sobota, 25 stycznia 2014

920

19

To było dziwne, naprawdę; to, jak Louis mógł wyglądać dokładnie tak, jak Harry go zapamiętał i całkowicie obco w tym samym czasie. Wciąż miał ten sam kształt w sensie – te same delikatne kości policzkowe, te same wąskie usta, te same genialne niebieskie oczy – ale było w nim coś innego, coś, na co nie mógł wskazać palcem, ale to zmieniło w nim wszystko inne i sprawiało, że wyglądał jak zupełnie inna osoba.
Louis, zaskoczony widokiem Harry’ego, zrobił nieprzytomny krok w tył, a jego oczy rozszerzyły się. Harry spojrzał na nogę, zaskoczony dźwiękiem głośnego uderzenia, gdy Louis się przesunął i zobaczył, że jego kule zostały zastąpione dużym, dziwnie wyglądającym nawiasem klamrowym na kostce. Chociaż to sprawiło, że Harry był szczęśliwy; Louis wyglądał dużo bardzeij krucho, gdy był o kulach.
- Oh, ty… um. – Louis wyjąkał niepewnie.
Harry nie pamiętał, czy był zły, szczęśliwy lub smutny. Może to wszystkie z tych uczuć na raz, a może po prostu był odrętwiały z szoku, że rzeczywiście znowu widzi Louisa.
- Hej – powiedział niepewnie, niezdolny wymyślić nic innego do powiedzenia.
Chciał niczego więcej, niż móc owinąć ramiona wokół Louisa i pocałować go, dopóki ich usta nie będą posiniaczone, ale wciąż nie wiedział, na czym stali.
- Co ty tu robisz? – Louisowi w końcu udało się odezwać, choć jego głos wciąż brzmiał krucho.
I, cholera, Harry nie mógł zrobić żadnej z tych rzeczy, ponieważ to był Louis.
- Ja tylko… um, byłem w sąsiedztwie – skłamał, i tak szybko, jak słowa opuściły jego usta, chciał kopnąć się za powiedzenie tego.
Louis otworzył usta, by odpowiedzieć, ale przerwała mu kobieta, którą Harry widział wcześniej na ogródku, gdy wpatrywał się w drzwi wejściowe.
- Kto to? – zapytała, marszcząc brwi, gdy jej oczy wylądowały na Harry’m.
- Jestem Harry. Jestem… – Harry przerwał, niepewny kim był dla Louisa. – Jestem przyjacielem Louisa – zdecydował.
Mama Louisa – Jay, jak zapamiętał Harry z dokumentów – zamarła w pół kroku.
- Zatem jesteś Harry – spytała cicho z ostrożnym wyrazem twarzy.
Harry przytaknął niepewnie. Nie był pewien, ile Jay wiedziała o jego dziwnej relacji z Louisem. Był niemal pewien, że wiedziała wystarczająco, sądząc po radosnym uśmiechu na twarzy, który całkowicie wyparował, gdy usłyszała jego imię.
W raczej nieoczekiwanym ruchu, jednak Jay nagle zrobiła krok do przodu i objęła Harry’ego, przyciągając go w ciasnym uścisku.
- Dziękuję – wyszeptała mu do ucha, a Harry czuł, jak jej ciało drży w szlochu. – Za rozmawę z Louisem, za namówienie go by porozmawiał z kimś o… tym co się działo. – Jej głos był jeszcze cichszy, aby upewnić się, że Louis nie mógł jej usłyszeć, gdy odezwałą się ponownie. – Dziękuję, za uratowanie mojego chłopca. Nie otworzyłby się bez ciebie.
Harry nie wiedział, co ma ze sobą zrobić, ponieważ na pewno nie spodziewał się tego, ze wszystkich rzeczy, więc po prostu pokiwał głową w zgięciu ramienia Jay i nie powiedział nic więcej.
Po krótkiej chwili Jay odsunęła się i otarła błyszczące łzy spływające po jej twarzy, wydając cichy, dziwny dźwięk, coś pomiędzy śmiechem, a szlochem.
- Cóż, Louis, teraz, kiedy zawstydziłam cię przed twoim przyjacielem, sądzę, że mogę zostawić was samych. Dlaczego nie pójdziecie na spacer? Wciąż muszę dokończyć kolację – zaproponowała Jay.
Louis odrzchąknął niezręcznie i skinął głową, spuszczając głowę z zakłopotaniem, unikając oczu Harry’ego i to właśnie wtedy Harry uświadomił sobie, co takiego dziwnego w nim było. Jego ramiona nie były pochylone, nie cofał się cały czas nerwowo, gdy ktoś podchodził zbyt blisko. Teraz, kiedy jego taty nie było w pobliżu i uciekł przed dręczącymi go idiotami ze szkoły, Louis nie musiał się więcej bać.
Harry poszedł śladem Louisa, stojąc przy jego boku, gdy Louis ruszył ulicą. Cisza, która ogarnęła dwóch chłopców była przerywa od czasu do czasu szuraniem ich butów po chodniku. Harry tak bardzo chciał coś powiedzieć, aby Louis się uśmiechnął, sięgnął i dotknął go, ale mimo, że Louis nie wyglądał już na przestraszonego, Harry mógł powiedzieć, że jego postawa obrończa wciąż działała.
- Mam kilka pytań do ciebie – powiedzaił cicho Louis po chwili milczenia.
- Ja też – przyznał Harry, chowając dłonie w kieszeniach.
- Kamień-papier-nożyce, aby zobaczyć, kto zaczyna? – zaproponował Louis, wyciągając zaciśniętą w pięść dłoń z oczekującym wyrazem twarzy.
Harry poczuł przepływającą przez niego ulgę, ponieważ to był na pewno krok w dobrym kierunku, jeśli Louis był zdolny by żartować. Ale nadal czuł, że coś było między nimi i to było niepokojące wrażenie zawieszone w powietrzu i opadające ciężko na jego klatkę piersiową.
- Poważnie? – Harry roześmiał się.
Louis wzruszył ramionami.
- Dobrze, ponieważ tracisz, ja zacznę pierwszy. Jak dowiedziałeś się, gdzie jestem? I bądź szczery.
Harry zagryzł policzek od wewnątrz w zamyśleniu.
- Włamałem się do biura trenera Higginsa i przejrzałem twoje dokumenty, aby dowiedzieć się, dlaczego odszedłeś.
Z jakiegoś powodu Louis spojrzał na niego łagodnie, pod wrażeniem.
- Sam?
- Nie do końca. Zmusiłem Zayna by mi pomógł.
- Mogli was wylać, gdyby was przyłapali. I mogliby wnieść przeciwko tobie oskarżenie z powodu włamania, wejścia i przeglądania poufnych dokumentów prawnych – zauważył Louis.
Harry nie powiedział Louisowi, że trener go przyłapał i zostawił go, jedynie ostrzegając. Podobał mu się sposób, w jaki Louis opisywał go, jak pewnego rodzaju buntowniczego dupka, kogoś, kto nie cofnie się przed niczym, by zdobyć to, czego chce. Nie zamierzał niszczyć tej wizji Louisa. Zamiast tego po prostu wzruszył ramionami i starał się wyglądać nonszalancko.
- Okej, następe pytanie: dlaczego tu jesteś? – powiedział Louis, kopiąc mały kamyczek w zdłuż chodnika przy każdym kroku.
Harry obserwował kamień przez kilka chwil, próbując wymyślić jak odpowiedzieć na to pytanie.
- Musiałem z tobą porozmawiać.
- O czym?
Harry potrząsnął głową.
- Nie, teraz moja kolej na zadawanie pytań – powiedział, gdy tylko Louis obrócił się w stronę małego parku, prowadząc ich do starej huśtawki. – Dlaczego tak odszedłeś?
- To ty jesteś tym, który kazał mi iść do rady szkolnej. Naprawdę myślałeś, że pozwolą mi z nim zostać, gdy wszystko wyszło na jaw? – Louis odpowiedział łatwo, a Harry poczuł, że krew zaczyna w nim wrzeć.
Był nieszczęśliwy bez Louisa, a teraz, gdy naprawdę byli razem i rozmawiali o tym, Louis nawet nie wydawał się być zdenerwowany z powodu całej tej sprawy.
- Mogłeś się pożegnać! – krzyknął Harry.
- To wszystko stało się tak szybko. Musiałem wszystko spakować z domu mojego taty, gdy go nie było, a potem zostałem przewieziony pociągiem tutaj, do Doncaster. Nie wolno mi się było zatrzymać i spotkać z przyjaciółmi – wyjaśnił Louis, a ostatnia część jego zdania ociekała gorzkim sarkazmem.
- Miałeś mój numer telefonu – przypomniał mu Harry, zaciskając szczęki.
- Wzięli mój telefon. Musieli skorzystać z niektórych wiadomości tekstowych i głosowych jako dowodów. Poza tym, ten telefon to bezpośrednie połączenie między mną a tatą, gdyby próbował się ze mną skontaktować i dowiedzieć się, gdzie jestem – powiedział Louis.
- No, kurwa, mogłeś powiedzieć trenerowi, żeby mi coś przekazał!
- A skąd miałem wiedzieć, że cię to obchodzi? Z tego co wiem, powiedziałeś to trenerowi, ponieważ czułeś się winny i nie chciałeś mieć tego na sumieniu. Nigdy nie wiedziałem, co do mnie czujesz; zawsze byłeś po prostu zbyt gorący i zimny, bym się dowiedział. Potrzebuję czegoś stabilnego w życiu, kogoś, na kim mogę polegać i to nie ty – powiedział Louis i choć jego słowa były bolesne i przykre, jego głos pozostawał niemal chłodny.
- W porządku! Cholera, nie wiem, Louis, ty tylko… po prostu zostawiłeś mnie samego, a ja nie miałem pojęcia gdzie jesteś i co ci się stało. Łapię to, że byłem dla ciebie dupkiem, okej? Naprawdę. I zrozumiem, jeśli nie będziesz chciał mieć ze mną absolutnie nic wspólnego, ale… Po prostu potrzebuję wiedzieć, że z tobą wszystko w porządku – powiedział Harry, kuląc się, gdy usłyszał sposób, w jaki jego głos się załamał. Czuł pieczenie łez w oczach, ale nie pozwolił rozlać im się po policzkach.
Louis milczał przez chwilę, po prostu kołysząc się na huśtawce i szurając nogami po żwirze.
- To sprawia, że czujesz się jak gówno, nie? Kiedy ktoś, na kim na prawdę ci zależy – ktoś, w kim jak myślisz mógłbyś rzeczywiście się zakochać – po prostu porzuca cię bez żadnego wyjaśnienia.
Harry skrzywił się; to bolało.
- Czułbym się o wiele lepiej, gdybyś po prostu uderzył mnie kilka razy, wiesz.
Louis zmrużył oczy w zamyśleniu, patrząc uważnie na Harry’ego, zanim jego usta drgnęły w górę w cieniu uśmiechu.
- Czasami jesteś takim dziwiakiem, wiesz?
- Nie żartuję. Wiem, jak muisz być na mnie wkurzony – cholera, nawet ja nienawidzę się za to, co ci zrobiłem. Gdybyś mnie teraz pobił, to byłoby słuszne. Sprawiłoby, że obydwaj poczulibyśmy się lepiej.
- Nie jestem na ciebie wściekły – powiedział Louis, przechylając głowę z zaciekawieniem.
Harry zamrugał.
- Dlaczego nie? – zapytał głuio.
- Harry, ryzykowałeś wydalenie i potencjalne oskarżenie, by przebyć całą drogę tutaj, by zobaczyć, czy wszystko u mnie gra, mimo, że nie dopuściłem cię do siebie, kiedy odszedłem. Muszę uwierzyć, że naprawdę jest ci przykro i że może naprawdę ci na mnie zależy – powiedział Louis, a jego twarz świeciła blaskiem, kiedy opowiadał wszystko, co Harry dla niego zrobił, jakby czuł się niesamowicie wyjątkowy, mając kogoś, kto tak się nim opiekuje.
Harry wstał ze swojej huśtawki i przykucnął przez Louisem, łapiąc jego twarz w dłonie i wyciskając na jego ustach miękki pocałunek.
- Jesteś niesamowity.
Oddech Louisa uwiązł w gardle.
- Pocałuj mnie jeszcze raz? – spytał cicho.
I Harry to zrobił.


19

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz