sobota, 25 stycznia 2014

918

11

Harry spędził większość swojego weekendu zaszyty w swoim pokoju, rozdarty między nienawidzeniem siebie, a nienawidzeniem świata. Była jakaś obłąkana część jego mózgu, która powtarzała mu, by zatrzymał się w domu Louisa, sprawdził co u niego i spytał, jak się czuje – lub przynajmniej sprawdzić jego numer w książce telefonicznej i do niego zadzwonić – i Harry bardzo starał się zignorować ten głos. To nie był szczególnie łatwy wyczyn, ale Harry wiedział, że lepiej nie wkraczać do akcji. Potrzebował planu, ale nie było dokładnego poradnika na temat tego, co należy zrobić, jeśli chłopak, którego przeleciałeś, a może także nienawidzisz lub fantazjujesz o nim, żyje w toksycznym domu.
Po rozległym googlowaniu w tej sprawie, Harry zdecydował, że najlepszą opcją, którą do tej pory przeczytał, było powiedzenie o tym odpowiedzialnemu dorosłemu. Tak bardzo, jak Harry wzdrygał się na myśl, że wciąż potrzebuje dorosłego do rozwiązania problemów, wiedział, że to go przerasta. Po za tym, tylko tyle mógł zrobić w swoim wieku, a dorosły będzie miał znacznie dużo większą wiarygodność od niego.
Poza tym, jeśli powie o tym komuś i pozwoli mu sobie z tym poradzić, będzie mógł wrócić do unikania Louisa tak bardzo, jak tylko jest to możliwe, zachowując bezpieczną odległość. Słysząc pijackie przemówienie Louisa na temat tego, jak Harry sprawił, że czuł się ja gówno, potwierdziło myśli Harry’ego, że cokolwiek działo się między ich dwójką, nie było zdrowe. To rozdzierało każdą odrobinę rozsądku Harry’ego i sprawiało, że Louis czuł się jak gówno, więc co dobrego było w tym, że próbowali się dogadać?
Harry poszedł do szkoły wcześnie w poniedziałkowy poranek, starając się ignorować fakt, że jego dłonie były obrzydliwie spocone, a jego język wydawał się być z trzy razy za duży na jego usta. Nie mógł zrozumieć, dlaczego był tak zdenerwowany, ale powtarzał sobie, by nie myśleć o tym za dużo. Wkrótce wszystko się skończy i będzie mógł się wycofać, pozwalając działać ludziom, którzy naprawdę wiedzieli, co robią.
Ta myśl rozpadła się, gdy tylko Harry zastukał w drzwi gabinetu trenera. Przesunął się na palcach, zastanawiając się, czy może pobiec przez salę gimnastyczną i uciec, zanim trener otworzy drzwi.
- Wejść – zawołał trener.
Harry zmusił się, by otworzyć drzwi, szturchając je głową i oczyścił niezręcznie gardło.
- Cześć, trenerze – przywitał się niepewnym głosem.
- Dzień dobry, Styles. Wiesz, że dzisiaj rano nie ma treningu, tak? – zapytał trener, podnosząc brwi.
Przesunął kilka dokumentów, wskazując na krzesło po drugiej stronie biurka. Harry wślizgnął się do środka, upewniając się, że zamknął za sobą szczelnie drzwi.
- Ee, tak. Właściwie miałem nadzieję, że będę mógł z panem porozmawiać nieco bardziej prywatnie – powiedział, siadając na skraju krzesła.
Jego wzrok powędrował po gabinecie, zatrzymując się na różnych trofeach i zdjęciach zespołu – prawdopodobnie dumie i szczęściu trenera. Trener spojrzał na niego nieswojo na wspomnienie o prywatnej rozmowie.
- Oh. Oczywiście – powiedział sztywno. – Co masz na myśli, dzieciaku?
Harry przygryzł wargę, mając ochotę wyciągnąć bycie nazywanym „dzieciakiem”.
- Nie chodzi o mnie, naprawdę. Chodzi o przyjaciela.
- Spójrz, Styles, jeśli to jedna z tych sytuacji, w których „przyjaciel” to tak naprawdę ty, nawet nie próbuj z tym fałszywym preteksem – powiedział trener, unosząc brew.
Harry potrząsnął głową.
- Nie, nie, to naprawdę przyjaciel. Cóż, nie jestem do końca pewny, czy jesteśmy przyjaciółmi… Nie wiem kim jesteśmy, ale wiem, że on jest facetem. I, yh… Myślę… Myślę, że on jest, um, maltretowany. – Jego głos stawał się cichszy i cichszy, gdy zerknął na trenera, aby upewnić się, że ten go na pewno usłyszał.
Brwi trenera wyskoczyły w górę.
- To bardzo poważne oskarżenie. Jesteś absolutnie pewien?
Harry pokiwał gorliwie głową, potem zatrzymał się.
- Cóż… Nie mam żadnych solidnych dowodów ani nic. Ale jego tata wygląda, jakby go krzywdził, a on jest cały w siniakach! Nie w takich małych, od gry w piłkę, ale w dużych – ciemnych, pokrywających całe ciało. W miejscach, w których nie skrzywdzisz się grając z szkolną drużyną – ciągnął Harry, desperacko pragnąc zyskać zaufanie trenera w tej kwestii.
Zamyślony, ale zmartwiony wyraz twarzy pojawił się u trenera.
- Zakładam, że ten chłopiec chodzi do naszej szkoły, tak?
Harry skinął głową.
- I, ponieważ mówisz tak dużo o piłce nożnej, prawdopodobnie jest w drużynie?
- Tak. – Harry mruknął cicho.
- Czy to… Czy to Tomlinson? – zapytał trener.
Brwi Harry’ego złączyły się, zarówno w szoku, jak i w podejrzliwości.
- Skąd pan wie? – zapytał ostrożnie.
- Nie trudno to wykryć, gdy jest się trenerem piłki nożnej. Jak uważasz, dlaczego Tomlinson spóźnia się cały czas? – zapytał z drwiną.
Harry milczał.
- Nie chce przebierać się czy brać wspólnego prysznic, żeby nikt nie zobaczył jego siniaków. Czai się za szkołą, godziny po zakończeniu treningów, żeby nie musieć iść do domu – za tym ogromnym drzewem, wiesz którym?
Harry uśmiechnąłby się, gdyby temat dyskusji nie był tak ponury. Dokładnie wiedział za którym; pod tym samym drzewem pieprzył Louisa.
- Ale skoro wiedziałeś, że go krzywdzą, dlaczego nie starałeś mu się pomóc? – zapytał, zaciskając dłonie w pięści tak mocno, że zbladły mu palce.
Wściekłość gotowała się w nim, gorąca i gęsta, i dusząca jego myśli. Jak, kurwa, nauczyciel może po prostu stać i udawać, że nie widzi, że uczeń jest maltretowany?
- Starałem się – Trener zaakcentował słowo. – Prówałem rozmawiać z wszystkimi – służbami socjalnymi, policją, radą szkoły – i wszyscy mówili, że jeśli Louis nie wyjdzie i nie przyzna, że jest maltretowany albo nie będzie żadnej innej formy dowodu, nie mogą nic zrobić. Tak jak mówiłem wcześniej, maltretowanie to poważne oskarżenie. Ludzie nie wezmą cię na poważnie bez żadnego twardego dowodu.
- Ale… ale… on cierpi! Jest bity! – bełkotał Harry. – Nie możesz tak tego zostawić!
- Rozmawiałem osobiście z Tomlinsonem, próbowałem zmusić go, by się przyznał, ale on nie ustąpił. Nie mogę nic więcej zrobić. Gdybym mógł, wierz mi, zrobiłbym to. Jest moim najlepszym graczem i świetnym chłopakiem. Nie zasługuje na to i oburza mnie myśl, że tak cierpi. Ale dopóki Louis do mnie nie przyjdzie i wyraźnie nie stwierdzi, że jest maltretowany, nie mogę nic zrobić. – Głos trenera był napięty i ściskał ołówek w ręku z taką siłą, że Harry zastanawiał się, czy nie pęknie.
- Porozmawiam z nim dziś rano, zobaczę, czy mogę go otworzyć – zapewnił go Harry.
- Nie słyszałeś? – zaszydził trener. – Złamał kostkę, jest dziś chory. Wygląda na to, że wypada z reszty sezonu. Co przypomina mi… Muszę przecieść cię do drugiego naciągu. Ktoś musi chronić Louisa. Nie chcę całkowicie wywalać go z drużyny, chociaż, wy dwaj wciąż będziecie mogli pracować razem, jako… chłopcy od wody, tak myślę. Będziesz musiał robić większość rzeczy, które wymagają chodzenia i podnoszenia, ale z czymkolwiek, co może być zrobione podczas siedzenia, Louis może ci pomóc.
Harry wydał z siebie zduszony jęk.
- Co? Nie! Mam na myśli, dlaczego muszę z nim pracować?
- Myślałem, że jesteście przyjaciółmi. – Trener zmarszczył brwi.
- Nie, ja tylko byłem… zaniepokojony. Widziałem siniaki i się zmartwiłem. – Harry zająknął się. To wszystko wróciło i ugryzło go w tyłek.
- Ale siniaki są głównie na jego piersi i biodrach… Jeśli wy dwaj nie jesteście przyjaciółmi, jak podeszłeś na tyle blisko, by widzieć go bez koszulki? Nie pozwoliłby komukolwiek zobaczyć tych siniaków – zauważył trener.
Och, cóż, zobaczmy… Zaniosłem go nieprzytomnego do domu tamtej nocy i rozebrałem go do naga, zanim ubrałem go w pidżamę i zaciągnąłem do łóżka. Prawdziwym cudem jest to, że nie widziałem tych sianików, kiedy pieprzyłem go pod drzewem – chociaż to prawdopodobnie dlatego, że było ciemno, a on wciąż miał na sobie koszulkę, Harry pomyślał z goryczą. Zamiast powiedzieć to wszystko, po prostu wzruszył ramionami i rzekł:
- Długa historia.
Trener pokręcił głową z niedowierzaniem, wpatrując się w jego twarz, nie zadając sobie nawet trudu, aby spróbować zrozumieć sytuację.
- No cóż, nie możesz go wciąż nie lubić, skoro przyszedł tu, by porozmawiać ze mną i spróbowałeś mu pomóc. Nie mogę pozwolić sobie na utratę innych graczy i nie jestem jeszcze gotów, by pozwolić Louisowi odejść z drużny. Im mniej czasu spędza w domu, tym lepiej.
Harry przeszukał mózg, w celu znalezienia jakiejś innej wymówki, ale na nic nie wpadł.
- Tak… Myślę, że ma pan rację. – Wstał i chwycił torbę z ziemi. – W każdym razie, dzięki za próbę pomocy.
- Jeśli możesz przekonać Louisa, żeby pomóg, wróć i porozmawiaj ze mną. Uwierz, nie ma niczego, czego chciałbym bardziej niż pomóc temu chłopcu i zobaczyć, jak drań, który go krzywdzi, dostaje to, na co zasługuje – powiedział trener głosem szorskim ze złości na samą myśl o ojcu Louisa.
Harry poczuł się nieco lepiej, wiedząc, że trenerowi naprawdę zależało na Lousie, a nie robił tylko to, do czego czuł się zobowiązany.
- Tak zrobię. Widzimy się na treningu, trenerze Higgins.
Tuż przed tym, jak Harry miał zamknął drzwi, trener odezwał się ponownie, z niepewnym, ale ciepłym uśmiechem na twarzy.
- Kiedy jesteśmy poza boiskiem, możesz zwracać się do mnie Paul.
Harry wywlókł się z biura, mentalnie odtwarzając trasę do domu Louisa ze szkoły. Niech diabli wezmą zajęcia; Harry zamierza spędzić dzień z Louisem.



Tak więc postanowiłam opublikować nieco wcześniej 11 rozdział Hiding, ponieważ jutro w nocy wyjeżdżam na trzy tygodnie i nie wiem, jak będę wyglądała z Internetem, ale naprawdę postaram się regularnie wrzucać nowości! ; ) A zdradzę, że w dalszych rozdziałach Hiding sporo się dzieje… W ogóle już 11 rozdział, coraz bardziej zbliżamy się do końca. Nie mogę w to uwierzyć.
Poza tym, dzisiaj Victoria wstawiła 10 One Way Or Another… i postaram się w nocy nad tym posiedzieć, żeby wstawić wam tłumaczenie przed wyjazdem. Trzymajcie się, kochani!xx


11

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz