czwartek, 23 stycznia 2014

879

2

Rozbawiony Harry znalazł siebie na liście informacji, które dostał od Liama. Był silniejszy od władz szkolnych. Jeśli potrzebował dowiedzieć się czegoś od urzędników, oni odpowiadali mu to z uśmiechem na swoich przerażonych twarzach. Hazz nie musiał koniecznie chodzić do szkoły, ale zawsze uważał, że nauczyciele są naprawdę nudni i nie nauczy się od nich niczego. Uważał, że szkoła jest bardziej ekscytująca, a teraz znalazł kogoś naprawdę interesującego.

Kiedy zobaczył w kawiarni Louisa, który spoglądał na niego tymi niebieskimi oczyma, nie spodziewał się, że to sprawi, że poczuje motylki w brzuchu. Jego zainteresowanie szatynem wzrosło.

Oparł się o krzesło i zaczął przerzucać kartki, czytając każdy centymetr informacji zapisanych na papierze.

Pełne imię i nazwisko: Louis William Tomlinson

Miejsce urodzenia: Doncaster, południowy Yorkshire, Wielka Brytania

Data urodzenia: 24 grudnia 1991

Rodzeństwo: Charlotte, Felicity, Daisy and Pheobe

Rodzice: Johanna i Mark Tomlinson (biologiczny ojciec - Troy Austin)

Raport:

Spędza większość czasu z Niallem Horanem (przewróć na stronę 3 jego biografii), swoim irlandzkim przyjacielem i kolegą z klasy od podstawówki.

Obecny fotograf gazetki szkolnej ‘Forward Press’.

Spędza większość czasu w swojej pracowni, na tyłach biblioteki albo ze swoim przyjacielem Niallem Horanem w kawiarni, szkolnym ogrodzie albo w swoim mieszkaniu.

Harry uśmiechnął się na szczegóły, które przeczytał. Był zaskoczony tym, że Louis jest od niego starszy, ale jest na tym samym roku, co on. I że był tak młody, wesoły i spontaniczny. Styles wciąż zastanawiał się, dlaczego nie jest otoczony innymi osobami poza Irlandczykiem.

Odpowiedź na jego pytanie przyszła natychmiast, gdy informacje wskazywały na to, że szatyn był prześladowany z powodu swojej orientacji. Cóż, jeśli to prawda, że był gejem, wtedy wyjaśnia to, dlaczego Harry zdawał się czuć coś specjalnego, co emanowało ze zdjęć Louisa. Nie, żeby coś sugerował, ale Lou diametralnie różnił się od innych facetów, których poznał.

Loczek ponownie przewrócił stronę. Znajdowały się tam zdjęcia Louisa, wykonującego fotografie podczas imprez szkolnych. Szatyn był całkowicie zaabsorbowany przez swoje zajęcie. Kolejny uśmiech wkradł się na twarz Harry’ego. Spojrzał na zdjęcie klasowe i bez wątpienia Harry zauważył jego przystojne ciało, co przypomniało mu to, jak Liam opowiadał mu o pogoni za Louisem. Tomlinson praktycznie wyprzedziłby tą dwójkę, gdyby nie wpadł na kogoś po drodze. Omal nie zaczął wyobrażać sobie opalonego, biegnącego Louisa, kiedy drzwi otworzyły się. Zza drzwi wyłonił się Zayn Malik, najbardziej pomocny członek jego gangu.

- Mam to, co chciałeś szefie - powiedział Zayn, machając kartką papieru, zanim położył ją na stole.

Harry obrócił krzesło w kierunku Zayna i uśmiechnął się do niego.

- Dobrze - dodał, sięgając po papier.

Rozkoszował się posiadaniem planu zajęć Louisa. To było zbyt proste.

Miał zamiar wrócić, do poprzedniej pozycji, ale usłyszał jak krzesło szoruje po podłodze. Zayn wziął krzesło, co oznaczało, że zamierza zapytać się Harry’ego o coś.

- Chcesz coś powiedzieć? - Zapytał Styles.

W środku naprawdę nie chciał pytać. Chciał po prostu spędzić noc, myśląc o tym, jak będzie mógł dostać się bliżej Louisa Tomlinsona, żeby wiedzieć o nim więcej niż tylko te kilka informacji, które dostał. Jedno spojrzenie wystarczyło, żeby wiedział, że Mulat jest zmartwiony.

- Interesujesz się Louisem, prawda? - Zayn obserwował reakcję Loczka, zanim kontynuował. - Wiem, że tak. Jedno spojrzenie na twoją twarz wystarcza.

Jak zwykle Hazza rzucił Zaynowi swój bezczelny uśmiech.

- Przeszkadza ci to?

- Nie, chcę tylko wiedzieć, dlaczego.

Loczek przysunął się bliżej do stołu, który dzielili. Wciąż miał na twarzy ten uśmiech. Położył łokcie na stole i oparł podbródek na dłoniach. Przez chwilę, próbował dowiedzieć się, jaki jest prawdziwy powód tego nagłego pytania. Zawsze uważał, że Zayn jest fascynujący i unikatowy, wśród jego zwolenników. Mulat nigdy nie bał się zabierać głosu i pytać o rzeczy, o które nikt inny nie miał odwagi pytać.

W porównaniu z Liamem, który wykonywał zadania bez końca, bez względu na to, gdzie był. Harry czuł, że Zayn jest bardziej jak osoba, która będzie trochę o niego dbać i to sprawia, że był wystarczająco pewny siebie, żeby cokolwiek do niego powiedzieć, a dokładniej - zaufać mu.

- Dlaczego pytasz? Jeśli mam być szczery, oboje tego nie wiemy. A tak przy okazji to twoja wina. Jeśli byś go nie ścigał, nawet bym tego nie robił.

- No, co się stało to się stało, więc dlaczego nie powiesz mi, co planujesz teraz zrobić, gdy masz wszystko, co powinieneś o nim wiedzieć. - Zayn stłumił śmiech, kiedy dostrzegł w oczach Harry’ego ten blask. - Boże jesteś taki irytujący. Wiesz, że to prześladowanie, prawda?

Harry nie zaprzeczył, że to rzeczywiście jest prześladowanie. Ale dopiero to zaczął. Jeśli byłaby to historia, dla niego to byłby prolog, a dalej wydarzy się więcej rzeczy.

- Widzisz, uważam, że Lou jest całkiem interesujący. Jest inny od wszystkich dzieciaków tutaj, którzy traktują mnie jak boga.

- To nie to, co próbujesz osiągnąć? - Wtrącił Zayn.

- No, tak.. Ale on zrobił coś, na co nikt inny się nie odważył.

- Nazywasz ‘robienie zdjęć Harry’emu Styles’owi z ukrycia’ innym? Potrzebujesz lekarza - zachichotał Mulat. - I skąd właściwie wiesz, że nikt nie robił ci zdjęć? Nigdy nie wiesz jak dużo dziewczyny i chłopaków gdzieś sobie ciebie wyobraża… Ałł! - Zayn krzyknął i złapał się za policzki, kiedy Harry rzucił mu w twarz zszywaczem.

- To prowadzi do nikąd Zayn. A poza tym, nawet, jeśli moi fani istnieją, fakt, że złapaliście tylko Louisa i przynieśliście do mnie jego kamerę, musi coś znaczyć.

Harry zaśmiał się głośno ze słów, które właśnie wypowiedział. Zayn spojrzał na niego.

- Nie mogę uwierzyć, że to powiedziałeś! Po prostu przekonam siebie, że słyszałem tylko tę część, w której mówisz, że jesteś nim zainteresowany. Nic dodać, nic ująć.

Malik pokręcił głową z niedowierzaniem. Harry Styles, najbardziej rozpoznawalny przywódca gangu tego miasta, przed którym wszyscy się kłaniali i którego wszyscy się bali oraz którego zasady i postanowienia muszą być przestrzegane, siedzi tutaj przed nim mówiąc mu coś o przeznaczeniu.

- Nie pobijesz go, prawda? - Mulat odwrócił się w stronę kędzierzawego chłopaka i nie próbował powstrzymywać śmiechu.

- Poważnie Harold?

- Co? Tylko pytam. Chcę tylko mieć pewność, że nie ma konkursu na zdobycie uwagi Louisa - stwierdził, a jego uśmiech poszerzył się, oczywiście z powodu tematu tej rozmowy.

- Jest cały twój. On nie jest w moim typie.

Zayn odwrócił głowę i był prawie gotowy do wyjścia, zdając sobie sprawę, że ich rozmowa była kompletną bzdurą.

- Ale wiesz, że oboje mają niebieskie oczy - stwierdził Harry, co było wystarczające, żeby oczy Zayna drgnęły. - Jeśli wcześniej nie zauważyłeś.

Mulat ponownie odwrócił się w kierunku swojego szefa, jednak tym razem jego twarz była zmartwiona i zdenerwowana.

- S…Skąd wiesz o Niallu?

- Oh, Zayn. Wiesz, że najpierw cię sprawdziłem, zanim przyłączyłeś się do mojego gangu, prawda? Wiem, że twój i Louisa Irlandzki przyjaciel, jest twoim kumplem z dzieciństwa.

Brunet nie znalazł, żadnej odpowiedzi. Był zorientowany, przez te rzeczy, gdy chodziło o szukaniu wszystkich informacji o całym twoim życiu. Nie spodziewał się, że nawet najdrobniejsze szczegóły, coś, co chciał zachować w tajemnicy, były czymś, co Harry wiedział.

- No, teraz czuje się swobodniej, gdy wiem, kto jest w twoim typie.

Zayn nie odpowiedział więcej, a to wystarczyło, żeby zyskał odpowiedź na swoje wcześniejsze pytanie.

- Ale nie skrzywdzisz Nialla, prawda? - mruknął cicho, jednak wystarczająco głośno, by Loczek go usłyszał.

- Pewnie, że nie. Tak długo, jeśli nie wejdzie mi w drogę. Przecież wiesz, jak bardzo nienawidzę tego, kiedy moje plany się pieprzą.

Harry uśmiechnął się szeroko.

-Prawda.

Malik rozluźnił ramiona. Po kilku sekundach podniósł się z fotela i pożegnał się ze Styles’em.

- O… I Zayn? - Hazza zatrzymał Mulata, przed tym jak zamknął drzwi. Chłopak uniósł brwi i zajrzał do środka pokoju. - Dlaczego nie pogadasz z nim? To może być dobry początek. Wiesz podwójne randki, wspólna nauka…

- Naprawdę musisz iść do lekarza Haroldzie - odpowiedział Zayn wprost przed tym, jak zamknął drzwi.

XXX

- Myślę, że nie możemy nic z tym zrobić Panie Tomlinson.

Lou spoglądał tempo w oczy dyrektorki. Miała włosy zebrane w kok. Ubrana była w szyfonową koszulkę w groszki. Mrużyła oczy od słońca. To była najgorsza wiadomość, jaką usłyszał w ciągu całego swojego życia.

Czuł się jakby niebo spadło prosto na jego plecy. Był zdesperowany. Potrzebował z powrotem swojej kamery, a jedyna osoba, od której oczekiwał pomocy, właśnie go odrzuciła.

Louis nigdy nie uważał, że plotki o tym, że Harry Styles kontroluje całą szkołę, były prawdziwe, ale teraz… Wszystko wyglądało na prawdę. Obwiniał o to gang Harry’ego i starał się najlepiej jak potrafił, nie podejmować drastycznych kroków, przed którymi Niall zawsze go ostrzegał, ale nie sądził, że można coś z tym zrobić, prawda? Gówno prawda.

- Ale Pani Calder! Naprawdę potrzebuje mojego aparatu. Jeśli go nie odzyskam, nie będę mógł robić zdjęć w czasie zbliżających się wydarzeń. Nie może Pani porozmawiać o tym z Harrym?

Wspominanie Styles’a nie były najlepszym pomysłem. Powiedział złe imię w niewłaściwym miejscu, czasie i do niewłaściwej osoby. Jej oczy strzelały w niego sztyletami, jej wargi i czoło zmarszczyły się na jego prośbę, a jej palce starały się czegoś trzymać.

To tak jakby powiedział przekleństwo w jej biurze.

- Powiedziałam już. Nie możemy zrobić niczego Panie Tomlinson. Teraz proszę nie marnować mojego czasu i wracać do klasy - jej głos brzmiał surowo, a dyrektorka nie patrzyła się już na niego.

- Ale…

- Nie ma więcej, ale Louisie Williamie Tomlinson. Przepraszam za to, co stało się z twoim aparatem, ale jak już powiedziałam, nie mogę nic z tym zrobić. Powinieneś być świadomy o mocy gangu Harry’ego w tej szkole. Teraz, wracaj do klasy i postaraj się nie wpaść ponownie w tarapaty.

Louis spoglądał na nią przez jakiś czas, a Pani Calder wróciła do pisania czegoś na swoim laptopie. Był pewien, że były to kompletne bzdury. Jeśli najwyższy urzędnik szkoły nie mógł położyć na tym ręki, to, kto mógł?

Dąsał się na jednym z krzeseł w poczekalni, wystarczająco daleko, żeby ukryć się od wzroku Pani Calder. Myślał, dlaczego ze wszystkich rzeczy, które mogłyby mu się przydarzyć, musiała być to kradzież jego aparatu, jedynej rzeczy, którą kochał. Byłoby lepiej, gdyby oni chcieli się bić, bo Louis wiedział, że miał wystarczająco siły i pewności siebie, żeby zdjąć z siebie kilka osób. Ale chciał być spokojny, tak bardzo, jak potrafił.

Czuł jak jego policzki płoną, na wspomnienie widoku Harry’ego Styles’a schodzącego z boiska w czystej białej koszulce, w niskich spodniach i parze adidasów, a jednak wyglądającego bardzo przystojnie. Chciał tylko zrobić zdjęcie, na miłość boską, czy o tak dużo prosił?

Ale po tym, co zrobił, pokazując się w kawiarni z jego aparatem na szyi i zawstydzając go przed wszystkimi, chciał go nienawidzić.

Nareszcie wstał, odwrócił się, gdy potknął się o coś, co sprawiło, że stracił równowagę. Zanim poczuł, że ktoś trzyma jego ramię, jego oczy rozszerzyły się na widok Harry’ego Styles’a. Zajęło mu chwilę, upewnienie się, że to był rzeczywiście ten Harry Styles i pomógł mu utrzymać równowagę.

- Cześć Louis – Loczek powitał go od niechcenia.

To był ich pierwszy raz, gdy znaleźli się tak blisko siebie i Harry nie mógł przestać myśleć o tym, jak wspaniałe były oczy Louisa. Wyglądały milion razy lepiej niż na zdjęciach i Hazz mógł sobie wyobrazić, że patrzy na nie już zawsze.

Louis zrobił krok w tył, zanim spojrzał na Styles’a, który mu się przyglądał. Te zielone oczy… Wyobrażał sobie, że fotografuje Harry’ego w swoim studiu, patrząc prosto w obiektywem, a oczy Styles’a powiedzą mu wszystko o tym, kim Harry był. Ale teraz nie miał obiektywu, który mógłby zakryć swoje błyszczące zielono-niebieskie oczy. Był tylko on i Harry.

- P.. Panie Styles. Proszę usiąść!

Pani Calder wstała, poprawiając swoją spódnicę i przerywając ich spojrzenie. Louis łatwo odwrócił wzrok, patrząc przez sekundę na dyrektorkę. W zamian za to, Harry spoglądał na nią groźnie, za przerwanie tego pięknego momentu.

- Już idę Pani Calder. Dziękuje.

Louis popchnął drzwi, w których stał Harry.

- Do zobaczenia.

Ich skóra musnęła się delikatnie, wysyłając nierównomierne dreszcze na ich ciałach. Harry miał ochotę dotknął Louisa. Boże, jego skórka była taka gładka, ale jego twarz mówiła, żeby tego nie robił. Nie teraz. I tak, odwrócił się. Zmierzył osobę, którą uwielbiał zastraszać - Panią Eleanor Calder.

XXX

Louisowi zajęło chwilę i kilka mijanych pokoi, żeby znaleźć miejsce, gdzie będzie mógł złapać oddech. Złapał się za klatkę piersiową, a jego serce biło szybko. Za każdym razem, gdy zamykał oczy, czuł się, jakby był przyciągany przez zielone oczy Harry’ego. Nie miał pojęcia, dlaczego tak nagle zaczął coś czuć, ale sposób, w jaki jego ciało reagowało na Hazzę, nie było dla niego dobrą wiadomością.

I sposób, w jaki Harry wspomniał jego imię, tym głębokim, ochrypłym głosem. Spowodowało to mrowienie wzdłuż kręgosłupa Tomlinsona, bardzo nietypowe drgawki, których naprawdę nie cierpiał.

To było tak, jakby to było tam przez cały czas i tylko czekało na odpowiedni moment, żeby wybuchnąć.



2

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz