który rozegrał się w jego głowie.

Oczywiście, Louis czytał wcześniej fanfiction, ale nigdy nie myślał, że mógłby być jednym z tych pisarzy, którzy mają mnóstwo notek na Tumblr albo setki ‘kudos’* na AO3. Będąc uczciwym, to wydawało się trochę dalekie. Ale po paru przemyśleniach, Louis zdecydował się spisać swoje marzenia. To był krótki, tylko szybki zlepek słów oparty na wywiadzie, który widział wcześniej tego dnia. Zadowolony ze swojej pracy, Louis zdecydował się podzielić tym ze swoimi obserwatorami na Tumblr. Następnego dnia Louis był zszokowany rezultatem swojej historyjki. Ludzie to pokochali.

W tym momencie, zaczęło się coś nowego z Louisem. Stał się tego dnia pisarzem. Przybrał nazwę „LouTheTommo” w sieci lub po prostu nazywając siebie Lou dla jego czytelników. Jeśli byś go zapytał, powiedziałby, że był przeciętnym autorem, który tylko wrzucił słowa na stronę. Ale jeśli zapytałbyś jego czytelników, powiedzieliby, że Louis miał prawdziwy dar słów i był w stanie uchwycić i opisać co jego bohaterowie widzieli, robili i czuli w głębi.

Louis ponownie przeczytał swoje ostatnie opowiadanie. Jego zdanie zmieniło się, gdy rozmyślał gdzie chciałby poprowadzić swoją historię. Wiedział, że musi utrzymać swoich czytelników zabawionymi i dać im historię, z którego będą zadowoleni. Oczywiście Louis pisał tylko to, co chciał napisać. Jeśli nie był zadowolony z tego, szybko odrzucał pomysł i narzekał na swoim blogu o zawiedzeniu swoich czytelników, i że nie miał pojęcia w jakim kierunku podąża jego historia. Tak działo się co najmniej raz w tygodniu.

Rodzaje historii, które Louis pisał były zlepkiem wszystkiego. Jego ulubionymi były opowiadania wypełnione smutkiem i dramatem, z odrobiną romansu wrzuconymi do nich, tylko by utrzymać swoich czytelników na krawędzi. Zamiast pisania historii o bromance w One Direction, Louis wybrał pisanie swoich opowiadań o sobie i kręconowłosym, zielonookim piosenkarzu, powszechnie znanym jako Harry Styles. Niektórzy ludzie powiedzieliby, że Louis miał ‘obsesje’ na punkcie gwiazdy popu, ale Louis traktował to jak tylko ogromny szacunek dla piosenkarza. Ludzie, głównie jego rodzina i znajomi, nie potrzebowali znać ilości czasu, którą Louis spędzał na fantazjowaniu o Harry’m i jego innych trzech kolegach z zespołu. Nie potrzebowali wiedzieć, że Louis napisał historie o spotkaniu Harry’ego i spaniu z Harry’m, i zakochiwaniu się w Harry’m. Nie, pisanie Louisa było sekretem znanym tylko jego czytelnikom.

Kiedy ostatnia historia Louisa dobiegła końca, szybko sprawdził dzieło, poprawiając jakiekolwiek błędy, które znalazł przed dodaniem tego do sieci dla swoich czytelników, mając nadzieję, że będzie się podobać.

~*~

- Co się tak uśmiechasz? – Zbyt znajomo brzmiący głos zapytał.

Patrząc w górę, Harry stanął twarzą w twarz z uśmiechającym się ironicznie Liamem. Stojących bezczynnie za Liamem było dwóch innych najlepszych kumpli/kolegów z zespoły, Zayn i Niall. Wszyscy chłopcy wiedzieli o fascynacji Harry’ego pewnym internetowym autorem. Zawsze gdy nowa historia pojawiała się w sieci, Harry przybierał coś, co chłopcy nazywali jego ‘uśmiechem Lou’. Dokuczali mu bezlitośnie z tego powodu. Ogólnie rzecz biorąc, chłopcy uważali to za śmieszne, że Harry skończył czytając, nie mówiąc już o cieszeniu się, fanfiction, które napisali ich fani.

- Tylko… czytam. – Harry wymamrotał, wracając wzrokiem na ekran swojego telefonu, gdzie ostatnia historia Louisa była otwarta, czekając na dokończenie.

- O czym jest tym razem? Ty i Lou baraszkujący sobie na łące z kwiatami? – Niall zażartował.

- Hej! To był jeden raz i nawet powiedział, że ta historia była do dupy.

Wszyscy chłopcy zaśmiali się z Harry’ego, który zarumienił się na czerwono ze wstydu. Harry wiedział, że miał odrobinę obsesję na punkcie nieznanego autora, ale nie mógł nic na to poradzić. Zakochał się w pisaniu i kreatywności, które Lou, autor, miał w swojej głowie.

Wracając z powrotem do historii, którą czytał zanim mu przerwano, uśmiech wybuchł na twarzy Harry’ego, gdy odczytywał jeszcze raz słowa, które Lou spreparował tak starannie w swoim umyśle. Pod koniec historii, Harry promieniał ze szczęścia, że bohaterowie byli wolni i szczęśliwi. Harry czuł jakby był sam w opowiadaniu, przechodząc przez to z Lou u jego boku.

Po kliknięciu przycisku ‘kudos’, Harry kliknął w pole do komentowania.

HazCheshire94: Heeeej Lou! Kolejna świetna historia :) Bardzo mi się ona podobała. Tak trzymać! Nie mogę się doczekać twojej kolejnej .xx

Harry wiedział, że to może być dziwne, komentować fanfiction o sobie i innym chłopaku, ale naprawdę to lubił. To również mogło pomóc, że on i Lou rozmawiali na Tumblr już od roku. Gdy Harry po raz pierwszy natknął się na twórczość Lou, nie mógł nic poradzić na to, że rozpoczął przyjaźń z autorem. Harry uznał Lou za dość dowcipnego i sarkastycznego, ale i troskliwego oraz bystrego w tym samym czasie.

Teraz oczywiście, Lou nie miał pojęcia, że „HazCheshire94” był w rzeczywistości Harry’m Stylesem, o którym Lou pisał w swoich historiach. To była tajemnica, którą Harry chciał zatrzymać. Mógł zaprzyjaźnić się z Lou i rozmawiać o wszystkim i o niczym, ale Lou nie mógł wiedzieć, że był tym, kim jest.

Chwilę później, Harry dostał powiadomienie, że Lou odpowiedział. Uśmiech rozprzestrzenił się na jego twarzy, gdy kliknął na swoją skrzynkę odbiorczą i przeczytał odpowiedź Lou.

LouTheTommo: Tak! Cieszę się, że ją lubisz!! Nie byłem taki pewien co do niej, więc cieszę się, że się podobało :) x

Z szerokim uśmiecham na swoich ustach, Harry otworzył swoją aplikację tumblr i kliknął na blog Lou, by napisać mu pytanie.

HazCheshire94: Hej Lou! Dlaczego nie byłeś pewny ostatniej historii? po prostu się zastanawiam ponieważ bardzo mi się podobało. w każdym razie, jak się masz dzisiaj?

LouTheTommo: Dziękuję H! Nwm to było po prostu inne niż większość moich pozostałych rzeczy, myślę, że to dlatego byłem tak tym zdenerwowany. Mam się dziś fantastycznie! Zgadniesz dlaczego?

HazCheshire94: Nie, dlaczego czujesz się dziś fantastycznie?

LouTheTommo: miałeś zgadywać głupku. Ponieważ bilety na 1D weszły dziś do sprzedaży iiii…. MAM BILETY! NARESZCIE ZOBACZĘ ICH W MANCHESTERZE!

Harry wpatrywał się w swój ekran, czytając i czytając ponownie ostatnią wiadomość Lou. Czuł, że jego serce bije mocno w piersi z jakiegoś powodu. Lou będzie w Manchesterze, by zobaczyć One Direction, by zobaczyć jego, z wszystkich ludzi. Harry nie wiedział o czym innym myśleć, niż o fakcie, że chce nareszcie bardzo spotkać autora, który zawładnął jego sercem tak całkowicie.

- Hej Haz, w porządku? – Zayn zapytał, obserwując go uważnie.

- Uh tak, tak myślę.

- Co się dzieje? – Niall spytał, gdy brzdąkał na swojej gitarze.

Wszyscy chłopcy byli w studiu, aktualnie nakrywając wokale do ich nadchodzącego albumu.

- Zapomniałem, że bilety weszły dziś do sprzedaży. – Harry powiedział, spoglądając w górę na swoich trzech najlepszych kumpli.

- Tak, co w związku z nimi? – Liam zapytał, gdy wyszedł z pomieszczenie do nagrywania.

- Lou ma bilety. – Harry odparł cicho.

Trójka chłopców naprzeciw Harry’ego po prostu gapiła się na niego przez moment, zanim gwałtownie zaczęli się identycznie szeroko uśmiechać.

- Achh, czy to znaczy, że mały Harry nareszcie spotka swojego anonimowego autora? – Niall zagruchał, mierzwiąc włosy Harry’ego.

- Chłopaki, wiecie, że nie mogę tego zrobić. – odpowiedział, odpychając od siebie Nialla.

- Dlaczego nie, wiesz, że też chcesz. – Zayn zapytał.

- Cóż tak, chcę, ale co się stanie, gdy odkryje kim jestem? Może nie przyjąć tego dobrze. Dodatkowo, jak w ogóle będę w stanie się z nim spotkać?

- Po pierwsze, będzie w porządku, wiedząc że ty, to ty. Znaczy, rozmawiacie przez jakiś rok teraz, on wie o tobie wszystko, Haz. Prawdopodobnie będzie zaskoczony, ale sobie z tym poradzi. A co do spotkania z nim, jestem pewien, że możemy coś wymyślić. – Liam odpowiedział, oferując Harry’emu uśmiech, który Harry z wdzięcznością odwzajemnił.

Harry skinął głową. Zwrócił swoją uwagę z powrotem do rozmowy z Lou, pisząc odpowiedź i wysyłając ją, zanim mógłby zmienić swoje zdanie.

HazCheshire94: Udało Ci się! Gratulacje Lou!! Zgadnij co? Też mam zamiar być na koncercie w Manchesterze!

LouTheTommo: Poważnie?! H to znaczy, że możemy spotkać się ze sobą! Znaczy, jeśli chcesz. Zrozumiem, jeśli nie. Z tego co wiesz mogę być dziwakiem prześladującym małych niewinnych fanów one direction. ;)

HazCheshire94: haha wiem że nie jesteś. Ale chciałbym się z Tobą spotkać, byłoby by miło.

LouTheTommo: Dobrze! To postanowione, spotkam tajemniczego H za 2 miesiące :D

~*~

Czas szybko zleciał zarówno Louisowi, jak i Harry’emu. Podczas gdy Louis był na uniwersytecie, ucząc się do egzaminów i kontynuując swoje pisanie, Harry podróżował dookoła świata nagrywając, występując, robiąc sesje zdjęciowe i oczywiście czytając opowiadania Lou.

Zostało tylko 2 tygodnie do koncertu w Manchesterze, a obaj chłopcy byli niespokojni i zdenerwowani. Louis był niespokojny, ponieważ nareszcie zobaczy koncert One Direction, a Harry był niespokojny, ponieważ Lou dowie się o jego sekrecie.

I dwa tygodnie przed, żaden z chłopców nie wiedział jak spotkają się nawzajem. Cóż, tak jest dopóki Harry nie wpadł na pomysł.

HazCheshire94: LOU! Nigdy w to nie uwierzysz! Ale właśnie wygrałem dwie przepustki za kulisy, żeby spotkać chłopców!

LouTheTommo: CO! Jestem taki zazdrosny! To niesamowite H


HazCheshire94: Więc tu jest ta rzecz, nie mam nikogo z kim mógłbym pójść, więęęęęęęc zastanawiałem się czy chciałbyś drugą wejściówkę :)

LouTheTommo: CO O MÓJ BOŻE TAK O MÓJ BOŻE H MÓWISZ POWAŻNIE OCZYWIŚCIE ŻE TAK O MÓJ BOŻE KOCHAM CIĘ!


HazCheshire94: Okej dobrze, martwiłem się, że powiesz nie haha. W każdym razie, powiedziano mi, że możesz je dostać w kasie biletowej na miejscu, upewnię się, że przepustka jest na twoje nazwisko.

LouTheTommo: właśnie płaczę H nie masz pojęcia co to dla mnie znaczy.

HazCheshire94: Lou nie płacz :( to jest dobra rzecz, obiecuję. Muszę wrócić do pracy ale napiszę do Ciebie później :) jestem naprawdę szczęśliwy, że powiedziałeś tak lou.

~*~

Tak się ma rzecz. Louis nigdy nie spodziewał się, że spotka One Direction. Nigdy nie marzył, że to mogłoby się naprawdę wydarzyć. Ale kiedy H zwrócił się do niego z ofertą wejścia za kulisy, po prostu nie mógł odmówić. Nie wiedział jak albo kiedy spotka H, ale wiedział, że to się stanie.

W dzień koncertu, Louis ruszył do kasy biletowej na arenie. Powiedział im swoje nazwisko, lub to co zakładał, że H mógł im powiedzieć. Dali mu jego wejściówkę za kulisy i powiedzieli, żeby chwilę zaczekał. Nie minęło więcej niż 5 minut i duży ochroniarz przyszedł i zabrał Louisa, prowadząc go przez arenę prosto na backstage. Louis był zdenerwowany, oczywiście że był. Pragnął, aby H był z nim, ponieważ zaczynał myśleć, że dostanie ataku paniki, w momencie gdy zobaczy cztery gwiazdy popu.

Louis został wprowadzony do pustego pokoju z dwoma kanapami i stołem z jedzeniem. Dostał informację, że ma usiąść i zaczekać, co zrobił. Louis stawał się zdenerwowany, kiedy czas się przeciągał. Bawił się swoim telefonem, mając nadzieję zobaczyć nową wiadomość od H, mówiącą mu, że tu jest, ale niczego nie było. Po tym, co wydawało się wiecznością, Louis usłyszał wyraźny odgłos śmiechu i kroków One Direction. Ich kroki zwolniły, kiedy zbliżali się do drzwi. Louis mógł usłyszeć słabe rozmowy, ale nie mógł zrozumieć o czym mówili.

Zanim Louis wiedział co się dzieje, trójka z czwórki chłopaków z One Direction weszła do pokoju. Zayn, Liam i Niall uśmiechali się ciepło do Louisa, witając go serdecznie.

- Hej kolego, jak się masz? – Liam zapytał swoim ciepłym, silnym głosem. Zrobił krok do przodu, dając Louisowi przyjacielski uścisk.

- Mam się dobrze, dzięki. Będę szczerzy, jestem teraz bardzo zdenerwowany. – Louis powiedział, szurając nogami, przypatrując się trójce chłopców przez swoje rzęsy.

- Ach, nie bądź, nie ugryziemy Cię… bardzo. – Niall zażartował, przewieszając swoją rękę przez ramiona Louisa.

- Nie, wiem to. Wy wszyscy to tylko połowa powodu, dlaczego jestem zdenerwowany. – Louis powiedział bez zastanowienia.

- Dlaczego tak jest? – Zapytał Zayn.

- Cóż, miałem się dzisiaj spotkać z moim przyjacielem. Właściwie nie spotkałem go jeszcze. Nawet nie znam jego imienia, oprócz faktu, że zaczyna się na H.

- Jestem pewien, że będzie niesamowity. – Liam powiedział, siadając na jednej z kanap.

Telefon Louisa zabrzęczał w kieszeni, sygnalizując, że otrzymał emaila. Nie wyciągnął swojego telefonu, myśląc, że będzie to niegrzecznie zrobić, kiedy był z One Direction, cóż, z większością z nich.

- Zamierzasz odpowiedzieć? – Niall zapytał, odchodząc od Louisa i opadając leniwie na podołek Liama.

Louis zawahał się przez chwilę, zanim wyciągnął swój telefon i przeczytał emaila. To był email z Tumblr, mówiący mu, że dostał wiadomość od H. Otwierają swoją aplikację Tumblr, Louis przeczytał wiadomość H.

HazCheshire94: Jestem tutaj :) Jestem na korytarzu, zaledwie na zewnątrz, gdzie ty jesteś. Chodź się ze mną spotkać. Jestem zbyt zdenerwowany by tam wejść…

Louis patrzył na swój telefon w zakłopotaniu. Spojrzał na pozostałą trójkę chłopców, którzy uśmiechali się do niego szeroko. Gdyby znał ich lepiej, wiedziałby, że wiedzą więcej niż Louis przypuszczał. Więc, podążając za prośbą H, Louis usprawiedliwił siebie grzecznie, zanim zawędrował na korytarz.

Spojrzał w obie strony, ale nie widział nikogo.

- H? – Louis zawołał.

- Jestem tutaj, Lou. – Głęboki, ochrypły głos zawołał z końca korytarza na prawo.

Louis zawędrował w dół korytarza, gdzie mógł zobaczyć chłopca odwróconego od niego. Osoba była w obcisłych dżinsach i w swetrze koloru kremowego. Louis poczuł dreszcz przechodzący przez jego ciało, gdy obejrzał nieznajomego z góry na dół.

- H, czy to ty? – Louis zapytał, gdy podchodził bliżej.

- Uh tak, to ja Lou. Słuchaj, po prostu mi obiecaj, że nie będziesz mnie nienawidzić.

- Nie mógłbym Cię nienawidzić.

Louis obserwował jak H brał głęboki wdech przed odwróceniem się twarzą w stronę Louisa.

Powiedzieć, że Louis był zaskoczony, bo Harry był H, byłoby niedomówieniem. Harry stał przed Louisem, obserwując go ostrożnie, czekając na jego reakcję.

- Ty- ty jesteś H… Harry, ty jesteś H? – Louis zapytał cicho.

Harry odwrócił swoją głowę w kierunku podłogi, szurając swoimi stopami o dywan w ohydnym kolorze. Louis patrzył jak jego policzki zarumieniły się głębokim odcieniem różu.

- Tak, jestem. Przepraszam, że nie powiedziałem Ci wcześniej, po prostu nie wiedziałem, jak byś zareagował.

- O mój boże, czytałeś moje opowiadania. Te… te historie o Tobie i-i o mnie. – Louis czuł się jakby był na skraju ataku paniki. Historie, które pisał, ponieważ lubił. Opowiadania, o których nie myślał, że ktoś się dowie. Opowiadania, które myślał, że pozostaną tajemnicą dla One Direction. Nie były już dłużej tajemnicą, gdy Louis stał przed chłopakiem, który przeczytał je wszystkie, i z którym rozmawiał od roku, tym samym chłopakiem, o którym pisał na pierwszym miejscu.

- Przepraszam. Ale jeśli to pomoże, jesteś naprawdę fantastycznym autorem. – Harry powiedział, spoglądając na Louisa z niewielkim uśmiechem.

- Jezu, Harry, czy zdajesz sobie sprawę, że powiedziałem Ci wszystko o sobie. Boże, cholernie świrowałem na Twoim punkcie… przed Tobą!

- Wiesz Lou, powiedziałem Ci wszystko o sobie… poza tym, kim byłem oczywiście.

- Tak, wiem o tym, ale.. poczekaj, więc wszystko co mi powiedziałeś, t-to była sama prawda? Wszystkie rzeczy, które mi wyznałeś, to było wszystko o Tobie?

- Tak.

- Więc jesteś- jesteś ….

- Gejem?

Louis zarumienił się, kiwając swoją głową.

- Tak, jestem Lou. Jesteś jedynym poza chłopakami i moją rodziną, którzy to wiedzą.

- Jasna cholera. – Louis odparł, zakrywając dłonią swoje usta. Oparł się o ścianę, zjeżdżając po niej w dół, aż siedział na podłodze.

- Lou, ja po prostu chcę, byś wiedział że Ci ufam i mam nadzieję, że Ty ufasz mi. – Harry powiedział, ześlizgując się, by usiąść obok Louisa.

- Ufam Ci, H. To jest po prostu sporo do ogarnięcia dla mnie w tej chwili.

Obaj chłopcy siedzieli w milczeniu, kiedy przetwarzali swoją nowo odkrytą wiedzę w swoich głowach. To nawet nie wydawało się realne. Nie tylko Louis i H nareszcie się spotkali, ale H był Harry’m i Lou w rzeczywistości stanął przed Harry’m.

- Czy kiedykolwiek chciałeś, aby niektóre z twoich opowiadań były prawdziwe? – Harry zapytał.

- Niektóre z nich, chyba. Po prostu nie sądzę, aby kiedykolwiek się to stało. – Louis westchnął, odwracając swoją głowę, by spojrzeć na Harry’ego.

- Dlaczego nie?

- Ponieważ ty to ty, a ja to ja. Ty jesteś Harry’m. Ja jestem Louisem. Jesteśmy po całkowicie przeciwległych stronach życia. Ty jesteś piosenkarzem, a ja jestem angielskim studentem. Nie dokładnie pokrywamy siebie nawzajem.

- Moglibyśmy, wiesz. Ciągle jestem sobą. Ciągle jestem H, którego znasz.

- Czy ty- czy ty chcesz, aby któreś z nich były prawdziwe? – Louis zapytał niepewnie, nie głośniej niż szeptem.

- Niektóre z nich.

- Które?

- Te, w których budzę się i jesteś tam, leżąc ze mną w łóżku. Te, gdzie siedzimy razem i po prostu cieszymy się swoją obecnością. Te, w których mogę Cię trzymać i całować, ponieważ jesteś mój.

- Harry…

- Chcę tego, Lou. Wiem, że to będzie ciężkie, ale możemy to zrobić. Chcę Ciebie, Louis.

Bez zastanowienia, Louis przechylił się do przodu, nakrywając usta Harry’ego swoimi. Pocałunek był powolny i delikatny, ale silny i utrzymywał wagę uczuć chłopców względem drugiego. To było naprawdę proste i to jest wszystko, czym powinno być. To była po prostu dwójka chłopców, nareszcie będąca razem bez nadzoru ze strony świata. Bez obaw i trosk, po prostu razem.

To będzie ciężkie, ale oni sobie z tym poradzą. Po posmakowaniu tego, co drugi chłopak ma do zaoferowania, żaden z nich nie chciał pozwolić temu odejść. To zadziała, ponieważ to jest to, co jest, tylko Louis i Harry, to jest wszystko co jest potrzebne.

~*~

* kudos – ‘serduszka’, polubienia na AO3 (http://archiveofourown.org/), popularnej stronie z fanfictions.
Wziął wdech i pociągnął rękawy swojej marynarki w dół. Wygładził jasny materiał i jeszcze raz przebiegł przez włosy palcami, układając jasną grzywkę. Spojrzał w lustro, a niebieskie oczy przebiegły po postaci odbijającej się w nim. Wciąż miał wrażenie, że nie wygląda dobrze. Zmarszczył nos wyraźnie niezadowolony. Moment potem rozległo się pukanie do drzwi i nie miał już wyjścia.

Zbiegł po schodach, założył na ramiona płaszcz, a z komody wziął zaproszenie. Otworzył drzwi i od progu przywitał go przyjazny oraz ciepły uśmiech Emmy. Wyglądała oszałamiająco w długiej kremowej sukni od dołu obszytej błyszczącymi diamencikami. Odwzajemnił jej gest, wyszedł, po czym zamknął drzwi.


- Ślicznie wyglądasz – stwierdził, odruchowo przygładzając włosy.

- Oj. Przestań – skarciła go i delikatnie uderzyła w rękę, którą od razu cofną od grzywki. Szatynka przebiegła przez nią i uśmiechnęła się. – Już. Teraz wyglądasz perfekcyjnie. To co? Jedziemy?

- Tak – przytaknął Niall i otworzył jej drzwi samochodu, którym przyjechała, po czym okrążył go i usiadł z drugiej strony. Kierowca odpalił silnik i dotarło do nich ciche buczenie. Chwilę potem sunęli przez ulice Londynu 2.0. Noga Horana drżała ze zdenerwowania, a ręce pociły mu się. Jego palce poruszały się bezwiednie, a w myślach tworzyła się melodia, którą wybrał by zagrać. Moment potem dziewczyna położyła dłoń na jego kolanie, zaciskając ją i chcąc uspokoić drżenie nogi.

Niall spojrzał na nią odrobinę zlękniony.

- Uspokój się – poleciła mu, gładząc go po udzie. – Będzie dobrze.

- A-Ale jak coś pójdzie nie tak? – zająknął się. – Nigdy nie grałem dla tylu ludzi. I tak ważnych. Zazwyczaj dla rodziny albo w szkole.

- Naprawdę. Wszystko będzie w porządku – zapewniła go, klepiąc po kolanie. – Będę z przodu, więc możesz patrzeć na mnie i grać, jeśli to cię uspokoi.

- Dobra – wysapał i spojrzał w okno. Słońce już zaszło, a na niebie pojawił się tylko jeden księżyc. Drugi był w nowiu. Zaczęły też jaśnieć pierwsze gwiazdy i to na nich starał się skupić, a nie na tym co go dziś czekało. Dopiero gdy przekroczyli bramę Kapitolu, jego serce zaczęło tłuc się jak szalone.

Samochód zatrzymał się przed szerokimi schodami. Blondyn wysiadł pierwszy, po czym podał ramię swojej przyjaciółce. Ta ujęła je z uśmiechem i wspięli się po stopniach. Przy drzwiach podali swoje zaproszenia po czym weszli do przestronnego hallu głównego. Po lewej znajdowała się szatnia, w której zostawili swoje okrycia wierzchnie i skierowali się do drzwi po drugiej stronie, które prowadziły do przestronnej sali.

Niall pomyślał, że znalazł się w sali balowej jakiegoś zamku. Wysokie kolumny pięły się w górę, a z sufitu zwieszały kryształowe żyrandole. Dwa wyjścia balkonowe, znajdujące się po prawej stronie były otwarte, a goście co róż kierowali się w tamtą stronę. Sala wypełniona była mężczyznami w czarno-białych kreacjach. Panie natomiast miały piękne suknie w przeróżnych kolorach. Od bieli zaczynając, poprzez pomarańcz, czerwień, czy zieleń, a na czarnym kończąc. On jednak szukał w tłumie czerwonego garnituru, który rzekomo miał założyć Louis.

- Kogo tak wypatrujesz? – szepnęła mu na ucho dziewczyna, kiedy podszedł do nich kelner ze srebrną tacą. Wzięli po kieliszku szampana i ruszyli dalej przez salę.

- Moich przyjaciół – odpowiedział, upijając niewielki łyk alkoholu. Może dzięki niemu choć trochę się rozluźni i zapomni o zdenerwowaniu.

W końcu dostrzegł w tłumie znajomą sylwetkę. Tę burzę czekoladowych loków poznałby wszędzie. Pociągnął więc w tamtą stronę Emmę i stanął przed przyjaciółmi. Zlustrował Louisa od stóp do głów i wywrócił oczyma.

- Naprawdę wyglądasz jak pstrokata papuga – stwierdził, na co szatyn trzepnął go w ramię, po czym poprawił swoją marynarkę. Niall uśmiechnął się i upił kolejny łyk szampana, kiedy na podwyższeniu pojawił się burmistrz. Na sali zaległa cisza, a wszystkie oczy zwróciły się w jego stronę.

John Deep był mężczyzną w wieku czterdziestu pięciu lat. Ciemne włosy falami układały się do tyłu. Zarost został idealnie przycięty, a ciemnobrązowe oczy przebiegały po tłumie zebranych. Granatowy garnitur został idealnie skrojony, a pod szyją - na złotym łańcuszku - zawieszony był medalion. Każdy burmistrz nosił inny i znajdował się na nim symbol zdolności parakinetycznej. Przywitał się ze wszystkimi gestem dłoni i odczekał, aż zapanuje cisza.

- Witam was wszystkich w Londynie 2.0 – jego głos poniósł się po sali, docierając do najdalszych zakątków. – Witam was w mieście, gdzie zaczniecie nowe życie. Żywię przeogromną nadzieję, iż każdy z was znajdzie tu dla siebie miejsce i zadomowi się. Bowiem celem projektu Pionierów Elizjum jest odbudowanie potęgi ludzkiej tutaj, a także integracja między klasowa. Społeczeństwo nie jest silne, jeśli jest podzielone. Wznieśmy więc toast za nowy świat.

Burmistrz uniósł w górę swój kieliszek, a wszyscy na sali poszli w jego ślad. Niall wypił wszystko do dna, czując jak znów zaczyna się denerwować. Odstawił naczynie na tacę kelnera, który akurat koło nich przeszedł i odetchną.

- A teraz, jak co roku, nasz bal otworzy występ znakomitego muzyka. W zeszłym roku była to pani Andrea Roberst, wybitna śpiewaczka operowa – oznajmił pan Deep, a kobieta o długich blond włosach w długiej purpurowej sukni, wyszła do przodu i uprzejmie skinęła głową, za co została nagrodzona brawami. – W tym roku nasz bal otworzy wybitnie zdolny młody człowiek. Gra na trzech instrumentach, ale mi osobiście zaimponował harfą. To niezwykle piękny instrument, wydający cudowne dźwięki. Pani Roberts zapewne zgodzi się ze mną. Tak więc, proszę państwa, powitajmy brawami pana Nialla Horana.

Blondyn przełknął ślinę, wziął głęboki oddech i odprowadzony oklaskami wspiął się na podwyższenie. Uścisnął dłoń burmistrza, który zachęcił go szerokim uśmiechem, a gestem dłoni wskazał instrument. Niall podszedł do krzesła, na którym usiadł, z sercem rozbijającym się w jego piersi. Oparł ciężki instrument o swoje ramię i nim zaczął, rozejrzał się po tłumie ludzi.

W odległym kącie dostrzegł znajomą sylwetkę. Cały był ubrany na czarno, a jego ciemne oczy wpatrywał się w niego. Jedną dłoń wcisnął do kieszeni, w drugiej zaś ściskał kieliszek z szampanem. Uniósł go lekko w górę, jakby wiedząc, że patrzy właśnie na niego. To właśnie ten gest dodał mu otuchy i uspokoił jego serce.

{Gleam In Angel’s Eye-Drop}

Pociągnął więc za nylonowe struny, a spod jego palców zaczęły wydobywać się pierwsze delikatne dźwięki, które wypełniły salę. Szarpał je delikatnie, po czym muzyka przybrała ciut na sile, by mniej więcej w połowie odrobinę przyśpieszyć. Zaczął się wczuwać w znajomą melodię. To była jego ulubiona i grał ją już tyle razy, że teraz nie wiedział czym się tak stresował. Jego palce praktycznie bezwiednie przeskakiwały między kolejnymi strunami.

Melodia znów zwolniła i Horan wiedział, że zbliża się do końca. I nagle – mimowolnie - poczuł ulgę, iż to już koniec. Ostatni raz pociągnął za struny, po czym wyciszył je układając na nich całe dłonie. Odetchnął z ulgą, postawił instrument i podniósł się ze swojego miejsca. Zrobił kilka kroków w przód i skłonił się lekko, w nagrodę otrzymując gromkie brawa oraz słowa zachwytu od samego burmistrza, co wprawiło go w zakłopotanie. Podziękował jednak uprzejmie i zszedł na dół, gdzie od razu zaczepiła go ów śpiewaczka.

- To było naprawdę coś wspaniałego – odparła, biorąc z tacy kieliszek z szampanem i podała go Niallowi, który przyjął go uprzejmie. – Zagrałeś to wybitnie. Wręcz po mistrzowsku. Ile ty masz lat chłopcze?

- Dwadzieścia cztery, proszę pani – odpowiedział grzecznie.

- Taki młody, a taki zdolny – zachwyciła się. – A na czym jeszcze grasz?

- Na fortepianie i gitarze – odparł, upijając łyk szampana. Rozmawiali jeszcze chwilę, po czym Niall grzecznie ją przeprosił, mówiąc że przyjaciele na niego czekają. Tak naprawdę szukał Zayna. Chciał mu zadać kilka pytań, jednak gdy nigdzie go nie dojrzał, po prostu odszukał swoich znajomych.

ͽ†ͼ

To był długi wieczór. Trochę za długi dla Nialla. I zbyt pełen wrażeń oraz alkoholu. Rozluźnił się po kilku kolejnych drinkach i nawet zatańczył z Emmą, ale w końcu odpadł. Zaczęło kręcić mu się w głowie i przeprosił ich, tłumacząc się, że musi zaczerpnąć trochę świeżego powietrza.

Wyszedł na jeden z balkonów i wziął głęboki wdech świeżego, nocnego powietrza. Chłodny wiatr przebiegł przez jego włosy i otulił policzki. Oparł dłonie na marmurowej balustradzie i spojrzał na pierścienie, które tak bardzo go fascynowały. Moment potem zaczął zastanawiać się która jest godzina, jednak zrezygnował po chwili. Potrzebował oczyścić swój umysł, wiec przymknął oczy.

- Bardzo ładnie grałeś – usłyszał za sobą znajomy głos. Odwrócił się, a jego spojrzenie zatrzymało się na Zaynie. Jego czarny garnitur leżał na nim idealnie, jakby był szyty na niego. A przecież należał to klasy robotniczej. Nie przypuszczał, że może tak dobrze wyglądać. A jednak. Czarne jak noc włosy postawił, a czekoladowe oczy błyszczały. W ręce obracał kieliszek z szampanem.

- Dziękuję – odpowiedział, przeczesując grzywkę palcami. Brunet podszedł do niego i oparł się biodrem o balustradę. Ustawił na niej kieliszek i splótł ręce na piersi, przyglądając się chłopakowi uważnie. Jak zwykle nie dostrzegł na jego twarzy zawstydzenia. Raczej zdystansowane zainteresowanie.

- Czy nie miałeś trzymać się ode mnie z daleka? – spytał Niall, bawiąc się swoimi palcami.

- Owszem, miałem – przytaknął mulata, a kącik jego ust drgnął ku górze. – Ale to jak nieświadomie wciąż wypatrywałeś mnie w tłumie, kazało jednak zagadać.

Wpatrzył na ciemnowłosego chłopaka, który wpatrywał się w niego swoimi czekoladowymi oczami. Lśniły dziwnym blaskiem. Było w nich coś co powinno mu się nie podobać i kazać mu uciekać, najdalej jak się da. I to właśnie to sprawiało, że wciąż stał przy nim zaciekawiony, a przez jego ciało przebiegł dreszcz.

- Zimno ci? – zapytał Zayn. – W sumie chłodny dziś wieczór.

- Nie. Nie jest mi zimno – odpowiedział zgodnie z prawdą. – Mogę zadać pytanie?

- Yhym – mruknął w odpowiedzi mulat, upijając łyk szampana.

- Co miałeś na myśli, nazywając mnie piękną osobą? – spytał, robiąc krok w jego stronę. – Co to znaczy, że jestem jednym z pięknych ludzi.

Brunet spojrzał na niego znad kieliszka, zastanawiając się czy powinien mu to mówić. To mogło nie być właściwe posunięcie, skoro nie miał bladego pojęcia co znaczy to pojęcie. Doszedł do wniosku, że w większych tarapatach, jak już jest, nie może być.

- Pięknych ludzi łatwo rozpoznać. Są naiwni, powściągliwi, niewinni i wysoce inteligentni – wytłumaczył, obracając szkło w palcach i przyglądając się jak szampan przelewa się z jednej ścianki na drugą. – No i mają awersję do kolorów. Lubują się w bieli, czerni oraz wszystkich odcieniach szarości i niebieskiego. Od jasnego, jak ten przy twoim kołnierzyku, po głęboki granat na klapach twojej marynarki. Domyślam się, że nie założył być czegoś w odcieniu jaskrawej żółci.

- Broń Boże – zawołał i pokręcił głową, a po chwili dotarło coś do niego. Zamrugał i spojrzał na miasto, które było widoczne z balkonu. Gdzieniegdzie wciąż świeciły się światła w oknach. Jednak to ani trochę nie zwróciło jego uwagi. Rozważał uważnie to co zasłyszał.

- Naprawdę jestem naiwny? – spytał, zaciskając palce na balustradzie.

- Bardzo, bardzo naiwny – usłyszał głos Malika, przy swoim uchu, a jego ciepły oddech umiótł jego policzek i to mu się nie podobało. – A teraz nie pochwalasz mojej bliskości. Wolisz bym był równie powściągliwy co ty? Wybacz. Nie należę do Pięknych Ludzi.

Brunet wyprostował się i cofną, nie chcąc drażnić blondyna, który mógłby coś zrobić. Oparł się pośladkami o balustradę i przyglądał się ludziom w sali przez krótką chwilę. Moment potem odwrócił wzrok na profil chłopaka stojącego obok ze spuszczoną głową. Domyślał się, że pewnie ma teraz mętlik w głowie.

- Rząd potrzebuje takich jak wy – odezwał się ponownie. – Naiwnych, czasem zdystansowanych i niezwykle inteligentnych. I nie mam na myśli prac badawczych czy naukowych.

- Skąd wiesz takie rzeczy? – spytał cicho Niall, podnosząc na niego spojrzenie. – Skąd mam wiedzieć, że nie kłamiesz?

Prychnął i znów spojrzał na salę. W ich kierunku szło dwóch mężczyzn i Zayn wiedział, że musi się zmywać, jak nie chce mieć przechlapane. Odepchnął się więc od balustrady i spojrzał na niego.

- Nie uwierzyłbyś gdybym ci powiedział. Ale jakbyś był ciekaw, to prace kończę o szesnastej – odezwał się cicho, po czym dodał głośnie, widząc kątem oka mężczyzn. – Dziękuję za miłe towarzystwo, sir.

Mulat skinął lekko głową, wziął swój kieliszek i ruszył z powrotem na salę, w połowie balkonu mijając się z rosłymi gośćmi.

Zaskoczony blondyn taką odpowiedzią, spojrzał za nim i dopiero po chwili dostrzegł dwóch ochroniarzy burmistrza. Obaj zmierzyli bruneta uważnym spojrzeniem, po czym podeszli do Horana.

- Czy tamten mężczyzna naprzykrzał się panu? – zapytał ciut wyższy, z krótko przystrzyżonymi włosami.

- Nie – odpowiedział Niall, wyłapując spojrzenie czekoladowych tęczówek. – Skądże znowu. Rozmawialiśmy tylko. Właściwie to zapytał, czy może się przyłączyć i staliśmy w ciszy.

Skłamał. Po raz pierwszy w życiu skłamał i nie czuł się z tym jakoś specjalnie źle. Miał nieodparte wrażenie, że postąpił dobrze. Tak więc przeniósł wzrok na drugiego z mężczyzn, który poinformował go, iż burmistrz chciałby z nim porozmawiać. Skinął głową i ruszył za nimi przez salę.

Podszedł do pana Deepa, który rozmawiał ze smukłym mężczyzną o dużych brązowych oczach, otulonych długimi rzęsami. Jego czarne włosy sterczały we wszystkie strony. Wyglądało na to, że nie specjalnie przywiązywał uwagę do swojej fryzury. Za to jego szary garnitur leżał na nim idealnie.

- Ah, pan Horan – ucieszył się burmistrz, zapraszając go bliżej. – To pan Nicholas Grimshaw, wiceburmistrz.

Blondyn przywitał się z nim, ściskając jego dłoń i odwzajemniając uśmiech jaki zagościł na twarzy młodszego - zdecydowanie - mężczyzny.

- Panie Horan. Zauważyłem, że zdecydował się pan badać te niezwykłe bioluminescencyjne rośliny – odezwał się zaciekawiony mężczyzna. – Botanicy, którzy do tej pory przybyli woleli trzymać się od nich z daleka. Ponoć są trujące.

- Są też niezwykle piękne, proszę pana – odpowiedział grzecznie Niall. – A ja jestem ciekaw co wypłynęło na nie, że wytworzyły tę mutację.

- Ciekaw świata – skwitował Grimshaw. – Podoba mi się chłopak.

- Mam nadzieję, że będzie mi pan na bieżąco dostarczał protokoły ze swoich badań? – spytał uprzejmie Deep, ignorując wiceburmistrza. – Bardzo lubię rośliny, choć jestem hydrokinetykiem – wyznał. – A tutejsza flora niezwykle mnie fascynuje.

- Oczywiście, że będę pana informował – odparł i wziął głęboki wdech, czując jak znów zaczyna kręcić mu się w głowie. – Bardzo przepraszam, nie chcę być nieuprzejmy, ale nie najlepiej się czuję. Tak więc jeżeli burmistrz pozwoli znajdę przyjaciół i zapowiem im, iż wracam już do domu.

- Oczywiście – przytaknął. – Ale to nic poważnego, mam nadzieję.

- Troszkę za dużo alkoholu – uśmiechnął się słabo i pożegnał.

Odnalazł Harry’ego, Louisa oraz Emmę i oznajmił im, że nie czuje się najlepiej, więc będzie wracał do domu. Szatynka zabrał się z nim uznając, że bez niego to już nie będzie fajnie i zanudzi się na śmierć. Skierowali się więc do wyjścia z sali. Odebrali swoje płaszcze z szatni, a ich samochód podjechał pod schody, po których zeszli. Niall czuł się niezwykle zmęczony od natłoku myśli, które zaczęły wirować w jego głowie.