czwartek, 23 stycznia 2014

873

8


- Idź, weź mój samochód Liam – powiedział Harry, a Liam natychmiast wstał z ławki i zabrał kluczyki, biegnąc z boku boiska.

Gra zmierzała ku końcowi, a druga drużyna wygrała, ale uwaga Harry’ego nie była skupiona na grze, jego oczy spoczywały na Louisie.

On naprawdę dobrze grał, nawet z myślą, że był wyraźnie ranny i z faktem, że nikt z nauczycieli i innych ludzi nie pomogli mu albo postępowali jakby nie widzieli niczego, co wkurzało go bardziej.

- Co zrobimy z Joshem? – Zapytał Zayn, a jego oczy śledziły Nialla, który siedział samotnie na ławce, patrząc zmartwionym wzrokiem na Louisa.

- Ten skurwysyn może poczekać. – Harry zacisnął szczękę. – Wezmę Louisa do mojego domu, ty zostaniesz ze swoim irlandzkim przyjacielem.

Zayn przełknął ślinę.

- Harry…

- To czas, żeby twój przyjaciel z dzieciństwa wiedział, dlaczego go unikałeś przez cały czas Zayn. Nie dawaj mu więcej powodów do tego żeby cię nienawidził.

Harry upuścił puszkę w tym samym momencie, gdy zagwizdał gwizdek oznajmiając, że gra się skończyła. Jego oczy podążały za Louisem, gdy ten siadał obok Nialla, który oczywiście pytał czy wszystko gra.

- Chodźmy.

Ludzie łatwo rozpraszali się, z tego powodu, że Harry i Zayn szli środkiem boiska. Niall pierwszy zauważył tą dwójkę zbliżającą się do nich i zaledwie chwilę po byli tylko kilka metrów od nich, wtedy Niall zostawił Louisa i poszedł do Harry’ego.

- TY SKURYWSYNU! – Powiedział Niall, wymachując pięścią w stronę szczęki Harry’ego, sprawiając, że chłopak upadł prosto na kolana. – Louis nie zostałby skrzywdzony, gdyby nie ty! – Niall starał się powtórzyć cios, ale Louis i Zayn powstrzymali go.

- Niall! Przestań! – Krzyknął Louis, odciągając Nialla.

- Puść mnie Louis! Powiedziałem ci, że ten człowiek, - Niall walczył z nimi. – I przestań mnie kurwa dotykać. – Niall rzucił się na Zayna, popychając go, zanim Zayn mógłby go dotknąć. Harry mógł wreszcie wstać, wycierając krew z ust.

- Jezu, weź tego blondyna z dala ode mnie Zayn, zanim coś mu zrobię – powiedział Harry idąc prosto w kierunku Louisa i chwycił go za nadgarstek. – Pójdziesz ze mną.

- C…Czekaj! Nie! Nie mogę zostawić Nialla! – Louis walczył z Harrym, ale chłopak powoli tracił nerwy. Miał już wystarczającą ilość informacji i jedyna osoba, która mogła sprawić, że poczuje się lepiej była daleko od niego. Dlaczego wszystko jest dzisiaj tak cholernie irytujące?

- Odejdź ode mnie! – Niall był w tej samej pozycji, co Louis, był odciągany z wysiłkiem przez Zayna do szatni.

- Twój przyjaciel chciał znać powody, dlaczego Zayn ignorował go przez cały ten czas, więc nareszcie je pozna.

Harry nadal ciągnął Louisa, zanim tamta dwójka zniknęła całkowicie w środku pomieszczenia. Właśnie w tym samym czasie samochód Harry’ego podjechał do nich. – Przestań się o niego martwić Louis. Wsiadaj do samochodu.

Serce Louisa zabiło ponownie, czując intensywność spojrzenia Harry’ego na sobie.

Wracając do szatni, Louis miał nadzieję, że go więcej nie zobaczy, wątpił w to, co Harry powiedział do niego wcześniej. Co jeśli to, co powiedział Josh to prawda i to było przez cały czas grą dla Stylesa i może naprawdę nic między nimi nie ma?

- Louis, wsiadaj do samochodu.

Harry wyrwał go z rozmyślań, oczy Harry’ego wręcz raziły a on sam wyglądał jakby był gotowy uderzyć kogokolwiek – nawet jego – jeśli nie zacznie się ruszać. Louis przełknął ślinę i cicho otworzył drzwi od strony pasażera, ciągnąc pasy i starając się nie wyglądać na zdenerwowanego – oraz nie skulić się z powodu bólu wypełniającego jego ciało.

- Zayn… - powiedział Louis w momencie, gdy Harry wszedł do samochodu. – Zayn nie skrzywdzi Nialla, prawda?

Tym razem Harry uśmiechnął się.

- Louis, nie masz pojęcia jak bardzo Zayn chce chronić Nialla. Zrobi wszystko żeby był bezpieczny.

Louis skinął głową, spoglądając za okno i mając nadzieję, że to, co powiedział Harry było prawdą. Teraz, gdy ponownie byli sami, jego uczucia powróciły i Louis upewnił się, że ten dzień nie zakończy się, gdy nie dowie się wszystkiego, chciał dowiedzieć się nie tylko o Niallu i Zaynie, ale również o tym, co jest między nim, a Harrym.

XXX

Zayn zamknął drzwi za sobą, uważnie obserwując jak Niall usiadł na ławce.

- Czego chcesz? – Zapytał Niall, odwracając wzrok.

- Czy to nie ty jesteś tym, który chciał coś wiedzieć, co?

Zayn przeniósł ciężar ciała na prawą stopę, starając się kontrolować wszystkie te myśli, które przepływały przez jego umysł odkąd opuścił Nialla. Wszystkie te rzeczy, które zostały przemilczane, niezrobione, a teraz była minimalna możliwość żeby powiedzieć je i zrobić to wszystko, tutaj w tej brudnej szatni.

- Nie wiem, o czym mówisz.

Niall przygryzł wargę, ból powracał i nie był w stanie ukryć go przed Zaynem.

Zayn odepchnął się od drzwi i ukląkł przed zaskoczonym blondynem.

- Coś się tutaj stało. Powiedz mi, kto to zrobił.

Niall przełknął ślinę.

- To koniec. To nie twój interes.

- Muszę wiedzieć…

- To nie tak, że ci zależy! – Krzyknął Niall.

- Czy wyglądam jak ktoś, kogo nie obchodzi to, co się z tobą dzieje? – Zayn wstał, uderzając pięścią w szafkę za nim. Zrobił krok do przodu, patrząc na Nialla. – Dlaczego zawsze myślisz, że się o ciebie nie martwię? Jesteś moim przy…

- ZAMKNIJ SIĘ! Nie uważam cię za przyjaciela Zayn. Zostawiłeś mnie, zignorowałeś mnie dopóki nie dołączyłeś do tego zjebanego gangu i ty chcesz żebym nazwał cię swoim przyjacielem? – Niall wrzał, wstając, a ich oczy płonęły z niczego innego tylko pragnienia – dotyku, poczucia skóry tego drugiego, aby ich ciała ponownie się zderzyły.

- Zrobiłem to dla ciebie. – Zayn podszedł bliżej, Niall z powrotem był dociskany do szafki. – Zrobiłem to, bo chciałem cię chronić.

- Jak możesz mnie chronić, jeśli nie jesteś przy mnie? – Niall przełknął ślinę, walcząc z powrotem z bólem i łzami. – Nawet wciągnąłeś mojego przyjaciela do swojego świata. Naprawdę chcesz, żebym na zawsze był sam?

Niall chciał go uderzyć, ale ręka Zayna przytrzymała jego nadgarstki, blokując je przy jego boku.

- Nie lubię Louisa. Nie lubię tego, że jest zbyt blisko ciebie. Jestem jedynym, który może to zrobić. – Zayn niebezpiecznie przycisnął swoją klatkę piersiową do Nialla, oddech blondyna przyspieszył z powodu ich kontaktu. Całe ich ciało paliło z powodu dotyku. – Mamy tak wielu wrogów Niall, a ty jesteś ostatnią osobą, którą chcę angażować. Nie chcę, żeby wiedzieli, że jesteś moją słabością Niall i żeby zranili cię z jakiegoś powodu.

Nie lubił Louisa, bo był… zazdrosny? Unikał go przez cały ten czas, bo martwił się, że zostanie zraniony? Potrzeba było czasu, żeby rozłożyć wszystko na części, więc wiedział, dlaczego Zayn czuł się w ten sposób i dlaczego to zrobił, ale nie teraz, nie, kiedy usta Zayna dotknęły jego.

Zayn odsunął się.

- Nie ma mowy, żebym pozwolił im, żeby cię skrzywdzili Niall. Nawet, jeśli ma zabić mnie unikanie ciebie przez cały ten czas.

Jego usta dotknęły jego brody, liżąc miejsce po uderzeniu. Ale myśl, że pocałunek był tak magiczny, że jest skończony, tak – śmieszny.

- Więc dlaczego tu jesteś? – Niall musnął ustami szyję Zayna, czując jak ich ciała zbliżyły się. – Dlaczego teraz wyjaśniasz mi wszystko?

- Ktoś cię skrzywdził Niall, a ja czuje się jakby unikanie ciebie to było za mało – wymamrotał Zayn coś, czego Niall nie był w stanie pojąć, gdy palce Zayna zostawiły jego nadgarstki i natychmiast ściągały jego koszulę, za którą podążyła koszula Zayna, łącząc ich usta ponownie. To było dalekie od łagodności. Całowali się zachłannie, jakby mieli tylko chwilę, żeby się tym delektować.

Poruszyli się, a Zayn przycisnął go do szafki, jednak tym razem, jego palce zatrzymały się na gumce jego spodenek, po czym ściągnęły je razem z bokserkami. Niall syknął czując zimno przemieszczające się po jego skórze. Owinął ręce wokół szyi Zayna, gdy ten podniósł go naprzeciwko drzwi do szatni. Jego ciało wzdrygnęło się, gdy ponownie poczuł ból, ale zanim Zayn mógł zapytać czy wszystko w porządku, skinął głową i powiedział na wdechu:

- W porządku, jest okej.

A Zayn uśmiechnął się, tym uśmiechem, jakby był w stanie osiągnąć tą rzecz, którą chciał zrobić. To było wzajemne zrozumienie – oboje tego pragnęli. Bez zbędnych pytań czy ucieczek.

Zayn otoczył ramię wokół pasa Nialla, podczas gdy z drugiej strony położył swoją brodę, a dwa place spoczywał na jego ustach, a Niall otworzył je, liżąc dwa palce, a Zayn jęknął, obserwując go.

- Cholera – powiedzieli oboje w tym samym czasie.

Niall ukrył twarz w ramieniu Zayna, gdy ten wbijał w niego swoje palce, wkładając lub wyciągając je, słysząc jak oddech Nialla drażnił jego ucho. Minęło tak dużo czasu, odkąd czuł się tak, a Niall nie mógł pojąć faktu, że robią to, do diabła – prawie myślał, że nie ma możliwości żeby się to zdarzyło, ale Boże, palce Zayna były w nim, a to nie była wyobraźnia, która podsuwałaby mu takie obrazy – to było prawdziwe.

- Ktoś może tu przyjść, wejdź we mnie… - prosił Niall, krzyżując nogi na plecach Zayna, pozwalając głowie oprzeć się o szafkę.

Zayn był w tym samym stanie, co Niall, choć było to mniej oczywiste, jak bardzo tego pragnął.

- Jesteś pewny?

A potem Niall skinął ponownie głową. Zayn chciał pieprzyć go w każdym rogu tego pokoju, w każdej pozycji czy sposobie, który mógł sobie wyobrazić.

Wsunął swoje palce w spodnie, odpinając guzik i opuszczając je do kostek. Ich pozycja była skomplikowana i trudna jak cholera, ale Zayna to nie obchodziło. Zayn przesunął kilka razy ręką po swoim członku, zanim naparł na wejście Nialla.

- Och Kurwa kurwa.

Niall zamknął oczy, penis Zayna rozciągał go w każdy możliwy sposób, ciepło łaskotało w dolnej partii jego ciała. Jego palce zacisnęły się na skórze Zayn, to było niesamowicie dobre. Gdy Zayn uderzył w jego prostatę, Niall przeklął, mógł powiedzieć każde przekleństwo, które znał.

Zayn złapał go w pasie, pociągnął go ponownie w górę, a następnie w dół, wbijając się w niego całkowicie. Niall odchylił głowę do tyłu, niemal tracąc myśl, że Zayn podtrzymuje go, a każdy ruch dodaje mu wagi. Zayn zanurzał się coraz głębiej z każdym pchnięciem, szybciej i mniej delikatnie. Ich spocone klatki piersiowe stykały się, usta szukały miejsca na dotyk i przekleństwa wypełniały pokój.

Biodra Zayna uderzyło w jego trochę mocniej.

- Ach, ach, Zayn… - Niall czuł się jakby latał, przyciśnięty do ściany, gdzie był członek Zayna, a chłopak cicho mruczał. – Kurwa, blisko… Zaraz dojdę Zayn…

- Yeah, kurwa, tak dobrze, kurwa… - Zayn podkreślał to każdym pchnięciem, czując jak mięśnie Nialla zacisnęły się na jego członku. – Niall, kurwa…

I wtedy Niall wytrysnął na ich piersi, krzycząc, gdy Zayn podążył za nim, a jego ciało przeszył strzał wewnątrz niego. Oboje sapali, złączyli czoła, odpoczywając i uśmiechając się z zadowoleniem, na to, co zrobili.

- Co się dzieje teraz z Louisem? – Zapytał Niall.

- Prawdopodobnie to samo, co z tobą. – Zayn uśmiechnął się, składając kolejny pocałunek na ustach Nialla. – Nie martw się o niego, Harry się nim zaopiekuje.

Niall kiwnął głową, zmuszając się do uśmiechu. Był szczęśliwy. Zayn był tutaj i jakoś pytanie, które nie dawało mu spokoju, zaczęło się wyjaśniać, ale wciąż martwił się o to, co powiedział mulat. Jeśli unikał go, żeby go chronić, czy Louis nie był w tym samym położeniu, co on – Harry był liderem gangu i celem wszystkich wrogów?

Louis był w niebezpieczeństwie, a Niall nie wiedział jak powie Louisowi, że człowiek, w którym być może się zakochał może być powodem, przez który może zostać zraniony.

XXX

- O czym myślisz? – Zapytał Harry, wyrywając Louisa z wpatrywania się w filiżankę zimnej herbaty. Harry spojrzał w kubek. – Nie wypiłeś jej.

- Prze….Przepraszam. – Louis próbował wziąć łyka, ale Harry powstrzymał go i zabrał filiżankę z jego dłoni.

- Jest już zimna. W porządku, zrobię jeszcze jedną. – Harry nie był w swoim zwyczajnym nastroju, ale Louis nie mógł powstrzymać się przed odczuwaniem przerażenia.

- Ja… Harry nie musisz. – Louis wyciągnął rękę, pozwalając Harry’emu siedzieć obok siebie na kanapie. – Nie jestem w nastroju do picia herbaty.

- Co się stało? – Harry zachował dystans między nimi, choć musiał przyznać, że ich uderzające się kolana był już wystarczające, żeby chciał wskoczyć na Louisa i pozwolić mu powiedzieć to później. – Wydajesz się zamyślony. Wciąż martwisz się o Nialla?

- Nie. Mam na myśli – tak, oczywiście, ale… - Louis zamrugał dwukrotnie, czując szorstki palce na swoich włosach, odciągając włosy wpadające mu do oczu. – Chcę cię o coś zapytać.

- Wszystko, love – uśmiechnął się Harry.

- Co? – Louis odwrócił się w jego kierunku.

- Nic, dawaj. Pytaj.

Harry odwrócił się i oparł łokcie na kolanach, gdy pokręcił głową.

- Powiedziałeś wcześniej, że jestem wyjątkowy prawda? – Ekspresja na twarzy Harry’ego wyrażała, że chłopak nie spodziewał się tego pytania, mimo to, skinął głową. – Ale nie wiem, dlaczego…

- Dlaczego chcesz to wiedzieć?

Oczywiście Harry wiedział, dlaczego. Wiedział, że to pytanie jest punktem, gdzie mogli w coś wątpić, czy Josh coś mu powiedział? Harry mógł sobie wyobrazić jak powala drania i będzie go bił dopóki nikt nie będzie w stanie rozpoznać jego twarzy.

- To, dlatego, że twoje nagłe zainteresowanie moją osobą jest dość zaskakujące, bo zrobiłem tylko twoje zdjęcie i wciąż nie rozumiem, dlaczego to robisz. Dlaczego opiekujesz się mną? – Wyjąkał Louis, próbując użyć w odpowiedzi odpowiednich słów, aby wyrazić, w jakim rodzaju znajomości byli.

- Może po prostu, dlatego, że tego potrzebujesz? – Harry spojrzał na niego. – Jest wiele rzeczy, które mówią, dlaczego jesteś wyjątkowy Louis. Może, dlatego, że nie próbujesz przyjaźnić się z takimi ludźmi jak ja i masz swój własny świat. Albo może, dlatego, że nie wydajesz się bać mnie i nie boisz się mówić tego, co myślisz, co jest dość zabawne. Tak naprawdę to nie musi być wymienione.

- Prawda, yeah, prawda. – Louis skinął głową, a jego oczy przesuwały się z obiektu na obiekt, myśląc jak dalej pociągnąć tą konwersacje.

- Louis – westchnął Harry, zakładając, że nie ma sposobu na to, że Louis powie to, co naprawdę chce, więc on to powie. – Nie gram w żadne gry, jeśli to jest to, o czym mówisz.

Louis otworzył szeroko oczy, wystarczająco dla Harry’ego, żeby wiedział, że to było to, co, o co Louis chciał go zapytać.

- Przepraszam, byłem zbyt oczywisty? – Louis podparł ręce na karku. Był naprawdę szczęśliwy – wiedząc, że Harry nie myślał, że oboje są w pewnego rodzaju relacji.

- Nie, w porządku. Wiem, że dojdziemy do momentu, w którym o to zapytasz. – Harry oparł się o kanapę, a jego oczy oglądały każdy ruch Louisa. – Teraz, ja będę tym, który cię o coś zapyta.

- Pewnie – powiedział Louis.

- Dlaczego ma dla ciebie znaczenie, czy to gra czy nie?

Cholera. Louis nie spodziewał się tego. Nie był gotowy, żeby powiedzieć Harry’emu o swoich uczuciach do niego. Nie był gotowy powiedzieć mu, że chce być przy nim, żeby Harry chronił go w ten sposób, w który Zayn chroni Nialla. Chciał wiedzieć więcej o liderze gangu, który rzadko się uśmiechał i prawie zapomniał jak się śmiać. Chciał wiedzieć czy to naprawdę ma znaczenie dla młodszego chłopaka, czy to jest pewien rodzaj żartu i w czasie, w którym Louis upadnie (zakocha się – od tłum.), Harry będzie tym, który go złapie.

- Zmieńmy pytanie na prostsze.

Harry przesunął się i pochylił w kierunku Louisa, opierając się plecami o kanapę. Zielone oczy Harry’ego były pełne pasji i zabawy oraz pożądania i ochrony – to było wszystko, czego Louis potrzebował, żeby móc się przekonać.

- Czy mogę cię pocałować?

Moment, w którym zamknął oczy, a usta Harry’ego nacisnęły lekko na jego, Louis wiedział dokładnie, że się nie zakochuje – bo właśnie już to zrobił.




8

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz