Sobota 11
Ciepło promieniowało po klatce piersiowej Louisa, który ubrany był w cienki podkoszulek w paski, kiedy leżeli na trawie. Okulary spoczywały na jego nosie, a jego twarz, na szczęście, nie musiała być pokryta kremem przeciwsłonecznym. To było zmorą jego życia, konieczność smarowania nim skóry swoich sióstr, każdego dnia na wakacjach, stała się wystarczającym powodem do tego, aby nie używać go już nigdy . Szczególnie wtedy, kiedy nalegały, aby wysmarował im praktycznie całe ciało.
To było dziwne że ten dzień był taki ładny, kiedy poprzedni nie przyniósł niczego innego jak tylko deszcz, zachmurzone niebo i burzę. Louis postanowił wykorzystać w pełni taką piękną pogodę, zabierając Harry’ego znowu do parku.
To przypomniało mu jak pierwszy raz razem wyszli, wtedy, kiedy zdarzył się ten cały incydent w barze. Ich lody już były zjedzone, a żołądki rozpływały się w kremowej rozkoszy, która jednocześnie sprawiła, że ręce Louisa były brudne. Nie chcieli udawać się na wzgórze w taki dzień jak ten, dla Anglii – bardzo upalny, więc zajęli miejsce obok fontanny pod dużym dębem, który dawał im chłodny cień. Do końca jednak nie powstrzymało to promieni słońca, które delikatnie ogrzewały niektóre części ciała Louisa. Nie sięgały jednak Harry’ego, który znajdował się bliżej pnia drzewa.
Louis patrzał na chłopaka podpierając się o drzewo. Nogi miał wyprostowane i skrzyżowane w kostkach, ręce zaś złożone razem. Jeden promień słońca przedostawał się przez liście i oświetlał część okularów, nosa i kącik jego ust. Jego mleczna skóra nie była rozpromieniona. Nie była ona oczywiście całkowicie blada, ponieważ w pewien sposób lśniła, kiedy padało na nią słońce.
Jego ubiór nie był do końca przystosowany do tak słonecznego dnia jak ten, jednak Louis nie zwracał mu przez to zbytniej uwagi, ponieważ chłopak ubrał się do temperatury jaka panowała w klimatyzowanym pomieszczeniu z pianinem. W głębi siebie Louis pragnął, aby zrobiło się tak ciepło, by jego przyjaciel musiał ściągnąć z siebie tę koszulkę z Ramones i ukazać ten długi, nieziemsko długi, nęcący, warty ściskania, zostawiania czerwonych śladów, masowania, liz- kurwa, udajmy że to się nie zdarzyło.
Wyglądał na tak spokojnego, zabrzmiało to trochę jakby był martwy , ale naprawdę tak wyglądał. Nie mógł nawet powiedzieć, kiedy jego oczy były zamknięte, a kiedy otwarte, ponieważ znajdował się za Ray Banami. Wyglądał prawie jak jakaś gwiazda rocka, która leniuchowała przed ciężkim występem. Dziko ułożone włosy dodawały mu wyglądu i dopełniały ubranie. Nagle w jego głowie pojawił się Harry w eyeliner’rze. Bardzo podobał mu się ten obrazek. Może nawet za bardzo. Ale naprawdę , w sposób w jaki czarne kreski połączyłyby się z jasną zielenią jego oczu było czymś, czemu nie można było się oprzeć.
Jego policzki stale były zaróżowione, a myśli odpływały razem z nimi, w momencie, kiedy Harry ściągnął okulary i popatrzał na niego z zainteresowaniem. Uśmiechając się od ucha do ucha, Louis pomachał entuzjastycznie do niego, starając się wyrwać Harry’ego z myśli o tym, że chłopak w tym momencie prawie rozbierał go wzrokiem. Szybko dostosował się do pozycji Harry’ego i usiadł tak jak on.
- Więc - Louis powiedział, obracając twarz do Loczka i ściągając okulary, które schował do torby chłopaka.
Harry zrobił to samo i uśmiechnął się promiennym uśmiechem.
Zaraz po tym Louis zauważył małą budkę z zimnymi napojami i natychmiast poczuł jak bardzo jest spragniony. – Idę po coś do picia. Kupić ci coś?
Harry zaprzeczył ruchem głowy, wyciągając w połowie wypitą butelkę wody ze swojej torby. Louis pokiwał głową, rzucając w kierunku Harry’ego szybkie „zaraz wrócę” i udał się do budki.
Powrócił po niecałych kilku minutach, jego kieszenie były cieńsze o jakieś 2 funty, ale za to w rękach trzymał zimne piwo. Usiadł obok chłopaka biorąc długiego łyka, rozkoszując się mocnym smakiem który spływał po jego gardle. Cały czas czuł na sobie spojrzenie, które patrzyły w skupieniu.
- Och, nie masz nic przeciwko? Wiem że nie pijesz, więc zrozumiem jeżeli nie będziesz chciał, abym pił w twoim towarzystwie… - Louis zapytał. Harry jednak zaprzeczył zdecydowanie głową. Spojrzenie Louisa było ciekawe i zainteresowane, kiedy popatrzył na Harry’ego, na co on westchnął i pokazał ręką, że nie o to mu chodzi.
- Powiedz mi o czym myślisz. - zaproponował, wyciągając z torby Harry’ego notatnik, który zabrali z pokoju. Położył go razem z długopisem na kolanach chłopaka i uśmiechnął się triumfalnie, na co Harry westchnął i otworzył notatnik.
Zastanawiałem się tylko jakie to jest, tak ogólne…
Brwi Louisa delikatnie się zmarszczyły. – Co masz na myśli? W sensie że smak? – Zapytał, ruszając delikatnie butelką przed oczami Harry’ego. – Bo jeżeli chcesz, to możesz spróbować, nie mam nic przeciwko. - Przysunął butelkę bliżej ust Harry’ego, nie zważając na to że praktycznie dotykała ona jego ust. Harry zmarszczył nos i odsunął od siebie butelkę, znów chwytając notatnik.
Nie, nie o to mi chodziło. Miałem na myśli jak to jest się upić.
- Och… - Louis powiedział delikatnie. – Nigdy się nie upiłeś? - jego głos nie był protekcjonalny, bardziej delikatny i pytając.
Harry popatrzał na ziemię, przygryzając wnętrze swych policzków.
- Chcesz żebym powiedział Ci, jak to jest? Tego chcesz?
Chłopiec podniósł długopis i szybko nakreślił coś na papierze.
Proszę.
Spojrzał w górę, a jego zielone tęczówki zalśniły w słońcu. Jego uśmiech nie był wypełniony żalem, jednak nie był również szczęśliwy. To było troszkę tak, jakby był onieśmielony swoim brakiem doświadczeń z alkoholem. Nie czuł się dobrze z tym, że nigdy nie zachowywał się ja normalny nastolatek. Ale Louis nie lubił normalnych: lubił Harry’ego.
- Ja… Nie ma w tym niczego specjalnego. Jeżeli mam być szczery picie nie ma wielu zalet. Mam na myśli, zapominasz co robiłeś, jeżeli naprawdę się upijesz, budzisz się z okropnym bólem głowy, a sam alkohol smakuje jak gówno. Ale wiesz, chodzi tylko o tą przyjemną fazę zaraz po wypiciu. Może też chodzi tylko o fakt, że jest niezdrowy. Wiesz, następnego dnia będziesz czuł się jak totalne gówno i wiesz ze prawdopodobniej zrobisz coś głupiego. Jednak jest to sposób na to, by odciąć się w pewien sposób od swoich problemów, chociaż na chwilę, więc dlatego nadal piję. Jeżeli mam być szczery, żałuję że tak wcześnie zacząłem pić. Nie byłem oczywiście niedorzecznie młody, ani nic z tych rzeczy, tylko wydaje mi się, że przez to teraz nie jest to aż tak ekscytujące. Więc nie straciłeś zbyt wiele, nadal masz czas . Nawet nie jesteś pełnoletni, więc twój pierwszy drink w wieku 18 lat będzie bardziej ekscytujący od mojego.
Harry siedział chwilę w zamyśleniu. Jego oczy wędrowały po kartce w momencie kiedy Louis mówił.
Sądzisz, że nie zjebałem tym swojego dzieciństwa? Ja tylko… Ja widzę jak wszyscy w moim wieku właśnie żyją w ten sposób, w sensie imprezują w każdy weekend i opijają się. Czuję się trochę, jakbym coś stracił.
- Co - nie Hazz, oczywiście że nic nie straciłeś! Nawet tak nie myśl, okej? Twoje życie jest tak samo dobre jak ich, a może nawet i lepsze, ponieważ Ty nie spędzasz każdej niedzieli przytulając się ze swoją toaletą i wypluwając sobie żołądek. Naprawdę, masz jeszcze tyle czasu żeby tego spróbować. Oni robią to tylko po to, aby wyglądać na fajnych, a tak naprawdę są tego całkowitym przeciwieństwem. Jak teraz na to patrzę, to w momencie, kiedy zacząłem pic wyglądałem jak totalny pozer.
Harry zaśmiał się na wspomnienie młodszego, pijanego i zachowującego się głupio Louisa. Jednak nawet takie myśli nadal sprawiały że był on wspaniały, dużo lepszy od wszystkich innych nastolatków.
Chłopak wydawał się czuć bardziej swobodnie. Napisał coś na papierze jednak zaraz po tym, jego oczy rozświetliły się i spojrzał na Louisa, po czym znów na kartkę. Rumieniec pojawił się na jego twarzy.
- Oj. - Louis zaprotestował, kiedy Harry próbował wykreślić to co napisał. Jego sprzeciw podziałał na akcję Harry’ego, który popatrzył na niego swoimi pięknymi oczami. Louis wykorzystał ten brak koncentracji chłopaka na swoją korzyść. Rzucił się na Harry’ego (dobrze że najpierw odłożył butelkę z piwem na bok) i starał się odebrać mu kartkę. Chłopak szybko zareagował i zaczął mocować się z Louisem, jednocześnie trzymając notes. Niestety nogi chłopaka z rozmierzwionymi włosami, zaplotły nogi Harry’ego, a swoimi dłońmi zaczął go delikatnie łaskotać sprawiając, że książka wyleciała z jego rąk.
Wciąż siedząc na Harrym, podniósł sobie kartkę bliżej oczu i przeczytał.
Kupisz mi mojego pierwszego, legalnego drinka?
Harry zarumienił się niesamowicie pod Louisem. Może było to spowodowane pozycją w jakiej leżał lub zawstydził się słów, które napisał.
- Hazz. - Louis powiedział bez żadnej drwiny, jednak z radością i w niedowierzaniu. – Naprawdę tego chcesz?
Harry patrzał na Louisa zastanawiając się nad tym, czy powiedzieć prawdę czy też nie. Jego oczy wpatrywały się w liść drzewa, które znajdowało się nad nimi poszukując odpowiedzi. Wzruszenie ramionami było wszystkim co wykonał. To nie było ani tak ani nie. Harry starał się tym gestem zasłonić to co działało się teraz w jego głowie, która wręcz krzyczała tak, tak, tak.
- Dobrze… jeżeli chcesz, to będzie dla mnie zaszczyt.- Louis powiedział dyplomatycznie, nie chcąc pokazać Harry’emu co tak naprawdę widzi w jego oczach.
Te oczy znów zdradziły go, nawet jeżeli nie patrzał centralnie w nie. Ujawniły światu radość i entuzjazm tego chłopaka. Uśmiech powoli stawał się szerokim i zaczął pokazywać piękne zęby Harry’ego na co Louis chał przejechać swoim językiem po – Boże, nie… znowu. Już po prostu nie kontroluje swoich myśli.
A potem Louis przypomniał sobie, że nadal siedzi na Harrym. Nie chciał nadużyć tego, że chłopak pozwolił mu zająć miejsce na swoich biodrach. Nie chciał, aby poczuł się niekomfortowo, a jednocześnie sam nie chciał, żeby przytrafiło się to jemu, dlatego właśnie zszedł z chłopaka i usiadł ze skrzyżowanymi nogami obok niego.
Nie zauważył małego promyczka zawodu w oczach Harry’ego, gdy to zrobił. Na jego czole pojawiła się zmarszczka, a palce delikatnie drgnęły jakby nie chciał puszczać chłopaka.
- Usiądź. – Louis zaproponował, chwytając rękę Harry’ego by pociągnąć go do pozycji siedzącej. Tym razem Louis nie przegapił rumieńca na twarzy chłopaka. Udał jednak że nic nie zauważył, choć na jego twarz cisnął się uśmiech.
- Powiedz mi, co chcesz wiedzieć.- powiedział oddając notatnik Harry’emu.
Harry odebrał go i chwilę zastanawiał się nad pytaniem trzymając końcówkę długopisu w ustach.
Opowiedz mi o swojej osiemnastce.
- Moja osiemnastaka? Naprawdę nie była jakaś szczególna. Moje urodziny są w Wigilię, więc moja mama nie pozwoliła mi pić. Dlatego poszedłem sobie jedynie z Zaynem do pobliskiego baru na jednego drinka, ale nie było to czymś wyjątkowym, gdyż barman sprzedawał nam alkohol już od momentu jak skończyliśmy 17 lat.
Och… A twoje 19 urodziny?
Twarz Louisa rozświetlił uśmiech. – Moje 19 urodziny były już o wiele lepsze, uwierz mi. To nie było dokładnie w moje urodziny, tylko około nowego Roku, kiedy świętowaliśmy . Ja, Zayn, Liam i Niall pojechaliśmy do Magaluf, o mój Boże, to był najlepiej spędzony czas w moim życiu. To było zupełnie coś niespodziewanego, ponieważ nie wiedziałem o wyjeździe, aż do dnia, w którym mieliśmy się na niego udać. Jeżeli mam być szczery to byłem nawet trochę smutny, bo chłopaki udawali że nie pamiętają o moich urodzinach. Potem jednak dostałem dla mnie bilet i było wspaniale. Dużo piliśmy. Każdej nocy byliśmy zalani w trupa. Tańczyliśmy, pływaliśmy nago-
Oczy Harry’ego otworzyły się w szoku.
Pływanie nago?!
Louis zaczął się śmiać. – Wiem. Byłem zalany w trupa, tym bardziej się dziwię dlaczego to pamiętam. Ale to było świetne. Nie wiem dlaczego to zrobiłem. Byłem tam tylko ja i Zayn i to było takie… zabawne. Było tak zimno, że chyba sobie odmroziłem fiuta, ale i tak było wspaniale.
Harry wybuchnął śmiechem w momencie kiedy Louis skończył, a jego przyjaciel zrobił to samo. Głowę odchylał do tyłu, a usta wykrzywione były w najszerszym uśmiechu jaki można było kiedykolwiek zobaczyć. Chwilę się pośmiał, po czym powoli zaczął się uspokajać najprawdopodobniej starając się wyrzucić wspomnienie o tym co robił Louis z głowy.
- Po prostu skończmy temat. - Louis zachichotał. Nie żeby miał jakiś problem z tym, że śmiech Harry’ego był skierowany w jego stronę.
Co jeszcze tam robiłeś? Oprócz pływania nago…
- W porządku, pozwól mi pomyśleć… Nie przypominam sobie o niczym szczególnym. Aaaaa… Wiem!!! Miałem swoją wakacyjną miłość. – Louis zamrugał.
O naprawdę? Opowiedz mi o nim!
- Był naprawdę nudny, jeżeli mam być szczery. Ale w tamtym momencie wszystko czego potrzebowałem, to dobrego seksu, więc zbytnio nie przejmowałem się tym jak się z nim rozmawia. Spotykaliśmy się każdej nocy w klubie i robiliśmy to co nakazywała nam matka natura. Tak na to teraz patrząc to nie była jednak wakacyjna miłość. Bardziej coś w rodzaju seks znajomości. To nie brzmi dobrze, prawda?
Harry się rumienił, kiedy pisał następne słowa. Delikatnie przygryzał swoją wargę. kiedy podawał Louisowi swój notatnik.
Lubię wakacyjne miłości. Są takie słodkie…
Louis chciał teraz zrobić coś na rodzaj „awww” Jednak się powstrzymał. – Moja nie była słodka. Szybki seks na leżaku nie był najbardziej romantyczną rzeczą na świecie. – Razem z Harrym delikatnie się zaśmiali.
Ale wiesz, mam na myśli, że ja nie poderwałbym kolesia, który był tak nudny jak twój, oczywiście.
Oczy Louisa stały się szersze po tym jak przeczytał kilka razy zdanie, które Harry mu napisał. Zawiesił się nad jednym słowem: koleś. Nie potrafił wydobyć z siebie słowa. – Kolesia?
W tamtym momencie, Harry naprawdę się zarumienił. Jego policzki były nieziemsko różowe, a sam starał się jakoś zakryć je w swoich rękach. Pokiwał głową w potwierdzeniu, a Louis uśmiechnął się uspokajająco, jakby starał się powiedzieć że wszystko w porządku. Zawsze będzie w porządku. Był przecież z pewnością najbardziej gejowską osobą, jaką spotkał na swojej drodze Harry, więc niebyło rzeczy we wszechświecie, dzięki której chłopak miałby traktować go jakoś inaczej niż przedtem.
Oczywiście nie chciał aby wydostało się to z jego ust, jednak to się stało. Louis był trochę zszokowany, ale szczęśliwy. Ta sytuacja była spokojna i raczej niezbyt ponaglająca. Nie sprawiła, że wyznanie było zbyt ciężkie albo wielkie, po prostu wydostały się - hipotetycznie z ust Harry’ego jak gdyby były to zwykłe słowa. To musiało być prostsze dla chłopaka. Powiedzenie mu tego teraz i w takiej sytuacji, więc Louis był szczęśliwy że wszystko już było jasne. Plus to znaczyło że jego zauroczenie nie było skierowane całkowicie do chłopaka, który był heteroseksualny.
Dobra zostawmy ten temat. Czy Magaluf było najdalszym miejscem w które pojechałeś? W sensie że pobawić się..
- Tak to był jedyny raz. Nie mogę sobie teraz na to pozwolić. Dziwi mnie, że chłopaków na to stać. Jest tam dość drogo, te wszystkie drinki i w ogóle… Ale zapłacili za mój bilet i za wszystko. Mógłbym wyjechać do Londynu , dałbym jeszcze radę zebrać na to pieniądze, jednak za granicę mnie nie stać. A Ty chciałbyś pojechać? W sensie podróżować po to by chodzić do klubów, oczywiście jeżeli byś pił.
Nie, prawdopodobnie nie. Znaczy nie chcę, żebyś źle mnie zrozumiał. Kocham podróżować do innych krajów na wakacje na przykład, ale nigdy dla jednego celu. Znaczy nie wiem, ale czy jest jakaś różnica pomiędzy chodzeniem do klubów tutaj, a na przykład w innym państwie… Czy to jakieś specjalne?
- Niezbyt. Prawdopodobnie jedyną różnicą jest cena. Wszyscy znajdują się w tych miejscach, żeby dobrze się bawić, więc w sumie to nie jest to ani trochę lepsze. Jeżeli jedziesz tam tylko po to, aby się upić to równie dobrze możesz to zrobić w naszym klubie. Clubbing to clubbing; pijesz, tańczysz i znów pijesz. – Louis westchnął nonszalancko.
Czy dlatego to lubisz. Taniec i cała ta reszta? Czy lubisz to jedynie dzięki temu uczuciu, które towarzyszy się podczas niego?
Louis chwilę myślał nad odpowiedzią. Tamten taniec nie był do końca tańcem, pomijając to show, które pokazał ostatnim razem; zazwyczaj tego nie robił. – Wydaje mi się że tak, ale wiesz to nie to samo, czy to w ogóle ma jakiś sens? Tańczenie na scenie jest czymś innym. To jest jak rutyna, w którą wkładasz całe serce, a w klubach to bardziej takie… surowe. Nie musisz się zbytnio przykładać. To alkohol daje Ci luz, a nie tanieć. To zabawne, ale jednocześnie nie takie same, rozumiesz? To tak jak inaczej się czujesz w momencie, kiedy grasz na swoim i na kogoś pianinie. Kiedy ja gram na twoim brzmi ono dobrze, w całości, a na moim już nie jest tak samo.
Oczy Harry’ego były szerokie w momencie, kiedy patrzył na Louisa, starając się pomóc mu wyjaśnić jakoś jego więź z jego własnym pianinem.
- Tak przypuszczam, że lubię go.- Louis odpowiedział z uśmiechem i pokiwał głową. Harry zrobił to samo szczęśliwy, kiedy zrozumiał, a to zaś sprawiło że serce Louisa zabiło szybciej. - To zależy od sytuacji.
Harry energicznie pokiwał głową. Nagle jakby całe ciało Harry’ego zamarło, a jego uszy wbiły się w otoczenie. Cała jego uwaga zwrócona była teraz na mały zespół, który stał przy fontannie. Grali w tle jakieś klasyczne kawałki, wykorzystując popularny park i ładną pogodę. Był tam gitarzysta, basista, wokalista, który jednocześnie grał na keyboardzie i dwoje ludzi, którzy grali na trąbkach. Nie byli źli, jednak nie przyciągali zbyt dużej uwagi w parku.
Twarz Harry’ego rozjaśniła, kiedy rozmyślał nad słowami wypowiedzianymi przez piosenkarza. Uśmiech wymalował się na całej jego twarzy, kiedy zobaczył że muzycy przygotowują swoje instrumenty i ćwiczą początek piosenki, na której dźwięk Harry’ego tak się ekscytował.
W momencie kiedy Louis miał zapytać co się stało, Harry napisał szybko na papierze i pokazał Louisowi.
Będą grali Steviego Wondera! Mojego ulubionego wokalistę!
Louis zobaczył że twarz Harry’ego rozświetliła się i zaczęła rozbłyskać radością, tylko dlatego, że zespół grał jego ulubioną piosenkę. Muzyka znaczyła dla Harry’ego wiele, to było oczywiste, a Stevie Wonder to był już zupełnie inny poziom. Louis nie znał wcześniej osoby, która aż tak zachwycałaby się jakimś artystą, a miał siostry, które zachwycały się Justinem Bieberem. Chłopak jednak nie przejmował się tym; a tak naprawdę kochał to. Harry uwielbiał tego mężczyznę tak bardzo, że nie dało się tego opisać. Wyglądało na to, że chłopak robił się przy tych piosenkach jakiś spokojniejszy. Nawet jeżeli miały one dość mocne brzmienie, Harry relaksował się przy nich i wchodził w stan spokoju i rozkoszy. Jego muzyka wiele znaczyła dla chłopaka.
Więc tak szybko jak Louis zauważył, że słowa mieszają się z niepowtarzalnym wyrazem twarzy chłopaka, chwycił Harry’ego za rękę i pomógł wstać z ziemi. Nie tracił czasu- choć miał pewne opory - młodszy chłopak podszedł do małego tłumu, który zebrał się wokół zespołu. Dotarli tam w momencie, kiedy zaczynali grać pierwszą nutę, a uśmiech Harry’ego stawał się coraz szerszy.
Louis tak bardzo kochał, kiedy Harry się śmiał. Nigdy nie było to wykonywane na siłę albo nie na miejscu, nigdy zbyt duży ani za mały. Zawsze taki jaki powinien być. Kiedy Harry ujawniał swoje śnieżnobiałe ząbki, serce Louisa aż podskakiwało. Pokazywał o tym skromnym gestem swoje niesamowite szczęście i radość. Pomyśleć, że jakieś kilka tygodni temu zobaczyć na jego twarzy delikatny i nieśmiały uśmiech to było osiągnięcie. To pokazywało dokładnie Louisowi czego dokonał. Było tak jak miało być, a Louis niczego nie chciał zmieniać. Harry wyglądał na szczerze szczęśliwego i tylko się liczyło, jednak część jego nadal przypominała mu o tym co naprawdę czuł i czym nie chciał przerazić chłopaka.
Muzyka sama w sobie była zaraźliwa, ale i tak nie przebiła uśmiechu Harry’ego. Louis uśmiechał się tak mocno, że bolały go policzki, ale nawet to nie zmusiło go do zaprzestania tej czynności. Stał za Harrym, który zginął gdzieś w melodii nawet, jeżeli głos wokalisty w żadnym stopniu nie przypominał Stevie’go - choć tak naprawdę na całym świecie nie było kogoś kto mógłby mu dorównać - i obejmował go w pasie.
Harry ani trochę się nie sprzeciwiał, może był w lekkim szoku, ale tak długo jak czuł na swoim ramieniu brodę Louisa i słyszał delikatne słowa, które śpiewał do jego ucha, był zrelaksowany w tym uścisku. Ręce chłopaka z lokami skrzyżowane były na brzuchu i trzymały ręce Louisa, który bujał ich ciałami delikatnie tańcząc do muzyki.
Nie zwracali uwagi na otoczenie. Pogubili się gdzieś we własnej radości i czuli ciepła swoich ciał. Zamknięci byli w bańce szczęścia.
Na złość niestety ktoś musiał im ją przebić.
Telefon Louisa zawibrował w jego kieszeni, na szczęście wtedy, kiedy piosenka się już kończyła i kiedy czekali na następną, jednak wciąż wciągało ich to w pewien sposób w trans. Chłopak wyciągnął go i nacisnął przycisk akceptacji nie zawracając sobie głowy tym aby sprawdzić numer telefonu dzwoniącego. Wszystko czego chciał to odrzucić połączenie i spędzić resztę popołudnia z Harrym w spokoju.
- Cześć? – Zapytał. Wyglądało na to że zespół zamierza zagrać jakąś piosenkę, która nie była znana ani dla Louisa ani dla Harry’ego, więc pokiwaniem głowy chłopak z rozmierzwionymi włosami wskazał, aby wrócili na swoje miejsce.
- Cześć stary.
Zayn
Kurwa.
Louis popatrzał na Harry’ego, który szedł przed nim starając się być niezauważonym. Chłopak naprawdę nie chciał teraz rozmawiać z Zaynem. Co jeżeli stanie się to co ostatnio. Nie miał zamiaru i chęci tego powtarzać. Oczywiście obiecał sobie, że nigdy nie zrobi czegoś podobnego, jednak nie wiedział co ma powiedzieć. Tyle razy odgrywał sobie tę scenę w głowie i wymyślał różne rozwiązania, jednak teraz wszystko stało się zamglone.
- O-oł Zayn - em hej, co tam?- wyjąkał zanim zmusił się do tego by zachowywać się normalnie.
- Nic ciekawego, tylko rozmyślałem co robisz? - w głosie Zayna było coś, czego Louis nie potrafił określić, lub po prostu bezpieczniej było nie zabierać się za to.
- Em… nic wielkiego, tylko odpoczywam.- Louis zdał sobie sprawę z tego jak dziwnie brzmiało. Na pewno nie jak osoba, która tylko wypoczywa.
-Na prawdę wypoczywasz? Gdzie tak miło “spędzasz czas”? - Louis praktycznie czuł oskarżycielski wzrok Zayna przez telefon, widział te cudzysłowy które tworzył w powietrzu.
- W parku. - Louis nadal przyglądał się Harry’emu, który zbliżał się do drzewa.
Kiedy młodszy chłopak przewrócił się o własne nogi, Louis musiał zakryć dłonią twarz, aby nie wybuchnąć śmiechem. Szybko pozbierał się z ziemi i rozejrzał się dookoła, by sprawdzić czy nikt nie patrzył. Oczy Harry’ego spotkały się z jego, a chłopak zaczął delikatnie chichotać . Harry zarumienił się i pokazał Louisowi środkowy palec, na co chłopak zaczął jeszcze bardziej się śmiać. Usiadł przy drzewie, udając, że się dąsa jednak w jego grze zdradził go delikatny uśmiech.
- Louis? Jesteś tam? - Usłyszał w telefonie. Przypomniał sobie że nadal jest na linii i odkaszlał głośno starając się wyrzucić ze swojej głowy Harry’ego, który przewraca się.
- Tak, pewnie, przepraszam. Co mówiłeś?
- Mówię, że jestem niedaleko parku i mogę do ciebie dołączyć jeżeli chcesz. - Zayn zaoferował.
- Nie! - Louis wybuchnął, jednak odchrząknął by się poprawić. – Miałem na myśli, nie ma takiej potrzeby. Zaraz i tak idę…
- Z pewnością zostaniesz trochę dłużej, żeby zobaczyć swojego przyjaciela? Nie widziałem Cę wieki. Nie spotykasz się z nami w soboty…
- Uhm… Byłem zajęty na Uniwersytecie, to wszystko. Soboty są najlepszymi dniami żeby trochę poćwiczyć. - Louis skłamał. No dobra w pewnym sensie. Technicznie znajdował się w soboty w uniwersytecie, ale nie pracował.
- Ale masz czas żeby wyjść do parku? Prawda? - Zayn odpowiedział sarkastycznie.
- Ja pracuje! Tak, kończę esej. Zażywam słońca, wiesz?
Louis usłyszał jakieś pomruki za swoją głową. Nie wiedział kto to, jednak na pewno ta osoba nie była za szczęśliwa.
-Więc nie jesteś tam z nikim w tym momencie, prawda? - Zayn badał.
Louis zamarł. Co miał powiedzieć? Już miał powiedzieć prawdę jednak coś mu na to nie pozwalało, może to przez ten ostry ton głosu Zayna. – Umm.. Więc ja…
- Do kurwy nędzy, Lou. – Zayn odpowiedział po czym rozłączył się nagle. Louis odciągnął telefon od ucha i patrzył na niego ze zdziwieniem. Dobra tego się nie spodziewał. Zayn nigdy nie rozłączał się pierwszy, raczej zazwyczaj mówił o tym drugiej osobie. Szczególnie z Louisem. Mówił mu zawsze dlaczego go wkurwił i mówił to prosto z mostu. Złość na Louisa w przypadku Zayna nie trafiała się często. Był bardzo tolerancyjny w stosunku do niego, jednak zdarzały się momenty, kiedy musiał na niego pokrzyczeć i powiedzieć mu, aby się odpieprzył.
Właśnie dlatego dzisiejszy raz był dla Louisa szokiem. Chłopak rozłączył się z nim i zostawił go na krawędzi totalnego osłupienia. Kiedy kierował się do leniuchującego chłopaka, usłyszał że ktoś szybko podbiega do niego. Myśląc, że jest to jedynie jakieś dziecko, któremu uciekła piłka Louis nadal szedł w kierunku Harry’ego, który zauważył go i uśmiechnął się machając mu.
-Hej Hazz chciałbyś moż… - Louis zaczął wołać chłopaka, jednak przerwał mu znajomy głos, który zabrzmiał zaraz za jego plecami. Był tak zimny, że aż po plecach chłopaka przeszły ciarki.
- Hazz? - Głos był stanowczy, ostry i mściwy. Nie taki, jakim zazwyczaj pamiętał go Louis. To było tak jakby postać, która znajdowała się za nim, na twarzy miała wymalowane jedynie właśnie te emocje.
- Kurwa - Louis wymruczał, zaciskając mocno oczy i zasłaniając ręką twarz w udręczeniu. Oczywiście to musiało się kiedyś zdarzyć. Nie mógł przeżyć jednego dnia, aby coś złego nie zdarzyło się w jego życiu.
Obrócił się na pięcie, by zmierzyć się twarzą w twarz z głosem.
Zayn.
Niall i Liam stali z tyłu, jednak wiadome było, że Zayn ma do powiedzenia więcej w tej sytuacji, dlatego właśnie staną z przodu.
Louis pomasował sobie tył głowy w zakłopotaniu. – Stary wszystko w porządku? - jego ton głosu był delikatnie zdławiony, ponieważ… Boże kto wiedział jak bardzo napastliwy mógł być Zayn w takim stanie.
- Hazz? - znowu powtórzył, tym razem jakby chciał je wypluć na jego twarz.
- Poczekaj Zayn, mogę wyjaś-
- Więc jesteśmy już w momencie, kiedy nadajemy sobie zdrobnienia. Hazz to przypuszczam krótsza forma od Harry?
- A co, jeżeli jest? Jaką robi ci to różnicę? - Louis zażartował.
- Robi mi różnicę, jeżeli mnie okłamujesz!
- Przestań stary, nie denerwuj się z takiego powodu. Tak naprawdę to nawet Cię nie okłamałem, nie dałeś mi przecież szansy żeby wyjaśnić. - Louis zaczął się plątać.
- Będę robił, jeżeli będę chciał! Kurwa Louis, Ty byś nigdy tego nie wyjaśnił. Dawałem Ci miliony szans, a nie wykorzystałeś ani jednej.
-Nie wiedziałem że tutaj byłeś! Powiedziałby Ci, jeżeli bym wiedział!
- Więc powiedziałbyś mi że jesteś tutaj z pojebańcem? – Zayn odburknął szybko, stając bliżej.
To było jak wulkan w klatce piersiowej Louisa, który został obudzony i spowodował że w jego żyłach wybuchł gniew, przepływając przez jego ciało wraz z jego słowami.
- Nie nazywaj go tak. – odwarknął głośno. Jego postura była defensywna, pięści zaciśnięte przy ciele. Oczywiście nie zamierzał powoływać się na przemoc, nie na swoim najlepszym przyjacielu, jednak w jakiś sposób musiał powstrzymać zdenerwowanie, które się w nim rodziło.
- Ale właśnie taki jest, nie prawdaż? To jest człowiek, który nie potrafi mówić? Nie jest nikim więcej jak tylko popierdoleńcem.- Zayn powiedział to w taki sposób, jakby tylko w taki sposób dało się opisać Harry’ego i wszyscy musieli się z tym zgadzać.
- Jest moim przyjacielem. Jest daleki od… tego.
Słowa Louisa zszokowały Zayna. Popchnął delikatnie chłopaka. Jego oczy były szerokie, czoło zmarszczyło się. Może właśnie takie były jego przeprosiny za tą scenę, którą właśnie mu odstawił, jednak Louis nie zastanawiał się. Za nim, Niall i Liam wyglądali na lekko zszokowanych, rzucając chłopakowi z rozmierzwionymi włosami dziwne spojrzenia.
- Jest twoim… przyjacielem? – Zany powiedział a w jego głosie można było usłyszeć ton zdegustowania.
- Tak co w tym złego?- Louis szybko wyrzucił słowa, pewny siebie odrzucając głowę do tyłu jakby jedyne co zaraz miał zrobić to zacząć walczyć. Oczywiście że tego nie zrobił, jednak dużo ryzykował tą odpowiedzią.
- Wszystko. – Głos Zayna był rozdrażniony i mówił jakby to była najbardziej oczywista rzecz w świecie. Ręce uniesione były do góry jakby chciał pokazać Louisowi o co mu chodziło.
Niall stanął bliżej, a jego irlandzki akcent przerwał kłótnie. – Jeżeli jest twoim przyjacielem to możemy się z nim spotkać?
Usta Louisa zacisnęły się mocno. Wiedział o co im chodzi. Wyśmiewali się z tego, jak bardzo chciał chronić chłopaka. Chcieli żeby zareagował, chcieli żeby upadł na kolana i przyznał się że to wszystko to jeden wielki kawał.
Jednak Louis nie mógł tego robić, nie chciał. Wiedział że te dwie części jego życia muszą być od siebie odseparowane, zadecydował o tym już dawno. Harry był jedną częścią, chłopaki drugą. Nie można było ich połączyć. Jeżeli teraz udają się do Harry’ego, linia zostanie złamana, a to nie wróży niczego dobrego dla chłopaka z lokami. To przygłuszy go i przytłoczy. Podejście do niego teraz tak rozwścieczonych osób zszokuje go, a w dodatku Zayn nie odpuści sobie jakiegoś żartu i drwiny w jego stronę.
Byli mili, nie przyjaźniłby się z nimi inaczej, jednak byli tylko nastolatkami. Trzymali się jedyni z ludźmi, których nie było potrzeby prześladować, a na życie mieli czarno białe spojrzenie. Z Louisem było inaczej. Otwarty był na życie i na różne sytuacje, które spotykają w nim ludzi, głównie dlatego, iż sam był gejem. Często spędzał czas z ludźmi, którzy nie byli klasyfikowani jako normalni i sam był jednym z nich. Wolał ich, od tych zwykłych ludzi- może jedynie z wyjątkiem tych trzech facetów, którzy stali przed nim.
Zwrócił uwagę na Harry’ego, ponieważ nie był tylko człowiekiem, który myli i na tym koniec. Sięgał on w głąb swojego mózgu i wyciągał z niego różne teorie i idee - czego ludzie tacy jak Zayn nigdy nie zrobią. Był otwarty na nowe rzeczy.
Chciał żeby go poznali, jednak wiedział, że nie może się to zdarzyć, szczególnie, jeżeli poznają się z nim w takim stanie jak teraz. Byli sfrustrowani i źli i wiedział, że Harry na pewno nie będzie w stanie rozmawiać z ludźmi w takim nastroju. Chciał go po prostu chronić od tych myśli, które z pewnością będą krążyły po jego głowie zaraz po spotkaniu. Zayn nawet nie miał zamaiaru ukrywać swojej niechęci do chłopaka, a chłopak z kręconymi włosami będzie potem przez następny czas rozmyślał o tym dlaczego i co mu takiego zrobił. Harry był szczęśliwy, a on nie chciał temu zagrażać.
- Nie - Louis zaczął. – Nie możecie. Nie mogę ryzykować tego, że go skrzywdzicie, ponieważ znam was i wiem że to zrobicie. Nie pozwolę wam na to. Jest moim przyjacielem i nie przestanę tylko i wyłącznie z tego powodu, że wam się to nie podoba. Nie musicie znać go ani kolegować się z nim, więc po prostu zostawcie temat i zapomnijcie, że nawet go znam, w porządku?
Słowa Louisa nie były ani wymuszone ani ostre, ale były surowe i wyraziste. To było oczywiste, że Zayn domyśli się o co chodzi i załapie temat. Louis jeszcze nigdy nie był tak zainteresowany żadnym człowiekiem. Mógł powiedzieć, że chłopak zaczynał robić się coraz bardziej poważny i stał na granicy zdenerwowania w momencie, kiedy Zayn wziął kolejny krok do przodu. Zły Louis był arogancki, był niesamowicie unikalny w tym uczuciu. Zayn musiał przyznać, iż czuł niesamowitą ochotę do zepchnięcia go z tej krawędzi, jednak wiedział, że nie jest to najlepszy pomysł. Sam był zły, bardziej dlatego, że Louis go okłamał, niż dlatego, że przyjaźni się z kimś takim jak Harry, jednak przytaczając wypowiedź swojego przyjaciela, nie był to jego biznes.
- W porządku, w porządku. - Poddał się, podnosząc ręce do góry i biorąc krok do tyłu. Louis poczuł ulgę w momencie, kiedy Zayn rzucił mu krótkie pożegnanie odwrócił się i odszedł wraz z ich dwoma przyjaciółmi.
Louis zasłonił sobie ręką twarz, po czym przeczesał dłonią włosy. Poszło mu lepiej niż przypuszczał. Zayn wiedział, kiedy skończyć, kiedy chodziło o Louisa. Louis wiedział, że kiedyś musi o tym porozmawiać z chłopakami, jednak teraz nie martwił się o to.
Obrócił się i zobaczył Harry’ego, który przyglądał się nieprzerwanie. Jego wzrok był ciekawy, jednak po tej małej zmarszczę na jego czole, można było wyczytać t, że w jakiś sposób wiedział czego dotyczyła. W momencie, kiedy Louis podszedł bliżej, starał się nie pokazać bólu jaki czuł. Harry oczywiście nie słyszał rozmowy, a Louis chyba musiał za to podziękować Bogu. Jedyne co wiedział to, że coś było nie tak pomiędzy Louisem, a tym chłopakiem, jednak nie wiedział ani co ani dlaczego się kłócili.
Louis osunął się ociężale obok drzewa siadając blisko chłopaka. Głowa chłopca odwróciła się w jego kierunku, jakby chciał zapytać czy wszystko z nim w porządku. Louis pokiwał głową, mówiąc mu, że to nic takiego, prosząc go również o nie zadawanie kolejnych pytań, ponieważ nie chciał się za bardzo zagłębiać w ten temat. Przesłuchujący wzrok Harry’ego nie ustępował jednak. To było tak jakby niesamowite, chciał wiedzieć co się stało, ponieważ po prostu martwił się o starszego chłopaka i chciał się upewnić że wszystko w porządku.
Wszystko dobrze?
Harry napisał, pokazując Louisowi troskę w swoim wzroku.
Louis uśmiechnął się, przerzucając swoją rękę przez ramie Harry’ego i pozwalając mu na to, by jednocześnie jego głowa mogła wtulić się w zagłębienie jego szyi. –
-Jesteś tutaj, prawda? Oczywiście, że jest dobrze; nawet lepiej niż dobrze.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz