sobota, 23 listopada 2013

40

Od: Harry (19:02)

Mam złe wiadomości :( xxx

Od: Louis (19:03)

Co się stało?

Od : Harry (19:05)

Mojej mamie uwidziało się, że fajnie będzie jutro wyjechać na improwizowaną wycieczkę na plażę. Więc nie mogę z Tobą wyjść :( xxx

Od: Louis (19:07)

Naprawdę? Cholera, ja nie mogę się doczekać aż Cię spotkam :( xxxx

Od: Louis (19:07)

A tak w ogóle, to sposób w jakie napisałeś w wiadomości słowo improwizowaną, był słodki. xxxx

Od: Harry (19:08)

Wiem. Ale nie mogłem powiedzieć nie bo… wiesz jaka jest. xxx

Od: Harry (19:08)

Nie widzę co w tym takiego słodkiego. xxx

Od: Louis (19:10)

Tak ogólnie to naprawdę fajny pomysł. Twoja blada skóra potrzebuje słońca! Przynajmniej jeden z nas będzie opalony, bo mi nie było już dane poopalać się od wieków. I to jest słodkie, ponieważ wciąż używasz takich wielkich słów nawet wtedy, kiedy piszesz i… Ty cały jesteś taki słodki. xxxx



Od: Harry (19:12)

Ja się nie opalam, wcale. To jest po prostu nie możliwe. I nie jestem słodki, mówiłem Ci to już miliony razy! xxx

Od: Louis (19:13)

Aww, mój mały, wampirzy chłopak, to takie słodkie. xxxx

Od: Harry (19:15)

Naprawdę Lou? Naprawdę? Xxx

Od: Harry (19:15)

Hej! Mam pomysł! Xxx

Od: Louis (19:18)

Nie Harry! Ostatni raz mówię, nie chcę żebyś zamienił mnie w wampira! xxxx

Od: Harry (19:20)

Spieprzaj, nie jestem AŻ tak blady! I to, co Ci chciałem powiedzieć, to że mam propozycję i chcę Ci zaproponować wyjazd z nami. xxx

Od: Harry (19:21)

Oczywiście, jeżeli chcesz. xxx

Od: Louis (19:23)

… nie chcę się wpraszać… xxxx

Od: Harry (19:24)

Nie będziesz się wpraszał! Zapraszam Cię z własnej, nieprzymuszonej woli! A mama Cię uwielbia, więc tym bardziej będzie przeszczęśliwa, jeżeli będziesz z nami. Gemma też przyjedzie, więc twój przyjazd da im więcej czasu na plotkowanie lub do robienia innych rzeczy. xxx

Od: Louis (19:26)

W porządku. Jeżeli tak do tego podchodzisz… ale mam klasę baletową, więc jutro nie mogę z Tobą zostać :/ xxxx

Od: Harry (19:27)

W porządku. Mama nadal robi te swoje charytatywne rzeczy, więc będę miał czas, żeby się przygotować na plażę, a potem zbierzemy się razem? Zapakuj sobie po prostu kilka zapasowych ubrań. :) xxx

Od: Louis (19:29)

Dobrze, znaczy, naprawdę bym chciał, ale… Jesteś pewien, że Anne się zgodzi? xxxx

Od: Harry (19:30)

Oczywiście! Teraz odpowiedz mi. Jedziesz zemną na plażę czy nie? xxx

Od: Louis (19:32)

Najpierw zapytaj swoją mamę, potem Ci odpowiem. xxxx

Od: Harry (19:33)

Boże, jakie wymagania! W porządku, zapytam xxx

Od: Harry

Do: Mama (19:33)

Czy Louis może jechać z nami na plaże jutro? Prossssszzzzzę, pozwól mu!

Od: Mama

Do: Harry (19:35)

Jesteś taki leniwy. Nie mogłeś po prostu zejść do mnie na dół i zapytać? Oczywiście że może, nie musiałeś mnie nawet pytać.

Od: Harry

Do: Mama (19:36)

Dziękuje, dziękuję, dziękuję Ci!!!!!!!

Od: Mama

Do: Harry (19:37)

Ale nie chcę żadnego miziania się, zrozumiano?

Od: Harry

Do: Mama (19:38)

O mój Boże, mamo, uspokój się…

Od: Mama

Do: Harry (19:39)

Tylko mówię. Nie chcę niczego więcej, jak tylko przytulanie!

Od: Harry

Do: Mama (19:40)

Proszę. Skończ Mamo. Po prostu skończ.

Od: Harry (19:40)

Moja mama się zgodziła! Więc teraz nie masz wymówki ;) xxx

Od: Louis (19:41)

Hej! To nie była wymówka, ja chciałem jechać! Xxxx

Od: Harry (19:42)

Więc teraz możesz jechać, chociaż moja mama powiedziała = cytuję = nie chce żadnego miziania się, zrozumiano? Myślałem że umrę xxx

Od: Louis (19:43)

OMG, twoja mama jest wspaniała :L. Jestem taki szczęśliwy, że nie ma nic przeciwko nam, oczywiście pomijając fakt, że nie chce, abyśmy publiczne wyrażali swoje uczucia. :P xxxx

Od: Harry (19:44)

Wiem :) xxx

Harry powiedział Anne o zmianie jego statusu związku od razu następnego dnia. To nie było tak, że specjalnie nie chciał powiedzieć jej tego w dzień, kiedy to się stało, normalnie tak by zrobił, jednak nie było na to czasu i nie wiedział także jak jej to przekazać. Jego mózg sam wariował z powodu, że Louis jest jego chłopakiem i musi się teraz starać omijać tę swoją blokadę. Nie było tak, że chciał zapomnieć o tym, ponieważ pewnie nawet gdyby bardzo chciał to uczynić, to nie dałby rady, ale po prostu to wpuściło go w taki błogi stan, że zastanawiał się, czy kiedykolwiek jeszcze będzie w stanie utworzyć w swojej głowie poprawne gramatycznie zdanie. Nie wspominając nawet, że do tego wszystkiego dołączył jeszcze pocałunek, który swoją drogą sprawiał, że za każdym razem, kiedy Harry pomyślał o tym, czuł się jak w niebie i śnił na jawie.


Dobra, to nie było tak, że ten pocałunek zadecydował o pladze snów jakie go spotykały. ‘Plaga’ brzmiała bardzo źle i cierpko, a jego myśli na pewno nie były niczym nawet w połowie podobnym do tego znaczenia. Dokładniej pocałunek w tych snach był bardziej delikatnym przypomnieniem tego, jak przepływał przez krainę marzeń i rozkoszy w momencie, kiedy poczuł te usta na swoich po raz pierwszy.

Kiedy zaczynał myśleć o pocałunku, od razu czuł tamte delikatne usta, które dociskają się do jego własnych. Był w stanie poczuć w nich mrowienie. To było tak, jak gdyby wokół jego różowych i spuchniętych ust znajdował się lekki jak piórko pyłek i delikatnie łaskotał go za każdym razem, kiedy jego mózg przypominał sobie o tamtym pocałunku.

Anne zauważyła tę zmianę w zachowaniu Harry’ego. Chłopak stale miał na ustach uśmiech lub przynajmniej kąciki jego ust delikatnie się unosiły. Widok jej synka w takim stanie był pokrzepiający. Ten radosny uśmiech pokrył skórę Harry’ego nowym rodzajem wesołości. Nie dało się powiedzieć, że w ciągu ostatnich miesięcy w ogóle się nie śmiał. To było by dalekie od prawdy. Jednak Anne nigdy nie widziała go aż tak radosnego, jak tego sobotniego wieczora. Szczególnie wtedy, kiedy ten uśmiech napędzany był czymś czego Anne nie potrafiła rozpoznać.

Postanowiła jednak nie drążyć tematu i poczekać, aż humor Harry’ego ulegnie delikatnej zmianie. Wtedy zapyta go, czym spowodowany był ten jego odmieniony nastrój. Jednak wszystko zmieniło się w momencie, jak Harry obudził się następnego dnia i nie był nawet zły na to, że naruszyła jego krainę snu tym, jak brała prysznic. Spodziewała się przynajmniej jakiegoś pomruku od chłopaka kiedy zszedł schodami na dół, ale zamiast tego, otrzymała od niego wielki uśmiech. Popatrzyła na niego, a jej oczy dokładnie skanowały chłopaka, który praktycznie podskakiwał po schodach do kuchni. Zastanawiała się - jak to do cholery możliwe, że wciąż ma tak dobry humor. Nie, oczywiście że nie narzekała. Miło było popatrzeć na tak radosną duszę, która biegała po domu, nawet jeżeli powód tego był nieznany.

Zastanawiała się jak długo wytrzyma bez zapytania się Harry’ego, dlaczego jest tak cholernie szczęśliwy. Myślała że wytrzyma całą niedzielę lub przynajmniej dwanaście godzin, a potem wręcz umrze z braku wiedzy w momencie, kiedy usiądą razem by pooglądać Big Brothera.

Wytrwała dwie godziny.

Jednak nie było w tym nic dziwnego. Był on jej synem. Oczywiste więc było to, że była ciekawa. I akurat w tym przypadku mogła być wścibska.

Wyciągnęła to z niego w momencie, kiedy kroiła marchewkę na obiad tego wieczora. Jej umysł był w pełni skoncentrowany na zadaniu które wykonywała, jednak oczy spoczywały na Harrym, który siedział przy stole, a w ręku trzymał telefon szeroko się przy tym uśmiechając. Zapytała go dlaczego jest taki szczęśliwy, obróciła się i położyła nóż na desce do krojenia. Oczywiście wymamrotała coś, że uwielbia tę jego zmianę humoru i po prostu tylko się zastanawiała.

Harry uśmiechał się do niej, wysyłając je głupawe mrugnięcie okiem, po czym pewnie udał się do salonu, mrucząc jakąś nieznaną melodię. Anne poszła za nim zaciekawiona jego zachowaniem. Harry rozłożył się na sofie z wielkim uśmiechem na twarzy w momencie, kiedy podeszła do niego.

Anne szybko pochwyciła białą tablicę i długopis ze stolika na kawę, po czym podała je Harry’emu. Był on trochę zaskoczony zapałem w jej reakcji, a ściana która broniła sekretów pomiędzy nim, a Louisem i zatrzymywała wszystkich innych przed dowiedzeniem się o nich upadła w momencie, kiedy popatrzyła na niego tymi pełnymi entuzjazmu oczami.


~Więc… Louis może tak, a może nie… pocałował mnie…~

Chłopak rumienił się okropnie w momencie, kiedy pokazał jej kartkę. Jego zęby przygryzały dolną wargę, a dołeczek pojawił się w jego policzku. Rumieniec stawał się coraz większy w momencie, kiedy Anne czytała to, co Harry napisał, a po momencie zaczęła piszczeć. Szybko przyciągnęła Harry’ego w gratulacyjny uścisk jednak szybko się wycofując. Ręce zasłaniały jej wielki uśmiech który pojawił się na jej twarzy. Oczy rozświetlone były przez radość i dumę.

- O, H! Jestem taka szczęśliwa! – Powiedziała, biorąc twarz Harry’ego w swoje dłonie i klepiąc ją delikatne.



~To nie wszystko.~

Harry zaczął pisać, pokazując następnie zapisaną tablice Anne z delikatnym uśmiechem. Anne westchnęła na myśl, że szczęście chłopaka może być jeszcze większe. To sprawiało, że wszystko w niej aż podskakiwało. Wiedziała z pewnością ,że nie będzie to nic związane z seksem, ponieważ zna Harry’ego i wie, że nie zrobiłby tego. Jednak myśl o tym, że może to być kolejna z romantycznych rzeczy sprawiała, że czeka w zniecierpliwieniu.

~Może tak, a może nie, zapytał mnie czy zostanę jego chłopakiem…~

Uderzając ręką w usta tak, by powstrzymać rodzący się w nich pisk, Anne nie potrafiła powstrzymać się przed skokami w miejscu, kiedy przeczytała słowa na tablicy. Oczy Harry‘ego nie były skrępowanie reakcją mamy, były one zadowolone wręcz faktem, że była z niego dumna.

Była taka szczęśliwa, że jej syn znalazł kogoś, kto będzie się o niego troszczył tak bardzo jak on troszczy się o innych. To samo w sobie było wspaniałe. Harry zasługiwał na kogoś specjalnego.

Jednak potem doszło do Anne, że Harry nie sprecyzował czy zaakceptował ofertę Louisa. Nagle zaczęła błagać wszystkich możliwych bogów o to, żeby to zrobił i żeby nie zmarnował takiej szansy.

- Poczekaj… powiedziałeś tak, prawda?

Popatrzył na nią tak, jakby była wariatką.


~Oczywiście że powiedziałem tak!~

Nieskończenie wydawała z siebie litanię słów w stylu “o, mój mały chłopiec dorasta!” oraz „ Jestem taka szczęśliwa, H” albo „ Pasujecie do siebie, aww, Harry, jestem z ciebie taka dumna.”

Po zakończeniu wylewnej rozmowy z Anne, Harry poszedł do pokoju z poczuciem ustatkowania i osiągnięcia jakiegoś celu w swoim sercu. Nie martwił się o reakcje swojej mamy. Zapewniła go, że nie ma niczego przeciwko takiej relacji już tydzień temu, jednak istniało pewne ryzyko, że powie, iż to za wcześnie. Pomijając wszystko, Harry właśnie odkrył swoje prawdziwe uczucia do tego chłopaka, a ona uważała że to w porządku, a może nawet więcej niż fajnie… Byłą w ekstazie.

Wiedział że zniknęła, by znaleźć się przy telefonie, wykręcić numer Gemmy i przycisnąć zieloną słuchawkę, a zaraz po tym jak odpowie jej głos dziewczyny - podzielić się z nią najnowszymi nowinkami. Oczywiste było to, że po chwili musiał dostać podekscytowaną widomość od swojej siostry, w której wyraża chęć do poznania każdego szczegółu. Harry nie zamierzał niczego przed nią ukrywać, w końcu była ona jego ukochaną siostrzyczką i mówił jej praktycznie wszystko. Oczywiście, że mama była jego najlepszym przyjacielem i mówił jej wszystko co chciała jednak było to coś innego niż z Gem. Była starsza. Rozumiała emocje nastolatka i nie czuł żadnego oporu przed wyjawieniem jej każdej emocji jaką czuł podczas pocałunku.

Więc podsumowywująca - reakcją jego rodziny była euforia. Więc dwoje chłopaków było zachwyconych.

●●●●●●●●●●●●●●●●●●●●●●●●●●●●●●●●●●●●●●●●●●●

Harry i Louis siedzieli na krześle przy pianinie.. Louis starał się pokazać Harry’emu nowy utwór, którego się nauczył, jednak szybko kończył mieszając się w nutach, wciąż gubił się odrobinę w tym, gdzie w odpowiednim momencie umieścić palce. Zaczynał się denerwować, że tak długo zajmuje mu nauka, ponieważ tak naprawdę nie była to jakaś trudna piosenka.

Zauważył, że Harry przygląda się każdemu jego ruchowi dłońmi z pochwałą, kiwając na każdą nutę która wydobywała się spod jego delikatnych palców. Te małe czarne kropki odbijały się w jego głowie echem i tam właśnie były odgrywane. Louis wiedział, że Harry zagrałby to bez problemu, jednak on również chciał zagrać to, chociaż raz, bez spoglądania z prośbą o pomoc na swojego chłopaka. To było tak, jakby ich miejsca już na stałe się zamieniły. Teraz to Harry odgrywał nauczyciela, a Louis ucznia.

W momencie kiedy Louis jęknął bilionowy raz w irytacji, Harry popatrzał na niego i wziął do ręki kawałek papieru.



~Przestań się denerwować, dobra? To trudny utwór. Nie poddawaj się.~

- Wiem, wiem. Ale powinienem najpierw przejść przez pierwszą sekcję, zanim przejdę do crescendo tutaj. - wskazał - I nie powinienem robić tego. Co się dzieje dzisiaj z moimi palcami? Wczoraj po południu wszystko było z nimi w porządku! - Westchnął, unosząc palce na wysokość swoich oczu i patrząc na nie.

~Dobra, ale to zależy od tego, gdzie twoje palce były poprzedniej nocy…~

Harry uśmiechnął się. Bardzo szeroko się uśmiechał. Louis zobaczył to dopiero wtedy, kiedy po raz trzeci popatrzył na chłopaka, za to tamten jeszcze bezczelnie westchnął.

- Ty sprośny skurwysynie! - Klepnął Harry’ego lekko w ramię, zdumiony, ale jednocześnie upajając się tym wspaniałym śmiechem Harry’ego.

~Co?! Ja tam nie wiem, co Ty robisz każdej nocy!~

- Ja - Ja… nie… ja - Po prostu… zamknij się Hazz! - Louis rumienił się otwarcie, a jego policzki były wręcz bordowe. Słowa wyjąkiwał z siebie w zmieszaniu.

~Ja „miałem” zamiar zaoferować Ci pomoc w tej grze…~

- O, proszę, Harry! – Zmieszanie zdawało się zmniejszyć albo po prostu Louis wykonywał dobrą pracę, starając się go jakoś poskromić i ukryć w taki sposób, jakby w ogóle się nie pojawiło.

~Ale teraz to nie wiem, czy kiedykolwiek dotknę swoją ręką twojej…~

Powrócił uśmiech, wraz z tym zniewalającym śmiechem, który jednak stłumiony został przez rękę Harry’ego. Ten uśmiech będzie powodem mojej śmierci - Louis pomyślał.

- Harry! - Louis powiedział wysokim głosem. – Przestań! - Wydął wargi i skrzyżował swoje ręce na klatce piersiowej tak, że jego dłonie znajdowały się na górnej części ramion.

~Ohh… Czyżby Louis był zawstydzony?~


W momencie kiedy Louis czytał, Harry podniósł swoją dłoń by uszczypnąć jego policzek jak małemu dziecku co spowodowało dźwięk protestu wydostający się z ust Louisa i to, że odrobinę się odsunął. Harry w odpowiedzi jedynie zaczął się głośno śmiać i zamachał dłonią przed Louisem.

Kiedy Harry uspokoił się odrobinę, wstał z miejsca i stanął za Louisem. Starszy chłopak wysłał mu zmieszany wzrok, kiedy tamten chwycił go za biodra i zmusił do wstania. Louis zbliżył się do pianina w momencie, kiedy szczupłe nogi Harry’ego znalazły się za jego ciałem, jednak nie czuł on jego torsu. Kiedy zmieszany obrócił głowę spojrzawszy szybko na chłopaka, który teraz siedział na miejscu Louisa, jednak zanim zdążył w jakiś sposób zareagować, jego tyłek opadł na kolana loczka.

- Co robisz?! - Głos Louisa był pełen zdziwienia i na pewno nie zdenerwowania. Musiał powiedzieć, że kolana młodszego były bardzo wygodne i było naprawdę ciężko nie otrzeć się o jego krocze. Pokusa była kurewska. Ale Louis panował nad sobą i czekał na odpowiedź Harry’ego. Pokusa dotknięcia jego ust była następną w kolejności, kiedy znajdowali się tak blisko siebie. Louis musiał naprawdę powstrzymywać się przed zaatakowaniem tych delikatnie wypukłych ust.

Zamiast odpowiedzieć mu dosłownie, Harry puścił Louisa w pasie i przesuną swoją rękę w kierunku ręki chłopaka. Louis nawet nie zauważył, że jego ręce wciąż spoczywają na klawiszach. W momencie kiedy Harry powoli obniżał swoje, nagle się zatrzymał i podniósł je trochę by potem z powrotem pozwolić im nieznacznie opaść. To było tak jakby udawał wahającego się i jednocześnie zmartwionego. Palce Louisa trzęsły się przesadnie, a potem zwijały się za każdym razem, kiedy ręce Harry’ego zbliżały się do jego.

Nagle w momencie, kiedy jego ręce były dosłownie kilka centymetrów o jego, a Louis czuł już ich ciepło, Harry z powrotem odsunął swoje ręce z piskiem.

Louis domyślił się co robił Harry. Starał się rozmawiać z nim na ten temat nie mając żadnych konkretnych dowodów. Zeskoczył z kolan Harry’ego z frustracja, powodując że chłopak zaczął się głośno śmiać - albo z jego reakcji albo z własnego dowcipu. Odwrócił się w jego stronę.

- Cholera jasna, Harry! Nie robiłem sobie palcówki zeszłej nocy!

Słowa Louisa odebrane były tylko i wyłącznie przez ciszę. Oczy Harry’ego były szerokie, a na jego twarzy mieszało się coś pomiędzy szokiem, upokorzeniem, a śmiechem. Jego zielone tęczówki były skierowane za ramię Louisa.

O kurwa nie, proszę nie. Louis pomyślał.

- Ktoś jest za mną, prawda? - powiedział bardzo wysokim tonem.

Harry pokiwał głową. Jego usta zaciśnięte były w ciękom linię najprawdopodobniej po to, by nie wybuchnąć śmiechem.

Louis obrócił się i zobaczył - Och, ona nie może tu być, prawda? - jednak Anne stała przy drzwiach. Oczy miała wielkie, a usta szeroko otwarte.

Louis poczuł że robi mu się coraz cieplej, a wszystko kumuluje się na jego policzkach i pali go w skronie. Patrzył na nią w panice. Jego usta otworzyły się jak i zamykając się równie szybko, kiedy próbował stworzyć w swojej głowie jakieś odpowiednie zdanie, przeprosiny, jednak wszystko co robił, to po prostu błądził w swoich myślach.

Anna zakaszlała zmieszana, mrugając aby wyjść z szoku który ją spotkał, po czym wysłała Harry’emu nieznany mu jeszcze wzrok.

- Czy chcecie wyjść? - powiedziała słabo, wskazując mu wyjście.

Louis nie potrafił zareagować. Stał tam na środku pokoju płonąc ze wstydu. Harry jednakże wstał z miejsca które zajmował, a Louis mógł zobaczył w kącikach jego oczu, że błądzi w myślach. Stanął przy starszym chłopaku.

Delikatnie musnął go w policzek, a Louis poczuł że jego trans powoli odchodzi. Boże, to wysłało tyle dreszczy przez ciało Louisa, że nie był w stanie ich policzyć. To był taki zwyczajna forma zainteresowania, jednak dla tego chłopaka było to jak lawina uczuć, która spłynęła po całym jego ciele. Ręka Harry’ego oplotła go w pasie i zaczęła przyciągać go do jego ciała po czym razem zaczęli podążać za Anne, która wybiegła z pokoju nadal zmieszana równie jak Louisa.

Louis rozpływał się w uścisku Harry’ego, kiedy przemieszczali się po budynku. Jego twarz wtulona była w szyję lokatego. Wyszeptał najprawdopodobniej za cicho: - To było takie okropne, chyba umrę.

Oczywiście było to na tyle głośne by usłyszał Harry, którego chichot niczym jakieś wibracje przepłynęły po jego ciele. Harry zacieśnił swój uścisk w taki sposób, aby chłopaka czuł się lepiej i potrząsł delikatnie ręką aby pomóc mu powstrzymać zmieszanie.

Louis wydał z siebie dźwięk protestu w szyję Harry’ego, jednocześnie zaprzeczając głową. Nie będzie łatwo zapomnieć to co się właśnie wydarzyło, jednak starał się wmówić sobie, że to w ogóle nie miało miejsca. Ciepła skóra Harry’ego pod jego twarzą pomagała w zapomnieniu tej niefortunnej sytuacji. Ich ciała przyciągały się do siebie. Wszystko wręcz ciągnęło go do tego by docisnął swoje usta do ciepłej skóry, jednak powstrzymał się.

Do maszerowali wspólnie do samochodu rozdzielając się, by Louis mógł zając miejsce w samochodzie. Anne rozmawiała z jakąś osobą przy drzwiach żeby najprawdopodobniej przekazać jej jakieś najważniejsze rzeczy, które należy zrobić w te godziny, w które jej nie będzie przez co Louis i Harry byli sami w samochodzie. Środkowe siedzenie było czymś w postaci bariery pomiędzy nimi, a wszystko czego chciał Louis to pokonać ją i wtulić się w chłopaka. Chciał po prostu poczuć ciepło Harry’ego na sobie i wykorzystywać ich nowy status związku do tego by dotykać go tak często, jak tylko ma ochotę. Oczywiście Harry nie czuł się z tym do końca komfortowo, jednak był bardziej podatny na wszelaki pieszczoty i przytulania.

- Czy będziesz miał coś przeciwko, jeżeli… przysunę się? Żeby usiąść obok Ciebie? - Louis wiedział, że w tym momencie jego głos brzmi na bardzo młody i niewinny, ale nie przejmował się tym. Był przezorny jeżeli chodzi o to pytanie, gdyż nie wiedział jak Harry na nie zareaguje.

Duże zielone oczy Harry’ego popatrzały na niego, a sam powoli pokiwał głową. Louis odblokował swoje pasy i przysunął się. Dotyk nóg Harry’ego na jego własnych sprawiał, że jego skóra płonęła. Oplótł ramieniem loczka i położył swoją skroń na okrytym podkoszulkiem ramieniu. Harry spiął się na chwilę, jednak zaraz potem zrelaksował.

W momencie, kiedy Anne już miała wsiadać do samochodu, a jedyne co zostało jej do zrobienia to wpakowanie kilku rzeczy do bagażnika, Harry podążył swoją ręką w kierunku ręki Louisa, która leżała na jego kolanach. Na początku jego ręka drgnęła nad Louisa po czym delikatnie jej dotknęła. Ten delikatny dotyk spowodował, że na całym ciele starszego chłopaka pojawiła się gęsia skórka. Nie wiedział czy spowodowane to było jego łaskotkami czy tym, że Harry go dotknął. Chłopak z kręconymi włosami siedział cicho, a jego głęboki oddech był jedynym dźwiękiem, jaki był słyszalny w samochodzie. Wbił się w rękę Louisa i połączył ich palce razem.

Louis westchnął w szczęściu, spoglądając na Harry’ego z uśmiechem na twarzy i ściskając ich dłonie. Jego oczy mówiły „dziękuję” do Harry’ego, nie wiedząc nawet dokładnie za co to robi. Za wyciągnięcie do niego dłoni? Za pozwolenie mu jej pochwycić? Za bycie tam? Za wszystko.

Jasny, zielony ocean Harry’ego zabłyszczał w uldze i rosnącym komforcie. Wyglądał na szczęśliwego. Szczęśliwego z powodu tego, że dostał pozwolenie na pierwszy krok, szczęśliwego przez to, że czuł się komfortowo z kimś kto siedział tak blisko, pomimo tego że przez jego ciało nadal przechodziły jakieś spięcia.

Atmosfera nie zniszczyła się nawet wtedy, kiedy weszła Anne, jednak starszy chłopiec poczuł zmieszanie, które odbiło się echem na jego policzkach. Mama powiedziała coś w stylu „ no to jedziemy” głośnym i ucieszonym głosem po czym włączyła silnik i pojechała w dół ulicą. Miała zabrać Gemme z domu, w którym przebywała na przerwie pomiędzy studiami, po czym spędzić godzinną podróż na plażę.

●●●●●●●●●●●●●●●●●●●●●●●●●●●●●●●●●●●●●●●●●●●

Cienki kocyk z tartanu leżał na delikatnym piasku. Torby stały obok, a bluzy uformowane były i tak nie dające żadnego komfortu poduszki. Pudełka na okulary leżały niedaleko i zostawione były otwarte. W środku nie było niczego, ponieważ w tym momencie każda para spoczywała na nosie swojego właściciela. Anne i Gemma miały duże okrągłe okulary, takie jakie noszą celebryci, Harry miał Ray Bans’y, które Louis uwielbiał zakładać na swoje Pilotki.

Harry na plaży siedział ubranym, podobnie do Louisa, Gemma’y i Anne’y. Gemma miała na sobie sukienkę do kolan. Była powiewna i miała pastelowe kolory. Louis nie mógł nadziwić się jak pięknie wyglądała. Anne ubrana była w podobnym stylu, jednak ona miała długą sukienkę, która mimo wszystko dobrze ujawniała jej sylwetkę. Harry zaś miał na sobie beżowe spodnie typu chinos i podwinięte do połowy rękawy w swoim topie. To był naprawdę fajny outfit - na niższą temperaturę, jednak Louis nie mówił nic, dopóki chłopak wyglądał tak… porywająco. Na razie widocznie nie było mu gorąco, a jeżeli stało by się tak, zawsze mógł ściągnąć ten biały podkoszulek. Boże, to było by takie podniecające – nie, Louis, przestań o tym myśleć. Naprawdę Louis nie powinien być tak spostrzegawczy, ponieważ jedyne co robi to potwierdza jeden z wielu stereotypów o gejach.

Anne i Gemma właśnie położyły się na kocu, zajmując całe miejsce, więc Harry i Louis stali obok pozwalając na to, aby słońce przyjemnie grzało ich w plecy. Na kocu leżały dwa dodatkowe ręczniki więc położyli je kilka metrów od mamy.

Harry położył się na jednym z nich z głośnym „hmph” rozkładając się na całym swoim ręczniku. Jego twarz skierowana była w stronę słońca, tak samo jak część bladej skóry, która ujawniła się tam, gdzie podkoszulek się podwijał. Louis nie potrafił oderwać wzroku od jego rozluźnionej sylwetki, szczególnie wtedy, kiedy słońce jeszcze bardziej rozświetlało każdy kawałek bijącego od Harry’ego piękna.

Boże jestem taki głupi. – Louis jęknął w myślach.

Położył się na ręczniku pozwalając swojej odkrytej skórze łapać promienie słoneczne. To było takie przyjemnie, spokojnie leżeć, słuchając szumu fal, dzieci, które krzyczały w oddali i mew które przelatywały nad nimi. Jego oczy szukały Harry’ego za szkieł okularów, a czerwone usta były pierwszym co Louis zobaczył.

Nie widział nigdy, aby Harry przegryzał je tak, żeby sprawić by miały tak głęboki różowy kolor, prawie czerwony, jednak i tak był wdzięczny temu, co powoduje że mają taki seksowny kolor. To było tak jakby Louis miał bzika na punkcie szminek, jednak to jak widział te usta takie duże, delikatne i - o Boże, wilgotne od języka, który raz za razem po nich przejeżdżał - było czymś co Louis uważał z naprawdę fascynujące. Prawdopodobnie działo się tak, ponieważ chłopak miał zakaz dociśnięcia swoich ust do tych koloru dojrzałego jabłka. To zapewne sprawiało, że były one takie podniecające.

Odważnie, bez chwili zastanowienia, Louis wstał ze swojego ręcznika tak cicho, że Harry nie zauważył, a potem nagle przewrócił się i wylądował na nim. Jego celem nie było to co upolował, kiedy jego usta zamiast spocząć na tych soczyście różowych, wylądowały na nosie chłopaka z kręconymi włosami. Harry wyglądał na lekko oszołomionego, kiedy odsuną od siebie delikatnie Louisa aby móc zobaczyć jego twarz. Wyglądał tak jakby się trochę pogubił.

- Przepraszam - Louis powiedział, rozglądając się czy przypadkiem swoim zachowaniem nie zaalarmował Anne’y albo Gemme’y, jednak żadna z nich nawet nie zwróciła uwagi. - Twoje usta wyglądały tak smacznie. Chciałem Cię pocałować. - Wyszeptał tak jakby był to sekret, którym nie wolno mu się było podzielić.

Harry zarumienił się, a różowy rumienieć rozlał się na jego twarzy. Pochwycił swoją dolną wargę między zęby, sprawiając, że Louisa własne były zazdrosne. Starszy chłopak przyglądał się temu uważnie. Jego niebieskie oczy skupiały się jedynie na zaciemnionej skórze, kiedy Harry w końcu pozwolił swoim zębom uwolnić usta. Pogryziona część stała się bardziej wypukła w momencie, kiedy Harry puścił ją z uścisku swoich zębów, kolor stawał się ciemniejszy z sekundy na sekundę. Nie trwało to długo zanim delikatne usta powróciły na swoje miejsce, spuchnięte i zaróżowione. Louis nie był pewien czy Harry robi to specjalnie czy nie, ale kurwa, to wyglądało tak pociągająco, że Louis nie potrafił utrzymać w sobie tej myśli.

- Jesteś taki namiętny .- Louis wymruczał prosto z mostu.

Nie sprawdził reakcji Harry’ego w momencie, kiedy połączył ich usta razem. Kusząca była myśl aby spróbować przejść w dalsze sfery ust chłopaka, jednak wiedział, że nie może tego pociągnąć za daleko, nie chciał stracić jego zaufania. Myśl o polizaniu ich jak lizaka była pociągająco, ale skupił się tylko na tym co przeżywał w tym momencie i na niczym więcej. Zagubił się w tym, że jedyne co robił to utrzymywał swoje usta na ustach Harry’ego i to wbrew pozorom było wszystko czego potrzebował.

Odsuną się by z powrotem docisnąć je do niego, by jakoś urozmaicić czas w którym trwają tak blisko siebie. Trzymał się z dala od ramion Harry’ego, które delikatnie się uniosły, ale nie przyciągał do tego specjalnie jakoś swojej uwagi. Ocknął się dopiero w momencie, kiedy poczuł na swojej szyi zimny piasek, który posypał się gdzieś z góry i odsunął się w szoku starając się pozbyć uczucia łaskotania.

- Och, Styles.

●●●●●●●●●●●●●●●●●●●●●●●●●●●●●●●●●●●●●●●●●●●

Po tym jak obrzucili się na wzajem piaskiem, Louis był kompletnie wyczerpany. Słońce świeciło i ogrzewało ich plecy sprawiając, że było im okropnie gorąco w momencie kiedy dobrze się bawili. Cały pokryty był ziarenkami pisaku. Pewien był, że będzie je na sobie znajdował jeszcze przez jakiś tydzień po przyjeździe do domu, jednak patrzenie na Harry’ego kiedy był w takim „gotowym do działania”, psotliwym i w łobuzerskim nastroju było tego warte. Na twarzy miał ogromny uśmiech kiedy brał do ręki kulkę z pisku, a z jego gardła wydobywał się głośny śmiech, kiedy uderzał nią w Louisa.

Upadli na ziemię z hukiem, siłując się z sobą i starając się nałożyć drugiemu na twarz kupkę piasku, jednak bardzo szybko podali się i położyli się relaksując. Wtedy zaczęli bawić się piaskiem bardziej elokwentnie. Zaleźli dwa puste plastikowe kubki i wypełnili je piaskiem. Zrobili mały zamek z czterech babek wykonanych z wypełnionych pisakiem kubków, a wszystko otoczyli fosą. Woda nie była na tyle blisko aby wypełnić koryto, jednak nawet bez niej nie wyglądał on źle. Louis był zadowolony z konstrukcji, ale Harry chciał jeszcze przyozdobić go kilkoma muszelkami i kamieniami.

Skończyli z westchnięciem, spoglądając na ich dzieło, które stało w wietrze. Louis wyciągnął telefon i zrobił zdjęcie, w celu wydrukowania i schowania w pudełku ‘Harry’. Po tym jak schował telefon do kieszeni, usiadł w takiej samej pozycji jak Harry. Jego ręka znalazła się za Harrym, dotykając jego ciała, kiedy jego ręka zagrzebana była w piasku.

Louis odwrócił swoją głowę w kierunku Harry’ego, mówiąc dopiero po kilku sekundach podziwiania chłopaka co było raczej niezbyt dziwne zważając na to, że był on chodzącym po ziemi bogiem.

- Wracamy do opalania? Jestem trochę wykończony.

Harry zaśmiał się patrząc na Louisa, a jego brwi uniosły się. Louis odpowiedział bezsłowne ‘Co?!’ po czym Harry zaczął skanować plaże wskazując gdzieś palcem. Oczy Louisa powędrowały za nim i zobaczyły starego mężczyznę, który spał na drewnianym krześle, podczas gdy jego wnuki bawiły się naokoło.

Louis westchnął dramatycznie. – Nie jestem stary!

Harry zaśmiał się kiedy wstawał i wzruszył rękami jakby chciał powiedzieć „ Jak chcesz dziadku”

- Dupek. – Louis wymruczał, wstając i podążył za młodszym chłopakiem. Przetarł rękami swoje spodnie i powłóczył się z powrotem w stronę ręcznika, na którym Harry się położył podtrzymując ciało na łokciach. Twarz chłopaka nie była wyrazista, a Louis nie mógł zobaczyć jego oczu by sprawdzić czy myślał głęboko czy też nie. Nadal jednak nie zaprzestawał poszukiwań tych zmęczonych tęczówek. - Kurewsko piękny dupek.

Louis upadł ciężko na ziemię obok Harry’ego, który głośno westchnął.

Sięgnął po swój sweter, który zwinął w kłębek i położył sobie pod głową. Zamknął oczy starając się choć trochę zdrzemnąć, ale wydawało się to niemożliwe. Sweter nie pomagał w odprężeniu się. Wszędzie było twardo i nie komfortowo, szczególnie wtedy, kiedy suwak wbijał Ci się w głowę. Chciał spróbować jeszcze raz się zdrzemnąć poprawiając poduszkę, ale poczuł rękę która plasnęła w jego biceps.

Popatrzał na Harry’ego, który wtulał się w niego coraz bardziej. Louis spojrzał z uniesioną brwią na niego jednym ze swoich zmieszanych wzroków. Harry zaś przyjął to jedynie z przewróceniem oczami i położył się jeszcze bliżej tak, że leżał w tej dziurze która powstała pomiędzy ich ręcznikami. Kiedy się położył przyciągnął się do Louisa tak blisko, że ich skóra się dotykała. Pozwolił Louisowi na to, by jego głowa znalazła drogę do jego klatki piersiowej, a druga ręka objęła go w pasie. Dopiero po momencie Louis zorientował się co zrobił.

To było tak emocjonujące, widzieć jak Harry poprawia ich by było im wygodniej, razem. Pozwolił Louisowi otwarcie na to by na nim usnął, by spało mu się wygodniej. Tak technicznie w tym momencie spali razem - nie w ten sposób, co jest raczej oczywiste - ale była taka delikatna akcja. Dla innych pewnie nie znaczyłaby dużo, jednak jeżeli chodziło o Louisa to sprawiało, że jego serce zabiło szybciej.

Kiedy znaleźli się już w odpowiedniej pozycji, Harry leżał na plecach, a Louis wtapiał się w jego tors. Dokładnie słyszał szybkie bicie serca chłopaka z kręconymi włosami. Fakt że tak działał na tego człowieka był dla chłopaka z Doncaster zdumiewający.

Nie trwało to długo, aż serce Harry’ego wróciło do normalnego rytmu. Louis odebrał to w ten sposób, że Harry przyzwyczaił się już do dotyku ich ciał i pozwolił sobie odpłynąć do krainy snu.

Louis wyrwał się ze swojego snu, delikatnie zwijając się na ręczniku. Jego oczy otworzyły się i tak samo szybko zamknęły, kiedy oślepiło go słońce. Z pewnością okulary przeciwsłoneczne musiały mu spaść z nosa kiedy spał. Wiedział, że nie spał bardzo długo, ponieważ jego oczy nie były ani trochę zamglone snem, jednak na pewno choć na moment utknął w tej wspaniałej krainie odpoczynku. Jego dłonie zaczęły ślepo szukać chłopaka z którym zasypiał. Przypuszczał, że musiał się z niego zsunąć jak odbywał drzemkę, jednak poduszka pod jego głową umieszczona była za dokładnie. Jego zaspany mózg był delikatnie zmieszany.

Powoli otworzył oczy i usiadł. Przetarł oczy i porozglądał się. Harry’ego nigdzie nie było. Nie siedział obok niego, ani koło Anne albo Gemma’y.

- Hej Anne. - Louis odkaszlnął oby oczyścić gardło. – Nie wiesz przypadkiem, gdzie jest Harry?

Anne podniosła głowę znad książki i popatrzała na Louisa zza okularów. – Poszedł w kierunku morza skarbie, zaledwie dziesięć minut temu więc pewnie nadal tam jest.

Louis pokiwał głową w podziękowaniu i wstał. Wyprostował się, a jego kości chrupnęły w charakterystyczny sposób. Pogładził dłońmi swoje spodnie by wyprostować zagięcia powstałe wokół jego kolan i udał się w dół plaży czując ciepły piasek pod swoimi stopami. Im był bliżej tym lepiej widział te niepowtarzalne loki.

Muskał stopami płytę morza. Spodnie miał podwinięte, przez co jeszcze bardziej widać było jaki jest blady. Spodnie nie były podciągnięte na tyle wysoko by się nie zamoczyć, a w przypadku nadejścia jakiejś mocniejszej fali były by one mokre do połowy. Louis już wyobrażał sobie, ile czasu poświęcił aby zwinąć je starannie i równo. Ta myśl sama w sobie była urocza.

W momencie, kiedy ciepły i delikatny piasek zamienił się na twardy i mokry, Louis mógł zobaczyć Harry’ego lepiej. Wyglądał na zamyślonego - jeżeli można tak powiedzieć patrząc jedynie na tył człowieka - i kopał bezcelowo nogą sprawiając, że w powietrze wylatywały małe kropelki wody. Ręce miał opuszczone, a palce wbijały się w materiał spodni.

Louis chciał podejść do niego w celu zaskoczenia go swoimi ciepłymi ramionami, które oplotłyby go w pasie.

Wszystko jednak spaliło się w momencie, kiedy dotknął palcami zimnej wody. Wydał z siebie dziewczęcy pisk kompletnie zaskoczony nagłym przypływem takiego zimna, które uderzyło w jego stopy i rozeszło się żyłami po całym ciele. Żałował, że w ogóle ruszał się z koca w kierunku morza. Dobra szczerze to jego wątpliwości związane z przychodzeniem tutaj rozwiały się zaraz po tym. kiedy zobaczył przed sobą Harry’ego z pięknym uśmiechem na twarzy. To było warte wszystkiego.

- Chciałbym podejść do ciebie i Cię przytulić, ale jest tak cholernie zimno. - Louis oznajmił, zanurzając delikatnie palec u stopy w zbliżającej się do niego wodzie, szybko jednak wyciągnął go z syknięciem.

Harry wyciągnął do niego rękę ściskając ją w pięść po czym zrelaksował ją tak, by przyciągnąć do niej Louisa. Młodszy chłopak powiększył te zielone oczy i sprawił że jego usta stały się większe na co Louis zareagował jak zahipnotyzowany. Nogi zaczęły poruszać się w zimnej wodzie, a jego ciało wpadło w czekające na niego ramiona Harry’ego.

Stanie w zimniej wodzie nie było aż takie złe, kiedy ramiona Harry’ego znajdowały się wokół jego pasa. Chłopak momentalnie zapomniał o okropnym zimnie i zagubił się w jego cieple. Teraz jego nogi nie były już jedynie zimne lecz zmarznięte, a jedyne co czuł to jakby wbijały się w nie igiełki.

- Chcę jechać na wakacje. - Louis westchnął, wtulając się w klatkę piersiową Harry’ego. Chłopak wykonał dźwięk zgody i pokiwał głowa tak mocno, że aż poczuł to Louis.

- Chce pojechać gdzieś, gdzie jest ciepło - Powiedział, a Harry jeszcze raz pokiwał głową.

- Ale nie za daleko. Chce zostać w Europie - Harry kolejny raz pokiwał głową starając się pokazać Louisowi, że myśli o tym samym.

- Nigdzie, gdzie będzie za gorąco, jak na przykład Hiszpania, ponieważ nie chcę kupować sterty nowych ubrań. - Harry ścisnął Louisa jakby dokładnie rozumiał o co mu chodzi.

- Może gdzieś do Francji lub Włoch. - Harry pokiwał głową cały rozentuzjazmowany na słowa Louisa, bardziej niż na inne propozycje wycieczek chłopaka. Louis podniósł swoją głowę z klatki piersiowej lokatego i popatrzał na niego zaciekawiony. Na twarzy Harry’ego widniał mały uśmiech, a oczy miał szerokie.

- Gdzie? Do Francji? - Harry zaprzeczył głową.

- Och, chcesz jechać do Włoch? - Harry pokiwał głową podekscytowany, nawet wiedząc, że nie ma żadnych konkretnych planów ku temu przedsięwzięciu.

- Włochy to piękne miejsce. - Louis westchnął, wtulając powtórnie swoją twarz w klatkę piersiową Harry’ego. Mógł poczuć, że młodszy chłopak kiwa głową, a jego ręka przeczesuje mu włosy. To takie relaksujące uczucie mieć te długie palce w swoich bardzo delikatnie pokręconych włosach, Opuszkami masował mu czaszkę. Musiał powstrzymać w sobie jęk satysfakcji, kiedy krótkie paznokcie Harry’ego poznawały jego skórę.

- Chcę, abyś ze mną pojechał. – Louis wyszeptał. Poczuł, że Harry prostuje się odrobinę na te słowa, jednak wszystko zostało rozwiane, kiedy kontynuował.

- Myślałem o tym, wiesz? Zabrać Cię gdzieś, gdzie jest ciepło. Pomyśl o tym, Włochy to miejsce, o którym marzyłem. Myślałem o tym, że wynajmiemy pokój w jakimś luksusowym hotelu i będziemy mogli budzić się gdzie chcemy. Nie będziemy musieli niczego robić. Nikt nie będzie nas znał, nikt nie każe nam niczego robić. Będziemy mogli leniuchować całymi dniami. Będziemy się włóczyć ulicami, trzymając się za ręce. Przejść się do marketów, gdzie są tony jedzenia i spróbować jakiegoś lokalnego przysmaku. Potem będziemy się dzielić deserem, ponieważ będziemy za bardzo napchani żeby zjeść starter i główne danie. Może pójdziemy zobaczyć jakiś lokalny zespół lub po prostu pospacerujemy wzdłuż plaży nocą. A potem wrócimy do hotelu i pójdziemy spać w swoich ramionach. Rano wstaniemy i zrobimy to samo co dnia poprzedniego.

Zapanowała cisza. Słychać było jedynie fale uderzające o brzeg. Louis mocno zaplótł swoje ręce wokół torsu Harry’ego. Jego oczy były mocno zamknięte, kiedy leżał na klatce piersiowej swojego chłopaka. Zamarła ona na moment, kiedy mówił o swoim pomyśle. Słyszał, że serce Harry’ego bije głośno i miał pewność że z taką samą mocą i prędkością przelatują teraz myśli w jego głowie.

Z kilku powodów, choć wiedział, że Harry jest skłonny do bzikowania - nie żałował tego co powiedział. Wszystko było prawdą. Nie kłamał. Chciałby to wszystko tak okropnie robić z Harrym. Oczywiście że zdawał sobie sprawę, że w ciągu kilku lat nie będzie to możliwe, jednak i tak mimo wszystko chciał mu pokazać jak ważny jest dla niego. Chciał tych rzeczy.

- Rozmawiaj ze mną skarbie. Powiedz mi co myślisz. - Louis powiedział delikatnie. Jego głos był prawie szeptem. Był tak cichy. Podniósł głowę by popatrzeć na twarz chłopaka i był zaskoczony jakimkolwiek brakiem zmartwienia na niej. Oczywiście znajdowały się na niej niewielkie iskierki strachu, jednak nie były one wystarczające, by zdominować wyraz jego twarzy. Harry wskazał na telefon Louisa, mówiąc mu przez to że chce się z nim w ten sposób komunikować.


~Podoba mi się to.~

- Naprawdę? – Louis powiedział w szoku. W jego głosie słychać było zaskoczenie. Był wysoki, prawie piszczący. – Masz na myśli, podoba Ci się, za niedługo? Nie w ciągu kilku lat?

~Za niedługo. Chcę wyjechać z Tobą choćby zaraz… jeżeli chcesz, to tak…~

- Oczywiście że chcę! O mój Boże, Harry! Nawet nie wiesz jak!

~Ale jak za niedługo? Znaczy, jestem gotowy żeby jechać, wiesz - mentalnie, ale nie wiem czy moja mama też tak sądzi…~

- Może po tej akcji charytatywnej? Znaczy wiesz, nie jestem idiotą. Nie zamierzam porwać Cię jeżeli się nie zgodzi, ale przyznaj, to fajny pomysł, prawda?

~No, to świetny pomysł… Naprawdę chcę z Tobą wyjechać…~

- Ja nie chcę Cię do niczego zmuszać, Hazz. Nigdy nie chciałem abyś poczuł na sobie jakąkolwiek presję, więc proszę, powiedz mi teraz czy mówisz to tylko po to abym poczuł się lepiej. Wspólny wyjazd to duży krok. Tylko ja i Ty. Musisz być pewien, że czujesz się z tym dobrze.

~Jestem pewien Lou. Dużo o tym myślałem, wiesz? Chce to zrobić z Tobą. Ludzie nie wierzą w to, że mogę być niezależny. Potrafię podejmować własne decyzje, a to właśnie jest jedna z nich i jestem jej stuprocentowo pewien. Oczywiście. że się trochę denerwuje, ale po mimo tego tak cholernie chcę z Tobą wyjechać.~


- Jesteś niesamowity, wiesz o tym? – Louis uśmiechnął się. Stanąłem na palcach i zaszczyciły mnie uśmiechnięte usta Harry’ego, które pocałowałem je delikatnie. – Porozmawiamy o tym jeszcze, w porządku?

Harry pewnie pokiwał głową z szerokim uśmiechem. Louis szybko obrócił się.

- Chodź skarbie. Robię się głodny.

Louis pochwycił rękę Harry’ego rzucając mu nieśmiałe spojrzenie, jakby sprawdzając czy nie ma nic przeciwko tej akcji. Przywitał go jedynie ciepły uśmiech, a jego dłoń otrzymała w zamian mocniejszy uścisk. Harry naprawdę stawał się inną osobą, a Louisowi podobało się to. Oczywiste jest to, że lubił obydwie strony chłopaka, ale miło jest patrzeć jak jego misiek wydostaje się dzięki niemu ze swojej muszli.

Trzymali się delikatnie za ręce w momencie, kiedy wracali na swoje miejsce na plaży. Louis cały czas szeptał Harry’emu coś do ucha nawet wtedy, kiedy wiedział że go nie słucha. Błogość w jego oczach i ruchy kącików jego ust definitywnie mówiły o tym, że jest szczęśliwy.

Louis zauważył że najczęściej starsze pokolenie dziwnie na nich spogląda, ale i tak nie było w tym nic złego. Po prostu przyglądali się im i rozmyślali, a to nie denerwowało chłopaka ani w najmniejszym stopniu. Harry niczego nie zauważał, a Louis zastanawiał się jakby zachowywał się, gdyby nie był on tak nieświadomy.

Szybko dotarli do swojego miejsca na plaży. Zauważyli Anne i Gemme, które pogrążone były w głębokiej rozmowie.

Wyglądali jak prawdziwa para, a na trzymające się ręce i uśmiechnięte twarze, mama Harry’ego nie potrafiła powstrzymać własnego uśmiechu. Gemma zaś słodko przyglądała się im, jednak coś czego Louis nie potrafił przeanalizować kryło się za jej oczami. Nie znał Gemmy jednak była ona dla niesamowicie miła przez cały ten wyjazd. Miał nadzieję, że do niego darzy takie same uczucia. W końcu spotyka się z jej bratem do którego czuje niesamowitą potrzebę opiekowania się.

- Myślałem o tym żeby przynieść coś do jedzenia. Chcecie coś? - Louis zapytał uwalniając swoje palce z uścisku Harry’ego.

- Nie, dziękuję skarbie. - Anne powiedziała z dużym uśmiechem wracając do książki.

- Hazz, a Ty? Coś do picia? Mógłbym przynieść Ci colę jeżeli lubisz? - Louis zapytał. Harry jedynie zaprzeczył głową i wyłożył się na kocu koło Anne.

- Gemma nie chcesz czegoś?

- Pójdę z Tobą, oczywiście jeżeli nie masz nic przeciwko? ,- Gemma powiedziała wstając.

Harry wysłał jej zabójcę spojrzenie, jednak ona zbiła go z pantałyku machnięciem dłoni.

- Uh, okej, chodź .- Louis powiedział grzecznie.

Szli w ciszy po plaży, zbliżając się do budki. Louis czekał, aż Gemma zacznie rozmowę, wiedząc że ma ochotę z nim porozmawiać. W momencie kiedy Louis wpatrywał się w kanapki na wystawie, Gemma zaczęła plącząc swoje palce razem.

- Nie zamierzasz go skrzywdzić, prawda? – wybełkotała.

Głowa Louisa zwróciła się w jej kierunku.

- Co… Oczywiście że nie! Myś… Myślisz że mógłbym? Czy tego się po mnie spodziewałaś?

- Nie, Boże nie! Ja tylko… Ja martwię się o niego, wiesz ? - Wyraz twarzy Gemmy wykrzywił się.

Louis zabrał kanapkę i butelkę coli - kanapkę z serem szynką i ogórkami jeżeli byście się zastanawiali i cola na pewno nie dlatego, że Harry chciał się nią dzielić. Boże, dlaczego o tym myślę? - i umieszczając te myśli gdzieś z tyłu swojej głowy wyłowił jakieś pieniądze z kieszeni umieszczając je na ladzie przed kasjerem.

- Wiem, Gem. To samo mam ze swoimi siostrami, a szczególnie gdyby były takie jak Harry, wtedy to już na pewno zachowywałbym się jak Ty. - Louis powiedział, zabierając swoją resztę i jedzenie, po czym obracając się w stronę dziewczyny. Wracając przez jakiś czas się do siebie nie odzywali.

- Możemy usiąść? Ja tylko… Ja chciałam porozmawiać o tym. Muszę się upewnić w tym wszystkim.- Gemma powiedziała.

Usiedli na piasku, Louis położył jedzenie obok nich tak, by mógł skoncentrować się na tym co mówi dziewczyna. Wiedział, że zamierza dać mu lekcję w stylu „ Jeżeli złamiesz mu serce, to złamię Ci nogę”. Czekał na to.

- Sam dokładnie wiesz, jak wrażliwy jest Harry. Tak łatwo może się załamać. Sam nawet dokładnie nie wie, jak skory jest do załamań. Uważa, że jest silny. Ale właśnie nie jest wystarczająco, ja nie sądzę, że byłby w stanie poradzić sobie ze złamanym sercem. Naprawdę nie sądzę. Mogę coś powiedzieć zanim zaczniesz mówić? Dziękuję skarbie – sprawiasz że jest taki szczęśliwy Lou i nie sądzę, że bym była w stanie Ci podziękować wystarczająco za to . Wydostał się ze swojej muszli. Obserwowanie go, kiedy jest uśmiechnięty jest jednym z moich ulubionych widoków, a Ty sprawiłeś, że pojawia się na jego twarzy tak często. Jest dużo bardziej pewny siebie. Uwielbiam tę osobę, którą teraz się stał to wszystko można zawdzięczać tylko Tobie, Louis. Więc tak chce Ci za to podziękować. Wiem, że bardzo go lubisz. A słuchanie go, kiedy rozpływa się pisząc o tym jak się całowaliście, sprawia, że jestem szczęśliwa. Jednak zawsze istnieje szansa, że go zranisz i nie mogę ryzykować. Tak jak powiedziałam wcześniej, on wiele przeszedł i nie chcę aby to się jeszcze wszystko spiętrzyło. Wiem że to głupie, ale Louis przysięgam na Boga, że jeżeli złamiesz mu serce, znajdę Cię i nie powstrzymam się przed tym ,aby wyrwać Ci chuja tak. abyś nie był już w stanie pieprzyć się z nikim więcej, łapiesz to?

Louis chrząknął i pokiwał głową . Nie pokazał tego po sobie, ale ogień w jej głosie podziałał trochę na jego nerwy. Ona brzmiała tak groźnie, jak jakiś potwór czy coś.

- Nie chcę go skrzywdzić, przysięgam. - Louis zakaszlał . Głos miał wystraszony. -Naprawdę go lubię Gemma (Louuuis, powiedz że go kochasz – dop. beta). I szczerze mógłbym spędzać całe dnie z nim i nigdy bym się nie znudził. Zamierzam się upewnić w tym czy chce być ze mną długo i nie znudzi się mną, ponieważ tak bardzo go lubię. Znaczy dla mnie naprawdę wszystko… wszystko po prostu. Wiem że to naprawdę duże słowo… znaczy ja go nie kocham, wiem, ale czuję do niego coś naprawdę silnego. Nie chciałbym go skrzywdzić i nie chce być tym, który go złamie. Chce być tym, który sprawi że będzie silny lub tym który go naprawi.

- Jesteś dobrym człowiekiem, Louis. Lubię Cię, jesteś dla niego odpowiedni. Po prostu bądź z nim ostrożny.

- Definitywnie - Louis powiedział bez zawahania. - Hej, tak się zastanawiałem, znaczy, zapyta, też Anne, ale co powiedziałabyś gdybyśmy z Hazą wybrali się na wakacje na kilka dni?

Gemma otworzyła swoje oczy szeroko. – Wakacje? Ty i H? Sami? Tylko wy?

Louis zachichotał. – Tak tylko my. Chcieliśmy jechać do Włoch. Rozmawialiśmy już o tym. On chciał jechać i powiedział, że jest gotowy.

- On to powiedział?<

- Tak. Bardzo mu się spodobało. Uważa, że twoja mama powie iż jeszcze nie jest na to gotowy, ale jeżeli wyjdzie to z twoich ust to wtedy na pewno się zgodzi, prawda?

- Nie wiem. Ciężko będzie ją namówić. On tak na prawdę jeszcze nigdy nie był z dala od nas, ale ja stoję w tej kwestii kompletnie po waszej stronie. Harry powinien się trochę od nas uwolnić. – uśmiechnęła się wzruszając ramionami.

- Dziękuję Gemma. Za wszystko. - Louis szczerze powiedział.

- Przyjemność po mojej stronie, Louis. – Odpowiedziała. Wyprostowała swoje ręce i zamknęła chłopaka w przyjacielskim uścisku.

- To naprawdę znaczy wiele, że nie masz nic przeciwko nam. - Louis wymruczał do jej ucha.

- Wiem. - powiedziała grzecznie. – Ale jeżeli coś pójdzie źle, nie myśli sobie, że nie wsadzę twoich jaj do rozdrabniacza. – zachichotała.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz