Epilog
- Mamo! Gdzie są zapałki?
- Sprawdź w szufladzie.
- Gdzie są świece?
- W szafie w przedpokoju.
- Nie, te ładne – te pachnące.
- Nadal w szafie w przedpokoju.
Harry zmarszczył brwi i przebiegł przez dom, uderzając stopami o podłogę, gdy biegł. Szafa zadrżała niebezpiecznie w zawiasach, gdy ją otworzył, grzebiąc w niej i w końcu wyciągnął kilka świec i powąchał je, by mieć pewność, że są tymi właściwymi.
- Która godzina? – krzyknął, biegnąc z powrotem do kuchni i umieszczając świece w strategicznych miejscach w pokoju, starając się stworzyć idealną atmosferę która zawsze wydawała mu się tak powszechna w romantycznych filmach.
- W pół do piątej, nadal masz kilka minut – odpowiedzaiała Anne, wchodząc do kuchni z torebką przewieszoną przez ramię.
- W porządku, świetnie. Baw się dobrze, kocham cię, cześć! – Harry odesłał ją z roztargnieniem, starając się być tak szczery, jak tylko mógł, choć spieszył się z powrotem do kuchenki, by zamieszać w garnku z sosem Alfredo, który groził spaleniem i wykipieniem.
- Hej, hej, nie tak szybko! Nadal muszę dać ci „odpowiedzialną” przemowę – przypomniała mu Anne ze śmiechem.
- Musisz?
- Tak, to wymóg prawny bycia mamą. Czeka mnie bardzo surowa kara, jeśli tego nie spełnię. – Anne zażartowała.
Harry westchnął i zmniejszył gaz, zanim odwrócił się do niej twarzą.
- W porządku – mruknął.
- Zasada pierwsza: nikt inny nie przychodzi, oprócz Louisa.
- Cóż, to był mój plan na orgię – powiedział Harry z sarkazmem.
- Co sprawdza mnie do zasadu drugiej: użyj prezerwatyw.
- Mamo! – Harry zaskrzeczał, rumieniąc się. – Ja nie… Mam na myśli, my nie… - Nie był powien jak odpowiedzieć, ponieważ on i Louis prawdopodobnie będą dziś w nocy uprawiać seks, ale tak bardzo, jak nie chciał kłamać, nie chciał omawiać tego z matką.
- Och, Harry, proszę. Nie mam żadnych złudzeń co do was. Poza tym, znalazłam rachunek za lubrykant w twojej kieszeni, kiedy robiłam wczoraj pranie – wyjaśniła Anne z lekceważącym machnięciem dłoni. – I, zasada trzecia: nie obchodzi mnie, co robisz, ale proszę o dezynfekcję każdej powierzchni, na której to zrobicie.
Harrry chciał się roztopić w kałużę, tam, na podłodze w kuchni, jego twarz płonęła jak na rozżarzonych węglach.
- To takie złe… – mruknął.
Anne udawała, że go nie słyszy, pochylając się, by pocałować oba jego policzki i zmierzwić z czułością włosy.
- Wrócę jutro w południe. Bawcie się dobrze, chłopcy!
Harry nie drgnął do czasu, aż nie usłyszać, jak drzwi frontowe się zamykają i zablokował je za Anne. Starał się odepchnąć tę rozmowę, tak daleko od swoich myśli, jak to tylko możliwe, kiedy wrócił do działania, sprawdzając krewetki i mieszając makaron.
To była pierwsza właściwa noc, którą on i Louis mieli spędzić razem. Spędzili kilka ostatnich miesięcy podróżując tam i z powrotem, między Londynem i Doncaster na wizyty, ale zawsze czuli się zbyt w pośpiechu i byli zbyt publicznie, z ich rodzinami nad głową, robieniem im zdjęć i gruchaniem o tym, jak „słodcy” byli razem. Tak bardzo, jak Harry kochał swoją rodzinę, chciał spędzić trochę czasu sam na sam z Louisem.
Ale teraz, kiedy czas się zbliżał, Harry zaczął panikować. Poszedł na całość: posprzątały swój cały pokój, kupił sobie nową narzutę (stara była pokryta zbyt wieloma budzącymi wątpliwości plamami, by zaimponować Louisowi i mógłby to przypisać jako miłość do jedzenia w łóżku) wraz z dopasowanymi zasłonami i nawet zrobił trzy pełne dania, wszystko na własną rękę, tylko z powodu tej okazji. Anne śmiała się, gdy patrzyła, jak denerwował się z powodu domu i cały czas miała na twarzy „czy mój syn nie jest cudowny” wyraz.
Dzwonek zabrzmiał, gdy tylko Harry skończył nakrywać do stołu i zagryzł dziewczęcy okrzyk spowodowany nagłym hałasem. Wciągnął głęboki oddech, obrzucając wszystko jeszcze jednym spojrzeniem, by upewnić się, że wszystko wygląda dobrze, zanim podpełzł do drzwi. Gdy położył dłoń na klamce drzwi, zassał głęboki oddech i wyprostował się, mając nadzieję, że wygląda naturalnie z niefrasobliwym uśmiechem na twarzy, zanim otworzył drzwi.
Louis był w domu błyskawicznie, owijając ramiona wokół Harry’ego i przyciągając go do ciasnego uścisku. Jego palce wbiły się w plecy Harry’ego, jakby starając się uczepić tak bezpiecznie, jak to tylko możliwe, ale Harry nie mógł narzekać. Tęsknił za tym, tęsknił za sposobem, w jaki ich ciała do siebie pasowały. Ciepłe krzywizny ciała Louisa były dociśnięte do jego własnej, chudej i kościstej figury, jedwabiste włosy łaskotały jego podbródek, kiedy oparł go o głowę Louisa, a znajomy zapach mydła i płynu do prania i czegoś niematerialnego, co było Louisem, po raz kolejny go otoczyło. To było niesamowite, jak mógł przeżyć tak długo, nie czując tego, a jednak za każdym razem, kiedy znajdował się w ramionach Louisa, czuł się coraz bardziej jak w domu.
Po kilku chwilach Louis cofnął się, ignorując jęk protestu ze strony Harry’ego. Louis zaśmiał się, widząc twarz Harry’ego i polizał kciuk, zanim sięgnął, by potrzeć policzek chłopaka.
- Masz tutaj jakiś biały pyłek. Chyba nie wciągałeś kokainy, prawda?
Harry przewrócił oczami i uderzył lekko dłoń Louisa, zanim ją objął i przyciągnął do piersi, po czym pocałował ją miękko.
- Nie, ty idioto. To mąka.
- Mąka? Wciągałeś mąkę? – dokuczył Louis, rozwiązując buty i odkładając torbę na podłogę tak delikatnie, jak to tylko możliwe, robiąc wszystko co w swojej mocy, aby dokończyć każde zadanie, bez konieczności puszczania ręki Harry’ego.
- Zrobiłem obiad… I deser. – Harry ogłosił z dumą, prowadząc Louisa do kuchni.
- Co za dżeltelmen – powiedział Louis, gdy Harry odsunął dla niego krzesło.
- To wszystko na pokaz; po prostu staram się dobrać do twoich spodni – odpowiedział Harry, całując czupek jego głowy, zanim zajął swoje miejsce po drugiej stronie stolika.
- Jak na razie idzie ci całkiem nieźle – powiedział Louis z szelmowskim uśmiechem.
Harry spiął się lekko, starając się nie myśleć o tym, co noc miała w zanadrzu. Jakkolwiek gorliwie chciał po prostu pominąć cały obiad i przejść prosto do sypialni, z Louisem rzeczy były inne. Harry stwierdził, że rzeczywiście chce być z nim, rozmawiać i spędzać czas, zwłaszcza, że minęło tak dużo czasu, od kiedy ostatni raz się widzieli.
Harry pytał o siostry Louisa, jego mamę, szkołę, przyjaciół i wszystkie inne aspekty życia Louisa, które mógł wymyślić, wygrzebując z niecierpliwością każdy szczegół. Równie często Louis próbował zakręcić pytaniem i spytać po Harry’ego, ale ten był zdeterminowany, by utrzymać temat Louisa.
- Wiesz, tak bardzo jak świetny jest ten krzyżowy ogień pytań, chcę usłyszeć o tobie – powiedział w końcu Louis, spoglądając na swój pełny talerz.
Nie miał wystarczająco dużo czasu, aby wziąć więcej niż trzy kęsy, co wynikło z konieczności nieustannych odpowiedzi na pytania Harry’ego.
Harry westchnął i zamyślony grymas rozciągnął jego usta, gdy starał się wymyślić coś interesująco. To brzmiało, jakby jego życie składało się z niczego poza piłką nożną szkołą, spaniem, tęsknieniem za Louisem i skarżeniu się każdemu, kto chciał słuchać, jak bardzo tęskni za Louisem (Zayn posunął się tak daleko, że zażądał dolara za każdym razem, gdy Harry wypowiadał imię Louisa.)
- Um… cóż, Zayn ma dzisiaj randkę – powiedział.
Louis skrzywił się, najwyraźniej niezadowolony, że ta wiadomość nie była o Harry’m, ale chciał mu dogodzić.
- Oh? Ktoś, kogo znam?
- Wiesz, Liam, z drużyny?
Louis prawie zakrztusił się kęsem czosnkowej grzanki.
- Cóż, nie wiedziałem, że do tego dojdzie. Czy on jest…?
Harry potrząsnął głową.
- Nazywa Liama „wyjątkiem”.
- Zatem dobrze dla niego. – Louis skinął głową. – Liam miał na niego ochotę wystarczająco długo; miło jest zobaczyć, że wszystko u nich dobrze.
Usta Harry’ego wykrzywiły się w małym uśmiechu, gdy zastanawiał się, czy ktoś kiedykolwiek powiedzaił to samo o nim i Louisie. Może naprawdę im wyszło. Tak, wciąż starali się pracować nad tył całym „dużym dystansem” i tak, będą mieli do czynienia z większymi wybojami na drodze, ale on nie zamierzał pozwolić Louisowi odejść. Nie znowu; nauczył się na błędach za pierwszym razem.
Harry zaczął sprzątać ze stołu, gdy tylko Louis skończył, zbierając talerze i starając się nie narobić plan i niczego nie wywrócić.
- Zrobiłem deser, chcesz trochę?
Louis oczyścił gardło i przeniósł ciężar ciała na pięty, kołysząc się.
- Właściwie, myślę, że będzie lepiej, jeśli pozwolimy naszym żołądkom trochę odopcząc. Może powinniśmy zrobić trochę ćwiczeń. Wiesz… spalić kolację, zanim zjemy cokolwiek innego.
Harry pozwolił, by talerze spadły na blat z głośnym hukiem, a wszystkie myśli o sprzątaniu natychmiast odeszły w zapomnienie. Zrobił krok do przodu i rękoma oplótł Louisa w pasie, stawiając go na nogi i przyciągając do siebie.
- Zatem do sypialni?
Louis owinął nogi wokół talii Harry’ego, cichocząc cicho, gdy Harry zaczął składać pocałunki na jego szyi.
- Cóż, zawsze możemy spróbować spaceru w blasku księżyca – zażartował.
Harry mruknął niezrozumiale z deaprobatą, poruszając się i przygryzając delikatnie obojczyki Louisa, uśmiechając się do siebie, gdy usłyszał, jak ten łapie oddech.
Okazało się że raczej trudno jest przekręcić klamkę, by otworzyć pokój, utrzymując jednocześnie Louisa w bezpiecznym uścisku, ale udało mu się to zrobić, potykając się bez tchu, gdy wszedł do pokoju. Jego serce biło milion mil na godzinę i nie był pewien, czy to z powodu adrenaliny, czy z nerwów. O dziwo, był zdenerwowany. Wiedział dlaczego, jeśli miał być całkowicie szczery; jeszcze nigdy nie uprawiał seksu z Louisem tak, jak chciał tego dzisiaj. Za każdym razem, gdy się zabawiali, Harry był tym, który przejmował kontrolę i nadawał tempo. Wiedział, że dziś będzie inaczej; dzisiaj to będzie dla nich obu, dla obustronnej przyjemności, o zrobieniu tego wolno, z odkrywaniem i cieszeniem się, i był przerażony. Czuł się, jakby to miało w jakiś sposób uczynić go bardziej podatnym, bardziej zdolnym do błędów, jako, że reguły gry były wyrównane, ale to było to, czego chciał i nie zamierzał pozwolić, by odrobina głupich nerwów weszła mu w drogę.
Louis wykręcił się z ramion Harry’ego i odciągnął szyję z dala od jego ust, pozostawiając mu podziwianie nikłych śladów, które pozostawił na delikatnej skórze szyi Louisa. Harry wyciągnął rękę, by chwycić za nadgarstek Louisa, przyciągając go z powrotem, by wycisnąć na jego ustach pocałunek.
Louis zachichotał i odepchnął Harry’ego, a jego twarz świeciła z radości, gdy Harry obsypywał go uwagą, na którą zasługiwał, ale rzadko dostawał.
- Masz… coś?
Harry podszedł do stolika nocnego, wyciągając paczkę prezerwatyw i buteleczkę lubrykantu, trzymając je przed Louisem niemal gorączkowo. Tak naprawdę nie wiedział, jak to powinno być; uprawiał seks z Louisem na boisku i z kilkoma dziewczynami poznanymi w obskurnych klubach i nigdy więcej ich nie widział, więc nie miał dużego doświadczenia, jeśli chodzi o prawdziwy seks – ale był zdeterminowany, by zrobić to prawidłowo.
Louis uśmiechnął się i wziął pudełko i butelkę od Harry’ego, odkładając je na łóżko, zanim rzucił się na niego, zaciągając go do łóżka i siadając okrakiem na jego udach, zaciskając mocno kolana na jego wąskich biodrach. Teraz była kolej Louisa na objęcie prowadzenia, gorączkowo całując usta Harry’ego, dopóki nie były jeszcze bardziej różowe i opuchnięte niż normalnie.
- Zdejmij koszulkę… proszę – sapnął Harry, dodając „proszę” po namyśle.
Przemówienia były teraz poza jego zdolnościami, jego myśli były mieszanką połamanych fraz i słów, i nie mógł tego poskładać.
Louis zaśmiał się i pokiwał głową, odchylając się do tyłu i ściągając koszulkę przez głowę jednym ruchem. Spiął się lekko, krzyżując ramiona na brzuchu, by ukryć niepewność, co Harry wiedział zbyt dobrze.
Harry chwycił nadgarstki Louisa i delikatnie odciągnął je od jego tułowia, posyłając mu mały, zachęcający uśmiech i próbując dyskretnie przypomnieć mu, że to w porządku, że nie ma nic do ukrycia – nie teraz, kiedy byli tylko we dwóch.
- Twoja kolej. – Ponaglił go Louis, rozpaczliwie szarpiąc rąbek koszuli Harry’ego.
Jego małe palce poruszyły się w stronę guzików, nie czekając aż Harry sam się nimi zajmie, pozostawiając go odchylonego do tyłu, patrzącego na wyraźnie zdeterminowaną twarz Louisa, z małym uśmiechem rozciągniętym na ustach.
Kiedy Louis zdołał zdjąć koszulę Harry’ego, od razu przeszedł do zdejmowania jego spodni (a biorąc pod uwagę jak obcisłe jego dżinsy były, to nie było łatwe). Tak bardzo, jak Harry chciał sprawić, by było to tak trudne dla Louisa, jak to tylko możliwe, by móc oglądać ten wyraz frustracji na jego twarzy, w końcu zlitował się nad nim i uniósł biodra, by umożliwić mu ściągnięcie ciasnego materiału w dół nóg.
Harry wydał z siebie błagalny dźwięk, chwytając Louisa i przyciągając go do kolejnego pocałunku, palcami przebiegając przez jego zmierzwione włosy. Louis oparł dłoń na piersi Harry’ego, ale po kilku chwilach jego palce odbyły niespokojną drogę w okolice linii bokserek Harry’ego i wślizgnęły się pod nie. Usta Louisa zostawiły Harry’ego, przenosząc pocałunki na tors i zatrzymując się na jego pasie, zamykając dłonie wokół penisa Harry’ego i wyciągając go przez spodnie.
- Tęskniłęm za tobą – wymamrotał Harry.
Nie był do końca pewien, dlaczego to powiedział; to wszystko było tak surrealistyczne, szczerze, i wciąż starał się zachować jasne myślenie.
- Ciekawe wyczucie czasu – powiedział Louis ze śmiechem, owiewając gorącym oddechem penisa Harry’ego, powodując nieznaczne dreszcze.
Louis pochylił się, chwytając całą długość Harry’ego w usta i pozwalając swojemu językowi prześlizgiwać sie po szczelinie, a każdy ruch był delikatny, ledwo otaczając Harry’ego mokrym ciepłem i Harry nieco wypychał biodra dla lepszego odczucia.
Louis podniósł głowę, przesuwając usta, by polizać grubą żyłę na jego penisie, a gdy jego język osiągnął wierzchołek, ponownie zacisnął wargi wokół długości Harry’ego. Nie zatrzymał się tym razem; zamiast tego opuścił głowę w dół tak daleko, jak tylko mógł, zanim czubek penisa nie odbił się o tylnią ściankę jego gardła.
- Oh – jęknął Harry, zaciskając palce na pościeli.
Czuł, jak usta Louisa rozciągają się w zadowolonym uśmiechu wokół jego długości, ale wciąż trzymał rytm, odciągając się, aż tylko czubek był w jego ustach, zanim ponownie połykał penisa Harry’ego. Jego ręce obejmowały mocno biodra Harry’ego, przyciskając go do dołu, gdy próbował przyspieszać w ustach Louisa.
Nie był pewien dlaczego Louis prowadził go do ściany kilka chwil później; brakowało trochę finezji, było to ledwo na pograniczu niechlujstwa. Może to był szczery entuzjazm; wszystkie dziewczyny, które robobiły mu loda, robiły to właśnie, aby doszedł, natomiast Louis korzystał ze swojego czasu, by eksperymentować, próbując zobaczyć, co Harry lubi, testując różne rytmy i głębokości. A może wiedza, że to usta Louisa są wokół niego, sprawiała, że Harry czuł się właśnie w ten sposób – usta Louisa, który był tak cholernie chętny, by go zadowolić. I, gdy spojrzał w dół, by zobaczyć Louisa pochylającego się nad nim, z ustami szczelnie zamkniętymi na jego długości i niebieskimi oczami spotykającymi się z oczami Harry’ego, cichy elektryczny pomruk w jego brzuchu potwierdził, że tak, to wszystko prawdopodobnie ma związek z Louisem.
Palce Louisa zamknęły się na podstawie długości Harry’ego, pieszcząc go tam, gdzie nie mógł dosięgnąć ustami, zdecydowany nie zostawiać jakiekogolwiek miejsca zaniedbanego. Jego oddech owiewał nagi brzuch Harry’ego, rozczapierzone palce łaskotały jego skórę, a Harry był pochłonięty pragnieniem, by być bliżej. To było dzwine – był dosłownie w ustach Louisa – ale wciąż czuł, jakby to było zbyt daleko. Sięgnął w dół, kładąc rękę na gładkiej, ciepłej skórze łopatki Louisa i nie był pewny dlaczego, ale to sprawiło, że poczuł się lepiej, nieco bezpieczniej.
Wydawało się, że Louis wkrótce poczynił kroki, wybierając powolny, ale zmysłowy rytm, przez który Harry dyszał i wił się na pościeli. Harry mógł poczuć jak uczucie mrowienia zaczyna się w jego polcach, przez podeszwy stóp, do łydek.
-Stop, stop – wykrztusił Harry, odciągając Louisa, zanim się zatracił. Nie chciał dojść w ten sposób, nie dzisiaj.
Louis posłusznie odsunął się, mrugając na Harry’ego kilka razy z zaskoczonym wyrazem twarzy, który szybko zmienił się w zadowolony siebie uśmiech, gdy uświadomił sobie, że Harry był całkowicie zniszczony. Ponownie wszedł na ciało Harry’ego, całując go krótko ale zanim zdążył się wycofać, Harry zacisnął ramiona wokół talii Louisa, trzymając go tam. Przyciągnął go do siebie i przewrócił, skutecznie zatrzymując go pod sobą, ale był ostrożny, wspierając swoją masę ciała na łokciach, by nie zgnieść Louisa.
- W porządku? – spytał Harry, a jego wargi unosiły się nad Louisa, przez co ich usta ledwo się dotykały, gdy mówił.
Louis skinął lekko głową, ze złośliwym uśmiechem w oczach, gdy szybko przychylił głowę i przebiegle skradł pocałunek. Harry czuł się tak szczęśliwy, że jego serce mogło wybuchnąć.
Tak bardzo, jak chciałby to tak zatrzymać, jego boleśnie twardy penis przypomniał mu, że były teraz ważniejsze rzeczy. Sięgnął przez kołdrę po butelkę lubrykantu, polewając nim dłoń i niezdarnie pokrywając nim palce.
Louis skorzystał z okazji, by ściągnąć spodnie i majtki, pozwalając im spaść za krawędź łóżka w pogniecionej stercie, zanim ułożył się na plecach, czekając na dalsze instrukcje od Harry’ego.
Oczywiście, Harry załapał tę wskazówkę.
- Kolana w górę, kochanie – zachęcił, prowadząc nogi Louisa do jego klatki piersiowej, rozszerzając je, a Louis szybko poszedł w jego ślady.
Patrzył na Harry’ego z ciekawością i lubością na twarzy, układając się na łóżku, gdy Harry użył nie pokrytej lubrykantem dłoni, przejeżdżając nią po pośladkach Louisa, jego udach, brzuchu, delektując się uczuciem zapraszającego ciepła skóry, zatrzymując się na zgięciu bioder.
Pokryta lubrykantem ręka znalazła się przy tyłku Louisa, przejeżdżając palcem w celu odnalezienia pomarszczonej skóry, zręcznie rozprzestrzeniając lubrykant. Pocałował od spodu uda Louisa, miękko i słodko, zanim wepchnął do środka palec, poruszając się powolnie, gdy pracował nad oporem napiętych mięśni.
Harry rzucił szybkie spojrzenie w górę, na twarz Louisa, upewniając się, że wciąż wszystko w porządku, tylko po to, by zobaczyć, że jego oczy trzepotały, zamknięte, z głową odrzuconą lekko na bok, a ręce wciąż przyciągały nogi do piersi, jakby zamknął się na świat. Nie wyglądał tak, jakby odczuwał jakikolwiek dyskomfort i Harry wziął to jako znak, że wciąż było dobrze. Powoli wycofał swój palec, patrząc, jak Louis marszczy brew przez tę zmianę, zaledwie na ułamek sekundy, ale jego twarz szybko wróciła do spokojnej ekspresji.
Gdy palce Harry’ego nadal wchodziły w Louisa, powoli, ale systematycznie, zwrócił on swoją uwagę na jego ciało, pozostawiając miękkie, małe pocałunki na udach, brzuchu i klatce piersiowej. Podobało mu się to, lubił być w stanie pokryć ciało Louisa miękkimi pocałunkami, znacząc skórę swoimi ustami, odkrywając sposób, w jaki łagodne krzywizny i kąty jego ciała były przy jego ustach.
Wydawało się, że traci poczucie czasu, ale tak szybko, jak rzucił się z powrotem do rzeczywistości, czuł jak Louis wypycha biodra na jego palec i wypuszcza cichy syk przyjemności, podkurczając palce u stóp, jakby starał się nie pchać z powrotem na rękę Harry’ego.
Harry nieco podkręcił tempo, a lubrykant pomagał ślizgać się sprawnie, gdy włożył drugi palec, przerywając opór. Zęby Louisa wbiły się w jego wargę, gdy cicho skomlał.
- Więcej – wymamrotał, ledwie odczekując kilka chwil, zanim Harry włożył drugi palec.
- Jesteś pewien? – mruknął Harry.
Louis skinął gorączkowo, z powrotem wyginając się na łóżku w desperacji.
Harry, zobowiązany, wepchnął trzeci palec. Starał się utrzymać powolny i płynny ruch, ale ledwo wsunął do pierwszej kostki, gdy Louis ponownie zaczął wypychać biodra w jego kierunku, skomląc i jęcząc cicho.
Przez kilka chwil Harry pozwolił Louisowi wić się na nim, by sam pieprzył jego palce I patrzył na to z fascynacją. Louis wyglądał naprawdę pięknie, jego twarz była różowa, a brwi ściągnięte w koncentracji, kosmyki grzywki przyklejone przez pot do czoła. To naprawdę odbierało dech w piersiach.
- Więcej. – Louis poprosił po raz kolejny, a jego broda drżała.
Harry był trochę zaskoczony tym, jak szybko Louis się przystosował. Poruszył się, wślizgując czwarty palec, ale Louis potrząsnął głową, zadziwiony nowym naciskiem.
- Nie, głębiej, szybciej – poprawił się, powracając na miejsce, gdy Harry cofnął czwarty palec.
Harry skinął głową, chociaż było to raczej bez znaczenia, bo oczy Louisa wciąż były zaciśnięte. Pchnął palce tak głęboko, jak tylko mógł, upewniając się, że jest powolny i ostrożny i wiedział, że zrobił to dobrze, gdyż Louis wypuścił drżace westchnięcie, gdy Harry poruszył palcami.
- Jeszcze raz – jęknął Louis, unosząc biodra znad materaca.
Jego nogi wydawały się szarpać, jakby nie wiedział czy bardziej je rozszerzyć, czy ścisnąć, próbując znaleźć pozycję, która wzmocni przyjemność dotyku Harry’ego w środku.
Harry natychmiast usłuchał, kręcąc palcami z nieco większą intensywnością niż za pierwszym razem, próbując znaleźć kłębek nerwów schowany wewnątrz mniejszego chłopca. Powoli rozpostarł palce, wpychając je do wejścia Louisa i zginając je, uderzając w jego prostatę.
Louis prawie wyskoczył z łóżka, odczucie to zdawało się go zaskoczyć. Harry zatrzymał się na chwilę, pozwalając mu się uspokoić, zanim ostrożnie powtórzył ruch, rozpościerając palce trochę szerzej za każdym razem, aby dobrze go przygotować.
- Jestem gotowy – powiedział Louis łamiącym się głosem po kilku chwilach, kołysając ciałem w rytm ruchów Harry’ego, jego skóra była zaczerwieniona i świecąca z kilkoma kropelkami potu. Usiadł, używając swoich trzęsących się rąk by spróbować się podeprzeć i spojrzał na Harry’ego z szeroko otwartymi, chętnymi oczami.
- Jesteś pewien?
Louis skinął głową, chwytając pudełko prezerwatyw i trzymając je przed Harry’m, jako formę odpowiedzi.
Harry roześmiał się i wziął pudełko, drąc je, by otworzyć i wyjął małe, foliowe opakowanie. Walczył z nim przez kilka chwil, próbując otworzyć je sprawnie palcami, pokrytymi lubrykantem, zanim w końcu wyciągnął rękę w stronę Louisa z rozpaczliwym wyrazem twarzy.
Louis zachichotał i wziął opakowanie, wycierając je z lubrykantu i niezdarnie przedarł je, otwierając i podał je Harry’emu, patrząc, jak wyższy chłopak rozciąga gumę na całej swojej długości. Harry wycisnął jeszcze kilka kropel lubrykantu, głaszcząc się kilka razu, aby rozprowadzić to na całej długości swojego penisa, zanim zatrzymał się gwałtownie i wyprostował.
- Możesz na chwilę usiąść? – zapyał, składając pocałunek na policzku Louisa.
Louis spełnił prośbę, nieco zdezorientowany, ale chętny i Harry położył się na plecach, z głową podpartą na poduszkach. Wyciągnął ręce i delikatnie chwycił biodra Louisa, prowadząc go, dopóki nie były dokładnie nad jego własnymi.
- Co ty…? – Louis zaczął, marszcząc brwi.
- Chcę, żebyś to kontrował, w porządku? Niech to będzie tak szybko czy głęboko, jak tego chcesz – wyjaśnił Harry, prowadząc Louisa na miejsce, aż mniejszy chłopak siedział nad nim okrakiem.
- Chcesz, żebym cię ujeżdżał?
Harry skinął głową, ostrożnie patrząc na wyraz twarzy Louisa i oceniając jego reakcję. Louis zamarł na moment, w zamyśleniu wgryzając się w swoją dolną wargę i marszcząc brwi, rozważając tę propozycję, ale kiedy opadł na dół i zacisnął kolana wokół bioder Harry’ego, jego twarz się zmieniła. Był coraz bardziej pewny siebie, poruszając sie powoli, testując pozycję. Kołysał biodrami na przeciw Harry’ego, jego penis ślizgał się na Harry’m i chociaż Harry nie był pewien, czy to bło zamierzone, Louis szybko zaczął kołysać biodrami na to uczucie, wyginając plecy i napinając ramiona, gdy utrzymywał się w tym ruchu.
Harry wbił palce w biodra Louisa, uspokajając je, aby powstrzymać się przed zatraceniem się w tym uczuciu.
- Zbyt wiele – wyjąkał jako wyjaśnienie.
Był zbyt zdenerwowany, zbyt blisko krawędzi, by sobie z tym poradzić.
Louis skinął głową z zadowolonym uśmiechem na twarzy i trochę niepewnym spojrzeniem, gdy próbował stłumić swój punkt kulminacyjny.
- Jak chcesz, żebym, um… – wymamrotał, próbując ponownie ustawić się na Harry’m, poruszając się powolnie i niepewnie.
Harry poruszył lekko biodrami, balansując na miejsce pod Louisem, zanim naprowadził Louisa na swoje biodra.
- Dobrze, to… po prostu… kiedy będziesz gotowy.
Skulił się, słysząc, jak kompletnie idiotycznie i nerwowo brzmiał, ale Louis po prostu spojrzał na niego i zachichotał.
Louis sięgnął między swoimi nogami, delikatnie zaciskając palce wokół penisa Harry’ego i prowadząc go pod siebie. Zawisł na chwilę, zanim opadł w dół, powoli, ale pewny w swoich działaniach, aż główka była w nim. Jego oczy rozszerzyły się nieco, a oddech uwiązł w gardle, ale po kilku sekundach przerwy pozwolił zatopić się całej długości Harry’ego w sobie, nie zatrzymując się dopóki jego pośladki nie dotknęły bioder chłopaka.
- Wszystko w porządku? – mruknął Harry, nie przegapiając lekkiego skrzywienia, które pojawiło się na twarzy Louisa.
Ujął jego ręke i przyciągnął ją do swojej twarzy, wyciskając delikatne pocałunki na jego palcach i dłoni.
Louis skinął głową.
- Po prostu… to dużo – wyjaśnił, starając się zbyć go beztroskim śmiechem.
Harry widział sposób, w jaki jego mięśnie się napięły i mniejszy chłopak dostosował się już do uczucia pełnego rozciągnięcia, ale czekał cierpliwie, by się poruszyć.
Kiedy Louis wreszcie się poruszył, jego ruchy były małe i ledwo zauważalne – tylko delikatne kołysanie się w tą i z powrotem, na udach Harry’ego i jego zroszonych potem biodrach – ale szybko stawały się coraz bardziej intensywne. Louis odchylił się do tyłu, sięgając dłońmi za siebie, by się podtrzymać i podniósł się na drżące kolana. Harry czuł, jak Louis zaciska się mocno wokół niego, gdy podniósł się w górę i kosztowało go to każdą uncję woli jaką mia, by powstrzymać się od wypchnięcia bioder w górę, by podążyć za jedwabistym, mocnym ciepłem. Nie mógł; bo obiecał, że to będzie noc Louisa, przypomniał sobie.
Louis wydawał się zdobyć nagłe poczucie pewności siebie, wszystkie wahania odparowały z wyrazu jego twarzy, gdy powoli opadł w gół na penisa Harry’ego. Był bardziej stały i niemalże był pełen wdzięku, kiedy zaczął budować stały rytm.
Harry był zafascynowany każdą częścią tego. Kochał sposób, w jaki brwi Louisa marszczyły się leciutko w koncentracji, sposób, w jaki jego zęby wbijały się w dolną wargę, sposób, w jaki miękkie krzywizny jego ciała lśniły od potu. Każda jego część wyglądała wspaniale, jakby był w swoim żywiole. Harry był zafascynowany, obserwując sposób, w jaki mięśnie jego tułowia napinały się i rozluźniały z każdym ruchem, sposób, w jaki jędrne uda Louisa wciskały się w jego biodra, gdy unosił się. Każda jego część była niczym poezja, był piękny, był wart zbydowania świątyni jego honoru i to było cholernie trudne dla Harry’ego, aby uwierzyć, że był jego.
Jego podziw został przerwany, gdy Louis wypchnął biodra do przodu, gdy ponownie opadł, a główka penisa Harry’ego trąciła jego prostatę i Louis wydobył z pomiędzy drżących warg kwilenie.
- Och – jęknął, opadając do przodu z powodu nieoczekiwanej fali przyjemności.
Podniósł się z powrotem, a jego mięśnie wydawały się słabsze, gdy próbował odtworzyć pozycję. Spróbował przesunąć się powoli w dół na Harry’ego, ale jego nogi zdawały się go nie słuchać, więc opadł na pierś Harry’ego, ale jednak wydawało się, że to zadziałało, bo wydyszał nisko:
- O kurwa.
Drżenie Louisa i jego wzdychania miały równie silny wpływ na Harry’ego, który wił się pod nim, desperacko potrzebując tarcia, ale starając się jak najlepiej, by pozwolić Louisowi kontrolować.
- Harry… Nie mogę, możesz… – Louis zapiszczał, słabo poruszając biodrami, najlepiej jak potrafił.
- Chcesz, żebym przejął kontrolę? – Harry zapytał cicho, starając się brzmieć tak spokojnie, jak tylko potrafił.
Louis skinął słabo, chowając twarz w ciepłej skórze klatki piersiowej Harry’ego. Harry zacisnął dłoń wokół talii mniejszego chłopaka, zanim wypchnął biodra w górę, starając się być powolny, ale dokładny, gdy wypełnił Louisa. Wszystko dookoła niego wydawało się być niczym wirujący bałagan, nic poza rozmytym obrazem pościeli i ubrań rozrzuconych po podłodze i bladego światła księżyca, wpadającego przez otwarte okno. Jedyną rzeczą, na której mógł się skoncentrować, był Louis, solidny, ciepły ciężar, jego kotwica, tryzmająca go przez to wszystko.
Nigdy nie myślał, że seks może być właśnie taki, jeśli ma być szczery. Jego miłość do Louisa połykała go, przeżuwała, ciągneła go głębiej, sprawiając, że krawędzie ich ciał były mniej rozpoznawalne. Czuł się tak, jakby komponowali się ze sobą w każdym miejscu, w ktorym ich skóra się spotykała i Harry nie chciał, by kiedykolwiek ponownie się rozdzieliła.
Louis wsunął dłoń między ich ciała, zamykając palce dookoła własnego penisa i zaczął poruszać ręką w szalonym rytmie po całej długości, najwyraźniej rozpaczliwie próbując zmniejszyć nacisk, który się w nim budował. Harry zmienił rytm, w jakim poruszał biodrami, aby dopasować tempo do uderzeć Louisa, zrobić wszystko, co mógł, by pomóc Louisowi stanąć na krawędzi – co, sądząc po jego rozpaczliwym skomleniu i napiętych mięśniach, nie będzie trwać zbyt długo.
Harry mógł wyczuć, jak jego własny punktu kulminacyjny ciągnął go, sprawiając, że podkurczył palce u stóp, a jego skóra szumiała z powodu energii elektrycznej, a prędkość jego bioder zwiększyła się, coraz bardzeij szalona, gdy wił się i pchał bez wyraźnego rytmu.
- D-dochodzę. – Louis jęknął, a każdy mięsień w jego ciele był napięty i pulsujący.
Drżący jęk uciekł z jego ust, gdy doszedł z gorącym białym strumieniem zalewającym ich brzuchy.
Harry trzymał mocno Louisa, gdy ten dochodził, mucząc przyciszonym głosem pochwały do jego ucha.
- Tak dobrze, Lou, jesteś taki dobry, tak bardzo cię kocham.
Słowa wychodził zdławionym głosem, gdy Louisem wstrząsnał wyjątkowo gwałtowny dreszcz, wijąc się na jego penisie w odpowiedni sposób. Po zaledwie kiku pchnięciach, to się stało – zespchnięty na krawędź, z bijącym sercem i wirowaniem w głowie, doszedł w końcówce prezerwatywy.
Harry położył się na kilka chwil z falującą klatką piersiową, gdy walczył o to, by złapać oddech. Nie wydawało mu się, by kiedykolwiek wcześniej doszedł tak mocno; jego mięśnie się trzęsły, a skóra była dziwnie lśniąca, nadal tętniąca po kulminacji.
Kiedy otworzył oczy, zobaczył Louisa patrzącego na niego z wielkimi, uśmiechniętymi oczami, z brodą spoczywającą na klatce piersiowej Harry’ego. Gdy tylko zobaczył otwarte oczy Harry’ego, przesunął się obok wyższego chłopca, kładąc się przy jego boku.
- Powiedziałeś, że mnie kochasz. – Louis przypomniał mu cichym, ale zadowolonym głosem.
Harry zamarł, przełykając ciężko.
- N-naprawdę?
- Mhm – mruknął Louis, kiwając głową, wciąż wpatrując się w twarz Harry’ego.
- Oh. Ja, um… oh. – Harry zamrugał, próbując wymyślić, co powiedzieć teraz, zanim zdecydował się po prostu przytaknąć. – Cóż, miałem to na myśli. Więc… – odchrząknał niezręcznie.
Louis wybuchnął śmiechem, kryjąc twarz w piersi Harry’ego.
- Powiedz to jeszcze raz? – poprosił.
Harry zaśmiał się cicho, ciesząc się, że Louis przynajmniej nie odrzucał jego uczuć.
- Kocham cię, Lou – powiedział, czule mierzwiąc jego włosy.
Uśmiech Louisa urósł.
- Też cię kocham.
Harry poczuł, jak jego serce pęcznieje niczym balon, stając się coraz większe i większe, aż nie zaczęło naciskać na klatkę piersiową i zaczął zastanawiać się, czy to możliwe, by serce człowieka dosłownie eksplodowało z czystej radości.
Przez kilka chwil po prostu leżeli tam, korzystając z faktu, że w końcu byli razem i mogli rzeczywiście się obejmować. Harry właśnie zaczął się zastanawiać, czy Louisnie zasnął, kiedy mniejszy chłopak przemówił.
- Dostałem się na Uniwersytet w Northampton – powiedział. – To między Doncaster i Londynem, więc mogę być blisko mojej mamy i siótr, i nie być zbyt daleko od ciebie.
Harry zamrugał, zdumiony; nawet nie wiedział, że Louis składał tam papiery.
- To wspaniale! - powiedział, kiedy minęło początkowe zaskoczenie.
Jeszcze bardziej zacieśnił uścisk i pochylił się, by pocałować jego głowę. Louis uśmiechnął się.
- Nie chciał nic mówić, dopóki nie będę wiedział, czy zostanę przyjęty.
- Uniwersytet w Northampton… To dobra szkoła, prawda? Wiesz, myślę, że mógłbym wybrać gorzej, gdybym chciał iść na uniwersytet. Może powinienem wysłać tam aplikację. – Harry powiedział złośliwie, chociaż jego słowa były poważne; chciał zasugerować to jako żart, żeby móc zobaczyć reakcję Louisa.
Twarz Louisa rozświetliła się, gdy posłał mu jeden z pięknych, prawdziwych uśmiechów, które sprawiały, że wokół jego oczu pojawiały się zmarszczki.
- Zrobiłbyś to dla mnie?
- Cóż, nie tylko dla ciebie. Słyszałem, że mają dobry program prawniczy – powiedział Harry nonszalancko, ale przerwał swoją wypowiedż, ściskając lekko Louisa.
- Man nadzieję, że nie planujesz dostania się za stypendium sportowe – dokuczył Louis.
- Oj! – Harry krzyknąłl defensywnie, przyjmując obrażony wyraz twarzy.
- Kocham cię - przypomniał Louis, obdarzając Harry’ego szerokim, głupkowatym uśmiechem.
I Harry byłby przeklęty, jeśli słysząc jak Louis mówi te słowa, nie rozwiązałoby to każdego problemu na świecie
Epilog
sobota, 25 stycznia 2014
923
16
Harry był troche zaskoczony, kiedy Louis nie pojawił się w szkole przez kilka kolejnych dni. Wiedział, że to trochę potrwa, zanim jego noga wyzdrowieje, ale na pewno jeden dzień wolnego wystarczył, by chodzić o kulach. Choć nie znał Louisa od dawna, nie wydawał się on być dzieciakiem, który opuszcza szkołę na dłużej, niż to konieczne.
- Wszystko w porządku, stary? Ostatnio zachowujesz się nieco dziwnie. – Zauważył Zayn z dezaprobatą, kiedy obydwaj szli do auta Zayna po szkole. Gdy tylko znaleźli się bezpiecznie w wnętrzu samochodu, Zayn wyciągnął paczkę papierosów i zapalniczkę ze schowka, zapalając papierosa i wsadzając go między wargi.
- Hm? Tak! Tak, w porządku. Dlaczego, o czym mówisz? – Harry zająknął się, sięgając, by zgłośnić radio. Jakaś przetwarzana popowa piosenka wypełniła samochód i Harry miał nadzieję, że to wystarczy, by ukryć zdenerwowanie w jego głosie.
Zayn przewrócił oczami i sięgnął, całkowicie ściszając radio.
- To jest dokładnie to, o czym mówię – wymamrotał, włączając wycieraczki, by zetrzeć grubą ścianę deszczu z przedniej szyby. Po raz drugi w ciągu ostatnich kilku tygodni, trening piłki nożnej został odwołany z powodu deszczu i Harry był wdzięczny za nieoczekiwaną przerwę w jego obowiązkach chłopca od wody.
Harry wzruszył ramionami.
- Wszystko ze mną w porządku. Nawet nie wiem skąd to wziąłeś. Może chodzi o ciebie, stary. – Spławił go, wyciągając rękę, by ponownie włączyć radio.
Tym razem podgłośnił to akceptowalnego poziomu i nie protestował, kiedy Zayn zmienił stację na jakieś uduchowione R&B.
- Nieważne. Hej, chcesz do mnie wpaść? Potrzebuję pomocy z angielskim. Nie mogę sobie poradzić z pentametrem jambicznym*. – Narzekał Zayn, z łatwością opuszczając parking i wyjeżdżając na ulicę.
- Jasne, w porządku. Może powinniśmy zatrzymać się po drodze u Louisa. Wiesz, żeby zobaczyć, czy potrzebuje pożyczyć od nas zadania domowe czy coś – powiedział Harry, a słowa wyleciały z jego ust tak szybko, że były ledwo dostrzegalne.
Zayn przekrzywił głowę.
- Co, chcesz się z nim zobaczyć? Myślałem, że wy dwoje nie możecie się znieść.
Harry spiął się, próbując wzruszyć nonszalancko ramionami, ale w pośpiechu wyglądało to bardziej jak niespokojny skurcz.
- Cóż, um… Szkoda mi go. Jakby nie było, facet złamał kostkę – wyjąkał nerwowo.
- Wiem, że jest coś, czego mi nie mówisz. – Zayn powiedział stanowczo.
- Jesteś paranoikiem. – Harry przewrócił oczami. – Słuchaj, zatrzymujemy się u Louisa, czy co?
- Nie, dopóki nie powiesz mi, co się dzieje. – Głos Zayna był mocniejszy i Harry wypuścił pokonane westchnięcie.
Zayn nienawidził, kiedy ludzie go okłamywali lub coś przed nim ukrywali i Harry znał go dostatecznie dobrze, by wiedzieć, że nie wygra – nie, kiedy był w takim nastroju.
- Nie wiem… To dziwne – mruknął lekceważąco, opadając nisko w fotelu, aż pas bezpieczeństwa nie docisnął się do jego gardła.
- Znam cię, odkąd skończyłeś trzy latka; założę się, że jest sporo rzeczy, które mogą mnie zaskoczyć w tym momencie – zauważył Zayn, szydząc z niego.
To w dużej mierze była prawda, uświadomił sobie Harry. Właściwie nie był pewien, czy zdoła znaleźć lepszą osobę do rozmowy o tym wszystkim, niż Zayn.
- W porządku, ale nie mów, że cię nie ostrzegałem – powiedział, wzdychając, gdy wjechali na podjazd Zayna.
Zayn wysiadł z samochodu z zadowolonym uśmiechem na twarzy, oczywiście przez wzgląd na szybkie poddanie się Harry’ego i swoje zwycięstwo.
- Daj spokój, nawet nie znasz długo Tommo. Co może być takie dziwne?
Harry wszedł za Zaynem do środka i obydwaj rzucili torby na podłogę obok drzwi i kompletnie zapomnieli o pracy domowej, którą mieli zrobić.
- Możesz być zaskoczony – mruknął, człapiąc się po schodach i przez korytarz.
Zayn opadł na łóżko, gdy tylko wszedł do pokoju, zostawiając Harry’emu zamknięcie drzwi, zanim zdecydował się usiąść w kącie na czarnej pufie bean bag**.
- Wypróbuj mnie. – Wyzwał go Zayn, przewracając się na bok, by spojrzeć Harry’emu w oczy.
Harry wziął głęboki oddech i oczywiścił gardło, upewniając się, że wciąż posiadał głos, zanim przemówił.
- Pieprzyłem go na boisku.
Zayn patrzył na Harry’ego prawie przez całą minutę, nie robiąc nic, poza mruganiem.
- Co?
- Pieprzyłem go. Na boisku. – Harry powtórzył powoli.
- Cholera, tak, słyszałem cię, ale… co? – Zayn wyjąknął. – Czekaj, kiedy?
- Kilka tygodni temu, po pierwszym treningu – wyjaśnił.
Był zaskakująco spokojny – jeśli ma być szczery, nie myślał nawet, że będzie w stanie przejść przez pierwsze zdanie – i podejrzał, że może mieć to coś wspólnego z faktem, że czuł, jakby wielki ciężar został zdjęty z jego piersi. W końcu poradził sobie z sekretami, które ciążyły na nim od kilku ostatnich tygodni i ulga była natychmiastowa.
Zayn zamrugał kilka razy, a potem, ku szoku Harry’ego, zaczął się uśmiechać.
- Niegrzeczny chłopiec, Styles! Góra czy dół?
Teraz przyszła kolej na Harry’ego, by mrugać z zakłopotaniem.
- Er… Góra.
Zayn zarechotał.
- Domyśliłem się. Teraz, gdy o tym myślę, Louis ma odpowiedni tyłek, by być na dole.
Harry poczuł, jak uśmiech rozciąga jego usta.
- Mogę powiedzieć z własnego doświadczenia, że rzeczywiście jest bardzo ładny – lepszy, niż wygląda, jeśli to możliwe.
Zayn jęknął i zaśmiał się.
- Zbyt wiele informacji! – Przerwał na chwilę, zbierając myśli, zanim odezwał się ponownie. – Czekaj, nasz pierwszy trening? To było zanim próbowałeś przelecieć tego faceta w klubie.
Harry skrzywił się.
- Jak powiedziałem, długa historia. Nie wiem, to było po prostu… No, noc wcześniej Louis ssał mi na boisku… - zaczął.
- Czekaj, ile razy pieprzyliście się na boisku? Gram tam, wiesz! – Zayn powiedział, bez przekonania rzucając poduszką w głowę Harry’ego.
- Tylko te dwa razy. Chociaż technicznie nie pieprzyliśmy się na boisku – tylko za tym drzewem, w pobliżu boiska – wytłumaczył Harry, z łatwością unikając poduszki.
- Za drzewem. Jezu Chryste, wy dwaj jesteście najbardziej pokręconymi napaleńcami wszechczasów! Nie sądziłem, że Louis ma to w sobie – zauważył Zayn.
Harry wzruszył ramionami.
- On właściwie jest nieco powściągliwy; on po prostu bierze to.
Jego umysł wrócił z powrotem do tego, jak chętny był Louis za każdym razem, kiedy się wygłupiali i poczuł ukłucie w żołądku. Zajęło mu kilka sekund, aby uświadomić sobie, że to dlatego, że tęsknił za Louisem i ta myśl sprawiła, że jego żołądek przewracał się z podniecenia.
- Ugh, nie potrzebuję tego typu informacji – syknął Zayn.
Harry wzruszył ramionami, rozdrażniony.
- To ty jesteś tym, który ciągle o to pyta!
- Cieszę się dla ciebie, Haz. Co mogę powiedzieć? – Zayn roześmiał się i bezczelnie puścił mu oko. – Teraz, wróćmy do faceta z łazienki.
- Racja, um… Cóż, po tym, jak ja i Louis znów się wygłupialiśmy, czułem się jak gówno. Tak naprawdę nie myślałem, że jestem… wiesz, gejem. – Harry wciąż ledwo mógł powiedzieć to słowo bez poczucia, jakby była to jakaś wielka tajemnica. – Więc chciałem iść do tego klubu i do łóżka z jakąś przypadkową dziewczyną. Nie wiem, myślę, że myślałem, że to pozwoli mi zapomnieć o Louisie czy coś. To nie był mój najlepszy plan.
- Najwyraźniej nie, ponieważ nie spałeś z jakąś laską; dymałeś faceta w łazience – wtrącił Zayn.
- Zmierzam do tej części! – Harry zaskrzeczał obronnie. – Poza tym, nie dymałem go, tylko prawie go dymałem.
- Ach, tak, to zupełna różnica – powiedział sarkastycznie Zayn, pękając ze śmiechu.
- Jest! – zaprotestował Harry. – W każdym razie niewybaczalnie się upiłem i gdy zdałem sobie sprawę, że ta dziewczyna próbuje ze mną flirtować, coś jest nie tak. Mam na myśli, jak sądzę była wystarczająco atrakcyjna, ale była po prostu zła w jakiś dziwny sposób.
- Tak, bo miała cycki, praw… – zaczął Zayn.
- Nie! – Harry mu przerwał. – Pozwól mi dokończyć, zanim zaczniesz rzucać swoje małe, sarkastyczne komentarze, okej?
Zayn roześmiał się, najwyraźniej bardzo rozbawiony jakimkolwiek żartem, który miał zamiar zrobić, ale w ciszy skinął głową.
- Jak mówiłem, byłem bardzo pijany i w tym momencie, myślałem tylko o tym, że jestem bardzo napalony. Więc zobaczyłem tego faceta, który starał się złapać moje spojrzenie po drugiej stronie klubu i wydawał się być w porządku. Mam na myśli, po tym jak dotarliśmy do łazienki uświadomiłem sobie, że nie był tym, czego chciałem, ale nie czułem się źle w ten sam sposób, w jaki czułem się z tą dziewczyną – powiedział Harry.
- Zezwolenie na mówienie? – poprosił Zayn w formalnym pozdrowieniu.
Harry przewrócił oczami.
- Jesteś jak małe główno – mruknął, rzucając poduszką w Zayna ze śmiechem.
- Więc, zatem to jest twój sposób na wyjście z szafy? – zapytał Zayn, łapiąc poduszkę i chowając ją pod głowę.
- Nie wiem. To znaczy, mogę nie być gejem, racja? Mogę być bi albo pan… Lub mogę być po prostu hetero, a Louis może być jakimś dziwnym wyjątkiem – powiedział Harry. Zachowywał się obronnie w stosunku do tego, ale nie był pewien dlaczego.
- Nie słyszałeś co właśnie powiedziałeś? W zasadzie opisałeś, jak gej może czuć się, gdy dziewczyna stara się dobrać do jego spodni – powiedział Zayn, parskając szyderczo.
- Może po prostu nie była w moim typie. – Harry pociągnął nosem.
Naprawdę nie miał pojęcia dokąd zmierza ta rozmowa. Z jednej strony wiedział, że nie był hetero – to o tym była cała rozmowa, aż do tego momentu – ale z drugiej strony, tak naprawdę nie chciał się do tego tak swobodnie przyznać. Wyjście z szafy oznaczało poradzenie sobie z wieloma zmianami i, biorąc pod uwagę, że jego liceum nie było zbyt miłe dla Louisa, odkrywającego swoją seksualność, także z wieloma trudnościami.
- Stary, byłeś zalany i napalony, jak sam powiedziałeś. Jestem pewien, że cokolwiek z nogami byłoby w twoim typie tamtej nocy – powiedział Zayn.
Harry nadal patrzył na niego ponuro i Zayn w końcu westchnął ciężko i uniósł ręce w poddańczym geście.
- Okej, zatem rozgryźmy to. Co dokładnie było z nią nie tak?
Harry westchnął, próbując przupomnieć sobie coś – cokolwiek – o dziewczynie. Stała się rodzajem anonimowego, blond włosego wspomnienia, wyblakłego i niewyraźnego.
- Pamiętam, że myślałem, że była zbyt miękka i mała. I zbyt zaokrąglona. Nie, jako figura czy coś, po prostu ona cała. Sposób, w jaki jej ciało się łączyło nie był wsytarczająco ostry.
- Jak jej biodra i cycki, i nogi? – podpowiedział usłużnie Zayn.
Harry przytaknął skwapliwie.
- Tak, dokładnie. I pachniała zbyt słodko i owocowo, a jej włosy były zbyt długie, a rysy zbyt łagodne. Nie wiem, to wszystko.
- Cóż, porównaj ją do innych dziewczyn, które ci się podobały. – Zaproponował Zayn.
- Uh… – Harry zamarł, nie zdolny myśleć o choć jednej dziewczynie, którą lubił.
- Oh, daj spokój, Harry! Wiem, że czasami jesteś nieco powolny, ale nawet ty nie możesz być tak głupi. Więc nie lubiłeś dziewczyny w klubie, ponieważ była dziewczyna i nigdy nie lubiłeś dziewczyn wcześniej, ale wciąż uważasz, ze jesteś hetero? – Zayn praktycznie wył ze śmiechu.
- Może mam wysokie standardy! – warknął Harry.
- Cholera… Zauroczyłeś się w Niallu, gdy miałeś osiem lat? – zapytał nagle Zayn. – Zawsze o nim mówiłeś i starałeś się kręcić koło niego.
Harry wrócił myślami do tamtych lat i skrzywił się; okej, może zatem miał ochotę na chłopaków innych niż Louis.
- Nie wiem… może trochę – przyznał.
Zayn zagryzł policzek, by powstrzymać się od śmiechu.
- Czy możesz przynajmniej teraz przyznać się, że jesteś gejem?
Harry lekko skinłą głową.
- Wstępnie. Wciąż mam dużo do przemyślenia, zanim wyjdę z szafy.
- Okej, załatwione. Teraz, co z Louisem? – zapytał Zayn, ponownie kładąc się na łóżku.
- Nie wiem, stary. Nie mogę o nim zapomnieć; tak bardzo go nienawidziłem, ponieważ czułem, jakby robił ze mnie geja – słyszałem to, ty mały draniu – śmiejesz się ze mnie, prawda?
- Nie mogę nic na to poradzić! Jak ktoś może zrobić cię gejem? – zarechotał Zayn.
Harry przewrócił oczami.
- W każdym razie, myślę, że wpadliśmy w rodzaj tej dziwnej relacji miłość-nienawiść. Odjąć miłość. To bardziej jak przyjaciele z korzyściami i okazjonalną przemocą. Ale… nie chcę już tego. To dziwne. Chcę po prostu z nim normalnego związku, wiesz? Przyznaje, mieliśmy całkiem gówniany start, ale naprawdę go lubię. Poszedłem do niego wcześniej w tym tygodniu i po prostu oglądaliśmy kilka filmów i rozmawialiśmy. Było miło; chcę tego.
- Cóż, jeśli wytrzymał z tobą tak długo, zwłaszcza po tym całym gównie, on też musi cię lubić – powiedział Zayn, jakby to było coś oczywistego.
- Naprawdę? – zapytał Harry, nie mogąc powstrzymać nadziei w głosie, która wkradła się i sprawiła, że brzmiał jak podekscytowany szczeniak.
- Haz, pieprzył się z tobą dwa razy; coś musi być na rzeczy. Poza tym, jeśli wpuścił cię do domu, żeby oglądać filmy i rozmawiać, to oczywiste, że nadal jest zainteresowany.
Harry uśmiechnął się do siebie głupio.
- Ta… może. Mam nadzieję, że masz rację.
- Jak słodko, Mały Dzieciak Hazz się zakochał – zagrychał Zayn.
Harry skrzywił się.
- Dodaj jeszcze jakiś komentarz, a powiem całej drużynie o tym, jak płakałeś, bo miałeś mokre wosy.
Zayn otrzeźswiał i szyderczy uśmieszek szybko zniknął, gdy mamrotał uwagi na wzór „ciota nie łapie żartów” i „podobno ludzie w miłości powinni być cholernie szczęśliwi”
-x-
Harry przyjechał do szkoły prawie dwadzieścia minut wcześniej następnego ranka, stojąc sam na środku boiska i czekając, aż jego koledzy z drużyny się pokażą. Korzystał z wolnego czasu, aby pokopać piłkę po boisku i poćwiczyć kilka sztuczek, których nauczył się z Inernetu, by zaimponować Louisowi. Nawet jeśli Harry w końcu przyznał się przed sobą, że miał ochotę na Louisa, nadal nienawidził tego, jak zadowolony był z siebie chłopak, gdy pokonał Harry’ego w piłce nożnej.
Kiedy wszyscy chłopcy przybyli i trener zaczął poranne ćwiczenia, Harry czuł, jak ciężar opadł w jego brzuchu. Louisa nigdzie nie było widać, a teraz mijał niemal cały tydzień, odkąd Harry go widział.
- Okej, chłopcy, wygląda na to, że będziemy musieli nieco pozmieniać. Payne, bierzesz pozycję Tomlinsona na resztę roku, Styles, mierzesz miejsce Payne na drugim ciągu. Malik, jesteś odpowiedzialny za trenowanie Stylesa; mamy tylko dwa tygodnie do naszej pierwszej gry i potrzebuję, by każdy w tej drużynie był w formie. – Oznajmił trener. – Teraz, każdy dobiera się w pary i ćwiczy podania. Słupki są już ustawione; wiecie, co macie robić.
Chłopcy dobrali się tak, jak zwykle i rozeszli się posłusznie po całym boisku. Zayn przysunął się do Harry’ego oczekująco, ale Harry przepchnął się obok niego i podążył za trenerem.
- Czekaj, co masz na myśli, mówiąc, że Liam bierze pozycje Louisa do końca roku? Louis wypadnie na miesiąc, ale potem będzie mógł jeszcze grać – nacisnął Harry. Wiedział, jak wiele piłka nożna znaczy dla Louisa i nie zamierzał pozwolić, by mu to odebrano.
- Nie, nie zagra. – Trener powiedział szorstko, złapał swój natnik i schował go pod pachę.
Zayn zmarszczył brwi, wyglądając na zdziwionego.
- Co się dzieje? Dlaczego oddajesz miejsce Louisa?
Trener westchnął i niespokojnie poprawił czapkę.
- Ponieważ Louis Tomlinson nie będzie już chodził do tej szkoły.
*Pentametr jambiczny – pojęcie literackie; rodzaj metrum w poezji, używany w klasycznej poezji angielskiej.
** bean bag – myślę, że wszyscy wiedzą jak to wygląda, a nie mogłam znaleźć polskiego odpowiednika.
16
Harry był troche zaskoczony, kiedy Louis nie pojawił się w szkole przez kilka kolejnych dni. Wiedział, że to trochę potrwa, zanim jego noga wyzdrowieje, ale na pewno jeden dzień wolnego wystarczył, by chodzić o kulach. Choć nie znał Louisa od dawna, nie wydawał się on być dzieciakiem, który opuszcza szkołę na dłużej, niż to konieczne.
- Wszystko w porządku, stary? Ostatnio zachowujesz się nieco dziwnie. – Zauważył Zayn z dezaprobatą, kiedy obydwaj szli do auta Zayna po szkole. Gdy tylko znaleźli się bezpiecznie w wnętrzu samochodu, Zayn wyciągnął paczkę papierosów i zapalniczkę ze schowka, zapalając papierosa i wsadzając go między wargi.
- Hm? Tak! Tak, w porządku. Dlaczego, o czym mówisz? – Harry zająknął się, sięgając, by zgłośnić radio. Jakaś przetwarzana popowa piosenka wypełniła samochód i Harry miał nadzieję, że to wystarczy, by ukryć zdenerwowanie w jego głosie.
Zayn przewrócił oczami i sięgnął, całkowicie ściszając radio.
- To jest dokładnie to, o czym mówię – wymamrotał, włączając wycieraczki, by zetrzeć grubą ścianę deszczu z przedniej szyby. Po raz drugi w ciągu ostatnich kilku tygodni, trening piłki nożnej został odwołany z powodu deszczu i Harry był wdzięczny za nieoczekiwaną przerwę w jego obowiązkach chłopca od wody.
Harry wzruszył ramionami.
- Wszystko ze mną w porządku. Nawet nie wiem skąd to wziąłeś. Może chodzi o ciebie, stary. – Spławił go, wyciągając rękę, by ponownie włączyć radio.
Tym razem podgłośnił to akceptowalnego poziomu i nie protestował, kiedy Zayn zmienił stację na jakieś uduchowione R&B.
- Nieważne. Hej, chcesz do mnie wpaść? Potrzebuję pomocy z angielskim. Nie mogę sobie poradzić z pentametrem jambicznym*. – Narzekał Zayn, z łatwością opuszczając parking i wyjeżdżając na ulicę.
- Jasne, w porządku. Może powinniśmy zatrzymać się po drodze u Louisa. Wiesz, żeby zobaczyć, czy potrzebuje pożyczyć od nas zadania domowe czy coś – powiedział Harry, a słowa wyleciały z jego ust tak szybko, że były ledwo dostrzegalne.
Zayn przekrzywił głowę.
- Co, chcesz się z nim zobaczyć? Myślałem, że wy dwoje nie możecie się znieść.
Harry spiął się, próbując wzruszyć nonszalancko ramionami, ale w pośpiechu wyglądało to bardziej jak niespokojny skurcz.
- Cóż, um… Szkoda mi go. Jakby nie było, facet złamał kostkę – wyjąkał nerwowo.
- Wiem, że jest coś, czego mi nie mówisz. – Zayn powiedział stanowczo.
- Jesteś paranoikiem. – Harry przewrócił oczami. – Słuchaj, zatrzymujemy się u Louisa, czy co?
- Nie, dopóki nie powiesz mi, co się dzieje. – Głos Zayna był mocniejszy i Harry wypuścił pokonane westchnięcie.
Zayn nienawidził, kiedy ludzie go okłamywali lub coś przed nim ukrywali i Harry znał go dostatecznie dobrze, by wiedzieć, że nie wygra – nie, kiedy był w takim nastroju.
- Nie wiem… To dziwne – mruknął lekceważąco, opadając nisko w fotelu, aż pas bezpieczeństwa nie docisnął się do jego gardła.
- Znam cię, odkąd skończyłeś trzy latka; założę się, że jest sporo rzeczy, które mogą mnie zaskoczyć w tym momencie – zauważył Zayn, szydząc z niego.
To w dużej mierze była prawda, uświadomił sobie Harry. Właściwie nie był pewien, czy zdoła znaleźć lepszą osobę do rozmowy o tym wszystkim, niż Zayn.
- W porządku, ale nie mów, że cię nie ostrzegałem – powiedział, wzdychając, gdy wjechali na podjazd Zayna.
Zayn wysiadł z samochodu z zadowolonym uśmiechem na twarzy, oczywiście przez wzgląd na szybkie poddanie się Harry’ego i swoje zwycięstwo.
- Daj spokój, nawet nie znasz długo Tommo. Co może być takie dziwne?
Harry wszedł za Zaynem do środka i obydwaj rzucili torby na podłogę obok drzwi i kompletnie zapomnieli o pracy domowej, którą mieli zrobić.
- Możesz być zaskoczony – mruknął, człapiąc się po schodach i przez korytarz.
Zayn opadł na łóżko, gdy tylko wszedł do pokoju, zostawiając Harry’emu zamknięcie drzwi, zanim zdecydował się usiąść w kącie na czarnej pufie bean bag**.
- Wypróbuj mnie. – Wyzwał go Zayn, przewracając się na bok, by spojrzeć Harry’emu w oczy.
Harry wziął głęboki oddech i oczywiścił gardło, upewniając się, że wciąż posiadał głos, zanim przemówił.
- Pieprzyłem go na boisku.
Zayn patrzył na Harry’ego prawie przez całą minutę, nie robiąc nic, poza mruganiem.
- Co?
- Pieprzyłem go. Na boisku. – Harry powtórzył powoli.
- Cholera, tak, słyszałem cię, ale… co? – Zayn wyjąknął. – Czekaj, kiedy?
- Kilka tygodni temu, po pierwszym treningu – wyjaśnił.
Był zaskakująco spokojny – jeśli ma być szczery, nie myślał nawet, że będzie w stanie przejść przez pierwsze zdanie – i podejrzał, że może mieć to coś wspólnego z faktem, że czuł, jakby wielki ciężar został zdjęty z jego piersi. W końcu poradził sobie z sekretami, które ciążyły na nim od kilku ostatnich tygodni i ulga była natychmiastowa.
Zayn zamrugał kilka razy, a potem, ku szoku Harry’ego, zaczął się uśmiechać.
- Niegrzeczny chłopiec, Styles! Góra czy dół?
Teraz przyszła kolej na Harry’ego, by mrugać z zakłopotaniem.
- Er… Góra.
Zayn zarechotał.
- Domyśliłem się. Teraz, gdy o tym myślę, Louis ma odpowiedni tyłek, by być na dole.
Harry poczuł, jak uśmiech rozciąga jego usta.
- Mogę powiedzieć z własnego doświadczenia, że rzeczywiście jest bardzo ładny – lepszy, niż wygląda, jeśli to możliwe.
Zayn jęknął i zaśmiał się.
- Zbyt wiele informacji! – Przerwał na chwilę, zbierając myśli, zanim odezwał się ponownie. – Czekaj, nasz pierwszy trening? To było zanim próbowałeś przelecieć tego faceta w klubie.
Harry skrzywił się.
- Jak powiedziałem, długa historia. Nie wiem, to było po prostu… No, noc wcześniej Louis ssał mi na boisku… - zaczął.
- Czekaj, ile razy pieprzyliście się na boisku? Gram tam, wiesz! – Zayn powiedział, bez przekonania rzucając poduszką w głowę Harry’ego.
- Tylko te dwa razy. Chociaż technicznie nie pieprzyliśmy się na boisku – tylko za tym drzewem, w pobliżu boiska – wytłumaczył Harry, z łatwością unikając poduszki.
- Za drzewem. Jezu Chryste, wy dwaj jesteście najbardziej pokręconymi napaleńcami wszechczasów! Nie sądziłem, że Louis ma to w sobie – zauważył Zayn.
Harry wzruszył ramionami.
- On właściwie jest nieco powściągliwy; on po prostu bierze to.
Jego umysł wrócił z powrotem do tego, jak chętny był Louis za każdym razem, kiedy się wygłupiali i poczuł ukłucie w żołądku. Zajęło mu kilka sekund, aby uświadomić sobie, że to dlatego, że tęsknił za Louisem i ta myśl sprawiła, że jego żołądek przewracał się z podniecenia.
- Ugh, nie potrzebuję tego typu informacji – syknął Zayn.
Harry wzruszył ramionami, rozdrażniony.
- To ty jesteś tym, który ciągle o to pyta!
- Cieszę się dla ciebie, Haz. Co mogę powiedzieć? – Zayn roześmiał się i bezczelnie puścił mu oko. – Teraz, wróćmy do faceta z łazienki.
- Racja, um… Cóż, po tym, jak ja i Louis znów się wygłupialiśmy, czułem się jak gówno. Tak naprawdę nie myślałem, że jestem… wiesz, gejem. – Harry wciąż ledwo mógł powiedzieć to słowo bez poczucia, jakby była to jakaś wielka tajemnica. – Więc chciałem iść do tego klubu i do łóżka z jakąś przypadkową dziewczyną. Nie wiem, myślę, że myślałem, że to pozwoli mi zapomnieć o Louisie czy coś. To nie był mój najlepszy plan.
- Najwyraźniej nie, ponieważ nie spałeś z jakąś laską; dymałeś faceta w łazience – wtrącił Zayn.
- Zmierzam do tej części! – Harry zaskrzeczał obronnie. – Poza tym, nie dymałem go, tylko prawie go dymałem.
- Ach, tak, to zupełna różnica – powiedział sarkastycznie Zayn, pękając ze śmiechu.
- Jest! – zaprotestował Harry. – W każdym razie niewybaczalnie się upiłem i gdy zdałem sobie sprawę, że ta dziewczyna próbuje ze mną flirtować, coś jest nie tak. Mam na myśli, jak sądzę była wystarczająco atrakcyjna, ale była po prostu zła w jakiś dziwny sposób.
- Tak, bo miała cycki, praw… – zaczął Zayn.
- Nie! – Harry mu przerwał. – Pozwól mi dokończyć, zanim zaczniesz rzucać swoje małe, sarkastyczne komentarze, okej?
Zayn roześmiał się, najwyraźniej bardzo rozbawiony jakimkolwiek żartem, który miał zamiar zrobić, ale w ciszy skinął głową.
- Jak mówiłem, byłem bardzo pijany i w tym momencie, myślałem tylko o tym, że jestem bardzo napalony. Więc zobaczyłem tego faceta, który starał się złapać moje spojrzenie po drugiej stronie klubu i wydawał się być w porządku. Mam na myśli, po tym jak dotarliśmy do łazienki uświadomiłem sobie, że nie był tym, czego chciałem, ale nie czułem się źle w ten sam sposób, w jaki czułem się z tą dziewczyną – powiedział Harry.
- Zezwolenie na mówienie? – poprosił Zayn w formalnym pozdrowieniu.
Harry przewrócił oczami.
- Jesteś jak małe główno – mruknął, rzucając poduszką w Zayna ze śmiechem.
- Więc, zatem to jest twój sposób na wyjście z szafy? – zapytał Zayn, łapiąc poduszkę i chowając ją pod głowę.
- Nie wiem. To znaczy, mogę nie być gejem, racja? Mogę być bi albo pan… Lub mogę być po prostu hetero, a Louis może być jakimś dziwnym wyjątkiem – powiedział Harry. Zachowywał się obronnie w stosunku do tego, ale nie był pewien dlaczego.
- Nie słyszałeś co właśnie powiedziałeś? W zasadzie opisałeś, jak gej może czuć się, gdy dziewczyna stara się dobrać do jego spodni – powiedział Zayn, parskając szyderczo.
- Może po prostu nie była w moim typie. – Harry pociągnął nosem.
Naprawdę nie miał pojęcia dokąd zmierza ta rozmowa. Z jednej strony wiedział, że nie był hetero – to o tym była cała rozmowa, aż do tego momentu – ale z drugiej strony, tak naprawdę nie chciał się do tego tak swobodnie przyznać. Wyjście z szafy oznaczało poradzenie sobie z wieloma zmianami i, biorąc pod uwagę, że jego liceum nie było zbyt miłe dla Louisa, odkrywającego swoją seksualność, także z wieloma trudnościami.
- Stary, byłeś zalany i napalony, jak sam powiedziałeś. Jestem pewien, że cokolwiek z nogami byłoby w twoim typie tamtej nocy – powiedział Zayn.
Harry nadal patrzył na niego ponuro i Zayn w końcu westchnął ciężko i uniósł ręce w poddańczym geście.
- Okej, zatem rozgryźmy to. Co dokładnie było z nią nie tak?
Harry westchnął, próbując przupomnieć sobie coś – cokolwiek – o dziewczynie. Stała się rodzajem anonimowego, blond włosego wspomnienia, wyblakłego i niewyraźnego.
- Pamiętam, że myślałem, że była zbyt miękka i mała. I zbyt zaokrąglona. Nie, jako figura czy coś, po prostu ona cała. Sposób, w jaki jej ciało się łączyło nie był wsytarczająco ostry.
- Jak jej biodra i cycki, i nogi? – podpowiedział usłużnie Zayn.
Harry przytaknął skwapliwie.
- Tak, dokładnie. I pachniała zbyt słodko i owocowo, a jej włosy były zbyt długie, a rysy zbyt łagodne. Nie wiem, to wszystko.
- Cóż, porównaj ją do innych dziewczyn, które ci się podobały. – Zaproponował Zayn.
- Uh… – Harry zamarł, nie zdolny myśleć o choć jednej dziewczynie, którą lubił.
- Oh, daj spokój, Harry! Wiem, że czasami jesteś nieco powolny, ale nawet ty nie możesz być tak głupi. Więc nie lubiłeś dziewczyny w klubie, ponieważ była dziewczyna i nigdy nie lubiłeś dziewczyn wcześniej, ale wciąż uważasz, ze jesteś hetero? – Zayn praktycznie wył ze śmiechu.
- Może mam wysokie standardy! – warknął Harry.
- Cholera… Zauroczyłeś się w Niallu, gdy miałeś osiem lat? – zapytał nagle Zayn. – Zawsze o nim mówiłeś i starałeś się kręcić koło niego.
Harry wrócił myślami do tamtych lat i skrzywił się; okej, może zatem miał ochotę na chłopaków innych niż Louis.
- Nie wiem… może trochę – przyznał.
Zayn zagryzł policzek, by powstrzymać się od śmiechu.
- Czy możesz przynajmniej teraz przyznać się, że jesteś gejem?
Harry lekko skinłą głową.
- Wstępnie. Wciąż mam dużo do przemyślenia, zanim wyjdę z szafy.
- Okej, załatwione. Teraz, co z Louisem? – zapytał Zayn, ponownie kładąc się na łóżku.
- Nie wiem, stary. Nie mogę o nim zapomnieć; tak bardzo go nienawidziłem, ponieważ czułem, jakby robił ze mnie geja – słyszałem to, ty mały draniu – śmiejesz się ze mnie, prawda?
- Nie mogę nic na to poradzić! Jak ktoś może zrobić cię gejem? – zarechotał Zayn.
Harry przewrócił oczami.
- W każdym razie, myślę, że wpadliśmy w rodzaj tej dziwnej relacji miłość-nienawiść. Odjąć miłość. To bardziej jak przyjaciele z korzyściami i okazjonalną przemocą. Ale… nie chcę już tego. To dziwne. Chcę po prostu z nim normalnego związku, wiesz? Przyznaje, mieliśmy całkiem gówniany start, ale naprawdę go lubię. Poszedłem do niego wcześniej w tym tygodniu i po prostu oglądaliśmy kilka filmów i rozmawialiśmy. Było miło; chcę tego.
- Cóż, jeśli wytrzymał z tobą tak długo, zwłaszcza po tym całym gównie, on też musi cię lubić – powiedział Zayn, jakby to było coś oczywistego.
- Naprawdę? – zapytał Harry, nie mogąc powstrzymać nadziei w głosie, która wkradła się i sprawiła, że brzmiał jak podekscytowany szczeniak.
- Haz, pieprzył się z tobą dwa razy; coś musi być na rzeczy. Poza tym, jeśli wpuścił cię do domu, żeby oglądać filmy i rozmawiać, to oczywiste, że nadal jest zainteresowany.
Harry uśmiechnął się do siebie głupio.
- Ta… może. Mam nadzieję, że masz rację.
- Jak słodko, Mały Dzieciak Hazz się zakochał – zagrychał Zayn.
Harry skrzywił się.
- Dodaj jeszcze jakiś komentarz, a powiem całej drużynie o tym, jak płakałeś, bo miałeś mokre wosy.
Zayn otrzeźswiał i szyderczy uśmieszek szybko zniknął, gdy mamrotał uwagi na wzór „ciota nie łapie żartów” i „podobno ludzie w miłości powinni być cholernie szczęśliwi”
-x-
Harry przyjechał do szkoły prawie dwadzieścia minut wcześniej następnego ranka, stojąc sam na środku boiska i czekając, aż jego koledzy z drużyny się pokażą. Korzystał z wolnego czasu, aby pokopać piłkę po boisku i poćwiczyć kilka sztuczek, których nauczył się z Inernetu, by zaimponować Louisowi. Nawet jeśli Harry w końcu przyznał się przed sobą, że miał ochotę na Louisa, nadal nienawidził tego, jak zadowolony był z siebie chłopak, gdy pokonał Harry’ego w piłce nożnej.
Kiedy wszyscy chłopcy przybyli i trener zaczął poranne ćwiczenia, Harry czuł, jak ciężar opadł w jego brzuchu. Louisa nigdzie nie było widać, a teraz mijał niemal cały tydzień, odkąd Harry go widział.
- Okej, chłopcy, wygląda na to, że będziemy musieli nieco pozmieniać. Payne, bierzesz pozycję Tomlinsona na resztę roku, Styles, mierzesz miejsce Payne na drugim ciągu. Malik, jesteś odpowiedzialny za trenowanie Stylesa; mamy tylko dwa tygodnie do naszej pierwszej gry i potrzebuję, by każdy w tej drużynie był w formie. – Oznajmił trener. – Teraz, każdy dobiera się w pary i ćwiczy podania. Słupki są już ustawione; wiecie, co macie robić.
Chłopcy dobrali się tak, jak zwykle i rozeszli się posłusznie po całym boisku. Zayn przysunął się do Harry’ego oczekująco, ale Harry przepchnął się obok niego i podążył za trenerem.
- Czekaj, co masz na myśli, mówiąc, że Liam bierze pozycje Louisa do końca roku? Louis wypadnie na miesiąc, ale potem będzie mógł jeszcze grać – nacisnął Harry. Wiedział, jak wiele piłka nożna znaczy dla Louisa i nie zamierzał pozwolić, by mu to odebrano.
- Nie, nie zagra. – Trener powiedział szorstko, złapał swój natnik i schował go pod pachę.
Zayn zmarszczył brwi, wyglądając na zdziwionego.
- Co się dzieje? Dlaczego oddajesz miejsce Louisa?
Trener westchnął i niespokojnie poprawił czapkę.
- Ponieważ Louis Tomlinson nie będzie już chodził do tej szkoły.
*Pentametr jambiczny – pojęcie literackie; rodzaj metrum w poezji, używany w klasycznej poezji angielskiej.
** bean bag – myślę, że wszyscy wiedzą jak to wygląda, a nie mogłam znaleźć polskiego odpowiednika.
16
922
17
- Rozumiesz, może mogą nas za to wywalić – syknął Zayn, skradając się tuż za Harry’m, gdy wkradali się przez opustoszałe hale.
Była pierwsza lekcja; większość uczniów siedziała w klasach i Harry wiedział na pewno, że trener nadzorował pierwszaków na sali gimnastycznej, zostawiając swój gabinet pusty i niestrzeżony.
- Wątpię, by nas wydalili – prychnął Harry, zaciskając dłoń na klamce.
Przekręcił nieśmiało i odkrył – ku swojej radości – że trener Higgins nie zamknął tylnego wejścia do gabinetu.
- Zobacz, otwarte! Nawet się nie włamujemy, po prostu… wchodzimy.
- I przeglądamy poufne dokumenty bez niczyjej zgody – przypomniał Harry’emu Zayn, ale pomimo własnej niechęci, wszedł za nim do małego, zagraconego biura.
- Nie musielibyśmy przeglądać tych dokumentów, gdyby trener po prostu powiedział nam gdzie jest Louis i dlaczego odszedł – mruknął Harry, podchodząc do biurka i grzebiąc w niekończących się stosach niezorganizowanych dokumentów porozrzucanych po jego powierzchni.
- Nie wiesz co oznacza „poufne”? – Zayn spytał z niedowierzaniem.
- Shh! – warknął Harry.
Sala była po drugiej stronie ściany, a drzwi łączące pomieszczenia nie były specjalnie dźwiękoszczelne.
- Przestań narzekać i pomóż mi szukać.
Zayn zatrzymał się na chwilę z niezadowolonym wyrazem na twarzy, zanim westchnął niechętnie.
- Czego szukamy?
- Czegokolwiek z imieniem Louisa na tym. Lub jego podpisem lub pismem. Po prostu… czegoś Louisowego. – Harry wymamrotał z roztargnieniem.
Nie wydawało się, że na biurku były jakieś pomocne dokumenty, ku jego przerażeniu. Sięgnął w dół, próbując wyciągnąć jedną z szuflad, ale trzymała się mocno.
- Cholera, jest zamknięta.
- Przeszukam jego płaszcz, może jest tam klucz – zaoferował się Zayn, odwracając się, by przejrzeć kieszenie płaszcza powieszonegona klamce.
Drzwi otworzyły się nagle, prawie uderzając Zayna w twarz. Kruczowłosy chłopak miał zaledwie wystarczająco czasu, by odskoczyć od drzwi, zanim trener przeszedł przez nie, a jego oczy rozszerzyły się, gdy zobaczył dwóch chłopców grzebiących w jego biurze.
Harry przełknął ciężko.
- Oh, trenerze! Tu jesteś! Szukaliśmy cię!
Trener Higgins uniósł brwi.
- Dobry pomysł, szukać mnie w mojej szufladzie. Wiadomo, że czasami się tam ukrywam – powiedział sarkastycznie.
- Dobre! – Harry powiedział z fałszywym uśmiechem.
Zayn rzucił mu ponure spojrzenie, wyraźnie niezadowolony z oczywistych kłamstw Harry’ego, ale milczał.
- Co wy dwoje tu robicie, szczerze? – Trener zapytał z westchnieniem i lekką dezaprobatą.
Zamknął za sobą drzwi, tłumiąc dźwięk piłek do koszykówki odbijających się echem po sali gimnastycznej. Harry westchnął i usiadł w fotelu trenera przy biurku, osuwając się z przygnębieniem.
- Szukaliśmy informacji o Louisie – przyznał.
Trener zatrzymał się na chwilę z zamyślonym wyrazem twarzy. Zerknął do tyłu, upewniającsię że drzwi są zamknięte i nikogo innego nie było w pobliżu, zanim odwrócił się do Harry’ego.
- Jeśli ktoś spyta, nie widziałem waszej dwójki tutaj, zrozumiano?
Obaj chłopcy skinęli w milczeniu głową, z szeroko otwartymi oczami i ustami rozdziawionymi w zaskoczeniu. Harry pomyślał, że mógł zobaczyć, jak nogi Zayna zatrzęsły się z ulgą, gdy uświadomił sobie, że nie byli w opresji.
Trener zawrócił, wracając do sali gimnastycznej, ale odwrócił głowę i dodał przez ramię:
- Ale jeśli bym cię zobaczył, prawdopodobnie powiedziałbym ci, żebyś spróbował z szafką na dokumenty. Trzecia szuflada od góry – powiedział, wyłapując mały pęczek kluczy z kieszeni i rzucając go Zaynowi.
- Dzięki, trenerze. – Harry odetchnął, walcząc z uśmiechem.
- Za co? – Trener Higgins zapytał, wzruszając ramionami, trzymając się fortelu. – Robię to tylko dlatego, bo to oczywiste, że tęsknisz za dzieciakiem, a nie wydaje mi się, by on zdecydował się mówić, gdyby nie ty. Nie każ mi tego żałować – ostrzegł, wracając na salę, zanim chłopak zdążył odpowiedzieć.
Zayn zamrugał kilka razy, oczami wpatrzonymi w pustą przestrzeń tam, gdzie kilka sekund temu stał trener.
- Myślałem, że wykopie mnie z drużyny i wyrzuci – wymamrotał i wydawało się, że wciąż był w lekkim szoku.
- Myślałem, że będziesz sikał pod siebie. – Harry parsknął śmiechem. Wstał i wziął klucze z rąk Zayna, przeglądając je, zanim nie znalazł jednego, który wyglądał na pasujący do szafki na dokumenty. – Co powiedział? Trzecia szuflada?
Zayn skinął głową.
- Od góry – dodał. Po chwili zastanowienia znowu przemówił. – O czym mówił trener? Powiedział, że pomogłeś Louisowi mówić o czymś.
- Myślę, że wiem, co miał na myśli. – Harry spiął się.
Zayn przewrócił oczami.
- Tak, nie pierdol. Chcę wiedzieć, co miał na myśli.
Harry zignorował go, czując, jak pilniejsze sprawy przybierają na sile. Szybko przewertował pliki, a jego oczy zaświeciły się, gdy zobaczył etykietę, której szukał: „TOMLINSON, LOUIS”.
- Okej, jest tutaj. Zamknij się – powiedział Harry, mimo, że Zayn nawet nic nie powiedział.
Usiadł na wyściełanym krześle za biurkiem trenera i Zayn zerkał przez jego ramię, gdy otworzył folder, rozkładładając dokumenty i przeglądając papiery. Były posegregowane według daty, od najstraszej do najnowszej i Harry zaczął sortować kilka starych raportów Louisa i podpisanych uprawnień na mecze wyjazdowe.
- Dlaczego trener podpisał uprawnienia? – zapytał Zayn, wyrywając kartę uprawnień, zanim Harry zdążył ją odłożyć.
Harry zmarszczył brwi i spojrzał na kartkę, którą trzymał Zayn, przyglądając się jej bliżej. Rzeczywiście, tuż przy lini, gdzie mieli podpisać się rodzice, był podpis trenera Higginsa, nakreślony ciemnym tuszem.
- Um… może Louis zapomniał o tym jednym podpisie i trener poręczył za niego. – Skłamał, dobrze wiedząc, dlaczego Louis nie miał podpisu rodziców.
Zayn podniósł inne karty z folderu i przejrzał je szybko.
- Nie, zobacz, wszystkie są podpisane przez trenera Higginsa.
Harry zaśmiał się beztrosko, aby oczyścić atmosferę.
- Huh, dziwne. Może po prostu jest bardzo roztargniony i zapomina, aby wziąć te druczki do domu, więc trener zawsze podpisuje je dla niego.
- To bardzo szczegółowa hipoteza – mruknął Zayn, marsząc brwi.
Harry wzruszył ramionami i wyjął papiery z rąk Zayna, zanim zdążył zadać więcej pytań, wpychając je z powrotem w odpowiedniej kolejności do katalogu, zanim kontynuował przeglądanie dalszych dokumentów.
- Zobacz, to jest z wczoraj. – Wskazał Zayn, chwytając nadgarstek Harry’ego, powstrzymując go od przerzucania reszty dokumentów.
Harry zatrzymał się, praktycznie wyrywając arkusz z palcy Zayna, aby go przeczytać. Nie był pewien, dlaczego wcześniej go nie dostrzegł – to był najgrubszy stos dokumentów w całym katalogu, każda strona podpisana i opieczętowana winietą. W końcu pozwolił sobie zanurkować w piśmie, oczami łapczywie szukając odpowiedzi na nagłe zniknięcie Louisa.
Poczuł, jak jego wargi wykrzywiają się z dezaprobatą, gdy próbował odczytać dokumnet, który nie miał dla niego najmniejszego sensu. Jego mózg został przytłoczony burzą prawnych terminów, których nie mógł nawet pojmować; równie dobrze mogły być w całości napisane po łacinie, biorąc pod uwagę to, co rozumiał.
- Co tam jest napisane? – zapytał po chwili Zayn, cichym i niepewnym głosem, jakby bał się przerwać koncentrację Harry’ego.
Harry poddał się i upuścił papieru na biurko, chowając twarz w dłoniach.
- Nie wiem. Nie mogę nawet tego zrozumieć, to wszystko jest napisane pieprzonymi pojęciami prawnymi. Kurwa, masz pojęcie, jakie to frustrujące? Odpowiedzi są tu, przede mną, a ja nie mogę dostrzec ich sensu! – warknął, podnosząc ręce by przerzesać palcami włosy i zaplątał je w lokach.
Zayn wyciągnął rękę i poderwał papiery z biurka.
- Może ja pomogę. Miałem kilka kursów z prawa – zaproponował, szukając zgody u Harry’ego, zanim rzeczywiście przeczyta dokument.
Harry skinął głową w zgodzie i Zayn natychmiast spuścił wzrok, aby przyjrzeć się dokumentowi. Harry był ogromnie wdzięczny Zaynowi; tak, to było świetne, że pomógł mu się włamać do biura trenera i słuchał jego gadania o Louisie noc wcześniej bez skargi, ale teraz to było więcej. Nawet po tym wszystkim, w co wpakował go Harry, Zayn wciąż był dla niego niesamowicie cierpliwy, jakby rozumiał, ile to dla niego znaczy. Harry zastanawiał się, ile drinków będzie musiał później kupić Zaynowi, by odpłacić mu za całą jego pomoc, choć nie był pewien, czy dla tej sprawy było wystarczająco dużo alkoholu w Londynie.
Usta Zayna poruszały się, gdy czytał, od czasu do czasu mamrocząc niektóre urywki zdań, które uważał za ważne, jakby dając Harry’emu pogląd na dokument.
- Wyłączną opiekę… niezdolny do mieszkania… zakaz zbliżania się… zeznania świadczące o maltretowaniu fizycznym i seksualnym…
Harry skrzywił się nieco. Nigdy nie rozważał możliwości seksualnego maltretowania, chociaż gdy pomyślał o kształcie i umiejscowieniu niektórych siniaków na ciele Louisa, uświadomił sobie, jak głupi był, by przegapić znaki.
Zayn nadal mamrotał niektóre kwestie, jego głos stawał się silniejszy, gdy dotarł do linijki, która zawierała odpowiedzieć na jego pytanie.
- … opieka zostanie przyznana do bardziej odpowiedniego domu, uznanego przez sąd i ławę przysięgłych, a wszystkie kontakty między dzieckiem, a oskarżonym zostaną zabronione, dopóki nie będą poddane nadzorowi i zatwierdzone przez sąd.
Chłopcy siedzieli w milczeniu przez kilka chwil, a ciężkie słowa wisiały w powietrzu, gdy oboje próbowali zrozumieć to wszystko.
- Więc, jest bezpieczny, tak? Po prostu odszedł od ojca, nie jest… nie jest skrzywdzony czy coś? – Harry’emu udało się w końcu zapytać, a jego głos był słaby i załamujący się.
Zayn skinął głową, ruchem tak nieznacznym, że Harry ledwo go zauważył.
- Czy ty, um… czy ty wiedziałeś o tym? – zapytał, podnosząc papiery.
Harry przełknął ciężko.
- Nie o wszystkim. Wciąż nie wiem dokładnie co tam jest napisane. – Zwrócił uwagę.
- Piszą tu, że ojciec Louisa bił go i wykorzystywał seksualnie, a teraz stoi w obliczu więzienia i wysokiej grzywny, jeżeli Louis wniesie oskarżenie. – Zayn wyjaśnił cicho.
- Oh. – Harry powiedział bez przekonania, nie mogąc wymyśleć nic innego do powiedzenia.
- Więc, to jest to, o czym trener mówił? Kiedy powiedział, że ty, um… że przekonałeś Louisa do mówienia? – wyjąkał Zayn, wciąż będąc w szoku.
Harry przytaknął z wahaniem.
- Tak. Dowiedziałem się w ostatni weekend… Ja nie… - Nie mógł zanaleźć słów, których potrzebował, by dokończyć to zdanie – nie mógł nawet sobie przypomnieć co chciał powiedzieć w pierwszej kolejnosci – więc po prostu odpuścił.
Zayn wydawał się być tak zagubiony, jak słowa Harry’ego, więc po prostu poklepał go po ramieniu i pozwolił siedzieć w ciszy przez kilka minut, by mógł zebrać się w sobie.
- Dobrze, więc musi gdzieś tutaj być więcej informacji – powiedzaił Harry, gdy już odzyskał spokój, a jego głos był gwałtowny i ostry z powodu nowej determinacji.
- Co masz na myśli mówiąc „więcej informacji?” To są poufne dokumenty prawne, jestem całkowicie pewien, że jest tu więcej informacji, niż potrzebujemy. – Zauważył Zayn, ale mimo werbalnego protestu, pomógł Harry’emu przeglądać resztę dokumentów.
- Tak, ale wszystko, co teraz wiemy, to dlaczego Louis odszedł. Musimy wiedzieć gdzie – numer telefonu lub coś. – Harry mruknął z roztargnieniem.
Zayn nagle poderwał ten sam dokument, który skończyli oglądać.
- Czekaj, było coś na tylnej stronie… Dane kontaktowe do Louisa i tego, ktokolwiek jest jego opiekunem. – Zayn przewracał strony, składając je, by sięgnąć do ostatniego.
Harry jednak chwycił jego ręce, zanim mógł je przeczytać.
- Nie! – syknął Zayn, zaskoczony nagłym działaniem Harry’ego.
- Shh, czytam! – powiedział Harry, naciskając palcem wskazującym usta Zayna, by go uciszyć.
- Myślę, że przez ciebie zaciąłem się papierem – mruknął Zayn, marszcząc czoło.
Harry przewrócił oczami, ale czuły uśmiech wkradł się na jego twarzy. Oczy świeciły się, gdy okazało się, że to, czego szukał, zawierało informacje kontaktowe do Louisa i odwrócił się na fotelu, by spojrzeć Zaynowi w oczy.
- Znalazłeś numer telefonu? – zapytał Zayn, chwytając rękę Harry’ego i odciągając ją od swoich ust.
- Nawet lepiej. – Harry nie mógł powstrzymać uśmiechu. – Co robisz w ten weekend?
- Nic… dlaczego? – Zayn zapytał powoli głosem ociekającym podejrzliwością.
Pozwolił sobie zajrzeć przez ramię Harry’ego, by zobaczyć adres wpisany na papierze wraz z krótkim oświadczeniem, mówiącym, że Louis był pod nadzorem kobiety o imieniu Johannah Tomlinson.
Wyraz twarzy Harry’ego przekształcił się z radości do czystej, diabelskiej psoty.
- Jedziemy w podróż do Doncaster.
17
- Rozumiesz, może mogą nas za to wywalić – syknął Zayn, skradając się tuż za Harry’m, gdy wkradali się przez opustoszałe hale.
Była pierwsza lekcja; większość uczniów siedziała w klasach i Harry wiedział na pewno, że trener nadzorował pierwszaków na sali gimnastycznej, zostawiając swój gabinet pusty i niestrzeżony.
- Wątpię, by nas wydalili – prychnął Harry, zaciskając dłoń na klamce.
Przekręcił nieśmiało i odkrył – ku swojej radości – że trener Higgins nie zamknął tylnego wejścia do gabinetu.
- Zobacz, otwarte! Nawet się nie włamujemy, po prostu… wchodzimy.
- I przeglądamy poufne dokumenty bez niczyjej zgody – przypomniał Harry’emu Zayn, ale pomimo własnej niechęci, wszedł za nim do małego, zagraconego biura.
- Nie musielibyśmy przeglądać tych dokumentów, gdyby trener po prostu powiedział nam gdzie jest Louis i dlaczego odszedł – mruknął Harry, podchodząc do biurka i grzebiąc w niekończących się stosach niezorganizowanych dokumentów porozrzucanych po jego powierzchni.
- Nie wiesz co oznacza „poufne”? – Zayn spytał z niedowierzaniem.
- Shh! – warknął Harry.
Sala była po drugiej stronie ściany, a drzwi łączące pomieszczenia nie były specjalnie dźwiękoszczelne.
- Przestań narzekać i pomóż mi szukać.
Zayn zatrzymał się na chwilę z niezadowolonym wyrazem na twarzy, zanim westchnął niechętnie.
- Czego szukamy?
- Czegokolwiek z imieniem Louisa na tym. Lub jego podpisem lub pismem. Po prostu… czegoś Louisowego. – Harry wymamrotał z roztargnieniem.
Nie wydawało się, że na biurku były jakieś pomocne dokumenty, ku jego przerażeniu. Sięgnął w dół, próbując wyciągnąć jedną z szuflad, ale trzymała się mocno.
- Cholera, jest zamknięta.
- Przeszukam jego płaszcz, może jest tam klucz – zaoferował się Zayn, odwracając się, by przejrzeć kieszenie płaszcza powieszonegona klamce.
Drzwi otworzyły się nagle, prawie uderzając Zayna w twarz. Kruczowłosy chłopak miał zaledwie wystarczająco czasu, by odskoczyć od drzwi, zanim trener przeszedł przez nie, a jego oczy rozszerzyły się, gdy zobaczył dwóch chłopców grzebiących w jego biurze.
Harry przełknął ciężko.
- Oh, trenerze! Tu jesteś! Szukaliśmy cię!
Trener Higgins uniósł brwi.
- Dobry pomysł, szukać mnie w mojej szufladzie. Wiadomo, że czasami się tam ukrywam – powiedział sarkastycznie.
- Dobre! – Harry powiedział z fałszywym uśmiechem.
Zayn rzucił mu ponure spojrzenie, wyraźnie niezadowolony z oczywistych kłamstw Harry’ego, ale milczał.
- Co wy dwoje tu robicie, szczerze? – Trener zapytał z westchnieniem i lekką dezaprobatą.
Zamknął za sobą drzwi, tłumiąc dźwięk piłek do koszykówki odbijających się echem po sali gimnastycznej. Harry westchnął i usiadł w fotelu trenera przy biurku, osuwając się z przygnębieniem.
- Szukaliśmy informacji o Louisie – przyznał.
Trener zatrzymał się na chwilę z zamyślonym wyrazem twarzy. Zerknął do tyłu, upewniającsię że drzwi są zamknięte i nikogo innego nie było w pobliżu, zanim odwrócił się do Harry’ego.
- Jeśli ktoś spyta, nie widziałem waszej dwójki tutaj, zrozumiano?
Obaj chłopcy skinęli w milczeniu głową, z szeroko otwartymi oczami i ustami rozdziawionymi w zaskoczeniu. Harry pomyślał, że mógł zobaczyć, jak nogi Zayna zatrzęsły się z ulgą, gdy uświadomił sobie, że nie byli w opresji.
Trener zawrócił, wracając do sali gimnastycznej, ale odwrócił głowę i dodał przez ramię:
- Ale jeśli bym cię zobaczył, prawdopodobnie powiedziałbym ci, żebyś spróbował z szafką na dokumenty. Trzecia szuflada od góry – powiedział, wyłapując mały pęczek kluczy z kieszeni i rzucając go Zaynowi.
- Dzięki, trenerze. – Harry odetchnął, walcząc z uśmiechem.
- Za co? – Trener Higgins zapytał, wzruszając ramionami, trzymając się fortelu. – Robię to tylko dlatego, bo to oczywiste, że tęsknisz za dzieciakiem, a nie wydaje mi się, by on zdecydował się mówić, gdyby nie ty. Nie każ mi tego żałować – ostrzegł, wracając na salę, zanim chłopak zdążył odpowiedzieć.
Zayn zamrugał kilka razy, oczami wpatrzonymi w pustą przestrzeń tam, gdzie kilka sekund temu stał trener.
- Myślałem, że wykopie mnie z drużyny i wyrzuci – wymamrotał i wydawało się, że wciąż był w lekkim szoku.
- Myślałem, że będziesz sikał pod siebie. – Harry parsknął śmiechem. Wstał i wziął klucze z rąk Zayna, przeglądając je, zanim nie znalazł jednego, który wyglądał na pasujący do szafki na dokumenty. – Co powiedział? Trzecia szuflada?
Zayn skinął głową.
- Od góry – dodał. Po chwili zastanowienia znowu przemówił. – O czym mówił trener? Powiedział, że pomogłeś Louisowi mówić o czymś.
- Myślę, że wiem, co miał na myśli. – Harry spiął się.
Zayn przewrócił oczami.
- Tak, nie pierdol. Chcę wiedzieć, co miał na myśli.
Harry zignorował go, czując, jak pilniejsze sprawy przybierają na sile. Szybko przewertował pliki, a jego oczy zaświeciły się, gdy zobaczył etykietę, której szukał: „TOMLINSON, LOUIS”.
- Okej, jest tutaj. Zamknij się – powiedział Harry, mimo, że Zayn nawet nic nie powiedział.
Usiadł na wyściełanym krześle za biurkiem trenera i Zayn zerkał przez jego ramię, gdy otworzył folder, rozkładładając dokumenty i przeglądając papiery. Były posegregowane według daty, od najstraszej do najnowszej i Harry zaczął sortować kilka starych raportów Louisa i podpisanych uprawnień na mecze wyjazdowe.
- Dlaczego trener podpisał uprawnienia? – zapytał Zayn, wyrywając kartę uprawnień, zanim Harry zdążył ją odłożyć.
Harry zmarszczył brwi i spojrzał na kartkę, którą trzymał Zayn, przyglądając się jej bliżej. Rzeczywiście, tuż przy lini, gdzie mieli podpisać się rodzice, był podpis trenera Higginsa, nakreślony ciemnym tuszem.
- Um… może Louis zapomniał o tym jednym podpisie i trener poręczył za niego. – Skłamał, dobrze wiedząc, dlaczego Louis nie miał podpisu rodziców.
Zayn podniósł inne karty z folderu i przejrzał je szybko.
- Nie, zobacz, wszystkie są podpisane przez trenera Higginsa.
Harry zaśmiał się beztrosko, aby oczyścić atmosferę.
- Huh, dziwne. Może po prostu jest bardzo roztargniony i zapomina, aby wziąć te druczki do domu, więc trener zawsze podpisuje je dla niego.
- To bardzo szczegółowa hipoteza – mruknął Zayn, marsząc brwi.
Harry wzruszył ramionami i wyjął papiery z rąk Zayna, zanim zdążył zadać więcej pytań, wpychając je z powrotem w odpowiedniej kolejności do katalogu, zanim kontynuował przeglądanie dalszych dokumentów.
- Zobacz, to jest z wczoraj. – Wskazał Zayn, chwytając nadgarstek Harry’ego, powstrzymując go od przerzucania reszty dokumentów.
Harry zatrzymał się, praktycznie wyrywając arkusz z palcy Zayna, aby go przeczytać. Nie był pewien, dlaczego wcześniej go nie dostrzegł – to był najgrubszy stos dokumentów w całym katalogu, każda strona podpisana i opieczętowana winietą. W końcu pozwolił sobie zanurkować w piśmie, oczami łapczywie szukając odpowiedzi na nagłe zniknięcie Louisa.
Poczuł, jak jego wargi wykrzywiają się z dezaprobatą, gdy próbował odczytać dokumnet, który nie miał dla niego najmniejszego sensu. Jego mózg został przytłoczony burzą prawnych terminów, których nie mógł nawet pojmować; równie dobrze mogły być w całości napisane po łacinie, biorąc pod uwagę to, co rozumiał.
- Co tam jest napisane? – zapytał po chwili Zayn, cichym i niepewnym głosem, jakby bał się przerwać koncentrację Harry’ego.
Harry poddał się i upuścił papieru na biurko, chowając twarz w dłoniach.
- Nie wiem. Nie mogę nawet tego zrozumieć, to wszystko jest napisane pieprzonymi pojęciami prawnymi. Kurwa, masz pojęcie, jakie to frustrujące? Odpowiedzi są tu, przede mną, a ja nie mogę dostrzec ich sensu! – warknął, podnosząc ręce by przerzesać palcami włosy i zaplątał je w lokach.
Zayn wyciągnął rękę i poderwał papiery z biurka.
- Może ja pomogę. Miałem kilka kursów z prawa – zaproponował, szukając zgody u Harry’ego, zanim rzeczywiście przeczyta dokument.
Harry skinął głową w zgodzie i Zayn natychmiast spuścił wzrok, aby przyjrzeć się dokumentowi. Harry był ogromnie wdzięczny Zaynowi; tak, to było świetne, że pomógł mu się włamać do biura trenera i słuchał jego gadania o Louisie noc wcześniej bez skargi, ale teraz to było więcej. Nawet po tym wszystkim, w co wpakował go Harry, Zayn wciąż był dla niego niesamowicie cierpliwy, jakby rozumiał, ile to dla niego znaczy. Harry zastanawiał się, ile drinków będzie musiał później kupić Zaynowi, by odpłacić mu za całą jego pomoc, choć nie był pewien, czy dla tej sprawy było wystarczająco dużo alkoholu w Londynie.
Usta Zayna poruszały się, gdy czytał, od czasu do czasu mamrocząc niektóre urywki zdań, które uważał za ważne, jakby dając Harry’emu pogląd na dokument.
- Wyłączną opiekę… niezdolny do mieszkania… zakaz zbliżania się… zeznania świadczące o maltretowaniu fizycznym i seksualnym…
Harry skrzywił się nieco. Nigdy nie rozważał możliwości seksualnego maltretowania, chociaż gdy pomyślał o kształcie i umiejscowieniu niektórych siniaków na ciele Louisa, uświadomił sobie, jak głupi był, by przegapić znaki.
Zayn nadal mamrotał niektóre kwestie, jego głos stawał się silniejszy, gdy dotarł do linijki, która zawierała odpowiedzieć na jego pytanie.
- … opieka zostanie przyznana do bardziej odpowiedniego domu, uznanego przez sąd i ławę przysięgłych, a wszystkie kontakty między dzieckiem, a oskarżonym zostaną zabronione, dopóki nie będą poddane nadzorowi i zatwierdzone przez sąd.
Chłopcy siedzieli w milczeniu przez kilka chwil, a ciężkie słowa wisiały w powietrzu, gdy oboje próbowali zrozumieć to wszystko.
- Więc, jest bezpieczny, tak? Po prostu odszedł od ojca, nie jest… nie jest skrzywdzony czy coś? – Harry’emu udało się w końcu zapytać, a jego głos był słaby i załamujący się.
Zayn skinął głową, ruchem tak nieznacznym, że Harry ledwo go zauważył.
- Czy ty, um… czy ty wiedziałeś o tym? – zapytał, podnosząc papiery.
Harry przełknął ciężko.
- Nie o wszystkim. Wciąż nie wiem dokładnie co tam jest napisane. – Zwrócił uwagę.
- Piszą tu, że ojciec Louisa bił go i wykorzystywał seksualnie, a teraz stoi w obliczu więzienia i wysokiej grzywny, jeżeli Louis wniesie oskarżenie. – Zayn wyjaśnił cicho.
- Oh. – Harry powiedział bez przekonania, nie mogąc wymyśleć nic innego do powiedzenia.
- Więc, to jest to, o czym trener mówił? Kiedy powiedział, że ty, um… że przekonałeś Louisa do mówienia? – wyjąkał Zayn, wciąż będąc w szoku.
Harry przytaknął z wahaniem.
- Tak. Dowiedziałem się w ostatni weekend… Ja nie… - Nie mógł zanaleźć słów, których potrzebował, by dokończyć to zdanie – nie mógł nawet sobie przypomnieć co chciał powiedzieć w pierwszej kolejnosci – więc po prostu odpuścił.
Zayn wydawał się być tak zagubiony, jak słowa Harry’ego, więc po prostu poklepał go po ramieniu i pozwolił siedzieć w ciszy przez kilka minut, by mógł zebrać się w sobie.
- Dobrze, więc musi gdzieś tutaj być więcej informacji – powiedzaił Harry, gdy już odzyskał spokój, a jego głos był gwałtowny i ostry z powodu nowej determinacji.
- Co masz na myśli mówiąc „więcej informacji?” To są poufne dokumenty prawne, jestem całkowicie pewien, że jest tu więcej informacji, niż potrzebujemy. – Zauważył Zayn, ale mimo werbalnego protestu, pomógł Harry’emu przeglądać resztę dokumentów.
- Tak, ale wszystko, co teraz wiemy, to dlaczego Louis odszedł. Musimy wiedzieć gdzie – numer telefonu lub coś. – Harry mruknął z roztargnieniem.
Zayn nagle poderwał ten sam dokument, który skończyli oglądać.
- Czekaj, było coś na tylnej stronie… Dane kontaktowe do Louisa i tego, ktokolwiek jest jego opiekunem. – Zayn przewracał strony, składając je, by sięgnąć do ostatniego.
Harry jednak chwycił jego ręce, zanim mógł je przeczytać.
- Nie! – syknął Zayn, zaskoczony nagłym działaniem Harry’ego.
- Shh, czytam! – powiedział Harry, naciskając palcem wskazującym usta Zayna, by go uciszyć.
- Myślę, że przez ciebie zaciąłem się papierem – mruknął Zayn, marszcząc czoło.
Harry przewrócił oczami, ale czuły uśmiech wkradł się na jego twarzy. Oczy świeciły się, gdy okazało się, że to, czego szukał, zawierało informacje kontaktowe do Louisa i odwrócił się na fotelu, by spojrzeć Zaynowi w oczy.
- Znalazłeś numer telefonu? – zapytał Zayn, chwytając rękę Harry’ego i odciągając ją od swoich ust.
- Nawet lepiej. – Harry nie mógł powstrzymać uśmiechu. – Co robisz w ten weekend?
- Nic… dlaczego? – Zayn zapytał powoli głosem ociekającym podejrzliwością.
Pozwolił sobie zajrzeć przez ramię Harry’ego, by zobaczyć adres wpisany na papierze wraz z krótkim oświadczeniem, mówiącym, że Louis był pod nadzorem kobiety o imieniu Johannah Tomlinson.
Wyraz twarzy Harry’ego przekształcił się z radości do czystej, diabelskiej psoty.
- Jedziemy w podróż do Doncaster.
17
921
18
Ku zaskoczeniu Harry’ego, Zayn był bardziej niż szczęśliwy, by towarzyszyć mu w drodze. W zasadzie, z nich dwóch był bardziej entuzjastyczny. Pojawił się u Harry’ego w piątek wieczorem o piątej, by go odebrać i gdy tylko Harry rzucił okiem na tylne siedzenie, zobaczył, że Zayn spakował coś, co wyglądało jak roczny zapas czipsów i napojów energetycznych, plus obsceniczna ilość papierosów. Pomimo posiadania GPS na desce rozdzielczej, przyniósł także trzy różne mapy.
Harry otworzył usta, by wyśmiać, jak komicznie przygotowany był jego przyjaciel, ale szybko zrezygnował, gdy przypomniał sobie, że Zayn robi to, aby mu pomóc.
- Gotowy? – zapytał zamiast tego, sięgając na tylne siedzenie i wyciągając paczkę czipsów.
Zayn skinął głową, zatrzymując samochód przy krawężniku, a mechaniczny żeński głos jego GPS zaszczekał wskazówkami, gdy tylko wyczuł ruch.
- To będzie takie niesamowite. Nic tylko ja, droga i mój najlepszy kumpel – powiedział Zayn, próbując żartobliwie szturchnąc Harry’ego w ramię, nie spuszczając wzroku z drogi. Nie trafił i zamiast tego przypadkowo trafił go w sutek, ale nie zauważył tego.
- PRZEGAPIONY ZJAZD. NAWRÓĆ. NAWRÓĆ. – Skarcił go GPS, najwyraźniej bardzo niezadowolony z tego, że Zayn postanowił jechać główną drogą, zamiast wybrać mały zjazd, który zasugerowała.
- Nie zapominaj o prowadzącej pani. – Harry przypomniał mu, znacząco pstrykajac palcem w obudowę GPS.
Zayn pacnął dłoń Harry’ego, odganiajac go od GPS’a należącego do jego rodziców, mrucząc coś w rodzaju: „Mój tata mnie zabije, jeśli to będzie miało jedną cholerną rysę”. Wydawało się, że coś mu się przypomniało, gdy wspomniał o rodzicach, bo zmarszczył brwi z zakłopotaniem.
- Jaką wymówkę dałeś swojej mamie?
- Powiedziałem jej, że spędzam ten weekend z tobą, by wkuwać do testu z matmy na poniedziałek. Więc technicznie nie jest to kłamstwo; będę z tobą w ten weekend i mamy test w poniedziałek – zauważył Harry.
Zayn skinął głową.
- W porządku. Przy okazji, jeśli moi rodzice spytają, spędzaliśmy ten weekend w Surrey, by iść na weekendowe seminarium mikrobiologa.
- Tak, okej – powiedział Harry, starając się nie krzywić na samą myśl siedzenia przez trzy dni na wykładach o mitozie lub czymkolwiek z piekelnej mikrobiologii skokowej.
Jechali przez chwilę w milczeniu. Nawet GPS milczał; zamknął się, gdy wyjechali na autostradę, odzywał się tylko raz na pięć minut, aby przypomnieć im o zjeździe za jakieś 200 kilometrów. Harry prawie zasypiał, kiedy Zayn odezwał się ponownie.
- Hej, Harry? – zaczął niepewnym i cichym głosem, jakby bał się zadać pytanie. – Może to nie moja sprawa lub coś, ale… Co zamierzasz powiedzieć? Mam na myśli Louisa.
I oto było: pytanie, którego Harry starannie unikał, odkąd zaproponował tę podróż. Chodził dookoła tego na paluszkach, ponieważ naprawdę nie miał pojęcia. Ledwo sobie potrafił wytłumaczyć, dlaczego robi to wszystko; jak zatem na to wytłumaczyć komuś innemu?
Poza tym im więcej o tym myślał, tym więcej problemów pojawiało się w jego głowie. Louis właśnie spakował się i wyjechał bez żądnego pożegnania. Nawet kurwa nie napisał do Harry’ego i to bolało najbardziej. Gdzieś tam była część Harry’ego, która wiedziała, że nie mógł naprawdę obwiniać Louisa; jakby nie było, Harry wiele razy był dla niego kompletnym dupkiem i nie miał całkowitej pewności, czy w ogóle zasłużył na kolejną szansę od Louisa, nie ważne, jak bardzo jej pragnął. Ale wciąż była jakaś część niego, która czuła, że między nim a Louisem było w porządku – spędzili razem cały dzieć u Louisa, oglądając filmy, całując się i flirtując w nieskończoność i wtedy nic nie wydawało się być źle. Louis zachowywał się zupełnie normalnie. Jeśli cokolwiek było lepiej niż zazwyczaj, to dlaczego Louis tak nagle się od niego odciął?
Zrozumienie uderzyło Harry’ego niczym cios w gardło i przez sekundę zastanawiał się czy będzie chory.To było dokładnie to, co zrobił Louisowie pół tuzina razy, prawda? Flirtował z nim, całował go, piperzył go, dbał o niego, sprawiał, że czuł się jakby był tam dla niego, a potem po prostu odwracał się do niego plecami. Tylko, że Harry był gorszy; nie odwracał się tak po prostu, ale także obrażał go i oskarżał o rzeczy, których nie był winien – celowo starał się zranić Louisa, odepchnąć go. A robił to, ponieważ nie chciał uznać faktu, że czuł coś do innego chłopaka.
- Harry? – mruknął cicho Zayn, zmuszając Harry’ego do odpowiedzi na wcześniejsze pytanie.
Harry milczał jeszcze przez chwilę.
- Przepraszam – powiedział cicho, wpatrując się w swoje nogi.
- W porządku, nie musisz na nie odpowiadać ani ni… – zaczął Zayn.
Harry przerwał mu, kręcąć głową.
- Nie, to jest to, co mam zamiar powiedzieć Louisowi. „Przepraszam”.
Przez chwilę Zayn wyglądał na zdezorientowanego, ale potem po prostu skinął głową i patrzył prosto przed siebie, na drogę, decydując się nie pytać i za to Harry był mu dozgonnie wdzięczny.
- Wiesz, tak naprawdę też mam ochotę na kogoś – powiedział Zayn jakiś czas później, decydując się wypełnić ciężkie milczenie rozmową.
Harry był zadowolony, że ma coś na rozproszenie uwagi, coś, co utrzyma go od ponownego zatonięca w myślach.
- Mów – powiedział, unosząc nieśmiało brew.
Jeśli ma być szczery, by pewien, że już wiedział; widział Zayna spędzającego podejrzanie dużo czasu z blondynką z lekcji angielskiego – jeśli Harry przypomni sobie dokładnie, nazywała się Perrie czy coś w tym stylu – ale postanowił pozwolić wygadać się Zaynowi.
Zayn skinął niezręcznie głową.
- Mm. To znaczy, nie pieprzyliśmy się jeszcze na boisku ani nic, ale zgaduję, że nie wszyscy mogą być tak czarujący jak ty – zażartował.
Harry przewrócił oczami, zgniatając pustą torbę po chipsach i rzucając nią w głowę Zayna.
- Och, zamknij się – mruknął z uśmiechem na twarzy. – Dalej, Zaynie, musisz mi dać jakieś szczegóły. Co do tej pory zrobiłeś?
Zayn strzepnął sól i resztki czipsów z kurtki, dąsając się, sprawdzając ostrożnie stan skóry, nie odrywając na zbyt długo wzroku od drogi.
- To nie tak. Jesteśmy teraz niby tylko przyjaciółmi. Mam na myśli, ja chcę więcej, ale nie wiem, czy uczucie jest odwzajmnione, wiesz?
- Och, daj spokój. Od kiedy jesteś zbyt nieśmiały, by wykonać ruch? – prychnął Harry. – Zawsze dostajesz numery na imprezach.
- To co innego; nie chcę, żeby to był przypadkowy seks. Mam na myśli, jeżeli to wszystko, co mogę z tego mieć, to z przyjemnością to wezmę, ale chcę spróbować prawdziwego związku – powiedział Zayn.
Jego oczy były duże i uduchowione, kiedy mówił i Harry zastanawiał się, czy tak powinni wyglądać, kiedy myślą o osobie, którą lubią. Zastanawiał się, czy Louis kiedykolwiek wyglądał w ten sposób, kiedy myślał o Harry’m, ale ta myśl sprowadziła jego umysł na niebezpieczne terytorium, więc odwrócił swoją uwagę, wracając do rozmowy.
- Cóż, nie masz nic to stracenia. Prawdopodobnie będziesz później żałował, jeśli się nie odezwiesz – powiedział Harry, starając się być pomocny, ale nie miał żądnego pojęcia, co ma na myśli.
- To bardziej skomplikowane – powiedział Zayn, kręcąc głową.
- Przestań być taki tajemniczy i powiedz mi, kto to jest. – Nalegał Harry, kiedy jego ciekawość wreszcie osiągnęła krytyczny punkt.
- Musisz przysiąc absolutną tajemnicę. Jeśli powiesz jakiejkolwiek duszy, włamię się do twojego domu w nocy i ogolę twoje ukochane loki we śnie. I być możne cię nimi nakarmię, w zależności od tego, jak wielu osobom powiesz – ostrzegł Zayn.
Harry skrzywił się, ale nie protestował.
- Tak, rozumiemi i zgadzam się z warunkami, bla, bla. Mów.
Zayn westchnął i zamknął na chwilę oczy, a potem przypomniał sobie, że prowadzi samochód i szybko je otworzył.
- Ee, cóż… to Liam.
Harry zamrugał, patrząc na Zayna, którego wyraz twarzy nic nie wyrażał. Dobrze go usłyszył? Starał się myśleć o jakiejkolwiek dziewczynie imieniem „Leah” w swojej szkole, ale nie mógł żadnej wymyślić.
- Um? – powiedział niepewnie, nie wiedząc, czy mógł prosić Zayna, by powtórzył.
- Liam Payne. Jest w drużynie piłki nożnej – powiedział Zayn.
Harry zauważył, że jego ręce były mocno zaciśnięte na kierownicy, ścięgna napięte i dobrze widoczne przez skórę, a jego palce były sinobiałe.
- Oh. Więc jesteś… – Harry pozwolił sobie nie kończyć zdania, rzucając znaczące spojrzenie, choć Zayn nadal patrzył na drogę.
- Nie. Przynajmniej, nie wydaje mi się. Nie wiem, mam na myśli, to tylko on, nigdy nie miałem ochoty na innych kolesi. On jest wyjątkiem, tak myślę. – Zayn wzruszył ramionami.
Harry skinął głową.
- Cóż, jest całkiem niezły. Ma niezłe mięśnie, dobre bicepsy i jest bardzo silny. Założę się że dobrze się pieprzy.
Zayn nacisnął na hamulec na tyle mocno, że Harry rzucił się do przodu.
- Zamknij się! – Zayn krzyknął głosem tak wysokim i niepewnym, jakby panikował.
Samochody za nimi zatrąbiły w proteście, a Zayn szybko nadepnął pedał gazu. Harry z powrotem osunął się na siedzenie, śmiejąc się tak bardzo, że praktycznie rechotał, ręce trzymając na bokach, ponieważ jego brzuch bolał go tak bardzo od ataku śmiechu.
- Jesteś najgorszy. – Narzekał Zayn, gdy śmiech Harry’ego zciszył się do miękkiego chichotu.
- Założę się, że nie. Znajdziesz się na moim miejscu, jestem pewny. – Harry uśmiechnął się i tym razem, gdy Zayn sięgnął, by uderzyć go w ramię, trafił w swój cel – i znaczącą siłą.
- Mam na myśli, wiesz. Ogolę ci głowę, jeśli piśniesz słowo. – Podkreślił Zayn.
Harry wzruszył nonszalancko ramionami.
- I tak myślałem o zmianie fryzury. Krótkie były by w porządku. Poza tym, Liam obciął je tak w zeszłym roku, prawda? Może pasowalibyśmy do siebie.
- Oficjalnie mam cię dość.
- To dobre białko.*
- Kutas.
- Ale jestem twoim kut… Czekaj, to nie brzmi dobrze.
-x-
Dwie i pół godziny póxniej w końcu zdołali znaleźć adres podany w dokumentach Louisa (Zayn twierdził, że byłyby to dwie godziny, gdyby Harry nie rozpraszał go, szydząc z GPS’a, który starał się podawać mu wskazówki, przez co przegapił zjazd i wszystko pieprząc. Harry utrzymywał, że i tak Zaynowi zajęło pół godziny szukanie innej drogi, ponieważ wciąż słuchali tego cholernego GPS’a.)
Dom wyglądał dość miło – uroczy i przytulnie wyglądający bliźniak, ściśnięte pomiędzy kilkanaście innych, wyglądających mniej więcej tak samo domów. Kilka zabawek było rozrzuconych po podjeździe, takich jak fioletowe hula-hop i różowy rower z fioletowymi serpentynami przypocowanymi do kierownicy. Kobieta, bardzo podobna do Louisa, wysunęła głowę przez drzwi, marszcząc brwi na zabawki rozrzucone po całym podwórku, zanim przewróciła oczami, poddając się i pozostawiając je tam, wracając do domu.
Harry, który wciąż siedział bezpiecznie w aucie zaparkowanym po drugiej stronie ulicy, przełknął ciężko.
- Tak, myślę, że to tutaj.
- Zatem idź! Wynoś się z mojego samochodu i idź z nim pogadać! – nalegał Zayn.
Palce Harry’ego zacisnęły się na klamce, ale nie mógł zmusić się, by ją przesunąć.
- Nie mogę. Pochoruję się.
- Tym bardziej otwórz drzwi. Jeśli będziesz rzygać w moim samochodzie, to ty będziesz to wycierał i płacił za rachunek na oczyszczanie na sucho. – Ostrzegł Zayn.
Harry puścił klamkę i na tyle osunął się na siedzeniu, że był bezpiecznie ukryty przed każdym z przechodniów.
- Zmieniłem zdanie. Zabierz mnie do domu.
- Ale ty nawet nie… – zaczął Zayn.
- Powiedziałem, zabierz mnie do domu! – Harry przerwał, zaciskając dłonie w pięści.
Przez chwilę było niesamowicie cicho; Harry wciąż siedział nisko w fotelu, a Zayn pozwalał swoim dłoniom odpocząć na dźwigni zmiany biegów. Harry starał się nie myśleć o tym, że Louis był tak blisko, praktycznie na wyciągnięcie ręki, ponieważ to go przerażało. Louis nic mu nie zawdzięczał; nic go nie powstrzyma przed zatrzaśnięciem drzwi przed nosem Harry’ego, zanim ten powie chociaż jedno słowo.
- Nie – powiedział nagle Zayn twardym głosem. – Włamałem się dla ciebie do gabinetu trenera Higginsa, przeszukałem dla ciebie poufne szkolne dokumenty, okłamałem swoich rodziców i przyjechałem dla ciebie do Doncaster, a teraz zmuszę cię, byś tam wszedł. Dla ciebie. Ponieważ cholernie dobrze wiesz, że później się znienawidzisz, jeśli stchórzysz i odejdziesz.
Harry westchnął i zmarszczył brwi. Tak, Zayn miał rację, ale to nie zmieniało faktu, że Harry wciąż nie mógł zmusić się do pójścia w kierunku drzwi.
- Okej, spróbuję innego podejścia. Wypierdalaj z mojego samochodu, bo jeśli nie, będę trąbić tak długo, aż Louis nie wyjdzie z domu i tutaj nie przyjdzie – postanowił Zayn.
Harry poczuł, że się pali.
- Ty zdradziecki, mały draniu! – syknął, ale nie był w stanie sprawić, by w jego głosie naprawdę był jad.
- Robię to dla ciebie, kolego. Raz… – zaczął, podnosząc rękę, by dosięgnąc klaksonu. – Dwa…
- Jezu, dobra! – rzucił Harry, działając pod wpływem zwykłej paniki.
Gdy tylko Harry zamknął drzwi, usłyszał, jak Zayn je zablokował.
- Napisz do mnie, kiedy wasza dwójka skończy, to przyjadę i cię odbiorę – powiedział, opuszczając szybę na tyle, by móc przez nią mówić.
Harry zmarszczył brwi i otworzył usta, by zapytać gdzie Zayn jedzie, ale zanim zdążył powiedzieć słowo, Zayn zjechał już w dół ulicy.
Na drżących kolanach i chwiejnych nogach, Harry zassał głęboki oddech i przeszedł przez ulicę na podjazd. Jego stopa zahaczyła niezręcznie o łańcuch małego, różowego roweru, przez co upadł, posyłając rower w poprzek chodnika i pozostawiając obdratymi jego dłonie i podbródek, ale był zbyt zdenerwowany, by poprawnie zarejestrować ból. Czuł kawałki żwiru wbite w jego skórę, ale było to tak, jakby mózg opychał te informacje, bo w tej chwili był zbyt zajęty panikowaniem, by rozważać cokolwiek innego.
Harry szybko podniósł się z ziemi, rozglądając się dookoła, by upewnić się, że nikt go nie widział. Otarł kurz rękawe koszuli, uważając, aby trzymać swoje zadrapane dłonie z daleka od wszystkiego, co mogłoby je podrażnić i przeszedł przez podjazd, naciskając na dzwonek z taką siłą, jakby chciał się go zgnieść.
- Louis, możesz otworzyć drzwi? – Harry usłyszał kobiecy głos wołający ze środka; dźwięk uciekał przez pobliskie otwarte okno.
- Nie! Zostań, Lou! – jęknął głos małej dziewczynki.
- Daisy, puść swojego brata i pomóż mi przy kolacji. Możesz mieszać! – zaoferała kobieta I Harry usłyszał wysoki pisk radości i małe kroczki szurające po podłodze.
Harry pozwolił sobie zastanawiać się przez chwilę, czy ma wystarczająco dużo czasu, by uciec, zanim ktoś otworzy drzwi, ale jego nadzieje legły w gruzach, gdy drzwi się otworzyły, ukazując Louisa, wyglądającego na dość wyczerpanego.
*w oryginale pojawia się gra słów; to, co powiedział Zayn, można przetłumaczyć także jako “karmię/nakarmię cię” stąd właśnie odpowiedź Harry’ego
18
Ku zaskoczeniu Harry’ego, Zayn był bardziej niż szczęśliwy, by towarzyszyć mu w drodze. W zasadzie, z nich dwóch był bardziej entuzjastyczny. Pojawił się u Harry’ego w piątek wieczorem o piątej, by go odebrać i gdy tylko Harry rzucił okiem na tylne siedzenie, zobaczył, że Zayn spakował coś, co wyglądało jak roczny zapas czipsów i napojów energetycznych, plus obsceniczna ilość papierosów. Pomimo posiadania GPS na desce rozdzielczej, przyniósł także trzy różne mapy.
Harry otworzył usta, by wyśmiać, jak komicznie przygotowany był jego przyjaciel, ale szybko zrezygnował, gdy przypomniał sobie, że Zayn robi to, aby mu pomóc.
- Gotowy? – zapytał zamiast tego, sięgając na tylne siedzenie i wyciągając paczkę czipsów.
Zayn skinął głową, zatrzymując samochód przy krawężniku, a mechaniczny żeński głos jego GPS zaszczekał wskazówkami, gdy tylko wyczuł ruch.
- To będzie takie niesamowite. Nic tylko ja, droga i mój najlepszy kumpel – powiedział Zayn, próbując żartobliwie szturchnąc Harry’ego w ramię, nie spuszczając wzroku z drogi. Nie trafił i zamiast tego przypadkowo trafił go w sutek, ale nie zauważył tego.
- PRZEGAPIONY ZJAZD. NAWRÓĆ. NAWRÓĆ. – Skarcił go GPS, najwyraźniej bardzo niezadowolony z tego, że Zayn postanowił jechać główną drogą, zamiast wybrać mały zjazd, który zasugerowała.
- Nie zapominaj o prowadzącej pani. – Harry przypomniał mu, znacząco pstrykajac palcem w obudowę GPS.
Zayn pacnął dłoń Harry’ego, odganiajac go od GPS’a należącego do jego rodziców, mrucząc coś w rodzaju: „Mój tata mnie zabije, jeśli to będzie miało jedną cholerną rysę”. Wydawało się, że coś mu się przypomniało, gdy wspomniał o rodzicach, bo zmarszczył brwi z zakłopotaniem.
- Jaką wymówkę dałeś swojej mamie?
- Powiedziałem jej, że spędzam ten weekend z tobą, by wkuwać do testu z matmy na poniedziałek. Więc technicznie nie jest to kłamstwo; będę z tobą w ten weekend i mamy test w poniedziałek – zauważył Harry.
Zayn skinął głową.
- W porządku. Przy okazji, jeśli moi rodzice spytają, spędzaliśmy ten weekend w Surrey, by iść na weekendowe seminarium mikrobiologa.
- Tak, okej – powiedział Harry, starając się nie krzywić na samą myśl siedzenia przez trzy dni na wykładach o mitozie lub czymkolwiek z piekelnej mikrobiologii skokowej.
Jechali przez chwilę w milczeniu. Nawet GPS milczał; zamknął się, gdy wyjechali na autostradę, odzywał się tylko raz na pięć minut, aby przypomnieć im o zjeździe za jakieś 200 kilometrów. Harry prawie zasypiał, kiedy Zayn odezwał się ponownie.
- Hej, Harry? – zaczął niepewnym i cichym głosem, jakby bał się zadać pytanie. – Może to nie moja sprawa lub coś, ale… Co zamierzasz powiedzieć? Mam na myśli Louisa.
I oto było: pytanie, którego Harry starannie unikał, odkąd zaproponował tę podróż. Chodził dookoła tego na paluszkach, ponieważ naprawdę nie miał pojęcia. Ledwo sobie potrafił wytłumaczyć, dlaczego robi to wszystko; jak zatem na to wytłumaczyć komuś innemu?
Poza tym im więcej o tym myślał, tym więcej problemów pojawiało się w jego głowie. Louis właśnie spakował się i wyjechał bez żądnego pożegnania. Nawet kurwa nie napisał do Harry’ego i to bolało najbardziej. Gdzieś tam była część Harry’ego, która wiedziała, że nie mógł naprawdę obwiniać Louisa; jakby nie było, Harry wiele razy był dla niego kompletnym dupkiem i nie miał całkowitej pewności, czy w ogóle zasłużył na kolejną szansę od Louisa, nie ważne, jak bardzo jej pragnął. Ale wciąż była jakaś część niego, która czuła, że między nim a Louisem było w porządku – spędzili razem cały dzieć u Louisa, oglądając filmy, całując się i flirtując w nieskończoność i wtedy nic nie wydawało się być źle. Louis zachowywał się zupełnie normalnie. Jeśli cokolwiek było lepiej niż zazwyczaj, to dlaczego Louis tak nagle się od niego odciął?
Zrozumienie uderzyło Harry’ego niczym cios w gardło i przez sekundę zastanawiał się czy będzie chory.To było dokładnie to, co zrobił Louisowie pół tuzina razy, prawda? Flirtował z nim, całował go, piperzył go, dbał o niego, sprawiał, że czuł się jakby był tam dla niego, a potem po prostu odwracał się do niego plecami. Tylko, że Harry był gorszy; nie odwracał się tak po prostu, ale także obrażał go i oskarżał o rzeczy, których nie był winien – celowo starał się zranić Louisa, odepchnąć go. A robił to, ponieważ nie chciał uznać faktu, że czuł coś do innego chłopaka.
- Harry? – mruknął cicho Zayn, zmuszając Harry’ego do odpowiedzi na wcześniejsze pytanie.
Harry milczał jeszcze przez chwilę.
- Przepraszam – powiedział cicho, wpatrując się w swoje nogi.
- W porządku, nie musisz na nie odpowiadać ani ni… – zaczął Zayn.
Harry przerwał mu, kręcąć głową.
- Nie, to jest to, co mam zamiar powiedzieć Louisowi. „Przepraszam”.
Przez chwilę Zayn wyglądał na zdezorientowanego, ale potem po prostu skinął głową i patrzył prosto przed siebie, na drogę, decydując się nie pytać i za to Harry był mu dozgonnie wdzięczny.
- Wiesz, tak naprawdę też mam ochotę na kogoś – powiedział Zayn jakiś czas później, decydując się wypełnić ciężkie milczenie rozmową.
Harry był zadowolony, że ma coś na rozproszenie uwagi, coś, co utrzyma go od ponownego zatonięca w myślach.
- Mów – powiedział, unosząc nieśmiało brew.
Jeśli ma być szczery, by pewien, że już wiedział; widział Zayna spędzającego podejrzanie dużo czasu z blondynką z lekcji angielskiego – jeśli Harry przypomni sobie dokładnie, nazywała się Perrie czy coś w tym stylu – ale postanowił pozwolić wygadać się Zaynowi.
Zayn skinął niezręcznie głową.
- Mm. To znaczy, nie pieprzyliśmy się jeszcze na boisku ani nic, ale zgaduję, że nie wszyscy mogą być tak czarujący jak ty – zażartował.
Harry przewrócił oczami, zgniatając pustą torbę po chipsach i rzucając nią w głowę Zayna.
- Och, zamknij się – mruknął z uśmiechem na twarzy. – Dalej, Zaynie, musisz mi dać jakieś szczegóły. Co do tej pory zrobiłeś?
Zayn strzepnął sól i resztki czipsów z kurtki, dąsając się, sprawdzając ostrożnie stan skóry, nie odrywając na zbyt długo wzroku od drogi.
- To nie tak. Jesteśmy teraz niby tylko przyjaciółmi. Mam na myśli, ja chcę więcej, ale nie wiem, czy uczucie jest odwzajmnione, wiesz?
- Och, daj spokój. Od kiedy jesteś zbyt nieśmiały, by wykonać ruch? – prychnął Harry. – Zawsze dostajesz numery na imprezach.
- To co innego; nie chcę, żeby to był przypadkowy seks. Mam na myśli, jeżeli to wszystko, co mogę z tego mieć, to z przyjemnością to wezmę, ale chcę spróbować prawdziwego związku – powiedział Zayn.
Jego oczy były duże i uduchowione, kiedy mówił i Harry zastanawiał się, czy tak powinni wyglądać, kiedy myślą o osobie, którą lubią. Zastanawiał się, czy Louis kiedykolwiek wyglądał w ten sposób, kiedy myślał o Harry’m, ale ta myśl sprowadziła jego umysł na niebezpieczne terytorium, więc odwrócił swoją uwagę, wracając do rozmowy.
- Cóż, nie masz nic to stracenia. Prawdopodobnie będziesz później żałował, jeśli się nie odezwiesz – powiedział Harry, starając się być pomocny, ale nie miał żądnego pojęcia, co ma na myśli.
- To bardziej skomplikowane – powiedział Zayn, kręcąc głową.
- Przestań być taki tajemniczy i powiedz mi, kto to jest. – Nalegał Harry, kiedy jego ciekawość wreszcie osiągnęła krytyczny punkt.
- Musisz przysiąc absolutną tajemnicę. Jeśli powiesz jakiejkolwiek duszy, włamię się do twojego domu w nocy i ogolę twoje ukochane loki we śnie. I być możne cię nimi nakarmię, w zależności od tego, jak wielu osobom powiesz – ostrzegł Zayn.
Harry skrzywił się, ale nie protestował.
- Tak, rozumiemi i zgadzam się z warunkami, bla, bla. Mów.
Zayn westchnął i zamknął na chwilę oczy, a potem przypomniał sobie, że prowadzi samochód i szybko je otworzył.
- Ee, cóż… to Liam.
Harry zamrugał, patrząc na Zayna, którego wyraz twarzy nic nie wyrażał. Dobrze go usłyszył? Starał się myśleć o jakiejkolwiek dziewczynie imieniem „Leah” w swojej szkole, ale nie mógł żadnej wymyślić.
- Um? – powiedział niepewnie, nie wiedząc, czy mógł prosić Zayna, by powtórzył.
- Liam Payne. Jest w drużynie piłki nożnej – powiedział Zayn.
Harry zauważył, że jego ręce były mocno zaciśnięte na kierownicy, ścięgna napięte i dobrze widoczne przez skórę, a jego palce były sinobiałe.
- Oh. Więc jesteś… – Harry pozwolił sobie nie kończyć zdania, rzucając znaczące spojrzenie, choć Zayn nadal patrzył na drogę.
- Nie. Przynajmniej, nie wydaje mi się. Nie wiem, mam na myśli, to tylko on, nigdy nie miałem ochoty na innych kolesi. On jest wyjątkiem, tak myślę. – Zayn wzruszył ramionami.
Harry skinął głową.
- Cóż, jest całkiem niezły. Ma niezłe mięśnie, dobre bicepsy i jest bardzo silny. Założę się że dobrze się pieprzy.
Zayn nacisnął na hamulec na tyle mocno, że Harry rzucił się do przodu.
- Zamknij się! – Zayn krzyknął głosem tak wysokim i niepewnym, jakby panikował.
Samochody za nimi zatrąbiły w proteście, a Zayn szybko nadepnął pedał gazu. Harry z powrotem osunął się na siedzenie, śmiejąc się tak bardzo, że praktycznie rechotał, ręce trzymając na bokach, ponieważ jego brzuch bolał go tak bardzo od ataku śmiechu.
- Jesteś najgorszy. – Narzekał Zayn, gdy śmiech Harry’ego zciszył się do miękkiego chichotu.
- Założę się, że nie. Znajdziesz się na moim miejscu, jestem pewny. – Harry uśmiechnął się i tym razem, gdy Zayn sięgnął, by uderzyć go w ramię, trafił w swój cel – i znaczącą siłą.
- Mam na myśli, wiesz. Ogolę ci głowę, jeśli piśniesz słowo. – Podkreślił Zayn.
Harry wzruszył nonszalancko ramionami.
- I tak myślałem o zmianie fryzury. Krótkie były by w porządku. Poza tym, Liam obciął je tak w zeszłym roku, prawda? Może pasowalibyśmy do siebie.
- Oficjalnie mam cię dość.
- To dobre białko.*
- Kutas.
- Ale jestem twoim kut… Czekaj, to nie brzmi dobrze.
-x-
Dwie i pół godziny póxniej w końcu zdołali znaleźć adres podany w dokumentach Louisa (Zayn twierdził, że byłyby to dwie godziny, gdyby Harry nie rozpraszał go, szydząc z GPS’a, który starał się podawać mu wskazówki, przez co przegapił zjazd i wszystko pieprząc. Harry utrzymywał, że i tak Zaynowi zajęło pół godziny szukanie innej drogi, ponieważ wciąż słuchali tego cholernego GPS’a.)
Dom wyglądał dość miło – uroczy i przytulnie wyglądający bliźniak, ściśnięte pomiędzy kilkanaście innych, wyglądających mniej więcej tak samo domów. Kilka zabawek było rozrzuconych po podjeździe, takich jak fioletowe hula-hop i różowy rower z fioletowymi serpentynami przypocowanymi do kierownicy. Kobieta, bardzo podobna do Louisa, wysunęła głowę przez drzwi, marszcząc brwi na zabawki rozrzucone po całym podwórku, zanim przewróciła oczami, poddając się i pozostawiając je tam, wracając do domu.
Harry, który wciąż siedział bezpiecznie w aucie zaparkowanym po drugiej stronie ulicy, przełknął ciężko.
- Tak, myślę, że to tutaj.
- Zatem idź! Wynoś się z mojego samochodu i idź z nim pogadać! – nalegał Zayn.
Palce Harry’ego zacisnęły się na klamce, ale nie mógł zmusić się, by ją przesunąć.
- Nie mogę. Pochoruję się.
- Tym bardziej otwórz drzwi. Jeśli będziesz rzygać w moim samochodzie, to ty będziesz to wycierał i płacił za rachunek na oczyszczanie na sucho. – Ostrzegł Zayn.
Harry puścił klamkę i na tyle osunął się na siedzeniu, że był bezpiecznie ukryty przed każdym z przechodniów.
- Zmieniłem zdanie. Zabierz mnie do domu.
- Ale ty nawet nie… – zaczął Zayn.
- Powiedziałem, zabierz mnie do domu! – Harry przerwał, zaciskając dłonie w pięści.
Przez chwilę było niesamowicie cicho; Harry wciąż siedział nisko w fotelu, a Zayn pozwalał swoim dłoniom odpocząć na dźwigni zmiany biegów. Harry starał się nie myśleć o tym, że Louis był tak blisko, praktycznie na wyciągnięcie ręki, ponieważ to go przerażało. Louis nic mu nie zawdzięczał; nic go nie powstrzyma przed zatrzaśnięciem drzwi przed nosem Harry’ego, zanim ten powie chociaż jedno słowo.
- Nie – powiedział nagle Zayn twardym głosem. – Włamałem się dla ciebie do gabinetu trenera Higginsa, przeszukałem dla ciebie poufne szkolne dokumenty, okłamałem swoich rodziców i przyjechałem dla ciebie do Doncaster, a teraz zmuszę cię, byś tam wszedł. Dla ciebie. Ponieważ cholernie dobrze wiesz, że później się znienawidzisz, jeśli stchórzysz i odejdziesz.
Harry westchnął i zmarszczył brwi. Tak, Zayn miał rację, ale to nie zmieniało faktu, że Harry wciąż nie mógł zmusić się do pójścia w kierunku drzwi.
- Okej, spróbuję innego podejścia. Wypierdalaj z mojego samochodu, bo jeśli nie, będę trąbić tak długo, aż Louis nie wyjdzie z domu i tutaj nie przyjdzie – postanowił Zayn.
Harry poczuł, że się pali.
- Ty zdradziecki, mały draniu! – syknął, ale nie był w stanie sprawić, by w jego głosie naprawdę był jad.
- Robię to dla ciebie, kolego. Raz… – zaczął, podnosząc rękę, by dosięgnąc klaksonu. – Dwa…
- Jezu, dobra! – rzucił Harry, działając pod wpływem zwykłej paniki.
Gdy tylko Harry zamknął drzwi, usłyszał, jak Zayn je zablokował.
- Napisz do mnie, kiedy wasza dwójka skończy, to przyjadę i cię odbiorę – powiedział, opuszczając szybę na tyle, by móc przez nią mówić.
Harry zmarszczył brwi i otworzył usta, by zapytać gdzie Zayn jedzie, ale zanim zdążył powiedzieć słowo, Zayn zjechał już w dół ulicy.
Na drżących kolanach i chwiejnych nogach, Harry zassał głęboki oddech i przeszedł przez ulicę na podjazd. Jego stopa zahaczyła niezręcznie o łańcuch małego, różowego roweru, przez co upadł, posyłając rower w poprzek chodnika i pozostawiając obdratymi jego dłonie i podbródek, ale był zbyt zdenerwowany, by poprawnie zarejestrować ból. Czuł kawałki żwiru wbite w jego skórę, ale było to tak, jakby mózg opychał te informacje, bo w tej chwili był zbyt zajęty panikowaniem, by rozważać cokolwiek innego.
Harry szybko podniósł się z ziemi, rozglądając się dookoła, by upewnić się, że nikt go nie widział. Otarł kurz rękawe koszuli, uważając, aby trzymać swoje zadrapane dłonie z daleka od wszystkiego, co mogłoby je podrażnić i przeszedł przez podjazd, naciskając na dzwonek z taką siłą, jakby chciał się go zgnieść.
- Louis, możesz otworzyć drzwi? – Harry usłyszał kobiecy głos wołający ze środka; dźwięk uciekał przez pobliskie otwarte okno.
- Nie! Zostań, Lou! – jęknął głos małej dziewczynki.
- Daisy, puść swojego brata i pomóż mi przy kolacji. Możesz mieszać! – zaoferała kobieta I Harry usłyszał wysoki pisk radości i małe kroczki szurające po podłodze.
Harry pozwolił sobie zastanawiać się przez chwilę, czy ma wystarczająco dużo czasu, by uciec, zanim ktoś otworzy drzwi, ale jego nadzieje legły w gruzach, gdy drzwi się otworzyły, ukazując Louisa, wyglądającego na dość wyczerpanego.
*w oryginale pojawia się gra słów; to, co powiedział Zayn, można przetłumaczyć także jako “karmię/nakarmię cię” stąd właśnie odpowiedź Harry’ego
18
920
19
To było dziwne, naprawdę; to, jak Louis mógł wyglądać dokładnie tak, jak Harry go zapamiętał i całkowicie obco w tym samym czasie. Wciąż miał ten sam kształt w sensie – te same delikatne kości policzkowe, te same wąskie usta, te same genialne niebieskie oczy – ale było w nim coś innego, coś, na co nie mógł wskazać palcem, ale to zmieniło w nim wszystko inne i sprawiało, że wyglądał jak zupełnie inna osoba.
Louis, zaskoczony widokiem Harry’ego, zrobił nieprzytomny krok w tył, a jego oczy rozszerzyły się. Harry spojrzał na nogę, zaskoczony dźwiękiem głośnego uderzenia, gdy Louis się przesunął i zobaczył, że jego kule zostały zastąpione dużym, dziwnie wyglądającym nawiasem klamrowym na kostce. Chociaż to sprawiło, że Harry był szczęśliwy; Louis wyglądał dużo bardzeij krucho, gdy był o kulach.
- Oh, ty… um. – Louis wyjąkał niepewnie.
Harry nie pamiętał, czy był zły, szczęśliwy lub smutny. Może to wszystkie z tych uczuć na raz, a może po prostu był odrętwiały z szoku, że rzeczywiście znowu widzi Louisa.
- Hej – powiedział niepewnie, niezdolny wymyślić nic innego do powiedzenia.
Chciał niczego więcej, niż móc owinąć ramiona wokół Louisa i pocałować go, dopóki ich usta nie będą posiniaczone, ale wciąż nie wiedział, na czym stali.
- Co ty tu robisz? – Louisowi w końcu udało się odezwać, choć jego głos wciąż brzmiał krucho.
I, cholera, Harry nie mógł zrobić żadnej z tych rzeczy, ponieważ to był Louis.
- Ja tylko… um, byłem w sąsiedztwie – skłamał, i tak szybko, jak słowa opuściły jego usta, chciał kopnąć się za powiedzenie tego.
Louis otworzył usta, by odpowiedzieć, ale przerwała mu kobieta, którą Harry widział wcześniej na ogródku, gdy wpatrywał się w drzwi wejściowe.
- Kto to? – zapytała, marszcząc brwi, gdy jej oczy wylądowały na Harry’m.
- Jestem Harry. Jestem… – Harry przerwał, niepewny kim był dla Louisa. – Jestem przyjacielem Louisa – zdecydował.
Mama Louisa – Jay, jak zapamiętał Harry z dokumentów – zamarła w pół kroku.
- Zatem jesteś Harry – spytała cicho z ostrożnym wyrazem twarzy.
Harry przytaknął niepewnie. Nie był pewien, ile Jay wiedziała o jego dziwnej relacji z Louisem. Był niemal pewien, że wiedziała wystarczająco, sądząc po radosnym uśmiechu na twarzy, który całkowicie wyparował, gdy usłyszała jego imię.
W raczej nieoczekiwanym ruchu, jednak Jay nagle zrobiła krok do przodu i objęła Harry’ego, przyciągając go w ciasnym uścisku.
- Dziękuję – wyszeptała mu do ucha, a Harry czuł, jak jej ciało drży w szlochu. – Za rozmawę z Louisem, za namówienie go by porozmawiał z kimś o… tym co się działo. – Jej głos był jeszcze cichszy, aby upewnić się, że Louis nie mógł jej usłyszeć, gdy odezwałą się ponownie. – Dziękuję, za uratowanie mojego chłopca. Nie otworzyłby się bez ciebie.
Harry nie wiedział, co ma ze sobą zrobić, ponieważ na pewno nie spodziewał się tego, ze wszystkich rzeczy, więc po prostu pokiwał głową w zgięciu ramienia Jay i nie powiedział nic więcej.
Po krótkiej chwili Jay odsunęła się i otarła błyszczące łzy spływające po jej twarzy, wydając cichy, dziwny dźwięk, coś pomiędzy śmiechem, a szlochem.
- Cóż, Louis, teraz, kiedy zawstydziłam cię przed twoim przyjacielem, sądzę, że mogę zostawić was samych. Dlaczego nie pójdziecie na spacer? Wciąż muszę dokończyć kolację – zaproponowała Jay.
Louis odrzchąknął niezręcznie i skinął głową, spuszczając głowę z zakłopotaniem, unikając oczu Harry’ego i to właśnie wtedy Harry uświadomił sobie, co takiego dziwnego w nim było. Jego ramiona nie były pochylone, nie cofał się cały czas nerwowo, gdy ktoś podchodził zbyt blisko. Teraz, kiedy jego taty nie było w pobliżu i uciekł przed dręczącymi go idiotami ze szkoły, Louis nie musiał się więcej bać.
Harry poszedł śladem Louisa, stojąc przy jego boku, gdy Louis ruszył ulicą. Cisza, która ogarnęła dwóch chłopców była przerywa od czasu do czasu szuraniem ich butów po chodniku. Harry tak bardzo chciał coś powiedzieć, aby Louis się uśmiechnął, sięgnął i dotknął go, ale mimo, że Louis nie wyglądał już na przestraszonego, Harry mógł powiedzieć, że jego postawa obrończa wciąż działała.
- Mam kilka pytań do ciebie – powiedzaił cicho Louis po chwili milczenia.
- Ja też – przyznał Harry, chowając dłonie w kieszeniach.
- Kamień-papier-nożyce, aby zobaczyć, kto zaczyna? – zaproponował Louis, wyciągając zaciśniętą w pięść dłoń z oczekującym wyrazem twarzy.
Harry poczuł przepływającą przez niego ulgę, ponieważ to był na pewno krok w dobrym kierunku, jeśli Louis był zdolny by żartować. Ale nadal czuł, że coś było między nimi i to było niepokojące wrażenie zawieszone w powietrzu i opadające ciężko na jego klatkę piersiową.
- Poważnie? – Harry roześmiał się.
Louis wzruszył ramionami.
- Dobrze, ponieważ tracisz, ja zacznę pierwszy. Jak dowiedziałeś się, gdzie jestem? I bądź szczery.
Harry zagryzł policzek od wewnątrz w zamyśleniu.
- Włamałem się do biura trenera Higginsa i przejrzałem twoje dokumenty, aby dowiedzieć się, dlaczego odszedłeś.
Z jakiegoś powodu Louis spojrzał na niego łagodnie, pod wrażeniem.
- Sam?
- Nie do końca. Zmusiłem Zayna by mi pomógł.
- Mogli was wylać, gdyby was przyłapali. I mogliby wnieść przeciwko tobie oskarżenie z powodu włamania, wejścia i przeglądania poufnych dokumentów prawnych – zauważył Louis.
Harry nie powiedział Louisowi, że trener go przyłapał i zostawił go, jedynie ostrzegając. Podobał mu się sposób, w jaki Louis opisywał go, jak pewnego rodzaju buntowniczego dupka, kogoś, kto nie cofnie się przed niczym, by zdobyć to, czego chce. Nie zamierzał niszczyć tej wizji Louisa. Zamiast tego po prostu wzruszył ramionami i starał się wyglądać nonszalancko.
- Okej, następe pytanie: dlaczego tu jesteś? – powiedział Louis, kopiąc mały kamyczek w zdłuż chodnika przy każdym kroku.
Harry obserwował kamień przez kilka chwil, próbując wymyślić jak odpowiedzieć na to pytanie.
- Musiałem z tobą porozmawiać.
- O czym?
Harry potrząsnął głową.
- Nie, teraz moja kolej na zadawanie pytań – powiedział, gdy tylko Louis obrócił się w stronę małego parku, prowadząc ich do starej huśtawki. – Dlaczego tak odszedłeś?
- To ty jesteś tym, który kazał mi iść do rady szkolnej. Naprawdę myślałeś, że pozwolą mi z nim zostać, gdy wszystko wyszło na jaw? – Louis odpowiedział łatwo, a Harry poczuł, że krew zaczyna w nim wrzeć.
Był nieszczęśliwy bez Louisa, a teraz, gdy naprawdę byli razem i rozmawiali o tym, Louis nawet nie wydawał się być zdenerwowany z powodu całej tej sprawy.
- Mogłeś się pożegnać! – krzyknął Harry.
- To wszystko stało się tak szybko. Musiałem wszystko spakować z domu mojego taty, gdy go nie było, a potem zostałem przewieziony pociągiem tutaj, do Doncaster. Nie wolno mi się było zatrzymać i spotkać z przyjaciółmi – wyjaśnił Louis, a ostatnia część jego zdania ociekała gorzkim sarkazmem.
- Miałeś mój numer telefonu – przypomniał mu Harry, zaciskając szczęki.
- Wzięli mój telefon. Musieli skorzystać z niektórych wiadomości tekstowych i głosowych jako dowodów. Poza tym, ten telefon to bezpośrednie połączenie między mną a tatą, gdyby próbował się ze mną skontaktować i dowiedzieć się, gdzie jestem – powiedział Louis.
- No, kurwa, mogłeś powiedzieć trenerowi, żeby mi coś przekazał!
- A skąd miałem wiedzieć, że cię to obchodzi? Z tego co wiem, powiedziałeś to trenerowi, ponieważ czułeś się winny i nie chciałeś mieć tego na sumieniu. Nigdy nie wiedziałem, co do mnie czujesz; zawsze byłeś po prostu zbyt gorący i zimny, bym się dowiedział. Potrzebuję czegoś stabilnego w życiu, kogoś, na kim mogę polegać i to nie ty – powiedział Louis i choć jego słowa były bolesne i przykre, jego głos pozostawał niemal chłodny.
- W porządku! Cholera, nie wiem, Louis, ty tylko… po prostu zostawiłeś mnie samego, a ja nie miałem pojęcia gdzie jesteś i co ci się stało. Łapię to, że byłem dla ciebie dupkiem, okej? Naprawdę. I zrozumiem, jeśli nie będziesz chciał mieć ze mną absolutnie nic wspólnego, ale… Po prostu potrzebuję wiedzieć, że z tobą wszystko w porządku – powiedział Harry, kuląc się, gdy usłyszał sposób, w jaki jego głos się załamał. Czuł pieczenie łez w oczach, ale nie pozwolił rozlać im się po policzkach.
Louis milczał przez chwilę, po prostu kołysząc się na huśtawce i szurając nogami po żwirze.
- To sprawia, że czujesz się jak gówno, nie? Kiedy ktoś, na kim na prawdę ci zależy – ktoś, w kim jak myślisz mógłbyś rzeczywiście się zakochać – po prostu porzuca cię bez żadnego wyjaśnienia.
Harry skrzywił się; to bolało.
- Czułbym się o wiele lepiej, gdybyś po prostu uderzył mnie kilka razy, wiesz.
Louis zmrużył oczy w zamyśleniu, patrząc uważnie na Harry’ego, zanim jego usta drgnęły w górę w cieniu uśmiechu.
- Czasami jesteś takim dziwiakiem, wiesz?
- Nie żartuję. Wiem, jak muisz być na mnie wkurzony – cholera, nawet ja nienawidzę się za to, co ci zrobiłem. Gdybyś mnie teraz pobił, to byłoby słuszne. Sprawiłoby, że obydwaj poczulibyśmy się lepiej.
- Nie jestem na ciebie wściekły – powiedział Louis, przechylając głowę z zaciekawieniem.
Harry zamrugał.
- Dlaczego nie? – zapytał głuio.
- Harry, ryzykowałeś wydalenie i potencjalne oskarżenie, by przebyć całą drogę tutaj, by zobaczyć, czy wszystko u mnie gra, mimo, że nie dopuściłem cię do siebie, kiedy odszedłem. Muszę uwierzyć, że naprawdę jest ci przykro i że może naprawdę ci na mnie zależy – powiedział Louis, a jego twarz świeciła blaskiem, kiedy opowiadał wszystko, co Harry dla niego zrobił, jakby czuł się niesamowicie wyjątkowy, mając kogoś, kto tak się nim opiekuje.
Harry wstał ze swojej huśtawki i przykucnął przez Louisem, łapiąc jego twarz w dłonie i wyciskając na jego ustach miękki pocałunek.
- Jesteś niesamowity.
Oddech Louisa uwiązł w gardle.
- Pocałuj mnie jeszcze raz? – spytał cicho.
I Harry to zrobił.
19
To było dziwne, naprawdę; to, jak Louis mógł wyglądać dokładnie tak, jak Harry go zapamiętał i całkowicie obco w tym samym czasie. Wciąż miał ten sam kształt w sensie – te same delikatne kości policzkowe, te same wąskie usta, te same genialne niebieskie oczy – ale było w nim coś innego, coś, na co nie mógł wskazać palcem, ale to zmieniło w nim wszystko inne i sprawiało, że wyglądał jak zupełnie inna osoba.
Louis, zaskoczony widokiem Harry’ego, zrobił nieprzytomny krok w tył, a jego oczy rozszerzyły się. Harry spojrzał na nogę, zaskoczony dźwiękiem głośnego uderzenia, gdy Louis się przesunął i zobaczył, że jego kule zostały zastąpione dużym, dziwnie wyglądającym nawiasem klamrowym na kostce. Chociaż to sprawiło, że Harry był szczęśliwy; Louis wyglądał dużo bardzeij krucho, gdy był o kulach.
- Oh, ty… um. – Louis wyjąkał niepewnie.
Harry nie pamiętał, czy był zły, szczęśliwy lub smutny. Może to wszystkie z tych uczuć na raz, a może po prostu był odrętwiały z szoku, że rzeczywiście znowu widzi Louisa.
- Hej – powiedział niepewnie, niezdolny wymyślić nic innego do powiedzenia.
Chciał niczego więcej, niż móc owinąć ramiona wokół Louisa i pocałować go, dopóki ich usta nie będą posiniaczone, ale wciąż nie wiedział, na czym stali.
- Co ty tu robisz? – Louisowi w końcu udało się odezwać, choć jego głos wciąż brzmiał krucho.
I, cholera, Harry nie mógł zrobić żadnej z tych rzeczy, ponieważ to był Louis.
- Ja tylko… um, byłem w sąsiedztwie – skłamał, i tak szybko, jak słowa opuściły jego usta, chciał kopnąć się za powiedzenie tego.
Louis otworzył usta, by odpowiedzieć, ale przerwała mu kobieta, którą Harry widział wcześniej na ogródku, gdy wpatrywał się w drzwi wejściowe.
- Kto to? – zapytała, marszcząc brwi, gdy jej oczy wylądowały na Harry’m.
- Jestem Harry. Jestem… – Harry przerwał, niepewny kim był dla Louisa. – Jestem przyjacielem Louisa – zdecydował.
Mama Louisa – Jay, jak zapamiętał Harry z dokumentów – zamarła w pół kroku.
- Zatem jesteś Harry – spytała cicho z ostrożnym wyrazem twarzy.
Harry przytaknął niepewnie. Nie był pewien, ile Jay wiedziała o jego dziwnej relacji z Louisem. Był niemal pewien, że wiedziała wystarczająco, sądząc po radosnym uśmiechu na twarzy, który całkowicie wyparował, gdy usłyszała jego imię.
W raczej nieoczekiwanym ruchu, jednak Jay nagle zrobiła krok do przodu i objęła Harry’ego, przyciągając go w ciasnym uścisku.
- Dziękuję – wyszeptała mu do ucha, a Harry czuł, jak jej ciało drży w szlochu. – Za rozmawę z Louisem, za namówienie go by porozmawiał z kimś o… tym co się działo. – Jej głos był jeszcze cichszy, aby upewnić się, że Louis nie mógł jej usłyszeć, gdy odezwałą się ponownie. – Dziękuję, za uratowanie mojego chłopca. Nie otworzyłby się bez ciebie.
Harry nie wiedział, co ma ze sobą zrobić, ponieważ na pewno nie spodziewał się tego, ze wszystkich rzeczy, więc po prostu pokiwał głową w zgięciu ramienia Jay i nie powiedział nic więcej.
Po krótkiej chwili Jay odsunęła się i otarła błyszczące łzy spływające po jej twarzy, wydając cichy, dziwny dźwięk, coś pomiędzy śmiechem, a szlochem.
- Cóż, Louis, teraz, kiedy zawstydziłam cię przed twoim przyjacielem, sądzę, że mogę zostawić was samych. Dlaczego nie pójdziecie na spacer? Wciąż muszę dokończyć kolację – zaproponowała Jay.
Louis odrzchąknął niezręcznie i skinął głową, spuszczając głowę z zakłopotaniem, unikając oczu Harry’ego i to właśnie wtedy Harry uświadomił sobie, co takiego dziwnego w nim było. Jego ramiona nie były pochylone, nie cofał się cały czas nerwowo, gdy ktoś podchodził zbyt blisko. Teraz, kiedy jego taty nie było w pobliżu i uciekł przed dręczącymi go idiotami ze szkoły, Louis nie musiał się więcej bać.
Harry poszedł śladem Louisa, stojąc przy jego boku, gdy Louis ruszył ulicą. Cisza, która ogarnęła dwóch chłopców była przerywa od czasu do czasu szuraniem ich butów po chodniku. Harry tak bardzo chciał coś powiedzieć, aby Louis się uśmiechnął, sięgnął i dotknął go, ale mimo, że Louis nie wyglądał już na przestraszonego, Harry mógł powiedzieć, że jego postawa obrończa wciąż działała.
- Mam kilka pytań do ciebie – powiedzaił cicho Louis po chwili milczenia.
- Ja też – przyznał Harry, chowając dłonie w kieszeniach.
- Kamień-papier-nożyce, aby zobaczyć, kto zaczyna? – zaproponował Louis, wyciągając zaciśniętą w pięść dłoń z oczekującym wyrazem twarzy.
Harry poczuł przepływającą przez niego ulgę, ponieważ to był na pewno krok w dobrym kierunku, jeśli Louis był zdolny by żartować. Ale nadal czuł, że coś było między nimi i to było niepokojące wrażenie zawieszone w powietrzu i opadające ciężko na jego klatkę piersiową.
- Poważnie? – Harry roześmiał się.
Louis wzruszył ramionami.
- Dobrze, ponieważ tracisz, ja zacznę pierwszy. Jak dowiedziałeś się, gdzie jestem? I bądź szczery.
Harry zagryzł policzek od wewnątrz w zamyśleniu.
- Włamałem się do biura trenera Higginsa i przejrzałem twoje dokumenty, aby dowiedzieć się, dlaczego odszedłeś.
Z jakiegoś powodu Louis spojrzał na niego łagodnie, pod wrażeniem.
- Sam?
- Nie do końca. Zmusiłem Zayna by mi pomógł.
- Mogli was wylać, gdyby was przyłapali. I mogliby wnieść przeciwko tobie oskarżenie z powodu włamania, wejścia i przeglądania poufnych dokumentów prawnych – zauważył Louis.
Harry nie powiedział Louisowi, że trener go przyłapał i zostawił go, jedynie ostrzegając. Podobał mu się sposób, w jaki Louis opisywał go, jak pewnego rodzaju buntowniczego dupka, kogoś, kto nie cofnie się przed niczym, by zdobyć to, czego chce. Nie zamierzał niszczyć tej wizji Louisa. Zamiast tego po prostu wzruszył ramionami i starał się wyglądać nonszalancko.
- Okej, następe pytanie: dlaczego tu jesteś? – powiedział Louis, kopiąc mały kamyczek w zdłuż chodnika przy każdym kroku.
Harry obserwował kamień przez kilka chwil, próbując wymyślić jak odpowiedzieć na to pytanie.
- Musiałem z tobą porozmawiać.
- O czym?
Harry potrząsnął głową.
- Nie, teraz moja kolej na zadawanie pytań – powiedział, gdy tylko Louis obrócił się w stronę małego parku, prowadząc ich do starej huśtawki. – Dlaczego tak odszedłeś?
- To ty jesteś tym, który kazał mi iść do rady szkolnej. Naprawdę myślałeś, że pozwolą mi z nim zostać, gdy wszystko wyszło na jaw? – Louis odpowiedział łatwo, a Harry poczuł, że krew zaczyna w nim wrzeć.
Był nieszczęśliwy bez Louisa, a teraz, gdy naprawdę byli razem i rozmawiali o tym, Louis nawet nie wydawał się być zdenerwowany z powodu całej tej sprawy.
- Mogłeś się pożegnać! – krzyknął Harry.
- To wszystko stało się tak szybko. Musiałem wszystko spakować z domu mojego taty, gdy go nie było, a potem zostałem przewieziony pociągiem tutaj, do Doncaster. Nie wolno mi się było zatrzymać i spotkać z przyjaciółmi – wyjaśnił Louis, a ostatnia część jego zdania ociekała gorzkim sarkazmem.
- Miałeś mój numer telefonu – przypomniał mu Harry, zaciskając szczęki.
- Wzięli mój telefon. Musieli skorzystać z niektórych wiadomości tekstowych i głosowych jako dowodów. Poza tym, ten telefon to bezpośrednie połączenie między mną a tatą, gdyby próbował się ze mną skontaktować i dowiedzieć się, gdzie jestem – powiedział Louis.
- No, kurwa, mogłeś powiedzieć trenerowi, żeby mi coś przekazał!
- A skąd miałem wiedzieć, że cię to obchodzi? Z tego co wiem, powiedziałeś to trenerowi, ponieważ czułeś się winny i nie chciałeś mieć tego na sumieniu. Nigdy nie wiedziałem, co do mnie czujesz; zawsze byłeś po prostu zbyt gorący i zimny, bym się dowiedział. Potrzebuję czegoś stabilnego w życiu, kogoś, na kim mogę polegać i to nie ty – powiedział Louis i choć jego słowa były bolesne i przykre, jego głos pozostawał niemal chłodny.
- W porządku! Cholera, nie wiem, Louis, ty tylko… po prostu zostawiłeś mnie samego, a ja nie miałem pojęcia gdzie jesteś i co ci się stało. Łapię to, że byłem dla ciebie dupkiem, okej? Naprawdę. I zrozumiem, jeśli nie będziesz chciał mieć ze mną absolutnie nic wspólnego, ale… Po prostu potrzebuję wiedzieć, że z tobą wszystko w porządku – powiedział Harry, kuląc się, gdy usłyszał sposób, w jaki jego głos się załamał. Czuł pieczenie łez w oczach, ale nie pozwolił rozlać im się po policzkach.
Louis milczał przez chwilę, po prostu kołysząc się na huśtawce i szurając nogami po żwirze.
- To sprawia, że czujesz się jak gówno, nie? Kiedy ktoś, na kim na prawdę ci zależy – ktoś, w kim jak myślisz mógłbyś rzeczywiście się zakochać – po prostu porzuca cię bez żadnego wyjaśnienia.
Harry skrzywił się; to bolało.
- Czułbym się o wiele lepiej, gdybyś po prostu uderzył mnie kilka razy, wiesz.
Louis zmrużył oczy w zamyśleniu, patrząc uważnie na Harry’ego, zanim jego usta drgnęły w górę w cieniu uśmiechu.
- Czasami jesteś takim dziwiakiem, wiesz?
- Nie żartuję. Wiem, jak muisz być na mnie wkurzony – cholera, nawet ja nienawidzę się za to, co ci zrobiłem. Gdybyś mnie teraz pobił, to byłoby słuszne. Sprawiłoby, że obydwaj poczulibyśmy się lepiej.
- Nie jestem na ciebie wściekły – powiedział Louis, przechylając głowę z zaciekawieniem.
Harry zamrugał.
- Dlaczego nie? – zapytał głuio.
- Harry, ryzykowałeś wydalenie i potencjalne oskarżenie, by przebyć całą drogę tutaj, by zobaczyć, czy wszystko u mnie gra, mimo, że nie dopuściłem cię do siebie, kiedy odszedłem. Muszę uwierzyć, że naprawdę jest ci przykro i że może naprawdę ci na mnie zależy – powiedział Louis, a jego twarz świeciła blaskiem, kiedy opowiadał wszystko, co Harry dla niego zrobił, jakby czuł się niesamowicie wyjątkowy, mając kogoś, kto tak się nim opiekuje.
Harry wstał ze swojej huśtawki i przykucnął przez Louisem, łapiąc jego twarz w dłonie i wyciskając na jego ustach miękki pocałunek.
- Jesteś niesamowity.
Oddech Louisa uwiązł w gardle.
- Pocałuj mnie jeszcze raz? – spytał cicho.
I Harry to zrobił.
19
919
20
Harry i Louis ledwo weszli przez drzwi, zanim Jay przegoniła ich do kuchni, sadzając Harry’ego na krześle obok Louisa, zanim Harry zdążył zapytać, czy może zostać na kolacje.
- Mam nadzieję, że lubisz smażonego kurczaka. Jeśli nie, mam w zamrażarce mrożoną pizzę, mogę ją dla ciebie podgrzać – powiedziała Jay, spoglądając na Harry’ego, by ocenić jego reakcję na pełny talerz postawiony przed nim.
Harry potrząsnął głową, jego usta już napełniły się kuszącym zapachem dobrego, domowego posiłku.
- Wygląda świetnie. To na pewno nie będzie problem, jeśli zostanę?
Jay pokręciła lekceważąco głową na to pytanie.
- Oczywiście, że nie, kochanie! Żaden kłopot.
- Dlaczego nie mówisz tak, gdy którykolwiek z moich przyjaciół chce zostać na kolację? – jeknęła jedna z dziewczyn – Harry nie był pewien jeszcze kto był kim.
- Bo oni zawsze chcą wpaść, kiedy mnie nie ma, a ja nie zostawiam cię często samej w domu, po tej imprezie, którą urządziłaś ostatnim razem – powiedziała Jay z surowym wyrazem twarzy.
- Ooh, Lottie ma kłopoty – zaśpiewała jedna z bliźniaczek, zanim nabrała pełen widelec jedzenia do buzi.
Pierwsza dziewczynka (Lottie, przypomniał sobie Harry, zapamiętując to imię) opadła na krześle z winą wypisaną na twarzy, nagle bardzo pochłonięta groszkiem, który odsuwała widelcem na talerzu.
- Zamknij się, Daisy – mruknęła Lottie.
- Maaaaaaamo! Lottie kazała mi się zamknąć! – zawyła Daisy, rzucając widelcem na talerz z głośnym łoskotem, zakładając ręce na piersi.
- Nikogo to nie obchodzi – warknęła Lottie.
- Mnie obchodzi! – pisnęła druga bliźniaczka.
- No pewnie, Phoebe – powiedziała dziewczyna siedząca obok Lottie.
- Co to ma znaczyć? – Phoebe zapytała gniewnie, marszcząc brwi.
- Wy zawsze trzymacie razem – wyjaśniła Lottie.
- Ty i Fizzy też zawsze trzymacie razem!
Harry nie był pewien, czy powiedziała to Daisy czy Phoebe – gubił się w imionach.
- Ponieważ ty i Phoebe zawsze irytujecie mnie i Fiz – powiedziała Lottie.
Obie bliźniaczki natychmiast wyglądały na zranione i Harry zobaczył, jak Jay pochyla się, masując skronie i mrucząc pod nosem, przygotowując się do zakończenia walki.
Jednak Louis wydawał się być o krok przed nią. Wziął trochę tłuczonych ziemniaków w obie ręce i pochylił się nad stołem, rozmazując je na nosie Daisy, odwracając jej uwagę.
- Fuj! – Daisy splunęła, niezdarnie wycierając twarz serwetką, ale wpadła w ogólny napad śmiechu.
Louis odwrócił się do Lottie ze złośliwym uśmiechem i wyciągniętą ręką, aby także jej spróbować nałożyć trochę papki na twarz.
- Nie! Boże, Louis, jesteś takim palantem! – jęknała, ale śmiała się razem z nim.
- Jedz swoją kolację albo oberwiesz całym talerzem. – Louis zagronił, gdy tylko zdobył jej uwagę, ale uśmiechał się szeroko.
Daisy pokiwała głową, zwracając się do Lottie i Fizzy.
- Przepraszam – powiedziała z bezzębnym uśmiechem, zanim ponownie podniosła widelec, zostawiając pokój w absolutnej ciszy.
- Dziękuję. – Jay zwróciła się bezgłośnie do Louisa, który po prostu wzruszył ramionami i uśmiechnął się sympatycznie.
Harry starał się ignorować nagłe pragnienie przyszpilenia Louisa do ściany i całowania go, aż jego usta będą posiniaczone. Słyszał o tym, że ludzie twierdzili, jak bardzo atrakcyjny jest facet dobry w kontaktach z dziećmi, ale nigdy tego naprawdę nie widział – do teraz. Znów, było wiele rzeczy, które lubił tylko dlatego, że były one częścią Louisa. Był pewien, że nie dbałby o innego chłopaka, który był dobry w piłce nożnej i miał uroczy uśmiech; Harry po prostu chciał Louisa.
Po kolacji, Louis i Harry wyszli na zewnątrz, aby usiąść na trawniku i poczekać na Zayna, który miał przyjechać i go odebrać. Harry nie miał pojęcia, o której przyjedzie Zayn, ale był szczęśliwy, leżąc na trawie z Louisem u boku, więc nie bardzo go to obchodziło.
W tym momencie zrobiło się ciemno, pozostawiając niebo w atramentowym, niebiesko-czarnym odcieniu, gdzieniegdzie przyrywanym blaskiem mlecznych gwiazd i satelitów. Harry leżał na plecach, z ręką schowaną pod głową i chociaż Louis położył się obok niego, robił powolne, ślimaczne ruchu, przysuwając się bliżej i bliżej, aż przytulił się do boku Harry’ego, z głową opartą na jego klatce piersiowej i ramionami luźno ułożonymi wokół jego tułowia.
- Wyglądasz teraz na znacznie bardziej szczęśliwego. – Harry cicho zauważył. – Cieszę się.
- Dlaczego miałbym nie być szczęśliwy? Mam moją mame, moje siostry, mój dom, mojego… – Louis przerwał, zastanawiając się. – Mojego Harry’ego – zdecydował.
Harry zaśmiał się.
- Twojego Harry’ego. Podoba mi się; pasuje.
Louis uśmiechnął się w tkaninę koszuli Harry’ego, głębiej wtulając twarz w jego pierś i wzdychając szczęśliwie.
- Nie możesz zostać na weekend?
Harry potrząsnął głową.
- Jutro jest mecz piłki nożnej w Londynie. Pierwszy w tym sezonie. Trener zabije nas, jeśli go przegapimy – cóż, a właściwie zabije nas, jeśli Zayn go przegapi, nie wydaje mi się, że specjalnie za mną tęskni.
To był kiepski weekend na pierwszy mecz, według Harry’ego. Teraz, on i Zayn muszą wrócić do Londynu i zatrzymać się u Nialla, żeby ich rodzice nie dowiedzieli się, że nadal są w mieście. W tym tempie, nawet nie chcieli dostać się do Nialla zanim nie nastaną wczesne godziny poranne, ale wszystkie te problemy były warte, jeśli oznaczało to spędzić czas z Louisem.
Louis żachnął się.
- Będę tęsknić – zauważył, zaciskając ręce wokół talii Harry’ego.
Żołądek Harry’ego przewrócił się szczęśliwie i przeniósł rękę w dół, robiąc szerokie i powolne kręgi na plecach Louisa.
- Dokąd zmierzamy? – spytał po kilku minutach spokojnej ciszy.
- Cóż… jest tu pociąg, który kursuje między Doncaster i Londynem za dość dobrą cenę. Mógłbym spróbować przyjeżdżać na mecze, żeby zobaczyć chłopaków i dopingować, jak przystało na dobrego chłopaka. – Louis puścił Harry’emu figlarne oczko.
Cholera, jest tu pociąg? To uczyniłoby tą podróż znacznie łatwiejszą, pomyślał Harry z lekkim ukłuciem żalu.
- Możesz zatrzymać się u mnie, kiedy przyjedziesz, wiem, że mojej mamie nie będzie to przeszkadzać. I mógłbym przyjeżdżać kiedykolwiek byś chciał - zaoferał Harry.
- Chcę, żebyś przyjechał jutro po południu, po meczu – zapowiedział Louis.
Harry przewrócił oczami i uśmiechnął się.
- Nie o to mi chodziło. – Wycisnął pocałunek na włosach Louisa, zanim roztrzepał je czule.
Louis zaskrzeczał i odepchnął rękę Harry’ego, układając włosy, zanim ponownie położył głowę na jego piersi.
- To będzie trudne, być z dala od ciebie. Lubię to; nie chcę tego oddać.
Harry zmarszczył brwi.
- Wiem – wymamrotał.
Chciał móc złożyć jakąś obietnicę, zapewnić go, że będą w kontakcie tak często, że ledwo zauważą dystans między nimi, ale wiedział, że nie zastąpi to fizycznego bycia razem, przytulania pod gwiazdami i możliwości dotknięcia się, przytulenia, pocałowania.
Jego melancholijny tok myślenia został przerwany, gdy drzwi frontowe otworzyły się nagle i dwie małe, różowe plamy wybiegły z domu. Dopiero kiedy dziewczynki opadły pomiędzy Harry’m i Louisem (co nie było łatwym zadaniem – musiały odepchnąć ich dwoje od siebie, by mieć wystarczająco dużo miejsca), Harry uświadomił sobie, że to Daisy i Phoebe.
- Nie powinnyście być, dziewczynki, w łóżku? – spytał Louis z karcącą nutą, ale połaskotał je po bokach.
- Wymknęłyśmy się! – Jedna z dziewczynek oświadczyła dumnie.
Rzeczywiście, obie miały na sobie sportowe, różowe pidżamy, a jedna z dziewczyn (Harry wciąż nie orientował się która to była – biegały zbyt szybko jak dla niego, aby nadążył) miała zieloną plamę po miętowej paście w rogu wargi.
- Mama będzie zdenerwowana – ostrzegł Louis.
- To był pomysł Phoebe! – powiedziała bliźniaczka z pastą na ustach i Harry w myślach oznaczył ją jako Daisy.
- Brakowało nam cię. – Phoebe wtuliła się w bok Louisa.
- Nigdzie nie idę – obiecał Louis.
- Nadal za tobą tęsknimy! – nalegała Daisy.
- Wiecie, co myślę? Myślę, że wy dwie po prostu nie chcecie iść do łóżka i próbujecie użyć mnie, jako wymówki. – Louis zmrużył podejrzliwie oczy.
Oczy Daisy rozwarły się szeroko, zaniepokojona, że jej plan został odkryty. Obróciła się do Harry’ego, rozpaczliwie szukając rozproszenia.
- Upleciesz mi warkocz?
I, choć Louis posyłał mu spojrzenie pełne dezaprobaty, Harry nie mógł się oprzeć słodkiemu wyrazowi jej twarzy.
- Oczywiście, kochanie.
Daisy wdrapała się na jego kolana, ściągając gumkę z małej rączki i przekazując mu ją. Harry nie był całkowicie pewny, czy wie, jak zrobić warkocz, ale zdecydował się improwizować i mieć nadzieję na najlepsze.
- Jesteś taki słaby. – Louis roześmiał się i Harry uśmiechnął się nieśmiało, wzruszając ramionami.
- Mogę zrobić ci makijaż? – zapytała Phoebe, a jej dolna warga opadła w dół, gdy zrobiła kwaśną minę, dodając: - Louis nigdy nam nie pozwala.
Harry przełknął nerwowo. Był zdesperowany, by zdobyć sympatię bliźniaczek, ale złośliwy wyraz twarzy Louisa powiedział, że ten makijaż będzie czymś więcej, niż podejrzewał. Ledwo skończył wykrztusić z siebie niepewne „Okej…”, zanim Phoebe skoczyła do środka, krzycząc, że idzie po swoje pudełko z rzeczami.
Louis przewrócił się na trawę, chichocząc.
- Oh, nie mogę się doczekać, by to zobaczyć. Nie masz pojęcia, w co się wpakowałeś.
I okazało się, że Louis miał rację. Pół godziny później, włosy Daisy były skręcone w warkoczu, który wyglądał bardziej jak niezadowolony blond wąż, a Harry miał na policzkach jasny róż i czerwoną szminkę (która była rozmazana aż do jego podbródka), a także raczej swędzące boa z piór i plastikowy wianuszek z kwiatów na głowie. Dziewczynki próbowały go przekonać na lakier do paznokci, ale Louisowi wreszcie zrobiło się go wystarczająco żal by wkroczyć i sprzeciwić się.
- Wyglądasz bardzo ładnie, Harriet – dokuczył Louis, robiąc mu zdjęcie telefonem i ustawiając je na tapetę.
- Jeśli to zdjęcie wyjdzie do kogokolwiek, ja… – Harry miał zamiar powiedzieć „będę cię pieprzył, aż nie będziesz mógł chodzić przez tydzień”, ale szybki rzut oka na bliźniaczki kazał mu przeformułować groźbę. – Będę bardzo zły – dokończył w zamian.
- Teraz, dziewczynki, wracamy do środka, zanim mama domyśli się, że się wymknęłyście. Ponieważ przez to mam kilka fajnych zdjęć Harry’ego, nie powiem jej o tym – powiedział Louis, składając szybki pocałunek na czołach obu dziewcząt, zanim pozwolił im pognać do domu.
Harry ściągnął boa z szyi, owijając je dookoła ramion Louisa i używając, by przyciągnąć go bliżej,
- Myślę, że w czerwonym ci do twarzy – zauważył.
Louis posłał mu zdezorietnowane spojrzenie, ale zanim miał czas, by dowiedzieć się, co Harry ma na myśli, ich usta były ściśnięte, natarczywie, ale w jakiś sposób delikatnie. Harry pozwolił Louisowi popchnąć się z powrotem na trawę i wspiąć się na niego, a jego ręce wędrowały po bokach Louisa, osiedlając się wokół jego bioder. Zacisnął palce, chwytają jego tyłek przes spodnie i Louis cofnął się nieco, zanim wyrzucił swoje biodra z powrotem, szukając więcej tarcia.
Rozbrzmiał głośny dźwięk klaksonu i Louis praktycznie spadł z Harry’ego, rozawalając się na trawie obok wyższego chłopca.
- Oh, gołąbki, dajcie mi znać, kiedy skończycie próbę wylizania swoich migdałków – wrzasnął Zayn, choć z dobrodusznym uśmiechem na twarzy.
Harry westchnął, mając przez chwilę ochotę wkurzyć się na Zayna, ale jednak to Zayn był jego podwózką do domu, więc szybko zrezygnował z tego pomysłu. Odwrócił się do Louisa, uśmiechając się, gdy zobaczył czerwoną szminkę rozmazaną na jego twarzy.
- Miałem rację, dobrze ci w czerwieni.
Louis żartobliwie szturchnął go łokciem, próbując zetrzeć makijaż, ale tania szminka wciąż plamiła jego skórę. Harry chciał się roześmiać, ale wiedział, że podziela jego los.
- Poczekaj, daj mi swój telefon. Mam nowy numer – powiedział i Harry podał mu swój telefon, pozwalając Louisowi wprowadzić swój numer i dodać się do kontaktów.
Harry uśmiechnął się, gdy Louis oddał mu komórkę, zadowolony, że ma bezpośrednie połączenie do swojego chłopaka (chłopaka!) cały czas.
- Zadzwonię do ciebie wkrótce – obiecał.
- Lepiej, żebyś tak zrobił – powiedział Louis, przyciągając go do szybkiego, pożegnalnego pocałunku, zanim go odepchnął.
Harry niechętnie pobiegł dalej, wspiął się do samochodu Zayna i odwrócił się do Louisa, nie odwracając się dopóki nie zniknęli za rogiem, a Louis był poza zasięgiem wzrokiem.
- Zamierzasz wyjaśnić mi swój strój? – zapytał Zayn, uśmiechając się, gdy wskazał na jego rozmazany makijać i kwiatową koronę.
- Cii! Możesz być podły później – syknął Harry, wyciągając telefon i wybierając kontakt Louisa w książce telefonicznej.
Louis odebrał po trzecim sygnale.
- Mówiłem ci, że zadzwonię wkrótce.
20
Harry i Louis ledwo weszli przez drzwi, zanim Jay przegoniła ich do kuchni, sadzając Harry’ego na krześle obok Louisa, zanim Harry zdążył zapytać, czy może zostać na kolacje.
- Mam nadzieję, że lubisz smażonego kurczaka. Jeśli nie, mam w zamrażarce mrożoną pizzę, mogę ją dla ciebie podgrzać – powiedziała Jay, spoglądając na Harry’ego, by ocenić jego reakcję na pełny talerz postawiony przed nim.
Harry potrząsnął głową, jego usta już napełniły się kuszącym zapachem dobrego, domowego posiłku.
- Wygląda świetnie. To na pewno nie będzie problem, jeśli zostanę?
Jay pokręciła lekceważąco głową na to pytanie.
- Oczywiście, że nie, kochanie! Żaden kłopot.
- Dlaczego nie mówisz tak, gdy którykolwiek z moich przyjaciół chce zostać na kolację? – jeknęła jedna z dziewczyn – Harry nie był pewien jeszcze kto był kim.
- Bo oni zawsze chcą wpaść, kiedy mnie nie ma, a ja nie zostawiam cię często samej w domu, po tej imprezie, którą urządziłaś ostatnim razem – powiedziała Jay z surowym wyrazem twarzy.
- Ooh, Lottie ma kłopoty – zaśpiewała jedna z bliźniaczek, zanim nabrała pełen widelec jedzenia do buzi.
Pierwsza dziewczynka (Lottie, przypomniał sobie Harry, zapamiętując to imię) opadła na krześle z winą wypisaną na twarzy, nagle bardzo pochłonięta groszkiem, który odsuwała widelcem na talerzu.
- Zamknij się, Daisy – mruknęła Lottie.
- Maaaaaaamo! Lottie kazała mi się zamknąć! – zawyła Daisy, rzucając widelcem na talerz z głośnym łoskotem, zakładając ręce na piersi.
- Nikogo to nie obchodzi – warknęła Lottie.
- Mnie obchodzi! – pisnęła druga bliźniaczka.
- No pewnie, Phoebe – powiedziała dziewczyna siedząca obok Lottie.
- Co to ma znaczyć? – Phoebe zapytała gniewnie, marszcząc brwi.
- Wy zawsze trzymacie razem – wyjaśniła Lottie.
- Ty i Fizzy też zawsze trzymacie razem!
Harry nie był pewien, czy powiedziała to Daisy czy Phoebe – gubił się w imionach.
- Ponieważ ty i Phoebe zawsze irytujecie mnie i Fiz – powiedziała Lottie.
Obie bliźniaczki natychmiast wyglądały na zranione i Harry zobaczył, jak Jay pochyla się, masując skronie i mrucząc pod nosem, przygotowując się do zakończenia walki.
Jednak Louis wydawał się być o krok przed nią. Wziął trochę tłuczonych ziemniaków w obie ręce i pochylił się nad stołem, rozmazując je na nosie Daisy, odwracając jej uwagę.
- Fuj! – Daisy splunęła, niezdarnie wycierając twarz serwetką, ale wpadła w ogólny napad śmiechu.
Louis odwrócił się do Lottie ze złośliwym uśmiechem i wyciągniętą ręką, aby także jej spróbować nałożyć trochę papki na twarz.
- Nie! Boże, Louis, jesteś takim palantem! – jęknała, ale śmiała się razem z nim.
- Jedz swoją kolację albo oberwiesz całym talerzem. – Louis zagronił, gdy tylko zdobył jej uwagę, ale uśmiechał się szeroko.
Daisy pokiwała głową, zwracając się do Lottie i Fizzy.
- Przepraszam – powiedziała z bezzębnym uśmiechem, zanim ponownie podniosła widelec, zostawiając pokój w absolutnej ciszy.
- Dziękuję. – Jay zwróciła się bezgłośnie do Louisa, który po prostu wzruszył ramionami i uśmiechnął się sympatycznie.
Harry starał się ignorować nagłe pragnienie przyszpilenia Louisa do ściany i całowania go, aż jego usta będą posiniaczone. Słyszał o tym, że ludzie twierdzili, jak bardzo atrakcyjny jest facet dobry w kontaktach z dziećmi, ale nigdy tego naprawdę nie widział – do teraz. Znów, było wiele rzeczy, które lubił tylko dlatego, że były one częścią Louisa. Był pewien, że nie dbałby o innego chłopaka, który był dobry w piłce nożnej i miał uroczy uśmiech; Harry po prostu chciał Louisa.
Po kolacji, Louis i Harry wyszli na zewnątrz, aby usiąść na trawniku i poczekać na Zayna, który miał przyjechać i go odebrać. Harry nie miał pojęcia, o której przyjedzie Zayn, ale był szczęśliwy, leżąc na trawie z Louisem u boku, więc nie bardzo go to obchodziło.
W tym momencie zrobiło się ciemno, pozostawiając niebo w atramentowym, niebiesko-czarnym odcieniu, gdzieniegdzie przyrywanym blaskiem mlecznych gwiazd i satelitów. Harry leżał na plecach, z ręką schowaną pod głową i chociaż Louis położył się obok niego, robił powolne, ślimaczne ruchu, przysuwając się bliżej i bliżej, aż przytulił się do boku Harry’ego, z głową opartą na jego klatce piersiowej i ramionami luźno ułożonymi wokół jego tułowia.
- Wyglądasz teraz na znacznie bardziej szczęśliwego. – Harry cicho zauważył. – Cieszę się.
- Dlaczego miałbym nie być szczęśliwy? Mam moją mame, moje siostry, mój dom, mojego… – Louis przerwał, zastanawiając się. – Mojego Harry’ego – zdecydował.
Harry zaśmiał się.
- Twojego Harry’ego. Podoba mi się; pasuje.
Louis uśmiechnął się w tkaninę koszuli Harry’ego, głębiej wtulając twarz w jego pierś i wzdychając szczęśliwie.
- Nie możesz zostać na weekend?
Harry potrząsnął głową.
- Jutro jest mecz piłki nożnej w Londynie. Pierwszy w tym sezonie. Trener zabije nas, jeśli go przegapimy – cóż, a właściwie zabije nas, jeśli Zayn go przegapi, nie wydaje mi się, że specjalnie za mną tęskni.
To był kiepski weekend na pierwszy mecz, według Harry’ego. Teraz, on i Zayn muszą wrócić do Londynu i zatrzymać się u Nialla, żeby ich rodzice nie dowiedzieli się, że nadal są w mieście. W tym tempie, nawet nie chcieli dostać się do Nialla zanim nie nastaną wczesne godziny poranne, ale wszystkie te problemy były warte, jeśli oznaczało to spędzić czas z Louisem.
Louis żachnął się.
- Będę tęsknić – zauważył, zaciskając ręce wokół talii Harry’ego.
Żołądek Harry’ego przewrócił się szczęśliwie i przeniósł rękę w dół, robiąc szerokie i powolne kręgi na plecach Louisa.
- Dokąd zmierzamy? – spytał po kilku minutach spokojnej ciszy.
- Cóż… jest tu pociąg, który kursuje między Doncaster i Londynem za dość dobrą cenę. Mógłbym spróbować przyjeżdżać na mecze, żeby zobaczyć chłopaków i dopingować, jak przystało na dobrego chłopaka. – Louis puścił Harry’emu figlarne oczko.
Cholera, jest tu pociąg? To uczyniłoby tą podróż znacznie łatwiejszą, pomyślał Harry z lekkim ukłuciem żalu.
- Możesz zatrzymać się u mnie, kiedy przyjedziesz, wiem, że mojej mamie nie będzie to przeszkadzać. I mógłbym przyjeżdżać kiedykolwiek byś chciał - zaoferał Harry.
- Chcę, żebyś przyjechał jutro po południu, po meczu – zapowiedział Louis.
Harry przewrócił oczami i uśmiechnął się.
- Nie o to mi chodziło. – Wycisnął pocałunek na włosach Louisa, zanim roztrzepał je czule.
Louis zaskrzeczał i odepchnął rękę Harry’ego, układając włosy, zanim ponownie położył głowę na jego piersi.
- To będzie trudne, być z dala od ciebie. Lubię to; nie chcę tego oddać.
Harry zmarszczył brwi.
- Wiem – wymamrotał.
Chciał móc złożyć jakąś obietnicę, zapewnić go, że będą w kontakcie tak często, że ledwo zauważą dystans między nimi, ale wiedział, że nie zastąpi to fizycznego bycia razem, przytulania pod gwiazdami i możliwości dotknięcia się, przytulenia, pocałowania.
Jego melancholijny tok myślenia został przerwany, gdy drzwi frontowe otworzyły się nagle i dwie małe, różowe plamy wybiegły z domu. Dopiero kiedy dziewczynki opadły pomiędzy Harry’m i Louisem (co nie było łatwym zadaniem – musiały odepchnąć ich dwoje od siebie, by mieć wystarczająco dużo miejsca), Harry uświadomił sobie, że to Daisy i Phoebe.
- Nie powinnyście być, dziewczynki, w łóżku? – spytał Louis z karcącą nutą, ale połaskotał je po bokach.
- Wymknęłyśmy się! – Jedna z dziewczynek oświadczyła dumnie.
Rzeczywiście, obie miały na sobie sportowe, różowe pidżamy, a jedna z dziewczyn (Harry wciąż nie orientował się która to była – biegały zbyt szybko jak dla niego, aby nadążył) miała zieloną plamę po miętowej paście w rogu wargi.
- Mama będzie zdenerwowana – ostrzegł Louis.
- To był pomysł Phoebe! – powiedziała bliźniaczka z pastą na ustach i Harry w myślach oznaczył ją jako Daisy.
- Brakowało nam cię. – Phoebe wtuliła się w bok Louisa.
- Nigdzie nie idę – obiecał Louis.
- Nadal za tobą tęsknimy! – nalegała Daisy.
- Wiecie, co myślę? Myślę, że wy dwie po prostu nie chcecie iść do łóżka i próbujecie użyć mnie, jako wymówki. – Louis zmrużył podejrzliwie oczy.
Oczy Daisy rozwarły się szeroko, zaniepokojona, że jej plan został odkryty. Obróciła się do Harry’ego, rozpaczliwie szukając rozproszenia.
- Upleciesz mi warkocz?
I, choć Louis posyłał mu spojrzenie pełne dezaprobaty, Harry nie mógł się oprzeć słodkiemu wyrazowi jej twarzy.
- Oczywiście, kochanie.
Daisy wdrapała się na jego kolana, ściągając gumkę z małej rączki i przekazując mu ją. Harry nie był całkowicie pewny, czy wie, jak zrobić warkocz, ale zdecydował się improwizować i mieć nadzieję na najlepsze.
- Jesteś taki słaby. – Louis roześmiał się i Harry uśmiechnął się nieśmiało, wzruszając ramionami.
- Mogę zrobić ci makijaż? – zapytała Phoebe, a jej dolna warga opadła w dół, gdy zrobiła kwaśną minę, dodając: - Louis nigdy nam nie pozwala.
Harry przełknął nerwowo. Był zdesperowany, by zdobyć sympatię bliźniaczek, ale złośliwy wyraz twarzy Louisa powiedział, że ten makijaż będzie czymś więcej, niż podejrzewał. Ledwo skończył wykrztusić z siebie niepewne „Okej…”, zanim Phoebe skoczyła do środka, krzycząc, że idzie po swoje pudełko z rzeczami.
Louis przewrócił się na trawę, chichocząc.
- Oh, nie mogę się doczekać, by to zobaczyć. Nie masz pojęcia, w co się wpakowałeś.
I okazało się, że Louis miał rację. Pół godziny później, włosy Daisy były skręcone w warkoczu, który wyglądał bardziej jak niezadowolony blond wąż, a Harry miał na policzkach jasny róż i czerwoną szminkę (która była rozmazana aż do jego podbródka), a także raczej swędzące boa z piór i plastikowy wianuszek z kwiatów na głowie. Dziewczynki próbowały go przekonać na lakier do paznokci, ale Louisowi wreszcie zrobiło się go wystarczająco żal by wkroczyć i sprzeciwić się.
- Wyglądasz bardzo ładnie, Harriet – dokuczył Louis, robiąc mu zdjęcie telefonem i ustawiając je na tapetę.
- Jeśli to zdjęcie wyjdzie do kogokolwiek, ja… – Harry miał zamiar powiedzieć „będę cię pieprzył, aż nie będziesz mógł chodzić przez tydzień”, ale szybki rzut oka na bliźniaczki kazał mu przeformułować groźbę. – Będę bardzo zły – dokończył w zamian.
- Teraz, dziewczynki, wracamy do środka, zanim mama domyśli się, że się wymknęłyście. Ponieważ przez to mam kilka fajnych zdjęć Harry’ego, nie powiem jej o tym – powiedział Louis, składając szybki pocałunek na czołach obu dziewcząt, zanim pozwolił im pognać do domu.
Harry ściągnął boa z szyi, owijając je dookoła ramion Louisa i używając, by przyciągnąć go bliżej,
- Myślę, że w czerwonym ci do twarzy – zauważył.
Louis posłał mu zdezorietnowane spojrzenie, ale zanim miał czas, by dowiedzieć się, co Harry ma na myśli, ich usta były ściśnięte, natarczywie, ale w jakiś sposób delikatnie. Harry pozwolił Louisowi popchnąć się z powrotem na trawę i wspiąć się na niego, a jego ręce wędrowały po bokach Louisa, osiedlając się wokół jego bioder. Zacisnął palce, chwytają jego tyłek przes spodnie i Louis cofnął się nieco, zanim wyrzucił swoje biodra z powrotem, szukając więcej tarcia.
Rozbrzmiał głośny dźwięk klaksonu i Louis praktycznie spadł z Harry’ego, rozawalając się na trawie obok wyższego chłopca.
- Oh, gołąbki, dajcie mi znać, kiedy skończycie próbę wylizania swoich migdałków – wrzasnął Zayn, choć z dobrodusznym uśmiechem na twarzy.
Harry westchnął, mając przez chwilę ochotę wkurzyć się na Zayna, ale jednak to Zayn był jego podwózką do domu, więc szybko zrezygnował z tego pomysłu. Odwrócił się do Louisa, uśmiechając się, gdy zobaczył czerwoną szminkę rozmazaną na jego twarzy.
- Miałem rację, dobrze ci w czerwieni.
Louis żartobliwie szturchnął go łokciem, próbując zetrzeć makijaż, ale tania szminka wciąż plamiła jego skórę. Harry chciał się roześmiać, ale wiedział, że podziela jego los.
- Poczekaj, daj mi swój telefon. Mam nowy numer – powiedział i Harry podał mu swój telefon, pozwalając Louisowi wprowadzić swój numer i dodać się do kontaktów.
Harry uśmiechnął się, gdy Louis oddał mu komórkę, zadowolony, że ma bezpośrednie połączenie do swojego chłopaka (chłopaka!) cały czas.
- Zadzwonię do ciebie wkrótce – obiecał.
- Lepiej, żebyś tak zrobił – powiedział Louis, przyciągając go do szybkiego, pożegnalnego pocałunku, zanim go odepchnął.
Harry niechętnie pobiegł dalej, wspiął się do samochodu Zayna i odwrócił się do Louisa, nie odwracając się dopóki nie zniknęli za rogiem, a Louis był poza zasięgiem wzrokiem.
- Zamierzasz wyjaśnić mi swój strój? – zapytał Zayn, uśmiechając się, gdy wskazał na jego rozmazany makijać i kwiatową koronę.
- Cii! Możesz być podły później – syknął Harry, wyciągając telefon i wybierając kontakt Louisa w książce telefonicznej.
Louis odebrał po trzecim sygnale.
- Mówiłem ci, że zadzwonię wkrótce.
20
Subskrybuj:
Posty (Atom)