piątek, 24 stycznia 2014

882

3

Harry jest dość niepewny przez kilka dni, bo Anne nie mówi mu o tym, co postanowiła. Z niecierpliwością czeka na jakieś słowo od matki, ale ona chyba wciąż się zastanawia nad decyzją. To czekanie jest irytujące i Harry powoli godzi się z tym, że kolejną sesję przesiedzi z pozostałymi oraz z roześmianym Louisem, ale wtedy Anne woła go i mówi:

- Zgoda, Harry. Przepiszę cię na sesję indywidualną, jeżeli ma ci to pomóc.

Chłopak bardzo chce uściskać matkę, ale wie, że to nie spotkałoby się ze zrozumieniem; w końcu dla niej to tylko matczyna troska, a dla niego zakrojony na dużą skalę podstęp. Wyrzuty sumienia jednak szybko znikają, a Harry uśmiecha się i całuje Anne w policzek.

- Dziękuję, mamo.

To znaczy, że za dwa dni spotka się z Zaynem, nie mając za świadków reszty grupy. Trochę żałuje, że to również oznacza zerwanie kontaktów z Louisem, bo sesja indywidualna zaplanowana jest na środę. Podobno tylko ten termin Zayn miał wolny. Przez myśli Harry’ego przechodzi wiele pytań, między innymi jest szczerze ciekawy tego, co Zayn robi poza ośrodkiem i jak spędza czas. Zdaje mu się, że jest naprawdę fascynującym człowiekiem.

Właściwie, to dlatego tak bardzo pragnie go poznać. Pomijając już fakt, że jest również pociągający na swój sposób.

Ani Liam, ani Niall nic nie wiedzą o jego małym podstępie. Harry już słyszy w głowie głos Liama, który kategorycznie zabrania mu pakowania się w to, a Niall z pewnością skwitowałby to pytaniem:

- Czyli jesteś teraz gejem, Harry?

Problem w tym, że on sam tego nie wie. Pewna jego część wciąż buntuje się przeciw temu porządkowi, bo od zawsze patrzył w ten sposób tylko na dziewczyny. Pamięta to uczucie, kiedy jakaś dziewczyna oznajmiała mu, że jest nieprawdopodobnie uroczy, ale teraz spojrzenia rówieśniczek nie robią na nim wrażenia. Taka jest kolej rzeczy – kobietom podoba się ktoś taki jak Harry. Wysoki, szczupły, z dołeczkami w policzkach przy każdym szczerym uśmiechu i burza kędzierzawych włosów, które z pewnością muszą być super miękkie w dotyku. Harry dobrze wie, jaką rolę pełni w ich wyobrażeniach, ale nawet śliczne blondynki z zadartymi drobnymi noskami nie robią już z nim tego, co robiły jakiś rok temu.

Teraz spogląda na mężczyzn. Obserwuje ich ruchy, ocenia twarz, skupiając się na ustach i taksuje wzrokiem sylwetkę. Oblizuje usta, kiedy jakiś chłopak jest dobrze zbudowany, a jego lekko zarysowane mięśnie wychylają się zza koszulki. Czuje gorąco w podbrzuszu, kiedy któryś z nich łapie jego spojrzenie i kokieteryjnie puszcza mu oczko.

Czy to znak, że jego orientacja zmieniła się? Harry nie jest ekspertem w tych sprawach; wszystko to dzieje się u niego po raz pierwszy, a on wciąż jest zagubiony. To, że stracił zainteresowanie płcią przeciwną nie oznacza, że musi być gejem, prawda? Ale on czuje coś, czuje coś dziwnego pod czaszką co mówi mu, że tylko mężczyzna może mu dać to, czego oczekuje w tym momencie swojego życia.

Może jest to chęć eksperymentu. Harry wie dużo o dziewczynach; posiadanie starszej siostry jest zaletą, jeżeli chodzi o to, jak się zachować w pewnych sytuacjach. Wie, że większość rozkleja się przy oglądaniu Titanica i wtedy trzeba podać im chusteczki i pozwolić wypłakać się na ramieniu, bo za każdym razem mają nadzieję, że Jack wyjdzie z tego cało. Wie, że należy zapewniać ich o swoich uczuciach, kiedy nadchodzi napięcie przedmiesiączkowe i kochać je nawet wtedy, kiedy nie mają makijażu i są ubrane w rozciągnięty, stary dres. Trzeba pamiętać o rocznicach i znać imiona przyjaciółek oraz chociaż raz w tygodniu pozwolić im na plotkowanie. Powinno się im wybaczać, kiedy wieszają na ścianie plakat idola zamiast zdjęcia swojego chłopaka i kiedy zapominają, że w telewizji leci mecz ulubionej drużyny. Ta wiedza bardzo przydaje mu się w życiu i dlatego ma za sobą kilka udanych związków.

Jednak związek z mężczyzną to wciąż pewna niewiadoma i Harry zdaje sobie sprawę, że wtedy inne rzeczy stają się priorytetami, podczas gdy niektóre schodzą na drugi plan. Nie zdążył jeszcze tego posmakować; oprócz flirtowania z Nickiem i krótkiego pocałunku na schodach podczas imprezy u Veroniki Smith nie miał jeszcze bliższego kontaktu z innym mężczyzną.

To, że Zayn jest od niego starszy o prawie dziesięć lat i jest jego terapeutą, który ma mu pomóc nie stanowi dla niego żadnego problemu. Ten pociąg do Malika nie jest z pewnością zdrowy i na miejscu w jego sytuacji. Jest jeszcze gówniarzem, nawet on sam tak o sobie twierdzi, a Zayn to dorosły i dojrzały mężczyzna. Mimo to Harry’ego i tak bardzo ciągnie do niego, chociażby dlatego, że to w jakiś sposób zakazane. To bariera, którą można pokonać i Harry nie może doczekać się chwili, aż to zrobi.

Ignorując konsekwencje dotrze do celu, bo on nie ma w zwyczaju się poddawać.

* * *

Środa nadchodzi zdecydowanie za szybko, a Harry ma w głowie totalną pustkę, gdy podjeżdża pod znajomy budynek. Jego ręce wciąż leżą na kierownicy i drżą. Może to z powodu strachu, która nagle zaczyna go przepełniać; jeszcze kilka godzin temu wręcz nie mógł się doczekać spotkania z Zaynem, a teraz boi się wyjść z samochodu.

Przez myśl przechodzi mu ewentualność ucieczki. Nie, to całkowicie odpada. Po prostu musi tam wejść.

Jego krok jest powolny i próbuje odciągnąć swoją uwagę czymkolwiek, kiedy zmierza w stronę dwuskrzydłowych drzwi. Zauważa parę z dzieckiem i starszą panią, która przechodzi przez pasy, wspomagając się drewnianą laską. Potem patrzy w niebo i stwierdza, że pogoda nie jest najgorsza, chociaż słońce mogłoby świecić mocniej. Zanim przekracza próg ośrodka wyciąga z kieszeni telefon, jakby nieodebrane połączenie widniejące na ekranie miałoby mu dać jeszcze jeden pretekst do zwlekania ze spotkaniem. Połączeń nieodebranych brak.

Decyduje się i wchodzi do środka, bo przecież nie jest tchórzem. Jak zwykle wita się z recepcjonistką, która odpowiada mu znudzona na powitanie, a potem wchodzi po schodach.

Drzwi do gabinetu Zayna są otwarte. Harry wstrzymuje oddech i pozwala sobie na zajrzenie do środka, a jego ręka zaciska się na framudze. Mężczyzna stoi przy jednym z dużych, wykonanych z ciemnego drewna regałów i kartkuje niebieską teczkę, którą trzyma w dłoniach. Ma na sobie jasne dżinsy i czarną kurtkę, choć w pomieszczeniu jest dosyć ciepło. Zrezygnował z żelu i jego włosy sterczą w naturalny sposób, zdrowo błyszcząc.

Z pewnością nie można go uznać za stereotypowego psychologa, z którymi Harry miał do czynienia.

Jego zainteresowane spojrzenie wędruje po mężczyźnie; Harry zagryza wargę mimowolnie, gdy widzi zarys szczęki, bo Zayn odwraca się lekko w jego stronę, nadal nieświadomy obecności intruza. Spoglądanie na Zayna z ukrycia jest w pewnym stopniu podniecające. Sposób, w jaki marszczy nos, gdy widzi coś, co nie podoba mu się w dokumentach jest uroczo seksowny, a na uśmiech wykwitający na jego twarzy Harry mógłby patrzeć bez końca.

W obecności Zayna z Harrym źle się dzieje, o ile złym można nazwać ten dreszcz przebiegający po jego kręgosłupie w chwili, gdy Zayn schyla się po kartkę papieru, która wypada z teczki. Harry zaczyna się czuć jak ośmiolatek podglądający scenę miłosną, kiedy rodzice każą zamknąć oczy.

Nie powinien tak stać, w każdej chwili ktoś może go zobaczyć.

- Hej.

Głowa Zayna odwraca się w stronę Harry’ego, gdy słyszy jego głos. Najpierw marszczy brwi, a kiedy Harry wchodzi do środka i zamyka za sobą drzwi, prawy kącik ust lekko drga i wreszcie unosi się do góry.

- Witaj, Harry.

Początkowo Styles nie wie, co ma zrobić z dłońmi; sięga do rzemyka i obraca go nerwowo siedem razy, tak na szczęście.

- Wszystko dobrze? – pyta Zayn, odkładając teczkę na miejsce.

- Tak, dzięki. A u ciebie?

Harry zupełnie inaczej wyobrażał sobie to spotkanie.

- Silene znowu dała mi w kość, ale nie narzekam.

Chłopak zamiera na chwilę, a Zayn dostrzega to. Jego usta wyginają się w szczerym uśmiechu.

- Silene to mój motocykl. Twarda sztuka, no wiesz. Tak to już bywa z kobietami – pospiesza z wyjaśnieniami, jakby to było konieczne. Przecież nie musi tłumaczyć się Harry’emu, prawda?

Harry kiwa głową na te słowa, bo rzeczywiście wie co nieco o kobietach, choć te, z którymi się spotykał, miały po szesnaście lub siedemnaście lat. I właściwie pasuje do nich bardziej określenie dziewczyn niż kobiet.

- Siadaj. Zaraz zaczniemy. – Zayn wykonuje nieokreślony ruch dłonią, mając zapewne na myśli któreś z krzeseł, kanapę, lub…

- Nie wierzę, na serio masz tu kozetkę – mówi Harry, spoglądając na mebel.

- Mam też barek z dobrą szkocką whisky i ginem. W razie, gdybyś miał gorszy dzień. – Zayn mruga do niego okiem, a Harry szybko odwraca głowę, by ukryć rumieńce. Naprawdę nie wie, jak uda mu się przetrwać dwie godziny z Zaynem tuż obok siebie.

Rozgląda się po pomieszczeniu i zauważa też, że jedna ściana pokryta jest w całości graffiti. Harry zna ten rodzaj sztuki; w jego klasie kilku chłopaków zajmuje się tym i chwali dziewczynom, że robią to nielegalnie w środku nocy, a potem uciekają przed policją. Widzi ich dzieła, kiedy mija starą piekarnię idąc do szkoły. Jednak, ktokolwiek uczynił sobie ścianę w tym gabinecie za miejsce do wyładowanie inspiracji, jest o wiele lepszy niż jego koledzy.

Chcąc zająć czymś ręce, sięga po stojącą na biurku ramkę ze zdjęciem. Przygląda się roześmianym twarzom trzech ciemnowłosych dziewczyn, które szczerzą zęby do obiektywu.

- To twoje siostry?

- Tak. Od lewej to Doniya, a w środku Safaa. I Waliyha.

Głos Zayna pochodzi z bliskiej odległości i okazuje się, że stoi zaraz za Harrym, spoglądając przez jego ramię na zdjęcie. Chucha swoim oddechem w szyję Harry’ego, powodując pojawienie się gęsiej skórki, a serce omija kilka uderzeń.

Po chwili Zayn obchodzi biurko i siada na swoim miejscu. Z kieszeni kurtki wyciąga paczkę papierosów, a potem odpala jednego białą zapalniczką, nie częstując Harry’ego ani nie pytając o pozwolenie. Harry nie przepada za dymem, ale nic nie mówi. Zamiast tego siada na jednym z białych skórzanych foteli i czeka, aż Zayn zacznie na poważnie ich spotkanie, ale ten tylko podnosi się ze swojego krzesła i podchodzi do okna, łapiąc w locie szklaną popielniczkę.

-Myślisz, że jestem gejem? – Pada nagle pytanie, a Harry zamiera na kilka długich chwil. Ta bezpośredniość Zayna poraża go do tego stopnia, że w jego głowie pojawia się pustka i zupełnie nie wie, co odpowiedzieć. Bo Zayn czeka na odpowiedź; odwraca się w stronę Harry’ego i wypuszcza dym nosem, unosząc brew.

- Ja… Ja-a nie wiem, o co ci chodzi – wydusza z siebie w końcu Harry i słyszy w odpowiedzi śmiech. Szczery, głośny śmiech.

- Harry, nie jestem głupi. Nie byłoby cię tutaj, gdybyś uważał inaczej. Wiem też, że ta sesja indywidualna to bujda – twierdzi Zayn.

Harry czuje, że grunt ucieka spod jego nóg, bo jego podstęp zostaje szybko wykryty. I to przez kogoś, kto jest powodem wszystkich kłamstw. Nie może uwierzyć, że jest tak przewidywalny. Momentalnie jego policzki pokrywają rumieńce, a on chce uciec stamtąd jak najdalej, ale jego mięśnie wiotczeją i nie jest zdolny do żadnego ruchu.

Potem przypomina sobie słowa ojczyma, który mówi mu to za każdym razem, gdy Harry przegrywa z nim kolejną partię szachów. Najlepszą obroną jest atak.

- Skoro wiesz, to dlaczego się zgodziłeś? W końcu nie potrzebujesz problemów, jak mniemam?

Uśmiech na twarzy Zayna gaśnie, zastąpiony przez uczucie, którego Harry nie jest w stanie odgadnąć. Usta tworzą cienką linię, a zmarszczki przy oczach nikną. Mężczyzna gasi papierosa w popielniczce i wraca na swoje miejsce, odstawiając ją na biurko.

- O czym chcesz dzisiaj porozmawiać? – zmienia niewygodny temat. Harry przybija sobie mentalnie piątkę za to, że nie dał się zwieść swojemu terapeucie, chociaż ucisk w żołądku pozostaje. Czuje się niepewnie, ale Zayn nie wydaje się zmierzać do urwanej dyskusji, wyciągając z szuflady swoje notatki i długopis.

To będą trudne dwie godziny, tak myśli. Z minuty na minutę jednak staje się odważniejszy i z łatwością opowiada o swoim codziennym życiu. Zayn chyba jest zainteresowany; pyta o jego przyjaciół, o poprzedniego psychologa; temat nawet zahacza o jego byłe dziewczyny.

A potem pada to pytanie.

- Jesteś homoseksualny?

- Nie muszę na to odpowiadać, prawda? – Harry robi się spięty. Nie chce do tego wracać; krzyżuje ramiona na klatce piersiowej i patrzy wyzywająco na mężczyznę za biurkiem.

- Nie musisz – zgadza się Zayn i nie wraca do tego tematu już do końca spotkania. Harry czuje dziwny niesmak i jest niepocieszony, że sto dwadzieścia minut mija tak szybko. Pomijając pewne kwestie, nadal chce tu wracać.

Wie, że Zayn zna prawdę, choć nie okazuje tego po sobie. Coś mówi mu, że zgodził się na te indywidualne sesje z jakiegoś konkretnego powodu i bardzo pragnie dowiedzieć się, jaki on jest. Wstaje z fotela i chce już się pożegnać, gdyż cisza panująca w gabinecie staje się ciężka i męcząca, ale Zayn podnosi się i podchodzi do Harry’ego.

- Masz rację, nie potrzebuję problemów. Wciąż nie wiem, dlaczego się zgodziłem, bo nie powinno cię tu być, ale muszę być jakimś idiotą, bo wciąż tu jesteś. I to jest ponad moje siły.

Harry nie rejestruje, kiedy ciepła dłoń Zayna ląduje na jego policzku. Widzi tylko ciemne oczy, znajdujące się zaledwie kilkanaście milimetrów od jego tęczówek, widzi bladoróżowe usta, obserwuje nawet, jak się zbliżają, a potem delikatnie napierają na wargi Harry’ego.

Harry zastyga w bezruchu, niezdolny do czegokolwiek, poza staniem tam i czekaniem na kolejny gest Zayna. Pozwala jego dłoni, by spoczęła na barku Harry’ego, a potem nieoczekiwanie rozchyla usta. Czuje smak papierosów i słonych paluszków, które Zayn musiał jeść przed jego przyjściem. Ich języki zaczynają na siebie napierać, a Harry ma w głowie totalną pustkę.

Nie powinien. Nie może. To wbrew zasadom.

Przecież tego chciałeś, mówi drugi głosik w jego myślach, naśmiewając się z pierwszego.

Nie jestem jeszcze na to gotowy.

Po prostu go pocałuj, idioto!

Dwa głosy rywalizują w jego głowie, podczas gdy Harry wciąż nie rusza się. Usta Zayna masują jego wargi łagodnie, a ciało zbliża się jeszcze bliżej Harry’ego, nie pozostawiając żadnej przestrzeni między nimi. Podbrzusze młodszego chłopaka płonie od mrowienia, bo Zayn wie, co robi, ale Harry zupełnie nie wie, co tu się dzieje.

Jest zagubiony. Jeszcze nie czas, zaplanował to inaczej, przecież…

Połączenie między nimi zostaje przerwane, kiedy Harry odpycha stanowczo Zayna od siebie, a potem nie zaszczycając go spojrzeniem wybiega z jego gabinetu, ignorując jego wołanie. Zbiega szybko po schodach, lekceważy zaciekawioną recepcjonistkę i wybiega z budynku.

Wydaje mu się, że wszyscy wiedzą; nawet żebrak, grzebiący w kontenerze na śmieci. Chwilę zajmuje mu dotarcie do kluczyków i otworzenie auta, a kiedy wreszcie siada na siedzenie kierowcy i blokuje zamki, uznaje, że jest bezpieczny.

Chowa głowę w dłoniach i próbuje pozbierać myśli. Zayn go pocałował. To sukces, że przyjmuje tę wiadomość do siebie i nie broni się przed prawdą. Co w takiej sytuacji powiedziałaby mama?

Uspokój się Harry. Po prostu oddychaj.

Harry wyobraża sobie, że Anne mówi do niego spokojnym głosem i jego płytki oddech normuje się. Panika jednak wciąż w nim tkwi, bo to nie miało stać się tak szybko. To miał być powolny proces, który Harry sam by zapoczątkował. Nie spodziewał się, że Zayn będzie chciał… Że zrobi to… I chociaż to przecież nic takiego, to dlaczego tak panikuje? W końcu to tylko pocałunek. Całkiem miły, fajny początek dla ich relacji. Teraz powinien po prostu odjechać i zostawić to do następnej środy, do ich kolejnej sesji.

Powinien. Jednak Harry Styles nigdy nie robi tego, co powinien.

* * *

Cóż, Harry wcale nie czuje się tak źle z tym, że Zayn go pocałował. Wciąż jest trochę zaskoczony tym faktem i dotyka swoich ust co chwilę, przypominając sobie spękane wargi Zayna masujące je z taką lubością i oddaniem. I prawdę mówiąc to…

Chce to powtórzyć.

To musi być zauważalne dla wszystkich wokół, kiedy Harry chodzi rozpromieniony bardziej niż zwykle i zmywa naczynia chętniej, kiedy Anne go o to poprosi. Wręcz unosi się na różowej chmurce, myśląc o Zaynie i pocałunku, a plany Liama by wyjechać gdzieś na kilka dni traktuje z dużą aprobatą. Dla większości jest to pewnie objaw fazy wzmożonej aktywności; to coś, do czego się przyzwyczaili, bo to zawsze pojawiało się co kilka miesięcy lub tygodni. Może to nawet ich cieszy, bo wolą podnieconego Harry’ego i to, że jest go wszędzie pełno niż smutnego, snującego się po domu chłopaka, który nie ma na nic ochoty i siedzi w pokoju, uznając całe swoje życie za serię pomyłek.

Nikt nie zdaje sobie sprawy, że to nie objawy choroby, a zwykłe przeżywanie nowej tożsamości, którą Harry w sobie odkrywa.

Jest niedziela. Dla rodziny Harry’ego to pewne święto; wspólnie robią obiad, a potem oglądają film. To ich tradycja i nikt nie przeciwstawia się temu; Harry posłusznie podaje deser, a Gemma w tym czasie wkłada płytę do odtwarzacza DVD, by usiąść przy Anne i czekać, aż brat poda jej talerz z ciastem, a potem dosiądzie się do nich i będzie jęczał, że to kolejna komedia romantyczna.

Harry jednak posłusznie siada obok siostry i nie zauważa faktu, że Gemma wybrała Incepcję. Zajmuje się jedzeniem jabłkowego ciasta, patrząc na DiCaprio pojawiającego się na ekranie, ale nie rozumie żadnego ze słów.

Powód jest prosty. Nazywa się Zayn i totalnie zawrócił mu w głowie.

Trwa film, a Harry nadal jest wyłączony, gdy jego kieszeń nagle zaczyna wibrować. Anne zerka na niego z naganą, podczas gdy Harry wydobywa wreszcie telefon z dżinsów i rzuca jej przepraszające spojrzenie.

- Muszę odebrać – szepcze, a potem wstaje z kanapy i wychodzi do holu, spoglądając na ekran.

Numer nieznany.

- Tak?

- To ja.

Harry szybko domyśla się, że ja to Zayn i zasycha mu w gardle. Przełyka ślinę i wycofuje się do kuchni.

- Czego chcesz? – pyta wreszcie Harry i zdaje sobie sprawę, że jego głos nie brzmi zbyt miło. Właściwie, Zayn nie zrobił niczego złego, ale Harry uznaje, że dobrym jest pokazanie Zaynowi, że to wcale nie musiało być dobre.

- Spotkajmy się.

- Nie mogę, siedzę z rodziną i…

- Harry, musimy się spotkać. Rozumiesz to? – Głos Zayna jest natarczywy i stanowczy; Harry wie, że mężczyzna nie przyjmie sprzeciwu.

- Skąd masz mój numer? – gra na zwłokę.

- Twoja karta to nie tylko imię i nazwisko oraz numer ubezpieczenia, Harry. – Zayn prycha, jakby odpowiedź na to pytanie była oczywista. – Jestem wolny do siódmej. Będę w barze u Joego, wiesz gdzie to jest?

- Tak, wiem.

- Więc do zobaczenia.

Zanim Harry zdąża coś powiedzieć, połączenie zostaje przerwane, a on szybko łapie swoją kurtkę i w pośpiechu wciąga buty.

- Mamo, wychodzę!

Wie, że jeżeli zostanie w domu chwilę dłużej, Anne wybije mu ten pomysł z głowy. Dlatego łapie kluczyki do auta i zanim matka pojawia się w holu, wybiega z domu.

Jego zasady po raz pierwszy zostają złamane.

* * *

Harry dobrze zna bar Joego. Wpada tam czasami, gdy razem z przyjaciółmi spędza dzień w Manchesterze i potrzebuje czegoś mocniejszego. Joe zawsze sprzedaje im alkohol bez pytania o dowód tożsamości; sądzi, że młodzi ludzie i tak znajdą sposób by coś wypić, a wypicie kilku piw w barze na pewno jest przyjemniejsze niż chowanie się w spelunach i czatowanie na rogu, by nikt z dorosłych ich nie zobaczył. Dlatego Harry tak bardzo go lubi i odwiedza Joego nawet wtedy, kiedy jest sam, bo lubi z nim rozmawiać.

Bar jest pusty, pomijając dwóch podpitych już mężczyzn w kącie oraz barmana, któremu Harry rzuca krótkie cześć. Nie zauważa Zayna; dopiero kiedy on podnosi się i czeka, aż Harry dołączy do niego, chłopak czuje mocne bicie serca. Przełyka ślinę i zmusza się do zrobienia pierwszego kroku.

- Mam nadzieję, że to jakiś ważny powód – mówi na wstępie. Zayn wskazuje mu ręką miejsce naprzeciwko i Harry zauważa, że jego kufel z piwem jest prawie pusty.

- Zamówić ci coś? – pyta, podążając za jego wzrokiem. Styles kręci głową, machając dłonią z kluczykami. Zayn wydaje z siebie aprobujące mruknięcie, a potem kiwa palcem na barmana. Dopija resztkę piwa i po chwili stoi przed nim nowy kufel, pełny złotego płynu, w którym Malik od razu zanurza usta.

- Jeżeli sprowadziłeś mnie tutaj tylko po to, żebym patrzył, jak pij…

- Nie, Harry. Nie o to chodzi.

Zayn podnosi mętne spojrzenie na chłopaka i Harry z przerażeniem stwierdza, że te brązowe tęczówki całkowicie go pochłaniają i powodują nieznaczny ruch w niższej partii ciała. Dobrze, że jest ciemno, nie widać chociaż rumieńców na policzkach Harry’ego. Zagryza policzek od środka i patrzy wyczekująco na swojego terapeutę, jednak ten nadal nic nie mówi.

- Wyduś to z siebie wreszcie – mówi zniecierpliwiony. Nie potrafi ukryć zdenerwowania; mina Zayna jest poważna, jakby za chwilę miał oznajmić mu, że wszyscy dowiedzieli się o tamtym incydencie i teraz nie ma czego szukać w ośrodku.

Ten scenariusz jest absurdalny, ale Harry jest zbyt przerażony, by myśleć racjonalnie.

- Chciałbym cię przeprosić.

Brew Harry’ego unosi się, a kącik ust drga, ale Harry nie uśmiecha się.

- Przeprosić…?

- Nie powinienem był cię wtedy pocałować. Cholera, Harry, jesteś moim podopiecznym! Muszę być profesjonalistą, nie mogę robić takich rzeczy z osobami, które nawet nie są dorosłe… - jęczy Zayn, wbijając wzrok w szklane naczynie przed sobą.

- Jestem dorosły – protestuje cicho Harry, ale Zayn wydaje się go nie słyszeć.

- Ale kiedy pierwszy raz cię zobaczyłem, z tymi zarumienionymi policzkami, z tym nieśmiałym uśmiechem i tym nerwowym sposobem, jakim przekręcasz bransoletkę na nadgarstku, nie potrafiłem racjonalnie myśleć.

On zauważył. Harry jest zdziwiony, bo nikt nie wie, że rzemyk pomaga mu w opanowaniu zdenerwowania.

- Skąd o tym wiesz?

Zayn podnosi głowę i uśmiecha się, ukazując rząd równych, białych zębów.

- Jestem psychologiem, Harry. Widzę więcej, niż może ci się wydawać.

W takim razie widzi, że Harry szaleje na jego punkcie i Stylesowi nie za bardzo podoba się ta wizja. Dopiero po chwili docierają do niego słowa, które Zayn powiedział chwilę wcześniej. Jednak Malik nie daje mu dojść do słowa.

- Myślałem, że uda mi się to jakoś powstrzymać, ale jesteś… Och, Harry.

- Jaki jestem? – chce się dowiedzieć Styles, ale Zayn mu nie odpowiada. Pociąga kolejnych kilka dużych łyków z kufla. Postanawia zaatakować z innej strony.

- To znaczy, że… jesteś gejem?

Czerwieni się, kiedy Zayn na niego spogląda. To pytanie nie jest na miejscu. Nie powinien o to pytać. To prywatna sprawa Malika, a on wchodzi w jego życie z brudnymi butami, jakby miał do tego prawo. A przecież nie ma. Ta relacja opiera się na więzi terapeuta - pacjent, dlaczego Harry więc sądzi, że może się to zmienić?

Zayn śmieje się.

- Tak po prawdzie, to sam nie wiem.

Harry marszczy brwi, a jego ręka zamiera na nadgarstku. Sam nie wie, kiedy podążyła w stronę rzemyka.

- Jak można nie wiedzieć?

- Przez cztery lata miałem żonę. Wydaje mi się, że to wystarczający dowód na to, że potrafiłem być heteroseksualnym, normalnym człowiekiem. – Zayn akcentuje przedostatnie słowo w przesadnie sarkastyczny sposób.

Zayn miał żonę. Na żołądku Harry’ego zawija się supeł.

- Miałeś? To znaczy, że ona nie żyje?

Malik chichocze pod nosem.

- Nie żyje? Złego diabli nie biorą, Harry. Z tego co wiem, ma się dobrze i przygruchała sobie jakiegoś chłoptasia na moje miejsce – odpowiada, śmiejąc się.

- Jesteście po rozwodzie?

- W trakcie.

Harry patrzy, jak Zayn dopija swoje piwo, a potem stwierdza, że nic tu po nim. Właściwie, Zayn powiedział mu to, co miał powiedzieć, a Harry nie umie siedzieć tak po prostu przy nim i udawać, że wszystko jest w porządku. Bo nie jest. I nie będzie, póki Styles nie nauczy się kontrolować tego cholernego pożądania.

Chociaż bardzo pragnie dowiedzieć się, jaki jest, wie, że jego miejsce jest w domu, a nie przy trochę wciętym terapeucie.

- Powinienem już jechać.

Powoli się podnosi ze swojego miejsca i chce wyjść zza stołu, ale Zayn łapie stanowczym ruchem jego nadgarstek i przygważdża go do blatu.

- Przeprosiny przyjęte?

- Nie masz za co mnie przepraszać, Zayn.

Mierzą się na spojrzenia, aż wreszcie Harry wyciąga dłoń spod stalowego uścisku Malika i rusza w stronę drzwi. Jest w połowie drogi, kiedy słyszy za sobą:

- Podwieziesz mnie do domu?

* * *

Harry jest pewien, że to nie jest dobry pomysł. Jego ramiona są napięte, a usta zaciśnięte, kiedy siedzi obok Zayna w swoim samochodzie i czeka na zmianę światła na zielone, podczas gdy jego terapeuta siedzi z głową opartą o zagłówek fotela i milczy, wpatrując się w jakiś punkt przed sobą. Nie ma pojęcia, dlaczego na prośbę Malika odpowiedział twierdząco, ale zaczyna żałować, że się zgodził.

To niezdrowe. Obecność Zayna odbiera mu rozum; mężczyzna jest blisko, za blisko. Ramię Harry’ego dotyka ramienia mężczyzny za każdym razem, kiedy jego ręka zmienia bieg, a to powoduje za każdym razem ten sam, elektryzujący dreszcz przebiegający mu po kręgosłupie. Jeszcze nigdy nie czuł się tak dobrze i ekscytująco, a jednocześnie źle. To trochę pogmatwane i Styles jest bliski frustracji, bo nie wie, które uczucie jest słuszne.

- Tutaj w lewo – odzywa się nagle Malik, a Harry udaje, że wcale nie drgnął na ten niespodziewany dźwięk jego głosu.

Posłusznie wykonuje polecenie i po chwili parkuje pod wysokim apartamentowcem, a następnie czeka, aż Zayn wytoczy się z auta. Nie idzie mu jednak tak źle; sprawnie odpina pas, który Harry nakazał mu zapiąć i otwiera drzwiczki auta, ale nie wychodzi. Spogląda pytająco na Harry’ego z ręką na klamce, a Styles marszczy brwi.

- Wejdziesz na górę?

Chłopak zastyga w bezruchu. Nie było przecież mowy o wejściu na górę.

- Myślałem, że twoja prośba obejmuje tylko bezpieczne odstawienie cię do domu.

- Obejmowała. Teraz zapraszam cię do siebie. To źle? – Zayn przekrzywia głowę w oczekiwaniu na odpowiedź.

- Nie za bardzo wiem, czy powinienem, zresztą muszę wraca…

- Do czego? Do siedzenia na kanapie z matką i siostrą? – Harry udaje, że nie słyszy tej ironii w głosie terapeuty, chociaż ma wielką ochotę mu przyłożyć.

- Myślę, że to lepsza rozrywka na niedzielne popołudnia niż siedzenie ze swoim pijanym terapeutą. – Harry stara się, by jego odpowiedź brzmiała w podobnym tonie, co pytanie Zayna. Chyba mu się to udaje, bo na twarzy mężczyzny pojawia się niewyraźny grymas.

- Nie jestem pijany – stwierdza tylko, wychodząc z auta. – Ale rozumiem. Nie to nie.

- Zaczekaj!

Harry’emu nie udaje się ugryźć w język; jakaś część jego chce nadal znajdować się przy Zaynie, pijanym czy też nie. To nie ma znaczenia.

Może mu się wydawać, że gdy Zayn nachyla się w jego stronę, na jego twarzy wykwita triumfalny uśmiech. Woli się nad tym nie zastanawiać – przekręca kluczyk w stacyjce i wychodzi, a potem rusza za Zaynem w kierunku wejścia do budynku.

Tak jak myślał – drzwi otwierały się na specjalny kod, który Zayn wciska kilka razy, zanim pojawia się zielone światełko i mogą wejść. Harry powstrzymuje się od uwag, drepcząc za nieco chwiejącym się Zaynem. Kiedy docierają do windy, Malik jest w trakcie poszukiwania kluczy w kieszeni swojej skórzanej kurtki. Młodszy chłopak przypatruje się mu, aż winda dociera na parter, a potem obaj przekraczają jej próg. Niecałą minutę później znajdują się już przed drzwiami do mieszkania mężczyzny i bez większych przeszkód wchodzą do środka, bo Zayn wsuwa odpowiedni klucz do odpowiedniego zamka.

Harry jest trochę niespokojny; wkracza w prywatny, mały świat Zayna, o którym nic nie wie i o którym nie powinien nic wiedzieć. Zdaje sobie sprawę, że sprawy idą za daleko i nawet fakt, że pragnął tego jeszcze kilka dni temu nie powoduje, że czuje się lepiej.

Prawdę mówiąc, czuje się trochę jak w jaskini lwa, chociaż mieszkanie Malika wcale jaskini nie przypomina. Długim holem przechodzi się do jednego z pokoi; widać też małą kuchnię z okrągłym stolikiem przy oknie i kaktusem na parapecie.

- To Arnold – wyjaśnia Zayn, który musiał zauważyć, że wzrok Harry’ego padł właśnie na niego.

- Nadajesz imiona roślinom?! – pyta z niedowierzaniem Harry, na co Zayn wzrusza ramionami.

- Przypadłość psychologa. Czasami trzeba z pogadać z kimś normalnym.

- Och, czyli ja najwyraźniej zaliczam się do tych nienormalnych – rzuca ironicznie Harry.

- Sam to powiedziałeś. – Malik uśmiecha się do niego łagodnie, próbując ściągnąć z nóg swoje ciężkie buty. Harry kręci głową z politowaniem i z trudem powstrzymuje się od chęci zaproponowania mu pomocy; równowaga Zayna jest już trochę zaburzona, więc musi podtrzymywać się ściany, by nie upaść.

- Zaproponujesz mi teraz herbatę i posiedzimy jak para starych, dobrych znajomych?

- Poczęstowałbym cię nawet ciastem czekoladowym, które dzisiaj kupiłem, ale mam inne plany.

Harry patrzy zaskoczony na Zayna, który zrezygnował już z rozwiązywania butów na rzecz ściągnięcia z siebie kurtki i rzucenia jej w kąt. Styles przełyka ślinę, gdy widzi ciemny sweter odkrywający obojczyki Malika i skłamałby mówiąc, że to na niego nie działa.

Z zażenowaniem odkrywa, że wybrzuszenie w jego spodniach staje się coraz większe, ale potem coś odrywa jego uwagę od tego małego problemu i sprawia, że jego zmysły szaleją, a rozum tępieje.

Zanim zdąża się zorientować, jest już przyciskany do ściany przez dyszącego mu do ucha Zayna. Czuje, jak palce Malika mocno wczepiają się w jego boki i nie powstrzymuje się od jęku, gdy po jego ciele przebiega podniecający dreszcz. Zayn przesuwa ręce dalej i sięga rąbka bluzy Harry’ego, by podwinąć ją do góry i zakreślić kilka kółek na nagim podbrzuszu.

- To są te twoje inne plany? – pyta Harry głupio, chociaż zna odpowiedź.

- Te i jeszcze kilka innych – mruczy Zayn w skórę jego szyi. Drażni ją językiem i podgryza zębami; muska oddechem, powodując jeszcze większe dreszcze. Harry wie, iż nie ma szansy ze swoim pragnieniem – Zayn jest tak blisko, tak dotkliwie blisko, że powoduje to aż fizyczny ból. Jest świadomy, że to nie powinno iść w tym kierunku, ale zarost Zayna na jego policzku odsuwa te myśli gdzieś daleko.

To stanowczo idzie tam, gdzie jeszcze nigdy nie był z mężczyzną.

W jego głowie pojawia się przelotna myśl, że to jest złe. Zayn to zakazany owoc, którego Harry nie może mieć, a jednak wygląda na to, że udaje mu się zerwać go i posmakować.

Wargi Zayna odnajdują usta Harry’ego; początkowo ich ruchy są powolne, bez pośpiechu rozkoszują się smakiem młodszego chłopaka i doprowadzają do całkowitego rozluźnienia jego ciała. Napięte ramiona Harry’ego relaksują się, a jego dłonie odnajdują plecy Zayna. Chętnie wypycha biodra w jego kierunku, wciąż pragnąc więcej, ale Zayn dalej go całuje. Pocałunek staje się coraz bardziej nachalny i namiętny. Jego język przesuwa się po dolnej wardze Zayna, zachęcając go do czegoś więcej, a na ten znak ręka Malika podnosi się i wsuwa we włosy Harry’ego, przyciągając głowę bliżej siebie.

To trwa naprawdę długo. Ich języki przepychają się, a ciała lgną do siebie. Usta zaczynają piec niemiłosiernie od brutalnych pocałunków i nogi drżą z pożądania. Harry zdaje sobie sprawę, że może to zmierzać tylko do jednego, ale pozwala Zaynowi na wszystkie rzeczy, które z nim robi. Pozwala na to, by Zayn dosięgnął jego paska i odpiął go, a potem zsunął z bioder spodnie wraz z bokserkami.

Odchyla głowę do tyłu, gdy usta Malika obejmują całą długość jego erekcji, a język pieści subtelnie główkę. Mrowienie w podbrzuszu przybiera na sile, tak samo jak ruchy Zayna. Dłoń Harry’ego zaciska się na jego włosach i przyciąga głowę do ciała, a Malik przystaje na to. Zagryza nerwowo wargę i zaciska powieki tak bardzo, że widzi ciemne plamy. Zayn przyspiesza, a Harry wtóruje mu jękiem aprobaty, wysuwając ciało jeszcze bardziej.

Jest blisko, tak bardzo blisko i to uczucie rozpiera go tak mocno, że przez chwilę zastanawia się, czy to jawa, czy sen i możliwe jest, by ktokolwiek czuł taką gamę doznań jednocześnie.

Jego terapeuta właśnie mu obciąga w swoim mieszkaniu. Jeszcze kilka godzin temu nie powiedziałby, że ta niedziela skończy się taki sposób.

Główka penisa obija się o tylną ścianę gardła Zayna, a ten okrąża go językiem jeszcze raz i to ten ruch powoduje, że Harry odrzuca głowę do tyłu i krzyczy kilka głośnych przekleństw, a potem jęczy donośnie. Mija chwila, zanim jego zmysły wracają do normy, a oddech normuje się. Zayn już stoi przed nim, uśmiechając się i oblizując kącik ust.

Harry zdaje sobie sprawę, że musi wyglądać zupełnie inaczej niż zwykle; jego oczy zapewne błyszczą niezdrowo, a rumieńce na policzkach świadczą, że przed chwilą przeżył coś naprawdę imponującego. Bo przeżył. Jeszcze nikt nigdy nie zrobił mu loda w taki sposób. I po minie Zayna widzi, że to jest tylko jeden ze sposobów.

Nie myli się. Zayn inicjuje pocałunek, a potem łapie go za dłoń. A Harry pozwala mu na to, by wciągnął go do swojej sypialni i zatrzasnął za nimi drzwi, a potem powiedział coś naprawdę niegrzecznego.

- Chcę cię pieprzyć, Styles.


3

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz