sobota, 23 listopada 2013

44

Sobota 9

-Nie Louis nie zrobię tego, choćbyś robił nie wiem, co.

Było to w następną sobotę, kiedy Louis starał się przekonać Harrego do zrobienia czegoś, czego-choć chłopak niesamowicie o to prosił -nie chciał zrobić. Z powrotem znaleźli się w pokoju z pianinem z resztą jak zazwyczaj i zaraz po tym jak skończyli grać na nim wspólnie Louis wpadł na ten chytry pomysł.

To była naprawdę zabawna i radosna piosenka, którą grali w tym tygodniu. Utrzymana w wysokim tonie. I dłonie łączyły się razem we wspaniałej zmieszanej z parodią melodii. Żaden pojedynczy błąd nie denerwował ich. Ciężko również było powiedzieć tutaj, że był to pojedynczy błąd. Jednak on dzisiaj świetnie się bawili.

Dla Louisa było to cos niesamowitego, że ich palce tworzyły wspólnie coś tak wspaniałego. Był na granicy zachwytu. Oczywiście każdy dźwięk, który powstawał był niesamowicie sfałszowany, jednak reakcja Harrego była tutaj właśnie zalążkiem dumy, która się w nim tworzyła. Harry nie świrował ni był przerażony w momencie, kiedy tak hałasowali. Zachowywał się dokładnie odwrotnie. W momencie, kiedy Harry zamarł, gdy wykonywali te straszliwie głośnie dźwięki Louis myślał, że dobry humor Harrego odejdzie tak szybko jak radość z tworzenia tej piosenki.

Ostatnim razem Louis nie znał chłopaka. Nie znał jego problem. Nie wiedział, że aż tak bardzo cierpi wewnętrznie. Nie polubił go ani nie był nim tak niesamowicie zauroczony- to brzmiało tak dziecinnie, choć było to coś więcej niż zauroczenie się najbardziej znanym dzieckiem w szkole-, które jest chłopakiem


Więc na prawdę, czego mógł spodziewać się Louis? Kiedy to samo zdarzyło się poprzednim razem Harry się załamał, a Louis niesamowicie martwił. Z dwóch powodów, powód pierwszy: kompletnie nie wiedział, co ma robić. Uświadomił sobie swoją niewiedzę, jeżeli chodzi o załatwianie problemów chłopaka na tamtym koncercie. Louis wiedział że jeżeli humor Harrego dramatycznie się pogorszy musi zrobić wszystko aby go poprawić, a on nie wiedział jak to zrobić kiedy chłopak zaczyna dostawać ataku. Powód drugi: jeżeli Harry zaczyna świrować to znaczy że Louis może nie ma aż tak dużego wpływu na niego ja mu się wydaje. Jeżeli zacznie wariować w jego obecności to na pewno ich relacje nie są aż takie bliskie. A jeżeli jest aż tak źle, a może nawet gorzej mózg Louisa z pewnością popadłby w paranoję pod tytułem „Co może jeszcze zrobić aby sprawić że chłopak zaufa mu jeszcze bardziej.

Całe to myślenie było jednak bez znaczenia.

Harry chichotał. Kurwa chichotał. I to sprawiło, że Louis zrobił to samo, tak na marginesie. Chichotał. Jakie to było nieziemski urocze? To było tak jakby małe bąbelki szczęśliwa i błogości wydostawały się z jego ust. Czy Harry naprawdę chciał sprawić żeby Louis umierał za każdym razem, kiedy go widzi z powodu jego słodkości? Ponieważ Louis uważał, że chyba to właśnie jest jego zamiarem.

Zadziałało to na niego w ten sam sposób, w jaki ostatnio, kiedy siedzieli na wzgórzu kilka tygodni temu. To sprawiało, że jego serce się rozpływało i uśmiechał się aż tak mocno, że polały go policzki. Bardzo mu pochlebiało to, że chłopak miał śmiałość, aby uśmiechać się i śmiać: się z nim

Więc śmiali się, chichotali, rumienili, uśmiechali. To było… urocze, urocze kilka godzin.



Wracając do sobotniego poranka po tym całym wydarzeniu w klubie, był to dość przezorny czas dla Louisa. Nie wiedział czy Harry będzie na niego zły czy też kompletnie o wszystkim zapomni. Obudził się a Harry wtulony był w niego śpiąc spokojnie. Na początku był to lekki szok. Niebieski ściany jakoś źle podziałały na jego jeszcze nierozbudzony system. Nie były one całkowicie niebieskie były raczej jakby czymś zmieszanym z niebieskim, co przypominało Louisowi o jego pokoju w Doncaster. Przypomniał sobie jak wiele razy budził się w nim patrzył na te ściany i modlił się o ty by okazało się, że pokój w jakiś sposób się zatrzasnął żeby nie dociął wstawać do szkoły. Jednak potem zazwyczaj dostawał wiadomość od Zayna, w której mowa był o jakiejś imprezie wieczornej i chęć do leniuchowania sama odchodziła.

Po chwili uświadomił sobie, że to jednak nie jego pokój a potem zorientował się, że ktoś na nim leży. Nie był za ciężki jak i za lekki. Nie aż tak lekki jak poduszka, którą zazwyczaj wtulał w siebie, kiedy był sam. Robił tak często udając, że to człowiek. Zawsze był to trochę zawstydzające, kiedy budził się rana a pokrywała ją worka plama. I nie był to mocz.

Jego oczy powędrowały w dół w chęci zarejestrowania, kim jest postać, która leży na jego klatce piersiowej. Zobaczył loki w wszystko powróciło do niego wręcz za pstryknięciem palca.

Zajęło mu chwile to, aby jak poukładać sobie myśli, jednak po chwili znów zrelaksował się w łóżku przy boku Harrego. Przypomniał sobie jak zdenerwowany szedł w kierunku tego domu, akceptację Anne, topiący serce uścisk Harrego, kiedy zobaczyło go, rozmowę z Anne spokojnego chłopaka, który ciągnął go po schodach na górę i w końcu to jak usnęli razem w swoich ramionach.

Głowa Harrego w tym momencie wtulona była w szyję Louisa. Jego delikatne oddech uderzały w jego szyję w taki sposób, że na całym jego ciele pojawiły się ciarki. Jego usta były delikatnie rozchylone a zza nich można był słyszeć bardzo ciche chrapanie prawie tak ciche, że nie można było go usłyszeć.

Louis rozmyślał nad tym, że już chyba kompletnie zwariował. Wpatruje się w chłopaka, który głęboko śpi, jednak nawet, jeżeli by chciał nie potrafiłby oderwać od niego swojego wzroku.

Nigdy nie wyglądał na tak młodego człowieka jak poprzedniej nocy. Teraz wyglądał starzej bardziej dorośle. To nie tak, że w tym momencie zmienił się w jakiegoś starego dziadka z brodą, nie, po prostu nie wyglądał tak dziecinnie. Był coś w jego głowie, co sprawiało, że gdy panikował wyglądał jak dziecko a teraz powrócił do siebie. Rysy jego twarzy były lekkie i beztroskie, ale jego szczeka była wyraźnie zarysowana, usta różowe i surowe, a twarz, choć niesamowita nadal miał na sobie pewne niedoskonałości.

Wyglądał wspaniale.

Louis czuł jakby coś zdarzyło się wczoraj wieczorem, coś dalekiego od nieszkodliwości. Oczywiście nie było, ale sposób, w jaki patrzał na niego i czuł aż tak wielki zachwyt, był zdziwiony e jego myśli wróciły z powrotem do normalności a nie starały się wmówić mu, że właśnie uprawiał seks ze swoim chłopakiem-, ponieważ po wszystkim zawsze miał skłonności do wracania pamięcią do tego.

Spokój został przerwany w momencie, kiedy – Louis do końca nie wiedział jak to opisać, ponieważ był to naprawdę dziwny dźwięk- chrząknięcie lub coś do tego podobnego zmieszane z jakimś mruczeniem wydobywających się z ust nadal śpiącego chłopaka. No dobra może nieśpiącego, ponieważ jego oczy były delikatnie otwarte, podczas tych sennych odgłosów. Po poprawieniu się na miejscu Harry wciskał swoją twarz w ramię Lou. Jego nos i usta były niewidoczne jak część jego twarzy. Nos zaś był delikatnie chłodnawy, co idealnie komponowało się z gorącą skórą Louisa.

Delikatny przebłysk zieleni przebił się przez rzęsy chłopaka, otwierając się na moment by potem zamknąć się na dłuższą chwilę. Robiły tak przez dłuższy czas do momentu aż nie zaczęły mrugać nieustannie.

Louis mógł jedynie zobaczyć jedno z jego oczy, jednak i tak mógł wywnioskować, że Harry starał się przyzwyczaić je do otoczenia. Chłopak z kręconymi włosami zamarł w bezruchu w momencie, kiedy odkrył, że to pod jego ciałem to nie poduszka. Louis zaś poczuł w tamtym momencie park oddechu, który uderzał w jego skórę. Było to cos takiego jakby całe jego ciało nie potrafiło powstrzymać się, aby nie zareagować na nową „poduszkę”, na której leżał.

Powoli obrócił się na plecy a jego wzrok przeniósł się na Louisa, który starał się uśmiechnąć w taki sposób by nie go zrazić. Wyglądało na to, że wszystko gra w momencie, kiedy Harry westchnął w uldze- lub jedynie Louisowi wydawało się, że jest to ulga- i pokiwał głową w powitaniu, po czym przygryzł wargę i wtulił się w poduszkę powtórnie.

Louis zmarszczył czoło na tę reakcję Harrego. Spodziewał się czegokolwiek. Jakiejś złości albo skrzywdzonej miny, może, jeżeli mu się poszczęści zadowolonej miny-, choć wiedział, że to nie możliwe.

- Wszystko w porządku Harry?- Louis nie wiedział jak zachrypnięty będzie jego głos tego ranka do momentu aż nie przemówił. Brzmiał jak żaba. Głos był taki szorstki tak różny od jego codziennego delikatnego z wysokim tonem, który nigdy od dziecka go nie opuszczał.

Załamał się on na pierwszym słowie, co jedynie poświadczało, że nie wykorzystywał swoich strun głosowych od kilku godzin a teraz były zamroczone snem. Zakaszlał żeby pozbyć się tego i powtórzył pytanie.

Harry wymruczał ciężko do poduszki.

To było bardzo ciekawe Harry –Louis pomyślał.

Cisza zawładnęła przez kilak minut pomieszczeniem w momencie, kiedy Louis nie wiedział, co ma powiedzieć. Ciężkie oddech Harrego można było głośno słyszeć w pokoju, kiedy jego twarz wtulona była w pościel.

Chociaż nie dostał prawie żadnej reakcji, odpowiedział sobie sam przez to, co dostał przed chwilą. Harry kompletnie go ignorował. Nie był na niego zły. Nie wyglądał przynajmniej na takiego, którego Louis miał niby wykorzystać, a ta sztywność w jego ramionach spowodowana była jedynie tym, że nie wiedział, kto znajduje się oko niego w łóżku. Przecież zaraz po tym jak go zobaczył kontynuował spanie. Będzie humorzasty i chłopak z rozmierzwionymi włosami wiedział to a zmęczenie jedynie to podwoi. Znaczy uśmiechnął się, więc czego mógłby chcieć więcej?

Louis poczuł głód, który zaczął rodzić się w jego żołądku i wtedy znalazł temat do rozmowy.- Jesteś głodny? Chcesz coś do jedzenia?- Jego ręka podniosła się i delikatnie pogłaskała tył głowy Harrego. Kciuk poruszał się w górę i w dół w momencie, kiedy zakładał za ucho chłopaka jego włosy. Poczuł, że jego głowa delikatnie przysuwa się do niego jak gdyby czuł się komfortowo tym geście.

Jego głowa zaczęła trząść się na boki w geście zaprzeczenia a on sam wydał z siebie ten sam dźwięk, co przedtem. Odwrócił się z powrotem w kierunku Louisa a jego oczy nadal były zamknięte.

-Czy będziesz miał coś, przeciwko jeżeli pójdę coś zjeść? Wyglądasz jakbyś nadal chciał spać, więc będzie prościej, jeżeli nie zostanę w łóżku z tobą…

Harry wyglądał jakby stracił swój czepliwy nastrój, który posiadał nocy poprzedniej i jedynie wymruczał cos do siebie. Jego twarz znowu wbiła się w poduszkę, po czym chłopak głośno westchnął i powrócił do snu.

Louis pokiwał głową i wymruczał „w porządku”, kiedy zdecydował, co robić. Usiadł tak, aby nie trząść łóżkiem za bardzo. Kiedy wyciągnął swoją rękę spod głowy Harrego poczuł jak gdyby maleńkie igiełki wbijały się w jego skórę? Nie czuł nawet, że ciężar Harrego przyprawił go teraz o chwilowy bezwład ręki. Wygramolił się spod kołdry i położył swoje stopy na dywan koło łózka.

Ostatni raz patrząc na Harrego otworzył drzwi I wyślizgnął się z pokoju najciszej jak potrafił, po czym powoli udał się do kuchni w poszukiwaniu jedzenia, czując się na bardzo szczęśliwego z dzisiejszego zachowania chłopaka. Louis uważał to za swój sukces.



A potem oczom Louisa ukazały się ulotki broszury reklamy jakkolwiek to nazwać. Były jaskrawe, różnokolorowe i wiele z zakresu Word Art. I te były najciekawsze. I właśnie te przyciągnęły najbardziej uwagę Louisa.

Tak szczerze to Harry nie chciał mu tego dać nie zaoferował mu tego na złotym talerzu. Ale na pewno ten skrawek papieru wystawał z tylnej kieszeni spodni chłopaka z lokami a Louis nie potrafił się powstrzymać przed sprawdzeniem, co to jest. Zanim Harry był w stanie w jakichkolwiek sposób zareagować Louis zeskoczył z krzesła i pobiegł w kierunku kąta pokoju, aby zdobyć trochę czasu na przeczytanie tego, co znajduje się w środku. Oczy skanowały kartkę szybko do momentu aż postać Harrego nie stanęła mu na drodze.

Po chwili, jego ręka chwyciła papier I wyrwała Louisowi. Ukrył ją za swoimi plecami a jego twarz wypełniła się frustracją.

-Awiw skarbie nie bądź taki- Louis wyjęczał dąsając się. Chłopak z kręconymi włosami wykonał w tamtym momencie kwaśną minę a jego gardła zdusiło chichotanie.

Oplótł swoją rękę wokół tali Harrego z psotnym spojrzeniem w oczach. Jego ręce plątały się w chęci dosięgnięcia kartki trzymanej przez niego. Jego ciało oparło się o jego wlane w taki sposób, że Hary prawie schylał się. Dźwięk śmiechu zaczął wydobywać się z ust Harrego w momencie, kiedy Louis kontynuował siłowanie się z nim, a wszystko to robił żeby zobaczyć tę małą kartkę. W końcu palce Louis dosięgnęły znajomego materiału i chwyciły z całej siły. Harry nie chcąc już dłużej denerwować starszego chłopaka puścił ją i pozwolił zabrać.

-Dlaczego nie chcesz żebym to zobaczył?- Louis zapytał delikatnie, naciskając na zabawny ton w swoim głosie. Harry wyprostował się i pokręcił swoją głową jakby w skrusze.

-To tylko o konkursie talentów, nieprawdaż? Potrzebują kogoś w zastępstwo?- Harry pokiwał głową starając się przy tym wyglądać jak najbardziej poważnie.

- Więc dlaczego nie chcesz żebym to zobaczył?- Louis zapytał cicho. Harry głośno westchnął i odsunął się od niego wyciągając rękę po papier do zapisywania nut i napisał na tylnej stronie.

Ponieważ będziesz starał się mnie do tego przekupić.

Louis szybko chwycił długopis i przyciągnął papier do siebie.

Co w tym złego?

Wyraz twarzy Harrego nie był ekspresywny, ale Louis mógł zobaczyć w nim odrobinę niedowierzania.

Ponieważ nie chcę tego robić?

Ale dlaczego nie?

Louis westchnął wiedział dokładnie, że jest to ciężkie zadanie. Oczy Harrego przepływały determinacją w momencie, kiedy wpatrzone były w kartkę papieru.

Ponieważ nie chcę czy to takie trudne?

Trudne jest to, że próbuje ci powiedzieć, że to sprawi, że poczujesz się lepiej a ty ignorujesz mnie!

Harry przewrócił oczami i rzucił w kierunku Louisa ostre spojrzenie. Wiedział, że to nie jest argument a jego wzrok wcale nie miał być agresywny jedynie delikatnie sfrustrowany. Louis wiedział to samo jednak jedyne, czego chciał to to żeby chłopak go wysłuchał. Nie chciał być zarozumiały, ale dokładnie to wiedział. Znajdował się w przemyśle rozrywkowym i przedstawiał już jakieś miliony razy. Dlatego właśnie wiedział, że takie mały talent show będzie dla Harrego czymś idealnym.

Dlaczego wszyscy myślą, że śmianie się ze mnie jest czymś normalnym?!

Wzrok chłopaka z kręconymi włosami przeniósł się na klawiaturę pianina, po czym podał kartkę Louisowi. Włosy przykryły mu twarz jednak i tak nie ukryły zimnego wyrazu jego twarzy.

Louis poczuł smutek, który przepływa przez jego żyły wypełniając jego ciało zmartwieniem.

Czy naprawdę to, o czym wspomniał Harry się zdarzyło? Dlaczego nigdy nie pomyślał o tym? Dlaczego nie uświadomił sobie tego wcześniej? Dlaczego?

- Harry- Louis prawie wyszeptał. Kiedy miał kontynuować Harry odebrał mu kartkę papieru I zaczął pisać.

Nie chcę twojego współczucia. Nie chcę żadnego pieprznego żalu i smutku z powodu tego, jaki jestem. Nie stara się równie też cały czas mną opiekować, ponieważ mam już tego dosyć. Ja nie potrzebuje tego od ludzi.

Louis poczuł ból w sercu. Nie mógł do końca opisać, dlaczego jego serce w tamtym momencie znalazło się gdzieś na dnie żołądka jednak przypuszczał, że to, dlatego iż Harry wyglądał na niesamowicie stałego i wytrwałego w swoich słowach. A z drugiej strony jakby był już zmęczony i wyczerpany tym współczuciem. Louis nie wiedział, co powiedzieć. Wszystko wokół niego wirowało a w jego mózgu nie potrafiło ułożyć się ani jedno sensowne zdanie.

Przez jego ciało przeszedł prąd nazwany brak pewności siebie. Nie, gdy nie maił z tym problemu, ponieważ zapewnienie w to, że jest najlepszy odziedziczył z genami jednak w tym momencie było inaczej. Wszystkich, których znał byli głośni a arogancja przebijała się przez ich zachowanie, a przynajmniej połowa uczniów jego Uniwersytetu. Tacy właśnie byli. A Harry nie był taki i dlatego właśnie aż tak głęboko ulokował się w jego sercu

Wreszcie Louis postawił na prostotę:

Oni nie będą się z ciebie śmiać, Harry…

Harry głośno westchnął jakby słowa Louis było totalny nieprawdą.

Oczywiście, że będą. Nie jestem głupi Lou.

A skąd wiesz, że będą? Jesteś wspaniały Harry. Na pewno nie będą śmiać się z kogoś tak utalentowanego jak ty. Jeżeli już coś to będą siedzieć oszołomieni w ciszy.

Harremu zajęło chwilę zanim odpowiedział. Na samym początku siedział wpatrując się ślepo w kartkę papieru, po czym podniósł długopis i przyłożył go do niej pozostając w bezruchu. Siedział tam i po prostu wpatrywał się. W końcu po kilku minutach napisał:

Ale oni mnie nie lubią…

Louis poczuł jak jego serce roztrzaskuje się. Chłopak miał mocno zaciśnięte oczy i oddychał głęboko przez nos, aby uspokoić swoje narastające emocje.

To był taki prosty gest. Taki krótki, a jednocześnie słodki.

Pokazywało tak wiele… tak wiele samotności, smutku i żalu zmieszanego z goryczą. Choć nie ukazywało ani złości ani agresji było pokazane w dokładnie taki sposób. Louis mógł wyobrazić sobie te wszystkie słowa, który wydostają się w tym momencie z jego ust, sposób w jaj zapisał to wszystko ukazywały wszystkie jego uczucia. Słowa były niesamowicie smutne jednak Harry znalazł siłę, aby je wyrazić. Wydostawały się w powietrze jedynie po to by po chwili opaść i usadowić się na sercu chłopaka z lokami. Louis chciał być kluczem do otworzenia ich. Chciał roztrząsać delikatną skorupkę, w której się znajdowały. Wyrzuciłby je z niego i wyciągnął z Harrego pesymistyczne myślenie. A zastąpił je swoim imieniem taka by dokładnie wiedział, że ma kogoś, kto martwi się o niego.

-Harry- Louis odpowiedział delikatnie – Nie mów tak.

Nie mówić, czego? Wiesz dokładnie, co się stanie. Oni nie będą wiwatować I klaskać komuś, kogo kurwa nienawidzą. Będą wygwizdywać mnie i krzyczeć a ja nie chcę żeby moje życie było gorsze niż jest w tym momencie.

Kurwa Harry nie mów tak. Ty nie widzisz tego, jaki dobry jesteś? Niezależnie od tego czy masz w nich swoich kumpli czy też nie, oni nie mogą nie zauważyć jaki cholernie dobry jesteś. To będzie dla ciebie naprawdę dobre uwierz w to. Dostaniesz taką pewność siebie i sprawisz, że twoja mama będzie naprawdę dumna.

Nie Louis nie zrobię tego, choćbyś zrobił nie wiem, co.

Sprawisz, że ja będę dumny.

Harry westchnął głośno i przeczesał swoimi palcami kręcone włosy w zwątpieniu. Louis popatrzał na niego w ciekawości tego, co za chwilę zrobi i odburknął we frustracji.

Nie rób tego, Louis. Nie sprawiaj, że czuje się winny nie wchodząc w to, proszę.

Nie chcę sprawić żebyś czuł się winny! Po prostu mówię prawdę! Będę z ciebie taki dumny Harry. Nawet nie potrafię wyrazić tego słowami. Daj spokój Haz, dokładnie wiesz, że jest to dobry pomysł. Poczujesz się bardzie pewny siebie. Wiem, że w głębi siebie chcesz tego.

Harry odpowiedział taką samą reakcją jak przedtem, wzdychając i chwytając swoje brązowe loki. Jego twarz wyglądała na rozerwaną, niezdecydowaną i nerwową.

Nie sądzę, że potrafię to zrobić, Lou. Wiem, o czym mówisz i w pewien sposób zgadzam się z tobą, ale nie sądzę, że… że potrafię to zrobić…

Możesz skarbie. Pomyśl jak fajnie będzie po tym, pomyśl jak będziesz się czuł w momencie, kiedy zagrasz tam. Mogę ci powiedzieć z własnego doświadczenia, że przez jakieś 10 minut będziesz czuł się jak w euforii.

Ja tylko… To jest przerażające…

Wiem, że jest, ponieważ też to często robię. Praktycznie robię to całe życie i za każdym razem stojąc przed sceną mam niesamowitą tremę nie zależnie od tego jak mały występ jest. Ale wokół siebie mam ludzi, którzy mnie wspierają i życzą mi szczęścia sprawiając, że czuję się tak… tak pewny siebie, że czuję się w stanie skopać tyłki wszystkim dookoła i wykonać najlepszy pokaz w moim życiu. Możesz to zrobić, Harry.

Nie mogę! Nie mam wokół tych ludzi, którzy mnie wspierają, nie tak jak ty. Nie mam tych wspaniałych przyjaciół, którzy zawsze są koło mnie, aby życzyć mi szczęścia, mówić mi żebym połamał nogi jednak i tak wiedzą, że wyjdzie mi świetnie. Ludzie w tym tłumie nie są moimi przyjaciółmi. Wiem, że nie są moimi wrogami, ale na pewno nie są tymi, którzy mnie lubią. Nie mam tego wsparcia!

Kurwa Harry oczywiście, że masz. Masz mamę i wiem również, że na pewno Gemma znajdzie odrobinę czasu, aby cię wesprzeć lub przynajmniej do ciebie zadzwoni. Nawet Robin w którymkolwiek jest teraz kraju napisze do ciebie i będzie życzył ci szczęścia. I masz kogoś, kto chce widzieć, że jesteś szczęśliwy, kogoś, kto chce zobaczyć ten uśmiech, który rozświetli twoją twarz po występie, ponieważ to jest uśmiech, który rozpala w nim rozkosz i jest to uśmiech, który chce widzieć każdego pojedynczego dnia: masz mnie.

Błyszczące zielone oczy Harrego popatrzały zza długich rzęs na Louisa. Przeskanowały jego twarz poszukując jakiejkolwiek oznaki, która mówiłaby o tym, że w głębi siebie wie, że nie da rady z nim być. Tak szczerze te wszystkie słowa sprawiły, że serce w klatce piersiowej chłopaka zabiło szybciej. Oddychał coraz szybciej z każdym kolejnym słowem.

Harry poczuł się potrzebny, a to było wspaniałe uczucie.

Na twarzy Louis nie malowało się nic innego jak tylko szczerość bez żadnej oznaki kłamstwa. O dokładnie wiedział, co mówi i robił to prosto z serca. Delikatny uśmiech na jego idealnie zapewniał go o tym wszystkim i sprawiał, że nie musiał wypowiadać dodatkowo żadnych słów.

Wyraz twarzy Harrego mówił: „Naprawdę masz to na myśli”

-Naprawdę Harry tak bardzo, że jest to prawie nie możliwe- Zaśmiał się sucho.

Na twarzy chłopaka wciąż gościło niezdecydowanie. To było coś takiego jakby toczył ze sobą mentalną bitwę.

-Po prostu weź udział Harry.- Louis delikatnie powiedział.

Harry wziął do ręki długopis I zapisał na kartce:

Na pewno tam będziesz?

- Przez każdą sekundę. Powiedział, wypowiadając dokładnie każdą sylabę, aby Harry mógł zrozumieć wszystko dokładnie.

Chłopak z lokami pokiwał głową, tak jakby jeszcze do końca nie był pewien czy robi dobrze.

-Tak?- Louis powiedział z szeroko otwartymi oczami i dużym uśmiechem.

Zabrało mu kilka minut to żeby definitywnie odpowiedzieć mu na jego pytanie. Zanim Louis zdążył zapytać go powtórnie o to Harry pokiwał głową z jeszcze większą determinacją niż przedtem mówiąc mu przez to, że tak zamierza przedstawić to przed całą szkołą. A Louis sprawił, że to się stało.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz