wtorek, 6 maja 2014

*- Jesteś pewny, że chcesz to zrobić, H?

Harry cicho kręci głową. Nie, definitywnie nie jest tego pewien. Stoi na plaży, a kawałki muszelek skrzypią pod stopami, gdy przenosi swój ciężar ciała z nogi na nogę. Jest połowa listopada, a Harry stoi boso w piasku zaśmieconym muszelkami, ubrany jedynie w szlafrok. Niall ma plecak z suchymi ciuchami przy swojej nodze, ale wiatr przedziera się przez materiał jego szlafroka, czołgając się po jego skórze i sprawiając, że całe jego ciało jest pokryte gęsią skórką zanim jeszcze się pomoczył. Cholera, on może zachorować na hipotermię i umrzeć i to będzie wszystko wina Louisa. Nie, wszystko to będzie jego winą, bo to on się tak łatwo daje Louisowi.

- Może powinieneś to zrewidować. Zrobić coś mniej niebezpiecznego? – mówi Niall z troską w głosie. - Co jeżeli złapiesz hipotermię? Na prawdę nie warto, stary. Louis już fantazjuje o Tobie, nie musisz mu zaimponować.

Ignorując ostatnie oświadczenie, Harry kręci głową, zaciskając szczękę. Dobrze byłoby gdyby jego zęby nie były tak mocno zaciśnięte. - Będzie ze mną dobrze Niall. Potrzebuję się przejść na pare minut, obejść plaże. To będzie odświeżające. Włącz kamerę.

Spojrzenie Nialla wydaje mu się komiczne, ale Harry tylko mruga do niego, rozglądając się dookoła by upewnić się, że nadal są sami, po czym puszcza swój szlafrok. Wiatr jest ostry na jego nagiej skórze, kładzie ręce na swoich prywatnych miejscach by ochronić je troche przed zimnem, gdy pokonuje drogę przez piasek. Zatrzymuje się przy linii brzegowej i odwraca głowę w tył by móc spojrzeć na Nialla. Jest tylko metr od niego, kamera jest skierowana na Harry’ego jak stoi przy krawędzi gdzie fale docierają do brzegu.

- Dobra – krzyczy Harry wraz z wiatrem włosy muskają go po oczach i policzkach. - To wyzwanie pochodzi od Louisa Louisville’a, który zasugerował nagie zanurzenie w kanale angielskim. Jest obecnie… - Przerywa na chwilę i spogląda na białe niebo i szarą wodę. - Około 5 stopni, nawet w zimnej wodzie, i mam zamiar mieć nagą kąpiel w oceanie. Życz mi szczęścia.

Oferuje kamerze bezczelny uśmiech i odwraca się twarzą do wody. Nerwowo próbując złapać oddech, Harry wyciąga w stronę kamery dwa kciuki po czym zanurza się. Woda jest jak lód, dociera do jego kostek, łydek, kolan, aż w końcu cały jest odrętwiały, więc po prostu wchodzi dalej. Nie zatrzymuje się dopóki nie zanurza się do ud i idzie dalej. To boli, kiedy zanurza się po pas, czuje jakby ktoś obciął mu jego klejnoty, ale w niedługim czasie one również drętwieją więc bierze haust powietrza i rzuca się do wody dopóki cały się nie zanurza.

To boli, wszystko boli. Czuje jakby imadło zacisnęło się na jego płucach, jakby jego uszy zamroziły się i odpadły, a jego zęby szczękają tak mocno, że nie może utrzymać swojej buzi zamkniętej pod wodą, więc wypływa na powierzchnie. Jest rzeczywiście gorzej jak wypływa, wiatr gryzie jego wilgotną skórę, ale wyzwanie to wyzwanie. Mruży oczy prawie je zamykając by je ochronić i chlapie dookoła kamery, krzycząc do Nialla, ze jest dość ciepło i powinien do niego dołączyć. Niall po prostu się śmieje i podchodzi kilka kroków dla lepszego ujęcia.

Po chwili Niall macha do niego, że może wyjść z wody. Nie czuje swoich kończyn i jest tak skoncentrowany na stawianiu kolejnych kroków, że prawie zapomina o ukryciu się zanim pokaże siebie przed całym światem.

Ręcznik leży na górze torby z ubraniami więc łapie go tak szybko jak dostaje się do Nialla, owija się nim zanim próbuje powiedzieć coś jeszcze do kamery. Czuje jak cała jego twarz jest zamarznięta, a on ledwo może rozmawiać przez drżenie, ale udaje mu się słabo uśmiechnąć zanim przemawia.

- Cóż, to wszystko. Jestem prawie pewien, że powinienem zmienić nazwę mojego kanału na “Harry to teraz wariat”

- To albo “Tomlinson to suka” – rzuca Niall i jeśli Harry miałby jakiekolwiek ciepło w sobie , jest pewien, że jego policzki by płonęły. Nie może nawet wykrzesać energii, żeby podejść i pstryknąć go w ucho. Zamiast tego po prostu mówi.

- To się wytnie.

Musi się zatrzymać przez gwałtowny dreszcz który wstrząsa jego ciałem. Zaciska ręcznik mocniej wokół siebie i szybko odwraca się w stronę obiektywu.

- Dobrze, wyzwanie ukończone, teraz jest czas na ogrzanie się, więc nie umrę na hipotermię. – Spogląda szybko na wodę i mówi najintensywniejszym tonem, jaki potrafi osiągnąć. -Nie próbujcie tego w domu, przyjaciele. Czuję się jakby ktoś wbijał igły w moją skórę, zanim wszystko zdrętwiało. Może powinienem zmienić nazwę mojego kanału na Harry jest niebezpieczny. Lubię żyć na krawędzi – obniżając swój głos, warczy – kocham ból.

Niall prycha na to i Harry wyjmuje rękę spod ręcznika więc może podeprzeć swój bok.

-Szlafrok dla mnie, Niall – mówi władczo, zanim mruga do aparatu i mówi – widzimy się za tydzień!

Niall wyłącza kamerę i chowa do walizki, zanim zabiera torbę z ciuchami i prowadzi Harry’ego z powrotem do auta. Harry korzysta z samochodu jako tarczy, gdy wskakuje w parę majtek i dresów. Jego palce są zdrętwiałe i niezdarne kiedy ślizgają się po tkaninie. Czuje się o wiele lepiej, kiedy ma na sobie skarpetki i beanie. Przestaje drżeć kiedy siada na miejscu pasażera z podbródkiem schowanym w kołnierzu swojej bluzy i z rękoma schowanymi w kieszeniach.

-Do domu, Jeeves.

-Kretyn – mruczy Niall, ale wprowadza auto w ruch mimo to. To nie trwa długo zanim palce Harry’ego odmarzają w rozkosznym cieple samochodu. Kiedy czuje, że czucie w palcach wróciło wyławia telefon ze schowka i zaczyna pisać wiadomość.

Jesteś psychiczny. Już nigdy nie przyjmę propozycji na wyzwania od ciebie. Jestem prawie pewny, że moje jądra schowały sie na dobre. Xx

Szkoda, myślałem, że będę mógł je jeszcze trochę wykorzystać! x

Harry rumieni się na te słowa, ciepło rozlewa się w jego brzuchu i upuszcza telefon, który upada na podłogę. Harry’emu zajmuje chwilę, opiera się mocniej plecami o fotel, zamyka oczy i bierze trzy długie, wolne oddechy by spróbować uspokoić bicie swojego serca.

-Wszystko dobrze, stary?

Harry przytakuje nie otwierając swoich oczu, rozplątując swoje dłonie z tego jak były zawinięte na końcu siedzenia i podnosi telefon. Czeka na niego kolejna wiadomość.

TY. Ty będziesz mógł je dobrze wykorzystać. Pieprz mnie, niezdarne palce.

- Boże – Harry się śmieje, kładąc rękę na swoim brzuchu i próbuje stłumić motylki.

Podejrzenie zabarwia kolor głosu Nialla, kiedy ten mruży oczy na telefon Harry’ego i mówi,

-Nie wymieniacie teraz ze sobą zdjęć swoich kutasów, prawda? Ponieważ jestem całkiem pewny, że istnieje zasada w kodeksie braci, która mówi…

-Nie! - Harry przerywa głośno – Ja nigdy, ja nie. Jesteśmy przyjaciółmi!

Wzrok jakim obejmuje go Niall jest sympatyczny. Chłopak sięga poprzez skrzynię biegów by położyć rękę na kolanie Harry’ego.

-Tak, dobrze Harry, dalej to sobie wmawiaj.

Harry krzywi się do swoich rąk, które są zaciśnięte wokół telefonu. To nie jest tak – on nie jest owładnięty żadną iluzją. Wiedział, że fantazjuje o Louisie od samego porządku, naprawdę i to tylko się pogarsza odkąd zaczęli smsować, zaczął naprawdę rozumieć siebie. Przez jakieś obustronne, niewypowiedziane umowy, chociaż nie podjęli znacząco rozmowy o spotkaniu twarzą w twarz. Nie, że Harry nie chce. Po prostu ma mały lęk, że sposób w jaki postrzega go Louis, zostanie zniszczony przy spotkaniu twarzą w twarz. To by było rozczarowujące. Chodzi o to, że on jest zazwyczaj bardzo pewny siebie, ale jest coś w Lousie przez co jego skorupka pękła i to jest niepokojące. Louis jest co najmniej tak samo zobowiązany do omijania tematu. Od teraz.

***

-Louis opowiedział mi historię o jednym z jego klientów, co przypomniało mi o żarcie…

-Co robisz?

Louis naciska pauzę i spogląda znad swojego komputera. Może poczuć uśmiech wypisany na swojej twarzy, głupi i szeroki, ale nie może powstrzymać się od niego.

-Tylko oglądam dzisiejszy filmik Harry’ego, o co chodzi?

-Zayn i Pezza są tu, jesteś gotowy na kolację?

-Och, tak, dobra – patrzy w dół na ekran. Zatrzymuje film w momencie, kiedy Harry patrzy wprost na kamerę, z rozmarzonymi oczami i kącikami ust uniesionymi w lekkim uśmiechu. On po prostu jest taki piękny i to boli. Zajmuje mu chwilę by zauważyć, że Liam dalej stoi w drzwiach, patrząc na niego wyczekująco. Louis czyści swoje gardło.

-Daj mi się tylko przebrać. Będę gotowy w chwilkę.

Wzrok jakim obdarza go Liam jest przenikliwy i widać, że coś liczy, zanim przytakuje i wychodzi z pokoju zamykając drzwi za sobą.

-Kurwa – mamrocze Louis. Stawia laptopa na łóżku i wyrzuca nogi, kierując swoje kroki do szafy. To trzeci raz w tym tygodniu kiedy Liam przyłapał go na oglądaniu filmików Harry’ego. Idą tylko na róg ulicy po curry, więc Louis wskakuje w parę jeansów i za dużą bluzę, naciąga beanie na nieułożone włosy i wsuwa na stopy zniszczoną, starą parę Vansów. Nie przeszkadza mu nawet brak kontaktów, po prostu patrzy na siebie w lustrze i zakłada okulary na nos. Wystarczająco dobrze. Po wyjściu z pokoju Liam, Zayn i Perrie są zapakowani w swoje zimowe płaszcze iszaliki. Płaszcz Louisa jest otwarty w rękach Liama, więc wywlekają się z mieszkania na zimny korytarz bez zbędnej przerwy.

Restauracja pachnie jak niebo. Wybierają stolik blisko grzejnika, więc mogą zdjąć z siebie kilka warstw i rozgościć się. Louis patrzy z obrzydzeniem co Zayn robi z ziarnami kopru które wziął z miski przy rejestracji, wrzucając okazjonalnie szczyptę z nich w usta.

-Więc- zaczyna Perrie. Kręci słomką w swojej szklance z roztargnieniem, patrząc na Louisa. Chłopak kręci się na swoim siedzeniu, przewidując co dziewczyna chce powiedzieć – ty i Harry Styles.

Louis otwiera buzię by zaprzeczyć… czemukolwiek, nie jest całkowicie pewny, ale Liam zaczyna pierwszy.

-Oni są nierozłączni – przerywa – dobra, jeśli możesz być nierozłączny z kimś kto mieszka godzinę stąd. I kogo nigdy nie spotkałeś.

-Wstrętne – zgadza się Zayn. Miał małe kawałki ziaren pomiędzy zębami. Złośliwie Louis odmawia poinformowania go o nich. -Nie mam pojęcia o czym możecie rozmawiać.

Jego zdradzieckie ciało rumieni się, kiedy cała trójka unosi swoje brwi w zgodzie.

-Cholera – mamrocze – jesteśmy przyjaciółmi, przyjaciele rozmawiają.

-Tak – Zayn się zgadza. Dalej ma ziarna w zębach. Louis zauważa z przyjemnością – przyjaciele rozmawiają. Okazjonalnie. Może trochę częściej niż okazjonalnie, ale nie rozmawiają dwadzieścia cztery na dobę, siedem dni w tygodniu. I nie rozmawiają o sobie na swoich filmach z wspaniałym, miłosno-pijanym wyrazem twarzy.

-Co! - Louis protestuje – posłuchajcie…

-Pokaż mu – Liam przerywa i Louis patrzy zdezorientowany jak Perrie wyciąga swój telefon z kieszeni i pokazuje dookołą przed odwróceniem telefonu w stronę Louisa by mógł zobaczyć. Na ekranie jest jeden z codziennych vlogów Louisa, zatrzymany w chwili, w której twarz Louisa jest miękka i otwarta, a usta są wygięte w prywatnym uśmiechu. Coś gorącego skręca się w klatce piersiowej Louisa i rumieni jego policzki.
-Ale ja…

Kręcąc głową Perrie podgłaśnia i naciska play, żeby Louis mógł usłyszeć siebie -
spędziłem większość dnia w sklepie, gdzie weszło trzech klientów. Może obeszłoby się bez szalonych opowiadań, gdyby Harry nie sprawiłby mi rozrywki.- Na ekranie Louis spogląda na swoje kolana, grzywka zasłania mu twarz, ale ton jego głosu jest wystarczający – W pewnym momencie ośmielił mnie do tego, żebym poszedł za klientów i zatańczył macarenę bez ich wiedzy.

Louis z ekranu podnosi głowę. Jego policzki pozostały różowe od wspomnień, oczy błyszczały, a on przeżywa to w głowie. Prawdziwy Louis przełyka gulę w gardle. Cholera.

-Czy to – przerywa, przełykając ponownie i oczyszczając gardło – czy to jest jakiś rodzaj interwencji?

Zayn przewraca oczami i mówi -Nie, ty idioto- przerywa, więc może wyciągnąć ostatnie ziarna na swoją dłoń, a Louis marszczy nos i rzuca mu serwetkę.

-Myślimy, że to jest urocze – Perrie grucha. Louis czuje jak jego uszy płoną w upokorzeniu.

-Wiesz, że konwent w Londynie się zbliża – Liam zaczyna, ale Louis kręci głową stanowczo.

-Nie, absolutnie nie.

-Dlaczego nie! - Perrie patrzy na niego wielkimi oczami, marszcząc czoło w dezorientacji.

- Po pierwsze, będę w Donny, kiedy to będzie trwać. Po drugie, nigdy nie rozmawialiśmy o spotkaniu.

-Jesteście przyjaciółmi od jakiś sześciu miesięcy – Zayn mówi zszokowany – żyjecie tylko godzinę od siebie. Jak mogliście o tym wcześniej nie rozmawiać?

Louis wzrusza, dziękując za przerwę kiedy ich jedzenie przybywa. Każdy milczy kiedy wpatrują się w swoje posiłki i Louis pozwala się trochę zrelaksować, mając nadzieję, że teraz mu odpuszczą Tylko kilka razy gryzie swojego kurczaka, kiedy Liam odzywa się.

-Wiesz, że Harry ma fioła na twoim punkcie, prawda?

-Co? - Louis pluje, a trochę sosu curry ścieka po jego podbródku. Chwyta serwetkę, by wytrzeć twarz i przełyka jedzenie, zanim kontynuuje – co? Jak ty to – to nie jest..

-Niall mówi, że on mówi o tobie cały czas – Liam dostarcza pomocy.

- Hmmm – Perrie się śmieje – brzmi znajomo, hm?

-Ja nie…

-Bracie – Zayn przerywa mu i Louis wzdycha, opuszczając ramiona w porażce. Kurwa.

Następuje moment ciszy, kiedy Perrie się odzywa.

-Okej, zmieńmy temat, tak? Liam, kiedy przyjdziesz na mój występ? Musisz mi pozwolić zrobić coś z twoimi brwiami.

Louis pozwala rozmowie zgasnąć, słuchając w połowie jak Liam i Perrie sprzeczają się nad stanem jego brwi i zarostu.

-Moje brwi są po prostu w porządku takie jakie są, zejdźcie ze mnie!

-Zayn, powiedz mu – Perrie gdera. Zayn złącza swoje dłonie i potrząsa głową, ciężko wzdychając. Perrie kładzie rękę na ramię Liama i mówi,

-Zayn był na moim pokazie rok temu, pamiętasz? Pozwolił mi ogolić swoją brodę i zakręcić swoje rzęsy, nałożyć eyeliner na jego…

-Absolutnie nie – mówi stanowczo Liam – Nie pozwolę ci być gdziekolwiek blisko moich oczu ze swoimi narzędziami tortur.

Przewracając oczami, Louis przestaje ich słuchać. Swędzi go, by sięgnąć do kieszeni by wyciągnąć swój telefon, ale wie, że to tylko dowiedzie ich racji. Więc zmusza się do zignorowania go do końca kolacji. Nie pozwala sobie tego sprawdzić dopóki nie wraca do mieszkania, z umytą twarzą i schowany w łóżku z wyłączonymi światłami. Wiadomość brzmi:

Hej, przepraszam, że nie napisałem wcześniej, miałem dużo do zrobienia. Tęskniłem za tobą xx

Coś jasnego i ciepłego osiada w piersi Louisa, a on upuszcza telefon na materac z jękiem. Przejebane. Ma tak bardzo przejebane.

***

Święta to powiew świeżego powietrza dosłownie i w przenośni. On kocha to ciężkie, słone powietrze Brighton, on naprawdę to czuje, ale wszystko w Holmes Chapel pachnie tak czysto jak lasy, świeżo skoszoną trawą i obietnicą śniegu, a jego skóra nie ma tego słono-lepkiego połysku od chodzenia na zewnątrz jaki jest nad morzem. Bycie w domu jest tak bardzo kochane. Może zobaczyć swoją rodzinę, pobawić się z kotem, zjeść domowe posiłki, może zrobić więcej niż trzy kroki przez swój pokój I nie uderzyć w przeciwną ścianę. Musi dalej dzielić łazienkę, ale tylko z Gemmą, więc zapisuje to jako plus.

-Kim jest ten ktoś, z którym cały czas rozmawiasz?

Harry podnosi wzrok wystarczająco na czas by zobaczyć, że dłoń Gemmy jest blisko jego telefonu, który leży na stole przed nim. Udaje mu się wyrwać go stamtąd zanim zdążyła go złapać w swoje brudna palce.

-Nikim – mówi w obronie – przyjaciel.

-Oooooooch, - przeciąga Gemma, ruszając brwiami – specjalny przyjaciel?

Harry przewraca oczami i chowa swój telefon bezpiecznie w kieszeni.

-Nie. Tylko przyjaciel.

Gemma macha marchewką przed nim i mówi z uśmiechem, - twój rumieniec zdradza wszystko, kolego.

Harry wyrywa marchewkę z ręki Gemmy i wkłada ją do buzi zanim dziewczyna zdąży ją odzyskać. Ucieka z kuchni pod wiązanką przekleństw, chcichocząc i wyciągając swój telefon z kieszeni. Bez tchu i ze śmiechem, robi sobie szybko zdjęcie z wypchanymi policzkami i końcówką marchwi wystającą z kąta jego ust i wysła je do Louisa.

Harry budzi się wpół do pierwszej nad rankiem, z twarzą przyciśniętą do rogu poduszki i ze zdrętwiałymi nogami przez sposób w jaki poskładane są przy podłokietniku. Powtórki “Przyjaciół” lecą w telewizji, chociaż zostały wyciszone i jest absolutnie zimno w salonie. Obracając się na bok, Harry zwija się w kłębek i wykopuje swój telefon spomiędzy poduszek. Światło z ekranu trochę go oślepia, ale mruży oczy kiedy odblokowuje go i sprawdza smsy.

Dodaj mnie na Snapchacie ty cioto x

Marszcząc brwi, Harry ściera resztki snu ze swoich oczu zanim czyta to ponownie, jest trochę późno i nie jest pewny czy Louis jest jeszcze na nogach, ale odpisuje: nie mam Snapchata

Mniej niż trzydzieści sekund później telefon wibruje w jego dłoni

Więc ściągnij go! Chcę ci wysłać filmik xx

Harry obraca swoją twarz w poduszki próbując rozgrzać swój nos kiedy przeszukuje app store. Kiedy aplikacja się ściąga, odpowiada Dlaczego po prostu nie możesz mi tego wysłać?

Po prostu wstąp do XXI wieku harold, podziękujesz mi później :)

Ma aplikację od dwóch minut. Jest zajęty wchodzeniem po schodach do jego pokoju kiedy jego telefon świeci się z powiadomieniem. Czeka z otwarciem zanim nie zamknie się w sypialni. Znajduje krótki film z Louisem leżącym na czymś, co wydaje się być jego łóżkiem. Koc przysłania pół jego twarzy. To tylko dziesięć sekund Louisa mrugającego do kamery I szeleszczących poduszek jak przesuwa koc z dala od swojej twarzy i się uśmiecha do obiektywu, ale to sprawia, że Harry’emu zapiera dech w piersi.

Wkrótce, jak filmik się kończy, znika, a Harry próbuje otworzyć to ponownie, próbuje znowu zobaczyć piękną, senną twarz Louisa, ale nic się nie dzieję. Przechylając telefon w dół, stuka w ekran próbując ponownie przywołać film, jednak nic się nie dzieje. Wysyła wiadomość do Louisa, Dlaczego nie pozwala mi otworzyć tego jeszcze raz?

Harry siada na brzeg łóżka i zaczyna zdejmować swoje jeansy i sweter, patrząc na swój telefon czekając na odpowiedź, kiedy ten zaczyna wibrować, a jedno ze zdjęć które Louis wysłał mu w pierwszym tygodniu ich smsowania wyświetla się na ekranie. Serce Harry’ego staje. Louis do niego dzwoni.

Wcześniej rozmawiali przez telefon tylko raz, kiedy Harry wyszedł się napić z Niallem, a ich współlokatorzy zdecydowanie się spili i zdecydowali zadzwonić do Louisa kiedy wrócił do domu. Tylko zaśpiewał Louisowi serenadę kiedy ten śmiał się do słuchawki, a on przepraszał rano poprzez smsy i to się nigdy więcej nie zdarzyło. Palce Harry’ego ściskają telefon. Chce rozmawiać z Louisem, oczywiście chce. Kocha dźwięk głosu Louisa, ale jest zdenerwowany. Wysyłali sobie smsy przez ostatnie kilka miesięcy, na pewno, ale ich związek istniał w rodzaju bańki mydlanej do teraz, a wizja rozmowy przez telefon sprawia, że to jest bardziej namacalne. Jakby słyszenie głosu Louisa miało uczynić go kimś więcej niż tylko osobą w komputerze, komórce i w głowie Harry’ego bardziej realną.

Potrzebuje czasu, by się na to przygotować, by mógł zrobić kilka uspokajających ćwiczeń na oddechy i wyskoczyć z kilkoma mądrymi grami słów w rozmowie. Nie chce żeby Louis myślał, że go ignoruje, więc rezygnuje z gier słownych i łapie telefon z łóżka, zanim zdąży odebrać go poczta głosowa. Jego serce skacze mu do gardła, a głos jest niepewny kiedy podnosi telefon do ucha i szepcze:

-Halo?

-Na prawdę nie wiesz jak działa Snapchat? Jesteś dwudziestolatkiem czy osiemdziesięciolatkiem Curly? - Harry dławi się ze śmiechu, a nerwy i zmartwienia odchodzą w niepamięć. To jest całkowicie w porządku. To jest jak smsowanie tylko z bonusem w postaci pięknego głosu Louisa w jego uchu. Okey, to nie jest jak smsy, ale i tak w porządku. To jest świetne. Chciałby widzieć twarz Louisa.

- Dwudziestolatkiem przechodzącym w osiemdziesięciolatka. Masz mnie.

-Miałem swoje podejrzenia – Louis rozmyśla. Jego głos jest miększy niż zwykle, zachrypnięty i nieco przytłumiony jakby zakrywał swoje usta dłonią.

-Co robisz? Jesteś w szafie czy coś?

-W szaf- szczerze – Louis przerywa, a Harry odsuwa telefon od swojego ucha i spogląda na ekran zdezorientowany.

-Rozłączył się – Harry zastanawia się głośno, zszokowany, ale trwa to tylko moment zanim jego telefon rozbłyska z prośbą z FaceTime – och, bzdura – mruczy, a motylki fruwają szaleńczo w jego brzuchu. Przebiega szybko ręką przez swoje włosy i spogląda w dół swojej nagiej piersi, ale telefon dalej wibruje, więc po prostu przygryza swoją wargę i klika “akceptuj” trzęsącym się palcem. Zajmuje mu chwilę, by rozgryźć na kogo patrzy w kontaktach na Facetime. Obraz jest słaby i rozmyty i wszystko co tak naprawdę może zobaczyć to kontur twarzy Louisa. Przynajmniej on uważa, że to jego głowa. Harry mruży oczy patrząc na telefon.

-Louis?

-Hejka Harry.

Serce Harry’ego skacze na dźwięk Louisa wypowiadającego jego imię, co jest straszne. Mówił je we vlogach wiele razy, ale nigdy nie powiedział tego wprost do Harry’ego. Patrzy jak Louis obraca się na ekranie, a rozmyte kontury jego głowy i ramion poruszają się tam i z powrotem w ciemności.

-Lou, gdzie jesteś?

- Jestem pod kocami. Jest zimno.

- Ledwo mogę cię zobaczyć – bardzo, bardzo chce go zobaczyć.

-Och, wytrzymasz – słychać uderzenie, a wszystko co Harry może zobaczyć to ciemność. Jedyne co słyszy to szelest pościeli i wtedy Louis pojawia się ponownie z latarką w ręku. Włącza ją i kładzie ją na łóżku obok telefonu, więc oświetla jego twarz. Mimo, że jest prawie druga w nocy, wygląda jakby dopiero się obudził i Harry wydobywa z siebie zduszony dźwięk, gdy zauważa, że siedzi bez koszulki.

-Hej, czemu nie zrobiliśmy tego wcześniej? To miło widzieć twoją twarz.

-Och – Harry rumieni się w odpowiedzi na komplement, odrzucając włosy – dziękuję, twoją też. Ty…, lubię brodę.

-Och, tak? - Louis wydaje zadowolony cichy odgłos i przebiega paznokciami po włosach na swoim podbródku – byłem zbyt leniwy, żeby się ogolić. Bez znaczenia. Filmiki na Snapchacie, możesz obejrzeć tylko raz – wyraz jego twarzy staje się chytry i przesuwa się po materacu, kładąc się na boku i Harry ma widok na jego klatkę piersiową i brzuch. Odruchowo przełyka ślinę i drapie się po udzie – dlaczego chciałeś obejrzeć go jeszcze raz?

Harry wydobywa nerwowy śmiech, który próbuje zamienić w kaszel.

-Nie, to nie tak. Po prostu nie wiedziałem dlaczego zniknął. Myślałem, że można go zobaczyć więcej razy.

Głos Louis jest rozbawiony kiedy mówi,

-Dobra. - Następuje krótka przerwa w rozmowie i Harry kładzie się do łóżka. Będzie musiał wstać ponownie, żeby zgasić światło, ale ma nadzieję, że będą rozmawiać chociaż chwilę.

-Więc, masz jakieś wielkie plany na święta? - Harry powoli kręci głową rozsypując loki na poduszce. Jedziemy na Majorkę na Nowy rok, tak myślę. Nie będę mógł dodać żadnego filmiku w tym tygodniu.

Louis wypuszcza oburzone sapnięcie.

-Opuszczasz nas na cały tydzień bez żadnego kontaktu? Co pomyślą sobie twoi subskrybenci?

Harry chichocze w swój koc.

-Awww, Lou będziesz za mną tęsknił?

-Nah, to będzie miłe mieć przerwę od twojej brzydkiej mordy - ciepło rośnie na policzkach Harry’ego na widok sentymentu wypisanego na twarzy Louisa – Będziesz miał ze sobą telefon?

Harry potrząsa głową.

-Bez telefonów, rodzinna zasada na wakacje.

Patrzy jak twarz Louisa rozdziera się na chwilę, ale zajmuje mu tylko moment zanim to wszystko znika.

-Och, dobrze, czyli będę miał również przerwę od twojego natarczywego pisania. Szczęściarz ze mnie.

Uśmiech jakim obdarza Harry’ego nie pokrywa się z jego oczami. Harry może poczuć senność, która go ogarnia. Ciągnie wszystkie jego kończyny w dół i zamyka powieki. Zabiera swoją dłoń i dotyka palcem policzka Louisa, mrucząc,

-Też będę za tobą tęsknił, Lou.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz