„Harry do cholery, dlaczego założyłeś te buty?! Mówiłam ci żebyś je wyrzucił!” Louis usłyszał słowa Anne, która właśnie weszła do pokoju z pianinem po tym jak poszła sobie na krótką przerwę w pracy do kawiarni. Harry siedział na samej krawędzi krzesła z nogami przyciągniętymi do klatki piersiowej i ze stopami luźno zwisającymi z niego. Anne stanęła za nim spoglądając w dół na jego stare zniszczone tenisówki, a dłonią poprawiła sobie grzywkę.
Ręce Harrego sięgnęły w dół chwytając buty i zaczynając powoli uderzać w zdarty materiał. Podeszwa, która opadała beznamiętnie została podtrzymana przez jego palce- te długie szczupłe palce, które mogłyby sprawiać…
Louis wewnętrznie potrząsł głową, wyrzucając te myśli ze swojej głowy i zamiast skupiać się na tym zainteresował się kłótnią, która właśnie rozgrywała się przed nim. Wzrok Harrego mówił więcej niż słowa. Jego zielone oczy odrywały się, co chwila od wyblakłych butów by spoglądnąć na Anne jakby chciał jej przekazać, że nigdy nie zgodzi się z jej dezaprobatą.
„Louis, Louis, Louis, Louis” Anna wymamrotała „Czy możesz powiedzieć Harremu, że potrzebuje nowych butów? Te są okropne!”
Louis zachichotał głośno, schodząc z miejsca, na którym siedział z Harrym i siadając na ziemi „po turecku”. „Wydaje mi się, że… No nie są w najlepszej kondycji, tak sądzę.” Powiedział taktownie.
Oczy Harrego zrobiły się niesamowicie szerokie. Wyglądały jak zranione. Louis nie potrafił wytrzymać tego wyrazu twarzy chłopaka. Ściskał jego serce tak bardzo, że musiał natychmiast się poprawić. „Ale jeżeli chce w nich nadal chodzić to sądzę, że są w porządku.”
„On ledwie może w nich chodzić! I nie Harry udawaj, że możesz, ponieważ wiem, że potykasz się w nich non-stop-, co? Nie! Widzę, że się potykasz! Widzę to na własne oczy! I nie, nie mów, że potrzebuje okularów, ponieważ jeszcze naprawdę dobrze widzę.” Anne odpowiedziała wyprzedzając protesty Harrego. „ Zaraz po zajęciach idziemy kupić nowe buty i nie pytam pana o zgodę!”
Louis obserwował w rozbawieniu jak Harry przewraca oczami dramatycznie do Anny, po czym bierze w swoją dłoń długopis i kartkę i zapisuje wielkimi literami.
GEMMA
To było jakby nagle duża żarówka zapaliła się w głowie Anne, kiedy nagle przypomniała sobie, o co chodzi z Gemmą.
„O Boże, Gemma! Kompletnie zapomniałam! Nasza comiesięcznica! Cholera pójście na zakupy zrujnuje nam wszystko…” Powiedziała beznamiętnie. Wyraz twarzy Harrego był totalnie rozbawiony bardziej niż zwykle. Louis mógł zobaczyć w jego zachowaniu zadowolenie z samego siebie. Z to zaniepokojony wyraz twarzy Anne był okropny. Wyglądała tak jakby toczyła ze sobą wewnętrzną walkę, rozmyślając nad tym jak najlepiej rozwiązać tę sytuację.
„A może ja mógłbym pójść z Harrym na zakupy?” Louis powiedział niepewnym tonem.
Głowa Anne odwróciła się w jego kierunku, a nawet bardziej musiała się nachylić żeby popatrzeć błyszczącymi z zadowolenia oczami na twarz chłopaka siedzącego na ziemi. „Mógłbyś?” Zapytała z nieukrytą nadzieją.
„Oczywiście.” Louis odpowiedział nonszalancko.
„Naprawdę nie masz nic przeciwko, Louis, nie chcę żebyś czuł się naciskany albo coś w tym stylu..”
„Nie naprawdę zrobię to z przyjemnością. Będzie miło spędzić trochę więcej czasu z Hazzą” Louis powiedział słodko, rumienieć rozświetlił jego policzki. Zauważył, że na policzkach Harrego również pojawiają się wypieki. Dyskretny komplement i użycie nowego zdrobnienia zaburzyły wewnętrzny spokój Harrego.
Anne sama wyglądała jakby miała wybuchnąć śmiechem po wypowiedzi Louisa, a on nie był pewien, dlaczego. Perfekcyjny uśmiech wymalował się na jej twarzy, a w kącikach jej oczu pojawiły się maleńkie zmarszczki. Jej dłonie zaczęły wachlować jej twarz. Wyglądało to jakby była jednocześnie niesamowicie szczęśliwa i wdzięczna. Jej wzrok utkwił pomiędzy Harrym i Louisem. Odnalazł jedynie brak reakcji chłopaka z lokami, kiedy Louis wypowiedział tamte słowa ze zrelaksowaniem.
„Co? Mam coś na twarzy?” Louis zapytał ze zdziwieniem, kiedy Anne wpatrywała się w n niego nieustannie.
„Haz?” Powiedziała pytająco.
Louis zarumienił się ciemno różowym rumieńcem i skulił głowę żeby ukryć swoje zmieszanie. „Przepraszam to mi się tak wymsknęło.” Zamrugał.
„Nie, nie przepraszaj! To urocze.” Anne powiedziała z uśmiechem. Jej dłoń powędrowała do loków Harrego i poczochrała je dla zabawy. Jednak jej humor pogorszył się, kiedy jej syn odsunął się od niej jak najdalej potrafił po tej akcji. W jej zachowaniu pojawiło się spięcie.
Anne odchrząknęłam ze zmieszaniem, starając się jakoś przerzedzić i tak już gęstą atmosferę. Może było to przez niechęć Harrego do fizycznych kontaktów z ludźmi albo przez to, że nie chciał żeby robiła to przy Louisie.
„Jesteś pewien, że chcesz to zrobić Louis?” Zapytała powtórnie.
„Jestem pewny! Idź i baw się dobrze z Gemmą. Zostaw nas z Harrym a my w zamian spędzimy razem nasz „czas tylko dla facetów”.”
„Sądzę, że właśnie tak będzie, muszę przestać się tak denerwować wszystkim.” Anne zachichotała. „Dobra, postaram się wrócić szybko. Zadzwońcie do mnie ja skończycie, dobrze? Macie nawzajem swoje numery, więc gdybyście się pogubili to mam przynajmniej pewność, że się odnajdziecie, prawda Harry? Dobra widzimy się później!” Anne powiedziała głośno patrząc na swój zegarek.
Po ‘dziwnym’ uścisku z Harrym I bardziej komfortowym z Louisem, Anne wybiegł z pokoju. Louis obserwował jak powoli jej sylwetka robi się coraz mniejsza aż w ogóle zniknęła, po czym obrócił się do swojego partnera na ten dzień. Kiedy popatrzał na niego, zauważył, że ten pisze coś na kartce, na której poprzednio napisał GEMMA.
Czas tylko dla facetów? Naprawdę?
Harry napisał unosząc brwi.
„Tak! A co w tym złego?!” Louis wyjaśnił w odpowiedzi.
Czas tylko dla facetów?
Harry po raz drugi napisał na papierze zaznaczając słowo „facetów”. Uśmiech pojawił się na jego twarzy. Mały gest, który pokazywał wszystkie jego emocje.
„Co masz na myśli pisząc „czas dla facetów”?” Louis zapytał denerwując się tym, dlaczego Harry aż tak podkreślał słowo „facetów”.
Nie chcę cię urazić, ale ty nie jesteś jednym z tych najbardziej męskich chłopaków, prawda? A „czas dla facetów” w to powinno być właśnie coś w ten deseń… a nie zakupy.
Louis popatrzał na Harrego z drwiną jednak nie potrafił powstrzymać uśmiechu, który cisnął mu się na usta. „Sądzę, że to prawda, ale i tak można to tak nazwać! Obydwoje jesteśmy chłopakami, więc dlaczego nie możemy nazwać swojego wspólnego czasu czasem tylko dla facetów. I proszę cię ni używaj mojej orientacji przeciwko mnie! Musze ci powiedzieć, że to niesamowita umiejętność być tak kobiecym jak ja.”
Tak kobiecy, nie męski; dziewczyna nie chłopak. Męskim czasem można nazwać siedzenie przed telewizorem i oglądanie meczu z piwem i pizzą w dłoni. Nie pomijając tego, że siedzisz w bokserkach. Ale żadnych zakupów…
„Dobra możemy to robić, jeżeli to twoja definicja „czasu tylko dla facetów”. Podporządkuję się.” Louis zasugerował delikatnie.
Nie dziękuję. Wydaje mi się, że moja mama zabiłaby mnie gdybym powiedział jej, że znowu nie kupiłem nowych butów, a do tego jakby dowiedziała się, że piję…
Louis popatrzał na zdanie żeby przekonać się, że dobrze przeczytał. Szczerze rozumiał tą część z nowymi butami, ale tą o piciu? Czy Harry nigdy nie pił?
„Poczekaj… ty nie pijesz?” Zapytał z ciekawości.
Nie. Nigdy. Dlaczego pytasz, jest w tym coś złego?
Louis popatrzał na Harrego trochę zmeszany. On naprawdę nigdy nie pił? „Nie, nie ma w tym nic złego. Po prostu nie słyszałem o nikim w twoim wieku kto jeszcze nie pił… No może to dlatego że pochodzę z Doncaster, wiesz jeżeli o to chodzi to jest różnie w różnych miejscach. Jeżeli mogę się zapytać nie pijesz bo nie chcesz czy nie pozwalają ci”
Harry zawahał się z odpowiedzią.
Wydaje mi się że jedno i drugie. Moja mama obchodzi się ze mną jak z jajkiem i zawsze mówiła mi o tym jakie picie jest złę i szkodliwe dla takich młodych ludzi jak j. Wydaje mi się że to właśnie on wykształciła we mnie taką postawę. Znaczy wiesz jeżeli ktoś mnie poczęstuje to nigdy nie odmawiam, ale raczej jeszcze nigdy nie poszedłem sam do sklepu i nie kupiłem sobie alkoholu, wiesz co mam na myśli?”
„Rozumiem, o co ci chodzi. Sądzę, że masz bardzo dobrą postawę. Masz zasady, którymi żałuję, że nie kierowałem się w twoim wieku- Kurwa, to już ta godzina? Naprawdę musimy się pospieszyć Haz zanim zamkną nam wszystkie sklepy, chodź!” Louis zaczął delikatnie, ale jego ton stał się wyższy w momencie, kiedy popatrzał na godzinę w swoim telefonie. Podniósł się szybko, chwycił Harrego w pasie i szybko pociągnął za sobą w wychodząc z pokoju.
Chodzili po sklepach od ponad godziny bez żadnego sukcesu. Wszystko, co wybrał Louis był dla Harrego albo za bardzo ekstrawaganckie albo zbyt proste. Nie mogli znaleźć niczego po środku.
Louis musiał oczywiście zatrzymać się przy sklepie gdzie sprzedawali różowe zielone i żółte niezachodzące za kolano spodnie, które prawdopodobnie były dla mężczyzn, chociaż kolor niezbyt pasował do normalnego mężczyzny. Obserwując jak Harry stara się delikatnie pokazać mu, że nie są w jego typie niesamowicie rozśmieszał Louisa szczególnie wtedy, kiedy chłopak prawie namówił go do tego żeby je przymierzył. Louis nie wytrzymał i wybuchnął śmiechem na cały sklep. Harry zarumienił się niesamowicie, kiedy wszystkie pary oczu wbiły się w ich i chociaż śmiech Louisa był melodią dla jego uszu to to zainteresowanie było raczej niechciane przez niego. Wyleciał ze sklepu a prędkością światła.
Louis położył rękę na plecach Harrego w geście przepraszania, pociągając go ze sklepu z bardziej nadzwyczajnym obuwiem do takiego z mniej ekstrawaganckim stylem. Rumieniec powoli znikał z policzków Harrego, nawet, jeżeli Louis błagał o to by został trochę dłużej, ponieważ był bardzo ujmujący.
Przeszli jeszcze po kilku sklepach bez jakiegokolwiek sukcesu. Pracownicy byli porozrzucani po całym sklepie, pewnie, dlatego że mieli już dość dzisiejszego dnia pracy i chcieli się jak najszybciej znaleźć w domach. Było tam kilku klientów przeszukiwali półki wybierali potencjalne pary i kładli na ziemi żeby porównać z parą prawie identyczną. Louis i Harry spacerowali sobie po tym sklepie rozglądając się po półkach butów, które nie były odpowiednie.
Louis westchnął, kiedy jego oczy przeskanowały sklep i zatrzymały się na znajomym regale. Wymruczał do Harrego coś w stylu jestem tam i pobiegł do półki, na której znajdowały się nowe wzory Tomsów. Jego palce dotykały ich w zachwycie.
W międzyczasie Harry oglądał półkę z Conversami kiwając jednocześnie na pary butów, który nie były zbyt ekscentryczne ani zbyt zwykłe. Jego oczy znalazły parę zwykłych białych lo conversów, które były wystarczające i nie odbiegały drastycznie od normy. Podniósł jedną parę spoglądając na nie.
Nagle ktoś niskim głosem zapytał go sprawiając, że aż podskoczył. „W czym mogę pomóc?” Niechlujny mężczyzna powiedział zachrypłym głosem.
Pracownik był raczej zaniedbany. Jego włosy były niechlujnie ułożone, twarz miał zarośniętą jakby rano zapomniał, do czego służy maszynka do golenia. Oczy Harrego zważyły się, kiedy przyglądał się jego dżinsom spuszczonym do kolan oraz butom, które były nawet w gorszym stanie niż jego. Jego żołądek ścisnął się w kłębek, kiedy popatrzał jeszcze raz na jego owłosioną twarz. Odwrócił wzrok starając się jakoś uniknąć patrzenia na niego.
Zapominając o tym, że mężczyzna mógł zobaczyć jego „ wycofanie się” Harry uświadomił sobie również, że nie wiedział, co powiedział do niego ten chłopak.
„Popatrzy, powiedz mi tylko swój rozmiar buta a ja ci go podam.” Powiedział ostrzej.
Harry patrzał na niego nie pewny tego, co ma zrobić. Jego oczy były szerokie i spanikowane. Mógł poczuć, że jego serce bije dziesięć razy szybciej. Jego oddech był ciężki a jego myśli krążyły wokół myśli, że nie wie, co ma teraz zrobić.
Wdech. Relaks. Wdech. Relaks. Wdech. Relaks.
Kontynuował swoje ciężkie i krótkie oddechy.
„Hej? Jest tam ktoś?” Mężczyzna powiedział udając, że puka w niewidzialne drzwi znajdujące się przed Harrym.
Oczy Harrego błądziły po ścianie znajdującej się za mężczyzną.
Usta chłopaka były idealnie ściśnięte ze sobą. Nie poruszał się.
„Łał. Co kurwa jest z tobą nie tak? Wszystko, czego chcę to ci pomóc.” Ton głosu chłopaka podniósł się z powodu braku odpowiedzi Harrego.
Harry chciał żeby ten facet go zostawił.
Chciał żeby odszedł i pozwolił Harremu uciec z tego sklepu.
Nie wiedział, co ma robić. Mężczyzna żądał odpowiedzi i nie zostawiał tematu. A w pobliżu nie było nikogo, kto mógłby mu pomóc.
„Jesteś jakimś świrusem, który nie może mówić czy coś w tym sensie?” Mężczyzna prawie wykrzyczał. Jednak wskazywała na to bardziej jego twarz niż wysokość jego tonu.
To przerażało Harrego.
Bardzo.
Starając się powstrzymać jakoś jego uderzenie serca na sposób, w jaki ten mężczyzna wypowiedział ‘świrus’, słowo, które Louis pomagał mu wyrzucić ze swojej podświadomości, Harry nie wiedział, co ma robić.
Nagle, jakaś dłoń dotknęła jego ramienia. Harry odskoczył. Jego głowa obróciła się w prawo w szoku, jego oczy były szerokie i aż iskrzyły strachem. Największe otumanienie już minęło a kiedy zobaczył, że Louis stoi tam poczuł się bardziej zrelaksowany, ponieważ wiedział, że ktoś mu pomoże.
„Co się tu do cholery dzieje?” Louis zapytał surowo mężczyzn.
„Kurwa ten koleś nie mówi!” Mężczyzna wyjaśnił, jego paskudna twarz wykrzywiła się w zniesmaczeniu. Jego brzydkie palce wskazały na Harrego oskarżycielsko. Natychmiast Louis stanął przed nim. Jego ręce chwyciły Harrego w akcie chronienia go.
„I?! Co to ma do czynienia z tobą?!” Louis odpowiedział.
„Zaoferowałem mu pomoc a on jej nie wziął! To kurwa jest niegrzeczne!” Mężczyzna wykrzyczał.
„Nie, wiesz, co ja uważam, że jest niegrzeczne to jak go traktujesz! Ty jesteś jedynym chujem tutaj, nie on!” Twarz Louisa zrobiła się czerwona ze złości.
„W jakim sensie jestem chujem? On mnie tutaj ignoruje!” Mężczyzna odpowiedział.
„On nie ignoruje cię! Jeżeliby cię ignorował, nie stałby tutaj, ponieważ już dawno wyszedłby z tego sklepu, czy twój maleńki mózg tego nie rozumie?!”
„Dobra on nie odpowiada mi a to tak samo jakby mnie ignorował!”
Harry chciał krzyczeć. Chciał krzyczeć żeby przestali.
„To nie jego pieprzona wina, że nie odpowiada! On nie wybrał sobie tego że ma mutyzm! Nie wybrał sobie tego, że nie może mówić!” Louis wydarł się a jego głos rozniósł się po cichym sklepie. „On nie chciał żebyś uważał, że go ignorujesz, jednak czasami tak wychodzi, ponieważ on tego nie rozumie. Ale to nie robi z niego świra czy wariata, to robi z niego prawdziwą osobę. To robi z niego lepszego i bardziej wartościowego człowieka niż ty, ponieważ on ma uczucia. W przeciwieństwie do ciebie on on troszczy się o ludzi. Nie przejmujesz się uczuciami ludzi tym czy ich przerażasz czy krzywdzisz. To twoja praca, prawda?! Krzyczenie na młodych chłopaków i przerażanie ich do momentu aż się nie załamią. Mogę się założyć, że to kochasz! Jesteś chorym dupkiem!”
Głośny ton Louisa rozniósł się po całym sklepie. Jego twarz była wykrzywiona i czerwona. Rękami nadal trzymał Harrego w pasie i oplótł go nimi sprawiając, że ten nie mógł się ruszać, nikt nie mógł go skrzywdzić.
Kiedy mężczyzna stał w szoku y szeroko otwartymi oczami, Louis wysłał mu ostatnie oskarżycielskie spojrzenie zanim chwycił Harrego w pasie. Wyszedł ze sklepu wściekły unikając spojrzeń pracowników czy innych klientów.
Kontynuował maszerowanie do momentu aż nie opuścił centrum handlowego i nie wyszedł na świeże powietrze. Louis usiadł opierając się o budynek i nie przejmując się niedopałkami, na których usiadł. Oddychał głęboko pozwalając na żeby chłodne powietrze powoli ochłodziło jego płuca. Jego oczy były mocno zamknięte starając się oddzielić od wszystkiego, co mogło zaburzyć jego pracę nad uspokajaniem siebie.
Po kilku minutach usłyszał, że coś zsuwa się w dół po ścianie. Otwarł oczy i delikatnie obrócił głowę. Zauważył, że Harry siedzi obok niego.
„Przepraszam” Louis powiedział cicho. „Nie chciałem żeby tak wyszło, jestem po prostu wściekły na tego człowieka i-”
Ramiona Harrego uniosły się delikatnie. Jedna ręka powędrowała za głowę Louisa a druga za ramię. Ciepło chłopaka połączyło się z ciepłem ciała Harrego. Jego głowa leżała na klatce piersiowej chłopaka z loczkami.
Louis nie musiał przepraszać, ponieważ wiedział, że wszystko właśnie w tym momencie zostało mu wybaczone.
Uwielbiał znajdować się w objęciach Harrego. Tak, to było trochę dziwne i nie do końca otwarte. Można było wyczuć, że Harry nie czuł się z tym do końca zrelaksowany, ale i tak było w tym coś, co można było z pewnością nazwać komfortowym ciepłem a nawet i czymś więcej. To było takie silne. Silne I zdrowe. Ale jednocześnie również spokojne I delikatne. Louis poczuł, że serce Harrego biło szybko. Podobało mu się to.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz