2
Louis był jedyną myślą w umyśle Harry’ego przez resztę poranka. To było jak wstydliwa przyjemność; Harry wiedział, że nie powinien być aż tak zaabsorbowany chłopakiem, ale nie mógł się powstrzymać. To spojrzenie, które Harry widział zanim odszedł, wypalało jego mózg. Louis był zazwyczaj dość cichy i wycofany, ale w jego oczach Harry widział gniew i zaciekły bunt .
- Wszystko w porządku, stary? - zapytał Zayn, kiedy skończyli czwartą lekcję. - Byłeś jakby… Na haju.
Harry wyrwał się z zamyślenia.
- Hm? Co? Tak - wymamrotał z roztargnieniem, kierując się w stronę szafki Zayna.
Zayn zatrzymał się, nie idąc za Harry’m.
- Idź, spotkam się z tobą. Muszę z kimś porozmawiać - mruknął, szybko obracając się i przepychając przez tłum.
Harry skrzywił się, ale wzruszył ramionami, zatrzymując się przy szafce Zayna - tak czy inaczej znał już kod - i niedbale wrzucił książki do środka. Rozejrzał się, aby się upewnić, że Zayna nie było w zasięgu wzroku, zanim sięgnął po paczkę Skittles, ukrytą pod podręcznikiem od biologii.
- … Po prostu chcę się upewnić, że wiem kto się pojawi.
Głęboki, znajomy głos doszedł do jego uszu i Harry wyciągnął szyję, by zobaczyć Zayna stojącego kawałek dalej, rozmawiającego z Louisem.
Louis skinął niepewnie głową i powiedział coś, ale jego głos był zbyt cichy, by Harry to usłyszał – jego słowa nie poniosły się korytarzem, ginąc w rozmowach innych uczniów. Zayn wyszczerzył zęby w szybkim uśmiechu, klepiąc Louisa po ramieniu, dając mu znak, by odszedł.
- Więc zobaczymy się po szkole.
Louis odwzajemnił uśmiech, choć wyglądał on sztucznie. Odwrócił się od Zayna, przeszedł obok Harry’ego, a jego oczy zamigotały. Ich spojrzenia spotkały się przez kilka sekund, zanim Louis szybko spuścił wzrok, wpatrując się w ziemię, kuląc ramiona i przyspieszył kroku.
Harry poczuł nagle niewytłumaczalną bańkę zazdrości w żołądku, gdy przypomniał sobie sposób, w jaki Zayn właśnie poklepał po ramieniu Louisa i posłał mu szybki uśmiech, jakby byli najlepszymi przyjaciółmi czy coś. Od kiedy Zayn jest koleżeński w stosunku do Louisa?
- Przykro mi, musiałem… oj, zabrałeś moje Skittles? – Zayn oskarżył go, widząc kolorowe smugi na języku Harry’ego.
Harry zmarszczył brwi, ignorując pytanie.
- O co w tym wszystkim chodzi? – Nacisnął.
- O nic, naprawdę. Dzisiaj są treningi piłki nożnej i chciałem wiedzieć, czy będzie próbował w tym roku. – Zayn wytłumaczył, a Harry obdarzył go zmieszanym spojrzeniem. – Tak, wiem, że jest dziwakiem, ale jest niesamowity na boisku – dodał, z rozdrażnieniem przewracając oczami.
- O której godzinie są treningi? – zapytał Harry, udając brak zainteresowania, odwracając się, aby pobawić się jednym ze zdjęć przyklejonym do wnętrza szafki Zayna.
- Nie myślisz o spróbowaniu, prawda? – prychnął.
- Dlaczego? Co jest złego w tym, że bym spróbował? – Harry prychnął z oburzeniem.
- Nic, z wyjątkiem tego, że Louis tam będzie, a wy dwaj raczej się nie dogadujecie. Poza tym… Jesteś do dupy w piłce nożnej. – Zayn parsknął śmiechem.
- Nie – mruknął pod nosem, wydymając wargi, ale Zayn obdarzył go tylko rozbawionym uśmiechem. – Er, to znaczy… Chciałbym spróbować z jakimś sportem w tym roku. Zdobyć formę, wiesz?
Zayn skrzywił się.
- Cóż, może mógłbyś być chłopakiem od wody, czy coś – zażartował.
Harry przewrócił oczami i uderzył przyjaciela lekko w ramię. Jego oczy przebiegły po twarzach ludzi zebranych na korytarzu, szukając Louisa, ale gdy zdał sobie sprawę, co robi, szybko warknął na siebie. Jeszcze tylko kilka godzin i będziesz mógł zagrać w przyjemnej rozgrywce piłki nożnej przeciwko Louisowi… I może zobaczysz go w stroju do gry. Nie, ta myśl nie była dużo lepsza, ale pomysł sprawił, że się uśmiechnął.
-x-
- W porządku, wszyscy stają na linii. Horan, mógłbyś odłożyć te proteinowe batoniki na dwie cholerne sekundy? – krzyknął trener, starając się zebrać rozkrzyczany tłum chłopców.
Oczy Harry’ego przesunęły się po grupie, zatrzymując się na Zaynie, który w tym roku był kapitanem drużyny. Dumnie nosił tytuł, stojąc obok trenera trzymając notatnik i gwizdek w dłoni. Ale to nie twarzy Zayna szukał; Louisa nigdzie nie było widać.
- Okej, zacznijmy od listy zapisanych, w porządku? – Trener zaproponował, kiedy chłopcy uspokoili się nieco. Trzymając kartkę z zapisami, oczyścił gardło i zaczął wyczytywać nazwiska. – Adams, Kyle?
- Jestem.
- Briers, Michael?
- Obecny.
Harry nie był zbyt zainteresowany, kiedy trener kontynuował, sprawdzając listę, a chłopcy wtrącali się, by ogłosić swoją obecność. Wciąż nie mógł znaleźć Louis, a choć było tutaj wielu chłopaków, nie było ich aż tylu, by Louis mógł się tutaj łatwo zgubić. Jeden rzut oka na Zayna powiedział Harry’emu, że jego przyjaciel był tak samo zmartwiony nieobecnością cichego chłopaka.
- …Styles, Harry?
- Mm? Oh, uh, tutaj. – Harry odwrócił się, nieśmiało odpowiadając.
- Tomlinson, Louis? – Trener odchrząknął.
Cisza.
- Tomlinson, Louis? – Mężczyzna powtórzył szorstko.
Cisza.
- Och, na litość boską – mruknął pod nosem. – Louis Tomlinson? – wrzasnął, a jego oczy rozpaczliwie poszukiwały jednego z jego najlepszych graczy.
- Tam jest. – Zayn mruknął, a jego oczy zamigotały na widok zwinnego sprintu chłopaka przez trawnik w stronę boiska.
- Tomlinson! Nie przejmuj się stawaniem na linii; pięć okrążeń za spóźnienie. – Trener skarcił go, gdy tylko Louis zwolnił, stając obok reszty.
- Trenerze, nie jest za wcześnie, by karać ludzi… - Liam Payne, jeden z powracających graczy, zasugerował delikatnie.
- Nie zaczynaj ze mną, Payn, albo do niego dołączysz – warknął trener, rzucając mu znaczące spojrzenie, który szybko się zamknął. – Dalej, Tomlinson.
Oczy Harry’ego zatrzymały się na twarzy Louisa, gdy ten zacisnął wąskie usta, rzucając torbę na ziemię, zanim podbiegł do krawędzi boiska.
- To nie jest żart, chłopcy. Jeśli chcecie być w tej drużynie, musicie na to zapracować. Nie możecie po prostu brykać na boisku i oczekiwać, że zostaniecie w zespole. Więc, jeśli którykolwiek nie jest przygotowany do tego, by brać to na poważnie, może odejść teraz. – Zapowiedział, krzyżując ramiona, kiedy jego wygłodniałe oczy przesunęły się po wszystkich chłopcach. Kilku młodszych cofnęło się nerwowo, ale nikt nie odszedł – nie ważne jak wielu z nich wyglądało tak, jakby chcieli to zrobić.
- Wspaniale. Teraz możecie dołączyć do Tomlinsona na trzy okrążenia, jako rozgrzewkę, a następnie wrócić i zrobić trzydzieści pompek, pięćdziesiąt przysiadów i sto podskoków.
Harry skrzywił się, nagle zastanawiając się, czy warto było przejść wszystkie te ćwiczenia i włożyć tyle wysiłku, by… chwila, właściwie dlaczego on tu jest? Jego oczy powędrowały do Louisa, który właśnie mijał chłopców, zaczynając kolejne okrążenie, ale szybko wyrzucił tę myśl z głowy. Nie był tu dla Louisa, on tylko… chciał być lepszy w footballu. Oczywiście, to było to.
Harry pobiegł w stronę boiska, przyspieszając nieco, żeby biec obok Louisa. Zaczął walkę o utrzymanie oddechu przy takiej prędkości, ale Louis nawet nie dyszał. Gdy Harry mu się przyjrzał, uświadomił sobie, że Louis wyglądał całkiem swobodnie, jakby wybrał się na krótki spacer, a nie na szybki bieg.
- Śledzisz mnie, dziwaku? – wycedził Harry, próbując wycisnąć z siebie wszystko, więc biegł tylko trochę przed Louisem.
Twarz Louisa wykrzywił lekki, oschły uśmiech, ale przygryzł wargę, powstrzymując się od powiedzenia czegokolwiek.
- Co jest takie zabawne? – Harry rzucił stanowczo.
- Biegasz jak moja babcia. – Louis roześmiał się nagle, przyspieszając i zostawiając Harry’ego w tyle.
Harry poczuł się niepewnie, po raz pierwszy słysząc pełnię mocy Louisa. Jego głos nie był cichy czy nieśmiały, jak za pierwszym razem, gdy mówił; teraz Harry słyszał bogaty dźwięk i suchy humor, gdy robił sarkastyczną, gorzką uwagę. Przez kilka sekund nawet nie obchodziło go to, że go wyśmiał. W zasadzie, gdy jego oczy spoczęły na tyłku Louisa, gdy biegł w tych obcisłych szortach, ta myśl była daleko od jego umysłu.
Co jest, kurwa? Nie, otrząśnij się, Harry warknął na siebie, kręcąc głową, próbując wyzbyć się tych myśli. Na jego twarzy pojawił się grymas, gdy podkręcił tempo, patrząc wilkiem w plecy Louisa, przyspieszając bardziej i bardziej, obiecując sobie, że skopie mu tyłek na boisku i zmusi go, by wypluł te słowa.
-x-
Pod koniec treningu Harry czuł się gotowy do upadku. Nogi mu się trzęsły, klatka piersiowa płonęła, gdy cały czas dyszał i wydawało mu się, że jego mięśnie ważą tonę.
- To było żałosne. – Zayn roześmiał się do ucha Harry’ego, po tym jak trener dmuchnął w gwizdek, by zasygnalizować koniec treningu.
- Och, zamknij się – warknął, kątem oka rozglądając się, by upewnić się, że nikt inny nie był w zasięgu słuchu.
Louis wciąż biegał zwinnie po boisku, piłka gładko odbiła się od jego stopy, gdy kopnął ją z powrotem w stronę trenera. Wyglądał jakby był u siebie w domu na boisku, a skoncentrowany wyraz twarzy zastąpił jego zwyczajowe, lekkie zgarbienie.
- Dobra, chłopaki. Wywieszę listę jutro na drzwiach siłowni. Świetna robota… to do większości z was. – Oczy trenera spoczęły na Harry’m, gdy to powiedział, a ten zaczerwienił się. Mógł usłyszeć chichot słabo ukryty przez kaszel i mógł zobaczyć, jak Louis zagryza wargi, by powstrzymać uśmieszek wkradający się na jego twarz.
Harry zacisnął dłonie w pięści, kiedy tłum chłopców się rozproszył; wszyscy ruszyli do szatni, ale Harry pozostał w tyle. Wpadł na Louisa, chwytając go za ramię i brutalnie odwracając mniejszego chłopaka, więc stali twarzą w twarz. Czuł jego oddech na gardle, gdy jego oczy spoczęły na ustach Louisa, tak cienkich, różowych i doskonałych, i jego zarumienionej z wysiłku, opalonej gładkiej skórze. Chciał po prostu zmiażdżyć swoimi wargami jego usta; pocałować go, aż chłopak nie będzie pamiętał własnego imienia. To właśnie wtedy uświadomił sobie, że wciąż nie puścił jego ramienia i szybko opuścił rękę w dół.
- Co było takie śmieszne? – zażądał, przypominając sobie cichy chichot.
Jego policzki poruszyły się, jakby chciał zrobić jakąś sarkastyczną uwagę, ale powstrzymał się.
- Nie wiem, o czym mówisz – mruknął, odwracając się i próbując odepchnąć Harry’ego, by dostać się do szatni.
Harry wyciągnął rękę i chwycił jego nadgarstek, przyciągając go z powrotem.
- Nie traktuj mnie tak, Tomlinson – warknął.
- Och, więc awansowałem z „skurwiela” do „Tomlinsona”? – Louis wycedził sucho.
Oczy Harry’ego zwęziły się w szparki i zacisnął dłonie w pięści. Louis zauważył to i skrzywił się lekko, jakby myślał, że Harry go uderzy.
- Lepiej uważaj na siebie. – Harry wymamrotał, zmuszając się do odwrócenia i pójścia do szatni, starając się nie pamiętać, jak cholernie gorąco wyglądał Louis z lekko spoconą skórą i zmierzwionymi włosami, przylegającymi do jego twarzy.
-x-
Harry podskoczył, budząc się, jego klatka piersiowa unosiła się ciężko podczas głębokich wdechów. Czuł pot na całej skórze, zrzucił więc pościel i wszystko inne z łóżka, siadając na położonej na podłodze poduszce. Przypomniał sobie sen, który przed chwilą miał – opalona skóra, swojsko głęboki głos, piękne niebieskie oczy – i jęknął, upadając z powrotem na poduszkę. Czuł, że jego erekcja naciska boleśnie mocno na bokserki i chciał umrzeć w całkowitym upokorzeniu, kiedy uświadomił sobie, że miał właśnie mokry sen o Louisie pieprzonym Tomlinsonie.
- Nie, nie, nie. Dlaczego ja? – Harry jęknął, wykopując prześcieradło z podłogi i spod głowy, zastanawiając się, czy może po prostu zostać pod kołdrą przez resztę swojego życia.
Kiedy przykrył twarz pościelą, szczegóły z jego snu powróciły; gorące, wilgotne wargi, przesuwający się po całej jego długości gładki język, liżący pasek skóry pod jego penisem, wirując wokół główki, lekki dotyk palców po wewnętrznej stronie ud.
- Och, pieprzyć to – wymamrotał, ściągając z siebie przykrycie i sięgając w dół, gdzie jego wijące się palce wtargnęły pod bokserki, by chwycić boleśnie twardą erekcję.
Ejakulat wyciekł już, zostawiając mokrą plamę na jego bokserkach i chwycił swojego penisa, ciągnąć go, skręcając i poruszając rozpaczliwie nadgarstkiem. Zwykle się z tym nie spieszył, zaczynając powoli, ale pragnął uwolnienia; nie wiedział, jak długo był twardy przez sen, ale nawet, gdy miał inne mokre sny, nigdy nie było to tak intensywne.
Kiedy Harry nadal obciągał sobie gorączkowo, jego umysł zawędrował z powrotem do snu. Wyobrażał sobie małe, ciepłe i gładkie ręce Louisa owinięte wokół niego; palce zaciskające się fachowo wokół jego penisa i obracający się nadgarstek. Druga ręka Harry’ego wsunęła się w jego loki, ciągnąc je, a on wyobrażał sobie Louisa, przyciągającego jego głowę, tuż przed wyciśnięciem pocałunku na jego ustach. Pomyślał o ciemnych i potrzebujących oczach Louisa, gdy zszedł z łóżka, siadając na kolanach Harry’ego, liżąc gorący, mokry pas na całej jego długości i to wszystko, czego Harry potrzebował.
- Cholera, Louis – sapnął, a bolesny jęk uciekł przez jego usta, gdy biodra uniosły się do góry. Doszedł, wystrzeliwując ciepłą i lepką spermę na rękę i brzuch, brudząc prześcieradło i podkurczając palce u stóp.
Jego skóra wydawała się być naelektryzowana, sapał i trząsł się na brudnym łóżku. Nawet nie przejmował się czyszczeniem tego wszystkiego; po prostu z drżeniem rąk zdjął mokre bokserki, wykorzystując je do wytarcia tego, co mógł z siebie, zanim przewrócił się na bok i spróbował zasnąć.
2
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz