sobota, 25 stycznia 2014

908

1

Harry westchnął i odruchowo spojrzał na tablicę, a jego oczy przebiegły przez różne równania matematyczne, nawet nie próbując ich zrozumieć. W roztargnieniu bawił się ołówkiem, obijając gumką o pełną dolną wargę, kiedy nauczyciel stojący przodem do klasy mówił coś monotonnym głosem, ciągnąc lekcję w nieskończoność.

Dzwonek wreszcie zabrzmiał, wyrywając wszystkich uczniów z nieprzytomności. Wrzucili swoje książki do toreb i wybiegli z klasy. Harry chętnie podążył za nimi, zadowolony z faktu, że w końcu uwolni się z tej sali.

Przesunął palcami przez loki, z łatwością przesuwając się przez morze tętniących życiem ludzi, starając się dostrzec przyjaciół. Zazwyczaj nie było to trudne – był na tyle wysoki, że górował nad wszystkimi, mając dokładny widok na wszystkich na korytarzu – ale dziś nigdzie nie widział swoich przyjaciół.

Nagle czyjeś ramię zderzyło się z jego klatką piersiową. Harry spojrzał w dół i zobaczył chłopaka, który leżał rozciągnięty na ziemi, z książkami porozrzucanymi dookoła niego. Już miał podać mu rękę, by pomóc mu wstać, gdy ujrzał jego twarz. Piękne niebieskie oczy umiejscowione w doskonale wyrzeźbionej twarzy, miękka grzywka wpadając do jego oczy w tym rozczochranym stanie. Gładka, miękko wyglądająca, opalona skóra na jego twarzy była w lekkim, różowym odcieniu zażenowania, iż wbiegł w kogoś i przewrócił się na oczach wszystkich.

Harry zamrugał kilka razy i otworzył usta, ale nic nie powiedział. Jedyne, co mógł zrobić, to patrzeć na wąskie usta drugiego chłopaka; dziwiąc się, jak gładko i doskonale wyglądały i zastanawiając się, jakby to było stopić je pod własnymi ustami w pocałunku.

Co?

Harry warknął na siebie samego, zły, że w ogóle o tym myśli. Spojrzał na swoją dłoń, która nadal wyciągniętą w stronę chłopaka i zacisnął ją w pięść, prostując się.

- Patrz jak chodzisz – warknął gniewnie, kopiąc jeden z podręczników przez korytarz.

Kilka osób spojrzało na dwóch chłopców, chichocząc, gdy zobaczyli tego na podłodze.

Twarz Harry’ego paliła z wściekłości i wstydu, jakby tamten chłopak mógł jakoś usłyszeć to, o czym myślał zaledwie sekundy temu, ale usłyszał jednego ze swoich przyjaciół, który go wołał. Odwrócił się więc w kierunku znajomego głosu, ignorując pragnienie odwrócenia się i spojrzenia ponownie w piękne oczy chłopaka. Nie, nie myślę tak, warknął do siebie. Nie był gejem. Nie był.

- Co się stało? – mruknął Zayn, przyjaciel Harry’ego, unosząc brwi.

Odruchowo machnął zapalniczką, opierając się obok jego otwartej szafki. Harry wzruszył ramionami, sięgając szafki Zayna i wyciągając miętową gumę. Potrzebował czegoś, co wyrzuci z niego to, co do diabła było w nim nie tak i miał nadzieję, że lodowaty wybuch mentolu mu pomoże.

- Jakiś dzieciak wszedł we mnie. Nie patrzył gdzie idzie. – Harry mruknął, chociaż wiedział, że była w tym i jego wina.

Był tak zajęty szukaniem swoich przyjaciół, że nie zauważył nawet mniejszego chłopaka, ale nadal był na niego zły, za sprawienie, że czuł się tak bardzo speszony. I winny za kopnięcie jego podręcznika. Zayn zachichotał.

- Tak, to jest Louis Tomlinson. Jest prawdziwyn dziwiakiem – dodał, chwytając paczkę papierosów z szafki zanim ją zatrzasnął.

Harry spojrzał na chłopaka – Louisa, przypomniał sobie – biegającego dookoła na czworakach, zbierającego papiery i książki, które upuścił. Jego oczy skupiły się na ziemi, a szczęki zacisnęły się mocno, jakby walczył z łzami, kiedy kilku ludzi wypowiadało w jego stronę drażniące obelgi, kopiąc jego rzeczy po podłodze tak, jak zrobił to Harry.

- Idę na papierosa, stary. Chcesz iść? – zapytał Zayn, wyciągając paczkę papierosów z kieszeni.

Zazwyczaj Harry nienawidził chodzenia z Zaynem do strefy palaczy, ale czuł potrzebę, by wyjść i zaczerpnąć świeżego powietrza – nawet, jeśli to powietrze było zanieczyszczone od smrodu tytoniu. Oderwał wzrok od zgarbionego Louisa i skinął w stronę Zayna.

- Tak, chodźmy stąd.



-x-



Odkąd Harry po raz pierwszy spojrzał w głęboko krystalicznie niebieskie oczy Louisa, nie mógł o nim zapomnieć, ale za każdym razem, gdy te piękne oczy atakowały myśli Harry’ego (co zdarzało się dość często, szczególnie w nocy) zaczynał się denerwować. Dlaczego tak bardzo zachwycał się Louisem? Dlaczego pragnie sprawdzić na własnej skórze, jak miękkie w dotyku są jego usta? Dlaczego nie chciał niczego więcej niż przeczesać palcami jego jedwabiste włosy i przyciągnąć jego twarz do swojej w intensywnym, pełnym ciepła pocałunku?

Ten gniew wydawał się być sposobem wyrażenia siebie.

- Dzień dobry, skurwielu. – Harry powiedział to, gdy po raz drugi zobaczył Louisa.

Mniejszy chłopak był nieco zgarbiony, z głową praktycznie zamkniętą w szafce, kiedy próbował wziąć książki bez przyciągania uwagi zespołu piłkarskiego, który czaił się w odległości zaledwie kilku metrów.

Louis skrzywił się, gdy uderzył głową w szafkę, kiedy ostrożnie spojrzał na Harry’ego. Nie rozpoznał głosu jednego z tych, którzy zazwyczaj go gnębili; ale potem znowu wydawała się to być uczciwa gra w tych dniach. Obrzucił go spojrzeniem spod rzęs tylko na chwilę, jakby się bał, że patrząc na Harry’ego zbyt długo tylko go rozdrażni.

W tej krótkiej sekundzie Harry poczuł, jak jego żołądek się skręcił. Oczy, których nie był zdolny wyprzeć z umysłu, w końcu spojrzały na niego głęboko, po raz kolejny i wydawały się być jeszcze bardziej doskonałe, niż zapamiętał. Oddech uwiązł w gardle i przez sekundę wszystko, co chciał zrobić, to owinąć ramiona wokół nerwowo zgarbionego chłopaka i przeprosić za swoje zachowanie, chciał spróbować i scałować blizny pozostawione przez okrutne słowa jego kolegów.

Zamknij się. Nie jesteś gejem, Harry warknął na siebie wystraszony, gdy zrozumiał, o czym właśnie myślał. Zacisnął zęby i dłonie w pięści. To nie miało sensu, ale jakoś udało mu się przekonać samego siebie, że te myśli to była wina Louisa.

A jednak, tak szybko, jak Louis odwrócił wzrok, Harry był zdesperowany, by te piękne oczy spojrzały na niego jeszcze raz.



- Spójrz na mnie, gdy do ciebie mówię. – Usta Harry’ego poruszyły się, zanim uświadomił sobie, co powiedział. Jego ton był szyderczy, gładki i nawet nieznacznie chłodny.



Louis skrzywił się, przesuwając się nieco i wciskając plecy w swoją szafkę. Jego oczy powoli podniosły i niechętnie przesunęły się po ciele Harry’ego, zatrzymując się na jego szyi, jakby nie był w stanie znieść pełnego kontaktu wzrokowego.



- Czego chcesz? – zapytał cicho, ale na tyle głośno, by Harry mógł usłyszeć jedwabiście bogate brzmienie jego głosu.

Usta Harry’ego wyschły, ale zmusił się do mówienia.

- Nie masz zamiaru przeprosić mnie za wczoraj? – zapytał, wysuwając szyderczo dolną wargę.

Louis nie odpowiedział; jego oczy migotały, gdy patrzył na buty Harry’ego, czekając, aż wysoki chłopak zabawi się i zostawi go w spokoju.

- Nie? Co za wstyd. – Harry powiedział cicho.

Czekał, aż oczy Louisa ponownie spojrzą prosto na niego, aby mógł cieszyć się tym intensywnym spojrzeniem, ale Louis wciąż uparcie wpatrywał się w podłogę. Zdesperowany, by uzyskać jego pełną uwagę, Harry przysunął się do jego szafki i przewracając wszystkie jego rzeczy na podłogę. Wszystko rozsypało się po płytkach – teczki, podręczniki, luźne kartki i jego piórnik. Piórnik, który był otwarty, więc ołówki, długopisy i mazaki potoczyły się po korytarzu i Louis nagle zaczął je zbierać, jego małe dłonie podrywały jak najwięcej rzeczy, zanim inni uczniowie zdadzą sobie sprawę, co się stało. Nie miał wątpliwości, że ludzie zrobią sobie grę z kopania jego rzeczy po podłodze – w istocie wydawało się, że to było ich ulubione zajęcie.

- Lepiej szybko posprzątaj ten bałagan. Zajęcia rozpoczną się za dwie minuty – powiedział Harry, a Louis spojrzał na niego, na co serce Harry’ego przyspieszyło.

Spojrzenie Louisa nie buło tak intensywne i wycofane jak wcześniej; lekkie zmarszczki pojawiły się w kącikach oczu, gdy zacisnął szczęki, jego niebieskie oczy były pełnie gniewu i bólu, i niewypowiedzianego buntu, kiedy wpatrywał się w zielone tęczówki Harry’ego. Początkowo Harry był trochę zaskoczony, ale poczucie bycia uznanym przez Louisa, wiedząc, że miał jego pełną uwagę – że sam był zrobił to wszystko, nie czuł zalewającej go winy.

I tak, po raz ostatni kopiąc podręcznik biologii Louisa, wysyłając go na drugą stronę korytarza, Harry odwrócił się i odszedł zadowolony, z buzującą adrenaliną.


1

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz