5
Pod koniec szkolnego dnia, Harry zdecydował, że po prostu nie pójdzie na trening. Powie trenerowi, że był chory, albo że miał czytać ślepym, albo że jego siostra źle się czuła – a może nawet nie będzie musiał przejmować się wymyślaniem wymówek. To nie tak, że trener nie wiedział, że Harry nienawidził bycia głupim chłopcem od wody.
Co do Louisa, cóż… Harry nie wiedział, czy stać go, by chociaż spojrzeć w jego twarz. Mógł myśleć tylko o tym, jak idealnie wyglądał w ekstazie i czystej, błogiej przyjemności, która pojawiała się na twarzy starszego chłopca, gdy Harry pieprzył go na szorstkiej korze drzewa wczoraj w nocy.
Oczywiście, gdy Harry uświadomił sobie, co właśnie sobie wyobraża i jakie brudne myśli pochodzą z tego mentalnego obrazu, miał pewność, że decyzja, aby opuścić trening tego wieczora była uzasadniona.
Harry wiedział, że Zayn będzie czekał na niego przy szafce, gdy tylko lekcje się skończą, więc potrzebował lepszego planu, niż tylko nie pokazania się na treningu. W zamian, Harry zwolnił się wcześniej z ostatniej lekcji, skarżąc się na ból brzucha. Nauczyciel posłał mu sceptyczne spojrzenie, ale szybko udzielił mu pozwolenia na wyjście, gdy Harry się pochylił i zaczął udawać odruch wymiotny. Klasa pośmiała się nieco jego kosztem, ale Harry stwierdził, że lepiej dać im chwilę chichotu, ponieważ był chory, niż dać im powód, by bezlitośnie przezywali go katolikiem*, ponieważ wiedzieliby, że pieprzył innego chłopaka – a mianowicie Louisa, społecznego wyrzutka.
Myśl o ludziach znających twoją tajemnicę sprawiła, że Harry wzdrygnął się idąc do swojej szafki, szybko wrzucając do niej swoje książki i zabierając pracę domową, którą wiedział, że nie zrobi, ale i tak zamierzał zabrać ją do domu. Pochylił głowę, gdy szedł obok otwartych drzwi klasy rachunkowości Zayna, mając nadzieję, że chłopak o kruczoczarncyh włosach będzie zbyt zajęty pisaniem w zeszycie, aby zauważyć szybką ucieczkę Harry’ego.
Tak szybko, jak popołudniowe słońce uderzyło w skórę Harry’ego, poczuł ogromny ciężar na swoich ramionach. Cichy głos z tyłu głowy dokuczał mu i przepominał, że nie może uciec na zawsze od swoich problemów, ale starał się go zignorować, przechodząc przez boisko i podążając swoją zwyczajową drogą do domu.
Zatrzymał się przy tym samym drzewie, przy którym widział Louisa w nocy i nie mógł mu pomóc, ale zatrzymał się i spojrzał na miejsce, w którym Louis zwinął się w kłębek. Ogólnie rzecz biorąc, miejsce wyglądało niewinnie, choć Harry nie był pewien, czego innego się spodziewał – to nie tak, że miał być rozmazany na drzewie czy cokolwiek – ale czuł, że powien być tam jakiś dowód, coś, co ostrzegłoby przechodniów przd wydarzeniem, które miało tam miejsce poprzedniej nocy.
Zanim Harry w pełni zrozumiał, co robił, wspinał się po drzewie, niezręcznie zarzucając plecak na zgięcie łokcia, próbując wspiąć się po grubych gałęziach bez upuszczania swoich rzeczy. Dzwonek rozbrzamił na boisku i Harry spanikował, wiedząc, że piłkarze będą tu niedługo i, jeśli go zobaczą, będzie musiał im wytłumaczyć dlaczego wspina się na drzewo, zamiast przygotowywać sprzęt na ich trening.
W tej sytuacji większość normalnych ludzi zaprzestałaby dalszej wspinaczki i ruszyła w przeciwnym kierunku, wracając do domu tak, jak początkowo było to zaplanowane. Harry kednak wdrapał się jeszcze wyżej, w końcu dosięgając i siadając na jednej z wyższych gałęzi, która wyglądała na bezpieczną. Liście dobrze odwalały swoją robotę, ukrywając go, choć były na tyle rzadkie, że Harry miał przyzwoity widok na boisko z miejsca, w którym siedział.
Jego telefon zawibrował w kieszeni, więc wyjął go, by przeczytać nową wiadomość.
(14:36) Zayn: gdzie do cholery jesteś? Czekam na cieie przy naszej szafce, pospiesz się cioto x
Poczucie winy uderzyło Harry’ego w żołądek i poczuł się źle, zupełnie porzucając Zayna. Odpisał szybko tanią wymówkę.
(14:37) Ja: przepraszam, stary, źle się poczułem i poszedłem do domu. Daj trenerowi mocnego całusa ode mnie x
Zayn odpisał niemal natychmiast.
(14:39) Zayn: pieprz się x
Harry niei był pewien, czy Zayn był na niego wkurzony za ominięcie treningu, czy za żart na temat trenera, ale tak czy inaczej fakt, że wciąz podpisał wiadomość buziakiem oznaczał, że Harry był czysty.
Harry schował ponownie telefon, nie zadając sobie trudu, by odpisać na wiadomość Zayna, patrząc, jak boisko powoli wypełnia się zawodnikami. Tym razem Louis był jednym z pierwszych na boisku i Harry nie winił go za pośpiech, po tym, jak trener ostatnio ukarał go za opieszałość. Patrzył, jak Louis z roztargnieniem kopie piłkę w jedną i drugą stronę boiska, skąd, ukryty na drzewie, ledwo mógł dostrzec końcówkę jego języka, różową i swawolną, wystającą w koncentracji, gdy próbował wyćwiczyć coś raczej skomplikowanego technicznie. Harry mmusiał przyznać, że był pod wrażeniem. Nie był pewien, skąd wziął się stereotyp o geju będącym złym w sportach, ponieważ Louis był lepszy od większości graczy, których Harry kiedykolwiek widział – w tym niektórych graczy zawodowych.
W ciągu dziesięciu minut przyjechał trener i wszyscy gracze byli dobrze rozgrzani. Trener ryknął przez boisko, gdy sprawdzał listę, upewniając się, że każdy kto miał być, zjawił się.
Harry był prawie urażony, że jego nazwisko nie figuruje na liście – jasne, nie był graczem, ale wciąż był częścią drużyny, prawda? Jednak, jego nieobecność nie uszła niezauważona, jako że niedługo potem trener warknął:
- Chłopcze od wody, przynieść mi jakieś czyste ręczniki.
Nastąpiła długa przerwa, gdy kilku chłopców zwróciło się do trenera z zdezorientowanym wyrazem twarzy, ale nikt nie wkroczył do akcji.
- Styles! Ręczniki, dzisiaj. – Trener spróbował raz jeszcze.
Wciąż bez odpowiedzi.
Trener zmrużył paciorkowate oczy i podrapał się po łysinie, rozglądając się po boisku w poszukiwaniu jakiegoś znaku Harry’ego, ale nie zauważył żadnego. Jego usta zacisnęły się w wąską linię, gdy jego oczy odnalazły Zayna, a jego szczęka zacisnęła się mocno, jakby zdecydował się na ofiarę.
- Malik, chodź tu!
Zayn zmarszczył brew, gdy zbiegał z boiska. Harry ledwie mógł usłyszeć, co Zayn powiedział – jego głos był zbyt niski i miękki, aby przelecież przez boisko – ale nie miał on zbyt wielu okazji do wypowiedzenia się, zanim trener mu przerwał.
- Gdzie twój przyjaciel, chłopak od wody? Mówiłeś, że mogę mu zaufać, że się pojawi. Zaufałem twoim słowom, a to już teraz zawraca i gryzie mnie w tyłek – warknął trener.
Serce Harry’ego bolało dla Zayna, gdy kilku graczy obróciło się na słowa trenera, by obejrzeć scenę, która się rozgrywała. Kilku z nich nawet posunęło się tak daleko, by zaśmiać się z Zayna i nawet z tak daleka Harry mógł zauważyć różowy odcień wkradający się na policzki Zayna, gdy ten udawał, że nie zauważał pytających spojrzeń, które otrzymywał.
- On po prostu poczuł się trochę źle, to wszystko – mruknął Zayn, tym razem głośniej.
- Cóż, dla mnie wyglądał dobrze, kiedy widziałem go obok siłowni, gdy wychodził ze szkoły nie mniej niż pół godziny temu – zakwestionował trener.
Harry dostrzegł rosnący grymas na twarzy Zayna.
- Jestem pewien, że zaszło małe nieporozumienie – zaprotestował.
- Spójrz, Malik, rozumiem, że chcesz pomóc przyjacielowi. Ale fakt, że umieściłeś jakąś głupią małą przysługę ponad odpowiedzialność za swoją drużynę sprawia, że myślę, że nie poradzisz sobie jako kapitan zespołu. – Trener skrzyżował ręce, z chłodnym wyrazem twarzy.
- Co? Nie, trenerze, ja nie… – Zayn zbladł.
Harry nie kłopotał się słuchaniem reszty, schodząc na dół i biegnąc przez boisko.
- Przepraszam za spóźnienie, trneerze! Czułem się trochę źle, musiałem skoczyć do domu i wziąć paracetamol. Co przegapiłem? – uśmiechnął się do trenera i niedbale oparł rękę na ramieniu Zayna.
Trener chrząknał, zsuwając czapkę na tył głowy.
- Idź poręczniki. Teraz – warknął, odwracając się, nie zadając sobie trudu, by udawać, że cieszy się widząc Harry’ego.
Zayn zmarszczył brwi, patrząc na przyjaciela.
- Co ty do cholery zrobiłeś, cioto? Trener prawie zabrał moje miejsce jako kapitana!
- Wiem, słyszałem – wypalił Harry, zanim zdążył się powstrzymać.
Zayn obrzucił Harry’ego ponurym spojrzeniem, cicho nakazując mu, aby wyjaśnił, co się stało i Harry wydał z siebie głębokie westchnięcie, zanim zaczął.
- Widzisz, nie chcę sprzątać dzisiaj z Louisem – i to nie tak, że muszę, Louis pewnie zrobi to samemu – więc pomyślałem, że wrócę do domu wcześniej, ale potem wspiąłem się na drzewo i nie mogłem uciec niezauważonym, a potem usłyszałem, jak trener się na ciebie wścieka, więc oto jestem. – Harry uśmiechnął się głupkowato, mając nadzieję, że jego wyjaśnienie było niejasne i wystarczająco dziwne, by Zayn tego nie kwestionował.
- Co? Dlaczego nie chcesz pracować z Louisem? – Zayn zacisnął gniewnie usta.
Cholera. Spośród wszystkich części zdania, dlaczego Zayn musiał wybrać tylko tę jedną, o której Harry nie chciał rozmawiać?
- Um, my tylko… nie dogadujemy się, tak myślę.
Zayn odwrócił się w stronę boiska, przykładając dłoń do ust i krzycząc:
- Tomlinson!
Louis poderwał się na dźwięk swojego nazwiska i podbiegł do Zayna, a jego oczy migotały nerwowo, gdy napotkał wzrok Harry’ego, zanim zwrócił się do Zayna. Cała ta sytuacja nie mogła być bardziej niewygodna, Harry uświadomił sobie, jęcząc w duchu.
- Ah, Louis, mam małą prośbę. Widzisz, Harry potrzebuje trochę treningu zanim będzie wystarczająco dobry my spróbować ponownie na przesłuchaniu do drużyny. Ponieważ wyraźnie między waszą dwójką dzieje się coś dziwnego, zdecydowałęm, że to ty pomożesz mu trenować. Tylko w ten sposób można rozwiązać wasze różnice; pracując razem, aby przez nie przejść. – Zayn postanowił.
Harry prychnął.
- Mówisz, jak jakiś głupi speaker w dziennych rozmowach telewizyjnych – mruknął.
Louis skrzywił się, zagryzając dolną wargę.
- Naprawdę nie uważam, że to taki dobry pomysł – wymamrotał niepewnie.
- Podjąłem decyzję. To zaczyna mieć wpływ na całą drużynę i zagraża mojej pozycji jako kapitana, więc biorę sprawy w swoje ręce. – Zayn warknął, praktycznie przerywajac Louisowi w swojej wściekłości.
Odwrócił się i pobiegł z powrotem na bosiko, z Louisem, który podążył za nim, zostawiając Harry’ego, który patrzył za nimi oniemiałym wzrokiem, zastanawiając się, jak do diabła próba unikania Louisa zakończyła się właśnie ich ponownym złączeniem.
*w oryginale użyto słowa „mick”, co w potocznej mowie jest pogardliwym określeniem dla katolika lub obraźliwym dla osoby pochodzenia irlandzkiego
5
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz