13
- Jeśli masz zamiar tutaj zostać, będziesz musiał mi trochę pomóc – powiedział Louis, wskazując w dół na gips przylegający do jego łydki.
Harry zamrugał kilka razy.
- Er, tak. Okej.
- Przede wszystkim zrób mi śniadanie. – Louis przerwał na chwilę, dodając szybko: - Proszę.
Harry zaśmiał się, wciąż zaskoczony brakiem pojedynczej agresywnej kości* w ciale Louisa.
- Co chcesz?
Louis wydawał się nieco zaskoczony faktem, że Harry zgodził się tak szybko.
- Uh… cokolwiek, co możesz razem połączyć – wymamrotał, a jego tymczasowa fala asertywności umknęła, gdy podciągnął się, by usiąść na blacie kuchennym.
- Myślę, że siedzenie na blacie zalicza się do naruszenia zdrowia i bezpieczeństwa – dokuczył mu Harry, dostrzegając chleb na lodówce i decydując się zrobić Louisowi jajka i francuskie tosty.
- Och, zamknij się – burknął Louis, tak trzymając kulę, że uderzył nią w nogę Harry’ego. Ten udał, że się potyka i upadł na ziemię, przyciągając kolano do klatki piersiowej.
- Cholera, moja noga! O kurwa! – Wykrzywił się, kołysząc się na płytkach.
Z twarzy Louisa odpłynęły wszelkie kolory, a szczęka opadła, widząc co narobił.
- Wszystko w porządku? Tak mi przykro! Potrzebujesz pomocy? – bełkotał, grzebiąc niezdarnie, by złapać swoje kule. Właśnie miał spróbować i zejść z blatu, kiedy Harry usiadł i uśmiechnął się do niego.
- Twoja troska jest wzruszająca – powiedział z zadowolonym uśmieszkiem, wstając i podchodząc do lodówki, aby wyciągnąć karton z jajkami.
Louis wpatrywał się w niego z niedowierzaniem przez kilka sekund, zanim pozwolił kulom spaść na podłogę i skrzyżował ręce na piersi.
- Jesteś kutasem, wiesz o tym?
- Hej, ja tylko chciałem się upewnić, że ci zależy, jeśli coś by mi się stało – wytłumaczył, wzruszajac ramionami.
Sięgnął w głąb szafki, szukając dużej miski i patelni.
- Potrzebujesz pomocy w znalezieniu czegoś? – spytał Louis, głosem zbyt zadowolonym z siebie, gdy patrzył, jak Harry przeszukiwał niemal każdą szafkę w kuchni.
Harry skrzywił się na ton Louisa.
- Nie, wszystko w porządku. Po prostu improwizuję – powiedział, wyciągając dwa srebrne głębokie garnki i decydując się na zastosowanie jednego jako miski, a drugiego jako patelni. To nie było idealne, ale nie chciał prosić Louisa o pomoc, kiedy brzmiał na tak zadowolonego z siebie.
- Nawet nie zapytasz gdzie co jest? Jesteś takim facetem . – Louis drażnił go lekko.
- Tak, ostatnim razem, jak sprawdzałem, miałem te części. Jestem całkiem pewien, że możesz wypowiedzieć się za mnie. – Harry wycedził sarkastycznie, polując w spiżarni i zbierając wszystkie przyprawy, których potrzebował.
Louis obserował pracę Harryego w zaciekawionym milczeniu przez kilka chwil, jego oczy podążały za każdym ruchem wyższego chłopca. Harry udawał, że tego nie widzi, gdy wbijał jajka do jednego garnka i umieścił go na kuchence, zapalając ogień i dorzucając do środka łyżkę masła.
- Powinienem się martwić? Nie zamierzasz mnie otruć ani nic, prawda? – zapytał Louis, podnosząc słoik z cynamonem i wąchając go.
- Hej, ty jesteś tym, który kazał mi przygotować śniadanie! – Harry oskarżycielsko machnął trzepaczką w kierunku Louisa.
- Nie odpowiedziałeś na moje pytanie – powiedział Louis, a po chwili zastanowienia wyciągnął cynamon. – Wyzywam cię, byś zjadł łyżeczkę tego.
Harry prychnął, wyłuskując słoiczek z palców Louisa.
- A ty myślałeś, ze chciałem cię otruć – mruknął, z powrotem zakręcając zakrętkę i oddając słoik w ręce Louisa.
Louis wzruszył ramionami i zgarnął słoik z gałką muszkatołową i Harry nie mógł zrobić nic innego, jak tylko przewrócić oczami. Był jak pięcioletni dzieciak, który chciał dotknąć i spróbować wszystkiego, co wpadło mu w ręce. Harry nie chciał się do tego przyznać, ale to było jakby… urocze.
Harry’emu zajęło dwadzieścia minut przygotowanie śniadania dla Louisa (zajęłoby piętknaście, gdyby Louis bez przerwy nie pytał się „co to jest?”, „myślę, że to się pali” i „mogę pomieszać?” – nawet świecił się z radości, gdy Harry skinął głową i podał mu trzepaczkę) i choć Harry nie chciał wydawać się zbyt pewny siebie, był całkiem zadowolony z wyniku. Idealnie przeciął francuskie tosty w trójkąty, a jajka miały odpowiedni, maślano-żółty kolor. Nawet poszedł tak daleko, że pokroił kawałek banana i truskawek na tosty.
- Nie zamierzasz ułożyć z owoców uśmiechniętej buźki? – żachnął się Louis.
Harry’emu zajęło minutę uświadomienie sobie, że Louis żartuje.
- Nie ma za co – powiedział sarkastycznie, gdy Louis pokuśtykał do śniadania, siadając na stołku.
- Staraj się utrzymać tę postawę, a odzwierciedli się to w twoim napiwku – dokuczył Louis, odcinając róg chleba i starannie zgarniając kilka kawałków owoców, zanim podniósł widelec do ust. Żuł przez kilkka sekund, zanim jego twarz rozjaśniła się i skinął głową. – Mfm! Bardzo dobre! – powiedział, starając się mówić z ustami pełnymi jedzenia.
Harry wypuścił oddech, nie zdawając sobie sprawy, że go wstrzymuje i zagryzł wargi, aby powstrzymać się przed uśmiechaniem jak idiota.
- Tak, cóż… – wymamrotał niepewnie, nonszalancko wzruszając ramionami.
- 10 na 10, złota gwiazda, polecam – powiedział chaotycznie Louis, z zadowoloniem przełykając, a Harry zdecydowanie nie zauważył sposobu, w jaki jego jabłko Adama poruszało się kusząco, gdy to zrobił. – Czy wystarczająco połechtałem twoje ego?
Harry przewrócił oczami.
- Po prostu zamknij się i jedz – mruknął, starając się ukryć fakt, że w środku całkowicie promieniał z dumy.
Louis szczęśliwie się zobowiązał i następne kilk chwil milczeli, poza sporadycznym skrobaniem widelca po talerzu. Harry nie chciał stać tam i patrzyć, jak Louis je, ale naprawdę nie wiedział, co innego mógłby robić, więc niezręcznie patrzył na swoje nogi i czubkiem palca przesuwał po płytkach.
- Harry, mogę cię o coś zapytać? – spytał cicho Louis, przerywając pomiędzy kęsami jajecznicy.
Harry chciał wskazać, że Louis właśnie to zrobił, ale gdy uświadomił sobie, że ryzykowałby brzmieniem jak czyjś kiepski tata, szybko odgonił ten pomysł. Poza tym, wyraz na twarzy Louisa, taki nieznaczny i nieśmiały, powiedział mu, że to nie czas na takie gówniane żarty.
- Er, tak, jasne.
- Dlaczego zmieniłeś zdanie o mnie? – zapytał Louis.
Jego oczy rozszerzyły się trochę po tym, jak skończył mówić, jakby nie mógł uwierzyć, że to powiedział i wziął długi łyk soku pomarańczowego, jakby chciał dać sobie pretekst, by nie mówić.
- Dlaczego przyjąłeś mnie z powrotem? – wymamrotał Harry.
Louis potrząsł głową, prawie dłąwiąc się sokiem pomarańczowym.
- Nie, nie dawaj mi tych głęboko poetyckich „pytanie-za-pytanie” bzdur. Chcę odpowiedzi.
Harry starał się znaleźć coś do powiedzenia – prawdę lub po prostu to, co Louis chciał usłyszeć – ale nie mógł myśleć o niczym.
- Nie wiem – przyznał w końcu.
Louisowi nieco zrzedła mina, ale szybko zadał inne pytanie.
- Dobra, zatem zacznijmy od najprostszego pytania i wypracujemy sobie dalszą drogę.
- Czekaj, to znaczy, że masz więcej pytań? – wykrztusił Harry.
Louis skinął głową i wyciągnął kawałek banana pokrytego syropem klonowym na jego francuskich tostach, zanim wpakował go do buzi, odrychowo oblizując palce z syropu (i Harry na pewno nie czuje, jak jego dżinsy robią się niekomfortowo ciasne na ten widok).
- Więc, mam tu jedno, dość proste. Lubisz mnie? Chociaż trochę?
Harry zamrugał.
- Lubię cię… jak dokładnie?
- W każdy sposób, platonicznie lub nie.
- Um… pewnie – zaoferował Harry.
Louis przewrócił oczami.
- Jak przekonująco – powiedział matowym głosem. – Więc, kolejne pytanie. Czy chodzisz do wszystkich ludzi, których lubisz i nazywasz ich dziwkami i wszystko pieprzącymi kurwami?
- Hej! Nigdy nie nazwałem cię wszystko pieprzącą kurwą! – zaprotestował Harry.
Louis znacząco uniósł brew w odpowiedzi.
- Poza tym, myślałem, że te pytania na początku miały być łatwe – dodał sfrustrowany.
- Zawsze możemy wrócić do oczywistego pytania: dlaczego tu jesteś – powiedział Louis.
Harry pochylił się, by zgarnąć truskawkę z talerza Louisa, krzywiąc się, gdy Louis uderzył jego dłoń widelcem.
- Myślałem, że już to omówiliśmy – powiedział, sprawdzając dłoń w poszukiwaniu śladów przebicia.
Nic nie znalazł, ale wciąż czuł potrzebę przyciągnięcia ręki do piersi w ochronnym geście.
- Tak, powiedziałeś mi, że trener powiedział, że nie będzie mnie dzisiaj, a ty po prostu chciałeś mnie sprawdzić. Ale gdzie była ta sympatia w ten weekend? Wiedziałeś, że złamałem kostkę, ale zamiast przyjść wcześniej, czekałeś do dzisiaj i uciekłeś z lekcji, by się tu pojawić. Poza tym, dlaczego w ogóle gadałeś o mnie z trenerem dziś rano? Nie mielieśmy dzisiaj nawet treningu – powiedział Louis i Harry zastanawiał się, czy myślał o tej liście wcześniej, gdy rozmawiali w salonie.
Harry skrzywił się i przebiegł placami przez włosy, desperacko szukając jakiegoś kłamstwa, które nigdy by do niego nie przyszło.
- Po prostu martwiłem się o ciebie.
- Proszę cię – zaszydził Louis. – To tylko złamana kostka – mruknął.
Harry potrząsnłą głową.
- Nie, nie o twoją stopę – powiedział, a Louis zrobił się jeszcze bardziej ponury. – Wiem o twoim… wiem o twoim ojcu.
- Co z nim? – zapytał Louis, naciskając widelcem na truskawkę na swoim talerzu nieco zbyt mocno.
Harry zauważył sposób, w jaki całego jego ciało spięło się ochronnie i zmarszczył brwi.
- Wiem, że on… że cię krzywdzi.
- To śmieszne – prychnął Louis.
- Jesteś pokryty w pieprzonych siniakach. Widziałem je tamtej nocy, kiedy przyprowadziłem cię do domu. Są wszędzie.
- Dlaczego w ogóle zmieniałeś moje ubrania? – warknął Louis, odrzucając widelec. Uderzył głośno o krawędź talerza i Harry się skzywił.
- Byłeś ubrudzony ponczem, kompletnie zalany i miałeś złamaną kostkę. Przynajmniej mogłem cię nieco oczyścić – powiedział Harry.
- Nie, przynajmniej mogłeś nie robić nic. Dlaczego nie mogłeś trzymać się z dala od tego? – Ton Louisa był teraz bardzeij miękki i Harry prawie zastanawiał się, czy mówi do siebie.
- Chcę tylko pomóc – powiedział Harry po chwili ciszy.
Louis potrząsnął głową.
- To jest zbyt skomplikowane. Ludzie zawsze mają ten pomysł o maltretowaniu, jakby to było takie łatwie, po prostu wstać i odejść. Nie rozumieją tego.
- Więc wyjaśnij mi, proszę! – Ręka Harry’ego uniosła się, by złapać dłoń Louisa w swoją, ale powstrzymał się.
Louis myślał przez chwilę.
- Jeśli to zrobię, odpowiesz na wszystkie moje pytania szczerze i dobrowolnie? – zapytał.
Harry zamarł. Pytania Louisa okazały się wcześniej nie być łatwe w odpowiedzi i wątpił, że mógłby skłamać na każde pytanie, jakie Louis miał na myśli, ale zdecydował się przejść przez ten most, kiedy tu przyszedł.
- Tak, obiecuję.
Louis westchnął i zeskoczył z barowego stołka, podpierając się na kulach.
- Sprzątnij ze stołu i spotkajmy się w salonie. Mam ci coś do pokazania.
*użyto słowa „bone”, co może oznaczać zarówno „kość”, jak i „penis”
13
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz