środa, 22 stycznia 2014

846

5

Niall szedł niespokojnie po ciemnej leśnej drodze. Jego stopy dotykały zimnej, twardej ziemi a przypadkowe kamienie raniły delikatną skórę. Drzewa rosły tak gęsto, że nie można było za nimi niczego dojrzeć, żadnego światła ani niczego innego. Widział tylko gwiazdy nad głową, jedyne światło ponieważ księżyc dziwnym sposobem zniknął.

Kaleczył swoje ręce przez suche krzaki które były wszędzie, odsuwał je wyrywał i wywalał na boki dążąc do celu, nie wiedząc nawet czym on jest.

Chłopak biegł, z każdą chwilą szybciej czując, że zbliża się do celu. Na czole pojawiały się małe kropelki potu a oddech był nierówny. Był jak w transie. Po prostu biegł, czuł że nie może zrobić nic innego. Na szyi odczuł zimny oddech a na ramieniu zimne, kamienne palce które jak ostrza wbijały się w skórę i ciągnęły go w tył. Był przerażony jednak wciąż biegł, do celu, który, jak sądził, miał go uratować.

Szarpnął ramieniem przyśpieszając a wokół rozszedł się odgłos rwanego materiału. Ramie szesnastolatka piekło i bolało a gęsta ciecz spływała wzdłuż łokcia. Niall był przerażony a adrenalina w jego krwi spowodowała że biegł szybciej. Kamienie wbijały mu się w stopy, zdawały się ostrzejsze. Krzaki swoimi pnączami próbowały go zatrzymać, ale biegł. Biegł zawzięcie chcąc dotrzeć do nieznanego celu.

Chwile później znalazł się na dziwnej pustej łące pomiędzy drzewami. Stał na niej tyłem do Irlandczyka czarnowłosy mężczyzna. Odziany był w ciemny długi płaszcz i trochę jaśniejsze spodnie. Niall powolnym ruchem zrobił kilka niespokojnych kroków a wtedy mężczyzna się odwrócił. To był Zayn, ale inny. W jego oczach było coś strasznego, brakowało w nich życia. Okropna pusta otoczyła Nialla a na twarzy Malika pojawił się przerażający uśmiech ukazujący szpiczaste, jak u rekina zęby i pazury na palcach, jak u jaszczura.

Niall podniósł się na łóżku otwierając szeroko oczy. Oddychał niekontrolowanie przerażony wciąż mając przed oczami widok Zayna, przetarł je dłońmi i dopiero teraz zdał sobie sprawę, że jego senne rany pojawiły się również w rzeczywistości.

Na rękach miał dziesiątki małych krwawych zadrapań a stopy bolały od licznych otarć i skaleczeń, zaś na prawym ramieniu ślady czegoś, co przypominało chude palce. Wolnym i ostrożnym ruchem zszedł z łóżka i na palcach, które jako jedyne nie ucierpiały, poszedł pod prysznic. Rozebrany stanął przed lustrem obserwując skaleczenia na ciele. Na niektórych krew była zaschnięta a z niektórych wciąż się sączyła.

Był całkowicie zdezorientowany i przerażony. To wszystko go przerastało. Ta cała ‘’magia’’, Zayn który pierdolił mu o przeznaczeniu, to że są sobie podobno przeznaczeni, co już całkowicie go przerażało i ten cholerny sen.

Ciepła woda ukoiła ból jego ciała i obmyła rany rozluźniając jego mięśnie. Niall wyszedł spod prysznica całkowicie rozluźniony lecz w jego głowie wciąż plątało się wspomnienie snu, biegu i Zayna-nie-Zayna.

Ubrany w ciemny sweter i spodnie pod kolor wrócił do pokoju. Na łóżku dostrzegł nikogo innego jak Zayna. Siedział opierając twarz na dłoniach i nawet nie dostrzegł że Niall wrócił. Irlandczyk wolnym i jednocześnie lekko zalęknionym krokiem ruszył w jego kierunku siadając na rogu materacu, który ugiął się pod jego ciężarem. Zayn podniósł głowę.

- To nie ja. – Powiedział cicho uważnie wpatrując się w jego oczy. Przez ciało Nialla przeszedł dreszcz a wspomnienia ponownie złośliwie ukazały cały sen.

- Zayn. – Wyszeptał do siebie. – Co ty tu robisz ? – Puścił jego słowa mimo uszu i zmarszczył brwi.

- Muszę cię pilnować. – Oznajmił a Niall zacisnął dłonie w pięści denerwując się.

- Nie zamierzam robić nic głupiego. – Warknął. - Nie jestem dzie..

- Nie to mam na myśli. – Przerwał mu. - Nie wiesz o wszystkim, lepiej żeby tak było. Po prostu.. Muszę ci wyjaśnić prawe rzeczy. Pójdziemy do mnie. – Nakazał i wyszedł z pokoju Irlandczyka który ostrożnie szedł za nim.

Przez kilkunastominutową drogę żaden z nich się nie odezwał. Niall błądził myślami po swoim śnie a Zayn bez przerwy palił papierosy wyraźnie zestresowany. Blondyn domyślił się, że to przez jego sen, może powinien wspomnieć o tym napisie na szybie ? Samo by się to nie zrobiło.

- Trzymaj się z dala ? – Spytał Zayn wyrywając go z głębokich przemyśleń. Zaskoczony podskoczył i pisnął cicho, chwilę później rumieniąc się mocno niepewnie pokiwał głową. – Nie rozumiem.. – Mruknął wywalając niedbale niedopałek papierosa.

- Ja tym bardziej. – Dodał cicho Irlandczyk czując narastający strach. Nie wiedział co sprawiło że na jego oknie pojawiły się te napisy i nie miał pewności czy to coś przypadkiem nie miało wystarczająco siły, by go zabić. Silny wiatr zachwiał jego postawą i rozczochrał włosy. Zadrżał.

- Nie pozwoliłbym na to. – Powiedział Zayn. Niebieskooki spojrzał na niego zdezorientowany. – Cię zabić. Nie pozwoliłbym na to. – Wyjaśnił.

- Oh. – Tylko tyle był w stanie powiedzieć. Słowa Zayna spowodowały że jego serce waliło szybciej a na usta cisnął się uśmiech, czyli był ważny dla niego.

- Tak, jesteś dla mnie ważny Niall. Nie wierzę że w to wątpisz. – Upomniał go a Irlandczyk spuścił głowę chwilę później potykając się o schodek. Nawet nie zdał sobie sprawy gdy dotarli do domu Zayna. Nie potrafił się do tego przyzwyczaić: do tej całej magii, do Zayna czytającego mu w myślach i do tego, że nigdy wcześniej nie był tak przerażony.

- Z przyzwyczajenia że dla większości nie jestem ważny ? – Mruknął cicho. Zayn zmarszczył czoło i postanowił zmienić temat. Niall zawstydził się jeszcze bardziej.

- Moich ciotek nie ma. Ciocię Ellie już poznałeś, wpuściła cię wtedy. – Niall pokiwał głową przypominając sobie niską staruszkę. – Rose pojechała po drugiego siostrzeńca. A teraz mamy około ośmiu godzin zanim dojadą do domu. – Zaśmiał się cicho przekręcając klucz w zamku z charakterystycznym zgrzytem. Otworzył skrzypiące drzwi i zaciągnął Nialla za rękę do swojego pokoju. Irlandczyk szybko wplątał swoje palce między te należące do osiemnastolatka i ścisnął mocno jego dłoń. Tylko tak mógł czuć się bezpiecznie.

Wyglądał prawie tak samo jak wtedy, gdy pierwszy raz tam był. Brązowa pościel była niezłożona i znajdowała się w połowie na łóżku a w połowie na podłodze. Laptop leżał na podłodze a książki szkolne.. Właściwie to wszędzie bo i na łóżku, na szafkach i podłodze a dwie na parapecie.

- Tak. – Powiedział uśmiechając się niezręcznie i drapiąc po karku. – Jestem bałaganiarzem. – Niall zaśmiał się cicho.

- Trudno nie zauważyć. – Właściwie to, że Zayn czytał mu w myślach nie było takie okropne, jak Niall myślał. Najgorsze już minęło.

- Nie to chciałem ci pokazać. – Zayn rozejrzał się po pokoju i zamknął oczy skupiając się. Niall obserwował go uważnie a gdy mrugnął wszystko było ładnie ułożone i na swoim miejscu.

- To nie fair. – Powiedział tonem obrażonego dziecka. – To nie powinno być jak w Harrym Potterze że nie możesz pokazywać swoich mocy zwykłym ludziom ? – Zayn zaśmiał się.

- Magia nie ma żadnych zasad. Znaczy ma, ale to już nie w temacie i, i tak nikt ich nie przestrzega. – Poprawił szybko i wyciągnął z szafy dużą, oprawioną w ciemną skórę książkę z dziwnym znakiem u góry. – To jest czymś w stylu rodzinnej księgi magii.. – Powiedział kładąc przedmiot ostrożnie na łóżku i zachęcając Nialla do podejścia.

Symbol na okładce przypominał biały pentagram w okręgu płomieni.

- I twój sen. – Powiedział szukając czegoś na starych pergaminowych stronach. Mocno czarna czcionka wyróżniała się na zżółkniętym papierze, słowa były niezrozumiałe, przynajmniej dla Nialla który mrużąc oczy patrzał na litery przypominające figury geometryczne i różne szlaczki. – To.. Um.. Cholera. – Mruknął zamykając głośno książkę. Spojrzał na Nialla. – To coś w stylu alter ego. – Wytłumaczył jednak widząc zdezorientowaną minę szesnastolatka podjął dalej. – W dziewiętnaste urodziny musimy wybierać, czy zostaniemy istotami dobra, czy zła. Wtedy powstaje alter ego, jest to spowodowane złym przodkiem a w moim wypadku to moja matka. – Niall pokiwał głową. – Alter ego ma za zadanie oddalić ode mnie wszystkich, na których mi zależy zniszczyć ich tak by mnie nienawidzili. I przy okazji zniszczyć mnie.

- Dlaczego chcą byś był zły ? – Spytał, jakby była to najgorsza rzecz na świecie. Zayn uśmiechnął się lekko.

- Władza ? – Wzruszył ramionami. – Chcą mieć najwięcej mocy, chcą mieć kontrolę.

- Boję się spytać do czego są zdolni by to zdobyć. – Mruknął.

- Zostań na noc. – Wypalił po chwili a Niall zakrztusił się powietrzem.

- C-Co? – Spytał cicho od razu mając niegrzeczne myśli, za które uderzył się mentalnie cegłą w twarz. Zarumienił się mocno.

- Zboczuch. – Zaśmiał się Zayn poprawiając grzywkę szesnastolatka, która zasłoniła jego niebieskie oczy. Przez dotyk palców Malika zsuwających się wolno po jego policzku westchnął cicho i przymknął lekko oczy.

- Bym musiał się zapytać mamy. – Wymamrotał cicho spuszczając wzrok na jego usta. Zayn wymruczał ciche mhm i wstał z łóżka przyciągając Nialla do siebie za biodra. Zmierzwił jego blond włosy z uśmiechem który Niall uznał za najpiękniejszy i jedną rękę trzymając mocno za biodra przysunął bliżej tak, że stykali się po całości ciał. Szesnastolatek zagapił się na jego malinowe wargi przypominając sobie ich smak.

Druga ręka Zayna rozpoczęła wędrówkę po policzku młodszego chłopaka aż dotarła do ust, tworząc delikatny zarys palcem. Niall zadrżał lekko rozchylając wargi, zacisnął dłonie na bokach koszuli Zayna stając na palcach. Chciał wreszcie pocałować go. Tak bardzo pragnął jego ust na swoich.

Zayn wykonał jego niemą prośbę początkowo opierając swoje czoło o jego, drażniąc policzki miętowym, gorącym oddechem i dopiero później złączył ich usta w czułym pocałunku. Niall zacisnął swoje małe dłonie na koszulce Zayna jeszcze mocniej i podciągnął się lekko do góry przyciskając usta mocniej chcąc jak najdłużej trwać w tym pocałunku.

Niall uwielbiał bliskość Zayna, czuł jakby mógł dosięgnąć gwiazd. Kochał jego pocałunki i ostrożny sposób, w jaki go dotykał i się nim opiekował. Przejechał palcem po krzywiźnie jego szczęki uprzednio puszczając jego koszulkę gdy silne ramiona Zayna objęły go mocno w pasie. Zarost mulata lekko gilgotał opuszki palców powodując drżenie jego ciała. Zarzucił dłonie na jego szyję wplątując w krucze włosy palce i masując skórę jego głowy.

Zayn zamruczał prosto w jego usta jednocześnie odsuwając się niechętnie. Niall wziął głęboki oddech dopiero teraz odczuwając brak tlenu w organizmie.

- Więc chodźmy. – Przerwał ciszę Zayn, oddychając niespokojnie.

- Co ? Gdzie ? – Spytał zdezorientowany marszcząc brwi.

- Spytać się twojej mamy czy możesz u mnie zostać na noc. – Ponownie niegrzeczne myśli. – Zboczuchu.

- To samo się.. – Burknął cicho odwracając wzrok. Niall czuł, jakby jego policzki płonęły żywym ogniem co Zayn skomentował cichym śmiechem i wyciągnął blondyna za rękę ze swojego pokoju.

- Co jej powiemy ? – Spytał niepewnie Niall, puszczając niechętnie dłoń osiemnastolatka gdy wyszli z jego domu. Zayn zmarszczył czoło. Niall nie chciał by ktokolwiek go widział z innym chłopakiem, nie to że wstydził się, bał się ich reakcji a w tym małym miasteczku mogliby nawet powiedzieć że jest opętany lub coś w tym stylu.

- Że pomogę ci się uczyć ? – Zasugerował uśmiechając się pocieszająco.

- Może uwierzy. – Zaśmiał się cicho i zbyt sztucznie. – Ale bardziej prawdopodobne będzie gdy powiem że jesteś mordercą i chcesz mnie porwać.

- Mordercą nie jestem ale mógłbym cię porwać. – Zamruczał mu do ucha. – I jestem pewien, że nie miałbyś nic przeciwko. – Niall zarumienił się ukazując aparat na zęby w słodkim uśmiechu.

~.~

- Mamo ? – Powiedział wchodząc do biura swojej matki. – Mamo jesteś tutaj ? – Spytał głośniej rozglądając się po pomieszczeniu. Obrzucił spojrzeniem jej biurko z początku nie zauważając kształtu kobiety ponownie rozejrzał się po pokoju wchodząc w jego głąb. Szybko powrócił wzrokiem i to, co widział, przeraziło go bardziej niż cokolwiek.

Blada, wysuszona wręcz leżała na fotelu z zamkniętymi oczami i poderżniętym gardłem. Krew zdążyła zaschnąć na jej białej koszuli i granatowej marynarce barwiąc ubranie na szkarłatny kolor, który wydawał się być teraz brązowy. Dłonie zastygły zaciśnięte w pięści na biurku a usta były rozchylone.

Jej twarz była wykrzywiona w agonii a dłonie zakrwawione z wbitymi w nie nożami, których na początku nie zauważył.

Zakrył dłonią usta nawet nie zdając sobie sprawy że krzyknął przerażony. Po jego policzkach spływały strugi łez. Niall jeszcze nigdy nie czuł się tak okropnie. Jakby ktoś wyrwał kawałek jego serca. Jego matka była martwa. Może i nie był z nią w najwspanialszych kontaktach, ale to ona go wychowała. Opiekowała się nim, zajmowała i kochał ją. A teraz ? Był sam. Nie miał już nikogo. Nie miał już żadnej rodziny.

- Niall.. – Wyszeptał Zayn. Niall na niego nie spojrzał. Jego głos był głuchy. Wpatrywał się pusto w zwłoki własnej rodzicielki trzęsąc się z płaczu. – Niall wyjdźmy stąd. – Pociągnął go w stronę drzwi. – Nie powinieneś tu być. – Szesnastolatek dał się wyciągnąć z pokoju i grzecznie usiadł na kanapie w ciszy.

Patrzył pusto na własne dłonie, zabłąkany w wspomnieniach swojej matki. Nie wiedział kiedy zjawiła się policja zawijając ją w plastikowy czarny worek, nie słyszał gdy wypytywali go o to, co się stało. Nie wiedział nawet jak znalazł się w domu Zayna leżąc na jego łóżku i cicho płacząc w jego ramionach. Chciał się po prostu uwolnić ze swoich wspomnień, które zdały się być okropnym więzieniem.

***

I teraz oh god czemu ja robię tutaj takiego Zayna zajebistego ? Jestem złym człowiekiem dla samej siebie. Kocham tego Zayna.. Sprawcie że będzie prawdziwy i będzie hetero.. Please..


5

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz