Sobota 3
Kiedy Louis to odkrył, że czuł się okropnie. Poczuł, że okropna wina wypłynęła z jego i zatonęła głęboko w jego żołądku. Jego mózg roztapiał się w żalu a kąciki jego oczu płonęły w okropnym zmieszaniu. W jego gardle rosła gulka, jednak nie z powodu smutku tylko ze współczucia. Była to gulka, którą czujesz, kiedy oglądasz film o ubogich; wypełnia cię litością i wzbudza u ciebie potrzebę pomocy tym mniej bogatym.
Nie zakładał, że kiedykolwiek to usłyszy. Jeżeli jednak miał być szczery to kiedy to usłyszał żałował, że to się stało. Powiedzenie „ciekawość pierwszy stopień do piekła” nigdy bardziej się nie sprawdzało. W tym momencie wiedział, że coś w jego sercu się zmieniło czegokolwiek można było się w tym doszukać. Może odrobina pojedynczych emocji nie byłą wystarczająca, żeby zadziałać jakoś na jego stan umysłu przynajmniej w teraźniejszości.
Współczucie.
To właśnie było to. Mieszanina żalu i współczucia uderzyła w jego głowę. Jednak bardziej były to słowa, które wypłynęły z jego ust bez zastanowienia. To najbardziej nie mogło opuścić jego sumienia, kiedy przekraczał mury budynku, który traktował jak drugi dom. Nigdy nie musiał rozważać ani powstrzymywać się od słów, które wypowiadał. Nigdy tym bardziej nie żałował tego co powiedział. Więc dlaczego to, że wypowiedział te kilka obraźliwych słów do chłopaka z kręconymi włosami aż tak bardzo na niego podziałało?
Stał w kolejce w kawiarni, aby kupić sobie butelkę wody, przed powróceniem na zajęcia taneczne, kiedy to usłyszał. Nie żeby podsłuchiwał. Po prostu, jeżeli ktoś stoi dokładnie przed tobą i rozmawia nie możesz powstrzymać się żeby posłuchać jej trochę. Jeżeli chcesz nazwać Louisa wścibskim to lepiej daj sobie spokój, bo każdy z nas może powiedzieć, że raczej nie interesuje głupimi rozmowami totalnie obcych osób kiedy czeka cierpliwie w długiej kolejce.
Kobieta wyglądała na bardzo młodą jakby porównać ją do jej rówieśniczek w średnim wieku. Ewidentnie była ona pracownikiem charytatywnym, co można było zobaczyć dzięki plakietce przyczepionej do jej ubrania z falbanki. Jej rozmówczyni była młodsza, ale nie na tyle, żeby była na tyle młoda by być studentką ani niczym do tego podobnym. Nie wiedział zbytnio od czego zaczęła się ich rozmowa, ale słuchał bezsensu.
„Mój chłopiec, Harry, również lubi grać na pianinie. Przystojny chłopak, na głowie pełno kręconych włosów i duże zielone oczy. Przyprowadziłam go tu kilka tygodni temu, aby zagrał sobie w jednym z pokoi w tym ze wspaniałym dużym czarnym pianinem.” Powiedziała.
Wtedy właśnie Louis bardziej zainteresował się ich rozmową. Jego mózg szybko połączył i skojarzył chłopaka z dyskusji z chłopakiem z zeszłej soboty, który z szokiem zareagował na jego obecność. To było bardziej niż pewne, ponieważ jedyny pokój w całym budynku, który posiadał tak wspaniałe pianino to właśnie był jego pokój. Louis powstrzymał się od śmiech na fakt, że kobieta aż tak bardzo zachwycała się synem, który był dla niego tak niemiły.
„ Wygląda na bardzo zadowolonego z tego, że może tam grać. Oczywiście na tyle zadowolonego na ile może to pokazać.” Kontynuowała. „Szkoda, że nie pokazuje trochę więcej entuzjazmu, ale i tek wiem, że kocha grać. Tego jestem pewna. Matczyna intuicja sądzę. Jednak wciąż ciężko było to powiedzieć do momentu, kiedy nie wrócił do domu na swoje rozklekotane pianino.”
Louis, chociaż znudzony lekko rozmową, nie chcąc słuchać wyżaleń mamy na temat jej problemów finansowych zauważył jednak, że kolejka do lady zrobiła się znacznie mniejsza powrócił do konwersacji chcąc, choć trochę rozbawić swój znudzony mózg.
„Czy on tylko jest zamknięty w sobie? Mój brat był taki, kiedy był nastolatkiem, ale to nie było nic poważnego, wyrósł z tego.” Druga kobieta powiedziała.
„Nie Jill czasami ja chciałabym żeby to było coś z czego można wyrosnąć.” Kobieta zadumała się. „ Ma coś, co ma uboczne skutki na jego umiejętność wyrażania siebie, nawet przy członkach rodziny, więc to naprawdę nie jest jego wina, że zawsze ma taką pusty wyraz twarzy.”
„Oh Anne, to okropne. Nie będziesz miała nic przeciwko, gdy zapytam co mu jest?”
Louis był zbyt zaintrygowany, aby przerwać teraz wsłuchiwanie się w rozmowę. Chciał znacz odpowiedź Anne na to, dlaczego Harry jest takim ignorantem.
Po tym żałował, że był aż tak zainteresowany.
„Choruje na mutyzm selektywny. Prawdopodobnie on podąża już w jego progresywną stronę, ale mniej okropnie brzmi, kiedy mówię, że jest on tylko selektywny. Zasadniczo to nie może jedynie mówić. Prawdopodobnie jednak mógłby mówić, jeżeli tylko próbowałby z całych swoich sił. Jednak on żyje z tym całe swoje życie i każda nasza próba szła na marne. Nie sądzę, żeby on widział w tym jeszcze jakiś sens. Ale wciąż jest moim małym chłopcem, więc zawsze będę z niego dumna nawet wtedy, kiedy się podda. Jest wspaniały właśnie taki, jaki jest.”
Uwaga Louisa odpłynęła od zszokowanego westchnienia “Jill” I powróciła do słów wypowiedzianych przez Anne. Przypomniał sobie te kilka słów, które wypowiedział do chłopaka. Jego ciało wręcz pokrywała wina. Ten biedny chłopak nie miał wyboru w tym czy powiedzieć coś czy też nie, a Louis przyjął ten brak jego odpowiedzi jako lekceważenie go.
Louis cicho opuścił długą kolejkę, a myśl o tym, że chciało mu się pić wyleciała z jego głowy. Zapał do powrócenia do klasy rozpłynęła się w ponurej aurze. Przemierzał budynek z negatywnymi emocjami, które nieustannie krążyły po jego głowie. Jakby jego tan emocjonalny był ofiarą dla historii nieznanego chłopaka; gryząc i głośno żując jego nieskazitelność.
Kiedy usiadł na swojej sofie, jego myśli zaczęły powracać do tamtej sytuacji pozwalając mu sobie postawić siebie na miejscu chłopaka. Co jeżeli on byłby Harrym, jak on by się czuł gdyby jakiś pyszałkowaty facet najechał na niego i naruszał istotę jego bycia? Jak on poradziłby sobie z tym, że przez całe swoje życie nie byłby w stanie wydusić z siebie słowa? Czy byłby w stanie poradzić sobie z wieczną samotnością nie zanudzając nawet własnej rodziny?
I wtedy Louis zaczął myśleć; dlaczego w ogóle się tym przejmuje?
„Jest interesujący.” Jego sumienie wymruczało.
„ Nie jest mniej interesując niż na przykład Harley z pokoju nagrań czy Helena od scenariuszy.” Louis odpowiedział.
„Jest zgrabny.”
„Ale wygląda jak szesnastolatek, jest dla mnie za młody.”
„Jest inny.”
„Czy to dobrze?”
„Lubisz niebezpieczeństwo, lubisz ryzyko.”
„To nieistotne.”
„Tak, jest, on jest ryzykiem.”
„Co jeżeli nie chcę takiego ryzyka? On prawdopodobnie już o mnie zapomniał, jakie to wszystko ma znaczenie?
„Jeżeli będziesz chciał to się dowiesz i dokładnie wiesz że nie zapomniał. Zmusiłeś go do tego żeby siedział skulony w kącie pokoju z pustym wyrazem twarzy wpatrując się w ścianę. Wszystko przez ciebie. To dla tego właśnie ma to znaczenie.”
Louis nie odpowiedział. Jego sumienie nadal ciągnęło z nim walkę.
„Nie może mówić.”
Louis zachrząkał, rozwalając jednym delikatnym uderzeniem grubą ścianę, za którą kryła się prawda.
„Wiem” Louis wyszeptał.
„Wygląda na tak kruchego i wrażliwego.”
„Wiem.” Louis powtórzył.
„Chcesz mu pomóc.”
Cisza zawładnęła Louisem i zamroziła jego mózg do momentu, kiedy nie wydusił z siebie słów, które smakowały tak gorzko-słodko na jego języku.
„Wiem.”
I właśnie w wypowiadając w myślach te słowa znalazł się na drodze powrotnej to znajomego budynku, jego wciąż ubrane w buty do baletu stopy poniosły go prosto do pokoju, w którym przypuszczał, że chłopak mógł być. Oczywiście tysiące razy przez jego mózg przelatywały myśli, w jaki sposób powinien wkroczyć w świat tego ciekawego chłopaka, że stało się to już jedną z jego cech. Pomoc. On zawsze był bardzo pomocny. Nie ważne czy chodziło o prostą pomoc w rozładowaniu zakupów czy też o przekształcenie i tak bardzo delikatnego życia chłopaka na lepsze zrobi to. Chociaż byli oni różni od siebie jak dwa bieguny; Louis był zawsze jedną z najbardziej otwartych i gadatliwych osób na całej uczelni, a Harry… Harry nie był w stanie powiedzieć niczego. Ale Louis pomyślał, że to może zadziałać. Nic nie zaszkodzi spróbować.
Jego delikatne stopy przemierzały wejście a potem cały korytarz zatrzymując się przed oczekiwanymi drzwiami. Z głębokim oddechem, którym chciał upić swoją odwagę, co rzadko mu się zdarzało, jego ręka nacisnęła klamkę i popchnęła drzwi.
Harry nawet nie poruszył się, kiedy drzwi się otworzyły i wepchnęły świeże powietrze do pokoju. Nie zareagował również na czyjąś obecność za nim. Był całkowicie bezwzględnie oddany nutą, które wykonywały jego palce naciskając na klawisze pianina. Jego zielone czy ukryte były za bladymi powiekami. Zamknięte były po to by odbierać melodię bez żadnych zakłóceń.
Powoli zajmując wolne miejsce przy wyższych nutach Louis objął klawisze swoimi palcami. Ostrożnie nie przestając spoglądać na chłopaka wystraszony o jego reakcję jego palce Louisa nacisnęły klawisze które wydały z siebie pierwszy dźwięk.
Harry nie podskoczył zszokowany i nie uciekł od niego by schować się w kąt. Louis przynajmniej tak uważał, że wszystko się potoczy. Zamiast tego tylko otworzył dotąd zamknięte oczy i spojrzał z zapytaniem na „intruza”. Jego palce nadal jednak nie odrywały się od klawiszy i kontynuowały tworzenie melodii, podczas kiedy całym sobą skoncentrowany był na Louisie. Jego oczy wędrowały po całej jego sylwetce, starając się odbierać nawet najmniejszy jego ruch. Nie znalazł jednak niczego, więc jego oczy powędrowały do zwinnych palcy chłopaka i obserwował jak tworzy on bezpłatny dodatek do jego własnej melodii. Kiedy piosenka zbliżała się do końca wszystkie dźwięki stawały się coraz delikatniejsze. Louis pozwolił się przystosować Harremu do jego niespodziewanej obecności zapewniając się w myślach, że teraz to właśnie to powinien zrobić.
„The Script?” Powiedział, odwołując się do piosenki, którą razem grali. Harry nie odpowiedział. Nie zrobił nic poza tym, że wpatrywał się w klawisze jak gdyby był w transie.
„Nie prawda Harry?” Błysk jego oczu szybko przeniósł się na twarz Louisa i powędrował z powrotem na klawisze jakby chciał powiedzieć, że chłopak ma rację i że nie był przeciwny jego obecności.
„Jestem Louis, Louis Tomlinson. Jestem tutaj uczniem. Nie żeby to miało jakieś znaczenie. Zgaduje, że jesteś synem jednego z członków tej organizacji charytatywnej. To wspaniale, że twoja mama robi takie rzeczy, te dzieci naprawdę to doceniają.”
Louisowi ciężko było przyzwyczaić się do braku odpowiedzi ze strony chłopaka. Nie wykonywał on nawet najmniejszego ruchu by pokazać mu, że go słucha. Ale to nie sprawiło, że się poddał, przynajmniej tego nie pokazywał. Dokładnie wiedział, że Harry go słucha, nawet z tym kamiennym i pustym wyrazem twarzy, który wcale się nie zmieniał. Dokładnie wiedział, że Harry koduje w swojej głowie każde jego słowo, czy mu się podobały czy też nie był nimi zainteresowany. To było wystarczające, aby wiedzieć, że próbuje pomóc im w ich poznaniu się.
„Czy znasz jeszcze jakieś piosenki The Script? Chcesz je zagrać… ze mną?”
Jedyną odpowiedzią na krótką propozycję Lou było naciśnięcie klawiszy fortepianu, które automatycznie zaczęły rozbrzmiewać znaną dla jego uszu piosenką The Script.
Kiedy grali większość piosenek z ich albumu, Louis nie mógł się powstrzymać i obserwował w trwodze jak palce Harrego rozpływają się na klawiszach i tworzą za każdym razem coś więcej niż zadziwiające arcydzieło. To było naprawdę hipnotyzujące.
Nawet, jeżeli Harry nie potrafił mówić słowami; potrafił robić to doskonale muzyką. Każde naciśnięcie klawisza przekazywało inne emocje. Spokojne brzęczenie pokazywało jego delikatność a twarde uderzenia ujawniały siłę i brutalność.
Minęła godzina i piosenka zaczynały się kończyć. Pewny mózg Louisa wypowiedział bez zastanowienia; „Przyjeżdżają do nas w piątek, chcesz pójść?”
I wtedy Louis zorientował się, że przesadził.
Harry skamieniał. Jego mięśnie były strasznie napięte. Przednimi zębami zaczął przygryzać dolną wargę. Oddychał przez nos nieprzerwanie, aby uspokoić się.
„Przepraszam ja-”
„Ooo.. Harry czy to nie wspaniale!” wysoki głos przerwał im. Ich głowy w tym samym momencie obróciły się w kierunku Anny która stała w drzwiach. Na jej twarzy królował szeroki uśmiech a jej oczy były szeroko wyraźnie załzawione. Oczy Harrego wędrowały po jej twarzy i starały się po drodze nie natknąć na jej własne. Nie chciał pokazać jak zły jest i jak dziwnie czuje się przez jej niespodziewane wtargnięcie i że chciał rozwiązać tą sytuację sam.
„Witam skarbie, jestem Anne mama Harrego.” Powiedziała do Louisa.
„Louis Tomlinson jestem tutaj studentem.” Odpowiedział ciepło z lekkim dyskomfortem.
„Więc Harry co myślisz? Nigdy nie byłeś na koncercie. Będzie zabawnie!” Anne powiedziała entuzjastycznie.
Harry niepewnie wykonał zaprzeczalny gest głową. Powolny ruch, który wyglądał jakby wypływał z ostrożności i nerwów.
„Mam wolny bilet, ponieważ mój przyjaciel rozmyślił się w ostatnim momencie i dobra… nic się nie stanie, jeżeli nie pójdziesz, to była tylko moja sugestia. Ledwo co mnie znasz więc…”
„To nie ma znaczenia! Poznacie się!” Anne powiedziała szczęśliwa przykucając żeby zniżyć się do poziomu Harrego i przeczesać palcami jego włosy. „ Wyluzuj Harry, to będzie dla ciebie dobre. Wiem jak bardzo ich lubisz. Louis wygląda na miłego mężczyznę. Zaopiekuje się tobą, prawda Louis?”
„Tak oczywiście.” Louis odpowiedział stanowczo.
„Popatrz kochanie, nie musisz zostać na całym koncercie. Możesz przyjechać do domu, kiedy tylko będziesz chciał. Louis weźmie sobie mój numer żebym miała pewność, że jesteś bezpieczny. On cię nie zostawi, prawda Louis?”
„Nie, nie zostawię cię dopóki tego będziesz chciał. Będę chodził cały czas za tobą i będę aż tak natrętny, że w pewnym momencie sam będziesz mnie chciał od siebie wygonić.” Louis zachichotał. Nie wiedział dlaczego tak bardzo starał si,ę aby chłopak poszedł z nim na ten koncert. Czuł po prostu, że to jest coś dobrego dla Harrego.
„Co sądzisz?” Anne zapytała delikatnie.
Wstępnie, Harry pokiwał głową powoli powodując, że Louis i Anna odwzajemnili to ogromnymi uśmiechami.
Louis definitywnie nie mógł doczekać się piątku.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz