4
Cała klasa była cicho, podczas drogi z klasy do pracowni. Wiadomości, że Harry Styles i Zayn Malik przenieśli się do innej klasy z jakiegoś powodu, rozprzestrzeniały się jak choroba.
Niektórzy wiedzieli, że to z powodu Louisa, który szybko stał się sławny, po tym jak Zayn i Liam ścigali go po terenie szkoły, gdy Louis upuścił aparat, a Harry, bezczelny i zabawny zarazem, miał jego aparat i przechadzał się z nim po całej szkole.
Dodając do tego nieszczęścia: wszyscy profesorowie i personel, których Louis poprosił o pomoc, nawet ci najbliżsi, odmówili mu tej pomocy. Nawet Pani Calder, dyrektorka szkoły, która wydawała się być pod kontrolą Harry’ego.
Harry był uśmiechnięty od ucha do ucha, przyłapując się na spoglądaniu w kierunku chłopaka z Doncaster. Dzieliło ich tylko jedna długość ramienia, ale Hazz nie mógł powstrzymać się, żeby nie spoglądnąć jeszcze jaz. Czerwone spodnie wydawały się zbyt ciasne na jego nogach, ale Harry nie uważał, że to śmieszne. To było bardziej jakby Louis miał własny styl i miał w dupie to, co myśli ktoś inny, a Harry’emu się to podobało. Spodnie pasowały do koszuli, a ona dopasowywała się dobrze do ciała. Nawet, jeśli uważał swoje myśli za w pewnym sensie dziwne, Louis wciąż wyglądał tak milutko.
- Na co się kurwa gapisz?
Louis spojrzał na niego, kiedy złapał go na przyglądaniu się Tomlinsonowi przez jakiś czas i to nie, dlatego że był zakłopotany. To, dlatego, że to był Harry Styles. Osoba, która była powodem wszystkich złych rzeczy, które mu się ostatnio wydarzyły. Jeśli przyszedł po to, żeby zwrócić jego kamerę, może potem Louis postara się uwierzyć, że nie był tak zły, jak Niall go opisał.
- Oh, myślałem, że nie będziemy więcej rozmawiać – odpowiedział Harry z szerokim uśmiechem i dołeczkami, któremu nie przeszkadzało patrzenie w te oczy, spoglądające na niego nawet z nienawiścią. Wciąż uważał, że są piękne.
- Dlaczego miałby nawet z tobą rozmawiać?
Louis starał się powstrzymać się od powiedzenia mu czegoś więcej. Wiedział, że powinien po prostu wyluzować i ignorować go, bo Bóg wiedział, co by się stało, jeśli byłby wkurzony on lub Harry. Ale jego serce robiło coś, co nie było tym, co naprawdę czuł. Biło tak cholerne szybko, a to uczucie było dla niego nowe. Nigdy nie czuł czegoś takiego, ale był pewny, że nie było to spowodowane strachem przed Harrym. A jeśli nie był to strach, to, co to było w takim razie?
- Ohhh. Czy mój partner jest na mnie zły? Nawet jeszcze nie zaczęliśmy.
Harry odważył się przybliżyć do niego. Na szczęście Louis nie dostrzegł tego subtelnego ruchu. Oh! Będzie z tym dużo zabawy.
Doszli do pracowni. Całe pomieszczenie było białe. Stały tam szafki z chemikaliami i zachowanymi gatunkami do eksperymentów. Zajęli swoje miejsce i chwycili indywidualne fartuchy, okulary, rękawice i niektóre materiały, które były im potrzebne do lekcji.
Louis poczuł, że jego ciało napięło się, gdy ciało Harry’ego dotknęło jego ramienia, gdy Loczek sięgnął po rzeczy. Jego zapach obezwładnił go i w mgnieniu oka przypomniał sobie ich pierwsze spotkanie – sposób, w jaki Harry spojrzał mu w oczy. Nagle zaparło mu dech w piersiach na myśl o Harrym znajdującym się w jego pobliżu, przez co stał się bardziej nerwowy.
Oboje rozeszli się do krańców stołu, podążając za sobą oczyma. Louis nigdy nie czuł się tak nieswojo. Nigdy nie był w centrum uwagi i nie był do tego przyzwyczajany. Zastanawiał się, kiedy będzie prawdopodobnie najlepszy czas, żeby zapytać o zwrot aparatu. Jeśli to wymagałoby przeprosin za robienie zdjęć Harry’emu, w porządku, może to zrobić. Ale co jeśli chciałby coś w zamian? Co jeśli chciał coś więcej niż tylko przeprosin? Louis nie był gotów na to, żeby Harry pojawił się w jego życiu. Jego rodzina wymagała od niego wiele, a on nie mógł ich zawieść.
Westchnął spisując notatki, które Pan Travis napisał na tablicy. Mógł tego nie zauważyć, ale Harry obserwował go przez cały ten czas i te westchnienie również nie uciekło jego uwadze.
- Wydajesz się być zamyślony.
Harry swobodnie stosował na nim ponownie ten ton. Jego oczy podążały za każdym ruchem Louisa, uważając obserwację chłopaka za coś milion razy lepszego, niż oglądanie tego, co demonstrował ich profesor. Jego włosy były wystylizowane w taki sposób, że nawet Zayn nie mógłby tego osiągnąć. Wszystko było na swoim miejscu, jakby obudził się, zapomniał o prysznicu i tylko jego włosy zostały muśnięte przez wiatr. Zaśmiał się cicho, jednak wystarczająco, żeby Lou odwrócił się do niego.
- Dlaczego do cholery nie robisz notatek? – Zapytał go Louis, marszcząc brwi i sposób, w jaki jego usta ruszały się przy każdym słowie, Jezusie, nawet, jeśli jego głos ociekał złością, wciąż był tak doskonały, że wysyłał motylki w brzuchu Stylesa. Czy nie byłoby lepiej, gdyby po prostu wyszli ze szkoły i spędzili poranek razem przy filiżance herbaty i mógłby powiedzieć Louisowi, że wpada w kłopoty, za każdym razem, kiedy chłopak patrzy na niego tymi oczyma, ponieważ któregoś dnia, nie będzie siebie więcej kontrolować.
- Nie martw się. Zrobię eksperyment, po prosu powiedz mi, co mam robić.
Harry wzruszył ramionami widząc złość Louisa, uśmiechając się do niego, zanim w końcu dostał coś w swoje ręce: coś zielononiebieskiego i czerwony płyn jakiejś substancji chemicznej, które znajdowały się w poszczególnych kolbach. Zastanawiał się, co się stanie, jeśli zrobi te rzeczy, które robią naukowcy na niektórych wystawach. Przyglądał się, wlewając płyn, a następnie….
- Harry powinieneś… Co ty kurwa…
BOOM.
Louisowi przerwał nagły błysk światła i dym, a w ciągu kilku sekund wszyscy zaczęli kaszleć, z powodu mgły, która otaczała klasę. Zamknął oczy, bo niemiłosiernie go bolały i mógł usłyszeć szereg kroków biegających po pokoju.
Nagle jego serce ścisnęło się na myśl, że coś mogło stać się Harry’emu. Był zbyt blisko kolby, a chłopak nie powiedział i nie mówi mu niczego.
- Harry? Kurwa… Gdzie jesteś? Co się stało?
Louis ruszał dłońmi od prawej do lewej, próbując rozgonić dym. Starał się otworzyć oczy i znalazł Harry’ego siedzącego na krawędzi stołu. Jego włosy, twarz i fartuch pokryty był niebieską cieczą, ale chłopak śmiał się tak mocno, nie czyniąc żadnego hałasu.
- Z czego się do cholery śmiejesz? Nie jesteś ranny?
Louis siedział na kolanach, jego ręce dosięgły ramion Hazzy, obracając go wokół, szukając jakiś urazów.
- O mój Boże Louis! Spójrz na siebie. Jesteś pokryty…. O mój Boże, nie mogę przestać się śmiać… - głos Harry’ego urwał się ponownie, a chłopak śmiał się ponownie, odrzucając głowę do tyłu i z powrotem tak, że aż znalazł się na podłodze, przewracając się i brudząc podłogę cieczą.
Louis miał wiele powodów do gniewu i uderzyłby Harry’ego w prawy bok, ale nie mógł. Widział inną stronę Hazzy. Nigdy nie spodziewał się, że zobaczy życie całego Harry’ego Stylesa. Zawsze widział jak Harry szedł po korytarzach z tym uśmieszkiem zadowolenia na twarzy, ale nigdy nie widział go takiego. Jego serce podskoczyło. Niezwykłe uczucie budowało się wewnątrz niego i przez chwilę myślał, że zobaczył zupełnie inną osobę. Osobę, która nie śmiała się od wieków.
Harry przestał się śmiać, łapiąc spojrzenie Louisa. Widział jak szatyn niezgrabnie odwrócił się, wiercąc się na swoim miejscu.
- Powinieneś się czasami śmiać Louis – wyszeptał Harry, sprawiając, że podskoczył na nagłą zmianę głosu Loczka.
- Dlaczego powinienem? – Odpowiedział Louis nie patrząc na niego, zaciskając pięści na fartuchu pokrytym niebieską cieczą.
- Dlaczego myślisz, że nie powinieneś? – Natychmiast dodał Harry. To nie było normalne, normalnie rozmawiać z Harrym. To nie było nawet normalne, żeby się z niego śmiać. Czego on oczekiwał, uśmiechu? – Jesteś bardziej poważny, niż myślałem, że jesteś.
- Co ty w ogóle o mnie wiesz? – Louis odwrócił się w stronę Harry’ego, patrząc na niego podejrzliwie.
- Myślę, że wiem kilka rzeczy o tobie Louis… - odpowiedział Loczek cichym głosem. – I chcę wiedzieć więcej.
Louis chciał coś powiedzieć o tym, gdy kilka para ciężkich kroków zbliżyła się do nich.
- Lou! Cholera! Co tu się stało?
Głos Nialla wypełnił pomieszczenie, gdy rzucił się w kierunku Louisa, który nie przegapił tego jak wyglądali, zanim nie zawołał imienia przyjaciela. Był pewny, że patrzyli na siebie i to przynosiło ciężkie bicie serca w jego klatce piersiowej.
- Harry próbował wysadzić laboratorium.
Louis wyprostował się i odwrócił się od Harry’ego, rzucając uspokajające spojrzenie w kierunku swojego irlandzkiego przyjaciela. Nie mógł pozwolić, by ten zobaczył, jak jest bezbronny wobec osoby, przed którą ostrzegał go Niall.
- I całkiem mi się to udało – wtrącił Harry, który stał teraz obok Zayna. Mulat dusił śmiech, ale Louisowi nie ominął sposób, w jaki Malik patrzył w kierunku Nialla. Prawie zapomniał, że miał obserwować swojego przyjaciela, ale był zbyt rozkojarzony, żeby to zrobić.
- Chodź, muszą na ciebie spojrzeć w klinice.
Niall położył dłoń na ramieniu Louisa, prowadząc go w kierunku drzwi. Wyszli z rozbitego laboratorium, a Harry złapał się na tym, że poczuł się nieswojo.
I był cholernie pewny, że nie było to dobre uczucie. Harry był wkurzony przez myśl o Niallu, który próbuje wtrącać się w coś, o czym nie powinien myśleć.
Nie chciał nikogo widzieć, nawet Irlandczyka dotykającego Louisa, nie teraz, kiedy obserwował szatyna, miał pełną uwagę chłopaka, ponieważ czy Louis był świadomy czy nie, był jego. Od teraz należał do Harry’ego Stylesa.
~
4
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz