12
Perspektywa Zayna:
Zayn leżał na kanapie ustawionej w zimnym kącie hollu. I to niestety nie było tak wygodne, jak mogłoby się wydawać, mimo tych wszystkich wielokolorowych kwiatów, którymi była udekorowona. W zasadzie, była zbyt mała, zbyt lepka i nie taka, jak jego łóżko w domu. Ale, gdy Zayn zwinął się w kłębek, chowając twarz w poduszkę, doszedł do wniosku, że musi to zrobić.
Wrócił do hotelu około pół godziny temu, ale kiedy uświadomił sobie, że pokój był pusty, cóż, nie miał problemu z domyśleniem się, gdzie jest Harry. I chociaż był dumny z niego i jego osiągnięć, było kilka bardziej przygnębiających rzeczy, kiedy leżysz sam w łóżku, wiedząc, że tylko kilka metrów dalej twój najlepszy przyjaciel uprawia seks swojego życia. Dosłownie. I oto jesteś. Sam, z niepotrzebnie dużym wolnym miejscem w łóżku.
A teraz był tutaj: z niepotrzebnie małym, wolnym miejscem na kanapie. Oczywiście lepsza opcja. Dobrze, że w jego umiejętnościach znalazła się także: „zdolność do spania w dowolnym miejscu i o każdej porze.”
Chodziło o to, że Zayn nie był zgorzkniałą osobą. Kiedyś, kiedy był młodszy, był naprawdę zafascynowany Pokemonami, a jedna z jego sióstr, która nawet nie miała jeszcze dziesięciu lat, jak on, zdołała zdobyć naprawdę dobre, złote karty, które Zayn desperacko pragnął. Jedynym Pokemonem, które znała, był Pikachu, na Boga! Ale zamiast starać się przekonać ją, aby oddała mu karty, on po prostu przełknął swój żal i zamiast tego próbował cieszyć się jej szczęściem.
Ale każdy ma swoje granice. A granice Zayna zepchnęły go do samotnego leżenia w ciemności. Dosłownie i w przenośni. To zabawne, jak uprzejmość ma sposób, by uczynić cię mniej szczęśliwym. Albo raczej, to wcale nie jest śmieszne i w tym problem.
Ale Zayn również wiedział, że Harry jest szczęśliwy, co w efekcie sprawiało, że on także był szczęśliwy. W związku z tym napisał mu wiadomość, którą wiedział, że Harry doceni, zanim zamknął oczy.
On tylko chciał, by również mógł być szczęśliwy, kiedy się obudzi.
Perspektywa Liama:
Gdy tylko Liam założył okulary przeciwsłoneczne, by ukryć swoją tożsamość, poczuł, jak jego telefon wibruje w tylnej kieszeni spodni. Podniósł ją do ucha.
- Tak?
- Agencie 007, mówi N. Podaj swoją pozycję.
- Jestem właśnie w Londynie, w Gatwick. Daj mi jedną godzinę i spotkamy się w centrali.
- Odnotowano. Mógłbyś powtórzyć cel swojej misji?
- Znaleźć Louisa Tomlinsona i przywieźć go do agencji, martwego lub żywego. Preferowany żywy, chociaż nie mogę składać żadnych obietnic.
- Oczywiście, że nie, wiem, jak niebezpieczna może być ta misja. Mimo wszystko, agenci 007 żyją bardzo krótko. Ale jeśli ktokolwiek może to zrobić, to ty, agencie 007.
- Zrozumiałem. Jednak, tak bardzo, jak doceniam te miłe słowa, obawiam się, że muszę iść. Nie zawiodę cię, N.
- Lepiej, żebyś nie zawiódł, cała przyszłość wielkiego imperium One Direction leży w twoich rękach.
- To ciężka praca, ale ktoś musi to zrobić.
- W rzeczy samej. Powodzenia.
Liam zakończył połączenie, bo kto potrzebuje szczęścia? Szczęście jest dla przegrywających. Wszystko, czego potrzebował, to jego ogromne mięśnie brzucha, gigantyczne bicepsy i nieodparty urok, a wszystko się ułoży.
Przepchnął się przez tłum, kiedy zauważył tego, którego chciał. Był to Tom z nieznanej, poszukiwanej grupy mafijnej, o nazwie The Wanted.* Również znany jao arcywróg Louisa. Jeśli ktoś wie, gdzie jest Louis, to on.
- Hej, Tom! – zawołał Liam.
Mężczyzna w czarnym garniturze odwrócił się I kiedy zobaczył Liama, wyraz jego twarzy szybko zmienił się w nieprzyjazny. Jego brwi uniosły się i spojrzał ponuro na Liama, który przystanął.
- Kim jesteś i czego chcesz?
Liam podszedł bliżej. Wyraźna próba zastresznia Toma nie zadziałała.
- Myślę, że wiesz, kim jestem i czego chcę.
Grymas Toma się pogłębił.
- Myślę że się mylisz. Myślę, że nie wiesz kim jestem i czego chcę.
Nagle Tom wyjął pistolet z kieszeni. Błyszczący i czarny. Dobrze, że Liam znał Kung Fu! Liam rzucił się do przodu i w mgnieniu oka wypchnął broń z ręki Toma, jednocześnie powalając go na podłogę i przyciskając jego plecy do podłogi.
- Auć! – zawołał! – Pokonałeś mnie! Wygrałeś!
Liam pochylił się i powiedział powoli, by mieć pewność, że dotrze to do chłopaka:
- Nazywam się Payne. Liam Payne.
Już Liam miał wykonać ostateczny, śmiertelny cios, kiedy nagle coś sobie uświadomił. On miał bardzo ładne oczy. Liam zawsze miał słabość do brązowych oczu. I byli naprawdę bardzo blisko. Tak, że mógł poważnie pochylić się tylko trochę i zrobić coś dużo bardziej zabawnego, niż uderzyć go. Poza tym, po co niszczyć taką ładną twarz. Uśmiechając się, Liam oblizał wargi i… Och, nie…
Świat się trząsł. Trzęsienie ziemi! Ewakuacja!
-Liam? – Głos Nialla był daleki i rozmyty, ale gdy Liam poczuł tym razem bardziej stanowczy wstrząs, otworzył oczy na jasne światło i usłyszał kolejne wołanie Nialla. – Liam!
Kiedy Liam powoli budził się z sennej mgły, rozejrzał się ciekawie po wnętrzu. Małe okno po prawej stronie, gapiący się Niall po lewej, pasażer przed nim. To może oznaczać tylko jedno: był na pokładzie samolotu. Śnił. Racja. To wyjaśniałoby Kung Fu. I, er, część z całowaniem, ponieważ co to było? Liam oczywiście postradał rozum. Piersi, Leona Lewis, długie nogi na wysokich obcasach, i tym podobne, i tak dalej.
- Lądujemy – wyjaśnił niepotrzebnie Niall, ponieważ Liam zrozumiał to z bólu uszu i znaku, nakazującego zapięcie pasów, który świecił się na czerwono. – Spałeś przez pięć godzin.
Liam uniósł brwi w szoku; zazwyczaj nie był kimś, który mógł spać bez trudu wszędzie.
- Pięć godzin?
- Tak, pięć godzin. Obejrzałem pięć odcinków Gry o Tron w tym czasie. Dobre. – Nagle uniósł znacząco pbrwi i spojrzał w dół, na krocze Liama i – och, nie. Cholera. Niebieskie oczy Niall odnalazły powrotną drogę do twarzy Liama, który był teraz piekielnie czerwony. – Wygląda na to, że też miałeś całkiem niezły sen.
Liam niespokojnie pokręcił się w fotelu, podczas gdy Niall śmiał się, a dobry humor lśnił w jego oczach.
- Zamknij się. – Liam mruknął zakłopotany i spojrzał na białe chmury za oknem.
Wszystko było lepsze niż patrzenie na wiedzący uśmiech Nialla.
- Teraz rozumiem dlaczego nie chciałeś się obudzić.
Liam przycisnął twarz do okna i zamknął oczy.
- Zamknij się – powtrzył, czując się coraz bardziej upokorzonym.
- Spokojnie, stary. – Niall powiedział pocieszająco, chichocząc i położył dłoń na ramieniu Liama. – Zdarza się każdemu z nas.
Liam nic nie odpowiedział, był zbyt zajęty wymyślaniem życzeń śmierci w swoim uśmyśle. I czy ten samolot nie mógłby już wylądować, Jezu Chryste. Mieli dotrzeć do pewnych miejsc, ludzi, których mieli uratować.
Samolot ostatecznie wylądował. Około pół godziny później ich dwójka znalazła się w luksusowej, prywatnej taksówce, którą ich zarząd dla nich zdobył. Więc teraz w końcu byli w Londynie. Część pierwsza znalezienia (lub, jak Liam o tym myślał: uratowania) Louisa Tomlinsona: spełniona!
I.
Co teraz?
- Gdzie? – zapytał siedzący przed nimi kierowca w średnim wieku, zapalając silnik samochodu.
Niall wzruszył ramionami i spojrzał szeroko otwartymi oczami na Liama, jakby to on znał wszystkie odpowiedzi we wszechświecie.
- Cóż. – Liam powiedział i podrapał się po karku. – Um.
Jak to się stało, że wcześniej o tym nie myśleli? Kierowca odwrócił się z pytającym spojrzeniem.
- Możesz zatrzymać silnik – powiedział wreszcie Liam. – Myślę, że musimy najpierw to rozważyć.
Robiąc to, co mu powiedziano, kierowca zgasił silnik i pochylił się w fotelu z ciężkim westchnięciem. Liam pomyślał, że nie bardzo lubi swoją pracę. Ale znowu, nie każdy może mieć pracę swoich marzeń.
- Więc? – zapytał Niall, zwracając uwagę Liama z powrotem na problem, który mieli.
- Myśl, Niall. – Liam poinstruował go, wystawiając palec. – Jeśli byłbyś Louisem Tomlinsonem, sam w Londynie, gdzie jest ostatnie miejsce, w którym byś był?
- Och. – Niall złączył brwi i wydawał się to rozważać. – To ciężkie pytanie.
- Naprawdę pomyśl.
- Ale to takie trudne! – Niall jęknął. – Może być wszędzie.
- Cóż, po prostu… Spójrz, co on lubi?
- Nie wiem! – wykrzyknął Niall. – Jedyna rzecz, która przychodzi mi do głowy to marchewki, ale on powtarzał tysiąc razy, że to tylko żart.
- Poza tym, jeśli mielibyśmy przeszukiwać każdy spożywczak w Londynie, zajęłoby to nam naprawdę dużo czasu.
- I dlaczego w ogóle miałby siedzieć w spożywczaku. Daj spokój.
- Wiem, wiem. Ale musimy rozważyć każdą opcję. Już wiemy, że nie zameldował się w żadnym hotelu, który znamy.
- Tak, ale tak jak powiedziałeś, jeśli mielibyśmy przeszukiwać każdy hotel w Londynie, którego nie znamy, zajęłoby to nam dużo czasu.
- A niech to. – Liam jęknął. – Co powinniśmy zrobić?
W samochodzie nastała cisza.
- Nie wiem. – Niall powtórzył cichym, obronnym głosem.
- Ja też nie.
Liam wyjrzał za okno i nie mógł nic poradzić na to, że czuł się kompletnie bezużyteczny, kiedy nagle poczuł, jak Niall uderza go w ramię.
- Hej, mogę mieć pomysł! – Niall powiedział podekscytowany, kiedy Liam spojrzał na niego, kiwając zachęcająco głową. – Czy Lou nie zna kogoś w Londynie, u kogo mógłby się zatrzymać?
- Nie wiem. Czy wszyscy, których Louis zna, nie mieszkają w Doncaster?
- Musi ktoś być.
Liam westchnął, myśląc.
- Może…
- Może, um. – Niall również się zastanowił. – Może Ed?
Liam zatrzymał się. Może Ed. Tak, oczywiście. Ed!
- Może Ed! – powtórzył entuzjastycznie i odwrócił się, by spojrzeć na Nialla z wielkim uśmiechem na twarzy. – Niall, jesteś geniuszem!
- Tak, też tak sądzę. – Niall mrugnął.
Liam przewrócił oczami i wyciągnął telefon z torby.
- Zadzwonię do niego teraz.
- W porządku.
Liam przeszukiwał kontakty, dopóki nie znalazł tego, którego szukał. Przycisnął zieloną słówkę i miał desperacką nadzieję, że Ed odbierze. Dwa sygnały później, zrobił to.
- Halo? – odpowiedział Ed, brzmiąc dziwnie podejrzanie, co Liam zdecydował się zignorować.
- Cześć, Ed! – Liam przywitał się serdecznie. – Minęło dużo czasu, jak się masz?
- Dobrze, tak, a ty?
- Dobrze, taa. Nawet wspaniale.
- Świetnie.
- Tak, świetnie. – Liam powiedział, a potem szybko dodał. – Więc, co ostatnio porabiasz? Stało się ostatnio coś interesującego?
Zamiast samej odpowiedzi, Liam spotkał się z niespodziewaną ciszą, o której nie wiedział, co znaczyła. Niall patrzył na niego z zaciekawieniem, jakby chciał powiedzieć: „co się dzieje; co mówi?”, na co Liam odpowiedział wzruszeniem ramion. Cisza została ostatecznie wypełniona ciężkiem, zirytowanym westchnięciem ze strony Eda.
- Poważnie? Poważnie, Liam? – powiedział powoli, wyraźnie zirytowany, co pozostawiło Liama w jeszcze większym zdezorientowaniu.
Starał się tylko być przyjazny. Lub, cóż, a także użyć go, aby znaleźć zaginionego przyjaciela, ale wciąż był przyjazny.
- Um, co masz na myśli? – Liam spytał ostrożnie.
- Jestem w trasie! To mam na myśli! – powiedział Ed, rozdrażniony. – Jak to się stało, że wszyscy o tym zapomnieli?
Racja!
Liam natychmiast poczuł się bardzo źle i bardzo głupio. Oczywiście, że Ed był w trasie, wiedział to, na Boga. Zapisał to w prywatnym dzienniku i wogóle. „Ed jest w trasie. Wyślij mu wiadomość z życzeniami powodzenia!” Cholera, zapomniał nawet o wiadomości. Liam był tak złym przyjacielem. Wiedział, jak ważne były trasy, powinien o tym pamiętać.
- Cholera, tak mi przykro. – Przeprosił. – Zupełnie zapomniałem.
- Nie, spójrz Liam, jest w porządku. Teraz dużo się dzieje, rozumiem. Po prostu, spróbuj zapamiętać następnym razem, tak?
- Tak, jasne, stary. Naprawdę, bardzo przepraszam. Miałem to zapisane i w ogóle.
Ed wypuścił mały śmiech, który Liam zinterpretował jako dobry znak.
- Stary, w porządku. Nie dręcz się tym.
- Okej, dobrze. – Liam uśmiechnął się z ulgą. – Więc, gdzie teraz jesteś?
- W Australii.
- Australii? – Liam powtórzył, niedowierzając.
Całkowicie odległy kontynent, więc na pewno nie był w Londynie. Spojrzał w lewo, gdzie Niall podniósł brwi i zaczął szybko uderzać ręką w udo Liama, jakby nagle coś sobie przypomniał.
- Racja, racja. Teraz pamiętam. – Niall wyszeptał szybko. – Ed jest w trasie w tym tygodniu, jego pierwszy przystanek jest w Australii.
Liam tylko przewrócił oczami. Oczywiście.
- Tak, Australia. – Ed przemówił przez telefon. – Więc, nie Londyn.
- Okej. – Liam był rozcarowany, ale starał się pozostać przyjemny. – Cóż, mam nadzieję, że cieszysz się surfowaniem i się nie spalisz.
- Dzięki, nie spalę się.
Liam nie mógł powstrzymać westchnięcia, które opuściło jego usta, kiedy nagle coś sobie uświadomił.
- Poczekaj chwilę – powiedział powoli. – Dlaczego dodałeś ostatnią część?
- Jaką ostatnią część? – spytał Ed.
- Tą „więc nie w Londynie” część. Mam na myśli, ja nigdy nie powiedziałem nic o Londynie, więc dlaczego to powiedziałeś?
Liam naprawdę powienien awansować na najlepszego agenta, zdecydowanie miał do tego mózg. Mógł to sobie całkowicie zobrazować: Liam Payne: super gwiazda za dnia, tajny agent nocą.
To byłoby jak Hanna Montana 2.0; lepsza wersja.
Okej, to jest naprawdę ponad jego głowę. Wracając do Eda.
- Nie wiem, po prostu domyśliłem się, że to jest to, co chciałeś wiedzieć.
- Ale dlaczego się tego domyśliłeś? Ktoś inny pytał cię ostatnio, czy jesteś w Londynie?
Cisza. Liam kontynuował, strzelając.
- Ten ktoś inny, to Louis?
Znowu cisza. Tym razem Liam również milczał, czekając, aż Ed coś wykrztusi.
- Okej, tak, w porządku, może to był on. – Przyznał w końcu.
Z czystego podekscytowania, Liam uderzył Nialla w czubek głowy. Usłyszał, jak ten wymamrotał ciche „ał” i zaczął poklepywać się w miejscu uderzenia. Normalnie, Liam czułby się źle, ale teraz były ważniejsze sprawy.
- Poważnie? Co powiedział? – Liam praktycznie wykrzyczał. – I co ty powiedziałeś?
- Nie wiem, Liam, obiecałem, że nic nie powiem – powiedział Ed i wydawał się być naprawdę rozdarty.
- Ale możesz mi powiedzieć, Ed. – Spróbował Liam. – Louis chciałby, żebyś to zrobił.
- Cóż, nie, nie bardzo. Powiedział mi, żebym ci nie mówił.
Cóż. Cholera.
- Ale Louis to Louis. Nie ma na myśli niczego, co mówi. Jeśli powiedział ci, żebyś nam nie mówił, miał na myśli, żebyś nam powiedział.
Ed wydał taki dźwięk, jakby to rozważał.
- Nie, Louis jest dziwny i tajemniczy. Ale nie aż tak dziwny i tajemniczy. Jeśli powiedział mi, żebym ci nie nie mówił, myślę, że miał to na myśli.
To właściwie miało sens i Liam tego nie pochwalał. Strzelił po raz kolejny, tym tazem używając innej strategii.
- Tak, wiem, ale… – Wziął głęboki oddech. – Spójrz, Ed, naprawdę się o niego martwię. Tak samo Niall. I nie mamy absolutnie żadnego pomysłu, gdzie on może być. I jeśli wiesz cokolwiek o tym, gdzie może być, cokolwiek, naprawdę byśmy to docenili. Ponieważ inaczej będziemy musieli szukać go bez żadnej wskazówki i to zajmie wieki. A Bóg wie, kiedy Louis odpowie na nasze wiadomości i sam się pokaże.
Ed wciąż nic nie powiedział, więc Liam kontynuował. Zazwyczaj nie był tym, który błaga, ale czasami nie było innego wyjścia.
- Proszę, Ed? Błagam cię. Proszę, zrobię cokolwiek.
Mógł wyczuć, jak Niall siedzi sztywno obok niego, czekając niecierpliwie na odpowiedź, tak samo jak on. W końcu usłyszał, jak Ed wypuszcza pokonane westchnięcie.
- W porządku. Co chcesz wiedzieć?
xx
Liam nie mógł powstrzymać parsknięcia, kiedy w końcu podjechali pod hotel, którego adres dał im Ed, ponieważ: poważnie? Typowy Louis, by znaleźć najbardziej opustoszałe miejsce w całym Londynie.
- Jesteśmy. – Ogłosił kierowca.
- Przytulnie. – Niall spojrzał przez okno.
- W rzeczy samej. – Zgodził się Liam.
- Więc, chcecie, żebym za wami poczekał? – spytał kierowca.
- Nie, zakładam, że będziemy tam przez jakiś czas – powiedział Niall. – Zadzwonimy do ciebie, kiedy będziemy cię potrzebować.
- Jasne. Powodzenia ze wszystkim, chłopcy.
Liam i Niall podziękowali i wyszli z taksówki, podchodząc do małego, ukrytego hotelu, gdzie Liam otworzył drzwi i obaj weszli do środka. Minęło południe, a recepcja była kompletnie pusta.
- Halo? – Liam zawołał. – Ktoś to jest?
Żadnej odpowiedzi.
- Halo? – Niall powtórzył, ale na próżno.
Wciąż spotkali się tylko z ciszą.
Liam podszedł do kontuaru i oparł na nim głowę. Cholera. Nie ma z kim porozmawiać. Po prostu ich szczęśce. Cóż, wymyślił, że powinni po prostu poczekać, aż Louis zejdzie na dół lub coś, a potem…
- Hej, Liam! – zawołał nagle Niall, powodując, że Liam spojrzał z nad drewnianej deski.
Niall wskazał głową w prawo, gdzie ustawiona był mebel.
- Ktoś tam leży na kanapie.
- Och.
Liam podszedł spokojnie, wystarczająco blisko, by zobaczyć, że brązowowłosy chłopak pogrążony w śnie, był mniej więcej w ich wieku, całkowicie martwy dla świata. Jego twarz wciśnięta była w oparcie kanapy, a ta nie była zbyt duża, więc Liam zastanawiał się, jak może mu być wygodnie. Ale domyślił się, że była w porządku, ponieważ nawet nie obudził się, gdy on i Niall wcześniej krzyczeli.
- Śpi – wyszeptał cicho do Nialla, nie chcąc go budzić.
Niall podszedł do jego boku i spojrzał w dół na śpiącego chłopaka.
- Myślisz, że powinniśmy go obudzić?
- Cóż, co mu powiemy? Nie chcę go budzić po nic.
- Nie wiem, ale on może wiedzieć coś o tym, gdzie jest Louis. Warto spróbować.
Liam wciąż nie był do tego całkowicie przekonany.
- No nie wiem.
- Mam na myśli, to nasza jedyna opcja. Poza tym, jest po pierwszej po południu, najwyższa pora, by go obudzić. Nie może zostać na tej kanapie cały dzień, będą go bolały plecy.
Cóż. Nie można się z tym kłócić.
- W porządku.
Ostrożnie, Liam pochylił się i położył dłoń na ramieniu śpiącego chłopaka, potrząsając nim delikatnie.
- Hej, ty. Wstawiaj – wyszeptał miękko, ale chłopak wydał jedynie mrukliwy dźwięk i przesunął się nieco na kanapie. To nie tak powinno pójść. Liam spróbował raz jeszcze. – Hej, obudź się. Nie ma spania.
Schwycił mocniej jego ramię, ale wciąż bez reakcji. Spojrzał pytająco na Nialla.
- Spróbuj jeszcze raz – powiedział Niall.
- Ty, wstawaj! – Polecił śpiącemu chłopcu, ale nadal nic. – No dalej.
- Wow, trudniej go obudzić, niż ciebie – powiedział zadowolony Niall. – Musi mieć naprawdę dobry sen.
- Hej! – Liam spojrzał na Nialla rozdrażniony, złączając brwi. – Okaż troche szacunku.
Niall uniósł ręce.
- Przepraszam, przepraszam.
Liam westchnął i zwrócił swoją uwagę na chłopaka.
- Daj spokój, wstawaj. Nie każ mi wylewać na ciebie wody.
- Och, wiem! – powiedział nagle Niall i pochylił się obok Liama i wsunął dłoń pod koszulkę chłopaka, szczypiąc go. I ku wielkiej przyjemności Nialla, chłopak pisnął głośno, wzdrygając się na kanapie. Liam również uśmiechnął się, usatysfakcjonowany. W końcu.
Chłopak przesunął się na siedzeniu i obrócił się, więc jego głowa była skierowana prosto na nich i całkowicie zamarł. Jak, dosłownie, zamarł. Wyglądało to tak, jakby tarł oczy, a potem jego ręka po prostu opadła i została na dole. Wyglądało tak, jakby nawet nie oddychał. Jego oczy wbiły się w Liama i wydawało się, że nawet nie mrugał.
Ale znów, Liam domyślił się, że to mogło być trochę dziwne, zostać obudzonym przed dwóch przypadkowych kolesi, szczypiących twój brzuch, więc w porządku.
- Cześć. – Liam zaoferał jasny uśmiech, którego chłopak nie odwzajemnił. – Przepraszam za obudzenie cię w ten sposób, ale chcieliśmy cię o coś zapytać.
Chłopak wciąż nic nie powiedział; nawet nie skinął głową.
- Poza tym, jest pierwsza po południu i to czas, by wstać – dodał Niall.
Chłopak obrócił głowę i spojrzał na niego. Potem przełknął ciężko i jego oczy zrobiły się wielkie, jakby się czegoś wystraszył lub coś. To mogła być najbardziej urocza rzecz, jaką Liam kiedykolwiek widział. Jego oczy przenosiły się z Liama na Nialla, jakby szukał odpowiedzi na niezadane pytanie.
Liam usiadł cieprliwie i czekał, aż chłopak coś powie. A poza tym, to nie tak, że miał coś przeciwko patrzeniu na tego chłopaka, ponieważ, cholera jasna, był gorący. I, czekaj, nie. To nawet nie jest odpowiedni przymiotnik. Był bardziej zachwycająco piękny; w egzotyczny i interesujący sposób. Jak, patrzenie na niego było jak patrzenie na naprawdę dobrze namalowany obraz, idealne kąty połączone z głębokimi kolorami brązu jego oczu i włosów. Jego włosy były dość dzikie po spaniu, ale wyglądały tak dobrze, w pewnego rodzaju hipsterki sposób, że Liam pomyślał, że to celowe. Co, prawdopodobnie, nie było.
Jednak wciąż wyglądał tak uroczo i nie miał bladego pojęcia, co się dzieje. Liam po prosu chciał go przytulić i powiedzieć: jest w porządku, jest w porządku.
I, okej, wow. To było dziwne. Czas, by mówić.
- Dobrze. Zatem wybaczysz nam za przeszkodzenie ci w spaniu?
Chłopak spojrzał na niego i krótko skinął głową. Dobrze. Wieć, przynajmniej znał angielski.
- To miło. Swoją drogą, jestem Liam, a to Niall.
Chłopak spojrzał na nich, zanim raz jeszcze skinął głową, ale wciąż nic nie mówiąc. Co było w porządku, żadnego wtrącenia z jego strony. To nie tak, że Liam celowo dążył do tego, jak miał na imię.
-Więc, um. – Liam powiedział, drapiąc się po szyi. – To może wydawał się nieco dziwne, ale nie wiesz kto to jest Louis Tomlinson?
Chłopak wziął głęboki oddech i odkaszlnął, zanim nie przemówił po raz pierwszy, cichym głosem.
- Tak?
- Wiesz? – Niall wykrzyknął podeskcytowany, co sprawiło, że chłopak podskoczył. – Och, stary, to świetnie! To naprawdę, naprawdę świetnie. Ponieważ szukamy go i nasz przyjaciel powiedział nam, że on tutaj będzie.
Niall i Liam spojrzeli na niego wyczekująco, wzywając go, aby odpowiedział, ale wszystko, co wyszło z jego ust to zduszone:
- Okej.
- Więc, um, widziałeś go? – Liam spytał cierpliwie. Powiedz ta, powiedz tak, powiedz tak.
- Uh. – Chłopak spojrzał w dół na podłogę, zanim ostrożnie uniósł wzrok, patrząc na Liama. – Tak?
Trafiony!
Liam był naprawdę dobry w tych detektywistycznych sprawach.
- Więc, on naprawdę tutaj jest? Och, to świetne!
- Tak, naprawdę jest – zgodził się Niall. – I dzięki za pomoc, swoją drogą.
- Tak, tak, dziękuję ci bardzo, szczerze, naprawdę to doceniam.
- W porządku? – Chłopak powiedział niepewnie.
- Okej, dobrze. – Liam wziął głęboki oddech. – Dziwne pytanie, ale nie wiesz przypadkiem w którym pokoju się zatrzymał?
- Uh. – Chłopak wyglądał na bardzo niezdecydowanego, jakby w tym pytaniu było coś więcej, niż Liam i Niall byli tego świadomi. Spojrzał w dół, na podłogę.
Proszę, proszę, proszę, powiedz tak.
Chłopak wziął głęboki oddech i spojrzał na Liama i wydawało się, że podjął decyzję.
- Tak?
xx
Perspektywa Louisa:
Kiedy Louis się obudził, leżąc nago, tak jak równie nagi chłopak za nim, obejmujący ramieniem jego brzuch, przyciągając go bliżej do siebie i oddychając w jego szyję, na początku nieco spanikował. Nie nadmiernie, nie wystarczająco, aby rzeczywiście się poruszyć, ale tylk odrobinę, aby zastanowić się nad tym, jak właściwie dostał się do tej pozycji.
Okej, racja, więc leżał w łóżku, oglądając powtórki Przyjaciół, kiedy Harry wpadł, zupełnie nieoczekiwanie. (Okej, przyznaje się, nie tak całkiem nieoczekiwanie. Louis udawał nieco bardziej zaskoczonego, niż był w rzeczywistości.) I na początku było trochę niezręcznie, ponieważ Louis starał się bezcelowo przesłać wiadomość Jestem hetero, nie podobasz mi się, nie chcę uprawiać z tobą seksu, nie chcę cię tu. Co, oczywiście, nie było wcale prawdą, ale przynajmniej sprawił, że Harry był uroczo zdezorientowany.Potem zaczęli rozmawiać o grach na telefon, Louis wariował jak zwykle i od jednej rzeczy do drugiej, skończyli uprawiając najbardzeij gorący seks, jaki Louis przeżył kiedykolwiek w swoim życiu. Dobrze.
Normalnie Louis zacząłby teraz bardzo wariować, ale było coś w Harry’m, co po prostu wydawało się być, oryginalne? Podobnie jak wtedy, Louis przypomniał sobie, jak powiedział Harry’emu, że może wyjść, a on praktycznie błagał, by zostać. Z czym, okej, Louis nie miał absolutnie żadnego pomysłu, co powinien z tym zrobić, ale ostatecznie podobało mu się to. Lubił uwagę. Lubił mieć kogoś, kto go wysłucha tak uważnie, jak Harry. Lubił budzić się z kimś, przytulającym go. To było miłe i każdy zasługiwał na odrobinę czegoś miłego w życiu. I dlatego zdecydował się zamknąć oczy i po prostu tym cieszyć.
Co zrobił. I kiedy Harry wydał mrukliwy dźwięk i przyciągnął go bliżej, najwyraźniej wciąż śpiąc, on jedynie uśmiechnął się i pozwolił sobie być trzymanym. Louis nie wiedział, jak długo był obudzony, kiedy zaczął zastanawiać się, która jest godzina. Słońce świeciło przez okno, sprawiając, że pokój był jasny i czysty, więc domyślił się, że jest późno. Musieli spać dość długo. Ale bez dalszych zbędnych ceregieli przesunął się nieznacznie w ciasnym uścisku Harry’ego i uśmiechnął się, gdy usłyszał, jak Harry wypuszcza cichy, piskliwy dźwięk na tę stratę i zaczął szukać swojego telefonu, który, jak sobie przypomniał, leżał w szufladzie po drugiej stronie pokoju.A niech to. Chciał wiedzieć, która jest godzina, ale nie miał ochoty, by się ruszyć. Przesunłą głowę, więc mógł zobaczyć spodnie Harry’ego leżące pod nim i domyślił się, że jego telefon też musiał mieć zegar. Sięgnął do kieszeni spodni Harry’ego i wyciągnął go. Nie był zablokowany, wystarczyło przesunąć kciukiem po ekranie, a ten zalśnił. I, wow.
Proszę, proszę, proszę. Czy to nie było czarno-białe zdjęcie jego samego, śpiewającego. Jak uroczo. Louis nie wiedział, czy ma się śmiać, czy płakać. Uśmiechnął się.
Potem dostrzegł inną intrygującą rzecz: wiadomość od Zayna. Więc, Louis nie był z rodzaju podejrzliwych (tak, był) i jeśli Harry powiedział mu, że byli tylko przyjaciółmi, wierzył mu. Ale znów, Zayn wyglądał irytująco dobrze i nieco niepokojąca była wiedza, że dzielą pokój. Więc, Louis zrobił to, co zrobiłby każdy inny człowiek: przeczytał wiadomość.
Od: Zayn
Widzę, że nie wróciłeś do pokoju, więc wygląda na to, że wszystko poszło dobrze. Mówiłem ci! Będziesz musiał mi wszystko jutro opowiedzieć aha :) x
Louis przeczytał tekst kilka razy, zanim zdecydował, że właściwie była całkiem słodka i wystarczająco niewinna, i zamknął ją, ponownie wpatrując się w siebie samego na tapecie. Zastnawiał się, którą piosenkę śpiewa, bo wyglądał na naprawdę zaangażowanego. Musiała to być jedna z tych emocjonalnych. Potem sprawdził godzinę: 13:12. Co, trzeba przyznać, było nieco późno. Ale nieważne, to nie tak, że miał tutaj Liama, który coś by mu powiedział. Poza tym, pomyślał, gdy odkładał telefon z powrotem w spodnie Harry’ego i wślizgnął się z powrotem do jego uścisku, słysząc, jak wydaje zadowolony dźwięk, nie miałby nic przeciwko leżeniu tutaj przez cały dzień. Czuł się dobrze. Z jakiegoś powodu, czuł się po prostu dobrze.
Zamknął oczy, uśmiechając się i zaczął ponownie odpływać, kiedy zostało mu to brutalnie przerwane przez ostre pukanie do drzwi. Natychmiast zesztywniał ze zdziwnienia i mógł powiedzieć, to również obudziło Harry’ego.
- Co? – Harry przeciągnął samogłoski, najwyraźniej nie wychodząc jeszcze z trybu spania.
Louis złączył brwi i nic nie odpowidzaił. Harry wciąż przytulał go ciasno do siebie.
Pukanie się powtórzyło, tym razem głośniejsze i dłuższe.
Teraz zdenerwowany, Louis przesunął się tak, że nie leżał już, a opierał się na łokciach. Nawet Harry wydawał się teraz zaalarmowany.
- Czego? – zawołał Louis, nie zadając sobie trudu by wstać z łóżka i otworzyć drzwi. I tak była to prawdopodobnie obsługa hotelowa. Szczerze, Louis był zaskoczony, że mieli tutaj takową.
- Louis? – Usłyszał znajomy głos w odpowiedzi. I, nie, nie, nie, to się nie dzieje. To się kurwa nie dzieje. – To Liam i Niall.
Louis natychmiast się wyprostował i zepchnął z siebie ramie Harry’ego. Nawet on wydawał się być w szoku, gdy patrzył na Louisa pytająco.
Cholera, nie, kurwa nienienie, to nie, dlaczego. Powinni być w pieprzonym Nowym Jorku. Jak, do cholery, oni go znaleźli.
- Cholera, cholera, cholera. – Louis wyszeptał szybko na wydechu. Oni nie powinni tutaj być, cholera, cholera, cholera.
Harry także usiadł i położył dłoń na ramieniu Louisa.
- W porządku? – spytał zatroskanym głosem, a jego wielkie, zielone oczy były skupione na Louisa i wyglądał na tak szczerze zmartwionego, ale wszystko, o czym Louis mógł myśleć to jesteś nagi, ja jestem nagi, obaj jesteśmy nadzy.
Louis nie odpowiedział, ale patrzył ze strachem na drzwi, gdy zaczął się niekontrolowanie pocić.
- Louis? – Liam powtórzył i znowu zapukał. – Mógłbyś otworzyć drzwi, proszę?
- Uh. – Louis wariował, bardzo wariował. Wyskoczył z łóżka i zaczął chodzić w tę i z powrotem. – Tak, tak, tylko poczekaj sekundę.
Louis przełknął ciężko i obrócił się do Harry’ego, który wpatrywał się w niego, zapewnie zastanawiając się, co powinien zrobić.
- To Liam i Niall, oni są… - Louis wyszeptał, ale mu przerwano.
- Wiem kim są Liam i Niall.
Racja. Oczywiście, że wiedział.
- W każdym razie, oni nie wiedzą, um. – Louis machnął histerycznie dłonią na siebie i na Harry’ego, jakby to miało jakiś cel.
Harry zmarszczył brwi i wyszeptał ostrożnie.
- Nie wiedzą, że jesteś gejem?
- Tak. – Louis przestał machać.
- Um, więc. – Louis spojrzał w dół, na swoje wspaniałe nagie ciało, zanim zerknął oczekująco na Louisa. – Co zamierzasz zrobić?
Znowu rozległo się pukanie do drzwi i tym razem to Niall zawołał, brzmiąc niecierpliwie.
- Louis?
- Cholera. – Louis sapnął, zanim zawołał. – Jedna sekunda, okej?
Potem spojrzał na Harry’ego i podjął decyzję. Po prostu nie zrobi nic.
- Ty – poinstruował, wskazując na Harry’ego, który skinął głową w odpowiedzi – pod łóżko.
- Co? – Brwi Harry’ego uniosły się.
- Pod łóżko. Teraz. – powiedział szybko, w pośpiechu zakładając pare spodni i t-shirt.
- Ale jestem nagi – jęknął Harry.
- Nie ma na to czasu. – Louis podszedł do drzwi i położył rękę na klamce. Odwrócił się i spojrzał na Harry’ego, który patrzył na niego z rozdrażnieniem. To prawdopodobnie nie był sposób, w jaki myślał, że się obudzi.
Louis wskazał na miejsce pod łóżkiem z wymagającym wyrazem twarzy i Harry w końcu się poddał; przewrócił oczami i mruknął:
- W porządku.
Kiedy był bezpiecznie ukryty pod łóżkiem, Louis szepnął:
- I bądź cicho, nic nie mów.
- Nie martw się, będę tu leżał i udawał, że nie istnieję – odszepnął Harry spod łóżka.
- Dobrze, stary.
Po wzięciu ostatniego oddechu, Louis odblogował drzwi i oczywiście, po drugiej stronie stali Liam I Niall. I, chwila. Louis przesunął się, kiedy rozpoznał te ciemne, brązowe włosy. Czy to Zayn? Co, do cholery, on tu robi? Złączając brwi, Louis przyjrzał mu się, a wyglądał on na lekko przerażonego. Patrzenie na chłopaka zostało jednak przerwane przez miażdżący go ciężar.
To był Liam. Dający mu naprawdę mocny uścik.
- Louis. Znaleźliśmy cię.
Louis nie mógł się nie uśmiechnąć i poklepał go po plecach.
- Tak. Najwyraźniej.
Poczuł jak uścisk robi się ciaśniejszy, tym razem przez Nialla, który dołączył, zamykając Louisa w swoich ramionach.
- Martwiliśmy się o ciebie, ty mały dupku – powiedział Niall, ale wtulił twarz w plecy Louisa. – Nie możesz tak po prostu znikać, ty idioto.
- Tak. – Louis zaśmiał się. – Przepraszam za to, moja wina.
- Tak, pieprz się – powiedział Niall, ale zacieśnił uścisk. – Musieliśmy anulować wywiady.
Louis wziął głęboki oddech i zamknął oczy.
- Teraz czuję się naprawdę źle.
- Aww, nie, Louis. – Niall zagruchał, jakby natychmiast żałował tego, co powiedział. – Jest w porządku, nie matw się o to. Po prostu nie rób tego więcej.
- Ale wydawałeś się być taki zły wczoraj. Przez telefon – powiedział Louis.
Niall uścisnął go mocniej.
- To tylko dlatego, że się martwiłem, wiesz to. Jeśli ja bym odszedł, też byś się martwił, racja?
- Po prostu naprawdę się martwiliśmy – zgodził się Liam.
- Cóż, dziękuję mamo i tato za troskę. – Louis uśmiechnął się i poczuł, jak Niall uderza jego głową i śmieje się nieco. – Ale wszystko okej. Nie trzeba się przejmować.
I nawet jeśli Louis mógł brzmieć jak sarkastyczny dupek, jego serce naprawdę się rozpłynęło. Czasami zapominał, jak niesamowici byli jego przyjaciele i jak bardzo brał ich za pewnik. Przypomniał sobie, by nigdy więcej tego nie robić. I nawet jeśli był bycie w objęciach Harry’ego było niesamowicie wspaniałe, bycie w objęciach tej dwójki bliskich przyjaciół było temu całkiem bliskie.
- Okej, Louis. Jeśli tak mówisz – powiedział Liam, ale wciąż nie odsunął się z uścisku.
Ich trójka stała tak przez chwilę w ciszy, Niall i Liam trzymali Louisa tak, jakby bali się że znów zniknie. Było tak, dopóki Louis nie przesunłą głowy i nie zobaczył stojącego tam Zayna, niepewnego, co ma ze sobą zrobić, więc zakaszlał, a dwójka jego przyjaciół wydawała się wrócić do życia i cofnęła się.
- Racja. – Liam zakaszlał. – Um, jak mówiliśmy, dobrze cię widzieć.
- Was też dobrze widzieć – odpowiedział uprzejmie Louis.
- Ale czuję, że powinniśmy o tym porozmawiać. – Liam przerwał i spojrzał Louisowi głęboko w oczy, a jego szczęśliwy wyraz twarzy zmienił się w poważny. – Dokładnie.
I powrócił rozważny Liam, tak, jak się tego Louis obawiał. Przełknął ciężko; to było dokładnie to, czego nie chciał. Rozmowa, ble. Nie mogli tego po prostu zosawić, żeby mógł wrócić do Harry’ego? Tak byłoby o wiele lepiej.
Ale znów, powinien dać im wyjaśnienie, wcześniej lub później. Zawdzięczał im wiele. Poza tym, był przyzwoitym aktorem, prawdopodobnie mógł dać dobre kłamstwo.
- Tak, domyślam się – powiedział wstydliwie, patrząc w podłogę. – Zatem chcielibyście wejść?
Liam skinął i gdy tylko on i Niall chcieli zrobić krok na przód, przerwał im Zayn, który zdecydował się odezwać po raz pierwszy.
- Czekajcie. – Cała trójka spojrzała na Zayna w zaskoczeniu. Zayn spojrzał na Louisa i skinął głową w stronę pokoju. Wydawało się, że wymagało to od niego dużo odwagi, by się odezwać. – Jesteś tam sam?
Louis chciał uderzyć się w twarz. Ponieważ, cholera. Wiadomość. Zayn oczywiście wiedział, że Harry tam był.
-Tak. – Louis spojrzał na Zayna znacząco, nie mrugając, mając nadzieję, że załapał wiadomość.
- Czekaj. – Podejrzliwy wzrok Nialla przesuwał się między Louisem, a Zaynem. – Kto inny miałby tam być?
- Uh. – Zayn wzruszył ramionami, a jego policzki się zaróżowiły. – Nie wiem?
- Tak, ja też nie. – Louis zgodził się szybko. – Nikt. Ponieważ nikogo tu nie ma.
- Racja. – Niall mrugnął.
- Cóż, teraz, kiedy to ustaliliśmy. – Liam klasnął w dłonie. – Możemy?
- Tak, tak, tak. – Louis cofnął się do środka, pozwalając Niallowi i Liamowi wejść. Zayn pozostał tam, gdzie stał, wyglądając na naprawdę niepewnego, co powinien zrobić ze sobą i swoim ciałem. Louis zachichotał i zapytał rozbawionym głosem: - Też chcesz wejść?
- Um, nie chcę, wiesz, przeszkadzać – powiedział nieśmiało.
- Pfft. – Louis machnął lekceważąco dłonią. – Jest w porządku. Możesz dołączyć.
Harry i tak później wszystko by ci powiedział, Louis chciał powiedzieć, ale powstrzymał się.
- Um, w porządku – zgodził się Zayn, ale wciąż pozostał niepewny, gdy wszedł do środka niesamowicie wolno, jakby wciąż rozważał ucieczkę.
- Och, daj spokój. – Louis przewrócił niecierpliwie oczami i chwycił jego ramię, wciągając go, by móc zamknąć drzwi.
Kiedy drzwi zostały właściwie zamknięte, Louis obrócił się i zobaczył Nialla i Liama chodzących po pokoju. Wciąż były ubrania rozrzucone po podłodze, uświadomił sobie Louis, włącznie z ubraniami Harry’ego. Miał nadzieję, że ich nie zauważą.
Liam westchnął i obrócił się, z rękami na biodrach, z zawiedzionym wyrazem twarzy.
- Ten pokój to istny bałagan, Louis.
- Tak, to śmieszne – zgodził się Niall, chichocząc, także patrząc teraz na Louisa. – Ile to byłeś? Dzień? Mniej?
Louis westchnął, rozdrażniony.
- Cóż, wybaczcie mi. Jest mi niewiarygodnie przykro, naprawdę. – Spojrzał na Zayna i przyciągnął go delikatnie za ramię, do swojego boku. – Jesteś po mojej stronie, tak?
Zayn wyglądał na koszmarnie zmieszanego i wzruszył ramionami.
- Jasne?
- Widzicie? – Louis uśmiechnął się jasno i położył dłonie na biodrach. – On jest po mojej stronie.
Liam przewrócił oczami i wskazał palcem na Zayna.
- Hej, ty. Nie zgadzaj się z niczym, co Louis powie w przyszłości, jasne? Staje się przez to zbyt pewny siebie.
- Uh. – Oczy Zayna zamigotały, między Liamem, a Louisem, zanim ponownie wzruszył ramionami, wciąż wyglądając na bardzo zmieszanego. – Jasne?
- Dobrze. – Liam powiedział z kamienną twarzą.
- Jedna sprawa – powiedział Niall, patrząc na Zayna, złączając brwi. – Co tutaj robisz?
- Hej! – zawołał Liam, patrząc z przerażeniem na Nialla. – Co mówiłem o byciu niegrzecznym?
- Przepraszam, przepraszam. – Niall podniósł ręce. – Tylko się zastanawiam.
- Jest tutaj, ponieważ go zaprosiłem, jasne? – Louis odpowiedział niecierpliwie. – Teraz, wierzę, że mamy ważniejsze sprawy do omówienia.
- Racja – powiedział Liam, gdy on i Niall usiedli jednocześnie na łóżku, bardziej zsynchronizowani, niż ich choreogragia kiedykolwiek. Louis pozostał, stojąc z Zaynem, opierając się obok niego o ścianę. – Więc, dlaczego zniknąłeś? I nie mów, że przez nic, bo nic nie sprawiło by, że ot tak poleciałbyś na inny kontynent.
Louis wziął głęboki oddech. Więc oto jesteśmy.
- Więc. Mieliśmy kłótnię, jeśli pamiętasz? – zaczął.
- Tak, chociaż, to nie była wielka kłótnia – powiedział Niall. – Chodziło o to, że nie chciałeś pić. Nie wiem, czy w ogóle nazwałbym to kłótnią.
- To była kłótnia, Niall. – Louis się nie zgodził. – Ale, tak, nie wiem, mam dużo spraw na głowie i myślę, że chciałem po prostu uciec.
Obydwaj, Liam i Niall, patrzyli na niego ostrożnie.
- Jakiego rodzaju sprawy? – Liam spytał w końcu, łagodnym głosem.
- Nie wiem. – Louis jęknął i odwrócił wzrok.
Ja, będący gejem.
Ja, ukrywający bycie gejem.
Ja, który nie powinien być gejem.
Ja, tęskniący za rodziną.
Ja, nie radzący sobie z tą tęsknotą.
Ja, nie radzący sobie z byciem sławnym.
Ja, nie radzący sobie z byciem samym sobą.
Ja, nie radzący sobie z niczym.
- Po prostu. Sprawy – wymamrotał Louis.
- Spójrz, Louis. – Świat wydawał się zatrzymać, kiedy Liam przemówił tak łagodnym głosem, kiedy supeł w brzuchu Louisa wciąż był boleśnie obecny. – Nigdy nie dojdziemy do sedna, jeśli nie powiesz nam, co jest nie tak.
Louis skinął głową. Wiedział, że Liam miał rację, oczywiście. Liam zazwyczaj miał rację.
- Tak, wiem, ale… – Wziłą głęboki oddech. – Ale.
- Ale co? – Liam nacisnął, brzmiąc tak miękko i miło, i Louis chciał płakać, ponieważ on był tak słodki i chciał tylko tego, co dla niego najlepsze, ale.
Ale nie mógł tego powiedzieć.
Nie mógł tego fizycznie powiedzieć.
Louis spojrzał na Liama błagalnie, kiedy to nagle się stało. Kichnięcie dochodzące z nikąd.
Louis zmarł. Cholera. Powiedział Harry’emu, by był cicho, to oznaczało również kichanie.
Niall rozejrzał się po pokoju z zacekawieniem.
- Co to było? Skąd to doszło?
Louis spanikował.
- Och, to był tylko Zayn! – zachichotał, brzmiąc jak maniak.
- Kto to Zayn? – Liam spytał, zmieszany.
- Uh. – Louis obrócił się, by spojrzeć na szatyna stojącego obok niego, który wyglądał na zaskoczonego. – To jest Zayn.
- Och, a więc tak masz na imię! – zawołał Liam, jakby to było jakieś wielkie odkrycie.
- Czekaj, wy się znacie? – zapytał Niall, zmieszany.
- I, czekaj, Zayn nie kichnął. – Liam przerwał, zanim Louis zdążył odpowiedzieć. –Zauważyłbym, gdyby Zayn kichnął.
- Zayn – powiedział Niall, patrząc prosto na niego, niemal oskarżająco – kichnąłeś?
Zayn wyglądał na tak niepewnego, jak zawsze.
- Uh…
- Jasne, że tak! – Louis praktycznie wykrzyczał i położył dłonie na jego ramionach. – Prawda?
- Cóż, ja…
- Pamiętasz co powiedziałem o nie zgadzaniu się ze wszystkim, co mówi Louis, Zayn? – dodał szybko Liam, patrząc srogo. – Zapytam raz jeszcze: kichnąłeś, czy nie?
Zayn przełknął ciężko i jeśli Louis tak bardzo by nie panikował, byłoby mu go żal. Ponieważ oczywiście, on nie kichnął. Przeniósł wzrk z Louisa na Liama, a potem z powrotem na Louisa, z zakłopotanym wyrazem twarzy.
- Um, cóż, jak, może, jak, tak jakby, ale nie bardzo, jak…
- Cóż, oczywiście, on nie kichnął. – Przerwał mu Niall. – Jeśli by to zrobił, po prostu powiedziałby „tak”.
Liam zmarszczył brwi i spojrzał oskarżająco na Louisa.
- Przestań mącić mu w głowie, Louis!
- Co! – wykrzyknął Louis.
- Słyszałeś mnie.
- Wracając do tematu – powiedział Niall, przerywając ich kłótnię – jeśli Zayn nie kichnął, kto to zrobił?
Cała czwórka patrzyła na siebie w ciszy, zanim Louis w końcu nie przemówił.
- Um. Cienkie ściany?
Posłał im pełen nadziei uśmiech, ale Liam i Niall zrobili zeza w odpowiedzi, nieprzekonani.
A potem, to stało się z nowu. Kolejne kichnięcie.
Niall natychmiast poderwał się na nogi.
- To definitywnie w tym pokoju!
Liam jęknął. Miał przejebane.
- Okej, w porządku! – zawołał, wzdychając. – To koniec, możesz już wyjść.
Niall, Liam i Zayn czekali, aż ktoś się pojawi. I jasnym było, że dźwięk ruchu wydobywa się spod łóżka i kilka sekund później, głowa Harry’ego wysunęła się spod niego. Louis chciał umrzeć. Niall i Liam wpatrywali się w niego z niedowierzaniem, podczas gdy Zayn wydawał się być po raz pierwszy rozbawiony, z lekim uśmiechem na ustach. Dobrze. Louis był zadowolony, że nie wszyscy chcieli zniknąć pod powierzchnią ziemi.
- Cześć! – Harry przywitał się radośnie, a jego uśmiech był niemal oślepiający. – Jestem Harry.
Nikt nie odpowiedział. Wszyscy byli zbyt zszokowani.
- Um. – Harry przeniósł wzrok ze zmieszanych twarzy Liama i Nialla i spojrzał na Louisa, który teraz był czerwony. – Przepraszam za kichanie, Louis, ale tutaj na dole jest naprawdę dużo kurzu.
Louis chciał walnąć się w twarz. I oto był, zmuszając Harry’ego do leżenia w ciszy pod łóżkiem, nie dając mu żadnego wyboru, a ten skończył, przepraszając go za kichanie, ponieważ było zbyt dużo kurzu.
Poważnie, kim w ogóle był ten dzieciak? Skąd się wziął?
- Dlaczego zatem nie wstaniesz? – zapytał Liam, zatroskany.
- Cóż, mógłbym, ale jestem nagi, więc domyślam się, że byłoby to trochę niezręczne – odpowiedzaił Harry, jakby to była najbardziej oczywista rzecz na świecie.
Louis naprawdę chciał umrzeć.
I, naturalnie, Liam westchnął i raz jeszcze spojrzałna Louisa potępiająco.
- Louis? Czy ty jesteś odpowiedzialny za to, że Harry leży nago pod łóżkiem?
- Cóż… – Liam zawołał desperacko. – To nie moja wina! To ty jesteś tym, który pojawia się i puka pilnie w drzwi, będąc jak, ugh, Louis, otwórzy teraz, zanim wyważymy drzwi i zadzwonimy po policję i jak zrób to teraz, nie masz dwóch sekund, by się przygotować, blablabla.
Niall spojrzał na niego niedorzecznie.
- Jestem całkiem pewny, że nic takiego nie mówiliśmy.
- Nieważne.
- Ważne jest, że Harry potrzebuje się ubrać – powiedział Liam. – Więc, wszyscy odwracają wzrok, podczas gdy Harry wychodzi spod łóżka.
- Tak, wszyscy to robią – zgodził się Louis i pospieszył na drugą stronę łóżka, gdzie leżały ciuchy Harry’ego. Podniósł jego i mu je podał. – Przepraszam za wszystko.
- W porządku – powiedział Harry, gdy wychodził spod łóżka.
Louis obrócił się, by mieć pewność, że nikt nie patrzy i na szczęście nikt tego nie robił. Kiedy Harry wyszedł całkowicie, wziął ubrania z rąk Louisa i dał mu szybkiego buziaka w policzek, zanim wyszeptał:
- Dzięki, kochanie.
Louis patrzył za nim, gdy szedł do łazienki całkiem nago, gdzie przypuszczalnie chciał się przebrać. Czuł, jak jego policzek płonął. Kiedy zamknął drzwi, Louis powiedział:
- Możecie teraz otworzyć oczy.
- Dobrze – powiedzaił Liam i Louis zastanawiał się, jak wiele razy zaczynał zdanie tak, jak teraz. – Więc, to było nieco nieoczekiwane.
- Tak – zgodził się Niall. – Wy dwaj umawiacie się sekretnie czy coś?
- Co, nie! – Louis zawołał. – Jezu Chryste, poznałem go wczoraj.
- Och, racja,. Nie, po prostu pomyślałem, że może tęskniliście za sobą tak bardzo, że musiałeś nagle polecieć do niego lub coś.
- Um, nie. Nie bardzo.
- Okej. Tylko się zastanawiam.
- Okej.
Niall usiadł na łóżku obok Liama. Zaległa ciężka cisza w pokoju i Louis patrzył to na Liama, to na Nialla, czekając, aż zaczną wariować lub cokolwiek, nparawdę. Aż chociaż przynajmniej coś powiedzą. Nie ważne co. Czasami cisza była gorsza od krzyku.
- Um, nie zamierzacie nic powiedzieć? – Lois zapytał ostrożnie.
- Nie bardzo wiem, co mam powiedzieć, jeśli mam być szczery. – Liam wzruszył ramionami.
- Nie, Louis ma rację. – Niall wstał. – Osobiście, jestem za cyckami, ale nie wstydzę się przyznać, że ten chłopak jest całkiem niezły.
- Hary, masz na myśli.
- Tak. Więc, wierzę, że należy ci się żółwik w pierwszej kolejności.
I tak po prostu, Niall stuknął dłonią w pięść Louisa. Niedowierzając, Louis przez sekundę wpatrywał się w dpołogę, zanim ostatecznie wypuścił słabe: „yey”.
Uśmiechając się, Niall przesunął swoją pięść i teraz uderzył Louisa w ramię.
- Jestem z ciebie dumny, stary.
Niall usiadł ponownie na łóżko i Louis nie mógł uwierzyć w to, co się stało. Albo raczej, co się nie stało.
- Czekaj. To tyle? Nie jesteście na mnie źli, ani nic?
Liam zmarszczył brwi.
- Dlaczego mielibyśmy być źli?
- Ponieważ tak jakby miałem przed wami naprawdę wielki secret i, nie wiem, ja, no wiecie.
- Cóż, to twoja decyzja. – Liam powiedział ostrożnie. – To, komu chcesz powiedzieć I kiedy. Nie wisisz nikomu wyjaśnienia. Nawet nam.
- Poza tym – dodał Niall. – Nie wydaje mi się, że ktokolwiek jest zaskoczony. Mam na myśli, pamiętasz ten czas, kiedy naprawdę byłeś zakręcony na punkcie dziewczyny i wychodziłeś, i w ogóle, i nie chciałeś się na ten temat zamknąć?
Co?
- Nie.
- Tak, ja też nie. – Niall zachichotał.
Och
- Racja.
- Chcę tylko wyjaśnić jedną rzecz – powiedział Liam. – To właśnie to ostatnio okupowało twoje myśli? Musiałeś rozgryźć bycie gejem i w ogóle?
Cóż. To była zdecydowanie większa część tego. Bardzo duża część. Ale to nie było wszystko. Jednak, jak na teraz, było to wystarczające.
-Tak, prawie. – Louis powiedział nieśmiało. – Po prostu nie chciałem, wiecie, rujnować reputacji zespołu, ani nic. Wiecie, gdyby to wyszło, byłoby naprawdę źle.
- Louis! – zawołał Liam i brzmiał na absolutnie przerażonego. – Nie chcę, byś kiedykolwiek tak myślał! Poważnie, jeśli to sprawiało, że byłeś tak strapiony, chcę, żebyś po prostu to zostawił. Ponieważ poważnie, reputacja zespołu, czy cokolwiek tam powiedział, to nic w porównaniu do twojego szczęścia i dobrego samopoczucia, a jeśli to będzie zrujnowane, wtedy będzie naprawdę źle.
Louis był naprawdę w szoku. Nie miał pojęcia co zrobił w swoich dawnych życiach, że zasłużył na takich przyjaciół. Musiało to być coś naprawdę dobrego, ponieważ to jakiś absurd.
- Zgadzam się z Liamem – powiedział szczerze Niall i jeśli Louis w tym momencie walczył z łzami, to nie był nikogo interes. – Nie mamy żadnego kierunku bez ciebie. – Louis uśmiechnął się i Liam spojrzał na niego wyczekująco. – Widzisz, co tutaj zrobiłem?
Louis czule przewrócił oczami.
- Tak, widzę.
- I jeszcze jedna sprawa. Nawet jeśli to wyjdzie na jaw, nie sądzę, że to będzie takie złe. I tak każdy wie, że jestem magnesem na laski. – Niall mrugnął.
- Jasne, że tak – parsknął Louis.
I tak było, kiedy Louis usłyszał, jak drzwi łazienki się otwierają i wyszedł Harry, tym razem ubrany w swoje wczorajsze ubrania.
- Cześć – powiedział powoli, nieco niezręcznie.
Louis zastanawiał się, czy słuchał ich rozmowy.
- Cześć – odpowiedział.
Zamknęli oczy na jedną, krótką sekundę.
- Naprawdę przepraszam, że nie przedstawiłem się wcześniej – powiedział Liam i wstał, łapiąc dłoń Harry’ego i potrząsając nią. – Jestem Liam.
- On już wie – powiedział Louis, gdy Harry potrząsnął chętnie dłoń Liama z wielkim, szczęśliwym uśmiechem na twarzy, tak, jakby to była najlepsza rzecz, która mu się przydarzyła. – On i Zayn idą na nasz występ w ten piątek.
- Och, poważnie? – Liam wyglądał na całkowicie wstrząśniętego tym faktem. Głupi Liam i jego głupia obsesja na punkcie fanów. – Jesteście fanami?
- Tak, tak, można tak powiedzieć – powiedział Harry, szczęśliwy, jak zawsze. –
Prawda, Zayn?
Och, racja, Zayn. Louis niemal zapomniał, że on tu był. Trójka spojrzała na niego oczekująco, a on wypuścił krótkie:
- Tak.
- Fajnie. – Liam skinął entuzjastycznie głową.
Niall dołączył do nich.
- A ja jestem Niall, ale zgaduję, że to także wiesz – roześmiał się na to głośno, z jakiegoś niezbadanego dla Louisa powodu. Głupi Niall i jego głupia zdolność do śmiania się ze wszystkiego. – I napisałem do naszego kierowcy, powinien tu być w każdej chwili.
- W porządku – powiedział Liam i odwrócił się, patrząc na Louisa. – Więc, idziesz z nami czy tutaj zostajesz?
Louis spojrzał na Harry’ego, który posłał mu mały, pełen nadziei uśmiech.
- Cóż, myślę, że mogę zostać chwilę dłużej.
Uśmiech na twarzy Harry’ego upewnił go, że dobrze odpowiedział.
- Cóż, dobrze. Jesteście obaj młodzi i wolni, więc nacieszcie się sobą.
- Zayn także jest młody i wolny – powiedział nagle Harry, zaskakując wszystkich. – Prawda, Zayn?
Policzki Zayna były teraz ogniście czerwone. Posłał Harry’emu mordercze spojrzenie, zanim wypuścił kolejne krótkie:
- Tak.
- Fajnie. – Liam skinął głową z aprobatą.
- Hej, prawdopodobnie pojedziemy do studia, sprawdzić parę rzeczy, dlatego jesteśmy tutaj tak wcześnie – powiedział Niall do Zayna. – Chcesz się z nami zabrać? Coś mi sie wydaje, że ta dójka nie będzie dobrym towarzystwem, jeśli mam być szczery.
- Tak, to świetny pomysł! – powiedział entuzjastycznie Liam. – Totalnie powinieneś z nami iść.
Zayn posłał Harry’emu pytające spojrzenie, ale ten jedynie bezgłośnie wyartykuował: zrób to w odpowiedzi.
- W porządku. – Zgodził się w końcu, wzruszając ramionami. Jego policzki wciąż były nienaturalnie czerwone.
- Świetnie – powiedział Niall. – Teraz, wyjdźmy i dajmy tej dwójce trochę prywatności.
- Nie zapomnijcie użyć zabezpieczenia! – dodał Liam.
Louis ukrył twarz w dłoniach.
- Jezu Chryste – wymamrotał.
Cała trójka w krótce opuściła pokój, Niall i Liam powtarzali „Pa” i „Będziemy w kontakcie”, a Zayn wyglądał na zmieszanego. Kiedy drzwi zostały zamknięte i w końcu Harry i Louis zostali sami, Louis wypuścił ciężkie, ale pełne ulgi westchnięcie.
- Cóż, mogło pójść gorzej.
- Tak, zdecydowanie mogło. – Harry podszedł i w kroczył w przestrzeń osobistą Louisa, kładąc dłonie na jego talii i wyszeptał do jego ucha. – Mogło pójść naprawdę niezręcznie.
Jego dłonie przesunęły się w dół, na nagie nogi i Louis skorzystał z okazji, by go odepchnąć, chichocząc.
- Złaź ze mnie – zaśmiał się, dysząc. Harry odsunął się się, uśmiechając się.
- Gdzie idzisz? – spytał, gdy poszedł za Louisem, który podszedł do szuflady.
- Po telefon – powiedział Louis, wystukując coś na nim. Harry podszedł bliżej, stając obok niego. – Jeśli sądzisz, że zostanę w tym okropnym hotelu minutę dłużej, to jesteś w wielkim błędzie.
- Nawet z moim cudownym towarzystwem?
- Nawet z twoim cudownym towarzystwem.
- Myślę, że to ma swój urok.
- Cóż, ja nie. – Louis stwierdził, gdy odłożył telefon do szuflady. – Więc, teraz, kierowca zabierze nas z tąd za jakieś dziesięć minut. Korzyści z bycia super gwiazdą.
Harry uniósł brwi, pod wrażeniem.
- Wow.
- Więc, powinieneś iść po swoje rzeczy, żebyś był gotowy, gdy przyjedzie. – Louis wskazał na drzwi, ale Harry jedynie spojrzał na zimię.
- Myślę, że to ty jesteś tym, któremu zejdą wieki, by się przygotować – wymamrotał rzeczowo.
- Cóż, przestań mnie zatem rozpraszać, bym mógł to zrobić! – Louis westchnął rozdrażniony, odpychając go, ale on jedynie przysunął się do niego z powrotem.
- Nie miałbym nic przeciwko rozpraszaniu cię przez chwilę dłużej.
Harry położył dłonie na talii Louisa, przyciągając go bliżej, przyciskając usta do jego szyi i wyciskając na niej malinkę. Chichocząc, Louis go odepchnął.
- Masz sprośne usta, panie Styles.
Harry przygryzł wargę i uśmiechnął się, jakby to była najlepsza rzecz, jaką ktokolwiek kiedykolwiek mu powiedział.
- Tak?
- Tak.
Louis uniósł rękę, chwytając włosy Harry’ego i pociągnął go w dół, więc byli naprzeciw siebie, blisko, ich usta niemal się dotykały. Nie tracąc czasu, Louis uśmiechnął się, zadowolony z siebie, zanim całkowicie pozbył się przestrzeni miedzy nimi, i pocałował go tak, jakby miał to na myśli.
*tutaj pojawiła się taka fajna gra słów: “(…) when he spotted just who he wanted! It was Tom from the wanted unknown mafia group named The wanted!”
12
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz