Sobota 6
Delikatne nuty rozpływały się w powietrzu i docierały do uszu Louisa zaraz przed tym jak uderzały do jego głowy. Prosta melodia stała się ciężka i powolna, zamieniając się z gładkiej na ostrą strukturę dźwięków. Jakakolwiek zmieszanie i jąkliwie to brzmiało, piosenka nie była niczym innym tylko dziełem sztuki, który istniał tylko i wyłącznie dzięki dłonią doświadczonego pianisty z ogromnym talentem.
Oczy Louisa otworzyły się komicznie szeroko, kiedy stał nad Harrym i patrzył na niego w podziwie. Chłopak pozostawał w muzycznym transie, w którym grał płynnie znany kawałek. Louis stał kompletnie oczarowany, przyglądając się Harremu grającemu na instrumencie do momentu aż piosenka nie skończyła się delikatnie. Jego szczęka opadła a brwi uniosły się pod jego rozmierzwioną grzywką. Zachichotał głupkowato. Harry popatrzał na niego a jego szerokie zielone oczy wbiły się w niego, ale nie w jego oczy.
„Jak-, w jaki sposób do cholery to zrobiłeś?!” Louis powiedział zdumiony.
Harry zarumienił się, różowe plamy pojawiły się na jego twarz rozświetlając ją całą. Louis nie potrafił wyobrazić sobie w tym momencie niczego słodszego, ponieważ Harry wyglądał tak cudownie, że myślał, że serce wyskoczy z jego ciała. Delikatnie uniósł ramiona w geście niemocy, a jego zęby przygryzły dolną wargę i nadały jego twarzy wyraz, jakiego Louis jeszcze nigdy nie widział. ‘Myślałem, że popłacze się przez jego słodkość’ Louis pomyślał, kiedy jego oczy obserwowały ekspresje Harrego bardzo dokładnie.
„Nawet nie miałeś przed sobą nut! Jak- Nie mogę- ŁAŁ!” Louis wydukał, jego usta uformowały się w niespodziewany i zaskakujący uśmiech.
Harry bez namysłu przesunął się na siedzeniu, oferując miejsce Louisowi, który zajął je natychmiastowo, wciąż przyglądając się Harremu z zachwytem.
„Jesteś jakimś muzycznym geniuszem?!” Louis zapytał uśmiechając się.
Harry popatrzał w dół starając się zakryć w jakiś sposób stale rosnące rumieńce na twarzy, ale Louis mimo to złapał to. Harry wzruszył ramionami jeszcze raz żeby wyglądać bardziej nonszalancko, ale Louis wiedział, że złapał malutki przebłysk w oczach chłopak, kiedy podniósł głowę.
„Jesteś wspaniały Harry naprawdę.” Louis powiedział delikatnie, niepewnie umieszczając głowę na ramieniu nastolatka, odrzucając myśli o podniesieniu głowy by zobaczyć jego reakcję. „To zajęło mi niesamowicie dużo czasu żeby nauczyć się podstawowych nut tej piosenki, i nie wiedziałem, nie sądziłem, że kiedykolwiek uda mi się włożyć w to tyle emocji ile włożyłeś ty. Masz prawdziwy talent, naprawdę to jest wspaniałe.”
Harry ostro potrząsł swoją głową. Przez jego ciało przeszły emocję, które mówiły tylko jedno ‘Nie, naprawdę nie.’
„Tak Harry, uwierz mi. I nie mów, że kłamię, ponieważ moje ego jest tak duże, że z wielką trudnością przychodzi mi mówienie o tym, że ktoś jest bardziej utalentowany niż ja. Naprawdę nigdy nie mówię niczego, czego nie jestem pewien do końca, bo mówienie czegoś takiego drugiej osobie przychodzi mi z wielkim trudem.” Louis zakaszlał. „ Więc uwierz mi Harry, kiedy mówię ci, że masz dar.”
Chwile jak Harry wpatrywał się w głowę Louisa mijały, do momentu aż chłopak nie połączył swoich jasno zielonych oczy z jego i patrzał w nie kilka sekund z jakiegoś rodzaju zaciekawieniem pomijając to czy mówił prawdę czy też nie. Harry odpowiedział na to, że tak Louis nie kłamał małym uśmiechem, który wymalował się na jego twarzy i był skierowany tylko w kierunku chłopaka.
„Możemy… Może zagramy to razem?” Louis zapytał nieśmiało. Harry pewnie pokiwał głową. Można było zobaczyć silne emocje, które kryją się za tym gestem. „To zabrzmi głupio…, ale czy przypadkiem nie masz ze sobą nut?”
Usta Harrego wygięły się w uśmiech, kiedy zobaczy rumieniec na twarzy Louisa. Spowodowany był on ironią, że to właśnie on był człowiekiem, który nauczył Harrego tej piosenki a teraz to on potrzebuje nut. Harry wskazał na brązową teczkę, która leżała niechlujnie na ziemi. Louis wstał i zaczął ją przeszukiwać. Jego dłonie natknęły się na dwie kartki papieru.
Wyciągając jedną i drugą, odkrył, że jedna z nich to nuty jakiejś piosenki, a zaś druga wyglądała bardziej interesującą. Pozostając w klęczącej pozycji, oczy Louisa objęły kartkę o jasnych krzykliwych barwach, łapiąc główny napis ogłoszenia.
„Hej, czy to jest na twój koncert talentów w szkole?” Louis przerzucił ciężar ciała z nogi na uda, na szczęście nie przewracając się.
Oczy Harrego przerzuciły się na ulotkę, robiąc się szersze na ich widok, zanim wstał z miejsca, udając się w kierunku Louisa i wyrywając mu nuty z ręki. Louis przyglądał się jak jego roztrzęsione dłonie podnoszą papier do góry i chowają do tylnej kieszeni spodni.
Louis wstał powoli, starając się stanąć na równym poziomie z Harrym; „Wszystko w porządku skarbie?”
Harry zmarszczył brwi i potrząsł głową. Ślepo patrzył na Louisa, uciekając wzrokiem od jego oczu a w zamian obejmując nim całą twarz chłopaka. Po chwili pokiwał głową i wrócił do miejsca przy pianinie.
„Powinieneś wziąć w nim udział, wiesz w tym konkursie.” Louis zasugerował, przysiadając się do cichego chłopaka. Harry odpowiedział krótko zaprzeczeniem głową.
„ Mówię na poważnie! Powinieneś się zgłosić, pokazać swój talent! Jesteś wspaniały Harry, będę ci to powtarzał dopóki nie uwierzysz!”
Harry potrząsł głową surowo, srogość jego gestu mówiła Louisowi o tym, że nie zamierza odpuścić.
„To- to, dlatego że boisz się o to, co powiedzą ludzie? Inni uczniowie?” Louis zapytał delikatnie.
Ciało Harrego zesztywniało. Louis widział jak bardzo chłopak próbuje to zakryć.
„Jak traktują cię w szkole Harry?” Louis nie był pewien czy nie posuwa się zbyt daleko ze swoimi pytaniami, ale chciał poznać Harrego na tyle na ile mógł, a żeby to osiągnąć musiał zadawać konkretne pytania. Tak właśnie robił, upewniając się, że jego głos był na tyle delikatny i spokojny żeby nie przestraszyć chłopaka.
„Opowiedz mi o sobie Harry, chcę cię poznać Harry, proszę.” Louis powiedział błagalnym tonem. Harry nadal wpatrzony był w biało czarne klawisze pianina. Oczy wbite był głęboko w nie jednak jego ciało stało się trochę bardziej zrelaksowane. „Jeżeli dam ci coś do pisania, porozmawiasz ze mną?”
Louis obserwował z wstrzymanym oddechem jak Harry rozmyśla nad jego propozycją. Zaczął delikatnie przygryzać swoją wargę kiedy był pochłonięty myśleniem. Zajęło mu chwilę zanim definytywnie odpowiedział, oczywiście na jego twarzy jak zwykle pojawiła się wojna różnych uczuć. Ostatecznie Harry szeroko otwarł oczy kiedy odwracał się do Louisa i delikatnie pokiwał głową.
Louis musiał powstrzymać szeroi uśmiech który cisnął mu się na usta. Czuł że jego serce nabiera dwa raz większych rozmiarów z dumy jaka go ogarnęła. Rzucając się na stertę porozrzucanych papierów w kącie, Louis wyciągnął stary, pusty zeszyt do nut i podniósł długopis który leżał na podłodze. Sądząc że papier w pięciolinię jest idealnt do takich rozmów podał Harremu i zajął miejscę obok niego. Zamknął pianino chcąc robić chłopakowi miejsce do pisania, Louis położył go na lśniącej czarnej pokrywie i chwycił długopis w rękę. Rozmawianie przez kartkę jest jego ulubioną grą w jednym z programów telewizyjnych. Chłopak zaproponował długopis Harremu z ożywieniem. Na ustach nastolatka niespodziewanie pojawił się uśmiech który nadał rozbawienie jego twarzy zanim wyrwał zwykły czarny długopis z jego palców.
Zabierając swój własny długopis Loui zaczął piasć czarnym tuszem na kartce
Jak traktują cię w szkole Harry?
Harry siedział zamyślając się na moment nad odpowiedzią. Wreszcie po chwili podniósł czarny długopis i zapisał swoje myśli na kartce papieru.
Wydaje mi się że dobrze.
Louis odkrył po jednym zdaniu, że Harry nie tylko ma nieskazitelnie piękne I staranne pismo, ale również, że nie wyciągnie od niego zbyt wielu informacji. Sądzisz?
Proste pytanie Louisa wydawało się zaskoczyć Harrego, jego długopis uderzał delikatnie o kartkę w momencie, kiedy myślał nad odpowiedzią.
Dobrze nie jest świetnie, ale mogłoby być gorzej.
W jaki sposób nie jest świetnie?
To tylko nie… To jest szkoła, prawda? Raczej nikt ze zdrowym rozsądkiem nie jest miłośnikiem szkoły.
Ja lubiłem moją szkołę, czasami nawet chciałbym tam wrócić.
Ale ty nie posiadasz zdrowego rozsądku.
Louis zobaczył uśmiech Harrego kątem oka. Zauważył również błysk w oczach, które nadal wpatrzone były w ziemie. Wydał z siebie dramatyczne westchnięcie, chwytając się za serce jakby był tym poruszony.
Bez względu obelgę, która została rzucona w jego kierunku Louis poczuł, że jakby powoli przełamuje barierę, która znajduje się pomiędzy nimi. Fakt, że właśnie żartował sobie z nim pokazywał, że czuje się bardziej komfortowo w jego towarzystwie.
Pominę ten bezczelny komentarz, który właśnie rzuciłeś w moim kierunku I zapytam jeszcze raz, dlaczego nie lubisz jej zbytnio?
To nie tak, że jestem w niej idiotą czy czymś podobnym. Naprawdę jestem nawet mądry- nawet, jeżeli nie potrafię wyrazić tego własnymi słowami. Dostaję dobre oceny ze sprawdzianów. To tylko… to jest bardziej skomplikowane.
Zazdroszczę ci mądrości. W jaki sposób to może być skomplikowane? Rzeczy zazwyczaj są skomplikowane, jeżeli sam je takimi robisz.
Louis zauważył zachwianie się Harrego i nie dało się napisać tego jak wewnętrznie zareagował na to zdanie. Wciąż wpatrując się w kartkę jego długopis utrzymywał się nad nią. Louis pomyślał, że może posunął się za daleko.
Nie musisz odpowiadać, jeżeli nie chcesz. Nie chcę żebyś mówił mi o czymś, o czym nie chcesz.
Ja tylko… nie wiem jak zacząć, czuję się głupio mówiąc o tym.
Harry opuścił głowę wpatrując się w swoje splecione palce.
Nie. Nie czuj się głupio. Wiesz, że nigdy nie będę cię oceniał, prawda?
Oczywiście.
Chcę cię tylko poznać, Harry.
Ostatecznie Harry przyłożył długopis do kartki, umieszczając na niej rzekę słów.
Po pierwsze nie chcę żebyś myślał, że jestem prześladowany. Ponieważ nie jestem. Można powiedzieć, że jest to coś zupełnie odwrotnego. Nawet nie podchodzą do mnie na taką odległość żeby móc mi dokuczyć. Traktują mnie jakbym miał jakąś niesamowicie straszną chorobę zakaźną, podczas której ludzie muszą utrzymywać między mną dystans, co najmniej pięciu metrów. Utrzymują między mną a sobą jakąś strefę obronną, której nie przekraczają. Nikt nie wypowiedział do mnie ani słowa od lat. To tak jakbym był niewidzialny. Nawet nauczyciele ze mną nie rozmawiają. Prawda, że to głupie? Oczywiście rozumiem to, że nigdy nie odpowiem na ich pytania, ale wiesz ktoś, kto z tobą rozmawia mógłby być milszy. To jest troch dołujące. Każdego dnia jedynie cisza. Nikogo nie obchodzisz.
Louis powoli przeczytał całą wypowiedź, w której Harry wylał na papier wszystko, co miał na sercu. Znalazł w nich niesamowity smutek, który dręczył chłopaka. Nie wiedział, że szkoła może być dla kogoś aż tak zła. Mógł poczuć wszystkie emocje przechodzące przez każde słowo Harrego- żal, strach i smutek.
Powoli Louis umieścił swój długopis nad kartką.
Harry nie wiem, co powiedzieć.
Nie musisz mówić niczego. To tylko życie, nie możesz go zmienić.
Louis przygryzał swoją wargę myśląc nad odpowiedzią. Nie chciał pokazać mu, że aż tak bardzo go to przejęło i jednocześnie nie chciał żeby chłopak myślał, że w ogóle się tym nie przejmuje. Mocno uderzyło go cierpienie, przez jakie Harry przechodził.
Ale chce je zmienić, Harry.
Więc na przykład nie mam żadnego przyjaciela, duże wyzwanie.Masz… masz jednego.
Harry wysłał mu nieufne pełne zaskoczenia I zmieszania spojrzenie. Jego brwi zacisnęły się razem, kiedy pisał odpowiedź.
Do czego zmierzasz? Jesteś zwariowany Louis.
Czy jestem wariatem myśląc o tym, że jestem twoim przyjacielem?
Louis zauważył, że szmaragdowe oczy Harrego robią się coraz większe. Błądziły one w szoku po kartce papieru. Szybko napisał coś na kartce.
Jesteś?
Chciałbym… a więc chcesz się ze mną przyjaźnić?
Wydaj mi się, że… może… oczywiście, że chcę.
Louis uśmiechnął się równa, iż kiedy zaważył, że kąciki ust Harrego unoszą się słodko. Czerwone rumieńce zagościły na całej jego twarzy, a do tego jeszcze przygryzał, co sprawiało, że Louis z całej siły musiał ukrywać radość, jaka się w nim rodziła.
Czy uważasz, że jako przyjaciele możemy się wybrać na spacer do parku by nałapać trochę promieni słonecznych i zjeść lody?
Na prawdę? Chcesz ze mną wyjść?
Nie chcę żeby to zabrzmiało dziwnie, ale chcesz wyjść gdzieś ze mną?
Tak chcę. Czemu jesteś taki zdziwiony?
Nie wiem może, dlatego że nikt wcześniej ze mną nigdzie nie wychodził…
Nigdy?
No na pewno nie na tyle na ile sobie przypominam, a mam naprawdę dobrą pamięć.
Łoł… emm- więc zgadzasz się?
Oczywiście.
Świetnie, powinniśmy już iść.
A mogę najpierw powiedzieć o tym mojej mamie?Oczywiście nie możemy pozostawić Anne w nieświadomości! Chcesz żebym zabrał trochę więcej papieru żebyśmy mogli porozmawiać?
Nie musimy tego robić jeżeli nie chcesz, powiedziałeś już i tak dużo jak na jeden dzień, nie chcę na ciebie naciskać.
Nie wiem… Nie chcę cię zanudzić…
Co? Nigdy mnie nie zanudzisz Harry!
Szczerze dla mnie to bardzo proste zadanie.
Harry, chcę cię poznać. Nie zostałem do niczego zmuszony. Sam się na to godzę.
Na pewno?
100%
W porządku… możemy zabrać kilka ze sobą, ale niczego nie obiecuję.
Stanowczy. Podoba mi się!
Zamknij się.
Louis przerwał otaczającą ich ciszę ostrym wybuchem śmiechu. Szczęśliwe dźwięki wypełniły cały pokój. „Wyluzuj, skarbie, chodź znajdziemy twoją mamę.”
Para opuściła pokój muzyczny, powoli przemieszczając się po budynku w poszukiwaniu znajomej postaci z czarnymi włosami. Louis ignorował przenikliwe spojrzeń innych studentów, które rzucane były najczęściej w kierunku Harrego I można było wywnioskować z nich, że bardzo chcą się dowiedzieć, kim on jest dla Louisa. Kim był dla niego chłopak, który uczepiony był jego ramienia I ciągnął się za nim w nieśmiałości.
Gdyby Louis zobaczył kogoś kto porusza się pewnie z młodszy chłopakiem, który nie do końca jest równie pewny siebie, prawdopodobnie również obdarzyłby ich swoim krótkim spojrzeniem. Ale kiedy sam znalazł się w takiej sytuacji, nie widział żadnej różnicy pomiędzy chodzeniem z Harrym, a z kimkolwiek innym.
Ich dwójka znalazła rozdrażnioną Anne poruszającą się po scenie z dwoma innymi kobietami przy statywie na mikrofon. Louis poinformował ją o ich planach zapewniając, że wrócą jeszcze zanim opuści budynek Uniwersytetu. Wyraz, który pojawił się na twarzy Anne był bezcenny. Wyglądała na niesamowicie zadowoloną. Uśmiech na jej twarzy był niemożliwie szeroki, a mocnym uściskiem, którym obdarzyła i jego i Harrego był dla chłopaka jakby zatwierdzeniem i wsparciem dla ich nowej przyjaźni.
Kiedy przeszli już przez połowę parku Louis położył swoją rękę na przykryte szarym sweterkiem ramię Harrego i delikatnie go do siebie przytulił. Chłopak automatycznie stał się bardziej spięty pod jego uściskiem i Louis nie był pewien czy odsunąć się czy też nie. Zrobił to bez zastanowienia jak zawsze. Ale złe samopoczucie Harrego zmusiło go do myślenia czy na pewno było to na miejscu.
Zdołał już zauważyć że z Harrym wiele rzeczy różniło się trochę od tego jak wyglądały normalnie. Nie mógł zachowywać się tak jak zwykle na niego przystało. Zadziwiająco Louis nie mówił, że mu się to nie podobało. Oczywiście było mu ciężko tak nagle się zmienić, ale z kilku powodów wiedział, że musi to zrobić dla Harrego.
Wyglądało to jakby Harry nagle zmienił całą swoją postawę w swoją normalną. Cały się rozluźnił, jego ramiona zrelaksowały, a całe jego ciało jakby wtopiło się w ciało Louisa. Starszy chłopak uśmiechnął się do siebie czując tak blisko siebie ciało Harrego. Była to bliskość nowa i jednocześnie niesamowicie zaskakująca.
Kiedy udali się w kierunku budki z lodami Louis poczuł jak jego żołądek rośnie na myśl o tych wszystkich smakołykach, które w tym momencie może sobie zafundować? Rożne smaki były prześlicznie wyłożone za grubą szybą, począwszy od zwykłych do nadzwyczajnych.
„Co mogę wam zaoferować skarby? Starsza kobieta zza lady zapytał ich przyjaźnie.
„Emmm-” Louis rozmyślał nad swoim smakiem, mentalnie próbując wszystkich smaków i wybierając najlepszy. „Proszę… o smaku toffi.”
„Oczywiście proszę” Kobieta nabrała wyśmienicie wyglądającą złotą gałkę I umieściła je w rożku. „Co dla ciebie?” Skierowała swoje pytanie do Harrego, kiedy wręczyła Louisowi jego porcję.
Harry popatrzał na nią zszokowany, jego oczy były szerokie. Louis mógł prawie zobaczyć myśli, które w tamtym momencie przechodziły przez jego głowę. Harry nie tylko był zszokowany, ale nie wiedział też, co robić. Louis przewidywał, że chłopak na pewno zawsze wszędzie wychodził ze swoją matką Anne lub z innymi członkami ich rodziny i nigdy nie był sam, a kiedy już tak się stało wiedział, że znajduje się w miejscu które nazywa ‘problemem’.
„Wskaż palcem Hazz” Louis wyszeptał do jego ucha- lub bardziej do niesamowitej ilości jego włosów.
Harry obrócił głowę w kierunku Louisa. Jego oczy wyrażały szok i jednocześnie rozbawienie. Uśmiechnął się.
„Co? Coś zrobiłem?” Louis powiedział w dezorientacji. „No co takiego powiedziałem Haz” Louis wyjęczał.
Harry obdarzył go kolejnym pełnym rozbawienia spojrzeniem, sprawiając że nagle uzmysłowił sobie co powiedział. „A racja- przepraszam Haz wymsknęło mi się” Louis uśmiechnął się głupkowato. „Nie masz nic przeciwko?”
Harry mocno pokiwał głową, zanim obrócił głowę do chłodni z lodami. Jego postawa nie była niespokojna. Można było powiedzieć, że był nawet zrelaksowany, kiedy jednoznacznie wybrał gałkę o smaku malinowym i popatrzał na Louisa dziecinnym spojrzeniem.
„Dobry wybór” Louis pokiwał głową z uśmiechem na twarzy. „Jedną gałkę malinową poprosimy.”
Kobieta wysłał im dziwne spojrzenie, ale utrzymywała uśmiech na twarzy, kiedy nakładała smakołyk na rożek i wręczała ją Harremu. Chłopak nieprzerwanie się jej przyglądał, uśmiechając się z przyjemności.
„3.90 proszę.” Louis wsadził rękę do swojej przedniej kieszeni wyciągając z niej odpowiednią sumę. Kiedy już miał wręczać ją kobiecie, jego ręka została złapana prze inną.
Przyglądając się Harremu z zaciekawieniem, Louis zaprotestował. „Co ty robisz? Ja stawiam!”
Harry rzucił mu spojrzenie, odpychając jego rękę i wyciągając swoją.
„Nie ja płacę. Ja cię zaprosiłem!” Louis powiedział odsuwając rękę Harrego I wrzucił pieniądze w ręce kobiety zanim chłopak nawet zdążył zareagować.
„A teraz chodźmy, chcę iść na wzgórze!” Louis chwycił Harrego w pasie i odepchnął go od sklepu. Kiedy promienie słoneczne ich nagrzewały Louis nagle wykrzyczał „Goń mnie!”
Pobiegł jak postrzelony przed Harrym w kierunku wzgórza. Harry złapał go dość szybko, bo ten zaraz po przebiegnięciu małego dystansu padł z braku energii, dość wcześnie jak na tancerza. Skończyli na tym, że oboje usiedli szczęśliwi naszczycie wzgórza
I to było wtedy, kiedy Louis usłyszał coś, co sprawiło, że jego serce zaczęło bić w niesamowicie szybkim tempie. Jego oczy były na wpół zamknięte, kiedy to usłyszał. Było to coś, czego nie da się wyrazić słowami. Wiedział dokładnie, że jednym uczuć, jakie odczuł to na pewno błogie szczęście. Ten dźwięk był jak muzyka dla jego uszu.
To, co zobaczył to na pewno widok zmęczonych oczu. Były szerokie, cudowne, oszałamiające i błyszczące. Zobaczył stronę Harrego, której nie spodziewał się zobaczyć, a na pewno nie tak wcześnie. Był dumny, ponieważ to właśnie on spowodował taki wygląd Harrego. Louis nie chciał przyjąć do świadomości, że… Boże te zęby były takie perfekcyjnie proste. Tak bardzo chciał dotknąć ich swoim językiem i poczuć- poczekaj, co? Pomijając to… Był to taki szczęśliwe, rozbawione i pełne euforii spojrzenie, którego Louis na pewno nigdy nie zapomni.
To było wspaniałe i to było jedyne słowo, którym można było to wszystko opisać.
Harry Styles właśnie zaśmiał się, tak głośno, przesyłając całemu światu nic więcej jak tylko szczęście, a Louis nie mógł myśleć o niczym innym jak tylko jego wspaniałości.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz