6
Od: Zayn
Właśnie przyjechałem. Będę czekać w Starbucks
Od: Harry
W porządku, Zayney. Powinien tam być za godzinę. Widzimy się niedługo!
Od: Zayn
Nie wydaje mi się, żeby godzina zaliczała się do „niedługo”, Harry. Ugh, taaak się nudzę, picie kawy nie jest w połowie tak fajne, jak się wydaje. Właściwie to wcale nie jest fajne.
Od: Harry
Przynajmniej wyglądasz fajnie. Możesz zrobić zdjęcie na Tumblr i podpisać w stylu „Err, co tam, jestem Zayn. Robię fajne zdjęcia dla moich followersów, ponieważ jestem taki gorący #sexyhipstergod”. Sam nie wiem, po prostu wydaje mi się, że to coś, co robisz, bez obrazy. A skoro mowa o robieniu nudnych rzeczy – próbowałeś pić do góry nogami, czy coś?
Od: Zayn
(Zignoruję ten komentarz…) Pić do góry nogami? Mówisz na serio? Ponieważ, szczerze, jeśli tak – idę prosto do domu. Jezu, kurwa, Chryste.
Od: Harry
Nie, tylko żartuję, hahaha. I ta, jasne „idę do domu”, puste groźby na mnie nie działają! Wiem, że nie możesz się doczekać, by zobaczyć kutasa Liama na żywo.
Od: Zayn
Jakoś nie mogę temu zaprzeczyć.
Harry ponownie przeczytał ich rozmowę kilka razy, śmiejąc się głośno za każdym razem. Stara kobieta siedziała przed nim, rzucając mu od czasu do czasu zaciekawione spojrzenie, czego Harry był zupełnie nieświadom. Jego I-pod w dalszym ciągu grał One Direction i Harry był całkowicie zagubiony w swoim świecie, który z większości składał się z niepohamowanego podniecenia i stłumionej nerwowości. Te dwie emocje obecne w jego ciele walczyły o dominację tak bardzo, że ledwo mógł usiedzieć. Poszedł do toalety już około sześciu razy ze względu na chęć poruszania nogami. Kiedy był w toalecie za pierwszym razem, „C’mon C’mon” grało tak głośno, że zaczął tańczyć przed lustrem, poruszając się delikatnie w zgodzie z muzyką. Ale kiedy piosenka dotarła do refrenu, bezwstydnie wykonywał wszystkie swoje ulubione ruchy.
- Yeah, I’ve been watching you all night. There’s something In your eyes. So, c’mon c’mon, and dance with me, baby!
To nie tak, że Harry nie używał toalety do tańczenia, to był jego zwyczaj, zazwyczaj wtedy, gdy był pijany. Nick przyłapał go raz i, uh, to było krępujące. Wtedy Harry pozwolił sobie krzyczeć ile sił w płucach, jak zazwyczaj robił to pod prysznicem, ale biorąc pod uwagę, że był w pociągu – milczał. Kiedy nadszedł drugi wers, nagle się wystraszył i zatrzymał w połowie kroku. Co, jeśli w toaletach są kamery? Z szeroko otwartymi oczami Harry rozejrzał się, ale nic nie znalazł. Uf. I to było trochę jak przebudzenie; Harry zebrał się w sobie i wyszedł z toalety z wielkim uśmiechem na twarzy. Stara kobieta obdarzyła go długim spojrzeniem, kiedy usiadł, patrząc przez okno z wyjątkowo zadowolonym wyrazem twarzy. Ponieważ Harry powtórzył to sześć razy, kobieta sześć razy doszła do błędnego wniosku. Jeśli Harry byłby tego świadomy, byłby strasznie zakłopotany, ale ponieważ był w błogiej nieświadomości – wszystko było dobrze.
Pierwszą rzeczą, dotyczącą świata zewnętrznego, którą Harry rzeczywiście zauważył, było kiedy z głośników wywołano jego miejsce przeznaczenia. Po wzięciu głębokiego oddechu, wyjął słuchawki z uszu i drżącymi rękoma wziął walizkę. Spokojnie, przypominał sobie nieustannnie, wszystko będzie dobrze. Zayn jest dobrym facetem, dogadacie się. Szedł w kierunku wyjścia, gdzie czekało mnóstwo ludzi, wszyscy chętni do wyjścia z pociągu. Prawdopodobnie nie tak chętni jak Harry, ale jednak. Kiedy drzwi się otworzyły, Harry został zmiażdżony między parą w średnim wieku, nie mogąc się ruszyć. Był zirytowany, ale w końcu udało mu się wysiąść.
W momencie, gdy jego stopy spotkały się z ziemią, podniósł głowę i spojrzał na scenę przed nim. Harry był pewien, że nigdy nie widział tylu ludzi na raz w całym swoim życiu. Kiwając głową w zaskoczonym uznaniu, wziął rączkę swojej walizki i stał się częścią tłumu. Chciał odnaleźć Starbucks jak najszybciej, ale trudno było się rozejrzeć za czymkolwiek, kiedy ledwo mógł zobaczyć to, co było przed nim. Rozejrzał się kilka razy, ale nie dostrzegł tego, czego szukał. Ciężko wzdychając, ruszył przed siebie, dopóki nie spotkał dziewczyny, która wyglądała, jakby była w jego wieku, trzymającej w dłoni kubek z Starbucksa. Po chwili zastanowienia zdecydował się do niej podejść.
- Eh, przepraszam. – Zaczął niepewnie, nie wiedząc, czy skupiła na nim swoją uwagę.
Na dźwięk jego głosu, dziewczyna przeniosła skupione spojrzenie z telefonu na Harry’ego. Jej oczy rozszerzyły się, gdy go zobaczyła i zaczerwieniła się.
- Oh. Eh, cześć – powiedziała nerwowo.
Harry posłał jej jeden ze swoich najbardziej uroczych uśmiechów, doskonale zdając sobie sprawę z tego, jak działał na dziewczyny.
- Mogłabyś mi powiedzieć, gdzie jest Starbucks? – spytał, wskazując w kierunku trzymanego przez nią napoju.
- Och. – Dziewczyna spojrzała na swoje Chai Latte. – Tak, oczywiście! Jest… - Odwróciła się I wskazała na duży zielony znak po drugiej stronie peronu – to właśnie tam!
- Jasne. Dziękuję. – Harry skinął głową w odpowiedzi.
Dziewczyna zachichotała, wzruszając ramionami i spojrzała w ziemię.
- Proszę bardzo.
Harry posłał jej ostatni uśmiech, zanim obrócił się, idąc w stronę Starbucks’u z sercem bijącym absurdalnie szybko. Spokojnie, spokojnie, spokojnie. Kiedy w końcu doszedł do wejścia, poświęcił chwilę na przypomnienie sobie rzeczy, o których przypominał sobie kilkadziesiąt razy. Zayn jest dobrym facetem. Polubisz go. On polubi ciebie. Polubicie się nawzajem. Wszystko będzie świetnie. Nie wyglądasz głupio. Zayn cię polubi.
Zanim zdążył się bardziej zhiperwentylować, ponieważ, nie oszukujmy się – jego pocieszanie nie pomogło za bardzo, otworzył drzwi i poczuł silny zapach kawy, ciasteczek i chaosu. Kolejka była skandalicznie długa, ale Harry pomyślał, że to ma sens. Ludzie chcieli kawę i to było miejsce, gdzie mogli ją zdobyć. Stanął na palcach w nadziei, że zobaczy ciemne włosy chłopaka siedzącego gdzieś niedaleko. Stał tak przez chwilę, ale na próźno, bo nie widział nikogo, kto byłby podobny do Zayna. Zaczynając być paranoikiem, Harry rozważał najgorsze z możliwości. Czy to wszystko było wielką ustawką? A co, jeśli przyszedł, a potem wyszedł? Co, jeśli jego kiepski żart faktycznie go odstraszył? Z niekomfortowym węzłem w brzuchu, Harry przeszedł między tłumem w Starbucksie, ale bez powodzenia. Kiedy chodził w kółko od około trzech minut, zaczął wewnętrznie znęcać się nad sobą. Jesteś tak cholernie głupi, Harry! Dlaczego chcesz spotkać się z zupełnie obcym człowiekiem w Londynie? Czy rodzice niczego cię nie nauczyli? Cóż, najwyraźniej nie. Myślałeś, że zobaczysz Louisa Tomlinsona na żywo? Ha! To śmieszne.
Kiedy Harry był w Starbucksie od pięciu, potwornie długich minut bez żadnego sukcesu, westchnął, pokonany. Zayna tu nie było, to było oczywiste. Jeśli był, to na pewno do tego czasu zauważyłby Harry’ego. Wprawdzie Zayn widział tylko jedno jego zdjęcie, które zostało zrobione dwa lata temu, ale jednak. Harry powiedział mu, że jego znakiem firmowym były loki, a ilu osiemnastolatków z kręconymi włosami wchodziło do Starbucksa z walizką dłoni? Na pięć minut? Co najmniej niewielu.
- Cholera. – Harry syknął pod nosem.
Naprawdę chciał, żeby ta cała sprawa poszła tak gładko, jak tylko to możliwe, a to na pewno nie było definicją słowa „gładkie”. Jednak Harry nie zamierzał oddać się tak łatwo. Jeśli Zayn naprawdę go porzucił, to przynajmniej musiał się z nim zmierzyć. Harry wyciągnął telefon z kieszeni i otworzył okno, w którym pokazały się ich wiadomości, niektóre tylko sprzed godziny, ale tym razem Harry się nie śmiał. Zdeterminowany, wybrał kontaky „Zayn” i zobaczył przycisk „Zadzwoń”. Harry jeszcze nigdy nie rozmawiał z Zaynem, to byłaby ich pierwsza rozmowa, prawda? Po wzięciu kolejnego głębokiego oddechu, przycisnął „Zadzwoń”. Przytrzymując telefon przy uchu, jedyne, co był w stanie usłyszeć to powtarzający się dźwięk „beep”. Oddech, oddech, oddech. W momencie, kiedy stał się naprawdę nerwowy, usłyszał coś, co brzmiało żenująco znajomo.
„Yeah, I’ve watching you all night. There’s something in your eyes. So, c’mon c’mon and dance with me, baby!”
Zaskoczony, Harry odwrócił się i zobaczył wibrujący telefon na stole za nim. Podchodząc bliżej, Harry zobaczył także kogoś leżącego obok, z głową na ramieniu, prawdopodobnie pogrążonego w śnie. Gdy głośność się zwiększyła, osoba powoli podniosła głowę i zdawała się być zdezorientowana wobec tego, co się dzieje. Zdejmując kaptur z głowy, pokazując swoje czarne włosy, osoba wzięła telefon do rąk z zaskoczonym wyrazem twarzy. Po odkaszlnięcu, by oczyścić gardło, człowiek podniósł telefon do ucha.
- Halo?
Głos Zayna był niski i niepewny, ale Harry nigdy nie był bardziej zadowolony z usłyszenia czyjegokolwiek głosu w całym swoim życiu. Bez namysłu od razu zakończył rozmowę i szybko podszedł do stolika, gdzie Zayn siedział i wydawał się być całkowicie zaskoczony tym, co się właśnie stało.
- Cóż, w porządku – wymamrotał cicho do siebie, gdy odłożył telefon na stół, nie zauważając Harry’ego, który stał przed nim.
- Cześć, Zayn! – Harry prawie krzyknął, w żaden sposób nie próbując ukryć swoich emocji.
Na dźwięk jego głosu, Zayn podskoczył na siedzeniu, zaskoczony nagłym krzykiem.
- Whoa! – Zayn zawołał, wymachując rękoma w powietrzu, wyglądając trochę jak postać z kreskówki. Podniósł głowę i z szeroko otwartymi oczami zobaczył Harry’ego, stojącego przed nim, wyglądającego niedorzecznie szczęśliwie. – Chryste. Wystraszyłeś mnie.
- Przepraszam – powiedział wesoło, choć w ogóle nie było mu przykro. – Pomyślałem, że mnie wystawiłeś, więc byłem mile zaskoczony widząc cię tu.
Zayn zmarszczył brwi i zapytał powoli, wciąż nie do końca rozumiejąc całą sytuację.
- Czekaj, dlaczego miałbym cię wystawić?
- Nie wiem. – Harry wzruszył ramionami. – Na przykład, może byłeś jakimś dziwiakiem z internetu, który chciał być wrzodem na dupie? To się zdarza.
- Err, tak przypuszczam, ale… – Zayn poprawił się na siedzeniu i usiadł prosto – nie sądzę, bym znosił wszystkie twoje bzdury o Louisie, jeśli chciałbym oszukać cię w Londunie. To znaczy, bez żądnego powodu.
- Nie, jak sądzę. – Harry uśmiechnął się zakłopotoany. – To jest to, o czym też myślałem. W przeciwnym razie bym tu nie przyszedł.
Zayn spojrzał na Harry’ego z lekkim uśmiechem, który po chwili zmienił się w wybuch śmiechu.
- Naprawdę, Harry! Naprawdę myślałeś, że po prostu siedzę w domu i zacieram ręce i jestem jak: dobrze, dobrze, wszystko idzie zgodnie z planem. Obiekt – niewinny nastolatek myśli, że zobaczy popularny boysband One Direction na żywo, kiedy w rzeczywistości zostatnie tylko wystawiony w Starbucksie, z niczym innym, jak tylko złamanymi marzeniami i kubkiem kawy. Misja zakończona. – Zayn dosłownie trząsł się ze śmiechu, gdy Harry stał niezgrabnie przed nim, nie widząc tego tak zabawnie, jak Zayn.
Rozejrzał się wokół, mając nadzieję, że nikt na nich nie patrzy. Kiedy Zayn się zrelaksował, wziął głęboki oddech i spojrzał wprost na Harry’ego, wciąż lekko chichocząc.
- To miałby być mój diabelny plan? Ponieważ jeśli tak, to byłby dosłownie najgorszy zły plan w historii złych planów.
Harry wpatrywał się w podłogę z zażenowaniem.
- Nie wiem, to nie tak… – Podniósł głowę, aby spojrzeć z wahaniem na Zayna. – To nie tak, że myślałem o tym tak dużo.
- Tak, w porządku, rozumiem. – Z rozbawionym uśmiechem na ustach, zaprosił go gestem, by usiadł na przeciwko niego. – Chcesz usiąść, czy…?
- Tak. – Harry potwierdził i wyciągnął krzesło, siadając na nim.
Położył dłonie na stoliku i przyjrzał się Zaynowi. Więc, Harry był przygotowany na fakt, że będzie wyglądać dobrze, ale cholera! Zdjęcia nie oddawały wszystkiego. Jego ciemne włosy świetnie dopasowane z równie ciemnymi oczami, które zostały obramowane przez niesprawiedliwie długie rzęsy. Poza tym za jego kości policzkowe możnaby umrzeć. Zasadniczo, jeśli Harry nie byłby emocjonalnie zaangażowany w kogoś innego, zdecydowanie zrobiłby krok. Harry miał rozpaczliwą nadzieję, że jego myśli nie były zbyt łatwe do odczytania.
Zapadła krótka cisza, jakby było zbyt wiele rzeczy, które chcieli powiedzieć, ale nie wiedzieli od czego zacząć. Harry zaczął, stwierdzając oczywiste:
- Więc, oto jesteśmy.
- Oto jesteśmy – powtórzył Zayn.
- Więc, eh… – Harry próbował wymyślić coś mądrego do powiedzenia. – Więc, „C’mon, C’mon”, huh? Chwytliwy dzwonek.
- Tak. – Zayn zachichotał. – Choć to nie jest mój normalny dzwonek. Zazwyczaj mam jakąś piosenkę Ushera. Ale po prostu pomyśliłem, że byłoby to właściwe w tym tygodniu.
- To prawda.
- Poza tym – dodał z oskarżającą miną – potrzebowałem czegoś do roboty. Zajęło ci to wieki.
- Przepraszam za to. Choć to nie moja wina.
- Nie, ale mówiłeś, że będziesz tutaj w przeciągu godziny, a skończyłeś na dwóch.
- Poważnie? – Brwi Harry’ego podniosły się. – Huh. Nie zauważyłem. Zatem pociąg musiał mieć opóźnienie.
- Prawdopodobnie – Zayn się zgodził.
Harry skinął głową, starając się myśleć o czymś innym do powiedzenia.
- Wiesz, jeśli chcesz, by Liam cię polubił, może powinieneś być bardziej przyjazny. Nie jestem pewien czy doceniam to, że pierwszą rzeczą, jaką zrobiłeś, było wyśmianie mnie.
- Przepraszam za to. – Zayn zaśmiał się podonownie, nie wyglądając specjalnie tak, jakby było mu przykro. – Popracuję nad tym.
- Dzięki. – Harry uśmiechnął się zakłopotany.
Zayn odchylił się na siedzeniu, wykręcając sobie ręce, zaczynając się robić nerwowy, co lekko zaskoczyło Harry’ego. Zayn spojrał na niego niepewnie, starannie dobierając słowa.
- To trochę dziwne, nie? – zapytał znikąd.
- Eh, tak myślę. – Harry przyznał, jednocześnie wzruszając ramionami. – Ale osobiście właśnie dotarłem do punktu, gdzie nie bardzo mnie obchodzi to, czy jest to dziwne, czy nie. Pogodziłem się z tym.
- To chyba zdrowe podejście. – Zayn zgodził się. – Lepsze niż zatrzymywanie się, by myśleć o tym i uświadamiać sobie, że jesteś szalony.
- Przynajmniej będziemy szaleni razem. – Harry posłał Zaynowi najbardziej pocieszający uśmiech.
Zayn przewrócił oczami.
- Cieszę się, że jestem tu z tobą, o świetny nieznajomu z Internetu.
Harry długo wpatrywał się w Zayna, zanim odpowiedział.
- Powiedziałeś to sarkastycznie, ale właściwie jestem zadowolony z tego, że jestem tu z tobą. O świetny nieznajomy z Internetu – powtórzył, naśladując głos chłopaka.
Harry wzdrygnął się na myśl, o byciu tu z Nickiem lub, co gorsza, z Perrie. Tylko ktoś, kto nie doceniał świętej rzeczy był zbyt doświadczony. Wyraz twarzy Zayna zmienił się z naśmiewania do czegoś przyjaznego i posłał Harry’emu mały, ale szczery uśmiech.
- Nie marw się tym, Harry. Ja także.
- Świetnie. – Twarz chłopaka rozjaśniła się.
Nagle Zayn sięgnął przez stół, nieoczekiwanie dotykając włosów Harry’ego.
- Twoje włosy są naprawdę kręcone.
- Nie kłamałem o tym.
Zayn odsunął palce od włosów Harry’ego i położył dłonie na stole, patrząc na chłopaka.
- Cóż, tak bardzo, jak nienawidzę rujnować naszej małej chwili, ale muszę powiedzieć, że siedzę tu dosłownie dwie godziny. Szczerze mówiąc, nie miałbym nic przeciwko wyjściu.
- Och, w porządku – powiedział Harry i szybko wstał. – Oczywiście.
Zayn poszedł w jego śladu i wskazał w stronę kolejki.
- Chyba, że chcesz coś kupić?
- Nie, nic mi nie potrzeba – powiedział, odwracając się i widząc, że kolejka jest tak samo długa, jak wcześniej.
- Jasne. Więc chodźmy stąd.
Dwaj chłopcy wyszli z Starbucksa, obydwaj ściskając mocno bagaż w swoich dłoniach. Harry zerkał sekretnie na Zayna, wciąż nie do końca pogodzony z faktem, że był on tak niedorzecznie gorący. Zdecydowali udać się do hotelu, co było łatwiej powiedzieć, niż zrobić. Żaden znich nie był wcześniej w Londynie, więc byli równie zdezorientowali w metrze lub „Irytującym labiryncie”, jak Zayn lubił o nim mówić. Musieli zatrzymać się po wskazówki więcej, niż jeden raz, a to było zawsze rolą Harry’ego, który musiał to robić, ponieważ Zayn odmawiał. Harry nigdy by się nie domyślił, że Zayn jest nieśmiały, ale założył, że to jedynie pokazuje, jak mało o sobie wiedzieli.
Zajęło im około godziny, by dotrzeć do hotelu. Znajdował się nieco poza Notting Hill, nieszczególnie w centrum, ale nadal wystarczająco blisko. Był usytuowany na rogu wąskiej uliczki i zajęło im chwilę, aby go znaleźć.
- Eh – westchnął Zayn, gdzy szli obok siebie. – Chyba powinienem ci powiedzieć, że właściwie nie jest to pięciogwiazdkowy hotel.
- Jest w porządku. – Uspokoił go Harry. – Nawet nie spodziewałem się, że taki będzie.
- Dobrze. – Zayn roześmiał się z ulgą. – Ponieważ mogłem zarezerwować najtańszy, jaki znalazłem. Biorąc pod uwagę, że zostaniemu tu dziewięć dni, nie mogłem sobie pozwolić na coś droższego.
- Oh. – Harry spojrzał na Zayna zaskoczony. – Cóż, jak myślę, to ma sens. Też nie uważam siebie za bogacza.
- Dobrze – powtórzył. – I tak nie będziemy spędzać w hotelu wiele czasu.
Zauważyli przed sobą mały znak, który wskazywał, że to ich hotel. Pod spodem były absurdalnie normalnie wyglądające drzwi. Jeśli Harry nie wiedzsiałby lepiej, pomyślałby, że to drzwi do jednych z wielu zwyczajnych mieszkań.
- To tutaj? – zapytał, obracając głowę by spojrzeć na Zayna, który gapi,ł się na drzwi z zagadkowym wyrazem twarzy.
- Myślę, że tak – odparł niepewnie, gdy otworzył drzwi.
Wszedł do środka, a Harry podążył za nim. Wnętrze miało styl starego garażu, który nie był używany od wieków i w którym brakowało auta. Z dezaprobatą na twarzy Harry rozejrzał się, nie do końca zadowolony z tego, co zobaczył.
- Przynajmniej nie kłamałeś, mówiąc, że nie jest to pięciogwiazdkowy hotel – powiedział powoli.
Może się mylił, ale wydawało mu się, że zobaczył w prawym rogu uciekającą mysz.
- Nie, na pewno nie kłamałem. – Zayn potwierdził.
Ruszył do przodu, opierając się o pustą recepcję.
- Nikt tu nie pracuje? – zapytał.
Harry dołączył do jego boku i zawołał:
- Halo? Jest tam ktoś?
Właśnie miał rzucić Zaynowi pytające spojrzenie, kiedy niski, stary mężczyzna pojawił się w polu widzenia. Wydawał się być koło sześćdziesiątki, z siwymi włosami, w szarej koszuli i szarych spodniach. Nie wiele z kolorów. Na ich widok uśmiechnął się uprzejmie i podszedł do recepcji, patrząc na nich.
- Witam – powiedział, a jego głos był uprzejmy i przyjazny. – W czym mogę służyć?
- Mamy rezerwację – powiedział Zayn.
- Dobrze – odpowiedział mężczyzna i wyciągnął paczkę papieru, gdzie jedna na drugiej leżały niechlujnie. – Musisz wybaczyć bałagan – zaśmiał się, gdy jego palce wertowały papiery. Podniósł głowę. – A jak się pan nazywa?
- Malik. Zayn Malik.
- Pan Malik. Racja.
Harry niecierpliwie uderzał palcami o kontuar, gdy starzec kontynuował poszukiwania właściwej dokumentacji. To był długi dzień i Harry zaczynał się robić naprawdę głodny. Kiedy mężczyzna w końcu znalazł właściwy papier, wyglądał na nadmiernie zadowolonego i Harry nie mógł powstrzymać się od przewrócenia oczami.
- Tutaj! Mam go!
- Wspaniale. – Zayn odpowiedział sarkastycznie.
- Czyż nie? – Mężczyzna zgodził się entuzjastycznie, zupełnie nie zauważając oczywistego sarkazmu Zayna. Założył parę okularów, która leżała obok niego i dokładnie przyjrzał się kartce. – Zobaczmy. Wydaje się, że zostaliście zakwaterowani w pokoju 203.
- Fajnie.
- Muszę tylko znaleźć klucz. – Starzec spojrzał na nich znad papieru i posłał im szybki uśmiech, zanim znów zostawił ich samych. – Wybaczcie mi.
- Oczywiście.
Harry i Zayn spojrzeli na siebie z ciekawością, czekając aż stary człowiek wróci z kluczem. Zajęło mu to nieco więcej czasu, niż się spodziewali, ale w końcu się pojawił z bardzo zadowolonym wyrazem twarzy.
- Znalazłem go! – powiedział z dumą, kładąc klucz na stole.
- To świetnie – odpowiedział Zayn z wahaniem, podnosząc go. – Więc, zatem pójdziemy do naszego pokoju.
- Oczywiście – skinął głową. – Jednak nie używałbym windy. Biedna dziewczyna utknęła tam pewnego tygodnia i to było raczej paskudne doświadczenie. Polecałbym schody.
Harry chwycił swój bagaż i podszedł do znaku, który głosił „schody”, po tym, jak obrzucił starca ostatnim spojrzeniem.
- Dzięki za ostrzeżenie. Doceniamy to.
- Nie martwcie się o to! – Starzec zaśmiał się i dodał radośnie. – Cieszcie się z pobytu.
- Będziemy, dzięki – powiedział Zayn i ruszył za Harry’m.
Harry ostrożnie otworzył drzwi i wszedł na klatkę schodową, która była tak ciasna, że ledwo można było się tam zmieścić, idąc na przód.
- Jezu – mruknął pod nosem, gdy zaczął ciągnąc bagaż po schodach, które okazały się być bardzo trudnym wyzwaniem.
Kiedy wszedł na około pięć kroków, odwrócił się by spojrzeć na Zayna z rozbawionym wyrazem twarzy.
- Nie powinineś czegoś podpisać, zanim się zameldujesz, czy tylko ja tak robię?
- Nie wiem, stary. – Zayn wzruszył ramionami. – Nie wydaje mi się, żeby ten człowiek naprawdę wiedział, co jest górą, a co dołem.
- Prawda. – Harry rześmiał się i ruszył do góry. – Wydaje się być na haju czy coś.
- Myślę, że powinniśmy go później spytać o marychę – powiedział poważnie.
Nie wiedząc, czy Zayn tylko żartował, czy też nie, Harry roześmiał się.
- Taaak.
Kiedy dotarli na swoje piętro, które było równie ciasne jak korytarz i z wybielonym żółtym kolorze na ścianach, od razu dostrzegli swój pokój i weszli do środka. To był mały pokój z podwójnym łóżkiem umieszczonym na środku i z mini lodówką w lewym rogu. W pokoju było straszniezimno, bez żadnego ogrzewania. Dlatego Harry nie zdjął kurtki, gdy ruszył na przód, rozglądając się. Ku jego ulce, na prawo była łazienka, która całkowicie niezmiała znaczenie słowa „mały”. Śniacy miały brzydki różowo-szary kolor, nawet gorszy niż ten na korytarzu. Coś, o czym Harry nie pomyślałby, żeby było możliwe zaledwie dzień wcześniej. Ale widocznie było. Rozglądając się po pokoju,Harry nie był pewien, czy kiedykolwiek widział coś brzydszego. Ale kiedy przyłapał Zayna, który również badał pokój oczami sceptyka, najwyraźniej nie będąc zachwyconym tym, co zobaczył, nagle Harry poczuł się lepiej. Jeśli Zayn tu był, wszystko było idealne.
- Cóż – powiedział, skupiając na sobie spojrzenie Zayna, gdy wyrzucił ręce w powietrze. – Dom, słodki dom!
Zayn roześmiał się. Z początku prawdziwie, przechodząc do brzmiącego czysto histerycznie śmiechu. Potem przyłożył dłoń do twarzy i zaczął szlochać fałszywie.
- Tak mi przykro, Harry! Jeśli bym wiedział, że ściany będą miały taki orzygany kolor, nie wybrałbym tego hotelu.
- Jest w porządku. – Harry wzruszył ramionami.
- Powinni mieć chociaż ostrzeżenie! – syknął. – Na swojej stronie internetowej.
- Jak by to brzmiało? Uwaga: kolory naszych ścian mogą sprawić, że będziesz chciał popełnić samobójstwo tylko po to, by uciec przed ich brzydotą – przerwał i spojrzał na Zayna. – Jak to? Jakoś wątpię, by przyciągnęli jakichkolwiek klientów, gdyby to zrobili.
- I tak nie przyciągają wielu klientów. Mam wrażenie, że tylko my tutaj jesteśmy.
- Nie martw się, Zayn. Jestem pewien, że na tym piętrze są również dwie dziwaczne bliźniaczki.
Zayn otworzył oczy, natychmiast rozumiejąc odniesienie Harry’ego do „Lśnienia”.
- Zamkij się, Harry! Nie mów takich głupot!
- Wybacz. – Harry uśmiechnął się przepraszająco.
Zayn pokręcił głową z niedowierzaniem, ale wyglądało na to, że i tak mu wybaczył. W zamian Harry posłał mu wielki, głupkowaty uśmiech, ponieważ miał wiele powodów do radości:
Był w Londynie.
Nie zgubił bagażu i nie zrobił nic równie głupiego.
Był z tym, którego lubił nazywać swoim najlepszym przyjacielem, choć to może się nie zaliczać.
A co najważniejsze, miał zobaczyć miłość swojego życia za dokładnie jeden tydzień. A.k.a siedem dni, 168 godzin lub 10080 minut. W każdym razie razie Harry zobaczy go – o 10080 minuy za późno.
Mimo to Harry miał wiele powodów do radości. Był zaskoczony, gdy zauważył, że Zayn promieniował.
- Wiesz, co powinniśmy dzisiaj zrobić? – Zayn zapytał figlarnie.
- Co? – Harry wciąż się uśmiechał.
- Odejść jak najdalej od tego cholernego hotelu, jak to tylko jest możliwe i się upić.
- Myślę, że to brzmi wspaniale.
I tak zaczęła się przygoda Harry’ego i Zayna w Londynie.
Jeśli któryś z nich wiedziałby, co było w ich składziku, prawdopodobnie byliby SLKHJLDKHLKALKAJPMSGHDJ. Zasadniczo.
6
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz