10
To było jak wtedy, kiedy masz prezentować w obecności swojej klasy; ale gorsze.
Wiesz, kiedy umysł mówi ci, że to nie wielka sprawa, dasz sobie radę, robiłeś to wiele razy wcześniej i fakt, że jesteś przerażony, jest całkowicie irracjonalny. Nie mniej, twoje serce bije szybciej niż zwykle, twoje dłonie się pocą i całe twoje ciało jest odrętwiałe. A ty tylko chcesz to wszystko odepchnąć, tak bardzo, jak to możliwe i jednocześnie chcesz tylko mieć to, kurwa, za sobą, by móc znowu oddychać. Powietrze nie jest niedoceniane. Czekając, odtwarzasz w głowie to, co masz powiedzieć. Chociaż w przypadku Harry’ego było mniej „Druga wojna światowa rozpoczęła się w roku 1939 ze względu na…”, a więcej „Cześć. Cieszę się, że przyszedłeś. Twój tyłek wygląda fantastycznie w tych spodniach. Czy wiesz, że ja także kocham śpiewać, umiem gotować, mam dobre stopnie, także kocham The Fray i chętnie zrobię ci blowjob? Tak, jest pewien haczyk. Powinniśmy wziąć ślub.” Harry po prostu potrzebował to nieco przeformułować. Gdyby tylko miał więcej czasu, prawdopodobnie usiadłby z Zaynem i napisał cały scenariusz rzeczy do powiedzenia. W końcu nie miałoby to znaczenia, choć wciąż nie byłby bardziej przygotowany, niż był teraz. Może nawet mniej. Myślenie zazwyczaj ma sposób, by zemścić się na końcu.
Jednak, powodem tego, iż było to gorsze niż zwykła prezentacja był fakt, że Harry nie miał gwarancji, że cokolwiek się wydarzy. Tak bardzo, jak chciał, by Louis wpadł, nie było to nic pewnego. Mógł mentalnie przygotowywać się dowoli, ale to wciąż mogło iść na marne. Wszystko, co mógł zrobić, to czekać i trzymać kciuki.
Z ciężkim westchnięciem usiadł na łóżku. Zayn był jeszcze w łazience, robiąc coś nieznanego, ponieważ nie było słychać prysznica. Wszystko, co Harry wiedział, to fakt, że marzył, by się pospieszył. W końcu powiedział Louisowi, że nikomu nie powie, że on tu jest, celowo unikając przy tym, że ma współlokatora, któremu z całą pewnością to powie.
I tak, okej, jasne. Może Harry po prostu chciał mieć troche prywatności z Louisem. Bez obrazy dla Zayna, czy coś, ale jeśli miał zamiar wprowadzić „Plan, by wsadzić penisa Louisa w moje usta, część 1.” w życie, to najlepiej byłoby bez publiczności. (Trzeba przyznać, to nie było tak bardzo plan, a raczej czysta potrzeba, którą nazwał, by brzmiała jakby wiedział, co robi.) Harry zorientował się, że może chociaż się zrelaksować. Jeśli Louis nawet by wpadł, to prawdopodobnie nie będzie tu od razu. Prawdopodobnie ma jakieś „ważne rzeczy supergwiazdy, o których ty nic nie wiesz” to zrobienia. A jeśli nie, w każdym razie prawdopodobnie będzie wolał poczekać chwilę, aby nie okazać się zbyt chętnym. Grać trudnego do zdobycia, czy coś. Tak, jakby zdobycie Louisa Tomlinsona nie było już wystarczająco trudne.
Dochodząc do tego wniosku, Harry czuje, jak jego ciało wyraźnie się relaksuje. Nie trzeba mieć jeszcze załamania nerwowego. Po prostu oddychaj i wszystko będzie dobrze. Wpatrywał się przed siebie i zaczynał zastanawiać się, o której godzinie dokładnie powinien zacząć wariować, kiedy usłyszał to, dochdzące znikąd; jak piorun z nieba.
Puk, puk.
Harry zerwał się z łóżka z gwałtownym wstrząsem, a jego myśli krzyczały różne słowa przypadkowo i bez sensu. Kurwa, tak, nie, wynik, dlaczego, nareszcie, nie jestem gotowy, jestem gotowy, kurwa. Podszedł do ściany, gdzie pochylił się z przyciśniętą do niej twarzą, biorąc głęboki oddech. Oddychaj, oddychaj, oddychaj, cholera. Jednak natychmiast odepchnął się, ponieważ Louis nie będzie czekał na niego, zastanawiając się, co się dzieje. Wszystko wciąż musi wyglądać naturalnie. Normalnie. Żadna wielka sprawa.
Obrócił się, by zerknąć po raz ostatni w lustro, zanim podszedł do drzwi. I na szczęście dla niego, wyglądał tak dobrze, jak pięć minut temu. Punkt dla niego. I o wiele lepiej niż godzinę temu. Kolejny punkt. Zadowolony z tego faktu, Harry rozluźnił się nieco. Ma to.
- Trzymaj się – mruknął cicho do siebie, kiedy nacisnął klamkę i otworzył drzwi.
A po drugiej stronie stał, zgodnie z oczekiwaniami, Louis. I jeśli Harry sądził, że wygląda lepiej po odświeżeniu się, to Louis także i to milion razy lepiej. Przełykając, Harry musiał położyć dłoń na ścianie obok niego, by powstrzymać się przed upadkiem, ponieważ, cholera, te spodnie są za ciasne, ta koszulka także jest za ciasna i on po prostu wygląda zbyt słodko, gorąco i seksownie, i kusząco, i kurwa. Zasadniczo, Louis był słońcem i Harry po prostu się spalał. Harry nie potrzebował tej niestabilności umysłowej w swoim życiu. Pomijając fakt, że naprawdę tego potrzebował i stał tuż przed nim i popełni samobójstwo, jeśli go straci. Kaszląc, Harry uświadomił sobie, że się gapi, więc zamiast tego przełamał to szerokim uśmiechem.
- Cześć – powiedział, wpatrując się w Louisa, zauważając, że wystylizował włosy.
Kurwa, wystylizował włosy, tylko po to, by spotkać się z Harry’m i ten fakt zrobił rzecz w jego żołądku, której naprawdę nie powinien.
- Cześć – odpowiedział Louis, uśmiechając się.
- Naprawdę nie sądziłem, że wpadniesz, jeśli mam być uczciwy.
- Nie? – Louis uniósł brwi.
Harry pokręcił głową, uśmiechając się do podłogi.
- Nie.
- Tak, cóż… - Louis wzruszył ramionami. – Nie miałem nic lepszego do roboty, więc…
- Cóż, cieszę się, że przyszedłeś. – Spojrzał szczerze na Louisa, mając nadzieję, że nie wygląda na zbyt zadowolonego. – Chcesz wejść?
- Tak – potwierdził Louis i Harry odsunął się na bok, aby go przepuścić.
Louis rozejrzał się po pokoju, zanim powiedział:
- Cieszę się, widząc, że twój pokój jest tak samo ohydny jak mój.
Harry roześmiał się.
- Jeśli planowałeś wykorzystać mnie dla mojej kilmatyzacji, prawdopodobnie powinieneś to przemyśleć.
- Stary, brak klimatyzacji jest w porządku. To łazienką się martwię. – Spojrzał na Harry’ego, rozbawiony. – By być szczerym, rozumiem dlaczego poszedłeś na dół.
- Może powinieneś iść na dół i spotkać się w tej sprawie z kierownikiem hotelu.
- Mógłbym, ale i tak prawdopodobnie nie będzie go w pobliżu.
Harry pokręcił głową z powagą.
- Wstyd. Zły zarząd.
- Zły zarząd – powtórzył Louis w tym samym tonie.
- Zgaduję, że w takim razie utknąłeś tu ze mną.
- Zgaduję, że tak – powiedział Louis, zanim poszedł usiąść na łóżku i Harry nawet nie udawał, że nie patrzy na jego tyłek, bo kurwa. – Jednak, nigdy nie powiedziałem, że wykorzystuję cię tylko dla twojej łązienki, więc nie wiem, czy utknąłem jest dobrym słowem.
- W porządku. – Harry uśmiechnął się do niego. – Mogę z tym żyć.
- Cieszę się, że możesz żyć z myślą, że cię nie wykorzystuję – prychnął Louis.
Harry zaśmiał się ponownie, zanim spojrzał na Louisa sugestywnie.
- Może nie miałbym nic przeciwko byciu wykorzystywanym przez ciebie.
Usta Louisa otworzyły się lekko, gdy spoglądał na Harry’ego, starając się zrozumieć, co dokładnie miał na myśli. - Ach tak? – zapytał powoli, a te dwa niewinne słowa nie powinny brzmieć tak kusząco sugestywnie, ale to nie powstrzymało kolan Harry’ego od drżenia, więc oparł się o ścianę, poszukując wsparcia.
Oblizując się, odpowiedział:
- Tak.
Wydawało się, że czas się zatrzymał, gdy Louis patrzył uważnie na Harry’ego, rozważając swój następny ruch. Wydawało się, że podjął już decyzję i otworzył usta, by przemówić, kiedy nagle przerwano mu, gdy zamek w drzwiach od łazienki odblokował się. Głowa Harry’ego obróciła się, a w jego głowie pojawił się alarm paniki. O, cholera. Zupełnie zapomniał, że Zayn wciąż tu był. Mimo paniki spojrzał na Louisa, którego brwi zmarszczyły się w zmieszaniu, gdy czekał aż nieznajoma osoba opuści łazienkę. A kiedy Zayn faktycznie otworzył drzwi i wyszedł, jego mona szybko zmieniła się w niedowierzanie. Uniósł brwi i otworzył usta.
Prawdę mówiąc, Harry skłamałby, gdyby powiedział, że nie rozumiał jego reakcji. Ponieważ gdy wyszedł Zayn, która zawsze wygląda jak cholerny model Gucci, świeżo wykąpany, z niczym poza ręcznikiem owiniętym wokół bioder. To był widok. Seksowny widok. I zdecydowaniebył to widok, którego Harry nie potrzebował widzieć lub raczej Louis nie potrzebował tego widzieć, bo jaki wszechświat był tak sprawiedliwy? Kiedy Harry powiedział Zaynowi, by nie podrywał Louisa, miał na myśli także to: „nie wychodź spod prysznica, wyglądając jak seksowny Grecki bóg, proszę.” A patrząc na Louisa, wydawało się, że zgadza się z tym opisem, bo siedział całkowicie zamrożony, nadal patrząc z niedowierzaniem i czymś zbliżonym do czystego upokorzenia. Harry nie mógł go nawet za to winić. Kurwa.
Zayn jednak wydawał się również zaskoczony sytuacją i stał nieruchomo przy drzwiach. Zasadniczo, cała ich trójka stała po prostu, patrząc na siebie i nikt nie wiedział, co powiedzieć. W jakiś sposób cały ten scenariusz przypomniał Harry’emu program telewizyjny, który kiedyś oglądał, zwany „Cheaters”*, który opowiadał o grupie ludzi chcących dowiedzieć się, czy ktoś jest niewierny. Na końcu zawsze była dramatyczna konfrontacja, kiedy ekipa telewizyjna i wierna osoba w związku wybuchała, kiedy zdradzająca osoba uprawiała seks z nieznajomym i to wszystko było bardzo krępujące; na równi z oczywistym. To było dokładnie tak samo, pomijając fakt, że nie było kamer i Harry nie miał pojęcia kto z kim zdradzał. I okej, Harry mógł trochę przesadzać.
Wreszcie Zayn postanowił przemówić. Wydawał się być tak daleko od swojej strefy komfortu, że Harry roześmiałby się, gdyby sam nie był tak skrępowany.
- Uh, cześć – powiedział sztywno, patrząc na Louisa jakby był jakimś magicznym zwierzątkiem, które właśnie przybyło z Narnii. – Jestem Zayn.
- Jestem Louis – odpowiedział krótko, wciąż wyglądając jakby był w szoku i bardzo sztywno.
Zayn skinął głową, zanim wymamrotał na tyle głośno, by Harry i Louis go usłyszeli.
- Po prostu wezmę ubrania.
Ostożnymi krokami podszedł do walizki, która leżała po drugiej stronie łóżka i wziął coś. Unikając kontaktu wzrokowego z Harry’m i Louisem, szybko wrócił do łazienki i zamknął drzwi.
Harry prawie nie odważył się spojrzeć na Louisa, ale kiedy to zrobił, był zaskoczony, widząc go prawie nerwowego, wykręcającego dłonie. Czując, że powinien coś powiedzieć, Harry zaczął czuć się bardzo niespokojnie i głupio. Ale nie mógł wymyślić, co powiedzieć. Ostatecznie to Louis przerwał milczenie.
- Zayn, co? – powiedział, patrząc na swoje kolana.
- Tak. – Harry odpowiedział niepewnie.
- To niezwykłe imię.
- Tak.
A potem cisza. Harry nie był jednym z tych, którzy szaleją natychmiast, gdy panuje cisza w rozmowie, ale teraz było inaczej. Ta cisza była tak niewygodna, że Harry chciał wziąć butelkę kwasu i pić, aż po prostu przestanie istnieć. Zamiast jednak to zrobić, wyjął telefon z kieszeni i szybko wysłał wiadomość do Zayna.
Od: Harry
Przysięgam na Boga, jeśli kiedykolwiek jeszcze raz będziesz chodził wokół Louisa nie będąc w pełni ubrany lkfdhslihdfirkeoi !!!!!!!
Harry nie wiedział, jak przerażająca lub zastraszająca jest ta wiadomość, ale był pewien, że chłopak zrozumie przesłanie.
Kiedy Zayn wreszcie ponownie wyszedł, tym razem ubrany, był to rodzaj powrotu do punktu wyjścia. Zamknął za sobą drzwi, powoli i ostrożnie, zanim oparł się o nie. To wszystko było bardzo śmieszne.
- Więc… – powiedział Louis, ściskajac dłonie, a jego oczy wędrowały pomiędzy Harry’m i Zaynem.
Zayn prawdopodobnie nie mógł mówić, kiedy od tego zależało jego życie. Harry sam nie miał pojęcia, co powiedzieć, kiedy nagle go olśniło.
Był głodny.
- Hej, wiecie, co właśnie sobie uświadomiłem? – powiedział podekscytowany, patrząc na Zayna, który pokręcił głową w odpowiedzi. – Nie jadłem cały dzień.
Zayn spojrzał oniemiały na Harry’ego.
- Ja też nie.
- Tak, nie, domyśliłem się. Może mógłbyś skoczyć na dół do Starbucksa i kupić dla nas coś do jedzenia?
Harry nie miał nawet pojęcia, czy Starbucks był blisko ich hotelu, ale daj spokój, musi być. To Starbucks, na miłość boską. Poza tym, nie wydaje się, by Zaynowi to przeszkadzało. Natychmiast skinął głową i podszedł do łóżka, sięgając po portfel i telefon. Kiedy trzymał telefon w rękach i czytał wiadomość, którą Harry mu wysłał wcześniej, przesadnie przewrócił oczami.
- Chcesz coś? – Harry zapytał Louisa, ignorując spojrzenie, które posłał mu Zayn.
- Um… – Louis zastanowił się. – Tak myślę. Ja także nic nie jadłem. I herbata, byłoby miło.
- Tak, herbata, byłoby miło. – Harry odwrócił się do Zayna. – Możesz kupić herbatę i coś do jedzenia, bułeczki lub cokolwiek. Tak naprawdę to bez znaczenia.
- Jasne. – Zayn zgodził się natychmiast, a potem pospiesznie ruszył do drzwi, gdzie niezręcznie pomachał, zanim wyszedł. Lub raczej ewakuował się.
I tak po prostu Louis i Harry zostali sami w pokoju. Niepewnie, Harry ponownie spojrzał na Louisa i powiedział jedyną rzecz, o której mógł myśleć.
- Tak mi przykro.
- Co? – Louis zapytał i brzmiał na zaskoczonego.
- Po prostu powiedziałeś, że nie chcesz, by ktoś wiedział gdzie jesteś, a ja nie wspomniałem, że mam współlokatora. Przepraszam.
Louis spojrzał na Harry’go, jakby nie mógł zrozumieć, co mówi, ale potem potrzasnął głową i machnął lekceważąco dłonią.
- Oh, racja. Nie, to w porządku, nie martw się tym.
- Naprawdę? – Harry uśmiechnął się z ulgą. – Jesteś pewien?
- No, tak. Tak długo, jak nikomu nie powie.
- Oh, nie powie. – Harry uspokoił go. – Obiecuję.
- Dobrze.
Widząc, że jest to równie dobry czas, jak każdy inny, Harry ruszył do przodu i usiadł obok Louisa na łóżku.
- Więc… – zaczął Louis, przesuwajac się lekko, tak, że był na przeciwko Harry’ego. – Kto to był?
Marszcząc brwi, Harry spojrzał na Louisa w zmieszaniu.
- Zayn.
- Oczywiście. – Louis przewrócił oczami. – Chodzi mi o to, kim on jest. To tylko twój współlokator?
- Tak, jest tylko moim przyjacielem – odpowiedział Harry, nie bardzo wiedząc dokąd to zmierza.
- Oh! – Louis zaczął się śmiać i potarł dłonią czoło. – To wszystko wydawało się tak niezręczne, więc pomyślałem, że to twój chłopak.
- Eh, co?
- Tak. – Louis wciąż się śmiał. – Czułem się nie na miejscu.
W porządku, więc jeśli to rzeczywiście byłby odcinek „Cheaters”, to Harry byłby tym, który zdradza Zayna z Louisem. I, cóż, to był dziwny pomysł.
- Okej – powiedział powoli, wciąż dostrzegając kłopotliwość tej sytuacji. – Nie, jesteśmy tylko przyjaciółmi.
- Jasne. – Louis zachichotał i Harry mógłby przysiąc, że z jakiegoś powodu brzmiał na zadowolonego.
- Właściwie… - Żołądek Harry’ego zacisnął się nieprzyjemnie, ale wiedział, że musi to w końcu powiedzieć. Unikał kontaktu wzrokowego z Louisem, kiedy mówił, wpatrując się w swoje kolana. – Powodem, dla którego to wszystko było takie niezręczne jest to, że widzimy was w przyszłym tygodniu.
Kiedy Harry podniósł głowę, by spojrzeć na Louisa, jego brwi wystrzeliły do góry,
- Co? – powiedział wysokim, piskliwym głosem.
Harry zaśmiał się zakłopotany.
- Taaak.
- Naprawdę?
- Tak.
- Szczerze?
- Tak! – Harry spojrzał na Louisa pytająco. – Czy naprawdę tak trudno w to uwierzyć?
- Cóż. Tak? – Louis wzruszył ramionami. – Mam na myśli, większość osób, które chodzą na nasze koncerty to nastolatki. Nie ludzie tacy jak ty.
- Ludzie tacy jak ja? – powtórzył Harry.
- No, wiesz… – Louis zaczął machać rękoma, jakby nie mogł znaleźć, którego szukał. – Faceci.
- Cóż, to trochę seksistowskie, nie sądzisz? – zapytał Harry, rozbawiony.
- Nie, nie, nie! Nie mówię, że wolę fanki od fanów lub odwrotnie. Mówię tylko, że bardziej powszechne dla nas, jest mieć dziewczyny na koncertach, ale to nie znaczy, że nie doceniamy uczestniczących chłopaków.
- W porządku. Więc, może to zły moment, by cię poinformować, że przychodzimy z naszymi dwiema córkami?
- Oh, naprawdę? – Louis także grał. Starał się utrzymać poważną mine, ale Harry mógł powiedzieć, że ciężko mu to szło.
- Oh, tak. – Harry skinął głową. – Ja i Zayn będziemy dwoma zirytowanymi tatusiami, siedzącymi cały czas, przeklejonymi do naszych telefonów, narzekając na głlośne krzyki.
- Zatem jesteś jednym z tych ludzi, co?
- Zdecydowanie tak. Może, jeśli jeśli będę w dobrym nastroju, zrobię zdjęcie na mojego Instagrama. Hashtag: toldyoutheycouldntsingstagram**.
Na to Louis opadł na łóżko, trzęsąc się ze śmiechu. Harry poczuł domę; rzeczywiście zdołał powiedzieć dowcip. Mentalnie zrobił nowy plan zwany: „Sprawić, że Louis zaśmieje się tak samo jeszcze raz”.
Kiedy Louis leżał na łóżku, wciąż trzęsąc się ze śmiechu, powiedział drwiącym, mrocznym głosem:
- Canseewhytheydidn’twinXfactorstagram.***
A potem zaczął śmiać się jeszcze bardziej. Harry przewrócił oczami, bo to nie było aż tak zabawne.
- Może po prostu zadowolę się koncertgramem. Na koniec dnia myślę tylko o prostocie.
Siadając prosto, Louis wziął kilka głębokich oddechów.
- Tak, to też podziała.
Uśmiechając się, Harry zdecydował się zmienić temat.
- Skoro mówimy o X-factorze, wiedziałeś, że byłem na przesłuchaniu w tym samym roku co ty, Niall i Liam?
- Nie, poważnie?
- Tak, wybrałem piosenkę i w ogóle. Ale potem okazało się, że jestem o jeden dzień za młody i nie mogę wystąpić.
- Co? – Brwi Louisa uniosły się. – Kiedy się urodziłeś?
- Drugiego lutego, 1994. Gdybym urodził się dzień wcześniej, mógłbym to zrobić.
- Wow, to ssie – powiedział Louis, brzmiąc na autentycznie tym zdenerowanego.
- Tak, cóż. – Harry wzruszył ramionami. – Nic nie można z tym zrobić.
- Jednak wciąż… Przykro mi.
Harry ponownie tylko wzruszył ramionnami, zanim uśmiech pojawił mu się na twarzy.
- Zayn też był na przesłuchaniu, ale przespał je.
Louis roześmiał się.
- Cóż, zatem może winić tylko siebie.
- Być może. – Harry uśmiechnął się.
- Byłoby naprawdę fajnie, gdybyście obydwaj byli na przesłuchaniach i skończyli z nami w zespole.
Harry zaczerwienił się. Przewdę mówiąc, rozważał to. Trudno byłoby tego nie robić. Ale to zawsze była tylko fanzja, nie coś, co rzeczywiście mogłoby się wydarzyć. Takie rzeczy po prostu nie zdarzają się w prawdziwym życiu. Mimo to, bez wątpienia byłoby zabawnie podróżować po całym świecie z Louisem. Nie mógłby się na to uskarżać.
- Tak – zgodził się, uśmiechając jak idiota. – Naprawdę fajnie.
- Chociaż nie mogę sobie wyobrazić piątki w zespole. Byłoby dziwnie.
- Cóż, ja nie mogę sobie wyobrazić bycia w zespole, więc zgaduję, że jesteśmy po tej samej stronie.
Louis wzruszył ramionami, zanim uśmiechnął się i spojrzał na Harry’ego.
- Więc, zatem jesteś dobrym wokalistą?
- Chyba – przyznał Harry, rumieniąc się ponownie. – Byłem wokalistą w zespole White Eskimo, ale rozpadliśmy się jakiś czas temu.
- Dlaczego?
- Nie wiem, naprawdę. Po prostu nie wyszło.
- W porządku. – Nagle Louis wyglądał na bardzo zadowolonego z siebie. – Zdajesz sobie sprawę dokąd to zmierza, prawda?
- Nie, raczej nie.
Louis spojrzał Harry’emu głęboko w oczy, śmiertelnie poważny, bez cienia żartu.
- Chcę, żebyś dla mnie zaśpiewał.
Harry podrapał się po karku.
- Nie jestem pewien.
- Dalej! – Louis trącił go w ramię. – Jestem pewien, że jesteś świetny.
- Nie. Nie aż tak świetny – wymamrotał Harry niepewnie, unikając kontaktu wzrokowego. – Nie tak świetny, jak ty.
Kiedy Harry spojrzał na Louisa, on uniósł brwi.
- Jestem pewny, że się nie doceniasz.
Kiedy Harry wciąż się nie poddawał, żachnął się.
- Proszę?
Harry wypuścił pokonane westchnięcie. Bo, poważnie, jak miałby na to odpowiedzieć “nie”?
- W porządku. Zatem co chcesz, żebym zaśpiewał?
Louis natychmiast się rozchmurzył, więc Harry aż tak nie żałował swojej decyzji.
- Cokolwiek, co ci odpowiada, stary.
- W porządku.
Łatwiej powiedzieć niż zrobić, Harry nie był pewien w jak wielu piosenkach czuje się dość komfortowo, by wystąpić przed Louisem Tomlinsonem. Koniec końców wiedział, jaką piosenkę wybrać. Odkaszlnął, stanął przed Louisem, który patrzył na niego oczekująco, z uśmiechem. Harry nie był zazwyczaj tak zdenerwowany, ale to była specjalna okazja. Odsunął grzywkę z twarzy. To był jego nerwowy nawyk.
- Ja, uh, zaśpiewam „Isn’t she lovely” Steviego Wondera.
Louis pokiwał zachęcająco, wciąż się uśmiechając.
I Harry zaczął śpiewać.
Isn’t she lovely
Isn’t she wonderful
Isn’t she precious
Less than one minute old
I never thought through love we’d be
Making one as lovely as she
But isn’t she lovely made from love
Poszło zaskakująco dobrze, biorąc pod uwagę nerwy. Harry nie chciał być zadowolony z siebie, czy coś, ale Louis wydawał się być autentycznie pod wrażeniem, gdy siedział, słuchając Harry’ego a capella. Kiedy skończył, ukłonił się lekko i Louis natychmiast zaczął klaskać w dłonie z entuzjazmem. Harry z trudem ukrył uśmiech.
- Brawo! Dobra robota. Imponujące.
- Dziękuję. – Harry zachichotał.
- Nie, ale poważnie… - Louis poklepał miejsce obok siebie. – Usiądź.
Harry zrobił to natychmiast, a Louis kontynuował:
- Poważnie, to było naprawdę imponujące. Pozamiatałeś.
- Tak?
- Tak. Zdecydowanie byś przeszedł. Bez wątpienia.
- Tak? – Harry nie był pewny, czy kiedykolwiek uśmiechał się tak bardzo w całym swoim życiu.
- Poważnie. – Louis spojrzał na Harry’ego szczerze. – Chcę zdobyć twój autograf, gdy będziesz sławny.
Rumieniąc się, Harry spojrzał na swoje kolana. Wciąż nie mógł przestać się uśmiechać.
- Przestań.
Uśmiechając się, Louis sięgnął i dotknął włosów Harry’ego, co spowodowało, że spojrzał na niego ze zdziwieniem.
- Te loki daleko cię zaprowadą. Czuję to.
- Być może. – Harry starał się nie myśleć o tym, że Louis dotyka jego włosów. – Może moglibyśmy później współpracować. Kiedy ja też będę sławny.
- Na pewno. – Louis zgodził się, zdejmując rękę z jego włosów. – One Direction z gościnnym występem Harry’ego.
- Bardziej jak Harry Styles z gościnnym występem One Direction, ale w porządku – poprawił go Harry.
Brwi Louisa uniosły się.
- Nazywasz się Harry Styles?
- Tak. – Harry zachichotał. – Dlaczego?
- Nie, to jest po prostu… - Louis wzruszył ramionami. – Masz cały pakiet. Nazwisko, głos, loki. Naprawdę powinieneś spróbować.
- To naprawdę… – Harry wziął głęboki oddech i zaczął od nowa. – To naprawdę wiele dla mnie znaczy, że tak mówisz. Poważnie, nie masz pojęcia. Więc, dziękuję.
- Nie ma problemu.
Harry przerwał na chwilę, zastanawiając się.
- Właściwie mam napisanych kilkawłasnych piosenek.
- Tak? – Louis uśmiechnął się zachęcająco.
- Tak, wiesz, trochę rzeczy. Nic wielkiego, ale tak.
- Nie sądzę, że chciałbyś trochę zaśpiewać?
Louis patrzył z taką nadzieją, że Harry naprawdę to rozważał. Faktem jednak było, że te piosenki, które Harry napisał a) nie były dokończone lub b) nie były czymś, z czym czuł się komfortowo, śpiewając. Jedyną osobą, która kiedykolwiek słyszała którąś z jego piosenek, była jego mama. Biorąc pod uwagę, że czuł się wystarczająco obnażony, śpiewając czyjąś piosenkę; nie było mowy, by zaśpiewał jedną z własnych. Przynajmniej nie teraz.
- Może innym razem – powiedział przepraszająco.
- Jasne.
Harry spojrzał na Louisa i zastanawiał się, czy on też rozważał możliwość „innego razu”. Harry rozpaczliwie miał nadzieję, że to nadejdzie. Bardziej, niż cokolwiek innego. Ale wiedział też, że nie powinien mieć aż takiej nadziei. Ostatecznie, zdecydował się o tym nie myśleć.
- Hej! – zawołał Louis, jakby nagle coś go olśniło. – Wiesz, co będzie fajne?
Harry mógłby wymyślić kilka rzeczy.
- Nie.
- Możemy zaśpiewać którąś z moich piosenek.
- Masz na myśli: razem?
- Tak. – Louis potwierdził entuzjastycznie. – Jeśli masz na to ochotę.
Harry miał bardziej, niż ochotę. Jeśli mógł śpiewać ich piosenki w łazience z Zaynem, kiedy był pijany, to zdecydowanie może je śpiewać na trzeźwo z Louisem.
- Tak, jestem za. Którą chciałbyś zaśpiewać?
- Którą znasz?
Harry wzruszył ramionami.
- Zgaduję, że większość. – A.k.a wszystkie.
- Okej.
Zdecydowali, że Harry będzie miał partie Liama, a Louis oczywiście swoje i podzielą się wersami Nialla. I okazało się to bardzo zabawne. Śpiewanie piosenek One Direction zawsze jest zabawne, więc to oczywiste. Zaczęli od „Kiss You”, ponieważ to był ich ostatni singiel i Harry starał się nie pokazywać, jak wielkie znaczenie miało dla niego każde słowo. Podczas drugiego wersu, Harry poczuł wibracje wiadomości, ale zignorował to. Kilka sekund później telefon zawibrował ponownie. Następną piosenką, którą śpiewali było „Gotta be you”, a potem Louis komplementował Harry’ego za wyciągnięcie wysokiej nuty w refrenie. Ponownie Harry czuł się przytłoczony dobrymi opiniami i starał się to ukryć, ale chyba szło mu to okropnie.
Jednak, kiedy jego telefon zawibrował trzeci raz, przeprosił i wyszedł do łazienki. Kiedy był sam, wyciągnął telefon i odczytał trzy wiadomości, które wysłał mu Zayn.
Od: Zayn
O czym ty w ogóle mówisz, tu nie ma Starbucksa. Szukam już od pół godziny.
Od: Zayn
Nie mogę po prostu kupić czegoś innego?
Od: Zayn
Ponieważ mi nie odpowiadasz, zakładam, że rzeczy idą lepiej dla ciebie, niż dla mnie.
Harry czuł się nieco źle, ale nie na tyle, by poddać się sugestii Zayna.
Od: Harry
Louis chce herbaty = PRZYNOSISZ HERBATĘ
Od: Harry
Proszę. :)xx Kocham cię
Od: Harry
Tak, rzeczy idą dobrze, OMG opowiem ci wszystko później.
Kiedy Harry wyszedł z łazienki, był niemal zaskoczony, widząc, że Louis wciąż siedzi na łóżku. To wszystko wciąż było trudno pojąć, biorąc pod uwagę, jak surrealistyczne to było. Więc Harry zrobił to, co zrobiłby każdy rozsądny człowiek: zignorował to uczucie i kontynuował naromalnie, jak tylko można. Usiadł obok Louisa i zamiast dalej śpiewać, jakoś zaczęli rozmawiać o różnych tematach, takich jak ich ulubiony film, program telewizyjny i muzyka. Harry był zadowolony, odkrywając, jak łatwa ich rozmowa była. Zawsze zakładał, że Louis będzie uroczy w prawdziwym życiu i był zadowolony odkrywając, że miał rację.
Dopiero godzinę później Zayn rzeczywiście wrócił z torbą ze Starbucksa, za co Harry był wdzięczny, ponieważ praktycznie umierał z głodu. Louis spytał, dlaczego zajęło to tak długo i Zayn wymamrotał w odpowiedzi, że został rozproszony po drodze. Harry przypomniał sobie, żeby później podziękować Zaynowi.
Jedzenie bułeczek i picie herbaty było dość krępujące, chociaż sytuacja z współlokatorem została wyjaśniona. Zayn nie mówił nic, chyba, że go o coś pytano, a Harry i Louis nie byli pewni jak kontynuować ich rozmowę w obecności osoby trzeciej. W końcu włączyli telewizor i puścili „Die Hard”, by wypełnić ciszę. Nikomu się to chyba nie podobało, ale nikt nie chciał narzekać.
Zayn usiadł na podłodze, podczas gdy Harry siedział obok Louisa na łóżku. Gdyby chciał, z łatwością mógłby sięgnąć i go dotknąć. Był tego boleśnie świadom. To było tak, jakby jego ciało umierało, by przesunąć się nieco, po prostu trochę blizej. Siedział jednak na swoim miejscu, nawet jeśli wymagało to dużo samokontroli. Zamiast tego, rzucał mu ukradkowe spojrzenia, po prostu nie mogąc się oprzeć. I za każdym razem gdy to robił, Louis uśmiechał się i czasem także na niego spoglądał, niemal wyzywającym wzrokiem. Harry lubił, kiedy to robił i nikgdy nie odwracał wzroku. W pewnym momencie, podczas finałowej sceny, Harry przyłapał się na tym, że ponownie wgapia się w Louisa. Ale tym razem, Louis nie odwzajemnił spojrzenia, ale utrzymywał wzrok na filmie, szepcąc:
- Przestań patrzeć na mnie.
Harry oczywiście nie zrobił tego, co mu kazano. Louis i tak nie wydawał się mieć to na myśli, ponieważ nie mógł powstrzymać się od uśmiechu, gdy to mówił. Bardziej niż kiedykolwiek wcześniej, Harry chciał sięgnąć i obrócić jego twarz, by móc spojrzeć na niego prawidłowo.
- Nie sądzę, bym mógł to zrobić.
Jego głos był ledwie szeptem, ale Harry wiedział, że Louis go usłyszał, sądząc po rumieńcach na jego policzkach.
Kiedy film się skończył, Harry spędził większość czasu wpatrując się w Louisa, niż na Bruce’a Willisa, co nie było aż tak zaskakujące. Napisy końcowe przewijały się, kiedy Harry odwrócił się po raz ostatni. Tym razem jednak Louis już na niego patrzył z czymś niezdecydowanym w oczach. Harry nie wiedział, co jego własne oczy mówiły, ale wiedział, że jego serce bije śmiesznie szybko i gdyby przesunął dłoń tylko kawałek, mógłby dosięgnąć rękę Louisa. Harry pochylił głowę, patrząc w dół, zastanawiając się czy powinien dać się ponieść, kiedy nagle ręka Louisa powoli przeniosła się i trafiła na ramię Harry’ego, głaszcząc go lekko. Ledwo oddychając, Harry przygryzł wargi i poniósł głowę, by spojrzeć na Louisa szeroko otwartymi oczami. Prawdopodobnie oczy Harry’ego były otwarte jeszcze szerzej.
Napisy końcowe prawdopodobnie nadal się przewijają. Zayn prawdopodobnie nadal siedzi skrępowany na podłodze. Świat zewnętrzny nadal prawdopodobnie istnieje. Harry nie musiał tego wiedzieć; jedyną rzeczą, jakiej był świadom, była mała dłoń dotykająca jego ramienia i niebieskie oczy, które patrzyły a niego ze zdumieniem.
I. Harry. Nie. Może. Oddychać.
A potem, znikąd, wydawało się, że Louis się przyłapał. Jakiekolwiek zaklęcie, które w magiczny sposób zostało rzucone na ich dwójkę, zniknęło, a Louis szybko cofnął rękę. Harry’emu brakowało dotyku sekundę po tym, jak zniknął.
- Cóż… – Louis zakaszlał i zeskoczył z łóżka, zostawiając Harry’ego, który patrzył na niego uważnie. – To było miłe. Prawdopodobnie powinienem już iść.
- Nie musisz iść. – Harry szybko stwierdził.
- Um… – Louis podrapał się po głowie, patrząc wszędzie, ale nie na Harry’ego. – Tak, powinienem. Mam rzeczy, wiesz, ważne rzeczy do zrobienia.
Harry nadal patrzył, nie wierząc mu.
- Racja.
- Tak.
Louis odwrócił się i ruszył w stronę drzwi, a Harry pospiesznie zeskoczył z łóżka i poszedł za nim.
- Cóż – powiedział Louis, gdy chwycił klamkę. – Pa.
Harry nie chciał tak tego zostawić.
- Spotkamy się jeszcze?
Gdy otworzył drzwi, Louis odwrócił się w stronę Harry’ego, a jego usta otwarły się lekko.
- Cóż, wiesz, gdzie mnie znaleźć.
Zanim nawet Harry miał szansę odpowiedzieć, Louis szybko odwrócił się i odszedł. I tak po prostu, już go nie było. Harry stał zamrożony w miejscu na kilka sekund, zanim sięgnął do przodu i zatrzasnął drzwi.
Kiedy się odwrócił, Zayn siedział, wpatrując się w niego, wyglądając na całkowicie zszokowanego. Odezwał się po raz pierwszy od ponad godziny.
- Czy to właśnie się stało, czy po prostu jestem na haju?
Harry przełknął ślinę.
- To się stało.
Nie mógł uwierzyć, że naprawdę to mówi, ale to prawda. To się stało. Właśnie spędził kilka godzin z Louisem Tomlinsonem. Coś, o czym marzył Bóg wie jak długo (sześć miesięcy). To rzeczywiście, kurwa, się stało. Harry z trudem to pojmował.
Po raz pierwszy od kilku godzin, czuł się, jakby mógł prawidłowo oddychać. Oparł się o ścianę, gdzie wyciągnął telefon z kieszeni i kliknął na aplikację Tumblr. Minęła chwila, ale zdecydował się napisać posta. Nikt inny go nie zrozumie, ale to bez znaczenia. On po prostu potrzebuje to napisać.
Wiem, gdzie cię znaleźć. I znajdę.
#its gotta be lou #only lou #it happened
* Cheaters – czyli „Oszuści”, ale w oryginale brzmi lepiej.
**toldyoutheycouldntsingstagram - „mówiłem, że nie potrafią śpiewać”.
***Canseewhytheydidn’twinXfactorstagram – „rozumiem, czemu nie wygrali Xfactora”.
10
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz