7
Oto kurwa jesteśmy! Pomyślał Harry z determinacją, gdy przechylił kieliszek, wlewając wódkę do gardła. Kątem oka widział, że Zayn robi to samo. Mocny alkohol poszedł prosto do mózgu, a on z jakiegoś powodu pokręcił głową, jakby miało mu to pomóc odzyskać jakąś kontrolę.
- Lllh! – powiedział Harry przez zęby, zdecydowanie odstawiając szklankę, obok pozostałych szlankach po piwie, które teraz były puste.
Rzeczy mogły wyrwać się nieco spod kontroli, ale z jakiegoś powodu, Harry’emu niespecjalnie to przeszkadza. Będzie mu przeszkadzało jutro, ale nie teraz. Nie, kiedy Zayn siedział na przeciwko niego, wyglądając jak torturowany idiota, kiedy starał się przełknąć trochę taniej wódki.
- To orzeźwiające!
Zayn wypuszcza ciężki oddech, odkładając delikatnie szklankę na stół i ocierając usta wierzchem dłoni.
- Orzeźwiające? – powtórzył sceptycznie, patrząc na Harry’ego. – Poważnie? Tak myślisz?
Siedzieli w zatłoczonym barze gdzieś w pobliżu Picadilly Circus. Po zjedzeniu czegoś w indyjskiej restauracji gdzieś w pobliżu, łazili przez chwilę bez celu, zanim znaleźli miejsce wyglądające na zarówno wygodne, jak i tanie. Siedzieli teraz naprzeciw siebie, z małym stolikiem między sobą. W powietrzu buzowało od rozmów wszystkich ludzi dookoła nich, ale Harry był tego właściwie nieświadomy. Dotarł do punktu, w którym nie mógł się skupić na więcej niż jednej rzeczy. A tą jedną rzeczą był Zayn i jego wódka (w porządku, zatem dwie rzeczy).
- No tak – potwierdził Harry, wymachując rękami w powietrzu, wskazując na istotę rzeczy. – Widzisz, Zayn, to jest orzeźwiające. Jest orzeźwiające, ponieważ, eh, to sprawia, że jesteś jak whoah!
Zayn zmarszczył brwi, posyłając Harry’emu zdziwione spojrzenie.
- Nie sądzę, żebyś wiedział co oznacza orzeźwiające, Harry.
- Oczywiście, że wiem! – wykrzyknął. – To na przykład może być woda, wiesz? Przeźroczysta i takie tam? Obydwie zaczynają się na „w”. I tak jak woda jest orzeźwiający.
Okej, więc Harry oficjalnie zatracił sens.
- To jest, kurwa, bez znaczenia – stwierdził Zayn. – Tylko dlatego, że znalazłeś podobieństwa między wódką, a wodą, nie czyni to wódki orzeźwiającą.
- Tak, wiem. – Harry przyznał zakłopotany. – Jestem po prostu bardzo, bardzo pijany. Musisz mi wybaczyć.
Harry spojrzał na Zayna błagalnym wzrokiem.
- Cóż, no kurwa, jesteś pijany. I tak, wybaczę ci.
- Dziękuję! – Harry powiedział z wielkim uśmiechem, przejeżdżając dłonią po włosach. – Dlaczego w ogóle o tym mówimy?
- Nie wiem? – Zayn wzruszył ramionami. – Zatem o czym chciałbyś pomówić?
- Cóż, hm… – Harry rozważał dokłatnie tę kwestię, chcąc znaleźć najlepszy temat z możliwych. Oparł łokcie na stole, podbierając brodę na dłoni, rozglądając się po zatłoczonym barze z ściągniętymi brawiami, pogrążony w myślach. Z roztargnieniem usłyszał, jak palce Zayna niecierpliwie uderzają o blat stołu, gdy czekał na odpowiedź. Potem go uderzyło. Podniósł głowę i pochylił sie lekko na bok, uśmiechając i wydając z siebie westchnienie. – O Louisie.
Zayn pokręcił głową i zaśmiał się radośnie.
- Tak, oczywiście. O czym jeszcze?
- Co to ma znaczyć? – Harry mruknął dziecinnie, wykrzywiając usta.
- Ha! – Zayn prychnął. – Wiesz, co mam na myśli.
- To po prostu… – Harry położył obie dłonie na stole, w zamyśleniu pokiwał głową i spojrzał na Zayna dużymi oczami. – Jak myślisz, co teraz robi?
- W tej chwili? Cóż. – Zayn rozważał to przez chwilę, podczas gdy Harry wpatrywał się w niego z małym, cierpliwym uśmiechem na ustach, czekając na odpowiedź. – Dzisiaj nie jest ich ostatni koncert w Ameryce? Myślę, że w Nowym Jorku.
- Ach, tak! – Harry uśmiechnął i skinął głową z entuzjazmem. – Więc, występuje, tak?
- Nie wiem. Biorąc pod uwagę różnicę czasu, teraz jest tam chyba środek nocy.
- Ach, tak! – Harry wciąż uśmiechał się zachęcająco. – Więc, on teraz śpi?
- Jezu Chryste, Harry, nie wiem! – zawołał Zayn, wyrzucając ręce w powietrze. – Skad mam wiedzieć? Może spać, może uprawiać seks, może…
- Hej! – Harry przerwał mu z dezaprobatą na twarzy, powodując, że Zayn zatrzymał się w pół zdania, z pytającym wyrazem twarzy. Coś bzrzydkiego zwinęło się wewnątrz brzucha Harry’ego, mimo, że nie mógł być bardziej świadomy tego, że to było całkowicie irracjonalne.
- Co?
- Nie możesz po prostu… Jak… – Harry wpatrywał się w stół z bólem wypisanym na twarzy. – Nie możesz mówić takich rzeczy przy mnie. Szczerze, naprawdę nie chcę o tym myśleć. Chodzi mi o to, czy chcesz, żebym zaczął płakać? To jest to, czego pragniesz? Jest?
Harry ostrożnie spojrzał na Zayna znad stołu, mając nadzieję, że zbytnio się nie upokorzył. Ale zamiast zobaczyć Zayna, patrzącego na niego drwiąco, czego można się było spodziewać, odkrył, że Zayn obdarza go łagodnym spojrzeniem, które było zarówno uspokajające, jak i rozumiejące. Chłopak pogłaskał go po ramieniu.
- Rozumiem. Naprawdę rozumiem. Następnym razem pomyślę, zanim coś powiem.
- Dzięki. Doceniam to – Harry uśmiechnął sięlekko i kontynuował z wahaniem. – Poza tym, nie myślisz, że on, no wiesz, eh, robi to, prawda?
Zayn od razu zrozumiał aluzję.
- Nie! – zaprzeczył, jednocześnie potrząsając energicznie głową. – Nie, nie, oczywiście, że nie! Pewnie jest bardzo zmęczony po występie. Założę się, że w tej chwili śpi.
- Tak, tak – przytaknąłl Harry. – Tak jak myślałem.
- I to nie jest tak, że on się z kimś widuje. Więc nie. Zdecydowanie nie.
- Taaak, masz rację. I dzięki za to Bogu!
Zayn posłał Harry’emu rozbawiony uśmiech.
- Wiesz, że jedyną osobą, którą Louis chce mieć w pobliżu swojego penisa, jesteś ty, Harry.
- Tak. – Harry uśmiechnął się smutno na próbę pocieszenia. – Tak bardzo, jak chciałbym w to wierzyć, niestety Louis jest hetero.
- Poważnie? – Zayn uniósł brew. – Naprawdę w to wierzysz?
- Nie wiem w co wierzyć – wyznał. – Wiesz, każdy mówi, że on jest hetero, ale on nieszczególnie zachowuje się jak hetero. To tak, jakby mój mózg mówił mi, że jest, ale serce, że nie.
- Osobiście, nawet przez sekundę nie wierzę, że jest hetero. Chodzi mi o to, czy kiedykolwiek widziałeś, by patrzył na dziewczynę i naprawdę lubił to, co widział?
- Nie – przyznał Harry, uśmiechając się głupkowato.
- Przez 99% czasu, wydaje się być nieswój. Więc nie, nie sądzę że gra dla innej drużyny.
- Naprawdę tak myślisz?
- Szczerze mówiąc myślę, że będzie szęściarzem, mogąc cię mieć.
- Dzięki. – Harry zarumienił się i zaczął chichotać. – Lubię tak myśleć.
Zayn westchnął ciężko, nagle brzmiąc tak, jakby był zmartwiony i spojrzał znacząco na Harry’ego.
- Masz szęście, wiesz to, prawda? To znaczy, nie ma cholera możliwości, że Liam jest gejem. Zaufaj mi, potrafię stwierdzić tego rodzaju rzeczy.
- Cóż… – Harry starał się wymyślić coś, czym mógłby pocieszyć Zayna. – Nie znam się na tym. Mam na myśli, nigdy się nie wie, prawda? Nie poddawałbym się tak łatwo, gdybym był tobą.
- Doceniam twój wysiłek, ale jestem raczej pewien. – Zayn wziął głęboki oddech, a po chwili dodał. – Poza tym, jeśli Liam rzeczywiście byłby gejem, to czy on i Louis już by się nie pieprzyli? Wygląda to na właściwą rzecz do zrobienia.
Harry rozważał to, zanim się odezwał.
- Pewnie masz rację. Liam zdecydowanie jest heteroseksualny.
Zayn przewrócił oczami i uderzył lekko Harry’ego w ramię, zmuszając go, by wypluł wino.
- Idiota – mruknął.
- Ała. – Harry wydął wargi i poklepał go poklepał go po ramieniu. – To nie tak, że mielibyśmy szansę, tak czy siak. Chodzi o to, jakie są dla mnie szanse, by przypadkiem na niego wpaść i zacząć w stylu: Hej, Louis! To ja, Harry, twoja bratnia dusza! Wyjdziesz za mnie? A on odpowie: Oczywiście! Zróbmy to!
Harry spojrzał na Zayna, unosząc brew.
- Prawie nie istniejące – zgodził się Zayn.
- Dokładnie. – Harry westchnął, a jego szczęście całkowicie zniknęło.
Zayn raz jeszcze wszedł w swoją rolę „dobrego przyjaciela dopingującego smutnego przyjaciela”.
- Nie załamuj się, Harry! Jasne, wątpię, że będzie chciał się z tobą od razu ożenić, ale to nie znaczy, że wcale nie będzie tobą zainteresowany. Powiedziałeś mi, że możesz być bardzo uroczy, kiedy chcesz.
Harry uważnie słuchał wypowiedzi Zayna, z determinacją kiwając głową po każdym wypowiedzianym słowem.
- Wiesz co, Zayn? Masz całkowitą rację – spojrzał na Zayna, który uniósł brwi na nagłą intensywność w głosie Harry’ego. – Jeśli miałbym szansę, by się do niego dostać i nie obchodzi mnie, jak mało prawdopodobne to jest, zdobęnę go. Kurwa przekonam go, by skupił na mnie uwagę, nie ważne za jaką cenę. Nie dbam o to, co on powie czy zrobi, zdobędę go. I to nie są puste słowa, to jest cholerna obietnica!
Zayn spojrzał na Harry’ego rozbawiony. Nawet jeśli wiele z tego, co powiedział, było spowodowane alkoholem, wydawało się, że naprawdę miał to na myśli.
- To brzmi jak dobry plan.
- Cholera jasna, to jest dobry plan. – Harry stwierdził stanowczo. – Jak myślisz, kiedy przylecą do Londynu? Wiesz, możemy… – Harry uniósł palce, robiąc znak cudzysłowu w powietrzu – przypadkiem ich spotkać.
Wzruszając ramionami, Zayn odpowiedział:
- Nie mam pojęcia. Jestem pewnien, że nie będzie ich tu przez jakieś kilka dni.
- Musimy zatem sprawdzić nasze Tumblr, by wiedzieć, co się dzieje. – Wskazał palcem na Zayna. – I pomożesz mi wybrac strój. Nie mogę ich spotkać ubrany jak włóczęga.
- Kiedy ubierasz się jak włóczęga? – Zayn zaśmiał się.
- Mówię tylko, że jeśli mielibyśmy wystarczająco szczęścia, by ich spotkać, wolałbym wyglądać jak najlepiej.
- Jasne. I pomogę ci.
- Dzięki. – Harry uśmiechnął się do stołu, a potem do Zayna, w nieśmiałej wypowiedzi: - Ja tylko…
Nigdy nie dokończył zdania, ale westchnął i zapatrzył się w tłum ludzi, z namysłem kręcąc głową.
- Ty co? – zachęcił Zayn.
- Po prostu chcę, żeby był szczęśliwy, wiesz? I wiem, że to brzmi strasznie tandetnie, ale to prawda. I to nawet nie musi być ze mną, choć najlepiej, jeśli będzie.
Zapadła chwila ciszy. Harry uważnie obserwował Zayna, czekając na jego reakcję. Z zaskoczonym tonem odpowiedział:
- Okej. A co dokładnie sprawiło, że tak nagle to powiedziałeś?
- Nie wiem, ja… – Harry wzruszył ramionami i zerwał kontakt wzrokowy. – Mam tylko to uczucie, że on nie jest szczęśliwy i nie podoba mi się to.
Kiedy Harry spojrzał na Zayna, był zaskoczony, widząc, że ten się uśmiecha.
- I oto tu byłem, myśląc, że chcesz go tylko pieprzyć do nieprzytomności.
- Cóż. – Harry złamał się, posyłajac duży uśmiech i patrząc na Zayna z iskierką w oczach. – To też.
Chłopcy zaśmiali się równie głupkowato, powracając do lekkiego nastroju. Może to był tylko alkohol, albo fakt, że byli w Londynie, oboje całe mile z dala od swoich domów, ale Harry nie mógł przypomnieć sobie choć jednego razu, kiedy cieszył się tak bardzo w tak długim czasie. Ten nagły przypływ uczuć sprawił, że Harry’emu kręciło się w głowie w nowy, ale przyjemny sposób. Faktem było, że Harry ledwo mógł jasno myśleć i nie był pewien o czym mówił przez większość czasu. Mimo tego, że nadal był więcej niż w stu procentach pewny, że nie chce niczego więcej niż pochylić się do przodu i dać Zaynowi długi uścisk i powiedzieć mu, że zasługuje na całą miłość i szczęście tego swiata. Nie w romantyczny sposób czy coś tego typu, tylko jako przyjaciel. Już miał mu powiedzieć, kiedy przerwał mu damski głos.
- Przepraszam?
Harry odwrócił wzrok od Zayna i spojrzał w lewo, gdzie zobaczył dwie stojące dziewczyny, które wyglądały na zdenerwowane. Obie były atrakcyjne; ta, która się odezwała, była chudą brunetką z krótkimi włosami i opaloną skórą, a druga była azjatką, z długimi czarnymi włosami, jakby z jedwabiu i imponująco wykonanym makijażem. Z głupkowatym uśmiechem na ustach, spojrzał na nie wyczekująco.
- Tak?
Obie dziewczyny spojrzały na siebie, zanim brunetka oczyściła gardło i uśmiechnęła się niemal niebezpiecznie w stronę Harry’ego.
- Cześć. Więc, uh, może to zabrzmieć nieco dziwne, ale siedziałyśmy przy barze – machnęła dłonią w jego korunku, a oczy Harry’ego podążyły za nią, jakby jeszcze nie wiedział, gdzie to jest – i zobaczyłyśmy was, chłopaki, siedzących tu i rozmawiających, i pomyślałyśmy, że może mogłybyśmy wam postawić drinka lub coś.
Brwi Harry’ego uniosły się. Czy tak to działa w Londynie? Dziewczyny pytają chłopaków, czy chcą drinki? Cóż, jeśli tak, Harry całkowicie to popierał. Feminizm na całego! Lub, eh, coś. Cokolwiek to znaczy, Harry to popierał! Już otwierał usta, aby powiedzieć im, że z chęcią się napije, kiedy przypomniał sobie co stało się ostatnim razem, kiedy pozwolił dziewczynie działać. Jak zła Perrie była i jaką katastrofą się to skończyło. Harry obiecał sobie, by ponownie nie skończyć w takiej sytuacji. Dlatego odparł niechętnie:
- To brzmi cudownie, naprawdę. Ale będziemy musieli to przełożyć. Przepraszam. – Kiedy Harry zobaczył, jak rozczarowane były, spojrzał zakłopotany na podłogę i szybko dodał: - Nie martw się. To nie ty, to my!
Harry spojrzał rozdrażniony na Zayna, mając nadzieję na jakieś wsparcie. W odpowiedzi Zayn skinął gorączkowo.
- Tak, tak, zdecydowanie. To my. To zdecydowanie my. – Posłał dziewczonm zachęcający uśmiech i uniósł kciuki. – Wy jesteście w porządku.
Obie dziewczyny wydawały się być zdezorientowane, nie wiedząc, co się dzieje, ale brunetka zdobyła się na odwagę, by powiedzieć:
- Naprawdę? – Jej głos nie był chamski czy cos, ale raczej ostrożny i ciekawy. – Zatem co to jest?
- Eh, cóż… – Harry zaczął, nie pewien, jak ma to powiedzieć.
Ponieważ miał irytującą, rujnującą życie obsesję na punkcie celebryty, to nie miało znaczenia, jak piękny i uroczy ktoś był, ponieważ nie mógł się z nim równać i Harry nie chciał dawać fałszywej nadziei. Zamiast faktycznie coś powiedzieć, ponownie zwrócił się do Zayna, prosząc o pomoc.
Niestety, Zayn wyglądał na tak zagubionego, jak Harry się czuł i wciąż obserwował dwie dziewczyny. Potem odwrócił się do Harry’ego i wydawało się, że coś rozważa, zanim położył rękę na dłoni chłopaka i wrócił spojrzeniem do dziewczyn.
- Bo jesteśmy parą – powiedział pewnym, niezachwianym głosem.
Trudno było powiedzieć, kto był najbardziej zaskoczony. Azjatka – której oczy były absurdalnie szerokie, a usta otwarte; brunetka – która zapiszczała i uśmiechnęła się radośnie w stronę Harry’ego i Zayna, jakby byli najsłodczymi rzeczami, jakie w życiu widziała, czy Harry, który siedział sztywno na krześle, wpatrując się w swoją dłoń, która była przykryta przez Zayna, próbując odzyskać perspektywę, ponieważ czekaj, co?
- To takie słodkie! – powiedziała brunetka, wciąz wyglądając bezzasadnie szczęsliwie. – Jesteście najbardziej uroczą parą, jaką kiedykolwiek widziałam.
Z jakiegoś powodu Zayn wydawał się naprawdę doceniać ten komplement i uśmiechnął się do niej wesoło.
- Dzięki!
Harry, będąc kiepskim kłamcą, milczał. Azjatka po raz pierwszy zdecydowała się odezwać.
- Ugh, wiedziałam! – krzyknęła, uderzając dłonią w nogę.
Wyglądała, jakby mówiła raczej do przyjaciółki, niż do Zayna i Harry’ego.
- Cholera! Zawsze tak jest! Jeśli facet jest szalenie gorący… – odwróciła się, by spojrzeć bezpośrednio na chłopaków. – A, nawiasem mówiąc, jesteście… To zawsze jest albo zajęty, albo jest gejem. I oczywiście, jeśli o was chodzi, to, cholera, oba stwierdzenia są prawdziwe!
Spojrzała z wyrzutem, jakby to była ich wina, a Zayn zaśmiał się, zakłopotany.
- Taaak, uh. Przepraszam za to.
- A ja technicznie jestem bi – zaoferowałam szczerze Harry, przenosząc spojrzenie między Zayna, a dziewczynę. – Jeśli to pomoże.
- Harry, kochanie – powiedział Zayn, delikatnie ściskając jego dłoń. – Naprawdę nie sądzę, że to pomaga.
Harry wzruszył ramionami, starając się przybrać wygląd „przynajmniej próbowałem”. Odwrócił wzrok od Zayna i zobaczył brunetkę, wciąz uśmiechającą się radośnie, gdy zakładała rękę na ramię przyjaciółki.
- Musicie wybaczyć mojej przyjaciółce. Złe doświadczenia. – Posłała im spojrzenie, jakby dokładnie wiedzieli, o czym mówi, zanim kontynuowała. – W każdym razie, zostawimy was. – Chwyciła przyjaciółkę za ramię, odciągając ją, podczac gdy mrugnęła do nich dyskretnie. – Pa!
Wciąż promieniała radością, gdy wracała z powrotem do baru, a Zayn i Harry odmachali jej niezgrabnie. W momencie, gdy dziewczyny odwróciły się, Zayn zabrał rękę.
- Jezu Chryste – mruknął.
- Taak – zgodził się Harry, a potem nagle coś sobie przypomniał i wskazał na dwie dziewczyny przy barze. – Hej! Słyszałeś, co powiedziała, nie?
- Co masz na myśli? – Zayn posłał mu zdziwione spojrzenie.
- Ta część, w której mówiła, że jeśli ktoś jest szalenie gorący, jest albo zajęty, albo jest gejem? – wyjaśnił.
- Więc?
- Więęęęc, Louis nie jest zajęty, co może oznaczać tylko jedno!
Harry roześmiał się radośnie, podczas gdy Zayn przewrócił oczami, dramatycznie ukrywając twarz w dłoniach.
- Jesteś idiotą – mruknął.
I to naprawdę nie miało znaczenia dla Harry’ego, że Zayn właśnie go obraził, bo chciał tylko wstać i kupić dla nich nową kolejkę. Po tym, jak obserwował chłopaka załamującego się, powie mu to wszystko o tym, jak zasługuje na całą miłość tego świata i tak dalej. Może także go przytuli. (A jeśli te dwie dziewczyny będą patrzeć, może przytuli go nieco mocniej, tylko na pokaz.)
xxx
Kiedy Harry obudził się następnego dnia, kręciło mu się w głowie i czuł mdłości. Nawet nie otworzył oczu, kiedy zaczął żałować wydarzeń z ostatniej nocy. Jęcząc w duchu, powoli otworzył oczy i zorientował się, że leży na podwójnym łóżku, z lewą ręką owiniętą wokół Zayna, który wciąż spokojnie spał. Przesunął się nieco, żeby móc zobaczyć twarz chłopaka, który całkowicie odpłynął. Ostroźnie rozluźnił uścisk, aby położyć się na plecach i pogapić w sufit.
Podczas brania ciężkich oddechów, zaczął odtwarzać w myślach wydarzenia z wczorajszej nocy. On i Zayn zostali w barze jeszcze przez jakiś czas, ale zdecydowali się wyjść, kiedy brunetka ponownie do nich podeszła i poprosiła o możliwość zrobienia sobie z nimi zdjęcia, co było w porządku, ale kiedy zaczęła pytać o ich życie seksualne, co było złe na wielu różnych poziomach, musili po prostu uciekać tak szybko, jak to możliwe.
Potem chodzili po mieście, szukając odpowiedniego klubu, do którego mogli by wejść. Zajęło im to około godziny, ale w końcu znaleźli ten jeden, który ich zdaniem był warty odwiedzin. Zostali tak na jakieś trzy godziny, tańcząc i jeszcze więcej pijąc (zły pomysł, pomyślał Harry z żalem, gdy jego głowa zaczęła boleć jeszcze bardziej). Harry zrobił to, co zwykle miało miejsce, gdy był pijany, czyli tańczył w łazience. Tym razem, ku uciesze Harry’ego, zdołał namówić Zayna, by do niego dołączył. Najwyraźniej nie potrzebował dużo zachęty. Ostatecznie, zaczęli śpiewać „What Makes You Beautiful” naprawdę głośno, przez co inni ludzie korzystający z łazienki byli bardzo rozwścieczeni. Jeden z nich zapytał zirtyowanym głosem, czy są gejami, na co odpowiedzi „tak”, jakby to była najbardziej oczywista rzecz na świecie.
Najtrudniejszą częścią dla Harry’ego i Zayna był dojazd do domu. Obydwaj byli tak nawaleni, że ledwo mogli iść prosto, więc znacznie trudniej było im znaleźć drogę w największym mieście w Wielkiej Brytanii. Jednak jakoś im się udało. Harry nie potrafił sobie przypomnieć jak, ale miał mgliste wspomnienia o grupie nastolatków i psie. Jak to było związane – nie wiedział. Ale to, co wiedział, to to, że musi wstać z tego łóżka, zanim zwymiotuje.
Powoli, żeby nie wykonać żadnego gwałtownego ruchu, Harry wstał z łóżka. Szczególnie uważał, aby nie obudzić Zayna, który powiedział mu, że lubi spać i to właśnie dlatego Harry pozwolił mu na to. Nawet jeśli była już druga po południu. Pokonał drogę na łazienki, gdzie zatrzymał się przed lustrem. Zasadniczo wyglądał dokładnie tak, jak się czuł; paskudnie. Jego cera była blada, pod oczami miał wyraźne worki, a jego włosy były brudne i obrzydliwe. Westchnął ciężko i ponownie poczuł mdłości, nawet gorsze niż wcześniej. Ale nie chcąc obudzić Zayna przez odgłos wymiotowania, wyszedł z łazienki. Na dole, przy recepcji była toaleta, która nie tylko była większa i czystsza, ale również nie miała ścian, które z pewnością nie przyczyniłyby się do jego wyzdrowienia. W tym momencie Harry był tylko w boserkach, a było naprawdę cholernie zimno, więc założył t-shirt, beanie* i skarpetki. Spojrzał w dół na jego irytująco ciasne, czarne spodnie, które leżały na podłodze przed nim, ale sama myśl wciskania się w nie, sprawiła, że widział to jako niebezpieczeństwo. Zamiast tego pozwolił im leżeć, porzuconym, na podłodze i podszedł do drzwi bez spodni. Zastanawiał się, czy kiedykolwiek czuł się i wyglądał bardziej obrzydliwie. Ale nieważne. To nie tak, że zamierza wpaść na kogoś, kogo zna, czy cokolwiek innego.
xxx
Perspektywa Louisa
Od: Niall
CO?! ŻARTUJESZ
Od: Niall
Poważnie, stary, zadzwoń do mnie!
Od: Niall
Louis? Lepiej, żeby to był żart!
Od: Niall
Pieprz się, Louis, jeśli nie oddzwonisz do mnie w krótce do kurwy nędzy
Od: Liam
Cześć! Niall powiedział mi, że jedziesz do Londynu? Żartuje, prawda? Zadzwoń!
Od: Mama
Cześć, BooBear! Nie zadzwoniłeś do mnie. Wszystko w porządku?
Od: Mama
Louis? Dlaczego nie odpisujesz? Powinnam się martwić? Wiesz, że nie mogę spać, kiedy się martwię.
Louis nie wiedział, co było gorsze; zatroskanie jego matki, czy złość jego kumpli z zespołu. Lot poszedł w porządku, biorąc pod uwagę fakt, że naprawdę przywykł już do latania, mając za sobą trasę światową i to wszystko. Poza tym, leciał w środku nocy, więc większość czasu po prostu przespał. Niemniej jednak czuł się całkowicie wyczerpany i niesamowicie zmęczony, kiedy spojrzał na telefon, który był wypełniony nieodebranymi połączeniami i wiadomościami. Jeśli Louis kiedykolwiek chciał wziąć sobie wolne od życia, teraz chciał tego bardziej, niż kiedykolwiek.
Czekał na zwrot bagażu, mając nadzieję, że nikt go nie rozpozna. Tylko dlatego, że zdołał wydostać się niezauważonym z Nowego Jorku, nie oznacza, że i tutaj będzie miał szczęście. Wciąż miał na sobie to samo „przebranie” co wcześniej, jeśli można tak nazwać beanie i dużą bluzę. Po prawej była grupa nastoletnich dziewczyn, a on starał się nie patrzeć w tamtym kierunku. Trzymał telefon mocno w ręce, wiedząc, że powinien nacisnąć dolny prawy przycisk, by napisać wiadomość, która uspokoiła by ludzi martwiących się o niego. Mimo to, jego palce nie robiły tego, co im kazał. Bo w rzeczywistości, Louis nie był jednym z tych ludzi, którzy lubią sprostać swoim problemom. Był bardziej rodzajem faceta: „Ignoruj, póki nie odejdzie”. Dlatego pozwolił sobie wsunąć telefon z powrtoem do kieszeni i zauważył, że jego bagaż został w końcu dostarczony z samolotu. Wydał z siebie westchnienie ulgi, kiedy zobaczył swoją torbę, którą pospiesznie zapakował. Z wciąż pochyloną głową, podniósł ją i szybko odszedł. Nikt nie zawołał jego imienia i Louis był wdzięczny.
Ale rzeczywistość wzywa i Louis odniósł wrażenie, jakby działo się to właśnie teraz; nie możesz zrobić nic na własną rękę. Zasadniczo potrzebował miejsca do odpoczynku i odłożenia swoich rzeczy. Nawet o tym nie myślał, zanim wyjął raz jeszcze telefon z kieszeni i przycisnął klawisz, którego wiedział, że prawdopodobnie nie powinien naciskać. Telefon zadzonił po chwili, zanim ktoś odpowiedział.
- Cześć, Louis! – Ed przywitał się radośnie po drugiej stronie linii.
- Cześć – odpowiedział Louis, nie bardzo wpasowując się do tego całego entuazjazmu.
- Co jest?
- Cóż… – Louis wpatrzył się w ziemię. – znienawisz mnie, ale muszę prosić cię o przysługę.
- Oh, nie! – Ed zachichotał. – Co tym razem wymyśliłeś?
Louis prychnął z oburzeniem.
- Hej! Co to ma znaczyć?
- To oznacza, że zawsze się w coś wpakujesz. Nie zapomnij, że współpracowałem z tobą przez jakiś czas. Wiem, jak działasz.
Louis rozważał to, ale zdecydował, że nie warto się o to kłócić, więc olał to. Poza tym, Ed i tak prawdopodobnie miał rację.
- W każdym razie, co do przysługi.
- O co chodzi?
- Zanim ci powiem, musisz mi obiecać, że nie powiesz Liamowi i Niallowi.
- Louis. – Ed jęknął, wyraźnie niezadowolny.
- Nie martw się. – Louis starał się go uspokoić. – Powiem im sam. Obiecuję. Po prostu chcę być tym, który im to powie, to nie możesz być ty.
Nastąpiła chwila przerwy, zanim Ed odpowiedział.
- W porządku.
- Świetnie, dzięki! – Louis wykrzykął, ale po chwili uświadomił sobie, że powinien raczej być cicho, więc zniżył głos niemal do szeptu. – Przede wszystkim chodzi o to, że jestem sam w Londynie i potrzebuję miejsca do odpoczynku.
- Nie. Wierzę.
Louis zignorował wtrącenie się Eda.
- I pomyślałem, że twój apartament będzie idealnym miejscem. – Ed nie odpowiedział, więc Louis stał się bardzo niespokojny. – Proszę? Ładnie proszę?
Louis usłyszał, jak Ed wzdycha ciężko.
- Spójrz, Lou – powiedział. – Bardzo chciałbym ci pomóc, naprawdę bym chciał. Ale jutro jadę w trasę i nie mogę wziąć się pod swój dach. Może jeśli nie byłbyś tak pochłonięty w własnym świecie, pamiętałbyś o tym.
Gdzieś mi dzwoni, pomyślał Louis. Mimo to, nawet nie ukrył swojego rozczarowania.
- Oh. Racja.
- Nie masz innego miejsca, gdzie mógłbyś iść?
- Nie. Nie bardzo – odpowiedział. – Mógłbym zatrzymać się w hotelu, ale po kilku minutach będą tam paparazzi, a naprawdę nie mam na to teraz nastroju.
- Rozumiem – powiedział Ed i ponownie nastąpiła przerwa w rozmowie, a Louis poczuł się bardziej nieszczęśliwy, niż kiedykolwiek wcześniej. Ale Ed znów się odezwał. – Ale myślę, że jest coś, co możemy zrobić.
Usta Louisa drgnęły w górę w pełnym nadziei uśmiechu.
- Tak? Co to jest?
- No cóż, znam taki naprawdę gówniany hotel. Wątpię nawet, czy ktokolwiek się tam zatrzymije. Więc, jeśli chcesz, możesz tam jechać.
- To najlepsza opcja, jaką mam, prawda?
- Kłóciłbym się, że najlepszym rozwiązaniem jest naprawienie w pierwszej kolejności problemu, jaki sproawdził cię do Londynu. Ale, to znaczy, jeśli nie chcesz tego robić i nie chcesz zameldować się w jakimś luksusowym hotelu, myślę, że to przebija życie na ulicach.
Louis rozważał propozycję Eda, zanim się odezwał. Oczywiście, miał rację. Powinien zadzwonić do Nialla i Liama i zatrzymać się w jakimś odpowiednim miejscu, zamiast się ukrywać. Jednak problemem było to, że już teraz czuł się tak, jakby się ukrywał. Spojrzał na zegarek. Prawie czternasta.
- Więc, kiedy możesz przyjechać i mnie zabrać?
*Beanie – rodzaj czapki
7
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz