Sobota 12
Anne wlokła się za Harrym, kiedy szli korytarzem. Jego kroki były szybkie i zbyt energiczne, aby kobieta mogła utrzymać mu tempa. Na jednym ramieniu przewieszoną miała torbę, a na drugim torbę Harry’ego. Chłopak był taki… - Anne nie mogła znaleźć innego słowa żeby to opisać, nawet jeżeli miałoby być to zbyt emocjonalne, żeby wpasować się w tę sytuację – podekscytowany, że aż zostawił swoją brązową torbę na tylnym siedzeniu. Wyskoczył z samochodu w takim pośpiechu, że potknął się o swoje długie stopy, które chciały z powrotem przywołać go do jego normalnego tempa.
Anne chichotała patrząc na swojego syna i potrzęsła swoją głową w konsternacji. Nie było nawet żadnego powodu, dla którego Harry miałby być taki podekscytowany; nic niezwykłego się nie zdarzyło. Był to normalny dzień; nie żadne urodziny ani specjalne wydarzenie. Nie, to była normalna Sobota dla Harry’ego. Dla Anne był to kolejna pobudka i niecałe cztery tygodnie do koncertu, który miał kończyć jej charytatywną pracę na Uniwersytecie. Jednak to wcale nie interesowało Harry’ego, no dobrze może trochę. Po tym co usłyszała od chłopaka tydzień temu, kiedy rozmawiali sobie, wiedziała że zakończenie spotkań na uczelni nie zrobi wielkiej różnicy.
Więc podążała za Harrym do Uniwersytetu, pokazując swoim współpracownikom, że zaraz wróci przed tym, jak kontynuowała bieg za Harrym wzdłuż korytarza. Chyba nawet to, że się przewrócił nie spowodowało, iż jej syn wrócił do rzeczywistości, ale tak szczerze, to kto tak naprawdę wiedział co dzieje się w głowie tego chłopaka.
Harry natychmiast zatrzymał się przed drzwiami, które były otwarte. Kiedy Anne oparła się o ścianę w ciszy, czekając na jakąkolwiek reakcję Harry’ego, mogła zobaczyć ten psotny błysk w jego oczach, który rzadko dało się zauważyć.
Normalnie, każdy rodzić byłby na tyle spostrzegawczy, by coś takiego zobaczyć. Westchnęliby w niezadowoleniu i czekali niecierpliwie, aż dziecko powie im co zbroiło, aby mogli jak najbardziej zmniejszyć szkodę nią spowodowaną. Z Anne, jednakże było inaczej. Lata jego dzieciństwa nie były wypełnione żadnymi psotami ani napadami błazenady. Wypełnione były ograniczonym śmiechem i spokojem, te cenne chwile razem. Harry oczywiście żartował, nie był całkowicie pozbawiony poczucia humoru. Rzeczywiście miał trochę oschły humor i chociaż nikt naprawdę nie wiedział tego dobrze, bawił się na rodzinnych wypadach.
To było prostsze dla Anne, widzieć bardziej - nie żeby Harry był nudny, apatyczny i poważny - zabawową stronę Harry’ego, kiedy byli na wspólnych wycieczkach. W domu zazwyczaj zamykał się w swoim pokoju, wpatrywał się w telewizor godzinami lub praktycznie przyklejał się do pianina i grał. To nie było tak, że nigdy nie spędzał czasu ze swoją rodziną i w domu, tylko łatwiej mu było po prostu robić to na spacerze lub na pikniku w parku.
Ale to się zmieniło. Przez całe te poprzednie lata, Harry nigdy nie miał nikogo innego do dokuczania, jak tylko Gemme. Co z tego, że była ona dziewczyną - bardzo dziewczęcą dziewczyną - w dodatku nigdy ją to nie interesowało. Dlatego właśnie, kiedy zobaczyła tę nieprzyzwoitą ekspresję u chłopaka, zdziwiło ją to. To był bardzo zadowalająca niespodzianka, jeżeli o to chodzi, rozgrzewająca serce.
Wiele rzeczy zmieniło się w ciągu ostatnich trzech miesięcy - trzech miesięcy? Anne nie mogła uwierzyć, że minęło aż tyle czasu od momentu, kiedy Louis po raz pierwszy spotkał Harry’ego. Psotliwość i szczęście coraz częściej gościły w życiu Loczka.
Anne wróciła do teraźniejszości, kiedy Harry poklepał ją po ramieniu, a ten błysk nadal tańczył w jego oczach. Podniósł palec do swoich ust. Anne nic nie mówiła, ale jej serce załamywało się za każdym razem, kiedy Harry robił coś podobnego, coś, co mówiło innym żeby się uspokoili, bo chciał coś przekazać. Bolało to bardziej, ponieważ chłopak nie mógł nic powiedzieć.
Matka pokiwała w zrozumieniu głową i udała się za Harrym, który popchnął drzwi i udał się na palcach w kierunku Louisa. Chłopak brzdąkał sobie coś bezcelowo na pianinie nieświadomy tego, że ktoś zbliża się w jego kierunku. Anne schowała się za drzwiami wystraszona o to, że może zniszczyć cały plan Harry’ego prze wykonanie niewłaściwego kroku. Patrzała na to jak przez chwilę ręce Harry’ego zawisały nad ramionami Louisa, po czym chwyciły je gwałtownie. Louis podskoczył w szoku i wydał z siebie dziewczęcy pisk. Otworzył szeroko oczy, czym wzbudził u chłopaka z kręconymi włosami wybuch śmiechu.
Serce Anne rozpływało się w szybkim tempie, kiedy usłyszała w swoich uszach śmiech swojego syna. Nie mogła powstrzymać szerokiego uśmiechu na swoich ustach, który spowodowany był jednocześnie reakcją Harry’ego i Louisa. Oczywiście, słyszała wcześniej śmiech Harry’ego, ale teraz mogła prawie poczuć jego ukryty zachwyt i szczęście, które wypływało z każdego dźwięku wydostającego się z jego ust.
Zmieszany ze śmiechem Louisa brzmiał perfekcyjnie. Śmiech Harry’ego był głęboki, jednak nadal można było usłyszeć w nim dziecinność i niewinność. Louisa zaś był raczej wysoki, czasem donośny, jednak, nie był aż tak wysoki aby był wkurzający. Te dwa śmiechy idealnie ze sobą współgrały. To było jakby oby dwa opowiadały jakąś swoją historię, a po połączeniu mówiły opowieść - leczy tym razem o ich dwójce.
Śmiech Harrego był nowy i odświeżający.
Louisa był pewny siebie i zdrowy.
Obydwa były szczęśliwe.
Usiedli razem na krześle, Harry po lewej, a Louis po prawej stronie. Anne wręcz nie chciała psuć im tej wspaniałej chwili, jednak nie mogła wyjść bez pożegnania się z Harrym.
Podeszła obok nich. Harry zauważył ją pierwszy. Uśmiechnął się szczerze, z taką nadzieją i zadowoleniem w oczach, że Anne aż chciała mu zrobić zdjęcia by zachować to na wieki. Bez słów poklepała jego ramię zachęcająco i położyła torbę za krzesłem. Wymruczała szybkie „do zobaczenia później” dla Louisa, który uśmiechnął się szeroko w odpowiedzi i powoli wyszła z pokoju. Ich przekomarzanie zaczęło się zaraz po tym, jak opuściła pokój i nie mogła powstrzymać się żeby nie zostać chwilę przy drzwiach i poczekać jeszcze - oczywiście ukrywając się za nimi.
Tak naprawdę to nie słuchała o czym mówią, nie jej myśli były zupełnie gdzie indziej. Kiedy widziała jak blisko siebie siedzą, ręce Harry’ego, które trzymają dłonie Louisa i prowadzą je po pianinie i to jak patrzył w oczy niebieskookiego z tym uczuciem o którym razem z jej dzieckiem dyskutowali. Myśli Anne powróciły do nocy tydzień temu.
***
Nie zdarzało się często, że Anne miała okazję do tego. aby posiedzieć z Harrym na kanapie, przykryci kocem z gorącą lemoniadą w dłoniach (Harry nie lubił gorącej czekolady co czasem było dziwne) i z ciałami skierowanymi w swoją stronę jakby były gotowe na rozmowę. Byli blisko, prawie jak przyjaciele. Anne było obok Harry’ego tak często jak mogła, z wyjątkiem szkoły, więc wiedziała że jeżeli Harry będzie chciał rozmawiać, to przyjdzie do niej. Czekała na rozmowę od kilku dobrych tygodni, ale nigdy nie zmuszała do niczego swojego syna. W końcu po całym tym oczekiwaniu, poczuła to znajome szarpnięcie za rękaw, które Harry wykonywał zawsze, kiedy chciał porozmawiać o czymś ważnym.
Wyglądał niepewnie i trochę niezdecydowane, kiedy wypijał po trochu swoją gorącą lemoniadę. Nie rozmawiali, tylko relaksowali się w spokojnej atmosferze, do której Anne miała pewność, że istnieje. Szczerze rozmowa to był moment podczas którego Anne, naprawdę nie chciała aby Harry czuł się niekomfortowo, więc zrobiła wszystko co tylko możliwe, aby chłopak mógł się jak najlepiej przyzwyczaić.
Kiedy skończyły im się napoje i puste kubki położyli na stoliku obok nich, Anne trąciła Harry’ego, który wyglądał jakby zagubił się w jakimś transie. Mówiła do niego delikatnie nie używając w swoim głosie żadnego nacisku.
– Hej, Harry, chciałeś porozmawiać?
Zarumienił się nieznacznie, kiedy wyrwał się z amoku i podniósł odrobinę koc w poszukiwaniu czarnego pisaka. Zainwestowali już dawno w białą tablicę dla Harry’ego, ponieważ tak było prościej chłopakowi, kiedy musiał coś szybko komuś przekazać.
Pokiwał w odpowiedzi uśmiechając się w jej kierunku. Ściągnął zatyczkę z długopisu zębami, wyrzucając ją na koc i przykładając pisak do tablicy. Kiedy to już zrobił nie był w stanie nim ruszyć. Zamarł. Anne obserwowała jak ciężko oddycha, jego klatka piersiowa naprzemiennie spinała się i relaksowała. Jego zielone oczy rozbiegane były po pokoju szukając jakiejś podpowiedzi. Po rozpatrzeni swojego mózgu, jego oczy powędrowały w kierunku Anne, gdzie zamrugał kilka razy jak gdyby chciał zakomunikować „Nie wiem jak to powiedzieć” albo „Nie wiem od czego zacząć’”.
- Zacznij od głównego tematu. Powiedz o czym będziemy rozmawiać i od tego zaczniemy. - Ton głosu Anne nie był zbytnio protekcjonalny, był przejęty.
Harry powoli poruszył swoim pisakiem po tablicy, powodując piskliwy dźwięk.
~Louis~
„Oczywiście” pomyślała. W jakiś sposób przewidywała, że będzie chodzić o starszego chłopaka. Wszystko teraz toczyło się tylko wokół niego, oczywiście nie żeby narzekała. Lubiła go, a on sprawiał, że jej dziecko było szczęśliwe, więc nic innego się nie liczyło.
- Więc co z nim? - Zapytała.
~Te… te uczucia które czuje.~
Anne pokiwała głową przezornie, nie wiedząc do czego zmierza ta rozmowa. Jej oczy były szeroko otwarte i ciekawe kiedy mówiła
– I jakie to uczucia? Możesz mi je opisać?
Harry toczył ze sobą wojnę. Nie mógł ułożyć lub znaleźć jakiś konkretnych słów w swojej głowie, które brzmiałyby zrozumiale dla Anne. Przygryzał swoją dolną wargę we frustracji pisząc coś, jednak potem wymazując zaraz po tym, kiedy zdał sobie sprawę że nie są wypowiedziane zgodnie z prawdą. Popatrzał na mamę z zmieszaniem w oczach. Oczywiście, nie wiedział co to za uczucie i nie wiedział jak je opisać.
- Okej, więc kiedy odczuwasz „to”? - zapytała delikatnie. Nie chciała żeby brzmiało to jak sesja u psychologa ze zrozumieniem wzięła dłoń Harry’ego w swoją i pogłaskała bladą skórę. Harry nawet nie poruszył się na ten dotyk, więc z pewnością musiał pozwolić odsłonić się swojej pewnego rodzaju zasłonie w momencie, kiedy pociągnął ją za rękaw.
~Za każdym razem kiedy jestem w jego pobliżu.~
- W porządku. Więc jest to miłe uczucie? Czy złe?
Harry popatrzał na nią z niepewnością. Ewidentnie był on niezdecydowany w odpowiedzi, a to stawało się oczywiste dla Anne, że właśnie dla tego chciał o tym porozmawiać. Nie wiedział jakie są jego uczucia, czy powinien je mieć i dlaczego je ma. Anne wiedziała gdzieś głęboko w swojej głowie o co chodzi, ale czekała na to, aż Harry sam o tym powie.
- Czujesz się lepiej, kiedy to czujesz? Czujesz się szczęśliwy?
~Tak… Wydaje mi się że tak.~
- Czujesz to jedynie w otoczeniu Lou?
Harry wyglądał na zszokowanego i zmieszanego, kiedy Anne nazwała Louis używając zdrobnienia i zamrugał kilkakrotnie patrząc na nią. Szybko jednak odpisywał jej na tablicy to co ukrywało się głęboko w jej głowie.
~Tak. Nigdy wcześniej nie czułem czegoś takiego wokół nikogo innego. A teraz czuję to tylko przy nim. Nigdy nie miałem niczego podobnego, a kiedy pierwszy raz się spotkaliśmy, to po prostu się stało.~
Anne zamyśliła się na kilka minut, podczas kiedy Harry bawił się luźną nitką wystającą z koca, przewidując jej werdykt. Anne nie chciała pokazać mu swoich myśli, jednak dla niej było to już pewne o co chodzi. Tak, chciała aby Harry sam do tego doszedł, jednak nie wyglądał na takiego, który miałby to zrobić. Część Anny była smutna, że nie potrafił tego zrobić, że nie miał takich doświadczeń wcześniej. Ale potem uświadamiała sobie, że Harry czuł to. Anne uśmiechała się do niego zachęcająco.
- Harry, nie chcę żebyś się przeraził, w porządku? – Zaczęła, a oczy Harry’ego nagle wypełniły się obawą.- O nie skarbie. To nic złego! Nie martw się! - Poprawiła się, a strach powoli się zmniejszał.
- Sądzę że… Sądzę że go lubisz.
Anne mogła zauważyć, co zmieniło się w głowie Harry’ego, powoli, ale pewnie. Jego oczy wbiły się w ścianę za nią, jak gdyby starał się znaleźć w niej odpowiedź. To było proste oświadczenie i najpierw słowa kobiety musiały zostać przez niego dobrze przyjęte zanim zrozumiał, co ze sobą niosą. Był mądry. Zawsze świetny w szkole, z każdego przedmiotu miał piątki, ale jeżeli chodzi o sprawy sercowe, to ewidentnie były jego słabą stroną. Nigdy nie był zbyt pewny siebie, aby pytać o uczucia, chciał być niezależny i odkryć je na własną rękę. Jednak czasami nie da się tego zrobić i właśnie dlatego potrzebował do ich wyjaśnienia Anne.
Kobieta obserwowała jak realizacja napływa do zielonych oczu Harry’ego. Załatała jadeitowe kropki i ścisnęła plamki złota. Stały się one szersze, jednak cała reszta jego twarzy pozostawała pozbawiona emocji. Jego oczy opowiadały o wszystkim co działo się w jego głowie, kiedy starał się znaleźć prawdę w tym, co powiedziała Anne.
Dotarły jednak one po pewnym czasie do kobiety, a ta mogła zobaczyć w nich zmieszane emocje które odczuwał. Jego twarzy wykrzywiona była w małym, zmartwionym grymasie, a jego czoło zmarszczyło się. Anne upewniła się, że jej wyraz twarzy przekazuje chłopakowi jedynie wsparcie i zrozumienie, kiedy szukał w niej wsparcia. Ślepo szukał pisaka i kiedy znalazł go, oderwał swoje spojrzenie od niej i popatrzał na tablicę.
~Co ma zrobić?~
Anne poczuła, że zaraz serce wyskoczy z jej klatki piersiowej. Jego oczy były tak szerokie i niewinne, kiedy patrzał na nią. Harry z pewnością zaprzeczy temu, jeżeli kiedykolwiek o tym wspomni (nie żeby miała to zrobić),ale była w nich jakby mgiełka zrozumienia, która zagrożona jest zniknięciem.
- Aww, kochanie, chodź tutaj. - Powiedziała ciepło, podnosząc delikatnie koc i wyciągając ręce. Harry obrócił się i utonął w jej ramionach, pozwalając się przytulić i położyć swoją głowę na jej klatce piersiowej.
- Chce abyś to zapamiętał, dobrze? To, że lubisz Louisa nie jest niczym złym. Nie ma w tym niczego niewłaściwego i nie musisz nic z tym robić. To, że zorientowałeś się, że lubisz go trochę inaczej niż przyjaciela niczego nie zmienia. Wciąż kochasz go jak przyjaciela, więc nic w tej kwestii się nie zmienia, a prawdopodobnie zakochałeś się w nim.- Harry poruszał głową zgadzając się z nią. - Więc nic się nie zmienia. To po prostu mały dodatek w uczuciach, który wcale nie zmienia wielu rzeczy. Czujesz to już od pewnego czasu prawda? No właśnie, więc nie musisz zachowywać się inaczej niż przedtem. Nie chcę abyś martwił się o miłość, ponieważ jest ona naturalna. Wszyscy odczuwają to uczucie w swoim życiu, a to jest twój pierwszy raz. I wiesz co? Moim zdaniem Louis jest najlepszą osobą, na której możesz tego doświadczyć, ponieważ dba o ciebie i jestem wręcz pewna, że pewnego dnia, może jeszcze nie teraz, on odkryje że lubi cię w ten sam sposób.
Harry przez chwilę nie poruszał się, jakby chciał, aby słowa jego mamy zostały wchłonięte przez jego mózg, po czym popatrzał na nią jak gdyby chciał zapytać „Naprawdę tak sądzisz?”
- Jak mógłby tego nie poczuć? Jesteście wspaniałymi przyjaciółmi, więc jestem pewna że bylibyście również wspaniałą parą.
Harry chwycił tablicę i napisał w odpowiedzi.
~Więc jeżeli bylibyśmy razem nie miałabyś nic przeciwko?~
- Oczywiście że nie. H! Kocham Louisa w każdym calu. Byłabym zachwycona, jeżeli mogłabym go nazywać chłopakiem swojego syna ! - Harry wyglądał na szczęśliwego z powodu tego, co powiedziała jego mama. Delikatnie się uśmiechnął. Anne nie chciała, żeby jego uśmiech zniknął, był to dość niespodziewany wyraz twarzy, szczególnie jeżeli miałoby się patrzeć na to jak wyglądał kilka chwil temu, jednak i tak musiała się upewnić. że Harry wszystko zrozumiał.
- Ja… Nie chcę żebyś za bardzo się tym nakręcił. Tak, uważam że bylibyście świetną parą i powiedziałam również, że jest to możliwe jedynie wtedy, kiedy sam odkryje że cię lubi, ale nie wiem tego w stu procentach. Nie wiem co dzieje się w jego głowie, więc nie chcę dawać Ci nadziei, bo nie wiem czy kiedykolwiek się to zdarzy. Wiem że brzmi to trochę okrutnie, ale po prostu nie chcę żebyś cierpiał, H.
~Oczywiście że nie będę mamo. Znaczy mam na myśli, że nie będę wymagał od niego aby mnie polubił… Rozumiem że on może nigdy nie polubić mnie w ten sam sposób w jaki ja lubię jego. Ale i tak to miłe uczucie, wiesz? Próbuję zbytnio się w to nie zagłębić… Ale będziesz przy mnie jeżeli jednak to zrobię?~
-Oczywiście, że będę tam dla ciebie. Kiedykolwiek będziesz potrzebował rozmowy, nawet na najgłupszy temat przychodź prosto do mnie, okej? Nie ukrywaj tych uczuć za długo w sobie, ponieważ staną się cierpkie. Zawsze będę ci pomagać, H, chcę żebyś zawsze był tak szczęśliwy jak teraz.
~Dziękuję Ci mamo. Kocham Cię.~
Z załzawionymi oczyma po przeczytaniu kilkanaście razy tego, co napisał Harry, Anne pocałowała go w czoło odpowiadając:
-Też Cię kocham H, też Cię kocham.
***
Więc Anne była tam i przyglądała się, jak jej syn dobrze bawi z chłopakiem, którego lubi. Wyglądał na tak szczęśliwego, pomimo tego że nie wiedział czy jego uczucie jest odwzajemnione. Anne poczuła pewien wstyd z powodu, że wcześniej nie zauważyła tego. Te adorujące oczy były takie znajome. Wiedziała, że nie były tam od początku. Po tym wszystkim, Harry nie miał na tyle pewności siebie, żeby pozwolić sobie nawet podświadomie zacząć lubić chłopaka, dopóki nie dowiedział się ostatecznie, że są przyjaciółmi.
Gdzieś w podświadomości, Anne wiedziała, że każdy początek nowej relacji depta drogę przez gęste lasy i przeskakuje kłody, to ich związek zaprzeczał temu kompletnie i ukazywał jedynie perfekcyjność. Z obserwacji kobiety, niemożliwe wręcz było to by tylko jedną ze stron opętało zauroczenie. Obydwoje siebie pragnęli.
Louis był niesamowicie otwartym i przyjaznym mężczyzną, a jego przyjaźń z Harrym była dużo głębsza. Chociaż ktoś mógł powiedzieć, że ich więź była tak silna jedynie przez troskę jaką się darzyli, to Anne wiedziała, że jest tam coś jeszcze, jakkolwiek Louis wiedział o tym lub nie. Harry znał już swoje uczucia i mógł czekać tyle, ile potrzeba, ponieważ nie wiedział co stanie się potem, nie wiedział jak wygląda prawdziwy związek. Anne nie była pewna, czy Louis byłby aż tak ostrożny, jeżeli to on najpierw domyśliłby się swoich uczuć. Jednak pomijając to, tak długo aż są razem i Harry jest szczęśliwy, wszystko inne nie ma znaczenia.
Zawsze istniała obawa o to, że Louis może skrzywdzić Harry’ego, a on nigdy się z tego nie podniesie. Przybiera do serca dużo więcej rzeczy niż wypuszcza i jedno ważne przeżycie, które wymsknęłoby mu się, mogłoby zburzyć całe te trzy miesiące, kiedy wydawał się być najszczęśliwszym człowiekiem na ziemi. Ale Anne wiedziała, że Harry zdawał sobie ze wszystkiego sprawę po ich ostatniej rozmowie. Jeżeli chłopak zaufał Louisowi, to kobieta zrobi to samo.
Rzucając ostatnie spojrzenie chłopcom, którzy byli totalnie zamknięci w swoim świecie, Anne uśmiechnęła się delikatnie i zostawiła ich, by mogli spędzić swoje wspólne popołudnie.
- Hazz, naprawdę nie mam już siły grać. - Louis westchnął, pocierając swoje oczy dłońmi. Minęło już około półtorej godziny, od kiedy Harry przyjechał. Teraz nawet delikatne uderzenie w klawisz pianina denerwował go. To nie tak, że te dźwięki były tak okropne i zadawały mu ból głowy. Był niesamowicie zmęczony i nie był się w stanie skoncentrować nad pięknem pianina. Wiedział, że pewnie gdyby grał, jego zmęczenie minęłoby. Jednak nie chciał się zmuszać do tego , żeby wydobyć z siebie chęć do robienia tego. Granie z Harrym było proste i nie chciał tego zmieniać, nawet jeżeli miałby się zmuszać do uderzania palcami o klawisze.
Harry z pytającym wyrazem twarzy popatrzał na Lou. Jego oczy były ciekawe, dlaczego Louis nie chce grać. Nie pokazywały one bólu ani niczego podobnego. Po prostu rozmyślał on nad tym, dlaczego Louis nie chciał robić tego, co robią razem co tydzień.
-J a tylko… Boże wiem że to głupie wytłumaczenie, ale jestem po prostu okropnie zmęczony. - Louis odpowiedział chichotając. Popatrzał na Harry’ego, który złożył usta w dziubek i zmarszczył czoło.
- Co? Czemu tak na mnie patrzysz?! - Louis zapytał z poruszeniem.
Harry wyciągnął rękę po długopis i papier, który leżał na pianinie i szybko zapisał to co znajdowało się w jego głowie.
~Ktoś wczoraj długo był na nogach. Czy może był to poranek? Ciekawa noc?~
Harry dokuczał mu. Dokuczał mu z powodu tego, że Louis prawdopodobnie znów dobrze się zabawił. Chłopak cieszył się jednak, że ten Harry czuje się z nim na tyle komfortowo, by żartować sobie z takich rzeczy. To sprawiało, że Louis odżywał. Mógł przekomarzać się z nim jak z każdą inną osobą. To był kolejny puzzle do normalnej relacji.
- Nie, naprawdę nie! Nawet nie wychodziłem z mieszkania! Miałem nawet położyć się wcześniej spać, ale potem przyszli Zayn, Liam i Niall z piwem i pizzą. Nie mogłem się im przeciwstawić. Skończyło się na tym, że graliśmy na Xbox’ie i zrobiliśmy sobie maraton filmowy. No dobra, to nie był nawet maraton, ponieważ usnęliśmy po dwóch godzinach, ale wciąż było około 4 nad ranem kiedy odlecieliśmy, więc nie możesz mnie winić.
Harry popatrzał na niego sceptycznie jakby sprawdzał czy kłamie. Wyglądało na to, że Louis mówił prawdę, a worki pod oczami były na to dowodem. Pomijając je, jego twarz wyglądała na rozjaśnioną i ewidentnie nie było na niej oznak kaca. Harry pokiwał delikatnie, starając się przekazać Louisowi że mu wierzy, po czym podniósł długopis i zaczął pisać.
~Dobra, więc co chcesz robić? Znaczy na dworze jest trochę deszczowo, więc nie chce tam wychodzić, a tu nie ma niczego innego oprócz pianina, a grać nie chcesz, więc…~
Louis siedział zamyślony przez moment, po czym zapytał.
– Możemy porozmawiać? – Jego ramiona podniosły się w westchnieniu, a usta zacisnęły się razem nadając swojej wypowiedzi delikatności tak, by Harry mógł się najwyżej nie zgodzić z jego sugestią.
Harry nie zrobił tego jednak, zamiast tego, pokiwał głową i uśmiechnął się radośnie. To była taka prosta rzecz, którą ucieszył chłopaka z kręconymi włosami. Sugestia rozmowy uszczęśliwiła go automatycznie.
- Czuję że muszę z tobą porozmawiać… - Louis powiedział cicho przejeżdżając palcami po brodzie. W momencie, kiedy skończył przerzucił nogę nad krzesłem tak że zwisały po obu stronach.
- Obróć się, żebym mógł Cię zobaczyć. Możesz zamknąć pianino i położyć kartkę właśnie na tej pokrywie. - powiedział. Harry zrobił wszystko powoli, po czym podniósł nogi prawie kopiąc kolanem Louisa w twarz, ponieważ były takie długie i umieścił je tak, by siedzieć w podobnej pozycji do swojego rozmówcy naprzeciw niego.
- Więc o czym chcesz porozmawiać, Harry? W porządku. Właśnie zastanawiam się czemu udawałem Sandy, to przecież nawet nie jest tekst z filmu. Dobra, po prostu udajmy, że nie zrobiłem tego i przejdźmy dalej… - Louis uśmiechnął się w momencie, kiedy zdał sobie sprawę ze swojego błędu i automatycznie poprawił się. Harry nie przestawał się śmiać z tego powodu, czego Louis wcale się nie spodziewał.
~Uhm… Unikając tematu dlaczego jesteś zmęczony, opowiesz mi o swoich przyjaciołach? ~
Dobra, to pytanie było zdradliwe.
Louis nie wiedział co ma o nich powiedzieć. Oczywiście nie zamierzał wspomnieć o antypatii jaką kierowali w stronę chłopaka, ponieważ nigdy nie powiedział tak okropnie ignorancyjnego. Jednak ciężko mu było to powiedzieć. Nie chciał zrobić z siebie chwalipięty. Harry nie miał wcześniej żadnych przyjaciół; tak bardzo jak bolało przez to serce Louisa, nie miał ich. Więc nie chciał zbytnio chwalić się doświadczeniami jakie przeżył ze swoimi wszystkimi wspaniałymi przyjaciółmi.
- Co chcesz wiedzieć?
~To byli Ci, którzy przyszli wczoraj do parku?~
Louis przełknął ślinę
- Tak to byli oni. Zayn to ten z włosami postawionymi do góry, ten tajemniczy ‘bad boy’. Niall to ten z blond włosami. A Liam z ciemno brązowymi.
~Wyglądałeś jakbyś się z nimi kłócił… wszystko z wami w porządku?~
- Tak, teraz tak. To nie było nic poważnego. Oni są niesamowicie prostymi ludźmi. Nie widzą innych kolorów niż czarny i biały. Wiem, że czasem nie jest to dobre, ale są dobrymi facetami, pomimo tych kłótni, które czasem przerabiamy. Zawsze będą moimi najlepszymi przyjaciółmi.
~Wyglądają na dość mądrych facetów. Lubię mieć wokół siebie takich ludzi. Kogoś, kto nigdy nie zostawi i zna lepiej niż ktokolwiek inny…~
Wyraz twarzy Harry’ego nie był skrajnie skruszony i bolesny, ale nie był też szczęśliwy i uradowany. Jego twarz była prawie pozbawiona emocji, jakby temat ich rozmowy nie był warty tego. To oczywiste, że znaczyło to coś dla niego, ale nie chciał pokazywać tego aż tak bardzo.
- Są… - Louis nie wiedział jak skomentować wypowiedź Harry’ego. Chciał być taktowny w swoich słowach, ale z drugiej strony nie chciał czegoś narzucać przyjacielowi. Zdecydował się jednak na szczerość. - Chciałbym uważać, że jestem kimś takim; kimś takim dla ciebie. Nie zamierzam Cię zostawić i wiem, że nie znam Cię lepiej od twojej rodziny, ale nadal wiem o tobie bardzo dużo, prawda?
Harry westchnął, kiedy odpowiadał.
Tak. Chciałbym właśnie tak myśleć, ale ja nie znam Cię tak, jak oni znają ciebie, prawda?
Louis zastanawiał się przez moment. Oczywiście, chłopaki znali go najlepiej, prawdopodobnie lepiej nawet niż jego mama. On i Zayn byli ze sobą przez praktycznie całe swoje życia. Mógłby powiedzieć o nim wszystko i vice versa. Więc nie, Harry nie znał go aż tak dobrze jeszcze. Ale nikt nie powiedział, że nie będzie się mógł wszystkiego dowiedzieć. Louis był pewien, że tak długo jak Harry go chciał, będzie tutaj i nauczy się wszystkiego o nim, jednocześnie mówiąc wszystko czego będzie chciał.
W pewien sposób, Harry znał Louisa z trochę innej strony niż chłopaki. Nie miał na nich ochoty. Nigdy nie miał i nie będzie miał na nich ochoty. Nigdy nie czuł tych irytująco błogich motylków w swoim brzuchu przy nich, co zdarzało się zawsze, kiedy pomyślał o tym, że mógłby zamknąć swoją dłoń w uścisku dużej dłoni Harry’ego. Chłopak znał tę bardziej delikatną i wrażliwą jego stronę, tak samo jak tę niespokojną stronę.
- Znaczy… Mam na myśli… Znam ich całe życie, a my znamy się jedynie trzy miesiące, więc to raczej niemożliwe żebyś wszystkiego dowiedział się na raz. Ale wiesz o mnie wiele, a ja wiem wiele o tobie, nawet jeżeli mieliśmy na to jak na razie tak mało czasu. -Louis przerwał. Jego głowa pochyliła się, kiedy miał kontynuować. – A tak w ogóle, Ty znasz inną stronę mnie, której oni nie znają…
Na twarzy Harry’ego zarysowało się zmieszanie. Był niepewny tego co Louis do niego mówił. Niebieskooki był szczęśliwy, że to powiedział. Nie chciał mówić żadnych dodatkowych zdań, ale jego odpowiedź nie była wystarczająco zrozumiała, a to po prostu wyśliznęło się z jego ust. Głównym powodem dla którego nie chciał powiedzieć Harry’emu że lubi go w trochę inny sposób, było to, że bał się, iż go przerazi. Jednak właśnie pozwolił w panice wyśliznąć się tym słowom. Oczywiście, byłby niesamowicie szczęśliwy, jeżeli mógłby być z tym chłopakiem parą. Zdanie nie było straszne, jednak coś nadal nie pozwalało mu tego powiedzieć.
~Jaką?~
- Po prostu, jest inna strona… - Louis powiedział niejasno. Chłopak nigdy nie był aż tak otwarty z Harrym, ale kiedy aż tak bardzo zainteresował się jego życiem, nie chciał powiedzieć niczego, czego mógłby się wystraszyć.
Harry siedział skupiony na tym co powiedział Louis. Jego czoło było zmarszczone, a na policzkach malował się piękny rumieniec spowodowany tym, że czuł się głupio niezrozumiany przez Louisa.
~Ja nie rozumiem… Nie wiem o niczym innym, o czym oni wiedzą. Przecież zachowujesz się ze mną tak samo jak z nimi, prawda?~
- Ty jesteś inny, Hazz! Ty jesteś… Harrym. A oni to Zayn, Liam i Niall. Zupełni inaczej czuje się przy nich, a przy tobie! - Wyrwało mu się. Jego ręce mocno gestykulowały, kiedy próbował wyjaśnić swoje słowa.
Harry popatrzał na niego z zmieszanymi i mokrymi oczami. Delikatnie uśmiechał się, kiedy starszy chłopak bredził. To, co mówił Louis nie miało sensu, a on w kółko starał się to udowodnić.
~Jaka jest więc różnica? Nie rozumiem gdzie ją widzisz! Czy to nie jest czymś dobrym?~
- Ja… tak oczywi… w pewien sposób, no… ale w bardzo mały, w porządku tak… ja… tylko. Argh, nie mogę… tylko, wiesz kiedy masz chłopaka? To uczucie?
Harry zamarł, czego nie dało się przegapić. Jego głowa pochyliła się, a jego sylwetka stała się zgarbiona. Louis nie widział jego oczu, ale przypuszczał że były mocno zamknięte. Jego lewa ręka zaciśnięta była w pięść trzymając materiał spodni. Głowa poruszała się na boki w taki sposób, że Louis nie wiedział czy jest to odpowiedź czy reakcja na nią.
- Hej, skarbie, co się stało? - zapytał delikatnie, używając palca wskazującego aby podnieść głowę chłopaka. Jego oczy otworzyły się powoli i zaprzeczył swoją głową tym razem wolniej.
To zajęło Louisowi chwilę, aby zrozumieć odpowiedź na jego pytanie. Uderzyło to prosto w jego serce. Harry niesamowicie cierpiał. Wyglądał na tak złego i zawstydzonego swoją odpowiedzią. Louis chciał pochwycić go w największy uścisk jaki potrafił, ponieważ obserwowanie Harry’ego w takim stanie przyprawiało jego serce do tego, że rozsypywało się na kawałki.
- Ty- ty nie znasz tego uczucia? - Zapytał cicho i delikatnie. Jego palec nadal pozostawał pod brodą Harry’ego, nie pozwalając mu schować głowy.
Harry westchnął głośno i odstawił głowę od palca Louisa. Na jego ustach pojawił się wykrzywiony uśmiech w momencie, kiedy kręcił swoją głową na boki, jak gdyby odpowiedź na pytanie Louisa była najbardziej oczywistą odpowiedzią na świecie. Podniósł długopis z pianina i zaczął pisać nim po kartce papieru.
~Dobra, oczywiście, jestem daleki poczucia tego, co Ty teraz czujesz.~
- Co masz na myśli? - Louis zapytał, praktycznie szepcąc. Atmosfera w pokoju z radosnej stała się niesamowicie przygnębiająca.
~Nigdy się nawet nie całowałem.~
To stało się wtedy, kiedy Louis przeczytał te słowa wiele razy. Harry wydał z siebie pozbawione humoru westchnięcie, które nie było zaakcentowane przez psotę bądź śmiech. Louis czuł, jak te słowa wręcz wżerają się w jego skórę. Z oczami Harry’ego, które z sekundy na sekundę stawały się coraz bardziej zaszklone i realizmem tych słów, Louis mógł powiedzieć, że ten temat nie był czymś błahym dla chłopaka. Wydawał się być niesamowicie poruszony tematem, iż nigdy się nie całował, co sprawiało, że Louis tracił głos.
Ten sposób w jaki napisał „Nigdy się nawet nie całowałem”. Wyraz „nawet” brzmiał jakby była to najłatwiejsza rzecz na świecie, a nawet tego nie mógł osiągnąć. Wyglądało to tak, jakby było to czymś co stało u podnóża góry, pierwszy płotek, a on nie był w stanie go pokonać i otworzyć sobie drogę do większych przeżyć. Łącząc to ze sposobem w jaki Harry reagował. Wyglądał na wręcz zdesperowanego. Nie w ten sposób. Nie w głupi sposób, w którym byłby zdesperowany żeby pocałować się nie zważając na wszystko. Nie, on wyglądał na pragnącego kogoś kto zrozumie. Kogoś kto zainteresuje się nim.
- Harry, nie denerwuj się, proszę. - Louis powiedział w momencie, kiedy załzawione oczy chłopaka przeskanowały jego twarz. Umieścił dłoń pod podbródkiem Harry’ego i zaczął gładzić kciukiem jego delikatną skórę policzka.
Harry popatrzał na niego i westchnął, jakby chciał powiedzieć „Nie potrafię nic na to poradzić”
- Proszę, porozmawiaj ze mną, nie lubią patrzeć na ciebie w takim stanie. - powiedział delikatnie. Harry zamknął oczy powoli i chwycił długopis. Louis przestał rozluźniać go swoją dłonią i odsunął ją, aby pozwolić chłopakowi pisać.
~Nie zrozumiesz…~
- Spróbuję, jednak pozwól mi na to bo bardzo tego chcę. - Oczy Harry’ego popatrzały w Louisa. Był to jedynie moment, jednak wystarczył by chłopak z kręconymi włosami uwierzył w to, co mówi do niego jego przyjaciel. Louis chciał wiedzieć i chciał zrozumieć co Harry czuje. Przejmował się nim na tyle ,że mógłby go słuchać dniami.
Harry pokiwał w momencie, kiedy pisał na kartce kolejne słowa.
~To znajome chwile i będzie niesamowicie patetyczne. Nie chcę Cię za bardzo obciążyć wyrzucając na Ciebie wszystkie swoje problemy…~
- Serio Harry, chcę Cię słuchać. Ty nigdy niczym nie obciążysz mnie, łapiesz to? A problemy nigdy nie są patetyczne jeżeli kogoś ranią. Jeżeli jest to ważne dla ciebie, to również dla mnie.
~Okej… w porządku… nie wiem nawet od czego zacząć. Czuje się głupio pisząc to, bo dla innych nie jest to niczym specjalnym i to nie oddziałuje tak na nich. Niektórzy nawet w ogóle się tym nie przejmują, a pocałunek jest dla nich jedną z form wyrażenia uczucia. Jednak dla mnie… dla mnie znaczy to coś, ponieważ ja nigdy nie otrzymałem żadnego uczucia od nikogo. Nie pozwalam ludziom nawet się dotknąć. Nie potrafię sobie z tym poradzić, po prostu to robię. Nie robię tego z jakimś zamiarem. Czuje się po prostu niekomfortowo jeżeli robi to ktoś obcy. Najpierw muszę znaleźć osobę, z którą czuje się dobrze i mogę z nią normalnie przebywać, żeby nawet mogło przejść mi przez głowę, aby ją pocałować. Wiem, że to brzmi jakbym był niecierpliwy, ale jeżeli czeka się już tak długo to nie ma się siły robić tego dalej.
Wiem że prawdopodobnie powinienem obwiniać siebie o to jaki jestem, ale ciężko zaakceptować jest to, że nikt nie chce nawet ze mną porozmawiać.
To mnie rani. Wiem, brzmi to patetycznie. Nie mam kogoś, kto może mnie pocałować, więc cierpię? Wiem, na świecie jest wiele innych problemów. Ludzie umierają z błahych powodów, a ja siedzę i rozpaczam nad tym, że nikt nie chce mnie pocałować. Ale to właśnie jest największy problem jaki posiadam i jedyny na jakim się koncentruje. Wiem, że fakt, iż nie mówię, jest również dużym kłopotem, ale już się do tego przyzwyczaiłem. Nie przejmowałem się tym, że nie jestem z nikim do jakiś kilku lat wstecz. Jestem w wieku, w którym ludzie mają już swoich pierwszych chłopaków czy dziewczyny i już uprawiają ze sobą seks, a ja nie mogę nawet otrzymać pocałunku. Głupiego pieprzonego pocałunku.
To dzieje się wtedy, kiedy widzę jakąś parę. Wyglądają na takich szczęśliwych, a ja tylko chcę poczuć w jakimś małym procencie to, co oni czują. Oni muszą być zadowoleni ze swojego życia, ponieważ wiedzą, że istnieje ktoś kto ich lubi za to jacy są. Podoba im się to jak wyglądają i jacy są w środku. Uważają że są piękni i cudowni. Potencjalnie chcą być ze sobą do końca swoich dni. Dlaczego ktoś nie może mnie polubić w ten sposób?
Kiedy słyszysz, że dziewczyny rozmawiają ze sobą o uprawianiu seksu, czujesz jakby było to kierowane w twoim kierunku. Tak jakby śmiali się z faktu, że nawet się nie całowałeś. One robiły to w momencie, kiedy ukończyły jedenaście lat.
To sprawia, że czuję się taki niedojrzały. Oni są dużo bardziej doświadczeni. Całowali się i robili inne rzeczy, rzeczy które ja mogę sobie jedynie wyobrazić, ponieważ nie potrafię nawet przeskoczyć przez pierwszy płotek.
Jestem przerażony, że nikt nigdy mnie nie pokocha w ten sposób. Jestem przerażony, że całe życie będę sam. Ponieważ szczerze, kto pokocha niemowę? Uważają, że jestem głupi i dziecinny ponieważ nie mam pojęcia co zrobić, aby ich pocałować. Uważają mnie za niedoświadczonego i zostawiają. Ale tak w ogóle, to jeszcze nie było nikogo, kto chciałby mnie pocałować.
Niektórzy ludzie w ogóle nie przykładają wagi do pocałunków. Całują wszystkich. I bez obrazy, ale jesteś jednym z nich. Nie nienawidzę Cię za to. Tak w ogóle to się tym nie przejmuje. Mówię jedynie, że większość ludzi właśnie tak się zachowuje. Jest to dla nich coś mało ważnego. Dla mnie jest naprawdę sporo. To pokazuje wiele emocji i jest czymś, co zrobisz z osobą którą lubisz, by pokazać jej jak bardzo Ci zależy. A większość ludzi nie przykłada większej wagi do osoby, którą całuje.
Ale są też tacy, którzy dokładnie wiedzą z kim są, są tymi, którzy obdarowywani są słowami jacy są piękni, cudowni, gorący lub szczupli. Są tymi, którzy są zakochani.
To tylko… To takie jebanie proste. To dlaczego nie całowałem się jeszcze?
Czy jestem brzydki?
Czy jestem dziwny?
Czy naprawdę jestem aż tak pojebany?
Czy jestem wariatem?
Czy jestem człowiekiem, który jest aż tak bardzo niemożliwy do pokochania, że nie można go nawet pocałować?
Harry nie mógł powstrzymać dużej guli, która właśnie powstawała w jego gardle, ani łez, które rodziły się w oczach. Czuł się niesamowicie patetycznie. Czuł się głupio. Nigdy nie powiedział nikomu jak się czuł w tym temacie. To było coś, co dusiło się w nim przez cały czas. Jednak nagle, kiedy błękitne oczy popatrzyły na niego, potrafił wylać to wszystko na papier i przestać ze sobą walczyć. Jego słowa zajęły praktycznie całą kartkę, jednak wciąż czuł, że nie powiedział wszystkiego. Te wszystkie emocje nie mogły zająć tylko tyle miejsca.
Wiedział, że Louis nie będzie się z niego śmiał, jednak wciąż część jego mózgu była wystraszona, że Louis uzna go za zbyt niewinnego i zostawi go.
Ponieważ właśnie taki był Harry: niewinny. Nikt nie powiedział mu, że jest piękny i choć nie zmieniał się przez to, nie czuł się komfortowo z tym, że ktoś przejmował się nim. Oczywiści jego mama mówiła mu to wiele razy i miał również rodzinę, ale tych komplementów nie bierze się na poważnie, ponieważ wypowiedziane są w zupełnie inny sposób.
Harry tylko chciał być kochany.
Był wystraszony, by popatrzeć na Louis i zobaczyć jego reakcję podczas, kiedy o czytał jego wypowiedź. Nie chciał widzieć jego twarzy, kiedy uzmysłowił sobie jaki patetyczny jest.
Wreszcie, Harry usłyszał jak Louis przesuwa się na stołku. Bez wypowiadania ani jednego słowa Louis usiadł na krześle krzyżując nogi, a potem podniósł kolana Harry’ego by zrobił to samo. Harry zrobił dokładnie to, co Louis, ale wciąż nie patrzał na jego twarz. Kartka leżała pomiędzy nimi.
Ich kolana dotykały się, kiedy siedzieli. Kolana Harry’ego aż parzyły od dotyku kolan Louisa. Wciąż nie był przyzwyczajony do dotyku Louisa i na pewno to, że lubił Louisa bardziej nie pomagało mu w tym.
Kiedy obydwie ręce Louisa pochwyciły policzki Harry’ego i starał się podnieść twarz do góry, Harry zrobił wszystko, aby wyglądać normalnie, co nie było proste, ponieważ był bardzo emocjonalny. Nie pozwalał mu łatwo tego zrobić, na co Louis jedynie wyszeptał:
- Daj spokój Harry, popatrz na mnie.
Oczy Harry’ego tańczyły twarzy Louisa, szukając jakiegoś cienia rozbawienia. Niestety nie znalazł żadnego. Popatrzał w oczy Louisa i zobaczył, że chłopak nie zamierzał się śmiać. Wyglądał może nawet na tak smutnego jak Harry. Chłopak zabrał w sobie słowa kręconowłosego głęboko do siebie. Rozumiał go.
- Chcę… Chcę żebyś mnie posłuchał, dobrze? Nie przeszkadzaj mi, nie zaprzeczaj lub dementuj niczego. Tylko słuchaj.
Harry pokiwał, nie wiedząc do czego zmierza rozmowa. Słowa Louisa były ciężkie i musiał odchrząknąć by móc dalej mówić.
-T y… kurwa Harry. Ty nie zdajesz sobie sprawy z tego jak piękny jesteś, prawda? Ja… ja nigdy nie widziałem przedtem nikogo, kto byłby tak piękny i wyglądał jak ty. Nie ma niczego, co jakoś stawia Cię z boku grupy. Jednak z drugiej strony wybijasz się trochę od reszty, ale w dobrym sensie, ponieważ jesteś najwspanialszą osobą jaką spotkałem. Zapomnij o fakcie, że nie mówisz, zapomnij o tym, że może nie lubisz nawiązywać z kimś fizycznego kontaktu i zapomnij o tym, że się nie całowałeś. Nic z tego nie ma znaczenia. Ty Hazz jesteś perfekcyjny. Twój wygląd zewnętrzny jest równie wspaniały jak wewnętrzy. Masz nieziemskie zielone oczy, w których przypuszczam, nikt nie zauroczył się tak jak ja. Masz wspaniałe kręcone włosy, delikatniejsze niż wszystko inne. Jesteś po prostu sobą. Ludzie są idiotami, że jeszcze nie całowali się z tak wspaniałą osobą.
Serce Harry’ego biło jak szalone. Oddychał przez nos przygryzając dolną wargę. Mógł się założyć, że jego oczy były szerokie, kiedy patrzał prosto na Louisa. Nie wiedział co ma zrobić, kiedy te słowa zostały wypowiedziane w jego kierunku.
Nikt nigdy nie powiedział do niego niczego podobnego, niczego tak miłego. Nie dało się praktycznie w nie uwierzyć. Harry nie potrafił przyjąć aż tak wielkiej dawki komplementów, kiedy w przeszłości nie otrzymał ani jednego. Słysząc, że wychodzą one od Louisa, dostawały specjalną wagę. Louis był chłopakiem, którego lubił i choć komplementy wcale nie znaczyły, że również go lubił, nadal pochodziły od mężczyzny, którego podziwiał, więc tylko to miało znaczenie.
Louis właśnie nazwał go pięknym.
Nie potrafił nawet opisać jak się teraz czuł.
Ślepo sięgnął po długopis i położył papier na kolanie, żeby móc napisać. Ręka Louisa odsunęła się od jego twarzy i nagle jego skóra stała się jakaś nienaturalnie zimna.
~Ja… Nikt nie powiedział do mnie wcześniej czegoś podobnego…~
- Wiem i to właśnie jest parodia, że tego nie zrobili. Ponieważ zasługujesz, aby mówiono Ci je miliony razy w kółko, naprawdę.
Serce Harry’ego znowu zatrzepotało, a w brzuchu poczuł przyjemne motyle.
~Ja po prostu chcę być specjalny. Marzę o tym, by być wystarczająco wystarczającym, by ktoś mnie polubił w taki sam sposób i chciał pokochać mnie i mówił mi te wszystkie rzeczy, które właśnie Ty powiedziałeś…~
- Kurwa, Harry, jesteś specjalny. Nie widzisz tego, ale jesteś. Nikt nie jest tak specjalny jak Ty, przysięgam Ci. Ja… Ja marzę o tym, by być wystarczającym dla ciebie…
Wystarczającym dla mnie? Harry był zaskoczony. Oczywiście że był specjalny. O czym w ogóle on mówił? Jeżeli już coś, to Harry nie był wystarczający dla Louisa. Był nikim i niczym nadzwyczajnym.
~Co masz na myśli mówiąc, że nie jesteś wystarczający dla mnie?~
Louis westchnął i przejechał ręką po swojej twarzy. Otworzył i zamknął swoje usta kilkakrotnie. Gdy już dźwięk miał się z nich wydostawać, szybko zostały zatrzymane. Starszy chłopak zamknął mocno oczy w momencie, kiedy miał mówić, jakby miał mówić jakiś sekret, pomimo tego, że nie mógł tego zrobić.
- Ja… ja naprawdę Cię lubię, Harry. Tak lubię, lubię, bardziej niż powinienem. I nienawidzę tego, że nie zasługuję na ciebie. Pragnę być dla ciebie wystarczający, ponieważ chcę się w tobie zakochać bardziej, niż wszystkim innym. Chcę być twoim pierwszym pocałunkiem, naprawdę chcę, ale nie mogę tego zrobić, jeżeli Ty nie lubisz mnie w taki sposób, jak ja ciebie. Nie zasługuje na to, bo Ty potrzebujesz kogoś wyjątkowego, aby to zrobić. Ja nie jestem tym właściwym.
Harry myślał, że zacznie się hiperwentylować w momencie, kiedy Louis mówił. Louis nie kłamał. Myśl ta przelatywała przez głowę Harry’ego wiele razy w momencie, kiedy przemawiał. Jego oczy zawsze pokazywały czy mówił prawdę, cokolwiek by zrobił, z jego oczu czytać można było jak z otwartej książki. Więc kiedy Harry zobaczył w nich czystą szczerość i odrobinę bólu, myślał że jego serce roztopi się.
Tysiąc myśli przelatywało w jednej sekundzie przez jego głowę. ‘Louis lubi mnie’ - biegało po jego umyśle tak szybko, że nie potrafił tego pochwycić. Nie rozumiał jak to możliwe. Louis lubił go? Chłopaka, który nie może mówić? To nie było możliwe.
Jak gdyby zauważając (w pewien sposób) załamanie Harry’ego, Louis szybko zaczął mówić.
- Boże, przepraszam. Łapę to, Ty mnie nie lubisz. Kurwa jestem taki głupi. Proszę, nie chcę aby to jakoś nam przeszkodziło w przyjaźni, proszę. Naprawdę uwielbiam być twoim przyjacielem i nie wiem co zrobiłbym, jeżeli byś mnie znienawidził i -
Harry przerwał brednie Louisa, przez pokazanie mu tego co szybko zapisał na kartce papieru. Jedyną emocją jaka malowała się na jego twarzy to szok.
~Naprawdę tak czujesz?~
- Tak, jestem w stu procentach pewien. Przepraszam, jeżeli cię wystraszyłem. Przysięgam, że już nigdy nie wrócę do tego tematu, jeżeli powiesz mi żebym się odczepił. Ja łapię to, znaczy -
~Bardzo dużo mówisz.~
Poczucie humoru Harry’ego nie spowodowało, że Louis zachichotał, choć spowodowało, że przestał pieprzyć od rzeczy.
~Możesz nie bredzić i odpowiedzieć mi w oczywisty sposób. To naprawdę dużo dla mojej głowy…
Więc lubisz mnie? W ten sposób?~
- Tak. Bardziej niż możesz sobie wyobrazić. Nie kocham Cię, ale lubię… oops, przepraszam. - Louis mrugnął w momencie, kiedy przypomniał sobie że ma przestać mówić od rzeczy. Jego usta jednak wyglądały tak jakby nadal miały ochotę mówić.
~W taki sposób, jak ja lubię ciebie?~
- Uh… Dobrze. Ale to zależy w jaki sposób Ty lubisz mnie? - Głos Louisa podniósł się delikatnie, kiedy kończył zdanie.
~Więc ja sądzę… Sądzę że lubię, lubię cię…~
Harry zarumienił się. kiedy zapisał te słowa, a kolor zmienił się na szkarłatny, kiedy wręczał kartkę Louisowi. Może to serce, serce Harry’ego spowodowało, że zauważył, iż oczy Louisa zabłysły w momencie, kiedy czytał to, co było zapiane na papierze, jednak nawet jeżeli Harry zauważył chłopaka i jego uśmiech od ucha do ucha.
- Ty… Ty naprawdę?
~Tak… Ja tak… nawet bardzo…~
- Wow! Okej… nie wiem nawet co powiedzieć…
~… Więc… jeżeli obydwoje się lubimy, to co Ty na to, że chcę, abyś mnie pocałował?~
Harry obserwował jak Louis zamiera. Patrzył na Harry’ego przez kilka sekund. Na jego twarzy malowały się różne emocje.
- Nie… Ja nie mogę ci tego odebrać, Hazz. Nie mogę być tym, kto odbierze Ci coś tak specjalnego. - To było oczywiste, że Louis tego chce. Błysk w jego oku był szczery. Jednak coś nie pozwalało mu na to.
~Lou, proszę. Nie chcę, aby ktokolwiek inny był moim pierwszym pocałunkiem…~
Po przerwie na przemyślenie swojej decyzji, oczy Louisa rozbłysły się i stały się szersze. Patrzał głęboko w zieleń Harry’ego. Tym razem chłopak z kręconymi włosami nie przerwał tego spojrzenia. Kochał spoglądać w oczy Louisa, a tym razem były one jaśniejsze niż kiedykolwiek przedtem. Przyglądał się, jak chłopak przygryzał swoją wargę, żeby powstrzymać się przed uśmiechem. Skupił się jednak na tym, że Louis wyglądał na niesamowicie szczęśliwego, a wszystko to było spowodowane właśnie przez niego.
Serce Harry’ego biło jak szalone, a nerwy niszczyły jego kości bardziej niż mógł to sobie wyobrazić. Poziom adrenalina był wysoki, jednak i tak nie przerwała obawy o to, że robi coś złego. Nie mógł tego spieprzyć , po prostu nie mógł.
Louis przysunął się do niego powoli. Jedną ze swoich dłoni pochwycił policzek Harry’ego, podczas gdy drugą utonął na jego karku. Oddech Harry’ego był głęboki i ciężki, nie mógł tego powstrzymać. Kiedy ich twarze znajdowały się zaledwie kilak centymetrów od siebie, Louis wyszeptał ‘Nie bój się Harry.’
Harry chciał powiedzieć, że nie jest wystraszony, tylko zmartwiony. Chciał żeby to było perfekcyjne. Był podekscytowany bardziej niż przedtem. Niecierpliwie oczekiwał perfekcyjnych ust chłopaka. Oczekiwał momentu aż się spotkają, aż te delikatne usta spotkają się z jego po raz pierwszy.
Było to trochę zamazane, ale jednocześnie perfekcyjnie proste. Oczy Louisa zaczęły zamykać się powoli, a co Harry pozwolił swoim zrobić to samo. Czuł jak Louis przysuwa się bliżej. Robił to samo. Byli tak blisko. Zaledwie kilka milimetrów. Myśli Harry’ego drżały z emocji.
A potem się dotknęli.
Nie poruszali się; pozostawali w bezruchu. Usta Louisa przycisnęły się do ust Harry’ego, niezbyt mocno, lecz też nie zbyt delikatnie.
Zrobił to po prostu idealnie.
Usta jednego jak i drugiego były zaciśnięte. Myśl żeby zrobić cos więcej była kusząca, jednak Harry pozostawał w tym bezruchu, ponieważ kochał prostotę.
Przez dziesięć sekund właśnie to robili. Harry nie potrafił opisać tego co czuł. To było tak jakby cały świat krążył wokół Louisa i jego ust.
Z oporem Louis odsunął się od niego. Harry powlókł się za nim, kiedy to robił, chcąc aby ten dotyk trwał tak długo jak tylko mógł, jednak po chwili poddał się i pozwolił im się oddalić. W momencie, kiedy to się stało, Louis oparł swoje czoło o czoło Harry’ego. Otworzył oczy i zobaczył, że zieleń błyszczy dokładnie prze nim, a plamki w niej tańczą w radości.
Szeptając Louis powiedział
- Więc… Harry Stylesie, zostaniesz moim chłopakiem?
Serce Harry’ego rozpływało się w jego klatce piersiowej, a usłyszeć je mógł w swoich uszach. Biło tak szybko, że było to wręcz niemożliwe. Jego ręce trzęsły się w momencie, kiedy przykładał długopis do papieru.
~Definitywnie.~
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz