sobota, 25 stycznia 2014

921

18

Ku zaskoczeniu Harry’ego, Zayn był bardziej niż szczęśliwy, by towarzyszyć mu w drodze. W zasadzie, z nich dwóch był bardziej entuzjastyczny. Pojawił się u Harry’ego w piątek wieczorem o piątej, by go odebrać i gdy tylko Harry rzucił okiem na tylne siedzenie, zobaczył, że Zayn spakował coś, co wyglądało jak roczny zapas czipsów i napojów energetycznych, plus obsceniczna ilość papierosów. Pomimo posiadania GPS na desce rozdzielczej, przyniósł także trzy różne mapy.
Harry otworzył usta, by wyśmiać, jak komicznie przygotowany był jego przyjaciel, ale szybko zrezygnował, gdy przypomniał sobie, że Zayn robi to, aby mu pomóc.
- Gotowy? – zapytał zamiast tego, sięgając na tylne siedzenie i wyciągając paczkę czipsów.
Zayn skinął głową, zatrzymując samochód przy krawężniku, a mechaniczny żeński głos jego GPS zaszczekał wskazówkami, gdy tylko wyczuł ruch.
- To będzie takie niesamowite. Nic tylko ja, droga i mój najlepszy kumpel – powiedział Zayn, próbując żartobliwie szturchnąc Harry’ego w ramię, nie spuszczając wzroku z drogi. Nie trafił i zamiast tego przypadkowo trafił go w sutek, ale nie zauważył tego.
- PRZEGAPIONY ZJAZD. NAWRÓĆ. NAWRÓĆ. – Skarcił go GPS, najwyraźniej bardzo niezadowolony z tego, że Zayn postanowił jechać główną drogą, zamiast wybrać mały zjazd, który zasugerowała.
- Nie zapominaj o prowadzącej pani. – Harry przypomniał mu, znacząco pstrykajac palcem w obudowę GPS.
Zayn pacnął dłoń Harry’ego, odganiajac go od GPS’a należącego do jego rodziców, mrucząc coś w rodzaju: „Mój tata mnie zabije, jeśli to będzie miało jedną cholerną rysę”. Wydawało się, że coś mu się przypomniało, gdy wspomniał o rodzicach, bo zmarszczył brwi z zakłopotaniem.
- Jaką wymówkę dałeś swojej mamie?
- Powiedziałem jej, że spędzam ten weekend z tobą, by wkuwać do testu z matmy na poniedziałek. Więc technicznie nie jest to kłamstwo; będę z tobą w ten weekend i mamy test w poniedziałek – zauważył Harry.
Zayn skinął głową.
- W porządku. Przy okazji, jeśli moi rodzice spytają, spędzaliśmy ten weekend w Surrey, by iść na weekendowe seminarium mikrobiologa.
- Tak, okej – powiedział Harry, starając się nie krzywić na samą myśl siedzenia przez trzy dni na wykładach o mitozie lub czymkolwiek z piekelnej mikrobiologii skokowej.
Jechali przez chwilę w milczeniu. Nawet GPS milczał; zamknął się, gdy wyjechali na autostradę, odzywał się tylko raz na pięć minut, aby przypomnieć im o zjeździe za jakieś 200 kilometrów. Harry prawie zasypiał, kiedy Zayn odezwał się ponownie.
- Hej, Harry? – zaczął niepewnym i cichym głosem, jakby bał się zadać pytanie. – Może to nie moja sprawa lub coś, ale… Co zamierzasz powiedzieć? Mam na myśli Louisa.
I oto było: pytanie, którego Harry starannie unikał, odkąd zaproponował tę podróż. Chodził dookoła tego na paluszkach, ponieważ naprawdę nie miał pojęcia. Ledwo sobie potrafił wytłumaczyć, dlaczego robi to wszystko; jak zatem na to wytłumaczyć komuś innemu?
Poza tym im więcej o tym myślał, tym więcej problemów pojawiało się w jego głowie. Louis właśnie spakował się i wyjechał bez żądnego pożegnania. Nawet kurwa nie napisał do Harry’ego i to bolało najbardziej. Gdzieś tam była część Harry’ego, która wiedziała, że nie mógł naprawdę obwiniać Louisa; jakby nie było, Harry wiele razy był dla niego kompletnym dupkiem i nie miał całkowitej pewności, czy w ogóle zasłużył na kolejną szansę od Louisa, nie ważne, jak bardzo jej pragnął. Ale wciąż była jakaś część niego, która czuła, że między nim a Louisem było w porządku – spędzili razem cały dzieć u Louisa, oglądając filmy, całując się i flirtując w nieskończoność i wtedy nic nie wydawało się być źle. Louis zachowywał się zupełnie normalnie. Jeśli cokolwiek było lepiej niż zazwyczaj, to dlaczego Louis tak nagle się od niego odciął?
Zrozumienie uderzyło Harry’ego niczym cios w gardło i przez sekundę zastanawiał się czy będzie chory.To było dokładnie to, co zrobił Louisowie pół tuzina razy, prawda? Flirtował z nim, całował go, piperzył go, dbał o niego, sprawiał, że czuł się jakby był tam dla niego, a potem po prostu odwracał się do niego plecami. Tylko, że Harry był gorszy; nie odwracał się tak po prostu, ale także obrażał go i oskarżał o rzeczy, których nie był winien – celowo starał się zranić Louisa, odepchnąć go. A robił to, ponieważ nie chciał uznać faktu, że czuł coś do innego chłopaka.
- Harry? – mruknął cicho Zayn, zmuszając Harry’ego do odpowiedzi na wcześniejsze pytanie.
Harry milczał jeszcze przez chwilę.
- Przepraszam – powiedział cicho, wpatrując się w swoje nogi.
- W porządku, nie musisz na nie odpowiadać ani ni… – zaczął Zayn.
Harry przerwał mu, kręcąć głową.
- Nie, to jest to, co mam zamiar powiedzieć Louisowi. „Przepraszam”.
Przez chwilę Zayn wyglądał na zdezorientowanego, ale potem po prostu skinął głową i patrzył prosto przed siebie, na drogę, decydując się nie pytać i za to Harry był mu dozgonnie wdzięczny.
- Wiesz, tak naprawdę też mam ochotę na kogoś – powiedział Zayn jakiś czas później, decydując się wypełnić ciężkie milczenie rozmową.
Harry był zadowolony, że ma coś na rozproszenie uwagi, coś, co utrzyma go od ponownego zatonięca w myślach.
- Mów – powiedział, unosząc nieśmiało brew.
Jeśli ma być szczery, by pewien, że już wiedział; widział Zayna spędzającego podejrzanie dużo czasu z blondynką z lekcji angielskiego – jeśli Harry przypomni sobie dokładnie, nazywała się Perrie czy coś w tym stylu – ale postanowił pozwolić wygadać się Zaynowi.
Zayn skinął niezręcznie głową.
- Mm. To znaczy, nie pieprzyliśmy się jeszcze na boisku ani nic, ale zgaduję, że nie wszyscy mogą być tak czarujący jak ty – zażartował.
Harry przewrócił oczami, zgniatając pustą torbę po chipsach i rzucając nią w głowę Zayna.
- Och, zamknij się – mruknął z uśmiechem na twarzy. – Dalej, Zaynie, musisz mi dać jakieś szczegóły. Co do tej pory zrobiłeś?
Zayn strzepnął sól i resztki czipsów z kurtki, dąsając się, sprawdzając ostrożnie stan skóry, nie odrywając na zbyt długo wzroku od drogi.
- To nie tak. Jesteśmy teraz niby tylko przyjaciółmi. Mam na myśli, ja chcę więcej, ale nie wiem, czy uczucie jest odwzajmnione, wiesz?
- Och, daj spokój. Od kiedy jesteś zbyt nieśmiały, by wykonać ruch? – prychnął Harry. – Zawsze dostajesz numery na imprezach.
- To co innego; nie chcę, żeby to był przypadkowy seks. Mam na myśli, jeżeli to wszystko, co mogę z tego mieć, to z przyjemnością to wezmę, ale chcę spróbować prawdziwego związku – powiedział Zayn.
Jego oczy były duże i uduchowione, kiedy mówił i Harry zastanawiał się, czy tak powinni wyglądać, kiedy myślą o osobie, którą lubią. Zastanawiał się, czy Louis kiedykolwiek wyglądał w ten sposób, kiedy myślał o Harry’m, ale ta myśl sprowadziła jego umysł na niebezpieczne terytorium, więc odwrócił swoją uwagę, wracając do rozmowy.
- Cóż, nie masz nic to stracenia. Prawdopodobnie będziesz później żałował, jeśli się nie odezwiesz – powiedział Harry, starając się być pomocny, ale nie miał żądnego pojęcia, co ma na myśli.
- To bardziej skomplikowane – powiedział Zayn, kręcąc głową.
- Przestań być taki tajemniczy i powiedz mi, kto to jest. – Nalegał Harry, kiedy jego ciekawość wreszcie osiągnęła krytyczny punkt.
- Musisz przysiąc absolutną tajemnicę. Jeśli powiesz jakiejkolwiek duszy, włamię się do twojego domu w nocy i ogolę twoje ukochane loki we śnie. I być możne cię nimi nakarmię, w zależności od tego, jak wielu osobom powiesz – ostrzegł Zayn.
Harry skrzywił się, ale nie protestował.
- Tak, rozumiemi i zgadzam się z warunkami, bla, bla. Mów.
Zayn westchnął i zamknął na chwilę oczy, a potem przypomniał sobie, że prowadzi samochód i szybko je otworzył.
- Ee, cóż… to Liam.
Harry zamrugał, patrząc na Zayna, którego wyraz twarzy nic nie wyrażał. Dobrze go usłyszył? Starał się myśleć o jakiejkolwiek dziewczynie imieniem „Leah” w swojej szkole, ale nie mógł żadnej wymyślić.
- Um? – powiedział niepewnie, nie wiedząc, czy mógł prosić Zayna, by powtórzył.
- Liam Payne. Jest w drużynie piłki nożnej – powiedział Zayn.
Harry zauważył, że jego ręce były mocno zaciśnięte na kierownicy, ścięgna napięte i dobrze widoczne przez skórę, a jego palce były sinobiałe.
- Oh. Więc jesteś… – Harry pozwolił sobie nie kończyć zdania, rzucając znaczące spojrzenie, choć Zayn nadal patrzył na drogę.
- Nie. Przynajmniej, nie wydaje mi się. Nie wiem, mam na myśli, to tylko on, nigdy nie miałem ochoty na innych kolesi. On jest wyjątkiem, tak myślę. – Zayn wzruszył ramionami.
Harry skinął głową.
- Cóż, jest całkiem niezły. Ma niezłe mięśnie, dobre bicepsy i jest bardzo silny. Założę się że dobrze się pieprzy.
Zayn nacisnął na hamulec na tyle mocno, że Harry rzucił się do przodu.
- Zamknij się! – Zayn krzyknął głosem tak wysokim i niepewnym, jakby panikował.
Samochody za nimi zatrąbiły w proteście, a Zayn szybko nadepnął pedał gazu. Harry z powrotem osunął się na siedzenie, śmiejąc się tak bardzo, że praktycznie rechotał, ręce trzymając na bokach, ponieważ jego brzuch bolał go tak bardzo od ataku śmiechu.
- Jesteś najgorszy. – Narzekał Zayn, gdy śmiech Harry’ego zciszył się do miękkiego chichotu.
- Założę się, że nie. Znajdziesz się na moim miejscu, jestem pewny. – Harry uśmiechnął się i tym razem, gdy Zayn sięgnął, by uderzyć go w ramię, trafił w swój cel – i znaczącą siłą.
- Mam na myśli, wiesz. Ogolę ci głowę, jeśli piśniesz słowo. – Podkreślił Zayn.
Harry wzruszył nonszalancko ramionami.
- I tak myślałem o zmianie fryzury. Krótkie były by w porządku. Poza tym, Liam obciął je tak w zeszłym roku, prawda? Może pasowalibyśmy do siebie.
- Oficjalnie mam cię dość.
- To dobre białko.*
- Kutas.
- Ale jestem twoim kut… Czekaj, to nie brzmi dobrze.

-x-

Dwie i pół godziny póxniej w końcu zdołali znaleźć adres podany w dokumentach Louisa (Zayn twierdził, że byłyby to dwie godziny, gdyby Harry nie rozpraszał go, szydząc z GPS’a, który starał się podawać mu wskazówki, przez co przegapił zjazd i wszystko pieprząc. Harry utrzymywał, że i tak Zaynowi zajęło pół godziny szukanie innej drogi, ponieważ wciąż słuchali tego cholernego GPS’a.)
Dom wyglądał dość miło – uroczy i przytulnie wyglądający bliźniak, ściśnięte pomiędzy kilkanaście innych, wyglądających mniej więcej tak samo domów. Kilka zabawek było rozrzuconych po podjeździe, takich jak fioletowe hula-hop i różowy rower z fioletowymi serpentynami przypocowanymi do kierownicy. Kobieta, bardzo podobna do Louisa, wysunęła głowę przez drzwi, marszcząc brwi na zabawki rozrzucone po całym podwórku, zanim przewróciła oczami, poddając się i pozostawiając je tam, wracając do domu.
Harry, który wciąż siedział bezpiecznie w aucie zaparkowanym po drugiej stronie ulicy, przełknął ciężko.
- Tak, myślę, że to tutaj.
- Zatem idź! Wynoś się z mojego samochodu i idź z nim pogadać! – nalegał Zayn.
Palce Harry’ego zacisnęły się na klamce, ale nie mógł zmusić się, by ją przesunąć.
- Nie mogę. Pochoruję się.
- Tym bardziej otwórz drzwi. Jeśli będziesz rzygać w moim samochodzie, to ty będziesz to wycierał i płacił za rachunek na oczyszczanie na sucho. – Ostrzegł Zayn.
Harry puścił klamkę i na tyle osunął się na siedzeniu, że był bezpiecznie ukryty przed każdym z przechodniów.
- Zmieniłem zdanie. Zabierz mnie do domu.
- Ale ty nawet nie… – zaczął Zayn.
- Powiedziałem, zabierz mnie do domu! – Harry przerwał, zaciskając dłonie w pięści.
Przez chwilę było niesamowicie cicho; Harry wciąż siedział nisko w fotelu, a Zayn pozwalał swoim dłoniom odpocząć na dźwigni zmiany biegów. Harry starał się nie myśleć o tym, że Louis był tak blisko, praktycznie na wyciągnięcie ręki, ponieważ to go przerażało. Louis nic mu nie zawdzięczał; nic go nie powstrzyma przed zatrzaśnięciem drzwi przed nosem Harry’ego, zanim ten powie chociaż jedno słowo.
- Nie – powiedział nagle Zayn twardym głosem. – Włamałem się dla ciebie do gabinetu trenera Higginsa, przeszukałem dla ciebie poufne szkolne dokumenty, okłamałem swoich rodziców i przyjechałem dla ciebie do Doncaster, a teraz zmuszę cię, byś tam wszedł. Dla ciebie. Ponieważ cholernie dobrze wiesz, że później się znienawidzisz, jeśli stchórzysz i odejdziesz.
Harry westchnął i zmarszczył brwi. Tak, Zayn miał rację, ale to nie zmieniało faktu, że Harry wciąż nie mógł zmusić się do pójścia w kierunku drzwi.
- Okej, spróbuję innego podejścia. Wypierdalaj z mojego samochodu, bo jeśli nie, będę trąbić tak długo, aż Louis nie wyjdzie z domu i tutaj nie przyjdzie – postanowił Zayn.
Harry poczuł, że się pali.
- Ty zdradziecki, mały draniu! – syknął, ale nie był w stanie sprawić, by w jego głosie naprawdę był jad.
- Robię to dla ciebie, kolego. Raz… – zaczął, podnosząc rękę, by dosięgnąc klaksonu. – Dwa…
- Jezu, dobra! – rzucił Harry, działając pod wpływem zwykłej paniki.
Gdy tylko Harry zamknął drzwi, usłyszał, jak Zayn je zablokował.
- Napisz do mnie, kiedy wasza dwójka skończy, to przyjadę i cię odbiorę – powiedział, opuszczając szybę na tyle, by móc przez nią mówić.
Harry zmarszczył brwi i otworzył usta, by zapytać gdzie Zayn jedzie, ale zanim zdążył powiedzieć słowo, Zayn zjechał już w dół ulicy.
Na drżących kolanach i chwiejnych nogach, Harry zassał głęboki oddech i przeszedł przez ulicę na podjazd. Jego stopa zahaczyła niezręcznie o łańcuch małego, różowego roweru, przez co upadł, posyłając rower w poprzek chodnika i pozostawiając obdratymi jego dłonie i podbródek, ale był zbyt zdenerwowany, by poprawnie zarejestrować ból. Czuł kawałki żwiru wbite w jego skórę, ale było to tak, jakby mózg opychał te informacje, bo w tej chwili był zbyt zajęty panikowaniem, by rozważać cokolwiek innego.
Harry szybko podniósł się z ziemi, rozglądając się dookoła, by upewnić się, że nikt go nie widział. Otarł kurz rękawe koszuli, uważając, aby trzymać swoje zadrapane dłonie z daleka od wszystkiego, co mogłoby je podrażnić i przeszedł przez podjazd, naciskając na dzwonek z taką siłą, jakby chciał się go zgnieść.
- Louis, możesz otworzyć drzwi? – Harry usłyszał kobiecy głos wołający ze środka; dźwięk uciekał przez pobliskie otwarte okno.
- Nie! Zostań, Lou! – jęknął głos małej dziewczynki.
- Daisy, puść swojego brata i pomóż mi przy kolacji. Możesz mieszać! – zaoferała kobieta I Harry usłyszał wysoki pisk radości i małe kroczki szurające po podłodze.
Harry pozwolił sobie zastanawiać się przez chwilę, czy ma wystarczająco dużo czasu, by uciec, zanim ktoś otworzy drzwi, ale jego nadzieje legły w gruzach, gdy drzwi się otworzyły, ukazując Louisa, wyglądającego na dość wyczerpanego.



*w oryginale pojawia się gra słów; to, co powiedział Zayn, można przetłumaczyć także jako “karmię/nakarmię cię” stąd właśnie odpowiedź Harry’ego


18

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz