3
Harry postanowił po raz ostatni spojrzeć w lustro, zanim wyjdzie z domu. Jego niesforne brązowe loki powodowały bałagan na jego twarzy, ale wiedział, że nie ma sensu tego naprawiać, bo wszystko wróci do pierwotnego stanu w przeciągu kilku sekund. Miał na sobie czarne obcisłe dżinsy w zestawieniu z znoszoną koszulką Ramones. Lubił ubierać się w ciemne ciuchy, bo uważał, że powoduje to dobry kontrast z jego skądinąd bladą skórą. Może ubierałby się inaczej, jeśli byłby opalony raz na jakiś czas. Na przykład w kolorowe spodnie, bluzki w paski i szelki. Ale znowu, to zapewne sprawiłoby, że wyglądałby głupio, nieważne, czy byłby opalony, czy nie. Nie wszyscy byli tak idealni jak Louis Tomli… cholera! Harry przeklął w duchu, pocierając dłonią czoło. Obiecał sobie nie myśleć o Louis’m przez całą noc i, typowo, już złamał tę obietnicę… A nawet jeszcze nie opuścił cholernego domu! Najwyraźniej nie było to takie łatwe, jak się wydawało.
Wzdychając, Harry przestał rozmyślać i wszedł to przedpokoju. Schylił się, by zawiązać swoje conversy, kiedy usłyszał jak jego mama, Anne, woła go z salonu.
- Harry? Wychodzisz?
- Tak – odparł dostatecznie głośno, by go usłyszała.
- W porządku, kochanie, baw się dobrze! – zawołała, zbyt leniwa, by opuścić salon.
- Dzięki – mruknął wymijająco, wstając, ale okazało się, że Anne jeszcze nie skończyła.
- Wrócić późno?
Harry zastanawiał się nad tym, wkładając na siebie kurtkę. Nawet jeśli już nie przyprowadzał do domu dziewczyn, jego rodzina wciąż tego nie doceniała, kiedy wracał do domu kompletnie nawalony; a taki był jego plan na dzisiejszy wieczór. Z mieszanką rozbawienia i zażenowania, wrócił myślami do piątku sprzed trzech tygodni – tego samego dnia, kiedy napisał do Zayna wiadomość o „całowaniu się w parku z Louis’m”. Tej nocy po raz kolejny wracał sam do domu, przez park, a choć był pijany, fantazje wróciły do niego z całą mocą. On i Louis w parku, Louis grający „Little things” i Harry klękający na kolanach, by mu obciągnąć, co Louis docenia tak bardzo, że ledwo może się powstrzymać i wkrótce dochodzi w ustach Harry’ego, jęcząc jego imię (to chyba dobrze, że opisał tego w mailu do Zayna, biorąc pod uwagę fakt, iż nie chciał przekraczać granic ich przyjaźni). Dlatego, kiedy Harry w końcu dochodził do domu, z alkoholem wciąż buzującym w jego krwi i utrudniającym mu jasne myślenie, jedyne, o czym był zdolny myśleć to: Louis, Louis, Louis, yeah, proszę, po prostu mnie pieprz, Louis. Po wejściu do domu nawet nie doszedł do swojego pokoju, tylko zdjął swoje irytująco ciasne spodnie, kilka sekund po tym, jak zamknął za sobą drzwi wejściowe. Następnie złapał swojego absurdalnie twardego penisa i gwałtownie przesunął po nim dłonią, z obrazem twardego, jęczącego Louisa w swoim umyśle. Chwilę potem upadł na kolana i być może, gdyby był w stanie myśleć o czymś innym niż świętypieprzonybożelouistak, to może zauważyłby Gemmę stojącą w kuchni i gapiącą się na niego z szeroko otwartymi oczami w mieszance szoku i przerażenia. Bo, nawet jeśli mówią sobie nawzajem niestosowne kawały o seksie, oglądanie swojego rodzeństwa stojącego na klęczkach w korytarzu, z włosami przyklejonymi do spoconego czoła zdecydowanie przekracza pewne granice. W zawstydzeniu, Gemma kaszlnęła niezręcznie, co spowodowało, że Harry podniósł głowę z niedowierzaniem. Kiedy ją zauważył, był bardziej zaskoczony niż cokolwiek innego, ale zanim miał szansę, by otworzyć usta, ona szybko przeprosiła i uciekła do swojego pokoju, zażenowana. I ponownie, gdyby nie alkohol i Louis, Harry być może miałby potrzebę iść i przeprosić lub coś innego; cokolwiek, co powinien zrobić w takiej sytuacji. Ale w tym momencie, kiedy nie mógł myśleć o niczym innym niż jego twardy penis, po prostu robił to, co robił, jeszcze bardziej żarliwie, jeśli jest to możliwe. Na koniec zaskutkowało to niezręczną rozmową na następny dzień (prawie tak samo niezręczną jak tak, która miała miejsce, kiedy Gemma przyłapała go, jak chodził w domu nago), ale także doprowadziło do jednego z najlepszych orgazmów w całym jego dotychczasowym życiu. Więc, w zasadzie, było warto.
Cholera! Harry przeklął w duchu raz jeszcze. Nie tylko pomyślał o Louisie drugi raz, ale także odtworzył w myślach seksualną fantazję dotyczącą jego. I wciąż nawet nie odpuścił swojego cholernego domu! Poważnie, dlaczego to było takie trudne? Potrząsnął głową, starając się wrócić do rzeczywistości.
- Eh, co? – zapytał, kompletnie zapominając o co jego matka zapytała.
- Zastanawiałam się, czy będziesz spał w domu dziś wieczorem? – powtórzyła Anne. – Mam na ciebie czekać?
- Och, racja – powiedział zakłopotany, dopiero teraz przypominając sobie pytanie. – Nie, właściwie myślę, że będę spał u Nicka.
- Okej – odparła Anne. – Tylko daj mi znać, gdyby coś się zmieniło.
Przewracając oczami na jej niepotrzebną troskę, wyciągnął rękę, by chwycić klamkę.
- Jasna sprawa – krzyknął. – Na razie, mamo!
- Pa, Harry! – odpowiedziała, po czym szybko dodała: - Bądź ostrożny!
Nie zawracając sobie głowy odpowiedzią, otworzył drzwi i wyszedł na zimną, piątkową noc. Niebo miało nudny, szary kolor, a powietrze wciąż było lekko wilgotne od deszczu, który padał nieco wcześniej. Harry był naprawdę wdzięczny za to, że już nie padało, bo naprawdę zdążył już znienawidzić deszcz. Poza tym, wilgoć naprawdę nie działała dobrze na jego włosy. To nie tak, że Harry był szczególnie płytki, ale jego loki były jego znakiem firmowym i atutem, powodującym omdlenia wszystkich dziewczyn. Dlatego lubił, kiedy wyglądały dobrze. Nawet, jeśli doprowadzał dziewczyny do takiego stanu tylko po to, by później nieuchronnie się rozczarowały, wciąż cieszyła go uwaga. Tak, był egocentryczny.
Wolnym, spokojnym krokiem przeszedł w dół ulicy. Dzielnica była, jak zwykle, spokojna; Chesire nie było szczególnie ekscytującym miejscem. Mimo to, Harry dorastał tu w miłości przez te wszystkie lata. Czasem, ostatnio częściej niż kiedykolwiek wcześniej, tęsknił za czymś nowym. Czymś bardziej emocjonującym. Ale do tego czasu Harry będzie po prostu musiał zaakceptować to, gdzie był i co miał, czerpiąc z tego jak najwięcej. Innymi słowy: iść na imprezę do Perrie i mieć ten cholerny czas swojego życia.
Dom Nicka nie był daleko od Harry’ego, więc zajęło mu zaledwie kilka minut, by tam dojść. Musiał jednak przejść przez park, gdzie dosłownie zmuszał swój umysł, aby jego myśli nie wędrowały tam, gdzie ostatnio miały tendencję, zwłaszcza w tym parku. Ten park był kolejną rzeczą w życiu Harry’ego, którą Louis Tomlinson nieświadomie zrujnował. W wyniku strachu przed opuszczeniem domu Nicka z ogromną erekcją, którą trudno byłoby wytłumaczyć, Harry pospiesznie zmusił swój umysł do myślenia o nudnych rzeczach, takich jak zadania domowe, czy gospodarka. Poszło zaskakująco dobrze; kiedy dotarł do domu Nicka, nie umierał z pragnienia z ponownego ulżenia sobie. Z dumnym uśmiechem na twarzy, zapukał do wejściowych drzwi. Drzwi otworzyły się po jakichś pięciu sekundach i stanął w nich Nick, obdarzając go największym uśmiechem, na jaki było go stać. Harry natychmiast odwzajemnił ten gest.
- Harry! – Nick zawołał podekscytowany, robiąc krok do przodu, by zarzucić ramiona dookoła Harry’ego, przyciągając go do siebie w ciasnym uścisku. – Jak się masz?
Kiedy Nick go późnił i cofnął się nieco, Harry zaśmiał się i odpowiedział:
- W porządku, dzięki.
Wciąż stali przed drzwiami, kiedy Nick zapytał:
- Gotowy, by się nawalić?
- Zawsze – odparł Harry, uśmiechając się.
W jakiś sposób Nick zdołał spojrzeć na niego jeszcze bardziej radośnie.
- Mój facet – powiedział dumnym głosem. Potem wszedł do środka, wpuszczając także Harry’ego. – Nie rozbieraj się, właśnie mieliśmy wychodzić.
Harry chciał zapytać, kogo miał na myśli mówiąc „my”, ale w tym momencie Josh i Danielle weszli do pokoju. Oboje wyglądali zachwycająco. Josh miał na sobie granatową koszulkę, a Danielle ciasną, krótką sukienkę, która zdecydowanie podkreślała jej figurę. Harry czuł się nieco źle ubrany i wiedział, że będzie musiał popracować nad swoim nieformalnym wyglądem.
- Cześć, Harry! – Danielle pisnęła i podeszła, by go uściskać i pocałować w oba policzki. Harry miał nadzieję, że nie zostawiła śladu szminki.
- Cześć, kochanie. Jak się masz? – spytał czule.
- Tak dobrze, jak zawsze – odpowiedziała, a jej twarz się rozjaśniła.
- Cieszę się.
Josh podszedł i był jedynym, który nie przyciągnął go do szalenie mocnego uścisku. Zamiast tego poklepał go po ramieniu.
- Jesteś gotowy? – zapytał.
- Gotowy, jak nigdy przedtem – odpowiedział I patrzył, jak trójka jego przyjaciół zawiązuje buty I zakłada kurtki.
Kiedy wszyscy byli gotowi, Danielle przesadnie długo sprawdzała makijaż aż dwa razy, zanim opuścili dom Nicka. Niebo wciąż było niepokojąco szare, ale na szczęście wciąż nie padało. Wsiedli w autobus jadący pod dom Perrie, rozmawiając o nieistotnych rzeczach, jak hamburgery i jakieś nowe, gówniane reality show, które obecnie puszczali na BBC.
Harry zobaczył jasne światło padające przez okna i usłyszał głośną, popową muzykę, kiedy w końcu znaleźli się przed domem Perrie. Zastanawiał się, jak wielu ludzi już przyjechało. Nick zapukał nieprzyzwoicie głośno w drzwi, powodując, że rozdrażniona Perrie otworzyła im drzwi z dezaprobatą wypisaną na twarzy.
- Na miłość Boską! - wykrzyknęła. - Spokojnie, w porządku? Nie jesteśmy głusi.
- Cóż, w takim wypadku wybacz mi, proszę. - Nick zaśmiał się głośno. - Po prostu założyłem, a muzyka jest tak głośna, więc sąsiedzi zdecydowanie będą później narzekać, że nie usłyszycie.
- Tak, tak - powiedziała lekceważąco, przewracając oczami.
Cofnęła się, niecierpliwym gestem zapraszając ich do środka, nie chcąc wpuszczać zimnego powietrza.
- Po prostu wchodźcie, okej? Nie zmuszajcie mnie, żebym żałowała zaproszenia was.
Nick wszedł pierwszy, a trójka przyjaciół podążył za nim w ciszy.
- Dlaczego miałabyś żałować zaproszenia mnie? Jestem super.
- Jasne, że jesteś - odpowiedziała sarkastycznie, zamykając za nimi drzwi.
Gdy Harry zdjął kurtkę, poświęcił chwilę, by przyjrzeć się Perrie. Miała na sobie bordową sukienkę, która świetnie pasowała do jej rozjaśnionych blond włosów. Kiedy się obróciła, jej niebieskie oczy spoczęły na Harrym, który wciąż bezwstydnie się w nią wgapiał. Zauważył, że miała niesamowicie ładne oczy. Niebieskie oczy bez wątpienia były jego ulubionymi. Jego oczy w dalszym ciągu ją obserwowały i mógł zauważyć, jak wyraz jej twarzy nagle zmienia się w smutny, a ona sama wzdryga się, unikając kontaktu wzrokowego.
Harry wiedział, że bardzo go lubi, co uczyniła czymś oczywistym, a on sam zdecydowanie był największym rozczarowaniem. Jakkolwiek, tylko dlatego, że nie odwzajemniał jej uczuć, nie oznaczało to, że nie uważał, iż jest absolutnie urocza. Nienawidził faktu, że cierpiała, a jeszcze bardziej nienawidził tego, że to on był powodem jej bólu. Przepłynęła przez niego silna chęć, by sprawić, żeby była szczęśliwa i znów się uśmiechała.
- Wyglądasz pięknie - powiedział szczerze, patrząc prosto na nią.
Zadziałało. Natychmiast jej policzki się zarumieniły i spojrzała na niego; jej twarz praktycznie promieniała, kiedy odpowiedziała z wielkim uśmiechem:
- Dziękuję.
- Dobra, gołąbeczki - wtrącił Nick, przyciągając zirytowane spojrzenie Perrie. - Przykro mi przerywać wasz mały moment, ale jestem bardziej niż gotowy, by przełknąć swoje smutki w wódce. Kto jest ze mną?
- Ja! - zawołała z entuzjazmem Danielle.
- Ja też - zgodził się Josh.
- A ty, mój stary przyjacielu? - Nick obrócił się do Harry’ego z oczekiwaniem wymalowanym na twarzy.
Harry uniósł kącik ust w uśmiechu.
- Dawaj - odparł.
- Doskonale.
Opuścili korytarz i weszli do kuchni, gdzie przygotowali drinki. Dom był wypełniony podekscytowanymi, napalonymi nastolatkami, którzy pragnęli uciec od ich zwykłego życia chociaż na tę jedną noc. A jeśli mieli szczęście, mogli nawet wsadzić język do czyjegoś gardła. Jeśli mieli jeszcze więcej szczęścia, ta druga osoba mogła być atrakcyjna. Harry był świadomy, jak wielu ludzi w tym domu pragnęło zrobić to z nim, ale on nie zamierzał na to nikomu pozwolić. Jedyna osoba, którą chciał pocałować, była całe kilometry stąd.
Kilka godzin później Harry był podpity, ale nie pijany. Impreza niezaprzeczalnie była sukcesem. Ludzie byli zabawni i otwarci; Harry znał większość z nich wcześniej i odbył kilka przyjemnych rozmów. Ludzie wiedzieli, że Harry był miłym, zabawnym i atrakcyjnym facetem i dlatego automatycznie lgnęli do niego. Poza tym alkohol sprawiał, że wszyscy byli bardziej przyjaźni, więc noc Harry’ego obfitowała w wiele uśmiechów i śmiechu. Poprowadził nawet długą rozmowę z Perrie, która, dzięki Bogu, była czysto platoniczna. Ponieważ czuł się niesamowicie winny odrzucania jej, włożył wysiłek w opowiadaniu jej tylu kawałów, ile tylko mógł, w nadziei, że będzie się śmiała i znów będzie po prostu szczęśliwa. Dodatkowo miał nadzieję, że Perrie uświadomi sobie, iż przyjaźń jej wystarcza i będzie z tego zadowolona. I kiedy zaprzestała zalecania się do niego przez całą rozmowę, jak to miała w zwyczaju, Harry liczył to jak sukces.
Harry siedział na kanapie obok dwóch dziewczyn, których imion nie znał i patrzył, na Perrie rozmawia uważnie z jednym z jej przyjaciół, wyglądając na naprawdę szczęśliwą; praktycznie promieniała. To miłe, pomyślał smutno z zadowolonym uśmiechem na ustach. Czasami odwracała głowę i posyłała mu uśmiech, a on był bardziej niż szczęśliwy, odwzajemniając ten gest. Ona i jej przyjaciel pili shoty i Harry zastanawiał się, czy nie idzie im to zbyt szybko. Bycie pijanym był fajne w teorii, ale popieprzone w rzeczywistości. Jednak wiedział, że on sam bywał w podobnej sytuacji zbyt wiele razy, więc czułby się jak hipokryta, gdyby kazał im przestać. Ponadto, jak to mówią? Żyj, dopóki jesteś młody? Tak, Harry pomyślał zadowolony, to dobre powiedzenie.
Właśnie wtedy, gdy Harry pomyślał, że nie mógłby się już czuć bardziej szczęśliwy, usłyszał to. I w rzeczywistości nie powinien być tak zaskoczony; przez całą noc leciały popularne popowe piosenki, więc to było naturalne, że zagrają także One Direction. Czasami Harry zapominał, że One Direction był boy bandem znanym na całym świecie, a nie istniał tylko i wyłącznie w jego i Zayna prywatnym świecie. Poczuł, jak jego puls przyspiesza, kiedy usłyszał znajome intro, a Liam w końcu zaczął śpiewać; nawet nie przejmował się powstrzymaniem wielkiego uśmiechu. „You’re insecure, don’t know what for. You’re turning heads when you walk throught the door.” Harry chciał, żeby Zayn tu był, aby mogli razem skakać I głośno śpiewać. (Uśmiechając się, Harry przypomniał sobie ten moment, kiedy Zayn przyznał się, że zwykł śpiewać „What Makes You Beautiful” zmieniając „ty” na „ja”. „I’m insecure, don’t know what for. I’m turning heads when I walk throught the door. Don’t need make-up, to cover up. Being the way that I am is enough. Everyone else in the room can see it, everyone else but me… I don’t know I’m beautiful, uh oh, that’s what makes me beautiful!” Śmiejąc się, Harry odpisał mu: “Cause there is nobody else… it’s gotta be meeeee. Only meeee.”) Jednak, jakkolwiek niekorzystne to było: Zayna tutaj nie było. Był w Bradford, robiąc cokolwiek robił w swoim wolnym czasie. Ale to nie oznaczało, że Harry był jedynym directionerem w pokoju – kiedy zaczął się refren, zaczął podsłuchiwać rozmowę między dziewczynami siedzącymi koło niego.
- O mój Boże, żartujesz sobie ze mnie? – Usłyszał, jak blondynka woła. – Louis nie jest najgorętszym członkiem zespołu!
Eh, tak, jest? Harry chciał powiedzieć, ale milczał. Przesunął się nieco w fotelu, by mógł je obserwować podczas rozmowy.
- Oh, daj spokój! – Wykrzyknęła druga dziewczyna, ta z długimi czarnymi włosami związanymi w kucyka. – Nie możesz mi uczciwie powiedzieć, że Liam jest lepszy niż Louis!
- Tak myślę. – Blondynka się nie wahała. – Niall również, jeśli mam być szczera.
Poważnie? Teraz to tylko robi się śmieszne.
- O czym ty mówisz? Widziałaś tyłek Louisa?
Dokładnie taki był punkt widzenia Harry’ego.
- Oczywiście, że tak! Nie mówię, że on jest nieatrakcyjny czy coś. Chodzi mi jedynie o to, że wolę Liama i Nialla od niego. Poza tym… - wzięła głęboki oddech i kontynuowała – on nie umie śpiewać. Szczerze, słyszałaś „Little things”? Kompletnie to zepsuł!
Czekaj, co?! To było tak, jakby serce Harry’ego się zatrzymało. Co ona powiedziała o Louisie? Louis jak Louis Tomlinson? Jak Louis Harry’ego? Z zdezorientowanym wyrazem twarzy odwrócił się, by spojrzeć na nią w szoku. Jego usta otworzyły się, ale nie wyszły z nich żadne słowa, bo co mógłby powiedzieć? W jaki sposób mógłby zbudować zdanie w taki sposób, aby miało sens, nie sprawiło, że brzmiałby jak totalny dziwak i jednocześnie uświadomiło ją, że była w całkowitym błędzie? Okazało się, że Harry nie musiał o tym za długo myśleć, bo nagle został rozproszony przez Perrie opierającą się o niego, dłonią głaszcząc jego włosy.
- Kocham twoje loki – powiedziała czule. – Są takie ładne.
Harry odwrócił się, starając wrócić do rzeczywistości. Perrie tu jest, więc powinien być bardzo miły. Racja. Uśmiechnął się do niej.
- Tak, często to słyszę.
- Mogę się założyć.
Z jedną ręką wciąż w jego włosach, pochyliła się lekko do przodu, aż Harry poczuł jej oddech, który miał charakterystyczny zapach wódki. Nagle Harry poczuł się niekomfortowo, ponieważ to nie było tylko platoniczne. Tylko przyjaźń nie wiąże się z głaskaniem jego włosów i mówieniem mu, że są ładne, pochylaniem się tak daleko, naruszając jego przestrzeń osobistą.
- Eh, może powinniśmy… - zakaszlał, ale Perrie przerwała mu, wciąż patrząc w jego oczy.
- Pamiętasz co powiedziałeś mi wcześniej?
- Mówiłem wiele rzeczy. – Harry zmarszczył brwi. – Musisz to sprecyzować.
Jej ręka powoli przesunęła się z jego włosów, głaszcząc policzek.
- Kiedy przyszedłeś – powiedziała czule. – Powiedziałeś mi, że jestem piękna.
- Och. – Harry przypomniał sobie. To była prawda. – Racja. Miałem to na myśli.
Perrie rozpromieniła się, a Harry natychmiast poczuł się źle. Po prostu nie. Perrie odebrała mylne wrażenie. Jasne, uważał że jest piękna, ale w taki sam sposób uważał, że jakiś ładny obraz był piękny. Nie w sposób, w jaki uważał, że piękny był Louis Tomlinson.
- Zobacz, Perrie – zaczął, odsuwając się. – Myślę, że powinniśmy to skończyć teraz. Nie chcę…
Zanim zdążył dokończyć zdanie, Perrie zignorowała wszystko, co chciał powiedzieć i rzuciła się do przodu, atakując jego usta. Będąc w kompletnym szoku, nie wiedząc co ma zrobić, Harry stał i pozwolił Perrie pożreć go. To było dziwne, jak coś, z czum czułby się dobrze kilka miesięcy temu, spowodowało, że było to tak bardzo złe. Uświadomił sobie, że nie zniesie tego dłużej i musi to zakończyć właśnie teraz. Łagodnie położył dłonie na jej klatce piersiowej, odpychając ją od siebie, łapiąc gwałtownie powietrze. Perrie, będąca tylko kilka centymetrów od jego twarzy, spojrzała na niego z szeroko otwartymi oczami.
- Ale myślałam…
Jej głos się załamał i nie dokończyła tego zdania. Wciąż stała tam, gdzie była i patrzyli na siebie w całkowitym milczeniu, dopóki Harry nie powiedział jedynej rzeczy, która przyszła mu do głowy.
- Przepraszam. Naprawdę.
Coś zmieniło się w ekspresji Perrie. Nie wyglądała na zranioną czy smutną, a raczej na zdeterminowaną.
- Chodź ze mną – szepnęła, wpatrując się bezcelowo na coś za Harrym.
- Co? – zapytał, zdezorientowany.
Perrie odsunęła się od Harry’ego i stała teraz przed nim z surowym wyrazem twarzy, wpatrując się w niego.
- Chodź ze mną – powtórzyła. – Teraz.
Przestraszony, Harry natychmiast podniósł się i poczuł się lekko oszołomiony z powodu alkoholu. Perrie przepchnęła się przez tłum i Harry posłusznie podążył za nią. Ludzie patrzyli za nimi z ciekawością, ale zarówno Harry jak i Perrie byli zbyt pochłonięci własnymi myślami, by to zauważyć. Weszli po schodach na drugie piętro, gdzie znajdował się pokój dziewczyny. Harry rozpoznał to natychmiast. Plakaty na ścianach, bujany fotel w lewym kącie pokoju. Tak, Harry był tu wcześniej. Wszedł do środka, kiedy usłyszał, że Perrie zatrzasnęła za sobą drzwi. Zaskoczony odwrócił się i zobaczył ją, wpatrującą się w niego, teraz zdecydowanie złą.
- Co to było, kurwa, Harry? – krzyknęła.
Harry stał nieruchomo: nie zdolny by się poruszyć, nie zdolny, by pomyśleć.
- Co? – jego głos był ledwo słyszalny.
To tylko nakręciło Perrie jeszcze bardziej.
- Nie pytaj mnie teraz1! Doskonale wiesz co!
Jego ręce zaczęły się pocić i poczuł się naprawdę niekomfortowo.
- Naprawdę nie wiem. Proszę, powiedz mi.
- Ha! W porządku. – Perrie prychnęła kpiąco. – Więc mówisz mi, że nie jesteś największym kobieciarzem i kurwą na tej cholernej planecie i jeszcze masz pieprzoną odwagę, by nieustannie się mnie pozbywać i zachowywać się tak, jakbym nie była wystarczająco dobra dla ciebie?
To było, jakby czas się zatrzymał. Harry chciał zaprzeczyć, ale nie mógł wydobyć z siebie głosu. Nie mógł zrobić nic, oprócz patrzenia się bezradnie na Perrie, która wciąż na niego krzyczała.
- Mówisz mi, że nie zwodziłeś mnie wcześniej, czyniąc mnie szczęśliwą tylko po to, by mnie odrzucić? Znowu?
Harry przełknął, czując, jak zaczyna się trząść. Było w tym trochę prawdy i ta wiedza nieszczególnie go cieszyła.
- To dla ciebie jakiś chory żart? Twoje poczucie humoru? – Głos Perrie był twardy i pamiętliwy. – Chodzi mi to, zamierzałeś wykonać jakiś ruch w stosunku do dziewczyn siedzących z tobą na kanapie? Tylko po to, abym poczuła się jeszcze bardziej jak idiotka? Nie myśl, że nie zauważyłam jak się na nie gapisz.
- Nie – wyszeptał Harry, ledwie siebie słysząc. – Nie, nie chciałem tego. Przysięgam.
Perrie kompletnie go zignorowała i kontynuowała swoją tyradę. To było tak, jakby mówiła bardziej do siebie, niż do Harry’ego.
- I byłam, śmiejąc się z wszystkich twoich głupich żartów. – Odwróciła do Harry’ego swoją poważną twarz. – Nie jesteś zabawny, wiesz o tym, prawda? Wcale. Mówisz za wolno i nigdy nie ma to jakiegokolwiek sensu.
Harry skinął głową, czując nudności. Nie płacz, pomyślał. Cokolwiek zrobisz, nie płacz.
- Wiem.
Zapadła krótka cisza, zanim Perrie odezwała się raz jeszcze, zostawiając na koniec swoją małą bombę.
- Wiesz, że jedynym powodem, dla którego cię chciałam było to, że wszyscy inni cię mieli i wywnioskowałam, że musisz się dobrze pieprzyć, prawda?
Kiedy Harry nie odpowiedział, Perrie pokręciła głową z niedowierzaniem i westchnęła. Zdecydowała, że skończyła; powiedziała wszystko, co miała do powiedzenia i Harry oczywiście nie odpowiedział, więc odwróciła się i otworzyła drzwi. Przed wyjściem odwróciła się do Harry’ego ponownie.
- Nie powinnam pozwolić, by Nick przekonał mnie do zaproszenia ciebie.
I po prostu wyszła z pokoju, zostawiając Harry’ego samego, z wirującymi dookoła niego ścianami. Wszystkie kolory odpłynęły z jego twarzy, ledwie czuł swoje własne ciało i był pewny, że umrze, jeśli zostanie tu chwilę dłużej. Ciężko oddychając, ostrożnie wyszedł z pokoju, a choć był tam tylko minutę lub dwie, czuł się, jakby spędził tam wieczność. Szybko zbiegł po schodach, mając nadzieję, że nie wpadnie na żadnego z bliższych przyjaciół, co na szczęście się nie stało. Kiedy dotarł na korytarz, zobaczył Nicka stojącego w kuchni, opowiadającego jakąś historię przed grupą ludzi, która słuchała go uważnie. Śmiali się wesoło z czegoś, co właśnie powiedział i Nick najwyraźniej cieszył się uwagą. Bez względu na to, że Harry chciał się utopić w rzece, wciąż był szczęśliwy, że Nick spędza miło czas i nie chciał iść się z nim pożegnać. Teraz nie był w dobrym stanie na coś takiego. Zamiast tego szybko założył buty i kurtkę, i opuścił wielki dom.
Nie tylko było jeszcze zimniej niż wcześniej, czego powinien oczekiwać, bo właśnie minęła północ, ale również zaczęło, co jest typowe, padać. Jak pięknie, pomyślał sarkastycznie. Cóż, przynajmniej w deszczu nie widać tak wyraźnie łez. Musisz wziąć to, co dobre, z złego. Rozważał złapanie autobusu do domu, ale nie chcąc, by ludzie widzieli go w takim stanie, zdecydował się na spacer. Poza tym, to nie było aż tak daleko. Zdoła dojść.
W drodze do domu myślał o tym, co powiedziała Perrie. Wiedział, że nie powinien brać tego tak bardzo do siebie, ale nie mógł się powstrzymać. Ciągłe zwodzenie jej nie było w porządku, nieważne, że nie było to zamierzone. Niechciał nikogo skrzywdzić. Ale słowa, które bolały najbardziej, to „kurwa” i „kobieciarz”, które były swego rodzaju ironiczne, ponieważ była tylko jedna osoba, której Harry pragnął i nie była to kobieta. Harry był nieszczęśliwy przez całą drogę do domu, jego ciało było tak zdrętwiałe, że ledwo czuł zimno wokół niego. Nawet wtedy, kiedy szedł przez park, na jego twarzy gościł jedynie blady uśmiech.
Gdy wrócił do domu, od razu wytarł dłonią oczy. Rozejrzał się, upewniając, że nikt nie wyskoczy z kuchni. Prawdę mówiąc, Harry wolałby, żeby jego rodzina widziała, jak sobie obciąga, nie, jak płacze. Czy to nie dziwne? Prawdopodobnie. Przeszedł tak cicho, jak mógł, do swojego pokoju, upewniając się, że nikt go nie usłyszy i nie wyjdzie go powitać. Czując się bezpiecznie w swoich własnych czterech ścianach, rzucił się na fotel i ukrył twarz w dłoniach. Teraz był praktycznie trzeźwy, długi spacer go orzeźwił. Ale węzeł w brzuchu nadal był boleśnie obecny. Siedząc tak przez chwilę, dysząc ciężko, zrobił to, co robił zawsze, gdy czuł się tak źle; włączył swój komputer. Reblogowanie jakiś seksownych zdjęć Louisa zawsze go pocieszało.
Kiedy laptop był włączony, Harry nagle przypomniał sobie inne rzeczy, które zawsze rozjaśniały jego nastrój: Zayn. Przypomniał sobie także głupiego maila, którego wysłał wcześniej tego wieczora; tego, w którym mówił, że boi się, że Gemma znalazła jego Tumblr i także informował go o imprezie, w jakiej miał wziąć udział, a także jego plany na nawalenie się. Uśmiechając się lekko, Harry zastanawiał się, czy Zayn odpowiedział. Mając rozpaczliwą nadzieję, otworzył swoją pocztę i ku jego satysfakcji okazało się, że ma szczęście. A także, że to nie jeden, a dwa maile. Oba wysłane zostały około dwóch godzin temu, druga zaledwie kilka minut po pierwszej. Harry otworzył tego, który został wysłany jako pierwszy.
Od: Zayn
HARYRRYRRRYYYY OMGFGFGG NIE MOĘ ODDYCHAĆ CHOLERA JASNA KURWA OMMGGFFFGGGHH NIE MOGĘ ODDYCHAĆ OMG CO TO POWIETRZE CHOLERA JASNA NIEEEEE AHHHHGG KLDNLKDNSLKNSLKNSDPOSJP
Harry patrzył oniemiały na tajemniczą wiadomość od Zana. Z tego, co mógł odczytać, Zayn doświadczał trudności w oddychaniu. Ale, jak to się stało? Teledysk do „Kiss you” został wydany trzy dni temu. Teraz z pewnością powinien być w stanie oddychać. Jeśli Harry potrafił, to Zayn tym bardziej. Marszcząc brwi, Harry zamknął wiadomość i otworzył drugą, mając nadzieję, że tym razem będzie bardziej spójna i zrozumiała.
Od: Zayn
Harry. Ok., zgaduję, że nie zrozumiałeś pojedynczego słowa z mojej ostatniej wiadomości. Przepraszam za to. Wziąłem kilka oddechów i mam nadzieję, że teraz lepiej wyrażę siebie. W zasadzie to, co tak subtelnie próbowałem wyrazić w mojej poprzedniej wiadomości to… Okej, Harry. Wiesz co? Ogarnij się. To jest duże. Jest większe niż duże. To jest ogromne. Jest nawet większe niż ogromne.
Wziąłeś już głęboki oddech? Dobrze. Weź jeszcze jeden. Dobrze (Ponieważ, widzisz, nie chcę, żebyś przeze mnie umarł. Bóg wie, że ja prawie umarłem). W porządku. Jedziemy… Mam dwa bilety na koncert One Direction, kochanie! (Chodź ze mną w piątek, nie mów może… Haha, żartuję)2 Koncert jest za trzy tygodnie. Moja kuzynka kupiła je, ale okazało się, że nie może iść, więc odkupiłem je od niej, mówiąc, że sprzedam je moim koleżanką (yeah, jasne, prędzej bym się podpalił) i, wiesz równie dobrze jak ja, że to ich ostatni koncert w tej strasie. Krzyczysz już? Bóg wie, że ja tak. W każdym razie, ty i ja, Harry. Trzy tygodnie. W Londynie. A jeśli nie możesz, szczerze mówiąc nie obchodzi mnie to. Będziesz tu za trzy tygodnie, nieważne czy możesz, czy nie. Proszę, odpowiedz tak szybko, jak to możliwe, ponieważ nie mogę sobie poradzić z tym sam. Jesteśmy w tym razem, Harry. Zawsze byliśmy (albo jesteśmy od trzech miesięcy) i zawsze będziemy.
Powodzenia w nie umieraniu.
Nagle Harry był zupełnie bez tchu i nie miało to absolutnie nic wspólnego z brakiem tlenu.
1 - w oryginale Harry zapytał: „What?” i Perrie odpowiedziała: „Don’t „what” me!”. Nie da się tego dosłownie przetłumaczyć tak, by nadal miało sens. To coś tego typu, gdy facet mówi „Kochanie”, a dziewczyna: „Nie kochaniuj mi teraz”. Myślę, że wiecie o co chodzi. ; )
2 – w oryginale Zayn pisze: “I’ve got two tickets to One Directions show baby (come with me Friday, don’t say maybe)”, co jest aluzją do tekstu piosenki Teenage Dirtbag – “I’ve got two tickets to Iron Maiden, baby. Come with me Friday, don’t say “maybe””.
3
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz