12
- Kochanie, nie musisz tego robić – protestowała mama Louisa, jej ręka trzymała ostatni kawałek walizki Louisa, niezdecydowanego czy ona odda mu ja czy nie, wiedząc, że jeśli odda, jej syn wyjedzie. – Moglibyśmy zgłosić te osoby a ty… ty musisz porozmawiać z Harrym…
- Mamo, już wyjaśniałem ci to milion razy, musze wyjechać – powiedział Louis, wyciągając rękę, żeby wziąć od niej walizkę. Puściała ją, jej usta drżały i wyglądała jakby była na skraju płaczu. – Proszę nie płacz. To nie tak, że jadę gdzieś daleko. Wrócę do naszego domu, w porządku?
- Wiem, wiem. Ale… Nie możesz poczekać do końca roku szkolnego? Zostały tylko dwa miesiące. – Podszedł bliżej, rękami pocierając jej ramiona. – To marnotrawstwo! Twoje zakończenie, powinieneś być…
Mama Louisa urwała, widząc nagły grymas na twarzy Louisa. To przyprawiło go o mdłości, ból rozlał się po całym jego ciele na myśl o zakończeniu roku. Yeah, oczywiście wiedział, że zostały tylko dwa miesiące, ale nie mógł zostać. Nie mógł ryzykować niczego albo nikogo więcej. Gang Josha postawił mu warunki, zanim opuścił tamto miejsce, że jeśli nie wyjedzie dzisiaj w nocy, coś złego stanie się jutro, a kto wie, jeśli to wiązało się z jego rodziną? Nie mógł na to pozwolić.
A nawet to, że Louis umarłby, żeby być na zakończeniu, aby otrzymać dyplom i zrobić sobie zdjęcia z Niallem, który był jego jedynym przyjacielem, zdecydował, że o tym zapomni. Czuł kolejne ukłucie w piersi na wspomnienie swojego najlepszego przyjaciela. Nadal nie miał pojęcia gdzie wyjedzie albo, co zamierza robić.
Niall poszedł za nim do domu, po tym jak uciekł od Harry’ego, bojąc się, że mógłby zmienić zdanie, jeśli zobaczyłby oczy Harry’ego na sobie, albo poczucie jego skóry na swojej – to było okrutne, nie do zniesienia i wszystko, co musiał zrobić to uciec. Nawet, jeśli Niall był szczęśliwy, że jest bezpieczny, od razu wiedział, że coś było nie tak. I nie ważne jak bardzo Niall naciskał na niego, chcąc wiedzieć, co tam się stało, Louis musiał go odrzucić. Wyjaśni mu to później.
- Louis…
- Mamo. Po prostu wyjaśnię im wszystko później okej? – Louis miał na myśli swoje siostry, które już spały. – Obiecaj im, że odwiedzicie mnie latem.
- I co masz zamiar zrobić?
Louis wzruszył ramionami. – Może poszukał pracy w niepełnym wymiarze godzin, czy coś, nie wiem. Pomyślę o tym tam. – Zrobił krok do tyłu, pokazując, że nie może zostać tu dłużej, to samo uczucie uderzyło go, gdy Harry stał przed nim, gdy próbował wszystko wyjaśnić. – Muszę iść.
- Co jeśli… Co jeśli Harry przyjdzie tutaj? – Robiła wszystko, żeby go zatrzymać, ale Louis szedł dalej, trzymając klamkę od drzwi. Odwrócił się do niej i starał się ukryć ból, zarysem uśmiechu na swoich ustach.
- Proszę, powiedz, żeby mnie nie szukał.
Kiedy był w środku pojazdu, spojrzał ostatni raz w kierunku domu, machając na pożegnanie mamie, która wyraźnie tonęła w potoku łez, gdy poprosił kierowcę, żeby jechał. Nie trwało to długo, gdy Louis pochylił głowę w geście porażki, cicho płacząc za utratą wszystkiego, co kochał.
XXX
Harry usiadł na jednej z ławek pośrodku boiska, jego oczy spoglądały na odległą ławkę, znajdującą się niemal w cieniu drzewa. Nie zdawał sobie sprawy o jej istnieniu. Nigdy nie wiedział, że miejsce te było raz zajęte przez atrakcyjnego, drobnego chłopaka, z brązowymi, potarganymi włosami, niebieskimi oczami i lekką opaloną skórą, aparat zawieszony był na jego szyi i chłopak zawsze był gotowy do znalezienia ciekawego obiektu do fotografii. Ale teraz, wszystko, co mógł widzieć to, że liście pokrywały większość ławki. To nie jest pytanie, dlaczego jest opuszczony.
Zastanawiał się, jeśli Louis nigdy nie spróbował zrobić mu zdjęcia, albo, jeśli Zayn i Liam nie ścigaliby go, nie poznałby go. Rzeczywiście, zawsze czytał gazetkę szkolną i znał tylko imię Louisa, jak fotografa, ale nigdy tak naprawdę nie interesował się nim. Nigdy w swoim życiu nie wyobrażał sobie bycia z kimś, z uwagi na rodzaj pracy, jaki robił. Mógł być piekielnym flirciarzem, spał z dziewczynami i chłopakami wcześniej, ale nie był pewny, co właściwie pociągnęło go w kierunku Louisa.
Ale bycie w jego pobliżu było prawdopodobnie najlepszą rzeczą, jaka kiedykolwiek mu się przydarzyła. Harry nigdy nie czuł się tak żywy, kiedykolwiek widział Louisa. Te czasy, gdy planował grę, drażnienie go, chęć poznania go lepiej poza informacjami, które dostał od swoich zwolenników była bardziej ekscytująca, iż próba zlokalizowania kryjówek innych gangów. I kiedy Louis był zły na niego w laboratorium, nigdy nie wyobrażał sobie, że ktoś będzie się o niego śmiertelnie martwić, chociaż Louis nienawidził jego wnętrza.
Lubił to jak uderzała go zazdrość, kiedy chodziło o jego najlepszego przyjaciela Nialla. Poczuł potrzebę otrzymać tą samą ilość miłości, jaką mu dał, jego uśmiech, jego śmiech, jego dotyk – wszystko. Harry chciał być samolubny tak bardzo jak to możliwe. Jeśli miał na siłę znaleźć powód, żeby zaciągnąć go do centrum handlowego i kupić mu nową parę dżinsów, zrobi to.
Mimo, że Harry był znany jak lider najbardziej znanego gangu w mieście, kto wiedziałby, że Louis mógł nadal nim rządzić? Kto wiedziałby, że Louis zaufał mu, żeby móc przeżyć pierwsze doświadczenie wszystkiego? To był cenny dar – nie tylko dla Louisa, ale też dla Harry’ego – wiedza, że ktoś nie lubi cię, bo jesteś bogaty albo, dlatego że masz moc.
To, dlatego, że był Harrym. Osobą, która pragnęła uwagi, która chciała poczuć ciepło czyichś dłoni na swoich, słodkie, niewytłumaczalne uczucie bycia całowanym, albo bycia przytulanym, albo uśmiechałby się – bycia pod czyjąś opieką. A to wszystko dostał od Louisa.
Niewielki dreszcz przebiegł po jego plecach, prawie jak zimny wiatr prawie zwiał jego czapkę podczas zakończenia. Liście na drugiej ławce wzniosły się dramatycznie, jakby tańczyły na wietrze, a potem upadły na ziemię. Harry opuścił głowę, walcząc z bólem, który pojawiał się w ciągu ostatnich dwóch miesięcy. Louis po prostu opuścił szkołę bez żadnej notatki, bez wyjaśnienia, gdzie teraz mieszka. Nawet, jeśli był w jego domu, nikt z jego rodziny nic nie powiedział.
Wszystko to przyciągało go do jednej myśli – Louis nie chciał być znaleziony przez niego.
To było zrozumiałe. Ostatnie słowa Louisa skierowane do niego były pełne bólu, próbował tak mocno, by Harry uwierzył, że to była jego wina, nawet, jeśli nie była. Jeśli tylko mógłby z nim porozmawiać, powiedzieć mu o swoich planach, tym, co zrobił…
Usłyszał za sobą szelest liści i w Harrym zatliła się iskierka nadziei, że może to być Louis, wpadając w jego ramiona i gratulujący mu. Kiedy się odwrócił, jego serce upadło.
- Nawet nie próbujesz ukryć rozczarowania, co? – Zapytał Niall, jego zęby ukazały się podczas jego uśmiechu. – Spodziewałeś się kogoś?
Harry zdjął czapkę i położył ją obok siebie, zanim wstał i podszedł do Nialla, który nie miał już na sobie togi. Wyglądał elegancko i bardzo formalnie w swoim czarnym garniturze i spodniach i stał w swoim niebieskim krawacie, którego kolor przypominał oczy blondyna.
Harry poczuł, że Niall czekał na odpowiedź, skinął głową i zebrał się na uśmiech. – Yeah, tak.
Niall nie musiał pytać, na kogo czekał, widząc gdzie spoglądały oczy Harry’ego. – Przykro mi, że nie mogłem przekonać go do tego, aby przyjechał.
- W porządku… Czekaj chwilę… ty… - Harry nie był w stanie dokończyć zdania, gdy spojrzał na Nialla, a on poczuł nadzieję i podekscytowanie. – Myślałem…
- Że się nie komunikujemy? – Niall pochylił głowę, drapiąc się po karku. – Cóż… Trochę kłamałem z tym…
- Więc, przez całym ten czas…
- Rozmawiałem z Louisem? Yeah. Ale żeby było jasne, wciąż nie wiem gdzie on jest. Po prostu wysyłamy do siebie maile i to wszystko. Wspominał o swojej pracy, ale nigdy o miejscu – wyjaśnił Niall, wyglądał jakby miał się bronić, gdy Harry nieświadomie zrobił krok do przodu, prawie gotowy żeby rzucić się na niego. – I, jeśli pytasz, dlaczego nie powiedziałem ci tego wcześniej, dlatego że Louis prosiłbym tego nie robił.
Harry poczuł kolejny cios w klatce piersiowej. – Więc dlaczego mówisz mi to teraz?
Niall odwrócił się na chwilę, spoglądając na tą samą ławkę, na którą Harry patrzył chwilę temu. – Ja… Wiesz, rodzaj sprawdzenia ciebie, czy coś takiego.
- Sprawdzania mnie? Po co? – Zapytał sceptycznie Harry, jego oczy zawęziły się w kierunku blondyna, który nawet nie patrzył w jego oczy. – Po co mnie sprawdzałeś Niall?
Biorąc głęboki oddech, Niall spojrzał na niego spuszczonymi oczyma. – Twoje uczucia do Louisa. Wiesz, że cię nienawidzę prawda? To znaczy, coś zmieniło się od tamtego czasu, ale wciąż nienawidziłem cię za to przydarzyło się Louisowi i to, co postanowił zrobić potem. I pomyślałem, że powinienem ukarać cię za to. Pomyślałem…. Pomyślałem, że jeśli Louis nie pojawi się więcej…
- Przestanę go kochać, to jest to, o czym mówisz? – Zapytał Harry spokojnie, że nawet on nie wierzył w swój głos. Jeśli nie byłby w dobrym nastoju, Niall mógłby wisieć do góry nogami na drzewie.
- Yeah. I pomyślałem, że nie bierzesz Louisa na poważnie i po dwóch miesiącach niewidzenia go, może przestaniesz o nim myśleć. – Niall zaczął wygładzać swój garnitur i teraz, gdy Harry spojrzał na niego, wyglądało, jakby nie chciał już nosić tego garnituru dłużej. – Ale się myliłem.
- Oczywiście, że tak – powiedział Harry, a jego ton rósł. Chciał zachować spokój, opanowanie, które miał, ale słysząc ten powód sądził, że był kompletnie idiotyczny. Kim był Niall, żeby go sprawdzać? Kim był żeby ukrywać przed nim Louisa – yeah, nawet, jeśli nie wiedział gdzie był, ale co najmniej wiedział, co robi, czy nic mu nie jest – a on utknął w tym pokoju, myśląc czy Louis przeżył, opuszczając to miasto.
- Więc, teraz jesteś tutaj mówiąc, że Louis ma się dobrze beze mnie? To twoja ostateczna kara? – Harry zacisnął szczękę.
Niall musiał wyczuć intensywność i złość w jego głosie, bo cofnął się kilka kroków do tyłu, potrząsając głową. – Nie! To nie to, co próbuję zrobić. Chcę cię przeprosić. To znaczy, powinienem był ci powiedzieć, że ma się dobrze i nie chce, żebyś go szukał.
- Znam już tą część, dzięki. – Harry nie wiedział, dokąd zmierza ta rozmowa. Jeśli Niall chciał, żeby Harry poczuł się gorzej niż teraz, dobrze mu szło. Po prostu myśl o Louisie rozmawiającym z Niallem przyniosło więcej bólu, niż mógł znieść. Czuł suchość w gardle, jego ręce były zimne, a klatka piersiowa bolała go – chciał po prostu zobaczyć Louisa, osobiście upewnić się czy ma się dobrze. Czy jest bezpieczny, czy jest szczęśliwy – wtedy może, może pozwoli odejść tym uczuciom.
- Chcesz, żebym przestał na niego czekać, prawda? – Harry nie spojrzał na Nialla, nie chciał widzieć jak chłopak przytakuje i spogląda w bok, bo to był oczywiste, że to chce powiedzieć. – Chcesz, żebym odpuścił Louisa. – Powiedział Harry, gryząc wargi i zaciskając pięści.
- Nie. Chcę, żebyś go znalazł.
Zaskoczenie na twarzy Harry’ego zagościło tam dłużej, niż zazwyczaj, zanim Harry szybko odwrócił się w stronę Nialla, a jego usta były szeroko otwarte. – Ty chcesz, żebym…
- Chcę, żebyś go znalazł. Wiem, że jesteś jedyną osobą, która może to zrobić… a nawet myśl, że nie jesteś już liderem tego miasta i nie masz takiej mocy, jak wcześniej, wiem, że wciąż możesz to zrobić. Ja po prostu… wiem, że Louis chce ciebie.
- Co sprawia, że to mówisz?
- Ponieważ, czuję to czytając jego listy. Nie jest dobry w ukrywaniu uczuć, nawet w listach. Zawsze wspomina o tobie… pytając czy masz się dobrze, czy jesteś zadowolony z powrotu do tego, co robiłeś… Nie powiedziałem mu, że oddałeś pozycje Liamowi.
To zdarzenie wciąż było jasne dla Harry’ego. Tej samej nocy, której Louis opuścił go na przystanku, zdecydował bez dalszego myślenia, że nie chce nic innego z wyjątkiem powrotu Louisa. Nie potrzebował mocy ani przywilejów, które dawała mu pozycja lidera… Wszystko, czego chciał to Louis. A więc, zwołał zebranie i oddał Liamowi, bez zwątpienia, swoją pozycję i oficjalnie opuścił gang.
Zayn podążył za nim następnego dnia i wszystko odsunęło się od nich. Ich zwolennicy i specjalne traktowanie prysło, jakby obudzili się z magicznego snu. Harry nie czuł ani krzty żalu, kiedy oddał pozycją Liamowi, wiedział, że chłopak zasługiwał na to, i ku jego radości Josh i osoby zaangażowane w porwanie Louisa, zostali ukarani.
- Jego rodzina nie powiedziała mi nic o miejscu, w którym może być.
- Myślałem, że zbierałeś o nim wcześniej informację? – Zapytał Niall, był szczęśliwy, widząc jak twarz i głos Harry’ego rozjaśnia się.
- No tak, ale tam nic nie było o przyszłych planach, kiedy postanowi uciec.
- Ha ha – Niall przewrócił oczami. – Twój humor nie pomaga Harry. Mówię o jego rodzinnym mieście…
Harry nie czekał, aż Niall dokończy zdanie, gdy uciekł od chłopaka, robiąc mentalną notatkę, że musi podziękować za istnienie Nialla, ale zrobi to później. Jego aksamitna szata powiewała, gdy przepychał się między uczniami robiącymi zdjęcia z rodzicami i przyjaciółmi, niektórzy nawet witali go, ale Harry nie miał czasu na to żeby się zatrzymywać i nie miał do tego żadnego powodu. Wszystko, czego chciał to wsiąść do samochodu, pojechać i odnaleźć tak szybko jak to było możliwe, gdzie był Louis.
XXX
Dźwięk kluczy rozniósł się po domu, gdy Louis otwierał drzwi. Smugi światła z latarni oświetlały jego puste i ciemne mieszkanie. Minęły dwa miesiące odkąd mieszka tu samotnie i wciąż Louis nie czuł się jakby był w domu. Był przyzwyczajony do miejsca, w którym słyszał jak jego mama gotuje oraz uroczy śmiech jego czterech, uroczych sióstr – teraz było to nic więcej jak przemijający, nastoletni obóz.
Wszystkie jego rzeczy znajdowały się w rogu pomieszczenia, on nigdy nie znalazł czasu, żeby je uporządkować i zająć się pokojem na górze, prawdopodobnie wciąż mając nadzieję na to, że nie zostanie tu długo.
Położył papierową torbę na stole, który był pół czysty i pół zakurzony, ponownie, nie znalazł czasu, żeby posprzątać dom. Wyjął kubek z makaronem, zalał go gorącą wodą, położył wieczko na górze kubka i odczekał trzy minuty. Louis chwycił torbę i wyciągnął aparat, przeglądając ostatnie zdjęcia, które zrobił w studiu, w którym pracował od miesiąca.
Louis uśmiechał się za każdym razem, kiedy przychodził do domu i robił to – myślał, że w końcu robi to, co kochał, robił zdjęcia ludziom, a nie wydarzeniom. Kochał sposób, w którym kierował modelami:, aby podnieść ich koszulkę w ten sposób, albo spojrzeć na kamerę w taki, a nie inny sposób, w którym będą mieli lepszy kąt. To była jedyna rzecz, która trzymała go w tym miejscu.
Przypomniał sobie czas, w którym pierwszy raz celował kamerą w kierunku Harry’ego – jak wyobrażał sobie jak chłopak powinien wyglądać, albo, co będzie wyglądało lepiej na nim. Uświadomił sobie, że tak naprawdę nigdy nie miał okazji zrobić mu zdjęć. Wszystko, co miał to jedno rozmazane zdjęcie – które wydawało się być pierwszym i ostatnim, które zrobił.
Podniósł wieczko z kubka, zapach sztucznych owoców morza sprawił, że jego żołądek odezwał się z niezadowolenia. Oderwał plastik, wyciągnął widelec i zaczął mieszać zawartość, gdy usłyszał pukanie do drzwi. Louis zatrzymał się na chwilę, odkładając widelec na stole, zanim niepewnie wstał z krzesła i poszedł w kierunku drzwi.
To było dziwne mieć gościa, a Louis był pewien, że nigdy nie podawał nikomu swojego adresu. Może to dostawca z jego przesyłką? To musiał być on. Gdy otworzył drzwi, nie był gotowy, żeby zobaczyć zielone oczy patrzące na niego. Harry. O Boże.
Zrobił krok do tyłu, nie mogąc ukryć szoku na twarzy, gdy patrzył jak Harry wchodzi do środka, jego usta były wciąż zaciśnięte, ale oczy nie spuszczały Louisa ze wzroku. O Boże, to był efekt zbyt dużej ilości sztucznych pokarmów w jego brzuchu – jego współpracownicy mieli racje. Miał urojenia.
- Zaskoczony? – Zapytał Harry, odrywając od niego spojrzenie na chwilę i oglądając wnętrze jego mieszkania, zanim ponownie jego oczy spoczęły na Louisie. – Myślałem, że potrzebujesz towarzystwa…
- Harry…
- Nie, Louis. Pozwoliłem robić ci to, co chciałeś przez dwa miesiące, teraz musisz pozwolić mi zrobić to, co ja chcę. – Harry zrobił krok do przodu, jego nogi były prawie blisko Louisa, który czuł się uwięziony, gdy tył jego nogi dotknął podłokietnika kanapy. Louis nie wiedział, co powiedzieć, wszystko utkwiło w gardle i nie mógł nawet wymruczeć słowa – a nawet, jeśli mógł, co właściwie miał powiedzieć?
- Pozwoliłem ci odejść i nie ścigałem cię, bo myślałem, że tak będzie lepiej. Będzie lepiej, jeśli będziesz żył gdzieś daleko ode mnie, bo nie mogę cię chronić, bo nic dobrego nie przydarza ci się, gdy jesteś ze mną…
- Już ci mówiłem, że to moja wina. – Louis próbował go odepchnąć, ale nie tym razem. Zamiast tego Harry chwycił oba jego nadgarstki i opuścił je z taką siłą, że Louis nie mógł wygrać. – Pozwól mi odejść…
- To jedyna rzecz, której nie zrobię Louis. Nie widzisz tego? Jestem tutaj, bo nie mogę tego znieść! Nie mogę znieść tego, że nie jesteś obok mnie! Tego, że nie mogę trzymać cię albo dotknąć albo pocałować albo… kurwa! Nie mogę żyć bez ciebie, w porządku? To niewystarczające wyjaśnienie? Myślisz, że może tak po prostu to zrobić? Po prostu odejść i zostawić mnie samego z tym uczuciem? – Harry ścisnął jego nadgarstki mocniej, że zaczęło to boleć. – Myślisz, że to wystarczy, żebym przestał o tobie myśleć? Myślisz, że nawet, jeśli Niall chciałby żebym pozwolił ci odejść, zrobiłbym to?
- Ja po prostu… Nie chciałem, żeby ci się coś stało. Ludzie wokół ciebie, widziałeś ich miny, gdy byliśmy razem? To było tak jakby chcieli nas czymś dźgnąć. A im więcej czasu spędzałem z tobą…
- Nie musisz już się tym martwić – przerwał mu Harry, przerzucając jego nadgarstki do jego bioder, zanim Harry go puścił. Jego kciuk głaskał policzek Louisa, przyciągając go bliżej i Louis topił się pod wpływem tego dotyku – to były tylko dwa miesiące, ale uczucie było takie, że czuł się jakby minęły wieki. – Naprawiłem wszystko. To koniec.
Louis sięgnął ręką, chcąc to zatrzymać w tym miejscu, czuć po prostu ciepło dużych rąk Harry’ego, mimo tego, że to nie było to, o czym mówił – Harry był tutaj, tylko to się teraz liczyło. Ale druga strona Louisa walczyła i wzywała go, aby wiedział, dlaczego nagle opuścił swoje rodzinne miasto i trzymając jego twarz i patrząc na niego…
- Zrezygnowałem z pozycji, nie jestem więcej w gangu, nie jestem już liderem albo jak to nazywałeś ‘liderem najbardziej sławnego gangu w mieście’ – powiedział Harry, usta wykrzywiły się w małym uśmiechu, ledwo ukazując jego dołeczki. – Jestem po prostu Harrym.
- A…Ale co z twoimi zwolennikami, co z tymi wszystkimi rzeczami, które miałeś dzięki pozycji! Hary jesteś śmieszy… Nie możesz po prostu, nie możesz…
- Nie mogę, czego? Nie mogę zrezygnować z tego, bo cię kocham? – A Louis czuł, jakby jego serce rozerwało się a pół, a następnie zostało zszyte. Nigdy nie myślał, że słysząc to więcej niż jeden raz mogło po prostu zaprzeć mu dech w piersiach. – Cóż, zgadnij, co Tomlinson… Mogę i zrobiłem to. Byłem tak głupi, że nie uświadomiłem sobie, jak nasz związek wpływa na ciebie albo coś w tym stylu, powinienem był wiedzieć o planach Josha: o tym, że opuściłeś miasto i obwiniałeś siebie. Byłem kompletnym dupkiem, starając się ignorować wszystko wokół nas. Ja po prostu… Jezu… Nie jestem w tym dobry, dobra, nie patrz tak na mnie. – Harry opuścił głowę, powoli oddychając, ale oczywiście uśmiechając się. To tak jakby cała ta kłótnia zniknęła i żadnej z nich nie chciał wcisnąć dalej.
- Ja po prostu… Chcę być z tobą. Nie wiem jak do cholery przeżyłeś te dwa miesiące beze mnie, ale ja ledwo to zrobiłem, dobrze? Miałem nadzieję, że pojawisz się na zakończeniu, ale okazało się, że ciebie nie było.
Wciąż stali centymetry od siebie, usta Harry’ego dotykały czoła Louisa, gdy mówił, gdy wyjaśniał wszystko, co mu się stało i to jak Harry za nim tęsknił. To było tak inne, tak różne niż po prostu słyszenie tego od Nialla, że Harry ma się dobrze, bo z tego, co Louis słyszał, Harry był daleko od ‘w porządku’. Co było dość dobre, prawda? Louis też ledwo przeżył ten czas, a po prostu myśl o kimś innym przy Harrym była nie do zniesienia.
- Przepraszam… Pracowałem w studiu fotograficznym. – W końcu usiedli na kanapie, na której Louis spał. Jego głowa oparła się o szerokie ramię Harry’ego, palce Harry’ego bawiły się jego rękawami, jego usta wciąż znajdowały się na jego skroniach. – Biorę lekcje fotografii, podczas gdy zarabiam pieniądze.
Harry prychnął. – A więc to w taki sposób przetrwałeś, co jest dość nieuczciwe z mojej strony, prawda? Wygląda jakbyś nie potrzebował mnie tutaj. – Zrobił coś na kształt tego, że go opuszcza, ale Louis przyciągnął go, nie mogąc ukryć paniki, że Harry upadł dla niego. – Spokojnie. – Harry pogładził nos Louisa, a oni oboje zachichotali, a ich śmiech rozgrzał całe to miejsce, w którym Louis umieszczał swoje klucze. – Kocham cię Louis. Nigdy więcej mnie nie zostawiaj
- Ja też cię kocham – odpowiedział Louis, podnosząc głowę, by w końcu złączyć ich usta. – Obiecuję, że tego nie zrobię. A tak poza tym…
- Co?
- Poza tym wciąż nie zrobiłem ci zdjęcia. To było coś, co próbowałem zrobić w ciągu kilku ostatnich miesięcy prawda?
- Prawda. A ja myślałem, że będziemy rozmawiać o seksie – powiedział Harry, wywracając oczami.
- Och, zamknij się.
- Zmuś mnie. – Harry miał złączyć ich usta ponownie, gdy Louis odepchnął go z wielką siłą tak, że Harry usiadł, marszcząc brwi i wyglądając na rozczarowanego.
- Sesja zdjęciowa jutro, przynieś jakieś ubrania dobrze? – Powiedział Louis, uśmiechając się szeroko. – Upewnię się, że zdjęcia znajdą się w moim portfolio.
Harry roześmiał się. – Cóż, to nie miejsce, gdzie wszystko się zaczęło? ‘Louis Tomlinson celujący aparatem w wszechmocnego Harry’ego Stylesa’?
- Yeah, z tym wyjątkiem, że nie jesteś teraz liderem gangu.
- Nie zmienia to faktu, że wciąż jestem wszechmogący.
- Zamknij się.
I zanim Harry mógł coś powiedzieć, Louis przyciągnął go do siebie, w końcu zmniejszając dystans między nimi. Louis przypomniał sobie coś, ale nie wspominał o tym, gdy ręka Harry’ego zsunęła się na jego ciało.
W końcu zgodził się z tym, że bez względu na to jak bardzo to określił, naprawdę to zrobił, ostatecznie wybrał Harry’ego.
12
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz