13
Louis nigdy wcześniej nie był pod taką presją. Nigdy nie musiał podporządkowywać się czyimś żądaniom i słuchać takich nudnych i męczących instrukcji. Jednakże tym razem, gdzieś w głębi wiedział, że to wszystko dla jego dobra – ponieważ bez rad tych ludzi i codziennych, wielogodzinnych ćwiczeń podczas całego pobytu na Fidżi nie miałby szans przejść przez to przesłuchanie. Uzyskanie aprobaty od Harrego Stylesa było wszystkim czego pragnął – oczywiście oprócz bycia zauważonym przez tego chłopaka w inny niż profesjonalny sposób, chociaż prawdopodobieństwo, że to się stanie było nikłe. Więc zamiast tego skupił swoją uwagę na zbliżającym się konkursie – co nie pozwalało mu robić nic innego… nawet kontaktować się z chłopakiem z Cheshire, z którym bardzo chciał podzielić się wrażeniami.
Słowa z ich smsowej rozmowy, która odbyła się podczas pierwszej nocy tu spędzonej wciąż byłe w jego głowie. Były ciągłym przypomnieniem, że on może mieć nadzieję i obietnicę, że on nie jest całkowity nieudacznikiem we wszystkim, co robi – włączając w to x-factora.
„Sądzę, że nie jest możliwe nie zakochać się w tobie Louis… Harry Styles byłby kompletnym kutasem, gdyby czegoś nie poczuł… To mogę ci przysiąc.” xx
Te słowa były jak żądła, które wbijały się w niego za każdym razem, gdy wyciągał telefon z kieszeni i przeglądał niezliczone wiadomości, które dostawał od swojej mamy przez ostatnie kilka dni, szukając jego rozmowy z Harrym z pierwszej nocy. Jego serce bolało, gdy tylko pomyślał, co chłopak powiedział mu o celebrycie, w którym był zauroczony – mimo, że było to tak nieprawdopodobne… jego klatka piersiowa miała dość za każdym razem, gdy czytał tę ostatnią wiadomość. Słowa Harrego były tak subtelne, tak niejasne, że Louis był pewien, iż doszukiwał się czegoś, czego wcale nie było. Jednak za każdym razem, gdy to czytał, jego serce wyrywało się trochę bardziej do chłopaka z Cheshire.
„Sądzę, że nie jest możliwe nie zakochać się w tobie Louis…”
„To mogę ci przysiąc.”
Te słowa spowodowało u Louisa niewypowiedzianą gonitwę emocji, gdy siadł zgarbiony i zastanawiał się, czy jego domysły mogą być choć trochę prawdziwe. Czy było możliwe, żeby chłopak, którego prawie nie znał czuł coś do niego, tylko przez rozmowy telefoniczne? Powiedział, ze to niemożliwe, by się w nim nie zakochać – ale mógł to źle zrozumieć. To mogło być powiedziane bez zastanowienia, Harry mógł tylko chcieć uspokoić obsesyjnego kumpla, który pisał do niego nieskładnie o celebrycie, w którym się zauroczył… ale z drugiej strony, to mogło znaczyć o wiele więcej. Jego uczucia mogły być podatne na zranienie i w pewien sposób on wyznał, że czuje coś więcej niż przyjaźń do Louisa. Pomimo, że nigdy go nie spotkał.
Domysły, o co mogło dokładnie chodzić Harremu przewijały się przez jego głowę nieustannie, aż nie mógł skupić się na niczym innym. To stanowiło pewną trudność, gdyż musiał włożyć całe swoje serce i duszę w piosenkę, którą wraz z muzykiem wybrali na jego występ. Ale ten problem sam się rozwiązał, ponieważ ten utwór sprawiał, że musiał myśleć o niczym innym, tylko o chłopaku, który pozostał w Anglii czekając desperacko na telefon od niego. Chciał krzyczeć, wrzeszczeć z całych sił, powiedzieć, jak bardzo to wszystko jest zagmatwane. On niesamowicie pragnął dowiedzieć się, co tak naprawdę miała znaczyć tamta ostatnia wiadomość – a ponad wszystko chciał wiedzieć dlaczego jego żołądek skręca się z zażenowania i innych niechcianych emocji ilekroć pomyślał o Harrym.
Dwóch chłopaków, noszących to samo imię, każdy z nich wypełniał głowę Louisa pożądaniem i nadzieją. Każdy z nich był czymś silniejszym, potężniejszym niż on, i z całą szczerością, oni oboje byli przyczyną wyjątkowo długich pryszniców, które Louis brał podczas swojego pobytu na Fidzi. Spędzał ten czas na zabijaniu gorąca, które było ciągle wokół niego, chociaż gdzieś w głębi wiedział bez tego czasu i zimnej wody spływającej po jego ciele, że nie ma żadnego sposobu by był w stanie przejść przez kolejne kilka dni.
I gdy jego ręka posuwała się powoli wzdłuż jego penisa, powoli sprawiając mu przyjemność, czuł nic więcej niż ulgę, jego plecy oparły się o chłodną ścianę, a sperma spływała do odpływu, ponieważ wreszcie to do niego dotarło:
Zakochał się w dwóch chłopakach, którzy oboje byli powyżej jego ligi.
~*~
Wilgotne powietrze otaczało ciała dwóch gwiazd popu, gdy leżeli rozciągnięci na leżakach otoczonych przez wyłączony sprzęt telewizyjny – ustawiony przez obsługę wcześniej by nagrać zbliżające się eliminacje do następnej rundu konkursu.
Niell Horan nie był kimś, kto uczestniczy w charytatywnych przedsięwzięciach ani nie był kimś, kto zgodzi się wystąpić w programach rozrywkowych w krajowej telewizji, więc tak naprawdę to, że skończył jako współpracownik jurora w x-faktorze zdumiewało nawet jego samego. Wrzawa, zamieszanie robione wokół niego w jakimkolwiek telewizyjnym show sprawiały, że czuł się zgwałcony w kompletnie nie rzucający się w oczy sposób. Ta odrobina wolności w wyrażaniu swojego zdania w takich programach była zbędna – on nie lubił nie móc krzyczeć i kląć, kiedy to konieczne – lecz były to ograniczenia, których powinien przestrzegać. Musiał cały czas wyglądać na zainteresowanego i udawać zadowolenie z występujących artystów, nawet jeśli byli beznadziejni, nudni, a nawet męczyli jego uszy całkiem fałszywymi dźwiękami.
Jednak wszystkie zasady Nialla dotyczące akceptowania ról w programach telewizyjnych zostały wyrzucone do kosza gdy jego kolega z zespołu i jednocześnie najlepszy przyjaciel poprosił go o wystąpienie jako jego pomocnik, jego sławny kolega juror w eliminacjach w domach jurorów w x-factorze. Nie było potrzebne wiele próśb, by Niall przyleciał na Fidżi. Teraz oboje leżeli z dala od oczu wszystkich na krzesłach, popijając powoli drinki, które wcześniej sobie zrobili. Czuli się raczej jakby byli na wakacjach jako przyjaciele, niż w pracy.
„… bo wiesz co się dzieje z Zaynem gdy nie może wychodzić przez kilka dni, więc to, że management kazał mu przeleżeć resztę grypy doprowadza go do szaleństwa i … Czekaj Harry, czy ty mnie w ogóle słuchasz?”
Harry szybko odwrócił głowę, gdy Niall zasłonił mu ręką mały telewizorek, w który się wpatrywał. Przewijały się tam wybrane sceny nakręcone jak dotąd w tej edycji x-factora. Były tam zdjęcia Harrego z przerw reklamowych, na których odpoczywał z głową pomiędzy skrzyżowanymi ramionami, desperacko próbując zdrzemnąć się chwilę, pomimo głośnych krzyków ludzi na widowni. Dźwięki śpiewu uczestników, którzy przeszli lub nie przesłuchania szumiały mdło w powietrzu dookoła nich gdy Harry ponownie skupił się na Niallu. Próbował nie zwracać uwagi na to, że przesłuchanie Louisa było powtarzane przed jego oczami i na to, ze w jego spodniach nagle zrobiło się ciasno od samego patrzenia na chłopaka z Doncaster występującego przed tysiącami ludzi.
„Mhm, co mówiłeś?” Harry zapytał, jego głos brzmiał prawie śpiąco gdy obrócił się do niecierpliwego blondyna rozłożonego na swoim leżaku obok niego – jego od niedawna umięśnione ramiona były wyraźnie widoczne gdy nosił starą koszulkę bez rękawów, która Harry wrzucił gdzieś na dno swojej szafy. Włosy, makijaż i ubrania miały dodać im szyku później tego wieczora, tuż przed rozpoczęciem przesłuchań. Jednak teraz nie byli skupieni na wyglądzie, ani na niczym innym, po prosty cieszyli się wspólnym porankiem na słońcu – tak jak przyjaciele powinni.
„Właśnie powiadałem ci o Zaynie i – boże, Harry czy muszę wyłączyć ten cholerny przedmiot by uzyskać uwagę mojego najlepszego przyjaciela?” Niall zapytał, gdy jeszcze raz przeszkodził mu mały telewizor w kącie, po tym jak spojrzenie Harrego powędrowało (jakby automatycznie) powrotem do tego, ktokolwiek teraz śpiewał na ekranie. Oczywiście, Niall nie kwestionował jakości i piękna głosu występującego. Bez wątpienia miał on wyjątkowy talent, jednak to, że Harry był taki pochłonięty i skupiony na występującym a nie na nim bardzo go denerwowało. Mężczyzna na ekranie był zwykłym uczestnikiem programu, w którym Harry był jurorem i Niall… cóż, Niall był jego najlepszym przyjacielem. Dlaczego nagle osoba, której nie znał stała się ważniejsza niż wieloletnia przyjaźń?
„Naprawdę przepraszam Niall, więc co z Zaynem?”
„Nic nie szkodzi, przyjacielu, to nic ważnego…” Jego głos ścichł, a jego wzrok powrócił do telewizora, w którym jednak skończył się już występ i teraz pokazywani byli czterej sędziowie komentujący go. Oceny były bardzo pochlebne – takie, jak Niall pamiętał, gdy on i jego czterej przyjaciele byli w programie – jednak to wciąż nie wyjaśniało, czemu Harry był tak pochłonięty oglądaniem programu – tej powtórki – zamiast porozmawiać z Niallem, z którym nie widział się od jakiegoś czasu. Jednakże gdy tylko zauważył, że przyszła pora na zabranie głosu przez jego przyjaciela, dostrzegł rumieniec na twarzy zarumieni to, i to że nie mógł znaleźć słów do opisania występu. Stało się jasne, że chodzi o coś głębszego, czego Harry nie chce ujawnić. Ze sposobu, w jaki chłopak wydawał się chcieć zeskoczyć ze swojego siedzenia i przytulić uczestnika blondyn wnioskował, że coś jest na rzeczy, nie był tylko pewny co. „Kim jest ten gość?”
Słowa Nialla były krótkie, pozbawione emocji gdy wygiął szyję pod nienaturalnym kątem wystarczająco szybko, by mieć dobry widok na to, jak ciało Harrego sztywnieje, jakby Louis powiedział coś, czego nie powinien. Młodszy chłopak odwrócił głowę poza zasięg jego wzroku i wziął duży haust drinka, jakby przeciągając moment, kiedy będzie musiał odbyć tę straszliwą rozmowę. Ze wszystkich chłopaków z zespołu, Niall był tym, komu chciałby wszystko wyznać. Oni zawsze byli sobie najbliżsi – i raczej niż powiedzieć Zaynowi, niesamowitemu kobieciarzowi, że najprawdopodobniej interesują go również faceci, cieszył się, ze to Niall będzie tek, kto dowie się pierwszy.
„To jest Louis.” Powiedział bezbarwnie, wiedząc bardzo dobrze, ze to nie koniec rozmowy, a zaledwie początek, ale na razie to pomogło mu upewnić się, że i tak będzie musiał przez to przejść. Prostota tych słów sprawiła, ze wydawało się, że nie ma tak wiele do powiedzenia – pomimo świadomości, iż jest tego bardzo dużo. Obrócił się tak, by siedzieć ze skrzyżowanymi nogami twarzą do chłopaka, którego oczy błyszczały ciekawością. Wiedział teraz, że nie ma możliwości nie zdradzić swojemu najlepszemu przyjacielowi najmniejszego szczegółu. Po raz pierwszy w swoim życiu nie bał się powiedzieć komuś tego, czego nie ujawnił wcześniej nikomu innemu. I teraz, jakby zaczął opowiadać bajkę - tylko w najprostszych słowach – wiedział, ze nie ma możliwości zatrzymać słów płynących z jego ust. Musiał podzielić się tym z kimś, tym co czuł do Louisa, a Niall chciał go wysłuchać, więc nie mógł się powstrzymać.
Później, tuż zanim makijażyści i fryzjerzy zapędzili chłopaków do środka, by przygotować ich do występu, Niall nie mógł się powstrzymać i dał Harremu słowa zachęty, które wiedział, że chciał usłyszeć. Chłopak musiał powiedzieć Louisowi kim jest, to było jasne, chociaż wiedział skąd Harry pochodzi i dlaczego czuje, ze nie ma sposoby, by wyznać chłopakowi z Doncaster prawdę.
„Kiedy będzie odpowiedni moment, powiesz mu.” Niall obiecał, dostając od Harrego spojrzenie pełne wdzięczności. „Przysięgam ci, przyjacielu.”
I tak naprawdę miał nadzieję, że Niall miał rację, bo jeśli będzie musiał ukrywać to przez wieczność… Nie był pewien, czy wieczność będzie trwała tak długo.
~*~
„Louis Tomlinson” Asystent zawołał, trzymając podkładkę w ręce. Rozglądał się po pokoju aż dostrzegł chłopaka siedzącego w kącie i wpatrującego się w zeszyt z piosenkami, powtarzającego jeszcze raz zanim będzie musiał wyjść na balkon i wystąpić przed Harrym Stylesem i kimkolwiek okaże się gościnny juror. Louis, z całą swoją wiedzą, mógł jedynie przewidywać, że inny członek One Direction pomoże Harremu podjąć decyzję kto przejdzie do programu na żywo – ponieważ juror powinien być sławnym przyjacielem – lecz tak naprawdę to może być ktokolwiek. Harry był dobrze znany i lubiany w tym przemyśle, więc dla Louisa nie powinno być zaskoczeniem jeśli Harry wybrał kogoś tak popularnego jak Ed Sheeran by dołączył do niego dziś wieczorem i pomógł mu zdecydować o przyszłości Louisa.
Wstał na trzęsących się nogach, upuszczając zeszyt na kanapę, gdzie siedział jeszcze kilka sekund temu i poszedł za mężczyzną z podkładką na balkon. Zobaczył dwóch jurorów siedzących na leżakach, drinki wciąż stały przed nimi. Widok z daleka dwóch najlepszych przyjaciół żartujących między sobą spowodował, że serce Louisa przestało bić w takim szalonym rytmie i mógł odetchnąć głębiej kilka razy, zanim zaśpiewa przed dwoma profesjonalistami – blisko i osobiście.
Uśmiech, który pojawił się na twarzy Nialla, gdy tylko Louis stanął przed mikrofonem ustawionym na przeciw tej dwójki sprawił, że chłopak poczuł się zdezorientowany. Oczy blondyna patrzyły na zmianę na niego i na Harrego – w taki wiedzący sposób. Ale to spojrzenie mogło nie znaczyć nic, nie dla Louisa, ponieważ ci dwoje nie mieli żadnego powodu, by czuć się rozbawieni. On, Louis, nie był przyjacielem żadnej z tych wielkich gwiazd i to sprawiło, że on chciał odnieść sukces w tym konkursie, by stać się kimś – kimkolwiek – w tym przemyśle. Miałby wtedy o wiele większe możliwości, by zamienić tą prostą znajomość w pełnowartościową przyjaźń.
Delikatny okrzyk oznaczający rozpoczęcie nagrywania sprawił, ze jego myśli stały się na moment pogmatwane, zastanawiał się, jak powinien zaprezentować się przed kamerami. Nie miał wyglądu gwiazdy, ani nie potrafił sprawiać wrażenia spokojnego, jakby kamery były dla niego czymś zwyczajnym. Jednak z dwoma członkami One Direction siedzącymi zaledwie kilka metrów dalej i wpatrującymi się w niego, poczuł że nie może się poddać, ani wyglądać na przerażonego lub nerwowego. Musieli zobaczyć w nim determinację i pewność, a także to, że był dobry i gotowy na ten konkurs. Wszystkie oznaki słabości działały na jego niekorzyść, więc uśmiechnął się do tej dwójki, natychmiast czując, że jego policzki robią się czerwone przez spojrzenie, które posłał mu Harry. Wyprostował się, a jego usta wygięły się w niepewnym uśmiechu.
„Więc, Lou” Harry usiadł bardziej prosto na swoim leżaku, automatycznie używając zdrobnienia, którym nazywał chłopaka od tygodni. Jego ręka przeczesała loki, pociągając je delikatnie, gdy patrzył na Louisa. Ignorował to wiedzące spojrzenie, które rzucał mu siedzący obok najlepszy przyjaciel. To nie było niekomfortowe, pomimo jego przyjaciela i kamer skupionych na nim. Pozwolił swoim oczom prześlizgnąć się po spiętym ciele Louisa, chcąc niczego innego, jak tylko rozerwać koszulkę w paski, w która ubrany był chłopak – zdesperowany, by zerknąć na ciało pod nią. Oderwał się od swoich myśli i wyprostował się, by wyglądać nieco bardziej profesjonalnie w obiektywach kamer, które wciąż były na nim skupione. Następnie kontynuował. „Jaką piosenkę dla nas zaśpiewasz, przyjacielu?”
Louis poczuł, że rumieni się pod uważnym spojrzeniem Harrego i nagle poczuł się bardziej zdenerwowany piosenką, którą wybrał, niż przez cały okres prób. Czy była zbyt osobista? Czy powinien wybrać coś żywszego i bardziej beztroskiego? Oczywiści, nikt oglądający to w domu nie będzie miał pojęcia o symbolice tej piosenki, lecz jeden chłopak będzie wiedział więcej, niż to konieczne. To spowodowało, że Louis poczuł się nagle haniebnie skruszony swoim wyborem. Harry, siedzący w Anglii, będzie wpatrywał się w telewizor przez ten jeden wieczór, chcąc zobaczyć go śpiewającego przed Harrym Stylesem, będzie od razu wiedział, że ta piosenka jest o nim. I gdy Louis otworzył usta, by powiedzieć o swoim wyborze, nie mógł się powstrzymać, ale pozwolił słowom płynąć – po tym zdając sobie sprawę, ze musiał brzmieć jak kutas nie tylko przed tymi, którzy będą oglądali to w domach, ale też przed wszystkimi będącymi tutaj – włączając w to Harrego Stylesa.
„Uh, zaśpiewam piosenkę… Haven’t Met You Yet… Michael’a Bublé’a” Louis zaciął się, jego oczy wpatrzone były w Harrego gdy mówił dalej, nerwowo wyginając palce. Szybko przejechał językiem po suchych wargach, niespokojnie zaszurał czubkiem buta po ziemi, próbując przetrwać ten moment. Nie chciał brzmieć, jakby był przerażony, przed chłopakiem, w którym był zauroczony. Zamiast tego chciał brzmieć normalnie, jakby któregoś dnia mogli odbyć rozmowę, która nie byłaby zakłócana jego urywanym oddechem.
„Dlaczego ta?” Wyraźny, irlandzki akcent dotarł do ich uszu, sprawiając, że cała obsługa – a także Harry i Louis – zwróciła uwagę na uśmiechającego się Nialla Horana, opierającego się wygodnie na swoim leżaku, jakby obecność włączonych kamer nie miała żadnego znaczenia. „Znaczy… ludzie wybierają piosenki, które będą prezentować z jakiegoś powodu, jak osobiste znaczenie, więc jestem ciekawy, dlaczego wybrałeś tę piosenkę?”
Twarz Louisa stała się ciemnoczerwona, jego oczy przesuwały się w kierunku każdej osoby na tarasie, zastanawiając się dlaczego, do cholery, blondyn musiał zapytać właśnie dlaczego, co było jego głównym powodem zdenerwowania przed występem. Obok niego, Harry posyłał swojemu przyjacielowi mordercze spojrzenia – tak, jakby prowadzili prywatną, bezgłośną rozmowę, pozostawiając Louisa jeszcze bardziej zdenerwowanego niż przedtem. Harry spoglądał teraz na przemian na niego i na Nialla, jego oczy były zdenerwowane, gdy skinął na Louisa by odpowiedział, pomimo zakłopotania, w jakie to pytanie wprawiło wszystkich w pomieszczeniu (cóż, na zewnątrz, ale wciąż).
„To jest, uh, dedykowane do mojego przyjaciela, tak sądzę…” Louis mruknął cicho do mikrofonu, patrząc w ziemię gdy kontynuował mówienie, nawet nie dbając o kamery wokół niego. On praktycznie przyznawał prosto w twarz Harremu – cóż, może nie w twarz, ponieważ Harry nadal był w domu i musi ca -poczekać na transmisję w telewizji by to zobaczyć – że on zaraz zaśpiewa piosenkę o nim. Ta myśl przerażała Louisa jeszcze bardziej, gdy wiedział, że zaśpiewa to pod większą presją, ponieważ jest to dedykacja do kogoś, a nie po prostu muzyka. Teraz wiedział, ze musi skończyć to, co zaczął mówić, więc wyjąkał szybko resztę wyjaśnienia, zanim spojrzy do góry i zobaczy reakcje jurorów. „To dla niego, ponieważ nigdy się nie spotkaliśmy… i ja chcę go spotkać… Ponieważ bardzo mi pomógł i wydaje mi się, ze jesteśmy dobrymi przyjaciółmi… Tak czy inaczej, to dla niego.”
Właśnie wtedy oczy Harrego wpatrzyły się w Louisa – jasne i zielone – i lekki uśmiech rozjaśnił jego twarz, sprawiając, ze wyglądała ona delikatniej i bardziej dziecinnie, czego Louis nie zauważył wcześniej. Jego loki wydały się nagle jakby bardziej widoczne i pełne życia, a jego ciało było bardziej zrelaksowane – zupełnie jakby wyjaśnienie chłopaka ukoiło zmysły młodej gwiazdy popu i uczyniło z niego oazę spokoju.
„Więc zaśpiewaj ją, Lou.” Niall zachichotał, opadając z powrotem na krzesło i relaksując się wraz z przyjacielem, gotowy usłyszeć, jak harmonia głosu chłopaka spływa na ludzi dookoła niego. To było dziwne, ze Harry i Niall byli tak pewni talentu Louisa – chociaż na pewno nie przepuściliby go dalej, jeśli nie poszłoby mu dobrze, pomimo osobistych powiązań – w chłopaku było cos takiego, co wprawiało ludzi w zachwyt, zanim jeszcze zaczął śpiewać. Zwykła myśl, ze potrafi tak łatwo i tak pięknie śpiewać sprawiała, ze wszyscy chcieli słuchać go bez końca – zawsze i na zawsze.
I gdy Louis zaśpiewał do mikrofonu, jego głos rozbrzmiewał bezbłędnie wraz z delikatnym podmuchem wiatru, który rozwiewał wszystkim włosy, stało się jasne, ze ten chłopak zajdzie daleko w tym konkursie. Nie tylko przez jego talent – czyli wyraźnie coś, co nie może być zmarnowane – ale też dlatego, że to było coś, co świat bardzo potrzebował usłyszeć. Sposób, w jaki on oczarowywał publiczność słodkimi dźwiękami i harmonijnymi melodiami sprawiał, że ludzie czuli emocje, których nigdy wcześniej nie doświadczyli. Coś magicznego działo się podczas słuchania śpiewu Louisa Tomlinsona. I właśnie dlatego Harry opadł na swoje siedzenie i pozwolił swoim powiekom opaść gdy słuchał piosenki zalewającej jego uszy, która tak naprawdę była dedykowana jemu; nawet jeśli śpiewak nie miał o tym pojęcia.
Było już po kolacji, w domu panowała martwa cisza. Louis leżał na łóżku, wiadomość że przeszedł do programów na żywo zalewała mu głowę, gdy schylił się do ładowarki, którą włączył za swoją głową i złapał telefon. Chciał zadzwonić do kogoś, ponieważ jeszcze z nikim nie podzielił się dobrymi wiadomościami, oprócz innych uczestników, którym też się udało. Teraz jednak nadszedł czas, by wysłać Harremu krótką wiadomość i podzielić się swoją radością. Oczywiście, pewnie była jakaś dziwna godzina w jego strefie czasowej, ale czuł niemalże przymus, by do niego zadzwonić… albo chociaż wysłać wiadomość. Czuł, że jest to winny chłopakowi z Cheshire. O, i jeszcze fakt, ze Harry Styles ocenił go jako ‘absolutnie bezbłędnego’ był czymś, czego nie mógł pominąć.
Szybko wstukał znajomy ciąg klawiszy, aż odnalazł siebie wpatrującego się w pustą wiadomość, gotowy by napisać do chłopaka, którego ledwo znał. Na razie chciał powiedzieć tylko jemu – jego rodzina może zaczekać zanim emocje i ekscytacja opadną.
Od: Lou
Harry, kurwa, przeszedłem dalej! I teraz nie mogę spać. I on nazwał mnie absolutnie bezbłędnym. Więc proszę, nie śpij, żebym mógł z tobą o tym porozmawiać? X
Harry tej nocy siedział w swojej sypialni, strzepnął poduszkę i ponownie oparł na niej głowę, w końcu układając się wygodnie, gdy jego telefon zaczął gwałtownie pikać na rogu jego szafki nocnej. Natychmiast, poderwał się z przytulnego miejsca, skoczył na drugą stronę łóżka i sięgnął po telefon w geście, który mógłby być uznany za desperacki. Wiedział, kto pisze do niego tak późno w nocy – a przynajmniej miał taką nadzieję – i czekał na tę szczególną wiadomość cały wieczór. Zwykły wyraz szczęścia, który pojawił się na twarzy chłopaka z Doncaster, kiedy powiedział mu, że przechodzi do następnego etapu był niczym w porównaniu do radości, z którą wiedział, że zetknie się podczas rozmowy tej nocy. Sposób, w jaki Louis wydawał się być niemalże stłamszony obecnością ‘Harrego Stylesa’ sprawił, że Harry zachichotał delikatnie do siebie. Wiedział, jaką przyjemność sprawił chłopakowi, którego adorował, przez proste danie mu do wiadomości, jaki niezwykły talent posiada.
Występ Louisa był bezbłędny i poruszył coś w głębi Harrego. Piosenka, którą wybrał była dedykowana jemu i to samo wprawiło go w zachwyt oraz sprawiło, że chciał wykrzyczeć swój sekret z radości. Chciał powiedzieć Louisowi wszystko, to że zakochał się w nim przez zwykłe emaile. Jednak wiedział, że to nie jest możliwe i dokładnie tak jak powiedział Niall, musiał poczekać na idealny czas by to zrobić. To było trudne do zrozumienia, lecz wiedział, że im dłużej utrzymuje to w tajemnicy, tym trudniej będzie mu wyznać prawdę. Ale w tym momencie wszystko układało się prawie idealnie i chciał utrzymać to w takim stanie tak długo, jak to tylko możliwe.
Przebłysk radości rozświetlił jego twarz, gdy przeczytał niespokojną i krótką wiadomość Louisa. Pokój oświetlił delikatnie blask księżyca przedzierający się przez szparę w zasłonach, uwydatniając dołeczki w jego policzkach. Harry, po raz pierwszy od dłuższego czasu czuł, jakby miał pęknąć od nadmiaru wesołości wewnątrz niego. Szybko napisał odpowiedź, wiedząc, że potrzebuje jeszcze raz usłyszeć głos chłopaka.
Oh: Haz
Zawsze czuwam dla ciebie. Mogę do ciebie zadzwonić? Xx
Louis przeczytał tą wiadomość gdy tylko telefon zawibrował w jego ręce. Musiał wyciszyć dźwięk ze względu na innych chłopaków, z którymi dzielił pokój, w którym się znajdował. Uśmiech, jaśniejszy i silniejszy niż kiedykolwiek wcześniej sprawił, że jego policzki bolały, gdy dalej wczytywał się w wiadomość. Analizował każde słowo, aż nie mogła ona być dłużej uznawana za zwykłą. Czuł, jakby miał wybuchnąć, gdy przepraszająco odpisywał. Czuł, że chłopakowi należała się rozmowa – a nie zignorowanie.
Od: Lou
Jestem w pokoju z innymi… Obudzę ich. *dąsa się* przepraszam Haz. Xx
Wyczuwając niezadowolenie i złość w odpowiedzi Louisa, która nadeszła zaledwie kilka chwil później. Czuł, że Louis pragnie z nim porozmawiać, pomimo kogokolwiek, kogo może obudzić w swojej sypialni. Wiedział, że chłopak jest tak blisko niego, mógł zrobić zaledwie kilka kroków, by trzymać go w objęciach. To było dla niego niesamowitą torturą i myślenie, co mogliby robić, gdyby sytuacja była inna, sprawiało mu ból. Chciał więcej, niż tylko pisać smsy lub dzwonić, zamiast tego chciał móc zrobić coś tak prostego, jak trzymanie rąk. Myślenie o tym drobnym geście sprawiło, że jego serce jeszcze bardziej wyrywało się do drugiego chłopaka. To przypominało mu jak bardzo chciał być Louisa. Nie tylko mentorem Louisa.
Od: Haz
Możesz w ogóle wyjść na zewnątrz? Chcę usłyszeć twój głoś, Lou. X
Louis niemalże upuścił telefon prosto na swoją twarz, skąd balansował nim nad sobą, gdy przyszła wiadomość Harrego, wprawiając go w zaskoczenie. Szybko ją otworzył, śmiejąc się do siebie jak kretyn i czytając ją jeszcze i jeszcze raz. Louis odwrócił szybko głowę, by mógł zerknąć na innych uczestników, natychmiast rozumiejąc, że oni wszyscy twardo spali i jego wyjście z pokoju nie obudzi ich. Bardziej niż wszystko, chciał opuścić ten pokój, zwyczajnie wyjść na zewnątrz i porozmawiać z chłopakiem z Cheshire. Ale czy mógł to zrobić? Czy mógł tak po prostu spacerować po domu Harrego Stylesa w środku nocy, by móc wykonać telefon do domu? Oczywiście, nie było żadnych zasad zabraniających tego, ale był pewny, że nikt nie opuszczał pokoju później, niż to konieczne. Zaskakując go i sprawiając, że uśmiech wypełzł na jego twarz, nowa wiadomość pojawiła się na jeszcze raz. Uspokoiła go, gdy wychodził ze swojego łóżka – tylko w bokserkach – opuścił pokój i wyszedł na mały balkon, na którym pamiętał, jak kilku chłopaków paliło wcześniej tego popołudnia.
Od: Haz
Nikt cie nie złapie. Nie bój się wyjść na zewnątrz. xx
~*~
Ześlizgnął się ze swojego łóżka, grzebiąc się i ślizgając na płytkach, którymi była wyłożona podłoga, Harry naciągnął szary sweter na nagą klatkę piersiową, natychmiast żałując tego z powodu gorąca, które go otoczyło. To właśnie była jedna z trudności przy mieszkaniu w takim klimacie – upał. Cały czas go otaczał, każdej godziny w ciągu dnia, tak bardzo, aż poczuł drobne strużki potu spływające po jego kręgosłupie. Lecz pomimo tego, nie mógł po prostu wyjść na zewnątrz i zaryzykować, ze Louis zobaczy go jedynie w bokserkach, więc uznał cienki sweter za niezbędny. Coś, co było konieczne, by pójść i spotkać się z chłopakiem, który nigdy tak naprawdę nie rozmawiał z ‘Harrym Stylesem’.
Louis poczuł ciepłe powietrze na swojej skórze, gdy tylko wyszedł na niewielkie patio, jego palce byłe zaciśnięte na telefonie – który stał się jak jego dodatkowa kończyna od czasu tej pierwszej rozmowy z Harrym. Miał na sobie jedynie parę ciemnozielonych bokserek, usiadł na małej ławeczce, natychmiast żałując, że wogóle wyszedł na zewnątrz. Wewnątrz domu działała klimatyzacja, cały czas powiewało chłodne powietrze, nie dopuszczając nieustannego gorąca. Jednak na zewnątrz było niemal nieznośnie – cały czas miało się wrażenie, że zaraz się udusisz. Lecz on miał swój cel i tak naprawdę, dzięki niemu niemal zapomniał, że jego rozwichrzona grzywka przykleja się mu do czoła z powodu potu. Rozmowa z Harrym, który siedział w domu w Cheshire, była jedynym, co się liczyło. Chciał wyznać mu swoją wdzięczność piosenkarzowi, za jego uwielbienie, niesamowicie inspirujące komentarze, chciał także przedyskutować coś głębszego: powód, dla którego wybrał akurat tę piosenkę.
Od: Lou
Jestem na zewnątrz. Zadzwoń. X
Harry nigdy nie odebrał tej wiadomości, zamiast tego stał za nim, podziwiając delikatne fałdki i rysy obramujące plecy chłopaka. Było coś niezwykłego w tym, że Louis był taki opanowany, jeszcze nieświadomy jego obecności, co spowodowało, że Harry poczuł motylki w brzuchu i chciał niczego innego, jak tylko podbiec do chłopaka i zasypać go górą pocałunków. Ale to było niemożliwe. Nagle zdał sobie sprawę, że bokserki nie były jednak najodpowiedniejszym ubraniem, lecz mógł porozmawiać z chłopakiem, który był w nim zauroczony teraz albo nigdy. Jedną ręką zapukał w uchylone drzwi – zaskakując tym Louisa – a w drugiej trzymał dwie nieotwarte butelki piwa. Ześlizgnął się z dwóch lub więcej schodków, podchodząc do ławki, na której siedział Louis.
Jego oczy były wpatrzone w ocean, który lśnił głębokim granatem w odróżnieniu od nocnego nieba, podziwiając sposób, w który mógł poczuć narastające napięcie pomiędzy nimi z powodu nerwów, które odczuwał Louis z powodu niespodziewanego kontaktu z kimś tak … sławnym? Lub słowem, którego szukał było pięknym?
„Ładnie tu w nocy, prawda?” Harry powiedział raczej wolno, rozumiejąc, ze to on będzie tym, kto przerwie ciszę – niezbyt niekomfortową – która zalegała dookoła pary, powodując, że oddychali urywanie a nierówne bicie ich serc było bardziej dostrzegalne. Chłopak pozostał na stojąco, wdzięczny, że jego sweter jest dość długi, by zakryć go na tyle, żeby Louis nie pomyślał, iż chodzi nago przed praktycznie nieznajomym. „Lubię wychodzić na zewnątrz, wiesz… nawet jeśli jest cholernie gorąco i w ogóle… To jest dość, tak sądzę, uspokajające… Coś, na co nie możesz się doczekać po długim dniu, lub nawet roku, zależnie, kiedy mogę tu przyjechać… Wiesz?”
Przez moment Louis pozostał cicho, niewinnie przechylając głowę na bok, by móc lepiej podziwiać chłopaka, który zwyczajnie stał przed nim – jakby to było zupełnie normalne, wcale nie dziwaczne. Daleki, ale nie za daleki, odgłos uderzania fal o brzeg szumiał im w uszach, uspokoił ich i złagodził napięcie pomiędzy nimi. Harry bez słów wręczył Louisowi jedną z butelek, które trzymał. Niepewnie, lecz wdzięcznie, Louis wziął ją z delikatnym, ale słodkim uśmiechem, gdy Harry obrócił się do niego i usiadł obok na ławeczce, na której siedział.
„Skąd wiedziałeś?” Louis wyszeptał powoli, naśladując ruchy Harrego gdy otwierał napój. Wziął łyk i powitał znajome palenie i musowanie alkoholu w gardle. Jego stopy były nagie, siedząc machał lekko nogami, z całej siły starając się zignorować fakt, że jest przed Harrym Stylesem w samych bokserkach. Harry obrócił się by na niego spojrzeć, na jego twarzy pojawił się wyraz niemal zakłopotania. Louis natychmiast uśmiechnął się ciepło, odpłacając za swoje pytanie. „To znaczy… skąd wiedziałeś, ze w ogóle jestem na zewnątrz? Na pewno nie włóczyłeś się po korytarzach z dwoma butelkami piwa, robiąc pijacki obchód… Więc skąd wiedziałeś?”
Uśmiechając się do siebie nawzajem głupkowato, usiedli opierając się o ściana, ich uda dotykały się. Harry nie silił się na odpowiedź, zamiast tego wziął jeszcze jeden łyki piwa, skupiając się na tym, by nie wpaść w ekscytację ich bliskością. Ponieważ tak naprawdę, to była jego sprawka – to, ze siedzieli tutaj – mógł po prostu pozostać w sypialni i zadzwonić do Louisa, tak jak planował… ale zamiast tego przyszedł tutaj, z uśmiechem i dwoma piwami, nie miał wyboru, musiał powstrzymać uczucia, które żywił do tego chłopaka.
„Ja tylko…” Nie miał wyjścia. Nie było żadnego wyjaśnienia jego działań, oprócz podzielenia się swoim sekretem z chłopakiem, w którym się zakochał. Ujawnienie się teraz nie zdziałało by nic, tylko by ich zraniło, wiec po prostu oparł sie o ścianę, wziął łyk piwa, przechylił głowę na bok tak, że jego szmaragdowe oczy wpatrywały się w szafirowe tęczówki Louisa. „Ja tylko… Zasługujesz na to…. Bardziej niż ktokolwiek w tym domu, Louis. Zasługujesz by być tutaj… w tym konkursie. I jeśli piwo jest sposobem, by ci pogratulować twojego dzisiejszego sukcesu… Ja tylko… Ty na to zasługujesz.”
Policzki Louisa stały się purpurowe gdy odchylił się do tyłu, tak że jego głowa opierała się obok głowy Harrego, przechylona, ich oczy spotkały się z wzrastającą namiętnością. Żaden z nich nie powiedział, co czuje, nie chcąc wyznać sekretów, które każdy z nich ukrywał przed drugim, zamiast tego dalej pili swoje piwa, całkowicie pochłonięci kolorami, jakie lśniły w oczach drugiego w ciemności nocy.
Jakiś czas później, dwie butelki były opróżnione, ich ciała zesztywniały, wiec oparli się o ścianę wygodniej. Harry odnalazł się po prostu wpatrującego się w Louisa, gdy starszy chłopak poprawił się lekko – jakby był zakłopotany tym, że nagle znalazł się z Harrym na zewnątrz. Jego ręce bawiły się telefonem, który leżał mu na kolanie, wpatrywał się w dół, jedynie sprawiając, że Harry zakochiwał się w nim jeszcze bardziej, gdy zdał sobie sprawę, iż to on tak naprawdę jest przyczyną jego przylgnięcia do telefonu.
„W porządku? Mogę pójść sobie czy coś, jeśli chcesz…” Harry wymruczał miękko, nie chcąc przerwać tej delikatnej i uspokajającej ciszy pomiędzy nimi. Panował spokój, fale szumiały cicho w tle, dookoła domu zaczął wiać delikatny wiatr. „To znaczy… Nie powinienem ci przeszkadzać-”
„Nie.” Louis uciął nagle, nie chcąc stracić obecności młodszego chłopaka. „To znaczy…” Jego twarz zaczerwieniła się jeszcze bardziej niż przedtem, na szczęście ciemność ukryła jego zakłopotanie. „Tu jest miło, wiesz? I przykro mi… Ja jestem tylko idiotycznym uczestnikiem konkursu i ty prawdopodobnie mi współczujesz, przynosisz piwo, czy cokolwiek, ale ja powinienem iść… I, Boże, jestem w samej bieliźnie, o co chodzi?”
„Ja też jestem.” Harry wskazał na siebie delikatnie chichotając, gdy wstawał. Przeszedł tak, że stał na wprost chłopaka z Doncaster, ręce położył na jego kolanach, jakby to była najzwyczajniejsza rzecz pod Słońcem. „To znaczy… Mogę zdjąć sweter, jeśli chcesz… Więc jesteśmy równi… Tak naprawdę, bardzo chcę go zdjąć, ponieważ jest gorący, szorstki, jednak sądzę, że może się zrobić zbyt osobiście, czy coś… Ale Lou, ja też jestem w mojej bieliźnie… I to jest dla mnie w porządku, jeśli jest dla ciebie.”
Louis uśmiechnął się lekko, podniósł wzrok ze swoich kolan i zamiast tego jego oczy spotkały spojrzenie Harrego. Czuli się ze sobą komfortowo i to sprawiało, że czuł łaskotanie w brzuchu. Wydawało się, ze są dla siebie stworzeni i to może, tylko może, Harry odwzajemniał to, co Louis czuł do niego, odkąd tylko go poznał. Jednak ta myśl szybko odpłynęła – zanim na dobre sformułowała się w jego głowie – ponieważ jak u licha Harry Styles mógł się zauroczyć w Louisie Tomlinsonie? On nawet nie wiedział, kim on jest, oprócz bycia częścią tego biznesu, więc pomysł, że on może coś czuć do niego był zupełnie niemożliwy. Niemożliwy.
Palce Harrego zaczęły wspinać się wyżej po jego kolanach, zanim nie spoczęły na jego nagich udach. Louis nie mógł się powstrzymać, ale przez moment przestał oddychać, pragnąc niczego więcej, jak pozostać na zawsze w tym śnie, ponieważ w jakiej rzeczywistości Harry Styles przesuwał rękami po jego udach, patrząc na niego tak namiętnie… Czekaj, co?
„Louis, mam zamiar cię pocałować, dobrze?”
Te słowa były wypowiedziane tak zwyczajnie, tak spokojnie. W jego głosie było jeszcze więcej pasji, jego kciuki zataczały koła na udach Louisa tak, iż chłopak jeszcze bardziej upewnił się, że to jest sen. Nie mógł uwierzyć, że czuje ciepły oddech innego mężczyzny tak blisko. Harry rozsunął jego nogi szerzej, tak by mógł stanąć między nimi, będąc jeszcze bliżej niż wcześniej. Ich oczy były zamknięte, strach i przerażenie, których Louis się spodziewał nigdy nie nadeszły. Zamiast tego przysunął się bliżej, tak że niemal czuł usta chłopaka na swoich.
„Jesteś pewny?” Louis wymamrotał miękko, nie odsuwając się nawet o centymetr. Jego dłoń nakryła rękę Harrego. „To znaczy… Czy to nie jest niewłaściwe?”
„Uwierz mi, to jest zupełnie niewłaściwe.” Harry odpowiedział, nerwy zżerały go, gdy pokonywał te ostatnie kilka centymetrów, aż wreszcie jego usta wtuliły się w usta Louisa. Pocałunek wypełniony był namiętnością, wydawało im się, że dookoła nich wybuchają fajerwerki. Jego ręce zacisnęły się mocniej na udach Louisa, przysunął go bliżej i całkowicie przejął kontrolę nad pocałunkiem. Delikatnie wepchnął swój język do ust chłopaka i pociągnął go za nogi, desperacko pragnąc być jeszcze bliżej.
Ich oddechy były urywane, byli zdesperowani, by być jeszcze bliżej, przełamując wszystkie bariery, które powinny być w tej sytuacji. Ich ręce przesuwały się po ich ciałach, Harry przyciągnął Louisa bliżej do siebie. Przeniósł swoje dłonie, tak że spoczywały na plecach chłopaka, ściskając go lekko, gdy podniósł go z miejsca, w którym siedział. Dyszeli sobie nawzajem do ust, ich penisy ocierały się o siebie. Louis złapał za włosy Harrego – pragnąc niczego innego, jak tylko przedłużyć ten moment w nieskończoność. Jego usta przesuwały się wzdłuż linii szczęki młodszego chłopaka, ssąc jego skórę, aż wiedział, że następnego dnia będzie tam ścieżka fioletowych śladów.
„Kurwa, Lou.” Harry wyjąkał, wyginając biodra tak bardzo, jak mógł w tej pozycji. Przycisnął plecy Louisa do ceglanej ściany, chcąc czuć go pod sobą, ocierać się o niego. Byli spoceni – z powodu wilgoci i ocierania się ich ciał o siebie – tak, że Louis już nie przejmował się tym, dlaczego to się dzieje, pragnął tylko być bliżej młodego celebryty, być w jego objęciach. „Ja… ja tylko… kurwa”
„Co my robimy?” Louis wymamrotał, przyciskając się do Harrego i kontynuując gryzienie jego szyi. Przesuwał językiem po każdym małym śladzie, który pozostał na jego skórze. „To znaczy – o kurwa – ty nie możesz po prostu robić tego dalej, a potem zostawić mnie tu, prawda? To znaczy – cholera – Harry przestań na sekundę –”
Dłonie Harrego, dotychczas masujące pośladki Louisa, zatrzymały się, gdy chłopak kontynuował mamrotanie w jego szyję. Ich ciała były złączone, gdy Louis dalej zaznaczał swoje terytorium na skórze młodszego chłopaka – nawet, jeśli nie było jego – nawet, gdy czuł że jego ciało rozpada się pod jego dotykiem. Krzyczał słabo słowa pożądania. Potrzebował tego, czymkolwiek to było. Otarł się o Harrego jeszcze raz, dając mu jasno do zrozumienia, że pragnie kontaktu bardziej, niż nawet przypuszcza. Harry pozwolił im przepchnąć się przez drzwi i wyjść na korytarz – wyciągając rękę i chwytając szybko telefon leżący na półce.
„Nie zostawię cię.” Wymamrotał w usta Louisa, które właśnie nakrył swoimi jeszcze raz, gryząc go zaborczo i sprawiając, że jego skóra zaróżowiła się.
~*~
Ręce były niezdarne, gdy wreszcie upadli na łóżko w sypialni Harrego, chłopak wciąż trzymał mocno Louisa w ramionach. Wczołgał się na niego delikatnym warknięciem. Jęki opuszczały ich usta, gdy Louis jeszcze raz poruszył się i objął Harrego nogami w pasie, przyciągając go do siebie, tak, że byli przyciśnięci razem. Ich biodra ocierały się o siebie, wilgotne pocałunki pełne pożądania były wymieniane na każdej widocznej powierzchni ich ciał. Ich ręce były lgnące, ich plecy bolały, ubrania były rzucone niedbałe na podłodze, adrenalina buzowała w ich żyłach gdy mamrotali niespójne i pożądliwe słowa.
A później, gdy kutas Harrego został wepchnięty wewnątrz ciała Louisa, rozległy się jęki absolutnej rozkoszy, głośne przekleństwa i piski były słyszalne, gdy kontynuował bujanie się na twardym penisie młodszego chłopaka, wariacko pragnąc wypełnić się nim, jak tylko się da. Było jasne, że ci dwoje stali się sobie bardziej bliscy, niż kiedykolwiek sądzili. I czy o tym wiedzieli, czy nie, to miało zmienić sporo rzeczy. Ale to musiało poczekać do poranka, kiedy obudzą się w rzeczywistości, w której tak naprawdę się nie znali i pochodzili jakby z dwóch równoległych wszechświatów. Lub ostatecznie poczekać aż Louis zacznie krzyczeć i ubrudzi zarówno swoją, jak i Harrego klatkę piersiową nasieniem.
13
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz