4
Louis nie rozpoznawał już swojego życia ani trochę. To nie było tak, że minął drastyczny okres czasu, od kiedy zobaczył Liama i Nialla w księgarni. W zasadzie, były to zaledwie dwa dni. Ale od tego momentu, spędził on przesadną ilość czasu na Internecie, wyszukując i czytając artykuły o One Direction. Tym razem, nie oszukiwał nikogo, nawet swojej historii wyszukiwania. Wiedział, że szuka wszystkiego i niczego, co miało związek z Harrym Stylesem i sięgało to wysoko ponad zdrowy rozsądek.
Nie, żeby któraś z tych rzeczy była zdrowa, wnioskował Louis, albo rozsądna w tej sprawie. Zanim to wszystko się wydarzyło, nie miał on pojęcia, że kiedykolwiek wpadnie na sensację z X Factor, odrzuconą grupę One Direction, tak samo, jak nie mógł wyobrazić sobie, że odkryje w sobie niezdrową fascynację jednym z jej członków. Ale minął ledwo tydzień i Louis mógł niemal śmiać się z tego, jak oba te scenariusze doszły do nieprawdopodobnego spełnienia.
Zastanawiał się, czy Zayn miał rację. Może wszystko, czego potrzebował, to dobry seks. Nie była to myśl, której pozwolił utrzymywać się zbyt długo, zwłaszcza z Rosie na obrazku. To po prostu nie wydawało się właściwe; myśleć o zaspokajaniu swoich seksualnych potrzeb, kiedy miał malucha, o którego powinien dbać. Ale w tym samym czasie, to nie wydawało się sprawiedliwe. Nie mógł wyobrazić sobie życia w celibacie do końca swoich dni przez wzgląd na jego córkę.
Wciąż, może uciążliwe myśli, powiązane z Harrym, były przejawem jego czystej frustracji seksualnej. Był gejem, był tego pewien. Nieważne, ile razy uciszał Zayna za wyjawianie tego, Louis wiedział, tam głęboko w sobie, że podobają mu się inni faceci. Nawet kiedy umawiał się z Eleanor, zaczął się pewien rodzaj eksperymentu, coś jak testowanie wód. Ostatecznie, nigdy nie miał prawdziwej dziewczyny przed nią. Po prostu nigdy nie wyobrażał sobie, że jego pierwszy – i nieudany - związek z dziewczyną doprowadzi do ciąży i życiowego zobowiązania. Jednakże nigdy nie żałował Rosie czy jej istnienia, całe doświadczenie z Eleanor wystarczyło, by odwrócił się od kobiet całkowicie i nieodwracalnie. Faceci byli prości, zadecydował. I nie mogli zajść w ciążę.
To nie było sprawiedliwe, Louis skarżył się wewnętrznie po raz kolejny, że Harry stał się pierwszym, namacalnym facetem, którego pożądał. Harry nie powinien być nawet namacalny; dopiero przez jakiś okrutne zrządzenie losu, w połowie sławny, kędzierzawy chłopak wylądował w życiu Louisa ze swoimi dołeczkami, zielonymi oczami i tyłkiem, który błagał, by być…
Louis musiał przypomnieć sobie o oddychaniu, kiedykolwiek jego myśli groziły przekroczeniem danego progu. Pierwszą sprawą było pożądanie tyłów innego mężczyzny, ale inną było wyobrażalnie sobie potencjalnego kontaktu z jego tyłami.
Może zimny prysznic ostatecznie był czymś, czego potrzebował.
* * *
- Zatem, przeleciałeś kogoś w końcu? - Głos Zayna przebił się przez ciszę.
Louis prawie zakrztusił się lizakiem w swoich ustach i gorączkowo spojrzał na Rosie, która bawiła się stosem klocków na podłodze, kilka metrów dalej, z własnym lizakiem w buzi. Kiedy nie powtórzyła wulgarnych słów Zayna, odetchnął z ulgą; niczego nie usłyszała.
Spojrzał na Zayna, który rozciągnięty w poprzek kanapy, uniósł brew ku górze.
- Dobieraj słowa! - syknął. - Maluch w pobliżu!
Zayn uśmiechnął się figlarnie.
- Tak myślałem. Wyglądałeś, jakbyś ssał tego lizaka zbyt intensywnie.
- Ohyda. - Louis jęknął. - Wiśnia okazuje się być szczególnie wyśmienitym smakiem, więc przepraszam za delektowanie się moją słodyczą.
- Wyglądałeś, jakbyś delektował się tym bardziej, niż powinieneś – powiedział Zayn z uśmiechem, zmuszając Louisa do pacnięcia go żartobliwie w rękę ze swojego miejsca na podłodze.
Zarówno jak i Louis, Zayn miał wolny wieczór i, jak zwykle, spędzali go razem. Zayn wciąż nie miał szczęścia w czarowaniu sobie randek, co skłoniło go, dla odmiany, do zaproszenia Louisa i Rosie do jego mieszkania na obiad. Louis uwielbiał spędzać czas u Zayna; to przypominało mu o życiu przed Rosie, kiedy miał więcej czasu na włóczenie się dookoła i spędzanie nocy na kanapie najlepszego przyjaciela.
- Kiedy przyjedzie ta pizza? - spytał Louis, ignorując komentarz Zayna. On tylko wzruszył ramionami.
- Wkrótce, tak mi się wydaje – wymamrotał. - Rosie, robaczku, jesteś głodna?
Rosie spojrzała na nich na wspomnienie swojego imienia i przechyliła głowę w zamyśleniu. Potem wyciągnęła lizaka ze swoich ust, machając nim w kierunku Zayna i swojego ojca i pokręciła przecząco głową.
- Nie, robak! Iziak!
Louis zaśmiał się.
- Cokolwiek to znaczy.
Właśnie wtedy, telefon Louisa zaczął wibrować w jego kieszeni. Podskoczył na to nagłe wrażenie, zanim zrozumiał, co się dzieje. Wyciągnął telefon z kieszeni i zerknął na nieznajomy numer.
- Słucham? - przywitał się, przykuwając uwagę Zayna. - Och, cześć, Jacki. Co się dzie… O nie, to okropne! Bardzo mi przykro. Dzisiaj? O której? - Louis rozejrzał się dookoła pokoju, od Zayna po Rosie, po czym znów powrócił do Zayna. - Jasne, zaraz będę się zbierał. Wracaj do zdrowia, okej? Jasne, jasne, nie przejmuj się tym. W porządku, porozmawiamy później.
Louis rozłączył się i jęknął, szczypiąc nasadę swojego nosa.
- Co to było? - spytał Zayn. - Gdzie się wybierasz?
- To była Jacki, ma grypę żołądkową – wyjaśnił ze znużeniem. - Zastanawiała się, czy mógłbym przejąć jej zmianę dzisiaj wieczorem i normalnie bym tego nie zrobił, ale naprawdę potrzebuję pieniędzy w tym momencie i… - Zayn uniósł rękę, zatrzymując go i skinął ze zrozumieniem.
- Bez obaw, stary – powiedział, a Louis poczuł kwitnącą w nim wdzięczność. - Rosie i ja poradzimy sobie tutaj. Wciąż czekamy na pizzę i myślę, że mam kilka starych zabawek moich sióstr na tyłach, którymi może się pobawić.
- Jesteś święty, Zaynie Malik! - wykrzyknął Louis, wystrzelając z miejsca i pochylił się, by dać swojemu najlepszemu przyjacielowi niechlujnego całusa w policzek.
- Tak, tak – rzekł Zayn, obserwując Louisa, dającego Rosie pożegnalnego buziaka i kilka ostrzeżeń o zachowanie. - Po prostu obiecaj, że zaliczysz kogoś dzisiaj wieczorem.
- Nic nie obiecuję! - ogłosił, wybiegając z mieszkania Zayna.
* * *
Potrzebujesz pieniędzy. Potrzebujesz pieniędzy.
Louis powtarzał swoją mantrę w głowie na okrągło, przez całą noc, przypominając sobie, że pracownie na tej niespodziewanej zmianie przyniesie mu zysk. Niemniej, nie pomagało to prostemu faktu, że Zayn spędzał czas z Rosie, a on nie. Było to niemalże żałosne, jak bardzo kochał przebywać ze swoim robaczkiem i jak mało czasu mógł wytrzymać bez niej.
Ale w tym momencie, pozostawało tylko trzydzieści minut do końca jego zmiany. Potem będzie mógł odebrać Rosie od Zayna, może pozwoli na krótką dobranockę przed snem ze swoją małą dziewczynką, a potem pójdą spać.
Na szczęście, ostatnie pół godziny wieczoru było praktycznie martwe i jego sektor był pusty, z wyjątkiem jednego klienta, jedzącego przez cały czas tylko swoją przekąskę. Jednakże to zapewniło Louisowi możliwość policzenia napiwków i przypisaniu ich do rejestru. Nie była to koniecznie gówniana noc napiwków, ale mogło być lepiej.
Louis przeliczał ostatnie drobniaki, kiedy poczuł, jak ktoś zaczepia go z boku. Normalnie by się nawet nie wzdrygnął, bo Zayn był jedynym z intencjami do przeszkadzania mu podczas pracy. Ale wiedząc, że Zayna tutaj nie było, nie mógł nawet wyobrazić sobie, kto mógłby go szturchać, ubiegając się o uwagę. To nie było też tak, że nie był dostatecznie blisko z resztą załogi. Kiedy obrócił się, mógłby przysiąc, że zapomniał, jak się oddycha i stoi w pozycji pionowej.
- Harry – wyszeptał na bezdechu.
Rzeczywiście, blady chłopak stał przed nim z jasnymi, zielonymi oczami, tak głębokimi i kuszącymi, że Louis był pewien, że mogą pochłonąć go całego. Jego głowa pochylona była lekko w prawo i miał on głupkowaty rodzaj uśmiechu na twarzy, unosząc kąciki ust i ukazując dołeczki, które Louis zapamiętał aż za dobrze. Nie pomagały jego loki, delikatnie opadające na czoło, czyniąc go jeszcze bardziej rozkosznym.
Czy legalnym było poczucie pociągu seksualnego do czegoś tak uroczego?
- Lou – odrzekł prosto, jego głos był luźny. - Pomyślałem, że przetestuję moje szczęście, przychodząc do restauracji dzisiaj. Zgaduję, że jestem niezłym szczęściarzem, no nie?
Oddech Louisa zatrzymał się w gardle, gdy rozejrzał się dookoła. Był wdzięczny, że restauracja była tak spokojna; dzięki temu, nie musiał on dzielić uwagi Harry’ego z nikim innym.
- Tak – zdołał wydusić Louis. - Co ty tutaj robisz?
Harry uśmiechnął się szeroko, ale przeniósł ciężar ciała z jednej nogi na drugą, wkładając niezręcznie ręce do kieszeni. Przygryzł swoją dolną wagę – było to coś, co groziło kompletnym załamaniem się Louisa.
- Ja, um, obiecałem ci, że cię odwiedzę – wymamrotał wolno, ze wzrokiem utkwionym w swoich Conversach. Następnie uniósł głowę, natrafiając na spojrzenie Louisa. - Czy to w prządku?
To było dziwne, widzieć Harry’ego tak zakłopotanego i niepewnego siebie; to nie był chłopak, którego Louis obsługiwał po raz pierwszy tydzień temu, czy też na którego natknął się w sklepie spożywczym. Ale zamiast bycia niepodnieconym, Louis rozpracował tę sprawę w jakiś pieszczotliwy sposób. Nagle, był on bardziej pociągający, niż kiedykolwiek.
- Bardziej niż w porządku – zapewnił Louis, a Harry uśmiechnął się głupio w odpowiedzi. Obejrzał się, zanim znów przemówił. - To jest, um, więc, tak jakby, pracuję teraz.
Tym razem nadeszła kolej Harry’ego, by oglądnąć się i przeczesać wzrokiem ich stosunkowo puste otoczenie. Uśmiechnął się.
- Naprawdę?
Czując się śmiało, Louis trącił Harry’ego w ramię. Trochę zaskakująco twarz młodszego chłopaka rozpromieniła się w odpowiedzi.
- Tak. I obawiam się, że nie mogę poświęcić ci całej mojej uwagi w tym momencie.
Harry upozorował zmarszczenie brwi.
- To denerwujące. Myślałem, że jestem twoim oczkiem w głowie.
- Co za tekst. - Louis wyśmiał go, jednak musiał przygryź swoją wargę, powstrzymując się przed szaleńczym uśmiechem. - Słuchaj, dlaczego po prostu nie podejdziesz do baru, usiądziesz za nim i poczekasz, aż skończę? Może zobaczysz coś, co ci się spodoba?
- Nie powinieneś być taki pewny siebie – powiedział ochryple Harry, kierując się w stronę baru. - No dalej, nie pozwól mi czekać.
Louis wywrócił oczami i kontynuował liczenie napiwków, czując się znacznie lżej, niż kilka chwil wcześniej. Przez następne trzydzieści minut, z zawrotną szybkością zajmował się pozostałymi zadaniami, czując się ważny, a także niespokojny pod bacznym spojrzeniem Harry’ego znad baru. Okazjonalnie łapali kontakt wzrokowy, za każdym razem, gdy Louis zerkał w jego kierunku i dzielili się niezręcznym machnięciem ręki albo unoszeniem brwi. Cała ta sytuacja wydawała się raczej dziecinna, w ten sam sposób zachowywali się dzieciaki na boisku szkolnym przy swoich sympatiach. I to nie było tak, że Louis był koniecznie zauroczony Harrym. Był on tylko nieco – okej, trochę więcej, niż nieco – zainteresowany drugim chłopakiem. Ale jak można było się oprzeć komuś tak intensywnemu i czarującemu?
Frustracja seksualna jeszcze nigdy nie była bardziej irytująca.
- Oj, ociągasz się – zawołał Harry znad baru z oczami migoczącymi z wesołości.
- Och, zamknij się. - Louis odwrócił się, tylko trochę zaskoczony, jak wygodne i znajome było ich przekomarzanie.
Kiedy wszystko było już zrobione, ostatni klient wyszedł, krzesła zostały ułożone przy ścianach i wszystko było skrupulatnie czyste, a Harry był jedyną osobą, siedzącą w całej restauracji, Louis zebrał swoje rzeczy z zaplecza i nerwowo skierował się do wyjścia z placówki, kiwając na Harry’ego, by za nim podążył. Chłopak tylko uśmiechnął się na ten gest i, nagle, jedyne, co Louis mógł usłyszeć, to oszalałe bicie swojego serca.
Co teraz miało się wydarzyć? Nie było to kompletnie poza granicą rozsądku Louisa, by zacząć przebiegać przez wszystkie prawdopodobne scenariusze tego wieczora. Dlatego Harry był tutaj, a tym bardziej, dlaczego czekał na Louisa, aż skończy swoją zmianę i dlaczego teraz kierował się z nim na zewnątrz? Nie miał lepszego miejsca, w którym mógłby być, czyjegoś towarzystwa, którym mógłby się cieszyć?
Louis starał się zachować te myśli na zimnym ogniu, w bezpiecznej odległości od przodu swojego umysłu, podczas gdy opuścili oni restaurację. Ale zamiast zatrzymać się tam, na ulicy, gdzie wszyscy mogli ich zobaczyć, skręcił w lewo i poprowadził ich do alejki, tuż obok budynku. Odważył się wchodzić tam tylko, gdy Zayn potrzebował przerwy na papierosa, ale w końcu mógł docenić tę wąską, ciemną i daleką od ciekawskich spojrzeń uliczkę. Na szczęście, Harry nie zamierzał kwestionować motywów Louisa.
Stojąc w bocznym przejściu, Louis mógł oddychać trochę łatwiej. Odwrócił się, odnajdując uśmiechającego się Harry’ego.
- To miejsce, do którego przyprowadzasz każdego faceta, z którym się spotykasz? - zapytał Harry z uniesioną do góry brwią w rozbawieniu.
Louis zignorował jego komentarz i zanim mógł skontrolować, co mówi, słowa same wypłynęły z jego ust.
- Czego ode mnie chcesz?
Twarz Harry’ego nieznacznie spochmurniała, słysząc arogancką odpowiedz Louisa. Natychmiastowo, Louis poczuł się jak największy dureń na świecie.
- Przepraszam, miałem na myśli… – próbował się poprawić, ale Harry mu przerwał.
- Jesteś zainteresowany mną, prawda? - odrzekł od niechcenia Harry i Louis był wstrząśnięty, jak spokojnie podszedł do tego pytania. - To znaczy, to wcześniej, w restauracji, to był flirt, nieprawdaż? To nie tylko moje odczucie?
Louis szczerze nie wiedział, jak na to zareagować. Jak mógł on wyrazić zasięg, w jakim Harry ostatnio okupował jego umysł bez brzmienia jak bredzący wariat? Nie chciał odpychać chłopaka, ale nie wiedział też, jak zachować się w tej sytuacji. Co dokładnie Harry chciał zaproponować?
- Może… Zgaduję… Nie… Nie jestem pewien – Louis zacinał się, rozbawiając Harry’ego. - To jest naprawdę dziwne i… Ja jestem ojcem! - Te ostatnie słowa wypłynęły z jego warg bez zahamowania.
Harry patrzył na niego, zaciekawiony, a jego twarz odmawiała okazania jakichkolwiek emocji. Ale kilka momentów upłynęło, zanim wzruszył ramionami i powiedział:
- Wiem. Liam i Niall mi powiedzieli.
No jasne, pomyślał Louis. Powinien być zdenerwowany tym, że Harry wiedział? To nie był jakiś duży sekret w zasadzie, ale może miało to większe znaczenie dla Harry’ego, niż przypuszczał.
- Ale nie obchodzi mnie to – kontynuował Harry. - Jestem pewien, że jest świetną dziewczynką, ale szczerze mówiąc, ta mała ciekawostka nie zmienia faktu, jak zajebiście uroczy jesteś.
Louis poczuł się tak, jakby był chory. Nikt nie odnosił się do niego w taki sposób przez długi czas, chyba że wliczymy do tego pijanego, zidiociałego Zayna, którego Louis nie brał pod uwagę.
W głowie mu się zakręciło, kiedy wyrzucił kolejny, głupi komentarz.
- Tak, okej, ale jesteś sławny.
Na to zdanie, Harry zaśmiał się. Był to ordynarny odgłos, ale taki, który Louis docenił za brak ograniczeń i beztroskę. Louis nie był pewien, czy kiedykolwiek poznał kogoś w miarę szczęśliwego i strapionego w jednym momencie.
- Nie bardzo – odparł Harry po uspokojeniu się. - Kogoś, kto nie może zdobyć kontraktu płytowego nie można do końca nazwać sławnym.
Louis nabrał dużego haustu powietrza do płuc, starając się odzyskać swój rozum w rozwijającej się przed nim sytuacji. Był w alejce. Właśnie teraz. Z Harrym. Harrym Stylesem. Harrym Stylesem z One Direction. Harrym Stylesem z One Direction, który stał przed nim, Louisem Tomlinsonem, z przechyloną głową, zarumienionymi policzkami i dużymi, niewinnie wydającymi się oczami, wpatrującymi się w niego z jakimś rodzajem emocji, której nie mógł rozpracować. Jakby nic z tego nie miało mieć żadnego znaczenia.
- Jasne, ale wciąż…
- Spójrz, - Harry wtrącił ponownie, tym razem brzmiąc na bardziej rozdrażnionego niż zazwyczaj – Louis. Chodzi o to, że jestem tobą zainteresowany, okej? I po sposobie, w jaki teraz patrzysz na mnie, mogę wywnioskować, że jest to obustronne. Nie szukam niczego poważnego i oceniając cię po fakcie, że jesteś ojcem, zgaduję, że ty również. Zatem, mamy dwie wspólne rzeczy. Teraz nie wiem, skąd pochodzi twoje wahanie, albo jaki rodzaj paniki ci grozi, ale gwarantuję ci, że nie proszę cię o nic innego, jak tylko wspaniały wieczór. Byłeś w moim umyśle, od kiedy zobaczyłem cię w zeszłym tygodniu i naprawdę doceniłbym, gdybyś mógł z niego po prostu zniknąć. Więc po prostu zróbmy to i miejmy to za sobą.
Gardło Louisa nagle stało się lepkie i nieswoje. Ledwo był w stanie zarechotać.
- Ale jesteś hetero.
Poczuł ulgę, kiedy twarz Harry’ego złagodniała i pojawił się na niej uśmiech.
- Nie do końca.
To było to. To było wszystko, co Louis potrzebował usłyszeć. Oczywiście, nic z tego nie miało sensu, ale w tym momencie, jednak miało. Nie zorientował się nawet, że Harry chwycił jego dłoń w swoją i zataczał lekkie wzory na jego skórze, wysyłając małe wstrząsy energii elektrycznej przez jego zdenerwowany organizm.
- U mnie, czy u ciebie? - spytał Louis z głosem chrapliwym i pogrubionym z pragnienia.
Harry uśmiechnął się, z oczami nieczytelnymi, a zarazem ponętnymi. Ścisnął dłoń Louisa mocniej, zanim ją puścił.
- Moje mieszkanie to kiepska opcja, od kiedy dzielę je z Liamem i Niallem. Zgaduję, że masz opiekunkę do dziecka, skoro pracowałeś dzisiaj wieczorem – dumał Harry. - Więc, może u ciebie. Prowadzisz?
- Tak – odpowiedział Louis z głową pulsującą z dziwności tej sytuacji. To było to. To miało się wydarzyć.
- Świetnie – odrzekł zwyczajnie Harry. - Rozpracowałem to. Inaczej bym tutaj nie przyszedł.
- To aroganckie z twojej strony – oznajmił Louis, czując się bardziej odważnie i bardziej jak on sam. - Pozwól mi tylko wysłać krótkiego smsa.
- Śpiesz się – jęknął Harry i Louis naprawdę nie mógł zignorować, jak niecierpliwie i zmysłowo zabrzmiał.
- Jasne – rzucił lekceważąco, wyciągając telefon ze swojej kieszeni. Przeskakiwał swoje kontakty szybko, zanim wystukał krótką wiadomość do Zayna, która, miał nadzieję, mówiła wszystko, co powinno być powiedziane w tym momencie.
Coś mi wypadło, do jutra.
Skrzywił się na myśl o zostawieniu Rosie na noc, ale wiedział, że Zayn będzie bardziej zainteresowany, gdy dowie się o wszystkim. Spojrzał na Harry’ego, który opierał się o brukową ścianę z rękami założonymi na piersi. Wymienili uśmiechy.
- Załatwione?
- Załatwione – powiedział ostatecznie Louis, biorąc Harry’ego za rękę i wyciągając go z uliczki, odłożył swoje nieuniknione załamanie nerwowe na następny ranek, w zamian cicho dziękując Jacki za niefortunną walkę z grypą żołądkową.
4
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz