Sobota 5
Louis spuścił głowę, kiedy przechodził przez recepcję, chcąc ukryć się przed rzeczywistością. Jego szara czapka zakrywała przynajmniej tak jak jemu się wydawało lekkomyślnie pozostawione w nieładzie brązowe włosy. Kosmyki włosów były jakieś dziwnie obce i ciężkie na głowie Louisa kiedy nałożył na nie jak zwykle niewielką warstwę żelu. Był to jego codzienny zwyczaj który miał sprawić że jego fryzura wyglądała tak jakby dopiero co wstał z łóżka po udanej nocy.
Był jeszcze ciepły a jego kończyny ospałe. Opalona skóra która pokrywała jego ciało była niezwykle szorstka i sucha. Coś po prostu zatrzymało jego coniedzielne nawilżanie ciała. Co mógł powiedzieć, lubił nie tylko ładnie wyglądać, ale też dobrze się czuć nie dbając o to jak gejowsko to brzmiało, nadal chciał mieć pewność, że wyglądał perfekcyjnie.
Był pewien, że miał sine worki pod oczami, którym tym razem nie żałował. Nawet kiedy pozbył się widocznych oznak swojego zmęczenia jego szurające po ziemi stopy i obwisłe ramiona zdradzały jego prawdziwe samopoczucie. Nie miał siły nawet podnieść stóp, więc zamiast tego szurał nimi po ziemi. Włóczenie się po korytarzu przypominało mu jedynie o jego okropnym stanie umysłu.
Problem był w tym że Louis nie potrafił jasno myśleć. Nie potrafił się zdecydować czy przyjście tutaj w poszukiwaniu Harrego było dobrą czy też złą rzeczą. Nie był nawet pewien czy Harry jeszcze się tu pojawi. Myśl o tym że mógłby tego nie zrobić wywoływała u niego straszne uczucia. Louis starał się powiedzieć sobie, że kiedy Harry nie pojawi się, dostanie przynajmniej jednoznaczną odpowiedź na pytanie, które dręczyło go od zeszłego tygodnia.
Czy spieprzył wszystko zanim cokolwiek się zaczęło?
Czym było to „to”, nie mógł się zdecydować. I jeżeli ma być szczery to było to teraz na liście jego priorytetów. Pierwszą rzeczą, jaką miał zrobić w relacji z chłopakiem z lokami to wyrzucić wszystko z siebie. Wiadomo było, że łatwiej się to mówi niż robi, kiedy chłopak po drugiej stronie nigdy mu nie odpowie.
Sobota 4
To nie było tak że Louis nie mógł przejść prostego dystansu od domu Liama do Uniwersytetu, on po prostu był okropnie zaniepokojony. Wcześniejsza noc wyciągnęła z niego całą energię szczególnie przez to, że upił się okropnie po tym jak mama Harrego odebrała go z koncertu. Patrzył jak srebrny wehikuł odjeżdża i słyszał ryk silnika który powoli zamieniał się w pomruk. Poczuł zapach spalin w momencie kiedy jego serce rozłamywało się na pół.
Zajęło mu chwilę zanim odnalazł się w tej sytuacji po czym chwycił swój telefon i zdusił myśli które kłębiły się w jego głowie. Kiedy trybka w jego głowie z powrotem zaczęły pracować, zaczął powoli myśleć nad tym, co mógł zrobić żeby wszystko wyglądało lepiej, żeby wszystko tak okropnie się nie spieprzyło. Zaczął kierować się do pobliskiego baru by zatopić swoje myśli w alkoholu.
Następnego ranka obudził się w nieznajomym łóżku. Na początku wydawało mu się ono nieznajome jednak po chwilowym zastanowienia odkrył, że jest to miękki materac Liama. Jego głowa pulsowała. Czuł jakby ktoś w niej był i w środku próbował rozpalić ognisko. W momencie kiedy jego oczy się otwierały automatycznie same się zamykały. Jasne światło poranka oślepiało g. Nie miał siły walczyć z denerwującym ukłuciem które przechodziło przez niego.
Po pierwsze nie wiedział dlaczego obudził się tak wcześnie i nie wiedział dlaczego zmęczenie powróciło do niego zaraz po tym jak się obudził. Jednak zaraz po tym jak usłyszał huk za drzwiami wiedział, że został obudzony właśnie przez niego.
Rzucając kilka przekleństw do osoby po drugiej stronie drzwi i schowaniu swojej głowy pod poduszkę, Louis próbował jakoś odciągnąć swoje myśli od otoczenia- najlepiej od wszystkiego. Po prostu z powrotem chciał spać.
Niestety, było to niemożliwe. Drzwi szybko się otworzyły, a Liam wbiegł do pokoju i ściągnął ciepłą kołdrę z niego wspinając się na jego ciało.
„Wstawaj” rozkazał.
Louis wydobył z siebie gardłowe „nie” w odpowiedzi tylko po to by po chwili otrzymać w odpowiedzi dużo mniej miłe „podnoś kurwa swój leniwy tyłek z łóżka” od Zayna, który wszedł do pokoju zaraz po Liamie trzymając w rękach miskę z płatkami.
„Nie mogę bo umrę.” Louis powiedział dramatycznie, podnosząc głowę z poduszki i kierując wypowiedź przypuszczalnie w kierunku Zayna jednak jego oczy nadal nie były chętne do tego żeby się otworzyć więc nic nie było pewne.
„Jesteś taką dramatyczną księżniczką. Przestań bawić się w diwę i wstawaj kurwa.” Louis mógł praktycznie usłyszeć że Zayn przewraca oczami.
„Dla mnie nie ma nic złego w byciu diwą od czasu do czasu!” Louis powiedział, ton jego głosu nagle podniósł się znacznie.
„Od czasu do czasu fajnie, ale ty zachowujesz się tak cały ten pieprzony czas.” Zayn odpowiedział.
Louis wydał z siebie dźwięk dezaprobaty i z powrotem przewrócił się na łóżko w momencie kiedy Liam przemknął koło niego zaczynając zbierać ciuchy które rozrzucił Louis i podnosząc z ziemi przedmioty które najprawdopodobniej chłopak pozrzucał z szafki kiedy w nocy czegoś szukał.
„Po prostu kurwa wstań albo inaczej spóźnisz się do tego swojego Harrego.”
I nagle Louis zrobił się czujny. Otworzył ocz, wyprostował plecy kiedy wstawał, a jego usta otworzyły się. „Kurwa.” To było wszystko co powiedział. Incydent z poprzedniej nocy powrócił do niego i sprawił że poczuł ogromny ciężar w klatce piersiowej. Uczucie to nie był zbyt dobrą mieszanką do jego obecnego skacowanego stanu. Nagle odczuł potrzebę wyrzucenia wszystkiego co w sobie posiadał. Z szeroko otwartymi oczami i ręką zastawiającą twarz, Louis wyślizgnął się z łóżka, jego stopy przez dłuższą chwilę nie mogły się wyplątać z prześcieradła i pobiegł w kierunku łazienki. Klęknął przed białym tak ważnym dla każdego człowieka przedmiotem i wyrzucił z siebie tą kwaśną substancję. Żaden z chłopaków nie podniósł się aby pomóc jakoś biednemu schorowanemu chłopakowi, a wręcz przeciwnie szydzili z niego i reakcji jego organizmu na poprzednią noc.
„Czy naprawdę jest z nim tak źle?” Zayn powiedział szyderczo. „Bożę człowieku, ty naprawdę musisz się uporządkować, zawsze polujesz na jakiś idiotycznych skurwieli.”
„Nie pieprzyłem się z nim idioto.” Louis odpowiedział słabo.
„ Takim razie ostra gra wstępna?”
„Nie nawet go nie pocałowałem.”
„Co? Nawet?”
„Po prostu odpierdol się Zayn.” Louis skierował odpowiedź do chłopaka z Bradford, z trudem starając się zagrać przyjemność, jaką miało mu sprawiać otwarte wyśmiewanie się z niego i z Harrego. Zayn oczywiście miał już swój obraz wszystkiego i zostawił chorego chłopaka samego. Wiedział również że większe zagłębianie się w szczegóły może się znowu skończyć tym że but do baletu chłopaka wyląduje na jego twarzy.
Po tym jak Louis zwymiotował kilka razy i umył dokładnie zęby, udał się do kuchni w poszukiwaniu czegoś co mógłby zjeść i co przywróciłoby jego żołądkowi normalne działanie. Na szczęście kiedy usiadł na krześle, Liam położył przed nim talerz z pożywnym typowo angielskim śniadaniem razem ze szklanką kawy i dwoma tabletkami paracetamolu. Rzucając w jego kierunku dziękczynny uśmiech, Louis zabrał się za jedzenie. Tłuste kawałki jedzenia delikatnie lądowały w jego żołądku, przywracając go z powrotem do normalnego stanu. Popił tabletki ciepłym napojem, po czym obrócił się do Zayna i Liama, którzy siedzieli naprzeciwko niego i czekali aż się odezwie.
„Co chcecie wiedzieć?” Louis powiedział ponuro.
„Opowiedz nam o nim.” Liam wyszeptał.
„Dobrze to co chcecie o nim wiedzieć?”
„Wszystko i nic.” Zayn odpowiedział szybko i bez zastanowienia.
Z westchnieniem Louis zaczął opowiadać dwójce chłopaków o Harrym; o tym jak wygląda; jak się zachowuje; powód, dla którego jedynie chce się z nim przyjaźnić. Powiedział to w taki sposób że sam w to nie wierzył, między innymi argumentował to tym że jest Harry ma 16 i że jest od niego o 5 lat młodszy, o tym że nie może powiedzieć nawet jednego słowa ponieważ jest niepełnosprawny. Powiedzenie, że chłopaki byli zszokowani byłoby niedopowiedzeniem, Byli naprawdę zdumieni na informację o tym, że Louis zamierza angażować się w przyjaźń z człowiekiem trudnym.
Po tym jak Louis wytłumaczył co stało się poprzedniej nocy, Liam w końcu coś powiedział z widocznym zmieszaniem.
„Czemu w ogóle się tym przejmujesz?”
„Co masz na myśli?’ Louis zapytał równie nie mogąc odnaleźć się w sytuacji.
„No wiesz on wygląda na bardzo zaniepokojonego, mam na myśli to wszystko, co zdarzyło się wczoraj i dlatego właśnie nie rozumiem, dlaczego próbujesz się do niego przekonać.”
„…ponieważ to jest Harry.” Louis wyznał.
„ Właśnie o to chodzi, Jest Harrym” Zayn wskazał. „i właśnie w tym jest problem. Nie powinneś zbyt się przejmować i angażować, znajdź sobie kogoś ‘prostszego’”
Louis zmarszczył brwi które praktycznie połączone były w jedną po poprzednim komentarzu Liama. Emocje na twarzy chłopak skupiły się w kłębek. „Zależy nam tylko na tym żebyś był szczęśliwy. Jestem pewien że jest zdrowy i w ogóle ale nie sądzę że jesteś pewien wszystkiego na jego temat. Zastanów się trochę nad tym czy jest jakiś sens w tak dużym angażowaniu się w to, to wszystko co możemy powiedzieć.”
Dźwięk odsuwanych krzeseł nie wyrwał Louisa z jego transu który zawładnął nim jak również i to że chłopaki wychodząc z pomieszczenia poklepali go po ramieniu. Nie był pewien o czym myśleć. Nie wiedział czy ma rozmyślać nad tym, co powiedzieli do niego jego przyjaciele czy wrzucić to na razie w jakieś ciemne zakamarki swojej głowy. Może pewnego dnia o tym pomyśli. Wybrał to drugie, oczywiście dlatego że problem wczorajszej nocy był dla jego głowy wystarczającym wycieńczeniem. Jego obecnym priorytetem było załagodzenie i rozwiązanie tej sytuacji.
Wypijając resztę swojej kawy, Louis wstał i zaczął ubierać się na zajęcia taneczne. Ból głowy wciąż go dręczył, jednak tabletki kopnęły w niego i delikatnie załagodziły go. Szturchając głową we framugę drzwi, Louis wymruczał krótkie dziękuję i do zobaczenia do włóczących się po domu chłopaków, zanim wyszedł na spotkanie z nieprzyjemnym chłodem poranka.
Kiedy już wszedł do mieszkania jak zwykle w rekordowo długim czasie, wskoczył pod prysznic; ściągając z siebie śmierdzące, przesiąknięte alkoholem ubrania. Wciągnął na siebie swoje obcisłe czarne spodnie i biały podkoszulek. Spoglądnął na zegarek i zdał sobie sprawę że jeżeli się nie pospieszy to na pewno spóźni się na lekcję. Szybko więc przebiegł po mieszkaniu chwycił swoje buty do baletu i założył Tomsy po czym zarzucił przez ramię kasztanową bluzę z kapturem i wybiegł z mieszkania.
Kiedy znalazł się w budynku i wszedł do recepcji, jego szklące się oczy automatycznie przykuły się do biurka recepcjonistki, ale nie zareagował, kiedy Brenda machała do niego, nadal były szare i pozbawione życia. Jedyny błysk, który ociągał się gdzieś za nimi to była nadzieja, że znajdzie Harrego i poukłada jakoś cały ten bałagan, ale jego oczy tylko bezsensownie błądziły dookoła. Zauważył, że był spóźniony i wiedział, że pan Harbour da mu niezły wycisk, jeżeli znowu się spóźni, szczególnie po tym, że w zeszłym tygodniu wyszedł bez żadnego wyjaśnienia z lekcji i nie wrócił.
Przyspieszając swoje tempo i upewniając się, że jego oczy nie zostały na korytarzu prowadzącym do wyjścia, powlókł się do sali tanecznej. Wiedział, że znajdzie je tęsknie wpatrujące się właśnie w te drzwi z zagubioną nadzieją, że chłopak dramatycznie wbiegnie przez ni, owinie go swoimi ramionami i-
„Louis naprawdę musisz już przestać.” Pomyślał do siebie. Potrząsł głową jakby chciał wyrzucić z niej wszystkie myśli. Wziął głęboki oddech i pozbył się wszystkich myśli. Taniec i tylko taniec. Louis wkroczył do studia z pełną determinacją.
Oczywiście, że był świadomy tego, że jego skórę pokrywał pot i tego, że jego delikatnie potraktowane ostatniej nocy żelem włosy właśnie przylepiają się do czoła i potrzebują powrotnego ułożenia i w sumie nie wygląda zbyt dobrze, ale nawet to nie odciągnęło go od chęci wejścia do pokoju z pianinem. Czuł, że zdenerwowanie w postaci motylków zaczyna rozprzestrzeniać się po jego żołądku. Latająca i trzepocząca skrzydełkami nadzieja i strach, w momencie, kiedy otworzył drzwi. Jego przepraszający uśmiech zamienił się w ostro zmarszczone czoło, kiedy zobaczył, że pokój jest pusty.
Pokój wyglądał na pozbawiony życia. Taboret pozostał niedotknięty. Pianino nadal było wspaniałe i ogromne, ale tym razem był małe i powierzchowne bez osoby, która grałaby na nim.
Louis był niesamowicie zawiedziony, żeby nie powiedzieć dosadniej. Jego serce zakopało się gdzieś głęboko na dnie żołądka, a jego uszy brzęczały w zdezorientowaniu. W jego głowie nadal tliła się nadzieja, że być może Hary jest tylko w łazience lub coś podobnego do tego, wiedząc, że chłopak nie opuściłby pomieszczenie gdyby to naprawdę nie było coś koniecznego.
Nie mógł powstrzymać tego, że jego uśmiech nagle stał się bezsensowny, kiedy odwracał się od pokoju zniechęcony. Zmarszczył brwi w przerażeniu.
Powolnym krokiem przeszedł przez recepcje. Jego oczy były głęboko wbite w ziemię, kiedy jego stopy pokonywały drogę. Nie zwracał uwagi na otoczenie, nie widział żadnego nadchodzącego człowieka i nieoczekiwanie przewrócił się na podłogę w momencie, kiedy zderzył się z kimś. Wzdychając i przecierając dłonią twarz Louis oderwał swoje oczy od podłogi i wbił w postać, która wyłoniła się jak z mgły.
„Kurwa… yyy… Anne, Przepraszam- ja- po prostu nie opatrzyłem gdzie-“ Louis wydukał wiązankę nie zrozumianych przez nikogo słów kiedy wstawał z ziemi, strzepując odrobinę ziemi ze swoich spodni.
„Wszystko w porządku Louis. To był wypadek, to wszystko.” Uśmiech, który pojawił się na twarzy Anne ukrywał za sobą coś jeszcze, tak oczywiście był ciepły jak zawsze, ale również wyglądał na pełen skruchy?
„Posłuchaj Anne bardzo chciałbym przeprosić za ostatnią noc, przepraszam za to, co się zdarzyło, naprawdę. Gdybym tylko mógł cofnąć czas i mieć pewność, że to nie zdarzy się powtórnie zrobiłbym to w tej sekundzie, przysięgam. Proszę wybaczysz mi?” Ton głosu Louisa był niemalże dziecinny. W jego ostatnich słowach zabrzmiała niepewność. Zabrzmiał jak dziecko, które chce coś powiedzieć po tym jak nieźle narozrabiało.
„Chodź tutaj Lou.” Anne powiedziała delikatnie pociągając go za sobą do kawiarni i zajmując stolik dla ich dwojga. Niebieski wzrok Louisa podniósł się czekając cierpliwie na odpowiedź. Zakrywał obawy i nerwy za ich kolorem.
„To zabrzmi wyjątkowo banalnie, ale jak dla mnie to naprawdę Louis nie jest twoja wina. Winna jestem ja. Lub ja i Harry. Ty nie zrobiłeś niczego złego. Nikt nie przewidział, że Harry może dostać ataku, a ty nigdy czegoś takiego nie widziałeś, więc nie mogłeś znać objawów. Nie chcę żebyś się za to winił. Powinna przewidzieć że coś może się stać i nie powinnam również pozwolić Harremu nigdzie wychodzić lub cię ostrzec. I głównym powodem tego wszystkiego jest to, że to ja zapomniałam. Zapomniałam, że on ma problemy i zmusiłam go do pójścia. To ja powinnam cię przeprosić, mam na myśli to, że nie powinieneś sobie tym zawracać głowy.”
„Więc wybaczasz mi?” Louis zapytał cicho. Jego pewna siebie, hałaśliwa część zniknęła zostawiając delikatny ton.
„Oczywiście ja nawet nigdy nie byłam na ciebie zła.” Anne powiedziała ciepło, jej perfekcyjnie proste zęby pokazały się w momencie, kiedy ponowiła uśmiech.
Louis wydał z siebie ciężkie westchnienie ulgi. Ciężar z jego klatki piersiowej natychmiast zniknął. Jednak nadal miał w niej coś, czego nie potrafił opisać. Coś, co spowodowane było Harrym. „Czy- czy mogę porozmawiać z Harrym?”
Wyraz twarzy Anne zamieniał się na sympatyczną zmieszaną z podnieceniem. „Harrego nie ma dzisiaj, kochanie.
„C-co?- dlaczego? To przez ostatnią noc?” Louis powtórzył z zaślepionym zmieszaniem.
„On jest… On jest tylko trochę zajęty. Nie mógł dzisiaj przyjść, ale mam nadzieję, że w następnym tygodniu się pojawi.” Louis zobaczył od razu kłamstwo Anne. Zapomniał na chwilę o zachowaniu kontaktu wzrokowego i wbił oczy w jej ręce, które ściśnięty były w tym momencie w pięści zamiast leżeć spokojnie. Kłamstwo było ewidentne.
„Co z nim nie tak Anne?” Louis powiedział nisko.
„On po prostu nie czuje się dobrze? Jest roztrzęsiony nie miałam serca go budzić tego ranka. Tak długo zajęło mu żeby się uśpić i był taki zmęczony. Siedziałam przy jego łóżku do drugiej w nocy, trzymając jego rękę, kiedy on trząsł się z dreszczy. Próbowałam go przytulić, ale kiedy to zrobiłam on odskoczył ode mnie. Nawet nie wiesz jak to boli Louis twoje dziecko traktuje cię jak niebezpiecznego obcego. Żyję tak całe jego życie. Dawałam radę, ale zawsze wszystko zostawione był na moich ramionach. A teraz martwię się o to, co zrobiłam, ponieważ on nie przyszedł dzisiaj a to zmieni jego rutynę. On tego nienawidzi. Boję się, że znowu go stracę.”
Louis był naprawdę zdumiony, nie wiedział, co powiedzieć. Anne zdradziła mu to wszystko z takim smutkiem, łzy zaczęły powoli wypływać z jej oczu. Nie wiedział jak zareagować. Wyciągnął ręce żeby pozwolić jej rozluźnić się w uścisku, młoda kobieta utonęła w nim. Jej różowa sukienka świsnęła po jej łykach w momencie, kiedy się odwracała się od niego.
„Pani Anno, Matt pyta mnie czy nie pomoże mu pani wybrać muzykę do jego kawałku, może pani przyjść i pomóc?” Jakaś dziewczyna powiedziała delikatnie.
Pełen łez uśmiech Anne skierowany był w jej kierunku, kiedy kiwnęła głową. Wytarła oczy końcówkami palca żeby nie uszkodzić makijażu i obróciła się twarzą do Louisa, kiedy wstała z miejsca. „Do zobaczenia w krótce.”
Louis pokiwał bezsilnie, jego myśli stały się ciężkie a jego uwaga skupiona była na czymś zupełnie innym.
Po nieudanej próbie rozmowy z Harrym w poprzednim tygodniu i natłokiem emocji ze strony Anne, Louis nie potrafił przeżyć tego tygodnia bez „tego”. Oczywiście udawał swoje poczucie humoru i zabawność, ale jego oczy mówiły same za siebie i nie potrafił pozbyć się niczym tego.
Bezbarwność ta spowodowana był winą. Winą, która zaczęła się w momencie, kiedy Harry nie przyszedł na Uniwersytet w zeszłym tygodniu. Wina która spowodowana byłą bałaganem w rutynowym życiu Harrego, który najprawdopodobniej będzie ciężko uprzątnąć. Wina, która zasadziła swoją sadzonkę żalem i obawą w głowie Anny i która spowodowała u niej taką rozpacz.
Wzór jego snu nie zmienił się zbytnio od zeszłego piątkowego wieczoru. Nie tylko było to przypomnienie, że w zeszłym tygodniu był jeszcze całkiem szczęśliwym człowiekiem, mówiły również o tym, że jest zdenerwowany tym, że następnego dnia jest sobota dzień sądu. Dlatego właśnie Louis przespał jedynie trzy godziny tej nocy. Ciężko był sobie poradzić z tym wtedy, kiedy nie było alkoholu w twoim organizmie i sprawiało, że brak snu jest coś wart. Kolejnym powodem jego małej ilości snu była rozmowa z przyjaciółmi, w której podkreślili to, że może Harry nie jest tego wszystkiego wart. W głębi siebie Louis wiedział, że jak najbardziej chłopak był tego warty nawet, jeżeli nie potrafił tego sobie wyjaśniać.
Jednak wśliznął się do budynku –wyglądając okropnie- z determinacją do wyjaśnienia pewnych spraw.
Skończy swoje lekcję baletu wcześniej niż zwykle, pan Harbour zauważył jego brak zainteresowania lekcją. Louis nie mógł temu zaprzeczyć, ponieważ nie był wcale skoncentrowany na swoich ruchach. Poruszał się bardzo niezgrabie i skarłowaciało. Nic nie pasowało do siebie jak normalnie, a wszystko przez chłopaka z kręconymi włosami, który cały czas siedział w jego głowie.
Gubiąc się w worku nerwów, które uzbierał sobie od zeszłego tygodnia, Louis przechodził przez budynek i przez znajomy korytarz. Znalazł drzwi, wyglądały na takie duże i dominujące. Sprawiły, że poczuł się jeszcze mniej pewnie. Położył roztrzęsioną rękę na klamce i powoli zaczął naciskać.
Drzwi ujawniły pokój. Delikatne westchnięcie ulgi wydostało się niego w momencie, kiedy zobaczył znajomą postać siedzącą za pianinem. Obcisłe czarna wełna opinająca jego skulone plecy. Burza loków, która mogła jedynie potwierdzić to, że był to właśnie chłopak, którego tak bardzo chciał zobaczyć. Znajoma melodia, której uczył się jakiś czas temu uderzyła do jego głowy. Był trochę niepewny jednak palce Harrego po chwili pozwoliły mu się jej pozbyć.
Delikatnie zachrząkał chcąc przeczyścić gardło, w tym momencie szerokie i roztańczone oczy Harrego popatrzały na niego.
„Cz-cześć.” Louis wyszeptał jąkając się.
Harry jedynie szybko zamrugał w odpowiedzi, jego oczy błądziły po pokoju nie chcąc spotkać się ze szmaragdami Lou.
„Mogę wejść?” Louis zapytał, choć był to bardziej jego niż Harrego pokój.
Gdyby nie to, że wzrok Louisa wbity był w Harrego z pewnością przegapiłby zgodę na wejście od Harrego, który tylko pokiwał delikatnie.
Włócząc się Louis usiadł na końcu krzesła, które zajmował Harry. Jego oczy wpatrywały się w klawisze tak samo jak Louisa. Atmosfera była przytłaczająca i dziwaczna.
Louis próbował zrobić coś żeby rozluźnić sytuację I zaczął grać. Jego palce delikatnie dotykały chłodnych klawiszy. Harry dołączył się nieśmiało.
W miarę postępu w piosence otoczenie stawało się coraz bardziej przyswajalne. Kiedy nacisk był już wystarczająco mały by Louis mógł spokojnie oddychać, jego palce nagle zastygły.
„Popatrz Harry czy mogę powiedzieć ci tylko jak przykro mi jest z powodu tego piątkowego wieczoru, tak bardzo chcę żebyś o tym wiedział, ponieważ nie wiem czy dam radę wytrzymać to wszystko z myślą, że cię skrzywdziłem. Raczej nie dam.” Louis powiedział roztrzęsionym głosem, przeszkadzając Harremu i jego grze.
„Wiem że to brzmi głupio ponieważ je ledwo co cię znam, ale chcę cię poznać, Chcę cię poznać tak bardzo, powód, jeżeli mam być szczery to nie wiem. Po prostu chcę. Ale myśl, że zjebałem wszystko zanim cokolwiek się zaczęło jest dobijająca.” Ręka Louisa ściągnęła kaptur i przeczesała włosy we frustracji, po czym przetarł twarz chichocząc dramatycznie.
„Dobra wiń mnie za ten dramatyczny wstęp, ale serio, nie mogłem spieprzyć tego teraz, po prostu nie mogłem.”
Harry siedział zamrożony. Wciąż był cicho. Jego palce umieszczone były na klawiszach, jednak się nie poruszały. Louis mógł zobaczyć, że jego oczy stały się szerokie, a zielone oczy wpatrywały się w pustą przestrzeń.
„Powiedz coś do mnie zrób coś Harry, proszę.” Louis błagał.
Bardzo powoli głowa Harrego obróciła się by spotkać z Lou.
Po raz pierwszy oczy Harrego spotkały się z oczami Louisa.
Po raz pierwszy Harry się uśmiechnął.
Louis był przepełniony szczęściem.
Jasne lśnienie zielonych oczu Harrego przebijało go, a złote cętki zahipnotyzowały doszczętnie.
Chociaż był to jedynie delikatny ruch ustami, delikatny ruch kącików tego różu, to było wystarczające dla Louisa. Czuł, że jego serce chyba się zapaliło i eksplodowało przez ten jeden drobny uśmiech.
To była jedyna rzecz, której potrzebował żeby upewnić się, że wszystko jest w porządku i że w jakiś sposób zbliżył się do Harrego.
Louis uśmiechnął się największym uśmiechem od pewnego czasu. Jego oczy błyszczały w szczęściu i uradowaniu.
Wyraz twarzy Harrego nie nasilił się jednak, pozostał delikatny a Louisowi nie potrzeba było niczego więcej żeby móc wydać z siebie wesoły chichot. Harry Potrząsnął głową w oszołomieniu na jego zadowolenie z powodu akceptacji. Louis zobaczył ten ruch i wiedział już jedno, że nie musi się wstydzić swojego szczęścia, bo właśnie dostał się do Harrego Stylesa. Czuł, że wszystko jest ta jak powinno być.
„Co ty na to żebym nauczył cię czegoś a ty popracujesz nad tym w domu?” Louis zaoferował.
W zamian dostał pokiwanie głową od chłopaka.
Louis był więcej niż zadowolony z tego, był po prostu w ekstazie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz