Niedziela 8
Harry zaczął iść w kierunku drzwi, jednak zatrzymał się zaraz przed tym jak już miał wychodzić z pokoju i odwrócił się w kierunku Louisa patrząc na niego z niepewnym wyrazem twarzy.
Louis myślał, że jego serce eksploduje w tamtym momencie.
Jego prawa ręka zaciśnięta w pięść przecierała oko, a druga wyciągnięta była w jego kierunku. Palce zginały się w powietrzu jakby chciał nimi pochwycić Louisa.
Chłopak z rozmierzwionymi włosami myślał, że rozpłacze się albo zrobi coś równie emocjonalnego. Nigdy nie sądził, że zobaczy coś równie słodkiego w swoim życiu, ponieważ, kurwa, nie dało się porównać do tego chłopaka i do tego jak wyglądał w tamtym momencie, nikogo. Jego kraciasta piżama i wszystkie rzeczy, które robił były wykonywane w taki sposób, że chłopak przypominał mu małe dziecko, które stara się zwrócić uwagę swojej matki. To było definicją uroku osobistego.
-Chcesz żebym poszedł z tobą?- Louis wyjąkał.
Harry pokiwał bardzo wyraźnie (oczywiście, że był zmęczony, ale energia, jaką włożył w ten gest była wręcz zadziwiająca) potem oderwał rękę od swojego oka i zamrugał kilkakrotnie.
- W porządku.- Louis starał się opanować jakoś swoje emocje. Wiedział, że raczej nic się nie stanie jednak i tak sypialnia był dość prywatnym miejscem i to, że Harry pozwolił mu tam wejść, to było coś. Pokazywało to na pewno, że chłopak czuje się z nim dobrze i komfortowo. Louis poczuł, że oblewa go fala dumy i niesamowitego szczęści, kiedy wstawał z kanapy i maszerował w kierunku chłopaka.
Harry poprowadził Louisa przez korytarz, przeciskając się obok jego mamy, która wciąż siedziała na schodach. Kiedy Anne zobaczyła spokojny wyraz twarzy swojego syna i brak zmartwienia na Louisa, na jej twarzy pojawił się szeroki uśmiech, który był delikatnie zamglony przez zmęczenie.
Louis zatrzymał się w momencie, kiedy przechodzili obok Anne. Jej uśmiech zamienił się na ciekawość, kiedy Harry zatrzymał się, aby poczekać na Louisa w połowie drogi na schodach. – Emm Harry zapytał czy mogę iść do jego… sypialni z nim. –Louis masował tył swojej głowy w momencie, kiedy to mówił. – W porządku?
Chłopak usłyszał zdramatyzowane westchnienie Harrego jednak zignorował go skupiając się na Anne, której oczy rozszerzyły się w lekkim zdziwieniu.
- On to zrobił?
- Tak… Mam na myśli, że jeżeli nie chcesz to ja to zrozumiem, ale nie zamierzam niczego tam robić- z nim.
- Nie oczywiście, że nie mam niczego przeciwko, jestem w szoku po prostu.- Anne powiedziała nie ukrywając swojego uśmiechu.
-Tak, tak wiem…- Louis wymruczał.
Od strony schodów Louisa usłyszał dźwięk, który roztrzęsione skomlenie. Popatrzył na Harrego, który stał tam, jego górne zęby przygryzały golną wargę o między jego oczami pojawiła się maleńka zmarszczka. Nie dało się ukryć, że Harry bardzo się niecierpliwił i chciał, aby Louis się pospieszył.
- Już idę, idę. Boże bardzo nalegasz. – Louis zachichotał, w momencie, kiedy prześlizgał się obok Anne, która szybko wstała na równe nogi by wyszeptać do ucha Louisa. –W momencie, kiedy się uśpi przyjdź do kuchni żeby ze mną porozmawiać, okej?
Louis pokiwał głową, po czym zaczął podążać za Harrym po schodach do jego pokoju. Pomieszczenie, które należało do młodszego chłopaka było typowym pokojem nastolatka; z wyjątkiem braku w połowie rozebranych kobiet na ścianach i bałaganu na podłodze, którego tutaj nie dało się zauważyć (no nie był jednak do końca typowy). Był dość zwykły i nie można było znaleźć w nim niczego ekstrawaganckiego. Jego łóżko usytuowane było w rogu pokoju pod oknem. Harry wdrapał się na niego natychmiastowo, sprawiając, że Louis zachichotał w momencie, kiedy chłopak położył swoją jakby pozbawioną życia twarz na poduszce.
- Skarbie połóż się wygodnie. –Louis zaczął mamusiować. Podszedł bliżej do łóżka, aby móc delikatnie przesunąć Harrego i okryć go lepiej jego kołdrą. Młodszy chłopak zachowywał się jakby był martwy w momencie, kiedy Louis podnosił go. W końcu umieścił Harrego wygodnie w jego łóżku. Kołdra była podciągnięta pod samą jego szyję, a końcówki jego palców wystawały nieznacznie poza materiał pościeli, aby przypadkiem się nie odkryć i nie pozwolić na to by wydostała się spod niej ani odrobina ciepłego powietrza. Jego oczy zamknęły się, aby mógł w końcu odpłynąć do krainy snów.
Louis odwrócił się, aby wyśliznąć się niezauważony, jednak nagle poczuł rękę na swojej nodze. Odwrócił się i zobaczył, że zielone oczy znowu stanęły mu na drodze i patrzyły na niego błagalnym wyrazem.
-Co się stało Harry?- Louis zapytał delikatnie, kucając na łóżku chłopaka.
Harry westchnął, wyciągając jedną ze swoich rąk spod ciepłego kokonu i klepiąc miejsce obok siebie na łóżku. Jego oczy były szerokie pełne głębokiej zieleni, która biła błagalną potrzebą.
-Chcesz żebym został?- Louis zapytał a jego głos stał się wysoki.
Harry pokiwał głową w odpowiedzi.
- W porządku- Louis wyszeptał zanim położył swój tyłek i ręce na materacu. Harry westchnął zanim zamknął oczy. Louis siedział tylko cierpliwie i patrzał jak chłopak odpływa, a jego oddechy robiły się coraz głębsze. Siedział głaskając Harrego kciukiem, w jakiś sposób łącząc się z nim i przypominając sobie o wszystkim, co się zdarzyło.
Kiedy był pewien, że Harry śpi, powoli podniósł się na własne nogi. Pochylił się nad łóżkiem, rękę wsunął w jego włosy – które swoją drogą były niesamowicie delikatne, jak gdyby pokryte jedwabiem- i zbliżył się do spokojnej twarzy chłopaka.
-Przepraszam, Haz. Naprawdę nie chciałem tego. Przysięgam. Zostałem po prostu złapany I byłem głupi, proszę wybacz mi. – Louis wyszeptał swoją małą spowiedź śpiącemu chłopakowi. Zanim wyprostował się, rozważał chwilę nad tym czy na prawdę złe byłoby to gdyby delikatnie pocałował chłopaka w czoło. Harry nigdy się nie dowie, a Louis wręcz nie mógł się powstrzymać. –Tak mi przykro.- Wymruczał, po czym wbił się nieznacznie swoimi ustami w jego brązowe loki, po czym obrócił się i zaczął kierować się do kuchni.
Anne podała Louisowi filiżankę herbaty i usiadła na krześle obok niego. Chłopak pozwolił na to, aby ciepła ciecz przeleciała przez jego przełyk, a na jego twarzy pojawił się spokój. Chwile siedzieli w odprężającej ciszy pijąc swoje napoje.
-Więc- Anne zaczęła.
Te słowo sprawiło, że Louis wydostał się ze swojego spokojnego nastroju i pozwolił znowu wydostać się swojej winie. – Ja nawet nie potrafię wyrazić jak bardzo mi przykro, Anne. Za wszystko. Po pierwsze za problemy z Harrym i za to, że sprawiłem, że aż tak bardzo się martwił. To sprawiło, że nie spał i teraz będzie niewyspany rano. I ty też będziesz, ponieważ musiałaś być cały czas z nim, a to wszystko przeze mnie. Ja powinienem być tutaj. I-
-Louis- Anne przerwała mu. –Przestań przepraszać, wszystko jest w porządku.
-Ja wiem ale-
-Nie ma żadnego, ale. Nie wiedziałeś, że Harry tak się zachowa, więc zachowywałeś się normalnie. Masz przecież własne życie, Louis, a przyjaźń z Harrym nie ma prawda go zmieniać.
- Ale Harry jest teraz częścią mojego życia…
-Nie Louis. Ja mówię o twoim poprzednim życiu. Życiu, jakie prowadziłeś przed poznaniem Harrego. Wszystko musi być tak jak przedtem, Harry nie jest twoim jedynym przyjacielem.
- Ja wiem, ale popatrz gdzie nas to zaprowadziło tym razem. Nie zamierzam przestać się z nimi spotykać albo widywać się, ponieważ są moimi przyjaciółmi i kocham ich, ale popatrz na niego teraz, Anne, popatrz na to, co narobiłem.
-Nie zrobiłeś niczego złego. Harry nie może wypominać ci tego, że są jeszcze inni ludzie, o których się martwisz. Dokładnie wie, że masz jeszcze jakieś życie oprócz niego. On tylko chciał wiedzieć czy wszystko z tobą w porządku. Następnym razem po prostu mu odpowiedz, nawet, jeżeli będzie to krótka wiadomość. Powiedz mu, co robisz, że jesteś zajęty i porozmawiasz z nim jak tylko będziesz mógł. Po prostu nie pozwalaj mu czekać.- Anne zaczęła.
Słowa kobiety sprawiły, że Louisowi delikatnie ulżyło. Przestał odczuwać już ciążącą na nim dotychczas winę i ogólnie poczuł, że może żyć swoim życiem resztą przyjaciół nawet z problemami Harrego. Prosta wiadomość mogła załatwić wszystko, a Louis wiedział, że poradzi sobie z tym.
-Bądź pewna, że tak zrobię. Nie popełnię tego błędu znowu. – Louis zaczął. – Ja tylko rozmyślałem nad tym czy- czy Harry zawsze był taki? Czy zawsze aż tak bardzo przejmował się ludźmi?
-Przez większość swojego życia, tak. Bardziej o ludzi, którzy są w podobnym do niego wieku. Zawsze niesamowicie martwi się o Gemmę. Znaczy Harry nie ma przyjaciół, więc nie ma wielu powodów do tego żeby się martwić, ale kiedy na przykład przyjeżdżają jego kuzyni i zostają u na przez jakiś czas a potem wyjadą, jest mu bardzo ciężko poradzić sobie z tym i przyjąć zmiany. Wydaje mi się, że to, dlatego że są w podobnym wieku do jego własnego a on sam chce żeby poczuli troskę drugiej osoby, jakiej sam potrzebuje. A jedyny sposób, w jaki może to pokazać to właśnie te swoje załamania.
-Myślisz, że ciężko mu z tym?
- To zależy od siły tego. To czasami jest frustrujące, że nie mogę nic zrobić w związku z tym. A tak bardzo chce mu pomóc. Kiedy przechodzi przez to zachowuje się jak dziecko. To jest tak jakby jego mózg został przeniesiony o jakieś dziesięć lat wstecz. Wiem, że wtedy odpowiednim byłoby, aby podejść do niego przytulić i pozwolić się odprężyć, ale to niesamowicie trudne, ponieważ on nie słucha.
- To bardzo dołujące.- Louis przerwał.
- Dokładnie. I również bardzo ciężkie. Kiedy wychodzi z tego swojego nastroju, nie zdaje sobie sprawy, że był taki okropny dla wszystkich dookoła, a mnie osobiście bardzo ciężko jest znowu przenieść się do rzeczywistości. Nie wie dokładnie, co mówił i co myślał. Staje się niesamowicie humorzasty, więc jeżeli zostaniesz na noc- zostaniesz prawda?- przekonasz się. A to tylko takie małe ostrzeżenie. Nie jest aż tak źle, ale to jest trochę jak chodzenie po skorupkach z jajek, do momentu aż znowu nie poczuje się lepiej.
Miał zostać? Nie wiedział. Nie chciał sprawiać wrażenia jakby za bardzo panoszył się w domu Anne. Bo co jeżeli on w ogóle nie chciał mu wybaczyć. Ale jeżeli tak było to musiał albo porozmawiać z Harrym i wyjaśnić sobie, że pomiędzy nimi nie ma już niczego lub spróbować z całych sił jeszcze pozyskać przebaczenie. Jednak z tego, co powiedziała Anne, Harry nie do końca nie pamiętał swoich myśli. One zostawały, jeżeli ich właściciel chciał tego, jednak Louis wiedział, że niegrzecznie żeby wręcz wymagał tego po tym wszystkim, co zrobił.
-Mogę?
-Oczywiście, Louis. Zawsze jesteś tutaj mile widziany. Wiem, jakie są studia, trzeba się męczyć żeby zdobyć pieniądze a w lodówka świeci pustkami, więc jeżeli tylko czegoś potrzebujesz to po prostu przycho-
Nagle można było usłyszeć jakiś hałas na piętrze. Był to odgłos mocnego stąpania po podłodze wyższej kondygnacji budynku. Anne i Louis popatrzeli na siebie z ciekawością i zmieszaniem. Uderzanie stało się coraz głośniejsze jak gdyby coś zbiegało po schodach i zaraz po tym drzwi do kuchni otworzyły się z impetem.
Harry wszedł do pomieszczenia cały roztrzęsiony, jego ciało popchnęło drzwi w momencie, kiedy wchodził do kuchni. Jego oczy były szerokie a włosy rozczochrane. Jedna z dłoni trzymała garść włosów w udręce. Ciężko dyszał. Jego oczy rozbiegane były po całym pokoju do momentu aż nie utkwiły na postaci Louisa.
W momencie, kiedy zobaczył starszego chłopaka jakby cały stres zniknął. Szybko podbiegł do niego i rzucił mu się na kolana w uldze. Oczy Louisa szeroko się otworzyły, kiedy Harry wtulił się w niego jakby już nigdy nie chciał go puścić. Palce wbiły się w jego ramiona chwytając cienki materiał jego bawełnianej koszulki. Policzek Harrego przyległ do jego własnego, a sam chłopak oddychał głęboko. Kurwa jego skóra była taka delikatna, że było to nawet niemożliwe i Jezusie jego oddech właśnie muska swoim ciepłem moją pieprzoną szyję, ja pierdole, chyba zaraz- tak, na całym dosłownie ciele Louisa pojawiły się ciarki. Po chwili starszy chłopak trochę się zrelaksował w tamtej pozycji.
-Wszystko w porządku skarbie? Louis zapytał delikatnie, podnosząc swoją rękę do głowy Harrego, aby uspokoić go, choć o odrobinę.
Harry pokiwał głową słabo, po czym podniósł głowę a ich twarze znalazły się w jednej linii. Jego oczy wbiły się gdzieś głęboko w czarne drzwi, które prowadziły do ogrodu, po czym rozluźnił troch swój uścisk by pokazać na nie palcem. Na jego twarzy malował się smutek- który swoją drogą dodawał mu uroku- w momencie kiedy starał się zakryć zmartwienie.
-Drzwi? – Louis zapytał zmieszany.
Hary pokiwał, przechylając głowę do boku starając się pokazać coś w stylu gestu opuszczenia pokoju.
-On… Myślałeś, że sobie poszedłem? – Louis powiedział zaraz po tym jak rozgryzł, dlaczego Harry ma panikę wyrysowaną na twarzy. Pokiwał zgadzają się.
-Nie chcesz- Nie chcesz żebym wychodził?
Harry potrząsł swoją głową z determinacją, jakby to była najbardziej oczywista rzecz w jego życiu.
-Chcesz żebym został? – Głos Louisa był wysoki. Był bardzo zdziwiony zachowaniem chłopaka. Tym jak bardzo chciał żeby został. Harry pokiwał z równą wcześniejszej determinacją. Na jego twarzy wymalował się szeroki uśmiech.
-W porządku- Louis wyszeptał tak cicho, że prawie sam tego nie usłyszał. To było tak jakby jego usta wykonały gest wypowiedzenia tych słów.
Harry szybko zeskoczył z kolan Louisa i stanął za nim wyciągając w jego kierunku swoją rękę. Louis zachichotał w momencie, kiedy chwycił te długie palce, aby wstać z miejsca. Dłoń Harrego była delikatna i gładka, żelaźnie chwyciła jego dłoń pomimo tego, że był od niego starszy. Louis lubił ciepło, którym obdarowywał go Harry. To było przyjemne.
Panika zaczynała powoli znikać a zastąpiona została przez zmęczenie. Stopy Harrego wręcz szurały po ziemi, kiedy prowadził Louisa na górę. Chłopak z rozmierzwionymi włosami usłyszał jak Anna grucha w momencie, kiedy kończyła swoją herbatę, a w momencie, kiedy Louis obrócił się i pokazał jej język dla żartów zobaczył, że jej twarz rozświetlona była aż miłością i zaufaniem. To sprawiło że przez serce przepłynęła mu fala rozkoszy. Jej akceptacja dla jej syna i jego przyjaźni sprawiała, że Louis czuł się niesamowicie.
Louis pozwolił Harremu pociągnąć się za sobą po schodach i do jego sypialni. Chłopak z lokami natychmiast wdrapał się na łóżko i wkopał się w pościel, wtulając się jej ciepło ponownie. Oczy, które na moment zamknął otwarły się szybko, kiedy Louis nie odstępował na krok łóżka Harrego. Jego czoło było zmarszczone i usta zaciśnięte w jedną linię jakby właśnie nad czymś intensywnie myślał.
Jego ręka chwyciła nadgarstek Louisa I pociągnęła go w swoim kierunku. Ten gest sprawił, że Louis potknął się, prawie przewracając się na łóżko i Harrego. Zanim chłopak mógł powiedzieć cokolwiek na akcję Harrego, chłopak poklepał miejsce na materacu obok siebie.
Louis popatrzył na niego ostrzegawczo. –Chcesz żebym się… położył? Z tobą?
Harry pokiwał z entuzjazmem, dobra, przynajmniej z tak wielkim entuzjazmem, jaki może stworzyć osoba, która właśnie szykuje się do spania.
-Jesteś pewien? Nie sądzę, że to dobry pomysł, Harry…- Tak bardzo jak chciał tego nie chciał nie chciał korzystać z tego, w jakim dziecięcym stanie był. Oczywiste, że nic nie miało prawa się zdarzyć, jednak i tak nadal było to coś bardzo intymnego.
Oczy Harrego połączyły się z jego a Louis, choć bardzo się starał nie potrafił się im przeciwstawić. Skończył tak, że szybko zaczął ściągać ze swoich stóp buty- w między czasie sprawdzając czy Harry, aby nie zmienił zdania. Ściągnął swoje obcisłe dżinsy i położył się obok zmęczonego chłopaka. Delikatnie wpełzł pod lekką kołdrę i położył się wygodnie. Nie chciał zbliżać się do Harrego za bardzo, ponieważ nie chciał, aby się wystraszył. To i tak był już duży krok.
Decyzję podjął za niego Harry w momencie, kiedy pochwycił w swoją dłoń Louisa oplótł sobie wokół pasa. Na samym początku chłopak z rozmierzwionymi włosami czuł jak jego ciało drętwieje w dziwny sposób, zszokowane tą akcją, po czym po momencie zrelaksował się w cieple ciała Harrego i przytulił go do siebie mocno. Młodszy chłopak wtulił się w jego ciało westchnął zabawnie. Usnął spokojnie wręcz natychmiast.
Popatrzył na spokojny wyraz twarzy Harrego, upijał się jego perfekcyjnym wyglądem i ciężarem jego głowy jakby już zawsze miała tam pozostać.
Louis znał to uczucie.
Motylki w swoim brzuchu, które pulsowały do jego serca, po czym rozchodziły się po całym ciele.
To działo się zawsze, kiedy zaczynał myśleć o chłopaku, ten niepochamowany i euforyczny podmuch emocji, który zaczynał płynąć w jego żyłach z każdym spojrzeniem na niego.
Louis lubił Harrego.
Bardziej niż przyjaciel powinien.
Ale zadziwiająco nie przejmował się tym.
Podobało mu się to.
I z tą myślą poszedł spać w nadzwyczajnym spokoju, wtulając młodszego chłopaka w swoje ramiona.
sobota, 23 listopada 2013
44
Sobota 9
-Nie Louis nie zrobię tego, choćbyś robił nie wiem, co.
Było to w następną sobotę, kiedy Louis starał się przekonać Harrego do zrobienia czegoś, czego-choć chłopak niesamowicie o to prosił -nie chciał zrobić. Z powrotem znaleźli się w pokoju z pianinem z resztą jak zazwyczaj i zaraz po tym jak skończyli grać na nim wspólnie Louis wpadł na ten chytry pomysł.
To była naprawdę zabawna i radosna piosenka, którą grali w tym tygodniu. Utrzymana w wysokim tonie. I dłonie łączyły się razem we wspaniałej zmieszanej z parodią melodii. Żaden pojedynczy błąd nie denerwował ich. Ciężko również było powiedzieć tutaj, że był to pojedynczy błąd. Jednak on dzisiaj świetnie się bawili.
Dla Louisa było to cos niesamowitego, że ich palce tworzyły wspólnie coś tak wspaniałego. Był na granicy zachwytu. Oczywiście każdy dźwięk, który powstawał był niesamowicie sfałszowany, jednak reakcja Harrego była tutaj właśnie zalążkiem dumy, która się w nim tworzyła. Harry nie świrował ni był przerażony w momencie, kiedy tak hałasowali. Zachowywał się dokładnie odwrotnie. W momencie, kiedy Harry zamarł, gdy wykonywali te straszliwie głośnie dźwięki Louis myślał, że dobry humor Harrego odejdzie tak szybko jak radość z tworzenia tej piosenki.
Ostatnim razem Louis nie znał chłopaka. Nie znał jego problem. Nie wiedział, że aż tak bardzo cierpi wewnętrznie. Nie polubił go ani nie był nim tak niesamowicie zauroczony- to brzmiało tak dziecinnie, choć było to coś więcej niż zauroczenie się najbardziej znanym dzieckiem w szkole-, które jest chłopakiem
Więc na prawdę, czego mógł spodziewać się Louis? Kiedy to samo zdarzyło się poprzednim razem Harry się załamał, a Louis niesamowicie martwił. Z dwóch powodów, powód pierwszy: kompletnie nie wiedział, co ma robić. Uświadomił sobie swoją niewiedzę, jeżeli chodzi o załatwianie problemów chłopaka na tamtym koncercie. Louis wiedział że jeżeli humor Harrego dramatycznie się pogorszy musi zrobić wszystko aby go poprawić, a on nie wiedział jak to zrobić kiedy chłopak zaczyna dostawać ataku. Powód drugi: jeżeli Harry zaczyna świrować to znaczy że Louis może nie ma aż tak dużego wpływu na niego ja mu się wydaje. Jeżeli zacznie wariować w jego obecności to na pewno ich relacje nie są aż takie bliskie. A jeżeli jest aż tak źle, a może nawet gorzej mózg Louisa z pewnością popadłby w paranoję pod tytułem „Co może jeszcze zrobić aby sprawić że chłopak zaufa mu jeszcze bardziej.
Całe to myślenie było jednak bez znaczenia.
Harry chichotał. Kurwa chichotał. I to sprawiło, że Louis zrobił to samo, tak na marginesie. Chichotał. Jakie to było nieziemski urocze? To było tak jakby małe bąbelki szczęśliwa i błogości wydostawały się z jego ust. Czy Harry naprawdę chciał sprawić żeby Louis umierał za każdym razem, kiedy go widzi z powodu jego słodkości? Ponieważ Louis uważał, że chyba to właśnie jest jego zamiarem.
Zadziałało to na niego w ten sam sposób, w jaki ostatnio, kiedy siedzieli na wzgórzu kilka tygodni temu. To sprawiało, że jego serce się rozpływało i uśmiechał się aż tak mocno, że polały go policzki. Bardzo mu pochlebiało to, że chłopak miał śmiałość, aby uśmiechać się i śmiać: się z nim
Więc śmiali się, chichotali, rumienili, uśmiechali. To było… urocze, urocze kilka godzin.
Wracając do sobotniego poranka po tym całym wydarzeniu w klubie, był to dość przezorny czas dla Louisa. Nie wiedział czy Harry będzie na niego zły czy też kompletnie o wszystkim zapomni. Obudził się a Harry wtulony był w niego śpiąc spokojnie. Na początku był to lekki szok. Niebieski ściany jakoś źle podziałały na jego jeszcze nierozbudzony system. Nie były one całkowicie niebieskie były raczej jakby czymś zmieszanym z niebieskim, co przypominało Louisowi o jego pokoju w Doncaster. Przypomniał sobie jak wiele razy budził się w nim patrzył na te ściany i modlił się o ty by okazało się, że pokój w jakiś sposób się zatrzasnął żeby nie dociął wstawać do szkoły. Jednak potem zazwyczaj dostawał wiadomość od Zayna, w której mowa był o jakiejś imprezie wieczornej i chęć do leniuchowania sama odchodziła.
Po chwili uświadomił sobie, że to jednak nie jego pokój a potem zorientował się, że ktoś na nim leży. Nie był za ciężki jak i za lekki. Nie aż tak lekki jak poduszka, którą zazwyczaj wtulał w siebie, kiedy był sam. Robił tak często udając, że to człowiek. Zawsze był to trochę zawstydzające, kiedy budził się rana a pokrywała ją worka plama. I nie był to mocz.
Jego oczy powędrowały w dół w chęci zarejestrowania, kim jest postać, która leży na jego klatce piersiowej. Zobaczył loki w wszystko powróciło do niego wręcz za pstryknięciem palca.
Zajęło mu chwile to, aby jak poukładać sobie myśli, jednak po chwili znów zrelaksował się w łóżku przy boku Harrego. Przypomniał sobie jak zdenerwowany szedł w kierunku tego domu, akceptację Anne, topiący serce uścisk Harrego, kiedy zobaczyło go, rozmowę z Anne spokojnego chłopaka, który ciągnął go po schodach na górę i w końcu to jak usnęli razem w swoich ramionach.
Głowa Harrego w tym momencie wtulona była w szyję Louisa. Jego delikatne oddech uderzały w jego szyję w taki sposób, że na całym jego ciele pojawiły się ciarki. Jego usta były delikatnie rozchylone a zza nich można był słyszeć bardzo ciche chrapanie prawie tak ciche, że nie można było go usłyszeć.
Louis rozmyślał nad tym, że już chyba kompletnie zwariował. Wpatruje się w chłopaka, który głęboko śpi, jednak nawet, jeżeli by chciał nie potrafiłby oderwać od niego swojego wzroku.
Nigdy nie wyglądał na tak młodego człowieka jak poprzedniej nocy. Teraz wyglądał starzej bardziej dorośle. To nie tak, że w tym momencie zmienił się w jakiegoś starego dziadka z brodą, nie, po prostu nie wyglądał tak dziecinnie. Był coś w jego głowie, co sprawiało, że gdy panikował wyglądał jak dziecko a teraz powrócił do siebie. Rysy jego twarzy były lekkie i beztroskie, ale jego szczeka była wyraźnie zarysowana, usta różowe i surowe, a twarz, choć niesamowita nadal miał na sobie pewne niedoskonałości.
Wyglądał wspaniale.
Louis czuł jakby coś zdarzyło się wczoraj wieczorem, coś dalekiego od nieszkodliwości. Oczywiście nie było, ale sposób, w jaki patrzał na niego i czuł aż tak wielki zachwyt, był zdziwiony e jego myśli wróciły z powrotem do normalności a nie starały się wmówić mu, że właśnie uprawiał seks ze swoim chłopakiem-, ponieważ po wszystkim zawsze miał skłonności do wracania pamięcią do tego.
Spokój został przerwany w momencie, kiedy – Louis do końca nie wiedział jak to opisać, ponieważ był to naprawdę dziwny dźwięk- chrząknięcie lub coś do tego podobnego zmieszane z jakimś mruczeniem wydobywających się z ust nadal śpiącego chłopaka. No dobra może nieśpiącego, ponieważ jego oczy były delikatnie otwarte, podczas tych sennych odgłosów. Po poprawieniu się na miejscu Harry wciskał swoją twarz w ramię Lou. Jego nos i usta były niewidoczne jak część jego twarzy. Nos zaś był delikatnie chłodnawy, co idealnie komponowało się z gorącą skórą Louisa.
Delikatny przebłysk zieleni przebił się przez rzęsy chłopaka, otwierając się na moment by potem zamknąć się na dłuższą chwilę. Robiły tak przez dłuższy czas do momentu aż nie zaczęły mrugać nieustannie.
Louis mógł jedynie zobaczyć jedno z jego oczy, jednak i tak mógł wywnioskować, że Harry starał się przyzwyczaić je do otoczenia. Chłopak z kręconymi włosami zamarł w bezruchu w momencie, kiedy odkrył, że to pod jego ciałem to nie poduszka. Louis zaś poczuł w tamtym momencie park oddechu, który uderzał w jego skórę. Było to cos takiego jakby całe jego ciało nie potrafiło powstrzymać się, aby nie zareagować na nową „poduszkę”, na której leżał.
Powoli obrócił się na plecy a jego wzrok przeniósł się na Louisa, który starał się uśmiechnąć w taki sposób by nie go zrazić. Wyglądało na to, że wszystko gra w momencie, kiedy Harry westchnął w uldze- lub jedynie Louisowi wydawało się, że jest to ulga- i pokiwał głową w powitaniu, po czym przygryzł wargę i wtulił się w poduszkę powtórnie.
Louis zmarszczył czoło na tę reakcję Harrego. Spodziewał się czegokolwiek. Jakiejś złości albo skrzywdzonej miny, może, jeżeli mu się poszczęści zadowolonej miny-, choć wiedział, że to nie możliwe.
- Wszystko w porządku Harry?- Louis nie wiedział jak zachrypnięty będzie jego głos tego ranka do momentu aż nie przemówił. Brzmiał jak żaba. Głos był taki szorstki tak różny od jego codziennego delikatnego z wysokim tonem, który nigdy od dziecka go nie opuszczał.
Załamał się on na pierwszym słowie, co jedynie poświadczało, że nie wykorzystywał swoich strun głosowych od kilku godzin a teraz były zamroczone snem. Zakaszlał żeby pozbyć się tego i powtórzył pytanie.
Harry wymruczał ciężko do poduszki.
To było bardzo ciekawe Harry –Louis pomyślał.
Cisza zawładnęła przez kilak minut pomieszczeniem w momencie, kiedy Louis nie wiedział, co ma powiedzieć. Ciężkie oddech Harrego można było głośno słyszeć w pokoju, kiedy jego twarz wtulona była w pościel.
Chociaż nie dostał prawie żadnej reakcji, odpowiedział sobie sam przez to, co dostał przed chwilą. Harry kompletnie go ignorował. Nie był na niego zły. Nie wyglądał przynajmniej na takiego, którego Louis miał niby wykorzystać, a ta sztywność w jego ramionach spowodowana była jedynie tym, że nie wiedział, kto znajduje się oko niego w łóżku. Przecież zaraz po tym jak go zobaczył kontynuował spanie. Będzie humorzasty i chłopak z rozmierzwionymi włosami wiedział to a zmęczenie jedynie to podwoi. Znaczy uśmiechnął się, więc czego mógłby chcieć więcej?
Louis poczuł głód, który zaczął rodzić się w jego żołądku i wtedy znalazł temat do rozmowy.- Jesteś głodny? Chcesz coś do jedzenia?- Jego ręka podniosła się i delikatnie pogłaskała tył głowy Harrego. Kciuk poruszał się w górę i w dół w momencie, kiedy zakładał za ucho chłopaka jego włosy. Poczuł, że jego głowa delikatnie przysuwa się do niego jak gdyby czuł się komfortowo tym geście.
Jego głowa zaczęła trząść się na boki w geście zaprzeczenia a on sam wydał z siebie ten sam dźwięk, co przedtem. Odwrócił się z powrotem w kierunku Louisa a jego oczy nadal były zamknięte.
-Czy będziesz miał coś, przeciwko jeżeli pójdę coś zjeść? Wyglądasz jakbyś nadal chciał spać, więc będzie prościej, jeżeli nie zostanę w łóżku z tobą…
Harry wyglądał jakby stracił swój czepliwy nastrój, który posiadał nocy poprzedniej i jedynie wymruczał cos do siebie. Jego twarz znowu wbiła się w poduszkę, po czym chłopak głośno westchnął i powrócił do snu.
Louis pokiwał głową i wymruczał „w porządku”, kiedy zdecydował, co robić. Usiadł tak, aby nie trząść łóżkiem za bardzo. Kiedy wyciągnął swoją rękę spod głowy Harrego poczuł jak gdyby maleńkie igiełki wbijały się w jego skórę? Nie czuł nawet, że ciężar Harrego przyprawił go teraz o chwilowy bezwład ręki. Wygramolił się spod kołdry i położył swoje stopy na dywan koło łózka.
Ostatni raz patrząc na Harrego otworzył drzwi I wyślizgnął się z pokoju najciszej jak potrafił, po czym powoli udał się do kuchni w poszukiwaniu jedzenia, czując się na bardzo szczęśliwego z dzisiejszego zachowania chłopaka. Louis uważał to za swój sukces.
A potem oczom Louisa ukazały się ulotki broszury reklamy jakkolwiek to nazwać. Były jaskrawe, różnokolorowe i wiele z zakresu Word Art. I te były najciekawsze. I właśnie te przyciągnęły najbardziej uwagę Louisa.
Tak szczerze to Harry nie chciał mu tego dać nie zaoferował mu tego na złotym talerzu. Ale na pewno ten skrawek papieru wystawał z tylnej kieszeni spodni chłopaka z lokami a Louis nie potrafił się powstrzymać przed sprawdzeniem, co to jest. Zanim Harry był w stanie w jakichkolwiek sposób zareagować Louis zeskoczył z krzesła i pobiegł w kierunku kąta pokoju, aby zdobyć trochę czasu na przeczytanie tego, co znajduje się w środku. Oczy skanowały kartkę szybko do momentu aż postać Harrego nie stanęła mu na drodze.
Po chwili, jego ręka chwyciła papier I wyrwała Louisowi. Ukrył ją za swoimi plecami a jego twarz wypełniła się frustracją.
-Awiw skarbie nie bądź taki- Louis wyjęczał dąsając się. Chłopak z kręconymi włosami wykonał w tamtym momencie kwaśną minę a jego gardła zdusiło chichotanie.
Oplótł swoją rękę wokół tali Harrego z psotnym spojrzeniem w oczach. Jego ręce plątały się w chęci dosięgnięcia kartki trzymanej przez niego. Jego ciało oparło się o jego wlane w taki sposób, że Hary prawie schylał się. Dźwięk śmiechu zaczął wydobywać się z ust Harrego w momencie, kiedy Louis kontynuował siłowanie się z nim, a wszystko to robił żeby zobaczyć tę małą kartkę. W końcu palce Louis dosięgnęły znajomego materiału i chwyciły z całej siły. Harry nie chcąc już dłużej denerwować starszego chłopaka puścił ją i pozwolił zabrać.
-Dlaczego nie chcesz żebym to zobaczył?- Louis zapytał delikatnie, naciskając na zabawny ton w swoim głosie. Harry wyprostował się i pokręcił swoją głową jakby w skrusze.
-To tylko o konkursie talentów, nieprawdaż? Potrzebują kogoś w zastępstwo?- Harry pokiwał głową starając się przy tym wyglądać jak najbardziej poważnie.
- Więc dlaczego nie chcesz żebym to zobaczył?- Louis zapytał cicho. Harry głośno westchnął i odsunął się od niego wyciągając rękę po papier do zapisywania nut i napisał na tylnej stronie.
Ponieważ będziesz starał się mnie do tego przekupić.
Louis szybko chwycił długopis i przyciągnął papier do siebie.
Co w tym złego?
Wyraz twarzy Harrego nie był ekspresywny, ale Louis mógł zobaczyć w nim odrobinę niedowierzania.
Ponieważ nie chcę tego robić?
Ale dlaczego nie?
Louis westchnął wiedział dokładnie, że jest to ciężkie zadanie. Oczy Harrego przepływały determinacją w momencie, kiedy wpatrzone były w kartkę papieru.
Ponieważ nie chcę czy to takie trudne?
Trudne jest to, że próbuje ci powiedzieć, że to sprawi, że poczujesz się lepiej a ty ignorujesz mnie!
Harry przewrócił oczami i rzucił w kierunku Louisa ostre spojrzenie. Wiedział, że to nie jest argument a jego wzrok wcale nie miał być agresywny jedynie delikatnie sfrustrowany. Louis wiedział to samo jednak jedyne, czego chciał to to żeby chłopak go wysłuchał. Nie chciał być zarozumiały, ale dokładnie to wiedział. Znajdował się w przemyśle rozrywkowym i przedstawiał już jakieś miliony razy. Dlatego właśnie wiedział, że takie mały talent show będzie dla Harrego czymś idealnym.
Dlaczego wszyscy myślą, że śmianie się ze mnie jest czymś normalnym?!
Wzrok chłopaka z kręconymi włosami przeniósł się na klawiaturę pianina, po czym podał kartkę Louisowi. Włosy przykryły mu twarz jednak i tak nie ukryły zimnego wyrazu jego twarzy.
Louis poczuł smutek, który przepływa przez jego żyły wypełniając jego ciało zmartwieniem.
Czy naprawdę to, o czym wspomniał Harry się zdarzyło? Dlaczego nigdy nie pomyślał o tym? Dlaczego nie uświadomił sobie tego wcześniej? Dlaczego?
- Harry- Louis prawie wyszeptał. Kiedy miał kontynuować Harry odebrał mu kartkę papieru I zaczął pisać.
Nie chcę twojego współczucia. Nie chcę żadnego pieprznego żalu i smutku z powodu tego, jaki jestem. Nie stara się równie też cały czas mną opiekować, ponieważ mam już tego dosyć. Ja nie potrzebuje tego od ludzi.
Louis poczuł ból w sercu. Nie mógł do końca opisać, dlaczego jego serce w tamtym momencie znalazło się gdzieś na dnie żołądka jednak przypuszczał, że to, dlatego iż Harry wyglądał na niesamowicie stałego i wytrwałego w swoich słowach. A z drugiej strony jakby był już zmęczony i wyczerpany tym współczuciem. Louis nie wiedział, co powiedzieć. Wszystko wokół niego wirowało a w jego mózgu nie potrafiło ułożyć się ani jedno sensowne zdanie.
Przez jego ciało przeszedł prąd nazwany brak pewności siebie. Nie, gdy nie maił z tym problemu, ponieważ zapewnienie w to, że jest najlepszy odziedziczył z genami jednak w tym momencie było inaczej. Wszystkich, których znał byli głośni a arogancja przebijała się przez ich zachowanie, a przynajmniej połowa uczniów jego Uniwersytetu. Tacy właśnie byli. A Harry nie był taki i dlatego właśnie aż tak głęboko ulokował się w jego sercu
Wreszcie Louis postawił na prostotę:
Oni nie będą się z ciebie śmiać, Harry…
Harry głośno westchnął jakby słowa Louis było totalny nieprawdą.
Oczywiście, że będą. Nie jestem głupi Lou.
A skąd wiesz, że będą? Jesteś wspaniały Harry. Na pewno nie będą śmiać się z kogoś tak utalentowanego jak ty. Jeżeli już coś to będą siedzieć oszołomieni w ciszy.
Harremu zajęło chwilę zanim odpowiedział. Na samym początku siedział wpatrując się ślepo w kartkę papieru, po czym podniósł długopis i przyłożył go do niej pozostając w bezruchu. Siedział tam i po prostu wpatrywał się. W końcu po kilku minutach napisał:
Ale oni mnie nie lubią…
Louis poczuł jak jego serce roztrzaskuje się. Chłopak miał mocno zaciśnięte oczy i oddychał głęboko przez nos, aby uspokoić swoje narastające emocje.
To był taki prosty gest. Taki krótki, a jednocześnie słodki.
Pokazywało tak wiele… tak wiele samotności, smutku i żalu zmieszanego z goryczą. Choć nie ukazywało ani złości ani agresji było pokazane w dokładnie taki sposób. Louis mógł wyobrazić sobie te wszystkie słowa, który wydostają się w tym momencie z jego ust, sposób w jaj zapisał to wszystko ukazywały wszystkie jego uczucia. Słowa były niesamowicie smutne jednak Harry znalazł siłę, aby je wyrazić. Wydostawały się w powietrze jedynie po to by po chwili opaść i usadowić się na sercu chłopaka z lokami. Louis chciał być kluczem do otworzenia ich. Chciał roztrząsać delikatną skorupkę, w której się znajdowały. Wyrzuciłby je z niego i wyciągnął z Harrego pesymistyczne myślenie. A zastąpił je swoim imieniem taka by dokładnie wiedział, że ma kogoś, kto martwi się o niego.
-Harry- Louis odpowiedział delikatnie – Nie mów tak.
Nie mówić, czego? Wiesz dokładnie, co się stanie. Oni nie będą wiwatować I klaskać komuś, kogo kurwa nienawidzą. Będą wygwizdywać mnie i krzyczeć a ja nie chcę żeby moje życie było gorsze niż jest w tym momencie.
Kurwa Harry nie mów tak. Ty nie widzisz tego, jaki dobry jesteś? Niezależnie od tego czy masz w nich swoich kumpli czy też nie, oni nie mogą nie zauważyć jaki cholernie dobry jesteś. To będzie dla ciebie naprawdę dobre uwierz w to. Dostaniesz taką pewność siebie i sprawisz, że twoja mama będzie naprawdę dumna.
Nie Louis nie zrobię tego, choćbyś zrobił nie wiem, co.
Sprawisz, że ja będę dumny.
Harry westchnął głośno i przeczesał swoimi palcami kręcone włosy w zwątpieniu. Louis popatrzał na niego w ciekawości tego, co za chwilę zrobi i odburknął we frustracji.
Nie rób tego, Louis. Nie sprawiaj, że czuje się winny nie wchodząc w to, proszę.
Nie chcę sprawić żebyś czuł się winny! Po prostu mówię prawdę! Będę z ciebie taki dumny Harry. Nawet nie potrafię wyrazić tego słowami. Daj spokój Haz, dokładnie wiesz, że jest to dobry pomysł. Poczujesz się bardzie pewny siebie. Wiem, że w głębi siebie chcesz tego.
Harry odpowiedział taką samą reakcją jak przedtem, wzdychając i chwytając swoje brązowe loki. Jego twarz wyglądała na rozerwaną, niezdecydowaną i nerwową.
Nie sądzę, że potrafię to zrobić, Lou. Wiem, o czym mówisz i w pewien sposób zgadzam się z tobą, ale nie sądzę, że… że potrafię to zrobić…
Możesz skarbie. Pomyśl jak fajnie będzie po tym, pomyśl jak będziesz się czuł w momencie, kiedy zagrasz tam. Mogę ci powiedzieć z własnego doświadczenia, że przez jakieś 10 minut będziesz czuł się jak w euforii.
Ja tylko… To jest przerażające…
Wiem, że jest, ponieważ też to często robię. Praktycznie robię to całe życie i za każdym razem stojąc przed sceną mam niesamowitą tremę nie zależnie od tego jak mały występ jest. Ale wokół siebie mam ludzi, którzy mnie wspierają i życzą mi szczęścia sprawiając, że czuję się tak… tak pewny siebie, że czuję się w stanie skopać tyłki wszystkim dookoła i wykonać najlepszy pokaz w moim życiu. Możesz to zrobić, Harry.
Nie mogę! Nie mam wokół tych ludzi, którzy mnie wspierają, nie tak jak ty. Nie mam tych wspaniałych przyjaciół, którzy zawsze są koło mnie, aby życzyć mi szczęścia, mówić mi żebym połamał nogi jednak i tak wiedzą, że wyjdzie mi świetnie. Ludzie w tym tłumie nie są moimi przyjaciółmi. Wiem, że nie są moimi wrogami, ale na pewno nie są tymi, którzy mnie lubią. Nie mam tego wsparcia!
Kurwa Harry oczywiście, że masz. Masz mamę i wiem również, że na pewno Gemma znajdzie odrobinę czasu, aby cię wesprzeć lub przynajmniej do ciebie zadzwoni. Nawet Robin w którymkolwiek jest teraz kraju napisze do ciebie i będzie życzył ci szczęścia. I masz kogoś, kto chce widzieć, że jesteś szczęśliwy, kogoś, kto chce zobaczyć ten uśmiech, który rozświetli twoją twarz po występie, ponieważ to jest uśmiech, który rozpala w nim rozkosz i jest to uśmiech, który chce widzieć każdego pojedynczego dnia: masz mnie.
Błyszczące zielone oczy Harrego popatrzały zza długich rzęs na Louisa. Przeskanowały jego twarz poszukując jakiejkolwiek oznaki, która mówiłaby o tym, że w głębi siebie wie, że nie da rady z nim być. Tak szczerze te wszystkie słowa sprawiły, że serce w klatce piersiowej chłopaka zabiło szybciej. Oddychał coraz szybciej z każdym kolejnym słowem.
Harry poczuł się potrzebny, a to było wspaniałe uczucie.
Na twarzy Louis nie malowało się nic innego jak tylko szczerość bez żadnej oznaki kłamstwa. O dokładnie wiedział, co mówi i robił to prosto z serca. Delikatny uśmiech na jego idealnie zapewniał go o tym wszystkim i sprawiał, że nie musiał wypowiadać dodatkowo żadnych słów.
Wyraz twarzy Harrego mówił: „Naprawdę masz to na myśli”
-Naprawdę Harry tak bardzo, że jest to prawie nie możliwe- Zaśmiał się sucho.
Na twarzy chłopaka wciąż gościło niezdecydowanie. To było coś takiego jakby toczył ze sobą mentalną bitwę.
-Po prostu weź udział Harry.- Louis delikatnie powiedział.
Harry wziął do ręki długopis I zapisał na kartce:
Na pewno tam będziesz?
- Przez każdą sekundę. Powiedział, wypowiadając dokładnie każdą sylabę, aby Harry mógł zrozumieć wszystko dokładnie.
Chłopak z lokami pokiwał głową, tak jakby jeszcze do końca nie był pewien czy robi dobrze.
-Tak?- Louis powiedział z szeroko otwartymi oczami i dużym uśmiechem.
Zabrało mu kilka minut to żeby definitywnie odpowiedzieć mu na jego pytanie. Zanim Louis zdążył zapytać go powtórnie o to Harry pokiwał głową z jeszcze większą determinacją niż przedtem mówiąc mu przez to, że tak zamierza przedstawić to przed całą szkołą. A Louis sprawił, że to się stało.
-Nie Louis nie zrobię tego, choćbyś robił nie wiem, co.
Było to w następną sobotę, kiedy Louis starał się przekonać Harrego do zrobienia czegoś, czego-choć chłopak niesamowicie o to prosił -nie chciał zrobić. Z powrotem znaleźli się w pokoju z pianinem z resztą jak zazwyczaj i zaraz po tym jak skończyli grać na nim wspólnie Louis wpadł na ten chytry pomysł.
To była naprawdę zabawna i radosna piosenka, którą grali w tym tygodniu. Utrzymana w wysokim tonie. I dłonie łączyły się razem we wspaniałej zmieszanej z parodią melodii. Żaden pojedynczy błąd nie denerwował ich. Ciężko również było powiedzieć tutaj, że był to pojedynczy błąd. Jednak on dzisiaj świetnie się bawili.
Dla Louisa było to cos niesamowitego, że ich palce tworzyły wspólnie coś tak wspaniałego. Był na granicy zachwytu. Oczywiście każdy dźwięk, który powstawał był niesamowicie sfałszowany, jednak reakcja Harrego była tutaj właśnie zalążkiem dumy, która się w nim tworzyła. Harry nie świrował ni był przerażony w momencie, kiedy tak hałasowali. Zachowywał się dokładnie odwrotnie. W momencie, kiedy Harry zamarł, gdy wykonywali te straszliwie głośnie dźwięki Louis myślał, że dobry humor Harrego odejdzie tak szybko jak radość z tworzenia tej piosenki.
Ostatnim razem Louis nie znał chłopaka. Nie znał jego problem. Nie wiedział, że aż tak bardzo cierpi wewnętrznie. Nie polubił go ani nie był nim tak niesamowicie zauroczony- to brzmiało tak dziecinnie, choć było to coś więcej niż zauroczenie się najbardziej znanym dzieckiem w szkole-, które jest chłopakiem
Więc na prawdę, czego mógł spodziewać się Louis? Kiedy to samo zdarzyło się poprzednim razem Harry się załamał, a Louis niesamowicie martwił. Z dwóch powodów, powód pierwszy: kompletnie nie wiedział, co ma robić. Uświadomił sobie swoją niewiedzę, jeżeli chodzi o załatwianie problemów chłopaka na tamtym koncercie. Louis wiedział że jeżeli humor Harrego dramatycznie się pogorszy musi zrobić wszystko aby go poprawić, a on nie wiedział jak to zrobić kiedy chłopak zaczyna dostawać ataku. Powód drugi: jeżeli Harry zaczyna świrować to znaczy że Louis może nie ma aż tak dużego wpływu na niego ja mu się wydaje. Jeżeli zacznie wariować w jego obecności to na pewno ich relacje nie są aż takie bliskie. A jeżeli jest aż tak źle, a może nawet gorzej mózg Louisa z pewnością popadłby w paranoję pod tytułem „Co może jeszcze zrobić aby sprawić że chłopak zaufa mu jeszcze bardziej.
Całe to myślenie było jednak bez znaczenia.
Harry chichotał. Kurwa chichotał. I to sprawiło, że Louis zrobił to samo, tak na marginesie. Chichotał. Jakie to było nieziemski urocze? To było tak jakby małe bąbelki szczęśliwa i błogości wydostawały się z jego ust. Czy Harry naprawdę chciał sprawić żeby Louis umierał za każdym razem, kiedy go widzi z powodu jego słodkości? Ponieważ Louis uważał, że chyba to właśnie jest jego zamiarem.
Zadziałało to na niego w ten sam sposób, w jaki ostatnio, kiedy siedzieli na wzgórzu kilka tygodni temu. To sprawiało, że jego serce się rozpływało i uśmiechał się aż tak mocno, że polały go policzki. Bardzo mu pochlebiało to, że chłopak miał śmiałość, aby uśmiechać się i śmiać: się z nim
Więc śmiali się, chichotali, rumienili, uśmiechali. To było… urocze, urocze kilka godzin.
Wracając do sobotniego poranka po tym całym wydarzeniu w klubie, był to dość przezorny czas dla Louisa. Nie wiedział czy Harry będzie na niego zły czy też kompletnie o wszystkim zapomni. Obudził się a Harry wtulony był w niego śpiąc spokojnie. Na początku był to lekki szok. Niebieski ściany jakoś źle podziałały na jego jeszcze nierozbudzony system. Nie były one całkowicie niebieskie były raczej jakby czymś zmieszanym z niebieskim, co przypominało Louisowi o jego pokoju w Doncaster. Przypomniał sobie jak wiele razy budził się w nim patrzył na te ściany i modlił się o ty by okazało się, że pokój w jakiś sposób się zatrzasnął żeby nie dociął wstawać do szkoły. Jednak potem zazwyczaj dostawał wiadomość od Zayna, w której mowa był o jakiejś imprezie wieczornej i chęć do leniuchowania sama odchodziła.
Po chwili uświadomił sobie, że to jednak nie jego pokój a potem zorientował się, że ktoś na nim leży. Nie był za ciężki jak i za lekki. Nie aż tak lekki jak poduszka, którą zazwyczaj wtulał w siebie, kiedy był sam. Robił tak często udając, że to człowiek. Zawsze był to trochę zawstydzające, kiedy budził się rana a pokrywała ją worka plama. I nie był to mocz.
Jego oczy powędrowały w dół w chęci zarejestrowania, kim jest postać, która leży na jego klatce piersiowej. Zobaczył loki w wszystko powróciło do niego wręcz za pstryknięciem palca.
Zajęło mu chwile to, aby jak poukładać sobie myśli, jednak po chwili znów zrelaksował się w łóżku przy boku Harrego. Przypomniał sobie jak zdenerwowany szedł w kierunku tego domu, akceptację Anne, topiący serce uścisk Harrego, kiedy zobaczyło go, rozmowę z Anne spokojnego chłopaka, który ciągnął go po schodach na górę i w końcu to jak usnęli razem w swoich ramionach.
Głowa Harrego w tym momencie wtulona była w szyję Louisa. Jego delikatne oddech uderzały w jego szyję w taki sposób, że na całym jego ciele pojawiły się ciarki. Jego usta były delikatnie rozchylone a zza nich można był słyszeć bardzo ciche chrapanie prawie tak ciche, że nie można było go usłyszeć.
Louis rozmyślał nad tym, że już chyba kompletnie zwariował. Wpatruje się w chłopaka, który głęboko śpi, jednak nawet, jeżeli by chciał nie potrafiłby oderwać od niego swojego wzroku.
Nigdy nie wyglądał na tak młodego człowieka jak poprzedniej nocy. Teraz wyglądał starzej bardziej dorośle. To nie tak, że w tym momencie zmienił się w jakiegoś starego dziadka z brodą, nie, po prostu nie wyglądał tak dziecinnie. Był coś w jego głowie, co sprawiało, że gdy panikował wyglądał jak dziecko a teraz powrócił do siebie. Rysy jego twarzy były lekkie i beztroskie, ale jego szczeka była wyraźnie zarysowana, usta różowe i surowe, a twarz, choć niesamowita nadal miał na sobie pewne niedoskonałości.
Wyglądał wspaniale.
Louis czuł jakby coś zdarzyło się wczoraj wieczorem, coś dalekiego od nieszkodliwości. Oczywiście nie było, ale sposób, w jaki patrzał na niego i czuł aż tak wielki zachwyt, był zdziwiony e jego myśli wróciły z powrotem do normalności a nie starały się wmówić mu, że właśnie uprawiał seks ze swoim chłopakiem-, ponieważ po wszystkim zawsze miał skłonności do wracania pamięcią do tego.
Spokój został przerwany w momencie, kiedy – Louis do końca nie wiedział jak to opisać, ponieważ był to naprawdę dziwny dźwięk- chrząknięcie lub coś do tego podobnego zmieszane z jakimś mruczeniem wydobywających się z ust nadal śpiącego chłopaka. No dobra może nieśpiącego, ponieważ jego oczy były delikatnie otwarte, podczas tych sennych odgłosów. Po poprawieniu się na miejscu Harry wciskał swoją twarz w ramię Lou. Jego nos i usta były niewidoczne jak część jego twarzy. Nos zaś był delikatnie chłodnawy, co idealnie komponowało się z gorącą skórą Louisa.
Delikatny przebłysk zieleni przebił się przez rzęsy chłopaka, otwierając się na moment by potem zamknąć się na dłuższą chwilę. Robiły tak przez dłuższy czas do momentu aż nie zaczęły mrugać nieustannie.
Louis mógł jedynie zobaczyć jedno z jego oczy, jednak i tak mógł wywnioskować, że Harry starał się przyzwyczaić je do otoczenia. Chłopak z kręconymi włosami zamarł w bezruchu w momencie, kiedy odkrył, że to pod jego ciałem to nie poduszka. Louis zaś poczuł w tamtym momencie park oddechu, który uderzał w jego skórę. Było to cos takiego jakby całe jego ciało nie potrafiło powstrzymać się, aby nie zareagować na nową „poduszkę”, na której leżał.
Powoli obrócił się na plecy a jego wzrok przeniósł się na Louisa, który starał się uśmiechnąć w taki sposób by nie go zrazić. Wyglądało na to, że wszystko gra w momencie, kiedy Harry westchnął w uldze- lub jedynie Louisowi wydawało się, że jest to ulga- i pokiwał głową w powitaniu, po czym przygryzł wargę i wtulił się w poduszkę powtórnie.
Louis zmarszczył czoło na tę reakcję Harrego. Spodziewał się czegokolwiek. Jakiejś złości albo skrzywdzonej miny, może, jeżeli mu się poszczęści zadowolonej miny-, choć wiedział, że to nie możliwe.
- Wszystko w porządku Harry?- Louis nie wiedział jak zachrypnięty będzie jego głos tego ranka do momentu aż nie przemówił. Brzmiał jak żaba. Głos był taki szorstki tak różny od jego codziennego delikatnego z wysokim tonem, który nigdy od dziecka go nie opuszczał.
Załamał się on na pierwszym słowie, co jedynie poświadczało, że nie wykorzystywał swoich strun głosowych od kilku godzin a teraz były zamroczone snem. Zakaszlał żeby pozbyć się tego i powtórzył pytanie.
Harry wymruczał ciężko do poduszki.
To było bardzo ciekawe Harry –Louis pomyślał.
Cisza zawładnęła przez kilak minut pomieszczeniem w momencie, kiedy Louis nie wiedział, co ma powiedzieć. Ciężkie oddech Harrego można było głośno słyszeć w pokoju, kiedy jego twarz wtulona była w pościel.
Chociaż nie dostał prawie żadnej reakcji, odpowiedział sobie sam przez to, co dostał przed chwilą. Harry kompletnie go ignorował. Nie był na niego zły. Nie wyglądał przynajmniej na takiego, którego Louis miał niby wykorzystać, a ta sztywność w jego ramionach spowodowana była jedynie tym, że nie wiedział, kto znajduje się oko niego w łóżku. Przecież zaraz po tym jak go zobaczył kontynuował spanie. Będzie humorzasty i chłopak z rozmierzwionymi włosami wiedział to a zmęczenie jedynie to podwoi. Znaczy uśmiechnął się, więc czego mógłby chcieć więcej?
Louis poczuł głód, który zaczął rodzić się w jego żołądku i wtedy znalazł temat do rozmowy.- Jesteś głodny? Chcesz coś do jedzenia?- Jego ręka podniosła się i delikatnie pogłaskała tył głowy Harrego. Kciuk poruszał się w górę i w dół w momencie, kiedy zakładał za ucho chłopaka jego włosy. Poczuł, że jego głowa delikatnie przysuwa się do niego jak gdyby czuł się komfortowo tym geście.
Jego głowa zaczęła trząść się na boki w geście zaprzeczenia a on sam wydał z siebie ten sam dźwięk, co przedtem. Odwrócił się z powrotem w kierunku Louisa a jego oczy nadal były zamknięte.
-Czy będziesz miał coś, przeciwko jeżeli pójdę coś zjeść? Wyglądasz jakbyś nadal chciał spać, więc będzie prościej, jeżeli nie zostanę w łóżku z tobą…
Harry wyglądał jakby stracił swój czepliwy nastrój, który posiadał nocy poprzedniej i jedynie wymruczał cos do siebie. Jego twarz znowu wbiła się w poduszkę, po czym chłopak głośno westchnął i powrócił do snu.
Louis pokiwał głową i wymruczał „w porządku”, kiedy zdecydował, co robić. Usiadł tak, aby nie trząść łóżkiem za bardzo. Kiedy wyciągnął swoją rękę spod głowy Harrego poczuł jak gdyby maleńkie igiełki wbijały się w jego skórę? Nie czuł nawet, że ciężar Harrego przyprawił go teraz o chwilowy bezwład ręki. Wygramolił się spod kołdry i położył swoje stopy na dywan koło łózka.
Ostatni raz patrząc na Harrego otworzył drzwi I wyślizgnął się z pokoju najciszej jak potrafił, po czym powoli udał się do kuchni w poszukiwaniu jedzenia, czując się na bardzo szczęśliwego z dzisiejszego zachowania chłopaka. Louis uważał to za swój sukces.
A potem oczom Louisa ukazały się ulotki broszury reklamy jakkolwiek to nazwać. Były jaskrawe, różnokolorowe i wiele z zakresu Word Art. I te były najciekawsze. I właśnie te przyciągnęły najbardziej uwagę Louisa.
Tak szczerze to Harry nie chciał mu tego dać nie zaoferował mu tego na złotym talerzu. Ale na pewno ten skrawek papieru wystawał z tylnej kieszeni spodni chłopaka z lokami a Louis nie potrafił się powstrzymać przed sprawdzeniem, co to jest. Zanim Harry był w stanie w jakichkolwiek sposób zareagować Louis zeskoczył z krzesła i pobiegł w kierunku kąta pokoju, aby zdobyć trochę czasu na przeczytanie tego, co znajduje się w środku. Oczy skanowały kartkę szybko do momentu aż postać Harrego nie stanęła mu na drodze.
Po chwili, jego ręka chwyciła papier I wyrwała Louisowi. Ukrył ją za swoimi plecami a jego twarz wypełniła się frustracją.
-Awiw skarbie nie bądź taki- Louis wyjęczał dąsając się. Chłopak z kręconymi włosami wykonał w tamtym momencie kwaśną minę a jego gardła zdusiło chichotanie.
Oplótł swoją rękę wokół tali Harrego z psotnym spojrzeniem w oczach. Jego ręce plątały się w chęci dosięgnięcia kartki trzymanej przez niego. Jego ciało oparło się o jego wlane w taki sposób, że Hary prawie schylał się. Dźwięk śmiechu zaczął wydobywać się z ust Harrego w momencie, kiedy Louis kontynuował siłowanie się z nim, a wszystko to robił żeby zobaczyć tę małą kartkę. W końcu palce Louis dosięgnęły znajomego materiału i chwyciły z całej siły. Harry nie chcąc już dłużej denerwować starszego chłopaka puścił ją i pozwolił zabrać.
-Dlaczego nie chcesz żebym to zobaczył?- Louis zapytał delikatnie, naciskając na zabawny ton w swoim głosie. Harry wyprostował się i pokręcił swoją głową jakby w skrusze.
-To tylko o konkursie talentów, nieprawdaż? Potrzebują kogoś w zastępstwo?- Harry pokiwał głową starając się przy tym wyglądać jak najbardziej poważnie.
- Więc dlaczego nie chcesz żebym to zobaczył?- Louis zapytał cicho. Harry głośno westchnął i odsunął się od niego wyciągając rękę po papier do zapisywania nut i napisał na tylnej stronie.
Ponieważ będziesz starał się mnie do tego przekupić.
Louis szybko chwycił długopis i przyciągnął papier do siebie.
Co w tym złego?
Wyraz twarzy Harrego nie był ekspresywny, ale Louis mógł zobaczyć w nim odrobinę niedowierzania.
Ponieważ nie chcę tego robić?
Ale dlaczego nie?
Louis westchnął wiedział dokładnie, że jest to ciężkie zadanie. Oczy Harrego przepływały determinacją w momencie, kiedy wpatrzone były w kartkę papieru.
Ponieważ nie chcę czy to takie trudne?
Trudne jest to, że próbuje ci powiedzieć, że to sprawi, że poczujesz się lepiej a ty ignorujesz mnie!
Harry przewrócił oczami i rzucił w kierunku Louisa ostre spojrzenie. Wiedział, że to nie jest argument a jego wzrok wcale nie miał być agresywny jedynie delikatnie sfrustrowany. Louis wiedział to samo jednak jedyne, czego chciał to to żeby chłopak go wysłuchał. Nie chciał być zarozumiały, ale dokładnie to wiedział. Znajdował się w przemyśle rozrywkowym i przedstawiał już jakieś miliony razy. Dlatego właśnie wiedział, że takie mały talent show będzie dla Harrego czymś idealnym.
Dlaczego wszyscy myślą, że śmianie się ze mnie jest czymś normalnym?!
Wzrok chłopaka z kręconymi włosami przeniósł się na klawiaturę pianina, po czym podał kartkę Louisowi. Włosy przykryły mu twarz jednak i tak nie ukryły zimnego wyrazu jego twarzy.
Louis poczuł smutek, który przepływa przez jego żyły wypełniając jego ciało zmartwieniem.
Czy naprawdę to, o czym wspomniał Harry się zdarzyło? Dlaczego nigdy nie pomyślał o tym? Dlaczego nie uświadomił sobie tego wcześniej? Dlaczego?
- Harry- Louis prawie wyszeptał. Kiedy miał kontynuować Harry odebrał mu kartkę papieru I zaczął pisać.
Nie chcę twojego współczucia. Nie chcę żadnego pieprznego żalu i smutku z powodu tego, jaki jestem. Nie stara się równie też cały czas mną opiekować, ponieważ mam już tego dosyć. Ja nie potrzebuje tego od ludzi.
Louis poczuł ból w sercu. Nie mógł do końca opisać, dlaczego jego serce w tamtym momencie znalazło się gdzieś na dnie żołądka jednak przypuszczał, że to, dlatego iż Harry wyglądał na niesamowicie stałego i wytrwałego w swoich słowach. A z drugiej strony jakby był już zmęczony i wyczerpany tym współczuciem. Louis nie wiedział, co powiedzieć. Wszystko wokół niego wirowało a w jego mózgu nie potrafiło ułożyć się ani jedno sensowne zdanie.
Przez jego ciało przeszedł prąd nazwany brak pewności siebie. Nie, gdy nie maił z tym problemu, ponieważ zapewnienie w to, że jest najlepszy odziedziczył z genami jednak w tym momencie było inaczej. Wszystkich, których znał byli głośni a arogancja przebijała się przez ich zachowanie, a przynajmniej połowa uczniów jego Uniwersytetu. Tacy właśnie byli. A Harry nie był taki i dlatego właśnie aż tak głęboko ulokował się w jego sercu
Wreszcie Louis postawił na prostotę:
Oni nie będą się z ciebie śmiać, Harry…
Harry głośno westchnął jakby słowa Louis było totalny nieprawdą.
Oczywiście, że będą. Nie jestem głupi Lou.
A skąd wiesz, że będą? Jesteś wspaniały Harry. Na pewno nie będą śmiać się z kogoś tak utalentowanego jak ty. Jeżeli już coś to będą siedzieć oszołomieni w ciszy.
Harremu zajęło chwilę zanim odpowiedział. Na samym początku siedział wpatrując się ślepo w kartkę papieru, po czym podniósł długopis i przyłożył go do niej pozostając w bezruchu. Siedział tam i po prostu wpatrywał się. W końcu po kilku minutach napisał:
Ale oni mnie nie lubią…
Louis poczuł jak jego serce roztrzaskuje się. Chłopak miał mocno zaciśnięte oczy i oddychał głęboko przez nos, aby uspokoić swoje narastające emocje.
To był taki prosty gest. Taki krótki, a jednocześnie słodki.
Pokazywało tak wiele… tak wiele samotności, smutku i żalu zmieszanego z goryczą. Choć nie ukazywało ani złości ani agresji było pokazane w dokładnie taki sposób. Louis mógł wyobrazić sobie te wszystkie słowa, który wydostają się w tym momencie z jego ust, sposób w jaj zapisał to wszystko ukazywały wszystkie jego uczucia. Słowa były niesamowicie smutne jednak Harry znalazł siłę, aby je wyrazić. Wydostawały się w powietrze jedynie po to by po chwili opaść i usadowić się na sercu chłopaka z lokami. Louis chciał być kluczem do otworzenia ich. Chciał roztrząsać delikatną skorupkę, w której się znajdowały. Wyrzuciłby je z niego i wyciągnął z Harrego pesymistyczne myślenie. A zastąpił je swoim imieniem taka by dokładnie wiedział, że ma kogoś, kto martwi się o niego.
-Harry- Louis odpowiedział delikatnie – Nie mów tak.
Nie mówić, czego? Wiesz dokładnie, co się stanie. Oni nie będą wiwatować I klaskać komuś, kogo kurwa nienawidzą. Będą wygwizdywać mnie i krzyczeć a ja nie chcę żeby moje życie było gorsze niż jest w tym momencie.
Kurwa Harry nie mów tak. Ty nie widzisz tego, jaki dobry jesteś? Niezależnie od tego czy masz w nich swoich kumpli czy też nie, oni nie mogą nie zauważyć jaki cholernie dobry jesteś. To będzie dla ciebie naprawdę dobre uwierz w to. Dostaniesz taką pewność siebie i sprawisz, że twoja mama będzie naprawdę dumna.
Nie Louis nie zrobię tego, choćbyś zrobił nie wiem, co.
Sprawisz, że ja będę dumny.
Harry westchnął głośno i przeczesał swoimi palcami kręcone włosy w zwątpieniu. Louis popatrzał na niego w ciekawości tego, co za chwilę zrobi i odburknął we frustracji.
Nie rób tego, Louis. Nie sprawiaj, że czuje się winny nie wchodząc w to, proszę.
Nie chcę sprawić żebyś czuł się winny! Po prostu mówię prawdę! Będę z ciebie taki dumny Harry. Nawet nie potrafię wyrazić tego słowami. Daj spokój Haz, dokładnie wiesz, że jest to dobry pomysł. Poczujesz się bardzie pewny siebie. Wiem, że w głębi siebie chcesz tego.
Harry odpowiedział taką samą reakcją jak przedtem, wzdychając i chwytając swoje brązowe loki. Jego twarz wyglądała na rozerwaną, niezdecydowaną i nerwową.
Nie sądzę, że potrafię to zrobić, Lou. Wiem, o czym mówisz i w pewien sposób zgadzam się z tobą, ale nie sądzę, że… że potrafię to zrobić…
Możesz skarbie. Pomyśl jak fajnie będzie po tym, pomyśl jak będziesz się czuł w momencie, kiedy zagrasz tam. Mogę ci powiedzieć z własnego doświadczenia, że przez jakieś 10 minut będziesz czuł się jak w euforii.
Ja tylko… To jest przerażające…
Wiem, że jest, ponieważ też to często robię. Praktycznie robię to całe życie i za każdym razem stojąc przed sceną mam niesamowitą tremę nie zależnie od tego jak mały występ jest. Ale wokół siebie mam ludzi, którzy mnie wspierają i życzą mi szczęścia sprawiając, że czuję się tak… tak pewny siebie, że czuję się w stanie skopać tyłki wszystkim dookoła i wykonać najlepszy pokaz w moim życiu. Możesz to zrobić, Harry.
Nie mogę! Nie mam wokół tych ludzi, którzy mnie wspierają, nie tak jak ty. Nie mam tych wspaniałych przyjaciół, którzy zawsze są koło mnie, aby życzyć mi szczęścia, mówić mi żebym połamał nogi jednak i tak wiedzą, że wyjdzie mi świetnie. Ludzie w tym tłumie nie są moimi przyjaciółmi. Wiem, że nie są moimi wrogami, ale na pewno nie są tymi, którzy mnie lubią. Nie mam tego wsparcia!
Kurwa Harry oczywiście, że masz. Masz mamę i wiem również, że na pewno Gemma znajdzie odrobinę czasu, aby cię wesprzeć lub przynajmniej do ciebie zadzwoni. Nawet Robin w którymkolwiek jest teraz kraju napisze do ciebie i będzie życzył ci szczęścia. I masz kogoś, kto chce widzieć, że jesteś szczęśliwy, kogoś, kto chce zobaczyć ten uśmiech, który rozświetli twoją twarz po występie, ponieważ to jest uśmiech, który rozpala w nim rozkosz i jest to uśmiech, który chce widzieć każdego pojedynczego dnia: masz mnie.
Błyszczące zielone oczy Harrego popatrzały zza długich rzęs na Louisa. Przeskanowały jego twarz poszukując jakiejkolwiek oznaki, która mówiłaby o tym, że w głębi siebie wie, że nie da rady z nim być. Tak szczerze te wszystkie słowa sprawiły, że serce w klatce piersiowej chłopaka zabiło szybciej. Oddychał coraz szybciej z każdym kolejnym słowem.
Harry poczuł się potrzebny, a to było wspaniałe uczucie.
Na twarzy Louis nie malowało się nic innego jak tylko szczerość bez żadnej oznaki kłamstwa. O dokładnie wiedział, co mówi i robił to prosto z serca. Delikatny uśmiech na jego idealnie zapewniał go o tym wszystkim i sprawiał, że nie musiał wypowiadać dodatkowo żadnych słów.
Wyraz twarzy Harrego mówił: „Naprawdę masz to na myśli”
-Naprawdę Harry tak bardzo, że jest to prawie nie możliwe- Zaśmiał się sucho.
Na twarzy chłopaka wciąż gościło niezdecydowanie. To było coś takiego jakby toczył ze sobą mentalną bitwę.
-Po prostu weź udział Harry.- Louis delikatnie powiedział.
Harry wziął do ręki długopis I zapisał na kartce:
Na pewno tam będziesz?
- Przez każdą sekundę. Powiedział, wypowiadając dokładnie każdą sylabę, aby Harry mógł zrozumieć wszystko dokładnie.
Chłopak z lokami pokiwał głową, tak jakby jeszcze do końca nie był pewien czy robi dobrze.
-Tak?- Louis powiedział z szeroko otwartymi oczami i dużym uśmiechem.
Zabrało mu kilka minut to żeby definitywnie odpowiedzieć mu na jego pytanie. Zanim Louis zdążył zapytać go powtórnie o to Harry pokiwał głową z jeszcze większą determinacją niż przedtem mówiąc mu przez to, że tak zamierza przedstawić to przed całą szkołą. A Louis sprawił, że to się stało.
43
Piątek 9
Louis rozpoznałby Harry’ego z daleka, wszędzie zauważyłby te niesamowite loczki. Prześliznął się przez bramę szkolną i minął grupę ludzi, którzy kierowali się w jej kierunku. Mógł zobaczyć jedynie tył Harry’ego, który opierał się o samochód i dwie kobiety stojące obok niego. Przyspieszył kroku, a jego stopy ubrane w Conversy coraz mocniej uderzały o podłoże, kiedy zbliżał się do chłopaka. Zobaczył postać Anne, która przyglądała się Harry’emu, ale nie potrafił rozpoznać tej drugiej kobiety obok. Domyślał się jednak co do osobowości tego człowieka.
Zauważył, że Anne przygląda mu się, a potem pokazała Harry’emu co widzi. Jego głowa obróciła się niebezpiecznie szybko tak samo jak głowa stojącej obok dziewczyny. Jego twarz rozświetliła się i jakby trochę odżyła w momencie, kiedy zaczął biec w jego kierunku.
Zauważył ubiór chłopaka w czasie, kiedy się do niego zbliżał. Chciał aby Louis pomógł mu w sprawie wyboru ubrań, ale przez to że był trochę spóźniony na swoje zajęcia nie miał czasu by tego uczynić. Louis zaufał Anne, aby ta pomogła dobrać mu ciuchy i wyglądało na to że jej się udało. Harry występował i nie powinien wyglądać niechlujnie. Powinien być szykowny i pełen dobrego smaku. Louis wiedział, że jest to dla Harry’ego bardzo ważny moment. Moment, w którym miał się pokazać szkole z innej strony i musiał zrobić wszystko by wyglądać jak najlepiej.
Bądź co bądź, ubrany był w biały podkoszulek, który wyglądał na dosyć gruby. Posiadał też małe czarne logo Abercrombie&Fitch na sobie. Na nogach miał obcisłe jeansy, które podtrzymywane były przez brązowy pasek. Dla Louisa wyglądał wspaniale, gustownie, namiętnie i każde inne podobne słowa. Cały jego wygląd aż krzyczał jedno ciągłe słowo *SEKS*. Sposób w jaki jego bluzka podwijała się, a spodnie były nisko nałożone, niesamowicie podkreślały jego długi tors; co od dawna Louis podziwiał - może powoli robiło się to już dziwne, ale Harry stawał się takim jego fetyszem.
Louis nie mógł powstrzymać swojego uśmiechu, który zaczął pojawiać się na jego twarzy, a białe zęby pokazały się w momencie, kiedy przytulał Harry’ego. Chłopak nie wzbraniał się od niego, pewnie dlatego że był wystraszony jak diabli. Jego oddech był przyśpieszony, a ręce trzęsły się w momencie, kiedy kładł je na plecach Louisa.
- Hej, hej. - Louis zaczął spokojnie mówić do ucha Harry’ego. - Uspokój się Hazz, wszystko będzie w porządku.
Odsunął się, aby zobaczyć twarz Harry’ego w całości. Twarz młodszego chłopaka była zakryta pod przydługimi włosami. Louis umieścił palec pod brodą Harry’ego i podniósł ją do normalnej pozycji, aby widzieć chłopaka. Oczy Harry’ego były delikatnie zamknięte, a zarazem wystraszone. Bały się zmierzyć z rzeczywistością.
- Popatrz na mnie. – wyszeptał. Harry potrząsł swoją głową słabo. Na jego czole pojawiła się zmarszczka.
- Harry popatrz na mnie. - powtórzył.
Po chwili Harry otworzył swoje oczy i spojrzał głęboko w niebieskie tęczówki. Louis patrzył dokładnie na niego nie pozwalając chłopakowi na przerwanie kontaktu wzrokowego, zaraz po tym jak w ogóle na niego spojrzał.
Jednak Harry potrzebował tego i nie chciał przestać. Oczy Louisa były wypełnione dumą i nadzieją patrząc na zieleń tych tęczówek. Wyglądały tak, jakby kolor nigdy nie miał zniknąć i pojawił się wieki wieków.
Harry nie przyglądał się wielu oczom, jednak był pewien, że oczy Louisa były najlepszymi jakie mógłby sobie wyobrazić.
Louis nigdy wcześniej nie widział tak bardzo blisko oczu Harry’ego. Aż rozbłyskały pięknem. Pewnie brzmiało to banalnie i tandetnie, jednak Louis nie mógł powstrzymać się przed zanurzeniem w tej zieleni. Lśniły niewytłumaczalnym zmartwieniem, ale była w nich odrobina ambicji.
Louis mógł przyglądać się im przez nieskończoną ilość dni.
- Posłuchaj mnie, Hazz - Głos Louisa był roztrzęsiony i słaby. – Pokażesz im się jak z najlepszej strony. Wiem to, więc błagam… nie panikuj.
Harry pokiwał delikatnie, po czym wzdrygnął się i potrząsł głową jak gdyby chciał powiedzieć „to nie tak”.
- O co chodzi? Powiedz mi skarbie.- Louis zapytał delikatnie.
Oczy Harry’ego niechętnie przerzuciły się na bok i zmierzyły otoczenie i wszystkich uczniów, którzy najprawdopodobniej czekali na swoich przyjaciół. Stali zwyczajnie ubrani, śmiejąc się i uśmiechając. Wyglądali na mądrych, może pomimo kilku facetów, którzy wyglądali jakby zostali przyciągnięci tu siłą przez swoje dziewczyny.
- Czy to oni? Boisz się, że inni uczniowie Cię tam nie chcą?
Kiwnięcie Harry’ego było łagodne i przepełnione smutkiem. Jego uwaga znów skupiła się na Louisie, pokiwał mocniej głową i przygryzł dolną wargę.
- O Hazz. Musisz być trochę bardziej pewny siebie. Oni się tym nie przejmują, głupiutki, masz to tego prawo żeby znajdować się tutaj i brać udział w życiu szkoły. – Louis zauważył, że Anne i dziewczyna zaczynają zbliżać się w ich kierunku wolno, jakby nie chcąc się wtrącać. – A tak w ogóle nie sądzę żeby oni mieli jaja na wystąpienie tak jak ty.
Louis rzucił w kierunku Harry’ego zadziorny uśmiech, klepiąc jego ramię uspokajająco po czym obrócił się, aby przywitać Anne. Uścisnął ją mocno, roztapiając się w matczynych ramionach.
- Dziękuję za przekonanie go .- Anne powiedziała szczęśliwa w momencie, kiedy odsuwał się od niej.
- To była tylko przyjemność. - Louis uśmiechnął się szczerze. – Musimy wlać w tego naszego łobuza trochę pewności siebie, nieprawdaż? – Powiedział, po czym wtulił Harry’ego w zgięcie swojej szyi zabawnie czochrając jego włosy. Harry wyswobodził się jakoś z tej pozycji i uwolnił. Na twarzy miał szeroki uśmiech, a rękami zaczął naprawiać bałagan, który spowodował na jego głowie przyjaciel.
Starszy chłopak usłyszał nieznajomy chichot, a jego oczy zwróciły się w kierunku dziewczyny, która za to miała niesamowicie znajome oczy. Były dość dobrze znane, ponieważ nawet przed chwilą głęboko w nie patrzył, chociaż nie były aż tak perfekcyjne jak u chłopca w loczkach. Oczy nikogo nie były takie jak Harry’ego. Z rozmyślenia wyrwał go głos Anne.
- Nie poznałeś Gemmy wcześniej, prawda? - powiedziała przyjaźnie.
- Nie, nie poznałem. - Zrobił krok w kierunku dziewczyny, która była ubrana w ładną, modną sukienkę. - Louis Tomlinson. - Przedstawił się z uśmiechem.
- Gemma Styles. - Powiedziała ze słodkim uśmiech, witając Louisa mocnym uściskiem.
- Wydaje mi się że powinniśmy już iść. Zaraz się zacznie! - Anne powiedziała ucieszona. Włożyła swoją rękę w zgięcie ręki Gemmy i pociąga ją w kierunku wejścia. Louis wysłał Harry’emu zachęcające spojrzenie i przerzucił swoją rękę przez ramię młodszego chłopaka, kierując ich w stronę budynku.
W momencie, kiedy weszli do Sali w której miało odbywać się przedstawienie, Louis zauważył że prawie wszystkie miejsca były zajęte. Byli uczniowie i ich rodzice, ale głównie znajdowali się uczniowie. Większość pochłonięta była rozmową, plotkowaniem i jeszcze innymi bezsensownymi rzeczami, które miały umilić im czas przed występem.
Kiedy rodzina Styles, plus Louis wkroczyli do środka, głowa Harry’ego nagle się opuściła, a oczy wbiły się w podłogę. Louis nie chciał niczego innego jak tylko podnieść jego twarz i nakarmić go pewnością siebie, by już nigdy nie musiał odczuwać potrzeby do załamania się. Jednak później zorientował się, dlaczego Harry był takie nieśmiały. Twarze obróciły się w ich kierunku i spojrzenia spoczęły na nich. Patrzyli na tego chłopaka i skanowali go od stóp do głów. Niektórzy nawet szeptali coś między sobą wskazując na Harry’ego z drwiącym wyrazem twarzy.
Louis zastanawiał się, dlaczego większość nastolatków jest taka ignorancka i osądzająca. Oczywiście, nie chodził do szkoły od kilku lat, jednak mógłby dać sobie uciąć rękę że w jego tak nie było. Może po prostu nie zauważył czegoś takiego, ale i tak nie było to normalne zachowanie. Harry w szkole nie był prześladowany, wiedział to, ale coś takiego jak to na pewno również nie było miłe. Może zachowywali się tak, że chłopak nigdy wcześniej nie chodził na takie imprezy?
Anne i Gemma zachowywały się normalnie w momencie, kiedy poszukiwały miejsca na którym mogliby usiąść, jednak Louis nie mógł wyrzucić z siebie myśli o tych wszystkich par oczu, które spoglądały na nich, jednocześnie wyglądając na zdziwione faktem, iż ten chłopieć tutaj jest. To nie było tak, że zamierzali z niego drwić. Jednak wszystko wyglądało tak, jakby uważali, że nie powinien się tutaj znajdować. To wszystko zapewne było podwojone tym, że Louis oplatał pas Harry’ego swoją ręką. Nie wiedział nawet, kiedy się tam znalazła, jednak wydawało mu się, że Harry nie miał nic przeciwko.
- Wszystko w porządku? - Louis wyszeptał do ucha Harry’ego w momencie, kiedy zbliżali się do drzwi prowadzących za scenę. Jego głowa nadal była pochylona, jednak pokiwał marnie bez życia. Zatrzymali się przed schodami, które tam prowadziły, a Louis stanął przed młodszym chłopakiem.
- Hej - Louis powiedział cicho ponad zgiełk publiczności. Zrobił to co przedtem. Delikatnie podniósł twarz Harolda do góry tak, aby mógł zobaczyć chłopaka dokładnie. – Chcę żebyś mnie posłuchał, okej? Żebyś dokładnie wysłuchał tego, co mam Ci do powiedzenia.
Harry popatrzał na Louisa z akceptacją, uśmiechając się delikatnie.
- To wszystko co tutaj się dzieje jest tylko na próbę, dobra? Uwierz mi, wiem jak się teraz czujesz. Zapomnij o całym tym tłumie. Zapomnij o wszystkich tych głupkach tutaj i skup się na występie. Zatop się w muzyce, Harry, pogub się w niej. Jeżeli potrzebujesz wsparcia, popatrz się na mnie, albo na swoją mamę lub Gemmę, jednak sądzę że i tak nas nie potrzebujesz. Ponieważ w środku jesteś wojownikiem. Masz determinację i motywację, żeby wykonać najlepsze przedstawienie w swoim życiu. Powinieneś zobaczyć, jak dzisiaj świetnie wyglądasz, Hazz. Wyglądasz jak prawdziwy artysta, a teraz pokażesz wszystkim że taki właśnie jesteś.
****************
Na scenie było ciemno, jedynie jedno światło oświetlało pianino, które nadal nie wydawało z siebie żadnego dźwięku. Ustawione było na ukos, a palce chłopaka z kręconymi włosami były widoczne z miejsca, na którym siedział Louis. Głowa Harry’ego schylona była w ich kierunku. Można było zauważyć dokładnie, że chłopak próbuje uspokoić swoje nerwy głębokimi wdechami.
Jego głowa podniosła się, a oczy znalazły niebieskie tęczówki Louisa. Nie trwało to długo, może jakieś kilka sekund do momentu aż połączył się z nimi. Louis posłał w jego kierunku jedno ze swoich najdelikatniejszych spojrzeń i przekazał mu nic innego jak tylko wsparcie, zachętę i czystą dumę. Tak był niesamowicie dumny z Harry’ego, który siedział tam tylko i jeszcze nie posłał swoich palców na klawisze fortepianu. Chłopak nie robił czegoś takiego jeszcze nigdy w życiu, więc był to dla niego wielki krok, który sam w sobie sprawiał, że serce Lou rozpływało się, ponieważ on był jego powodem. On wyprosił u chłopaka by tutaj się pojawił.
Gdy Louis wlał w Harry’ego wystarczająco dużo wiary , obrócił się w kierunku klawiszy i całe swoje skupienie i skoncentrowanie oddał na pianino jakby nic innego nie istniało. Zaczął wolno, stosunkowo wolno. Delikatne uderzenia o klawisze nadawały nastrój temu kawałkowi. Było to zwykłe brząkanie, jednak dodatkowe nuty kryły się pod sobą skomplikowanie. Było to niesamowicie łagodne. Tak spokojne, że nadawało tej piosence uczuć, które napełniało serce. Czułeś że bije wraz z każdą, kolejną nutą. Nie trwało to długo, aż dołączyły się do melodii wysokie nuty, odsłaniając zdolności Harry’ego do utrzymywania głębokiego dźwięku i jednocześnie zamazania krawędzi wyższych. Tak delikatnie grał, że chciał utrzymać piosenkę właśnie w takim nastroju.
Głowa Harry’ego była pochylona, a twarz zakryta. Louis wiedział, że jego oczy są w tym momencie mocno zamknięte. Jego twarz na pewno była zrelaksowana z wyjątkiem tych pięknych oczu. Skupiał się na muzyce i tylko na niej.
To było proste, skupiał się na wysokich nutach. Jednak ta prostota nie roznosiła się po pomieszczeniu, która była wręcz zahipnotyzowana. Pokój wypełniony był śmiertelną ciszą. Wszystkie oczy skupione były na tym chłopaku. Wszystkie uszy tylko i wyłącznie na dźwiękach pianina. Każdy umysł wręcz błagał, by ta piękna melodia nigdy się nie skończyła. A potem wszystko zaczęło się komplikować. Nuty były szybkie, a ruchy palców Harry’ego wręcz niezrozumiałe. Robił to wszystko z taką lekkością, jakby było to w naturze jego szesnastoletniego wieku. Głowa Loczka nie była już tak jak na początku spokojna. Teraz poruszała się wraz z dźwiękiem nut. To było jakby energia muzyki wypełniała jego żyły i sprawiła że każda możliwa część ciała Harry’ego musiała brać udział w tej zachwycającej melodii.
I wszystko znów stało się spokojne i łagodne na nowo. Perfekcyjny balans pomiędzy rozrastającą się pasją i miłością do instrumentu. Pasja powróciła na nowo wraz z delikatnymi uderzeniami palców, które stopniowo robiły się coraz wolniejsze by wreszcie ucichnąć.
W pomieszczeniu zapanowała cisza. Szczęki każdej możliwej osoby na sali opadły, a oczy zaszkliły się łzami. Louis, Anne i Gemma nie byli wyjątkami. Chłopak z rozmierzwionymi włosami wręcz kipiał dumą. Kiedy nagle rozbrzmiały oklaski, Harry wyrwał się ze swojego świata pasji by powrócić na ziemię. Wstał z miejsca, a na widok publiczności, która klaskała jak opętana, pojawił się szok na jego twarzy. Jego oczy otwarte były szeroko w zdziwieniu, zanim zorientował się że to wszystko było właśnie dla niego. A potem uśmiechnął się do siebie, zarumienił i popatrzył w ziemię.
I wtedy Louis poczuł że łzy po jego twarzy zaczynają płynąć coraz szybciej, ponieważ kurwa był taki dumny ze swojego chłopaka; bardziej niż mógł to sobie wyobrazić. To jak zobaczył Harry’ego w takim stanie sprawił że miał ochotę wejść na sam szczyt dachu tej szkoły i krzyczeć, ponieważ Harry właśnie wystąpił przed masą publiczności i zrobił to perfekcyjnie. Kiedy chłopak zszedł ze sceny z uśmiechem szczęścia na twarzy, Louis odwrócił się do Anne i zobaczył że płacze, jak na dumną matkę przystało. Wytarł swoją twarz mokrą chusteczką, jednak wiedział, że duma równie szybko nie wymaże się z jego mózgu.
****************
To niesamowicie bolało i był to jedyny sposób na opisanie tych dwudziestu minut do zakończenia przedstawienia. Po pierwsze, powiedzmy sobie szczerze, pokaz taneczny był naprawdę kiepski. Pompony i podświetlone neonami ubrania nie były czymś w stylu Louisa, szczególnie wtedy, kiedy było to nie konwencjonalnie krótkie, a taniec był bardziej czymś w stylu obijania się jeden o drugiego. Drugim i głównym powodem było to, że musiał czekać straszliwie długo żeby zobaczyć Harry’ego. Chłopak wciąż był za sceną, a mógł stamtąd wyjść jedynie po skończonym występie i Louis nie mógł powiedzieć mu tego, jaki jest z niego dumny. Rozważał nad tym, aby wymsknąć się jakoś, udając że chce mu się sikać, jednak wzrok kobiety przed nim, kiedy powiedział o swoim planie Anne zadecydował o tym, że wolał zostać i przeczekać tą męczarnie.
Kiedy przedstawienie skończyło się, a ludzie powoli zaczęli opuszczać budynek, Louis natychmiast chwycił za rękę Anne, która trzymała Gemme i trójka z nich ruszyła przez tłum do drzwi prowadzących za scenę. Otworzył drzwi i wyminął grupkę ludzi, która właśnie wychodziła, poszukując tych jedynych w swoim rodzaju loczków.
Anne pierwsza wskazała miejsce pobytu wołając chłopaka w podekscytowaniu. Pobiegła w jego kierunku i wciągnęła go w mocny uścisk, który odwzajemniony był takim samym wigorem. Louis odsunął się, nie chcąc psuć tego momentu i przyglądał się im. Gemma podeszłą do niego w następnej kolejności nie dając mu, aż tak długiego uścisku jednak z równym szczęściem i dumą.
Uśmiech nie opuszczał twarzy Harry’ego.
Jego zmęczone zielone oczy połączyły się z niebieskimi. Nagle rozświetliły się i stały się jakby bardziej zachwycone. Szeroki uśmiech zamienił się na delikatny, wykonany z zamkniętymi ustami, jednak również szczęśliwy. Był spokojniejszy niż ten, który zaserwował Anne, jednak jednocześnie bardziej szczery z delikatną nutką wdzięczności. Anne i Gemma odsunęły się i pozwoliły podejść Louisowi do Harry’ego. Przez jego ciało przeszły ciarki, jednak starał się utrzymać swoje tępo w normie, kiedy wszystko czego chciał to pobiec w jego kierunku najszybciej jak potrafił i powalając na ziemię obdarowując go najmocniejszym ściskiem na świecie.
Kiedy doszedł do Harry’ego, stanął przed nim, a jego oczy musiały podnieść się do góry aby spotkać się z tęczówkami młodszego chłopaka. Popatrzył w tę zieleń, która wyglądała na taką wrażliwą.
- Jestem z ciebie taki dumny. - Louis wyszeptał niesamowicie słabym głosem.
Harry zamknął oczy delikatnie w akceptacji, jego twarz stale rozświetlał uśmiech. Kiedy jego oczy się otworzyły, aż błyszczały szczęściem.
Louis nie mógł wytrzymać tego dłużej i zaraz po tym jego ramiona zaplecione zostały wokół szyi Harry’ego, wtulając go mocno w siebie. Poczuł jak długie ręce również obejmują go z tyłu odwzajemniając uścisk. Jego twarz wtuliła się w ciepło szyi Harry’ego, jak gdyby stworzona była tylko dla niego. Stali tak długo jak tylko się dało. To wyglądało tak jakby, ich dotykające się kończyny pozwalały na to, by Harry przekazał swoją dumę i podziękowanie dla Lou.
Odsunęli się od siebie niechętnie i zaraz po przedłużonym wpatrywaniu się wzajemnie w swoje oczy oraz szeptu dumy, Harry niespodziewanie pochwycił rękę Louisa w swoją.
- Co ty… - Louis zaczął, ale palec Harry’ego uciszył go.
Powoli, Harry użył tego palca do nakreślenia na niej delikatnie dwóch liter.
- D… C - Louis przeczytał na głos. – DC?
Harry pokiwał entuzjastycznie głową.
Louis zaczął przeglądać swój mózg w poszukiwaniu słów, które zaczynają się na te litery, ale nie potrafił znaleźć niczego konkretnego. Jego mózg nadal nie wydostał się ze swojego emocjonalnego załamania po występie Harry’ego.
Harry delikatnie westchnął w żarcie i powtórzył akcje, tym razem wolniej.
Louis zapowietrzył się delikatnie w momencie, kiedy rozpracował o co chodziło Harry’emu.
- Dziękuję Ci? - Zapytał na bezdechu.
Harry pokiwał entuzjastycznie, nieustannie się uśmiechając.
Louis zaczął dusić się własnym powietrzem, kiedy doszło do niego co to wszystko znaczyło. Znowu zapomniał o tych wszystkich ostrzeżeniach dotyczących ataków Harry’ego i wskoczył w jego ramiona. Jego nogi zaplotły się wokół talii chłopaka a ręce oplatały szyję.
Wyszeptał w ucho Harry’ego najszczerzej jak potrafił.
- Dla Ciebie wszystko.
Louis rozpoznałby Harry’ego z daleka, wszędzie zauważyłby te niesamowite loczki. Prześliznął się przez bramę szkolną i minął grupę ludzi, którzy kierowali się w jej kierunku. Mógł zobaczyć jedynie tył Harry’ego, który opierał się o samochód i dwie kobiety stojące obok niego. Przyspieszył kroku, a jego stopy ubrane w Conversy coraz mocniej uderzały o podłoże, kiedy zbliżał się do chłopaka. Zobaczył postać Anne, która przyglądała się Harry’emu, ale nie potrafił rozpoznać tej drugiej kobiety obok. Domyślał się jednak co do osobowości tego człowieka.
Zauważył, że Anne przygląda mu się, a potem pokazała Harry’emu co widzi. Jego głowa obróciła się niebezpiecznie szybko tak samo jak głowa stojącej obok dziewczyny. Jego twarz rozświetliła się i jakby trochę odżyła w momencie, kiedy zaczął biec w jego kierunku.
Zauważył ubiór chłopaka w czasie, kiedy się do niego zbliżał. Chciał aby Louis pomógł mu w sprawie wyboru ubrań, ale przez to że był trochę spóźniony na swoje zajęcia nie miał czasu by tego uczynić. Louis zaufał Anne, aby ta pomogła dobrać mu ciuchy i wyglądało na to że jej się udało. Harry występował i nie powinien wyglądać niechlujnie. Powinien być szykowny i pełen dobrego smaku. Louis wiedział, że jest to dla Harry’ego bardzo ważny moment. Moment, w którym miał się pokazać szkole z innej strony i musiał zrobić wszystko by wyglądać jak najlepiej.
Bądź co bądź, ubrany był w biały podkoszulek, który wyglądał na dosyć gruby. Posiadał też małe czarne logo Abercrombie&Fitch na sobie. Na nogach miał obcisłe jeansy, które podtrzymywane były przez brązowy pasek. Dla Louisa wyglądał wspaniale, gustownie, namiętnie i każde inne podobne słowa. Cały jego wygląd aż krzyczał jedno ciągłe słowo *SEKS*. Sposób w jaki jego bluzka podwijała się, a spodnie były nisko nałożone, niesamowicie podkreślały jego długi tors; co od dawna Louis podziwiał - może powoli robiło się to już dziwne, ale Harry stawał się takim jego fetyszem.
Louis nie mógł powstrzymać swojego uśmiechu, który zaczął pojawiać się na jego twarzy, a białe zęby pokazały się w momencie, kiedy przytulał Harry’ego. Chłopak nie wzbraniał się od niego, pewnie dlatego że był wystraszony jak diabli. Jego oddech był przyśpieszony, a ręce trzęsły się w momencie, kiedy kładł je na plecach Louisa.
- Hej, hej. - Louis zaczął spokojnie mówić do ucha Harry’ego. - Uspokój się Hazz, wszystko będzie w porządku.
Odsunął się, aby zobaczyć twarz Harry’ego w całości. Twarz młodszego chłopaka była zakryta pod przydługimi włosami. Louis umieścił palec pod brodą Harry’ego i podniósł ją do normalnej pozycji, aby widzieć chłopaka. Oczy Harry’ego były delikatnie zamknięte, a zarazem wystraszone. Bały się zmierzyć z rzeczywistością.
- Popatrz na mnie. – wyszeptał. Harry potrząsł swoją głową słabo. Na jego czole pojawiła się zmarszczka.
- Harry popatrz na mnie. - powtórzył.
Po chwili Harry otworzył swoje oczy i spojrzał głęboko w niebieskie tęczówki. Louis patrzył dokładnie na niego nie pozwalając chłopakowi na przerwanie kontaktu wzrokowego, zaraz po tym jak w ogóle na niego spojrzał.
Jednak Harry potrzebował tego i nie chciał przestać. Oczy Louisa były wypełnione dumą i nadzieją patrząc na zieleń tych tęczówek. Wyglądały tak, jakby kolor nigdy nie miał zniknąć i pojawił się wieki wieków.
Harry nie przyglądał się wielu oczom, jednak był pewien, że oczy Louisa były najlepszymi jakie mógłby sobie wyobrazić.
Louis nigdy wcześniej nie widział tak bardzo blisko oczu Harry’ego. Aż rozbłyskały pięknem. Pewnie brzmiało to banalnie i tandetnie, jednak Louis nie mógł powstrzymać się przed zanurzeniem w tej zieleni. Lśniły niewytłumaczalnym zmartwieniem, ale była w nich odrobina ambicji.
Louis mógł przyglądać się im przez nieskończoną ilość dni.
- Posłuchaj mnie, Hazz - Głos Louisa był roztrzęsiony i słaby. – Pokażesz im się jak z najlepszej strony. Wiem to, więc błagam… nie panikuj.
Harry pokiwał delikatnie, po czym wzdrygnął się i potrząsł głową jak gdyby chciał powiedzieć „to nie tak”.
- O co chodzi? Powiedz mi skarbie.- Louis zapytał delikatnie.
Oczy Harry’ego niechętnie przerzuciły się na bok i zmierzyły otoczenie i wszystkich uczniów, którzy najprawdopodobniej czekali na swoich przyjaciół. Stali zwyczajnie ubrani, śmiejąc się i uśmiechając. Wyglądali na mądrych, może pomimo kilku facetów, którzy wyglądali jakby zostali przyciągnięci tu siłą przez swoje dziewczyny.
- Czy to oni? Boisz się, że inni uczniowie Cię tam nie chcą?
Kiwnięcie Harry’ego było łagodne i przepełnione smutkiem. Jego uwaga znów skupiła się na Louisie, pokiwał mocniej głową i przygryzł dolną wargę.
- O Hazz. Musisz być trochę bardziej pewny siebie. Oni się tym nie przejmują, głupiutki, masz to tego prawo żeby znajdować się tutaj i brać udział w życiu szkoły. – Louis zauważył, że Anne i dziewczyna zaczynają zbliżać się w ich kierunku wolno, jakby nie chcąc się wtrącać. – A tak w ogóle nie sądzę żeby oni mieli jaja na wystąpienie tak jak ty.
Louis rzucił w kierunku Harry’ego zadziorny uśmiech, klepiąc jego ramię uspokajająco po czym obrócił się, aby przywitać Anne. Uścisnął ją mocno, roztapiając się w matczynych ramionach.
- Dziękuję za przekonanie go .- Anne powiedziała szczęśliwa w momencie, kiedy odsuwał się od niej.
- To była tylko przyjemność. - Louis uśmiechnął się szczerze. – Musimy wlać w tego naszego łobuza trochę pewności siebie, nieprawdaż? – Powiedział, po czym wtulił Harry’ego w zgięcie swojej szyi zabawnie czochrając jego włosy. Harry wyswobodził się jakoś z tej pozycji i uwolnił. Na twarzy miał szeroki uśmiech, a rękami zaczął naprawiać bałagan, który spowodował na jego głowie przyjaciel.
Starszy chłopak usłyszał nieznajomy chichot, a jego oczy zwróciły się w kierunku dziewczyny, która za to miała niesamowicie znajome oczy. Były dość dobrze znane, ponieważ nawet przed chwilą głęboko w nie patrzył, chociaż nie były aż tak perfekcyjne jak u chłopca w loczkach. Oczy nikogo nie były takie jak Harry’ego. Z rozmyślenia wyrwał go głos Anne.
- Nie poznałeś Gemmy wcześniej, prawda? - powiedziała przyjaźnie.
- Nie, nie poznałem. - Zrobił krok w kierunku dziewczyny, która była ubrana w ładną, modną sukienkę. - Louis Tomlinson. - Przedstawił się z uśmiechem.
- Gemma Styles. - Powiedziała ze słodkim uśmiech, witając Louisa mocnym uściskiem.
- Wydaje mi się że powinniśmy już iść. Zaraz się zacznie! - Anne powiedziała ucieszona. Włożyła swoją rękę w zgięcie ręki Gemmy i pociąga ją w kierunku wejścia. Louis wysłał Harry’emu zachęcające spojrzenie i przerzucił swoją rękę przez ramię młodszego chłopaka, kierując ich w stronę budynku.
W momencie, kiedy weszli do Sali w której miało odbywać się przedstawienie, Louis zauważył że prawie wszystkie miejsca były zajęte. Byli uczniowie i ich rodzice, ale głównie znajdowali się uczniowie. Większość pochłonięta była rozmową, plotkowaniem i jeszcze innymi bezsensownymi rzeczami, które miały umilić im czas przed występem.
Kiedy rodzina Styles, plus Louis wkroczyli do środka, głowa Harry’ego nagle się opuściła, a oczy wbiły się w podłogę. Louis nie chciał niczego innego jak tylko podnieść jego twarz i nakarmić go pewnością siebie, by już nigdy nie musiał odczuwać potrzeby do załamania się. Jednak później zorientował się, dlaczego Harry był takie nieśmiały. Twarze obróciły się w ich kierunku i spojrzenia spoczęły na nich. Patrzyli na tego chłopaka i skanowali go od stóp do głów. Niektórzy nawet szeptali coś między sobą wskazując na Harry’ego z drwiącym wyrazem twarzy.
Louis zastanawiał się, dlaczego większość nastolatków jest taka ignorancka i osądzająca. Oczywiście, nie chodził do szkoły od kilku lat, jednak mógłby dać sobie uciąć rękę że w jego tak nie było. Może po prostu nie zauważył czegoś takiego, ale i tak nie było to normalne zachowanie. Harry w szkole nie był prześladowany, wiedział to, ale coś takiego jak to na pewno również nie było miłe. Może zachowywali się tak, że chłopak nigdy wcześniej nie chodził na takie imprezy?
Anne i Gemma zachowywały się normalnie w momencie, kiedy poszukiwały miejsca na którym mogliby usiąść, jednak Louis nie mógł wyrzucić z siebie myśli o tych wszystkich par oczu, które spoglądały na nich, jednocześnie wyglądając na zdziwione faktem, iż ten chłopieć tutaj jest. To nie było tak, że zamierzali z niego drwić. Jednak wszystko wyglądało tak, jakby uważali, że nie powinien się tutaj znajdować. To wszystko zapewne było podwojone tym, że Louis oplatał pas Harry’ego swoją ręką. Nie wiedział nawet, kiedy się tam znalazła, jednak wydawało mu się, że Harry nie miał nic przeciwko.
- Wszystko w porządku? - Louis wyszeptał do ucha Harry’ego w momencie, kiedy zbliżali się do drzwi prowadzących za scenę. Jego głowa nadal była pochylona, jednak pokiwał marnie bez życia. Zatrzymali się przed schodami, które tam prowadziły, a Louis stanął przed młodszym chłopakiem.
- Hej - Louis powiedział cicho ponad zgiełk publiczności. Zrobił to co przedtem. Delikatnie podniósł twarz Harolda do góry tak, aby mógł zobaczyć chłopaka dokładnie. – Chcę żebyś mnie posłuchał, okej? Żebyś dokładnie wysłuchał tego, co mam Ci do powiedzenia.
Harry popatrzał na Louisa z akceptacją, uśmiechając się delikatnie.
- To wszystko co tutaj się dzieje jest tylko na próbę, dobra? Uwierz mi, wiem jak się teraz czujesz. Zapomnij o całym tym tłumie. Zapomnij o wszystkich tych głupkach tutaj i skup się na występie. Zatop się w muzyce, Harry, pogub się w niej. Jeżeli potrzebujesz wsparcia, popatrz się na mnie, albo na swoją mamę lub Gemmę, jednak sądzę że i tak nas nie potrzebujesz. Ponieważ w środku jesteś wojownikiem. Masz determinację i motywację, żeby wykonać najlepsze przedstawienie w swoim życiu. Powinieneś zobaczyć, jak dzisiaj świetnie wyglądasz, Hazz. Wyglądasz jak prawdziwy artysta, a teraz pokażesz wszystkim że taki właśnie jesteś.
****************
Na scenie było ciemno, jedynie jedno światło oświetlało pianino, które nadal nie wydawało z siebie żadnego dźwięku. Ustawione było na ukos, a palce chłopaka z kręconymi włosami były widoczne z miejsca, na którym siedział Louis. Głowa Harry’ego schylona była w ich kierunku. Można było zauważyć dokładnie, że chłopak próbuje uspokoić swoje nerwy głębokimi wdechami.
Jego głowa podniosła się, a oczy znalazły niebieskie tęczówki Louisa. Nie trwało to długo, może jakieś kilka sekund do momentu aż połączył się z nimi. Louis posłał w jego kierunku jedno ze swoich najdelikatniejszych spojrzeń i przekazał mu nic innego jak tylko wsparcie, zachętę i czystą dumę. Tak był niesamowicie dumny z Harry’ego, który siedział tam tylko i jeszcze nie posłał swoich palców na klawisze fortepianu. Chłopak nie robił czegoś takiego jeszcze nigdy w życiu, więc był to dla niego wielki krok, który sam w sobie sprawiał, że serce Lou rozpływało się, ponieważ on był jego powodem. On wyprosił u chłopaka by tutaj się pojawił.
Gdy Louis wlał w Harry’ego wystarczająco dużo wiary , obrócił się w kierunku klawiszy i całe swoje skupienie i skoncentrowanie oddał na pianino jakby nic innego nie istniało. Zaczął wolno, stosunkowo wolno. Delikatne uderzenia o klawisze nadawały nastrój temu kawałkowi. Było to zwykłe brząkanie, jednak dodatkowe nuty kryły się pod sobą skomplikowanie. Było to niesamowicie łagodne. Tak spokojne, że nadawało tej piosence uczuć, które napełniało serce. Czułeś że bije wraz z każdą, kolejną nutą. Nie trwało to długo, aż dołączyły się do melodii wysokie nuty, odsłaniając zdolności Harry’ego do utrzymywania głębokiego dźwięku i jednocześnie zamazania krawędzi wyższych. Tak delikatnie grał, że chciał utrzymać piosenkę właśnie w takim nastroju.
Głowa Harry’ego była pochylona, a twarz zakryta. Louis wiedział, że jego oczy są w tym momencie mocno zamknięte. Jego twarz na pewno była zrelaksowana z wyjątkiem tych pięknych oczu. Skupiał się na muzyce i tylko na niej.
To było proste, skupiał się na wysokich nutach. Jednak ta prostota nie roznosiła się po pomieszczeniu, która była wręcz zahipnotyzowana. Pokój wypełniony był śmiertelną ciszą. Wszystkie oczy skupione były na tym chłopaku. Wszystkie uszy tylko i wyłącznie na dźwiękach pianina. Każdy umysł wręcz błagał, by ta piękna melodia nigdy się nie skończyła. A potem wszystko zaczęło się komplikować. Nuty były szybkie, a ruchy palców Harry’ego wręcz niezrozumiałe. Robił to wszystko z taką lekkością, jakby było to w naturze jego szesnastoletniego wieku. Głowa Loczka nie była już tak jak na początku spokojna. Teraz poruszała się wraz z dźwiękiem nut. To było jakby energia muzyki wypełniała jego żyły i sprawiła że każda możliwa część ciała Harry’ego musiała brać udział w tej zachwycającej melodii.
I wszystko znów stało się spokojne i łagodne na nowo. Perfekcyjny balans pomiędzy rozrastającą się pasją i miłością do instrumentu. Pasja powróciła na nowo wraz z delikatnymi uderzeniami palców, które stopniowo robiły się coraz wolniejsze by wreszcie ucichnąć.
W pomieszczeniu zapanowała cisza. Szczęki każdej możliwej osoby na sali opadły, a oczy zaszkliły się łzami. Louis, Anne i Gemma nie byli wyjątkami. Chłopak z rozmierzwionymi włosami wręcz kipiał dumą. Kiedy nagle rozbrzmiały oklaski, Harry wyrwał się ze swojego świata pasji by powrócić na ziemię. Wstał z miejsca, a na widok publiczności, która klaskała jak opętana, pojawił się szok na jego twarzy. Jego oczy otwarte były szeroko w zdziwieniu, zanim zorientował się że to wszystko było właśnie dla niego. A potem uśmiechnął się do siebie, zarumienił i popatrzył w ziemię.
I wtedy Louis poczuł że łzy po jego twarzy zaczynają płynąć coraz szybciej, ponieważ kurwa był taki dumny ze swojego chłopaka; bardziej niż mógł to sobie wyobrazić. To jak zobaczył Harry’ego w takim stanie sprawił że miał ochotę wejść na sam szczyt dachu tej szkoły i krzyczeć, ponieważ Harry właśnie wystąpił przed masą publiczności i zrobił to perfekcyjnie. Kiedy chłopak zszedł ze sceny z uśmiechem szczęścia na twarzy, Louis odwrócił się do Anne i zobaczył że płacze, jak na dumną matkę przystało. Wytarł swoją twarz mokrą chusteczką, jednak wiedział, że duma równie szybko nie wymaże się z jego mózgu.
****************
To niesamowicie bolało i był to jedyny sposób na opisanie tych dwudziestu minut do zakończenia przedstawienia. Po pierwsze, powiedzmy sobie szczerze, pokaz taneczny był naprawdę kiepski. Pompony i podświetlone neonami ubrania nie były czymś w stylu Louisa, szczególnie wtedy, kiedy było to nie konwencjonalnie krótkie, a taniec był bardziej czymś w stylu obijania się jeden o drugiego. Drugim i głównym powodem było to, że musiał czekać straszliwie długo żeby zobaczyć Harry’ego. Chłopak wciąż był za sceną, a mógł stamtąd wyjść jedynie po skończonym występie i Louis nie mógł powiedzieć mu tego, jaki jest z niego dumny. Rozważał nad tym, aby wymsknąć się jakoś, udając że chce mu się sikać, jednak wzrok kobiety przed nim, kiedy powiedział o swoim planie Anne zadecydował o tym, że wolał zostać i przeczekać tą męczarnie.
Kiedy przedstawienie skończyło się, a ludzie powoli zaczęli opuszczać budynek, Louis natychmiast chwycił za rękę Anne, która trzymała Gemme i trójka z nich ruszyła przez tłum do drzwi prowadzących za scenę. Otworzył drzwi i wyminął grupkę ludzi, która właśnie wychodziła, poszukując tych jedynych w swoim rodzaju loczków.
Anne pierwsza wskazała miejsce pobytu wołając chłopaka w podekscytowaniu. Pobiegła w jego kierunku i wciągnęła go w mocny uścisk, który odwzajemniony był takim samym wigorem. Louis odsunął się, nie chcąc psuć tego momentu i przyglądał się im. Gemma podeszłą do niego w następnej kolejności nie dając mu, aż tak długiego uścisku jednak z równym szczęściem i dumą.
Uśmiech nie opuszczał twarzy Harry’ego.
Jego zmęczone zielone oczy połączyły się z niebieskimi. Nagle rozświetliły się i stały się jakby bardziej zachwycone. Szeroki uśmiech zamienił się na delikatny, wykonany z zamkniętymi ustami, jednak również szczęśliwy. Był spokojniejszy niż ten, który zaserwował Anne, jednak jednocześnie bardziej szczery z delikatną nutką wdzięczności. Anne i Gemma odsunęły się i pozwoliły podejść Louisowi do Harry’ego. Przez jego ciało przeszły ciarki, jednak starał się utrzymać swoje tępo w normie, kiedy wszystko czego chciał to pobiec w jego kierunku najszybciej jak potrafił i powalając na ziemię obdarowując go najmocniejszym ściskiem na świecie.
Kiedy doszedł do Harry’ego, stanął przed nim, a jego oczy musiały podnieść się do góry aby spotkać się z tęczówkami młodszego chłopaka. Popatrzył w tę zieleń, która wyglądała na taką wrażliwą.
- Jestem z ciebie taki dumny. - Louis wyszeptał niesamowicie słabym głosem.
Harry zamknął oczy delikatnie w akceptacji, jego twarz stale rozświetlał uśmiech. Kiedy jego oczy się otworzyły, aż błyszczały szczęściem.
Louis nie mógł wytrzymać tego dłużej i zaraz po tym jego ramiona zaplecione zostały wokół szyi Harry’ego, wtulając go mocno w siebie. Poczuł jak długie ręce również obejmują go z tyłu odwzajemniając uścisk. Jego twarz wtuliła się w ciepło szyi Harry’ego, jak gdyby stworzona była tylko dla niego. Stali tak długo jak tylko się dało. To wyglądało tak jakby, ich dotykające się kończyny pozwalały na to, by Harry przekazał swoją dumę i podziękowanie dla Lou.
Odsunęli się od siebie niechętnie i zaraz po przedłużonym wpatrywaniu się wzajemnie w swoje oczy oraz szeptu dumy, Harry niespodziewanie pochwycił rękę Louisa w swoją.
- Co ty… - Louis zaczął, ale palec Harry’ego uciszył go.
Powoli, Harry użył tego palca do nakreślenia na niej delikatnie dwóch liter.
- D… C - Louis przeczytał na głos. – DC?
Harry pokiwał entuzjastycznie głową.
Louis zaczął przeglądać swój mózg w poszukiwaniu słów, które zaczynają się na te litery, ale nie potrafił znaleźć niczego konkretnego. Jego mózg nadal nie wydostał się ze swojego emocjonalnego załamania po występie Harry’ego.
Harry delikatnie westchnął w żarcie i powtórzył akcje, tym razem wolniej.
Louis zapowietrzył się delikatnie w momencie, kiedy rozpracował o co chodziło Harry’emu.
- Dziękuję Ci? - Zapytał na bezdechu.
Harry pokiwał entuzjastycznie, nieustannie się uśmiechając.
Louis zaczął dusić się własnym powietrzem, kiedy doszło do niego co to wszystko znaczyło. Znowu zapomniał o tych wszystkich ostrzeżeniach dotyczących ataków Harry’ego i wskoczył w jego ramiona. Jego nogi zaplotły się wokół talii chłopaka a ręce oplatały szyję.
Wyszeptał w ucho Harry’ego najszczerzej jak potrafił.
- Dla Ciebie wszystko.
42
Sobota 11
Ciepło promieniowało po klatce piersiowej Louisa, który ubrany był w cienki podkoszulek w paski, kiedy leżeli na trawie. Okulary spoczywały na jego nosie, a jego twarz, na szczęście, nie musiała być pokryta kremem przeciwsłonecznym. To było zmorą jego życia, konieczność smarowania nim skóry swoich sióstr, każdego dnia na wakacjach, stała się wystarczającym powodem do tego, aby nie używać go już nigdy . Szczególnie wtedy, kiedy nalegały, aby wysmarował im praktycznie całe ciało.
To było dziwne że ten dzień był taki ładny, kiedy poprzedni nie przyniósł niczego innego jak tylko deszcz, zachmurzone niebo i burzę. Louis postanowił wykorzystać w pełni taką piękną pogodę, zabierając Harry’ego znowu do parku.
To przypomniało mu jak pierwszy raz razem wyszli, wtedy, kiedy zdarzył się ten cały incydent w barze. Ich lody już były zjedzone, a żołądki rozpływały się w kremowej rozkoszy, która jednocześnie sprawiła, że ręce Louisa były brudne. Nie chcieli udawać się na wzgórze w taki dzień jak ten, dla Anglii – bardzo upalny, więc zajęli miejsce obok fontanny pod dużym dębem, który dawał im chłodny cień. Do końca jednak nie powstrzymało to promieni słońca, które delikatnie ogrzewały niektóre części ciała Louisa. Nie sięgały jednak Harry’ego, który znajdował się bliżej pnia drzewa.
Louis patrzał na chłopaka podpierając się o drzewo. Nogi miał wyprostowane i skrzyżowane w kostkach, ręce zaś złożone razem. Jeden promień słońca przedostawał się przez liście i oświetlał część okularów, nosa i kącik jego ust. Jego mleczna skóra nie była rozpromieniona. Nie była ona oczywiście całkowicie blada, ponieważ w pewien sposób lśniła, kiedy padało na nią słońce.
Jego ubiór nie był do końca przystosowany do tak słonecznego dnia jak ten, jednak Louis nie zwracał mu przez to zbytniej uwagi, ponieważ chłopak ubrał się do temperatury jaka panowała w klimatyzowanym pomieszczeniu z pianinem. W głębi siebie Louis pragnął, aby zrobiło się tak ciepło, by jego przyjaciel musiał ściągnąć z siebie tę koszulkę z Ramones i ukazać ten długi, nieziemsko długi, nęcący, warty ściskania, zostawiania czerwonych śladów, masowania, liz- kurwa, udajmy że to się nie zdarzyło.
Wyglądał na tak spokojnego, zabrzmiało to trochę jakby był martwy , ale naprawdę tak wyglądał. Nie mógł nawet powiedzieć, kiedy jego oczy były zamknięte, a kiedy otwarte, ponieważ znajdował się za Ray Banami. Wyglądał prawie jak jakaś gwiazda rocka, która leniuchowała przed ciężkim występem. Dziko ułożone włosy dodawały mu wyglądu i dopełniały ubranie. Nagle w jego głowie pojawił się Harry w eyeliner’rze. Bardzo podobał mu się ten obrazek. Może nawet za bardzo. Ale naprawdę , w sposób w jaki czarne kreski połączyłyby się z jasną zielenią jego oczu było czymś, czemu nie można było się oprzeć.
Jego policzki stale były zaróżowione, a myśli odpływały razem z nimi, w momencie, kiedy Harry ściągnął okulary i popatrzał na niego z zainteresowaniem. Uśmiechając się od ucha do ucha, Louis pomachał entuzjastycznie do niego, starając się wyrwać Harry’ego z myśli o tym, że chłopak w tym momencie prawie rozbierał go wzrokiem. Szybko dostosował się do pozycji Harry’ego i usiadł tak jak on.
- Więc - Louis powiedział, obracając twarz do Loczka i ściągając okulary, które schował do torby chłopaka.
Harry zrobił to samo i uśmiechnął się promiennym uśmiechem.
Zaraz po tym Louis zauważył małą budkę z zimnymi napojami i natychmiast poczuł jak bardzo jest spragniony. – Idę po coś do picia. Kupić ci coś?
Harry zaprzeczył ruchem głowy, wyciągając w połowie wypitą butelkę wody ze swojej torby. Louis pokiwał głową, rzucając w kierunku Harry’ego szybkie „zaraz wrócę” i udał się do budki.
Powrócił po niecałych kilku minutach, jego kieszenie były cieńsze o jakieś 2 funty, ale za to w rękach trzymał zimne piwo. Usiadł obok chłopaka biorąc długiego łyka, rozkoszując się mocnym smakiem który spływał po jego gardle. Cały czas czuł na sobie spojrzenie, które patrzyły w skupieniu.
- Och, nie masz nic przeciwko? Wiem że nie pijesz, więc zrozumiem jeżeli nie będziesz chciał, abym pił w twoim towarzystwie… - Louis zapytał. Harry jednak zaprzeczył zdecydowanie głową. Spojrzenie Louisa było ciekawe i zainteresowane, kiedy popatrzył na Harry’ego, na co on westchnął i pokazał ręką, że nie o to mu chodzi.
- Powiedz mi o czym myślisz. - zaproponował, wyciągając z torby Harry’ego notatnik, który zabrali z pokoju. Położył go razem z długopisem na kolanach chłopaka i uśmiechnął się triumfalnie, na co Harry westchnął i otworzył notatnik.
Zastanawiałem się tylko jakie to jest, tak ogólne…
Brwi Louisa delikatnie się zmarszczyły. – Co masz na myśli? W sensie że smak? – Zapytał, ruszając delikatnie butelką przed oczami Harry’ego. – Bo jeżeli chcesz, to możesz spróbować, nie mam nic przeciwko. - Przysunął butelkę bliżej ust Harry’ego, nie zważając na to że praktycznie dotykała ona jego ust. Harry zmarszczył nos i odsunął od siebie butelkę, znów chwytając notatnik.
Nie, nie o to mi chodziło. Miałem na myśli jak to jest się upić.
- Och… - Louis powiedział delikatnie. – Nigdy się nie upiłeś? - jego głos nie był protekcjonalny, bardziej delikatny i pytając.
Harry popatrzał na ziemię, przygryzając wnętrze swych policzków.
- Chcesz żebym powiedział Ci, jak to jest? Tego chcesz?
Chłopiec podniósł długopis i szybko nakreślił coś na papierze.
Proszę.
Spojrzał w górę, a jego zielone tęczówki zalśniły w słońcu. Jego uśmiech nie był wypełniony żalem, jednak nie był również szczęśliwy. To było troszkę tak, jakby był onieśmielony swoim brakiem doświadczeń z alkoholem. Nie czuł się dobrze z tym, że nigdy nie zachowywał się ja normalny nastolatek. Ale Louis nie lubił normalnych: lubił Harry’ego.
- Ja… Nie ma w tym niczego specjalnego. Jeżeli mam być szczery picie nie ma wielu zalet. Mam na myśli, zapominasz co robiłeś, jeżeli naprawdę się upijesz, budzisz się z okropnym bólem głowy, a sam alkohol smakuje jak gówno. Ale wiesz, chodzi tylko o tą przyjemną fazę zaraz po wypiciu. Może też chodzi tylko o fakt, że jest niezdrowy. Wiesz, następnego dnia będziesz czuł się jak totalne gówno i wiesz ze prawdopodobniej zrobisz coś głupiego. Jednak jest to sposób na to, by odciąć się w pewien sposób od swoich problemów, chociaż na chwilę, więc dlatego nadal piję. Jeżeli mam być szczery, żałuję że tak wcześnie zacząłem pić. Nie byłem oczywiście niedorzecznie młody, ani nic z tych rzeczy, tylko wydaje mi się, że przez to teraz nie jest to aż tak ekscytujące. Więc nie straciłeś zbyt wiele, nadal masz czas . Nawet nie jesteś pełnoletni, więc twój pierwszy drink w wieku 18 lat będzie bardziej ekscytujący od mojego.
Harry siedział chwilę w zamyśleniu. Jego oczy wędrowały po kartce w momencie kiedy Louis mówił.
Sądzisz, że nie zjebałem tym swojego dzieciństwa? Ja tylko… Ja widzę jak wszyscy w moim wieku właśnie żyją w ten sposób, w sensie imprezują w każdy weekend i opijają się. Czuję się trochę, jakbym coś stracił.
- Co - nie Hazz, oczywiście że nic nie straciłeś! Nawet tak nie myśl, okej? Twoje życie jest tak samo dobre jak ich, a może nawet i lepsze, ponieważ Ty nie spędzasz każdej niedzieli przytulając się ze swoją toaletą i wypluwając sobie żołądek. Naprawdę, masz jeszcze tyle czasu żeby tego spróbować. Oni robią to tylko po to, aby wyglądać na fajnych, a tak naprawdę są tego całkowitym przeciwieństwem. Jak teraz na to patrzę, to w momencie, kiedy zacząłem pic wyglądałem jak totalny pozer.
Harry zaśmiał się na wspomnienie młodszego, pijanego i zachowującego się głupio Louisa. Jednak nawet takie myśli nadal sprawiały że był on wspaniały, dużo lepszy od wszystkich innych nastolatków.
Chłopak wydawał się czuć bardziej swobodnie. Napisał coś na papierze jednak zaraz po tym, jego oczy rozświetliły się i spojrzał na Louisa, po czym znów na kartkę. Rumieniec pojawił się na jego twarzy.
- Oj. - Louis zaprotestował, kiedy Harry próbował wykreślić to co napisał. Jego sprzeciw podziałał na akcję Harry’ego, który popatrzył na niego swoimi pięknymi oczami. Louis wykorzystał ten brak koncentracji chłopaka na swoją korzyść. Rzucił się na Harry’ego (dobrze że najpierw odłożył butelkę z piwem na bok) i starał się odebrać mu kartkę. Chłopak szybko zareagował i zaczął mocować się z Louisem, jednocześnie trzymając notes. Niestety nogi chłopaka z rozmierzwionymi włosami, zaplotły nogi Harry’ego, a swoimi dłońmi zaczął go delikatnie łaskotać sprawiając, że książka wyleciała z jego rąk.
Wciąż siedząc na Harrym, podniósł sobie kartkę bliżej oczu i przeczytał.
Kupisz mi mojego pierwszego, legalnego drinka?
Harry zarumienił się niesamowicie pod Louisem. Może było to spowodowane pozycją w jakiej leżał lub zawstydził się słów, które napisał.
- Hazz. - Louis powiedział bez żadnej drwiny, jednak z radością i w niedowierzaniu. – Naprawdę tego chcesz?
Harry patrzał na Louisa zastanawiając się nad tym, czy powiedzieć prawdę czy też nie. Jego oczy wpatrywały się w liść drzewa, które znajdowało się nad nimi poszukując odpowiedzi. Wzruszenie ramionami było wszystkim co wykonał. To nie było ani tak ani nie. Harry starał się tym gestem zasłonić to co działało się teraz w jego głowie, która wręcz krzyczała tak, tak, tak.
- Dobrze… jeżeli chcesz, to będzie dla mnie zaszczyt.- Louis powiedział dyplomatycznie, nie chcąc pokazać Harry’emu co tak naprawdę widzi w jego oczach.
Te oczy znów zdradziły go, nawet jeżeli nie patrzał centralnie w nie. Ujawniły światu radość i entuzjazm tego chłopaka. Uśmiech powoli stawał się szerokim i zaczął pokazywać piękne zęby Harry’ego na co Louis chał przejechać swoim językiem po – Boże, nie… znowu. Już po prostu nie kontroluje swoich myśli.
A potem Louis przypomniał sobie, że nadal siedzi na Harrym. Nie chciał nadużyć tego, że chłopak pozwolił mu zająć miejsce na swoich biodrach. Nie chciał, aby poczuł się niekomfortowo, a jednocześnie sam nie chciał, żeby przytrafiło się to jemu, dlatego właśnie zszedł z chłopaka i usiadł ze skrzyżowanymi nogami obok niego.
Nie zauważył małego promyczka zawodu w oczach Harry’ego, gdy to zrobił. Na jego czole pojawiła się zmarszczka, a palce delikatnie drgnęły jakby nie chciał puszczać chłopaka.
- Usiądź. – Louis zaproponował, chwytając rękę Harry’ego by pociągnąć go do pozycji siedzącej. Tym razem Louis nie przegapił rumieńca na twarzy chłopaka. Udał jednak że nic nie zauważył, choć na jego twarz cisnął się uśmiech.
- Powiedz mi, co chcesz wiedzieć.- powiedział oddając notatnik Harry’emu.
Harry odebrał go i chwilę zastanawiał się nad pytaniem trzymając końcówkę długopisu w ustach.
Opowiedz mi o swojej osiemnastce.
- Moja osiemnastaka? Naprawdę nie była jakaś szczególna. Moje urodziny są w Wigilię, więc moja mama nie pozwoliła mi pić. Dlatego poszedłem sobie jedynie z Zaynem do pobliskiego baru na jednego drinka, ale nie było to czymś wyjątkowym, gdyż barman sprzedawał nam alkohol już od momentu jak skończyliśmy 17 lat.
Och… A twoje 19 urodziny?
Twarz Louisa rozświetlił uśmiech. – Moje 19 urodziny były już o wiele lepsze, uwierz mi. To nie było dokładnie w moje urodziny, tylko około nowego Roku, kiedy świętowaliśmy . Ja, Zayn, Liam i Niall pojechaliśmy do Magaluf, o mój Boże, to był najlepiej spędzony czas w moim życiu. To było zupełnie coś niespodziewanego, ponieważ nie wiedziałem o wyjeździe, aż do dnia, w którym mieliśmy się na niego udać. Jeżeli mam być szczery to byłem nawet trochę smutny, bo chłopaki udawali że nie pamiętają o moich urodzinach. Potem jednak dostałem dla mnie bilet i było wspaniale. Dużo piliśmy. Każdej nocy byliśmy zalani w trupa. Tańczyliśmy, pływaliśmy nago-
Oczy Harry’ego otworzyły się w szoku.
Pływanie nago?!
Louis zaczął się śmiać. – Wiem. Byłem zalany w trupa, tym bardziej się dziwię dlaczego to pamiętam. Ale to było świetne. Nie wiem dlaczego to zrobiłem. Byłem tam tylko ja i Zayn i to było takie… zabawne. Było tak zimno, że chyba sobie odmroziłem fiuta, ale i tak było wspaniale.
Harry wybuchnął śmiechem w momencie kiedy Louis skończył, a jego przyjaciel zrobił to samo. Głowę odchylał do tyłu, a usta wykrzywione były w najszerszym uśmiechu jaki można było kiedykolwiek zobaczyć. Chwilę się pośmiał, po czym powoli zaczął się uspokajać najprawdopodobniej starając się wyrzucić wspomnienie o tym co robił Louis z głowy.
- Po prostu skończmy temat. - Louis zachichotał. Nie żeby miał jakiś problem z tym, że śmiech Harry’ego był skierowany w jego stronę.
Co jeszcze tam robiłeś? Oprócz pływania nago…
- W porządku, pozwól mi pomyśleć… Nie przypominam sobie o niczym szczególnym. Aaaaa… Wiem!!! Miałem swoją wakacyjną miłość. – Louis zamrugał.
O naprawdę? Opowiedz mi o nim!
- Był naprawdę nudny, jeżeli mam być szczery. Ale w tamtym momencie wszystko czego potrzebowałem, to dobrego seksu, więc zbytnio nie przejmowałem się tym jak się z nim rozmawia. Spotykaliśmy się każdej nocy w klubie i robiliśmy to co nakazywała nam matka natura. Tak na to teraz patrząc to nie była jednak wakacyjna miłość. Bardziej coś w rodzaju seks znajomości. To nie brzmi dobrze, prawda?
Harry się rumienił, kiedy pisał następne słowa. Delikatnie przygryzał swoją wargę. kiedy podawał Louisowi swój notatnik.
Lubię wakacyjne miłości. Są takie słodkie…
Louis chciał teraz zrobić coś na rodzaj „awww” Jednak się powstrzymał. – Moja nie była słodka. Szybki seks na leżaku nie był najbardziej romantyczną rzeczą na świecie. – Razem z Harrym delikatnie się zaśmiali.
Ale wiesz, mam na myśli, że ja nie poderwałbym kolesia, który był tak nudny jak twój, oczywiście.
Oczy Louisa stały się szersze po tym jak przeczytał kilka razy zdanie, które Harry mu napisał. Zawiesił się nad jednym słowem: koleś. Nie potrafił wydobyć z siebie słowa. – Kolesia?
W tamtym momencie, Harry naprawdę się zarumienił. Jego policzki były nieziemsko różowe, a sam starał się jakoś zakryć je w swoich rękach. Pokiwał głową w potwierdzeniu, a Louis uśmiechnął się uspokajająco, jakby starał się powiedzieć że wszystko w porządku. Zawsze będzie w porządku. Był przecież z pewnością najbardziej gejowską osobą, jaką spotkał na swojej drodze Harry, więc niebyło rzeczy we wszechświecie, dzięki której chłopak miałby traktować go jakoś inaczej niż przedtem.
Oczywiście nie chciał aby wydostało się to z jego ust, jednak to się stało. Louis był trochę zszokowany, ale szczęśliwy. Ta sytuacja była spokojna i raczej niezbyt ponaglająca. Nie sprawiła, że wyznanie było zbyt ciężkie albo wielkie, po prostu wydostały się - hipotetycznie z ust Harry’ego jak gdyby były to zwykłe słowa. To musiało być prostsze dla chłopaka. Powiedzenie mu tego teraz i w takiej sytuacji, więc Louis był szczęśliwy że wszystko już było jasne. Plus to znaczyło że jego zauroczenie nie było skierowane całkowicie do chłopaka, który był heteroseksualny.
Dobra zostawmy ten temat. Czy Magaluf było najdalszym miejscem w które pojechałeś? W sensie że pobawić się..
- Tak to był jedyny raz. Nie mogę sobie teraz na to pozwolić. Dziwi mnie, że chłopaków na to stać. Jest tam dość drogo, te wszystkie drinki i w ogóle… Ale zapłacili za mój bilet i za wszystko. Mógłbym wyjechać do Londynu , dałbym jeszcze radę zebrać na to pieniądze, jednak za granicę mnie nie stać. A Ty chciałbyś pojechać? W sensie podróżować po to by chodzić do klubów, oczywiście jeżeli byś pił.
Nie, prawdopodobnie nie. Znaczy nie chcę, żebyś źle mnie zrozumiał. Kocham podróżować do innych krajów na wakacje na przykład, ale nigdy dla jednego celu. Znaczy nie wiem, ale czy jest jakaś różnica pomiędzy chodzeniem do klubów tutaj, a na przykład w innym państwie… Czy to jakieś specjalne?
- Niezbyt. Prawdopodobnie jedyną różnicą jest cena. Wszyscy znajdują się w tych miejscach, żeby dobrze się bawić, więc w sumie to nie jest to ani trochę lepsze. Jeżeli jedziesz tam tylko po to, aby się upić to równie dobrze możesz to zrobić w naszym klubie. Clubbing to clubbing; pijesz, tańczysz i znów pijesz. – Louis westchnął nonszalancko.
Czy dlatego to lubisz. Taniec i cała ta reszta? Czy lubisz to jedynie dzięki temu uczuciu, które towarzyszy się podczas niego?
Louis chwilę myślał nad odpowiedzią. Tamten taniec nie był do końca tańcem, pomijając to show, które pokazał ostatnim razem; zazwyczaj tego nie robił. – Wydaje mi się że tak, ale wiesz to nie to samo, czy to w ogóle ma jakiś sens? Tańczenie na scenie jest czymś innym. To jest jak rutyna, w którą wkładasz całe serce, a w klubach to bardziej takie… surowe. Nie musisz się zbytnio przykładać. To alkohol daje Ci luz, a nie tanieć. To zabawne, ale jednocześnie nie takie same, rozumiesz? To tak jak inaczej się czujesz w momencie, kiedy grasz na swoim i na kogoś pianinie. Kiedy ja gram na twoim brzmi ono dobrze, w całości, a na moim już nie jest tak samo.
Oczy Harry’ego były szerokie w momencie, kiedy patrzył na Louisa, starając się pomóc mu wyjaśnić jakoś jego więź z jego własnym pianinem.
- Tak przypuszczam, że lubię go.- Louis odpowiedział z uśmiechem i pokiwał głową. Harry zrobił to samo szczęśliwy, kiedy zrozumiał, a to zaś sprawiło że serce Louisa zabiło szybciej. - To zależy od sytuacji.
Harry energicznie pokiwał głową. Nagle jakby całe ciało Harry’ego zamarło, a jego uszy wbiły się w otoczenie. Cała jego uwaga zwrócona była teraz na mały zespół, który stał przy fontannie. Grali w tle jakieś klasyczne kawałki, wykorzystując popularny park i ładną pogodę. Był tam gitarzysta, basista, wokalista, który jednocześnie grał na keyboardzie i dwoje ludzi, którzy grali na trąbkach. Nie byli źli, jednak nie przyciągali zbyt dużej uwagi w parku.
Twarz Harry’ego rozjaśniła, kiedy rozmyślał nad słowami wypowiedzianymi przez piosenkarza. Uśmiech wymalował się na całej jego twarzy, kiedy zobaczył że muzycy przygotowują swoje instrumenty i ćwiczą początek piosenki, na której dźwięk Harry’ego tak się ekscytował.
W momencie kiedy Louis miał zapytać co się stało, Harry napisał szybko na papierze i pokazał Louisowi.
Będą grali Steviego Wondera! Mojego ulubionego wokalistę!
Louis zobaczył że twarz Harry’ego rozświetliła się i zaczęła rozbłyskać radością, tylko dlatego, że zespół grał jego ulubioną piosenkę. Muzyka znaczyła dla Harry’ego wiele, to było oczywiste, a Stevie Wonder to był już zupełnie inny poziom. Louis nie znał wcześniej osoby, która aż tak zachwycałaby się jakimś artystą, a miał siostry, które zachwycały się Justinem Bieberem. Chłopak jednak nie przejmował się tym; a tak naprawdę kochał to. Harry uwielbiał tego mężczyznę tak bardzo, że nie dało się tego opisać. Wyglądało na to, że chłopak robił się przy tych piosenkach jakiś spokojniejszy. Nawet jeżeli miały one dość mocne brzmienie, Harry relaksował się przy nich i wchodził w stan spokoju i rozkoszy. Jego muzyka wiele znaczyła dla chłopaka.
Więc tak szybko jak Louis zauważył, że słowa mieszają się z niepowtarzalnym wyrazem twarzy chłopaka, chwycił Harry’ego za rękę i pomógł wstać z ziemi. Nie tracił czasu- choć miał pewne opory - młodszy chłopak podszedł do małego tłumu, który zebrał się wokół zespołu. Dotarli tam w momencie, kiedy zaczynali grać pierwszą nutę, a uśmiech Harry’ego stawał się coraz szerszy.
Louis tak bardzo kochał, kiedy Harry się śmiał. Nigdy nie było to wykonywane na siłę albo nie na miejscu, nigdy zbyt duży ani za mały. Zawsze taki jaki powinien być. Kiedy Harry ujawniał swoje śnieżnobiałe ząbki, serce Louisa aż podskakiwało. Pokazywał o tym skromnym gestem swoje niesamowite szczęście i radość. Pomyśleć, że jakieś kilka tygodni temu zobaczyć na jego twarzy delikatny i nieśmiały uśmiech to było osiągnięcie. To pokazywało dokładnie Louisowi czego dokonał. Było tak jak miało być, a Louis niczego nie chciał zmieniać. Harry wyglądał na szczerze szczęśliwego i tylko się liczyło, jednak część jego nadal przypominała mu o tym co naprawdę czuł i czym nie chciał przerazić chłopaka.
Muzyka sama w sobie była zaraźliwa, ale i tak nie przebiła uśmiechu Harry’ego. Louis uśmiechał się tak mocno, że bolały go policzki, ale nawet to nie zmusiło go do zaprzestania tej czynności. Stał za Harrym, który zginął gdzieś w melodii nawet, jeżeli głos wokalisty w żadnym stopniu nie przypominał Stevie’go - choć tak naprawdę na całym świecie nie było kogoś kto mógłby mu dorównać - i obejmował go w pasie.
Harry ani trochę się nie sprzeciwiał, może był w lekkim szoku, ale tak długo jak czuł na swoim ramieniu brodę Louisa i słyszał delikatne słowa, które śpiewał do jego ucha, był zrelaksowany w tym uścisku. Ręce chłopaka z lokami skrzyżowane były na brzuchu i trzymały ręce Louisa, który bujał ich ciałami delikatnie tańcząc do muzyki.
Nie zwracali uwagi na otoczenie. Pogubili się gdzieś we własnej radości i czuli ciepła swoich ciał. Zamknięci byli w bańce szczęścia.
Na złość niestety ktoś musiał im ją przebić.
Telefon Louisa zawibrował w jego kieszeni, na szczęście wtedy, kiedy piosenka się już kończyła i kiedy czekali na następną, jednak wciąż wciągało ich to w pewien sposób w trans. Chłopak wyciągnął go i nacisnął przycisk akceptacji nie zawracając sobie głowy tym aby sprawdzić numer telefonu dzwoniącego. Wszystko czego chciał to odrzucić połączenie i spędzić resztę popołudnia z Harrym w spokoju.
- Cześć? – Zapytał. Wyglądało na to że zespół zamierza zagrać jakąś piosenkę, która nie była znana ani dla Louisa ani dla Harry’ego, więc pokiwaniem głowy chłopak z rozmierzwionymi włosami wskazał, aby wrócili na swoje miejsce.
- Cześć stary.
Zayn
Kurwa.
Louis popatrzał na Harry’ego, który szedł przed nim starając się być niezauważonym. Chłopak naprawdę nie chciał teraz rozmawiać z Zaynem. Co jeżeli stanie się to co ostatnio. Nie miał zamiaru i chęci tego powtarzać. Oczywiście obiecał sobie, że nigdy nie zrobi czegoś podobnego, jednak nie wiedział co ma powiedzieć. Tyle razy odgrywał sobie tę scenę w głowie i wymyślał różne rozwiązania, jednak teraz wszystko stało się zamglone.
- O-oł Zayn - em hej, co tam?- wyjąkał zanim zmusił się do tego by zachowywać się normalnie.
- Nic ciekawego, tylko rozmyślałem co robisz? - w głosie Zayna było coś, czego Louis nie potrafił określić, lub po prostu bezpieczniej było nie zabierać się za to.
- Em… nic wielkiego, tylko odpoczywam.- Louis zdał sobie sprawę z tego jak dziwnie brzmiało. Na pewno nie jak osoba, która tylko wypoczywa.
-Na prawdę wypoczywasz? Gdzie tak miło “spędzasz czas”? - Louis praktycznie czuł oskarżycielski wzrok Zayna przez telefon, widział te cudzysłowy które tworzył w powietrzu.
- W parku. - Louis nadal przyglądał się Harry’emu, który zbliżał się do drzewa.
Kiedy młodszy chłopak przewrócił się o własne nogi, Louis musiał zakryć dłonią twarz, aby nie wybuchnąć śmiechem. Szybko pozbierał się z ziemi i rozejrzał się dookoła, by sprawdzić czy nikt nie patrzył. Oczy Harry’ego spotkały się z jego, a chłopak zaczął delikatnie chichotać . Harry zarumienił się i pokazał Louisowi środkowy palec, na co chłopak zaczął jeszcze bardziej się śmiać. Usiadł przy drzewie, udając, że się dąsa jednak w jego grze zdradził go delikatny uśmiech.
- Louis? Jesteś tam? - Usłyszał w telefonie. Przypomniał sobie że nadal jest na linii i odkaszlał głośno starając się wyrzucić ze swojej głowy Harry’ego, który przewraca się.
- Tak, pewnie, przepraszam. Co mówiłeś?
- Mówię, że jestem niedaleko parku i mogę do ciebie dołączyć jeżeli chcesz. - Zayn zaoferował.
- Nie! - Louis wybuchnął, jednak odchrząknął by się poprawić. – Miałem na myśli, nie ma takiej potrzeby. Zaraz i tak idę…
- Z pewnością zostaniesz trochę dłużej, żeby zobaczyć swojego przyjaciela? Nie widziałem Cę wieki. Nie spotykasz się z nami w soboty…
- Uhm… Byłem zajęty na Uniwersytecie, to wszystko. Soboty są najlepszymi dniami żeby trochę poćwiczyć. - Louis skłamał. No dobra w pewnym sensie. Technicznie znajdował się w soboty w uniwersytecie, ale nie pracował.
- Ale masz czas żeby wyjść do parku? Prawda? - Zayn odpowiedział sarkastycznie.
- Ja pracuje! Tak, kończę esej. Zażywam słońca, wiesz?
Louis usłyszał jakieś pomruki za swoją głową. Nie wiedział kto to, jednak na pewno ta osoba nie była za szczęśliwa.
-Więc nie jesteś tam z nikim w tym momencie, prawda? - Zayn badał.
Louis zamarł. Co miał powiedzieć? Już miał powiedzieć prawdę jednak coś mu na to nie pozwalało, może to przez ten ostry ton głosu Zayna. – Umm.. Więc ja…
- Do kurwy nędzy, Lou. – Zayn odpowiedział po czym rozłączył się nagle. Louis odciągnął telefon od ucha i patrzył na niego ze zdziwieniem. Dobra tego się nie spodziewał. Zayn nigdy nie rozłączał się pierwszy, raczej zazwyczaj mówił o tym drugiej osobie. Szczególnie z Louisem. Mówił mu zawsze dlaczego go wkurwił i mówił to prosto z mostu. Złość na Louisa w przypadku Zayna nie trafiała się często. Był bardzo tolerancyjny w stosunku do niego, jednak zdarzały się momenty, kiedy musiał na niego pokrzyczeć i powiedzieć mu, aby się odpieprzył.
Właśnie dlatego dzisiejszy raz był dla Louisa szokiem. Chłopak rozłączył się z nim i zostawił go na krawędzi totalnego osłupienia. Kiedy kierował się do leniuchującego chłopaka, usłyszał że ktoś szybko podbiega do niego. Myśląc, że jest to jedynie jakieś dziecko, któremu uciekła piłka Louis nadal szedł w kierunku Harry’ego, który zauważył go i uśmiechnął się machając mu.
-Hej Hazz chciałbyś moż… - Louis zaczął wołać chłopaka, jednak przerwał mu znajomy głos, który zabrzmiał zaraz za jego plecami. Był tak zimny, że aż po plecach chłopaka przeszły ciarki.
- Hazz? - Głos był stanowczy, ostry i mściwy. Nie taki, jakim zazwyczaj pamiętał go Louis. To było tak jakby postać, która znajdowała się za nim, na twarzy miała wymalowane jedynie właśnie te emocje.
- Kurwa - Louis wymruczał, zaciskając mocno oczy i zasłaniając ręką twarz w udręczeniu. Oczywiście to musiało się kiedyś zdarzyć. Nie mógł przeżyć jednego dnia, aby coś złego nie zdarzyło się w jego życiu.
Obrócił się na pięcie, by zmierzyć się twarzą w twarz z głosem.
Zayn.
Niall i Liam stali z tyłu, jednak wiadome było, że Zayn ma do powiedzenia więcej w tej sytuacji, dlatego właśnie staną z przodu.
Louis pomasował sobie tył głowy w zakłopotaniu. – Stary wszystko w porządku? - jego ton głosu był delikatnie zdławiony, ponieważ… Boże kto wiedział jak bardzo napastliwy mógł być Zayn w takim stanie.
- Hazz? - znowu powtórzył, tym razem jakby chciał je wypluć na jego twarz.
- Poczekaj Zayn, mogę wyjaś-
- Więc jesteśmy już w momencie, kiedy nadajemy sobie zdrobnienia. Hazz to przypuszczam krótsza forma od Harry?
- A co, jeżeli jest? Jaką robi ci to różnicę? - Louis zażartował.
- Robi mi różnicę, jeżeli mnie okłamujesz!
- Przestań stary, nie denerwuj się z takiego powodu. Tak naprawdę to nawet Cię nie okłamałem, nie dałeś mi przecież szansy żeby wyjaśnić. - Louis zaczął się plątać.
- Będę robił, jeżeli będę chciał! Kurwa Louis, Ty byś nigdy tego nie wyjaśnił. Dawałem Ci miliony szans, a nie wykorzystałeś ani jednej.
-Nie wiedziałem że tutaj byłeś! Powiedziałby Ci, jeżeli bym wiedział!
- Więc powiedziałbyś mi że jesteś tutaj z pojebańcem? – Zayn odburknął szybko, stając bliżej.
To było jak wulkan w klatce piersiowej Louisa, który został obudzony i spowodował że w jego żyłach wybuchł gniew, przepływając przez jego ciało wraz z jego słowami.
- Nie nazywaj go tak. – odwarknął głośno. Jego postura była defensywna, pięści zaciśnięte przy ciele. Oczywiście nie zamierzał powoływać się na przemoc, nie na swoim najlepszym przyjacielu, jednak w jakiś sposób musiał powstrzymać zdenerwowanie, które się w nim rodziło.
- Ale właśnie taki jest, nie prawdaż? To jest człowiek, który nie potrafi mówić? Nie jest nikim więcej jak tylko popierdoleńcem.- Zayn powiedział to w taki sposób, jakby tylko w taki sposób dało się opisać Harry’ego i wszyscy musieli się z tym zgadzać.
- Jest moim przyjacielem. Jest daleki od… tego.
Słowa Louisa zszokowały Zayna. Popchnął delikatnie chłopaka. Jego oczy były szerokie, czoło zmarszczyło się. Może właśnie takie były jego przeprosiny za tą scenę, którą właśnie mu odstawił, jednak Louis nie zastanawiał się. Za nim, Niall i Liam wyglądali na lekko zszokowanych, rzucając chłopakowi z rozmierzwionymi włosami dziwne spojrzenia.
- Jest twoim… przyjacielem? – Zany powiedział a w jego głosie można było usłyszeć ton zdegustowania.
- Tak co w tym złego?- Louis szybko wyrzucił słowa, pewny siebie odrzucając głowę do tyłu jakby jedyne co zaraz miał zrobić to zacząć walczyć. Oczywiście że tego nie zrobił, jednak dużo ryzykował tą odpowiedzią.
- Wszystko. – Głos Zayna był rozdrażniony i mówił jakby to była najbardziej oczywista rzecz w świecie. Ręce uniesione były do góry jakby chciał pokazać Louisowi o co mu chodziło.
Niall stanął bliżej, a jego irlandzki akcent przerwał kłótnie. – Jeżeli jest twoim przyjacielem to możemy się z nim spotkać?
Usta Louisa zacisnęły się mocno. Wiedział o co im chodzi. Wyśmiewali się z tego, jak bardzo chciał chronić chłopaka. Chcieli żeby zareagował, chcieli żeby upadł na kolana i przyznał się że to wszystko to jeden wielki kawał.
Jednak Louis nie mógł tego robić, nie chciał. Wiedział że te dwie części jego życia muszą być od siebie odseparowane, zadecydował o tym już dawno. Harry był jedną częścią, chłopaki drugą. Nie można było ich połączyć. Jeżeli teraz udają się do Harry’ego, linia zostanie złamana, a to nie wróży niczego dobrego dla chłopaka z lokami. To przygłuszy go i przytłoczy. Podejście do niego teraz tak rozwścieczonych osób zszokuje go, a w dodatku Zayn nie odpuści sobie jakiegoś żartu i drwiny w jego stronę.
Byli mili, nie przyjaźniłby się z nimi inaczej, jednak byli tylko nastolatkami. Trzymali się jedyni z ludźmi, których nie było potrzeby prześladować, a na życie mieli czarno białe spojrzenie. Z Louisem było inaczej. Otwarty był na życie i na różne sytuacje, które spotykają w nim ludzi, głównie dlatego, iż sam był gejem. Często spędzał czas z ludźmi, którzy nie byli klasyfikowani jako normalni i sam był jednym z nich. Wolał ich, od tych zwykłych ludzi- może jedynie z wyjątkiem tych trzech facetów, którzy stali przed nim.
Zwrócił uwagę na Harry’ego, ponieważ nie był tylko człowiekiem, który myli i na tym koniec. Sięgał on w głąb swojego mózgu i wyciągał z niego różne teorie i idee - czego ludzie tacy jak Zayn nigdy nie zrobią. Był otwarty na nowe rzeczy.
Chciał żeby go poznali, jednak wiedział, że nie może się to zdarzyć, szczególnie, jeżeli poznają się z nim w takim stanie jak teraz. Byli sfrustrowani i źli i wiedział, że Harry na pewno nie będzie w stanie rozmawiać z ludźmi w takim nastroju. Chciał go po prostu chronić od tych myśli, które z pewnością będą krążyły po jego głowie zaraz po spotkaniu. Zayn nawet nie miał zamaiaru ukrywać swojej niechęci do chłopaka, a chłopak z kręconymi włosami będzie potem przez następny czas rozmyślał o tym dlaczego i co mu takiego zrobił. Harry był szczęśliwy, a on nie chciał temu zagrażać.
- Nie - Louis zaczął. – Nie możecie. Nie mogę ryzykować tego, że go skrzywdzicie, ponieważ znam was i wiem że to zrobicie. Nie pozwolę wam na to. Jest moim przyjacielem i nie przestanę tylko i wyłącznie z tego powodu, że wam się to nie podoba. Nie musicie znać go ani kolegować się z nim, więc po prostu zostawcie temat i zapomnijcie, że nawet go znam, w porządku?
Słowa Louisa nie były ani wymuszone ani ostre, ale były surowe i wyraziste. To było oczywiste, że Zayn domyśli się o co chodzi i załapie temat. Louis jeszcze nigdy nie był tak zainteresowany żadnym człowiekiem. Mógł powiedzieć, że chłopak zaczynał robić się coraz bardziej poważny i stał na granicy zdenerwowania w momencie, kiedy Zayn wziął kolejny krok do przodu. Zły Louis był arogancki, był niesamowicie unikalny w tym uczuciu. Zayn musiał przyznać, iż czuł niesamowitą ochotę do zepchnięcia go z tej krawędzi, jednak wiedział, że nie jest to najlepszy pomysł. Sam był zły, bardziej dlatego, że Louis go okłamał, niż dlatego, że przyjaźni się z kimś takim jak Harry, jednak przytaczając wypowiedź swojego przyjaciela, nie był to jego biznes.
- W porządku, w porządku. - Poddał się, podnosząc ręce do góry i biorąc krok do tyłu. Louis poczuł ulgę w momencie, kiedy Zayn rzucił mu krótkie pożegnanie odwrócił się i odszedł wraz z ich dwoma przyjaciółmi.
Louis zasłonił sobie ręką twarz, po czym przeczesał dłonią włosy. Poszło mu lepiej niż przypuszczał. Zayn wiedział, kiedy skończyć, kiedy chodziło o Louisa. Louis wiedział, że kiedyś musi o tym porozmawiać z chłopakami, jednak teraz nie martwił się o to.
Obrócił się i zobaczył Harry’ego, który przyglądał się nieprzerwanie. Jego wzrok był ciekawy, jednak po tej małej zmarszczę na jego czole, można było wyczytać t, że w jakiś sposób wiedział czego dotyczyła. W momencie, kiedy Louis podszedł bliżej, starał się nie pokazać bólu jaki czuł. Harry oczywiście nie słyszał rozmowy, a Louis chyba musiał za to podziękować Bogu. Jedyne co wiedział to, że coś było nie tak pomiędzy Louisem, a tym chłopakiem, jednak nie wiedział ani co ani dlaczego się kłócili.
Louis osunął się ociężale obok drzewa siadając blisko chłopaka. Głowa chłopca odwróciła się w jego kierunku, jakby chciał zapytać czy wszystko z nim w porządku. Louis pokiwał głową, mówiąc mu, że to nic takiego, prosząc go również o nie zadawanie kolejnych pytań, ponieważ nie chciał się za bardzo zagłębiać w ten temat. Przesłuchujący wzrok Harry’ego nie ustępował jednak. To było tak jakby niesamowite, chciał wiedzieć co się stało, ponieważ po prostu martwił się o starszego chłopaka i chciał się upewnić że wszystko w porządku.
Wszystko dobrze?
Harry napisał, pokazując Louisowi troskę w swoim wzroku.
Louis uśmiechnął się, przerzucając swoją rękę przez ramie Harry’ego i pozwalając mu na to, by jednocześnie jego głowa mogła wtulić się w zagłębienie jego szyi. –
-Jesteś tutaj, prawda? Oczywiście, że jest dobrze; nawet lepiej niż dobrze.
Ciepło promieniowało po klatce piersiowej Louisa, który ubrany był w cienki podkoszulek w paski, kiedy leżeli na trawie. Okulary spoczywały na jego nosie, a jego twarz, na szczęście, nie musiała być pokryta kremem przeciwsłonecznym. To było zmorą jego życia, konieczność smarowania nim skóry swoich sióstr, każdego dnia na wakacjach, stała się wystarczającym powodem do tego, aby nie używać go już nigdy . Szczególnie wtedy, kiedy nalegały, aby wysmarował im praktycznie całe ciało.
To było dziwne że ten dzień był taki ładny, kiedy poprzedni nie przyniósł niczego innego jak tylko deszcz, zachmurzone niebo i burzę. Louis postanowił wykorzystać w pełni taką piękną pogodę, zabierając Harry’ego znowu do parku.
To przypomniało mu jak pierwszy raz razem wyszli, wtedy, kiedy zdarzył się ten cały incydent w barze. Ich lody już były zjedzone, a żołądki rozpływały się w kremowej rozkoszy, która jednocześnie sprawiła, że ręce Louisa były brudne. Nie chcieli udawać się na wzgórze w taki dzień jak ten, dla Anglii – bardzo upalny, więc zajęli miejsce obok fontanny pod dużym dębem, który dawał im chłodny cień. Do końca jednak nie powstrzymało to promieni słońca, które delikatnie ogrzewały niektóre części ciała Louisa. Nie sięgały jednak Harry’ego, który znajdował się bliżej pnia drzewa.
Louis patrzał na chłopaka podpierając się o drzewo. Nogi miał wyprostowane i skrzyżowane w kostkach, ręce zaś złożone razem. Jeden promień słońca przedostawał się przez liście i oświetlał część okularów, nosa i kącik jego ust. Jego mleczna skóra nie była rozpromieniona. Nie była ona oczywiście całkowicie blada, ponieważ w pewien sposób lśniła, kiedy padało na nią słońce.
Jego ubiór nie był do końca przystosowany do tak słonecznego dnia jak ten, jednak Louis nie zwracał mu przez to zbytniej uwagi, ponieważ chłopak ubrał się do temperatury jaka panowała w klimatyzowanym pomieszczeniu z pianinem. W głębi siebie Louis pragnął, aby zrobiło się tak ciepło, by jego przyjaciel musiał ściągnąć z siebie tę koszulkę z Ramones i ukazać ten długi, nieziemsko długi, nęcący, warty ściskania, zostawiania czerwonych śladów, masowania, liz- kurwa, udajmy że to się nie zdarzyło.
Wyglądał na tak spokojnego, zabrzmiało to trochę jakby był martwy , ale naprawdę tak wyglądał. Nie mógł nawet powiedzieć, kiedy jego oczy były zamknięte, a kiedy otwarte, ponieważ znajdował się za Ray Banami. Wyglądał prawie jak jakaś gwiazda rocka, która leniuchowała przed ciężkim występem. Dziko ułożone włosy dodawały mu wyglądu i dopełniały ubranie. Nagle w jego głowie pojawił się Harry w eyeliner’rze. Bardzo podobał mu się ten obrazek. Może nawet za bardzo. Ale naprawdę , w sposób w jaki czarne kreski połączyłyby się z jasną zielenią jego oczu było czymś, czemu nie można było się oprzeć.
Jego policzki stale były zaróżowione, a myśli odpływały razem z nimi, w momencie, kiedy Harry ściągnął okulary i popatrzał na niego z zainteresowaniem. Uśmiechając się od ucha do ucha, Louis pomachał entuzjastycznie do niego, starając się wyrwać Harry’ego z myśli o tym, że chłopak w tym momencie prawie rozbierał go wzrokiem. Szybko dostosował się do pozycji Harry’ego i usiadł tak jak on.
- Więc - Louis powiedział, obracając twarz do Loczka i ściągając okulary, które schował do torby chłopaka.
Harry zrobił to samo i uśmiechnął się promiennym uśmiechem.
Zaraz po tym Louis zauważył małą budkę z zimnymi napojami i natychmiast poczuł jak bardzo jest spragniony. – Idę po coś do picia. Kupić ci coś?
Harry zaprzeczył ruchem głowy, wyciągając w połowie wypitą butelkę wody ze swojej torby. Louis pokiwał głową, rzucając w kierunku Harry’ego szybkie „zaraz wrócę” i udał się do budki.
Powrócił po niecałych kilku minutach, jego kieszenie były cieńsze o jakieś 2 funty, ale za to w rękach trzymał zimne piwo. Usiadł obok chłopaka biorąc długiego łyka, rozkoszując się mocnym smakiem który spływał po jego gardle. Cały czas czuł na sobie spojrzenie, które patrzyły w skupieniu.
- Och, nie masz nic przeciwko? Wiem że nie pijesz, więc zrozumiem jeżeli nie będziesz chciał, abym pił w twoim towarzystwie… - Louis zapytał. Harry jednak zaprzeczył zdecydowanie głową. Spojrzenie Louisa było ciekawe i zainteresowane, kiedy popatrzył na Harry’ego, na co on westchnął i pokazał ręką, że nie o to mu chodzi.
- Powiedz mi o czym myślisz. - zaproponował, wyciągając z torby Harry’ego notatnik, który zabrali z pokoju. Położył go razem z długopisem na kolanach chłopaka i uśmiechnął się triumfalnie, na co Harry westchnął i otworzył notatnik.
Zastanawiałem się tylko jakie to jest, tak ogólne…
Brwi Louisa delikatnie się zmarszczyły. – Co masz na myśli? W sensie że smak? – Zapytał, ruszając delikatnie butelką przed oczami Harry’ego. – Bo jeżeli chcesz, to możesz spróbować, nie mam nic przeciwko. - Przysunął butelkę bliżej ust Harry’ego, nie zważając na to że praktycznie dotykała ona jego ust. Harry zmarszczył nos i odsunął od siebie butelkę, znów chwytając notatnik.
Nie, nie o to mi chodziło. Miałem na myśli jak to jest się upić.
- Och… - Louis powiedział delikatnie. – Nigdy się nie upiłeś? - jego głos nie był protekcjonalny, bardziej delikatny i pytając.
Harry popatrzał na ziemię, przygryzając wnętrze swych policzków.
- Chcesz żebym powiedział Ci, jak to jest? Tego chcesz?
Chłopiec podniósł długopis i szybko nakreślił coś na papierze.
Proszę.
Spojrzał w górę, a jego zielone tęczówki zalśniły w słońcu. Jego uśmiech nie był wypełniony żalem, jednak nie był również szczęśliwy. To było troszkę tak, jakby był onieśmielony swoim brakiem doświadczeń z alkoholem. Nie czuł się dobrze z tym, że nigdy nie zachowywał się ja normalny nastolatek. Ale Louis nie lubił normalnych: lubił Harry’ego.
- Ja… Nie ma w tym niczego specjalnego. Jeżeli mam być szczery picie nie ma wielu zalet. Mam na myśli, zapominasz co robiłeś, jeżeli naprawdę się upijesz, budzisz się z okropnym bólem głowy, a sam alkohol smakuje jak gówno. Ale wiesz, chodzi tylko o tą przyjemną fazę zaraz po wypiciu. Może też chodzi tylko o fakt, że jest niezdrowy. Wiesz, następnego dnia będziesz czuł się jak totalne gówno i wiesz ze prawdopodobniej zrobisz coś głupiego. Jednak jest to sposób na to, by odciąć się w pewien sposób od swoich problemów, chociaż na chwilę, więc dlatego nadal piję. Jeżeli mam być szczery, żałuję że tak wcześnie zacząłem pić. Nie byłem oczywiście niedorzecznie młody, ani nic z tych rzeczy, tylko wydaje mi się, że przez to teraz nie jest to aż tak ekscytujące. Więc nie straciłeś zbyt wiele, nadal masz czas . Nawet nie jesteś pełnoletni, więc twój pierwszy drink w wieku 18 lat będzie bardziej ekscytujący od mojego.
Harry siedział chwilę w zamyśleniu. Jego oczy wędrowały po kartce w momencie kiedy Louis mówił.
Sądzisz, że nie zjebałem tym swojego dzieciństwa? Ja tylko… Ja widzę jak wszyscy w moim wieku właśnie żyją w ten sposób, w sensie imprezują w każdy weekend i opijają się. Czuję się trochę, jakbym coś stracił.
- Co - nie Hazz, oczywiście że nic nie straciłeś! Nawet tak nie myśl, okej? Twoje życie jest tak samo dobre jak ich, a może nawet i lepsze, ponieważ Ty nie spędzasz każdej niedzieli przytulając się ze swoją toaletą i wypluwając sobie żołądek. Naprawdę, masz jeszcze tyle czasu żeby tego spróbować. Oni robią to tylko po to, aby wyglądać na fajnych, a tak naprawdę są tego całkowitym przeciwieństwem. Jak teraz na to patrzę, to w momencie, kiedy zacząłem pic wyglądałem jak totalny pozer.
Harry zaśmiał się na wspomnienie młodszego, pijanego i zachowującego się głupio Louisa. Jednak nawet takie myśli nadal sprawiały że był on wspaniały, dużo lepszy od wszystkich innych nastolatków.
Chłopak wydawał się czuć bardziej swobodnie. Napisał coś na papierze jednak zaraz po tym, jego oczy rozświetliły się i spojrzał na Louisa, po czym znów na kartkę. Rumieniec pojawił się na jego twarzy.
- Oj. - Louis zaprotestował, kiedy Harry próbował wykreślić to co napisał. Jego sprzeciw podziałał na akcję Harry’ego, który popatrzył na niego swoimi pięknymi oczami. Louis wykorzystał ten brak koncentracji chłopaka na swoją korzyść. Rzucił się na Harry’ego (dobrze że najpierw odłożył butelkę z piwem na bok) i starał się odebrać mu kartkę. Chłopak szybko zareagował i zaczął mocować się z Louisem, jednocześnie trzymając notes. Niestety nogi chłopaka z rozmierzwionymi włosami, zaplotły nogi Harry’ego, a swoimi dłońmi zaczął go delikatnie łaskotać sprawiając, że książka wyleciała z jego rąk.
Wciąż siedząc na Harrym, podniósł sobie kartkę bliżej oczu i przeczytał.
Kupisz mi mojego pierwszego, legalnego drinka?
Harry zarumienił się niesamowicie pod Louisem. Może było to spowodowane pozycją w jakiej leżał lub zawstydził się słów, które napisał.
- Hazz. - Louis powiedział bez żadnej drwiny, jednak z radością i w niedowierzaniu. – Naprawdę tego chcesz?
Harry patrzał na Louisa zastanawiając się nad tym, czy powiedzieć prawdę czy też nie. Jego oczy wpatrywały się w liść drzewa, które znajdowało się nad nimi poszukując odpowiedzi. Wzruszenie ramionami było wszystkim co wykonał. To nie było ani tak ani nie. Harry starał się tym gestem zasłonić to co działało się teraz w jego głowie, która wręcz krzyczała tak, tak, tak.
- Dobrze… jeżeli chcesz, to będzie dla mnie zaszczyt.- Louis powiedział dyplomatycznie, nie chcąc pokazać Harry’emu co tak naprawdę widzi w jego oczach.
Te oczy znów zdradziły go, nawet jeżeli nie patrzał centralnie w nie. Ujawniły światu radość i entuzjazm tego chłopaka. Uśmiech powoli stawał się szerokim i zaczął pokazywać piękne zęby Harry’ego na co Louis chał przejechać swoim językiem po – Boże, nie… znowu. Już po prostu nie kontroluje swoich myśli.
A potem Louis przypomniał sobie, że nadal siedzi na Harrym. Nie chciał nadużyć tego, że chłopak pozwolił mu zająć miejsce na swoich biodrach. Nie chciał, aby poczuł się niekomfortowo, a jednocześnie sam nie chciał, żeby przytrafiło się to jemu, dlatego właśnie zszedł z chłopaka i usiadł ze skrzyżowanymi nogami obok niego.
Nie zauważył małego promyczka zawodu w oczach Harry’ego, gdy to zrobił. Na jego czole pojawiła się zmarszczka, a palce delikatnie drgnęły jakby nie chciał puszczać chłopaka.
- Usiądź. – Louis zaproponował, chwytając rękę Harry’ego by pociągnąć go do pozycji siedzącej. Tym razem Louis nie przegapił rumieńca na twarzy chłopaka. Udał jednak że nic nie zauważył, choć na jego twarz cisnął się uśmiech.
- Powiedz mi, co chcesz wiedzieć.- powiedział oddając notatnik Harry’emu.
Harry odebrał go i chwilę zastanawiał się nad pytaniem trzymając końcówkę długopisu w ustach.
Opowiedz mi o swojej osiemnastce.
- Moja osiemnastaka? Naprawdę nie była jakaś szczególna. Moje urodziny są w Wigilię, więc moja mama nie pozwoliła mi pić. Dlatego poszedłem sobie jedynie z Zaynem do pobliskiego baru na jednego drinka, ale nie było to czymś wyjątkowym, gdyż barman sprzedawał nam alkohol już od momentu jak skończyliśmy 17 lat.
Och… A twoje 19 urodziny?
Twarz Louisa rozświetlił uśmiech. – Moje 19 urodziny były już o wiele lepsze, uwierz mi. To nie było dokładnie w moje urodziny, tylko około nowego Roku, kiedy świętowaliśmy . Ja, Zayn, Liam i Niall pojechaliśmy do Magaluf, o mój Boże, to był najlepiej spędzony czas w moim życiu. To było zupełnie coś niespodziewanego, ponieważ nie wiedziałem o wyjeździe, aż do dnia, w którym mieliśmy się na niego udać. Jeżeli mam być szczery to byłem nawet trochę smutny, bo chłopaki udawali że nie pamiętają o moich urodzinach. Potem jednak dostałem dla mnie bilet i było wspaniale. Dużo piliśmy. Każdej nocy byliśmy zalani w trupa. Tańczyliśmy, pływaliśmy nago-
Oczy Harry’ego otworzyły się w szoku.
Pływanie nago?!
Louis zaczął się śmiać. – Wiem. Byłem zalany w trupa, tym bardziej się dziwię dlaczego to pamiętam. Ale to było świetne. Nie wiem dlaczego to zrobiłem. Byłem tam tylko ja i Zayn i to było takie… zabawne. Było tak zimno, że chyba sobie odmroziłem fiuta, ale i tak było wspaniale.
Harry wybuchnął śmiechem w momencie kiedy Louis skończył, a jego przyjaciel zrobił to samo. Głowę odchylał do tyłu, a usta wykrzywione były w najszerszym uśmiechu jaki można było kiedykolwiek zobaczyć. Chwilę się pośmiał, po czym powoli zaczął się uspokajać najprawdopodobniej starając się wyrzucić wspomnienie o tym co robił Louis z głowy.
- Po prostu skończmy temat. - Louis zachichotał. Nie żeby miał jakiś problem z tym, że śmiech Harry’ego był skierowany w jego stronę.
Co jeszcze tam robiłeś? Oprócz pływania nago…
- W porządku, pozwól mi pomyśleć… Nie przypominam sobie o niczym szczególnym. Aaaaa… Wiem!!! Miałem swoją wakacyjną miłość. – Louis zamrugał.
O naprawdę? Opowiedz mi o nim!
- Był naprawdę nudny, jeżeli mam być szczery. Ale w tamtym momencie wszystko czego potrzebowałem, to dobrego seksu, więc zbytnio nie przejmowałem się tym jak się z nim rozmawia. Spotykaliśmy się każdej nocy w klubie i robiliśmy to co nakazywała nam matka natura. Tak na to teraz patrząc to nie była jednak wakacyjna miłość. Bardziej coś w rodzaju seks znajomości. To nie brzmi dobrze, prawda?
Harry się rumienił, kiedy pisał następne słowa. Delikatnie przygryzał swoją wargę. kiedy podawał Louisowi swój notatnik.
Lubię wakacyjne miłości. Są takie słodkie…
Louis chciał teraz zrobić coś na rodzaj „awww” Jednak się powstrzymał. – Moja nie była słodka. Szybki seks na leżaku nie był najbardziej romantyczną rzeczą na świecie. – Razem z Harrym delikatnie się zaśmiali.
Ale wiesz, mam na myśli, że ja nie poderwałbym kolesia, który był tak nudny jak twój, oczywiście.
Oczy Louisa stały się szersze po tym jak przeczytał kilka razy zdanie, które Harry mu napisał. Zawiesił się nad jednym słowem: koleś. Nie potrafił wydobyć z siebie słowa. – Kolesia?
W tamtym momencie, Harry naprawdę się zarumienił. Jego policzki były nieziemsko różowe, a sam starał się jakoś zakryć je w swoich rękach. Pokiwał głową w potwierdzeniu, a Louis uśmiechnął się uspokajająco, jakby starał się powiedzieć że wszystko w porządku. Zawsze będzie w porządku. Był przecież z pewnością najbardziej gejowską osobą, jaką spotkał na swojej drodze Harry, więc niebyło rzeczy we wszechświecie, dzięki której chłopak miałby traktować go jakoś inaczej niż przedtem.
Oczywiście nie chciał aby wydostało się to z jego ust, jednak to się stało. Louis był trochę zszokowany, ale szczęśliwy. Ta sytuacja była spokojna i raczej niezbyt ponaglająca. Nie sprawiła, że wyznanie było zbyt ciężkie albo wielkie, po prostu wydostały się - hipotetycznie z ust Harry’ego jak gdyby były to zwykłe słowa. To musiało być prostsze dla chłopaka. Powiedzenie mu tego teraz i w takiej sytuacji, więc Louis był szczęśliwy że wszystko już było jasne. Plus to znaczyło że jego zauroczenie nie było skierowane całkowicie do chłopaka, który był heteroseksualny.
Dobra zostawmy ten temat. Czy Magaluf było najdalszym miejscem w które pojechałeś? W sensie że pobawić się..
- Tak to był jedyny raz. Nie mogę sobie teraz na to pozwolić. Dziwi mnie, że chłopaków na to stać. Jest tam dość drogo, te wszystkie drinki i w ogóle… Ale zapłacili za mój bilet i za wszystko. Mógłbym wyjechać do Londynu , dałbym jeszcze radę zebrać na to pieniądze, jednak za granicę mnie nie stać. A Ty chciałbyś pojechać? W sensie podróżować po to by chodzić do klubów, oczywiście jeżeli byś pił.
Nie, prawdopodobnie nie. Znaczy nie chcę, żebyś źle mnie zrozumiał. Kocham podróżować do innych krajów na wakacje na przykład, ale nigdy dla jednego celu. Znaczy nie wiem, ale czy jest jakaś różnica pomiędzy chodzeniem do klubów tutaj, a na przykład w innym państwie… Czy to jakieś specjalne?
- Niezbyt. Prawdopodobnie jedyną różnicą jest cena. Wszyscy znajdują się w tych miejscach, żeby dobrze się bawić, więc w sumie to nie jest to ani trochę lepsze. Jeżeli jedziesz tam tylko po to, aby się upić to równie dobrze możesz to zrobić w naszym klubie. Clubbing to clubbing; pijesz, tańczysz i znów pijesz. – Louis westchnął nonszalancko.
Czy dlatego to lubisz. Taniec i cała ta reszta? Czy lubisz to jedynie dzięki temu uczuciu, które towarzyszy się podczas niego?
Louis chwilę myślał nad odpowiedzią. Tamten taniec nie był do końca tańcem, pomijając to show, które pokazał ostatnim razem; zazwyczaj tego nie robił. – Wydaje mi się że tak, ale wiesz to nie to samo, czy to w ogóle ma jakiś sens? Tańczenie na scenie jest czymś innym. To jest jak rutyna, w którą wkładasz całe serce, a w klubach to bardziej takie… surowe. Nie musisz się zbytnio przykładać. To alkohol daje Ci luz, a nie tanieć. To zabawne, ale jednocześnie nie takie same, rozumiesz? To tak jak inaczej się czujesz w momencie, kiedy grasz na swoim i na kogoś pianinie. Kiedy ja gram na twoim brzmi ono dobrze, w całości, a na moim już nie jest tak samo.
Oczy Harry’ego były szerokie w momencie, kiedy patrzył na Louisa, starając się pomóc mu wyjaśnić jakoś jego więź z jego własnym pianinem.
- Tak przypuszczam, że lubię go.- Louis odpowiedział z uśmiechem i pokiwał głową. Harry zrobił to samo szczęśliwy, kiedy zrozumiał, a to zaś sprawiło że serce Louisa zabiło szybciej. - To zależy od sytuacji.
Harry energicznie pokiwał głową. Nagle jakby całe ciało Harry’ego zamarło, a jego uszy wbiły się w otoczenie. Cała jego uwaga zwrócona była teraz na mały zespół, który stał przy fontannie. Grali w tle jakieś klasyczne kawałki, wykorzystując popularny park i ładną pogodę. Był tam gitarzysta, basista, wokalista, który jednocześnie grał na keyboardzie i dwoje ludzi, którzy grali na trąbkach. Nie byli źli, jednak nie przyciągali zbyt dużej uwagi w parku.
Twarz Harry’ego rozjaśniła, kiedy rozmyślał nad słowami wypowiedzianymi przez piosenkarza. Uśmiech wymalował się na całej jego twarzy, kiedy zobaczył że muzycy przygotowują swoje instrumenty i ćwiczą początek piosenki, na której dźwięk Harry’ego tak się ekscytował.
W momencie kiedy Louis miał zapytać co się stało, Harry napisał szybko na papierze i pokazał Louisowi.
Będą grali Steviego Wondera! Mojego ulubionego wokalistę!
Louis zobaczył że twarz Harry’ego rozświetliła się i zaczęła rozbłyskać radością, tylko dlatego, że zespół grał jego ulubioną piosenkę. Muzyka znaczyła dla Harry’ego wiele, to było oczywiste, a Stevie Wonder to był już zupełnie inny poziom. Louis nie znał wcześniej osoby, która aż tak zachwycałaby się jakimś artystą, a miał siostry, które zachwycały się Justinem Bieberem. Chłopak jednak nie przejmował się tym; a tak naprawdę kochał to. Harry uwielbiał tego mężczyznę tak bardzo, że nie dało się tego opisać. Wyglądało na to, że chłopak robił się przy tych piosenkach jakiś spokojniejszy. Nawet jeżeli miały one dość mocne brzmienie, Harry relaksował się przy nich i wchodził w stan spokoju i rozkoszy. Jego muzyka wiele znaczyła dla chłopaka.
Więc tak szybko jak Louis zauważył, że słowa mieszają się z niepowtarzalnym wyrazem twarzy chłopaka, chwycił Harry’ego za rękę i pomógł wstać z ziemi. Nie tracił czasu- choć miał pewne opory - młodszy chłopak podszedł do małego tłumu, który zebrał się wokół zespołu. Dotarli tam w momencie, kiedy zaczynali grać pierwszą nutę, a uśmiech Harry’ego stawał się coraz szerszy.
Louis tak bardzo kochał, kiedy Harry się śmiał. Nigdy nie było to wykonywane na siłę albo nie na miejscu, nigdy zbyt duży ani za mały. Zawsze taki jaki powinien być. Kiedy Harry ujawniał swoje śnieżnobiałe ząbki, serce Louisa aż podskakiwało. Pokazywał o tym skromnym gestem swoje niesamowite szczęście i radość. Pomyśleć, że jakieś kilka tygodni temu zobaczyć na jego twarzy delikatny i nieśmiały uśmiech to było osiągnięcie. To pokazywało dokładnie Louisowi czego dokonał. Było tak jak miało być, a Louis niczego nie chciał zmieniać. Harry wyglądał na szczerze szczęśliwego i tylko się liczyło, jednak część jego nadal przypominała mu o tym co naprawdę czuł i czym nie chciał przerazić chłopaka.
Muzyka sama w sobie była zaraźliwa, ale i tak nie przebiła uśmiechu Harry’ego. Louis uśmiechał się tak mocno, że bolały go policzki, ale nawet to nie zmusiło go do zaprzestania tej czynności. Stał za Harrym, który zginął gdzieś w melodii nawet, jeżeli głos wokalisty w żadnym stopniu nie przypominał Stevie’go - choć tak naprawdę na całym świecie nie było kogoś kto mógłby mu dorównać - i obejmował go w pasie.
Harry ani trochę się nie sprzeciwiał, może był w lekkim szoku, ale tak długo jak czuł na swoim ramieniu brodę Louisa i słyszał delikatne słowa, które śpiewał do jego ucha, był zrelaksowany w tym uścisku. Ręce chłopaka z lokami skrzyżowane były na brzuchu i trzymały ręce Louisa, który bujał ich ciałami delikatnie tańcząc do muzyki.
Nie zwracali uwagi na otoczenie. Pogubili się gdzieś we własnej radości i czuli ciepła swoich ciał. Zamknięci byli w bańce szczęścia.
Na złość niestety ktoś musiał im ją przebić.
Telefon Louisa zawibrował w jego kieszeni, na szczęście wtedy, kiedy piosenka się już kończyła i kiedy czekali na następną, jednak wciąż wciągało ich to w pewien sposób w trans. Chłopak wyciągnął go i nacisnął przycisk akceptacji nie zawracając sobie głowy tym aby sprawdzić numer telefonu dzwoniącego. Wszystko czego chciał to odrzucić połączenie i spędzić resztę popołudnia z Harrym w spokoju.
- Cześć? – Zapytał. Wyglądało na to że zespół zamierza zagrać jakąś piosenkę, która nie była znana ani dla Louisa ani dla Harry’ego, więc pokiwaniem głowy chłopak z rozmierzwionymi włosami wskazał, aby wrócili na swoje miejsce.
- Cześć stary.
Zayn
Kurwa.
Louis popatrzał na Harry’ego, który szedł przed nim starając się być niezauważonym. Chłopak naprawdę nie chciał teraz rozmawiać z Zaynem. Co jeżeli stanie się to co ostatnio. Nie miał zamiaru i chęci tego powtarzać. Oczywiście obiecał sobie, że nigdy nie zrobi czegoś podobnego, jednak nie wiedział co ma powiedzieć. Tyle razy odgrywał sobie tę scenę w głowie i wymyślał różne rozwiązania, jednak teraz wszystko stało się zamglone.
- O-oł Zayn - em hej, co tam?- wyjąkał zanim zmusił się do tego by zachowywać się normalnie.
- Nic ciekawego, tylko rozmyślałem co robisz? - w głosie Zayna było coś, czego Louis nie potrafił określić, lub po prostu bezpieczniej było nie zabierać się za to.
- Em… nic wielkiego, tylko odpoczywam.- Louis zdał sobie sprawę z tego jak dziwnie brzmiało. Na pewno nie jak osoba, która tylko wypoczywa.
-Na prawdę wypoczywasz? Gdzie tak miło “spędzasz czas”? - Louis praktycznie czuł oskarżycielski wzrok Zayna przez telefon, widział te cudzysłowy które tworzył w powietrzu.
- W parku. - Louis nadal przyglądał się Harry’emu, który zbliżał się do drzewa.
Kiedy młodszy chłopak przewrócił się o własne nogi, Louis musiał zakryć dłonią twarz, aby nie wybuchnąć śmiechem. Szybko pozbierał się z ziemi i rozejrzał się dookoła, by sprawdzić czy nikt nie patrzył. Oczy Harry’ego spotkały się z jego, a chłopak zaczął delikatnie chichotać . Harry zarumienił się i pokazał Louisowi środkowy palec, na co chłopak zaczął jeszcze bardziej się śmiać. Usiadł przy drzewie, udając, że się dąsa jednak w jego grze zdradził go delikatny uśmiech.
- Louis? Jesteś tam? - Usłyszał w telefonie. Przypomniał sobie że nadal jest na linii i odkaszlał głośno starając się wyrzucić ze swojej głowy Harry’ego, który przewraca się.
- Tak, pewnie, przepraszam. Co mówiłeś?
- Mówię, że jestem niedaleko parku i mogę do ciebie dołączyć jeżeli chcesz. - Zayn zaoferował.
- Nie! - Louis wybuchnął, jednak odchrząknął by się poprawić. – Miałem na myśli, nie ma takiej potrzeby. Zaraz i tak idę…
- Z pewnością zostaniesz trochę dłużej, żeby zobaczyć swojego przyjaciela? Nie widziałem Cę wieki. Nie spotykasz się z nami w soboty…
- Uhm… Byłem zajęty na Uniwersytecie, to wszystko. Soboty są najlepszymi dniami żeby trochę poćwiczyć. - Louis skłamał. No dobra w pewnym sensie. Technicznie znajdował się w soboty w uniwersytecie, ale nie pracował.
- Ale masz czas żeby wyjść do parku? Prawda? - Zayn odpowiedział sarkastycznie.
- Ja pracuje! Tak, kończę esej. Zażywam słońca, wiesz?
Louis usłyszał jakieś pomruki za swoją głową. Nie wiedział kto to, jednak na pewno ta osoba nie była za szczęśliwa.
-Więc nie jesteś tam z nikim w tym momencie, prawda? - Zayn badał.
Louis zamarł. Co miał powiedzieć? Już miał powiedzieć prawdę jednak coś mu na to nie pozwalało, może to przez ten ostry ton głosu Zayna. – Umm.. Więc ja…
- Do kurwy nędzy, Lou. – Zayn odpowiedział po czym rozłączył się nagle. Louis odciągnął telefon od ucha i patrzył na niego ze zdziwieniem. Dobra tego się nie spodziewał. Zayn nigdy nie rozłączał się pierwszy, raczej zazwyczaj mówił o tym drugiej osobie. Szczególnie z Louisem. Mówił mu zawsze dlaczego go wkurwił i mówił to prosto z mostu. Złość na Louisa w przypadku Zayna nie trafiała się często. Był bardzo tolerancyjny w stosunku do niego, jednak zdarzały się momenty, kiedy musiał na niego pokrzyczeć i powiedzieć mu, aby się odpieprzył.
Właśnie dlatego dzisiejszy raz był dla Louisa szokiem. Chłopak rozłączył się z nim i zostawił go na krawędzi totalnego osłupienia. Kiedy kierował się do leniuchującego chłopaka, usłyszał że ktoś szybko podbiega do niego. Myśląc, że jest to jedynie jakieś dziecko, któremu uciekła piłka Louis nadal szedł w kierunku Harry’ego, który zauważył go i uśmiechnął się machając mu.
-Hej Hazz chciałbyś moż… - Louis zaczął wołać chłopaka, jednak przerwał mu znajomy głos, który zabrzmiał zaraz za jego plecami. Był tak zimny, że aż po plecach chłopaka przeszły ciarki.
- Hazz? - Głos był stanowczy, ostry i mściwy. Nie taki, jakim zazwyczaj pamiętał go Louis. To było tak jakby postać, która znajdowała się za nim, na twarzy miała wymalowane jedynie właśnie te emocje.
- Kurwa - Louis wymruczał, zaciskając mocno oczy i zasłaniając ręką twarz w udręczeniu. Oczywiście to musiało się kiedyś zdarzyć. Nie mógł przeżyć jednego dnia, aby coś złego nie zdarzyło się w jego życiu.
Obrócił się na pięcie, by zmierzyć się twarzą w twarz z głosem.
Zayn.
Niall i Liam stali z tyłu, jednak wiadome było, że Zayn ma do powiedzenia więcej w tej sytuacji, dlatego właśnie staną z przodu.
Louis pomasował sobie tył głowy w zakłopotaniu. – Stary wszystko w porządku? - jego ton głosu był delikatnie zdławiony, ponieważ… Boże kto wiedział jak bardzo napastliwy mógł być Zayn w takim stanie.
- Hazz? - znowu powtórzył, tym razem jakby chciał je wypluć na jego twarz.
- Poczekaj Zayn, mogę wyjaś-
- Więc jesteśmy już w momencie, kiedy nadajemy sobie zdrobnienia. Hazz to przypuszczam krótsza forma od Harry?
- A co, jeżeli jest? Jaką robi ci to różnicę? - Louis zażartował.
- Robi mi różnicę, jeżeli mnie okłamujesz!
- Przestań stary, nie denerwuj się z takiego powodu. Tak naprawdę to nawet Cię nie okłamałem, nie dałeś mi przecież szansy żeby wyjaśnić. - Louis zaczął się plątać.
- Będę robił, jeżeli będę chciał! Kurwa Louis, Ty byś nigdy tego nie wyjaśnił. Dawałem Ci miliony szans, a nie wykorzystałeś ani jednej.
-Nie wiedziałem że tutaj byłeś! Powiedziałby Ci, jeżeli bym wiedział!
- Więc powiedziałbyś mi że jesteś tutaj z pojebańcem? – Zayn odburknął szybko, stając bliżej.
To było jak wulkan w klatce piersiowej Louisa, który został obudzony i spowodował że w jego żyłach wybuchł gniew, przepływając przez jego ciało wraz z jego słowami.
- Nie nazywaj go tak. – odwarknął głośno. Jego postura była defensywna, pięści zaciśnięte przy ciele. Oczywiście nie zamierzał powoływać się na przemoc, nie na swoim najlepszym przyjacielu, jednak w jakiś sposób musiał powstrzymać zdenerwowanie, które się w nim rodziło.
- Ale właśnie taki jest, nie prawdaż? To jest człowiek, który nie potrafi mówić? Nie jest nikim więcej jak tylko popierdoleńcem.- Zayn powiedział to w taki sposób, jakby tylko w taki sposób dało się opisać Harry’ego i wszyscy musieli się z tym zgadzać.
- Jest moim przyjacielem. Jest daleki od… tego.
Słowa Louisa zszokowały Zayna. Popchnął delikatnie chłopaka. Jego oczy były szerokie, czoło zmarszczyło się. Może właśnie takie były jego przeprosiny za tą scenę, którą właśnie mu odstawił, jednak Louis nie zastanawiał się. Za nim, Niall i Liam wyglądali na lekko zszokowanych, rzucając chłopakowi z rozmierzwionymi włosami dziwne spojrzenia.
- Jest twoim… przyjacielem? – Zany powiedział a w jego głosie można było usłyszeć ton zdegustowania.
- Tak co w tym złego?- Louis szybko wyrzucił słowa, pewny siebie odrzucając głowę do tyłu jakby jedyne co zaraz miał zrobić to zacząć walczyć. Oczywiście że tego nie zrobił, jednak dużo ryzykował tą odpowiedzią.
- Wszystko. – Głos Zayna był rozdrażniony i mówił jakby to była najbardziej oczywista rzecz w świecie. Ręce uniesione były do góry jakby chciał pokazać Louisowi o co mu chodziło.
Niall stanął bliżej, a jego irlandzki akcent przerwał kłótnie. – Jeżeli jest twoim przyjacielem to możemy się z nim spotkać?
Usta Louisa zacisnęły się mocno. Wiedział o co im chodzi. Wyśmiewali się z tego, jak bardzo chciał chronić chłopaka. Chcieli żeby zareagował, chcieli żeby upadł na kolana i przyznał się że to wszystko to jeden wielki kawał.
Jednak Louis nie mógł tego robić, nie chciał. Wiedział że te dwie części jego życia muszą być od siebie odseparowane, zadecydował o tym już dawno. Harry był jedną częścią, chłopaki drugą. Nie można było ich połączyć. Jeżeli teraz udają się do Harry’ego, linia zostanie złamana, a to nie wróży niczego dobrego dla chłopaka z lokami. To przygłuszy go i przytłoczy. Podejście do niego teraz tak rozwścieczonych osób zszokuje go, a w dodatku Zayn nie odpuści sobie jakiegoś żartu i drwiny w jego stronę.
Byli mili, nie przyjaźniłby się z nimi inaczej, jednak byli tylko nastolatkami. Trzymali się jedyni z ludźmi, których nie było potrzeby prześladować, a na życie mieli czarno białe spojrzenie. Z Louisem było inaczej. Otwarty był na życie i na różne sytuacje, które spotykają w nim ludzi, głównie dlatego, iż sam był gejem. Często spędzał czas z ludźmi, którzy nie byli klasyfikowani jako normalni i sam był jednym z nich. Wolał ich, od tych zwykłych ludzi- może jedynie z wyjątkiem tych trzech facetów, którzy stali przed nim.
Zwrócił uwagę na Harry’ego, ponieważ nie był tylko człowiekiem, który myli i na tym koniec. Sięgał on w głąb swojego mózgu i wyciągał z niego różne teorie i idee - czego ludzie tacy jak Zayn nigdy nie zrobią. Był otwarty na nowe rzeczy.
Chciał żeby go poznali, jednak wiedział, że nie może się to zdarzyć, szczególnie, jeżeli poznają się z nim w takim stanie jak teraz. Byli sfrustrowani i źli i wiedział, że Harry na pewno nie będzie w stanie rozmawiać z ludźmi w takim nastroju. Chciał go po prostu chronić od tych myśli, które z pewnością będą krążyły po jego głowie zaraz po spotkaniu. Zayn nawet nie miał zamaiaru ukrywać swojej niechęci do chłopaka, a chłopak z kręconymi włosami będzie potem przez następny czas rozmyślał o tym dlaczego i co mu takiego zrobił. Harry był szczęśliwy, a on nie chciał temu zagrażać.
- Nie - Louis zaczął. – Nie możecie. Nie mogę ryzykować tego, że go skrzywdzicie, ponieważ znam was i wiem że to zrobicie. Nie pozwolę wam na to. Jest moim przyjacielem i nie przestanę tylko i wyłącznie z tego powodu, że wam się to nie podoba. Nie musicie znać go ani kolegować się z nim, więc po prostu zostawcie temat i zapomnijcie, że nawet go znam, w porządku?
Słowa Louisa nie były ani wymuszone ani ostre, ale były surowe i wyraziste. To było oczywiste, że Zayn domyśli się o co chodzi i załapie temat. Louis jeszcze nigdy nie był tak zainteresowany żadnym człowiekiem. Mógł powiedzieć, że chłopak zaczynał robić się coraz bardziej poważny i stał na granicy zdenerwowania w momencie, kiedy Zayn wziął kolejny krok do przodu. Zły Louis był arogancki, był niesamowicie unikalny w tym uczuciu. Zayn musiał przyznać, iż czuł niesamowitą ochotę do zepchnięcia go z tej krawędzi, jednak wiedział, że nie jest to najlepszy pomysł. Sam był zły, bardziej dlatego, że Louis go okłamał, niż dlatego, że przyjaźni się z kimś takim jak Harry, jednak przytaczając wypowiedź swojego przyjaciela, nie był to jego biznes.
- W porządku, w porządku. - Poddał się, podnosząc ręce do góry i biorąc krok do tyłu. Louis poczuł ulgę w momencie, kiedy Zayn rzucił mu krótkie pożegnanie odwrócił się i odszedł wraz z ich dwoma przyjaciółmi.
Louis zasłonił sobie ręką twarz, po czym przeczesał dłonią włosy. Poszło mu lepiej niż przypuszczał. Zayn wiedział, kiedy skończyć, kiedy chodziło o Louisa. Louis wiedział, że kiedyś musi o tym porozmawiać z chłopakami, jednak teraz nie martwił się o to.
Obrócił się i zobaczył Harry’ego, który przyglądał się nieprzerwanie. Jego wzrok był ciekawy, jednak po tej małej zmarszczę na jego czole, można było wyczytać t, że w jakiś sposób wiedział czego dotyczyła. W momencie, kiedy Louis podszedł bliżej, starał się nie pokazać bólu jaki czuł. Harry oczywiście nie słyszał rozmowy, a Louis chyba musiał za to podziękować Bogu. Jedyne co wiedział to, że coś było nie tak pomiędzy Louisem, a tym chłopakiem, jednak nie wiedział ani co ani dlaczego się kłócili.
Louis osunął się ociężale obok drzewa siadając blisko chłopaka. Głowa chłopca odwróciła się w jego kierunku, jakby chciał zapytać czy wszystko z nim w porządku. Louis pokiwał głową, mówiąc mu, że to nic takiego, prosząc go również o nie zadawanie kolejnych pytań, ponieważ nie chciał się za bardzo zagłębiać w ten temat. Przesłuchujący wzrok Harry’ego nie ustępował jednak. To było tak jakby niesamowite, chciał wiedzieć co się stało, ponieważ po prostu martwił się o starszego chłopaka i chciał się upewnić że wszystko w porządku.
Wszystko dobrze?
Harry napisał, pokazując Louisowi troskę w swoim wzroku.
Louis uśmiechnął się, przerzucając swoją rękę przez ramie Harry’ego i pozwalając mu na to, by jednocześnie jego głowa mogła wtulić się w zagłębienie jego szyi. –
-Jesteś tutaj, prawda? Oczywiście, że jest dobrze; nawet lepiej niż dobrze.
41
Sobota 12
Anne wlokła się za Harrym, kiedy szli korytarzem. Jego kroki były szybkie i zbyt energiczne, aby kobieta mogła utrzymać mu tempa. Na jednym ramieniu przewieszoną miała torbę, a na drugim torbę Harry’ego. Chłopak był taki… - Anne nie mogła znaleźć innego słowa żeby to opisać, nawet jeżeli miałoby być to zbyt emocjonalne, żeby wpasować się w tę sytuację – podekscytowany, że aż zostawił swoją brązową torbę na tylnym siedzeniu. Wyskoczył z samochodu w takim pośpiechu, że potknął się o swoje długie stopy, które chciały z powrotem przywołać go do jego normalnego tempa.
Anne chichotała patrząc na swojego syna i potrzęsła swoją głową w konsternacji. Nie było nawet żadnego powodu, dla którego Harry miałby być taki podekscytowany; nic niezwykłego się nie zdarzyło. Był to normalny dzień; nie żadne urodziny ani specjalne wydarzenie. Nie, to była normalna Sobota dla Harry’ego. Dla Anne był to kolejna pobudka i niecałe cztery tygodnie do koncertu, który miał kończyć jej charytatywną pracę na Uniwersytecie. Jednak to wcale nie interesowało Harry’ego, no dobrze może trochę. Po tym co usłyszała od chłopaka tydzień temu, kiedy rozmawiali sobie, wiedziała że zakończenie spotkań na uczelni nie zrobi wielkiej różnicy.
Więc podążała za Harrym do Uniwersytetu, pokazując swoim współpracownikom, że zaraz wróci przed tym, jak kontynuowała bieg za Harrym wzdłuż korytarza. Chyba nawet to, że się przewrócił nie spowodowało, iż jej syn wrócił do rzeczywistości, ale tak szczerze, to kto tak naprawdę wiedział co dzieje się w głowie tego chłopaka.
Harry natychmiast zatrzymał się przed drzwiami, które były otwarte. Kiedy Anne oparła się o ścianę w ciszy, czekając na jakąkolwiek reakcję Harry’ego, mogła zobaczyć ten psotny błysk w jego oczach, który rzadko dało się zauważyć.
Normalnie, każdy rodzić byłby na tyle spostrzegawczy, by coś takiego zobaczyć. Westchnęliby w niezadowoleniu i czekali niecierpliwie, aż dziecko powie im co zbroiło, aby mogli jak najbardziej zmniejszyć szkodę nią spowodowaną. Z Anne, jednakże było inaczej. Lata jego dzieciństwa nie były wypełnione żadnymi psotami ani napadami błazenady. Wypełnione były ograniczonym śmiechem i spokojem, te cenne chwile razem. Harry oczywiście żartował, nie był całkowicie pozbawiony poczucia humoru. Rzeczywiście miał trochę oschły humor i chociaż nikt naprawdę nie wiedział tego dobrze, bawił się na rodzinnych wypadach.
To było prostsze dla Anne, widzieć bardziej - nie żeby Harry był nudny, apatyczny i poważny - zabawową stronę Harry’ego, kiedy byli na wspólnych wycieczkach. W domu zazwyczaj zamykał się w swoim pokoju, wpatrywał się w telewizor godzinami lub praktycznie przyklejał się do pianina i grał. To nie było tak, że nigdy nie spędzał czasu ze swoją rodziną i w domu, tylko łatwiej mu było po prostu robić to na spacerze lub na pikniku w parku.
Ale to się zmieniło. Przez całe te poprzednie lata, Harry nigdy nie miał nikogo innego do dokuczania, jak tylko Gemme. Co z tego, że była ona dziewczyną - bardzo dziewczęcą dziewczyną - w dodatku nigdy ją to nie interesowało. Dlatego właśnie, kiedy zobaczyła tę nieprzyzwoitą ekspresję u chłopaka, zdziwiło ją to. To był bardzo zadowalająca niespodzianka, jeżeli o to chodzi, rozgrzewająca serce.
Wiele rzeczy zmieniło się w ciągu ostatnich trzech miesięcy - trzech miesięcy? Anne nie mogła uwierzyć, że minęło aż tyle czasu od momentu, kiedy Louis po raz pierwszy spotkał Harry’ego. Psotliwość i szczęście coraz częściej gościły w życiu Loczka.
Anne wróciła do teraźniejszości, kiedy Harry poklepał ją po ramieniu, a ten błysk nadal tańczył w jego oczach. Podniósł palec do swoich ust. Anne nic nie mówiła, ale jej serce załamywało się za każdym razem, kiedy Harry robił coś podobnego, coś, co mówiło innym żeby się uspokoili, bo chciał coś przekazać. Bolało to bardziej, ponieważ chłopak nie mógł nic powiedzieć.
Matka pokiwała w zrozumieniu głową i udała się za Harrym, który popchnął drzwi i udał się na palcach w kierunku Louisa. Chłopak brzdąkał sobie coś bezcelowo na pianinie nieświadomy tego, że ktoś zbliża się w jego kierunku. Anne schowała się za drzwiami wystraszona o to, że może zniszczyć cały plan Harry’ego prze wykonanie niewłaściwego kroku. Patrzała na to jak przez chwilę ręce Harry’ego zawisały nad ramionami Louisa, po czym chwyciły je gwałtownie. Louis podskoczył w szoku i wydał z siebie dziewczęcy pisk. Otworzył szeroko oczy, czym wzbudził u chłopaka z kręconymi włosami wybuch śmiechu.
Serce Anne rozpływało się w szybkim tempie, kiedy usłyszała w swoich uszach śmiech swojego syna. Nie mogła powstrzymać szerokiego uśmiechu na swoich ustach, który spowodowany był jednocześnie reakcją Harry’ego i Louisa. Oczywiście, słyszała wcześniej śmiech Harry’ego, ale teraz mogła prawie poczuć jego ukryty zachwyt i szczęście, które wypływało z każdego dźwięku wydostającego się z jego ust.
Zmieszany ze śmiechem Louisa brzmiał perfekcyjnie. Śmiech Harry’ego był głęboki, jednak nadal można było usłyszeć w nim dziecinność i niewinność. Louisa zaś był raczej wysoki, czasem donośny, jednak, nie był aż tak wysoki aby był wkurzający. Te dwa śmiechy idealnie ze sobą współgrały. To było jakby oby dwa opowiadały jakąś swoją historię, a po połączeniu mówiły opowieść - leczy tym razem o ich dwójce.
Śmiech Harrego był nowy i odświeżający.
Louisa był pewny siebie i zdrowy.
Obydwa były szczęśliwe.
Usiedli razem na krześle, Harry po lewej, a Louis po prawej stronie. Anne wręcz nie chciała psuć im tej wspaniałej chwili, jednak nie mogła wyjść bez pożegnania się z Harrym.
Podeszła obok nich. Harry zauważył ją pierwszy. Uśmiechnął się szczerze, z taką nadzieją i zadowoleniem w oczach, że Anne aż chciała mu zrobić zdjęcia by zachować to na wieki. Bez słów poklepała jego ramię zachęcająco i położyła torbę za krzesłem. Wymruczała szybkie „do zobaczenia później” dla Louisa, który uśmiechnął się szeroko w odpowiedzi i powoli wyszła z pokoju. Ich przekomarzanie zaczęło się zaraz po tym, jak opuściła pokój i nie mogła powstrzymać się żeby nie zostać chwilę przy drzwiach i poczekać jeszcze - oczywiście ukrywając się za nimi.
Tak naprawdę to nie słuchała o czym mówią, nie jej myśli były zupełnie gdzie indziej. Kiedy widziała jak blisko siebie siedzą, ręce Harry’ego, które trzymają dłonie Louisa i prowadzą je po pianinie i to jak patrzył w oczy niebieskookiego z tym uczuciem o którym razem z jej dzieckiem dyskutowali. Myśli Anne powróciły do nocy tydzień temu.
***
Nie zdarzało się często, że Anne miała okazję do tego. aby posiedzieć z Harrym na kanapie, przykryci kocem z gorącą lemoniadą w dłoniach (Harry nie lubił gorącej czekolady co czasem było dziwne) i z ciałami skierowanymi w swoją stronę jakby były gotowe na rozmowę. Byli blisko, prawie jak przyjaciele. Anne było obok Harry’ego tak często jak mogła, z wyjątkiem szkoły, więc wiedziała że jeżeli Harry będzie chciał rozmawiać, to przyjdzie do niej. Czekała na rozmowę od kilku dobrych tygodni, ale nigdy nie zmuszała do niczego swojego syna. W końcu po całym tym oczekiwaniu, poczuła to znajome szarpnięcie za rękaw, które Harry wykonywał zawsze, kiedy chciał porozmawiać o czymś ważnym.
Wyglądał niepewnie i trochę niezdecydowane, kiedy wypijał po trochu swoją gorącą lemoniadę. Nie rozmawiali, tylko relaksowali się w spokojnej atmosferze, do której Anne miała pewność, że istnieje. Szczerze rozmowa to był moment podczas którego Anne, naprawdę nie chciała aby Harry czuł się niekomfortowo, więc zrobiła wszystko co tylko możliwe, aby chłopak mógł się jak najlepiej przyzwyczaić.
Kiedy skończyły im się napoje i puste kubki położyli na stoliku obok nich, Anne trąciła Harry’ego, który wyglądał jakby zagubił się w jakimś transie. Mówiła do niego delikatnie nie używając w swoim głosie żadnego nacisku.
– Hej, Harry, chciałeś porozmawiać?
Zarumienił się nieznacznie, kiedy wyrwał się z amoku i podniósł odrobinę koc w poszukiwaniu czarnego pisaka. Zainwestowali już dawno w białą tablicę dla Harry’ego, ponieważ tak było prościej chłopakowi, kiedy musiał coś szybko komuś przekazać.
Pokiwał w odpowiedzi uśmiechając się w jej kierunku. Ściągnął zatyczkę z długopisu zębami, wyrzucając ją na koc i przykładając pisak do tablicy. Kiedy to już zrobił nie był w stanie nim ruszyć. Zamarł. Anne obserwowała jak ciężko oddycha, jego klatka piersiowa naprzemiennie spinała się i relaksowała. Jego zielone oczy rozbiegane były po pokoju szukając jakiejś podpowiedzi. Po rozpatrzeni swojego mózgu, jego oczy powędrowały w kierunku Anne, gdzie zamrugał kilka razy jak gdyby chciał zakomunikować „Nie wiem jak to powiedzieć” albo „Nie wiem od czego zacząć’”.
- Zacznij od głównego tematu. Powiedz o czym będziemy rozmawiać i od tego zaczniemy. - Ton głosu Anne nie był zbytnio protekcjonalny, był przejęty.
Harry powoli poruszył swoim pisakiem po tablicy, powodując piskliwy dźwięk.
~Louis~
„Oczywiście” pomyślała. W jakiś sposób przewidywała, że będzie chodzić o starszego chłopaka. Wszystko teraz toczyło się tylko wokół niego, oczywiście nie żeby narzekała. Lubiła go, a on sprawiał, że jej dziecko było szczęśliwe, więc nic innego się nie liczyło.
- Więc co z nim? - Zapytała.
~Te… te uczucia które czuje.~
Anne pokiwała głową przezornie, nie wiedząc do czego zmierza ta rozmowa. Jej oczy były szeroko otwarte i ciekawe kiedy mówiła
– I jakie to uczucia? Możesz mi je opisać?
Harry toczył ze sobą wojnę. Nie mógł ułożyć lub znaleźć jakiś konkretnych słów w swojej głowie, które brzmiałyby zrozumiale dla Anne. Przygryzał swoją dolną wargę we frustracji pisząc coś, jednak potem wymazując zaraz po tym, kiedy zdał sobie sprawę że nie są wypowiedziane zgodnie z prawdą. Popatrzał na mamę z zmieszaniem w oczach. Oczywiście, nie wiedział co to za uczucie i nie wiedział jak je opisać.
- Okej, więc kiedy odczuwasz „to”? - zapytała delikatnie. Nie chciała żeby brzmiało to jak sesja u psychologa ze zrozumieniem wzięła dłoń Harry’ego w swoją i pogłaskała bladą skórę. Harry nawet nie poruszył się na ten dotyk, więc z pewnością musiał pozwolić odsłonić się swojej pewnego rodzaju zasłonie w momencie, kiedy pociągnął ją za rękaw.
~Za każdym razem kiedy jestem w jego pobliżu.~
- W porządku. Więc jest to miłe uczucie? Czy złe?
Harry popatrzał na nią z niepewnością. Ewidentnie był on niezdecydowany w odpowiedzi, a to stawało się oczywiste dla Anne, że właśnie dla tego chciał o tym porozmawiać. Nie wiedział jakie są jego uczucia, czy powinien je mieć i dlaczego je ma. Anne wiedziała gdzieś głęboko w swojej głowie o co chodzi, ale czekała na to, aż Harry sam o tym powie.
- Czujesz się lepiej, kiedy to czujesz? Czujesz się szczęśliwy?
~Tak… Wydaje mi się że tak.~
- Czujesz to jedynie w otoczeniu Lou?
Harry wyglądał na zszokowanego i zmieszanego, kiedy Anne nazwała Louis używając zdrobnienia i zamrugał kilkakrotnie patrząc na nią. Szybko jednak odpisywał jej na tablicy to co ukrywało się głęboko w jej głowie.
~Tak. Nigdy wcześniej nie czułem czegoś takiego wokół nikogo innego. A teraz czuję to tylko przy nim. Nigdy nie miałem niczego podobnego, a kiedy pierwszy raz się spotkaliśmy, to po prostu się stało.~
Anne zamyśliła się na kilka minut, podczas kiedy Harry bawił się luźną nitką wystającą z koca, przewidując jej werdykt. Anne nie chciała pokazać mu swoich myśli, jednak dla niej było to już pewne o co chodzi. Tak, chciała aby Harry sam do tego doszedł, jednak nie wyglądał na takiego, który miałby to zrobić. Część Anny była smutna, że nie potrafił tego zrobić, że nie miał takich doświadczeń wcześniej. Ale potem uświadamiała sobie, że Harry czuł to. Anne uśmiechała się do niego zachęcająco.
- Harry, nie chcę żebyś się przeraził, w porządku? – Zaczęła, a oczy Harry’ego nagle wypełniły się obawą.- O nie skarbie. To nic złego! Nie martw się! - Poprawiła się, a strach powoli się zmniejszał.
- Sądzę że… Sądzę że go lubisz.
Anne mogła zauważyć, co zmieniło się w głowie Harry’ego, powoli, ale pewnie. Jego oczy wbiły się w ścianę za nią, jak gdyby starał się znaleźć w niej odpowiedź. To było proste oświadczenie i najpierw słowa kobiety musiały zostać przez niego dobrze przyjęte zanim zrozumiał, co ze sobą niosą. Był mądry. Zawsze świetny w szkole, z każdego przedmiotu miał piątki, ale jeżeli chodzi o sprawy sercowe, to ewidentnie były jego słabą stroną. Nigdy nie był zbyt pewny siebie, aby pytać o uczucia, chciał być niezależny i odkryć je na własną rękę. Jednak czasami nie da się tego zrobić i właśnie dlatego potrzebował do ich wyjaśnienia Anne.
Kobieta obserwowała jak realizacja napływa do zielonych oczu Harry’ego. Załatała jadeitowe kropki i ścisnęła plamki złota. Stały się one szersze, jednak cała reszta jego twarzy pozostawała pozbawiona emocji. Jego oczy opowiadały o wszystkim co działo się w jego głowie, kiedy starał się znaleźć prawdę w tym, co powiedziała Anne.
Dotarły jednak one po pewnym czasie do kobiety, a ta mogła zobaczyć w nich zmieszane emocje które odczuwał. Jego twarzy wykrzywiona była w małym, zmartwionym grymasie, a jego czoło zmarszczyło się. Anne upewniła się, że jej wyraz twarzy przekazuje chłopakowi jedynie wsparcie i zrozumienie, kiedy szukał w niej wsparcia. Ślepo szukał pisaka i kiedy znalazł go, oderwał swoje spojrzenie od niej i popatrzał na tablicę.
~Co ma zrobić?~
Anne poczuła, że zaraz serce wyskoczy z jej klatki piersiowej. Jego oczy były tak szerokie i niewinne, kiedy patrzał na nią. Harry z pewnością zaprzeczy temu, jeżeli kiedykolwiek o tym wspomni (nie żeby miała to zrobić),ale była w nich jakby mgiełka zrozumienia, która zagrożona jest zniknięciem.
- Aww, kochanie, chodź tutaj. - Powiedziała ciepło, podnosząc delikatnie koc i wyciągając ręce. Harry obrócił się i utonął w jej ramionach, pozwalając się przytulić i położyć swoją głowę na jej klatce piersiowej.
- Chce abyś to zapamiętał, dobrze? To, że lubisz Louisa nie jest niczym złym. Nie ma w tym niczego niewłaściwego i nie musisz nic z tym robić. To, że zorientowałeś się, że lubisz go trochę inaczej niż przyjaciela niczego nie zmienia. Wciąż kochasz go jak przyjaciela, więc nic w tej kwestii się nie zmienia, a prawdopodobnie zakochałeś się w nim.- Harry poruszał głową zgadzając się z nią. - Więc nic się nie zmienia. To po prostu mały dodatek w uczuciach, który wcale nie zmienia wielu rzeczy. Czujesz to już od pewnego czasu prawda? No właśnie, więc nie musisz zachowywać się inaczej niż przedtem. Nie chcę abyś martwił się o miłość, ponieważ jest ona naturalna. Wszyscy odczuwają to uczucie w swoim życiu, a to jest twój pierwszy raz. I wiesz co? Moim zdaniem Louis jest najlepszą osobą, na której możesz tego doświadczyć, ponieważ dba o ciebie i jestem wręcz pewna, że pewnego dnia, może jeszcze nie teraz, on odkryje że lubi cię w ten sam sposób.
Harry przez chwilę nie poruszał się, jakby chciał, aby słowa jego mamy zostały wchłonięte przez jego mózg, po czym popatrzał na nią jak gdyby chciał zapytać „Naprawdę tak sądzisz?”
- Jak mógłby tego nie poczuć? Jesteście wspaniałymi przyjaciółmi, więc jestem pewna że bylibyście również wspaniałą parą.
Harry chwycił tablicę i napisał w odpowiedzi.
~Więc jeżeli bylibyśmy razem nie miałabyś nic przeciwko?~
- Oczywiście że nie. H! Kocham Louisa w każdym calu. Byłabym zachwycona, jeżeli mogłabym go nazywać chłopakiem swojego syna ! - Harry wyglądał na szczęśliwego z powodu tego, co powiedziała jego mama. Delikatnie się uśmiechnął. Anne nie chciała, żeby jego uśmiech zniknął, był to dość niespodziewany wyraz twarzy, szczególnie jeżeli miałoby się patrzeć na to jak wyglądał kilka chwil temu, jednak i tak musiała się upewnić. że Harry wszystko zrozumiał.
- Ja… Nie chcę żebyś za bardzo się tym nakręcił. Tak, uważam że bylibyście świetną parą i powiedziałam również, że jest to możliwe jedynie wtedy, kiedy sam odkryje że cię lubi, ale nie wiem tego w stu procentach. Nie wiem co dzieje się w jego głowie, więc nie chcę dawać Ci nadziei, bo nie wiem czy kiedykolwiek się to zdarzy. Wiem że brzmi to trochę okrutnie, ale po prostu nie chcę żebyś cierpiał, H.
~Oczywiście że nie będę mamo. Znaczy mam na myśli, że nie będę wymagał od niego aby mnie polubił… Rozumiem że on może nigdy nie polubić mnie w ten sam sposób w jaki ja lubię jego. Ale i tak to miłe uczucie, wiesz? Próbuję zbytnio się w to nie zagłębić… Ale będziesz przy mnie jeżeli jednak to zrobię?~
-Oczywiście, że będę tam dla ciebie. Kiedykolwiek będziesz potrzebował rozmowy, nawet na najgłupszy temat przychodź prosto do mnie, okej? Nie ukrywaj tych uczuć za długo w sobie, ponieważ staną się cierpkie. Zawsze będę ci pomagać, H, chcę żebyś zawsze był tak szczęśliwy jak teraz.
~Dziękuję Ci mamo. Kocham Cię.~
Z załzawionymi oczyma po przeczytaniu kilkanaście razy tego, co napisał Harry, Anne pocałowała go w czoło odpowiadając:
-Też Cię kocham H, też Cię kocham.
***
Więc Anne była tam i przyglądała się, jak jej syn dobrze bawi z chłopakiem, którego lubi. Wyglądał na tak szczęśliwego, pomimo tego że nie wiedział czy jego uczucie jest odwzajemnione. Anne poczuła pewien wstyd z powodu, że wcześniej nie zauważyła tego. Te adorujące oczy były takie znajome. Wiedziała, że nie były tam od początku. Po tym wszystkim, Harry nie miał na tyle pewności siebie, żeby pozwolić sobie nawet podświadomie zacząć lubić chłopaka, dopóki nie dowiedział się ostatecznie, że są przyjaciółmi.
Gdzieś w podświadomości, Anne wiedziała, że każdy początek nowej relacji depta drogę przez gęste lasy i przeskakuje kłody, to ich związek zaprzeczał temu kompletnie i ukazywał jedynie perfekcyjność. Z obserwacji kobiety, niemożliwe wręcz było to by tylko jedną ze stron opętało zauroczenie. Obydwoje siebie pragnęli.
Louis był niesamowicie otwartym i przyjaznym mężczyzną, a jego przyjaźń z Harrym była dużo głębsza. Chociaż ktoś mógł powiedzieć, że ich więź była tak silna jedynie przez troskę jaką się darzyli, to Anne wiedziała, że jest tam coś jeszcze, jakkolwiek Louis wiedział o tym lub nie. Harry znał już swoje uczucia i mógł czekać tyle, ile potrzeba, ponieważ nie wiedział co stanie się potem, nie wiedział jak wygląda prawdziwy związek. Anne nie była pewna, czy Louis byłby aż tak ostrożny, jeżeli to on najpierw domyśliłby się swoich uczuć. Jednak pomijając to, tak długo aż są razem i Harry jest szczęśliwy, wszystko inne nie ma znaczenia.
Zawsze istniała obawa o to, że Louis może skrzywdzić Harry’ego, a on nigdy się z tego nie podniesie. Przybiera do serca dużo więcej rzeczy niż wypuszcza i jedno ważne przeżycie, które wymsknęłoby mu się, mogłoby zburzyć całe te trzy miesiące, kiedy wydawał się być najszczęśliwszym człowiekiem na ziemi. Ale Anne wiedziała, że Harry zdawał sobie ze wszystkiego sprawę po ich ostatniej rozmowie. Jeżeli chłopak zaufał Louisowi, to kobieta zrobi to samo.
Rzucając ostatnie spojrzenie chłopcom, którzy byli totalnie zamknięci w swoim świecie, Anne uśmiechnęła się delikatnie i zostawiła ich, by mogli spędzić swoje wspólne popołudnie.
- Hazz, naprawdę nie mam już siły grać. - Louis westchnął, pocierając swoje oczy dłońmi. Minęło już około półtorej godziny, od kiedy Harry przyjechał. Teraz nawet delikatne uderzenie w klawisz pianina denerwował go. To nie tak, że te dźwięki były tak okropne i zadawały mu ból głowy. Był niesamowicie zmęczony i nie był się w stanie skoncentrować nad pięknem pianina. Wiedział, że pewnie gdyby grał, jego zmęczenie minęłoby. Jednak nie chciał się zmuszać do tego , żeby wydobyć z siebie chęć do robienia tego. Granie z Harrym było proste i nie chciał tego zmieniać, nawet jeżeli miałby się zmuszać do uderzania palcami o klawisze.
Harry z pytającym wyrazem twarzy popatrzał na Lou. Jego oczy były ciekawe, dlaczego Louis nie chce grać. Nie pokazywały one bólu ani niczego podobnego. Po prostu rozmyślał on nad tym, dlaczego Louis nie chciał robić tego, co robią razem co tydzień.
-J a tylko… Boże wiem że to głupie wytłumaczenie, ale jestem po prostu okropnie zmęczony. - Louis odpowiedział chichotając. Popatrzał na Harry’ego, który złożył usta w dziubek i zmarszczył czoło.
- Co? Czemu tak na mnie patrzysz?! - Louis zapytał z poruszeniem.
Harry wyciągnął rękę po długopis i papier, który leżał na pianinie i szybko zapisał to co znajdowało się w jego głowie.
~Ktoś wczoraj długo był na nogach. Czy może był to poranek? Ciekawa noc?~
Harry dokuczał mu. Dokuczał mu z powodu tego, że Louis prawdopodobnie znów dobrze się zabawił. Chłopak cieszył się jednak, że ten Harry czuje się z nim na tyle komfortowo, by żartować sobie z takich rzeczy. To sprawiało, że Louis odżywał. Mógł przekomarzać się z nim jak z każdą inną osobą. To był kolejny puzzle do normalnej relacji.
- Nie, naprawdę nie! Nawet nie wychodziłem z mieszkania! Miałem nawet położyć się wcześniej spać, ale potem przyszli Zayn, Liam i Niall z piwem i pizzą. Nie mogłem się im przeciwstawić. Skończyło się na tym, że graliśmy na Xbox’ie i zrobiliśmy sobie maraton filmowy. No dobra, to nie był nawet maraton, ponieważ usnęliśmy po dwóch godzinach, ale wciąż było około 4 nad ranem kiedy odlecieliśmy, więc nie możesz mnie winić.
Harry popatrzał na niego sceptycznie jakby sprawdzał czy kłamie. Wyglądało na to, że Louis mówił prawdę, a worki pod oczami były na to dowodem. Pomijając je, jego twarz wyglądała na rozjaśnioną i ewidentnie nie było na niej oznak kaca. Harry pokiwał delikatnie, starając się przekazać Louisowi że mu wierzy, po czym podniósł długopis i zaczął pisać.
~Dobra, więc co chcesz robić? Znaczy na dworze jest trochę deszczowo, więc nie chce tam wychodzić, a tu nie ma niczego innego oprócz pianina, a grać nie chcesz, więc…~
Louis siedział zamyślony przez moment, po czym zapytał.
– Możemy porozmawiać? – Jego ramiona podniosły się w westchnieniu, a usta zacisnęły się razem nadając swojej wypowiedzi delikatności tak, by Harry mógł się najwyżej nie zgodzić z jego sugestią.
Harry nie zrobił tego jednak, zamiast tego, pokiwał głową i uśmiechnął się radośnie. To była taka prosta rzecz, którą ucieszył chłopaka z kręconymi włosami. Sugestia rozmowy uszczęśliwiła go automatycznie.
- Czuję że muszę z tobą porozmawiać… - Louis powiedział cicho przejeżdżając palcami po brodzie. W momencie, kiedy skończył przerzucił nogę nad krzesłem tak że zwisały po obu stronach.
- Obróć się, żebym mógł Cię zobaczyć. Możesz zamknąć pianino i położyć kartkę właśnie na tej pokrywie. - powiedział. Harry zrobił wszystko powoli, po czym podniósł nogi prawie kopiąc kolanem Louisa w twarz, ponieważ były takie długie i umieścił je tak, by siedzieć w podobnej pozycji do swojego rozmówcy naprzeciw niego.
- Więc o czym chcesz porozmawiać, Harry? W porządku. Właśnie zastanawiam się czemu udawałem Sandy, to przecież nawet nie jest tekst z filmu. Dobra, po prostu udajmy, że nie zrobiłem tego i przejdźmy dalej… - Louis uśmiechnął się w momencie, kiedy zdał sobie sprawę ze swojego błędu i automatycznie poprawił się. Harry nie przestawał się śmiać z tego powodu, czego Louis wcale się nie spodziewał.
~Uhm… Unikając tematu dlaczego jesteś zmęczony, opowiesz mi o swoich przyjaciołach? ~
Dobra, to pytanie było zdradliwe.
Louis nie wiedział co ma o nich powiedzieć. Oczywiście nie zamierzał wspomnieć o antypatii jaką kierowali w stronę chłopaka, ponieważ nigdy nie powiedział tak okropnie ignorancyjnego. Jednak ciężko mu było to powiedzieć. Nie chciał zrobić z siebie chwalipięty. Harry nie miał wcześniej żadnych przyjaciół; tak bardzo jak bolało przez to serce Louisa, nie miał ich. Więc nie chciał zbytnio chwalić się doświadczeniami jakie przeżył ze swoimi wszystkimi wspaniałymi przyjaciółmi.
- Co chcesz wiedzieć?
~To byli Ci, którzy przyszli wczoraj do parku?~
Louis przełknął ślinę
- Tak to byli oni. Zayn to ten z włosami postawionymi do góry, ten tajemniczy ‘bad boy’. Niall to ten z blond włosami. A Liam z ciemno brązowymi.
~Wyglądałeś jakbyś się z nimi kłócił… wszystko z wami w porządku?~
- Tak, teraz tak. To nie było nic poważnego. Oni są niesamowicie prostymi ludźmi. Nie widzą innych kolorów niż czarny i biały. Wiem, że czasem nie jest to dobre, ale są dobrymi facetami, pomimo tych kłótni, które czasem przerabiamy. Zawsze będą moimi najlepszymi przyjaciółmi.
~Wyglądają na dość mądrych facetów. Lubię mieć wokół siebie takich ludzi. Kogoś, kto nigdy nie zostawi i zna lepiej niż ktokolwiek inny…~
Wyraz twarzy Harry’ego nie był skrajnie skruszony i bolesny, ale nie był też szczęśliwy i uradowany. Jego twarz była prawie pozbawiona emocji, jakby temat ich rozmowy nie był warty tego. To oczywiste, że znaczyło to coś dla niego, ale nie chciał pokazywać tego aż tak bardzo.
- Są… - Louis nie wiedział jak skomentować wypowiedź Harry’ego. Chciał być taktowny w swoich słowach, ale z drugiej strony nie chciał czegoś narzucać przyjacielowi. Zdecydował się jednak na szczerość. - Chciałbym uważać, że jestem kimś takim; kimś takim dla ciebie. Nie zamierzam Cię zostawić i wiem, że nie znam Cię lepiej od twojej rodziny, ale nadal wiem o tobie bardzo dużo, prawda?
Harry westchnął, kiedy odpowiadał.
Tak. Chciałbym właśnie tak myśleć, ale ja nie znam Cię tak, jak oni znają ciebie, prawda?
Louis zastanawiał się przez moment. Oczywiście, chłopaki znali go najlepiej, prawdopodobnie lepiej nawet niż jego mama. On i Zayn byli ze sobą przez praktycznie całe swoje życia. Mógłby powiedzieć o nim wszystko i vice versa. Więc nie, Harry nie znał go aż tak dobrze jeszcze. Ale nikt nie powiedział, że nie będzie się mógł wszystkiego dowiedzieć. Louis był pewien, że tak długo jak Harry go chciał, będzie tutaj i nauczy się wszystkiego o nim, jednocześnie mówiąc wszystko czego będzie chciał.
W pewien sposób, Harry znał Louisa z trochę innej strony niż chłopaki. Nie miał na nich ochoty. Nigdy nie miał i nie będzie miał na nich ochoty. Nigdy nie czuł tych irytująco błogich motylków w swoim brzuchu przy nich, co zdarzało się zawsze, kiedy pomyślał o tym, że mógłby zamknąć swoją dłoń w uścisku dużej dłoni Harry’ego. Chłopak znał tę bardziej delikatną i wrażliwą jego stronę, tak samo jak tę niespokojną stronę.
- Znaczy… Mam na myśli… Znam ich całe życie, a my znamy się jedynie trzy miesiące, więc to raczej niemożliwe żebyś wszystkiego dowiedział się na raz. Ale wiesz o mnie wiele, a ja wiem wiele o tobie, nawet jeżeli mieliśmy na to jak na razie tak mało czasu. -Louis przerwał. Jego głowa pochyliła się, kiedy miał kontynuować. – A tak w ogóle, Ty znasz inną stronę mnie, której oni nie znają…
Na twarzy Harry’ego zarysowało się zmieszanie. Był niepewny tego co Louis do niego mówił. Niebieskooki był szczęśliwy, że to powiedział. Nie chciał mówić żadnych dodatkowych zdań, ale jego odpowiedź nie była wystarczająco zrozumiała, a to po prostu wyśliznęło się z jego ust. Głównym powodem dla którego nie chciał powiedzieć Harry’emu że lubi go w trochę inny sposób, było to, że bał się, iż go przerazi. Jednak właśnie pozwolił w panice wyśliznąć się tym słowom. Oczywiście, byłby niesamowicie szczęśliwy, jeżeli mógłby być z tym chłopakiem parą. Zdanie nie było straszne, jednak coś nadal nie pozwalało mu tego powiedzieć.
~Jaką?~
- Po prostu, jest inna strona… - Louis powiedział niejasno. Chłopak nigdy nie był aż tak otwarty z Harrym, ale kiedy aż tak bardzo zainteresował się jego życiem, nie chciał powiedzieć niczego, czego mógłby się wystraszyć.
Harry siedział skupiony na tym co powiedział Louis. Jego czoło było zmarszczone, a na policzkach malował się piękny rumieniec spowodowany tym, że czuł się głupio niezrozumiany przez Louisa.
~Ja nie rozumiem… Nie wiem o niczym innym, o czym oni wiedzą. Przecież zachowujesz się ze mną tak samo jak z nimi, prawda?~
- Ty jesteś inny, Hazz! Ty jesteś… Harrym. A oni to Zayn, Liam i Niall. Zupełni inaczej czuje się przy nich, a przy tobie! - Wyrwało mu się. Jego ręce mocno gestykulowały, kiedy próbował wyjaśnić swoje słowa.
Harry popatrzał na niego z zmieszanymi i mokrymi oczami. Delikatnie uśmiechał się, kiedy starszy chłopak bredził. To, co mówił Louis nie miało sensu, a on w kółko starał się to udowodnić.
~Jaka jest więc różnica? Nie rozumiem gdzie ją widzisz! Czy to nie jest czymś dobrym?~
- Ja… tak oczywi… w pewien sposób, no… ale w bardzo mały, w porządku tak… ja… tylko. Argh, nie mogę… tylko, wiesz kiedy masz chłopaka? To uczucie?
Harry zamarł, czego nie dało się przegapić. Jego głowa pochyliła się, a jego sylwetka stała się zgarbiona. Louis nie widział jego oczu, ale przypuszczał że były mocno zamknięte. Jego lewa ręka zaciśnięta była w pięść trzymając materiał spodni. Głowa poruszała się na boki w taki sposób, że Louis nie wiedział czy jest to odpowiedź czy reakcja na nią.
- Hej, skarbie, co się stało? - zapytał delikatnie, używając palca wskazującego aby podnieść głowę chłopaka. Jego oczy otworzyły się powoli i zaprzeczył swoją głową tym razem wolniej.
To zajęło Louisowi chwilę, aby zrozumieć odpowiedź na jego pytanie. Uderzyło to prosto w jego serce. Harry niesamowicie cierpiał. Wyglądał na tak złego i zawstydzonego swoją odpowiedzią. Louis chciał pochwycić go w największy uścisk jaki potrafił, ponieważ obserwowanie Harry’ego w takim stanie przyprawiało jego serce do tego, że rozsypywało się na kawałki.
- Ty- ty nie znasz tego uczucia? - Zapytał cicho i delikatnie. Jego palec nadal pozostawał pod brodą Harry’ego, nie pozwalając mu schować głowy.
Harry westchnął głośno i odstawił głowę od palca Louisa. Na jego ustach pojawił się wykrzywiony uśmiech w momencie, kiedy kręcił swoją głową na boki, jak gdyby odpowiedź na pytanie Louisa była najbardziej oczywistą odpowiedzią na świecie. Podniósł długopis z pianina i zaczął pisać nim po kartce papieru.
~Dobra, oczywiście, jestem daleki poczucia tego, co Ty teraz czujesz.~
- Co masz na myśli? - Louis zapytał, praktycznie szepcąc. Atmosfera w pokoju z radosnej stała się niesamowicie przygnębiająca.
~Nigdy się nawet nie całowałem.~
To stało się wtedy, kiedy Louis przeczytał te słowa wiele razy. Harry wydał z siebie pozbawione humoru westchnięcie, które nie było zaakcentowane przez psotę bądź śmiech. Louis czuł, jak te słowa wręcz wżerają się w jego skórę. Z oczami Harry’ego, które z sekundy na sekundę stawały się coraz bardziej zaszklone i realizmem tych słów, Louis mógł powiedzieć, że ten temat nie był czymś błahym dla chłopaka. Wydawał się być niesamowicie poruszony tematem, iż nigdy się nie całował, co sprawiało, że Louis tracił głos.
Ten sposób w jaki napisał „Nigdy się nawet nie całowałem”. Wyraz „nawet” brzmiał jakby była to najłatwiejsza rzecz na świecie, a nawet tego nie mógł osiągnąć. Wyglądało to tak, jakby było to czymś co stało u podnóża góry, pierwszy płotek, a on nie był w stanie go pokonać i otworzyć sobie drogę do większych przeżyć. Łącząc to ze sposobem w jaki Harry reagował. Wyglądał na wręcz zdesperowanego. Nie w ten sposób. Nie w głupi sposób, w którym byłby zdesperowany żeby pocałować się nie zważając na wszystko. Nie, on wyglądał na pragnącego kogoś kto zrozumie. Kogoś kto zainteresuje się nim.
- Harry, nie denerwuj się, proszę. - Louis powiedział w momencie, kiedy załzawione oczy chłopaka przeskanowały jego twarz. Umieścił dłoń pod podbródkiem Harry’ego i zaczął gładzić kciukiem jego delikatną skórę policzka.
Harry popatrzał na niego i westchnął, jakby chciał powiedzieć „Nie potrafię nic na to poradzić”
- Proszę, porozmawiaj ze mną, nie lubią patrzeć na ciebie w takim stanie. - powiedział delikatnie. Harry zamknął oczy powoli i chwycił długopis. Louis przestał rozluźniać go swoją dłonią i odsunął ją, aby pozwolić chłopakowi pisać.
~Nie zrozumiesz…~
- Spróbuję, jednak pozwól mi na to bo bardzo tego chcę. - Oczy Harry’ego popatrzały w Louisa. Był to jedynie moment, jednak wystarczył by chłopak z kręconymi włosami uwierzył w to, co mówi do niego jego przyjaciel. Louis chciał wiedzieć i chciał zrozumieć co Harry czuje. Przejmował się nim na tyle ,że mógłby go słuchać dniami.
Harry pokiwał w momencie, kiedy pisał na kartce kolejne słowa.
~To znajome chwile i będzie niesamowicie patetyczne. Nie chcę Cię za bardzo obciążyć wyrzucając na Ciebie wszystkie swoje problemy…~
- Serio Harry, chcę Cię słuchać. Ty nigdy niczym nie obciążysz mnie, łapiesz to? A problemy nigdy nie są patetyczne jeżeli kogoś ranią. Jeżeli jest to ważne dla ciebie, to również dla mnie.
~Okej… w porządku… nie wiem nawet od czego zacząć. Czuje się głupio pisząc to, bo dla innych nie jest to niczym specjalnym i to nie oddziałuje tak na nich. Niektórzy nawet w ogóle się tym nie przejmują, a pocałunek jest dla nich jedną z form wyrażenia uczucia. Jednak dla mnie… dla mnie znaczy to coś, ponieważ ja nigdy nie otrzymałem żadnego uczucia od nikogo. Nie pozwalam ludziom nawet się dotknąć. Nie potrafię sobie z tym poradzić, po prostu to robię. Nie robię tego z jakimś zamiarem. Czuje się po prostu niekomfortowo jeżeli robi to ktoś obcy. Najpierw muszę znaleźć osobę, z którą czuje się dobrze i mogę z nią normalnie przebywać, żeby nawet mogło przejść mi przez głowę, aby ją pocałować. Wiem, że to brzmi jakbym był niecierpliwy, ale jeżeli czeka się już tak długo to nie ma się siły robić tego dalej.
Wiem że prawdopodobnie powinienem obwiniać siebie o to jaki jestem, ale ciężko zaakceptować jest to, że nikt nie chce nawet ze mną porozmawiać.
To mnie rani. Wiem, brzmi to patetycznie. Nie mam kogoś, kto może mnie pocałować, więc cierpię? Wiem, na świecie jest wiele innych problemów. Ludzie umierają z błahych powodów, a ja siedzę i rozpaczam nad tym, że nikt nie chce mnie pocałować. Ale to właśnie jest największy problem jaki posiadam i jedyny na jakim się koncentruje. Wiem, że fakt, iż nie mówię, jest również dużym kłopotem, ale już się do tego przyzwyczaiłem. Nie przejmowałem się tym, że nie jestem z nikim do jakiś kilku lat wstecz. Jestem w wieku, w którym ludzie mają już swoich pierwszych chłopaków czy dziewczyny i już uprawiają ze sobą seks, a ja nie mogę nawet otrzymać pocałunku. Głupiego pieprzonego pocałunku.
To dzieje się wtedy, kiedy widzę jakąś parę. Wyglądają na takich szczęśliwych, a ja tylko chcę poczuć w jakimś małym procencie to, co oni czują. Oni muszą być zadowoleni ze swojego życia, ponieważ wiedzą, że istnieje ktoś kto ich lubi za to jacy są. Podoba im się to jak wyglądają i jacy są w środku. Uważają że są piękni i cudowni. Potencjalnie chcą być ze sobą do końca swoich dni. Dlaczego ktoś nie może mnie polubić w ten sposób?
Kiedy słyszysz, że dziewczyny rozmawiają ze sobą o uprawianiu seksu, czujesz jakby było to kierowane w twoim kierunku. Tak jakby śmiali się z faktu, że nawet się nie całowałeś. One robiły to w momencie, kiedy ukończyły jedenaście lat.
To sprawia, że czuję się taki niedojrzały. Oni są dużo bardziej doświadczeni. Całowali się i robili inne rzeczy, rzeczy które ja mogę sobie jedynie wyobrazić, ponieważ nie potrafię nawet przeskoczyć przez pierwszy płotek.
Jestem przerażony, że nikt nigdy mnie nie pokocha w ten sposób. Jestem przerażony, że całe życie będę sam. Ponieważ szczerze, kto pokocha niemowę? Uważają, że jestem głupi i dziecinny ponieważ nie mam pojęcia co zrobić, aby ich pocałować. Uważają mnie za niedoświadczonego i zostawiają. Ale tak w ogóle, to jeszcze nie było nikogo, kto chciałby mnie pocałować.
Niektórzy ludzie w ogóle nie przykładają wagi do pocałunków. Całują wszystkich. I bez obrazy, ale jesteś jednym z nich. Nie nienawidzę Cię za to. Tak w ogóle to się tym nie przejmuje. Mówię jedynie, że większość ludzi właśnie tak się zachowuje. Jest to dla nich coś mało ważnego. Dla mnie jest naprawdę sporo. To pokazuje wiele emocji i jest czymś, co zrobisz z osobą którą lubisz, by pokazać jej jak bardzo Ci zależy. A większość ludzi nie przykłada większej wagi do osoby, którą całuje.
Ale są też tacy, którzy dokładnie wiedzą z kim są, są tymi, którzy obdarowywani są słowami jacy są piękni, cudowni, gorący lub szczupli. Są tymi, którzy są zakochani.
To tylko… To takie jebanie proste. To dlaczego nie całowałem się jeszcze?
Czy jestem brzydki?
Czy jestem dziwny?
Czy naprawdę jestem aż tak pojebany?
Czy jestem wariatem?
Czy jestem człowiekiem, który jest aż tak bardzo niemożliwy do pokochania, że nie można go nawet pocałować?
Harry nie mógł powstrzymać dużej guli, która właśnie powstawała w jego gardle, ani łez, które rodziły się w oczach. Czuł się niesamowicie patetycznie. Czuł się głupio. Nigdy nie powiedział nikomu jak się czuł w tym temacie. To było coś, co dusiło się w nim przez cały czas. Jednak nagle, kiedy błękitne oczy popatrzyły na niego, potrafił wylać to wszystko na papier i przestać ze sobą walczyć. Jego słowa zajęły praktycznie całą kartkę, jednak wciąż czuł, że nie powiedział wszystkiego. Te wszystkie emocje nie mogły zająć tylko tyle miejsca.
Wiedział, że Louis nie będzie się z niego śmiał, jednak wciąż część jego mózgu była wystraszona, że Louis uzna go za zbyt niewinnego i zostawi go.
Ponieważ właśnie taki był Harry: niewinny. Nikt nie powiedział mu, że jest piękny i choć nie zmieniał się przez to, nie czuł się komfortowo z tym, że ktoś przejmował się nim. Oczywiści jego mama mówiła mu to wiele razy i miał również rodzinę, ale tych komplementów nie bierze się na poważnie, ponieważ wypowiedziane są w zupełnie inny sposób.
Harry tylko chciał być kochany.
Był wystraszony, by popatrzeć na Louis i zobaczyć jego reakcję podczas, kiedy o czytał jego wypowiedź. Nie chciał widzieć jego twarzy, kiedy uzmysłowił sobie jaki patetyczny jest.
Wreszcie, Harry usłyszał jak Louis przesuwa się na stołku. Bez wypowiadania ani jednego słowa Louis usiadł na krześle krzyżując nogi, a potem podniósł kolana Harry’ego by zrobił to samo. Harry zrobił dokładnie to, co Louis, ale wciąż nie patrzał na jego twarz. Kartka leżała pomiędzy nimi.
Ich kolana dotykały się, kiedy siedzieli. Kolana Harry’ego aż parzyły od dotyku kolan Louisa. Wciąż nie był przyzwyczajony do dotyku Louisa i na pewno to, że lubił Louisa bardziej nie pomagało mu w tym.
Kiedy obydwie ręce Louisa pochwyciły policzki Harry’ego i starał się podnieść twarz do góry, Harry zrobił wszystko, aby wyglądać normalnie, co nie było proste, ponieważ był bardzo emocjonalny. Nie pozwalał mu łatwo tego zrobić, na co Louis jedynie wyszeptał:
- Daj spokój Harry, popatrz na mnie.
Oczy Harry’ego tańczyły twarzy Louisa, szukając jakiegoś cienia rozbawienia. Niestety nie znalazł żadnego. Popatrzał w oczy Louisa i zobaczył, że chłopak nie zamierzał się śmiać. Wyglądał może nawet na tak smutnego jak Harry. Chłopak zabrał w sobie słowa kręconowłosego głęboko do siebie. Rozumiał go.
- Chcę… Chcę żebyś mnie posłuchał, dobrze? Nie przeszkadzaj mi, nie zaprzeczaj lub dementuj niczego. Tylko słuchaj.
Harry pokiwał, nie wiedząc do czego zmierza rozmowa. Słowa Louisa były ciężkie i musiał odchrząknąć by móc dalej mówić.
-T y… kurwa Harry. Ty nie zdajesz sobie sprawy z tego jak piękny jesteś, prawda? Ja… ja nigdy nie widziałem przedtem nikogo, kto byłby tak piękny i wyglądał jak ty. Nie ma niczego, co jakoś stawia Cię z boku grupy. Jednak z drugiej strony wybijasz się trochę od reszty, ale w dobrym sensie, ponieważ jesteś najwspanialszą osobą jaką spotkałem. Zapomnij o fakcie, że nie mówisz, zapomnij o tym, że może nie lubisz nawiązywać z kimś fizycznego kontaktu i zapomnij o tym, że się nie całowałeś. Nic z tego nie ma znaczenia. Ty Hazz jesteś perfekcyjny. Twój wygląd zewnętrzny jest równie wspaniały jak wewnętrzy. Masz nieziemskie zielone oczy, w których przypuszczam, nikt nie zauroczył się tak jak ja. Masz wspaniałe kręcone włosy, delikatniejsze niż wszystko inne. Jesteś po prostu sobą. Ludzie są idiotami, że jeszcze nie całowali się z tak wspaniałą osobą.
Serce Harry’ego biło jak szalone. Oddychał przez nos przygryzając dolną wargę. Mógł się założyć, że jego oczy były szerokie, kiedy patrzał prosto na Louisa. Nie wiedział co ma zrobić, kiedy te słowa zostały wypowiedziane w jego kierunku.
Nikt nigdy nie powiedział do niego niczego podobnego, niczego tak miłego. Nie dało się praktycznie w nie uwierzyć. Harry nie potrafił przyjąć aż tak wielkiej dawki komplementów, kiedy w przeszłości nie otrzymał ani jednego. Słysząc, że wychodzą one od Louisa, dostawały specjalną wagę. Louis był chłopakiem, którego lubił i choć komplementy wcale nie znaczyły, że również go lubił, nadal pochodziły od mężczyzny, którego podziwiał, więc tylko to miało znaczenie.
Louis właśnie nazwał go pięknym.
Nie potrafił nawet opisać jak się teraz czuł.
Ślepo sięgnął po długopis i położył papier na kolanie, żeby móc napisać. Ręka Louisa odsunęła się od jego twarzy i nagle jego skóra stała się jakaś nienaturalnie zimna.
~Ja… Nikt nie powiedział do mnie wcześniej czegoś podobnego…~
- Wiem i to właśnie jest parodia, że tego nie zrobili. Ponieważ zasługujesz, aby mówiono Ci je miliony razy w kółko, naprawdę.
Serce Harry’ego znowu zatrzepotało, a w brzuchu poczuł przyjemne motyle.
~Ja po prostu chcę być specjalny. Marzę o tym, by być wystarczająco wystarczającym, by ktoś mnie polubił w taki sam sposób i chciał pokochać mnie i mówił mi te wszystkie rzeczy, które właśnie Ty powiedziałeś…~
- Kurwa, Harry, jesteś specjalny. Nie widzisz tego, ale jesteś. Nikt nie jest tak specjalny jak Ty, przysięgam Ci. Ja… Ja marzę o tym, by być wystarczającym dla ciebie…
Wystarczającym dla mnie? Harry był zaskoczony. Oczywiście że był specjalny. O czym w ogóle on mówił? Jeżeli już coś, to Harry nie był wystarczający dla Louisa. Był nikim i niczym nadzwyczajnym.
~Co masz na myśli mówiąc, że nie jesteś wystarczający dla mnie?~
Louis westchnął i przejechał ręką po swojej twarzy. Otworzył i zamknął swoje usta kilkakrotnie. Gdy już dźwięk miał się z nich wydostawać, szybko zostały zatrzymane. Starszy chłopak zamknął mocno oczy w momencie, kiedy miał mówić, jakby miał mówić jakiś sekret, pomimo tego, że nie mógł tego zrobić.
- Ja… ja naprawdę Cię lubię, Harry. Tak lubię, lubię, bardziej niż powinienem. I nienawidzę tego, że nie zasługuję na ciebie. Pragnę być dla ciebie wystarczający, ponieważ chcę się w tobie zakochać bardziej, niż wszystkim innym. Chcę być twoim pierwszym pocałunkiem, naprawdę chcę, ale nie mogę tego zrobić, jeżeli Ty nie lubisz mnie w taki sposób, jak ja ciebie. Nie zasługuje na to, bo Ty potrzebujesz kogoś wyjątkowego, aby to zrobić. Ja nie jestem tym właściwym.
Harry myślał, że zacznie się hiperwentylować w momencie, kiedy Louis mówił. Louis nie kłamał. Myśl ta przelatywała przez głowę Harry’ego wiele razy w momencie, kiedy przemawiał. Jego oczy zawsze pokazywały czy mówił prawdę, cokolwiek by zrobił, z jego oczu czytać można było jak z otwartej książki. Więc kiedy Harry zobaczył w nich czystą szczerość i odrobinę bólu, myślał że jego serce roztopi się.
Tysiąc myśli przelatywało w jednej sekundzie przez jego głowę. ‘Louis lubi mnie’ - biegało po jego umyśle tak szybko, że nie potrafił tego pochwycić. Nie rozumiał jak to możliwe. Louis lubił go? Chłopaka, który nie może mówić? To nie było możliwe.
Jak gdyby zauważając (w pewien sposób) załamanie Harry’ego, Louis szybko zaczął mówić.
- Boże, przepraszam. Łapę to, Ty mnie nie lubisz. Kurwa jestem taki głupi. Proszę, nie chcę aby to jakoś nam przeszkodziło w przyjaźni, proszę. Naprawdę uwielbiam być twoim przyjacielem i nie wiem co zrobiłbym, jeżeli byś mnie znienawidził i -
Harry przerwał brednie Louisa, przez pokazanie mu tego co szybko zapisał na kartce papieru. Jedyną emocją jaka malowała się na jego twarzy to szok.
~Naprawdę tak czujesz?~
- Tak, jestem w stu procentach pewien. Przepraszam, jeżeli cię wystraszyłem. Przysięgam, że już nigdy nie wrócę do tego tematu, jeżeli powiesz mi żebym się odczepił. Ja łapię to, znaczy -
~Bardzo dużo mówisz.~
Poczucie humoru Harry’ego nie spowodowało, że Louis zachichotał, choć spowodowało, że przestał pieprzyć od rzeczy.
~Możesz nie bredzić i odpowiedzieć mi w oczywisty sposób. To naprawdę dużo dla mojej głowy…
Więc lubisz mnie? W ten sposób?~
- Tak. Bardziej niż możesz sobie wyobrazić. Nie kocham Cię, ale lubię… oops, przepraszam. - Louis mrugnął w momencie, kiedy przypomniał sobie że ma przestać mówić od rzeczy. Jego usta jednak wyglądały tak jakby nadal miały ochotę mówić.
~W taki sposób, jak ja lubię ciebie?~
- Uh… Dobrze. Ale to zależy w jaki sposób Ty lubisz mnie? - Głos Louisa podniósł się delikatnie, kiedy kończył zdanie.
~Więc ja sądzę… Sądzę że lubię, lubię cię…~
Harry zarumienił się. kiedy zapisał te słowa, a kolor zmienił się na szkarłatny, kiedy wręczał kartkę Louisowi. Może to serce, serce Harry’ego spowodowało, że zauważył, iż oczy Louisa zabłysły w momencie, kiedy czytał to, co było zapiane na papierze, jednak nawet jeżeli Harry zauważył chłopaka i jego uśmiech od ucha do ucha.
- Ty… Ty naprawdę?
~Tak… Ja tak… nawet bardzo…~
- Wow! Okej… nie wiem nawet co powiedzieć…
~… Więc… jeżeli obydwoje się lubimy, to co Ty na to, że chcę, abyś mnie pocałował?~
Harry obserwował jak Louis zamiera. Patrzył na Harry’ego przez kilka sekund. Na jego twarzy malowały się różne emocje.
- Nie… Ja nie mogę ci tego odebrać, Hazz. Nie mogę być tym, kto odbierze Ci coś tak specjalnego. - To było oczywiste, że Louis tego chce. Błysk w jego oku był szczery. Jednak coś nie pozwalało mu na to.
~Lou, proszę. Nie chcę, aby ktokolwiek inny był moim pierwszym pocałunkiem…~
Po przerwie na przemyślenie swojej decyzji, oczy Louisa rozbłysły się i stały się szersze. Patrzał głęboko w zieleń Harry’ego. Tym razem chłopak z kręconymi włosami nie przerwał tego spojrzenia. Kochał spoglądać w oczy Louisa, a tym razem były one jaśniejsze niż kiedykolwiek przedtem. Przyglądał się, jak chłopak przygryzał swoją wargę, żeby powstrzymać się przed uśmiechem. Skupił się jednak na tym, że Louis wyglądał na niesamowicie szczęśliwego, a wszystko to było spowodowane właśnie przez niego.
Serce Harry’ego biło jak szalone, a nerwy niszczyły jego kości bardziej niż mógł to sobie wyobrazić. Poziom adrenalina był wysoki, jednak i tak nie przerwała obawy o to, że robi coś złego. Nie mógł tego spieprzyć , po prostu nie mógł.
Louis przysunął się do niego powoli. Jedną ze swoich dłoni pochwycił policzek Harry’ego, podczas gdy drugą utonął na jego karku. Oddech Harry’ego był głęboki i ciężki, nie mógł tego powstrzymać. Kiedy ich twarze znajdowały się zaledwie kilak centymetrów od siebie, Louis wyszeptał ‘Nie bój się Harry.’
Harry chciał powiedzieć, że nie jest wystraszony, tylko zmartwiony. Chciał żeby to było perfekcyjne. Był podekscytowany bardziej niż przedtem. Niecierpliwie oczekiwał perfekcyjnych ust chłopaka. Oczekiwał momentu aż się spotkają, aż te delikatne usta spotkają się z jego po raz pierwszy.
Było to trochę zamazane, ale jednocześnie perfekcyjnie proste. Oczy Louisa zaczęły zamykać się powoli, a co Harry pozwolił swoim zrobić to samo. Czuł jak Louis przysuwa się bliżej. Robił to samo. Byli tak blisko. Zaledwie kilka milimetrów. Myśli Harry’ego drżały z emocji.
A potem się dotknęli.
Nie poruszali się; pozostawali w bezruchu. Usta Louisa przycisnęły się do ust Harry’ego, niezbyt mocno, lecz też nie zbyt delikatnie.
Zrobił to po prostu idealnie.
Usta jednego jak i drugiego były zaciśnięte. Myśl żeby zrobić cos więcej była kusząca, jednak Harry pozostawał w tym bezruchu, ponieważ kochał prostotę.
Przez dziesięć sekund właśnie to robili. Harry nie potrafił opisać tego co czuł. To było tak jakby cały świat krążył wokół Louisa i jego ust.
Z oporem Louis odsunął się od niego. Harry powlókł się za nim, kiedy to robił, chcąc aby ten dotyk trwał tak długo jak tylko mógł, jednak po chwili poddał się i pozwolił im się oddalić. W momencie, kiedy to się stało, Louis oparł swoje czoło o czoło Harry’ego. Otworzył oczy i zobaczył, że zieleń błyszczy dokładnie prze nim, a plamki w niej tańczą w radości.
Szeptając Louis powiedział
- Więc… Harry Stylesie, zostaniesz moim chłopakiem?
Serce Harry’ego rozpływało się w jego klatce piersiowej, a usłyszeć je mógł w swoich uszach. Biło tak szybko, że było to wręcz niemożliwe. Jego ręce trzęsły się w momencie, kiedy przykładał długopis do papieru.
~Definitywnie.~
Anne wlokła się za Harrym, kiedy szli korytarzem. Jego kroki były szybkie i zbyt energiczne, aby kobieta mogła utrzymać mu tempa. Na jednym ramieniu przewieszoną miała torbę, a na drugim torbę Harry’ego. Chłopak był taki… - Anne nie mogła znaleźć innego słowa żeby to opisać, nawet jeżeli miałoby być to zbyt emocjonalne, żeby wpasować się w tę sytuację – podekscytowany, że aż zostawił swoją brązową torbę na tylnym siedzeniu. Wyskoczył z samochodu w takim pośpiechu, że potknął się o swoje długie stopy, które chciały z powrotem przywołać go do jego normalnego tempa.
Anne chichotała patrząc na swojego syna i potrzęsła swoją głową w konsternacji. Nie było nawet żadnego powodu, dla którego Harry miałby być taki podekscytowany; nic niezwykłego się nie zdarzyło. Był to normalny dzień; nie żadne urodziny ani specjalne wydarzenie. Nie, to była normalna Sobota dla Harry’ego. Dla Anne był to kolejna pobudka i niecałe cztery tygodnie do koncertu, który miał kończyć jej charytatywną pracę na Uniwersytecie. Jednak to wcale nie interesowało Harry’ego, no dobrze może trochę. Po tym co usłyszała od chłopaka tydzień temu, kiedy rozmawiali sobie, wiedziała że zakończenie spotkań na uczelni nie zrobi wielkiej różnicy.
Więc podążała za Harrym do Uniwersytetu, pokazując swoim współpracownikom, że zaraz wróci przed tym, jak kontynuowała bieg za Harrym wzdłuż korytarza. Chyba nawet to, że się przewrócił nie spowodowało, iż jej syn wrócił do rzeczywistości, ale tak szczerze, to kto tak naprawdę wiedział co dzieje się w głowie tego chłopaka.
Harry natychmiast zatrzymał się przed drzwiami, które były otwarte. Kiedy Anne oparła się o ścianę w ciszy, czekając na jakąkolwiek reakcję Harry’ego, mogła zobaczyć ten psotny błysk w jego oczach, który rzadko dało się zauważyć.
Normalnie, każdy rodzić byłby na tyle spostrzegawczy, by coś takiego zobaczyć. Westchnęliby w niezadowoleniu i czekali niecierpliwie, aż dziecko powie im co zbroiło, aby mogli jak najbardziej zmniejszyć szkodę nią spowodowaną. Z Anne, jednakże było inaczej. Lata jego dzieciństwa nie były wypełnione żadnymi psotami ani napadami błazenady. Wypełnione były ograniczonym śmiechem i spokojem, te cenne chwile razem. Harry oczywiście żartował, nie był całkowicie pozbawiony poczucia humoru. Rzeczywiście miał trochę oschły humor i chociaż nikt naprawdę nie wiedział tego dobrze, bawił się na rodzinnych wypadach.
To było prostsze dla Anne, widzieć bardziej - nie żeby Harry był nudny, apatyczny i poważny - zabawową stronę Harry’ego, kiedy byli na wspólnych wycieczkach. W domu zazwyczaj zamykał się w swoim pokoju, wpatrywał się w telewizor godzinami lub praktycznie przyklejał się do pianina i grał. To nie było tak, że nigdy nie spędzał czasu ze swoją rodziną i w domu, tylko łatwiej mu było po prostu robić to na spacerze lub na pikniku w parku.
Ale to się zmieniło. Przez całe te poprzednie lata, Harry nigdy nie miał nikogo innego do dokuczania, jak tylko Gemme. Co z tego, że była ona dziewczyną - bardzo dziewczęcą dziewczyną - w dodatku nigdy ją to nie interesowało. Dlatego właśnie, kiedy zobaczyła tę nieprzyzwoitą ekspresję u chłopaka, zdziwiło ją to. To był bardzo zadowalająca niespodzianka, jeżeli o to chodzi, rozgrzewająca serce.
Wiele rzeczy zmieniło się w ciągu ostatnich trzech miesięcy - trzech miesięcy? Anne nie mogła uwierzyć, że minęło aż tyle czasu od momentu, kiedy Louis po raz pierwszy spotkał Harry’ego. Psotliwość i szczęście coraz częściej gościły w życiu Loczka.
Anne wróciła do teraźniejszości, kiedy Harry poklepał ją po ramieniu, a ten błysk nadal tańczył w jego oczach. Podniósł palec do swoich ust. Anne nic nie mówiła, ale jej serce załamywało się za każdym razem, kiedy Harry robił coś podobnego, coś, co mówiło innym żeby się uspokoili, bo chciał coś przekazać. Bolało to bardziej, ponieważ chłopak nie mógł nic powiedzieć.
Matka pokiwała w zrozumieniu głową i udała się za Harrym, który popchnął drzwi i udał się na palcach w kierunku Louisa. Chłopak brzdąkał sobie coś bezcelowo na pianinie nieświadomy tego, że ktoś zbliża się w jego kierunku. Anne schowała się za drzwiami wystraszona o to, że może zniszczyć cały plan Harry’ego prze wykonanie niewłaściwego kroku. Patrzała na to jak przez chwilę ręce Harry’ego zawisały nad ramionami Louisa, po czym chwyciły je gwałtownie. Louis podskoczył w szoku i wydał z siebie dziewczęcy pisk. Otworzył szeroko oczy, czym wzbudził u chłopaka z kręconymi włosami wybuch śmiechu.
Serce Anne rozpływało się w szybkim tempie, kiedy usłyszała w swoich uszach śmiech swojego syna. Nie mogła powstrzymać szerokiego uśmiechu na swoich ustach, który spowodowany był jednocześnie reakcją Harry’ego i Louisa. Oczywiście, słyszała wcześniej śmiech Harry’ego, ale teraz mogła prawie poczuć jego ukryty zachwyt i szczęście, które wypływało z każdego dźwięku wydostającego się z jego ust.
Zmieszany ze śmiechem Louisa brzmiał perfekcyjnie. Śmiech Harry’ego był głęboki, jednak nadal można było usłyszeć w nim dziecinność i niewinność. Louisa zaś był raczej wysoki, czasem donośny, jednak, nie był aż tak wysoki aby był wkurzający. Te dwa śmiechy idealnie ze sobą współgrały. To było jakby oby dwa opowiadały jakąś swoją historię, a po połączeniu mówiły opowieść - leczy tym razem o ich dwójce.
Śmiech Harrego był nowy i odświeżający.
Louisa był pewny siebie i zdrowy.
Obydwa były szczęśliwe.
Usiedli razem na krześle, Harry po lewej, a Louis po prawej stronie. Anne wręcz nie chciała psuć im tej wspaniałej chwili, jednak nie mogła wyjść bez pożegnania się z Harrym.
Podeszła obok nich. Harry zauważył ją pierwszy. Uśmiechnął się szczerze, z taką nadzieją i zadowoleniem w oczach, że Anne aż chciała mu zrobić zdjęcia by zachować to na wieki. Bez słów poklepała jego ramię zachęcająco i położyła torbę za krzesłem. Wymruczała szybkie „do zobaczenia później” dla Louisa, który uśmiechnął się szeroko w odpowiedzi i powoli wyszła z pokoju. Ich przekomarzanie zaczęło się zaraz po tym, jak opuściła pokój i nie mogła powstrzymać się żeby nie zostać chwilę przy drzwiach i poczekać jeszcze - oczywiście ukrywając się za nimi.
Tak naprawdę to nie słuchała o czym mówią, nie jej myśli były zupełnie gdzie indziej. Kiedy widziała jak blisko siebie siedzą, ręce Harry’ego, które trzymają dłonie Louisa i prowadzą je po pianinie i to jak patrzył w oczy niebieskookiego z tym uczuciem o którym razem z jej dzieckiem dyskutowali. Myśli Anne powróciły do nocy tydzień temu.
***
Nie zdarzało się często, że Anne miała okazję do tego. aby posiedzieć z Harrym na kanapie, przykryci kocem z gorącą lemoniadą w dłoniach (Harry nie lubił gorącej czekolady co czasem było dziwne) i z ciałami skierowanymi w swoją stronę jakby były gotowe na rozmowę. Byli blisko, prawie jak przyjaciele. Anne było obok Harry’ego tak często jak mogła, z wyjątkiem szkoły, więc wiedziała że jeżeli Harry będzie chciał rozmawiać, to przyjdzie do niej. Czekała na rozmowę od kilku dobrych tygodni, ale nigdy nie zmuszała do niczego swojego syna. W końcu po całym tym oczekiwaniu, poczuła to znajome szarpnięcie za rękaw, które Harry wykonywał zawsze, kiedy chciał porozmawiać o czymś ważnym.
Wyglądał niepewnie i trochę niezdecydowane, kiedy wypijał po trochu swoją gorącą lemoniadę. Nie rozmawiali, tylko relaksowali się w spokojnej atmosferze, do której Anne miała pewność, że istnieje. Szczerze rozmowa to był moment podczas którego Anne, naprawdę nie chciała aby Harry czuł się niekomfortowo, więc zrobiła wszystko co tylko możliwe, aby chłopak mógł się jak najlepiej przyzwyczaić.
Kiedy skończyły im się napoje i puste kubki położyli na stoliku obok nich, Anne trąciła Harry’ego, który wyglądał jakby zagubił się w jakimś transie. Mówiła do niego delikatnie nie używając w swoim głosie żadnego nacisku.
– Hej, Harry, chciałeś porozmawiać?
Zarumienił się nieznacznie, kiedy wyrwał się z amoku i podniósł odrobinę koc w poszukiwaniu czarnego pisaka. Zainwestowali już dawno w białą tablicę dla Harry’ego, ponieważ tak było prościej chłopakowi, kiedy musiał coś szybko komuś przekazać.
Pokiwał w odpowiedzi uśmiechając się w jej kierunku. Ściągnął zatyczkę z długopisu zębami, wyrzucając ją na koc i przykładając pisak do tablicy. Kiedy to już zrobił nie był w stanie nim ruszyć. Zamarł. Anne obserwowała jak ciężko oddycha, jego klatka piersiowa naprzemiennie spinała się i relaksowała. Jego zielone oczy rozbiegane były po pokoju szukając jakiejś podpowiedzi. Po rozpatrzeni swojego mózgu, jego oczy powędrowały w kierunku Anne, gdzie zamrugał kilka razy jak gdyby chciał zakomunikować „Nie wiem jak to powiedzieć” albo „Nie wiem od czego zacząć’”.
- Zacznij od głównego tematu. Powiedz o czym będziemy rozmawiać i od tego zaczniemy. - Ton głosu Anne nie był zbytnio protekcjonalny, był przejęty.
Harry powoli poruszył swoim pisakiem po tablicy, powodując piskliwy dźwięk.
~Louis~
„Oczywiście” pomyślała. W jakiś sposób przewidywała, że będzie chodzić o starszego chłopaka. Wszystko teraz toczyło się tylko wokół niego, oczywiście nie żeby narzekała. Lubiła go, a on sprawiał, że jej dziecko było szczęśliwe, więc nic innego się nie liczyło.
- Więc co z nim? - Zapytała.
~Te… te uczucia które czuje.~
Anne pokiwała głową przezornie, nie wiedząc do czego zmierza ta rozmowa. Jej oczy były szeroko otwarte i ciekawe kiedy mówiła
– I jakie to uczucia? Możesz mi je opisać?
Harry toczył ze sobą wojnę. Nie mógł ułożyć lub znaleźć jakiś konkretnych słów w swojej głowie, które brzmiałyby zrozumiale dla Anne. Przygryzał swoją dolną wargę we frustracji pisząc coś, jednak potem wymazując zaraz po tym, kiedy zdał sobie sprawę że nie są wypowiedziane zgodnie z prawdą. Popatrzał na mamę z zmieszaniem w oczach. Oczywiście, nie wiedział co to za uczucie i nie wiedział jak je opisać.
- Okej, więc kiedy odczuwasz „to”? - zapytała delikatnie. Nie chciała żeby brzmiało to jak sesja u psychologa ze zrozumieniem wzięła dłoń Harry’ego w swoją i pogłaskała bladą skórę. Harry nawet nie poruszył się na ten dotyk, więc z pewnością musiał pozwolić odsłonić się swojej pewnego rodzaju zasłonie w momencie, kiedy pociągnął ją za rękaw.
~Za każdym razem kiedy jestem w jego pobliżu.~
- W porządku. Więc jest to miłe uczucie? Czy złe?
Harry popatrzał na nią z niepewnością. Ewidentnie był on niezdecydowany w odpowiedzi, a to stawało się oczywiste dla Anne, że właśnie dla tego chciał o tym porozmawiać. Nie wiedział jakie są jego uczucia, czy powinien je mieć i dlaczego je ma. Anne wiedziała gdzieś głęboko w swojej głowie o co chodzi, ale czekała na to, aż Harry sam o tym powie.
- Czujesz się lepiej, kiedy to czujesz? Czujesz się szczęśliwy?
~Tak… Wydaje mi się że tak.~
- Czujesz to jedynie w otoczeniu Lou?
Harry wyglądał na zszokowanego i zmieszanego, kiedy Anne nazwała Louis używając zdrobnienia i zamrugał kilkakrotnie patrząc na nią. Szybko jednak odpisywał jej na tablicy to co ukrywało się głęboko w jej głowie.
~Tak. Nigdy wcześniej nie czułem czegoś takiego wokół nikogo innego. A teraz czuję to tylko przy nim. Nigdy nie miałem niczego podobnego, a kiedy pierwszy raz się spotkaliśmy, to po prostu się stało.~
Anne zamyśliła się na kilka minut, podczas kiedy Harry bawił się luźną nitką wystającą z koca, przewidując jej werdykt. Anne nie chciała pokazać mu swoich myśli, jednak dla niej było to już pewne o co chodzi. Tak, chciała aby Harry sam do tego doszedł, jednak nie wyglądał na takiego, który miałby to zrobić. Część Anny była smutna, że nie potrafił tego zrobić, że nie miał takich doświadczeń wcześniej. Ale potem uświadamiała sobie, że Harry czuł to. Anne uśmiechała się do niego zachęcająco.
- Harry, nie chcę żebyś się przeraził, w porządku? – Zaczęła, a oczy Harry’ego nagle wypełniły się obawą.- O nie skarbie. To nic złego! Nie martw się! - Poprawiła się, a strach powoli się zmniejszał.
- Sądzę że… Sądzę że go lubisz.
Anne mogła zauważyć, co zmieniło się w głowie Harry’ego, powoli, ale pewnie. Jego oczy wbiły się w ścianę za nią, jak gdyby starał się znaleźć w niej odpowiedź. To było proste oświadczenie i najpierw słowa kobiety musiały zostać przez niego dobrze przyjęte zanim zrozumiał, co ze sobą niosą. Był mądry. Zawsze świetny w szkole, z każdego przedmiotu miał piątki, ale jeżeli chodzi o sprawy sercowe, to ewidentnie były jego słabą stroną. Nigdy nie był zbyt pewny siebie, aby pytać o uczucia, chciał być niezależny i odkryć je na własną rękę. Jednak czasami nie da się tego zrobić i właśnie dlatego potrzebował do ich wyjaśnienia Anne.
Kobieta obserwowała jak realizacja napływa do zielonych oczu Harry’ego. Załatała jadeitowe kropki i ścisnęła plamki złota. Stały się one szersze, jednak cała reszta jego twarzy pozostawała pozbawiona emocji. Jego oczy opowiadały o wszystkim co działo się w jego głowie, kiedy starał się znaleźć prawdę w tym, co powiedziała Anne.
Dotarły jednak one po pewnym czasie do kobiety, a ta mogła zobaczyć w nich zmieszane emocje które odczuwał. Jego twarzy wykrzywiona była w małym, zmartwionym grymasie, a jego czoło zmarszczyło się. Anne upewniła się, że jej wyraz twarzy przekazuje chłopakowi jedynie wsparcie i zrozumienie, kiedy szukał w niej wsparcia. Ślepo szukał pisaka i kiedy znalazł go, oderwał swoje spojrzenie od niej i popatrzał na tablicę.
~Co ma zrobić?~
Anne poczuła, że zaraz serce wyskoczy z jej klatki piersiowej. Jego oczy były tak szerokie i niewinne, kiedy patrzał na nią. Harry z pewnością zaprzeczy temu, jeżeli kiedykolwiek o tym wspomni (nie żeby miała to zrobić),ale była w nich jakby mgiełka zrozumienia, która zagrożona jest zniknięciem.
- Aww, kochanie, chodź tutaj. - Powiedziała ciepło, podnosząc delikatnie koc i wyciągając ręce. Harry obrócił się i utonął w jej ramionach, pozwalając się przytulić i położyć swoją głowę na jej klatce piersiowej.
- Chce abyś to zapamiętał, dobrze? To, że lubisz Louisa nie jest niczym złym. Nie ma w tym niczego niewłaściwego i nie musisz nic z tym robić. To, że zorientowałeś się, że lubisz go trochę inaczej niż przyjaciela niczego nie zmienia. Wciąż kochasz go jak przyjaciela, więc nic w tej kwestii się nie zmienia, a prawdopodobnie zakochałeś się w nim.- Harry poruszał głową zgadzając się z nią. - Więc nic się nie zmienia. To po prostu mały dodatek w uczuciach, który wcale nie zmienia wielu rzeczy. Czujesz to już od pewnego czasu prawda? No właśnie, więc nie musisz zachowywać się inaczej niż przedtem. Nie chcę abyś martwił się o miłość, ponieważ jest ona naturalna. Wszyscy odczuwają to uczucie w swoim życiu, a to jest twój pierwszy raz. I wiesz co? Moim zdaniem Louis jest najlepszą osobą, na której możesz tego doświadczyć, ponieważ dba o ciebie i jestem wręcz pewna, że pewnego dnia, może jeszcze nie teraz, on odkryje że lubi cię w ten sam sposób.
Harry przez chwilę nie poruszał się, jakby chciał, aby słowa jego mamy zostały wchłonięte przez jego mózg, po czym popatrzał na nią jak gdyby chciał zapytać „Naprawdę tak sądzisz?”
- Jak mógłby tego nie poczuć? Jesteście wspaniałymi przyjaciółmi, więc jestem pewna że bylibyście również wspaniałą parą.
Harry chwycił tablicę i napisał w odpowiedzi.
~Więc jeżeli bylibyśmy razem nie miałabyś nic przeciwko?~
- Oczywiście że nie. H! Kocham Louisa w każdym calu. Byłabym zachwycona, jeżeli mogłabym go nazywać chłopakiem swojego syna ! - Harry wyglądał na szczęśliwego z powodu tego, co powiedziała jego mama. Delikatnie się uśmiechnął. Anne nie chciała, żeby jego uśmiech zniknął, był to dość niespodziewany wyraz twarzy, szczególnie jeżeli miałoby się patrzeć na to jak wyglądał kilka chwil temu, jednak i tak musiała się upewnić. że Harry wszystko zrozumiał.
- Ja… Nie chcę żebyś za bardzo się tym nakręcił. Tak, uważam że bylibyście świetną parą i powiedziałam również, że jest to możliwe jedynie wtedy, kiedy sam odkryje że cię lubi, ale nie wiem tego w stu procentach. Nie wiem co dzieje się w jego głowie, więc nie chcę dawać Ci nadziei, bo nie wiem czy kiedykolwiek się to zdarzy. Wiem że brzmi to trochę okrutnie, ale po prostu nie chcę żebyś cierpiał, H.
~Oczywiście że nie będę mamo. Znaczy mam na myśli, że nie będę wymagał od niego aby mnie polubił… Rozumiem że on może nigdy nie polubić mnie w ten sam sposób w jaki ja lubię jego. Ale i tak to miłe uczucie, wiesz? Próbuję zbytnio się w to nie zagłębić… Ale będziesz przy mnie jeżeli jednak to zrobię?~
-Oczywiście, że będę tam dla ciebie. Kiedykolwiek będziesz potrzebował rozmowy, nawet na najgłupszy temat przychodź prosto do mnie, okej? Nie ukrywaj tych uczuć za długo w sobie, ponieważ staną się cierpkie. Zawsze będę ci pomagać, H, chcę żebyś zawsze był tak szczęśliwy jak teraz.
~Dziękuję Ci mamo. Kocham Cię.~
Z załzawionymi oczyma po przeczytaniu kilkanaście razy tego, co napisał Harry, Anne pocałowała go w czoło odpowiadając:
-Też Cię kocham H, też Cię kocham.
***
Więc Anne była tam i przyglądała się, jak jej syn dobrze bawi z chłopakiem, którego lubi. Wyglądał na tak szczęśliwego, pomimo tego że nie wiedział czy jego uczucie jest odwzajemnione. Anne poczuła pewien wstyd z powodu, że wcześniej nie zauważyła tego. Te adorujące oczy były takie znajome. Wiedziała, że nie były tam od początku. Po tym wszystkim, Harry nie miał na tyle pewności siebie, żeby pozwolić sobie nawet podświadomie zacząć lubić chłopaka, dopóki nie dowiedział się ostatecznie, że są przyjaciółmi.
Gdzieś w podświadomości, Anne wiedziała, że każdy początek nowej relacji depta drogę przez gęste lasy i przeskakuje kłody, to ich związek zaprzeczał temu kompletnie i ukazywał jedynie perfekcyjność. Z obserwacji kobiety, niemożliwe wręcz było to by tylko jedną ze stron opętało zauroczenie. Obydwoje siebie pragnęli.
Louis był niesamowicie otwartym i przyjaznym mężczyzną, a jego przyjaźń z Harrym była dużo głębsza. Chociaż ktoś mógł powiedzieć, że ich więź była tak silna jedynie przez troskę jaką się darzyli, to Anne wiedziała, że jest tam coś jeszcze, jakkolwiek Louis wiedział o tym lub nie. Harry znał już swoje uczucia i mógł czekać tyle, ile potrzeba, ponieważ nie wiedział co stanie się potem, nie wiedział jak wygląda prawdziwy związek. Anne nie była pewna, czy Louis byłby aż tak ostrożny, jeżeli to on najpierw domyśliłby się swoich uczuć. Jednak pomijając to, tak długo aż są razem i Harry jest szczęśliwy, wszystko inne nie ma znaczenia.
Zawsze istniała obawa o to, że Louis może skrzywdzić Harry’ego, a on nigdy się z tego nie podniesie. Przybiera do serca dużo więcej rzeczy niż wypuszcza i jedno ważne przeżycie, które wymsknęłoby mu się, mogłoby zburzyć całe te trzy miesiące, kiedy wydawał się być najszczęśliwszym człowiekiem na ziemi. Ale Anne wiedziała, że Harry zdawał sobie ze wszystkiego sprawę po ich ostatniej rozmowie. Jeżeli chłopak zaufał Louisowi, to kobieta zrobi to samo.
Rzucając ostatnie spojrzenie chłopcom, którzy byli totalnie zamknięci w swoim świecie, Anne uśmiechnęła się delikatnie i zostawiła ich, by mogli spędzić swoje wspólne popołudnie.
- Hazz, naprawdę nie mam już siły grać. - Louis westchnął, pocierając swoje oczy dłońmi. Minęło już około półtorej godziny, od kiedy Harry przyjechał. Teraz nawet delikatne uderzenie w klawisz pianina denerwował go. To nie tak, że te dźwięki były tak okropne i zadawały mu ból głowy. Był niesamowicie zmęczony i nie był się w stanie skoncentrować nad pięknem pianina. Wiedział, że pewnie gdyby grał, jego zmęczenie minęłoby. Jednak nie chciał się zmuszać do tego , żeby wydobyć z siebie chęć do robienia tego. Granie z Harrym było proste i nie chciał tego zmieniać, nawet jeżeli miałby się zmuszać do uderzania palcami o klawisze.
Harry z pytającym wyrazem twarzy popatrzał na Lou. Jego oczy były ciekawe, dlaczego Louis nie chce grać. Nie pokazywały one bólu ani niczego podobnego. Po prostu rozmyślał on nad tym, dlaczego Louis nie chciał robić tego, co robią razem co tydzień.
-J a tylko… Boże wiem że to głupie wytłumaczenie, ale jestem po prostu okropnie zmęczony. - Louis odpowiedział chichotając. Popatrzał na Harry’ego, który złożył usta w dziubek i zmarszczył czoło.
- Co? Czemu tak na mnie patrzysz?! - Louis zapytał z poruszeniem.
Harry wyciągnął rękę po długopis i papier, który leżał na pianinie i szybko zapisał to co znajdowało się w jego głowie.
~Ktoś wczoraj długo był na nogach. Czy może był to poranek? Ciekawa noc?~
Harry dokuczał mu. Dokuczał mu z powodu tego, że Louis prawdopodobnie znów dobrze się zabawił. Chłopak cieszył się jednak, że ten Harry czuje się z nim na tyle komfortowo, by żartować sobie z takich rzeczy. To sprawiało, że Louis odżywał. Mógł przekomarzać się z nim jak z każdą inną osobą. To był kolejny puzzle do normalnej relacji.
- Nie, naprawdę nie! Nawet nie wychodziłem z mieszkania! Miałem nawet położyć się wcześniej spać, ale potem przyszli Zayn, Liam i Niall z piwem i pizzą. Nie mogłem się im przeciwstawić. Skończyło się na tym, że graliśmy na Xbox’ie i zrobiliśmy sobie maraton filmowy. No dobra, to nie był nawet maraton, ponieważ usnęliśmy po dwóch godzinach, ale wciąż było około 4 nad ranem kiedy odlecieliśmy, więc nie możesz mnie winić.
Harry popatrzał na niego sceptycznie jakby sprawdzał czy kłamie. Wyglądało na to, że Louis mówił prawdę, a worki pod oczami były na to dowodem. Pomijając je, jego twarz wyglądała na rozjaśnioną i ewidentnie nie było na niej oznak kaca. Harry pokiwał delikatnie, starając się przekazać Louisowi że mu wierzy, po czym podniósł długopis i zaczął pisać.
~Dobra, więc co chcesz robić? Znaczy na dworze jest trochę deszczowo, więc nie chce tam wychodzić, a tu nie ma niczego innego oprócz pianina, a grać nie chcesz, więc…~
Louis siedział zamyślony przez moment, po czym zapytał.
– Możemy porozmawiać? – Jego ramiona podniosły się w westchnieniu, a usta zacisnęły się razem nadając swojej wypowiedzi delikatności tak, by Harry mógł się najwyżej nie zgodzić z jego sugestią.
Harry nie zrobił tego jednak, zamiast tego, pokiwał głową i uśmiechnął się radośnie. To była taka prosta rzecz, którą ucieszył chłopaka z kręconymi włosami. Sugestia rozmowy uszczęśliwiła go automatycznie.
- Czuję że muszę z tobą porozmawiać… - Louis powiedział cicho przejeżdżając palcami po brodzie. W momencie, kiedy skończył przerzucił nogę nad krzesłem tak że zwisały po obu stronach.
- Obróć się, żebym mógł Cię zobaczyć. Możesz zamknąć pianino i położyć kartkę właśnie na tej pokrywie. - powiedział. Harry zrobił wszystko powoli, po czym podniósł nogi prawie kopiąc kolanem Louisa w twarz, ponieważ były takie długie i umieścił je tak, by siedzieć w podobnej pozycji do swojego rozmówcy naprzeciw niego.
- Więc o czym chcesz porozmawiać, Harry? W porządku. Właśnie zastanawiam się czemu udawałem Sandy, to przecież nawet nie jest tekst z filmu. Dobra, po prostu udajmy, że nie zrobiłem tego i przejdźmy dalej… - Louis uśmiechnął się w momencie, kiedy zdał sobie sprawę ze swojego błędu i automatycznie poprawił się. Harry nie przestawał się śmiać z tego powodu, czego Louis wcale się nie spodziewał.
~Uhm… Unikając tematu dlaczego jesteś zmęczony, opowiesz mi o swoich przyjaciołach? ~
Dobra, to pytanie było zdradliwe.
Louis nie wiedział co ma o nich powiedzieć. Oczywiście nie zamierzał wspomnieć o antypatii jaką kierowali w stronę chłopaka, ponieważ nigdy nie powiedział tak okropnie ignorancyjnego. Jednak ciężko mu było to powiedzieć. Nie chciał zrobić z siebie chwalipięty. Harry nie miał wcześniej żadnych przyjaciół; tak bardzo jak bolało przez to serce Louisa, nie miał ich. Więc nie chciał zbytnio chwalić się doświadczeniami jakie przeżył ze swoimi wszystkimi wspaniałymi przyjaciółmi.
- Co chcesz wiedzieć?
~To byli Ci, którzy przyszli wczoraj do parku?~
Louis przełknął ślinę
- Tak to byli oni. Zayn to ten z włosami postawionymi do góry, ten tajemniczy ‘bad boy’. Niall to ten z blond włosami. A Liam z ciemno brązowymi.
~Wyglądałeś jakbyś się z nimi kłócił… wszystko z wami w porządku?~
- Tak, teraz tak. To nie było nic poważnego. Oni są niesamowicie prostymi ludźmi. Nie widzą innych kolorów niż czarny i biały. Wiem, że czasem nie jest to dobre, ale są dobrymi facetami, pomimo tych kłótni, które czasem przerabiamy. Zawsze będą moimi najlepszymi przyjaciółmi.
~Wyglądają na dość mądrych facetów. Lubię mieć wokół siebie takich ludzi. Kogoś, kto nigdy nie zostawi i zna lepiej niż ktokolwiek inny…~
Wyraz twarzy Harry’ego nie był skrajnie skruszony i bolesny, ale nie był też szczęśliwy i uradowany. Jego twarz była prawie pozbawiona emocji, jakby temat ich rozmowy nie był warty tego. To oczywiste, że znaczyło to coś dla niego, ale nie chciał pokazywać tego aż tak bardzo.
- Są… - Louis nie wiedział jak skomentować wypowiedź Harry’ego. Chciał być taktowny w swoich słowach, ale z drugiej strony nie chciał czegoś narzucać przyjacielowi. Zdecydował się jednak na szczerość. - Chciałbym uważać, że jestem kimś takim; kimś takim dla ciebie. Nie zamierzam Cię zostawić i wiem, że nie znam Cię lepiej od twojej rodziny, ale nadal wiem o tobie bardzo dużo, prawda?
Harry westchnął, kiedy odpowiadał.
Tak. Chciałbym właśnie tak myśleć, ale ja nie znam Cię tak, jak oni znają ciebie, prawda?
Louis zastanawiał się przez moment. Oczywiście, chłopaki znali go najlepiej, prawdopodobnie lepiej nawet niż jego mama. On i Zayn byli ze sobą przez praktycznie całe swoje życia. Mógłby powiedzieć o nim wszystko i vice versa. Więc nie, Harry nie znał go aż tak dobrze jeszcze. Ale nikt nie powiedział, że nie będzie się mógł wszystkiego dowiedzieć. Louis był pewien, że tak długo jak Harry go chciał, będzie tutaj i nauczy się wszystkiego o nim, jednocześnie mówiąc wszystko czego będzie chciał.
W pewien sposób, Harry znał Louisa z trochę innej strony niż chłopaki. Nie miał na nich ochoty. Nigdy nie miał i nie będzie miał na nich ochoty. Nigdy nie czuł tych irytująco błogich motylków w swoim brzuchu przy nich, co zdarzało się zawsze, kiedy pomyślał o tym, że mógłby zamknąć swoją dłoń w uścisku dużej dłoni Harry’ego. Chłopak znał tę bardziej delikatną i wrażliwą jego stronę, tak samo jak tę niespokojną stronę.
- Znaczy… Mam na myśli… Znam ich całe życie, a my znamy się jedynie trzy miesiące, więc to raczej niemożliwe żebyś wszystkiego dowiedział się na raz. Ale wiesz o mnie wiele, a ja wiem wiele o tobie, nawet jeżeli mieliśmy na to jak na razie tak mało czasu. -Louis przerwał. Jego głowa pochyliła się, kiedy miał kontynuować. – A tak w ogóle, Ty znasz inną stronę mnie, której oni nie znają…
Na twarzy Harry’ego zarysowało się zmieszanie. Był niepewny tego co Louis do niego mówił. Niebieskooki był szczęśliwy, że to powiedział. Nie chciał mówić żadnych dodatkowych zdań, ale jego odpowiedź nie była wystarczająco zrozumiała, a to po prostu wyśliznęło się z jego ust. Głównym powodem dla którego nie chciał powiedzieć Harry’emu że lubi go w trochę inny sposób, było to, że bał się, iż go przerazi. Jednak właśnie pozwolił w panice wyśliznąć się tym słowom. Oczywiście, byłby niesamowicie szczęśliwy, jeżeli mógłby być z tym chłopakiem parą. Zdanie nie było straszne, jednak coś nadal nie pozwalało mu tego powiedzieć.
~Jaką?~
- Po prostu, jest inna strona… - Louis powiedział niejasno. Chłopak nigdy nie był aż tak otwarty z Harrym, ale kiedy aż tak bardzo zainteresował się jego życiem, nie chciał powiedzieć niczego, czego mógłby się wystraszyć.
Harry siedział skupiony na tym co powiedział Louis. Jego czoło było zmarszczone, a na policzkach malował się piękny rumieniec spowodowany tym, że czuł się głupio niezrozumiany przez Louisa.
~Ja nie rozumiem… Nie wiem o niczym innym, o czym oni wiedzą. Przecież zachowujesz się ze mną tak samo jak z nimi, prawda?~
- Ty jesteś inny, Hazz! Ty jesteś… Harrym. A oni to Zayn, Liam i Niall. Zupełni inaczej czuje się przy nich, a przy tobie! - Wyrwało mu się. Jego ręce mocno gestykulowały, kiedy próbował wyjaśnić swoje słowa.
Harry popatrzał na niego z zmieszanymi i mokrymi oczami. Delikatnie uśmiechał się, kiedy starszy chłopak bredził. To, co mówił Louis nie miało sensu, a on w kółko starał się to udowodnić.
~Jaka jest więc różnica? Nie rozumiem gdzie ją widzisz! Czy to nie jest czymś dobrym?~
- Ja… tak oczywi… w pewien sposób, no… ale w bardzo mały, w porządku tak… ja… tylko. Argh, nie mogę… tylko, wiesz kiedy masz chłopaka? To uczucie?
Harry zamarł, czego nie dało się przegapić. Jego głowa pochyliła się, a jego sylwetka stała się zgarbiona. Louis nie widział jego oczu, ale przypuszczał że były mocno zamknięte. Jego lewa ręka zaciśnięta była w pięść trzymając materiał spodni. Głowa poruszała się na boki w taki sposób, że Louis nie wiedział czy jest to odpowiedź czy reakcja na nią.
- Hej, skarbie, co się stało? - zapytał delikatnie, używając palca wskazującego aby podnieść głowę chłopaka. Jego oczy otworzyły się powoli i zaprzeczył swoją głową tym razem wolniej.
To zajęło Louisowi chwilę, aby zrozumieć odpowiedź na jego pytanie. Uderzyło to prosto w jego serce. Harry niesamowicie cierpiał. Wyglądał na tak złego i zawstydzonego swoją odpowiedzią. Louis chciał pochwycić go w największy uścisk jaki potrafił, ponieważ obserwowanie Harry’ego w takim stanie przyprawiało jego serce do tego, że rozsypywało się na kawałki.
- Ty- ty nie znasz tego uczucia? - Zapytał cicho i delikatnie. Jego palec nadal pozostawał pod brodą Harry’ego, nie pozwalając mu schować głowy.
Harry westchnął głośno i odstawił głowę od palca Louisa. Na jego ustach pojawił się wykrzywiony uśmiech w momencie, kiedy kręcił swoją głową na boki, jak gdyby odpowiedź na pytanie Louisa była najbardziej oczywistą odpowiedzią na świecie. Podniósł długopis z pianina i zaczął pisać nim po kartce papieru.
~Dobra, oczywiście, jestem daleki poczucia tego, co Ty teraz czujesz.~
- Co masz na myśli? - Louis zapytał, praktycznie szepcąc. Atmosfera w pokoju z radosnej stała się niesamowicie przygnębiająca.
~Nigdy się nawet nie całowałem.~
To stało się wtedy, kiedy Louis przeczytał te słowa wiele razy. Harry wydał z siebie pozbawione humoru westchnięcie, które nie było zaakcentowane przez psotę bądź śmiech. Louis czuł, jak te słowa wręcz wżerają się w jego skórę. Z oczami Harry’ego, które z sekundy na sekundę stawały się coraz bardziej zaszklone i realizmem tych słów, Louis mógł powiedzieć, że ten temat nie był czymś błahym dla chłopaka. Wydawał się być niesamowicie poruszony tematem, iż nigdy się nie całował, co sprawiało, że Louis tracił głos.
Ten sposób w jaki napisał „Nigdy się nawet nie całowałem”. Wyraz „nawet” brzmiał jakby była to najłatwiejsza rzecz na świecie, a nawet tego nie mógł osiągnąć. Wyglądało to tak, jakby było to czymś co stało u podnóża góry, pierwszy płotek, a on nie był w stanie go pokonać i otworzyć sobie drogę do większych przeżyć. Łącząc to ze sposobem w jaki Harry reagował. Wyglądał na wręcz zdesperowanego. Nie w ten sposób. Nie w głupi sposób, w którym byłby zdesperowany żeby pocałować się nie zważając na wszystko. Nie, on wyglądał na pragnącego kogoś kto zrozumie. Kogoś kto zainteresuje się nim.
- Harry, nie denerwuj się, proszę. - Louis powiedział w momencie, kiedy załzawione oczy chłopaka przeskanowały jego twarz. Umieścił dłoń pod podbródkiem Harry’ego i zaczął gładzić kciukiem jego delikatną skórę policzka.
Harry popatrzał na niego i westchnął, jakby chciał powiedzieć „Nie potrafię nic na to poradzić”
- Proszę, porozmawiaj ze mną, nie lubią patrzeć na ciebie w takim stanie. - powiedział delikatnie. Harry zamknął oczy powoli i chwycił długopis. Louis przestał rozluźniać go swoją dłonią i odsunął ją, aby pozwolić chłopakowi pisać.
~Nie zrozumiesz…~
- Spróbuję, jednak pozwól mi na to bo bardzo tego chcę. - Oczy Harry’ego popatrzały w Louisa. Był to jedynie moment, jednak wystarczył by chłopak z kręconymi włosami uwierzył w to, co mówi do niego jego przyjaciel. Louis chciał wiedzieć i chciał zrozumieć co Harry czuje. Przejmował się nim na tyle ,że mógłby go słuchać dniami.
Harry pokiwał w momencie, kiedy pisał na kartce kolejne słowa.
~To znajome chwile i będzie niesamowicie patetyczne. Nie chcę Cię za bardzo obciążyć wyrzucając na Ciebie wszystkie swoje problemy…~
- Serio Harry, chcę Cię słuchać. Ty nigdy niczym nie obciążysz mnie, łapiesz to? A problemy nigdy nie są patetyczne jeżeli kogoś ranią. Jeżeli jest to ważne dla ciebie, to również dla mnie.
~Okej… w porządku… nie wiem nawet od czego zacząć. Czuje się głupio pisząc to, bo dla innych nie jest to niczym specjalnym i to nie oddziałuje tak na nich. Niektórzy nawet w ogóle się tym nie przejmują, a pocałunek jest dla nich jedną z form wyrażenia uczucia. Jednak dla mnie… dla mnie znaczy to coś, ponieważ ja nigdy nie otrzymałem żadnego uczucia od nikogo. Nie pozwalam ludziom nawet się dotknąć. Nie potrafię sobie z tym poradzić, po prostu to robię. Nie robię tego z jakimś zamiarem. Czuje się po prostu niekomfortowo jeżeli robi to ktoś obcy. Najpierw muszę znaleźć osobę, z którą czuje się dobrze i mogę z nią normalnie przebywać, żeby nawet mogło przejść mi przez głowę, aby ją pocałować. Wiem, że to brzmi jakbym był niecierpliwy, ale jeżeli czeka się już tak długo to nie ma się siły robić tego dalej.
Wiem że prawdopodobnie powinienem obwiniać siebie o to jaki jestem, ale ciężko zaakceptować jest to, że nikt nie chce nawet ze mną porozmawiać.
To mnie rani. Wiem, brzmi to patetycznie. Nie mam kogoś, kto może mnie pocałować, więc cierpię? Wiem, na świecie jest wiele innych problemów. Ludzie umierają z błahych powodów, a ja siedzę i rozpaczam nad tym, że nikt nie chce mnie pocałować. Ale to właśnie jest największy problem jaki posiadam i jedyny na jakim się koncentruje. Wiem, że fakt, iż nie mówię, jest również dużym kłopotem, ale już się do tego przyzwyczaiłem. Nie przejmowałem się tym, że nie jestem z nikim do jakiś kilku lat wstecz. Jestem w wieku, w którym ludzie mają już swoich pierwszych chłopaków czy dziewczyny i już uprawiają ze sobą seks, a ja nie mogę nawet otrzymać pocałunku. Głupiego pieprzonego pocałunku.
To dzieje się wtedy, kiedy widzę jakąś parę. Wyglądają na takich szczęśliwych, a ja tylko chcę poczuć w jakimś małym procencie to, co oni czują. Oni muszą być zadowoleni ze swojego życia, ponieważ wiedzą, że istnieje ktoś kto ich lubi za to jacy są. Podoba im się to jak wyglądają i jacy są w środku. Uważają że są piękni i cudowni. Potencjalnie chcą być ze sobą do końca swoich dni. Dlaczego ktoś nie może mnie polubić w ten sposób?
Kiedy słyszysz, że dziewczyny rozmawiają ze sobą o uprawianiu seksu, czujesz jakby było to kierowane w twoim kierunku. Tak jakby śmiali się z faktu, że nawet się nie całowałeś. One robiły to w momencie, kiedy ukończyły jedenaście lat.
To sprawia, że czuję się taki niedojrzały. Oni są dużo bardziej doświadczeni. Całowali się i robili inne rzeczy, rzeczy które ja mogę sobie jedynie wyobrazić, ponieważ nie potrafię nawet przeskoczyć przez pierwszy płotek.
Jestem przerażony, że nikt nigdy mnie nie pokocha w ten sposób. Jestem przerażony, że całe życie będę sam. Ponieważ szczerze, kto pokocha niemowę? Uważają, że jestem głupi i dziecinny ponieważ nie mam pojęcia co zrobić, aby ich pocałować. Uważają mnie za niedoświadczonego i zostawiają. Ale tak w ogóle, to jeszcze nie było nikogo, kto chciałby mnie pocałować.
Niektórzy ludzie w ogóle nie przykładają wagi do pocałunków. Całują wszystkich. I bez obrazy, ale jesteś jednym z nich. Nie nienawidzę Cię za to. Tak w ogóle to się tym nie przejmuje. Mówię jedynie, że większość ludzi właśnie tak się zachowuje. Jest to dla nich coś mało ważnego. Dla mnie jest naprawdę sporo. To pokazuje wiele emocji i jest czymś, co zrobisz z osobą którą lubisz, by pokazać jej jak bardzo Ci zależy. A większość ludzi nie przykłada większej wagi do osoby, którą całuje.
Ale są też tacy, którzy dokładnie wiedzą z kim są, są tymi, którzy obdarowywani są słowami jacy są piękni, cudowni, gorący lub szczupli. Są tymi, którzy są zakochani.
To tylko… To takie jebanie proste. To dlaczego nie całowałem się jeszcze?
Czy jestem brzydki?
Czy jestem dziwny?
Czy naprawdę jestem aż tak pojebany?
Czy jestem wariatem?
Czy jestem człowiekiem, który jest aż tak bardzo niemożliwy do pokochania, że nie można go nawet pocałować?
Harry nie mógł powstrzymać dużej guli, która właśnie powstawała w jego gardle, ani łez, które rodziły się w oczach. Czuł się niesamowicie patetycznie. Czuł się głupio. Nigdy nie powiedział nikomu jak się czuł w tym temacie. To było coś, co dusiło się w nim przez cały czas. Jednak nagle, kiedy błękitne oczy popatrzyły na niego, potrafił wylać to wszystko na papier i przestać ze sobą walczyć. Jego słowa zajęły praktycznie całą kartkę, jednak wciąż czuł, że nie powiedział wszystkiego. Te wszystkie emocje nie mogły zająć tylko tyle miejsca.
Wiedział, że Louis nie będzie się z niego śmiał, jednak wciąż część jego mózgu była wystraszona, że Louis uzna go za zbyt niewinnego i zostawi go.
Ponieważ właśnie taki był Harry: niewinny. Nikt nie powiedział mu, że jest piękny i choć nie zmieniał się przez to, nie czuł się komfortowo z tym, że ktoś przejmował się nim. Oczywiści jego mama mówiła mu to wiele razy i miał również rodzinę, ale tych komplementów nie bierze się na poważnie, ponieważ wypowiedziane są w zupełnie inny sposób.
Harry tylko chciał być kochany.
Był wystraszony, by popatrzeć na Louis i zobaczyć jego reakcję podczas, kiedy o czytał jego wypowiedź. Nie chciał widzieć jego twarzy, kiedy uzmysłowił sobie jaki patetyczny jest.
Wreszcie, Harry usłyszał jak Louis przesuwa się na stołku. Bez wypowiadania ani jednego słowa Louis usiadł na krześle krzyżując nogi, a potem podniósł kolana Harry’ego by zrobił to samo. Harry zrobił dokładnie to, co Louis, ale wciąż nie patrzał na jego twarz. Kartka leżała pomiędzy nimi.
Ich kolana dotykały się, kiedy siedzieli. Kolana Harry’ego aż parzyły od dotyku kolan Louisa. Wciąż nie był przyzwyczajony do dotyku Louisa i na pewno to, że lubił Louisa bardziej nie pomagało mu w tym.
Kiedy obydwie ręce Louisa pochwyciły policzki Harry’ego i starał się podnieść twarz do góry, Harry zrobił wszystko, aby wyglądać normalnie, co nie było proste, ponieważ był bardzo emocjonalny. Nie pozwalał mu łatwo tego zrobić, na co Louis jedynie wyszeptał:
- Daj spokój Harry, popatrz na mnie.
Oczy Harry’ego tańczyły twarzy Louisa, szukając jakiegoś cienia rozbawienia. Niestety nie znalazł żadnego. Popatrzał w oczy Louisa i zobaczył, że chłopak nie zamierzał się śmiać. Wyglądał może nawet na tak smutnego jak Harry. Chłopak zabrał w sobie słowa kręconowłosego głęboko do siebie. Rozumiał go.
- Chcę… Chcę żebyś mnie posłuchał, dobrze? Nie przeszkadzaj mi, nie zaprzeczaj lub dementuj niczego. Tylko słuchaj.
Harry pokiwał, nie wiedząc do czego zmierza rozmowa. Słowa Louisa były ciężkie i musiał odchrząknąć by móc dalej mówić.
-T y… kurwa Harry. Ty nie zdajesz sobie sprawy z tego jak piękny jesteś, prawda? Ja… ja nigdy nie widziałem przedtem nikogo, kto byłby tak piękny i wyglądał jak ty. Nie ma niczego, co jakoś stawia Cię z boku grupy. Jednak z drugiej strony wybijasz się trochę od reszty, ale w dobrym sensie, ponieważ jesteś najwspanialszą osobą jaką spotkałem. Zapomnij o fakcie, że nie mówisz, zapomnij o tym, że może nie lubisz nawiązywać z kimś fizycznego kontaktu i zapomnij o tym, że się nie całowałeś. Nic z tego nie ma znaczenia. Ty Hazz jesteś perfekcyjny. Twój wygląd zewnętrzny jest równie wspaniały jak wewnętrzy. Masz nieziemskie zielone oczy, w których przypuszczam, nikt nie zauroczył się tak jak ja. Masz wspaniałe kręcone włosy, delikatniejsze niż wszystko inne. Jesteś po prostu sobą. Ludzie są idiotami, że jeszcze nie całowali się z tak wspaniałą osobą.
Serce Harry’ego biło jak szalone. Oddychał przez nos przygryzając dolną wargę. Mógł się założyć, że jego oczy były szerokie, kiedy patrzał prosto na Louisa. Nie wiedział co ma zrobić, kiedy te słowa zostały wypowiedziane w jego kierunku.
Nikt nigdy nie powiedział do niego niczego podobnego, niczego tak miłego. Nie dało się praktycznie w nie uwierzyć. Harry nie potrafił przyjąć aż tak wielkiej dawki komplementów, kiedy w przeszłości nie otrzymał ani jednego. Słysząc, że wychodzą one od Louisa, dostawały specjalną wagę. Louis był chłopakiem, którego lubił i choć komplementy wcale nie znaczyły, że również go lubił, nadal pochodziły od mężczyzny, którego podziwiał, więc tylko to miało znaczenie.
Louis właśnie nazwał go pięknym.
Nie potrafił nawet opisać jak się teraz czuł.
Ślepo sięgnął po długopis i położył papier na kolanie, żeby móc napisać. Ręka Louisa odsunęła się od jego twarzy i nagle jego skóra stała się jakaś nienaturalnie zimna.
~Ja… Nikt nie powiedział do mnie wcześniej czegoś podobnego…~
- Wiem i to właśnie jest parodia, że tego nie zrobili. Ponieważ zasługujesz, aby mówiono Ci je miliony razy w kółko, naprawdę.
Serce Harry’ego znowu zatrzepotało, a w brzuchu poczuł przyjemne motyle.
~Ja po prostu chcę być specjalny. Marzę o tym, by być wystarczająco wystarczającym, by ktoś mnie polubił w taki sam sposób i chciał pokochać mnie i mówił mi te wszystkie rzeczy, które właśnie Ty powiedziałeś…~
- Kurwa, Harry, jesteś specjalny. Nie widzisz tego, ale jesteś. Nikt nie jest tak specjalny jak Ty, przysięgam Ci. Ja… Ja marzę o tym, by być wystarczającym dla ciebie…
Wystarczającym dla mnie? Harry był zaskoczony. Oczywiście że był specjalny. O czym w ogóle on mówił? Jeżeli już coś, to Harry nie był wystarczający dla Louisa. Był nikim i niczym nadzwyczajnym.
~Co masz na myśli mówiąc, że nie jesteś wystarczający dla mnie?~
Louis westchnął i przejechał ręką po swojej twarzy. Otworzył i zamknął swoje usta kilkakrotnie. Gdy już dźwięk miał się z nich wydostawać, szybko zostały zatrzymane. Starszy chłopak zamknął mocno oczy w momencie, kiedy miał mówić, jakby miał mówić jakiś sekret, pomimo tego, że nie mógł tego zrobić.
- Ja… ja naprawdę Cię lubię, Harry. Tak lubię, lubię, bardziej niż powinienem. I nienawidzę tego, że nie zasługuję na ciebie. Pragnę być dla ciebie wystarczający, ponieważ chcę się w tobie zakochać bardziej, niż wszystkim innym. Chcę być twoim pierwszym pocałunkiem, naprawdę chcę, ale nie mogę tego zrobić, jeżeli Ty nie lubisz mnie w taki sposób, jak ja ciebie. Nie zasługuje na to, bo Ty potrzebujesz kogoś wyjątkowego, aby to zrobić. Ja nie jestem tym właściwym.
Harry myślał, że zacznie się hiperwentylować w momencie, kiedy Louis mówił. Louis nie kłamał. Myśl ta przelatywała przez głowę Harry’ego wiele razy w momencie, kiedy przemawiał. Jego oczy zawsze pokazywały czy mówił prawdę, cokolwiek by zrobił, z jego oczu czytać można było jak z otwartej książki. Więc kiedy Harry zobaczył w nich czystą szczerość i odrobinę bólu, myślał że jego serce roztopi się.
Tysiąc myśli przelatywało w jednej sekundzie przez jego głowę. ‘Louis lubi mnie’ - biegało po jego umyśle tak szybko, że nie potrafił tego pochwycić. Nie rozumiał jak to możliwe. Louis lubił go? Chłopaka, który nie może mówić? To nie było możliwe.
Jak gdyby zauważając (w pewien sposób) załamanie Harry’ego, Louis szybko zaczął mówić.
- Boże, przepraszam. Łapę to, Ty mnie nie lubisz. Kurwa jestem taki głupi. Proszę, nie chcę aby to jakoś nam przeszkodziło w przyjaźni, proszę. Naprawdę uwielbiam być twoim przyjacielem i nie wiem co zrobiłbym, jeżeli byś mnie znienawidził i -
Harry przerwał brednie Louisa, przez pokazanie mu tego co szybko zapisał na kartce papieru. Jedyną emocją jaka malowała się na jego twarzy to szok.
~Naprawdę tak czujesz?~
- Tak, jestem w stu procentach pewien. Przepraszam, jeżeli cię wystraszyłem. Przysięgam, że już nigdy nie wrócę do tego tematu, jeżeli powiesz mi żebym się odczepił. Ja łapię to, znaczy -
~Bardzo dużo mówisz.~
Poczucie humoru Harry’ego nie spowodowało, że Louis zachichotał, choć spowodowało, że przestał pieprzyć od rzeczy.
~Możesz nie bredzić i odpowiedzieć mi w oczywisty sposób. To naprawdę dużo dla mojej głowy…
Więc lubisz mnie? W ten sposób?~
- Tak. Bardziej niż możesz sobie wyobrazić. Nie kocham Cię, ale lubię… oops, przepraszam. - Louis mrugnął w momencie, kiedy przypomniał sobie że ma przestać mówić od rzeczy. Jego usta jednak wyglądały tak jakby nadal miały ochotę mówić.
~W taki sposób, jak ja lubię ciebie?~
- Uh… Dobrze. Ale to zależy w jaki sposób Ty lubisz mnie? - Głos Louisa podniósł się delikatnie, kiedy kończył zdanie.
~Więc ja sądzę… Sądzę że lubię, lubię cię…~
Harry zarumienił się. kiedy zapisał te słowa, a kolor zmienił się na szkarłatny, kiedy wręczał kartkę Louisowi. Może to serce, serce Harry’ego spowodowało, że zauważył, iż oczy Louisa zabłysły w momencie, kiedy czytał to, co było zapiane na papierze, jednak nawet jeżeli Harry zauważył chłopaka i jego uśmiech od ucha do ucha.
- Ty… Ty naprawdę?
~Tak… Ja tak… nawet bardzo…~
- Wow! Okej… nie wiem nawet co powiedzieć…
~… Więc… jeżeli obydwoje się lubimy, to co Ty na to, że chcę, abyś mnie pocałował?~
Harry obserwował jak Louis zamiera. Patrzył na Harry’ego przez kilka sekund. Na jego twarzy malowały się różne emocje.
- Nie… Ja nie mogę ci tego odebrać, Hazz. Nie mogę być tym, kto odbierze Ci coś tak specjalnego. - To było oczywiste, że Louis tego chce. Błysk w jego oku był szczery. Jednak coś nie pozwalało mu na to.
~Lou, proszę. Nie chcę, aby ktokolwiek inny był moim pierwszym pocałunkiem…~
Po przerwie na przemyślenie swojej decyzji, oczy Louisa rozbłysły się i stały się szersze. Patrzał głęboko w zieleń Harry’ego. Tym razem chłopak z kręconymi włosami nie przerwał tego spojrzenia. Kochał spoglądać w oczy Louisa, a tym razem były one jaśniejsze niż kiedykolwiek przedtem. Przyglądał się, jak chłopak przygryzał swoją wargę, żeby powstrzymać się przed uśmiechem. Skupił się jednak na tym, że Louis wyglądał na niesamowicie szczęśliwego, a wszystko to było spowodowane właśnie przez niego.
Serce Harry’ego biło jak szalone, a nerwy niszczyły jego kości bardziej niż mógł to sobie wyobrazić. Poziom adrenalina był wysoki, jednak i tak nie przerwała obawy o to, że robi coś złego. Nie mógł tego spieprzyć , po prostu nie mógł.
Louis przysunął się do niego powoli. Jedną ze swoich dłoni pochwycił policzek Harry’ego, podczas gdy drugą utonął na jego karku. Oddech Harry’ego był głęboki i ciężki, nie mógł tego powstrzymać. Kiedy ich twarze znajdowały się zaledwie kilak centymetrów od siebie, Louis wyszeptał ‘Nie bój się Harry.’
Harry chciał powiedzieć, że nie jest wystraszony, tylko zmartwiony. Chciał żeby to było perfekcyjne. Był podekscytowany bardziej niż przedtem. Niecierpliwie oczekiwał perfekcyjnych ust chłopaka. Oczekiwał momentu aż się spotkają, aż te delikatne usta spotkają się z jego po raz pierwszy.
Było to trochę zamazane, ale jednocześnie perfekcyjnie proste. Oczy Louisa zaczęły zamykać się powoli, a co Harry pozwolił swoim zrobić to samo. Czuł jak Louis przysuwa się bliżej. Robił to samo. Byli tak blisko. Zaledwie kilka milimetrów. Myśli Harry’ego drżały z emocji.
A potem się dotknęli.
Nie poruszali się; pozostawali w bezruchu. Usta Louisa przycisnęły się do ust Harry’ego, niezbyt mocno, lecz też nie zbyt delikatnie.
Zrobił to po prostu idealnie.
Usta jednego jak i drugiego były zaciśnięte. Myśl żeby zrobić cos więcej była kusząca, jednak Harry pozostawał w tym bezruchu, ponieważ kochał prostotę.
Przez dziesięć sekund właśnie to robili. Harry nie potrafił opisać tego co czuł. To było tak jakby cały świat krążył wokół Louisa i jego ust.
Z oporem Louis odsunął się od niego. Harry powlókł się za nim, kiedy to robił, chcąc aby ten dotyk trwał tak długo jak tylko mógł, jednak po chwili poddał się i pozwolił im się oddalić. W momencie, kiedy to się stało, Louis oparł swoje czoło o czoło Harry’ego. Otworzył oczy i zobaczył, że zieleń błyszczy dokładnie prze nim, a plamki w niej tańczą w radości.
Szeptając Louis powiedział
- Więc… Harry Stylesie, zostaniesz moim chłopakiem?
Serce Harry’ego rozpływało się w jego klatce piersiowej, a usłyszeć je mógł w swoich uszach. Biło tak szybko, że było to wręcz niemożliwe. Jego ręce trzęsły się w momencie, kiedy przykładał długopis do papieru.
~Definitywnie.~
Subskrybuj:
Posty (Atom)