Piątek 9
Louis rozpoznałby Harry’ego z daleka, wszędzie zauważyłby te niesamowite loczki. Prześliznął się przez bramę szkolną i minął grupę ludzi, którzy kierowali się w jej kierunku. Mógł zobaczyć jedynie tył Harry’ego, który opierał się o samochód i dwie kobiety stojące obok niego. Przyspieszył kroku, a jego stopy ubrane w Conversy coraz mocniej uderzały o podłoże, kiedy zbliżał się do chłopaka. Zobaczył postać Anne, która przyglądała się Harry’emu, ale nie potrafił rozpoznać tej drugiej kobiety obok. Domyślał się jednak co do osobowości tego człowieka.
Zauważył, że Anne przygląda mu się, a potem pokazała Harry’emu co widzi. Jego głowa obróciła się niebezpiecznie szybko tak samo jak głowa stojącej obok dziewczyny. Jego twarz rozświetliła się i jakby trochę odżyła w momencie, kiedy zaczął biec w jego kierunku.
Zauważył ubiór chłopaka w czasie, kiedy się do niego zbliżał. Chciał aby Louis pomógł mu w sprawie wyboru ubrań, ale przez to że był trochę spóźniony na swoje zajęcia nie miał czasu by tego uczynić. Louis zaufał Anne, aby ta pomogła dobrać mu ciuchy i wyglądało na to że jej się udało. Harry występował i nie powinien wyglądać niechlujnie. Powinien być szykowny i pełen dobrego smaku. Louis wiedział, że jest to dla Harry’ego bardzo ważny moment. Moment, w którym miał się pokazać szkole z innej strony i musiał zrobić wszystko by wyglądać jak najlepiej.
Bądź co bądź, ubrany był w biały podkoszulek, który wyglądał na dosyć gruby. Posiadał też małe czarne logo Abercrombie&Fitch na sobie. Na nogach miał obcisłe jeansy, które podtrzymywane były przez brązowy pasek. Dla Louisa wyglądał wspaniale, gustownie, namiętnie i każde inne podobne słowa. Cały jego wygląd aż krzyczał jedno ciągłe słowo *SEKS*. Sposób w jaki jego bluzka podwijała się, a spodnie były nisko nałożone, niesamowicie podkreślały jego długi tors; co od dawna Louis podziwiał - może powoli robiło się to już dziwne, ale Harry stawał się takim jego fetyszem.
Louis nie mógł powstrzymać swojego uśmiechu, który zaczął pojawiać się na jego twarzy, a białe zęby pokazały się w momencie, kiedy przytulał Harry’ego. Chłopak nie wzbraniał się od niego, pewnie dlatego że był wystraszony jak diabli. Jego oddech był przyśpieszony, a ręce trzęsły się w momencie, kiedy kładł je na plecach Louisa.
- Hej, hej. - Louis zaczął spokojnie mówić do ucha Harry’ego. - Uspokój się Hazz, wszystko będzie w porządku.
Odsunął się, aby zobaczyć twarz Harry’ego w całości. Twarz młodszego chłopaka była zakryta pod przydługimi włosami. Louis umieścił palec pod brodą Harry’ego i podniósł ją do normalnej pozycji, aby widzieć chłopaka. Oczy Harry’ego były delikatnie zamknięte, a zarazem wystraszone. Bały się zmierzyć z rzeczywistością.
- Popatrz na mnie. – wyszeptał. Harry potrząsł swoją głową słabo. Na jego czole pojawiła się zmarszczka.
- Harry popatrz na mnie. - powtórzył.
Po chwili Harry otworzył swoje oczy i spojrzał głęboko w niebieskie tęczówki. Louis patrzył dokładnie na niego nie pozwalając chłopakowi na przerwanie kontaktu wzrokowego, zaraz po tym jak w ogóle na niego spojrzał.
Jednak Harry potrzebował tego i nie chciał przestać. Oczy Louisa były wypełnione dumą i nadzieją patrząc na zieleń tych tęczówek. Wyglądały tak, jakby kolor nigdy nie miał zniknąć i pojawił się wieki wieków.
Harry nie przyglądał się wielu oczom, jednak był pewien, że oczy Louisa były najlepszymi jakie mógłby sobie wyobrazić.
Louis nigdy wcześniej nie widział tak bardzo blisko oczu Harry’ego. Aż rozbłyskały pięknem. Pewnie brzmiało to banalnie i tandetnie, jednak Louis nie mógł powstrzymać się przed zanurzeniem w tej zieleni. Lśniły niewytłumaczalnym zmartwieniem, ale była w nich odrobina ambicji.
Louis mógł przyglądać się im przez nieskończoną ilość dni.
- Posłuchaj mnie, Hazz - Głos Louisa był roztrzęsiony i słaby. – Pokażesz im się jak z najlepszej strony. Wiem to, więc błagam… nie panikuj.
Harry pokiwał delikatnie, po czym wzdrygnął się i potrząsł głową jak gdyby chciał powiedzieć „to nie tak”.
- O co chodzi? Powiedz mi skarbie.- Louis zapytał delikatnie.
Oczy Harry’ego niechętnie przerzuciły się na bok i zmierzyły otoczenie i wszystkich uczniów, którzy najprawdopodobniej czekali na swoich przyjaciół. Stali zwyczajnie ubrani, śmiejąc się i uśmiechając. Wyglądali na mądrych, może pomimo kilku facetów, którzy wyglądali jakby zostali przyciągnięci tu siłą przez swoje dziewczyny.
- Czy to oni? Boisz się, że inni uczniowie Cię tam nie chcą?
Kiwnięcie Harry’ego było łagodne i przepełnione smutkiem. Jego uwaga znów skupiła się na Louisie, pokiwał mocniej głową i przygryzł dolną wargę.
- O Hazz. Musisz być trochę bardziej pewny siebie. Oni się tym nie przejmują, głupiutki, masz to tego prawo żeby znajdować się tutaj i brać udział w życiu szkoły. – Louis zauważył, że Anne i dziewczyna zaczynają zbliżać się w ich kierunku wolno, jakby nie chcąc się wtrącać. – A tak w ogóle nie sądzę żeby oni mieli jaja na wystąpienie tak jak ty.
Louis rzucił w kierunku Harry’ego zadziorny uśmiech, klepiąc jego ramię uspokajająco po czym obrócił się, aby przywitać Anne. Uścisnął ją mocno, roztapiając się w matczynych ramionach.
- Dziękuję za przekonanie go .- Anne powiedziała szczęśliwa w momencie, kiedy odsuwał się od niej.
- To była tylko przyjemność. - Louis uśmiechnął się szczerze. – Musimy wlać w tego naszego łobuza trochę pewności siebie, nieprawdaż? – Powiedział, po czym wtulił Harry’ego w zgięcie swojej szyi zabawnie czochrając jego włosy. Harry wyswobodził się jakoś z tej pozycji i uwolnił. Na twarzy miał szeroki uśmiech, a rękami zaczął naprawiać bałagan, który spowodował na jego głowie przyjaciel.
Starszy chłopak usłyszał nieznajomy chichot, a jego oczy zwróciły się w kierunku dziewczyny, która za to miała niesamowicie znajome oczy. Były dość dobrze znane, ponieważ nawet przed chwilą głęboko w nie patrzył, chociaż nie były aż tak perfekcyjne jak u chłopca w loczkach. Oczy nikogo nie były takie jak Harry’ego. Z rozmyślenia wyrwał go głos Anne.
- Nie poznałeś Gemmy wcześniej, prawda? - powiedziała przyjaźnie.
- Nie, nie poznałem. - Zrobił krok w kierunku dziewczyny, która była ubrana w ładną, modną sukienkę. - Louis Tomlinson. - Przedstawił się z uśmiechem.
- Gemma Styles. - Powiedziała ze słodkim uśmiech, witając Louisa mocnym uściskiem.
- Wydaje mi się że powinniśmy już iść. Zaraz się zacznie! - Anne powiedziała ucieszona. Włożyła swoją rękę w zgięcie ręki Gemmy i pociąga ją w kierunku wejścia. Louis wysłał Harry’emu zachęcające spojrzenie i przerzucił swoją rękę przez ramię młodszego chłopaka, kierując ich w stronę budynku.
W momencie, kiedy weszli do Sali w której miało odbywać się przedstawienie, Louis zauważył że prawie wszystkie miejsca były zajęte. Byli uczniowie i ich rodzice, ale głównie znajdowali się uczniowie. Większość pochłonięta była rozmową, plotkowaniem i jeszcze innymi bezsensownymi rzeczami, które miały umilić im czas przed występem.
Kiedy rodzina Styles, plus Louis wkroczyli do środka, głowa Harry’ego nagle się opuściła, a oczy wbiły się w podłogę. Louis nie chciał niczego innego jak tylko podnieść jego twarz i nakarmić go pewnością siebie, by już nigdy nie musiał odczuwać potrzeby do załamania się. Jednak później zorientował się, dlaczego Harry był takie nieśmiały. Twarze obróciły się w ich kierunku i spojrzenia spoczęły na nich. Patrzyli na tego chłopaka i skanowali go od stóp do głów. Niektórzy nawet szeptali coś między sobą wskazując na Harry’ego z drwiącym wyrazem twarzy.
Louis zastanawiał się, dlaczego większość nastolatków jest taka ignorancka i osądzająca. Oczywiście, nie chodził do szkoły od kilku lat, jednak mógłby dać sobie uciąć rękę że w jego tak nie było. Może po prostu nie zauważył czegoś takiego, ale i tak nie było to normalne zachowanie. Harry w szkole nie był prześladowany, wiedział to, ale coś takiego jak to na pewno również nie było miłe. Może zachowywali się tak, że chłopak nigdy wcześniej nie chodził na takie imprezy?
Anne i Gemma zachowywały się normalnie w momencie, kiedy poszukiwały miejsca na którym mogliby usiąść, jednak Louis nie mógł wyrzucić z siebie myśli o tych wszystkich par oczu, które spoglądały na nich, jednocześnie wyglądając na zdziwione faktem, iż ten chłopieć tutaj jest. To nie było tak, że zamierzali z niego drwić. Jednak wszystko wyglądało tak, jakby uważali, że nie powinien się tutaj znajdować. To wszystko zapewne było podwojone tym, że Louis oplatał pas Harry’ego swoją ręką. Nie wiedział nawet, kiedy się tam znalazła, jednak wydawało mu się, że Harry nie miał nic przeciwko.
- Wszystko w porządku? - Louis wyszeptał do ucha Harry’ego w momencie, kiedy zbliżali się do drzwi prowadzących za scenę. Jego głowa nadal była pochylona, jednak pokiwał marnie bez życia. Zatrzymali się przed schodami, które tam prowadziły, a Louis stanął przed młodszym chłopakiem.
- Hej - Louis powiedział cicho ponad zgiełk publiczności. Zrobił to co przedtem. Delikatnie podniósł twarz Harolda do góry tak, aby mógł zobaczyć chłopaka dokładnie. – Chcę żebyś mnie posłuchał, okej? Żebyś dokładnie wysłuchał tego, co mam Ci do powiedzenia.
Harry popatrzał na Louisa z akceptacją, uśmiechając się delikatnie.
- To wszystko co tutaj się dzieje jest tylko na próbę, dobra? Uwierz mi, wiem jak się teraz czujesz. Zapomnij o całym tym tłumie. Zapomnij o wszystkich tych głupkach tutaj i skup się na występie. Zatop się w muzyce, Harry, pogub się w niej. Jeżeli potrzebujesz wsparcia, popatrz się na mnie, albo na swoją mamę lub Gemmę, jednak sądzę że i tak nas nie potrzebujesz. Ponieważ w środku jesteś wojownikiem. Masz determinację i motywację, żeby wykonać najlepsze przedstawienie w swoim życiu. Powinieneś zobaczyć, jak dzisiaj świetnie wyglądasz, Hazz. Wyglądasz jak prawdziwy artysta, a teraz pokażesz wszystkim że taki właśnie jesteś.
****************
Na scenie było ciemno, jedynie jedno światło oświetlało pianino, które nadal nie wydawało z siebie żadnego dźwięku. Ustawione było na ukos, a palce chłopaka z kręconymi włosami były widoczne z miejsca, na którym siedział Louis. Głowa Harry’ego schylona była w ich kierunku. Można było zauważyć dokładnie, że chłopak próbuje uspokoić swoje nerwy głębokimi wdechami.
Jego głowa podniosła się, a oczy znalazły niebieskie tęczówki Louisa. Nie trwało to długo, może jakieś kilka sekund do momentu aż połączył się z nimi. Louis posłał w jego kierunku jedno ze swoich najdelikatniejszych spojrzeń i przekazał mu nic innego jak tylko wsparcie, zachętę i czystą dumę. Tak był niesamowicie dumny z Harry’ego, który siedział tam tylko i jeszcze nie posłał swoich palców na klawisze fortepianu. Chłopak nie robił czegoś takiego jeszcze nigdy w życiu, więc był to dla niego wielki krok, który sam w sobie sprawiał, że serce Lou rozpływało się, ponieważ on był jego powodem. On wyprosił u chłopaka by tutaj się pojawił.
Gdy Louis wlał w Harry’ego wystarczająco dużo wiary , obrócił się w kierunku klawiszy i całe swoje skupienie i skoncentrowanie oddał na pianino jakby nic innego nie istniało. Zaczął wolno, stosunkowo wolno. Delikatne uderzenia o klawisze nadawały nastrój temu kawałkowi. Było to zwykłe brząkanie, jednak dodatkowe nuty kryły się pod sobą skomplikowanie. Było to niesamowicie łagodne. Tak spokojne, że nadawało tej piosence uczuć, które napełniało serce. Czułeś że bije wraz z każdą, kolejną nutą. Nie trwało to długo, aż dołączyły się do melodii wysokie nuty, odsłaniając zdolności Harry’ego do utrzymywania głębokiego dźwięku i jednocześnie zamazania krawędzi wyższych. Tak delikatnie grał, że chciał utrzymać piosenkę właśnie w takim nastroju.
Głowa Harry’ego była pochylona, a twarz zakryta. Louis wiedział, że jego oczy są w tym momencie mocno zamknięte. Jego twarz na pewno była zrelaksowana z wyjątkiem tych pięknych oczu. Skupiał się na muzyce i tylko na niej.
To było proste, skupiał się na wysokich nutach. Jednak ta prostota nie roznosiła się po pomieszczeniu, która była wręcz zahipnotyzowana. Pokój wypełniony był śmiertelną ciszą. Wszystkie oczy skupione były na tym chłopaku. Wszystkie uszy tylko i wyłącznie na dźwiękach pianina. Każdy umysł wręcz błagał, by ta piękna melodia nigdy się nie skończyła. A potem wszystko zaczęło się komplikować. Nuty były szybkie, a ruchy palców Harry’ego wręcz niezrozumiałe. Robił to wszystko z taką lekkością, jakby było to w naturze jego szesnastoletniego wieku. Głowa Loczka nie była już tak jak na początku spokojna. Teraz poruszała się wraz z dźwiękiem nut. To było jakby energia muzyki wypełniała jego żyły i sprawiła że każda możliwa część ciała Harry’ego musiała brać udział w tej zachwycającej melodii.
I wszystko znów stało się spokojne i łagodne na nowo. Perfekcyjny balans pomiędzy rozrastającą się pasją i miłością do instrumentu. Pasja powróciła na nowo wraz z delikatnymi uderzeniami palców, które stopniowo robiły się coraz wolniejsze by wreszcie ucichnąć.
W pomieszczeniu zapanowała cisza. Szczęki każdej możliwej osoby na sali opadły, a oczy zaszkliły się łzami. Louis, Anne i Gemma nie byli wyjątkami. Chłopak z rozmierzwionymi włosami wręcz kipiał dumą. Kiedy nagle rozbrzmiały oklaski, Harry wyrwał się ze swojego świata pasji by powrócić na ziemię. Wstał z miejsca, a na widok publiczności, która klaskała jak opętana, pojawił się szok na jego twarzy. Jego oczy otwarte były szeroko w zdziwieniu, zanim zorientował się że to wszystko było właśnie dla niego. A potem uśmiechnął się do siebie, zarumienił i popatrzył w ziemię.
I wtedy Louis poczuł że łzy po jego twarzy zaczynają płynąć coraz szybciej, ponieważ kurwa był taki dumny ze swojego chłopaka; bardziej niż mógł to sobie wyobrazić. To jak zobaczył Harry’ego w takim stanie sprawił że miał ochotę wejść na sam szczyt dachu tej szkoły i krzyczeć, ponieważ Harry właśnie wystąpił przed masą publiczności i zrobił to perfekcyjnie. Kiedy chłopak zszedł ze sceny z uśmiechem szczęścia na twarzy, Louis odwrócił się do Anne i zobaczył że płacze, jak na dumną matkę przystało. Wytarł swoją twarz mokrą chusteczką, jednak wiedział, że duma równie szybko nie wymaże się z jego mózgu.
****************
To niesamowicie bolało i był to jedyny sposób na opisanie tych dwudziestu minut do zakończenia przedstawienia. Po pierwsze, powiedzmy sobie szczerze, pokaz taneczny był naprawdę kiepski. Pompony i podświetlone neonami ubrania nie były czymś w stylu Louisa, szczególnie wtedy, kiedy było to nie konwencjonalnie krótkie, a taniec był bardziej czymś w stylu obijania się jeden o drugiego. Drugim i głównym powodem było to, że musiał czekać straszliwie długo żeby zobaczyć Harry’ego. Chłopak wciąż był za sceną, a mógł stamtąd wyjść jedynie po skończonym występie i Louis nie mógł powiedzieć mu tego, jaki jest z niego dumny. Rozważał nad tym, aby wymsknąć się jakoś, udając że chce mu się sikać, jednak wzrok kobiety przed nim, kiedy powiedział o swoim planie Anne zadecydował o tym, że wolał zostać i przeczekać tą męczarnie.
Kiedy przedstawienie skończyło się, a ludzie powoli zaczęli opuszczać budynek, Louis natychmiast chwycił za rękę Anne, która trzymała Gemme i trójka z nich ruszyła przez tłum do drzwi prowadzących za scenę. Otworzył drzwi i wyminął grupkę ludzi, która właśnie wychodziła, poszukując tych jedynych w swoim rodzaju loczków.
Anne pierwsza wskazała miejsce pobytu wołając chłopaka w podekscytowaniu. Pobiegła w jego kierunku i wciągnęła go w mocny uścisk, który odwzajemniony był takim samym wigorem. Louis odsunął się, nie chcąc psuć tego momentu i przyglądał się im. Gemma podeszłą do niego w następnej kolejności nie dając mu, aż tak długiego uścisku jednak z równym szczęściem i dumą.
Uśmiech nie opuszczał twarzy Harry’ego.
Jego zmęczone zielone oczy połączyły się z niebieskimi. Nagle rozświetliły się i stały się jakby bardziej zachwycone. Szeroki uśmiech zamienił się na delikatny, wykonany z zamkniętymi ustami, jednak również szczęśliwy. Był spokojniejszy niż ten, który zaserwował Anne, jednak jednocześnie bardziej szczery z delikatną nutką wdzięczności. Anne i Gemma odsunęły się i pozwoliły podejść Louisowi do Harry’ego. Przez jego ciało przeszły ciarki, jednak starał się utrzymać swoje tępo w normie, kiedy wszystko czego chciał to pobiec w jego kierunku najszybciej jak potrafił i powalając na ziemię obdarowując go najmocniejszym ściskiem na świecie.
Kiedy doszedł do Harry’ego, stanął przed nim, a jego oczy musiały podnieść się do góry aby spotkać się z tęczówkami młodszego chłopaka. Popatrzył w tę zieleń, która wyglądała na taką wrażliwą.
- Jestem z ciebie taki dumny. - Louis wyszeptał niesamowicie słabym głosem.
Harry zamknął oczy delikatnie w akceptacji, jego twarz stale rozświetlał uśmiech. Kiedy jego oczy się otworzyły, aż błyszczały szczęściem.
Louis nie mógł wytrzymać tego dłużej i zaraz po tym jego ramiona zaplecione zostały wokół szyi Harry’ego, wtulając go mocno w siebie. Poczuł jak długie ręce również obejmują go z tyłu odwzajemniając uścisk. Jego twarz wtuliła się w ciepło szyi Harry’ego, jak gdyby stworzona była tylko dla niego. Stali tak długo jak tylko się dało. To wyglądało tak jakby, ich dotykające się kończyny pozwalały na to, by Harry przekazał swoją dumę i podziękowanie dla Lou.
Odsunęli się od siebie niechętnie i zaraz po przedłużonym wpatrywaniu się wzajemnie w swoje oczy oraz szeptu dumy, Harry niespodziewanie pochwycił rękę Louisa w swoją.
- Co ty… - Louis zaczął, ale palec Harry’ego uciszył go.
Powoli, Harry użył tego palca do nakreślenia na niej delikatnie dwóch liter.
- D… C - Louis przeczytał na głos. – DC?
Harry pokiwał entuzjastycznie głową.
Louis zaczął przeglądać swój mózg w poszukiwaniu słów, które zaczynają się na te litery, ale nie potrafił znaleźć niczego konkretnego. Jego mózg nadal nie wydostał się ze swojego emocjonalnego załamania po występie Harry’ego.
Harry delikatnie westchnął w żarcie i powtórzył akcje, tym razem wolniej.
Louis zapowietrzył się delikatnie w momencie, kiedy rozpracował o co chodziło Harry’emu.
- Dziękuję Ci? - Zapytał na bezdechu.
Harry pokiwał entuzjastycznie, nieustannie się uśmiechając.
Louis zaczął dusić się własnym powietrzem, kiedy doszło do niego co to wszystko znaczyło. Znowu zapomniał o tych wszystkich ostrzeżeniach dotyczących ataków Harry’ego i wskoczył w jego ramiona. Jego nogi zaplotły się wokół talii chłopaka a ręce oplatały szyję.
Wyszeptał w ucho Harry’ego najszczerzej jak potrafił.
- Dla Ciebie wszystko.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz