czwartek, 21 listopada 2013

31

Faktem było, że ludzie nie znosili poniedziałków. Nie znosili wibrującego dzwonka budzika rankiem i to właśnie wtedy najwięcej ich lądowało w koszu, bo właściciel potraktował go niezbyt lekkim rzutem o podłogę lub ścianę. Populacja małych stróżów, którzy dbali o bezpieczeństwo pracujących Londyńczyków, jeśli chodzi o ich pensję, stale się zmniejszała, a to nie znaczyło najlepiej.

Do grupki tych osób należał Liam Payne. Rozbudzony w środku nocy, bo w końcu godzina siódma była porą nienaturalną, przynajmniej dla niego, wlókł się chodnikiem przygaszony i chociaż lubił swoją pracę, to dzisiaj wolał po prostu nie ruszać się z łóżka. Chciał w nim zostać jak najdłużej, zakopać się w pościeli i wstać wtedy, kiedy pozwoli mu na to jego wewnętrzny biologiczny zegar, bo on nigdy nie zawodził. Zamiast tego jednak omijał spieszących się mieszkańców Londynu, którzy na łeb, na szyję gnali do miejsc, gdzie pracowali, podczas gdy on chyba jako jedyny nie przyspieszał kroku. To wszystko wina tego, że dzisiaj był trzynasty. A trzynastego każdego miesiąca zdarzały mu się niespodziewane historie, dziwne zjawiska działy się w jego życiu, a on dostawał tego dnia kompletnego świra. Na przykład, dwa miesiące temu jakaś staruszka uznała go za poszukiwanego przestępcę. Tylko dlatego, że wyszedł po mleko do pobliskiego supermarketu w czapce nasuniętej prawie na oczy i w kilkudniowym zaroście. Niall, jego kumpel, z którym Liam dzielił mieszkanie, stwierdził, że sam sobie na to zasłużył, bo zapuścił się jak ostatni kloszard i wyglądał podejrzanie. Nie obyło się bez policji, a biedny Payne musiał godzinę tłumaczyć się na komisariacie, że nie jest tym, za kogo go uważano. Innym razem zalano mu mieszkanie akurat wtedy, kiedy miał ważną rozmowę o pracę, na której mu zależało. Spędził cały dzień na kłótniach z sąsiadem, a potem następne dwa na wściekaniu się i psioczeniu na firmę ubezpieczeniową, która nie chciała zwrócić mu pieniędzy za remont kuchni wyglądającą po feralnym zdarzeniu niezbyt ciekawie. Nie trzeba wspominać, iż pracy nie udało mu się zdobyć i przez to dostał prawdziwej wścieklizny.

Nie można się więc dziwić, że tego dnia Liam jakoś nie za specjalnie chciał wychodzić z domu. Pogoda nie zapowiadała żadnych złych przygód, bowiem – aż dziwnie jak na Londyn – tego dnia nie padało. Może dlatego, większość napotkanych osób uśmiechała się z wyrazem ulgi, a Annie, właścicielka małej kawiarni na rogu, gdzie zawsze Payne wstępował w drodze do pracy, na koszt firmy dała mu lukrowanego pączka, które uwielbiał, ale które zawsze zjadał mu Niall. Wydawało mu się, iż Horan ma żołądek bez dna, bo cokolwiek Liam przyniósł do domu, było przez niego wchłaniane w mgnieniu oka. Aż dziwne, iż do tej pory przez niego nie zbankrutowali, a Irlandczyk nie dorobił się jakiejś poważnej otyłości. Cholera wie, co on robił, że nadal był taki szczupły.

Nie było tak, że Liam nie lubił swojej pracy. Uczenie dzieci w przedszkolu śpiewania nie było zajęciem nudnym – zawsze zdarzały się jakieś zabawne historie. Zresztą, Payne lubił dzieci, a one lubiły jego. Szczególnie dziewczynki, które uważały, iż „Liam jeśt strasnie miły i ładnie gra na gitazie”. Pies na baby? Nigdy w życiu. Mało osób wiedziało, że Payne wolał mężczyzn, ale przecież nie przyzna się do tego małym dzieciom ani ich przedszkolankom, które same robiły do niego maślane oczy i tylko czekały, aż znajdą się sam na sam. Wolał nie wiedzieć, po co.

Rozejrzał się po ulicy, chcąc wejść na pasy. Kiedy zobaczył, że jest wolne, szybko wkroczył na jezdnię, jednocześnie podnosząc parujący papierowy kubek z kawą do ust, by dostarczyć sobie kofeiny i pobudzić się. Nie miał pojęcia, skąd wziął się wtedy ten samochód mknący w jego stronę z zawrotną prędkością. Liam zastygł na środku pasów bez ruchu, wpatrując się w czarnego Range Rovera i licząc się z nadchodzącą śmiercią. Przez głowę przemknęła mu myśl jak wielu rzeczy jeszcze nie zdążył zrobić i że dzieciaki będą zawiedzione, jeśli się nie pojawi, ale wtedy auto zaczęło z piskiem hamować, i zatrzymało się tuż przed Payne’m, któremu z zaskoczenia zabrakło tchu.

A jednak nie zginął.

Mężczyzna za kierownicą zaczął wymachiwać gwałtownie rękoma, coś krzycząc i Liam, zadowolony z faktu, iż jego lista rzeczy do zrobienia jest wciąż aktualna, spojrzał na niego jak na idiotę i doszedł do końca pasów, co skwitował kolejnym łykiem kawy, a następnie szerokim uśmiechem. Już miał ruszyć dalej, gdy jego uwagę przykuł przedmiot jaki na chodniku znaleźć się nie powinien, ale było całkiem możliwe, że dzisiaj miał takie prawo.

Telefon. Czarny, lśniący nowy model iPhone’a leżał na betonowej płycie, jak gdyby nigdy nic, i pewnie czekał na złodzieja, który miałby tego dnia wielkie szczęście. Szatyn rozejrzał się wokół, ale nie zobaczył nikogo w pobliżu, dlatego pochylił się i wziął go do ręki. Jakaś inna osoba pewnie ucieszyłaby się z łatwego łupu i od razu schowałaby drogi gadżet do kieszeni, jednak on nie należał do tej grupy. Wychowywano go na uczciwego człowieka i takim człowiekiem był. Nie działał w myśl zasady „znalezione, niekradzione”, bo dla niego była to tylko próba wymigania się od cywilnego obowiązku. Skoro ten telefon sobie tu tak leżał, to na pewno ktoś go zgubił. I na pewno chciał go odzyskać, bowiem patrząc na to, w jakim stanie się znajdował, musiał być nowy i kosztować sporo pieniędzy. Jego samego nie było na takie coś stać i dobrze wiedział, jak wiele taka rzecz może być warta.

Ponownie lustrował wzrokiem otoczenie, jakby się bojąc, że ktoś go może przyłapać, chociaż właściwie nie miał na czym. Łatwo odblokował urządzenie i na tapecie zobaczył jakiś stary model Mustanga. W wiadomości oczywiście nie zajrzał, bo była to prywatna sprawa, ale przejrzał szybko listę kontaktów. Zatrzymał się na pozycji podpisanej jako „Mama” i już miał zamiar nawiązać połączenie, kiedy uświadomił sobie, że właściwie nie wie, co ma powiedzieć. Nie miał pojęcia, kim był właściciel telefonu i skąd właściwie jest, ani skąd jest jego matka. Zresztą, wydawało się dla niego głupie, zadzwonić i powiedzieć „Dzień dobry, nazywam się Liam Payne i zdaje się, że znalazłem telefon pańskiej córki lub syna”. Nie dając sobie czasu na wahanie się, zablokował telefon, a potem schował go do kieszeni spodni obiecując, że zrobi coś z tym, jak skończy pracę.

Nie trzeba chyba dodawać, że najzwyczajniej o tym zapomniał.


* * *

Praca z dziećmi była satysfakcjonująca, ale też męcząca. Jak nigdy, dzieciaki miały tego dnia ochotę na rozrabianie i w związku z tym, Liam musiał znaleźć w sobie nowe pokłady cierpliwości. Próbował zachęcić je do współpracy nauką nowych piosenek, ale tylko garstka najgrzeczniejszych pięciolatków grzecznie siedziała na swoim miejscu i powtarzała po nim słowa, podczas gdy pozostałe dzieci postanowiły zrobić małą bitwę na pluszaki. Przedszkolanek jak na złość nie było, bo zaczynały później, kiedy Liam miał zajęcia z ich podopiecznymi, wiedząc, że poradzi sobie z nimi. Jednak dzisiaj nie potrafił nad nimi zapanować i sam nie wiedział, dlaczego. Miał już ochotę wybuchnąć i nakrzyczeć na dzieciaki, chociaż starał się tego nie robić, ale cicha melodyjka wydobywająca się z jego kieszeni pokrzyżowała mu plany. Myśląc, iż któraś z przedszkolanek zostawiła swój telefon na biurku, kontynuował uderzanie w struny i śpiewanie ludowej francuskiej piosenki. Zajęło mu trochę czasu, zanim zorientował się, że dzwoni telefon, który dzisiaj rano znalazł. Odłożył gitarę, sięgnął do kieszeni, a potem przelotnie spojrzał na ekranik.

Hazza.

Niewiele myśląc, wcisnął odbierz i przyłożył urządzenie do ucha.

- Słucham?

- Stary, gdzie ty się podziewasz? - odpowiedział mu czyjś zachrypnięty głos, należący do jakiegoś chłopaka, który pewnie myślał, iż rozmawia ze swoim znajomym.

- Tu Liam Payne. Znalazłem ten telefon dzisiaj rano.

- Och, - wyrwało się jego rozmówcy - ten palant znowu zgubił swoje cacko. Gdzie je znalazłeś?

- Na Blacklands Terrace – odparł Liam. Kątem oka nadal obserwował przedszkolaków, których bitwa zaczęła wyglądać coraz bardziej poważnie.

- Pewnie wypadł mu, gdy spóźniony gnał do pracy – mruknął chłopak z dezaprobatą. - Skontaktuję się z nim jakoś. Byłoby miło, gdybyś jednak nie wpadł na pomysł przywłaszczenia sobie własności mojego kumpla.

Payne prychnął zirytowany.

- Nawet mnie nie znasz, a wydajesz osądy – stwierdził. Nie za bardzo podobał mu się sposób, w jaki oskarżono go o złodziejstwo.

- Sorrrki, ale różne osoby można teraz spotkać, sam wiesz. - W jego głosie nie było słychać ani odrobiny skruchy czy zażenowania, co jeszcze bardziej zdenerwowało i tak już wściekłego Liama. Zwłaszcza dlatego, że właśnie dostał pluszowym misiem w nos.

- Mógłbym chociaż wiedzieć, komu mam go oddać w razie czego? - spytał, siląc się na uprzejmość.

- Zayn Malik. Brunet, w bejsbolówce, jak zwykle nieogolony.

Zanim zdążył wypowiedzieć słowo podziękowania, chłopak rozłączył się i pozostawił Payne’a sam na sam z jego myślami.

A trzeba było przyznać, że dużo się na ich nazbierało i nawet zajmując się dziećmi, i próbując doprowadzić je do porządku i spowodować, że będą posłuszne w głowie miał te dwa słowa, które dziwnie kołatały mu się w świadomości. Zayn Malik.


* * *

Zniecierpliwiony Payne stał pod drzwiami z torbami w dłoniach i czekał, aż Niall łaskawie raczy otworzyć mu je, zanim odpadną mu wszystkie członki ciała. Futerał z gitarą niewygodnie wbijał mu się w plecy i Liam był na skraju wybuchu, gdy w drzwiach przekręcił się klucz i po chwili ujrzał swojego kolegę, któremu na widok zakupów momentalnie zaświeciły się oczy.

- Nie patrz tak, tylko mi pomóż, darmozjadzie.

Blondyn nie skomentował słów szatyna, ale odebrał od niego torby i ku jego uldze zaniósł je do kuchni. Liam natomiast rozebrał się z kurtki, którą powiesił na haczyku w holu, a potem poszedł do swojego pokoju, by odstawić gitarę na miejsce.

Kiedy wszedł do kuchni, Niall właśnie dobierał się do słoika z Nutellą. Na widok Liama szybko schował ją za siebie, robiąc niewinną minę, a Payne pokręcił głową.

- Nialler, nie jestem ślepy.

- A nie będziesz krzyczał? - spytał z nadzieją blondyn, powodując nikły uśmiech na twarzy kolegi.

- To twoje, rób co chcesz. Tylko nie zjedz całej od razu, bo się pochorujesz.

Niall kiwnął głową na zgodę, sięgając po łyżeczkę i robiąc rozkoszną minę, zaczął pałaszować ciemny krem. Z nim trzeba było jak z dzieckiem. Liam jednak przyzwyczaił się do tego szalonego człowieka i za nic w świecie nie pozwoliłby, by coś między nimi się popsuło i oddałby za niego życie, gdyby musiał.

Machinalnie wyjął znalezionego iPhone’a na stół, by następnie rozpakować resztę zakupów. Nie uszło to uwadze Horanowi i od razu złapał sprzęt w swoje umorusane dłonie, a potem zapiał z zachwytu.

- Wooow, to twoje?! Liam, skąd ty masz na to kasę?

Payne szybko do niego podszedł, zabierając mu bez problemu telefon, co spotkało się z jawnym oburzeniem kumpla.

- To nie moje, zostaw to.

Odłożył sprzęt na lodówkę i rzucił ostrzegawcze spojrzenie Niallowi, by nawet nie próbował się do niego zbliżyć.

- Skąd to masz? - Chciał koniecznie wiedzieć.

- Znalazłem dzisiaj na ulicy.

Blondyn spojrzał na niego zdumiony, nie wierząc w niesamowite szczęście kumpla, który dzisiaj raczej nie był w zbyt dobrym nastroju.

- Oddaj mi go, zapłacę ci.

- Niall, to nie należy do mnie i nie chcę twoich pieniędzy. Zresztą, nie masz takiej forsy, która pozwoliłaby ci na jego kupno. - Zerknął na przyjaciela zza szafki jaki w obecnej chwili wyglądał jak małe dziecko, któremu odmówiono kupienia lizaka. - I nie bocz się tak, sam wiesz, że muszę go oddać.

Irlandczyk spojrzał tęsknie na miejsce na lodówce i teatralnie pociągnął nosem, co rozbawiło nieco Liama. Niall oprócz jedzenia miłował też drogie sprzęty, ale na razie pozwolił sobie tylko na kupno MacBooka, który też kosztował wiele i Horan musiał znieść wiele wyrzeczeń, by sobie na niego pozwolić.

- Ogarnij, to tylko zwykły telefon – mruknął, wstawiając pudełko herbaty do kredensu.

- Stary, ty wiesz, ile to ma funkcji?!

- Nie wiem i nie chcę wiedzieć. Rusz dupsko i pomóż mi z obiadem, jeśli chcesz cokolwiek dziś zjeść.

Niall jęknął, ale posłusznie wstał i zaczął pomagać Liamowi w przygotowywaniu posiłku, który wręczył mu naręcze warzyw, i kazał je pokroić w kostkę i mając nadzieję, że Niall tym razem zachowa się jak człowiek i nie wrzuci do miska kawałka cebuli takiego, że stanie mu w gardle.

Po czterdziestu minutach obaj już siedzieli na kanapie w niedużym pokoju pełniącym rolę salonu. Konsumując zapiekankę warzywną z makaronem, oglądali jakiś talk show. Payne wręcz uradowany był faktem, że nie przyszło im znowu zamawiać pizzy; mimo, że ją uwielbiał, to miał już dość. Zdecydowanie wolał normalny, typowy posiłek. Okazało się, że Niall ma zalążki talentu kulinarnego, ale był zbyt leniwy, by je wykorzystać w odpowiedni sposób.

- Masz na dzisiaj jakieś plany? - spytał Liam, pakując sobie do ust kolejną porcję makaronu.

- Nie sądzę – odparł Niall, na chwilę odrywając wzrok od telewizora i zwracając go ku przyjacielowi. - A co, ty masz?

- Pomyślałem, że skoro w weekend się mijaliśmy, to dzisiaj moglibyśmy wyjść na jakieś piwo, albo coś.

Niall potaknął głową z uśmiechem.

- Jestem za.

Liam odwzajemnił uśmiech i już miał wrócić oglądania tego, co dzieje się na ekranie, kiedy znajomy dźwięk wypełnił mieszkanie. Zniechęcony podniósł się z kanapy i ruszył w stronę kuchni, zastanawiając się, kto tym razem próbuje skontaktować się z właścicielem zagubionej rzeczy. Na ekranie widniał numer nieznany, więc chwilę się wahał.

- Tak?

- To ja jestem właścicielem tego telefonu. – Usłyszał po drugiej stronie. Głos był miły, ze śladami jakiegoś innego, nieznanego Liamowi akcentu. Zdawało się, że chłopak nie był Anglikiem.

- Ja, czyli kto? - spytał dla pewności, czy usłyszy to samo imię i nazwisko, które usłyszał kilka godzin temu od jego kumpla.

- Zayn Malik. Właśnie skończyłem robotę na dzisiaj i jeśli to nie problem, chciałbym odzyskać moją własność – odpowiedział zniecierpliwionym tonem Zayn, pewnie marząc o tym, by znalazca szybko mu go dostarczył, najlepiej w tej chwili.

- Gdzie? - zapytał krótko Payne, bo on też miał już dość tej sytuacji, tego telefonu i tego, że będzie musiał wyściubić nos za drzwi, żeby przekazać zagubioną rzecz właścicielowi.

- Róg King’s Road i Lincoln Street. Za dwadzieścia minut?

- Jasne.

Nie wspomniał o fakcie, że musi przebić się prawie na drugi kraniec miasta i, iż wykazał się dużą pewnością siebie, i środków miejscowego transportu, mówiąc, że zdąży na czas. Nie zdążył nawet zapytać, jak się rozpoznają, bo połączenie zostało przerwane. Klnąc na siebie włożył telefon do kieszeni, by potem pójść do holu.

- Liam, gdzie się wybierasz? - zawołał Niall z pokoju, a po chwili jego blond czupryna wychyliła zza za framugi drzwi.

- Mam sprawę do załatwienia. Bądź grzeczny i nie odstawiaj – poprosił go Liam, nie chcąc zobaczyć tu ruiny po powrocie, a wiedząc, że Niall w porywach szaleństwa może taką zrobić. Złapał za kurtkę i narzucił ją na siebie w locie.

- A obiad?! - krzyknął za nim Horan.

- Zjem, jak wrócę! - odparł, a potem zatrzasnął za sobą drzwi i szybko zbiegł ze schodów.

Na pobliskim przystanku sprawdził najbliższe autobusy, jadące w kierunku miejsca, gdzie za piętnaście minut miał się znaleźć. Szczęśliwie za dwie minuty miał się pojawić następny, jadący bezpośrednio na King’s Road. Wątpił, czy zdąży na czas, ale pełen nadziei kupił bilet i usiadł na pierwszym lepszym siedzeniu.

Właściwie, dlaczego się tak denerwował? To tamtemu powinno zależeć, by odzyskać zagubioną rzecz, a nie jemu. Wyglądało na to, jakby było całkiem odwrotnie. Jeśli aż tak bardzo zależy mu na telefonie, będzie czekał choćby i godzinę. Przynajmniej tak zdawało się Liamowi, bo on właśnie tak by postąpił.

Dokładnie trzy minuty po czasie znalazł się w wyznaczonym miejscu. Nie był pewien, czy dokładnie o te chodziło jego rozmówcy, ale rozglądał się po ulicy, poszukując bruneta w bejsbolówce, bo tak opisał go ten cały Hazza, z którym rozmawiał tego ranka. Mijały minuty, a Liam nie zauważał nikogo podobnego do chłopaka z opisu. Pół godziny potem postanowił, że jeśli za pięć minut nie pojawi się, to wraca do domu. Po upływie tego czasu uświadomił sobie, że owy jegomość, kolokwialnie rzecz ujmując, poleciał w kulki i nie ma zamiaru się pojawić.

Wściekł się. Ostatnio rzadko można go było zobaczyć w takim stanie, ale w tym momencie twarz poczerwieniała mu ze złości na to, że dał się tak wystawić i solennie obiecał sobie, iż następnym razem, jeśli taki będzie, odmówi spotkania i poda adres swojego mieszkania. Na dodatek zaczynało padać, a to spotęgowało jeszcze bardziej jego gniew. Nie miał też kaptura, więc po kilkunastu sekundach był już cały mokry.

Reguła koszmarnych dni trzynastego zaczęła się znowu sprawdzać.


* * *

Było dobrze po północy, kiedy Liam wraz z Niallem przestąpili próg swojego mieszkania, śmiejąc się ze żartu tego drugiego, który po trzech piwach miał dosłownie szampański nastrój. Payne nie pracował w tym dniu, więc mógł sobie pozwolić na małe szaleństwo. Nigdy jednak nie przesadzał, więc skończył na dwóch małych piwach, które w zupełności wystarczyły mu, by odzyskać humor. Zaprowadził Horana do jego pokoju, bo ten nieco chwiał się już na nogach i siłą położył do łóżka. Wystarczyło, że tamten przyłożył głowę do poduszki, bo od razu zasnął jak małe dziecko i zaczął cicho pochrapywać. Liam, uśmiechając się opuścił pokój kumpla i udał się w stronę swojej oazy ciszy. Nie zadał sobie trudu, by wziąć prysznic – stwierdził, że równie dobrze może zrobić to rano. Oczy mu się już kleiły i pragnął jak najszybciej znaleźć się w łóżku.

Rozebrał się do bokserek i t-shirta, a potem wskoczył pod kołdrę i ułożył się w swojej ulubionej pozycji. Jeśli myślał, że uda mu się zasnąć, to był w błędzie.

Przyczyną znowu był nieszczęsny iPhone, który zaczął wibrować na stoliku nocnym, czyli tam, gdzie Payne zostawił go przed wyjściem. Westchnął ciężko i wymacał go ręką, a potem przyłożył do ucha.

- Słucham?

- To znowu ja. - Usłyszał znany mu już głos.

- Chcesz mi powiedzieć, że jednak nie uda ci się być na czas? - zaironizował celowo Payne, któremu ta cała sytuacja znowu zaczęła działać na nerwy.

- Przepraszam. W ostatniej chwili złapał mnie klient, a ja nawet nie miałem czasu, by się z tobą skontaktować. - Liam wyczuł skruchę w głosie nieznajomego, a to odrobinę go udobruchało.

- Rychło w czas przypomniałeś sobie o zatelefonowaniu – mruknął, podnosząc się do pozycji siedzącej i opierając o ramę łóżka.

- Musiałem poczekać, aż któryś z chłopaków zwolni komórkę.

Liam zdał sobie sprawę, że tamten właśnie się mu tłumaczy i nie miał pojęcia, dlaczego. Przecież tego nie oczekiwał.

- Obudziłem cię?

- Nie, dopiero wróciłem – rzekł zgodnie z prawdą, zastanawiając się, do czego ta rozmowa prowadzi.

- To dobrze. Nie lubię, jak ludzie mają do mnie pretensje.

Payne pomyślał w tej chwili, iż musi być z niego całkiem porządny gość, jednak nadal nie wiedział, do czego zmierza.

- Skąd wiesz, że ich nie mam?

- Bo jeszcze nie rzuciłeś słuchawką. A to oznacza, że chcesz wysłuchać tego, co mam ci do powiedzenia.

Szatyn zdziwił się tak celną oceną sytuacji, którą wydał jego rozmówca. Miał rację w każdym calu – Liam naprawdę chciał wiedzieć i był ciekawy tego, co właściciel telefonu ma mu do przekazania.

- Trafiłem? - spytał rozbawiony, a Liam musiał się uśmiechnąć.

- Zawsze tak łatwo udaje ci się to rozszyfrować?

- Przeważnie. Ludzie nie są zbyt skomplikowani – odparł takim tonem, jakby to było oczywiste. - Mam nadzieję, że nie jesteś na mnie zły w takim stopniu, że mi przyłożysz przy okazji.

- A będzie taka?

- Zależy, czy zamierzasz oddać moją własność.

- Przypominam, że to ty nie pojawiłeś się w umówionym miejscu.

- Pomyliłem się. Jednak coś do mnie masz – stwierdził chłopak z nutą zawodu w głosie, co spowodowało u Payne’a krótki wybuch niepohamowanego śmiechu.

- Nie uważasz, że taka rozmowa o pierwszej w nocy jest… dziwna?

- Co rozumiesz pod kategorią „dziwna”?

- No, rozmawiamy ze sobą jak dwaj dobrzy kumple, a przecież nawet się nie znamy – wyjaśnił Liam, chociaż w gruncie rzeczy nie chciał, by ten ciekawy dialog się skończył. Z minuty na minutę coraz bardziej intrygował go ten cały Zayn, który momentalnie sprawiał, że Payne zapominał o jego monotonnym życiu i wciągał w ich dość nietypową rozmowę.

- Mamy całą noc, by się poznać, Liam.

Zignorował fakt, że przecież mu się nie przedstawiał, bo rozmowa zeszła na zupełnie inne tory. Zadziwiające było to, jak bardzo im ona szła mimo tego że nigdy nie mieli ze sobą do czynienia. Rozmawiali o wszystkim. O życiu, pogodzie na jutro, o planach i marzeniach, i dla Liama było to całkiem nowe, ale ciekawe doświadczenie. Z minuty na minuty coraz bardziej intrygowała go osoba Malika, jaki oprócz poczucia humoru posiadał dużą dawkę optymizmu. Dodatkowo emanowała z niego pewność siebie, a to coraz bardziej podsycało ciekawość Payne’a. Zayn nie mówił zbyt wiele o sobie, bardziej skupiał się na nim i wypytywał o każdy, nawet najdrobniejszy szczegół. I chociaż szatyn w pewnym momencie poczuł się, jakby Malik prowadził przesłuchanie, to nawet się tym nie zirytował. To było dziwne, bo przeważnie nie tolerował tego typu konwersacji.

Gdy obaj stwierdzili, że pora spać, dochodziła trzecia w nocy. Liam długo nie mógł pozbierać myśli, przewracał się z boku na bok próbując zasnąć, ale wyobrażenie Zayna chodzące po jego głowie nie dawało mu chwili wytchnienia. Wciąż myślał o tym, jak ten wygląda, co robi w życiu, czy jest lubiany, czy ma dziewczynę? Wystarczyły dwie godziny, by w jego życiu pojawił się kolejny człowiek, o którym w żaden sposób nie dało się zapomnieć.

A to nie wróżyło najlepiej.


* * *

Walentynki. Wystarczyło, że Liam wyszedł zaledwie na kilku minut do sklepu nieopodal po pieczywo, by mieć dość. Zakochani ogarnęli całe miasto, tak samo jak wszechobecny czerwony kolor, który gościł na wystawach kawiarni i kwiaciarni oraz balony w kształcie serc. Tak, jakby ludzie nie mieli kalendarza.

To dlatego starał się spędzić jak największą ilość czasu w domu, by nie natrafiać na każdym kroku na zakochane pary, obściskujące się na środku chodnika i nie pozwalające przechodniom na swobodne przemieszczanie się. Nie, Payne nie był z rodzaju tych, którzy byli jakoś specjalnie zdołowani całym tym świętem i jego otoczką. Po prostu dzisiaj miał gorszy dzień i irytowało go wszystko. Od nieumytego przez Nialla kubka w zlewie, po widok pogody za oknem, bo od rana niezmiennie padało.

Dzień był nudny i Payne nie mógł znaleźć sobie miejsca. Chodził z kąta w kąt, starał się zająć czymś pożytecznym, ale nie za bardzo mu wychodziło. Wściekał się przez to jeszcze bardziej, a wskazówki zegara jedną godzinę wybijały jakby minęło ich co najmniej pięć. Na dodatek łapał się na tym, że rozmyślał o Zaynie. Zastanawiał się, co robi właśnie w tym momencie i czy też denerwuje go to całe komercyjne święto, czy raczej nie zwraca na nie uwagi. Uświadomił sobie, że czeka na kolejną rozmowę i co chwila zerka na iPhone’a. Ten jednak nadal, jak na złość, milczał. Wolał już siedzieć w przedszkolu, niż denerwować się w mieszkaniu, które powoli zaczynało stawać się dla niego więzieniem. To właśnie wtedy dostał informację, że jednej z przedszkolanek coś wypadło i nie może pojawić się w pracy i w związku z tym dyrekcja byłaby bardzo wdzięczna, gdyby Liam mógł dzisiaj też przyjść. Pani Bailey, zastępczyni dyrektorki nie musiała zbyt długo go namawiać, bo ten zgodził się bez wahania i kilka minut później już był w drodze.

Dzieci na jego widok zapiszczały z uciechy i przez pierwsze pół godziny nie mógł się od nich odpędzić. Zamiast kształcić ich słuch muzyczny, spędził połowę czasu na bawieniu się w dom. Był mężem bardzo rozkosznej i drobnej Eileen, energicznej blondyneczki w dwóch warkoczach, miał trzech synów i gotował obiady dla pracującej żony. Gdy dzieciom znudziła się zabawa, dały się posadzić wokół siedzącego na krześle Liama i cierpliwie słuchały tego, co ma im do powiedzenia. Szczęśliwie żadnemu nie wpadło do głowy rozrabianie i dokuczanie nauczycielowi, który co jakiś czas dziwnie się uśmiechał, jakby nagle o czymś sobie przypomniał. Ba, w ciągu tych dwóch godzin, które minęły stanowczo za szybko, przypomniał sobie o bardzo wielu szczegółach nocnej pogawędki i na jego twarz wstępowała trudna do odgadnięcia mina.

Wtorek czternastego wlókł się niemiłosiernie i Liam z ulgą przyjął to, że właśnie wybiła dwudziesta druga i może położyć się spać. Zayn nie zadzwonił przez cały dzień i to dlatego Payne uważał, że nadal czegoś w nim brakuje. Był jakiś pusty, niewypełniony pozytywnymi emocjami. Nawet Niall zauważył, że z jego kumplem jest coś nie tak, ale Liam nie przyznał mu się do niczego. Zresztą, podejrzewał, jaka może być reakcja blondyna. Czekał jak ten kretyn na jakiś głupi telefon od chłopaka, z którym raz porozmawiał sobie chwilę dłużej, a teraz wyobraża sobie nie wiadomo co. Liam doskonale rozróżniał rodzaje spraw, o których mógł porozmawiać z przyjacielem i spraw, których wolał z nim nie poruszać. W końcu znali się od dwóch lat, a w ciągu tego czasu można było naprawdę poznać człowieka i jego zachowania. Dlatego nie wspomniał słowem o Maliku, naturalnie zajmującym większość jego myśli i będący przyczyną tego, że szatyn długo nie mógł zasnąć.

Za wtorkiem przyszła środa, następnie czwartek, a potem nastał weekend. Zajmował się swoimi obowiązkami, dni nie za bardzo różniły się od siebie, pomijając sobotę wieczór, czyli rytualne wyjście do jednego z klubów, gdzie Liam i Niall byli stałymi bywalcami. Nie trzeba wspominać, że panowie nawalili się w przysłowiowe „trzy dupy” i w niedzielę dopadł ich kac morderca. Mieszkanie tonęło w ciemnościach, podczas gdy obaj leżeli na kanapie z zapasem wody i zimnymi okładami. A następnego dnia był… poniedziałek. Ponowny powrót do rzeczywistości, którego Liam się bał, ale też którego oczekiwał, bo w końcu poniedziałek był dniem przełomowym. Wizyta w przedszkolu zajęła małą część jego uwagi, nadal skupionej na czymś zupełnie odległym i dla niego niezrozumiałym. Czekał na jakiś znak, cokolwiek, by wydarzenia z zeszłego tygodnia się powtórzyły. Z godziny na godzinę czuł coraz większe rozczarowanie, humoru nie poprawiła mu nawet komedia, którą wypożyczył Niall. Kiedy ten poszedł na nocną zmianę w restauracji, gdzie pracował, Liam został sam. Pod koniec dnia nadal czekał, aż telefon znowu da znać, że tajemniczy właściciel dzwoni. Jednak w mieszkaniu nadal panowała cisza, a iPhone leżał na stole, co chwilę obstrzeliwany spojrzeniami szatyna, który denerwował się coraz bardziej. Sama myśl o tym, że nieznajomemu mogło coś się stać, napawała go niespotykanym u niego lękiem, choć zdawał sobie sprawę, że to niedorzeczne. Znał tylko jego imię i nazwisko, nic więcej. A jednak bał się o niego. Troszczył się o zupełnie nieznajomą osobę i było to doświadczenie o tyle dziwne, co przerażające. Przerażające było to, że wierzył w każde jego słowo, które brał sobie mocno do serca i to, że tak szybko mu zaufać. Po raz pierwszy od paru miesięcy w jego życiu zaczęło się coś dziać i chociaż nie był pewien, czy to przyniesie jakieś pozytywne skutki, to wyczekiwał momentu, w którym w końcu coś ruszy do przodu.

Dochodziła północ i Liam wiedział, że raczej nie usłyszy już dzisiaj głosu Zayna. Dlatego z żalem powlókł się do łazienki, a potem zaczął myć zęby. Nie minęła minuta, kiedy w mieszkaniu rozległ się ten znany i tak bardzo wyczekiwany dźwięk. Z wrażenia aż połknął pianę z pasty, a potem nawet nie przemywając jamy ustnej wypadł z łazienki, prawie zabijając się w drzwiach. Chwycił telefon w dłoń i poczekał chwilę, aż jego oddech się unormuje, nie chcąc też, by tamten pomyślał, że tak bardzo pragnął rozmowy, odczekał parę chwil.

- Słucham?

- To znowu ja.

Dźwięk jego głosu spowodował, że po Liamie przeszły ciarki.

- Ja, to znaczy kto? - Postanowił trochę się z nim podroczyć za tę zbyt długą zwłokę, która powodowała już u niego stany lękowe i kompletną dezorientację myśli.

- Nie pamiętasz już mnie? - W głosie Zayna słychać było raczej udawany zawód, niż ten prawdziwy. Wydawało się, że sobie kpił, tak samo jak Liam i obojgu to pasowało.

- Tydzień to dużo czasu – odparł Payne, zanim zdążył się ugryźć w język. To był błąd.

- Czekałeś?

Nie dało się nie wyczuć zdziwienia w tonie Malika, ale też zabrzmiała w nim nuta… radości? Cieszył się z faktu, że Liam z utęsknieniem czekał na następną rozmowę? Wydawało się to równie absurdalne, co śmieszne. A może było to zwykłe naśmiewanie się? Sam nie wiedział, co ma o tym myśleć. Zresztą, Zayn wcale nie czekał na jego odpowiedź.

- Umm… To miłe – stwierdził po chwili ciszy w słuchawce. - Jeśli sprawiłem ci zawód, czy coś…

- Nie sprawiłeś mi zawodu – przerwał mu szybko Payne, nie chcąc kontynuować tego niezręcznego tematu, który zaczynał przyprawiać go o zażenowanie i wstyd.

- Jesteś pewny?

- Myślisz, że nie mam niczego innego do roboty, tylko czekać na twój telefon?

Zabrzmiało jak wyrzut, i tak też zrozumiał to jego rozmówca, bo westchnął krótko, jakby nie miał siły na powiedzenie czegokolwiek.

- Och, na litość boską. Skończmy to – parsknął Liam, czując, iż jeśli dalej to potrwa, to może zrobić się naprawdę nieprzyjemnie. Szczególnie w jego głupim sercu, które i tak wywijało koziołki w każdą możliwą stronę i które było dotknięte obojętnością Zayna. Bo, właściwie, to czego on się spodziewał? Miłosnych wyznań? Phi, też coś…

- Byłem w Bradford – odezwał się Zayn tonem, który miał wyjaśnić wszystko. Liam uniósł brew w powątpiewaniu, nie wiedząc, w jakim celu mu to mówi.

- Po co? - spytał trochę zbyt natarczywie, jednak tamten ani tym się przejął.

- Moja siostra miała urodziny, musiałem pojawić się na rodzinnym obiadku i uwierz, nie było fajnie – odparł z przekąsem Malik.

- Jesteś stamtąd?

- Tak. Wyprowadziłem się dwa lata temu i teraz mieszkam tutaj.

Liam nie mógł oprzeć się wrażeniu, że Zayn miał jakieś problemy. Nie był zbyt wylewny, jeśli chodzi o opowiadanie o sobie i stawało się to coraz bardziej podejrzane. Chociaż, z drugiej strony, rozmawiali tylko raz. I większość rozmowy nakierowana była na Liama, który opowiedział mu chyba całe swoje życie, jednak za specjalnie nie zagłębiając się w szczegóły. Nic więc dziwnego, że Payne potrzebował wiedzy o chłopaku, który swoją osobą ciekawił go zaraz bardziej.

- Przypuszczam, że niczego więcej się o tobie nie dowiem?

- Zależy, do czego wykorzystasz wiedzę o mnie i czy rzeczywiście jest tak ci potrzebna.

Odpowiedź wprawiła szatyna w małe osłupienie, które potem ustąpiło jeszcze większemu uczuciu ciekawości.

- Byłoby miło wiedzieć, że posiadasz więcej ludzkich cech, niż tylko imię i nazwisko.

Zayn zaśmiał się, a po ciele Liama przeszły przyjemne dreszcze.

- Masz mój telefon. Nawet nie próbuj mi wmawiać, że nie zajrzałeś w wiadomości.

Payne poczuł, jak w jego gardle rośnie gula. Cóż, w pierwszej chwili nie miał pojęcia, co ma powiedzieć. Nie chciał się zbłaźnić, ale nie chciał też skłamać. Bo prawda była taka, że…

On naprawdę nie przeglądał jego skrzynki odbiorczej. Nawet nie wpadło mu do głowy, że może coś takiego zrobić. Nieposzanowanie prywatności drugiej osoby, uważał za uwłaczające i nigdy nie dopuściłby się go.

- Nie miałeś tam niczego, co byłoby w jakiś sposób dla mnie ciekawe – odparł po chwili zawahania, uważając to za odpowiedź wystarczającą, ale też nie mówiącą za wiele.

- Żartujesz sobie? - Było to raczej stwierdzenie, niż zapytanie. Zayn był zdziwiony faktem, że Payne nawet nie próbował przeglądać jego korespondencji. To było… irracjonalne.

- Naprawdę myślisz, że jestem jakimś wścibskim gburem? - Wyrzut posłany w stronę Malika był całkowicie uzasadniony i Liam nie czuł się winny swojego wybuchu.

- Nie chciałem cię urazić – pospieszył z wyjaśnieniami chłopak. - To zadziwiające, że istnieją jeszcze na świecie ludzie, którzy szanują takie rzeczy.

- Masz więc zaszczyt z takim obcować.

- Jesteś zabawny, kiedy próbujesz się gniewać.

Liam miał już na ustach odpowiedź, ale zorientował się, że tamten nazwał go zabawnym. Nie wiedział co prawda, do jakiego znaczenia odnosiło się to słowo, ale zrobiło mu się miło. Nawet bardzo.

- Powiedz mi lepiej, czy jeszcze długo mam przetrzymywać twoją własność.

Nie, nie chodziło o to, że nudziła go ta cała ich gra. Była na swój sposób… podniecająca. Zawrotna, niespodziewana, ciekawa. Pojawiało się w niej coś, czego Liam do końca nie potrafił wyjaśnić. Zaczął czuć coś więcej, niż zwykłe przywiązanie i nagle przestraszył się tego. Z drugiej strony – chciał go zobaczyć. Sprawdzić, ile w jego osobie zgadza się z jego wyobrażeniem, gdzie pojawiały się jakieś luki, czy jest podobny do osoby, którą wykreował sobie w głowie Liam. Jednocześnie by podniecony i przerażony wizją zobaczenia go, a w jego sercu działo się coś, czego do końca nie potrafił zidentyfikować.

- A skąd mogę wiedzieć, że nie jesteś jakimś starym zboczeńcem, który w zamian za telefon będzie chciał mnie wykorzystać?

Liam roześmiał się na jego słowa, odrzucając głowę do tyłu.

- Na Boga, mam dopiero dziewiętnaście lat.

- Ale nie zaprzeczyłeś, że nie chcesz mnie wykorzystać.

Zbił tym Liama z tropu, bo choć sam przed sobą wstydził się przyznać, to ciekawiło go to, jak mógłby wyglądać przebieg ich spotkania.

- Sądziłem, że sam się tego domyślisz.

- Że chcesz czy że nie chcesz?

- Że nie chcę.

- Ubodło to mnie w sam środek serca. Wszyscy twierdzą, że jak się mnie widzi, to od razu chce się mnie zaciągnąć do łóżka.

- Jesteś pewny siebie.

- Do tego mam fajny tyłek i lubię swoje włosy. A ty?

- Jesteś niemożliwy, Zayn.

- Po prostu znam swoje atuty, Liam.

Podobał mu się sposób, w jaki chłopak wypowiedział jego imię. Intrygował go. Sprawiał, iż na moment zapominał jakie nudne ma życie. Lubił z nim gadać o bzdetach, lubił te wszystkie dwuznacznie rozmowy, pełne aluzji i jego seksownego głosu, którego mógł słuchać bez przerwy. Nadal jednak czekał na to jedne, jedynie zdanie.

Zayn jednak miał zupełnie inne plany odnośnie ich obu.


* * *

Im dłużej Malik kazał czekać Liamowi, ten tym bardziej zaczął podejrzewać, że coś jest nie tak. Tym razem jednak Zayn dzwonił codziennie. Nawet po kilka razy. Zazwyczaj w momentach, w których Liam był zajęty i kompletnie nie spodziewał się, że ten będzie chciał z nim porozmawiać. Jednym razem telefon zastał go w momencie, kiedy to robił zakupy w hipermarkecie, innym razem, gdy jedna z przedszkolanek usilnie próbowała go poderwać i ten udawał, iż niczego nie widzi. To było w pewien sposób zabawne, że rezygnował z możliwości pójścia na randkę, by porozmawiać z facetem, o którym dowiadywał się coraz więcej, ale nie na tyle, by uznać tą wiedzę za satysfakcjonującą. Im dłużej ich gra trwała, tym częściej Liam łapał się na myślach o Zaynie. I nie były to myśli zwyczajne. Sam się ich wstydził, a już zwłaszcza nie mógł pojąć faktu, że po jednej z rozmów dostał erekcji. Tak, erekcji.

Niall przyglądał się zachowaniu Liama z uwagą i nie mógł powiedzieć, że nie był zaniepokojony. Dziwił go widok przyjaciela, który szczerzył się do telefonu jak głupi, albo spędzał długie godziny na rozmawianiu z kimś, o kim nie chciał powiedzieć ani słowa. Zaczął podejrzewać, że Payne ma jakieś kłopoty, ale potem uznał, że ta radość na pewno nie mogła wynikać właśnie z nich, więc uznał, że…

Liam się zakochał.

Nie miał pojęcia w kim, ani kto był tym szczęściarzem, bo Niall doskonale wiedział o orientacji kumpla i nie robiło to na nim wrażenia. Kibicował mu z całych sił i miał nadzieję, że ten wreszcie znajdzie kogoś, z kim będzie chciał spędzić resztę życia. Nie mógł jednak wiedzieć, że prawda wyglądała zupełnie inaczej.

Własność Zayna stała się dla Liama potwierdzeniem tego, że ich coś łączy. Miał coś, co należało do niego i nie było możliwości, że ten nie będzie chciał jej odebrać. Do przejrzenia skrzynki wiadomości nadal się nie odważył, chociaż niezmiernie go korciło. Kilka razy był już bliski jej otworzenia, ale w ostatniej chwili zrezygnował. Czasami pomagał mu w tym Niall, który lubował się we wpadaniu do jego pokoju w najmniej oczekiwanych momentach.

Czwartkowe popołudnie nie obfitowało w szczególnie ciekawe wydarzenia. Było zwyczajne, nudne, spędzane na oglądaniu w samotności teledysków na MTV. Do czasu. Do czasu, gdy iPhone nie zawibrował, a jego oczom nie ukazała się wiadomość.

za pół godziny będę wolny. warsztat przy tedworth square. zayn.

Zdawało się mu, że oprócz niego, gdy ją czytał, zamarł też cały Londyn. Wszystko stanęło w miejscu i liczyła się tylko świadomość, że wreszcie doczekał się tego, czego tak bardzo chciał. Droga do łazienki była najszybciej pokonanym dystansem w jego wykonaniu, tak samo jak prysznic i cała toaleta. Po jaką cholerę się tak stroił, nie wiedział. Był jednak pewien, że warto. Kiedy wypadł z mieszkania, z przerażeniem stwierdził, że zostało mu tylko piętnaście minut. Czuł, że tym razem Malik go nie wystawi i w warsztacie, w którym wydawało się, że pracował, będzie do czasu, póki Liam się w nim nie pojawi. Ta pewność czająca się gdzieś w zakamarkach jego serca była zadziwiająca, ale wytrwale w nim siedziała i pozwalała mu na pójście dalej. To może dlatego jeszcze nie stchórzył i nie zawrócił się, a siedział w autobusie, niecierpliwie wybijając palcami melodię na swoim kolanie.

Warsztat nie był jakimś specjalnie szykownym budynkiem, ale też nie wyglądał na zaniedbany. Ot, zwykły szary budynek z dużymi, otwartymi drzwiami, przez które z pewnością wjeżdżali klienci. Payne pozwolił sobie na chwilę zawahania i możliwość wycofania się, jednak wypukłość w kieszeni nie dawała mu spokoju, póki nie zrobił kroku naprzód. Serce podeszło mu do gardła, kiedy przechodził przez próg. Uderzył w niego zapach starego oleju silnikowego i w tym samym momencie w jego umyśle pojawił się obraz mechanika. Silnego, napakowanego mężczyzny w brudnym uniformie, umazanego smarem i trzymającym w dłoni wielki, francuski klucz. Czy to możliwe, że Zayn tak wyglądał…?

Ze zdenerwowania Liamowi zaczęły pocić się dłonie, ale dzielnie rozglądał się po pomieszczeniu, pełnym samochodowych części i innych rzeczy, które można było w warsztacie spotkać, ale których nazw Payne nie mógł znać. Dopiero wtedy zarejestrował fakt, iż z kąta sączy się nie tak całkiem cicha melodia znanej piosenki, bo wcześniej nie zwrócił na to uwagi. Zbyt przerażony był wizją spotkania… znajomego nieznajomego?

Z głębi budynku usłyszał znajomy mu głos. Głos Zayna. Był w stu procentach pewny, że należał do niego. Przez te kilka dni zdążył tak poznać jego barwę, że zakodował sobie w głowie wszystkie wysokie i niskie tony oraz ten charakterystyczny śmiech. Automatycznie odwrócił się w stronę, skąd dobiegał i wtedy po raz pierwszy go zobaczył.

Szedł tyłem, mówiąc coś do osoby, której Liam jeszcze nie widział. Nie przypominał mechanika z wyobrażeń szatyna i daleko mu do niego było. Był raczej szczupły, nie chudy i w jego wypadku stanowczo pasowało stwierdzenie jest za co złapać. Ciemną karnację odsłaniały podwinięte rękawy czerwonej koszuli w kratkę. Ciemnobrązowe włosy już z daleka wyglądały na takie, o które się dba i układa godzinami, więc Payne poznał kolejną cechę Malika. W głębi serca czuł, że to był właśnie on. Ten sam, z którym codziennie rozmawiał i z którym zżył się bardziej przez te dwa tygodnie, niż z innymi znajomymi przez kilka lat.

Gdy w głowie szatyna zaświtała myśl, że wypadałoby się odezwać, tamten się odwrócił. Uśmiech zamarł na jego twarzy, kiedy spojrzał na Liama, bo ten całkowicie odpłynął, patrząc na Malika. Poraziły go jego piwne tęczówki i na kilka sekund zapomniał, jak się oddycha. Potem doszedł do wniosku, że jego reakcja jest co najmniej dziwna i na pewno nie zrobiła na Zaynie dobrego wrażenia, bo ten uniósł brwi i spytał:

- Mogę w czymś pomóc?

Liam przełknął ślinę, ignorując wypieki na twarzy.

- Jestem Liam.

Na twarz bruneta wrócił uśmiech i był szerszy, niż przedtem. Payne uznał to za dobry znak.

- Kurde… Nie wiem, co powiedzieć. - Zayn podrapał się zakłopotany w tył głowy, spuszczając wzrok. - Myślałem, że nie przyjdziesz.

- W ramach zemsty? - spytał Liam, a kącik jego ust wygiął się w nieśmiałym uśmiechu. Malik pokiwał głową twierdząco, a potem zbliżył się do niego na kilka kroków.

- Chodźmy stąd. Jestem pewny, że nie jesteś przyzwyczajony do tych smrodów.

Pozwolił, by Liam ruszył przodem, a sam podążył za nim, po drodze zwijając jeszcze kurtkę wiszącą na oparciu starego krzesła, stojącego zaraz obok drzwi.

Obaj byli lekko stremowani, kiedy szli obok siebie w milczeniu, nie za bardzo wiedząc, co mają powiedzieć. Sytuacja na pewno nie była zwyczajna, bo do tej pory znali się tylko z rozmów telefonicznych, które i z jednej, i z drugiej strony mogły być tylko wymianą kłamstw na temat swoich osób. Liam oczywiście nie spodziewał się, że rzucą się sobie w ramiona, jak starzy dobrzy kumple, ale też nie chciał myśleć o tym, że nie będą mieli tematów do rozmów. Jedyne, czego mu brakowało, to rozczarowania. Spotkanie nadal nie szło po jego myśli i był tym faktem coraz bardziej rozgoryczony.

- Jeśli mam być szczery, wyobrażałem sobie ciebie jako blondynka w okularkach – odezwał się w końcu Zayn i spojrzał w stronę Liama, zakłopotanego jego słowami.

- I co, rozczarowany?

- Ani trochę.

Zdaje się, że to był krok milowy, jeśli chodziło o dalszy przebieg ich spotkania. Obaj się rozluźnili i kiedy Zayn zaproponował kawę, Liam chętnie na to przystał. Zasiedli przy stoliku przy oknie, a usta im się nie zamykały do momentu, kiedy do Malika nie podszedł jakiś gburowato wyglądający gość, który poprosił go na osobności.

Payne niecierpliwie wybijał palcami rytm na stoliku, patrząc na parę, ulatniającą się z porcelanowej filiżanki i im dłużej czekał, tym bardziej zaczynał się denerwować. Jego niepokój wzbudził też powrót Zayna do stolika, który wydawał się być czymś mocno zirytowany, a świadczyły choćby o tym dwa złowróżbne rumieńce na oliwkowej skórze twarzy i ręce zaciśnięte w pięści.

- Liam, przepraszam, ale muszę iść – powiedział z grymasem, a szatyn skrzywił, choć nie chciał pokazywać, jak bardzo go w tej chwili zabolała ta informacja.

- Coś się stało? - zapytał szybko, ale Malik pokręcił głową, nie chcąc nic więcej powiedzieć.

- Porozmawiamy przy najbliższej okazji. Do zobaczenia.

Po tych słowach odwrócił się i wbijając ręce w kieszenie wytartych dżinsów, ruszył ku drzwiom. Liam odprowadzał go zdumionym wzrokiem, a potem doszła do niego świadomość, że to już naprawdę koniec. Był wściekły, że tak szybko musiało się to zakończyć i był zły na Malika, który nie powiedział nic więcej, by go uspokoić. Chociaż, z drugiej strony, czy Liam miał prawo czegoś od niego oczekiwać? Jedno spotkanie jeszcze nie decydowało o niczym, co miałoby się dziać między ich dwójką.

Tylko telefon w jego kieszeni dawał mu nadzieję na coś więcej.


* * *

Kolejne dni ciszy na pewno nie pomagały mu uspokoić myśli, krążących nieustannie wokół bruneta. Nawet nie miał jak zadzwonić i dowiedzieć się, co jest grane. Telefon uparcie milczał, Liam odchodził od zmysłów, a Niall coraz częściej miał wrażenie, że jego współlokator wariuje. Dlatego też, kiedy wrócił z pracy i zastał go siedzącego w kuchni i wpatrującego się bezmyślnie w iPhone’a, którego nadal był w posiadaniu, musiał zainterweniować.

- Liam, możemy pogadać?

Payne wyrwał się z transu i zagubione spojrzenie skierował na Nialla, który nie czekając na odpowiedź, zasiadł na miejscu naprzeciwko kolegi i splótł dłonie na stole.

- Możesz mi powiedzieć, co się z tobą dzieje? - spytał surowym tonem, krytyczny wzrok wbijając w kumpla, który nadal nieprzytomnie wpatrywał się w Irlandczyka.

- A co ma się dziać?

Odpowiedź można byłoby uznać za normalną, ale Horan za długo znał Liama, by się nią zadowolić.

- Chodzisz jak struty, prawie nie jesz i wpatrujesz się w ten cholerny telefon jak pojebany, dzień w dzień. Więc może ty mi powiesz, co, do kurwy, z tobą jest? - Niall nie chciał, by tak to zabrzmiało, ale kiedy był zaniepokojony, często stawał się nerwowy. Tak też było teraz, kiedy powoli zaczął tracić cierpliwość do kumpla i jego zachowań.

To przeważyło szalę. Liam panicznie potrzebował kogoś, komu mógłby się wygadać. Do tej pory wszystko trzymał w tajemnicy, choć Niall nie był głupi i pewnych rzeczy nie mógł się nie domyślić. Słowa płynęły jak potok, kiedy opowiadał wszystko po kolei zasłuchanemu blondynowi, który pozwolił mu na półgodzinny monolog Payne’a, nie przerywając mu w żaden sposób. Mówił o wszystkim. O rozmowach, o uczuciach, o samym Zaynie, który zaczął zajmować ich sporą część, aż wreszcie przyznał się do tego, że chyba zauroczył się w tajemniczym brunecie i żołądek wywija mu koziołki na myśl, że mogłoby mu się coś stać.

Nie, Niall nie powiedział, że Liam jest kretynem, który za dużo sobie wyobraził i teraz nie potrafi przyjąć do siebie faktu, że to na nic. Westchnął, przeczesał dłonią włosy, a potem zebrał się w sobie i powiedział:

- Skoro ci tak zależy, jedź do tego warsztatu, w którym pracuje. Przecież nie zapadł się pod ziemię, musi się gdzieś pojawiać.

Tego właśnie mu było trzeba. Jakiejś rady, pozytywnego impulsu, który zmusiłby do działania, a nie biernego siedzenia i czekania na jakiś znak. Przeklinając w duchu, że znowu nie wykazał się w tej sprawie żadną inwencją, powędrował do holu. Horan uparł się, że pójdzie z nim, ale Payne nie miał nic przeciwko temu, więc po pół godzinie obaj znaleźli się na ulicy, gdzie mieściło się miejsce pracy Zayna.

- Tylko błagam, Liam. - Horan złapał Payne’a za ramię, kiedy ten zbierał się w sobie, by wejść do budynku, który już zdążył poznać. - Nie daj się spławić. Ciężko mi jest patrzeć, jak jesteś w takim stanie.

Szatyn uśmiechnął się w odpowiedzi, bo duchowe wsparcie Nialla było dla niego na wagę złota. Pokiwał głową, a potem nie czekając dłużej, wszedł do warsztatu.

Czuł, jakby miał déjà vu. Znowu był w tym samym miejscu, tak samo poddenerwowany i zakłopotany i myślał nad tym, co chciał powiedzieć. Zmieniło się jedno – teraz już wiedział, kogo ma szukać i jak Malik wygląda. Poczuł się z tą świadomością odrobinę lepiej, a kiedy doszło do niego, że tak naprawdę nie musi daleko iść, by go znaleźć, uczucie ulgi wykwitło mu na twarzy, bo ten majstrował coś przy starym modelu forda i był tą czynnością tak zaabsorbowany, że nawet Liama nie zauważył. Czyli nic mu nie jest.

Szatyn jednak od razu wyczuł, że coś jest nie tak. Zmęczenie, które zobaczył na twarzy chłopaka nie było dobrą wróżbą, tak samo jak kilkudniowy zarost, który nadawał mu wygląd miejskiego cwaniaczka i stanowczo niegrzecznego chłopca.

- Cześć.

Zaskoczenie, które wymalowało się na twarzy Malika kiedy skierował wzrok na Payne’a, było porażające. Zdawało się, że Liam znowu sprawił mu swoim najściem niespodziankę.

- Nie odczepisz się, co? - odparł w odpowiedzi Zayn, wycierając brudne dłonie w szmatkę i uśmiechając się nieznacznie.

- Martwiłem się.

Jego wyznanie zbiło trochę Malika z tropu, bo spojrzał na niego zakłopotany, nie wiedząc, co ma powiedzieć.

- Coraz bardziej mnie zadziwiasz, Liam – mruknął w końcu cicho, po wcześniejszym zmierzeniu wzrokiem szatyna, który nie wydawało się, by kłamał. Payne założył ramiona na piersi i wbił spojrzenie w brudną podłogę w warsztatu. - Możesz mieć przeze mnie kłopoty.

Liam nie za bardzo wiedział, o jakich kłopotach Malik mówi, ale uważał, że może mieć to związek z jego ostatnią rozmową w kawiarni jakiej był świadkiem. Poważny wyraz twarzy bruneta uświadomił go, że to nie jest próba spławienia, a potem doszło do niego, że on też się w jakiś sposób o niego martwi. To go podbudowało. Nie miał zamiaru rezygnować tak szybko z tego, co stało się dla niego celem najwyższym i nawet nie pomyślał o tym, by przestraszyć się słów Zayna.

- Myślę, że to nie jest dobre miejsce na rozmowy. Czekam w tym samym miejscu, co poprzednio.

Nie czekając na protest czy potwierdzenie, odwrócił się na pięcie i wyszedł z warsztatu, a potem z bijącym sercem skierował swoje kroki w stronę kawiarni. Miał nadzieję, że Zayn nie oleje tego nieśmiałego zaproszenia, jednocześnie układając w głowie zdania, które miał zamiar mu powiedzieć.

Usiadł w tym samym miejscu, a potem utkwił wzrok w drzwiach, które otwierały się i zamykały, wieszcząc nadejście kolejnych klientów. Kawa mu wystygła, ale nawet się tym nie przejął. Zamówił kolejną, a wtedy w drzwiach pojawiła się znajoma sylwetka i Liam nie umiał ukryć radości.

- Czekałeś tutaj dwie godziny? - spytał Zayn, siadając przy stoliku i rozcierając czerwone od zimna dłonie. Payne dobrodusznie przesunął jeszcze nie zaczęte espresso w jego stronę, a Malik spojrzał na niego z wdzięcznością.

- Cierpliwość popłaca.

Patrzył, jak Zayn podnosi parującą filiżankę do ust, a następnie pojawia się na nich błogi uśmiech.

- Mają tu najlepsze espresso. Zawsze tu przychodzę – stwierdził, odstawiając porcelanowe naczynie na spodek. Widząc jednoznaczny wzrok Liama, westchnął. - Nie patrz tak na mnie.

- Chcę tylko wiedzieć, co jest grane.

- Niezła sztuczka. Ulubiona kawa, ciepełko. Myślisz, że zmusisz mnie tym do wyznań? - Jego usta wygięły się w ironicznym, krzywym uśmieszku.

- Ja tylko proszę.

- Czyżby? - Brew Malika uniosła się do góry. Liam pokiwał głową. - Naprawdę nie chcesz tego wiedzieć, Liam.

- Dlaczego z góry zakładasz, że się przestraszę i ucieknę z krzykiem? - Liam rzucił mu spojrzenie pełne wyrzutu.

- Masz rację, nie powinienem. - Zayn sięgnął po filiżankę, ale nie podniósł jej. - Podziwiam twoją wytrwałość, ale póki sam tego w jakiś sposób nie ogarnę, nie wciągnę w to nikogo innego.

- Poczekam.

Zayn uniósł na niego wzrok, najprawdopodobniej zdziwiony zachowaniem Liama. Pewnie myślał, że Payne będzie nalegał i męczył go o wyjawienie chociażby małej części swojej tajemnicy, ale wyglądało na to, że naprawdę rozumiał sytuację Zayna.

- Ale mam inny pomysł. Może to zaspokoi twoją ciekawość. - Podniósł się ze swojego miejsca, a kiedy zobaczył reakcję zdumionego Liama, zaśmiał się. - Jezu, Liam. Chcę ci tylko pokazać, jak mieszkam.

Uczucie ulgi pojawiło się na jego twarzy. Poszedł w ślady bruneta i już po chwili oboje zmierzali w kierunku części miasta, w której Liam nie bywał. Malik wyjął z kieszeni paczkę papierosów oraz zapalniczkę i popatrzył pytająco na idącego obok niego szatyna.

- Mogę?

- Jasne.

Liam patrzył, jak Malik zaciąga się, a potem sam wyczuł dym papierosowy. Nigdy nie miał niczego do palaczy, ale myśl o tym, że Zayn niszczy się tym nałogiem, nie wzbudziła w nim szczególnie pozytywnych odczuć. Mimo to, nie odezwał się, kierując wzrok przed siebie.

- Z tego wszystkiego nie zapytałem. Czym się zajmujesz? - Zayn wypuścił dym z ust i zerknął na zamyślonego Liama.

- Uczę dzieci w przedszkolu śpiewać - odpowiedział po chwili.

- Mmm. To… słodkie - stwierdził brunet.

- Jeśli słodkim można nazwać zapanowanie nad dwudziestką rozwrzeszczanych pięciolatków, to tak - to jest słodkie - mruknął z ironią Liam, sam się dziwiąc, że tak wyraża się o swoim miejscu pracy.

- Dlaczego więc to robisz?

- Bo to lubię.

Malik zaśmiał się głośno, a to z kolei spowodowały uczucie motyli w brzuchu u Payne’a, który mimo starań nie umiał nad nimi zapanować. Patrzył na Zayna, który z papierosem w ręku wyglądał cholernie pociągająco i w jego głowie pojawiła się chęć pocałowania go. Chwilę potem zaczął się w duchu strofować, nad czym on do cholery myśli, ale w tym samym czasie usłyszał głos swojego towarzysza.

- Jesteśmy na miejscu.

Liam skierował spojrzenie na lekko podniszczoną już kamienicę, która jednak zachowała sporo swojego uroku. Budynek był z czerwonej cegły, a na ścianie wił się po słabo wykonanym z drewna płotku bluszcz. Dzięki temu wyglądał rodem z jakiejś bajki i z miejsca urzekł Payne’a. Ruszył w kierunku drzwi, za którymi właśnie znikał już Malik, a potem zaczął się wspinać po wąskich schodach. Na szczęście, mieszkanie znajdowało się na pierwszym piętrze.

Gdy Zayn otworzył drzwi, Liama uderzyła mieszanina męskich perfum i muzyka, cicho sącząca się z radia. Miejsce zamieszkania Zayna miało swój klimat i choć nie było urządzone jakoś specjalnie stylowo, to wzbudziło sympatię Liama. Jednak i tak czuł się nieswojo, bo nie wiedział, co go może w nim spotkać.

- Lou, nie! Odejdź ode mnie! Louuuu! - usłyszał nagle czyjś dziki wrzask. Zaniepokojony odwrócił się do Zayna, a ten wywrócił oczami teatralnie.

- Nie przejmuj się. To moi dwaj popieprzeni współlokatorzy.

W tym samym momencie na korytarz wypadła dwójka młodzieńców, w której jeden z nich łaskotał drugiego, zanoszącego się piskliwym śmiechem.

- Moglibyście się nie gwałcić? Mam gościa. - Malik wyminął Liama i rzucił im ostrzegawcze spojrzenie. Obaj dopiero teraz zauważyli, że z ich kolegą przyszedł ktoś jeszcze i natychmiast od siebie odskoczyli, a Liam mógł zobaczyć ich w całej okazałości.

Wyższy z nich był wyraźnie zaczerwieniony z wysiłku, a loki okalające jego twarz roztrzepały się w każdą możliwą stronę. Szmaragdowe tęczówki błyszczały dziko, kiedy z ciekawością wpatrywał się w nieznajomego. Drugi z nich, nie patyczkując się, podszedł do Liama i wyciągnął rękę.

- Louis Tomlinson.

Szatyn zdziwił się jego bezpośredniością, ale ujął rękę w kulturalnym geście, patrząc w szaro-niebieskie oczy jej posiadacza, zasłonięte brązową grzywką.

- Liam Payne.

- Och, chłopak od telefonu – domyślił się od razu zielonooki. - To ja z tobą rozmawiałem. Harry Styles.

Uśmiechnął się w stronę Liama, ukazując rząd śnieżnobiałych zębów, a w jego policzku pojawił się dodający uroku dołek. Payne odwzajemnił uśmiech już z większą pewnością, niż wcześniej, a potem spojrzał pytająco na Zayna, patrzącego z dezaprobatą na swoich kolegów, którzy właśnie znikali w drzwiach jakiegoś z pomieszczeń.

- Oni nadal myślą, że nie wiem, co się między nimi dzieje - prychnął, a potem wszedł do kuchni. Liam patrzył, jak Zayn z coraz większą irytacją przeszukuje kolejne szafki. - Przepraszam, niczym cię nie poczęstuje, bo CI KRETYNI – tu celowo podniósł głos – nie zrobili zakupów.

- Sam jesteś kretyn! - Zza drzwi pomieszczenia, w którym zniknęli jego koledzy, dobiegł głos Louisa. - Byłeś na mieście, mogłeś zajść.

- Właśnie! - zawtórował mu Harry, a Liam zaśmiał się, patrząc na minę Zayna, który wyciągnął w kierunku drzwi środkowy palec. - Wsadź go w sobie w dupę, Malik – dodał po chwili, wzbudzając jeszcze większą wesołość Payne’a.

- Wesoło masz tutaj – stwierdził, rozglądając się po maleńkiej kuchni, która w porywach mogła pomieścić najwyżej ze trzy osoby.

- Mówisz o tej dwójce? Oni są bardziej irytujący, niż weseli.

- Przyznaj, że samemu byłoby gorzej.

- No dobra, czasami do czegoś się przydają – mruknął od niechcenia Zayn - ale tylko czasami.

W pomieszczeniu nastała cisza, przerywana melodią z radia. Liam uwielbiał Use somebody, więc zasłuchał się w jej takcie, ale na zbyt wielkie zamyślenie nie pozwolił mu Zayn, przyglądający mu się od pewnego czasu.

- I jak, ciekawość zaspokojona?

Liam przeniósł spojrzenie na Malika, a potem stwierdził:

- Dobrze wiesz, że ci nie odpuszczę.

Nie, wcale nie żartował.


* * *

Powoli wszystko wracało do normy. Zayn przestał straszyć Liama swoimi nagłymi nieobecnościami i choć swojej własności nadal nie odebrał z jego rąk, to zaczął pojawiać się w jego życiu o wiele częściej, niż dotąd. Oczywiście, nadal nie chciał wyjawić niczego, ale Payne nad tym pracował. Cieszył się, kiedy mieli możliwość spotkania się, a gdy zobaczył Malika któregoś ranka w przedszkolu, podczas nauki dzieci piosenek na przedstawienie z okazji dnia matki, które miało się odbyć za kilka dni, oniemiał. A już zupełnie oniemiał, kiedy Malik przedstawił się jako jego przyjaciel i zdobył sympatię przedszkolanek do tego stopnia, że te pozwoliły mu dołączyć do Liama i dzieciaków, które znalazły sobie nowy obiekt zainteresowania.

Im dłużej znał Malika, tym on większe sprawiał mu niespodzianki. Nadal jednak brakowało między nimi tego, czego Liam tak bardzo pragnął. Jakiegoś gestu ze strony Zayna, który pokazałby mu, że chce czegoś więcej, niż tylko zwykłej przyjaźni. Potem zaczął zdawać sobie sprawę, iż wymaga niemożliwego i że nigdy ich znajomość nie obróci się w takim kierunku. Czuł się głupio z myślą, że jest zazdrosny o każdą jego rozmowę z kobietą lub mężczyzną, bo wiedział, że to może być pretekstem do znalezienia sobie partnerki. Nadal nie miał pewności co do orientacji bruneta i to wzbudzało w nim o tyle większe zmieszanie, bo łapał Zayna na spojrzeniu, które można było uznać za jednoznaczne. Jednocześnie wciąż był o niego zaniepokojony i miał wrażenie, że w jego życiu zaczęło dziać się gorzej, a on stawał się coraz bardziej ponury.

W jego głowie zrodził się plan, który był o tyle łatwy we wprowadzeniu go w życie, bo Zayna nie było tego dnia w mieście. Po skończonej próbie z dziećmi, które zrobiły naprawdę duży postęp, zamiast skierować się w stronę swojej dzielnicy, ruszył w zupełnie przeciwnym kierunku. Okolicę znał już bardzo dobrze, bo ostatnimi czasy spędzał tam naprawdę dużo czasu. Celem było mieszkanie Zayna i rozmowa z którymś z jego kolegów, jaka mogłaby mu pomóc w zrozumieniu jego sytuacji.

Nie czuł się głupio, nachodząc Harry’ego. Miał prawo wiedzieć, co dzieje się w życiu jego przyjaciela, bo czuł, że taka relacja między nimi była. A Styles wcale nie wydawał się być zdziwiony jego wizytą. Bez słowa wpuścił go do środka i zaprowadził do kuchni, którą Liam znał już jak własną kieszeń.

- Wiem, że Zayna nie ma… - zaczął, ale Harry nie pozwolił mu dokończyć.

- Darujmy sobie zbędne wstępy. Małe śledztwo, co? - Doskonale rozpoznał intencje Liama.

- To dziwne, że chcę wiedzieć, co się z nim dzieje i dlaczego jest coraz bardziej markotny? - zapytał z wyczuwalnym wyrzutem, a Harry wzruszył ramionami.

- On mnie zabije, jeśli ci powiem.

- Wyręczysz go z obowiązku, będzie ci wdzięczny.

Styles prychnął pod nosem, opierając się wygodniej o krzesło i odchylając głowę do tyłu.

- Robię to tylko ze względu na to, że cię lubię. Ale nic sobie nie wyobrażaj, okej?

Liam potaknął, zgadzając się, a potem zachęcił Hazzę wzrokiem do mówienia. Ten odczekał chwilę, zbierając myśli, a potem odchrząknął

- Zayna znam od dwóch lat. Wyniósł się z Bradford po awanturze z ojcem, który twierdził, że Zayn nie ma pojęcia o życiu, jest chuliganem i nie wie, co chce w życiu robić. Malik się wkurzył, uciekł i przez kilka miesięcy błąkał się po Anglii, aż w końcu dotarł do Londynu. Tutaj skusiła go wizja szybkiego zarobienia pieniędzy, czarny handel samochodami i częściami zamiennymi, wiesz, o co chodzi. Było fajnie, dopóki całej ich bandzie i tej całej londyńskiej „mafii” - tutaj Styles zakreślił znak cudzysłowu w powietrzu – nie zaczął grozić najazd psów. Zayn stchórzył, bo nie chciał dalej pakować się w to bagno i chciał zacząć uczciwie zarabiać. Dlatego zatrudnił się u Jeremy’ego. Kilku wpadło, a reszta, których nie zatrzymali, zaczęła go nachodzić. Wrócił do nich, Jeremy się ostro wkurwił, ale kiedy Zayn wrócił do niego ledwo żywy, przyjął go znowu. To trwa już półtora roku, a mnie krew zalewa, jak widzę, w jakim stanie Malik potrafi wrócić do domu.

Harry skrzywił się, a Liama poraziła wizja pobitego Zayna, ledwo słaniającego się na nogach po ataku na jego osobę.

- I nie próbujecie mu… pomóc? - wykrztusił Payne, patrząc na Harry’ego. Na jego twarz wstąpił krzywy grymas, który najpewniej miał być uśmiechem.

- Nawet nie wiesz, jaki jest z niego uparciuch. - Pokręcił głową bezradnie. - Ciągle powtarza, że da sobie radę, a my mamy uwiązane ręce. Nawet nie możemy iść na policję, bo zgarnęliby i jego, a przecież tego nie chce żaden z nas.

Liam w ciszy trawił słowa Stylesa i był nimi przerażony. W jego sercu zasiał się jeszcze większy niepokój o Malika, a jego stwierdzenie, że lepiej, gdyby Liam o niczym nie wiedział, okazało się brutalnie słuszne.

- Kiedy ostatnio wrócił w takim stanie? - zapytał drżącym głosem.

- Kilka dni temu. Chyba złamali mu żebro, bo jęczał z bólu przez całą noc i nie dało się go wyciągnąć do lekarza.

- Musimy coś zrobić. - Liam gwałtownie poderwał się z miejsca. Harry spojrzał na niego z ubolewaniem, nie wierząc, że jest sposób na pomoc ich wspólnemu przyjacielowi.

- Co zamierzasz?

- Nie wiem. Ale się dowiem.

Nie żegnając się, wyszedł z mieszkania i szybko zbiegł po schodach. Nie pamiętał, jak minęła mu droga do domu, bo całą spędził na próbie znalezienia sposobu pomocy Malikowi w tej z pozoru beznadziejnej sytuacji. Musiało istnieć jakieś rozwiązanie, musiało. Musiała być jakaś osoba, która umiałaby pomóc wyrwać się ze szponów tej całej szajki, która niepokoiła go od tak długiego czasu.

O tym, jak prawdziwa była beznadziejność tej sprawy, dowiedział się nie tak wcale długo potem.

W domu nikogo nie zastał. Nialla pewnie zatrzymali jeszcze po nocnej zmianie, więc nawet nie zabrał sobie czasu, by do niego przedzwonić. Jego szef był prawdziwym tyranem, którego Liam miał już wątpliwą przyjemność poznać i naprawdę nie chciał sprawiać Horanowi kłopotów, których i tak narobił sobie sporo podczas pół roku pracy w tamtejszej restauracji. Zamiast tego podążył do kuchni, gitarę odstawiając byle jak w korytarzu i nastawił wodę na herbatę. Musiał uspokoić myśli i na spokojnie postanowić, co ma teraz zrobić.

Zastanawiał się, czy ma wyznać Malikowi, że wie całą prawdę, czy raczej zostawić to dla siebie. Nie chciał robić problemów Harry’emu, który wykazał się dużą ufnością w stosunku do niego, opowiadając mu wszystko. Z drugiej strony, skręcał się aż na samą myśl, iż mógłby jak gdyby nigdy nic rozmawiać z nim o pierdołach, podczas gdy w jego życiu jest nie najlepiej. I tak źle i tak niedobrze.

Czajnik zagwizdał na kuchence, dając znak, że woda już się zagotowała. Liam zalał szklankę wodą, ale po przeszukaniu szafek ze zgrozą stwierdził, że znowu nie ma cukru. Nienawidził niesłodzonej herbaty, więc niechętnie się ubrał i nadal myśląc nad rozwiązaniem, wyszedł z mieszkania i podążył w stronę sklepu nieopodal. To była chyba jakieś przeznaczenie, że znalazł akurat się w odpowiednim miejscu i czasie, bo scena, która rozgrywała się w jednym z ciemnych zaułków, dotyczyła także jego.

Doskonale rozpoznał tę kurtkę i ciemną czapkę. Znajoma postać unikała ciosów dwóch rosłych osiłków, zasłaniając się rękami i próbując im oddać. Liam zawrzał, ale jednocześnie stał jak słup soli, pozwalając, aby jeden z oprychów władował swoją tłustą pięść w żebra chłopaka, powodując jego jęk, który Payne słyszał nawet ze swojego miejsca. Na dodatek nie mógł pojąć, że taka sytuacja dzieje w świetle dziennym i nikt nie reaguje. Nie czekając dłużej, ruszył pędem w ich stronę i chociaż drżał ze strachu nie tylko o Malika, ale także o siebie, wyciągnął telefon z kieszeni.

- Zostawcie go, bo wezwę policję!

Cała trójka spojrzała na niego, a Liam widział tylko krew na twarzy Malika, spoglądającego na niego z przerażeniem i niemo prosił, by Payne się w to nie mieszał. Szatyn był pewny, że ci dwaj rzucą się i na niego, ale kiedy zobaczyli telefon przy jego uchu, po prostu uciekli. Odprowadził ich wzrokiem, a potem dopadł do Malika, zgiętego wpół i trzymającego się za brzuch.

- Amatorzy – prychnął, wypluwając ślinę zmieszaną z krwią.

- Nic ci nie jest? - zapytał z troską, patrząc, jak Zayn próbuje się wyprostować.

Zamiast wdzięczności dostał tylko wściekłe spojrzenie.

- Po co to zrobiłeś? Teraz zaczną gnębić i ciebie – warknął Malik, rozcierając sobie szczękę.

- Więc miałem pozwolić, żeby cię zatłukli? - odparł takim samym tonem Liam, wściekły na Zayna.

- Przecież sobie radziłem.

- Długo masz tak zamiar oszukiwać i siebie, i mnie? - spytał Liam, patrząc na jego rozciętą wargę.

- Nie rozumiesz? Oni nie są byle kim, mają swoje dojścia, mogą wykończyć i ciebie – fuknął gniewnie Zayn.

- Umiem sobie radzić.

Brunet zbył to powątpiewającym wzrokiem, dotykając palcem rozciętej i wciąż krwawiącej wargi.

- Chodźmy do mnie, mieszkam niedaleko.

Zayn kiwnął głową na zgodę. Szli w milczeniu obok siebie, a Liam zerkał na niego z niepokojem, kiedy Malik psioczył pod nosem.

- Liam, ja nie umieram - powiedział w końcu brunet z rozbawieniem w głosie, w pewien sposób rozładowując napiętą atmosferę, a Payne zawstydził się na jego słowa i natychmiast odwrócił głowę w drugą stronę udając, że strasznie zaciekawiły go wystawy sklepowe. Na miejscu rzeczywiście znaleźli się szybko. Liam otworzył drzwi i wpuścił chłopaka pierwszego. Ten jakby zapomniał, że przed chwilą ktoś przyłożył mu w gębę, bo zaczął z zaciekawieniem rozglądać się po mieszkaniu. Zawiesił wzrok na fotografii małego szatyna, a potem uśmiechnął się pod nosem. Liam jednak nie zauważył tego, bo wciąż był zatroskany i jedyna myśl, która pojawiła się mu w głowie brzmiała “muszę znaleźć apteczkę”.

Zaprowadził Malika do kuchni i na siłę usadził go na krześle, a potem zaczął grzebać w szafkach, klnąc na Horana, który znowu gdzieś ją przełożył i zapomniał powiedzieć gdzie.

- Co robisz? - Chciał wiedzieć Malik, obserwując go, jak miotał się niespokojnie po pomieszczeniu.

- Trzeba ci to opatrzyć – rzucił, jakby to było oczywiste i uśmiechnął się, gdy w przeszukiwanej szafce wreszcie odnalazł białe pudełko z czerwonym krzyżykiem. Podszedł do bruneta i złapał za jego podbródek, by unieść go góry. Z małej rany nadal sączyła się krew i nie wyglądało to za dobrze.

- Nic mi nie będzie - stwierdził Zayn beztrosko.

- Nalegam. - Liam spojrzał na niego krytycznie, na co ten wzruszył bezwiednie ramionami, pozwalając, by Payne zrobił to, co zechce. Syknął, kiedy szatyn przycisnął do jego skóry wacik nasączony wodą utlenioną, ale nie zrobił nic więcej. Cierpliwie znosił to, że rana piekła żywym ogniem. Liam popatrzył w przymrużone z bólu oczy chłopaka, a potem przesunął wzrok kilka centymetrów niżej. Zayn zagryzał wargę, a on nie mógł oderwać od nich oczu, zastanawiając się, jak smakują. Niby przypadkiem dotknął palcem dolnej, ale nie zwróciło to uwagi chłopaka. Przerwał czynność, czekając na gest Malika. Jego tęczówki rozszerzyły się ze zdziwienia, kiedy zobaczył jak Liam intensywnie się w niego wpatruje. Nie miał pojęcia, co się dzieje w jego ciele. Serce wybijało dziki rytm, zrobiło mu się gorąco, a w podbrzuszu poczuł to znane uczucie motyli.

- No dalej - zachęcił go Zayn, uśmiechając się i konsekwentnie zmniejszając odległość między nimi. Kiedy zetknęli się nosami, Liam postanowił zaatakować. Jego usta delikatnie dotknęły warg bruneta. Poczuł, jak jego ręka wsuwa się w jego włosy, więc naparł na nie mocniej. Nie był to gwałtowny pocałunek; raczej pełen delikatności i wzajemnego badania się, na ile można sobie pozwolić. Payne napawał się tą chwilą, na którą czekał od pamiętnego spotkania. Kilka tygodni wystarczyło, by mieć obsesję na punkcie Pakistańczyka, który nieśmiało wsunął swój język do jego ust i spowodował, że Payne całkowicie oszalał. Zdając sobie sprawę, że chore jest to, co robi, szybko oderwał się od Malika, zaskakując i jego i siebie.

- Przepraszam - wyjąkał szybko, a następnie odsunął się i odwrócił w stronę kredensu, a następnie oparł się o niego rękami.

Próbował uporządkować myśli i unormować oddech, ale nie udawało mu się. Nie mogło mu się udać, kiedy tamten wstał, a potem stanął za nim.

- Nie należy wstydzić się swoich uczuć, Liam.

Drgnął mimowolnie na jego słowa i obrócił się w jego kierunku, napotkawszy piwne tęczówki lśniące dziwnym blaskiem.

- Skąd wiesz, co czuję? - spytał oskarżycielskim tonem, chociaż wcale nie chciał, by tak to zabrzmiało.

Zayn uśmiechnął się.

- Wbrew pozorom nie jestem ślepym dupkiem i widzę, co się z tobą dzieje.

- A co się dzieje?

- Pragniesz mnie.

Na jego odpowiedź Liama kompletnie zatkało. Wpatrywał się w uśmiechniętego bruneta i na chwilę zapomniał, jak się oddycha.

Aż tak było to widać? Tak było widać fakt, że Liam nie mógł przestać o nim myśleć i pragnął znaleźć się z nim sam na sam w wiadomej sytuacji? Teraz byli sami, bez świadków. I choć był tak blisko, stchórzył.

- Pozwól, że ci to podaruję.

Po tych słowach wszystko zaczęło dziać się bardzo szybko. Zayn dopadł do Liama i pocałował go z taką mocą, że po raz kolejny tamten nie mógł złapać tchu. Pozwolił Zaynowi na to, by złapał go w biodrach i przysunął bliżej siebie. Jęknął, kiedy jego dłoń zacisnęła się na jego kroczu, a potem powędrowała pod cienki materiał swetra, powodując przyjemne dreszcze. Jego usta smakowały papierosami i miętową gumą, a to jeszcze bardziej podkręciło i tak napalonego Liama, który poddawał się coraz śmielszym pieszczotom bruneta. Payne nie wierzył w to, co się dzieje, kompletnie otumaniony jego zapachem i dotykiem, doprowadzającymi go na skraj szaleństwa. Podciągnął koszulę Malika wyżej, nawet na chwilę nie tracąc z nim kontaktu. Szarpnął mocniej za materiał, a wtedy Zayn jęknął. Po chwili jego oczom ukazał się ciemnofioletowy, miejscami przechodzący w żółty kolor siniak, zdobiący lewą stronę ciała Malika.

- Boże, Zayn! - powiedział, odrywając się od niego. Ten podążył za jego wzrokiem.

- Liam, to nic takiego.

Żeby odwrócić jego uwagę od posiniaczonego boku, sięgnął do paska spodni i zgrabnie go rozpiął, a potem ściągnął mu je razem z bokserkami. Uśmiechnął się na widok członka, który przestał być posłuszny rozumowi…

- Houston, mamy problem – powiedział wesoło, patrząc na dwa okazałe rumieńce wykwitające na policzkach Payne’a. - Zajmę się tym.

Liam nie mógł powstrzymać się od przeciągłego westchnięcia, czując usta bruneta na swoim przyjacielu, które zaczęły sunąć po jego skórze. Miękkie usta pieściły jego członka z niesamowitą czułością i subtelnością.

Zaparł się rękami o blat kredensu i przymknął oczy, napawając się tym niesamowitym uczuciem ciepła w podbrzuszu, które zaczynało narastać wraz z kolejnymi ruchami języka Zayna. Nie przerywał mu, chociaż w każdej chwili mógł wpaść do mieszkania Horan, a on uwielbiał pojawiać się w niespodziewanych momentach.

- Zayn, matko, tak… - Z jego ust wyrwał się nieśmiały jęk, bo Zayn przyspieszył i stawał się coraz mniej delikatny w tym, co robi. Kiedy czuł, że zbliża się do niego uczucie szczytu, Zayn przerwał czynność. Kiedy napotkał zdumiony wzrok Liama, wstał i szepnął:

- Chodźmy do ciebie.

Nie musiał długo czekać. Liam podciągnął spodnie, a potem pociągnął go za rękę i zaprowadził do siebie. Tam przejął inicjatywę, a Malik zagwizdał z podziwem, kiedy Liam pozbył się jego koszuli i rzucił ją na ziemię,

- Drapieżny jesteś.

- Zamknij się.

Pchnął go na niezaścielone łóżko, a potem zaczął się z nim bawić. Sunął językiem po ciemnym torsie, zatrzymywał się na tatuażach, podkreślających jego seksowność i nadającymi jego wyglądowi tajemniczości. Nie mógł napatrzeć się na ciemne, wyrzeźbione i tak grzesznie kuszące ciało Zayna, więc spowalniał swoje ruchy, mając tym samym więcej czasu na podziwianie go. Jednocześnie wciąż bał się dotknąć sinej lewej części jego torsu, by nie sprawić mu bólu. Zayn tymczasem pożerał go wzrokiem, nie mogąc się doczekać, co Payne dla niego przygotował. Sam rozpiął pasek od dżinsów, mimo karcącego spojrzenia Liama, który nie chciał być pozbawiony tej przyjemności. Odnalazł jego wargi i złożył na nim gorący pocałunek, podczas którego języki obu mężczyzn walczyły o dominację, tocząc między złączonymi ustami swój mały pojedynek. Liam po kilku chwilach oderwał się od zawiedzionego Malika i zaczął torturować jego szyję pieszczotami. Kto by pomyślał, że przejmie kontrolę nad tym, co się dzieje? Malik poddawał się jego gestom bez głosu protestu i wstrzymał oddech, kiedy ten uporał się z rozporkiem i ściągnął z niego spodnie, które potem rzucił na podłogę obok łóżka. Przez bokserki zarysowywała się już widoczna erekcja, ale Liam nie zajął się nią od razu. Wystawiał cierpliwość bruneta na próbę, a ten powoli zaczął mieć tego dość.

- Chcesz się w to nadal bawić, Payne? - wychrypiał.

W odpowiedzi zobaczył tylko podły uśmiech na jego twarzy. Przesunął palcami po skórze tuż nad linią ciemnych bokserek, a potem zsunął z je z bioder chłopaka, spełniając życzenie Malika. Złapał w dłoń jego członek, a następnie włożył go do ust. Kiedy usłyszał jęk aprobaty ze strony ciemnoskórego, zaczął przesuwać po nim ustami. To było niesamowite doświadczenie. Dawał mu coś, czego sam pragnął i wiedział, że Zayn odpłaci mu się pięknem za nadobne i to całkiem niedługo.

Zayn jęknął głośniej, kiedy Liam przyspieszył. Zacisnął pięści na prześcieradle, czekając na to, co ten dla niego przygotował. Ten jednak nie zamierzał mu tego dać od razu, a to znowu lekko go poddenerwowało. Nie chcąc się patyczkować, postanowił wreszcie wprowadzić w życie myśl, która od dłuższego czasu kwitła w głowach ich obu.

Liam bez słowa pozwolił położyć się na łóżku, tkwiąc w namiętnym pocałunku z brunetem, trzymającym go mocno w biodrach. Nie zarejestrował momentu, w którym Zayn pozbawił go spodni, ani chwili, kiedy sweter zajął przy nich miejsce gdzieś na podłodze. Malik zdawał się wiedzieć, co robi, kiedy jego usta błądziły znowu gdzieś nieopodal jego szyi, drapiąc ją swoim zarostem i powodując ciarki u Liama, który z przyjemności zmuszony był zamknąć oczy. Było mu tak cholernie dobrze, kiedy Zayn swoim dotykiem rozpalał go do czerwoności i powodował, że uczucie gorąca w podbrzuszu na powrót zaczęło się nasilać. Nie mógł powstrzymać się od jęków wprost do jego ucha i wcale nie chciał się powstrzymywać, więc karmił bruneta kolejnymi niekontrolowanymi sapnięciami i słowami, wydobywającymi się z jego rozchylonych lekko ust. Jeśli myślał, że Zayn pragnie gwałtownego i ociekającego brutalnością seksu, to był w błędzie. Malik był delikatny i swobodny w swoich ruchach, kiedy obcałowując jego ciało ruszył na południe, by dostać się do swojego celu, czekającego, aż weźmie go w swoje ręce.

Tutaj nie musieli tłumić swoich emocji. Zayn wsunął dłoń w bokserki Liama i nie pytając o pozwolenie zaczął robić to, co przerwał jakieś pół godziny temu. Z ust Payne’a wydobył się jęk, świadczący o tym, że chce więcej. Dłoń bruneta robiła to wszystko, co chciał, żeby robiła z jego ciałem. Pragnął Zayna ze wszystkich sił, jak jeszcze nikogo dotąd. A on miał zamiar mu siebie dać, w każdym znaczeniu tego słowa. Wszelkie granice między nimi zostały zatarte – niepewne ruchy zyskały na pewności, jęki i postękiwania stały się głośniejsze, a niemrawe prośby o więcej przestały sprawiać jakiekolwiek zażenowanie. Naprzemiennie tracili kontrolę, wpijając paznokcie w skórę swojego kochanka i nie pozwalali, by temu drugiemu chociaż na chwilę przestało być dobrze. Skradali ze swoich ust pocałunki, pełne żądzy i pragnienia siebie nawzajem, a Liam przez chwilę nawet pomyślał, że Zaynowi zależy w podobnym stopniu, co jemu. Ich rozgrzane ciała przyciągały się do siebie jak magnesy, kiedy Zayn atakował Liama kolejnymi, gwałtownymi pchnięciami. Nawet jeśli w niektórych momentach cholernie bolało, to Payne odczuwał przyjemność związaną z bliskością Malika i był naprawdę spełniony, leżąc wtulony w jego tors i uspokajając oddech, który po tak szaleńczych doznaniach stał się urywany i płytki. Nic nie mogło równać się z dźwiękiem bicia serca Zayna i jego ciepłem oraz z jego prawą dłonią, splecioną ciasno z jego.

To chyba wtedy nadszedł moment, w którym Liam mógł go nazwać swoim Zaynem.


* * *

Nie pamiętał, kiedy zasnął, ale doskonale pamiętał to uczucie błogości, pozwalające mu na zamknięcie oczu. Obecność Malika działała na niego kojąco, kiedy pod dłuższej nieobecności nagle się pojawiał, zazwyczaj bez żadnych zapowiedzi. Cały i zdrowy. To liczyło się dla niego najbardziej, kiedy Zayn stał w progu jego mieszkania i nieśmiałym jak na niego głosem pytał, czy może wejść.

Po tamtym, z pewnością miłym incydencie, obaj nie mogli wytrzymać bez widoku tego drugiego. Sytuacja trochę się unormowała, a po obrażeniach na ciele Malika nie było śladu. Liam zdążył je poznać już w każdy możliwy sposób, a szczególnie poznawał je upojnymi wieczorami, kiedy zostawali w jego mieszkaniu sami, bez uszczęśliwionego ich relacją Nialla, który doskonale rozumiał ich sytuację i wybywał z domu na noc, o ile było to możliwe. Czuli się ze sobą naprawdę dobrze i to liczyło się najbardziej, pomijając fatalną wizję konfrontacji z rzeczywistością, która wciąż na nich czekała.

Podniósł się z łóżka i spojrzał w bok, rozciągając się. Tylko pognieciona pościel świadczyła o tym, że nie spał tej nocy sam. Uśmiechnął się całkiem mimowolnie, przywołując na myśl jej niejasne wspomnienie, które natychmiastowo wzbudziło w nim chęć zobaczenia Malika. Nie marnując czas na założenie czegoś więcej oprócz bokserek, wyszedł z pokoju. Zayna zastał w kuchni, gdy ten zajmował się nalewaniem mleka do ulubionego kubka Liama. Payne uśmiechnął się na ten widok, a potem zbliżył się do bruneta i skradł z jego ust krótki pocałunek.

- Robisz śniadanie? - zapytał z nadzieją, siadając na krześle obok stołu i patrząc, jak półnagi Malik podnosi kubek do ust. Szczerze mówiąc, z chęcią pozbyłby się tych bokserek z ciała chłopaka, bo zakrywały najlepszy widok.

- Liam, mam dwie lewe ręce do gotowania – odparł lekkim tonem Zayn.

- Chociaż raz mógłbyś się postarać – stwierdził zawiedziony Payne, zbliżając się do lodówki.

- Mało ci było dzisiejszej nocy? - zapytał Malik, posyłając mu znaczące spojrzenie znad kubka, a Liam parsknął śmiechem, nie odpowiadając. Zanurzył głowę w lodówce, a potem z bólem oznajmił, że są tylko jajka.

- Niall wspominał, że robisz dobre omlety. Pokaż, co potrafisz – zachęcił go Zayn, wstawiając kubek do zlewu.

Liam wywrócił oczami, ale zgodził się na propozycję swojego chłopaka i nie czekając dłużej, zaczął przygotowywać im śniadanie, jednocześnie strofując Malika. Po dziesięciu minutach obaj siedzieli przy stole, z talerzami pełnymi ciepłego omletu i zajadali się nim, rozmawiając o duperelach.

- Mówiłem ci, dzisiaj przyjeżdża moja siostra. Pewnie bardzo chciałaby cię poznać, więc… - zaczął niepewnie Liam.

- Dzisiaj odpada. Obiecałem chłopakom, że pomogę im w wyborze auta.

Pokiwał głową, doskonale pamiętając, jak Zayn zgodził się na nieustanne prośby Harry’ego, który od kilku tygodni był naprawdę irytujący i chcąc nie chcąc, Malik musiał mu pomóc. Inaczej ryzykował ubytkiem na zdrowiu psychicznym, bo Styles naprawdę potrafił zaleźć za skórę. Z drugiej strony, Liam nie do końca był jeszcze gotowy na ujawnienie się, choć Zaynowi jeszcze nie zdążył tego powiedzieć. Ten miał za dużo własnych kłopotów, by zamartwiać się jeszcze uczuciami Payne’a.

- Cóż, innym razem – mruknął, nabijając na widelec kawałek pomidora, a potem wkładając go sobie do ust.

- Mam nadzieję, że nie pokrzyżowałem ci planów.

- Może to nawet i lepiej. Ruth to atrakcyjna dziewczyna, mogłaby ci się spodobać – stwierdził Liam, biorąc do ręki szklankę z herbatą.

- Liam, błagam cię. Nie zaczynaj – poprosił go Zayn.

Oprócz bezpieczeństwa Zayna, Liam bał się także o to, że ten może zmienić zdanie na temat ich relacji. Malik nie był przecież brzydki, jego urok zauważała każda dziewczyna, jaka minęła go na ulicy. Naturalnym było, że Payne niepokoił się, że może go stracić.

Wymusił uśmiech, a reszta rozmowy przebiegała swobodnie, dopóki Zayn nie wstał i nie oznajmił, że musi już iść. Liam poczekał, aż ten zbierze porozrzucane po jego mieszkaniu ciuchy, a potem odprowadził go do drzwi i pożegnał długim i gorącym pocałunkiem, który poczuł aż w koniuszkach palców.

Kiedy zamknął za nim drzwi, ze zgrozą stwierdził, że iPhone należący do Zayna znowu leży na szafce w korytarzu. Nie miał pojęcia, czy brunet robi to specjalnie, ale tamtego zawsze bawiło to, kiedy przy kolejnej wizycie mu go wręczał. Teraz już jednak nie chciał za nim gonić, a kiedy wracał do kuchni, telefon zawibrował na komodzie, dając znak, że przyszła wiadomość. Nie miał już oporów przed czytaniem jego skrzynki odbiorczej, bo głównie składała się z smsów od jego osoby oraz w nielicznych przypadkach z subtelnych pytań Harry’ego, czy znowu się pieprzy z Liamem i czy łaskawie raczy pojawić się w ich mieszkaniu.

teraz i ja mam twoje cacko. jesteśmy kwita. zayn xx

Liam nie mógł powstrzymać się od śmiechu, poznając jeden z kolejnych szalonych pomysłów Zayna, który wykorzystał go do wprawiania Payne’a w zawstydzenie.

Obiad z Ruth niezbyt różnił się od tych pozostałych, które jadał w jej obecności. Wypytywała go o wszystko, a on odwzajemniał się pytaniami o rodziców i jej pracę. Lubił z nią przebywać – jego siostra miała w sobie duże pokłady energii i zarażała go optymizmem. Przy niej wszystko wydawało się być proste, problemy stawały się błahe, a Liam śmiał się z jej dowcipów, którymi poprawiała mu humor. Dzisiaj jednak czuł się dziwnie nieswojo przy Ruth, która mimo że była taka sama jak zwykle, to stanowiła barierę. Liam wciąż nie przyznał się jej, że jest homoseksualistą i że ma chłopaka, a myśl ujawnienia się nagle zaczęła mu ciążyć. Ruth Payne nie była ślepa i od razu zauważyła zmianę w zachowaniu brata. Z pomocą jak zawsze przyszedł mu Zayn, który akurat w tym momencie postanowił wysłać mu wiadomość wiadomej treści.

właśnie zwolnił się u mnie prysznic. dołączysz?

Liam przełknął ślinę, czytając ją i mógłby przysiąc, że się zaczerwienił. Ochotę na dołączenie miał nieziemską i w myślach nawrzucał Zaynowi za to, że wyskoczył z tym akurat teraz, kiedy on siedzi z siostrą i kiedy ta właśnie przeszywa go wzrokiem.

- Braciszku, ty się czerwienisz?

Zanim zdążył się spostrzec, Ruth wyrwała z jego ręki telefon i ku jego zgrozie odczytała wiadomość. Uśmiechnęła się, a potem zacmokała cicho.

- Kto jest tą szczęściarą? - spytała.

To pytanie poraziło Liama na chwilę, ale potem odzyskał mowę.

- Nie chcę zapeszać, powiem ci przy następnej okazji – skłamał, nie mając odwagi przyznać się, jak naprawdę jest. Na szczęście jego siostra nie pytała o więcej.

Wiadomości Zayna stawały się coraz śmielsze i Liam odetchnął z ulgą, kiedy odprowadził Ruth na dworzec i poczekał, aż pociąg zniknie za zakrętem. Potem wybrał znajomy numer i prosto mostu wypalił:

- Jesteś idiotą, ale mam na ciebie ochotę. Będę za pół godziny.


* * *

To był najgorszy widok, jaki mógł go spotkać po przejściu przez bramę dobrze znanej już mu kamienicy. Z całych sił pragnął wierzyć, że to jedynie sen, ale brutalna rzeczywistość szybko ściągnęła go na ziemię.

Teraz nie było ich dwóch, a czterech. Pastwili się nad Zaynem w taki sposób, że coś zamarło w sercu Payne’a i musiał się powstrzymać, by w jego oczach nie pojawiły się jakiekolwiek ślady łez. Chciał krzyczeć, ale coś zamarło mu w gardle i nie pozwalało wydobyć z siebie głosu. Jeden, krótki impuls wystarczył, by Liam ruszył ku nim i zrobił coś, co pomogłoby Zaynowi wyjść z opresji.

Starał się być spokojny, ale widząc skuloną sylwetkę Malika nie mógł zdobyć się na utrzymywanie wewnętrznej równowagi. Wrzało w nim i pałał chęcią zemsty na tej obrzydliwej kreaturze człowieka, która właśnie kopnęła Malika w brzuch. Krzyk jego ból rozległ się uszach Liama, powodując cichą rozpacz.

O pół godziny za późno.

- Zostawcie go – warknął, zaciskając dłonie w pięści i rzucając wściekłe spojrzenie całej rosłej bandzie osiłków, którzy wcale nie przejęli się jego aktem odwagi. Dwóch z nich pochwyciło Zayna, a trzeci z nich przymierzał się do kolejnego ciosu.

- Twój kochaś? - spytał czwarty, kierując pytanie do Malika, który umęczony wpatrywał się w przerażonego Liama.

- Chuj cię to obchodzi – odparł zimno po chwili. Ten zaśmiał się szyderczo.

- Błędna odpowiedź.

Cios był celny. Wylądował gdzieś w dole brzucha Zayna, który skulił się z bólu, ale z jego ust nie wydobył się nawet krótki jęk, mogący mu ulżyć.

Serce Liama biło w szaleńczym tempie, a on miał kompletną pustkę w głowie. Błagał w duchu, by pojawił się ktoś, kto pomógłby im obu, bo Liam nie miał szans w starciu z nimi. Mimo to, zbliżył się do całej piątki, ignorując ostrzegające go spojrzenie Zayna, na którego twarzy malowało się cierpienie i niepokój.

- Której części nie zrozumieliście? - spytał z furią Liam. - Zostawcie go.

- Mały, nie kozacz tak – warknął najwyższy z nich, wciąż trzymający Zayna w stalowym uścisku. - To może się źle skończyć dla twojego kłamliwego przyjaciela.

Malik skrzywił się na jego słowa, nadal patrząc prosto w oczy Liama. Jakby mówił „wycofaj się, dam sobie radę”. Gówno prawda. Nie miał szans, był jeden, a ich czterech. Payne nie mógł go zostawić, chociaż nie wiedział, co ma zrobić.

- O ile zakład, że nie zdążycie stąd ruszyć swoich nędznych tyłków, zanim przyjedzie policja? - Słowa same popłynęły z jego ust. Zayn jęknął, opuszczając głowę, a potem zbyt wiele rzeczy zdarzyło się naraz, by Liam mógł je zarejestrować.

Na kolana powalił go cios w twarz, a jego ciało przeszył taki ból, że nawet nie miał siły chociażby stęknąć. Kulił się, kiedy tamci sprzedawali mu kopniaki w brzuch i nie mieli zamiaru być delikatni. Zasłaniał głowę i zaciskał powieki do tego stopnia, że zaczął widzieć białe plamy. Pamiętał tylko pulsujący ból rozsadzający jego czaszkę i odgłos łamanych kości.

Nie mieli żadnych szans. Nie wtedy, kiedy żaden z przechodzących ludzi nie starał się im pomóc. Liam z całej siły skupiał się na pozytywnych uczuciach, by cierpienie nie wzięło nad nim góry. Starał się obserwować Zayna, który był katowany przez pozostałych i tląca się w jego głowie nadzieja zaczęła gasnąć. Zgasłaby, gdyby nie błogi dźwięk sygnału radiowozów, który słychać było coraz bardziej. Przestał odczuwać tępe kopnięcia, a potem usłyszał odgłos kroków. Nadal nie otwierał oczu, nie chcąc narazić się na więcej bólu, ale czyjaś ręka na jego ramieniu zmusiła go do podniesienia powiek. Zayn nachylał się nad nim z troską w oczach i na Liamie nie zrobiło wrażenia to, że z jego nosa cieknie krew, a warga znowu jest rozcięta.

- Liam.

Dźwięk jego głosu otrzeźwił Payne’a i zmusił się, by się podnieść. Jego ciało wołało o pomoc, a on czuł metaliczny smak krwi w ustach.

- Poszli już?

Zayn nie odpowiedział, tylko oparł swoje czoło o czoło Liama i odetchnął.

- Nigdy więcej tego nie rób.

Nie zdążył się dowiedzieć, czego ma nie robić, bo w tej samej chwili na podwórku pojawili się mundurowi. Podnieśli ich jęczących z bólu i obu wsadzili do różnych karetek, rozdzielając ich na zaledwie kilkanaście minut.

Znaleźli się w poczekalni, pełnej wrzeszczących ludzi. Sanitariusze nie zdołali powstrzymać krwotoku z nosa Liama, ale opatrzyli większość ran i zostawili go pod opieką pielęgniarki, by poczekał w spokoju na rentgen i tomografię. To ona zaprowadziła go ubranego w szpitalne ciuchy w stronę Zayna, który siedział na jednym z krzeseł, kurczowo przyciskając lewą rękę do ciała i mamrocząc coś pod nosem. Payne usiadł obok niego i pochylił głowę do przodu, tak jak kazał mu pielęgniarz. Nie odzywali się. W milczeniu trawili to, co stało się pół godziny temu i żaden z nich nie potrafił znaleźć odpowiednich słów do określenia sytuacji. Liam wciąż trzymał zakrwawioną chusteczkę przy nosie, a Zayn patrzył na niego z zapytaniem w brązowych oczach.

- Jesteś pewien, że dasz radę żyć z takim złym chłopcem jak ja? - zapytał cicho.

- A niby dlaczego ciągle tu jestem?

W poczekalni rozległ się śmiech ich obu i tylko nieliczni zobaczyli, jak dwie dłonie łączą się ze sobą w uścisku, dając znak, że nawet kolejne tak bolesne doświadczenie nie jest w stanie ich rozdzielić.

A wszystko przez poniedziałek trzynastego, który w ostatecznym rozrachunku wcale nie był taki pechowy, jak się z początku wydawało.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz