2
Zimne palce błądziły po jego ciele raniąc je swoimi ostrymi szponami. Niall leżał, bez ruchu. Pozwalając zabierać sobie energię życiową przez coś, co miało twarz i głos Zayna a oczy bestii. To coś karmiło się jego bólem i krzykami. Łzami i błaganiem by przestał. Więc Niall po prostu leżał, czekając na ranek, który go oswobodzi.
Tak było prawie zawsze. Wtedy, gdy szukał Zayna w swoich snach, na tej samej polanie co przedtem spotykał go. Tą okropną bestią która powodowała mu ból. Bestię, od której nie było ucieczki.
- Niall.. Obudź się. – Usłyszał miękki głos Liama. Otworzył ciężkie i ospałe oczy i zamrugał kilkakrotnie. – Wreszcie. Wiesz jak trudno cię obudzić ? – Udał oburzenie.
- Już wstanie. – Mruknął nieprzytomnie. – Już. – Ziewnął i wstał z łóżka. Na jego ciele nie było żadnych śladów po śnie. Były tylko lekko widoczne zadrapania na karku, których pochodzenia nie znał. Niall rozciągnął się ziewając głośno i spojrzał za okno. Była ładna pogoda. Bardzo ładna.
Słońce radośnie uderzało w szybę, otulając ciepłem siedemnastolatka. Niall bez słowa poszedł pod prysznic i szybko ściągnął z siebie ubranie. Był 17 czerwca. Ta data była zbyt dobrze zapisana w kalendarzu chłopaka, jako jeden z najgorszych dni w jego życiu. Śmierć jego babci i jednocześnie zniszczenie spokoju i szczęście jego rodziny.. Starej rodziny.. Tej, której już nie ma.
Westchnął cicho spoglądając na zmęczonego farbowanego blondyna za lustrem. Wyrósł od ostatniego roku. Nie wygląda jak kilkunastoletnie dziecko, a jak dobrze zbudowany siedemnastolatek. Na brzuchu formowały się ledwo jeszcze widoczne mięśnie a ramiona nie wyglądały jak wysuszone patyki jak poprzednio.
Twarz też mu się zmieniła, wydłużyła a kości policzkowe były bardziej uwydatnione. Niall przeczesał dłońmi swoje włosy i w samych czarnych bokserkach wyszedł z łazienki.
- Pamiętaj, że zaraz wychodzimy. – Ostrzegł go Liam a Niall spojrzał na niego pytająco marszcząc brwi. Jedyne miejsce, gdzie chciał wyjść, to jego park. Ale Liam, każdego dnia praktycznie wyciągał go z domu, mimo że nie chciał. Ale dzięki temu poznał nowych ludzi, więc nie powinien narzekać. – Jessy ma dzisiaj urodziny, nie mów że zapomniałeś.
- Oh.. Ups ?.. – Mruknął cichutko pod nosem rumieniąc się lekko.
- Masz szczęście że kupiłem prezent, bo zakładam że o tym też zapomniałeś.
- Możliwe ..?
- Powiemy że to od nas dwóch.
- A co jej kupiłeś ?
- Kilka rzeczy do nowego mieszkania i wielkiego miśka. – Dumnie wypiął pierś i uśmiechnął się szeroko.
- Okej.. To ja idę się ubrać.. – Powiedział nieśmiało wchodząc do swojego pokoju. Czuł się winny że Liam musiał wszystko kupować, ale sam nie miał do tego głowy. Podszedł do szafy i wyciągnął z niej sweter Zayna, który był teraz na niego tylko trochę za duży w rękawach, uwielbiał ten sweter, niestety nie czuć było na nim zapachu Zayna. Był już troszeczkę sprany ale Niall nie wyrzuciłby go, nawet gdyby miał dziurę wielkości ręki.
Do kompletu ubrał czarne spodnie i ułożył schludnie włosy przy lustrze w drzwiczkach szafy. Uśmiechnął się sztucznie sam do siebie i tak samo szybko odwrócił plecami zamykając szafę.
- Czas się socjalizować.. – Westchnął zrezygnowany. Nie lubił tłoku, nigdy. A teraz jeszcze bardziej, zwłaszcza jak były to cholerne pary trzymające się za ręce i uśmiechające do siebie. Tak, tego wręcz nienawidził.
W ciągu niecałej godziny znaleźli się w wielkim budynku, w którym odbywała się impreza urodzinowa dziewczyny. Niall ją nawet lubił, była miła jednak nie znał jej dobrze. Wystrój był naprawdę niesamowity. Wszystkie światła było pogaszone, jedynie po całym mieszkaniu były porozwieszane kolorowe migoczące lampki choinkowe. Na tarasie na którym był mały basen też były a nawet więcej. Miejsce było niesamowite.
Niall podszedł do jednego ze stołów i wziął z niego jedno piwo. Niepewnie upił łyk by po chwili na raz pozbyć się całego alkoholu ze szklanej butelki. Rozglądał się wpatrując w tańczące dookoła osoby. Prawie wszyscy byli pijani, a przynajmniej poruszali się jak niepełno umysłowi.
W tłumie dostrzegł Liama, tańczącego z Danielle, która specjalnie na ten tydzień przyjechała do NY by się z nim zobaczyć. Wyglądali na takich szczęśliwych. Szkoda, że Niall nigdy nie będzie tak mógł mieć.
- Nialler! – Zawołał ktoś piskliwym głosem. I nagle, zapewne ta sama osoba zawiesiła mu się na szyi wtulając w niego mocno. Niall cicho zachichotał przyciągając dziewczynę do uścisku. Eleanor Calder była jedną z najbardziej uroczych dziewczyn jakie kiedykolwiek poznał. Zawsze uśmiechnięta i pozytywnie ustawiona w stronę życia. – Myślałam że nie przyjdziesz. – Powiedziała wydymając wargi.
- A jednak jestem. – Zaśmiał się poprawiając jej włosy. Dla niektórych mogliby wyglądać jak para. Nic bardziej mylnego, zważając na ich orientacje seksualne. Eleanor była lesbijką a Niall gejem. Taki związek nigdy by nie wyszedł.
- No jesteś, jesteś. – Zaśmiała się głupio.
- Już zdążyłaś się upić ? – Spytał pomagając jej stanąć na nogach i nie wywracać się dookoła.
- No… Tak ? – Kolejny głupawy chichot.
- Idź szukać żony. – Zaśmiał się popychając ją w stronę pewnej mulatki z prostymi, krótkimi włosami. Eleanor cała się rumieniąc wpadła na nią i uśmiechnęła uroczo przepraszając. Niall zaśmiał się cicho odwracając w przeciwnym kierunku gdy nagle ponownie, ktoś go zaatakował.
- Nialler.. Wiem że zapewne mnie na to zabijesz.. – Zaczęła Jesse już lekko otumaniona alkoholem. – Ale.. Mam takiego kuzyna.. – Niall chciał uciec, jednak go zatrzymała. – I jest gejem.. Tak jak ty. – Powiedziała uśmiechając się promiennie. W głowie Nialla rozbrzmiało ‘’nie nie nie nie nie’’. – Chodź poznasz go. – Ponagliła ciągnąc Irlandczyka za nadgarstki do środka. Niall nie chciał. Gdyby tylko mógł, wyskoczyłby oknem. Czemu jego znajomi muszą bawić się w cholerne swatki ?!
Jesse trzymała go mocno gdy hardo i dumnie przemierzała całe mieszkanie, aż dotarli do najmniej zaludnionej części obok telewizora, który był wyłączony, a przed nim był wielki stół z przystawkami. Czarnowłosy, wysoki chłopak o ciemnej karnacji stał do nich tyłem. Był niesamowicie znajomy, jednak alkohol w krwi Nialla, mającego słabą głowę nie był pomocą w rozpoznaniu go. Nialla przeraził okropnie znajomy zapach.
- Wybacz. – Zwróciła się do kruczowłosego. – Musiałam was poznać! – Zanuciła radośnie a Niall z przerażeniem wpatrywał się w jego profil. To kurwa nie mogła być prawda.. Po prostu nie.
- Jesse mówiłem ci że nie.. – Westchnął zrezygnowany i zatrzymał się w połowie zdania odwracając do Nialla. To był On. To był Zayn. Stał tam wpatrując się zszokowany w Irlandczyka, który poczuł, jakby ktoś wyrywał mu serce z klatki piersiowej. Zayn się cholernie zmienił. Wydoroślał i przybrał bardziej ostrych rys twarzy, jednak to wciąż był on. Ale jego głos.. Wciąż tak niesamowicie nęcący i seksowny, wciąż tak pociągający.
- Niall.. – Powiedział cicho podchodząc do niego, Niall cofnął się o krok odpychając go dłonią i kręcąc głową z niedowierzania Zayn nie mógł tak po prostu.. To było niemożliwe. Teraz, gdy Niall chciał ruszyć dalej..
- Wy się znacie ? – Zapytała.
- Nie. Już nie. – Szepnął. Zapewne przez upojenie alkoholowe, bo nigdy by tego nie dokonał na trzeźwo. Odszedł. Po prostu go tam zostawił, razem ze swoim sercem, które oddał mu już dawno temu. Nie wiedział kiedy łzy zaczęły spływać mu po policzku. Wyszedł z budynku i usiadł na schodach kuląc się, by nie rozpłakać całkowicie. To był Zayn. Zayn tam był. Zayn wrócił, a Niall, czuł jakby odebrał mu już wszystko. Był tak pusty wewnątrz.
2
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz